http://forum.gazeta.pl pl Copyright © Agora SA All rights reserved. Wt, 22 maj 2018 11:45:35 +0200 Gazeta.plhttp://www.gazeta.pl/img/w/l/gazeta.gifhttp://www.gazeta.pl 68 25 Gazeta.pl: Forum Życie rodzinne http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,166073097,166073097,Alkoholik_porady_prawne_i_socjalne_prosze_.html Alkoholik - porady prawne i socjalne prosze ! Witam wszystkich, <br> <br> Tytułowym alkoholikiem jest mój brat, od dobrych kilku lat już. Próby leczenia farmakologicznego i w ośrodku uzależnień, terapia zamknięta również. Bez efektu. Każda taka terapia wiązała się z brakiem pracy, za mieszkanie brata płacili moi rodzice i pośrednio ja. Sytuacja skomplikowała się na początku tego roku, mój brat stracił przytomność w domu, na szczęście znalazła go mama, nie wiadomo jak długo był w takim stanie. Efektem były w każdym razie ogromne odleżyny wymagające codziennej pielęgnacji i co za tym idzie niezdolność do pracy. Brat przeniósł się tymczasowo do moich rodziców, tak było łatwiej logistycznie, mama nie byłaby w stanie jeździć codziennie żeby zmieniać mu opatrunki. Opłaty za jego mieszkanie, leki itd. znów spadły na rodziców. Oboje są na emeryturze, te podwójne opłaty stanowią dla nich ogromne obciążenie, nawet, jeśli ja im pomagam finansowo. <br> <br> Dopóki stan zdrowia mu na to nie pozwalał, brat praktycznie nie wychodził i, co za tym idzie, nie pil. Wczoraj dowiedziałam się ze zaczął znów. Skąd miał pieniądze nie wiem. Tym razem wygląda to jeszcze gorzej, wyszedł z domu i wrócił po 2 dniach… Nie musze mówić, w jakim stanie byli rodzice… <br> <br> Ja pomagam im finansowo tyle ile mogę, ale moja sytuacja finansowa tez nie jest różowa (jestem po rozwodzie, sama z córka), a po drugie, pomagając im finansowo de facto płacę rachunki mojego brata. Nie zgadzam się na to a jednocześnie nic innego zrobić nie mogę… <br> <br> Prośbę do was mam podwójną: <br> Po pierwsze czy można cos zrobić z moim bratem z punktu widzenia prawnego? Przymusowe leczenie? Ubezwlasnowolnienie? Kurator? Z kim można się skontaktować, do kogo zwrocic o poradę? <br> <br> I po drugie: moi rodzice są naprawdę w ciężkiej sytuacji finansowej. Czy istnieje możliwość pomocy finansowej dla nich? Do kogo o taka pomoc można się zwrócić? Chodzi głownie o opłaty za mieszkanie mojego brata. <br> <br> Co jeszcze mogę zrobić? Będę wdzięczna za każda radę! <br> Pozdrawiam <br> Jo <br> leepka http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,166073097,166073097,Alkoholik_porady_prawne_i_socjalne_prosze_.html Życie rodzinne Wt, 22 maj 2018 11:45:35 +0200 http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,166071407,166071407,Narcystyczna_tesciowa.html Narcystyczna teściowa Mama mojej żony jest osobą z narcystycznym zaburzeniem osobowości. Na początku, gdy wchodziłem do tej rodziny, nie miałem świadomości. Wręcz przeciwnie, teściowa wydawała się nieskazitelnym ideałem. Teściowie mieszkają 200 km od nas. Teść sympatyczny jako człowiek, ale pod warunkiem, że teściowej nie ma w pobliżu, poza tym zrośnięty z teściową, razem pracują (ona jest szefem oddziału, on jej zastępcą) i wszystko razem. <br> <br> Siostra żony – jej rola nie do końca jednoznaczna dla mnie, ale chyba złote dziecko – mieszka 7 km od teściów. Spędza życie na próbach uzyskania miłości od swojej narcystycznej mamy poprzez bycie idealną, co jak na razie skończyło się tym, że miała epizody psychiatryczne, na psychoterapię też chodziła, ale gdy dochodziło do kwestii jej relacji z mamą, wycofywała się z terapii, mimo, że z tego co mi wiadomo zwroty dostawała sensowne. Mąż siostry żony jest dyrektorem placówki w której pracują teściowie. <br> <br> Żona jest psychologiem, po szkole psychoterapii, dużo przepracowała. Ale czy relacje z jej mamą to nie wiem. Na pewno dostawała zwroty, że u niej jest skażona linia kobiet. <br> Żona w tym układzie jest buntownikiem, ona chyba najbardziej potrafi przeciwstawić się swojej mamie. Gorzej znosi obrażanie się mamy. Jedna z większych akcji: teściowa obraziła się na nas, to było w 2013 roku, byliśmy na Wielkanoc u teściów, teściowa w pierwszy dzień świąt zrobiła teściowi awanturę bo odezwał się do niej nie tak jak trzeba, drobna rzecz, żona wtedy powiedziała zupełnie asertywnie do swojej mamy "Przykro mi, że tak traktujesz tatę". Obraziła się na nas, my wyjechaliśmy wcześniej niż zamierzaliśmy ("Zepsuliśmy im święta" jak sie później dowiedzieliśmy). Przestali do nas dzwonić. W maju po tych świętach przyjechali jak mają w zwyczaju na weekend do do Torunia (mieszkamy pod Toruniem), ale nie zatrzymali się u nas jak wcześniej, lecz w hotelu. Oczywiście nie poinformowali nas, żona dowiedziała się o tym od swojej siostry. Byli przez 8 dni, w tym czasie ani razu nie skontaktowali się z nami. Na Dzień Matki, Dzień ojca wysłaliśmy kartki, ale nie dzwoniliśmy (potem teściowa powiedziała, że kartki się nie liczą jako życzenia). Oczywiście oni nie zadzwonili ani nawet kartek nie przysłali - były urodziny żony po drodze, moje imieniny, urodziny córki. Był 01 września, pierwszy dzień córki w szkole podstawowej, oczywiście nie zadzwonili. Żonie było z tym bardzo trudno, wyszedłem do garażu z telefonem, w tajemnicy przed żoną zadzwoniłem do nich i poprosiłem, żeby zadzwonili do żony i córki, w związku z rozpoczęciem nauki w szkole, zadzwonili za chwilę, ale żona zorientowała się, że to ja za tym stoję, nie odebrała. Dziś wstydzę się tej sytuacji. Oczywiście potem dla teściowej to był argument, że to nieprawda, że nie dzwonili, bo przecież dzwonili. A 11 listopada przysłali smsem pozdrowienia dla całej naszej rodziny z okazji Święta Niepodległości. A my na niego odpowiedzieliśmy. Czas płynął, pod koniec listopada u teścia wystąpiły jakieś problemy z sercem, wylądował w szpitalu, teściowa zadzwoniła do żony zapłakana. Żona pozwoliła jej się wygadać i powiedziała "To tata musiał znaleźć się w szpitalu żebyś ty do nas zadzwoniła?!". Rozmowa była burzliwa, no ale stosunki przynajmniej zostały nawiązane, aczkolwiek wkrótce po tej rozmowie zadzwoniła do żony jej siostra i przywoływała ją do porządku, że w takiej sytuacji nie powinna tak traktować mamy (czyli Skrzydlata Małpa). Pojechaliśmy na Boże Narodzenie do nich, teść dochodził do siebie, okazało się, że rozrusznik mu wszczepili i jest dobrze. W dzień wyjazdu po tych świętach teściowa wykorzystała fakt, że zostałem z nią sam na sam, rozpłakała się i zaczęła się uskarżać na żonę że ona tak na nią napadła wtedy jak zadzwoniła. "ONA", bo jak sie obraża to imion nie wymawia. I ja wtedy dałem sie zmanipulować, gdy przyjechaliśmy do domu, powiedziałem żonie o tej rozmowie i o tym, że poczułem jakby współczucie wobec teściowej i że ją też trzeba próbować zrozumieć. Żona się wściekła, że teściowa rozmawiała ze mną o tym, zadzwoniła do niej, rozmowa była jak zwykle z piorunami, zakończyło sie w miarę pojednawczo: <br> Żona :"Ja sie boję, że znów się na mnie obrazisz". <br> Teściowa "A ja się boję, że na mnie napadniesz". <br> <br> Potem przez jakiś czas był bardzo względny spokój, aż do Komunii córki, mieszkali u nas przez tydzień, było kilka awantur między żoną a teściową, już któregoś dnia chciała wyjeżdżać, ale teść akurat piwo wypił i nie mógł kierować. W wieczór komunijny skręciła sobie nogę po tym jak się obraziła na żonę bo ta poprosiła ją „Nie mów tak” (akurat teściowa kilkakrotnie nazwała Bieńkowską idiotką) i uciekała sfochowana po schodach, było już ciemno <br> Na Komunię córki przyjechali i byli przez tydzień ale ja czułem się źle, także było kilka awantur między Żoną a teściową, potem chyba nawet na urodziny żony jej tata zadzwonił i powiedział, że metody jakimi żona traktuje mamą są stalinowskie (albo hitlerowskie - jedno z dwóch). <br> <br> Od tamtego czasu przestało mi zależeć na telefonach od nich, z czasem zacząłem nawet wykręcać się od rozmów na ile możliwe. Teraz już wiem, że nieświadomie zacząłem stosować technikę tzw. małego kontaktu. <br> <br> Nigdy nie przeciwstawiłem się teściowej tak ostro jak żona, mimo, że wielokrotnie chciałem. Ale bałem się. A teraz, gdy trochę poczytałem sobie nt. NZO, nawet już nie widzę sensu. Wiem, że mogę zmienić przede wszystkim siebie. <br> <br> Ostatnio u teściów byłem na Boże Narodzenie. Źle się tam czułem, żona też. Jeden wielki narcystyczny cyrk. <br> <br> Potem Żona pojechała z córką do nich na ferie, w sumie po to, żeby skorzystać z usług placówki w której teściowie pracują. Czuły się tam "jak w trumnie" (cytat z SMSa od żony). <br> <br> Po powrocie żona powiedziała, że ona już beze mnie nie do swoich rodziców nie pojedzie. <br> Żona rozmawiała na ten temat ze swoją siostrą. Siostra powiedziała żonie, że ona się dziwi, że ona w ogóle jeździ tam sama, bo ona to tylko z mężem. <br> <br> A mi coś tu nie pasuje. W podejściu żony i jej siostry. To ja i szwagier mamy chronić nasze żony przed ich własnymi rodzicami? No, jeszcze rozumiem moja żona – buntownik. Ale siostra żony – złote dziecko, czasami widywałem jak składała życzenia teściom – np. mówiła, że są idealni i że zawsze można na nich liczyć... Byłbym wdzięczny, gdyby ktoś zechciał się wypowiedzieć na ten temat. <br> <br> Spędziliśmy w swoim domu Wielkanoc i to były bardzo dobre i radosne święta, podładowaliśmy akumulatory. <br> <br> Jakoś tydzień po świętach Żona dowiedziała się zupełnie przypadkowo od swojej siostry że teściowie w czerwcu przyjeżdżają do miasta w którym mieszkamy na tydzień, już od dawna mają zarezerwowany hotel. A nam nie powiedzieli do tej pory o tym ani słowa (!) mimo że do żony dzwonią raz na tydzień-dwa. Przecież normalni rodzice powiedzieliby "Córeczko cieszymy się, przyjedziemy do Ciebie". A tu wielka konspiracja. Jakaś kolejna narcystyczna gierka. <br> <br> Żona powiedziała, że jeżeli będą chcieli wyciągnąć nas do jakiegoś lokalu, to nie zgodzi się. Ale zaprosi ich do nas do domu. I ma do tego prawo. Powiedziałem żonie, że ma też prawo do szacunku z ich strony. Zapytałem czy tak postępują kochający rodzice i czy taki numer wywinęłaby swojej córce. freiwiederwind http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,166071407,166071407,Narcystyczna_tesciowa.html Życie rodzinne Pn, 21 maj 2018 23:22:44 +0200 http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,166061694,166061694,Terapia_przy_narcystycznej_matce_zmienic_terapeut.html Terapia przy narcystycznej matce -zmienic terapeut Witajcie, od jakiegos czasu podczytuje rozne watki o narcystycznych rodzicach, terapeutach itd na forum. Przeszlam sama pewnie podobna droge, jak wiele innych osob wychowanych przez narcyza - od poczucia, ze ze mna cos mocno nie tak, szukania pomocy, ktora jednak niewiele wnosila na dluzsza mete, bo nie dotykala sedna problemu... przez uswiadamianie sobie coraz bardziej, ze w mojej rodzinie byla przemoc i matka, ktora twierdzi ze mnie kocha ogromnie jednak zachowuje sie jak wrog... az jakis czas temu znalazlam kilka publikacji na temat narcystycznych matek i elementy ukladanki zaczely mi sie ukladac w calosc. Od kilku miesiecy mam zero kontaktu z matka - i to byla najlepsza decyzja w moim zyciu, Skonczyly sie emocjonalne szarpaniny, wrzaski, ponizanie itp. Na szczescie mieszkam poza krajem, wiec latwiej to praktycznie przeprowadzic, bo w Pl wiem, ze nie odpuscilaby tak szybko, tylko nachodzila mnie, moich sasiadow, moze nawet pracodawce. Mam teraz wiecej energii na zajecie sie soba, bo toksyczna przemocowa osoba nie wciaga mnie w swoj chory swiat. A ze zmysla i obsmarowuje mnie za plecami - no coz boli sama swiadomosc, ale bezposrednio tego juz nie slysze... <br> <br> Od pazdziernika chodze na terapie, raz na dwa tygodnie. W sumie, to nie przypadek, ze od wtedy, bo na jesieni dzialo sie duzo takze w pracy, mialam problemy zdrowotne itp. Ogolnie kryzys. Widze, ze terapia sporo mi dala, wiele odpuscilam, takie obieranie kolejnych warstw cebuli. Jest jednak kilka spraw, ktore mi w terapeutce przeszkadzaja, i chcialabym spojrzenia z boku. Wiem, ze jestem poraniona wewnetrznie, wiec i bardziej wrazliwa/drazliwa. No i mam za soba historie niewierzenia sobie, podawania w watpliwosc moich przezyc. Kurde, sama nie wiem czasami, co czuje, i na ile to powazne... Nie mowiac o tym, ze pewnie czesc z tego to przeniesienia moich uczuc do matki. Pomozecie poukladac? Bo mysle nad poszukaniem innej terapeutki, <br> <br> Przede wszystkim, mam wrazenie, ze ona nie orientuje sie, o co chodzi z narcyzmem. Usiluje raz za razem analizowac matke, co doprowadzilo do tego ze stala sie taka jaka jest, tlumaczy ja, ze ona nie moze inaczej, ze to niezalezne od niej. Na terapii mojej nie mam ochoty analizowac matki, bo do tej pory sama to robilam az nadto.... Poza tym widze, ze matka doskonale wie, jak mnie zranic, wrecz mowi, ze jako matka ma prawo tak robic, jesli sama czuje sie zraniona (a wiele nie trzeba). Terapeutka ma jednak swoje zdanie... <br> <br> Czuje, ze bagatelizuje moje slowa i przezycia. Np zastanawia sie glosno, czy reaguje na matke, bo mialam przemocowe dziecinstwo i teraz nie trzeba wiele zebym "zaskoczyla", czy moze jednak mam powody teraz tez (po ktorejs juz z kolei wizycie, wiec miala spory wglad w to, co sie dzialo takze niedawno). A to jedno drugie wyklucza? Dziecinstwo bylo przemocowe, ale przemoc w taki czy inny sposob trwala do momentu, kiedy urwalam kontakty. <br> <br> Kiedy cos sie dzieje, nie bardzo jest zainteresowana faktami (typu zdarzylo sie to i to), tylko raczej moimi uczuciami. Potem, np po kilku miesiacach, gdy z jakiegos powodu wracamy do tematu, "nagle" chce znac szczegoly i wypytuje mnie, bo "chce zrozumiec" dlaczego tak czy inaczej czuje. Czuje wtedy, ze musze jej mocno udowadniac, ze moje odczucia maja uzasadnienie w faktach (a wczesniej wrecz zmieniala temat gdy fakty byly poruszane). <br> <br> Rzuca teksty nie majac sama podstawy, bo nie zna sytuacji. Np kiedy mowilysmy o moich relacjach z siostra, stwierdzila "macie bardzo silna wiez"- co bynajmniej nie wynikalo z tresci rozmowy, wrecz przeciwnie. Spytalam, dlaczego tak mowi, bylam serio zdziwiona, o naszych relacjach mozna duzo powiedziec, tylko nie to, ze sa silne... Odpowiedziala po zastanowieniu, ze skoro nasza matka chce nas poroznic, to znaczy ze czuje sie zagrozona nasza podobno silna wiezia. No, nadal tego nie czuje, rzeczywistosc skrzeczy dalej... Wiem, ze byly jeszcze pare razy sytuacje, kiedy sie zastanawialam, skad ona ma informacje, tylko w tej chwili nie pamietam. <br> <br> To tak pare rzeczy, roznej wagi w sumie. Co sadzicie na ten temat? waleria30 http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,166061694,166061694,Terapia_przy_narcystycznej_matce_zmienic_terapeut.html Życie rodzinne So, 19 maj 2018 19:09:14 +0200 http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,166054629,166054629,Dodajcie_mi_otuchy.html Dodajcie mi otuchy Smutno mi i źle. Ciągle siebie obwiniać, że przeze mnie mąż odszedł. Że byłam straszna jędzą. Bo byłam. <br> Jakoś tak działała nasza rodzina. Spadło na nas wiele problemów przez niefrasobliwosc głównie męża i jego ciągle zmiany pomysłów na życie. No i miałam w domu dwóch chłopców. A mąż czuł się ucisniony. <br> A mnie od dawna zaniedbywał, nie liczył się z moimi uczuciami, ignorował. Do tego przez prawie cały czas małżeństwa mówił do mnie z pretensjami i podniesionym głosem. Ja się wkurza łam na to strasznie i czasem robiłam awantury. I tak się koło kręciło. <br> Aż tak do lutego jak zdałam sobie sprawę z tego ze on nie żyje i nie żył chyba nigdy, traktuje mnie jak wroga. Ucieka od problemów. Choć i tak było lepiej niż kiedyś gdy na próbę rozmowy rratował krzykiem. <br> Ciągle go nie było w domu, większość spraw spadła na mnie. Musiał pracować dodatkowo by spłacać kredyt choć mógł to inacze rozwiązać ale wtedy ...pomógł by i wsparł tez mnie. A to chyba był dla niego problem. Żeby zrobić coś dobrego dla mnie...nawet pośrednio. <br> Wyprowadzil się 2 tyg. temu. W zeszły weekend prosiłam by się ze mną spotkał. .no ale znowu mnie obrażał. Zachowuje się jak biedny skrzywdzony chłopiec. Tak mu było źle i musiał uciekać. Ale nigdy nigdy nie zrobił nic aby zmienić cokolwiek żeby było nam lepiej.. <br> <br> W.środę zabrał rzeczy. Spotkał się z maluchem. Porozmawialismy spokojnie. Chciał wziąć młodego na prawie tydzień ale się nie zgodziłam bo to za wiele zmian. Ma zabrać syna na weekend. ..Mały się nie może doczekać a on milczy...wiec nie wiem czy mu przypominać. Czy olać. <br> Strasznie mi żal jest syna..i siebie..Bo mi smutno. I mi źle. I w nikim nie mam zrozumienia...bo przecież nie pił, nie bił, nie zdradzał. A ja go tak potraktowałam. ...znowu.moja wina. Ciężko mi to udzwignąc. Żal mi zawiedziony nadziei i tego że sama sie oszukiwałam. Ze żyłam mrzonkami. <br> Co ciekawe np. powiedzial mi ze nie jestem.mile widziana w jego domu..tzn. w domu u matki. Ona zawsze coś do mnie miała. .chyba zawsze obwiniała za afery, które jej syn kręcił. <br> Powiedziałam mu ze skoro odchodzi to ma złożyć papiery rozwodowe bo ja na to nie mam siły. Wkurzył mnie bo zaczął coś gadać ze na razie to nie..i nie zabrał wszystkich rzeczy. Zachowuje się jak łaskawca bo może jednak kiedyś powróci na łono rodziny. .zachowuje się jakby to.mi miało na tym zależeć. <br> <br> A ja nie chce z nim być. Tylko dziecka mi żal. I smutno ze mu tatę zabralam i wyrzuciłam z domu. Z tym sobie nie radze. <br> Po cieszcie mnie jakoś. .może. widzicie inaczej to sytuację... mytoya http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,166054629,166054629,Dodajcie_mi_otuchy.html Życie rodzinne Pt, 18 maj 2018 09:52:54 +0200