http://forum.gazeta.pl pl Copyright © Agora SA All rights reserved. Cz, 15 lut 2018 14:24:49 +0100 Gazeta.plhttp://www.gazeta.pl/img/w/l/gazeta.gifhttp://www.gazeta.pl 68 25 Gazeta.pl: Forum Życie rodzinne http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,165599260,165599260,Syn_mojego_mezczyzny.html Syn mojego mężczyzny Potrzebuje trzeźwej oceny sytuacji przez osoby postronne. Widać, że ja straciłam dystans. <br> <br> Sprawa dotyczy dwunastoletniego synka mojego mężczyzny, z którym mieszkam od roku. Dziecko spędza z nami co drugi weekend i przychodzi do nas dwa razy w tygodniu. Z tego względu uważam, że poznałam chłopca dość dobrze. Zaobserwowałam, że dziecko jest bardzo wycofane i nieśmiałe. Ma problemy w kontaktach z dziećmi, nie ma praktycznie żadnych kolegów czy koleżanek. Ponadto żyje w swoim świecie i ciężko nawiązać z nim kontakt. Ma problem z wysławianiem się, notorycznie nie odpowiada na zadane pytania. Mam też wrażenie, że albo nie umie okazać uczuć albo nic go nie obchodzi. Jak jest u nas przez miesiąc na wakacjach, nigdy nie zapyta o mamę, nigdy nie powie ze tęskni. Pewnie w drugą stronę jest tak samo. Właściwie cieszą go tylko bajki, które ogląda bez opamiętania. Reszta nie wzbudza żadnych emocji (przynajmniej tego nie widać). Do tego jest strasznie nieogarnięty, nie pamięta o tym, co trzeba zabrać do szkoły, jakie odrobić lekcję, kiedy będzie klasówka, a nawet tego, że trzeba ściągnąć buty. Nieustannie trzeba go poganiać i przypominać co ma zrobić. Jak się człowiek zapomni, to potrafi spędzić godzinę w łazience i nie zacząć się nawet myć. Jest natomiast bardzo posłuszny i grzeczny. Jak już się do niego dotrze, zawsze robi to, o co się go prosi. <br> <br> Bardzo mnie to martwi. Rozmawialiśmy już o tym w domu i okazało się, że 5 lat temu chłopiec był u psychologa, który stwierdził, że wszystko jest z nim w porządku. Uważam, że nawet jeśli to nie są jakieś poważne zaburzenia psychiczne, trzeba wiedzieć jak takie dziecko prowadzić, żeby wyrosło na samodzielnego i szczęśliwego człowieka. Jego tata uważa natomiast, że skoro lekarz kiedyś powiedział ze nie ma problemu - to nie ma. Trzeba go zaakceptować takiego, jakim jest. A ja myślę, ze trzeba podejmować konkretne działania, aby on wyszedł ze swojego zamknięcia i bardziej otworzył się na świat, a nie czekać. Musi to ocenić psycholog. Tak myślę. <br> <br> Tylko jakie ja mam prawo do działania w tym wypadku? Dziecko ma przecież swoich rodziców. Ja mogę tylko wyrazić swoją opinię i już. Nie umiem tego jednak tak zostawić, bo szkoda mi dziecka. Ponadto staramy się tworzyć jednak rodzinę i ich sprawy także dotyczą mnie. Wtrącać się nie powinnam, a z brakiem działań się nie zgadzam. Nie wiem jak to ogarnąć. <br> <br> A może jednak powinnam odpuścić, bo przesadzam i wszystko jest ok. Ja przecież nie mam swoich dzieci i się nie znam? Może on faktycznie z tego wyrośnie i nie potrzebne są specjalne działania. <br> Czy ktoś jest/był w podobnej sytuacji? barattolina http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,165599260,165599260,Syn_mojego_mezczyzny.html Życie rodzinne Cz, 15 lut 2018 14:24:49 +0100 http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,165615658,165615658,Gaslighting_znacie_kogos_kto_faktycznie.html Gaslighting, znacie kogoś, kto faktycznie odzyskał poziom pewności siebie sprzed? <br> Jeśli tak, jakimi metodami? <br> <br> Czy są jakieś sensowne badania na ten temat? ciszej.tam http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,165615658,165615658,Gaslighting_znacie_kogos_kto_faktycznie.html Życie rodzinne N, 18 lut 2018 19:50:47 +0100 http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,165614623,165614623,Ciagly_kryzys_i_znowu_nie_wiem_co_myslec.html Ciągły kryzys i znowu nie wiem co mysleć Często zaglądam na to forum. 3 lata temu moja burzliwa historia i komentarze dały mi do myślenia. Poszłam na terapię. Zerwałam i ułożyła na nowo relacje z matką. Choc to za duże słowo. Wiem ze mnie nie lubi, że nie zaakceptuje i nigdy nie doceni. Ale gdy próbuje się ciut zbliżyć to chce mi wejść na głowę i jest wojna. Wiec wole trzymać dystans. Chłodny. Z siostra od roku jakoś się ułożyło , odbyły śmy szczera rozmowę ja juz nic nie miałam do stracenia bo tak było źle. Czuje że w końcu mam w niej jakieś wsparcie i bliskość. Mam nadzieje ze nie odbije jej nic ..Ze to nie jest kolejny kaprys. <br> <br> Ale teraz po ogarnięcia tych relacji..kompletnie nie radze sobie z mężem. Za wiele widzę i przepracowanie mojej relacji z matką ujawniło pewne mechanizmy. I teraz one są w moim małżeństwie. Nie mogę dłużej udawać ze ich nie ma. Popełniła wiele wiele błędów. Dawałam za dużo, za bardzo się starałam za wiele wymagała od siebie ,pozwalała żeby ode mnie też wymagane coraz więcej. I w konCu zaczęłam tez wymagać od męża. No ale on się zaczął awanturowac, raz po alkoholu doszło do rekoczynow po czym wyrzuciłam go z domu. Zgodziłam się na powrót po 2 mc ale źle zrobiłam bo on niespecjalnie był skruszony. Ciągle mnie o wszystko obwinia bo on się przecież stara.. ale w ogóle ze mną nie rozmawia. .nawet często się nie odzywa. Gdy mnie o coś pyta..i mówię jak powinien postapic to on bez uprzedzenia robi inaczej. Zrzuca na mnie odpowiedzialność. Ja czuję się jak jego matka..i to ta zła. Czuje się nie kochana brzydka stara i niewarta niczyjej uwagi. Rozmawialam z nim wiele razy. Ale nie mam siły. Bo on nie chce nad sobą popracować. Obecnie są tak jawne dowody ze nam się nie układa ze juz nawet nie probuje na mnie zalać winy. Chyba się przyzwyczaił. Mamy duże problemy które potrwają jeszcze ze 2 lub 3 lata. Ale nie może to być wytłumaczeniem na wszystko. Postawiam mu ultimatum ze ma isc na terapię. Bo ja mam dość. Ciągnie mnie w dół. .w zeszłym roku gdy wpadł w tarapaty to ja wyciągam go na sile za uszy zby nie utonął. A jak ja niedawno miałam problem podobny ..to przyszedł i powiedział ze będzie dobrze, przytulił i zajął się swoimi sprawami. Czuje ze nie mam w nim oparcia. Już sama nic nie wiem...mam składane myśli i duszę. Może się czepiam..może to znowu jest problem we mnie i jestem niesprawiedliwa. Potrzebuje spojrzenia z boku mądrych bezstronnych osób. <br> Jak zachorowałam to śmiał się ze biegam po lekarzach i ze jestem lekomanka. Teraz kilka dni byłam w delegacji. Nie chciałam wracać. Byłam z fajnymi osobami. Mimo że pracowaliśmy to było dużo śmiechu i.luzu. Znowu poczułam się młoda,pełna życia i ciekawa dla innych. W tym czasie przyjechała moja teściowa żeby pomóc przy naszym dziecku ..w sumie to odwiedza nas raz do roku wiec jej przyjazd był wydarzeniem. <br> No i wczoraj wróciłam w nocy i znalazłam liście od teściowej nt . tego jak powinnam wychowywać syna. To taki typ.. rozwalila swoje małżeństwo, jęk syn popełnił samobójstwo jako nastolatek ale mnie poucza. No ok. Przywykłam i na szczęście rzadko ja widuje. Ale jak przeczytałam ze niepotrzebnie dziecku podaje sterydy... I że ona mu nie dawała. .Bo przecież jest zdrowy. To.mnie szlag trafił. A przypomniałam mężowi żeby nie zapomniał o tym. Bo synek musi dostawać je regularnie w małych dawkach. A mój mąż posłuchał mamusi i nie dawal mu leków. A to ze takie są zalecenia alergolog. .to mamusia wie lepiej..w końcu jest techniki em farmacji. No masakra. Ja sama jestem astmatykiem i wiem jak się czuje jak nie wezmę 2 dni leków. <br> Mam już dość. Przed moim wyjazdem mieliśmy mocny k kryzys, poważna rozmowę. Maz obiecal ze pójdzie do psychologa..prosiłam żeby sobie przemyslal relacje z matką. .ale to już chyba bez sensu. <br> I tak jak wczoraj wróciłam to prawdziwie poczulam jak.mi założył znowu te 20 lat na plecy... I najgorsze jest takie uczucie ze nie panuje nad swoim życiem. .Ze się w szwach rozłazi..że mieszkam z wrogami... <br> Mam ochotę zwiac. Chyba znowu pójdę na terapię i zacznę leki ..Bo depresja stoi za drzwiami mytoya http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,165614623,165614623,Ciagly_kryzys_i_znowu_nie_wiem_co_myslec.html Życie rodzinne N, 18 lut 2018 16:40:42 +0100 http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,165610794,165610794,Moj_maz_nie_chce_prasowacsobie_koszul.html Moj maż nie chce prasowaćsobie koszul Pisze bo juz mam tego dosc. Mamy dwoje malutkich dzieci przy których naprawde mam co robic. Do tego pracuje na pelen etat. Pracuje głownie w domu bo taka specyfika mojego zawodu. No i z tego powodu moj maz twierdzi ze ja tylko "siedze" w domu to mam przejac wszystkie obowiazki domowe. W niczym mi nie pomaga.Nie sprzata,nie gotuje, nie pierze i w dodatku oczekuje ze codziennie musze mu uprasowac koszule bo podobno to jak wyglada maz to wizytówka zony.Jak mu nie wyprasuje to idzie do biura w zmiętej. No jest mi zwyczajnie wstyd za to jak wyglada i ciagle ulegam. Nie mowie ze nic nie robi. Po pracy wykonuje wszystkie prace wokół domu ale w domu nic. Chciałabym zeby mi pomagal a nie wiem jak to wyegzekwowac. Najgorsze te koszule. Przy dwojce malych dzieci trzymajacych mnie za noge manewry z goracym zelaskiem sa straszne. poker1p http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,165610794,165610794,Moj_maz_nie_chce_prasowacsobie_koszul.html Życie rodzinne So, 17 lut 2018 20:15:15 +0100