• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

Odpowiadasz na:

bebiak  napisała: 

> Gość portalu: aska2000  napisał(a): 
> 
> > Masz 100 % rację z solowym zwiedzaniem Hellady (przynajmniej, ja tam bym 
> > jeszcze dodała np. Portugalię czy Hiszpanię, a nawet tak dla niektórych 
> > niepopularną Turcję)- albo mam nieżle "porąbane" albo wyobrażnia mi się 
> > skurczyła od nadmiaru słońca, ale ja naprawdę choćby w trakcie mojego 
> > ostatniego 2 dniowego szwędania się na trasie Bodrum-Kos-Kalymnos-Kos-bod
> rum 
> > nie zaliczyłam żadnej sytuacji "bezpośrednio zagrażającej" :-)) (...)
> 
> Chyba jeszcze nigdy dotąd nie poczułam się zagrożona w Helladzie (i niech tak 
> zostanie!!) - nie przypominam sobie bynajmniej, z wyjątkiem spotkania na 
> cykladzkiej Tinos na terenach bezludnych pewnego wielkiego psa cholercia, który
>  
> podbiegł do mnie diabli wiedzą skąd (tzn. wiem skąd - ze składu cegieł) i 
> przeraźliwie szczekał. Nie powiem - miałam stracha jak diabli i od tamtej pory 
> zaczęłam się obawiać spotkania na swych dróżkach zwierzaków. 
> 
> > Wręcz przeciwnie- na każdym nieomal kroku b.dużo życzliwości i sympatii 
> >(dobry  angielski przeważnie życie ułatwia, (...)
> 
> Wg mnie grecki, szczególnie w wioskach - otwiera drogę do życzliwości 
> niebywałej, nawet jeśli nie jest to perfekcyjna znajomość (o, jak moja). 
> Porozumiewam się i to wystarcza absolutnie - choć ofkors często u mnie "ja Kali
>  
> być Murzynem" ale nie mam barier językowych i gadam jak najęta:-)  
> 
> > A o Leros nie myślałaś ?? 
> 
> Leros? Leros Asko to ja z synem zjeździłam w lipcu 2003 na rowerach - zajęło 
> nam to 8 godzin takiej w sumie czynnej jazdy.
> Na Leros właśnie spotkało mnie najzabawniejsze chyba zdarzenie z moich podróży 
> do Hellady - wspominam o tym na mojej stronce.
> 
> Tutaj fragment ze stronki właśnie o tym: 
> 
> A najzabawniejsze zdarzenie z tego pobytu w Helladzie? Zdarzyło się to na 
> wyspie Leros. Jechałam przez wioskę Kokali, marzyłam o frappe i w pewnym 
> momencie dotrzegłam nieco nad drogą taras ze stolikami i kilkoma osobami. 
> Zostawiliśmy rowery, weszłam na ten taras i u witającej mnie starszej Greczynki
>  
> zamówiłam frappe i wodę dla syna. Wszyscy się na mnie tak nieco dziwnie 
> popatrzyli, jakaś młoda Greczynka wbiegła do środka domu zrobić frappe, a 
> starsza mówiąc, że to oczywiście żaden problem zapytała dlaczego akurat jej dom
>  
> wybrałam. To nie był bar! Na tarasie swojego domu kiria Anna urządzała 
> imieniny! Ależ głupio mi się zrobiło - oczywiście natychmiast chciałam się 
> wycofać mocno przepraszając, ale nie było to możliwe: gościnność Greków nie zna
>  
> żadnych granic. Nie pozostało mi nic innego jak powiedzieć "Chronia pola kiria 
> Anna" i bawić się doskonale z pozostałymi gośćmi. Wszyscy śmiali się z nas (ale
>  
> z sympatią) i w sumie spędziliśmy tu ponad 2 godziny jedząc przepyszne greckie 
> ciasta i zimne arbuzy. Potem syn kirii Anny wrzucił nasze rowery do swojego 
> pickup'a i zawiózł nas tam gdzie dojechać zamierzaliśmy: w okolice Partheni na 
> północy wyspy. 
> I jeszcze dwa zdania wyjaśnień: 
> - (...)  
> - gdyby ktoś przedtem powiedział mi, że wtargnę kiedyś na greckie imieniny tak 
> jak to się stało na wyspie Leros - nie uwierzyłabym zaprzeczając 
> straszliwie!!!! Do dziś nie rozumiem, jak mogłam nie zauważyć, że to prywatna 
> posesja. 
> 
> 
> To mi się zdarzyło na niezadeptanej przez turystów Leros:-)) 
> Nieustające pozdrowienia. B.
> Wiesz, żem strasznie zadowolona, żeś Ty taka zadowolona? Naprawdę Asko:-)  

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się