• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

  • Podglad

Odpowiadasz na:

tramwaj1  napisała: 

> Długo się wahałam, ale w końcu wstawiam, moją powiesć, a raczej jej pierwszy ro
> zdział. Narazie mam 100 stron. proszę o opinie, komentarze i uwagi. Wszystke uw
> ażnie przeczytam i uwzględnię. no i proszę też o informację, czy dodawać więcej
> .
> 
> Tom 1 -Amersu
>  Gdzie indziej.
> 
> Rozdział 1
> Pierwsze spotkanie
> 04.11.  Godz. 9.45. szkoła Amersu.
> 
> 
> Trzeba na drugi raz bardziej uważać- pomyślała Amersu i jeszcze bardziej wcisnę
> ła się w kąt. Siedziała w rogu korytarza skulona między koszem na śmieci, ławką
> , a ścianą. 
> -Gdzie zrobiłam błąd – zapytała siebie dziewczyna –mój plan był obl
> iczony z dużym marginesem bezpieczeństwa – stwierdziła, jednocześnie zast
> anawiając się nad wydarzeniami z przed paru minut. 
>  -Nieważne. Każdemu zdarza się wpadka. Nic się nie stało – przekonywała s
> iebie Amersu.
> -Może i każdemu się zdarza, ale to nie znaczy, że nic się nie stało – mów
> iła jej bardziej racjonalna część– ciebie ta „wpadka” może sp
> oro kosztować. Jeżeli ktoś się dowie, ze największa rozrabiara musiała uciekać,
>  twoja reputacja poleci na łeb. Myślisz, że ktoś cię poprosi o wykonanie zadani
> a, skoro raz ci się nie udało?  Poza tym, po jakiego grzyba podkładałaś tej Nic
> ole pająka do plecaka. Nie dość, że ci się nie udało, to jeszcze zauważył cię t
> en Paweł – prawiło jej morały sumienie - a i jeszcze nie zapominaj, że ze
> msta nie jest szlachetna – dodało sumienie, uprzedzając sprzeciw ze stron
> y Amersu.
> - to się dopiero nazywa „bić się z myślami” – zaśmiała się w 
> duchu dziewczyna, – ale nikt jeszcze niczego nie osiągnął siedząc, w kąci
> e. Pewnie mnie jeszcze ten Paweł dopadnie, ale będzie tak na moje własne życzen
> ie – zakończyła kłótnie Amersu 
> Amersu Rozie była wysoka i szczupła. Czarne, proste i długie do pasa włosy wywo
> ływały zachwyt wielu chłopców, nawet tych z gimnazjum połączonego z podstawówką
> , do której chodziła. Dziewczyna pozostawała jednakże obojętna na te zachwyty, 
> bo miała inne zajęcia. Być może zaczęłaby się interesować którymś z chłopców, g
> dyby tylko znalazła na to czas. Na razie jednak go nie miała i nic nie wskazywa
> łoby ta sytuacja miała się zmienić.
> - Chyba, że ktoś dowie się o moim niepowodzeniu – uświadomiła sobie Amers
> u.
> Podniosła głowę i zobaczyła pilnie przypatrującą się jej dziewczynę. Była niezw
> ykle podobna do Nicole. Przez głowę Amersu przemknęła myśl „mają mnieR
> 21;, ale zaraz znikła, gdy Amersu przyjrzała się nieznajomej uważniej.  Ta dzie
> wczyna była niższa. No i to spojrzenie… i Nicole i nieznajoma miały oczy 
> w kolorze młodej trawy, ale oczy Nicole zawsze były zimne, a te przyglądały się
>  jej ze zwykłą ciekawością.
> Twarz okalała burza lekko kręconych włosów w kolorze platynowy blond.
> - Chcesz czegoś ode mnie – spytała Amersu szorstko, bo miała dużo rzeczy 
> do zrobienia przed końcem przerwy, a ta dziewczyna stała jej na drodze.
> - N-nie – wyjąkała dziewczyna nieśmiałym głosem – po prosto się prz
> yglądałam, masz bardzo ładny naszyjnik – i wskazała na błękitny kryształ 
> rozmiarów dużego guzika, wiszący na szyi Amersu.
> - Rozumiem – odparła – imię. Nazwisko. Klasa – bardziej stwie
> rdziła niż zapytała Amersu. Ta dziewczyna coraz bardziej ją intrygowała. Amersu
>  miała dobrą pamięć i kojarzyła (przynajmniej z widzenia) każdego ucznia tej sz
> koły, ale tej dziewczyny ni jak nie mogła sobie przypomnieć.
> - Jane Croft, 6a – dziewczyna wydawała się być przerażona.
> - Spokojnie nie bój się. Nie zjem cię, a stres źle robi na serce. Jestem Amersu
>  Rozie, z 6b. Teoretycznie na imię mam Amersu, ale możesz mnie nazywać jak chce
> sz. Proszę tylko nie Soresu – Amersu uśmiechnęła się szeroko.
> - Ale Soresu to styl walki na miecze świetlne – wykrzyknęła Jane i zaraz 
> ucichła, bo w ich stronę obróciło się kilka osób – należy do formy trzeci
> ej – dodała ciszej.
> - Widzę, że lubisz Star Wars, co?
> Jane pokiwała głową.
> - Bardzo lubię – odparła nieśmiało – właściwie uwielbiam!
> - Ja też. Nie bój się mnie. Jestem taka straszna? Mówiłam, że cię nie zjem. Mam
>  swoje śniadanie, a ludzina jest niestrawna. Z resztą ludzi z tego samego roku 
> się nie je, bo to źle wpływa na psychikę. Szczególnie osób, które się zjadło
> 230; - Amersu uśmiechnęła się do siebie. 
> Ta Jane nie może być tutejsza. Pewnie z jakiegoś anglojęzycznego kraju. No i wy
> gląda na zagubioną. Od czasów Sylwii nie miałaś, z kim normalnie pogadać. Odbił
> o ci tak bardzo, że kłócisz się z sumieniem. No i ona wygląda na uporządkowaną 
> i odpowiedzialną, a kręgosłup moralny ci się przyda!
> - Skąd jesteś – spytała Jane uprzedzając Amersu, – bo ja z New York
>  City. Ty też nie wyglądasz na tutejszą. No i to imię…Amersu, nigdy takie
> go nie słyszałam. Jesteś zza granicy, jestem tego pewna.
> - Można tak powiedzieć -zaśmiała się Amersu – jesteś nowa, to widać słych
> ać i czuć – dodała Amersu ( czasem nazywana Amsi np. przez swoich rodzicó
> w) przypominając sobie słowa starej piosenki „Jestem z miasta” R
> 11; z tego, co wiem dzisiaj będą wybory do samorządu szkolnego, a ja nie chcę s
> ię spóźnić. Zawsze jest niezły ubaw. No i muszę tam być. Parę tygodni temu troc
> hę nabroiłam i dyrektorka wlepiła mi prace społeczne na rzecz szkoły. Miałam do
>  wyboru sprzątanie toalet lub prowadzenie niektórych apeli, więc wybrałam to dr
> ugie. Właściwie nie jest to takie złe zajęcie. Głosowanie jest na następnej lek
> cji…
> W tym momencie jednak pomiędzy rozmawiającymi dziewczynami przebiegł jakiś pier
> wszak niechcący ochlapując, Amersu i Jane sokiem z butelki. Amersu złapała chło
> pca za koszulę i podniosła do góry. 
> - Po korytarzach się nie biega, bo zazwyczaj kończy się to w ten sposób –
>  Amersu wskazała wielką pomarańczową plamę na sukience – zrozumiałeś R
> 11; zapytała Amsi i, nie czekając na odpowiedź, puściła malucha, który natychmi
> ast się ulotnił
> Dziewczyny poszły do łazienki.  Po rozpaczliwych próbach zmycia soku z ubrań do
> szły do wniosku, że dalsze ich pranie jedynie pogorszy sprawę, bo sok zamiast z
> achodzić rozmazywał się tylko. Amersu oparła się z rezygnacją o ścianę.
> - Co ja mam teraz zrobić?! Za chwilę są wybory! Nie mogę się tak pokazać –
> ; Amsi zamyśliła się na chwilę – już wiem! Mam pomysł. Chodźmy do pielęgn
> iarki – Amersu ruszyła w stronę drzwi, a Jane o nic nie pytając poszła za
>  nią.
> 
> 

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się