• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

  • Podglad

Odpowiadasz na:

tramwaj1  napisała: 

> Tyś mi tą drogę wywieszczył, o Riglu. A preqel napiszę jak skończę trzeci tom, 
> albo i czwarty.
> 
> Rozdział 5
> Bójka
> 25.11. Godz. 13.47 szkoła Amersu
> 
> 
> P
> rzez małe okienka na trzecim piętrze wpadały słabe promyki listopadowego słońca
> , oświetlając taką oto scenkę:
> W rogu sali do matematyki stała Amersu, a obok niej wyraźnie przerażona Jane. O
>  ścianę naprzeciwko nich opierał się osłupiały Paweł i uważnie przypatrywał się
>  dziewczynom. Przy drzwiach siedziała na ławce Nicole i malowała paznokcie u rą
> k, czasem tylko zerkając mimochodem na resztę zgromadzonych.   Zamarła w tej po
> zycji kiedy Paweł, szukając czekoladek w biurku pani Malinowskiej ( był to prez
> ent urodzinowy od któregoś z uczniów ) przypadkiem zauważył Amsi i Jane skulone
>  pod biurkiem. Od czasu tego odkrycia minęło już co najmniej pięć minut, ale Pa
> weł w ciąż stał pod ścianą z dziwnym wyrazem twarzy. Ten czas przyjaciółki wyko
> rzystały na oddalenie się w najdalszy róg klasy. W końcu Paweł się odezwał.
> - to się chyba nazywa „być w sytuacji bez wyjścia” – zaśmiał 
> się – w końcu Wielka Amersu ma kłopoty!
> - nie powiedziałabym „w końcu”, bo ja zawsze mam jakieś kłopoty. Mn
> iejsze lub większe, ale mam, a to nie jest „sytuacja bez wyjścia” t
> ylko „sytuacja wymagająca dogłębnego przemyślenia” – odparła 
> z niezmąconym spokojem Amersu – te przemyślenia nie muszą być nawet tak g
> łębokie jak mi się z początku wydawało, albowiem mam już rozwiązanie. Przerwa z
> araz się skończy i do tej klasy wejdzie pani Malinowska. Mam wrażenie, że nie b
> ędzie zadowolona, gdy powiem o tym, że chciałeś zjeść jej czekoladki, prawda?
> - Nikt ci nie uwierzy – wykrzyknął Paweł, ale nie tak dziarsko jak przed 
> chwilą.
> - Ach…no tak nie pomyślałam o tym – Amsi załapała się za głowę w ud
> awanym przerażeniu – mi może i nikt nie uwierzy, ale zapominasz o tym, że
>  od paru tygodni nie jestem sama, a myślę, że obecnej tu Jane uwierzy sporo osó
> b.
> Paweł stracił całą pewność siebie. Amersu ciągnęła dalej:
> Podejrzewam, że chcesz powiedzieć mi o tym, że na korytarzu są kamery, więc wsz
> yscy zobaczą, jak wchodzimy. Muszę cię zmartwić.  Kamery nie widzą wejścia do t
> ej sali. Ja to wiem i ty to wiesz, więc dalsza przepychanka nie ma sensu.  Tera
> z chyba ty jesteś w sytuacji bez wyjścia. Ale nie martw się! Jest jedno wyjście
> , a ja chcę rozwiązać całą tą sytuacje przez uczciwy pojedynek. Proponuję dzisi
> aj za szkołą po tej lekcji. Może być?
> Paweł powoli pokiwał głową.
> - Rozchodzimy się na równych warunkach, ale spróbuj tylko nie przyjść…to 
> nie będzie miło – po tych słowach Amersu i Jane wyszły z klasy odprowadza
> ne wzrokiem Pawła. 
> 
> ᵴᵴᵴ
> - Amersu, martwię się – stwierdziła Jane gdy obie dziewczyny dochodziły d
> o miejsca spotkania – on jest od ciebie ze dwa razy większy!
> - No i co z tego – wzruszyła ramionami Amersu – radziłam sobie z wi
> ększymi.
> - Jesteś pewna, że sobie poradzisz – dopytywała Jane.
> - Nie, nie jestem pewna, ale…- obok nich przebiegła grupka pierwszaków &#
> 8211; Kubuś – zawołała za nimi Amersu. Kubuś odwrócił się i podbiegł do A
> mersu – Kubusiu pofatyguj się do sklepiku i kup mi sok marchwiowy, sobie 
> możesz kupić gumę – to mówiąc Amersu podała mu pięć złotych.  Malec tylko
>  kiwnął głową i pobiegł wykonać zadanie.
> - Jak już mówiłam, nie jestem pewna, bo właściwie mało czego można być pewnym, 
> ale można…przynajmniej częściowo…zaufać statystykom. Jest duży i ci
> ężki, więc w dziewięciu przypadkach na dziesięć wolno się porusza. Paweł jest t
> ylko duży i ciężki. Nie ma zbyt wielkiego doświadczenia w walce wręcz, bo rzadk
> o mu się zdarza by musiał walczyć. Ja natomiast…no znasz mnie, więc wiesz
> , że biję się prawie codziennie.
> - Zdążyłam zauważyć – zaśmiała się Jane – no idź już. Wszyscy czeka
> ją na wielkie zwycięstwo Amersu. 
>                                                  Na chodniku za szkołą ktoś nar
> ysował kredą duży kwadrat o boku mniej więcej trzy metry. Wokół niego stało oko
> ło dwadzieścia osób, które przyszły tu kibicować walczącym. Paweł już czekał. S
> tał w rogu kwadratu i miał raczej nie tęgą minę. Amersu ustawiła się w przeciwl
> egłym rogu i wpatrzyła się w Pawła.
> - Będziemy potrzebować sędziego – odezwała się po chwil – są jacyś 
> chętni – w górę uniosło się kilka rąk – ty rudy, tam z tyłu, tak ty
>  – powiedziała Amersu. Z tłumu wyszedł niski grubawy chłopak, chodzący na
>  oko do trzeciej lub czwartej klasy.
> -Wygrywa ten, kto pierwszy wypchnie przeciwnika za linię lub powali go na dłuże
> j niż pięć sekund.  Zaczynacie na trzy. Raz…dwa…
> W tym momencie do Amersu podbiegł Kubuś i wręczył jej sok marchewkowy.
> - Idzie tu Emilia Kapitan – wydyszał. Emilia ostatecznie została przewodn
> iczącą samorządu, ale nadal uwielbiała skarżyć na wszystkich.
> - Dzięki za informację – odparła Amersu – Franek! Piotruś! Jagoda &
> #8211; z tłumu natychmiast wyłoniło się troje innych pierwszaków – pójdzi
> ecie do Emilii i ją opóźnicie. Niech któreś udaje ból brzucha, czy coś… -
> maluchy odbiegły z niezbyt szczęśliwe, bo ominie je takie przestawienie.  Amers
> u ponownie odwróciła się do Pawła.
> - …trzy – dokończył chłopak. 
> Paweł i Amersu równocześnie rzucili się ku sobie.
> Paweł próbował kopnąć Amsi w piszczel i zamachnął się nogą, ale Amersu zrobiła 
> unik, przez co noga trafiła w pustkę, pociągają za sobą swojego właściciela. Pa
> weł przez chwile leżał oszołomiony uderzeniem, ale już po chwili kopnął z pozyc
> ji leżącej, w brzuch Amersu. Dziewczyna syknęła z bólu. Paweł podniósł się i do
> datkowo rąbnął ja w policzek. Amersu upadła. Widownia zamarła. Ale gdy Paweł wz
> iął zamach, by ostatecznie powalić Amsi, ona zrobiła błyskawiczny przewrót w ty
> ł i uderzyła Pawła prawą pięścią w tył głowy. Chłopak zwalił się ciężko na ziem
> ię.
> - Chyba go znokautowałaś – odezwał się ktoś z tyłu. Na widowni zapanowało
>  poruszenie. Wszyscy wymieniali szeptem uwagi.
> - Raz…dwa…trzy…cztery…pięć – liczył sędzia –
> ; Amersu, wygrałaś!
> - Amersu!   – Skandował tłum. Najgłośniej krzyczała Jane dodatkowo klaszc
> ząc i tupiąc.
> - Macie może trochę wody- zapytała dziewczyna – wypadałoby go ocucić.
> Ktoś podał Jane butelkę wody, a ona ochlapała nią Pawła. Paweł otrząsnął się i 
> zerwał na równe nogi. 
> - Co się stało – zapytał.
> - Stary, zamroczyło cię. 
> - Czysty nokaut – dodał ktoś inny.
> - co tu się dzieje – krzyczała Emilia Kapitan – toż to skandal! Ja 
> na was doniosę, do dyrektorki. Będziecie mieć obniżoną oceną ze sprawowania 
> 211; krzyczała, ale nikt jej nie słuchał. Wszyscy rozeszli się do swoich spraw.

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się