• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

  • Podglad

Odpowiadasz na:

tramwaj1  napisała: 

> Rozdział 10
> Tajemnica Amersu
> 03.01. Godz. 20.10 szkoła Amersu
> J
> ane była w swoim żywiole. Śpiewając kolejne piosenki i słuchając jak zadowolona
>  publiczność wiwatuje czuła się naprawdę szczęśliwa. W tym szale nie zauważyła 
> nawet, że Amersu zniknęła. Gdy to spostrzegła, zdziwiła się bardzo. Przecież Am
> si obiecywała, że zostanie do końca imprezy. Jane postanowiła to wyjaśnić. Prze
> prosiła publiczność o przerwę, na co uczniowie zareagowali jękiem zawodu, ale g
> dy powiedziała, że to nie potrwa długo, zgodzili się. Dziewczyna podeszła do ch
> łopaka obsługującego laptopa i nagłośnienie.
> - Wiesz gdzie jest Amersu – zapytała.
> - Wyszła – odparł tamten nie zwracając na nią uwagi.
> - Jak to „wyszła”
> - no normalnie, zostawiła pendriva i wyszła tylnymi drzwiami. Prosiła tylko, że
>  jak będziesz wychodzić, żebyś go wzięła ze sobą.
> - kiedy to było?
> - jakieś dwie godziny temu.
> - jesteś pewien, że tak dawno?
> - jestem pewien, może nawet więcej niż dwie godziny.
> - dzięki za informację.
> - spoko – odparł chłopak i powrócił do ustawień na komputerze.
> Dwie godziny – zdziwiła się Jane – nie zauważyłam nawet, że minęły 
> dwie godziny. Trzeba się będzie jakoś stąd urwać. Pewnie Amsi poszła do siebie.
> - Jest mi niezwykle przykro, że muszę was opuścić – zwróciła się do publi
> czności – ale wynikły pewne…komplikacje – przez widownię prze
> szedł jęk zawodu – ale na do widzenia, zaśpiewam wam jeszcze jedną piosen
> kę – na to uczniowie zareagowali wiwatami – niech będzie…R
> 21;See You Again” Miley Cyrus.  
> ᵴᵴᵴ
> Jane zadzwoniła domofonem. Przez chwilę nic się nie działo, ale wreszcie rozleg
> ł się głos pani R.
> -słucham.
> - tutaj Jane, przyszłam zapytać co z Amersu, bo tak nagle zniknęła.
> - Amersu rozbolała głowa. Wchodź, dziewczyno.
> Kliknął zamek w furtce. Jane rozglądała się po ciemnym ogrodzie. Ogromne drzewo
> , rzucało długie cienie na ścieżkę, oświetloną małymi latarenkami. Jane miała j
> akieś dziwne przeczucie, że pomimo tej spokojnej atmosfery, coś będzie nie tak.
>  Drzwi otworzyły się i stanęła w nich mama Amsi. 
> - wchodź, wchodź. Na dworze jest tak zimno.
> Coś nie spodobało się jej w zachowaniu pani R. było jakieś takie sztuczne. Mimo
>  to dziewczyna weszła do domu. 
> Wszystko w hallu wyglądało normalnie, ale to nie uspokoiło Jane. Pani R. otoczo
> na była aurą, niemal namacalnego niepokoju. 
> - Amsi jest na górze.
> - dziękuję – powiedziała Jane i zaczęła niepewnie wspinać się po schodach
> . Zapukała do drzwi pokoju Amersu. Ze środka rozległo się stłumione „pros
> zę”. Jane weszła do pokoju i stanęła jak wryta. Jasne światło lampy oświe
> tlało Amersu, siedzącą na swoim łóżku. Wszystko wyglądało jak powinno, oprócz j
> ednego szczegółu: oczy Amersu były żółte i miały pionowe źrenice. Jane przyjrza
> ła się jej dokładniej i wrzasnęła. Amersu miała OGON. Nie wytrzymała, zemdlała.
> ᵴᵴᵴ
> Gdy się obudziła, pierwszą rzeczą którą usłyszała była prowadzona półgłosem roz
> mowa.
> - Mówiłam ci, nie powinnaś jej była tego pokazywać – Jane rozpoznała głos
>  pani R.
> - Mamo, przecież wiesz, że ona ma prawo wiedzieć. I tak by nas to czekało. Gdyb
> yś teraz użyła zaklęcia, ona i tak by mnie pamiętała. Co byś wtedy zrobiła? Za 
> mocno wryłam się w jej pamięć. Nie ma szans by nie zauważyła.
> - Może i masz rację, powinna wiedzieć, ale nie powinna dowiadywać się tego w ta
> ki sposób.
> Amersu mruknęła pod nosem coś, co brzmiało jak: może miałam jej to zaśpiewać.
> Jane postanowiła się ujawnić. Odchrząknęła. Amersu podeszła do niej i usiadła o
> bok.
> - jak się czujesz – zapytała z nieudawanym zmartwieniem.
> - jak ktoś kto właśnie odkrył, że albo jego koleżanka jest kosmitką, albo, że m
> a głupie poczucie humoru – wykrzyknęła Jane.
> - Rozumiem – Amsi pokiwała smutno głową – jak chcesz, to możesz stą
> d iść. Nie będę zła. Ale jak wolisz bym ci to wyjaśniła, to usiądź spokojnie. N
> o to jak będzie?
> - pójdę, ale najpierw mi to wyjaśnisz – zażądała Jane.
> - oczywiście – Amsi się rozchmurzyła. Proponuję metodą pytanie-odpowiedź.
> - niech będzie. Ale twoja mama też mi to wyjaśni.
> Pani R. podeszła do łóżka na którym siedziała Jane.
> - chętnie ci to wyjaśnię. Chcesz może herbaty lub soku.
> - soku.
> - dla mnie też sok – poprosiła Amsi.
> Pani R. zniknęła w drzwiach pokoju.

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się