• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

  • Podglad

Odpowiadasz na:

tramwaj1  napisała: 

> cd
> - to nie wierz – Amsi wzruszyła ramionami – tylko potem nie wzywaj 
> policji do tajemniczo zaginionej dziewczyny.
> - udowodnij mi, że to wszystko to prawda – zażądała Jane.
> Amersu podeszła do kredensu i zdjęła z niego zdjęcie nastoletniej rudej dziewcz
> yny.
> - wiesz kto to jest - Zapytała 
> - mówiłaś mi, to Sylwia Wilczak. Zginęła w wypadku samochodowym.
> Amersu uśmiechnęła się pod nosem.
> - to obróć się – Amsi zatoczyła kółko palcem.
> Jane obróciła się i wrzasnęła. Oparta o kredens stała jakaś postać, lekko prześ
> witująca i uśmiechała się promiennie. Jane obiecała sobie, że tym razem nie zem
> dleje.
> - k-k-kto to – wyjąkała.
> - nie poznajesz? To Sylwia Wilczak. Stoi tam od początku naszej rozmowy. Cześć 
> Syli – zawołała radośnie Amersu – poznaj Jane.
> - witaj Jane – duch pomachał dłonią – miło mi cię poznać – Sy
> lwia wyciągnęła rękę w stronę oniemiałej dziewczyny. Jane z ociąganiem również 
> wyciągnęła rękę, ale za nim zdążyła uścisnąć rękę Sylwii – o ile w ogóle 
> można uścisnąć rękę duchowi – ta ją zaprała.
> - za późno – zaśmiał się duch. Ta dziewczyna miała w sobie więcej energii
>  niż nie jeden z żyjących – widzę, że Amersu cię wtajemnicza – tera
> z Sylwia lekko usiadła na żyrandolu.
> - Syli, proszę cię zejdź z tej lampy, to strasznie nie wygodnie tak zadzierać g
> łowę – stwierdziła Amsi. Sylwia sfrunęła z lampy i usiadła na fotelu, na 
> którym przed chwilą siedziała Amersu. Jane mimowolnie wzdrygnęła się.
> - Tak lepiej – ucieszyła się Amsi – wprawdzie teraz nie mam gdzie s
> iedzieć, ale ok.
> - chodź tu Amsi – zawołała Sylwia – zmieścisz się – duch prze
> sunął się bardziej w róg fotela, a Amersu usiadła obok.
> - więc Jane – zaczęła Sylwia – nie jesteś pewna czy wierzyć Amersu,
>  prawda – Jane pokiwała głową – ja też nie wierzyłam, a byłam dużo 
> od ciebie młodsza. Ale potem uwierzyłam i bardzo się polubiłyśmy z Amsi. Ale te
> raz ja nie żyję, więc ty obejmiesz moje stanowisko.
> - jaki stanowisko – spytała Jane.
> - Stanowisko kręgosłupa moralnego i wydziału bezpieczeństwa głupich pomysłów, A
> mersu.
> - ej, moje pomysły nie są głupie – oburzyła się Amsi, ale widząc spojrzen
> ia Jane, Sylwii i swojej mamy dodała – w większości.
> - mam jeszcze kilka pytań do waszej dwójki – stwierdziła Jane – po 
> pierwsze: Amsi, dlaczego twoje oczy zmieniają kolor?
> - zmieniają kolor pod wpływem emocji. Gdy się cieszę, złoszczę itp. Skład mojej
>  krwi zmienia się minimalnie, na co oczy reagują zmianą koloru tęczówek.
> -TO jest raczej dziwne. Drugie pytanie: czy masz rodzinę, chłopaka, czy kogoś w
>  Międzyświecie? 
> - mam rodzinę: wujka i ciocię.
> - trzecie pytanie: jak się poznałyśmy, to podniosłaś pierwszaka jedną ręką, pot
> em znokautowałaś Pawła jednym uderzeniem, więc ja się pytam czy wszyscy Cynthia
> nie są tacy silni? A moje ostatnie pytanie do ciebie: jak bardzo jest rozwinięt
> a technika w Cynthi?
> - Wtedy kiedy podniosłam chłopczyka, to nie była moja własna ręka – to by
> ła proteza. Miałam dziesięć lat. Straciłam rękę tuż nad łokciem, no i teraz mam
>  protezę. To odpowiedź także na twoje czwarte pytanie. Mogę ci ją pokazać.
> Amersu zdjęła rękawiczkę z prawej dłoni, a oczom Jane ukazała się…normaln
> a ręka. Gdyby nie widoczna blizna po szwie, Jane nigdy nie domyśliłaby się, że 
> to proteza.
> - wiec wtedy co znokautowałaś Pawła, przywaliłaś mu w łeb kawałem żelastwa. I d
> latego nosiłaś te rękawiczki, żeby chronić protezę. Rozumiem, ale dlaczego nosi
> łaś je na dwóch rękach?
> - Bo gdybym nosiła na jednej, to dziwnie by to wyglądało, nieprawdaż?
> -No tak – zgodziła się Jane – ale czemu nie masz ręki?
> - To długa historia, a ja nie chcę teraz do tego wracać. Powiedzmy, że był to d
> robny wypadek, z mojej winy. Uparłam się, że udowodnię, że nie da się mnie pows
> trzymać, no i udowodniłam, tyle, że kiepsko się to skończyło.
> Jane nie drążyła tematu.
> -Sylwia, mam pytanie, ale nie wiem czy nie będzie zbyt osobiste.
> - Pytaj – powiedziała Sylwia – najwyżej strzelę focha.
> -Myślałam, że duchy są zimne, ale ty nie jesteś.
> - to bardziej stwierdzenie, niż pytanie, nie sądzisz – zaśmiała się Sylwi
> a – ale odpowiem ci na nie. Duchy to dusze ludzkie, które pozostają na zi
> emi, bo nie dokończyły swoich spraw. Ja właśnie dlatego tu jestem, chcę żeby Am
> ersu znowu była szczęśliwa. Skoro moja sprawa wiąże się z Amersu, to właśnie on
> a pożycza mi część swojej energii, bym mogła istnieć. Duchy, które swoją energi
> ę czerpią z innych źródeł niż żywi ludzie, są zimne.
> - strasznie to pokrętne – zauważyła Jane.
> - wiem – odparła Sylwia.
> - wyjaśniłyście mi to wszystko bardzo pięknie, ale ja ciągle nie wiem dlaczego,
>  a tego chciałabym się przede wszystkim dowiedzieć.
> - wyjaśniamy ci to – zaczęła pani R. – bo Amersu zdecydowała, że wr
> óci do Cynthi i tam już zostanie. Żeby nie było kłopotów, w stylu wyzwania poli
> cji do zaginionej dziewczyny, użyję bardzo mocnego zaklęcia, które sprawi, że d
> la tego świata Amersu przestanie istnieć. Zaklęcie to jest nieodwracalne, a zap
> amiętają ją tylko ci, którzy będą wiedzieli o rzucaniu zaklęcia i będą przy tym
>  obecni. Mam wrażenie, że ty byś chciała pamiętać o Amsi, więc ci o tym mówię.
> - Ale Amersu miała nakaz pozostania tu.
> - wiem o tym – wtrąciła Amsi – Ale jak ty byś się czuła, gdyby twoi
>  przyjaciele walczyli za twój kraj, a ty byś sobie bezpiecznie siedziała w domu
> , nawet nie wiedząc co się z nimi dzieje – wykrzyknęła. 
> - Spokojnie, Amersu. Spokojnie – poprosiła pani R.
> - Spokojnie – powtórzyła Amsi – spokojnie – dziewczyna była b
> liska płaczu – ty nie wiesz jak to jest.
> - mylisz się – mama Amersu podniosła głos – jakbyś nie zauważyła, t
> o twoja ciocia jest moją siostrą. 
> - zauważyłam– rzuciła Amsi i uspokoiła się trochę.
> - jeszcze jedno pytanie mi przyszło do głowy – jak to się dzieje, że ludz
> ie nie widzą ogona, bo paznokcie można pomalować, tak samo usta, a na oczy możn
> a włożyć barwione szkła kontaktowe, ale na ogon nie mam pomysłów.
> - to też robota mojej mamy, sprytne zaklęcie.
> - no tak – Jane podrapała się po głowie – mam takie jedno pytanie&#
> 8230;chociaż nie to jest strasznie głupie…albo, już sama nie wiem.
> - jak chcesz to pytaj.
> - czy ja bym mogła pójść z Amersu – wyrzuciła z siebie w końcu pytanie, k
> tóre nurtowało ją od początku rozmowy.
> - musiałabyś zapytać swojego taty, ale wątpię czy się zgodzi. Jane, wojna to ni
> e zabawa. Nawet ja się martwię co będzie z Amersu, a ona za niecałe 5 lat będzi
> e pełnoletnia.
> - Jak to – zdziwiła się Jane – przecież ma dopiero dwanaście lat!
> - Cynthianie, osiągają pełnoletność w wieku siedemnastu, nie osiemnastu lat.
> - Rozumiem. Pogadam z tatą. A teraz muszę już iść, bo babcia się będzie niepoko
> ić.
> Jane zabrała swoje rzeczy i poszła na przystanek, znajdujący się obok domu Amer
> su.
> - Myślisz, że jej pozwolą – zapytała Amsi.
> - Wątpię – odparła pani R. – gdybym była na miejscu jej rodziców, t
> o zabroniłabym jej kategorycznie się z tobą spotykać, bo uznałabym cię z osobę 
> nienormalną.
> - dzięki za szczerość, ale swoją drogą nigdy nie twierdziłam, że jestem normaln
> a.
> 

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się