• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

  • Podglad

Odpowiadasz na:

tramwaj1  napisała: 

> Rozdział 15
> Po uszy w bagnie.
> 03.02. Godz.: 14.40 dom Amersu.
> A
> msi, dzwoniła dyrektorka z twojej szkoły, chce zemną rozmawiać. Czy powinnam o 
> czymś wiedzieć? – Były to pierwsze słowa, które usłyszały dziewczyny, gdy
>  weszły do domu.
> - właściwie, to tak – odparła Amersu i opowiedziała co wydarzyło się prze
> d szkołą.
> - cóż to dziwne, bo dyrektorka opowiedziała mi inną wersję, podobno pokłóciłaś 
> się z Marcinem, bo nie chciał ci oddać pieniędzy.
> - CO – krzyknęły równocześnie Amersu i Jane – przecież wiesz, że ja
>  nigdy…- oburzyła się Amsi.
> - spokojnie, wierzę ci, ale według twojej wersji, był tam jeszcze ten Krzyś. Na
> tomiast według wersji tamtych dwóch Krzyśkowi nic się nie stało i w ogóle tylko
>  przyglądał się tej sytuacji. 
> - A co twierdzi rzeczony Krzyś – zapytała Jane.
> - rzeczony Krzyś potwierdza wersję chłopaków.
> - Jak on mógł – wykrzyknęła oburzona Jane – przecież Amsi mu pomogł
> a, a on tak…
> - wątpię, by o to chodziło – przerwała jej Amsi – prawdopodobnie go
>  zastraszyli.
> - to możliwe… - zastanowiła się pani R. – ale po co oni tak grają, 
> przecież i tak mają złą opinię.
> - obawiam się, że oni knują jakąś większą aferę – stwierdziła Amsi –
> ; Marcin nie jest głupi, pewnie się jeszcze okaże, że im niby groziłam i spróbu
> ją mnie wysłać do poprawczaka – gdyby potrafiła przewidzieć przyszłość, z
> dziwiłaby się trafnością swojego stwierdzenia. 
> - dobra, chodźcie – przerwała dyskusję Marika Rozie. 
> - ale, ja też… - zdziwiła się Jane. 
> - ty też, twój tata już tam na ciebie czeka.
> Jane nerwowo przełknęła ślinę.
> ***
> Gabinet dyrektorki urządzony był w typowo biurowym stylu, Amersu odniosła wraże
> nie, że działał tu jakiś spec od feng shui. Okna zasłaniały wertykale, w rogu p
> okoju stała paprotka, nad którą wisiała półka ze stojącym dyplomem. Za biurkiem
>  stało krzesło z wysokim oparciem, na krześle siedziała pani dyrektor i wpatryw
> ała się w obecnych tu ludzi. Dookoła stało jeszcze kilka krzeseł. W gabinecie s
> tali: Jane, jej tata, Amersu z mamą, Marcin z tatą oraz drugi obecny podczas bó
> jki chłopak, z obojgiem rodziców. Z powodu tej ilości osób, w gabinecie zrobiło
>  się ciasno. Potęgował ten tłok, ogromny plecak Amersu, bez którego dziewczyna 
> nigdzie się nie ruszała.
> Oto jak jest być Amersu Jax Kahiro Rozie w tej chwili:
> Chociaż niemal wszyscy dookoła cię oskarżają, ty sobie z tego absolutnie nic ni
> e robisz, bo i po co. Ty wiesz, że jesteś niewinna i wiesz równie dobrze, że i 
> tak dyrektorka przyzna rację „poszkodowanym”. Wiele razy już miałaś
>  kłopoty, doskonale zdajesz sobie sprawę, że najwyżej wywalą cię ze szkoły. Lep
> iej ucierpieć w imię prawdy i sprawiedliwości, niż zyskać na oszustwie. Myślisz
>  sobie: szkoda tylko, że Jane ma kłopoty. A potem zdajesz sobie sprawę, że tu c
> hodzi o coś większego, że Marcin, dysząc ci na kark, kpiąco się uśmiecha. Gdyby
>  chodziło tylko o rozwalony nos, nie uśmiechałby się w ten sposób. Twoje wewnęt
> rzne poczucie bezpieczeństwa, chwieje się niebezpiecznie.
> Może znaleźli to konto administracyjne, które zrobiłaś kilka miesięcy temu, aby
>  mieć dostęp do kamer monitoringu.
> Może znaleźli w koszu ostatnie zlecenie i już wiedzą, że to ty zrobiłaś zwolnie
> nie z lekcji jednego chłopaka „Nie należało brać tego zlecenia. Pomaganie
>  innym to jedno, fałszowanie zwolnień to drugie” rozmyślasz, aż w końcu d
> ochodzisz do wniosku, że nie mieli szans znaleźć konta, ani zlecenia. Ze tu cho
> dzi o coś innego, więc o co? Pozostaje ci tylko czekać na rozwój wydarzeń…
> ;
> Dyrektorka powoli podniosła się z fotela i spojrzała na mały tłumek w gabinecie
> .
> - Pozwolicie państwo, że porozmawiam z każdym z was po kolei. Żeby uniknąć taki
> ego tłoku. Pani Rozie i Amersu, czy mogłybyście być pierwsze?
> Pani R. pokiwała głową. Reszta zgromadzenia wyszła z gabinetu.
> - Proszę usiąść – powiedziała chłodno dyrektorka, patrząc sceptycznie na 
> Amersu – czy pani wie dlaczego tu jesteśmy?
> - Amersu wdała się w bójkę, rozwaliła chłopakowi nos. Poszkodowany prawdopodobn
> ie zastraszył świadka, by ten zeznawał przeciwko mojej córce – wyrzuciła 
> z siebie jednym tchem mama Amersu.
> - dlaczego pani myśli, że Krzyś został zastraszony?
> - Proszę pani, nigdy nie miałam powodów, by nie ufać Amsi. Jeżeli ona twierdzi,
>  że był tam Krzyś, ja jej wierzę.
> - dowody są jednoznaczne i mówią na niekorzyść Amersu.
> - Dowody nie są jednoznaczne – wtrąciła Amersu – jest to tylko końc
> ówka całego zdarzenia. Marcin żądał od Krzysia natychmiastowego spłacenia długu
> , w wysokości pięciu złotych polskich. Krzyś odmówił spłacenia długu, bo nie mi
> ał przy sobie pieniędzy. Zaproponowałam, że ja go spłacę. Marcin nie zgodził si
> ę i zaczął mnie obrażać oraz prowokować bójkę. Na nagraniu nie słychać tego co 
> mówił Marcin, ale poszkodowany groził mi, wiec moją reakcję uznaję z obronę kon
> ieczną. 
> Jeżeli uzna pani, ze granice obrony koniecznej, przekroczyłam, przyjmę karę za 
> to, ale na pewno nie przyjmę kary za nieuzasadniony atak na Marcina. Po prostu 
> nie mam w zwyczaju dawać się ukarać za coś, czego nie zrobiłam.
> - czy pani to słyszy – zapytała dyrektorka.
> - słyszę doskonale i wyraźnie – potwierdziła pani R. – i jestem dum
> na z mojej córki, ze potrafi w tak zwięzły sposób przedstawić swoja wersję.
> - czy zdaje sobie pani sprawę, że Marcin Nowak, zgłosił iż Amersu groziła mu na
>  jednym z komunikatorów internetowych?
> Pani R. przez chwilę się zawahała. 
> - czy może mi pani przedstawić treść tych gróźb?
> - oczywiście – wyjęła z szuflady kartkę - Cytuję: wiem gdzie mieszkasz! N
> ie wywiniesz się, powiedz Pawłowi, że on też zapłaci za to co zrobił, a przede 
> wszystkim z zmarnowane dwa lata mojego życia. Strzeż się!!!
> Dyrektorka podniosła głowę znad kartki.
> - Co pani o tym myśli? Czy nadal uważa pani, że Amersu jest niewiniątkiem?
> - nigdy nie mówiłam, że Amersu jest całkowicie niewinna. Myślę, że dokument sfa
> łszował ktoś kto zna styl pisania Amersu.
> - O! Nawet rozpoznaje pani jej styl pisania! To chyba tylko jeszcze pogarsza je
> j sytuację.
> - proszę pani, styl pisania mojej córki jest tak charakterystyczny, ze nie spos
> ób go pomylić. Czy u kogokolwiek innego widziała pani tak długie i wielokrotnie
>  złożone zdania? Przecież ten styl rozpoznałby każdy, kto czytał kilka jej prac
> , bądź miał szansę przeprowadzić z nią dłuższą rozmowę. Przez swoją charakterys
> tyczność jest bardzo łatwy do podrobienia. Jednakże brakuje w tym tekście słów 
> tak typowych dla Amersu jak: iż, azaliż…oraz słów rzadziej używanych w ję
> zyku polskim, nalężących do terminów fachowych i tym podobnych dodatków!
> - A zresztą, po co miałabym pisać kapitalikami, skoro mi osobiście wystarczy tr
> eść przekazu, a nie forma jego zapisu – dodała Amsi.
> - A może celowo napisałaś w ten sposób, aby odwrócić od siebie podejrzenia?
> - czy pani sugeruje, że nie potrafię odwrócić od siebie podejrzeń?
> - powiedziałam, że napisałaś tak by odwrócić od siebie uwagę!
> - no właśnie, a skoro tu jestem, to gdybym to zrobiła, świadczyłoby o mojej nie
> kompetencji, czyż nie? Poza tym z tego co wiem istnieje coś takiego jak domniem
> anie niewinności. Mam pytanie, czy Marcin wie, że za składanie fałszywych zezna
> ń grozi pozbawienie wolności?
> - Nie jesteśmy w sądzie!
> - O! Cóż z odkrycie pani dyrektor! Ale możemy zaraz być! Jeżeli Marcin nie wyco
> fa zarzutów, dzwonię na polic

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się