• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

  • Podglad

Odpowiadasz na:

magdmaz  napisała: 

> Dobra.
> A teraz poważnie. 
> RATUNKU!!!
> On mnie dziś odwiedził.
> Miał zawieźć dzieci do mojej mamy, bo wyjeżdża na dwa tygodnie (od miesiąca 
> dzieci są u niego). Ja nie mogłam po nie jechać, bo pracuję, urwę się 
> najwcześniej w sobotę. No więc nadłożył dodatkowe 200 km, żeby mnie odwiedzić. 
> Cieszę się, ze zobaczyłam dzieci, zawsze to te dwa dni wcześniej, ale on 
> szczerze się przyznał, ze to był pretekst, chciał się ze mną zobaczyć.
> A ja, kulturalna była żona, wpuściłam go do domu, dałam kawy, no i dałam się 
> podpuścić na rozmowę. Głupia. Jakbym nie wiedziała, że mogę z nim rozmawiać 
> TYLKO I WYŁĄCZNIE  o dzieciach.
> On jednego nie rozumie i nie może mi wybaczyć. Że nie chcę wrócić, mimo że on 
> się zmienił. Przyznaje się, że był podły. Przyznaje się, ze jego zachowanie 
> mogło zabić nawet moją miłość, która była tak wielka, jak głupia. Jest 
> przekonany, że na pewno w głębi duszy jeszcze go kocham, tylko nie chcę sobie 
> na to uczucie pozwolić.
> Mogę go sprzedawać ile chcieć, on nie zwiąże się nigdy z żadną kobietą, bo po 
> pierwsze czuje się ze mną związany w niebie na całą wieczność, po drugie 
> odebrałby jakis kawałek miłości dzieciom. To znaczy MI zarzuca, ze przez 
> związanie się z moim M odebrałam jakąś część miłości dzieciom.
> (Matki! Czy -poza pierwszym ogłupieniem chemią i feromonami- kobieta może mniej
>  
> kochać swoje dziecko, bo kocha mężczyznę? Mnie sie wydaje, ze to zupełnie 
> osobne bajki, ale może się mylę???)
> Przez te głupoty i bezsensowne powtarzanie mu, ze im prędzej zrozumie, że NIGDY
>  
> z nim nie będę, choćbyśmy byli jedynymi ludźmi na samotnej wyspie, choćby mi 
> nie miał kto na starość szklanki wody podać, tym lepiej dla niego - nie zadałam
>  
> mu pytania, czy zdecydował się wreszcie na podział naszego WSPÓLNEGO domu, bo 
> ja wciąż wynajmuję klitkę.
> I powiedział, ze powinnam koniecznie iść do psychologa, księdza, psychiatry i 
> dać sobie pomóc. Nie powiedział konkretnie, co mam w sobie odnaleźć, ale 
> ogólnie chodzi o to, żeby mi ktoś wytłumaczył, ze powinnam wrócić.
> CZUJĘ SIĘ JAK WREDNA BABA NIE KOCHAJĄCA DZIECI. Ratunku.
> Nie chcę wrócić.
> Nie kocham go.
> Nie obchodzi mnie co robi, gdzie jest, jak jego praca, jak jego zdrowie.
> Nie tęsknie za nim NIGDY.
> Nie mam dobrych wspomnień z małżeństwa ani narzeczeństwa.
> Nie boję się go, ale w oczach wciąż ma obłęd.
> Nie wierzę mu i nie chcę wierzyć - jestem wciąż jeszcze odrobinę naiwna, ale 
> nie tak!!!
> Jedno powiedział naprawdę mądrze - gdzieś przeczytał czy usłyszał, ze miłość to
>  
> uczucie + decyzja woli.
> Moje uczucie zostało zadźgane jeszcze przed ślubem. Została prawa i honorowa 
> chęć wytrwania w podjętym zobowiązaniu (ale ja głupia byłam!!!)
> Jakbym była uczciwa, to powinnam powiedzieć, że nasze dzieci nie powinny się 
> urodzić. Niech któraś z Was popatrzy w te roześmiane oczęta i powie, ze dla ich
>  
> dobra powinnam była usunąć ciąże. (Wiem, źe egoistycznie chciałam dzieci, choć 
> widziałam, ze moje małżeństwo nie jest normalne).
> A na koniec - znów kocham. Mam 33 lata i to jest DRUGI mężczyzna w moim życiu. 
> Więc nie zmieniam jak rękawiczki. Wiem, że chemia i feromony kiedyś przestaną 
> działać - ale między nami jest cos jeszcze - może ta decyzja woli właśnie. I 
> jeśli kiedyś w życiu mój M, (który nigdy dotąd nie wyrządził mi krzywdy, choć 
> dwa razy mnie zawiódł - oba przypadki z exem w tle) ZNUDZI MI SIĘ, to macie 
> moje przyzwolenie, żeby mnie zgnoić, zmieszać z błotem i potraktować jak 
> ścierwo ostatnie. Zresztą wtedy sama sobie chyba w łeb palnę, bo nie mołabym 
> swojej gęby więcej w lustrze oglądać.
> 
> Jestem zdołowana, pogmatwana, głowa mnie boli. Jak się komuś chce, niech mi 
> napisze prosto w twarz, ze to co zrobiłam ze swoim życiem oraz swoim dzieciom 
> świadczy o mnie... (nie wyrażę się, bo i tak wykropkują).
> Tylko mnie nie pocieszajcie, bo się poryczę.

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.