• (gość portalu) Zaloguj się
  • Na podany adres zostanie wysłany e-mail potwierdzający a następnie dalsze powiadomienia

  • Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.

  • Podglad

Odpowiadasz na:

pijaw  napisał: 

> Widok ten jest dość częsty na polach walki, na które hemogobliny przychodzą dla
>  
> rozrywki, jak inne ludy na mecze piramidy odnóżnej. 
> Warto tu wtrącić, że istnieje wiele odmnian tego popularnego sportu, ale 
> wszystkie polegają zgrubsza na umieszczeniu jak największej liczby faraonów w 
> piramidzie jedynie za pomocą specjalnie zaprojektowanych odnóży. Gracze 
> zakładają specjalne skafandry (każda rasa ma swój krój, gdyż uniewsalne, dobre 
> dla człekokształtnych, powodowały wiele skarg, szczególnie ze strony mątew) do 
> których doczepianych jest komisyjnie sześć odnóży. Następnie wypuszczane są 
> specjalnie do tego celu chodowane faraony pustynne (ptaki drapieżne z rodziny 
> strusiowatych). Zdarzały się wypadki, że niektórzy zawodnicy jak i kibice 
> zostali porwani w ich potężne szpony i wynoszeni poza boisko, co było 
> punktowane na korzyść faraonów. Gra dość niebezpieczna, ale bardzo widowiskowa.
>  
> Niestety wysokie koszty boiska - ze zwględu na konieczność budowy piramidy - 
> przyczyniiła się ostatnio do spadku jej popularności.
> 
> Wrócmy jednak do hemogoblinów na polu bitwy, a w zasadzie do krajobrazu po 
> bitwie. Pola bitewne hemogoblinów są o tyle unikalne, że nie ma na nich 
> wszechobecnych na innych pobojowiskach padlinożerców. To znaczy są, ale głównie
>  
> martwe. Co jakiś czas zdarza się jeszcze, że jakiś mnije rozgarnięty sęp 
> tępogłów lub chichiena prubóją nieopatrznie skosztować hemogoblina. reszta 
> starszych osobników przygląda się temu z politowaniem, gdyż czterdzieści 
> zmarzniętych chochlików potrafi zrobić w kilka sekund pasztet nawet z trolla. 
> Instynkt podpowiada im, ze aby przeżyć nalezy wykonać dwie rzeczy - ruszać się 
> i ciąć nie-hemogobliny. Ta wierność innej rasie nieraz uratowała życie Gnoma. 
> Choć w większości przypadków, podobnie jak i teraz nie był on tego świadomy.
> Brak zewnętrznych oznak świadomości nie oznaczał jednak oddalenia się jego 
> duszy do krainy wiecznych wykopów. Pożar pod czaszką nadal tlił się i wywoływał
>  
> coraz to starsze pokłady podświadomości. Przypomniał sobie swoje narodziny na 
> polu walki podczas odbywającej się co każde trzysta lat świętej wojny z nie-
> hemogoblinami. Ostatnia trwała już sześćset siedemdziesiąty trzeci rok i 
> hemogobliny zgubiły się w rachunkach z kim toczą sto siedemdziesiątą siódmą, a 
> z kim sto siedemdziesiątą ósmą świętą wojnę i cała starszyzna rodu głowiła się 
> nad tym, aby nikogo nie pominąć, gdyż niektóre inne rasy, na przykład polielfy 
> czy genomy (gnomy z wadą wymowy) mogły się poczuć urażone. w trekcie jednogo z 
> ostatnich walnych starć kilkunastu ras (wiele z nich wykorzystywało świętą 
> wojnę hemogoblinów do załatwiania przy okazji własnych porachunków z innymi 
> rasami, lub po prostu dla rozrywki) narodził się wyjątkowo czerwony hemogoblin.
>  
> Pierwsze słowa jakie usłyszał pochodziły od jego matki, która zirytowanym 
> basem, nie pozbawionym jednak czułości, wrzasnęła:
> 
> - Właśnie rodzę przekrętny gnomie!!! Mam tylko jedną wolną rękę!! Poczekaj, aż 
> odgryzę uchowinę, to ci pokażę!!
> 
> Tak więc pierwszym słowem, które natychmiast po narodzinach wymówił nowy 
> goblin, było słowo "Gnom". Pozostałe były dla niego na razie zbyt 
> skomplikowane. Szczęśliwa matka położyła swym grzebieniem trzynastu gnomów aby 
> uczcić to wydarzenie, a na jego pamiątkę nadała swemu dwieście osiemdziesiąt 
> drugiemu synowi imię Gnom. I natychmiast o nim zapomniała, wybiegając na 
> spotkanie czterem trójidom (są to byli druidzi, którzy osiągnęli wyższy poziom 
> rozwoju emocjonalnego - przynajmniej w ich mniemaniu - i za pomocą nanogenetyki
>  
> i wywaru z kości z serca nietoperza dorobili sobie kolejne członki, tak aby ich
>  
> ilość zawsze była podzielna przez trzy).
> Małego hemogoblina Gnoma znalazła inna samica i została jego piastunką. Imie 
> przylgnęło do niego na stałe, mimo że wywoływało nieraz wiele nieprozumień, 
> często dosyć krwawych. Od dzieciństwa Gnom uczęszczał na zajęcia z 
> metaloplastyki i sztuki pierdnięć z zaskoczenia do Miejskiego Koedukacyjnego 
> Gimnazjum Wielorasowego. Po zajęciach chodził do pobliskiej tawerny razem z 
> kolegami - goblinami, gnomami i trollami. Gdy zbyt długo nie wracał do domu 
> troskliwa piastunka zaplatała brodę i wychodziła mu naprzeciw otwierając drzwi 
> tawerny toporem i wrzeszcząc:
> 
> - Natychmiast do domu zapijaczony, paskudny, nieletni Gnomie!!!
> 
> Większość obecnych gnomów nie znała jeszcze młodzieniaszka z imienia, więc 
> biorąc do siebie te impertynencje jako przejaw ksenofobii u hemogoblina, z 
> ochotą stawała w obronie równouprawnienia ras do pobytu w lokalu po zmroku. W 
> podobnych okolicznościach hemogoblin Gnom starcił swą piastunkę wraz z trzystu 
> krewnymi podczas pożaru miasteczka akademickiego, który wybuchł gdy dyskusje na
>  
> temat równouprawnienia tudzież wyższości którejkolwiek z ras doprowadziły do 
> przewrócenia ulicznego lichtarza na skład bimbru gnojnego. Gnom uśmiechnął się 
> w myślach na wspomnienie przymusowych czterech miesięcy wakacji dokóki nie 
> odbudowano Gimnazjum sto dwadzieścia mil dalej.
> 
> C.D.N.

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się