6 wyników w czasie 337 ms
Sortowanie wyników: wg trafności wg daty

poruszyłeś ciekawy problem

, jako nauczyciel akademicki zobaczyłem kto przede wszystkim studiuje na zaocznych i wieczorowych. Zdecydowana większość to znacznie biedniejsi ludzie od tych, co studiują na dziennych. Muszą pracować, zeby podjąć studia (płatne) O ile jestem przeciwny socjalistycznym rozwiązaniom typu: dla

dokładnie tak

Jeśli jeszcze doliczyć gruszę, 13tkę i inne dodatki (funkcyjne, stażowe, ew. nagrody) - to faktycznie wyjdzie ok. 3500 na rękę rocznie. Ja podałem jednak ile dostaje przeciętny adiunkt po doktoracie - a więc najczęściej ca. 30-latek po studiach doktoranckich, który najpierw 2 lata po obronie

oczywiście ten pomysł ma ratować prywatne uczelnie

ale jakoś strasznie mnie nie oburza. Po pierwsze - niby limity przyjęć ustala uczelnia, ale nie ma automatycznego przełożenia: przyjmujemy więcej, dostajemy więcej. W przeciwnym wypadku przyjęlibyśmy 900 osób na nasz kierunek, a nie 120. I tak liczba miejsc jest wypadkową kalkulacji: ile

Zdjęcia:

źle to wygląda

podejrzewam że zyskają uczelnie, na których jest mało pracowników, a dużo studentów. Natomiast te, które przynajmniej teoretycznie bardziej dbały o studenta dostaną po siedzeniu i być może będą musiały pracowników zwalniać. 2. studia doktoranckie - określenie, że studenci z wolnej stopy sami płacą za

elementarna uczciwość?

, przynajmniej u mnie. Za podwójne pensum, które zrujnowało niegdyś cały rok akademicki pod względem rodzinnym (weekendy!) i zawodowym dostałem parę lat temu 2,5 krotność miesięcznej pensji. Czyli niemal tyle ile wynosiła nagroda rektora 1 stopnia za pracę naukową. 6. "a to wynagrodzenie w grancie albo i

znowu same mity

, studenci że studiują, a uczelnie że uczą. > Proszę o przykłady tych badań. Może suche dane: w roku akademickim 1990/1991 studiowało 404 tys. osób. W 2008/2009 1,9 mln - wzrost blisko pięciokrotny. Liczba uczelni w tym samym czasie wzrosła ze 112 do 456 - ponad czterokrotnie. A o ile wzrosła liczba