Właściciel domu zataił istnienie grzyba.
Witam wszystkich. Trzy tygodnie temu wynajęłam mieszkanie w
Niemczech, w domu wielorodzinnym, stare budownictwo. Rozmowy były
prowadzone przez pośrednika z agencji mieszkaniowej. Z mojej strony
padło pytanie, czy w mieszkaniu jest wilgoć lub grzyb, padła
odpowiedź: nie. Nie zostało to jednak nigdzie zapisane. Przy
oględzinach mieszkanie było byle jak pobielone. Po dwóch tygodniach
mieszkania (!) zaczął wychodzić grzyb. I to niemały. W rogach
wszystkich ścian zewnętrznych tworzy się grzyb, przy oknach rośnie
mechaty, odstający na pół centymetra. Farba odpada (w malowanych
pokojach). Zaznaczę, że po malowaniu mieszkanie było bardzo dobrze
wietrzone i suszone, do tej pory codziennie dokładnie wietrzę i
ogrzewam mieszkanie, meble stoją w dużej odległości od ścian. W
jednym niepomalowanym pokoju 1/3 ściany jest wilgotna, śmierdzi
grzybem, tworzą się pod farbą bąble wilgoci i farba odpada. Pod tym
tynk jest tak mokry, że się kruszy przy dotknięciu palcem. Oczywiście
dochodzi do tego widoczny grzyb na ścianie.
I tutaj moje pytanie: co mogę zrobić?
Skontaktować się z właścicielem mieszkania i pokazać mu to? Jestem
przekonana, że wiedział jakie mieszkanie nam daje, ponieważ mieszka w
tym samym budynku.
Czy mogę domagać się osuszenia mieszkania i remontu? (pełnego
usunięcia wilgoci?).
Przy oględzinach mieszkania widziałam, że piwnica domu była zalana i
jest tam grzyb i ogromna wilgoć, ale mieszkanie wyglądało na suche.
Podpowiedzcie proszę, co mogę zrobić, bo jestem załamana. 3 tygodnie
po przeprowadzce, a ja mam ochotę stąd uciec.