dla mnie to pojecie oznacza tyle co zadbanie samemu o swoje dziecko
a nie proszenie sie panstwa o wyprawke, utrzymanie i cala reszte.
mozna miec i mniej i dac sobie rade samemu. wiele rzeczy mozna
kupic za pare euro w ebeyu. moja corka wiekszosc cichow, zabawek ma
z ebeya-rzeczy wygladaja jak nowe a kosztuja pare euro. z postu
mamy dawidka wynika, ze nie ma pieniazkow na nic i to dla mniej
jest wlanie tym "nie stac na dziecko". tak na prawde jest inaczej,
bo mama dawidka zamist pochowac rzeczy po pierwszym maluchu dla
ewentualnego drugiego, sprzedaje wszystko co ma choc wie, ze na
nowe jek stac nie bedzie.
moj maz byl jakis czas bezrobotny, trwalo to moze jakies 10
miesiecy, w tym czasie zrobil kurs i dzieki temu znalazl prace. gdy
byl na bezrobotnym, "przelozylismy" starania o dziecko
na "pozniej". ale moze ja jestem jakas zboczona i palnuje dziecko
na lepsze czasy...
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.