Dodaj do ulubionych

Czasem zaluje, ze tu jestem:(((

08.03.06, 17:15
Taka jest prawda. Moim mezem jest Niemiec, jest kochany... Mamy tez od
niedawna psa. Ale ja i tak czuje sie sama i cholernie bezradna, az sie zyc
odechciewa... Nie mam tu nikogo, ani rodziny ani znajomych. A ja bez ludzi
nie umiem, dlatego mi ciezko. W sumie wiele osob mnie podziwia za to, ze
zdecydowalam sie tu zyc, ze na slubie cywilnym byla tylko rodzina meza i
dalam mimo to rade... Nie mam jeszcze pracy, zdana jestem wiec na dom i
zajmowanie sie psem. Najbardziej dobija mnie czasem mentalnosc ludzi tutaj.
Juz raz ze wzgledu na zakup psa musielimy sie pzreprowadzac. Teraz niby juz
wszystko fajnie, ale wlasnie bylam z psem na dworze i jakas babka starsza z
domu obok zwrocila mi uwage, ze tu nie wolno chodzic z psem po trawie (a
pelno jej wokolo)... Bo dostaniemy problemy z "Gesellschaft"! Jakim
Gesellschaft?? To gdzie ja mam z nim chodzic kuzwa?? Zbieramy po nim kupy,
ale i tak jakis problem sobie ci ludzie znajda. Mnie takie robienie z kazdego
go...a problemu i utrudnianie sobie zycia dobija, nic nie poradze:/ Do meza
napisalam smsa, ze nienawidze tego kraju, to strasznie przykre dla mnie i
wiem, ze on pzreciez nic nie poradzi za ta mentalnosc, ale ja mam czasem
kompletnie dosc. Chcialabym to olac, tylko jak, skoro cale swoje mlode zycie
zylam w Polsce, gdzie kazdy robil , co chcial i nie kapowal na sasiada z byle
powodu itd. To trudne, bo chce tu zyc ze wzgledu na meza, mamy sobie tu
ulozyc zycie i zyc szczesliwie. Zwykle jestem harda, ale sa wlasnie takie
momenty jak dzis, ze opadaja mi rece, ogarnia wscieklosc i niemoc.
Sorry, ze wam tak zasmucilam nagle, ale musialam to z siebie wyrzucic.
Pozdrawiam cieplo.
Edytor zaawansowany
  • ich11 08.03.06, 17:26
    głowa do góry!
    Jeszcze nie spotkałem się z tym, żeby po trawnikach nie wolno było chodzić.
    Oczywiście nie niszczyć i zrywać kwiatów, ale poza tym...
    Baba się czepia, trafiła na przyjezdną i poucza...
    Na drugi raz, jak przypomni o problemach, to odpowiedz: eben, es sind meine
    Probleme! Was geht Sie das an, Sie alte Fotze! (nie przy świadkach,
    oczywiście ;)))))) Forma grzecznościowa: Sie.
  • isiaschatz 09.03.06, 15:05
    ich11 napisał:

    > głowa do góry!
    > Jeszcze nie spotkałem się z tym, żeby po trawnikach nie wolno było chodzić.
    > Oczywiście nie niszczyć i zrywać kwiatów, ale poza tym...
    > Baba się czepia, trafiła na przyjezdną i poucza...
    > Na drugi raz, jak przypomni o problemach, to odpowiedz: eben, es sind meine
    > Probleme! Was geht Sie das an, Sie alte Fotze! (nie przy świadkach,
    > oczywiście ;)))))) Forma grzecznościowa: Sie.

    Hehe, normalnie usmialam sie Ich11!:D Powtarzam sobie to zdanie w glowie i od
    razu mi lepiej;) A propos, kiedys pisalam prace na temat opowiadania E.
    Reichart pt. "Die Fotze"... Niezle, niezle to bylo:D


  • stary91 08.03.06, 17:31
    Wroc do Polski. Maz - jezeli cie kocha - pojdzie z toba. Jezeli nie pojdzie -
    rozwiedz sie. Nie ma zadnych wartosci, dla ktorych powinnas cierpiec w
    Niemczech - dla ciebie obcym i wrogim kraju.
  • caysee 08.03.06, 18:22
    > Wroc do Polski. Maz - jezeli cie kocha - pojdzie z toba. Jezeli nie pojdzie -
    > rozwiedz sie. Nie ma zadnych wartosci, dla ktorych powinnas cierpiec w
    > Niemczech - dla ciebie obcym i wrogim kraju.

    Uwazam, ze bardzo mocno uprosciles sprawe. Jak kocha to pojedzie? A nie widzisz
    tutaj problemow natury praktycznej? Niemiec tak latwo porzadnej pracy w Polsce
    pracy znajdzie. Uwazasz, ze mloda kobieta (ktora z tego co zrozumialam przez
    ostatnie kilka lat nie pracowala wiec nie ma doswiadczenia zawodowego) bylaby w
    stanie w Polsce utrzymac dwie osoby? Przeciez gdzies trzeba mieszkac, z czegos
    trzeba zyc... Pomysl troche bardziej praktycznie.


    --
    Make love, not war :)
  • ewa553 08.03.06, 17:40
    Ty jestes troche na "nie" nastawiona. Tesknisz za tym swojskim, polskim
    balaganikiem. Pamietam cala historie jak mialas problemy z mieszkaniem po
    zakupie psa. Przyzwyczaj sie do tego, ze co kraj to obyczaj i ze tutaj wlasnie
    obowiazuje mnostwo przepisow ktore na codzien troche komplikuja zycie, ale sa
    sytuacje kiedy bedziesz losowi dziekowac ze taki tu porzadek.
    A starsze Niemki (te raczej proste) chetnie sie wymadrzaja i wtracaja i
    zwracaja uwage. Przez to wszystko przeszlam i jakos zyje. Bo pozwalaja sobie na
    to tylko jak znajda mloda i nowa w tym kraju "ofiare". A wiec to sie ulozy.
    No a jak juz znajdziesz prace i bedziesz miala wiekszy kontakt z ludzmi, to
    i te problemy sie skoncza. O ile pamietam, mieszkasz gdzies w Zaglebiu Ruhry?
    Tam jest duzo ludzi z Polski, poszukaj czy znajdziesz dziewczyny w Twoim wieku
    zeby sie spotkac, pogadac, posmiac sie. Nie bedziesz taka samotna i bedzie Ci
    zdecydowanie lepiej. Czego Ci zycze.
    --
    מזל טוב
  • caysee 08.03.06, 17:53
    Hej :)

    Mysle, ze najwiekszym twoim problemem jest to, ze jestes sama. Gdybys miala z
    kim spedzac czas i czula ze masz tam jakies przyjazne dusze, mialabys mniej
    czasu na takie myslenie i dolki :) Ja rowniez troche sie boje o to, czy w
    przyszlosci nie bede miala podobnych do ciebie problemow z samotnoscia (tak
    zupelnie na stale przeprowadzam sie do Niemiec dopiero za pare miesiecy wiec
    dopiero po kolejnych paru okaze sie czy moje obawy sa sluszne). Ale wymyslilam
    sobie, ze jesli bede miala prace to problemu z brakiem towarzystwa miec nie bede
    napewno, natomiast jesli szybko nie zdobede pracy to bede chodzila na jakies
    kursy hobbystyczne w VHS chociazby w celach towarzyskich (zawsze to jakis
    kontakt z ludzmi, a moze kogos sympatycznego sie pozna?) oraz namawiala meza na
    zapraszanie swoich znajomych z zonami/dziewczynami do nas do domu. A moze
    poszukaj jakiejs Polonii w swoich okolicach, napewno znajdzie sie jakas dusza w
    podobnej sytuacji w miare blisko ciebie:)

    A tak w ogole to co robisz na codzien poza opiekowaniem sie psem i skad jestes?

    --
    Make love, not war :)
  • albert122 08.03.06, 18:40
    Naucz sie szybko i dobrze jezyka a zobaczysz ze wszystko zmieni radykalnie.Majac meza Niemca pewnie przyjdzie ci to latwiej niz innym.
    Pozdrawiam
  • caysee 08.03.06, 18:46
    Przeciez ona nigdzie nie napisala, ze nie zna jezyka :)

    --
    Make love, not war :)
  • isiaschatz 08.03.06, 21:37
    Hej:)
    Mieszkam nad samym Ostsee. Ladnie tu, taki w sumie kurort i duzo starych
    dziadkow;) Juz chodzilam na aerobik i w sumie nikogo na dluzej nie poznalam, bo
    te panie to takim jakby... zamknietym towarzystwem byly;) W mojej miejscowosci
    akurat jest jak na zlosc bardzo malych Polakow, za to parenascie kilometrow
    dalej juz wiecej. Juz myslalam, zeby ogloszenie do gazety dac hehe. Mieszkam tu
    od roku i musze powiedziec, ze tak samej to nie jest latwo. Najwazniejsze to
    wyjsc do ludzi. Nawet fajny pomysl z tym wolontariatem... Mam tu jedna
    kolezanke Polke, ale ona ma malo czasu. Do tego moj maz bardzo duzo pracuje (w
    weekendy tez), wiec siedze taka sierota sama w domu:D
    Ty jestes biologiem? Co chcesz tu robic? W ogole mozemy sobie maile pisac, albo
    na gg czasem zamienic slowo, jak masz ochote. Pozdrawiam:)
  • mazda25 09.03.06, 06:31
    Sprobuj znalezc sobie jakas prace,chociazby na pare godzin opieke do
    dzieci.Mozesz sie przy nich nauczyc szybko jezyka.Ogladaj niemieckie programy
    dla dzieci.Towarzystwo polskie mozna czesto spotkac w kosciele,popytaj.A moze
    maz zapozna cie z jakas mloda Niemka.Pierwsze dwa lata sa najgorsze,potem jakos
    juz jest latwiej,uszy do gory.Nie rzucaj sie Tylko na rodakow,bo mozesz sie
    sparzyc.
  • annajustyna 08.03.06, 18:48
    A ja mam wrazenie, ze i relacje z polska rodzina sa ciezkie (ten "osamotniony"
    slub, chyba ze podkreslasz jego cywilnosc, aby odroznic od koscielnego w
    POlsce?). Daj znac, skad jestes, moze jakies sasiadki/sasiedzi sie wsrod nas
    znajda?;)
  • ich11 08.03.06, 18:57
    to ja jestem do dyspozycji! :))))
  • fufu_ffm 08.03.06, 19:33
    Hallo Issia -

    Przykro mi ze niedobrze sie czujesz w DE. Gdzie mieszkasz?
    We FFM jest duzo Polonii i bardzo mili ludzie - to naprawde pomaga jak sie
    pare milych osob pozna.

    Nieprzyjemne zdarzenia zdarzaja sie wszedzie ale nie mozna sie nimi przejmowac.
    Na przyklad ostatnio spieszylam sie do pracy i na przejsciu dla pieszych stala
    Niemka z 2 dzieci ktora mnie zdrowo ochrzanila ze na czerwonym swietle
    przechodze i daje zly przyklad jej dzieciom. W najbardziej zdrowo rzyjacielskim
    tonie :) (aczkolwiek ze zjadliwym podtekstem) ochrzanilam ja "z powrotem" ze
    jak ta dzieci wychowuje zeby nasladowaly jakis kompletnie obcych ludzi o
    ktorych nic nie wiedza zamiast sluchac mamy to znaczy ze niewiele sa jej
    wychowawcze umiejetnosci warte. W koncu to nie "obcy" na przejsciu sa
    odpowiedzialni za wychowanie jej dzieci tylko ona.
    Jak dziecko zobaczy przy dworcu glownym w FFM narkomana ze strzykawka to tez
    sobie zacznie cos wstrzykiwac? Taki maly jest wplyw rozicow a taki duzy obcych?

    Ale to tylko przyklad - i w zasadzie bez wiekszego znaczenia bo moglby sie
    zdarzyc wszedzie - podobnie jak Twoj przyklad z psem. To nie jest specifika
    Niemiec.

    Wydaje mi sie ze wiele problemow tez sie rozwiazuje poprzez znalezienie pracy
    albo moze jakiejs szkoly. Po prostu widac wtedy kompletbie inna "normalna"
    strone zycia w DE.

    Na twoim miesjcu postanowilabym sie skoncentrowac dokladnie na tym. Jezeli
    potrzebujesz pomocy z CV albo cos takiego to daj znac. Nie jestem expertem ale
    zawsze moge cos pomoc na podstawie wlasnego doswiadczenia.

    Postaraj sie tez zaangazowac meza w Twoje poszukiwania pracy - w Niemczech sa
    bardzo wazne znajomosci.

    Powodzenia!

  • isiaschatz 08.03.06, 20:16
    Hej moi mili:)
    Poplakalam sobie ze zlosci, poczytalam wasze wpisy i juz mi o niebo lepiej!:)
    Moj maz oczywiscie zaraz po tym smsie zadzwonil i powiedzial, zebym kompletnie
    sie tym nie przejmowala. On na szczescie ma bardzo luzackie podejscie do tego
    wszytskiego. Wiecie, czasami widze, ze mnie niektorzy (jak na tej TRAWIE
    jestem) obserwuja z okien, po kiego czorta to nie wiem... W kazdym razie tej
    babce (ktora sie specjalnie do mnie zawrocila ze swojej pzrechadzki)
    powiedzialam, ze mnie to nie interesuje i ze tu dzieci tez biegaja i ze to
    typisch Deutschland (tu moglam ugryzc sie w jezora, no ale nie dalam rady;).
    Zadzwonie do tej Wohnbaugesellschaft i sie dopytam, co z ta TRAWA, bo jak
    pzrejmowalismy mieszkanie to byla tu przedstawicielka tej firmy z Hamburga i
    mowila, ze tylko mamy kupy sprzatac, wiec cos tu nie tak... No chyba nas pzrez
    ta TRAWE nie wywala z mieszkania??!:D Nasz pies ma dopiero 5 miesiecy i czasem
    po prostu musi szybko sie zalatwic i niepewne, czy dotrzyma, zanim pzrejdziemy
    200 metrow dalej...
    Ja ogolnie szybko sie aklimatyzuje, mieszkalam tu juz jako au pair po maturze i
    swoje juz pzreszlam. Jest ok i jestem zadowolona, ale czasami wytraca mnie cos
    takiego z rownowagi i wtedy mysle, ze chyba nie dam tu rady. Na szczescie moj
    maz zawsze mnie na duchu podniesie;) Wierze mocno w to, ze w koncu po tych
    calych zmaganich i nerwach (czesto nie potzrebnych) ulozy sie jednak wszystko
    pomyslnie.
    Jak na razie siedze w domu i doslownie momentami juz dostaje do glowy... Od
    niedawna mam pozwolenie na prace, tlumacze wlasnie dyplomy w Polsce i biore sie
    za szukanie pracy. Wiadomo, doly wiedza, kiedy nadejsc... Jak na zlosc nie mam
    tu znajomych, bo zreszta gdzie ich poznac, skoro siedze w domu... Wiem, ze sie
    to skonczy, musze miec cierpliwosc. Najwazniejsze to miec zajecie i nie myslec
    za duzo hehe. Na razie chcialabym zrobic prawo jazdy, bo mieszkam kawalek od
    miasta. Mieszkam nad Ostsee. Na naszym forum nie ma nikogo z moich okolic.
    Z tym slubem to nie bylo tak, jak ktos napisal. To miala byc formalnosc, bez
    zadnej rodziny. Ale meza rodzina chciala koniecznie w nim uczestniczyc... Dla
    mnie prawdziwy slub (koscielny) i wesele ze wszytskimi bedzie dopiero w Polsce-
    wtedy sobie odrobie;).

    Aha, jezyka nie musze sie juz uczyc (tego co jeszcze nie umiem, naucze sie
    na "zywo"), no chyba ze jakiegos innego:) Na razie trenujemy naszego psa w
    zostawaniu samemu w domu i jeszcze niestety na pare godzin go samego nie
    zostawie.

    Aaaa, co do powrotu do Polski to wykluczone. Ja dopiero skonczylam studia, maz
    jest starszy pare lat i nie zna polskiego. Ja jako mloda germanistka bez
    zobowiazan mam jednak tutaj wieksze szanse niz on w Polsce;)

    Dzieki wielkie, ze mi odpowiedzieliscie!:) To fajne, wiedzac, ze jednak nie
    jest sie tu samemu... Pozdrawiam. Isia
  • ggigus 08.03.06, 22:17
    Na przyklad ostatnio spieszylam sie do pracy i na przejsciu dla pieszych stala
    Niemka z 2 dzieci ktora mnie zdrowo ochrzanila ze na czerwonym swietle
    przechodze i daje zly przyklad jej dzieciom.


    opadla mi szczeka, slowo. Zawsze sobie robie dwocipy, ze mnie ktos tak ochrzani,
    bo dla mnie czerw. swiatlo to wyzwanie.
    ale niektorzy ludzie to zwyczajnie wariaci.
    Jej dzieciom!!!
    niech se sama swoje dzieci wychowuje, o matko!
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • ich11 09.03.06, 00:21
    Geh bei grün der Kinder wegen! :)))
  • ggigus 09.03.06, 15:10
    rw. swiatlo i dziecko, to lece galopem jako refleks. I jeszcze zachecam - komm,
    Kndlein, lass uns Gesetze und Regeln brechen!
    czasem sie spiesze i musze na czerwonym i nikt nie bedzie ode mnie wymagal,
    kuna, dawania innym przykladu.
    nie mam obowiazku swiecic przykladem, co nie?
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • rudewredne 09.03.06, 08:49
    Wiesz co ja ci powiem ze jak bym z moimi dziecmi stala to tez bym cie
    ochrzanila za to przejscie na czerwonym swietle!!!!
    Przez takie wlasnie sie spieszace musze z corka codziennie przez skrzyzowanie
    przejsc jak idzie do szkoly ...ta min na przejsciu tez cie nie zbawi wyjdz
    wczesniej z domu a nie bedziesz musiala sie spieszyc.
    Dzieci szczegolnie male w drodze do szkoly niekoniecznie orientuja sie na
    swiatlach, stoja chwilke czekajac na zielone i w tym momecie gdy dorosla osoba
    zaczyna przechodzic przez skrzyzowanie mysla ze jest zielone i automatycznie
    nie patrzac na swiatla wchodza na przejscie, niech do tego dojdzie jakis
    rozpedzony zaspany kierowca (moja statystyka z ostatnich 3 m-cy 12 kierowcow
    ktozy nie zauwazyli dziecka stojacego przy przejsciu dla pieszych tego bez
    swiatel oraz 8 kierowcow ktorzy nie zauwazyli ze juz maja czerwone i sobie
    skrzyzowanie przejechali.) i tragedia gwarantowana.
  • ggigus 09.03.06, 15:08
    roslych nie trzeba brac przykaldu ,prawda?
    ja tez chodzilam do szkoly sama, przekraczalam ulice na ziel. swietle, bo mnie
    tego nauczono.
    Nauczono mnie tez, ze nie wszyscy dorosli swieca prykladem, bo nie musza.

    aha, w wieku 6l. wyporowadzilam sie z rodzicami z malego miasta do duzego miasta
    i po mies. zaczelam na wlasne zyczenie i po obserwacji ojca sama chodzic do
    szkoly. Z wiedza o malo wzrocowych doroslych, rzecz jasna.

    Sorek, ale mnie to pouczanie wzajemne denerwuje i opisana ww sytuacje
    traktowalam zawsze jako zart. A tutaj ktos rzeczywiscie odwazyl sie wymagac od
    innych ludzi, zeby mu pomogli w wychowywaniu wlasnego dziecka.
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • rudewredne 10.03.06, 10:06
    Tak wiec i dziecku mowie ze niektorzy maja poplatane w glowie.
    Moja corka o tym doskonale wie, nie mysl ze wymagam od innych zeby mi dzieci
    wychwywali daje sobie z tym swietnie sama rade .
    Uwazam jednak ze po cos te swiatla sa i trzeba jednak sie do nich dostosowac,
    co by bylo jak by sobie tak kierowcy co chwilka na czerwonym przejezdzali bo im
    sie spieszy??? katastrofa !!!!!

    > i po mies. zaczelam na wlasne zyczenie i po obserwacji ojca sama chodzic do
    > szkoly. Z wiedza o malo wzrocowych doroslych, rzecz jasna.


    Czyz nie lepiej by bylo wiedziec ze dorosli jednak sa wzorcowi, gdyby wszyscy
    przestrzegali przepisow swiat bylby o wiele lepszy.
    Ja wiem przepisy sa po to by je lamac...nikomu zle nie zycze ale przydal by ci
    sie mandacik ostry za takie postepowanie.


    > Sorek, ale mnie to pouczanie wzajemne denerwuje

    Moze cie denerwowac mnie te inne zachowanie tez denerwuje i takich jak ty
    pouczalam , pouczam i zawsze pouczac bede !
  • ggigus 10.03.06, 14:07
    lepiej zebysmy sie nie spotkaly, hihi
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • rudewredne 10.03.06, 15:20
    Zebysmy sie nie spotkaly czego tobie i sobie zycze hahahhaha
  • sabba 09.03.06, 08:49
    hehe sorry ale usmialam sie. Nie no absolutnie otoczenie nie ma wplywu na nasze
    dzieci, i na nas bron boze tez nie ma!!!!! rodzice sa guru i bogowie w ogole.
    Przejscie na czerwonym swietle moze nie jest karalne, nie wiem ale po cos to
    czerwone swiatlo jest, zapewne nie dla jaj:) NIestety nie zyjemy sami na
    planecie ziemi i jakas tam odpowiedzialnosc w stosunku do innych tez mamy.
    Przeciez jak kichasz to nie komus na koszule tylko w chusteczke - a przeciez
    moglabys, bo to ty kichasz i co ci zalezy? Z tym swiatlem to ja akurat tez
    swieta nie jestem i przechodze ale odruchowo patrze sie czy nie ma w poblizu
    malych dzieci;)
    --
    Szable w dlon!
  • mami27 08.03.06, 19:51
    Cześć,
    Śmieszne baby są wszędzie, chociaz ich nagromadzenie w Niemczech jest dosyć
    gęste. Niemcy lubią sobie zwracać uwagę i są często czepialscy. Jest to
    prawdziwa przeciwność w tym względzie Polaków gdzie u nas po prostu się dużo
    rzeczy nie zauważa i nie zwraca się obcym osobom uwagi. Więc niestety trzeba z
    tym żyć tutaj.
    No ale tak naprawdę nie zdołowała by Cię ta babcia, gdyby nie to że jest Ci
    smutno i czujesz się samotna. Musisz sama sobie teraz pomóc i spróbować znaleźć
    dla siebie zajecie, znajomych. Zależy duzo od tego jak stoisz z niemieckim.
    Przecież na pewno są jacyś Polacy niedaleko, sąsiedzi może. Jeżeli jest ok. z
    twoim niemieckim to ruszaj do Sportverein,albo VHS, a może jakiś wolontariat.
    Wiem że są w internecie strony dla Freiwillige, gdzie możesz szukać takich
    informacji.
    Jako podwójna mama mogę Cię zapewnić że jeżeli planujesz powiększenie rodzinki
    to to też przynosi nowe znajomości: Geburtsvorbereitung, Krabblegruppen itd.
    Głowa do góry!!! Halt die Ohren steif!
    Ewa
  • osatnia 08.03.06, 19:52
    Isia! kazdemu zdarzaja sie doly! skoro jestes harda, to dasz rade:) masz pieska,
    masz kogos, kto Ci towarzyszy cale dnie. poza tym zaangazuj sie tez - chodz na
    aerobik, na jakies kursy do vhs, ucz sie jezyka i szukaj pracy. dnia Ci
    zabraknie na to wszystko! mozesz tez poszukac jakiegos wolontariatu - bedziesz
    sie czula potrzebna. nie mialam tutaj pracy przez prawie rok, wiec wiem, jak sie
    czujesz. dzisiejszy nastroj minie, a jutro wezmiesz sie do roboty!
    dzisiaj wieczorkiem za to zafunduj sobie to, co Cie odpreza...moze goraca
    kapiel, moze ugotujesz cos pysznego i wykwintnego, moze zakopiesz sie w kocu ze
    swietna ksiazka....
    powodzenia!

    a takie baby, to w Polsce tez sa - to nie jest tutejsza specyfika:)
  • bluejanet 08.03.06, 19:59
    jesli chcesz napisz do mnie maila, zawsze to jakis kontakt, moze nie osobisty,
    ale jednak, interesuje sie wieloma rzeczami:D

    uwielbiam czytac, czytam tonami i metrami, na poczatku wydawalo mi sie, ze
    pozostane do konca zycia na poziomie czytania kryminalow i Pottera po
    niemeicku, teraz po prawie poltora roku czytam porzadniejsze, w poprzednim
    miesiacu przeczytalam Ishiguro, Gogola,
    z czasem i u ciebie bedzie lepiej, pozy tym Polakow w De pelno, rozejrzyj sie
    dokaldnie, zawsze mozna kogos znalezc, ostatnio mnie starszy sasiad zaczepil po
    pol roku niesmialego hallo - okazalo sie ze tez Polak i sobie pogadalismy
    troche po polsku;)


    z mowieniem gorzej u mnie, ale nie az tak tragicznie, a ze dziwnie ludz w
    pikarni sie popatrzy czy w aptece - co z tego, nie zamierzam z tego powodu ze
    niezbyt elegancko czy "niemeicko" wymawiam Brot czy Brötchen, tluc glowa o
    lustro,

    pozdrawiam
  • isiaschatz 08.03.06, 20:21
    Dzieki dziewczyny!:)))))

    Mnie zdziwilo w tej babce, ze ona mowila niejako w imieniu tego "Gesellschaft",
    choc podkreslila, ze jej to jest obojetne, ale ona tylko mowi, jak jest:D
    Cholera:D I ze ponoc w domach obok juz bylo cos porozwieszane w psrawie dowch
    jakichs malych pieskow. He?:D
    Mamo ja wariat, kup mi komisariat:D
  • mami27 08.03.06, 20:42
    typisch Deutsch. Tylko nie mówcie proszę, że u nas przynudzone baby też takie
    są. Uważam za specjalność niemiecką skarżenie się i wyrażanie głośno
    niezadowolenia czyli beschwerden, jammern, klagen itd.
    ewa
  • caysee 08.03.06, 20:51
    Mnie sie wydaje, ze to przez to, ze takie panie maja za duzo czasu :)

    --
    Make love, not war :)
  • isiaschatz 08.03.06, 21:25
    Zgadzam sie calkowicie. Normalnie tylko czekac, az na nas sasiedzi (bo przeciez
    Wohnbaugesellschaft to jest obojetne, kto po trawie chodzi) doniosa. Tak jakby
    to do tych ludzi ta trawa nalezala i my im czynsz placimy?:D
    Moj maz ma zamiar dalej po trawie chodzic:D
  • annajustyna 08.03.06, 21:26
    Isia, a nie mieszkasz czasem w Meklemburgii, to moze jakas rozloszczona na
    Polakow, ze Honeckera "obalilismy";). Nie przejmuj sie baba, dobrze, ze jej
    nagadalas. Masz pieska, nie musisz siedziec calymi dniami sama, no i ... masz
    nas:). Pzdr!
  • isiaschatz 08.03.06, 21:38
    :))) Mieszkam w Schleswig-Holstein:)
    Pozdrawiam!
  • annajustyna 08.03.06, 22:08
    O, to w pieknym landzie. Ja mieszkalam kiedys po sasiedzku, w Poludniowej
    Jutlandii (czesc Danii prawie calkowicie niemieckojezyczna) i bylam zachwycona
    ludzmi, okolicami etc. Zaklimatyzujesz sie za jakis czas, zajmiesz sie
    organizacja slubu, poszukasz pracy i od razu bedzie lepiej:))). Pzdr raz jeszcze!
  • ggigus 08.03.06, 22:15
    org slubu? przeciez isiaschatz wyszla za maz cywilnie. tylko mi nie pisz, ze to
    dla ciebie nieslub.
    ze prawdziwy to koscielny, co?
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • annajustyna 08.03.06, 22:32
    Dla mnie kazdy slub jest wazny i godny szacunku, chyba ze brany "pod publiczke",
    ale to inny temat. Nawiazalam do wczesniejszej wypowiedzi Isi, ze planuje slub
    koscielny w gronie rodziny w Polsce... Czytasz wybiorczo...
  • ggigus 09.03.06, 15:04
    nie, nie czytam wybiorcz.a ale jakos dziwnie o tym slubie pisalas w jednym z
    pierwszych twoich postow w tym watku
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • annajustyna 09.03.06, 15:13
    Poniewaz z powodu skrotowosci wypowiedzi Isi nie zrozumialam, o co jej chodzi:
    czy o to, ze jej rodzina nie chciala byc na slubie, czy moze o to, ze planuje 2.
    slub w Polsce... Taki urok forum, ze mozna sie nawzajem zupelnie odwrotnie
    zrozumiec... Pozdrawiam!
  • ich11 09.03.06, 00:25
    i teściowie swojej córce wstrzymali "prezenty". Szwagierka brała później ślub
    kościelny w 5 miesiącu ciąży i z wiankiem dziewiczym, to było ok. hehehehe
    koń by się uśmiał a nie tylko ich11.
  • annajustyna 09.03.06, 00:35
    Wtedy, tzn. kiedy?;)
  • ich11 09.03.06, 01:08
  • ewa553 09.03.06, 08:15
    popatrz, tak dobrze pamietasz ta date? AY pamietales tez w czasie trwania
    malzenstwa, czy tez zona bezskutecznie czekala na kwiatki itepe? Tak tylko
    niesmialo pytam:))))
    --
    מזל טוב
  • ich11 09.03.06, 08:19
    to dlaczego miałbym wcześniej zapomnieć? Dla mnie to była tragedia, rozstanie,
    rozwód..
  • walterbertin 09.03.06, 09:22
    isiaschatz napisała:

    > Taka jest prawda. Moim mezem jest Niemiec, jest kochany... Mamy tez od
    > niedawna psa. Ale ja i tak czuje sie sama i cholernie bezradna, az sie zyc
    > odechciewa... Nie mam tu nikogo, ani rodziny ani znajomych. A ja bez ludzi
    > nie umiem, dlatego mi ciezko. W sumie wiele osob mnie podziwia za to, ze
    > zdecydowalam sie tu zyc, ze na slubie cywilnym byla tylko rodzina meza i
    > dalam mimo to rade... Nie mam jeszcze pracy, zdana jestem wiec na dom i
    > zajmowanie sie psem. Najbardziej dobija mnie czasem mentalnosc ludzi tutaj.
    > Juz raz ze wzgledu na zakup psa musielimy sie pzreprowadzac. Teraz niby juz
    > wszystko fajnie, ale wlasnie bylam z psem na dworze i jakas babka starsza z
    > domu obok zwrocila mi uwage, ze tu nie wolno chodzic z psem po trawie (a
    > pelno jej wokolo)... Bo dostaniemy problemy z "Gesellschaft"! Jakim
    > Gesellschaft?? To gdzie ja mam z nim chodzic kuzwa??
    sprobuj w Polsce wpusci swojego psa komus do ogrodka, to co ci sie zdaje
    trawnikiem jest ogrodkiem tylko bez plota tak jak w PL - kobieta ci tlumaczyla
    Gesellschaft - czyli Wohnugsbaugesellschaft - a wiec wlasciciel domu (bloku) i
    tego ogrodka - trawnika - tu po prostu nie ma plotow ale sa wirtualne granice.
    Ktos ten trawnik strzyze wsiewa waluje zeby dla wszystkich ladnie wygladalo,
    angielski trawnik to nie jest samosiejka ja w PL - wez psa w samochod i wywiez
    go do lasu niech sie wybiega


    > Zbieramy po nim kupy, ale i tak jakis problem sobie ci ludzie znajda.
    > Mnie takie robienie z kazdego
    > go...a problemu i utrudnianie sobie zycia dobija, nic nie poradze:/ Do meza
    > napisalam smsa, ze nienawidze tego kraju, to strasznie przykre dla mnie i
    > wiem, ze on pzreciez nic nie poradzi za ta mentalnosc, ale ja mam czasem
    > kompletnie dosc.

    Wolisz zyc w PL z kratami w oknach, z siedmima zamkami w drzwiach i ciagle
    patrzec czy twoj samochod nie odjechal z calkiem ci nieznanym kierwoca ??
    Tu nie potrzebujesz krat w oknach bo sasiedzi patrza zeby ci mieszkania nie
    wyczyscili a jak jakis szczun ci rozwali blotnik w samochodzie na prakingu to
    zadzownia na policje i podadza jego numery rejestracyjne
    Sa reguly wspolzycia z ludzmi ktore musza byc bezwzglednie przestrzegane,
    w PL to wszystcy olewaja - zyja w pelnej swobodzie dzialania ale nie widza ze
    kosztem drugich - w Niemczech jezeli naruszysz zasady wspolzycia depczac innym
    po odciskach to zaraz jestes albo przywolywana do porzadku albo ignorowana do
    konca zycia - raz lach pozostanie na zawsze lachem i nigdy nie bedzie modna
    garsonka

    Clara Zetkin powiedziala: Wolnosc (swoboda) jednego konczy sie tam gdzie
    zaczyna sie wolnosc (swoboda) drugiego - a czy plucie guma do zucia na chodnik
    to jest go... tego nie wiem - poczekam co napiszesz az wdepniesz, to samo
    dotyczy pozostalosci twojego psa

    > Chcialabym to olac, tylko jak, skoro cale swoje mlode zycie zylam w Polsce,
    > gdzie kazdy robil , co chcial i nie kapowal na sasiada z byle powodu itd.

    Bardzo lubie w PL pety wyrzucana z balkonu na glowe przechodniow - szkoda ze
    nikt takich gnoi nie zakapuje - tylko do kogo mialby to zrobic ?? no ale
    przeciez oni robia z tymi petami wlasnie co chca,
    Pare lat temu po pietnastu latach niebytnosci w PL pojechalem - zatrzymalem sie
    na parkingu nad jeziorem i wysiadajac z samochodu wdepnalem w kaluze starego
    oleju samochodowego - nie wie czy ktos tam olej wymienial nad jeziorem tuz na
    granicy rezerwatu - w Niemczech nie do pomyslenia - czy tylko mu pocieklo ale
    nie pomyslal wziac lopaty piasku i jakosc zwiazac ten olej - w Niemczech tez
    sie moze zdazyc ze sie olej rozleje ale w tym celu to sie wola straz pozarna bo
    oni maja specjalny sprzet do neutralizacji

    > To trudne, bo chce tu zyc ze wzgledu na meza, mamy sobie tu
    > ulozyc zycie i zyc szczesliwie.

    > Zwykle jestem harda, ale sa wlasnie takie momenty jak dzis,
    > ze opadaja mi rece, ogarnia wscieklosc i niemoc.
    > Sorry, ze wam tak zasmucilam nagle, ale musialam to z siebie wyrzucic.
    > Pozdrawiam cieplo.
  • isiaschatz 09.03.06, 10:29
    Znowu jakis neonazista:/// "Uwielbiam" takie wypowiedzi o PL (jakiej kuzwa
    PL??? dla mnie to Polska!)...
  • sabba 09.03.06, 11:06
    no coz, kazdy ma swoje spostrzezenia ty narzekasz na babcie robiace uwagi i
    jakos nikt cie nie nazywa obrazliwie, a tu tu z neonazistami wyjezdzasz. zenujace.
    --
    Szable w dlon!
  • annajustyna 09.03.06, 11:46
    C. Zetkin? Chyba najpierw byl Kant;))).
  • ich11 09.03.06, 13:49
    teraz można to kawałek za granicą zrobić. Podobnie z odpadami przemysłowymi,
    zawsze się znajdzie głupi bauer, który za parę € pozwoli zakopać u siebie na
    polu. Dlatego żywność z Polski jest smaczniejsza, nieporównywalny smak, do
    którego przyzwyczajano nas! :)))))
  • isiaschatz 09.03.06, 15:11
    Sorry Walter, troche przesadzilam. Zwracam honor. Trafiles na niezbyt
    odpowiedni moment z ta wypowiedzia pochwalna na temat Niemiec i to dlatego. Mam
    taki nastroj bojowy na razie, ze tylko kalasznikowa mi trzeba!:D A ze wiem, ze
    na forum rozni ludzie sa... No ale po moich reszerszach hehe, stwierdzam, ze z
    Toba jest ok;)
    Wiem, ze wiele spraw jest w Niemczech lepiej zorganizowanych i dobrze. CZasami
    jednak sa tez przegiecia, ktore potrafia wyprowadzic z rownowagi... I o to mi
    chodzilo.
  • rudewredne 09.03.06, 09:32
    To gdzie ja mam z nim chodzic kuzwa?? Zbieramy po nim kupy,
    > ale i tak jakis problem sobie ci ludzie znajda.

    Moze sprubuj gdzies do parku z nim isc ? ja np. z moim psem chodze do lasu 5
    min.
    Dobrze ze zbierasz po nim odchody, moze sprubuj tej pani pokazac odpowiedni
    woreczek ktory masz przy sobie.
    Sa rozni wlasciciele psow jeden zbierze inny niestety nie , na czole nie masz
    napisane ze wlasnie ty zbierasz.:)
    Rok temu jak sobie kupilam pieska mialam podobna sytuacje ale wytlumaczylam
    sasiadce ze ja z tych "zbierajacych", pokazalam odpowiedni ekwipunek i bylo po
    krzyku...zreszta bardzo mila starsza kobieta 83 lata czasami wpadalam na kawke
    do niej, niestety zmarla w styczniu.
    Wychodze z zalozenia ze z kazdym mozna sie dogadac trzeba tylko chciec:))
  • isiaschatz 09.03.06, 10:36
    Oni wiedza, ze zbieramy, bo widza, jak ciagle z workami chodzimy:). Jestesmy tu
    w sumie jedyni (poza jedna rodzina ) z psem. I tek kobiecie chodzilo tylko i
    wylacznie o to, ze na tej TRAWIE nie wolno chodzic. Mam wyjscie, zeby chodzic
    na taka sciezke, gdzie nikt odchodow nie sprzata, ale pewnie i tak ktos bedzie
    mial jakies ale hehe;) Tylko czasem ciezko wytlumaczyc psu, ktory ma np.
    rozwolnienie, zeby jeszcze poczekal, zanim bedziemy na miejscu:D
  • rudewredne 09.03.06, 10:42
    Jak nic innego nie pomaga to igoruj ...bo trafila ci sie wredna baba,
    radzilabym ci dla swietego spokoju chodzic na ta inna sciezke.
    Po co masz sobie nerwy psuc .
  • adanis 09.03.06, 11:40
    Co do psow i sasiadow to tez mialam male przedstawienie.Podobnie jak Ty
    isiaschatz,po slubie siedzialam sama w domu i za ktoryms razem przywiozlam
    sobie z PL dobermana.Wiadomo jak to szczeniaki duzo sie bawil i szczekal.Az w
    koncu naszym sasiadom zaczelo to przeszkadzac.A dodam,ze gosciu jest
    plebanem.Swiety z rogami hehe..I ktoregos dnia dostalismy pismo w jakich
    godzinach pies moze szczekac.Najlepsze to bylo to,ze nie dluzej niz w ciaglosci
    do 20min.Wiecie co....usmialam sie!Jak ja mam to psu wyjasnic? Wiec w tych
    godzinach co mogl to jak najbardziej szczekal i to na "madrego" sasiada jak byl
    za zywoplotem a ja, moze i wrednie, ale nie kazalam mu przestawac!Jak jestesmy
    w PL to zawsze mu mowie; szczekaj bo w niemcach masz limit hehe..
    --
    "postepuj zawsze tak, by dzieki Tobie, drugi czlowiek czul sie lepiej":)
  • alesko 09.03.06, 14:27
    wiecie co z tym sprzataniem to chyba zalezy od miejsca w De
    w Berlinie, w calkiem ladnej zadbanej "trelefele" dzielnicy psie kupki sa
    doslownie...wszedzie, tzn przy kazdym mozliwym drzewku i kawalku trawki
    nie mozna spokojnie spacerowac bo czlowiekowi sie niedobrze robi
    wiem ze berlin to ponoc najbrudniejsze niemieckie miasto, ale w moje dzielicy
    mieszkaja sami ulozeni i max mieszczanscy niemcy...i gdzie ten porzadek!!!!

    isiu nie przejmuj sie regulami, ja w monachium nie moglam sie kapac po 22:)
    wracalam z pracy (a pracowalam wtedy caly bozy dzien)i wskakiwalam do wanny po
    prostu pedem zeby zadazyc, to byla kapiel na czas:)znajomi w polsce otwierali
    buzie i pytali mnie (jak im opowiadalam te anegdote) po co jak w ogole tam
    jezdze!!!hehe
    jakos sie przyzwyczaisz:)
    a z bezpieczenstwem w polsce sa niestety spore problemy, ja i moj luby zbieramy
    na mieszkanko w wawie tzn w jednym z tych cudownych warownych osiedli, mala
    przejmnosc mieszkac za murem itp ale jedna zeby nie bac sie
    pa
  • isiaschatz 09.03.06, 14:46
    Adanis, i jak to sie skonczylo?? Boze, zabronic psu szczekac... My naszego
    uczymy na razie zostawania samemu w domu, wiec wiadomo, ze troche poplacze;)
    Ciekawe, jak to sie skonczy:)
  • annajustyna 09.03.06, 14:51
    Wg niemieckich przepisow psu wolno szczekac maksymalnie 10 minut w ciagu dnia.
    Paranoja...
  • misiucha1 09.03.06, 14:52
    annajustyna napisała:

    > Wg niemieckich przepisow psu wolno szczekac maksymalnie 10 minut w ciagu dnia.
    > Paranoja...
    ZATRUJESZ?
  • isiaschatz 09.03.06, 15:01
    No co wy??? Powaznie????
  • annajustyna 09.03.06, 15:09
    Naprawde. Kiedys ogladalam dramatyczny program niemiecki, jak sasiedzi sie
    kloca, bo czyjs pies szczeka za czesto w ciagu dnia. A jest to piesek
    podworkowy, czyli reaguje praktycznie na kazdego przechodnia. Przepisy
    przepisami, ale mentalnosc niektorych... Inny rekord: moja kolezanka mieszkala
    na pietrze z jeszcze jedna lokatorka. Mialy dzielic dyzur klatkowy. Poniewaz
    byly wakacje i nie bylo wykladow, kolezanka wyjechala do Polski. Po powrocie
    baba na nia z buzia, ze pomimo wyjazdu powinna byla pojawic sie raz na 2
    tygodnie i posprzatac...
  • isiaschatz 09.03.06, 15:17
    My mamy psa, ktory niby duzo nie szczeka, zobaczymy, jak dalej bedzie (to taka
    rasa);)
    Paranoja z tym wszytskim... Wiekszosc sasiadow jest tu naprawde w porzadku,
    jeden na samym poczatku jak tu sie sprowadzilismy, poradzil mojemu mezowi, zeby
    chodzil z psem na lake 200 metrow dalej, bo po co ma tu chodzic i kup szukac:)
    No i to bylo ok. A zadnego slowa o tej trawie. No a ta babcia jest calymi
    dniami w domu i nie ma co robic... Popytam innych sasiadow, co z ta trawa w
    koncu jest:) Nasz pies jej nie niszczy, on tam tylko wejdzie i sie zalatwi.
    Biegac z nim chodzimy gdzie indziej.
    Ja to sie czasem boje, co nowego tu ktos wymysli. Dla mnie to te cale pzrepisy
    czasem zwyczajnie godza w wolnosc czlowieka. Bo praktycznie nie mozesz zrobic
    nic ot tak sobie, zeby sie nie narazic. Masakra.
  • ggigus 09.03.06, 15:22
    babcia nie jest jasnowidzem

    a co do szczekania - mialam kiedy apodyktycznego psa, ktory szczekal, jak byl
    sam. Sasiedzi sie skarzyli nie mowili nam dzien dobry. A nasz pies zmarl,
    niestety, sasiedzi potem kupili psa, ktory im tez calymi dniami szczeka. I sa
    grzeczni i milutcy i sie klaniaja od rogu, hehe.

    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • ggigus 09.03.06, 16:16
    pisalam, ale nie reagujesz, chociaz jestes online
    a czy twoja kolezanka uprzedzila babcie, ze wyjezdza?
    z tego co piszesz, nie, wiec ja sie babci nie dziwie, szczerze piszac
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • annajustyna 09.03.06, 16:33
    Kolezanka uprzedzila przy wprowadzaniu sie, ze jest studentka i czasem moze jej
    nie byc. Sasiadka sie nawet ucieszyla, ze bedzie cisza (kolezanka jest cicha jak
    myszka, robila wtedy 3 fakultety i uczyla sie calymi dniami)...Na argumenty
    kolezanki, ze przeciez uprzedzala, ze jej czesto nie bedzie i ze wtedy nie
    brudzi, baba (nie babcia:))) tylko fuknela gniewnie:))).
  • ggigus 09.03.06, 16:56
    czesto mnie nie bedzie to nie to samo, co wyjezdzam na ferie.
    nie rozumiem twojego oburzenia babacia, bo nie rozumiem, w czym problem
    uprzedzic - normalnie i bez ´podtekstow - wyjezdzam na ferie do domu na dluzszy
    czas.
    jesli czesto kogos nie ma, to oznacza, ze przerwy sa krotkie, prawda?
    ta kobieta miala swiete prawo fuknac, no kolezanka pochrzanila sprawe.
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • annajustyna 09.03.06, 17:01
    Mnie nie tyle chodzilo o jej oburzenie, co o argumentacje, ze powinna mimo
    wszystko zjawic sie co 2 tygodnie ekstra na sprzatanie... Gwoli dalszych
    wyjasnien: ja zawsze uprzedzalam sasiadow i zawsze sprzatalam na glac, mialam z
    nimi tez swietne relacje; sami mowili, zebym dala sobie spokoj (znali mnie, wiec
    wiedzieli, ze jak tylko moge jade do Polski)...
  • ggigus 09.03.06, 17:07
    przeciez kolezanka uprzedzala, ze jej czesto nie bedzie. Sasiadka twojej
    kolezanki liczyla sie z czesta nieobecnoscia twojej kolenaki i powiedz mi, skad
    ta sasiadka mogla wiedziec, ze kolezanka zabawi gdzies na dluzej?
    jak ktos mnie uprzedza, ze go czesto nie bedzie i nie moze mnie poinformowac, ze
    wyjezdza na dluej, mam pelne prawo spodziewac sie, ze zabawi raz na dwa tg.
    tutaj i wypelni obowiazki
    no i serio - czemu kolezanka po ludzku nie uprzedzila, ze wyjezdza na dluzej?
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • annajustyna 09.03.06, 17:12
    Bo miala leki. Powaznie. Teraz zdaje sie, ze sie leczy psychiatrycznie z powodu
    faceta, ale to juz inna historia...Poza tym jak ktos bierze na swoje chude barki
    3 fakultety, to mozna sie zakrecic i zapomniec o takich "blahych" sprawach...Dla
    mnie nie sa to blahostki - ja potrafilam dzwonic, a nawet wysylac kartki, jak o
    czyms zapomnialam... Ale ja juz mam taka nature "pruskiego urzednika";)))).
  • annajustyna 09.03.06, 17:13
    A poza tym moze naiwnie myslala, ze sasiadka zna przebieg roku akademickiego i
    sama na to wpadnie? Mimo wszystko uwazam, ze tekst o codwutygodniowej
    wizytacji:) jest chory...
  • ggigus 09.03.06, 17:19
    akademickiego, bo i dlaczego?
    a poza tym wiesz do czego sluzy przerwa w mysl niem. studiow? jest taka dluga,
    bo sluzy do prac domowych - tych pisemnych - i poszerzania wlasnej wiedzy.
    O tym kolezanka powinna juz po drugim fakultecie wiedziec!
    wg mnie ten tekst byl dobry i pasujacy - bo jak ktos uprzedza, ze go czesto nie
    bedzie, tez bym oczekiwala, ze mimo to raz na dwa tyg. wpadnie tutaj. Skoro
    koleznaka sama uprzedzala o czestych nieobecnosciach...
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • annajustyna 09.03.06, 18:48
    Kolezanka pojechala do domu uczyc sie do egzaminow i pisac zalegle prace.
    Zreszta niewazne. A sasiadka chciala dogryz i wyskoczyla z tekstem, po ktorym
    wypadaloby sie popukac w glowe. W koncu istnieje jeszcze cos takiego jak
    wyrozumialosc i zwyczajna sasiedzka zyczliwosc...Podalam przyklad jako anegdote,
    a wyszlo "slon a sprawa niemiecka:)))".
  • ggigus 09.03.06, 19:04
    uprzedzic, ze jej dluzej nie bedzie? czemu? powiedzialaby i byloyb po sprawie,
    nie sadzisz?
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • annajustyna 09.03.06, 19:54
    Ja bym tak zrobila. Ale i tak jej zachowanie bylo co najwyzej nie fair, a
    sasiadki argument kuriozalny...Ale dlaczego w ogole istnieje "zwyczaj"
    narzucania obowiazku sprzatania? Nie bylby lepszy wybor: jedni, ktorzy nie maja
    nic do roboty lub to lubia, niech sprzataja, inni niech doplaca za
    Reinigungsdienst. I juz. jak sobie przypomne koszmar odsniezania... Ja - 1 na
    cale mieszkanie, a w innych mieszkalo po 5 osob... Wszystko wzgledne...
  • ggigus 09.03.06, 19:06
    bo ja w tym watku w ogole nie pisze o kwestii narodowosciowej
    wg mnie twoja koleznka zachowala sie glupio jako osoba, nie jako Polka
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • annajustyna 09.03.06, 19:50
    Zawsze myslalam, ze jestes wieksza humanistka ode mnie. To taka metafora,
    inaczej robic z igly widly.
  • ggigus 09.03.06, 20:00
    w kontekscie pol-niem
    jak sama pisalas - forum jest zrodlem nieporozumien i na forum polonii w temacie
    mam dosyc De mialam prawo twoje slowa tak zrozumiec
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • caysee 09.03.06, 15:54
    LOL, swietne jest to z tym limitem :)) No coz, my jak szukalismy mieszkania to
    pytalismy sie zawsze, czy mozna miec papuge (bo ja mam). W jednym mieszkaniu nam
    powiedzieli, ze juz jedna osoba musiala sie ze wzgledu na papuge wyprowadzic, bo
    za glosno krzyczala, wiec woleliby zebysmy papugi nie mieli =)

    W innym domu zastrzezono od razu, ze nie moga tam mieszkac dzieci, wlasnie ze
    wzgledu na to, ze przeszkadzaja bo sa glosne. Heh...

    Z drugiej strony potrafie zrozumiec, ze komus cudze zwierzaki albo dzieciaki
    moga przeszkadzac jesli sa naprawde glosne.

    --
    Make love, not war :)
  • annajustyna 09.03.06, 15:59
    Spotakalam sie juz z zadaniami wyprowadzki w stosunku do mlodego malzenstwa z
    malym dzidziusiem... Ostatnio jedna mila pani wygrala sadownie batalie z
    przedszkolem - dzieciom wolno sie glosno bawic na podworku (wg milej pani
    "halasowac") gora pol godziny dziennie. W przeciwnym razie przedszkole moze
    zostac zlikwidowane. Najlepsze, ze babazstyl mieszka obok znacznie glosniejszej
    drogi krajowej, ale ja irytuja wysokie dzwieki...
  • ggigus 09.03.06, 16:12
    a ja tych ludzi na dzieci sie skarzacych, rozumiem. Jako byla opiekunka do
    dzieci wiem, ze dziecko niem. reaguje na "Mozesz sie bawic ciszej?" szokiem.
    dziecko niem. czesto stoi pokoju i wola mame, tate labo opiekunke. A jak
    zirytowana opiekuka powie: To cemu nie przyjdziesz sam(a) do mnie, leci zaraz
    mama, ze dziecko stresuje. A sam dziecko tez nie rozumie, ze jak ma sprawe, to
    ma do mnie przyjsc i powiedziec.
    sa wyjatki o d regluy i je pozdrawiam, chc nie znaja polskiego.
    mieszkam w centrum miasta i nie rozumiem , czemu latem czesto wbiegaja na podw.
    chlopcy z sas. podworka, i wrzeszczac leca dalej.
    Ostatnio w piaskownicy rozlegl sie hist. wrzask - dziewczynki wyszly sie bawic.,
    Jak poszly do domu, bylo cicho.
    Dzieci pewnej znanej mi pary tez moga sie bawic gora pol godziny dziennie, a
    moglyby to robic dluzej, gdyby nie byly nauczone - sorek za wyrazenie - drzec
    morde.

    niemcy maja pochrzaniony stos. do dzieci i dziecko wolno wszystko. A ja uwazam,
    ze tut. dzieci sa po rpstu glosne i chamskie.
    Tez bylam dzieckiem i potrafilam sie bawic ciezsej.


    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • isiaschatz 09.03.06, 16:26
    No ja tez sie dobre pare lat temu opiekowalam wieloma dzieciakami tutaj, wiec
    wiem, o co chodzi. Tak zachowuja sie zwykle dzieci rozbestwione, pozbawione
    szacunku do kogokolwiek, sa wredne i okrutne. To wina rodzicow - jasne.
    Bezstresowe wychowanie. Dzieciom wolno czesto wszystko. Biegaja po restauracji
    jak dzikie, klna, wyzywaja ludzi itd. Na szczescie sa tez wyjatki;) Ja np. mam
    baaaardzo zle doswiadczenia z dziecmi z zachodu Niemiec. Naprawde widzi sie
    znaczaca roznice...
  • annajustyna 09.03.06, 16:34
    Oczywiscie sa dwie strony medalu. Ja np. nie rozumiem, czemu na moim polskim
    osiedlu dzieci zamiast przyjsc do domu i porozmawiac z rodzicami/dziadkami
    doslownie wyja pod oknami...
  • annajustyna 09.03.06, 16:35
    Ale i tak to nic w porownaniu z beztresowymi dziecmi skandynawskimi;).
  • isiaschatz 09.03.06, 16:17
    No normalne to to nie jest...;)
    Biedne te rodziny, ktore maja wiecej dzieci i musze zmienic mieszkanie.
    Wspolczuc tylko:/ Dyskryminacja na calego. Wszedzie sie trabi, ze Niemcy sa
    krajem kinderfeindlich:(
    I jak tu miec dzieci?? Az strach sie bac hehe. No poradzimy sobie jakos;)Nie
    zrezygnuje pzreciez z posiadania pelnej rodziny dla tych banalow i paradoksow:)
  • ggigus 09.03.06, 16:22
    stos. do macierzynstwa i dzieci, M. Janion o tym swego czasu pisala
    wg mnie tutaj sie wychowuje dzieci menschenfeindlich i lebenuntauglich, ale sa
    wyjatki na szczescie
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • ggigus 09.03.06, 16:27
    to czemu pies szczekal?
    --
    gipsyradio.com/portal.htm
  • adanis 09.03.06, 18:43
    pies nie szczekal..zle to napisalam.W porze o ktorej mial zakaz szczekania byl
    w domu.Nie mogl wychodzic na ogrod.Ale po czasie zakazu wypuszczalismy go na
    ogrod.
    --
    "postepuj zawsze tak, by dzieki Tobie, drugi czlowiek czul sie lepiej":)
  • adanis 09.03.06, 15:45
    niemcy troche przesadzaja z tymi przepisami o psach.I tak wiekszosc ma koty
    co "zalatwiaja" sie w domu w kartoniku.Moze i niedlugo tak z psami bedzie
    hehe....
    isiaschatz moja sprawa skonczyla sie tak; pies byl zamykany w domu w porze
    nieszczekania a latal po ogrodze w porze szczekania hmmm..ale glopio to brzmi
    ale to fakty.
    --
    "postepuj zawsze tak, by dzieki Tobie, drugi czlowiek czul sie lepiej":)
  • magnusg 09.03.06, 15:54
    Hey-nie chce ci doradzac jak postepowac z wrednym babskiem,bo juz ci dobrze
    doradzili inni.Ale przypomnialo mi sie,ze jest tu watek dziewczyny,ktora
    mieszka w Lübeck i szuka znajomych.Moze to blisko ciebie i jakos sie zgadacie.:)
    Watek jest z 05.03 i napisany przez -aggitta.Powodzenia.
  • ewa553 09.03.06, 20:13
    Mieszkam w pieciopietrowym domu, na czwartym pietrze. Sasiadka nade mna
    sprawila sobie pudelka - chyba kopnietego, bo szczekal calymi dniami.
    To bylo nie do zniesienia, a ta debilka nie potrafila go wychowac.
    Bylam szczesliwa od poniedzialku do piatku, bo pracowalam. Ale Wochenende -
    koszmar.
    Nic jej nie mowilismy, bo sami nie mielismy pomyslu na uspokojenie tego psa.
    Najpiekniejszy dzien byl, jak panstwo wybudowali sobie domek i wyprowadzili
    sie - z psem, naturalnie:))))
    A dwa lata temu, jak juz nie pracowalam, zauwazylam od wiosny ze jakis cholerny
    ptak wrzeszczy - a nie spiewa, pod oknami. Pytalam sasiadow na dole, czy im to
    nie przeszkadza, ze sie jakis bydle pod oknami zadomowilo. I co sie okazalo? To
    nie byl jakistam ptaszek, tylko sasiadka z trzeciego, czyli dokladnie pode mna,
    nabyla papuge i poniewaz byla za glosna i brudzila, to sasiadka wystawiala na
    balkon na caly dzien klatke! No, tym razem stoczylam boj. Kazalam jej ptaszysko
    wstawic do mieszkania. Baba miala mnie w nosie. Zawiadomilam "administracje",
    to kazali jej ptaka schowac. Ja mialam juz cieszej, bo z mieszkania sie te
    wrzaski tak nie rozchodzily, wystarczylo ze mialam puszczone radio. Ale
    sasiadka stwierdzila, ze jednak nie chce miec takiego wrzaskliwego ptaka i
    oddala go komus.
    Ciekawe co mnie czeka jeszcze w przyszlosci. Narazie jest wielka moda na koty,
    nawet ci co mieli kiedys psa, maja w miedzyczasie trzy kotki:))) A te wiadomo:
    cichutkie sa.
    Mam nadzieje, ze Was nie zanudzilam, chcialam tylko opowiedziec jak to z
    sasiadami. Moglabym dalej snuc opowiesci, aleoszczedze Wam tego:)))

    --
    מזל טוב
  • annajustyna 09.03.06, 20:19
    KOlejne dziwactwa: trzymanie szafek na buty na klatce schodowej i zostawianie na
    klatce 7 (slownie: siedmiu) par butow. Zrobilam nawet zdjecia, bo takiego cyrku
    to jeszcze nie widzialam;))). Na szczescie sasiedzi byli sympatyczni i mozna
    bylo sie z tego posmiac.
  • ewa553 09.03.06, 20:33
    oj tak, moi sasiedzi tez trzymaja buty na klatce pod drzwiami. Juz im chcialam
    zaproponowac taki stojaczek przynajmniej, ale sie powstrzymalam, bo mam z nimi
    znakomite uklady, wiec nie chce ich urazic. W koncu tak czesto nie wychodze na
    klatke schodowa:))) ale co czwartek jak przychodza panie sprzataczki myc klate
    schodowa, to slysze jak kopia (chyba) w te buty.
    --
    מזל טוב
  • annajustyna 09.03.06, 20:41
    Ja swego czasu odbijalam sie na rekach o te ich szafke i framuge moich drzwi,
    aby przeskoczyc przez "buciska";))). A goscie drugiej sasiadki, nie wiedziec
    czemu, "uwielbiali sciagac i trzymac buty na mojej wycieraczce...:)))
  • ich11 09.03.06, 22:52
    butaprenem (czymś podobnym). Też miałem kiedyś taką wiocheę! :)
  • caysee 09.03.06, 20:40
    U nas w akademiku ktos sobie zostawial skrzynki albo zgrzewki z piciem na
    korytarzu. Taki zapas na miesiac :)) Jakies 30 butelek...


    --
    Make love, not war :)
  • fan.club1 10.03.06, 17:58
    Chamstwo i tchórzostwo!
  • annajustyna 11.03.06, 10:56
    Moi sasiedzi wiedzieli, ze dziwia mnie ich zwyczaje. Zreszta nie tylko mnie -
    spoldzielnia tez ich ganiala;))). A trzymanie obuwia na klatce to niechlujstwo i
    egoizm (o chamstwie sie nie wypowiadam...).
  • fan.club1 11.03.06, 14:08
    lecz o takiej jednej, co chętnie pozoruje kulturalnom starszom paniom...
  • annajustyna 11.03.06, 18:50
    Sorry. Zreszta potraktowalam go jako zartobliwa prowokacje;))).
  • isiaschatz 11.03.06, 14:47
    Wiecie co? A my mamy spora szafke na buty przed drzwiami, ale mimo to stoja tam
    jakies 3-4 pary butow, bo w szafce nie ma juz miejsca... Czy to az takie
    straszne??? W domu nie mamy miejsca na buty...Poza tym u nas nie chodzi sie w
    butach w mieszkaniu i trzeba je sciagac przed drzwiami, wiec moje kapcie moga
    sobie stac, a jak komus to przeszkadza, to jego problem:D
    Dla mnie chamstwem jest na przyklad to, ze sasiedzi schodow w ogole nie myja;)
    pzdr
  • isiaschatz 11.03.06, 14:50
    Aha, buty stoja tak, ze nikomu w przejsciu nie przeszkadzaja:)
  • ich11 09.03.06, 22:50
    sądząc po echu poruszyłaś ważny problem!
    Mogę wszystkich obecnych pocieszyć: z naukowego punktu widzenia, dopiero dzieci
    naszych dzieci będą zasymilowane, czyli wnuki. Zauważcie nasze dzieci chyba, że
    tutaj urodzone, one mają problemy z samoidentyfikacją. temat jak rzeka!!!!
  • dede1 10.03.06, 10:39
    Gdybys zostala w Polsce tez byc czegos tam zalowala. Przeprowadzka wiaze sie z
    potrzeba aklimatyzacji. Nawet przeprowadzka do innego miasta. Zyjesz za granica
    i patrzysz na wszelkie negatywne zdarzenia w specyficzny sposob. Przyklad:
    jesli cie w Polsce jakas baba w sklepie wnerwi, myslisz sobie: Glupie babsko.
    Jesli zdarzy sie to w Niemczech myslisz automatycznie: glupia Niemka. Kazde
    negatywne zdarzenie wiazesz z Niemcami, niemieckimi zasadami, niemiecka
    mentalnoscia itd. No i na koniec wydaje ci sie, ze chcialabys byc w Polsce a
    nie w tych okropnych Niemczech, gdzie wszystko jest tak niemiecko pochrzanione.
    Rozumie cie doskonale, bo sama przez ta faze przeszlam. I do dzis przylapuje
    sie na tym, ze mysle - Kurcze, jacy ci Niemcy powaleni sa bo....(o dziwo na
    mojego meza prawie nigdy nie patrze przez pryzmat narodowosci, choc zdarza sie,
    ze mu powiem aby taki niemiecki nie byl).
    Isia, wszystko sie ulozy. Skoncentruj sie na pozytywach, a bedzie dobrze. Na
    wariatow od psow i innych historii mozesz trafic wszedzie.
    Pozdrawiam
    Iza
    --
    gg. 2917474
  • isiaschatz 10.03.06, 21:45
    Hej, a wiesz, ja to samo do mojego meza mowie czasami hehe : Sei nicht so
    deutsch hihi!;) A on mowi na to, ze juz bardziej polski to on byc nie moze:D
    Pozdrawiam cieplo!
  • magnusg 11.03.06, 20:09
    Nie lepiej bylo za Polaka wyjsc-byscie takich problemow nie mialy:)
  • isiaschatz 11.03.06, 20:21
    Milosc nie wybiera;)
    Przyszla z zaskoczenia i juz:D
    W zyciu nie pomyslalabym, ze bede miala meza Niemca i mieszkala w tym kraju! No
    ale zycie plata figle hihi;)
  • annajustyna 11.03.06, 20:30
    A ja wzyciu nie myslalam, ze bede miala meza Polaka. Naprawde;))), a juz na
    pewno bym nie pomyslala, ze bede miala meza Polaka i osiadziemy w Niemczech
    (przynajmniej na razie). Pozdrawiam!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.