Dodaj do ulubionych

Jak się pływa po Zalewie Solińskim?

16.06.04, 10:58
Jak z bazą, czarterami? Ktoś był? podzielcie się wiedzą!
Edytor zaawansowany
  • kolczatka 16.06.04, 15:10
    Nie mam pojęcia jak jest z czarterami, ale baza jest dosyć dobra, sporo
    naprawdę porządnych marin wokół brzegów. Sam akwen interesujący i sympatyczny
    zarówno dla szaleństw jak i do biwakowania. Pobyt wspominam mile, gdyby to
    jeszcze nie było tak daleko od Wawy...
    --
    Kiedy się dziwić przestanę...
  • tomjani 17.06.04, 09:43
    kolczatka napisała:

    > Pobyt wspominam mile, gdyby to jeszcze nie było tak daleko od Wawy...

    No właśnie: jak to właściwie jest że wciąż praktycznie tylko ja żegluję po
    Wiśle w Warszawie, a inni tylko narzekaja, że ten czy inny akwen jest tak
    daleko od Warszawy? ;-)

    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski

    | "Wisla ma dzis tyle wspólnego z jachtingiem, co fabula Rejsu ze swoboda
    | zeglowania :-). Wyjatek stanowi swobodny splaw wzdluz lewego brzegu
    | niebieskich motorówek (yachting milicyjny?)."
    | Rudek 2002-09-18
  • kolczatka 17.06.04, 10:59
    Tomku, rozmawiamy o Zalewie Solińskim, dojazd tam zajmuje lekko licząc ponad 5
    godzin jazdy samochodem. To naprawdę męczące i tak naprawdę wyklucza ten dzień
    z "użytkowania". A Wisła jaka jest każdy widzi ;-)
    --
    Kiedy się dziwić przestanę...
  • tomjani 17.06.04, 11:30
    kolczatka napisała:

    > Tomku, rozmawiamy o Zalewie Solińskim

    Wiem, ale pozwoliłem sobie na OT :-)

    > dojazd tam zajmuje lekko licząc ponad 5 godzin jazdy samochodem.

    Na WJM również potrafi tyle zająć, a w przypadku powrotu to już standard.
    Blachosmrodowe korki przed Wawką pod koniec weekendu sięgają wszak Wyszkowa czy
    Szelkowa.

    > To naprawdę męczące

    Mnie tego tłumaczyć nie musisz. Nienawidzę jeździć (a raczej być wożony)
    samochodem, jeśli już to dla własnej przyjemności podrózuję pociągami
    (weekendowy "bilet turystyczny" na dowolną liczbę przejazdów pociągami
    osobowymi i pospiesznymi kosztuje 50zł). W ten sposób zobaczyłem już w tym roku
    dwukrotnie Mazury: Giżycko i Mikołajki, nawet przyjrzałem się trasie z Tajt na
    Dejguny którą będe próbował przepłynąc Orionem.

    > i tak naprawdę wyklucza ten dzień z "użytkowania".

    Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Czy więc nie lepiej zamiast tracić
    czas a przede wszystkim nerwy na dojazdy na takie Mazury, trzymać łódkę na
    Zegrzu lub nawet w Warszawce, a na mazurski rejs ruszać stamtąd wodą? Te pare
    dni na Narwi lub Pisie do "wyłączonych z użytkowania" z całą pewnością zaliczyc
    nie sposób.

    A Wisła jaka jest każdy widzi ;-)

    Każdy widzi tylko widzi na swój sposób ;-P Ty być może widzisz "browarne
    parasolki" koło Wisłostrady (których już zresztą podobno nie ma), zwały gruzu
    umacniające lewy brzeg, jakieś szemrane zarośla pełne śmieci pod brzegiem
    praskim, no i ten brud i smród wydobywający się z kolektora ściekowego
    nieopodal Starówki... tymczasem wystarczy popłynąc kawałek powyżej Mostu
    Siekierkowskiego aby zobaczyć zupełnie dzikie tereny, piaszczyste łachy,
    zielone brzegi, i o tym że to jeszcze Warszawa świadczy tylko Pajac Kultury
    bezwstydnie wyszpilający się spomiędzy drzew. Ale gdy popatrzysz znów w
    przeciwną stronę widzisz przede wszystkim niezmierzoną dal, zamkniętą kolejnym
    zakrętem, i gdyby nie wartki nurt (który można pokonać jednak na żaglach)
    pomyślałabyś pewnie że jesteś nad ukochanym Jeziorem Nidzkim ;-)
    Dziś zamierzam znowu wyruszyć po południu. Może zechcesz przyjechać, i
    przekonać się sama, jak piękna potrafi być Wisła?

    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski

    "Wisla ma dzis tyle wspólnego z jachtingiem, co fabula Rejsu ze swoboda
    zeglowania :-). Wyjatek stanowi swobodny splaw wzdluz lewego brzegu
    niebieskich motorówek (yachting milicyjny?)."
    Rudek 2002-09-18

  • kolczatka 21.06.04, 11:58
    tomjani napisał:

    > A Wisła jaka jest każdy widzi ;-)
    >
    > Każdy widzi tylko widzi na swój sposób ;-P Ty być może widzisz "browarne
    > parasolki" koło Wisłostrady (których już zresztą podobno nie ma), zwały gruzu
    > umacniające lewy brzeg, jakieś szemrane zarośla pełne śmieci pod brzegiem
    > praskim, no i ten brud i smród wydobywający się z kolektora ściekowego
    > nieopodal Starówki... tymczasem wystarczy popłynąc kawałek powyżej Mostu
    > Siekierkowskiego aby zobaczyć zupełnie dzikie tereny, piaszczyste łachy,
    > zielone brzegi, i o tym że to jeszcze Warszawa świadczy tylko Pajac Kultury
    > bezwstydnie wyszpilający się spomiędzy drzew. Ale gdy popatrzysz znów w
    > przeciwną stronę widzisz przede wszystkim niezmierzoną dal, zamkniętą
    kolejnym
    > zakrętem, i gdyby nie wartki nurt (który można pokonać jednak na żaglach)
    > pomyślałabyś pewnie że jesteś nad ukochanym Jeziorem Nidzkim ;-)
    > Dziś zamierzam znowu wyruszyć po południu. Może zechcesz przyjechać, i
    > przekonać się sama, jak piękna potrafi być Wisła?
    >
    Bardzo Ci dziękuję za zaproszenie, być może skorzystam. O urodzie Wisły nie
    musisz mnie przekonywać, bo jestem jej świadoma. Nie zmienia to jednak faktu,
    że jak sam wielokrotnie zauważyłeś, żeby na niej bezpiecznie żeglować niezbędny
    jest w miarę pomyślny kierunek wiatru. Rzeki mają to do siebie, że
    ich "funkcjonalność" jako akwenu żeglarskiego jest mocno uzależniona od
    kaprysów wiatru, zarówno siły jak i kierunku, czego nie można powiedzieć o
    jeziorach czy zalewach.
    Co się zaś tyczy dojazdów na Mazury, to chyba nieco przesadzasz. Maksymalny
    czas dojazdu to ok. 3 godziny samochodem. Biorąc pod uwagę, że co najmniej
    godzinę zajmuje przebicie się nad Zalew Zegrzyński, wolę poświęcić te dodatkowe
    dwie godziny i jednak dotrzeć na Mazury. Ale, jak to mówią, kwestia gustu ;)
    --
    Kiedy się dziwić przestanę...
  • tomjani 21.06.04, 13:00
    kolczatka napisała:

    > Bardzo Ci dziękuję za zaproszenie, być może skorzystam.

    Szkoda że nie przyjechałaś; rejs udał się doskonale. Relacja jest tu:

    usenet.gazeta.pl/usenet/0,2.html?group=pl.rec.zeglarstwo&tid=1016828
    > O urodzie Wisły nie musisz mnie przekonywać, bo jestem jej świadoma.

    Ja natomiast jestem świadom, że nie jestem jeszcze w pełni swiadom urody
    Wisły :-) Do dziś mam przed oczyma majaczące na horyzoncie wysokie linie WN,
    obserwowane z mostu w Górze Kalwarii, podczas jednej z kolejowych wycieczek o
    których wspomniałem jechalem do Lublina przez... Radom, i po raz pierwszy
    mogłem oglądać Wisłe z mostu kolejowego pod Dęblinem. Widoki i tu były
    zachwycające, w przecież widziałem tak niewiele!

    > Nie zmienia to jednak faktu, jak sam wielokrotnie zauważyłeś, że żeby na niej
    > bezpiecznie żeglować niezbędny jest w miarę pomyślny kierunek wiatru.

    Nie przesadzałbym aż tak z tym "bezpieczeństwem" Ale mogę się mylić,
    zepchnięcie z mielizny parutonowego "koromysła może być o wiele trudniejsze
    niż "Oriona" którego kilkakrotnie spychałem sam.

    > Rzeki mają to do siebie, że ich "funkcjonalność" jako akwenu
    > żeglarskiego jest mocno uzależniona od kaprysów wiatru, zarówno siły

    2-3B w zupełności wystarczy aby plynąc pod prąd, o ile nie trzebba się halsować.

    > jak i kierunku,

    Wcale nie jest tak źle; i przy półwietrze można sprawnie żeglować pod prąd, a
    przecież przeważają u nas wiatry zachodnie.

    > czego nie można powiedzieć o jeziorach czy zalewach.

    Ale takie żeglowanie z nutką niepewności też ma swój urok; gdyby było inaczej
    nikt by nie bawił się w żeglowanie, tylko całe Mazury zwiedzał samochodem, w
    ostateczności motorówką. Zresztą w razie flauty można "podeprzeć" się
    silnikiem, co i czyni się z zasady na Narwii.

    > Co się zaś tyczy dojazdów na Mazury, to chyba nieco przesadzasz. Maksymalny
    > czas dojazdu to ok. 3 godziny samochodem.

    Bywa różnie; korki potrafią zaczynać się w Białołece i ciągnąć aż za Legionowo.
    W drodze powrotnej - od Szelkowa do Zegrza, potem znów do Jabłonnej. Czasem
    może się trafić np. gromadny powrót podwyszkowskich działkowiczów i jest
    fatalnie...

    > Biorąc pod uwagę, że co najmniej godzinę zajmuje przebicie się nad Zalew
    > Zegrzyński, wolę poświęcić te dodatkowe dwie godziny i jednak dotrzeć
    > na Mazury.

    Posiadanie łódki na Zegrzu pozwala na swobodne korzystanie z niej w weekendy
    (tylko te horrendalne opłaty postojowe :-((( ) Nie zwróciłaś jednak uwagi na
    ostatnią z przedstawionych ewentualności: trzymając łódkę nad Wisłą mogę
    żeglować codziennie, niejako w drodze z pracy do domu :-))))

    > Ale, jak to mówią, kwestia gustu ;)

    A szlak Narwi i Pisy znasz? Obawiam się że jeśli nie znsz, i miałabyś
    sposobnośc popłynąc tak jak ja w początkach lipca, całe Mazury bez tych dwóch
    rzek wydałyby Ci się odtąd jakieś takie małe i okrojone ;-)))
    Dla mnie w każdym razie rejs po Mazurach bez przeprawiania się rzekami
    straciłby naiemal cały urok. I pomyśleć że parę lat temu dosłownie zmuszono
    mnie w AKŻ abym to ja zaprowadził tam Oriona...
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski

    "Wisla ma dzis tyle wspólnego z jachtingiem, co fabula Rejsu ze swoboda
    zeglowania :-). Wyjatek stanowi swobodny splaw wzdluz lewego brzegu
    niebieskich motorówek (yachting milicyjny?)."
    Rudek 2002-09-18
  • kolczatka 22.06.04, 11:02
    Relację z Twoich szaleństw na Wiśle czytam w miarę regularnie, tak jak się
    pojawiają na p.r.z. Podoba mi się Twoje podejście w stylu "wiem, że nic nie
    wiem" ;). Oczywiście masz rację, że przy w miarę lekkim sprzęcie dużo łatwiej
    sobie poradzić w razie jakichś problemów, no i taki lekki sprzęt łatwiej ruszyć
    z miejsca nawet przy niewielkim wietrze, ale w takim wypadku załoga w postaci
    więcej niż dwie - trzy osoby to już tłum, a ja mimo wszystko lubię żeglować w
    towarzystwie.
    Jeśli chodzi o jazdę na Mazury, to jak to mówią różne są sposoby na ominięcie
    korków ;).
    Opłaty portowe na Zegrzu są horrendalne podobnie jak ceny czarterów, dlatego
    mimo wszystko jeszcze wolę sobie pojechać na Mazury. Szlak Pisy i Narwi znam,
    ale nie wspominam z jakimś wielkim sentymentem, raczej jako użeranie się ze
    sportiną 595 w połowie października, dlatego taka perspektywa mnie nie
    zachwyca. Ale jak to już powiedziałam, co kto lubi.
    --
    Kiedy się dziwić przestanę...
  • tomjani 22.06.04, 11:57
    > Relację z Twoich szaleństw na Wiśle czytam w miarę regularnie, tak jak się
    > pojawiają na p.r.z.

    Dziś znowu się pojawiła, choć tym razem krótka, jak i rejs, zakończony wobez
    braku wiatru.

    > Oczywiście masz rację, że przy w miarę lekkim sprzęcie dużo łatwiej sobie
    > poradzić w razie jakichś problemów,

    Obawiałbym się także że ciężki sprzęt łatwiej uszkodzić na takich kamieniach
    które Orionowi zarysowały zaledwie dno. To jednak "pancerny" kadłub ;-)

    > no i taki lekki sprzęt łatwiej ruszyć z miejsca nawet przy niewielkim
    > wietrze, ale w takim wypadku załoga w postaci więcej niż dwie - trzy osoby
    > to już tłum, a ja mimo wszystko lubię żeglować w towarzystwie.

    Za to takie liczne towarzystwo może połączyć swoje siły w razie konieczności
    zepchnięcia ciężkiej łódki z mielizny. Byle kadłub wytrzymał.

    > Opłaty portowe na Zegrzu są horrendalne podobnie jak ceny czarterów, dlatego
    > mimo wszystko jeszcze wolę sobie pojechać na Mazury.

    Widzimy zatem że rozwiazania pośrednie odpadają: albo Mazury albo Wisła ;-)

    > Szlak Pisy i Narwi znam, ale nie wspominam z jakimś wielkim sentymentem,
    > raczej jako użeranie się ze sportiną 595 w połowie października, dlatego
    > taka perspektywa mnie nie zachwyca.
    Miałaś zatem pecha: liczy się wszak pierwsze wrażenie. Gdybyś płynęła latem, po
    rzece której zakrętów na pamięć jeszcze nie znasz (w odróżnieniu od Jeziora
    Nidzkiego), zamiast jesiennej szarugi czekałyby Cię ciche, budzące się poranki
    w coraz to nowym miejscu, mogłabyś odnieść zupełnie inne wrażenie. Zresztą i ja
    mogłem się zniechęcić, gdybym z pierwszego spływu zapamiętał jedynie użeranie
    się z... Salutem. Ale tylko do Nowogrodu; tam padł ostatecznie, i całą Narew
    przepłynąłem na żaglach.

    > Ale jak to już powiedziałam, co kto lubi.

    Kto wie, może i Ty jeszcze polubisz? :-)

    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • piotr_c 17.06.04, 17:14
    Pływa się wspaniale, tylko trzeba mocno uważąc na szkwały idące pomiedzy
    górkami. Żadnego knagowania szotów bo będzie mokro :)
  • kolczatka 18.06.04, 09:55
    piotr_c napisał:

    > Żadnego knagowania szotów bo będzie mokro :)

    Knagowanie szotów???? Zabrzmiało to "interesująco"...
    --
    Kiedy się dziwić przestanę...
  • piotr_c 27.06.04, 10:22
    Minąłem tam takiego artystę.
    Co prawda wtedy wiało takie 2 B ale jak sie wychodziło na prostopadłą do
    jakiejś dolinki to nagle na odcinku 50-100 m dmuchało naprawdę nieźle. Do tego
    miałem na pokładzie 3,5 letnią załogantkę więc na brawurę wogóle nie było
    miejsca. Pływaliśmy tydzień i wiatr stopniowo narastał od takiego gdzie mała
    siedziała przy sterze do takiego gdzie się ja już miałem dosyć. W sumie całkiem
    dobra kolejność :))
    I naprawdę miło sobie wspominam i warunki do pływania i krajobrazy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka