08.10.02, 23:10
Czy pływaliście po morzu? Bo ja, niestety, tylko po wodach śródlądowych i
zastanawiam się jaka jest przewaga żeglarstwa morskiego nad śródlądowym.
Jak to jest naprawdę z tą chorobą morską i z życiem na łajbie przez dłuższy
czas w małej grupie ludzi?
--
ahoj
zdzicha the sailor
-------
Pierwszym objawem choroby morskiej jest zanik zapału do pracy.
Edytor zaawansowany
  • chaladia 09.10.02, 20:01
    Widzisz, Zdziniu, to jest tak:
    Żeglarstwo morskie można podzielić na:
    - żeglugę po akwenach z dużą ilością wysp i portów (wybrzeże Dalmacji, Morze
    Egejskie, Karaiby, Oceania), gdzie pływa się "od portu do portu" i atmosferą
    niewiele się to różni od żeglugi po Wielkich Jeziorach Mazurskich.
    - żeglugę po morzach nieprzyjaznych i z małą ilością portów (Bałtyk, Morze
    Czerwone), gdzie nie bardzo wiem, co ludzi ciągnie.
    - żeglugę oceaniczną, gdzie tylko woda i woda - i wtedy naprawdę liczy się to,
    jaka jest atmosfera w załodze.
    - żeglarstwo regatowe, gdzie niezależnie od akwenu nie ma czasu na nic i jest
    tylko obsługa łajby.
    No więc, o które żeglarstwo morskie Ci chodzi?
    --
    Salaamu Wa-alleikum

    Chaladia Bolandi
  • zdzicha 09.10.02, 23:16
    Najbardziej o to drugie - po morzach zimnych i nieprzyjaznych.

    --
    ahoj
    zdzicha the sailor
    -------
    Pierwszym objawem choroby morskiej jest zanik zapału do pracy.
  • zarlaczka 10.10.02, 00:39
    zdzicha napisała:

    > Czy pływaliście po morzu? Bo ja, niestety, tylko po wodach śródlądowych i
    > zastanawiam się jaka jest przewaga żeglarstwa morskiego nad śródlądowym.
    > Jak to jest naprawdę z tą chorobą morską i z życiem na łajbie przez dłuższy
    > czas w małej grupie ludzi?
    > --
    > ahoj
    > zdzicha the sailor
    > -------
    > Pierwszym objawem choroby morskiej jest zanik zapału do pracy.

    Kilka lat temu płynęłam z Gdyni do Kopenhagi na starej, przedwojennej,
    drewnianej łajbie. Gdy wypływaliśmy morze było spokojne, ale następnego dnia
    rano pojawiły się spore fale i 6 z 7 osób dostało choroby morskiej. Jest to
    bardzo dziwne uczucie, bo, z jednej strony ma się mdłości i torsje, a z drugiej
    bardzo chce się jeść. Na szczęście po kilkunastu godzinach choroba morska
    (przynajmniej w moim przyładku) minęła i już się nie pojawiła, mimo jeszcze
    większych fal.
    Jeżeli chodzi o wyższość pływania po morzu, to, wg mnie, poczucie całkowitej
    wolności i, w pewnym sensie, panowania nad żywiołem. Odczuwałam to głównie na
    nocnej wachcie, gdy fale przelewały się przez żaglówkę i przeze mnie, a ja nad
    tym wszystkim panowałam. Takiego uczucia nie doznawałam pływając po Mazurach i
    Balatonie.
    Co do towarzystwa, to oczywiście wszystko zależy od osób z którymi płyniesz. Ja
    miałam szczęście, i mimo, iż przed rejsem znałam tylko jedną osobę, spokojnie
    się dogadywaliśmy.
    Ahoj
    Żarłaczka
  • zdzicha 10.10.02, 12:45
    Dzięki za pare słów wyjasnienia.
    Ale powiedz mi jeszcze, ile ten rejs trwał? Dlaczego jedna osoba nie dostała
    choroby morskiej? Czy choruje się normalnie, zaburtowo, czy są jakies inne
    sposoby?

    --
    ahoj
    zdzicha the sailor
    -------
    Pierwszym objawem choroby morskiej jest zanik zapału do pracy.
  • zarlaczka 10.10.02, 20:05
    zdzicha napisała:

    > Dzięki za pare słów wyjasnienia.
    > Ale powiedz mi jeszcze, ile ten rejs trwał? Dlaczego jedna osoba nie dostała
    > choroby morskiej? Czy choruje się normalnie, zaburtowo, czy są jakies inne
    > sposoby?
    >
    > --
    > ahoj
    > zdzicha the sailor
    > -------
    > Pierwszym objawem choroby morskiej jest zanik zapału do pracy.

    Rejs trwał 11 dni (łącznie z 3-dniowym pobytem w Kopenhadze i 1-dniowym w małym
    duńskim miasteczku - nazwy nie pamiętam). Trzy dni płynęliśmy do Kopehnagi (bez
    zawijania do portu), w tym dwa dni prawie nie wiało.
    Jeżeli chodzi o chorobę morską, są to sprawy indywidualne. Jeden z kolegów,
    mimo, iż miał już za sobą kilka morskich podróży, gdy chociaż trochę
    zafalowało, chorował. Drugi nie chorował nigdy.
    Jak już pisałam, gdy się choruje ma się dziwne uczucie. Z jednej strony oddaje
    się morzu wszystko co się zje, z drugiej je się, bo jeść się chce i jeść się
    powinno (ponieważ nikt nie miał siły gotować, wyjedliśmy 11-dniowy zapas
    kokosanek). Ma się mdłości, ale nie są to takie same mdłości jak przy zatruciu.
    W czasie choroby jedynym marzeniem jest, by się nie ruszać z miejsca, każde
    zejście do kabiny, każda czynność jest torturą. Gdyby nie ten jeden zdrowy, to
    chyba musielibyśmy dryfować. Biedak siedział kilkanaście godzin bez przerwy
    przy sterze.
    Ahoj
    Żarłaczka
  • j666 05.04.13, 16:45
    I ważne jest dużo pić (z solami mineralnymi i/lub cukrami), ponieważ każde wymioty powodują silne odwodnienie organizmu.
  • fima 25.10.02, 11:23
    zdzicha napisała:

    Dlaczego jedna osoba nie dostała
    > choroby morskiej? Czy choruje się normalnie, zaburtowo, czy są jakies inne
    > sposoby?

    ... i wielu innych sławnych ludzi żeglujących uparcie po blue waters.
    Weź pod uwagę że sternik z reguły nie rzyga. Umysł ma zajęty czym innym, ręce
    też. To wskazówka, że choroba ma związek ze stanem umysłu i podzielnością uwagi.
    Wystarczy zejść pod pokład i nie daj Boże położyć się a wszystko się zaczyna.
    Sposoby są: aviomarin, plasterek na skórę, whisky lub rum albo wszystko razem.


  • zarlaczka 10.10.02, 00:45

    > Pierwszym objawem choroby morskiej jest zanik zapału do pracy.

    Dzięki za uświadomienie mnie, dlaczego do tejże zapał lat temu kilka straciłam.
  • powolnyrumpel 25.10.02, 14:05
    U mnie było tak: od Gdyni na Bornholm (jak to się pisze bo zaczynam głupieć na
    starość) 2,5 dnia rzygania że hej. Nawet nie było już czym ale potem jak ręką
    odjął. Naczynia zmywałem jakieś 3 godziny w kambuzie (po 7 osobach)
    A na morzu najbardzej lubiłem noc jak woda zlewała się z morzem i tylko po
    gwiadazh można było się zorjentować gdzie jest horyzont... pięknie a te
    gewiazdy w życiu na najciemniejszym lądzie tylu nie widziałem
  • unosardinia 05.04.13, 12:01
    Polecam serdecznie ciekawy kanał YouTube - Życie i praca na statku
    Autor fitta58

    www.youtube.com/user/fitta58/featured
    Zapewne człowiek z dużą wiedzą i chętnie odpowiada na pytania!
  • ortodox 09.04.13, 22:00
    zdzicha napisała:

    > Czy pływaliście po morzu? Bo ja, niestety, tylko po wodach śródlądowych i
    > zastanawiam się jaka jest przewaga żeglarstwa morskiego nad śródlądowym.
    ----------------
    No ogół ( w zdecydowanej większości ) żeglarze morsy uważają się za ... lepszych, a żeglarstwo morskie za zdecydowanie ciekawsze i lepsze od szuwarowego ;)
    Tak naprawdę, rzadko który z nich ma doświadczenie śródlądowe i porównanie :)
    Ja próbowałem tu i tam i mam swoje przemyślenia nieco odmienne od w/w.
    W żeglarstwie morskim rzadko kiedy masz okazję być naprawdę niezależnym armatorem, kapitanem, czy nawet sternikiem. Na ogół jest to rejs ( komercyjny) z przypadkowo dobraną załogą i jest to niestety sporym minusem. Jedna osoba potrafi zepsuć cały rejs pozostałym i tak naprawdę nic nie można z tym zrobić. Dostajesz często przypadkowy jacht, przypadkowego kapitana, a pogoda też jest niestety często przypadkowa. Jeśli te przypadki skumulują nie daj Boże w jednym rejsie, to marzysz tylko o tym, by skończył się jak najprędzej. Bywają też i piękne chwile, ale jednak zdecydowanie rzadziej.
    W żeglarstwie śródlądowym takich problemów na ogół nie ma. Załogi dobierają się na innych zasadach, w każdej chwili można pozbyć się uciążliwego załoganta, złą pogodę i burze przeczekać w marinie lub cichej zatoce, a w ostateczności powiedzieć wszystkim cześć i wskoczyć do wody.
    Możesz także bez większych problemów mieć własny jacht i być sobie sterem i okrętem w każdy weekend i w czasie każdych wakacji. Przygód i niebezpiecznych momentów także nie zabraknie, a będziesz miała zdecydowanie mniej bielizny do prania niż "wilki morskie" ;))) Jednak by być posądzanym o lekceważenie "wielkiej wody" proponuję spróbować czegoś, co jest czymś pomiędzy wielkim słonym żeglarstwem, a szuwarami. Spróbuj żeglugi po Zalewie wiślanym, szczecińskim, zatoce gdańskiej, Balatonie, może nawet Lago di Garda ... a jak znam te miejsca ... zapewniam, że przygód i gęsiej skórki nie zabraknie. Zachowasz wszystko co najpiękniejsze z żeglarstwa szuwarowego i poczujesz także nie lada wyzwania. Nie musisz jednak wtedy przekraczać tej cienkiej linii, za którą nie ma już odwrotu.
    pozdrawiam

    --
    Żeglarstwo w obiektywie
    Oglądaj w oryginale

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka