Dodaj do ulubionych

Choroba Morska

06.06.06, 12:40
Czy znacie jakiś dobry lek na dolegliwość jak w temacie?
Edytor zaawansowany
  • chaladia 07.06.06, 08:00
    1. Mało jeść.
    2. Pić mało jest niebezpiecznie, bo grozi odwodnienie (nawet na wodzie), za to
    pić powionno się małymi ilościami w regularnych odstępach czasu.
    3. Spać (jak da się spać) na podłużnej koi na śródokręciu. Koje dziobowe
    najbardziej "kiwają", a "łoża armatorskie" w kabinach rufowych, z reguły
    umieszczone poprzecznie do kila to wogóle jakaś pomyłka. Jak "armator" na co.ś
    takiego się decyduje, to znaczy, że będzie uzywał jacht do stania w porcie,
    albo żyeglugi przy wiatrach 1-2°B...
    4. Starać się cały czas cokolwiek robić.

    --
    Salaamu Wa-alleikum

    Chaladia Bolandi
  • sociopata 27.11.06, 01:13

    --
    ty ciagle nawracasz na najsluszniejsza wiare na swiecie? Dobrze ze wam zrobili
    nastepna wyprawe krzyzowa. 5 razy na dzien ma kota.
  • tomjani 29.11.06, 08:31
    sociopata napisał:

    > ty ciagle nawracasz na najsluszniejsza wiare na swiecie? Dobrze ze wam
    > zrobili nastepna wyprawe krzyzowa. 5 razy na dzien ma kota.

    ... i po tym właśnie poznałem że psycho/sociopata to po prostu nowe
    wcielenie "bez_mlota_nie_robota"!
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • jacenciak 07.06.06, 14:04
    Cześć!
    dodam tylko- jak najwięcej przebywac na pokładzie (chodzi o
    punkty "zaczepienia" dla wzroku). Choroba morska wywołana jest "szleństwem"
    błędnika - dla oczu nic się nie rusza (w kabinie) a błędnik wciąż odbiera
    sygnały o ruchu. Dlatego musimy dostarczyć wzrokowi jakies "ruchome cele"
    (czyli nieruchome w rzeczywistości).
    Eidentny przykład sytuacji w której "punkt widzenia zależy od punktu
    siedzenia" :)
  • whitewhale 07.06.06, 15:18
    Jedynym niezawodnym sposobem jest odpoczynek pod rozłożystym dębem - sprawdzone.
    A na poważnie - rzeczywiście "bezpieczniej" na pokładzie.
  • skipper5 19.06.06, 13:38
    jatu4 napisał:

    > Czy znacie jakiś dobry lek na dolegliwość jak w temacie?

    Z farmakologii - aviomarin, poza Polską np. dramina. Działanie to samo. Skutek
    uboczny senność, co zazwyczaj wyłącza z działania. No i należy brać na godzinę
    przed wystąpieniem choroby bo później ciężko utrzymać a o czopkach nie
    słyszałem:)
  • crax 25.06.06, 00:00
    "Lokomotiv" (nie wiem dokładnie jak się pisze - reklamują w radiu) Nie powoduje efektów ubocznych jak Aviomarin i mozna go wziąć w momencie, gdy ciebie bierze :)))
  • skipbulba 26.06.06, 10:07
    jatu4 napisał:

    > Czy znacie jakiś dobry lek na dolegliwość jak w temacie?


    Osobiście nie mam doświadczeń, bo nie choruję(przynajmniej dotychczas)ale
    chłopiaki testowali w tegorocznym rejsie imbir. Taki mielony, przyprawę. Ponoć
    działla. Jedna łyzeczka i jak ręką odjął. Spróbuj:))
    --
    Maciej "Skipbulba" Kotas
    skipbulba@op.pl
  • aiki54 26.06.06, 15:13
    skipbulba napisał:

    imbir. Taki mielony, przyprawę. Ponoć działa. Jedna łyzeczka i jak ręką odjął.
    Spróbuj:))

    Też słyszałem, że działa. Ale nie należy zapomnieć o gaśnicy.... Jedna łyżeczka
    to... piekło w gębie.

    pozdrawiam

    AIKI
  • skipbulba 26.06.06, 15:59
    Bo ja wiem?? Chłopaki jakoś strasznie nie ganiali za popijaniem. A
    amplikowalismy nawet siostrze apacza, tez zezarła i nie krzyczała.
    --
    Maciej "Skipbulba" Kotas
    skipbulba@op.pl
  • aiki54 26.06.06, 18:02
    No to mnie pocieszyłeś nieco, ale ja sam jak pożarłem szczyptę (nie zadną
    łyżeczkę :-) to mnie nieźle w kufie paliło :-)))

    pozdrawiam

    AIKI
  • jurmak1 27.07.06, 11:50
    skipbulba napisał:

    > Bo ja wiem?? Chłopaki jakoś strasznie nie ganiali za popijaniem. A
    > amplikowalismy nawet siostrze apacza, tez zezarła i nie krzyczała.

    Bo była jeszcze "zneutralizowana" tequilą
    :-))))


    --
    Pozdrowienia Jurek M
  • grey100 05.07.06, 10:56
    Miesiąc temu zszedłem na ląd po moim pierwszym morskim rejsie. Jestem więc tuż
    po przejściach. Chorowałem najbardziej z całej załogi. Jeżeli mogę ci doradzić,
    to odpuść sobie wszelkie środki farmakologiczne. Po prostu musisz się
    przyzwyczaić. Tablety opóźniają ten proces. Niektóre powodują senność i
    otępienie. A to na morzu niewskazane. Dużo pij i znajdź sobie robotę na
    pokładzie. Szóstego dnia rejsu poczułem, że już mnie nie bierze. Niestety rejs
    trwał siedem dni. Ne chorobę morską najlepiej jest zjadać na czczo sześć
    dojrzałych pomidorów. Co prawda nie pomaga ale fajnie na wodzie wygląda.
  • piotrgabry 12.07.06, 14:05
    Farmakologia:
    1. Imbir mozna juz kupic w aptece w tabletkach z powloczka wiec nie pali
    przynajmniej w usta :)
    2. Pomagaja (testowane na zonie) plasterki uciskowe na nadgarstek - medycyna
    alternatywna, ale dziala dobrze.
    3. Sa tez gumy do zucia do stosowania doraznego.

    Ogolnie:
    - Najlepiej miec odpowiedzialne zadania do zrobienia na pokladzie. Ewentualnie
    zaloga powinna ciagle miec o czym pogadac. Warto zorganizowac jakies zabawy,
    etc. by nie myslec o chorobie.
    - Mowienie glosno na ten temat i podziwianie zielonej twarzy kolegi tez nie pomaga.
    - Dbanie o temperature ciala. Pozornie wydaje sie ze jak wiaterek ochlodzi to
    daje to ulge, ale badania naukowe (i doswiadczenie) wykazuja ze jest na odwrot.
    Oczywiscie swieze powietrze bardzo pomaga, ale trzeba byc cieplo ubranym.
    Choroba morska wzmaga sie wraz z obnizeniem temperatury ciala.
    - Jesli juz dojdzie do najgorszego nie starac sie wymiotowac "bo to daje ulge".
    Ulga jest tylko chwilowa. Choroba morska to odruch organizmu na roznice w
    bodzcach dochodzacych z blednika i oczu. Takie sygnaly wywolywane sa czesto
    przez zatrucie pokarmowe, wiec organizm broni sie i wymusza wymioty. Daje to
    ulge na 10-15 minut a potem cykl sie powtarza. Wiec wymiotowanie nie pomaga...
    - No i chyba oczywiste, ale trudne do zrealizowania: wyspanie i brak kaca
    BARDZO pomaga na chorobe morska!:)

    Pozdrawiam,

    Piotr
  • amigo50 17.07.06, 11:41
    Pisanie o chorobie morskiej z dużych liter to chyba przesada. Bywa, że
    niektórych męczy to bydlę okrutnie, ale to jeszcze nie powód żeby ją chołubić i
    podlizywać się jej. Mnie co prawda nie bierze, ale bywa - co prawda bardzo
    rzadko, że czasami czuję jakieś mulenie. Z reguły jest to wtedy kiedy siedzę
    bezczynnie i nie mam co robić albo wtedy, kiedy muszę posiedzieć dłużej w
    nawigacyjnej i to wcale nie z powodu czytania map a jedynie dlatego, że w
    kokpicie zrobiło się ciasno, bo okupuje go cała załoga wygoniona przeze mnie.
    Wyjście na górę, złapanie świeżego powietrza, popatrzenie na horyzont załatwia
    sprawę.
    Potwierdza to obserwacje poczynione przez Was, że najlepsze lekarstwa to:
    1. Znalezienie załodze zajęcia żeby się nie nudziła
    2. Obserwacja horyzontu albo innych w miarę stałych punktów
    3. Zadbanie o to aby nie przewiewało nas zbyt mocno, bo praktyka potwierdza
    teorię o gwałtowniejszej reakcji w wychłodzonego organizmu.

    Nie zgadzam się z tym, że należy powstrzymywać się przed wymiotowaniem. Jeżeli
    męczy, to należy "uwolnić tego pawia", obetrzeć gębę, przepłukać usta i pić.
    Duuuużo pić. (Byle nie kompoty z owoców z pestkami).
    Przestrzegam przed różnego rodzaju medykamentami, gumami do żucia, kropelkami i
    środkami do wąchania. One powodują przytępienie zmysłów i osobnik taki staje
    się niebezpieczny przede wszystkim dla samego siebie.

    I jeszcze coś. Pamiętacie:
    "Lord Nelson dobrze poznał choroby morskiej smak,
    wymyślił na nią sposób - jego sekret zdradzę wam,
    choremu żeglarzowi zawsze pomoc trzeba nieść,
    więc jeśli jesteż chory - to usiądź w cieniu drzew"

    ...nie, nie! Nie bierzcie tego dosłownie. Chorobę morską można przetrwać. Im
    większym luzem ją potraktujecie, tym będzie łatwiej :))
  • velvet_blue 17.07.06, 22:50
    Teraz już poczułąm sie lepiej.

    Tak właśnie założyłam - chorobę morskąma każdy ale aż 6 dni! Nie ma mowy, nei
    dam sobie tyle zabrać . Ale jaka byłą rzeczywistość opowiem po pierwszym rejsie
    morsko-oceanicznym.

    Prosze trzymajcie kciuki.
  • amigo50 18.07.06, 00:35
    Byłem kiedyś na rejsie, na którym jeden z załogantów chorował przez cały
    miesiąc! Był wtedy młodym chłopakiem, dla którego był to pierwszy rejs w życiu.
    Przygotowania do tego rejsu rozpoczęliśmy bardzo wcześnie, bo było to związane
    ze zrobieniem małego remontu na jachcie. Chłopak już w lutym założył, że w
    lipcu będzie chorował i tak skutecznie podtrzymywał się w tym przekonaniu, że
    rzeczywiście, kiedy przyszła pierwsza fala zza Helu już był Prezesem.
    Co to znaczy wiara we własne możliwośći ;))

    Inne moje spostrzeżenie dotyczy reakcji ludzi na zapach papierosowego dymu i na
    inne zapachy - szczególnie w początkowej fazie rejsu.
    Bardzo łatwo przekonacie się, że jeśli kogoś dolecą zapachy z kambuza, albo, co
    nie daj Boże, ze śmierdzącej zęzy to natychmiast taki delikwent staje w szeregu
    gotowych do oddania daniny (oby tylko zdążył dobiec do relingu!).
    Podobnie rzecz się ma z papierosowym dymem. Niektórzy z braci żeglarskiej
    pozostają uparcie w szponach tego zgubnego nałogu i niektórzy kaptainowie
    pozwalają na smrodzenie na pokładzie.
    U tych, którzy są skłonni do chorowania i zapalą powoduje to dość szybką
    reakcję i tych nie żałuję - sami sobie winni. Dym, który zaleci w nozdrza komuś
    niepalącemu powoduje taką reakcję także u niego. Dlatego u mnie na pokładzie
    się nie pali.
    Znam też sytuacje kiedy pod koniec drugiego tygodnia, po pogorszeniu się
    warunków na morzu zaczynali chorować ci, którzy w początkowej fazie rejsu nie
    chorowali. Poziom powstających zaburzeń w odbieraniu bodźców w początkowej
    fazie rejsu był na tyle niski, że reakcja taka nie powstawała. Gorzej było
    kiedy poziom bezpiecznego odbioru został przekroczony. Wtedy ci, którzy
    wcześniej reagowali zdążyli się już do warunków przyzwyczaić i ich organizm już
    tak mocno nie reagował a zaczynali chorować ci, którym wydawało się, że
    ich "nie bierze".

    Jaki z tego morał?
    1. Na chorobę morską wcale nie musicie chorować i nastawcie się, że chorować
    NIE BĘDZIECIE! Pozytywne myślenie potrafi czynić cuda!
    2. Porzućcie zgubny nałog palenia lub zawieście go przynajmniej na czas rejsu.
    Jeśli papierosowy dym Wam nie przeszkadza, to pamiętajcie, że na pokładzie są
    też inni.
    3. Jeżeli jest to Wasz pierwszy rejs i zobaczycie, że w początkowej jego fazie
    nie chorujecie, to nie cwaniakujcie, bo może zdarzyć się, że po kilku dniach
    przyjdą trudniejsze warunki i ci, którzy chorują w początkowej fazie rejsu już
    będą to mieli za sobą a choroba dopadnie Was!
    Morze uczy pokory!
  • nacelowniku 27.07.06, 11:29
    O ludzie!

    Mam nadzieję, że nigdy nie trafię na takiego kapitana, a na pewno jest to
    nauka, żeby dokładnie sie dopytać organizatora, czy nie ma takich pomysłów...
    niesamowite byłoby moje wk...nie, gdyby się okazało, że na wymarzonym rejsie za
    oszczedzony grosz ktoś broni mi palić!
    mam nadzieję, że nie praktykujesz takich niespodzianek dla załogi!

    nie rozumiem... jachty są duże, zawsze się znajdzie miejsce po zawietrznej,
    gdzie dym nie będzie nikomu przeszkadzał, poza tym pęd wiatru sprawia, że fajka
    wypala się 3 razy szybciej i dymu nie wisi w powietrzu...
    a w mrozna nocna wachte nie ma nic lepszego od relaksującego papieroska!

    troche tolerancji! a moze to nie tylko wyziewy z zezy przyprawiaja o mdlosci,
    moze twoje skarpetki dzialaja podobnie????
    piszesz: "morze uczy pokory", a Ciebie troche pokory i samokrytyzmu nie
    nauczylo za grosz

    ahoj
  • seaskipper 27.07.06, 14:20
    nacelowniku napisała:

    > O ludzie!
    >
    > Mam nadzieję, że nigdy nie trafię na takiego kapitana, a na pewno jest to
    > nauka, żeby dokładnie sie dopytać organizatora, czy nie ma takich pomysłów...
    > niesamowite byłoby moje wk...nie, gdyby się okazało, że na wymarzonym rejsie
    za
    >
    > oszczedzony grosz ktoś broni mi palić!
    > mam nadzieję, że nie praktykujesz takich niespodzianek dla załogi!
    >
    > nie rozumiem... jachty są duże, zawsze się znajdzie miejsce po zawietrznej,
    > gdzie dym nie będzie nikomu przeszkadzał, poza tym pęd wiatru sprawia, że
    fajka
    >
    > wypala się 3 razy szybciej i dymu nie wisi w powietrzu...
    > a w mrozna nocna wachte nie ma nic lepszego od relaksującego papieroska!
    >
    > troche tolerancji! a moze to nie tylko wyziewy z zezy przyprawiaja o mdlosci,
    > moze twoje skarpetki dzialaja podobnie????
    > piszesz: "morze uczy pokory", a Ciebie troche pokory i samokrytyzmu nie
    > nauczylo za grosz
    >
    > ahoj


    --
    Ahoj!
    Żeglarstwo morskie
    gg 1728585
  • amigo50 27.07.06, 22:17
    nacelowniku napisał:
    > troche tolerancji! a moze to nie tylko wyziewy z zezy przyprawiaja o mdlosci,
    > moze twoje skarpetki dzialaja podobnie????

    Być może, że to moje skarpetki, ale może tak
    > troche tolerancji!
    ....
    > piszesz: "morze uczy pokory", a Ciebie troche pokory i samokrytyzmu nie
    > nauczylo za grosz

    Wydaje mi się, że nauczyło mnie i pokory i samokrytycyzmu, ale jeśli
    twierdzisz, że "ani za grosz", to pewnie masz rację. Co prawda nie wiem skąd to
    wiesz, ale na pewno masz rację!

    Nauczyło mnie morze również, że słabszym i tym, którzy mają chwile słabości
    trzeba pomóc i staram się to robić, bo tak trzeba. Wiem też, że może zdarzyć
    się również, że to ja będę ich pomocy potrzebował. No ale cóż, nie jestem
    takim "Chojrakiem" jak Ty i pewnie jest to jeden z przejawów mojej słabości.

    Jeżeli Twoje uwielbienie dla nałogu jest tak duże, że nie potrafisz się go
    pozbyć, to rzeczywiście lepiej żebyś nie trafił na takiego kapitana. Powiem Ci
    jeszcze, że paliłem kiedyś i to dużo. Od kilku lat nie palę. Oduczyłem się tego
    między innymi na morzu, kiedy widziałem jak działa smród mojego papierocha na
    innych. Twoja fajka śmierdzi dla innych tak samo, nawet jeśli palisz
    najprzedniejsze tytonie. Jeśli masz dla nich trochę szacunku, to oszczędź im
    tego...
    ...a chcicę na papierocha mam ciągle okrutną.

    Na szczęście nie pływam dla żadnego "organizatora". Pływam dla siebie i dla
    tych, którzy mają ochotę ze mną popłynąć. Tak się składa, że do rzadkości
    należą osoby palące. Tym bardziej więc nie pozwolę na to żeby jeden
    osobnik "terroryzował" załogę. To też możesz zapisać po stronie moich słabości.
  • beznerwow 04.08.06, 22:09
    plywalam, chorowalam, plywam nadal mimo, ze nadal choruje.coraz mniej choruje.w tym roku
    obylam sie bez aviomarinu, bez chemii, no nie calkiem jesli zaliczyc do chemii witamine c forte.
    duzo pilam, caly czas.zadnego alkoholu, szczegolnie wystrzegalam sie czerwonego wina.
    ciesze sie, ze bywaja jeszcze kapitanowie, tacy jak Ty, nie pozwalajacy palic. jest w tym duzo
    racji, ze palenie innych dziala wspomagajaco na wymioty.a nastawienie tez jest wazne
  • skipbulba 25.08.06, 11:01
    Dym/smrodek z papieroska faktycznie u niektórych pobudza odruchy wymiotne:))
    nie mniej nie przesadzałbym. U mnie jesli sa niepalący i przeszkadza im dym
    jest zakaz palenia pod pokładem, bo tam faktycznie działa to negatywnie. na
    pokładzie w zasadzie pozwalam palic. Raczej z moich obserwcji wynika ze dymek
    na pokladzie jest niezauwazalny i nie szkodzacy. Generalnie pozostawiam to
    załodze do uzgodnienia, sobie pozostawiajac prawo ostatecznej decyzji:))
    --
    Maciej "Skipbulba" Kotas
    skipbulba@op.pl
  • chiton 08.02.07, 23:08
    Amigo50, moja córka w sierpniu wybiera się na swój pierwszy morski rejs. Do tej
    pory pływała tylko po jeziorach mazurskich. Obawiam się o jej bezpieczeństwo.
    Chciałabym, aby popłynęła z kimś odpowiedzialnym. Czy masz jakis plany na
    sierpień??
  • chiton 08.02.07, 23:14
    aha...moj mail chiton@gazeta.pl
  • amigo50 14.02.07, 16:49
    O.K. skontaktuję się jeszcze na maila.
  • amigo50 14.02.07, 16:48
    Generalnie mam zamkniętą już drugą połowę sierpnia. Załogi na pierwszą połowę
    sierpnia i pierwszą połowę września jakoś nie mogą się zdecydować. Nie wiem
    więc czy te rejsy dojdą do skutku - chyba, że wyłoni się jakaś zupełnie nowa
    ekipa.
  • magda_p 04.08.06, 20:53
    ja jakie.ś dwa miesiące temu przezyłam swój pierwszy Rejs i choroba mnie
    dopadła niestety :(...drugiego dnia
    mnie pomagał sen, pobyt na pokładzie....i wiara że to kiedyś minie ;P
  • sansevieria 22.08.06, 17:47
    nazywa się Transway, kupiony przez przypadek w aptece, ale na mnie działa w
    100%. Mnie choroba bierze chwilę po wejściu na łódkę więc szybko założyłam i po
    10 minutach przeszło. Spokój przez cały rejs. Teraz będzie testowany przez kogoś
    innego. Zobaczymy...
  • sansevieria 19.09.06, 22:24
    test plasterków przy 6-8 B wypadł negatywnie :( osoba testująca jednak twierdzi,
    że trochę złagodziły objawy choroby.
  • j666 18.10.06, 11:28
    Z medykamentów polecam cinnarizin.
  • emka0007 06.06.07, 11:17
    1. nie nastawiać się że cię złapie - to nie zaraza, że od powietrza złapiesz, a
    nie mnie ani moją siostrę nie łapie.. POZYTYWNE MYŚLENIE POMAGA
    2. pić
    3. nie siedzieć pod pokładem tylko na powietrzu
    4. podobno kisielki pomagają takie w kubku
    5. puścić pawia jak trzeba i tyle.
    6. chemii nie popieram, bo śpisz i na nogach sie słaniasz, krzywdę możesz sobie
    zrobić.. - widziałam jak chłopaki zmuleni chodzą

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka