Dodaj do ulubionych

BTA Wandrus - czy warto się u nich uczyć?

05.08.06, 12:19
Mam pytanko: czy ktoś z Was uczęszczał na kursy żeglarskie prowadzone przez to
biuro? Jakie macie zdanie na ich temat?
Edytor zaawansowany
  • a_weasley 06.08.06, 01:18
    o ceny i terminy.
    Ceny w niektórych materiałach są o stówę niższe niż w innych (w tych pierwszych
    jest gdzieś obok mowa o stówie na koszty adm., albo i to nie), np. kurs na
    żeglarza na Zegrzu odpowiednio 400 lub 500 (przez telefon podają uczciwie 500).
    Również z terminami jest jakiś zamiąch, w razie wątpliwości trzeba zadzwonić i
    się dopytać.
  • a_weasley 16.10.06, 19:28
    Byłem w Wandrusie na tzw. kursie dla opływanych, tym różnym od kursu dla
    nieopływanych, że trwa krócej i prawie nie ma zajęć teoretycznych (ale kosztuje
    tyle samo). Teoretycznie 9 dni (pięć weekendów, licząc egzamin), praktycznie 7,
    bo w pierwszą sobotę przyjechaliśmy do Zegrza tylko na godzinne spotkanie
    organizacyjne, a dodatkowe zbędne przestoje jeszcze łącznie z jeden dzień urwały.
    Pierwsze wrażenie, nieprzyjemne, opisałem już w poprzedniej notce. Klasyczny
    przykład nieuczciwej reklamy. Nie jedyny zresztą - plakat reklamowy obiecuje
    zniżki "dla wszystkich do 26 lat", w rozmowie wyjaśniają, że to chodzi o opłatę
    za patent - a tymczasem ta zniżka przysługuje tylko studentom i nie sądzę, żeby
    o tym nie wiedzieli.
    Co do samego kursu, to pochwalić mogę tylko instruktora. Chłopak 19 lat,
    żeglujący od dzieciństwa jednocyfrowego, który i żeglować, i uczyć umie i lubi.
    Mieliśmy trochę szczęścia, bo Wandrus ma ostatnio klęskę urodzaju, uruchamia
    kurs za kursem i czasem instruktorów bierze z łapanki, płaci im ponoć marnie i
    nieterminowo, skąd duża rotacja kadry.
    Łajba - to właśnie ona zainspirowała mnie do takiego zatytułowania notki.
    Podobno była po remoncie, co potwierdzał rozpuszczalnika w kabinie. Nie wiem, co
    tam wyremontowano, ale na pewno nie ster, bo latał jak Żyd po pustym sklepie. I
    nie żagle, te zresztą były od Venuski. Fokowi na początku brakowało jednej
    raksy. Zanim się doprosiliśmy o wymianę, poszła druga. Odtąd do końca kursu
    pływaliśmy bez dwóch, wśród ciągłych dialogów "Fok nie pracuje!" "Toż wiesz, że
    lepiej pracował nie będzie!". Za to już po pierwszym dniu zdołaliśmy wywojować
    dwa (różne) wiosła. Odbijaczy i bosaka nie doprosiliśmy się do końca kursu, a
    dwie brakujące szekli znalazły się jakoś w trzeci z pięciu weekendów (po mojej
    energicznej interwencji).
    Nie muszę dodawać, że nie mieliśmy silnika. Przez cały kurs mój kontakt z
    silnikiem polegał na tym, że na innej łajbie kopnął mnie zaszczyt odpalania
    jakiegoś wietieroka. Zdaliśmy manewry na katarynie dzięki temu, że każdy
    wcześniej trochę był pływał.
    Wykłady teoretyczne prowadzone byle jak i byle gdzie (np. w październiku na
    dworze).
    Organizacyjnie - zaprószenie ognia w domu negocjowanego afektu, nikt nic nie
    wie, chyba ich ta klęska urodzaju przerasta i nie ogarniają.
    No i, drobiazg, przystań w Zegrzu. Długa zasyfiona grobla - ja się wcale ludziom
    nie dziwię, że nie każdemu się chce drałować na siusiu trzysta metrów do
    przystaniowego klopa, bo nie wpadli na postawienie toi-toiów - keje bez polerów,
    knag czy czegokolwiek, tragiczna gastronomia.
    To ostatnie akurat nie ich wina, ale argument przeciwko korzystaniu z kursu
    robionego na tej przystani i owszem.
    Będę ten kurs mile wspominał, bo miałem fajną załogę i super instruktora.
    Egzamin też, ukłon w stronę egzaminatora - też wandrusiarza - który sprawdził
    wszystko w klimacie spokojnego rejsu i jeszcze parę dobrych rad na dalszą drogę
    życia dorzucił. Natomiast za sprzęt, za bałagan, za urządzenie kursu na odwal
    się firmie Wandrus już dziękujemy.
  • amazon500 17.10.06, 00:17
    Hej, tu świeżo upieczony (w niedzielę 15.10) żeglarz jachtowy po kursie w Wandrusie.
    Załogę miałam bardzo sympatyczną, instruktora też, z tym że po dwóch spotkaniach
    z nim na wodzie zabrano nam go, bo był potrzebny do kursu motorowodnego. Zamiast
    niego przysłano gościa, który rano chyba leczył klinem poimprezkowego kaca, bo
    ziało od niego wódą na kilometr. Pływalim z nim pół dnia, robilim zwroty: "Czy
    mogę zrobić zwrot przez sztag?" - "Jak chcesz, to rób, ty tu dowodzisz". Gościu
    zamiast uważać na to, co robimy, opowiadał historyjki ze swego wilczomorskiego
    żywota i śmiał się nie wiadomo z czego. Na nasze wielkie szczęście w przerwie
    KWŻ się zorientowała, że jest "niedysponowany" i wysłała go do domu. Na drugie
    pół dnia rozdzielili naszą załogę na inne jachty, trafiłam na łódkę do KWŻ
    (wspaniała instruktorka, fachowiec jakich mało!). W kolejny weekend przyznano
    nam nowego instruktora, 21-letniego chłopaka, również super fachowca, który lubi
    i umie uczyć. Pływaliśmy z nim dwa dni, po czym powrócił do nas nasz pierwszy
    instruktor.
    Przez dwa dni nie było wiatru, więc pół naszej załogi uczyła się węzłów, ja się
    dosiadłam na jacht z silnikiem, żeby się z nim choć trochę zapoznać.
    Musiałam sobie wziąć dwie dodatkowe lekcje w tygodniu, umówiłam się z KWŻ (tu
    jeszcze raz Ją pochwalę: the beściara!!!Wszystko, czego się zdołałam na tym
    kursie nauczyć, zawdzięczam Jej). No i przedwczoraj egzamin i... adios muczaczos
    do wiosny.
    Teraz sprzęt: na naszym jachcie - zepsuty rolfok, odpruty kawał tylnego liku
    grota (instruktor w jakąś niedzielę po pływaniu dał go do zszycia, ale bosman
    chyba o nim zapomniał, bo w kolejną sobotę biedny grot nadal był rozpruty),
    złamany bosak (długości jednego metra), koło ratunkowe pęknięte w 4 miejscach,
    nieszczelny kadłub (woda z zęzy wdzierała się do kabiny). Dwa silniki, z czego
    jeden ciągle gasnący na małych obrotach, aż w końcu się wykrzaczył dokumentnie.
    Ale co tam, zdane, teraz tylko podoszkalać się pod okiem KWŻ, co by nie
    zmarnować tego, co się udało przyswoić i rozwijać to.
  • tomjani 17.10.06, 08:57
    amazon500 napisała:

    > No i przedwczoraj egzamin i... adios muczaczos do wiosny.

    Dlaczego aż do wiosny? Dla mnie sezon jeszcze trwa: wcoraj wróciłem z
    przesympatycznej imprezy: Spotkania Internetowych Żeglarzy w Pucku, przy okazji
    której odbyłem dwa rejsy po Zatoce Gdańskiej, a póki zima nie nadejdzie,
    zaprzestać żeglowania nie zamierzam. Nawet jeśli będzie już za chłodno na
    weekendowy wypad na Zegrze, pozostaną przecież żeglarskie popołudnia na Wiśle!
    Byle tylko zawiało z północy lub zachodu...
    --
    Pozdrawiam i gratuluję
    Tomek Janiszewski
  • a_weasley 17.10.06, 11:32
    tomjani napisał:

    > amazon500 napisała:
    >
    > > No i przedwczoraj egzamin i... adios muczaczos do wiosny.
    >
    > Dlaczego aż do wiosny?

    Z dwóch powodów. Po pierwsze nie każdy jest takim twardzielem jak mój znakomity
    przedmówca, po wtóre zaś na razie jakeśmy byli bezpatenciami, tak jesteśmy. Nie
    mamy patentów, tylko świstki od komisji. Patenty dostaniemy w grudniu. Może.

    Dla mnie sezon jeszcze trwa: wcoraj wróciłem z
    > przesympatycznej imprezy: Spotkania Internetowych Żeglarzy w Pucku, przy okazji
    >
    > której odbyłem dwa rejsy po Zatoce Gdańskiej, a póki zima nie nadejdzie,
    > zaprzestać żeglowania nie zamierzam. Nawet jeśli będzie już za chłodno na
    > weekendowy wypad na Zegrze, pozostaną przecież żeglarskie popołudnia na Wiśle!
    > Byle tylko zawiało z północy lub zachodu...


    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • calluna13 17.10.06, 16:51
    Może dlatego, że jest zamęt z patentami i nie wiadomo kiedy je zobaczymy?
    Mnie w siedzibie WOZŻ powiedziano, że może będą w listopadzie, może w styczniu.

    A na egzaminie mogliśmy dostać tylko zaświadczenia, które niektórzy honorują,
    inni nie. Niestety też nie dla wszystkich zaświadczeń starczyło. Ale to się
    zdarza w dobie papierologii intensywnej.



    Co do samego Wandrusa. O rany...

    Stwierdzenie a_weasleya o pożaże w domu negocjowanego afektu to strzelisty
    eufemizm... Niestety.

    Faktycznie - instruktor SUPER!. Co prawda trzeci z rzędu, ale za to jak nam
    obiecał, że koniec rotacji to słowa dotrzymał.
    Regulaminowo kurs NIE zrealizowany. Godzin wypływanych sporo mniej niż 50.
    Wykłady 3 - 4 ZAWSZE kosztem pływania. Owszem, na dworze. Wandrus miał szczęście
    - było ładnie. A co gdyby padało?
    Przystań niczego sobie - ładna, zielona, kibel zadbany, ciepła woda pod
    prysznicem - ale daleeeeeeeko... Bardzo. Lokal spożywczy zapewnia jedzenie
    losowe - albo się strujesz albo nie. Pani za barem - wspomnienie starych barów
    mlecznych... Herbatę robi niezłą. Ale płaci się za nią tyle co w schornisku
    niedaleko Morskiego Oka...
    Jabłka na grobli pyszne, wędkarze zabawni, zwłaszcza jak rozmawiali w nocy i
    średnio dawali spać (wybrałam nocleg w namiocie ze względu na stan łódek i moje
    stawy). Nocleg na łódkach za free, podtrucie się oparami farby - gratis.
    To co mnie zabijało - kompletny brak organizacji. KWŻtkę nam zabrali (opływanym)
    przydzielając nikogo. Potem KWŻ, miły facet, ale nadal organizacyjnie staliśmy.
    Kompletnie.
    Słowem - Wandrusa jak ognia unikać! Zdecydowanie, dla własnego zdrowia, przede
    wszystkim psychicznego.
  • amazon500 17.10.06, 18:40
    Właśnie, właśnie, z tymi patentami... mnie powiedziano: "może w grudniu, może w
    styczniu". Świstki - wiem na pewno, że policja wodna ich nie uznaje, bo do nich
    dzwoniłam, co by się pytnąć.
    Wprawdzie kondycja przystani, tak jak zauważył a_weasley, to nie wina Wandrusa,
    ale pozwólcie, że i ja się o tym wypowiem - w niedzielę zdawałam część egz. z
    węzłów w barze "Źródełko" w straszliwych tłustych oparach, wystarczyło tam
    posiedzieć te 15 min. (węzły, przekazanie haraczu za patent i wypisanie
    kwitaska), żeby wszystkie ciuchy i włosy złapały ów zapaszek. W dodatku w dniu
    egz. zarwał się pomost E pod ciężarem tabunu kandydatów do maglowania pod
    żaglami. Ale to się akurat może zdarzyć wszędzie. Kibelek bez zarzutu, dzielni
    wędkarze z anielską cierpliwością, łowili przez cały kurs całą dobę i pewnie
    łowią dalej.
    Tomjani, z tą wiosną to jeszcze jest tak, że teraz jest dla mnie nieco za zimno
    na żagle... jestem potwornym zmarźluchem... i dziękuję za gratulacje :) Pozdrawiam!
  • calluna13 17.10.06, 23:39
    Ech! Ten walący się pomost to po prostu wyczyn sezonu! I egzaminator Krzysiek,
    który wyszedł z łódki zaraz po jej przestawieniu dalej (żeby pomost nie wciągnął
    jej pod wodę) ze ździwieniem pytając czemu tak stoimy... O, pomost utonął... ;)
    Hihi...

    Węzełki zaliczać miałam przyjemność wcześniej - kiedy p.M.O. siedziała sobie na
    tyłach baru. Było o wiele przyjemniej niż potem, wewnątrz, razem ze świstkami.


    To, że policja wodna ich nie uznaje (zaświadczeń) to ważna informacja. Kłaniam
    się w pas Amazon za nią. :)

    Pozostaje wypić teraz w jakiejś miłej knajpce za nasz sukces i brak dalszej
    współpracy z firmą Wandrus. :D
  • amazon500 17.10.06, 23:57
    Hej, Calluna, czyżbyś i Ty zdawała w tę pamiętną niedzielę 15.X?
    Jeśli łazi o info o policji wodnej, to nie ma za co :) nie wiem jak teraz, bo o
    honorowanie świstków pytałam jakoś w sierpniu. Ale sądzę, że sytuacja się nie
    zmieniła. Co ciekawe, wówczas PZŻ twierdził, że patenty mają się pojawić na
    początku września...
    I nie mam nic przeciwko piwku w jakiejś szanciarni... ;)
  • pawelp261 30.01.07, 20:48
    Ja tam również byłem uczestnikiem tego kursu weekendowego. I jestem zadowolony.
    W ogóle nie bardzo rozumiem czego się czepiacie. Przystań jak przystań, może nie
    jest to nic super. Ale znajomy był na kursie obok, w MOS-ie czy AZS-sie.
    Opowiadał jak odchodzili od kei. Jak przywiało, to wyrzucało ich na brzeg, i
    dwie godziny zajęć to była próba odbicia... Albo koniec zajęć... A my mogliśmy
    bezpiecznie manewrować, a w ostateczności nawet pokręcić się po samej zatoczce,
    jakby zbyt ostro wiało... W końcu nie przyjeżdża się na kurs siedzieć na
    przystani tylko pływać na wodzie...

    Przede wszystkim powiem, co mi się bardzo podobało. To, że 90% zajęć odbywało
    się na jachtach kabinowych. Owszem, są to starsze typy venus i mak 707... Nie są
    w super stanie, ale bez przesady. Zresztą Wandrus ma zdaje się ofertę pływania
    na Sasankach czy Tangach z dopłatą 200 zł ale tak chciała pływać zdaje się tylko
    jedna załoga. Ale w innych firmach na kursach weekendowych masz zajęcia 50% albo
    więcej na omegach i trochę na kabinówkach. Wiem bo sprawdzałem. A dzisiaj jednak
    mało kto omegą pływa, ja się chcę uczyć na kabinówce, bo taką będę pływał...

    Przy okazji pozdrowienia dla kadry. Naprawdę w większości świetni ludzie.
    Bogdan, Wiktor, Gosia, Witek, Kaja (chyba nie mylę), Ania... Szczególnie polecam
    , jak komuś słabiej idzie i w ogóle czuje się niekumaty, pływanie z KWŻ-ką panią
    Małgorzatą Cichocką. Jest niesamowicie cierpliwa i potrafi super wytłumaczyć...
    calluna13 napisała:
    > Pozostaje wypić teraz w jakiejś miłej knajpce za nasz sukces i brak dalszej
    > współpracy z firmą Wandrus. :D

    Ja tam wypiję za dalsze pływanie z nimi. Oprócz kursu weekendowego byłem jeszcze
    wcześniej na rejsie morskim i też dobrze wspominam. I pewnie wybiorę się jeszcze
    nie raz. Pewnie, nic nie jest idealne, ale są na pewno godni polecenia.
    www.wandrus.com.pl
    > Ech! Ten walący się pomost to po prostu wyczyn sezonu! I egzaminator Krzysiek,
    > który wyszedł z łódki zaraz po jej przestawieniu dalej (żeby pomost nie wciągnął
    > jej pod wodę)

    To chyba jasne że jak na pływającym pomoście stoi pięć załóg to ma prawo
    tonąć... Chyba naprawdę masz mało doświadczenia że wypisujesz takie bzdety...
    Pozdrowienia, Paweł Paterek
  • tomjani 18.10.06, 10:37
    amazon500 napisała:

    > Właśnie, właśnie, z tymi patentami... mnie powiedziano: "może w grudniu, może
    > w styczniu".

    Ech :-((( Chciałbym Was jakoś pociezyć z tymi patentami, ale...
    PZŻ to przestępcza struktura (pomijając pion sportowy, który robi dokładnie to
    do czego został powołany, reszta to zwykłe leśne dziadki które nie mają już
    innego pomysłu na żeglarstwo jak zbijanie kasy na patentach i rejestracjach).
    Te leśne dziadki wspierane przez prezia Kaczmarka zdążyły w ubiegłej kadencji
    sejmu załatwić sobie dostęp do koryta, a obecne władze pochłonięte wojną na
    górze jakoś nie mają czasu zrealizować tego co obiecały gdy były w opozycji; co
    gorsze minister jest głupi jak but i pokornie podpisuje projekty rozporządzeń
    jakie mu z PZŻ-tu podsuną. Podobno jednak dotarło już do jego podwładnych że to
    co się obecnie dzieje kompromituje nasz kraj, i coś zaczyna się ruszać.
    Niebawem spodziewana jest nowelizacja ustawy o KF; może przy tej okazji dasie
    przesunąć bezpatentowy (i bezrejestracyjny) limit na śródlądziu z 5 do 7,5m
    długości kadłuba, tak jak tego zresztą chciał Senat ub. kadencji (niestety
    oparta na kłamstwach kampania sejmowych towarzyszy z PZŻ, w szczególności
    niejakiego Jakuba Derech-Krzyckiego zrobiła swoje :-((( ). Taka zmiana
    przepisów pozwoliłaby od przyszłego sezonu pływać bez patentów już na całkiem
    przyzwoitych jachtach; tylko na te największe koromysła: Sportina 760,
    Tango780F, Janmor 28, TES32D, Twister 36 byłby wymagany patent. W dalszej
    kolejności posłowie zajęliby się opracowaniem zupełnie nowej ustawy o
    żeglarstwie, biorącej pod uwagę społeczny projekt, który zbliżyłby polskie
    prawo do prawa obowiązującego w krajach demokratycznych, jak Wlk. Brytania czt
    Szwecja. A PZŻ w obecnym kształcie wraz z podtrzymującymi go "biznesmenami"
    okołożeglarskimi trafiłby na śmietnik historii.

    > Świstki - wiem na pewno, że policja wodna ich nie uznaje, bo do
    > nich dzwoniłam, co by się pytnąć.

    Tu jest pole do popisu dla Stowarzyszenia Żeglarskiego "Samoster": już przed
    ub. sezonem zorganizowaliśmy spotkanie z W-ce Komendantem Komisariatu Policji
    Rzecznej, uzyskując oficjalne zapewnienie że dla prowadzenia żaglówki z
    silnikiem pomocniczym > 5kW niepotrzebny jest patent motorowodny, wystarczy
    patent żeglarski. Znów planujemy takie spotkanie: tym razem poruszymy sprawę
    patentów które miały być a ich nie ma, zaproponujemy w tej sytuacji uznawanie
    zaświadczeń. Przy okazji poruszę też sprawę absurdalnych przeglądów
    technicznych, których Policja wymaga, biorąc tym samym na siebie rolę policji
    skarbowej PZŻ. Prawo wprawdzie ją do tego zobowiązuje - ale przyda się w tej
    sytuacji zapewnienie że posiadacze żaglówek na wędkarskich numerach (jak
    mój "Orion") będą mogli być spokojni, skoro litera prawa przeglądów w takim
    wypadku nie wymaga. O rezultatach "Samoster" na pewno poinformuje.

    > Wprawdzie kondycja przystani, tak jak zauważył a_weasley, to nie wina
    > Wandrusa,

    Hmm, a która to właściwie przystań? Czy może AZS? Oni mają u mnie przechalpane -
    za zlikwidowanie AKŻ, i zniszczenie poprzez rabunkową eksploatację
    przechwyconych jachtów. Elementarne poczucie przyzwoitości nakazywałoby nie
    korzystać z ich usług; co zresztą za przyjemność pływać na tak zdezolowanym
    sprzecie, gdzie w każdej chwili wszystko może się zepsuć?

    > Tomjani, z tą wiosną to jeszcze jest tak, że teraz jest dla mnie nieco za
    > zimno na żagle... jestem potwornym zmarźluchem...

    Teraz jest zimno: ostre arktyczne powietrze, brak wiatru :-((( Ale jeśli
    cyrkulacja zmieni się na zachodnią, nie tylko pojawi się sprzyjający wiatr, ale
    i ociepli się nieco, będzie jak w lesie podczas jesiennego grzybobrania :-))
    Nie musi być cały czas tak nieprzyjemnie!
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • a_weasley 18.10.06, 15:44
    Ja akurat jestem i zawsze byłem propatentowy, ale to nie ten wątek. Zauważę
    tylko, że policja to sobie może. Nie przyjmuję mandatu, sprawa idzie do sądu
    grodzkiego i sąd mi od kopa przyzna rację.

    tomjani napisał:

    > > Wprawdzie kondycja przystani, tak jak zauważył a_weasley, to nie wina
    > > Wandrusa,

    > Hmm, a która to właściwie przystań? Czy może AZS?

    WTW, zaraz przy moście w Zegrzu po południowej stronie.

    --
    Mądry głupiemu ustępuje i dlatego ten świat tak wygląda.
  • tomjani 19.10.06, 10:17
    a_weasley napisał:

    > Ja akurat jestem i zawsze byłem propatentowy

    Ja również byłem - jeszcze w 2002 roku ;-P

    > Zauważę tylko, że policja to sobie może. Nie przyjmuję mandatu, sprawa idzie
    > do sądu grodzkiego i sąd mi od kopa przyzna rację.

    Otóż to: stosowny przepisz zastrzega, że przepisy rejestracyjne jachtów
    używanych _wyłącznie_ do uprawiania sportu lub rekreacji (w PZŻ, z przeglądami)
    nie dotyczą statków używanych do amatorskiego połowu ryb, których rejestrację
    (w Starostwach Powiatowych, bez przeglądów) regulują odrębne przepisy. W tych
    przepisach jest ograniczenie na wielkość jednostki (długość razy szerokość nie
    może przekroczyć 20mkw) i moc silnika (20kW) nie ma natomiast nic na temat
    ograniczeń co do napędu żaglowego. Skoro więc jest dozwolone, nie jest
    zabronione. Co więcej, nie istnieją przepisy nakładające na sternika łodzi na
    wędkarskich numerach jakikolwiek obowiązek patentowy (motorowodny jeśli moc
    silnika przekracza 5kW lub żeglarski jeśli długośc kadłuba przekracza 5m). Mimo
    to zegrzyńska policja wymaga patentów motorowodnych od sterników łodzi
    wędkarskich z silnikiem powyżej 5kW, a że czyni to bez należytych podstaw to
    inna sprawa. Widać wszyscy zmotoryzowani wędkarze mieli dotąd patenty skoro
    nikt nie zaprotestował. Patent żeglarski posiadam, więc oczywiście mogę "dla
    świętego spokoju" wozić go z sobą, jednak jeśli policja przez analogię zechce
    egzekwować "ducha prawa" (tzn. wymagać przeglądu od _każdej_ łodzi żaglowej
    powyżej 5m długości bez względu na to gdzie jest zarejestrowana) to mogą być
    kłopoty, np przerwanie rejsu na Mazury już na Zegrzu, z odholowaniem jachtu na
    policyjną przystań do czasu wyroku sądowego lub przeprowadzenia przeglądu. A
    że "dla świętego spokoju" nie zamierzam poddać się rygorowi rejestracji jachtu
    w PZŻ, łożąc tym samym na tą pasożytniczą strukturę - lepiej będzie wyjaśnić
    problem w zarodku.

    > WTW, zaraz przy moście w Zegrzu po południowej stronie.

    Czyli popularne "Kruszywo". Aż tak na psy zeszli? Dawno z niej nie korzystałem;
    opłaty postojowe nad Zegrzem to w ogóle nie na moją kieszeń. Jak to dobrze że
    jest jeszcze Wisła w Warszawie...
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • corka_rybaka 31.10.06, 21:30
    Kochany jaki ty jestes teraz mądry z przepisów, może dlatego, że jestes owym
    Intruktorem i masz obiecane,dostać patent jeszcze w tym miesiącu.
    Madzia z kursowej ławki
  • tomjani 02.11.06, 08:35
    corka_rybaka napisała:

    > Kochany jaki ty jestes teraz mądry z przepisów, może dlatego, że jestes owym
    > Intruktorem i masz obiecane,dostać patent jeszcze w tym miesiącu.

    Miło że się tak do mnie zwracasz :O) ale na pewno nie jestem instruktorem. Z
    przepisów jestem taki "mądry" ponieważ walczę o ich zmianę jako że krępują one
    amatorów żeglarstwa jak za czasów komuny. A żeby skutecznie walczyć z wrogiem,
    trzeba go najpierw dobrze rozpoznać.

    > Madzia z kursowej ławki

    I nawet Ciebie w ogóle nie znam. I nie bardzo rozumiem o jaki patent Ci chodzi:
    sternika mam już od 1997r, zresztą nie mając takiego patentu nie mógłbym być
    instruktorem. Co masz więc na myśli Madziu?
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • amazon500 06.01.07, 22:26
    Ktoś tu wcześniej napisał parę zdań o długiej zasyfionej grobli i dalekiej
    drodze do kibli, że można było postawić toi-toi'e... Fakt, że do kibli blisko
    nie było, ale za to były czyste i zadbane. Te toi-toi'e chyba nie za bardzo jest
    tam gdzie postawić, żeby były "pod ręką", ponadto tego typu toalety osobiście
    wolę omijać szerokim łukiem, bo gdziekolwiek nie trafiłam do toi-toi'a, tam
    zawsze był syf z malarią.
    Sama przystań ma jedną główną zaletę. Dzięki temu, że miejsce jest osłonięte, a
    odstępy między pomostami duże, podchodzenie do nich jest wygodne i bezpieczne.
    Jachty sobie tam bezpiecznie stoją i nie rzuca nimi wściekła fala. Być może cel,
    jaki mieli twórcy tej przystani - kształt zatoki - pociągnął za sobą niemożność
    zastosowania innego rozwiązania niż owa długa grobla. A czy zasyfiona... ja
    takiego wrażenia nie odniosłam.
    Wiadomo, jak to w życiu - wszystko ma swoje "zady i walety". Również Wandrus.
    Dlatego teraz będzie coś pozytywnego: bardzo sobie chwaliłam podczas kursu
    możliwość skorzystania w tygodniu z "jazd doszkalających", na które Wandrus
    bezpłatnie udostępniał jachty, a płaciło się tylko za instruktora (stówkę od
    załogi za cały dzień). Dzięki temu mogłam sobie wybrać, z którym instruktorem
    chcę pływać (wybrałam oczywiście KWŻ, a jakże :)), pływaliśmy cały dzień dopóki
    żagle widać, całe jezioro dla nas... bajka :) Te 2 dni dały mi bardzo wiele i
    wykonałam spory krok do przodu.
  • pawelp261 30.01.07, 20:51
    Ja tam również byłem uczestnikiem tego kursu weekendowego. I jestem zadowolony.
    W ogóle nie bardzo rozumiem czego się czepiacie. Przystań jak przystań, może nie
    jest to nic super. Ale znajomy był na kursie obok, w MOS-ie czy AZS-sie.
    Opowiadał jak odchodzili od kei. Jak przywiało, to wyrzucało ich na brzeg, i
    dwie godziny zajęć to była próba odbicia... Albo koniec zajęć... A my mogliśmy
    bezpiecznie manewrować, a w ostateczności nawet pokręcić się po samej zatoczce,
    jakby zbyt ostro wiało... W końcu nie przyjeżdża się na kurs siedzieć na
    przystani tylko pływać na wodzie...

    Przede wszystkim powiem, co mi się bardzo podobało. To, że 90% zajęć odbywało
    się na jachtach kabinowych. Owszem, są to starsze typy venus i mak 707... Nie są
    w super stanie, ale bez przesady. Zresztą Wandrus ma zdaje się ofertę pływania
    na Sasankach czy Tangach z dopłatą 200 zł ale tak chciała pływać zdaje się tylko
    jedna załoga. Ale w innych firmach na kursach weekendowych masz zajęcia 50% albo
    więcej na omegach i trochę na kabinówkach. Wiem bo sprawdzałem. A dzisiaj jednak
    mało kto omegą pływa, ja się chcę uczyć na kabinówce, bo taką będę pływał...

    Przy okazji pozdrowienia dla kadry. Naprawdę w większości świetni ludzie.
    Bogdan, Wiktor, Gosia, Witek, Kaja (chyba nie mylę), Ania... Szczególnie polecam
    , jak komuś słabiej idzie i w ogóle czuje się niekumaty, pływanie z KWŻ-ką panią
    Małgorzatą Cichocką. Jest niesamowicie cierpliwa i potrafi super wytłumaczyć...

    calluna13 napisała:
    > Pozostaje wypić teraz w jakiejś miłej knajpce za nasz sukces i brak dalszej
    > współpracy z firmą Wandrus. :D

    Ja tam wypiję za dalsze pływanie z nimi. Oprócz kursu weekendowego byłem jeszcze
    wcześniej na rejsie morskim i też dobrze wspominam. I pewnie wybiorę się jeszcze
    nie raz. Pewnie, nic nie jest idealne, ale są na pewno godni polecenia.
    www.wandrus.com.pl

    > Ech! Ten walący się pomost to po prostu wyczyn sezonu! I egzaminator Krzysiek,
    > który wyszedł z łódki zaraz po jej przestawieniu dalej (żeby pomost nie wciągnął
    > jej pod wodę)

    To chyba jasne że jak na pływającym pomoście stoi pięć załóg to ma prawo
    tonąć... Chyba naprawdę masz mało doświadczenia że wypisujesz takie bzdety...
    Pozdrowienia, Paweł Paterek
  • a_weasley 31.01.07, 01:03
    pawelp261 napisał:

    > Ja tam również byłem uczestnikiem tego kursu weekendowego. I jestem zadowolony.
    > W ogóle nie bardzo rozumiem czego się czepiacie.

    Może przeczytaj?

    > Przystań jak przystań, może nie jest to nic super.

    Widziałem kilka przystani i ta jest nawet super hyper. W konkurencji "największy
    syf i brud".

    > Przede wszystkim powiem, co mi się bardzo podobało. To, że 90% zajęć odbywało
    > się na jachtach kabinowych.

    Doprawdy jestem pod wrażeniem.Obiecywali kabinowe i rzeczywiście były kabinowe.
    Kapelusze z głów.

    > Owszem, są to starsze typy venus i mak 707... Nie są
    > w super stanie, ale bez przesady.

    Bez. Kwestionujesz coś z tego, co powiedziałem o rzęchu, na którym mi przyszło
    pływać?

    > To chyba jasne że jak na pływającym pomoście stoi pięć załóg to ma prawo
    > tonąć... Chyba naprawdę masz mało doświadczenia że wypisujesz takie bzdety...

    To chyba jasne, że jak pomost ma dziurawe pływaki to nabiera wody.

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie amrowie
  • pawelp261 31.01.07, 21:18
    No cóż, ja podsumowuję kurs jako całość. I jako taki z mojego punktu widzenia
    wyglądał pozytywnie. Jak było coś nie tak to trzeba było to zgłosić
    organizatorowi. Co do przystani to stoi tam kilkaset jachtów i więc chyba
    armatorzy są zadowoleni. Moim zdaniem świadczy to pozytywnie na korzyść samej
    przystani
    Co do twoich uwag to o ile pamiętam to na spotkaniu organizacyjnym był podany
    nr telefonu aby zawiadamiać, jeśli coś jest nie tak. Pewnie, że to organizator
    jest od tego żeby wszystko sprawdzać, ale przecież nie wejdzie co weekend na
    wszystkie jachty? Ja pamiętam kiedyś kurs motorowodny w innej firmie. Były
    problemy z silnikiem, kadra nic nie mogła poradzić. Jak tylko zawiadomiłem
    bezpośrednio organizatora wszystko zostało migiem załatwione.
    Pozdrowienia, Paweł
  • minerwamcg 01.02.07, 17:33
    Pojawił się użytkownik, którego tu wcześniej nie było, zarejestrował się
    specjalnie żeby bronić Wandrusa, i broni. W tonie pracownika odpowiadającego na
    reklamację. Przy okazji podając link do strony firmowej (ciekawe, czy ceny są
    już prawdziwe, czy dalej dla przynęty zaniżone o stówę w stosunku do tego, czego
    firma żąda w swojej siedzibie).
    Nawet krytycznych notek nie czyta, boby nie napisał:

    > Jak było coś nie tak to trzeba było to zgłosić organizatorowi.

    podczas gdy wyraźnie pisałem, żem usterki zgłaszał, niektóre parokrotnie, i nic
    z tego nie wynikło.

    > Co do przystani to stoi tam kilkaset jachtów i więc chyba
    > armatorzy są zadowoleni. Moim zdaniem świadczy to pozytywnie na korzyść samej
    > przystani

    Nie wiem, czy są zadowoleni, i, szczerze mówiąc, niewiele mnie to obchodzi.
    Napisałem, że był syf, bo rzeczywiście był syf.

    > Co do twoich uwag to o ile pamiętam to na spotkaniu organizacyjnym był podany
    > nr telefonu aby zawiadamiać, jeśli coś jest nie tak.

    Usterki, jakem wspominał, zgłaszałem. Poza tym zaś zgłaszał instruktor. Na
    przykład upominał się o te cholerne manewry na silniku. Bez skutku. Podobnie jak
    zgłaszanie, i to wielokrotne, braków w wyposażeniu nie pomagało.
    To po pierwsze.
    Po drugie, przypominam nieśmiało, Wandrus prowadzi działalność gospodarczą. Nie
    robi łaski, tylko świadczy usługi. Klient płaci i powinien otrzymać to, za co
    zapłacił. A płaci za to, żeby wszystko, co się należy, było samo z siebie. Nie
    po serii energicznych interwencji.
    Że co? Że tanio? Gdyby było drożej, byłbym poszedł do konkurencji...

    > Pewnie, że to organizator jest od tego żeby wszystko sprawdzać, ale
    > przecież nie wejdzie co weekend na wszystkie jachty?

    A dlaczego nie, przepraszam bardzo? Mnie zresztą, może to kogoś zdziwi, nie
    interesuje, czy on wchodzi, czy fruwa, czy sprawdza osobiście, czy zatrudnia
    kogoś w tym celu, czy bada telepatycznie, czy ktoś usterki poprawia czy nie. Co
    ja mam zgłaszać? Pracownik firmy, mianowicie instruktor, pływał na tej łajbie
    cały weekend i doskonale wie, czego brakuje. Jeżeli w następny weekend ja
    przyjeżdżam i stwierdzam, że dalej brakuje, to znaczy, że przez pięć dni
    roboczych firma nie pofatygowała się tego naprawić.

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie amrowie
  • a_weasley 01.02.07, 17:35
  • pawelp261 05.02.07, 21:26
    Wiesz śmieszny jesteś. Na tej zasadzie w innym wątku wypowiadasz się pozytywnie
    nt innej firmy, Akademia Nautica, jednocześnie twierdząc że nawet nie byłeś tam
    na kursie. Jeśli mierzyć Twoją miarą, to w takim razie jesteś pracownikiem
    Akademii??? Prawda jak to niemiło słyszeć takie absurdalne zarzuty?
    Ale wystarczy mi zwykłe przepraszam.
    Pozdrowienia, Paweł.

    Przy okazji tak mi się zauważyło, jak wszedłem na kilka stron firm
    czarterowych, bo właśnie się przymierzam do pierwszego samodzielnego rejsiku w
    wakacje, że wszystkie fora są pokasowane. W jednej z firm wyjaśnili mi, że
    wchodzili na nie ukryci ludzie konkurencji i wypisywali negatywne posty...
    Ciekawe... Przy okazji może ktoś mi podpowie. Co lepsze na taki pierwszy
    samodzielny czarter Tes 660 czy Sasanka 660?

    PS
    Aż mnie korci żeby puścić meila do Wandrusa z linkiem do tej dyskusji, niech
    się ktoś od nich wypowie.
    PPaterek
  • pawelp261 05.02.07, 21:31
    Aha, jeszcze dopiero teraz zauważyłem Twoją uwagę pośrodku dyskusji że kleję
    dwa razy posty... Dwa razy, bo nie pod tym postem chciałem odpowiedzieć a nie
    można tego niestety wykasować.
    P.Pat.
  • a_weasley 06.02.07, 19:36
    pawelp261 napisał:

    > Aha, jeszcze dopiero teraz zauważyłem Twoją uwagę pośrodku dyskusji że kleję
    > dwa razy posty... Dwa razy, bo nie pod tym postem chciałem odpowiedzieć a nie
    > można tego niestety wykasować.
    > P.Pat.

    Ten ból i ja znam i trag mnie szlafia. Jeżeli są jakieś racje przemawiające za
    tym, żeby nie można było kasować własnoręcznie, to czy nie można by tego
    umożliwić modom albo adminom (na życzenie autora notki)?

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie amrowie
  • a_weasley 06.02.07, 19:51
    pawelp261 napisał:

    > wypowiadasz się pozytywnie nt innej firmy, Akademia Nautica,
    > jednocześnie twierdząc że nawet nie byłeś tam na kursie. Jeśli mierzyć
    > Twoją miarą, to w takim razie jesteś pracownikiem
    > Akademii??? Prawda jak to niemiło słyszeć takie absurdalne zarzuty?
    > Ale wystarczy mi zwykłe przepraszam.

    Jeżeli w istocie nie jesteś pracownikiem Wandrusa, tylko nie zainteresowanym
    absolwentem kursu tamże, i w ogóle nie masz żadnego interesu w tym, jaką prasę
    będzie miał Wandrus, to oczywiście przepraszam za niesłuszne posądzenie.
    Aczkolwiek potraktuj to w tym przypadku jako nauczkę, że język
    urzędniczo-konferencyjny wystawia Cię na takie podejrzenia.
    Jeśli zaś jesteś osobiście zainteresowany, to wolałbym, byś wniosków nie wyciągnął.
    Zwracam w każdym razie uwagę, że ja nie pisałem, jakoby Academia Nautica była
    firmą dobrą i/lub lepszą od Wandrusa. Pisałem jeno, że z tego, co widziałem z
    boku, ich łajby zdają mi się dobrze utrzymanymi:

    > Jeśli wszystko tam wygląda jak utrzymanie łodzi, to firma jest godna zaufania.

    A czy kto chce wedle tego osądząć firmę, czy nie, jego rzecz. Dla mnie to o
    czymś świadczy, dla kogoś nie musi.

    > Przy okazji tak mi się zauważyło, jak wszedłem na kilka stron firm
    > czarterowych, bo właśnie się przymierzam do pierwszego samodzielnego rejsiku w
    > wakacje, że wszystkie fora są pokasowane.

    Ja z kolei pochodziłem po tym, co mi wyrzuca Google, i wyskakiwały np. strony z
    ostatnim aktualnym cennikiem na 2004. Tyz piknie :-(

    > W jednej z firm wyjaśnili mi, że
    > wchodzili na nie ukryci ludzie konkurencji i wypisywali negatywne posty...

    A to by mnie wcale nie zdziwiło. Tak samo na Twoim miejscu nie zdziwiłbym się,
    gdybym się ja okazał takim ukrytym ludziem. Szczęściem Macieq już chyba wie, com
    za jeden, a jak pomyśli, to i Callunę rozpracuje.

    > Ciekawe... Przy okazji może ktoś mi podpowie. Co lepsze na taki pierwszy
    > samodzielny czarter Tes 660 czy Sasanka 660?

    Gdybym był trzeźwy, uznałbym to za retoryczną podpuchę, ale mam we krwi dwa
    strongi, więc odpowiem.
    Onego czasu pływaliśmy Tesem 660 samoczwart pod kierownictwem żeglarza, który od
    uzyskania patentu 6 lat przedtem nie pływał wcale, dwie osoby nieopływane, a i
    ja niespecjalnie, wiatr do piątki i nie zabiliśmy się, wrąbaliśmy masztem w most
    przy Sztynorcie i nic się masztowi nie stało, więc chyba jest, jak mówią nasi od
    niedawna sojusznicy, idiotenfest.
    A o Sasance 660 nic nie wiem.
    Tes nam dojadł, ale z innego powodu, nisko i klop ciasny, a ten, cośmy mieli, po
    rozłożeniu na 4 osoby w ogóle uniemożliwiał dostęp do pomieszczenia, które nasi
    starsi bracia w wierze zwą Domem Krzesła.

    > Aż mnie korci żeby puścić meila do Wandrusa z linkiem do tej dyskusji, niech
    > się ktoś od nich wypowie.

    A proszę Cię bardzo, w końcu szanująca się firma powinna się interesować tym,
    jak ich widzą.

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie amrowie
  • ryszard_pryszcz 08.02.07, 19:07
    a_weasley napisał:

    > > Aż mnie korci żeby puścić meila do Wandrusa z linkiem do tej dyskusji, ni
    > ech
    > > się ktoś od nich wypowie.
    >
    > A proszę Cię bardzo, w końcu szanująca się firma powinna się interesować tym,
    > jak ich widzą.
    >
    Nie trzeba. Wiedzą o istnieniu tego wątku i się interesują.
  • jlopez 09.02.07, 11:28
    Byłem na weekendowym na zegrzu. Oszuści. Wielkie ogłoszenie przy przystani WTW,
    że koszt to 400 zł, to samo w internecie, a przy płaceniu dowiadujesz się, że
    masz zapłacić 500 zł. Jeżeli KWŻ Ci powie, że pływacie od 9 do 18 z godzinną
    przerwą w ciągu dnia - nie wierz. Instruktor o 17 będzie się bardzo spieszył do
    domu. A propos instruktorów - duża rotacja. Miło by było gdyby prowadził Cię
    cały czas jeden, który wie jakie błędy popełniasz i na co należy położyć nacisk.
    Nasza załoga miała do czynienia z pięcioma instruktorami w ciagu pięciu
    weekendów. ODRADZAM.
  • amazon500 10.02.07, 14:25
    jlopez napisał:
    >A propos instruktorów - duża rotacja. Miło by było gdyby prowadził Cię
    > cały czas jeden, który wie jakie błędy popełniasz i na co należy położyć nacisk.

    Otóż to. Jestem zażartym przeciwnikiem zmieniania instruktorów - to tak jakby
    zmienić nauczyciela polskiego tuż przed maturą.
  • zmichalg1 09.02.07, 14:26
    O ile wiem, to "Wandrus" = "Piotr Salecki".
    Opowiem coś, co miało miejsce lat temu prawie 12.
    Wrzesień 1995, Zegrze, port WAT.
    Autor niniejszego posta jest w trakcie robienia papierów instruktorskich na
    kursie tamże. Wykład z organizacji szkolenia żeglarskiego prowadzi ówczesny
    prezes WOZŻ - Jurek Durejko.
    Część wykładu poświęcona jest żeglarskim "krzak-firmom".
    Na pierwszym miejscu (wręcz wykrzyczane): Pan Piotr Salecki i firma "Junga".
    Po ostatnim sezonie 24 procesy z powództwa cywilnego.
    W tej chwili z sali jeden z kursantów (przyszłych instruktorów) koryguje: nie
    24 ale 29. Widać gość miał aktualniejsze dane niż miłościwie panujący wówczas
    prezes...

    Nie potrafię powiedzieć, co się od tamtego czasu zmieniło poza nazwą "Junga" -
    > "Wandrus".
  • tomjani 10.02.07, 13:35
    zmichalg1 napisał:

    > Wykład z organizacji szkolenia żeglarskiego prowadzi ówczesny prezes WOZŻ -
    > Jurek Durejko.

    WOZŻ pod przywództwem płk Durejko lwią część kasy zdartej z żeglarzy na
    szkoleniach, egzaminach, rejestracjach jachtów przeznaczało na funkcjonowanie
    biura oraz wystawne bankiety. Sam płk Durejko jest czołowym zwolennikiem
    urtzymania obecnego systemu obowiązkowych "uprawnień" żeglarskich o
    restrykcyjności nieznanej w demokratycznym świecie; dodatkowo przed paru laty
    na łamach "Żagli" opowiedział się za dalszym przykręcenie śruby żeglarzom
    poprzez nałożenie na nich podatku pod postacią obowiązkowych ubezpieczń od OC.
    Nie powinno to dziwić, jako że biuro WOZŻ przy ul. Ciołka na warszawskiej Woli
    wynajmowane jest od... PZU(!) a prominentni działacze WOZŻ z inspektorem Helmem
    na czele dorabiali sobie jako agenci ubezpieczeniowi tej firmy.
    Skoro więc wytykasz drzazgę w oku firmy p. Saleckiego - dojrzyj najpierw belkę
    w oczach instytucji której jesteś instuktorem i zapewne działaczem.
    --
    Tomek Janiszewski
  • a_weasley 10.02.07, 17:46
    tomjani napisał:

    > Skoro więc wytykasz drzazgę w oku firmy p. Saleckiego - dojrzyj najpierw belkę
    > w oczach instytucji której jesteś instuktorem i zapewne działaczem.

    Czyli, jak rozumiem, ktoś, kto jest instruktorem PZŻ, nie ma prawa powiedzieć
    złego słowa na p. Saleckiego. A to z jakiego paragrafu?
    Ta rozmowa dotyczy firmy Wandrus, która jest własnością p. S. Ubocznie wypłynęła
    kwestia jego wcześniejszej działalności na tej niwie. Oczywiście mógł sobie p.
    Durejko wymyślić te 24 procesy, a osobnik z sali być podstawiony. Jeżeli komuś
    tak wygodnie, może w taką teorię uwierzyć.
    Osobiście na tle swoich doświadczeń jestem raczej skłonny uwierzyć w te procesy.
    Ja się prawował nie będę, za mała stawka, ale faktem jest, że firma się nie
    wywiązuje.
    Zgrubne wyliczenia wypływanych godzin już były.
    W kwestii silnika nie będę się powtarzał... dodam jedynie, że na innej łajbie
    silnik fizycznie był, ale nie wolno było go uruchamiać, bo była wyczarterowana
    od prywatnego armatora, który oświadczył, że czarter silnika nie obejmuje. I
    "poważna firma" od takiego leszcza łajbę wyczarterowała! Zamiast powiedzieć,
    żeby ich pocałował w rzyć, i nająć łajbę z silnikiem.
    O wykładach byle gdzie też było.
    Pewnie jakbym podał Wandrusa do sądu i to wszystko zdołał udowodnić, tobym
    jakieś 100 czy 150 zł z tytułu nienależytego wykonania zobowiązań wysądził...
    tyle, że o takie sumy nikt do sądu nie pójdzie. Natomiast jeżeli firma równie
    poważnie pogrywa tam, gdzie klient płaci grube tysiące, to dziwiłbym się raczej,
    gdyby procesów nie miała.

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie amrowie
  • tomjani 11.02.07, 18:13
    a_weasley napisał:

    > tomjani napisał:
    >
    > > Skoro więc wytykasz drzazgę w oku firmy p. Saleckiego - dojrzyj najpierw
    > > belkę w oczach instytucji której jesteś instuktorem i zapewne działaczem.
    >
    > Czyli, jak rozumiem, ktoś, kto jest instruktorem PZŻ, nie ma prawa powiedzieć
    > złego słowa na p. Saleckiego. A to z jakiego paragrafu?

    Ależ nie twierdzę jakobyWandrus był bez zarzutu, ani ni deprecjonują czyjejś
    opinii tylko dlatego że jest instruktorem PZŻ. Sam miałem "takie sobie"
    doświadczenie z niegdysiejszą "Jungą" (bez względu na to jak pozytywnie
    oceniam KWŻ-ta, kpt. Rzeźnickiego. Wyraziłem tylko dezaprobatrę w związku z
    powoływaniem się na "Jurka" Durejkę. Było to dla mnie równie niesmaczne, jakby
    ktoś powoływał się na cytaty z tygodnika "NIE".
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • piotrsalecki 11.02.07, 22:52
    Witam wszystkich.
    Z pokorą wysłuchałem krytycznych komentarzy nt szkolenia, które wyraziła część
    osób. Postaram się, aby uwagi te zaowocowały poprawą jakości szkolenia w
    sezonie 2007. Korzystając również z okazji chciałbym wszystkie te osoby bardzo
    przeprosić.

    Oprócz jednak słownych przeprosin czuję się w obowiązku złożyć dodatkową
    propozycję. Otóż proponuję tymże osobom całkowicie bezpłatne pływanie
    doszkalające wiosną przez dwa weekendy, w terminie uzgodnionym ze mną.
    Rozumiem, że instruktorem byłby Maciek Popławski, który z wami pływał
    poprzednio. Zresztą, sprawa jest do ustalenia.
    Można to zrobić meilowo, telefonicznie lub poprzez spotkanie na targach Wiatr i
    Woda na ktorych się wystawiamy w najbliższy weekend, tzn. od czwartku do
    niedzieli. Mam nadzieję że nie odrzucicie tej propozycji. Deklaracja ta dotyczy
    całej załogi, nie tylko osób które się wypowiedziały.

    Do wszystkich tych osób odezwę się osobiście, ale bardzo ułatwiłby mi sprawę
    meil kontaktowy pod adres piotr@wandrus.com.pl, o który proszę callunę13,
    a_weasley, jlopez.

    Odnośnie tego co napisał jlopez, nt zaniżania ceny za kurs. Cena kursu w
    reklamie jest podana "od" a nie "do". Jak już ktoś zresztą zauważył, od razu w
    rozmowie telefonicznej podajemy wszelkie możliwe dopłaty. Poza tym na stronie
    internetowej w opisie oferty jest również punkt "dopłaty" gdzie wszelkie
    dopłaty są uwzględnione. Ponieważ, jak napisałem, przyjmuję wszelkie uwagi,
    dopisaliśmy również informację o dopłatach w miejscu ceny na stronie www.

    Rotacja kadry, o której mowa nie wynika z tego, że ludzie przestają dla nas
    pracować i przychodzą nowi. W tej chwili na stałe współpracuje z nami około 200
    instruktorów. Po prostu taka jest specyfika kursów weekendowych, że ludziom
    ciągle coś wypada - a to ślub, a to sesja w poniedziałek i uczyć się trzeba
    nagle. Taka sytuacja jest we wszystkich firmach szkolących. Oczywiście nie jest
    to żadne usprawiedliwienie i staramy się unikać takich sytuacji.

    Co do przystani - mimo wszystko jednak uważam że jej zalety - przede wszystkim
    nawigacyjne - przemawiają za tym, aby tam pozostać.

    Co do spraw bieżących: z Wandrusem nie ma problemu nikt, kto wywiązuje się ze
    zobowiązań i rzetelnie pracuje. W jednym tylko wypadku instruktor musi się
    liczyć z natychmiastowym rozstaniem i utratą wynagrodzenia - jest to jasno
    zapiane w umowie - gdy pije lub przechowuje alkohol (np. na jachcie w trakcie
    pracy) oraz gdy jawnie lekceważy swoje obowiązki, jest niemiły, skarżą się na
    nigo kursanci. To są bardzo rzadkie przypadki, ale się czasem zdarzają.
    Największym problemem jest to, że uczestnicy zgłaszają te sprawy albo dawno po
    kursie, albo wcale, albo dopiero na takim forum... Niestety, tacy usunięci
    instruktorzy natychmiast idą do konkurencji, gdzie są zatrudniani a na początku
    od razu się żalą jak to ich potraktowałem...

    Teraz do Pana zmichalg1. Skoro oskarża się o coś kogoś publicznie, z nazwiska,
    wypadałoby mieć odwagę również podpisać się imieniem i nazwiskiem. Łatwo się
    rzuca epitety pod pseudonimem... A powtarzanie zasłyszanych plotek jest
    najgorsze.

    Odnośnie spraw z 1995 roku. Prowadzona przeze mnie firma "Junga" miała w pewnym
    momencie kłopoty finansowe. W związku z czym część instruktorów otrzymała
    wynagrodzenie zamiast na początku września do końca roku (niektórzy jeszcze
    trochę później). Aby wywiązać się ze zobowiązań sprzedałem jachty, co trochę
    trwało. Niektórzy (około 5-8 osób, a nie 24 czy 29!) nie chcieli czekać i
    złożyli pozwy do sądu. Oczywiście mieli do tego pełne prawo i słuszność. Po
    otrzymaniu wynagrodzenia pozwy wycofali - w większości zresztą sprawy nie
    weszły na wokandę. Wyjątkiem był jeden instruktor, który w pozwie postanowił
    wykorzystać okazję i domagał się wynagrodzenia dwukrotnie większego niż
    ustalone. Tu również sprawa zakończyła się wycofaniem pozwu.

    Grupa wspomnianych instruktorów założyła konkurencyjna firmę, a początek ich
    działalności to kradzież bazy danych uczestników imprez "Jungi". Nie twierdzę
    że "Junga" była firmą bez wad. Natomiast na pewno nigdy nikogo świadomie nie
    oszukałem. A jeśli ktoś ma do mnie jakieś uwagi - proszę o meila.

    z poważaniem i pozdrowieniami
    Piotr Salecki, tel. 501 647 139
    piotr@wandrus.com.pl
  • marhes 15.02.07, 11:26
    pierwszy raz wypowiadam sie na temat wandrusa, plywam z ta firma prawie od
    samego poczatku - 9 lat,i mimo ze nie zawsze wszystko mi sie podoba, to wiem,
    ze pracownika sumiennego, uczniwego, "robiacego dobra robote" w jego firmie
    zawsze sie cenilo. wiem, ze moi kursanci wracali na rejsy kilkakrotnie,
    niektorzy teraz pracuja w wandrusie, a to tak naprawde swiadczy o firmie.
    miejsce do ktorego sie wraca, ludzie z ktorymi chce sie przebywac to jest
    prawdziwy wyznacznik czy firma jest dobra czy nie. na tych kursach plywali ze
    mna niemcy, kanadyjczycy i amerykanie, polacy przede wszystkim: zarowno dzieci
    jak i dorosli i zadna z tych osob nigdy nic zlego nie powiedziala.
    najlatwiej przyswajamy opinie negatywne, ale to jest nasza mentalnosc narodowa,
    z ktora nie ma jak walczyc, bo jesli powiem ze cos jest naprawde dobre to i tak
    lepiej nam sluchac sfrustrowanych, nieuczciwych, czasem bezsensownych
    informacji i to one stanowia o tym czy ocenimy cos pozytywnie czy negatywnie.
    bezsens.
    piszcie co chcecie, ale dbalosc o bezpieczenstwo uczestnikow jest najwazniejsza
    dla tej firmy. nie zawsze jednak pracownikow sezonowych, ktorzy swiezo
    przychodza do firmy mozna sprawdzic. zli, nieodpowiedzialni i bez wyobrazni
    ludzie szybko koncza kariere w wandrusie. potem chodza i skarza na prawo i
    lewo, a zapominaja powiedziec i przyznac sie ze to oni "zawalili".
    prawie wszyscy instruktorzy maja dostep, niejednokrotnie darmowy, do roznych
    szkolen: wychowawca kolonijny, kierownik kolonii, kursy pierwszej pomocy
    poswiadczany swiadectwami ministerialnymi itp. to nie zart, ktora firma tak dba
    o pracownika sezonowego?
    zadbe uwagi krytyczne, nie sa bagatelizowane, ale sa czasami sytuacje ktorych
    nie przewidzisz - peka raksa w piatek wieczorem to na pewno nie kupisz jej
    przez weekend jesli nie jestes w srodu sezonu na mazurach. bzdura, przez rakse
    mowic, ze kursy sa do bani, to jest obled. "Nie mozna oglopiac sie na mala
    skale".
    marcin h. (heca)
  • a_weasley 15.02.07, 20:35
    Doceniam w pełni propozycję p. Saleckiego i doprawdy jestem zbudowany. To jest
    reakcja, jakiej należałoby się spodziewać po biznesmenie dbającym o reputację firmy.
    Takoż poważnie traktuję słowa o wnioskach na przyszłość, do których wyciągnięcia
    przyczyni się ta dyskusja.

    Natomiast, niestety mój bezpośredni przedmówca ciągle chyba nie odkrył przykrej
    prawdy, że nie można do płatnej usługi przykładać takiej miary, jak do darmowej
    grzeczności. Tylko darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby.
    Z tego, co pamiętam, nie zaobserwowałem większej tolerancji na niedociągnięcia
    na przykład u Niemców, toteż dywagacje na temat mentalności narodowej uważam za
    mocno nie na miejscu - tym bardziej u pracownika firmy, której kilkoro klientów
    wytknęło oczywiste niedociągnięcia. W takiej sytuacji szanująca się firma
    odpowiada tak jak to ustami swego szefa zrobił właśnie Wandrus - "bardzo państwa
    przepraszamy, przykro nam, że państwo są niezadowoleni, na przyszłość postaramy
    się pracować lepiej, a teraz chcemy to państwu wynagrodzić, proponujemy taką a
    taką formę".
    Ty natomiast w obliczu co najmniej czworga klientów podających poważne
    niedociągnięcia reagujesz na zasadzie: wszysktim się podoba, tylko tutaj jeden z
    drugim coś marudzi, bo się nie znają. Podkreślić wężykiem.
    I nie wiem, jak Calluna, Jlopez czy Amazon, ale ja podsumowaniem tej dyskusji w
    słowach

    > lepiej nam sluchac sfrustrowanych, nieuczciwych, czasem bezsensownych
    > informacji

    czuję się osobiście obrażony.

    > nie zawsze jednak pracownikow sezonowych, ktorzy swiezo
    > przychodza do firmy mozna sprawdzic. zli, nieodpowiedzialni i bez wyobrazni
    > ludzie szybko koncza kariere w wandrusie.

    I tu jest pies pogrzebany. Jeżeli taka, jaka jest, rotacja wynika z konieczności
    eliminowania nieodpowiednich ludzi, to znaczy, że do odpowiedzialnej pracy
    bywają zatrudniani ludzie niesprawdzeni, żeby nie powiedzieć przypadkowi.

    > zadbe uwagi krytyczne, nie sa bagatelizowane, ale sa czasami sytuacje ktorych
    > nie przewidzisz - peka raksa w piatek wieczorem to na pewno nie kupisz jej
    > przez weekend jesli nie jestes w srodu sezonu na mazurach.

    Jeżeli chcesz pomóc Wandrusowi, nie należało tego tematu wyciągać.
    Po pierwsze pisałem o niedociągnięciach, które trwały tygodniami i nikt mi nie
    powie, że we wrześniu we Warszawie nie można kupić raksy, pagaja, odbijaczy,
    szekli... zauważ, że ja nie zbierałem informacji po całym kursie, pisałem po
    prostu, com przeżył, i wszystkie te problemy - proste do rozwiązania (w
    tygodniu), a upierdliwe w skutkach - to jest raport z jednej jedynej łajby! Albo
    odpowiednie informacje nie docierały gdzie trzeba, albo ktoś, kto odpowiadał za
    naprawy, nie przejął się nimi należycie.
    Po drugie jakkolwiek być może nie można było przewidzieć, że akurat w ten
    weekend urwie się raksa w "Tezeuszu", o tyle zdroworozsądkowo wiadomo, że drobne
    elementy się psują od czasu do czasu i nie zawsze można je od razu kupić. Nie
    wątpię, że i z tego faktu zostaną wyciągnięte wnioski organizacyjne na przyszłość.
    Twoje tłumaczenie przypomina hotelarza, który na uwagę gościa, że w łazience
    jest spalona żarówka, odpowiada "Panie, a gdzie ja panu w sobotę wieczorem
    żarówkę kupię?" Gościa to nic nie obchodzi. Gość chce mieć światło w łazience.
    Bo on za to płaci, żeby wszystko działało, a jeśli nawali, było naprawiane
    natychmiast. Jak? - to problem firmy, która za to bierze pieniądze.
    I o ile załatwienie sprawy przez Twojego szefa bardzo poprawiło notowania
    Wandrusa u mnie, o tyle taka wypowiedź długoletniego pracownika tegoż Wandrusa
    zaszczytu firmie nie przynosi.

    --
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie amrowie
  • marhes 23.03.07, 10:16
    nie badz taki obrazaliski, mysle, ze nie wszystko zostalo zrozumiane przez
    ciebie tak jak zamierzalem, moze zle to opisalem...jesli tak jest to tylko moja
    wina...
    ja chce inaczej na to patrzec...
    chcielem tylko i wylacznie powiedziec (nie obrazajac nikogo!!!), ze w
    dzisiejszych czasach biznes za bardzo wysunal sie przed idee zeglarstwa i ze
    rejsy, obozy zeglarskie sa traktowane nie jak pierwsza przygoda zycia, ale
    wlasnie usluga, haslo: place wiec wymagam, zaciera to co w zeglarstwie jest
    wazniejsze...
    tylko tyle chcialem powiedziec, wandrus umozliwia przezycie tej pierwszej
    przygody i dlatego ciesze sie, ze moge mu w tym pomoc...
    nikt nie puszcza mimo uszu, uwag i skarg co zreszta zauwazyles...
    to czy przynosze zaszczyt wandrusowi czy nie tego chyba sie nie dowiesz, ale nie
    miej zalu do mnie, ze wypowiadam swoje zdanie, ktore rozni sie od twojego, chyba
    nie robie nic zlego, prawda?
  • zmichalg1 28.11.09, 20:44
    > Teraz do Pana zmichalg1. Skoro oskarża się o coś kogoś publicznie,
    > z nazwiska, wypadałoby mieć odwagę również podpisać się imieniem i
    > nazwiskiem. Łatwo się rzuca epitety pod pseudonimem... A
    > powtarzanie zasłyszanych plotek jest najgorsze.

    Szanowny Panie Piotrze,
    Przepraszam, że odpisuję z dwuletnim opóźnieniem, ale nie zaglądałem
    na to forum. Dziś zajrzałem przypadkiem i znalazłem Pana odpowiedź.
    W swoim poście zaznaczyłem WYRAŹNIE, że nie jestem autorem
    krytycznych uwag pod Pana adresem, ale powtarzam tylko to, co
    usłyszałem podczas oficjalnego szkolenia na stopień instruktora PZŻ
    jesienią 1995 roku w Zegrzu.
    Nigdzie nie napisałem, że sam miałem możliwość sprawdzenia
    prawdziwości w/w informacji.
    W związku z powyższym nie czuję się zobowiązany do podpisywania się
    własnym nazwiskiem.
  • zmichalg1 28.11.09, 20:52
    Dla Twojej wiadomości:
    1. nie byłem/nie jestem/na razie nie planuję być działaczem WOZŻ
    2. jestem przede wszystkim instruktorem żeglarstwa a nie PZŻ
    3. tym drugim jestem tylko z nazwy, gdyż żadna inna organizacja w
    tym kraju nie nadaje podobnych stopni, podobnie jak stopni
    żeglarskich
    4. Jurka Durejkę znam tylko z wymienionego wcześniej kursu, z
    którego zapamiętałem jego nacisk na wysoką jakość prowadzonego
    szkolenia
    Pamiętam, jak ostro wypowiadał się o np. obozach SKŻ'tu na
    Siekierniaku z tego powodu, że port położony był w wąskim przesmyku
    między lądem a wyspą, co totalnie wykluczało np. ćwiczenie manewrów
    podchodzenia do pomostu
    5. o innej działalności w/w się nie wypowiadam, bo nic na ten temat
    nie wiem
  • majkjan 27.06.07, 19:30
    W roku 2006 byłem na obozie żeglarskim Wandrus instruktorzy regularnie pili
    alkohol byli nieodpowiedzialni, przeklinali i niektórzy z nich nie mieli
    odpowiedniego doświadczenia i tak było w moim przypadku uczył mnie zwykły
    amator, który niczego mnie nie nauczył i tylko troszczył się o swoją łódkę.
  • efka1980 23.07.07, 15:16
    A ja jestem bardzo zadowolona z weekendowego kursu na żeglarza zorganizowanego
    przez Wandrusa. Gosia i Wiktor C. to bardzo profesjonalni instruktorzy i przede
    wszystkim bardzo mądrzy ludzie. Gosia nie raz zostawała ponadplanowe godziny,
    aby nas doszkolić. Poza tym byłam z Wandrusem w tym roku na majówce po Zatoce i
    mam niezapomniena wspomnienia. Atmosfera była super.
  • coreczki 22.06.08, 13:39
    Nie wiem, jak z nauką żeglarstwa, ale jakość usług jest beznadziejna. Np.
    transport na Mazury autokarem, gdzie część pasażerów podróżuje razem z psami!!!
    Te psy siedzą na siedzeniach dla ludzi i są bez kagańców sic!!!Pan z biura mówi,
    że to nic takiego, bo to są łagodne pieski. Taki kynolog, co to każdemu psu w
    gardło zaglądał.Pcheł tez nie mają, bo są regularnie kąpane- pan z Warszawy
    sprawdza, jak i kto kąpie psy w Katowicach czy Łodzi. Zobaczymy co z tego będzie
    dalej.
  • piotrsalecki 01.07.08, 16:06
    > Nie wiem, jak z nauką żeglarstwa, ale jakość usług jest
    beznadziejna. Np.
    > transport na Mazury autokarem, gdzie część pasażerów podróżuje
    razem z psami!!!
    > Te psy siedzą na siedzeniach dla ludzi i są bez kagańców sic!!!

    Tak się zawsze kończy jeśli biuro chce coś ułatwić uczestnikom
    obozów. Takie obozy (z psem) wszyscy uważają za ciekawą i dobra
    propozycję (www.zpsemnawakacje.pl). Ale dzieci muszą jakoś na obóz
    dojechać. Wydawało się, że w sytuacji gdy dziecko z psem miało
    średnio do dyspozycji w autokarze dwa miejsca siedzące, problemu i
    uwag innych uczestników nie będzie. W końcu pies jest zwierzęciem
    domowym, powszechnie spotykanym, i powszechnie akceptowanym.

    Pretensję miało dwóch czy trzech rodziców, a dzieci nie miały nic
    przeciwko temu że autokarem podróżują razem z psami (w 44-osobowym
    autokarze zajętych było około 33 miejsc).
    Psy siedziały bez kagańców bo były to psy bardzo łagodnych ras -
    golden retriver, beagle i tym podobne. Kagańce były pod ręką.

    Wszystkie psy przed wyjazdem przeszły obowiązkową wizytę u
    weterynarza.

    Uważam że nie ma sensu teraz wzajemne udowadnianie i poprawianie w
    szczegółach - istotne jest, że wyciągnęliśmy jako firma wnioski z
    uwag tych osób które zgłosiły zastrzeżenia co do wspólnej podróży
    dzieci z psami.

    Wsłuchujemy się w to co mówią uczestnicy czy ich rodzice. Mimo iż
    uważam zastrzeżenia za przesadne, to jednak pieski, nie będą już
    jeździć autokarem a pociągami w zarezerwowanych przedziałach.
    Szkoda także, że mój przedmówca wypowiedział się tylko o kwestii
    transportu, nie wspominając nic jak uczestnicy bawią się na obozie.
    Z pozdrowieniami, Piotr Salecki
    Wandrus
  • a_weasley 19.07.08, 12:19
    coreczki napisała:

    > Te psy siedzą na siedzeniach dla ludzi

    Widocznie są przyzwyczajone do ludzi i nic im nie będzie.

    > i są bez kagańców sic!!!

    Okropne.
    A ja jechałem niedawno pociągiem i byli tam ludzie z dziećmi! I te dzieci były
    bez kajdanek i niczym nie przywiązane!

    --
    Wigilia w Norze
    Listy starego diabła do młodego
    Drzewo przydrożne nigdy nie atakuje samochodu pierwsze. Uderza tylko w samoobronie.
  • tomjani 05.08.08, 15:41
    Właśnie zobaczyłem czego "uczą" w BTA Wandrus. W dniu 29 lipca 2008 roku
    wczesnym popołudniem w okolicach Rybicalu przepływałem w drodze do Rynu obok
    tkwiących głęboko w przybrzeżnych trzcinach trzech koromyseł z emblematami tej
    szkółki. Na pokładach panował nastrój... dobrej zabawy. Na moje pytanie co oni
    wyprawiają i dlaczego dają taki zły przykład młodzieży, jakiś barczysty acz
    łysiejący typ odkrzyknął że... właśnie mają w planie naukę wychodzenia z
    trzcin(!). Na moje ironiczne zapytanie, czy taki właśnie punkt znajduje się w
    programie szkoleniowym PZŻ usłyszałem co następuje: "Płyń już stąd, filozofie!".
    Trzy zdjęcia wandrusowych koromyseł zaparkowanych w trzcinach - w posiadaniu
    niżej podpisanego.
    --
    Tomek Janiszewski
  • zbyszek.lasica 13.10.08, 23:20
    Witam nazywam się Zbyszek Łasica. Byłem kierownikiem rejsu o którym wspomina
    kolega Tomek Janiszewski. Na rejsach staram się jako instruktor przekazywać
    swoim załogom zasady dobrej praktyki żeglarskiej i wpływać na to, jako KWŻ, żeby
    tak robili również podlegający mi instruktorzy. Nikt z nich celowo nie wpływał
    ani nie wpływa w trzciny, tym bardziej, że „wbicie się głęboko w trzciny” wcale
    nie jest łatwe i wymaga sporego wysiłku. Zapewne jacht znalazł się nieco w
    trzcinach na skutek jakiejś sytuacji na wodzie których mogło zdarzyć się
    mnóstwo. A drugi przypłynął mu na pomoc. A to, że na jachtach panował nastrój
    dobrej zabawy – litości to chyba nie jest zarzut? To chyba akurat dobrze – nie
    prowadzimy rejsów w charakterze morowej zarazy, smutku i przygnębienia. Dzięki
    za informację, zastanawiam się tylko dlaczego piszesz o tym jednocześnie w kilku
    grupach dyskusyjnych zamiast przekazać ją np. do biura firmy.

    Na marginesie – z przymrużeniem oka – nie wiem co Zbyszek ma na myśli pisząc
    „koromysła”. My pływamy na rejsach na nowych jachtach Sasanka 660, Tango 780,
    Antila itp... Koromysło natomiast to drewniany przyrząd do noszenia ciężarów,
    najczęściej wiader z wodą. Ma kształt pałąka z wycięciem na szyję zakładanego na
    ramiona; dwa ciężary o zbliżonej wadze wiesza się na hakach na obu końcach
    pałąka, dzięki czemu koromysło zachowuje równowagę (wikipedia).

    Pozdrowienia, Zbyszek Łasica
  • tomjani 14.10.08, 09:23
    zbyszek.lasica napisał:

    > Witam nazywam się Zbyszek Łasica. Byłem kierownikiem rejsu o
    > którym wspomina kolega Tomek Janiszewski.

    Dyskutowaliśmy już o tym na p.r.z - dlaczego więc po paru miesiącach
    powracasz do dyskusji tu? Nie liczysz chyba że zdążyłem już
    zapomnieć okoliczności tamtego incydentu?

    > Na rejsach staram się jako instruktor przekazywać swoim załogom
    > zasady dobrej praktyki żeglarskiej i wpływać na to, jako KWŻ, żeby
    > tak robili również podlegający mi instruktorzy. Nikt z nich celowo
    > nie wpływał ani nie wpływa w trzciny, tym bardziej, że „wbicie się
    > głęboko w trzciny” wcale nie jest łatwe i wymaga sporego
    > wysiłku. Zapewne jacht znalazł się nieco w trzcinach na skutek
    > jakiejś sytuacji na wodzie których mogło zdarzyć się mnóstwo.

    To była raczej "lajtowa" pogoda, w dodatku wiatr dmuchał od brzegu.
    Istotnie w tej sytuacji wbicie się głęboko w trzciny wymagałoby
    sporego wysiłku. Niemniej jednak trzy jachty wbite dziobami w
    trzciny aż po rufy a nawt dalej były faktem. I tego niedasie
    wytłumaczyć "jakąś sytuacją". To musiało być celowe, i zrobione z
    pełną świadomością.

    > A drugi przypłynął mu na pomoc.

    I spotkał go ten sam przykry los, podobnie jak i trzeciego, który
    chciał udzielić pomocy obydwu poprzednim pechowcom? No to zdolnych
    macie instruktorów, zdolnych... Może w tej sytuacji warto by
    pomyśleć o "zabezpieczeniu" pomocy pogłębiarki, dźwigu i holownika,
    w razie gdyby na kolejnych Waszych obozach doszło do "jakiejś
    sytuacji" :->

    > A to, że na jachtach panował nastrój dobrej zabawy – litości to
    > chyba nie jest zarzut? To chyba akurat dobrze – nie prowadzimy
    > rejsów w charakterze morowej zarazy, smutku i przygnębienia.

    Mnie byłoby w podobnej sytuacji zdecydowanie wstyd, że zdarzyła
    się "jakaś sytuacja" nad którą nie potrafiłem zapanować, w wyniku
    której zniszczony został kawał trzcinowiska. O wiele bardziej niż to
    zwykle bywa gdy łódka ledwo co oprze się o najbliższe trzciny w
    wyniku utraty sterowności lub otarcia się o mieliznę. I nie byłoby
    mi wcale do śmiechu. Nie czarujmy się: ile końcu można robić na
    kursie tych "człowieków" i "bojek" wymaganych przez PZŻ podczas
    egzaminu na patent, a przydatnych w stopniu dość problematycznym.
    Więc skądinąd się nie dziwię Waszym instruktorom że chcąc jakoś
    urozmaicić czas swoim kursantom, wpadli na pomysł takiego "party" w
    trzcinach, a potem tłumaczyli się przede mną w kretyński sposób.

    > Dzięki za informację, zastanawiam się tylko dlaczego piszesz o tym
    > jednocześnie w kilku grupach dyskusyjnych

    Na p.r.z. napisałem, bo to moja "macierzysta" grupa, tu natomiast -
    ponieważ przypomniało mi się że taki temat został już wcześniej
    założony. Tu i tam pisałem w niewielkich odstępach czasowych.

    > zamiast przekazać ją np. do biura firmy.

    Nie dopuszałem nawet takiej możliwości, aby kierownictwo kursu nie
    widziało na bieżąco tamtego wybryku, jakiego dopuścili się
    instruktorzy. To nie działo się w jakimś ustronnym miejscu z
    udziałem paru jachtów jakie odłączyły się od reszty, ale w miejscu
    gdzi BTA Wandrus miało zgrupowanie czy bazę. Jeśli chcesz zobaczyć
    zdjęcia, o których piszę - przyjdź do "TzH" na
    spotkanie "Samosteru". Zaczynamy w poniedziałek, 3 listopada o
    19:30, i będziemy tam co tydzień.

    > Na marginesie – z przymrużeniem oka – nie wiem co Zbyszek ma na myś
    > li pisząc „koromysła”. My pływamy na rejsach na nowych jachtach
    > Sasanka 660, Tango 780, Antila itp...

    O wkusach nie sporiat: wszystkie te jachty jakie wymieniłeś, są
    naznaczone czarterowym piętnem, i wskutek tego że konstruktorzy
    wpakowali do nich liczbę koi przekraczającą zdrowy rozsądek,
    otrzymaliśmy coś co mogłoby być nawet całkiem zgrabną... motorówką,
    gdyby tylko zdjąć maszt. Cóż,jak na morzach piękne żaglowce zostały
    wyparte przez bezkształtne frachtowce i promy, tak i na jeziorach
    piękno najpełniej chyba uosabiane przez "Gigę" czy nieco od niej
    większą "Nadzieję" zostało przesłonięte szkaradną bryłą "TES550
    Master" :->

    > Koromysło natomiast to drewniany przyrząd do noszenia ciężarów,
    > najczęściej wiader z wodą. Ma kształt pałąka z wycięciem na szyję
    > zakładanego na ramiona; dwa ciężary o zbliżonej wadze wiesza się
    > na hakach na obu końcach pałąka, dzięki czemu koromysło zachowuje
    > równowagę (wikipedia).

    Tyle że wikipedia nie rozpatruje oczywistej sytacji, co działoby się
    gdyby z takim obładowanym wiadrami koromysłem przejść się po
    Marszałkowskiej w godzinach szczytu :-> Tymczasem w ciasnych
    mazurskich portach i natualnych przewężeniach sytuacja coraz
    większych, coraz szerszych, coraz wyższych, coraz mniej sterownych i
    coraz bardziej wrażliwych na nieoczekiwane zmiany wiatru jachtów
    staje się całkiem podobna ;-) Potem sternicy takich "koromyseł"
    usprawiedliwiają użycie silnika w strefie ciszy tym że przecież na
    żaglach niebezpiecznie jest manewrować... :-(

    > Pozdrowienia, Zbyszek Łasica
    --
    Również pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • tomjani 18.08.09, 12:32
    I oto Wandrus znowu na topie - ale wątpię czy jego kadrę to
    ucieszy :->
    Za:
    sailforum.pl/viewtopic.php?t=7418&postdays=0&postorder=asc&start=0

    "Na Śniardwach nie polecam wyspy Pajęczej, jest totalnie obsrana,
    tak, że w ciepłe dni ostro wokół niej śmierdzi. W sierpniu stałem
    tam w wąskiej przecince w trzcinach, gdy do niewielkiej ale
    podstawowej bindugi na tej wyspie podpływały jeden za drugim jachty
    obozu Wandrusa, w końcu stało ich tam 18 sztuk, na każdym 6 osób w
    wieku studenckim i/lub szkolnym, czyli na maleńką bindugę zwaliło
    się ponad 100 młodych , prężnych i dynamicznych osób na raz.
    Oczywiście wykazywali sie kulturą i nie robili rano pod siebie,
    chodzili prężnie i dynamicznie nieco dalej, pod nasze jachty. Rano
    wyspa tak śmierdziała, że trzeba było czym pędzej uciekać na wodę.
    Cumowałem tam kilka dni potem, niestety, ten stan sie utrzymywał."

    To nie jest atak na tę konkretną firmę, może jeszcze ze strony
    konkurencji. Nie reprezentuję żadnej firmy działającej w branży
    żeglarskiej, a poniższy apel kieruję do decydentów wszelkich szkółek
    żeglarskich, od tej nazywającej się na "A" poprzez tej na "R" aż po
    tę na "W". Czy jesteście ludżmi pozbawionymi wszelkiej wyobraźni???
    Tak trudno było przewidzeć czym skończy się nalot na dziką,
    pozbawioną wszelkiej infrastruktury sanitarnej bindugę flotylli
    kilkunastu koromyseł, każdego z kilku - a nawet kilkunastoosobową
    zbieraniną przypadkowych osób, którym w najlepszym razie dało się
    wcześniej ze dwie godziny wolnego czasu w Mikołajkach,
    wykorzystanego na uzupełnienie zapasów browca zamiast na załatwienie
    grubszej potrzeby w miejskiej toalecie? Czas najwyższy aby takie
    zbiorowiska jachtów jednej firmy pływające pod szyldem kursu na
    patent w pierwszej kolejności zostały wzięte na celownik przez
    policyjne patrole. W przypadku nietrudnego w podobnych przypadkach
    udowocnienia wykroczeń takich jak zanieczyszczanie terenu lub
    wycinanie zdrowych drzew na ogniska (coraz częstszy staje się jazgot
    pilarek niosący się wieczorem nad mazurskimi brzegami) - drakońskie
    kary dla organizatorów takich smrodliwych rejsów, włącznie z zakazem
    prowadzenia dalszej działalności sprawiłyby że takie obozy zaczęłyby
    korzystać wyłącznie ze zorganizowanych miejsc postojowych, co rzecz
    jasna podrożyłoby koszty i zmniejszyły konkurencyjność, chyba że
    wymieni się koromysła na jeszcze większe, gdzie bakisty piwne
    zostaną zamienione na zbiorniki fekalne na potrzeby mocno
    przerośniętych załóg. Nie mam wielkiej nadziei że ktoś " z branży"
    jeszcze czyta ten słup ogłoszeniowy w jakie zmieniono niniejsze
    Forum; ale ciekaw jestem ewentualnej reakcji zainteresowanych.

    --
    Tomek Janiszewski

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka