Dodaj do ulubionych

Patent żeglarza: jest sens robić ?

25.07.07, 12:43
Witam
Czy ktoś z was się orientuje co zmienia lipcowa ustawa dla żeglarza
jachtowego ? Bez patentu można prowadzić wg. niej jachty na śródlądziu dp
7,5m długości. Czyli w zasadzie pokrywa się z tym co mógł żeglarz do tej
pory. Czy w związku z tym robienie patentu traci sens czy tez uprawnienia
żeglarza wzrastają ? Pytam bo córka chciała robić patent w sierpniu a teraz
się puka w czoło i mówi że nie ma głupich ;-)
Może ktoś z was wie jak to jest z nowymi przepisami ?
pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • jurmak1 25.07.07, 22:52
    jano2007 napisał:

    > Witam
    > Czy ktoś z was się orientuje co zmienia lipcowa ustawa dla żeglarza
    > jachtowego ? Bez patentu można prowadzić wg. niej jachty na śródlądziu dp
    > 7,5m długości.

    Jeszcze tej Ustawy nie ma, owszem przeszła przez Sejm ale jest jeszcze Senat i
    znowu Sejm...

    > pory. Czy w związku z tym robienie patentu traci sens czy tez uprawnienia
    > żeglarza wzrastają ? Pytam bo córka chciała robić patent w sierpniu a teraz
    > się puka w czoło i mówi że nie ma głupich ;-)

    Owszem robie patentu dla patentu jest bez sensu, czego nie można powiedzieć o
    kursie. Nauki nigdy za wiele:-)))



    --
    Pozdrowienia Jurek M
  • 1szylider 26.07.07, 07:32
    jurmak1 napisał:

    > jano2007 napisał:
    >
    > > Witam
    > > Czy ktoś z was się orientuje co zmienia lipcowa ustawa dla żeglarza
    > > jachtowego ? Bez patentu można prowadzić wg. niej jachty na śródlądziu dp
    >
    > > 7,5m długości.
    >
    > Jeszcze tej Ustawy nie ma, owszem przeszła przez Sejm ale jest jeszcze Senat i
    > znowu Sejm...

    +++Czyli nie wiadomo kiedy i w ogóle czy????
    >
    > > pory. Czy w związku z tym robienie patentu traci sens czy tez uprawnieni
    > a
    > > żeglarza wzrastają ? Pytam bo córka chciała robić patent w sierpniu a te
    > raz
    > > się puka w czoło i mówi że nie ma głupich ;-)
    >
    > Owszem robie patentu dla patentu jest bez sensu, czego nie można powiedzieć o
    > kursie. Nauki nigdy za wiele:-)))

    +++Trzeba pamietac,że jednak patentów nie daja za darmo, trzeba sie nauczyc i
    zdac egzamin, dopiero wtedy dostaje sie patent, który mimo loterii
    egzaminacyjnej jednak stwierdza umiejetnosci.

    Te 7,5m jesli przejdzie to bedzie oznaczało praktyczne bezpatencie na sródladziu.

    Bedziemy inni niz inne kraje, w których wymaga sie patentów na sródladziu, a nie
    wymaga na morzu.

    Mnie sie wydaje,że wymagania morskie sa znacznie wieksze, wiec to u nas bedzie
    sensownie.



    --
    my.oriflame.pl/maciekwiercinski
    gg 1728585
  • jurmak1 26.07.07, 07:46
    1szylider napisał:


    > +++Czyli nie wiadomo kiedy i w ogóle czy????

    Wypada chyba znać jak wygląda droga legislacyjna w kraju w którym się mieszka?

    > Bedziemy inni niz inne kraje, w których wymaga sie patentów na sródladziu, a ni
    > e
    > wymaga na morzu.

    Mogę prosić o podanie jakie to inne kraje? Ja wiem o jednym i to takim gdzie na
    wodach śródlądowych jest ruch jednostek morskich.

    --
    Pozdrowienia Jurek M
  • seaskipper 26.07.07, 16:56
    jurmak1 napisał:

    > 1szylider napisał:
    >
    >
    > > +++Czyli nie wiadomo kiedy i w ogóle czy????
    >
    > Wypada chyba znać jak wygląda droga legislacyjna w kraju w którym się mieszka?

    +++????????? Ja znam, ale nie jest przesądzone czy przejdzie.
    >
    > > Bedziemy inni niz inne kraje, w których wymaga sie patentów na sródladziu
    > , a ni
    > > e
    > > wymaga na morzu.
    >
    > Mogę prosić o podanie jakie to inne kraje? Ja wiem o jednym i to takim gdzie na
    > wodach śródlądowych jest ruch jednostek morskich.

    +++Dokładnie to nie pasjonowałes sie tym tematem, ale cos takiego maja chyba w
    Belgii i Niemczech????

    A ruch jednostek morskich na wodach sródladowych jest w Holandii.


    >


    --
    Ahoj!
    Żeglarstwo morskie
    gg 1728585
  • jurmak1 26.07.07, 23:02
    seaskipper napisał:


    > +++????????? Ja znam, ale nie jest przesądzone czy przejdzie.

    Przez Senat dzisiaj już przeszło:-))))

    --
    Pozdrowienia Jurek M
  • seaskipper 29.07.07, 00:01
    jurmak1 napisał:

    > seaskipper napisał:
    >
    >
    > > +++????????? Ja znam, ale nie jest przesądzone czy przejdzie.
    >
    > Przez Senat dzisiaj już przeszło:-))))
    >


    Ahoj!

    > seaskipper napisał:
    >
    >
    > > +++????????? Ja znam, ale nie jest przesądzone czy przejdzie.
    >
    > Przez Senat dzisiaj już przeszło:-))))
    >


    Sława!

    W niezmienionej postaci?

    A co miało być nt uznawania obcych patentów?


    Mozesz wkleic całosc poprawki?

    No chyba jeszcze Sejm moze odrzucic poprawke Senatu, ale to juz byłoby
    przegieciem skoro Sejm juz uchwalił wczesniej...



    Żeglarstwo morskie
    gg 1728585
  • jano2007 26.07.07, 18:05
    No cóż...Idę przeprosić córkę.
    Wychodzi na to że mój patent żeglarza na śródlądziu pod względem formalnym
    będzie równie przydatny jak np. uprawnienia bednarza albo kołodzieja.
    Córka pływa ze mną od 4 roku i o jej umiejętności się nie boję więc...adios
    patentos ;-)
  • seaskipper 29.07.07, 00:02
    jano2007 napisał:

    > No cóż...Idę przeprosić córkę.
    > Wychodzi na to że mój patent żeglarza na śródlądziu pod względem formalnym
    > będzie równie przydatny jak np. uprawnienia bednarza albo kołodzieja.
    > Córka pływa ze mną od 4 roku i o jej umiejętności się nie boję więc...adios
    > patentos ;-)
    >


    Ahoj!

    Nie pływam po slodkich, ale podobno cos tam pływa powyzej 7,5m???

    Żeglarstwo morskie
    gg 1728585
  • a_weasley 31.07.07, 20:43
    jano2007 napisał:

    > Witam
    > Czy ktoś z was się orientuje co zmienia lipcowa ustawa dla żeglarza
    > jachtowego ? Bez patentu można prowadzić wg. niej jachty na śródlądziu dp
    > 7,5m długości. Czyli w zasadzie pokrywa się z tym co mógł żeglarz do tej
    > pory.

    Z poprawką na możliwość prowadzenia takiego na przykład Tanga 780.

    > Czy w związku z tym robienie patentu traci sens

    Tak i nie.
    Dlaczego tak:
    Argument jeden a potężny: jeśli się chce móc prowadzić łajbę do 7,5 m, to żaden
    kwit nie jest potrzebny.
    Dlaczego nie:
    1. Patrz wyżej.
    2. Bo czego się człowiek nauczy, to jego.
    3. Bo sternika póki co nie likwidują.

    Możliwe też, że
    4. Teraz będzie większy popyt na jednostki bezpatentowe, więc łatwiej będzie
    wyczarterować patentową.
    5. Jeśli nie wszyscy, to część armatorów będzie żądała wyższej kaucji od
    bezpatentowych, lub zgoła w ogóle bezpatentowym nie będzie czarterować.

    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli dużo.
    Wigilia w Norze
    Fanfikty potterowskie mrowie a mrowie
  • ignorant11 31.07.07, 20:49
    a_weasley napisał:

    > jano2007 napisał:
    >
    > > Witam
    > > Czy ktoś z was się orientuje co zmienia lipcowa ustawa dla żeglarza
    > > jachtowego ? Bez patentu można prowadzić wg. niej jachty na śródlądziu dp
    >
    > > 7,5m długości. Czyli w zasadzie pokrywa się z tym co mógł żeglarz do tej
    > > pory.
    >
    > Z poprawką na możliwość prowadzenia takiego na przykład Tanga 780.
    >
    > > Czy w związku z tym robienie patentu traci sens
    >
    > Tak i nie.
    > Dlaczego tak:
    > Argument jeden a potężny: jeśli się chce móc prowadzić łajbę do 7,5 m, to żaden
    > kwit nie jest potrzebny.
    > Dlaczego nie:
    > 1. Patrz wyżej.
    > 2. Bo czego się człowiek nauczy, to jego.
    > 3. Bo sternika póki co nie likwidują.
    >
    > Możliwe też, że
    > 4. Teraz będzie większy popyt na jednostki bezpatentowe, więc łatwiej będzie
    > wyczarterować patentową.
    > 5. Jeśli nie wszyscy, to część armatorów będzie żądała wyższej kaucji od
    > bezpatentowych, lub zgoła w ogóle bezpatentowym nie będzie czarterować.
    >


    Sława!

    Czyli bedzie decydowała umowa prywatna, wiec rynek.

    Rynek jest najlepszym regulatorem.

    Forum Słowiańskie
    gg 1728585
  • jurmak1 01.08.07, 15:53
    a_weasley napisał:


    > bezpatentowych, lub zgoła w ogóle bezpatentowym nie będzie czarterować.

    Tia... a kaskę na podatki i spłatę kredytów to skąd niby będą mieli?
    Czarterownie zarabiają wtedy gdy wypożyczają łódki...



    --
    Pozdrowienia Jurek M
  • ignorant11 02.08.07, 02:19
    jurmak1 napisał:

    > a_weasley napisał:
    >
    >
    > > bezpatentowych, lub zgoła w ogóle bezpatentowym nie będzie czarterować.
    >
    > Tia... a kaskę na podatki i spłatę kredytów to skąd niby będą mieli?
    > Czarterownie zarabiają wtedy gdy wypożyczają łódki...

    Sława!

    Ale porozbijanych lodek napewno nie wyczarteruja.
    Ale jak juz napisałem powinien decydowac rynek.

    Kalkulacja ryzyka, wiec moze bezpatentowym drozej????


    Ale to maly problem, wazniejsze jest aby bezpatentowcy nie mogli wozic ludzi
    organizowac rejsów, bo wtedy potrzebne jest minimum bezpieczeństwa.

    A jak ktos czuje sie na siłach to niech plynie nawet na Horn.

    NB wlasnie zakończył sie jeden z najciekawszych rejsów w dziejach polskiego i
    nie tylko zeglarrstwa, gdzie srednia wieku zalog to 25lat.

    Napewno zaden nie jest kapitanem zeglugi wielkiej...

    Forum Słowiańskie
    gg 1728585
  • chaladia 22.08.07, 21:26
    Wczoraj się właśnie okazało, że to czego uczą na kursie na żeglarza
    (i na sternika też) może się przydać i na "spokojnych" Mazurach na
    jachcie poniżej 7,5 m.
    Jak czytam o tych wypadkach, to włos mi dęba staje - gość nawet nie
    raczył odwrócić jachtu dziobem do nadlatującego szkwału, tylko go
    wziął z rufy!!! Potem ze zdziwieniem stwierdził, że mu się
    fok "odrolował" pod mnaporem wiatru, a grota miał spuszczonego, więc
    praktycznie stracił możliwość manewrowania...
    O podstawach praktyki bezpieczen\ństwa, jak zakładanie kapoków całej
    załodze (a już niepływającym dzieciakom w szczególności) wobec
    nadchodzącego frontu burzowego (zapowiedź tego, co się stało każdy
    znający choćby torchę podstawy meteorologii mógł wyczytać z nieba
    godzinę wcześniej).

    --
    Salaamu Wa-alleikum

    Chaladia Bolandi
  • ortodox 22.08.07, 22:18
    To, czego się żeglarz nauczy, może przydać się bez względu na
    długość łódki i pogodę. Z tego, co się wczoraj stało, wynika raczej
    tylko tyle, że posiadania patentu, nie jest gwarancją rzetelnej
    wiedzy i bezpieczeństwa. Wszyscy sternicy wywróconych jachtów,
    zapewne takie patenty posiadali.
    pozdrawiam
    --
    Żeglarstwo w obiektywie
  • tomjani 23.08.07, 09:56
    chaladia napisał:

    > Wczoraj się właśnie okazało, że to czego uczą na kursie na
    > żeglarza (i na sternika też) może się przydać i na "spokojnych"
    > Mazurach na jachcie poniżej 7,5 m.

    Nie: przedwczoraj (już) okazało się że na kursie nie uczą akurat
    tego, co może się przydać na jakiejkolwiek jednostce, i na
    jakimkolwiek akwenie. A w każdym razie uczą nieskutecznie, o czym
    będzie dalej.

    > Jak czytam o tych wypadkach, to włos mi dęba staje - gość nawet
    > nie raczył odwrócić jachtu dziobem do nadlatującego szkwału, tylko
    > go wziął z rufy!!!

    Drogi Chaladio! Wielkie w Tobie serce, bohaterskie i święte - ale na
    żeglowaniu to Wy się nie znacie. ;-)
    Tak owszem uczą na kursach PZŻ - ale to pomaga tylko wtedy,
    gdy "Omega" żeglująca sobie spokojnie przy łagodnej "dwójeczce"
    zacznie się nieprzyjemnie przechylać pod naporem "szkawłu" o sile 4
    st. Beauforta. "Szkwału" niezbyt mocnego, a przede wszystkim
    krótkotrwałego, kilkusekundowego. Zanim Omega w tych warunkach się
    zatrzyma i straci sterowność - szkwał ścichnie, i popłyniemy sobie
    dalej.
    Inaczej jest gdy szkawł osiąga siłę huraganu, i trwa długie minuty.
    Jachty buduje się tak, aby pływały dziobem, a nie rufą naprzód,
    toteż ich kadłub pod naporem wiatru (przy zaniedbaniu wpływu fali,
    która stara się ustawić go w poprzek) będzie miał tendencję do
    ustawiania się dziobem w kierunku "jazdy" Ma na to wpływ położenie
    środka oporu bocznego, na które ma wpływ usytuowanie steru.

    Póki więc jacht porusza się naprzód - będzie zdolny utrzymać się
    dziobem do wiatru, tak jak to jest w przykładzie z Omegą. Gdy się
    zatrzyma - ster przestaje działać, kadłub zaczyna dryfować i
    odwracać się rufą do wiatru. Zanim to jednak nastąpi będzie musiał
    ustawić się burtą, i przy dostatecznie dużej sile wiatru wywrotka
    staje się nieuchronna. Przy huraganie takim jak przedwczorajszy -
    najpewniej nie pomoże nawet silnik pomocniczy - okaze się za słaby
    aby pchnąć jacht pod wiatr.

    Dlatego szkwały burzowe (a nie sposób przewidzieć na jak silny
    szkwał burzowy się trafi) należy przyjmować od strony RUFY!!! W tych
    warunkach jacht narażony jest na natychmiastową wywrotkę w stopniu
    równie małym jak przy uderzeniu od dziobu (długość jachtów jest -
    jescze! :-> - znacznie większa od ich szerokości, za to wiatr
    popędzi jacht w stronę dopływania w którą jest przystosowany. Im
    większa prędkośc - tym łatwiejsze będzie utrzymanie bezpiecznego
    kursu. Gdy szkwał uderzy od dziobu, i jacht zacznie płynąć tyłem -
    żaden sternik nie utrzyma go na tym kursie dłużej niż kilka sekund.
    To udaje się tylko podczas manewrów ćwiczonych przy spokojnym
    wietrze na kursach PZŻ. Co więcej, im później sternik straci
    panowanie nad jachtem, tym większą ma szansę na utratę steru podczas
    niekontrolowanego zwrotu "na wstecznym".

    Gdy "zwykły" szkwał przyjmujemy w "pezetżetowski" sposób, ostrząc do
    wiartru, i ewentualnie luzując żagle, a szkwał ten okazuje się
    dłuższy niż te które dotąd spotkaliśmy, i łódka zaczyna w
    niekontrolowany sposób odpadać nabierając coraz większego przechyłu -
    NIE WOLNO!!! kurczowo trzymać dalej steru wyłożonego "na burt", na
    ostrzenie. Jacht bez prędkości już więcej nie wyostrzy, przeciwnie,
    przy ruchu wstecznym ster zadziała odwrotnie, i ustawi jacht burtą
    do wiatru. Wtedy nawet przy zupełnie wyluzowanych żaglach jesteśmy
    zdani wyłącznie na łaskę szkwału, czy okaże się dostatecznie silny
    aby wywrócić jacht. Jedyny ratunek - to przemóc wyćwiczony na PZŻ-
    towskich kursach "odruch warunkowy" i ściągnąć rumpel do siebie, na
    odpadanie. Siła odśrodkowa ma szansę błyskawicznie wyprostować
    przechylony już jacht, gdy od bajdewindu lub półwiatru przejdziemy
    do pełnego baksztagu przyczyna przechyłu zniknie, zwłaszcza jeśli
    jednocześnie podniesiemy częsciowo miecz. Gdy uderzenie mocnego
    szkwału się skończy, wrócimy na poprzedni kurs.
    Zapamiętaj to, przećwicz i przekaż swojemu dziecku, zanim i je
    nafaszerują głupotami na kursie PZŻ!

    > Potem ze zdziwieniem stwierdził, że mu się fok "odrolował" pod
    > mnaporem wiatru, a grota miał spuszczonego, więc praktycznie
    > stracił możliwość manewrowania...

    Trudno mi autorytatywnie orzec dlaczego tamta żaglówka (Omega?)
    która wywróciła się w Mikołajkach na oczach milionów telewidzów,
    porzuciła bezpieczny kurs z wiatrem i ustawiła się burtą akurat do
    nadciągającego "białego szkwału". Byłem przekonany że wyjątkowo duża
    fala ustawiła tak kadłub wbrew woli sternika. W tych warunkach
    mógłby jeszcze pomóc jakiś sztormowy foczek, nadający jachtow
    iwiększą prędkośc a tym samym zwiększający śkuteczność steru oraz
    powiększający zawietrznośc jachtu, ale po pierwsze na jachtach
    czarterowych brak takowego, po drugie - przy 12B to nawet fok od
    Cadeta użyty w tej roli poszedłby w strzępy albo połamał maszt. A
    skrawek foka na rolfoku - istotnie się odrolował. "Tut uż darog
    choroszyj sowiet" jak mawiają nasi Bracia Zza Buga.
    Jednak tamten sternik przyznał potem że tak "po prostu" skręcił
    sobie w stronę brzegu (i to tego obetonowanego), aby tam dobić. Bo
    tam piwo dają? Bardzo prawdopodobne, bo jak się okazało, miał 1
    promil we krwi. Dobrzxe chociaż że przynajmniej z tegfo ostatniego
    faktu wyciągniemy chyba jednobrzmiące wnioski.

    > O podstawach praktyki bezpieczeństwa, jak zakładanie kapoków całej
    > załodze (a już niepływającym dzieciakom w szczególności) wobec
    > nadchodzącego frontu burzowego

    Bo zakładanie kapoków to obciach, tak jak i refowanie lub zrzucanie
    żagli gdy inni tego nie robią, a chowanie się w trzcinach to obciach
    do kwadratu :-> To oczywiście nie jest moje zdanie, gdy wiała
    szóstka na święcajtach pływałem w kapoku mimo że kołnierz nieco
    przeszkadzał, w końcu zostawiłem jacht w zacisznym Kalu i do
    Węgorzewa dotarłem na piechotę.

    > (zapowiedź tego, co się stało każdy znający choćby torchę podstawy
    > meteorologii mógł wyczytać z nieba godzinę wcześniej).

    A czego Ty chciałbyś wymagać jeszcze od absolwentów kursów na patent
    PZŻ, skoro całą swoją mózgownicę musieli oni wysilić, aby wykuć na
    pamięć jaką sekwencję komend wydaje się podczas manewru "człowiek za
    burtą" a jaką podczas dochodzenia do kei? Sam widziałem jak to się
    robi w tzw. Licencjonowanej Szkole Żeglarstwa PZŻ o niepolsko
    brzmiącej nazwie, jaka działa w Zegrzu Południowym: najpierw
    zupelnie bez sensu zrzucano foka podczas dochodzenia do kei (chyba
    tylko po to aby komend było więcej do wyuczenia) a potem
    robili "człowieka za burtą" wprawdzie "podręcznikowo" ale za to
    oddalając się od niego na odległość blisko 200m, tak że przy
    większej fali mogliby stracić tonącego z oczu. Nie mam już powodu
    aby darzyć szefa tej szkółki jakimkolwiek szacunkiem: trzeba być
    skończoną mendą aby chochoła przeznaczonego do ćwiczeń "człowieka"
    ustoić w organizacyjny mundurek żeglarzy walczących o wolność od PZŻ.
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • ignorant11 23.08.07, 18:53

    Sława!

    Zatem skoro szkolenia są nie najlepsze to należy je znieść całkowicie.
    Tyk można podsumować wywody tomjaniego.

    Natomiast gdy ktoś widzi cumulonimbusa to jedynie idiota nie przygotowuje sie na
    jego przyjecie.

    JA NB zrucałem grota nawet na dużym morskim jachcie o wyporności ca 20t

    Forum Słowiańskie
    gg 1728585
  • ignorant11 23.08.07, 19:01

    Sława!

    Chyba jednak przy podmuchach 12B jedynym ratunkiem jest uciekac, bo wątpie aby
    jakakolwiek srodladowa łódka dała rade wytrzymać taki podmuch

    Przetrwanie czego takiego to raczej kwestia szczęścia niż rozumu. I to w miejscu
    choć troche osłonietym.

    Natomiast ktoś kto zostaje na wodzie i z pełnymi żaglami to po prostu samobójca
    albo nieświadomy idiota.

    Nie trzeba wielkiej wiedzy meteo bo każdy zna przypadki wyrywania drzew przez
    takie letnie szkwały

    Bardzo sceptycznie podchodzę do info o 2m i 3m falach. Te z obejrzanych filmów
    szacuje na góra 1m.

    Forum Słowiańskie
    gg 1728585
  • jurmak1 23.08.07, 21:14
    ignorant11 napisał:


    > Chyba jednak przy podmuchach 12B jedynym ratunkiem jest uciekac, bo wątpie aby
    > jakakolwiek srodladowa łódka dała rade wytrzymać taki podmuch

    No nie, kto by pomyślał... Też tak uważam.


    > Bardzo sceptycznie podchodzę do info o 2m i 3m falach. Te z obejrzanych filmów
    > szacuje na góra 1m.

    I znowu muszę się zgodzić, po prostu fala nie miała czasu się "wybudować".
    Miałem podobną sytuację na Bałtyku na wysokości Góry Szwedów. Pizneło tak, że
    zrobiliśmy akwarium a fala może miała z metr...


    --
    Pozdrowienia Jurek M
  • chaladia 23.08.07, 22:06
    Chętnie dowiedziłabym się opinii PT Kolegów i Koleżanek z
    doświadczeniem morskim na temat teorii Tomjaniego o sztormowaniu z
    wiatrem w rufę. Potwierdzam, że nie mam dużego doświadczenia
    morskiego, ale to jest sprzeczne ze wszstkim, czego mnie uczono i co
    mogę wywnioskować ze znajomości praw fizyki. Na morzu, bez brzegu po
    zawietrznej taka "ucieczka przez burzą" może i ma szanse powodzenia,
    ale posuwając się w kierunku zgodnym z kierunkiem wiatru przedłuża
    się czas wystawiania się na ekstremalne warunki, nawet jeśli
    prędkość jachtu "amortyzuje" trochę prędkość wiatru na skutek
    odejmowania się wektorów. Na Mazurach taki pomysł wydaje się
    samobójczy, bo w parę minut akwen by się skończył, a wiatr
    wyrzuciłby jacht na brzeg zawietrzny. Lepiej nie myśleć, co by się
    wtedy działo... mając wiatr z rufy nie ma się żadnej szansy na
    zrzucenie jakiegokolwiek żagla - oczywiście w warunkach szkwału to i
    tak może być niemozliwe...

    Mnie naprawdę doświadczeni żeglarze uczyli, że jak się coś takiego
    dzieje, należy stanąć dziobem do wiatru i wyrzucić z dziobu
    prowizoryczną dryfkotwę z wiadra, która będzie trzymać jacht do
    wiatru, jako że istotnie ster nie na wiele się przyda.

    --
    Salaamu Wa-alleikum

    Chaladia Bolandi
  • tomjani 24.08.07, 10:06
    chaladia napisał:

    > Chętnie dowiedziłabym się opinii PT Kolegów i Koleżanek z
    > doświadczeniem morskim na temat teorii Tomjaniego o sztormowaniu z
    > wiatrem w rufę.

    Białego szkwału na wodzie nie przeżyłem (chyba że na brzegu Narwi,
    ale skoro jacht zdążył dobić już do brzegu, wnioski nie mogą być
    miarodajne). Natomiast pewnego czerwcowego dnia 2003 roku mocno kuło
    na Zegrzu - tak regularnie 6-7. Pływałem tylko na foku, jednak w
  • tomjani 24.08.07, 10:09
    Jeszcze raz - bo system wylogowała potem obciał; dobrze że text
    odzyskałem po wielokrotnym kliknięciu "cofnij" - to wskazówka na
    przyszłość.
    chaladia napisał:

    > Chętnie dowiedziłabym się opinii PT Kolegów i Koleżanek z
    > doświadczeniem morskim na temat teorii Tomjaniego o sztormowaniu z
    > wiatrem w rufę.

    Białego szkwału na wodzie nie przeżyłem (chyba że na brzegu Narwi,
    ale skoro jacht zdążył dobić już do brzegu, wnioski nie mogą być
    miarodajne). Natomiast pewnego czerwcowego dnia 2003 roku mocno kuło
    na Zegrzu - tak regularnie 6-7. Pływałem tylko na foku, jednak w
    pewnej chwili powiało tak mocno że aby ratować się przed przechyłem,
    musiałem uciekać z wiatrem. Niedługo, kilkanaście sekund, po czym
    mozolnie odrabiać utraconą wysokość.

    > ale to jest sprzeczne ze wszstkim, czego mnie uczono

    Napisz proszę gdzie Cię tak uczono i podaj nazwisko instruktora.
    Dobrze byłoby uchronić innych od powielania zgubnej nauki.

    > i co mogę wywnioskować ze znajomości praw fizyki.

    Mało bylo fizyki w moim wywodzie? Jeżeli mało, to wypłyń na jezoiró
    łódką, zrzuć wszelkie żagle, zostaw ster i zobacz jak ustawi się
    kadłub (w obecności fali oraz bez niej).

    > posuwając się w kierunku zgodnym z kierunkiem wiatru przedłuża
    > się czas wystawiania się na ekstremalne warunki,

    Mylisz się. Biały szkwał nie pędzi z jednakową mocą przez całe
    jezioro; zwykle kończy się zanim osiągnie brzeg. Przede wszystkim
    jednak zrozum wreszcie że ŻADEN jacht, ŻADEN pomocniczy silnik nie
    zdoła się przeciwstawić sile huraganu! I tak nie masz co liczyć
    na "przebicie" się przez tuman bialego szkwału.

    > nawet jeśli prędkość jachtu "amortyzuje" trochę prędkość wiatru na
    > skutek odejmowania się wektorów.

    Tiaaa, kłaniają się lamenty kpt. Krzysia Kwaśniewskiego na Sail-ho,
    jaką to tragedią było nadanie w 1981r prawa do samodzielnego
    prowadzenia jachtów (do 20mkw żagla) żeglarzom jachtowym. Tak, Ty
    pewnie nie pamiętasz już złych czasów sprzed tamtej daty, gdy do
    prowadzenia byle Omegi trzeba było legitymować się patentem sternika
    (żeglarzowi wolno było jedynie pod nadzorem instruktora!). A
    zdobywało się go po uzyskaniu patentu żeglarza, zaliczeniu 300km
    stażu po wodach śródlądowych (jednodniowe rejsy po Zegrzu nie
    wliczały się) oraz przebyciu morderczych galer na parszywych,
    topornych, niesterownych, przaśnych dezetach! DLaczego Krzysiowi
    (skądinąd sympatycznemu) tak tęskno do czasów minionych? Bo uważa
    tamten reżim za słuszny: skoro największą jednostką spotykaną na
    śródlądziu byla wtedy dezeta, to wg niego logicznym było że egzamin
    dający uprawnienia na prowadznie jachtów po śródlądziu zaliczało się
    na niej. A dla kogo zliberalizowanie tamtych nieżyciowych przepisów
    było taką tragedią mogącą znaleźć finał z zakładzie dla nerwowo
    chorych? Dla dzieci, kadeciarzy , podopiecznych kapitana Krzysia,
    którzy musieli uzyskać patent żeglarza (kto do qrzej nędzy
    warunkował pływanie na Cadetach od uzyskania patentu skoro przepisy
    tego nie wymagały?). Bo tym dwunastolatkom od czasu zliberalizowania
    przepisów - kazano wqwać na pamięć WEKTORY z podręczników!!! Dopiero
    po pół roku wypełnionego stresem, płaczem i lamentem pan Krzysio
    ośmielił się wystąpić do CKE aby tamten cymbał który kazal wqwać
    dzieciom wektory zweryfikowął swoją decyzję, przynajmniej w
    odniesieniu do tych dzieci. No i proszę, mamy efekty: wektory umie
    się rysować, ale logicznie myśleć - już nie!

    > Na Mazurach taki pomysł wydaje się samobójczy, bo w parę minut
    > akwen by się skończył, a wiatr wyrzuciłby jacht na brzeg
    > zawietrzny.

    Trudno. Jakieś straty muszą być, skoro wcześniej zlekceważyło się
    nadciągającą od godziny chmurę i nie poszukało bezpiecznego
    schronienia, tylko pędziło na złamanie karku do Mikołajek (miejsca
    niebezpiecznego jak sto..., z uwagi na betonową nieosłoniętą keję)
    aby zdążyć na piwo. Nie wszędzie jednak wyrzucenie jachtu na brzeg
    musi skończyć się jego cięzkim uszkodzeniem. Zwykle największy
    kłopot sprawia wyplatanie go z trzcin po przejściu burzy. Można
    sobie ułatwić zadanie, rzucając kotwicę w końcowej fazie. Ale trzeba
    i wtedy przewidywać, nie panikować.

    > Lepiej nie myśleć, co by się wtedy działo...

    A co się działo w wyniku wywrotek na środku jeziora, bo ktoś
    próbował postępować jak go na kursach uczono? Myśleć nie trzeba,
    rezultat już widać ['] ['] ['] [']...

    > mając wiatr z rufy nie ma się żadnej szansy na
    > zrzucenie jakiegokolwiek żagla

    ???? Czyżby kolejna "mondrość" zasłyszana na kursie? Tu nawet muszę
    oddać sprawiedliwość autorom podręczników PZŻ a także instruktorom
    którzy mnie szkolili: przynajmniej foka można bezproblemowo zrzucać
    w każdym kursie (z grotem też się to czasem udaje, ale nie jest to
    bezpieczne i zawsze oznacza szarpaninę :-( ) Twój kurs musiałbyć
    wyjątkowo tandetny.

    > - oczywiście w warunkach szkwału to i tak może być niemozliwe...

    W warunkach _białego_ szkwału, o ile na maszcie został grot - maszt
    najprawdopodobniej poleci w drzazgi. Jeżeli został fok - jest szansa
    ze skończy się to jego wytrzepaniem. Pod warunkiem ze zternik
    przezornie rozwiąze "ósemki" na końcu szota.
    >
    > Mnie naprawdę doświadczeni żeglarze uczyli, że jak się coś takiego
    > dzieje, należy stanąć dziobem do wiatru

    Stań dziobem do wiatru lekką mieczową łodką w obliczu nadciagającego
    białego szkwału, gdy już od dłuższego czasu wieje 7-8B. Wywalisz się
    zanim dopadnie Cię szkwał. Jedyna korzyść będzie taka że może masztu
    nie połamie.

    > i wyrzucić z dziobu prowizoryczną dryfkotwę z wiadra,

    Taaa, z wiadra, najlepiej takiego z hipermarketu z plastikowym
    uchem. Nie sądzę aby lina z samym tylko uchem, zwłaszcza złamanym
    była skuteczną dryfkotwą.

    > która będzie trzymać jacht do wiatru, jako że istotnie ster nie na
    > wiele się przyda.

    Ale przecież w poprzedniej wypowiedzi miałeś gotową już receptę:
    odwrócić się dziobem do szkwału! Teraz każesz kombinować coś z
    wiadrami, a szkwał tuż tuż.
    Pozdrawiam i polecam przeczytać lekturę obowiazkową: Klemens
    Grzegórski, "Jak żeglować w trudnych warunkach po śródlądziu". To
    dało mi więcej niż wszelkie kursy PZŻ jakie dotąd zaliczyłem. Mała,
    cienka broszurka zamiast podręczników "wiedzy tajemnej" wymaganej na
    stopień żeglarza. Nawet mógłbym pożyczyć, niestety tandetnie wydana
    i dawno już rozpadla się na poszczególne kartki.
    --
    Tomek Janiszewski
  • seaskipper 24.08.07, 12:32
    Sława!

    Z tym dłuzszym wywodem tomjaniego musze sie zgodzic, ale oczywiscie z malymi
    uwagami/korektami.


    PO pierwsze: to nawet na ciężkim oceanicznym jachcie bardzo trudno jest zrobic
    sztag w trudnym warunkach i przy fali. Miałem kłopoty na Riglu przy 8B 4P, po
    prostu bardzo ciezko dochodził do linii wiatru z zarefowanymi zaglami. Znacznie
    łatwiej robi sie rufe...

    Dlatego generalnie "sztormuje" z wiatrem i to jest uważane za bezpieczniejsze
    zawsze.

    Na Bavarii juz przy 7B nie dawało sie płynac na wiatr-stałem w miejscu, sternicy
    mieli kłopoty z utrzymaniem ostrego kursu, dosc nagminnie lódka im przechodziła
    linie wiatru.

    Jednak morski jacht tylko sie mocno wyginał, mieczówka leżałaby.

    Po drugie: nie bardzo umiem sobie wyobrazić owe dorażne dryfkotwy szczególnie z
    plastikowego wiadra, metalowe bardziej, ale tez sceptycznie, jesli juz to
    bardziej wierzyłbym w cumy, buchty.., bo latwiejsze wiec szybsze do zrobienia i
    duzo pewniejsze.

    Po trzecie: gdy juz widac ze szkwał będzie mocny nie ma czasu na jakies
    powazniejsze operacje, nawet nie ryzykowałem refowania grota, ale tylko
    zwalałem, aby miec male zagle w chwili przyjęcia szkwału, ani aby tańczący bom
    nie pozrzucał ludzi do wody.

    Po czwarte: ostrzenie w podmuchu nie jest jakims dziwnym wynalazkiem, ale
    normalna praktyka nawet na jachcie morskim/balastowym aby zmniejszyc przychył
    czy zyskać na wysokosci. Tu dowodem jest oczywiscie tak "ukochany" przez
    tomjaniego rachunek wektorów- po prostu wiatr pozorny staje pełniejszy przy
    wzroście siły wiatru, a przeciez jednak płyniemy wiatrem pozornym a nie
    rzeczywistym.

    PO piate: oczywiscie te uwagi odnosza do szczególnych sytuacji:

    a. ostrzymy by zmiejszyc przechył/zyskac na wysokosci, ale w warunkach takich,że
    da sie jeszcze płynać, bardzo silny szkwał wolalbym przyjmowac jednak od tyłu.
    Tak tez przyjmowałem na majówce, gdy zlapało nas pod pelnymi zaglami. Bałem sie
    jedynie,że sternik nie wyrobi i zrobi rufe, bo nie utrzyma na pełnych zaglach i
    pojdzie grot, albo wanta, ale udało sie, gdy zelzalo odwazyłem sie wyostrzyc i
    zarefowac.

    b. bardzo dobrze jest odpalic silnik.
    c. sam silnik jesli nie jest bardzo mocny moze nie dac rady- miałem taka
    nieprzyjemność na wyjsciu z Górek, gdy silnik dawał V do 0,5kt, a falochron nie
    chcial sie oddalac, a łodka tańczyła na fali pod wiatr.


    PO szóste: zeglarstwo morskie to jednak znacznie odrębne zeglarstwo od
    szuwarowego, bo:

    a. mamy lodke z definicji przygotowana i nawet projektowana na ciezkie warunki
    b. na morzu lepiej widac- szkwał z wielu mil

    Reasumujac gdybym juz dał sie złapac przez taki szkwal, to raczej uciekałbym na
    przednim zaglu, albo na takielunku, odpalił silnik.., modlił sie aby najszybciej
    sie skończylo...

    NB Zdarzyło mi sie przemierzyc caly zalew Szczeciński na takielunku.

    Wiatr nie był zbyt silny, moze do 6B, ale raczej dobre N5B. Silnik padł zaraz na
    wyjsciu z Kanału Piastowskiego, a stary nie chciał za szybko plynac do Trzebiezy
    aby po nocy sie nie wpakowac na miel.
    Plan był aby powoli doplynac pod Trzebiez i rano sciagnąć "holownik" aby na
    wciagnal do samego portu.

    No i jechalismy 2-3kt nawet weszlismy do srodka, na kawałku foka, ale to
    oczywiscie nie sztormowanie lecz zegluga jednak awaryjna.

    Nie wiem jak pływa lodka szuwarowa na samym takielunku na silnym wietrze, czy
    byłaby sterowna?





    Forum Słowiańskie
    gg 1728585
  • jano2007 24.08.07, 13:45
    Parę tyg temu wyniosłem książki o tematyce żeglarskiej do piwnicy.
    Ostała się jedna: ta właśnie książczyna formatu A6. Niby wszystko
    się wie ;-) a reszta jest w necie ale zawsze do niej lukam przed
    sezonem. I zawsze mój szcunek dla autora rosnie. Krótko, konkretnie
    i do rzeczy.
  • ignorant11 25.08.07, 02:30
    jano2007 napisał:

    > Parę tyg temu wyniosłem książki o tematyce żeglarskiej do piwnicy.
    > Ostała się jedna: ta właśnie książczyna formatu A6. Niby wszystko
    > się wie ;-) a reszta jest w necie ale zawsze do niej lukam przed
    > sezonem. I zawsze mój szcunek dla autora rosnie. Krótko, konkretnie
    > i do rzeczy.


    Sława!

    To poprosze o link. Nie zaszkodzi przeczytac, bo niby sie wie, ale...

    Forum Słowiańskie
    gg 1728585
  • kabestana 01.05.08, 16:16
    uważam, że warto.
    nie tyle, żeby wypożyczyć jacht, tylko po to, żeby sobie radzić.
    z doświadczenia wiem, że osoby nawet z patentem, ale po dłuższej
    przerwie, albo wielkim szczęściem zdobytym, potrafią być dużym
    zagrożeniem dla innych- kajakarzy itd., bo sądzę, że osoby z
    WŁAŚCIWYM patentem by sobie poradziły w takiej sytacji.
    nawiasem, na MAzurach i tak jest już tyle ... hm,
    powiedzmy... "zawalidróg", że szkoda gadać.
  • tomjani 07.05.08, 14:38
    kabestana napisała:

    > uważam, że warto. nie tyle, żeby wypożyczyć jacht, tylko po to,
    > żeby sobie radzić.

    A lepszych sposobów (choćby rejs z doświadczonymi qmplami lub kimś
    rodziny) nie ma?

    > z doświadczenia wiem, że osoby nawet z patentem, ale po dłuższej
    > przerwie, albo wielkim szczęściem zdobytym,

    Czyżbyś zatem proponowała obowiązkowe cykliczne egzaminy
    sprawdzające dla posiadaczy patentów? Zwłaszcza po przerwie
    trwającej powiedzmy, dłużej niż 2 sezony. Potwierdzenie odbycia
    praktyki w danym roku uzyskiwałoby się np. w licencjonowanych
    mazurskich przystaniach PZŻ, mianowicie w Starych Sadach lub
    Kozinie ;-)

    > potrafią być dużym zagrożeniem dla innych- kajakarzy itd.,

    I trup ściele się gęsto?

    > bo sądzę, że osoby z WŁAŚCIWYM patentem by sobie poradziły w
    > takiej sytacji.

    Może jako ten "właściwy" warto by polecić np. patent RYA?

    > nawiasem, na MAzurach i tak jest już tyle ... hm,
    > powiedzmy... "zawalidróg", że szkoda gadać.

    Ale chyba te "zawalidrogi" patenty PZŻ miały? Bo mieć musiały, aż do
    końca ub. roku.
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • a_weasley 07.05.08, 14:47
    tomjani napisał:

    > kabestana napisała:
    >
    > > uważam, że warto. nie tyle, żeby wypożyczyć jacht, tylko po to,
    > > żeby sobie radzić.

    > A lepszych sposobów (choćby rejs z doświadczonymi qmplami lub kimś
    > rodziny) nie ma?

    Są inne. Czy lepsze, to nie wiem.

    > Może jako ten "właściwy" warto by polecić np. patent RYA?

    No pewnie. Przecież każde dziecko wie, że patent RYA jest cacy, bo nie jest PZŻ,
    a patent PZŻ jest be, bo jest PZŻ. Patentów PZŻ nie ma sensu robić, bo one są
    bez sensu.

    --
    Wigilia w Norze
    Listy starego diabła do młodego
  • tomjani 08.05.08, 11:00
    a_weasley napisał:

    > > A lepszych sposobów (choćby rejs z doświadczonymi qmplami lub
    > > kimś rodziny) nie ma?
    >
    > Są inne. Czy lepsze, to nie wiem.
    >
    > > Może jako ten "właściwy" warto by polecić np. patent RYA?
    >
    > No pewnie. Przecież każde dziecko wie, że patent RYA jest cacy, bo
    > nie jest PZŻ a patent PZŻ jest be, bo jest PZŻ. Patentów PZŻ nie
    > ma sensu robić, bo one są bez sensu.

    Ja wyżej zacytowaną opinię mogłem wyrobić sobie choćby tylko na
    podstawie obserwowanych w ub. roku wyczynów pewnej Licencjonowanej
    Szkoły Żeglarskiej PZŻ o których pisałem wcześniej w tymże wątku. A
    zresztą to Ty sam śpiewałeś niegdyś na niniejszym Forum "Jejku,
    jejku, mówię wam jaki kurs za sobą mam". To był chyba kurs wg
    programu PZŻ? :-P
    --
    Tomek Janiszewski
  • a_weasley 11.05.08, 20:39
    tomjani napisał:

    > A zresztą to Ty sam śpiewałeś niegdyś na niniejszym Forum
    "Jejku, jejku, mówię wam jaki kurs za sobą mam".

    Juści śpiewałem, o <a
    href="http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10024&w=46418193&a=50433002>tutaj</a>.

    > To był chyba kurs wg programu PZŻ? :-P

    A był, był, i MSZ to właśnie go uratowało.
    Kurs językowy, który ma przygotować do egzaminu CAE, KDS czy inne TAED, może być
    prowadzony metodą Callana, Hamana albo Barana, ale ma przygotować do egzaminu o
    z góry wiadomym zakresie i standardzie wymagań, a nie nauczyć języka w zakresie
    takim, jak to szkoła uważa za potrzebne i do czego się poczuwa za tak marne
    pieniądze. Można mieć zastrzeżenia, czy to jest potrzebniejsze czy co innego
    (tak jak w przypadku kursu na prawo jazdy), ale na dzień dzisiejszy zakres
    materiału i wymagany na kursie stopień jego opanowania jest taki, jaki jest.
    Jaki jest, taki jest, ale przynajmniej wiadomo, jaki jest. Jak uczą, tak uczą,
    ale przynajmniej wiadomo, czego wymagać. Kurs na żeglarza, sternika, GMDSS,
    prawo jazdy kategorii ABT czy certyfikat Deutsch als Fremdsprache - ma z góry
    założony zakres umiejętności, a perspektywa zewnętrznego egzaminu motywuje
    jednako nauczycieli i uczniów.

    --

    Dżentelmen jezdni jest przyjacielem przechodnia. Ale jezdnia to nie pastwisko,
    łachudro!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka