Dodaj do ulubionych

i jak to sie ma do terapii?

  • szalicja 17.11.09, 15:28
    Kurcze a ja sama już nie wiem... Sama na własnym przypadku doświadczyłam poprawę
    u Mateuszka. Ale on wtedy miał candidę... Masakra jakaś i tyle. Mój maż jakby to
    przeczytał to by go tylko utwierdziło w przekonaniu, że w takim razie nie należy
    robić nic tylko czekać sobie a ja jestem totalną kretynką, która przepuściła
    fortunę na leczenie oraz straciła masę czasu, który można było spędzić na
    kanapie z pilotem. A może to taki sam "sort" jest autorem?--
    Mati, moje słońce
    Blog Mateuszka
  • madziulec 17.11.09, 15:37
    A ja tu cos powiem z wlasnego doswiadczenia.
    Mowia by odstawiac mleko, cukier itp.

    Ok. bylismy u laryngologa. Posluchalam, ze w ogole mleko to sluz i w ogole
    morderca. Nie chcialam byc niegrzeczna i nei wyszlam z gabinetu, ale co sobei o
    pani doktor pomyslalam to moje.
    Pani doktor zapisala homeopatie. Ok. zastrzyki. Bolesne jak nie wiem co i to az
    10 bylo.
    Przebolelismy, z placzem i w ogole.

    No nic.
    Dieta...
    Sorki.

    Miala byc. Probowalam.
    Mleko sojowe jeszcze Misiek jakos przyjal. Ryzowe i owsiane olal. Powiedzial, ze
    paskudne i on tego nie chce.
    Ja sie nawet nei dziwie.

    Po tygodniu prob ustalania diety i kombinowania co moge dac dziecku do jedzenia
    szlag mnie trafil i diete odstawilam.
    Dziecko uradowane wypilo mleko.
    Jest wesole, radosne, ma humor, dobrze spi.

    Panie w przedszkolu mowily, ze nie jedzac tego wszystkiego i nie pijac Misiek
    byl smutny i patrzyl tesknie na inne dzieci.
    Co to dawalo?? Stres...


    Bez sensu.
    --
    http://zum.org.pl/img/banners/zum-234x60.jpg
    Forum dla Rodziców dzieci z
    wadami dróg moczowych

    Ocen przedszkole Twojej pociechy
  • iska2009 17.11.09, 16:26
    Tez to czytalam i tez sie zastanawialam jak to jest.
    No bo z jednej strony diety, leczenie candidy itd sa polecane przez
    wielu specjalistow (m.in. Synapsis) jako jeden z elementow tzw.
    kompleksowej terapii i z roznych badan (glownie amerykanskich)
    wychodzi, ze faktycznie jest jakis odsetek dzieci, ktorym tego
    rodzaju postepowanie pomaga. Podobnie jest z chelatacja - istnieje
    cala teoria o zatruciu rtecia i innymi metalami ciezkimi jako zrodle
    autyzmu u niektorych dzieci.
    No ale sa też takie egzemplarze ktorym diety i cale to tzw. leczenie
    biomedyczne nie pomaga i chyba po prostu dowodzi to tego, ze jednak
    autyzm jest zlozonym schorzeniem o wielu przyczynach a terapie jak
    same kiedys juz stwierdzilysmy to szukanie po omacku i stosowanie
    metody prob i bledow.
    Ja sama zbieram sie w sobie, zeby sie przejsc z mlodym do lekarza
    DAN, zrobic mu te wszystkie wypasione badania i sprobowac go
    poleczyc wg ich zalecen. Ale stuprocentowego przekonania czy dobrze
    zrobie nie mam. Na razie odstawilam mleko na probe - mlody mial
    kiedys alergie wiec poszlo na pierwszy ogien jako najbardziej
    podejrzane - ale jakichs spektakularnych efektow nie zaobserwowalam.
    A dzieciaka tez mi szkoda, bo jogurty, kefiry i ser to byla nieomal
    podstawa jego diety, wiec ciezko jest.
  • gemmavera 17.11.09, 20:51
    No ja, powiem szczerze, zdecydowanie skłaniam się ku temu, co twierdzi ten
    pan... Ale moje dziecko ma "tylko" Aspergera, więc może się nie znam. Na forum
    dzieci.org jest sporo rodziców, którzy uważają, że ich dzieciom to całe
    podejście "biomedyczne" pomogło.

    Bywały tu gorące dyskusje na ten temat. :)
    Np. tu:
    forum.gazeta.pl/forum/w,10034,87618456,87618456,Dr_Magdalena_Cubala_Kucharska_prosze_o_opinie_.html

    --
    To conquer death you only have to die.

    Inny Świat
  • oleczek555 18.11.09, 08:56
    ja też się często zastanawiam, czy to ma sens, szczególnie,że kasę walę w to nie małą. wielkich cudów psychicznych(ale faktycznie jest bardziej kontaktowa, no i mowa bierna poszła do przodu, może bardziej skupiona, lepiej się z nią pracuje)nie widzę, a tego najbardiej bym chciła(tk jak każdy).
    ale u mnie dużo fizycznie się poprawiło po diecie i leczeniu.mała zupełnie zmieniła stosunek do jedzenia(wczesniej na nowe smaki tylko wymiotowała i pluła), teraz pięknie gryzie i chętnei próbuje nowe smaki. polepszyła jej się odporność(od roku bez antybiotyku), w koncu usuneliśmy katar, przez co polepszył się słuch, a przy jej małym niedosłuchu to bardzo ważne, zmniejszyły się jej węzły chłonne i jęzor, przez co mniej go wypina(no i wygląda lepiej), ale niestety nadal strasznie dużo liże,mniej rzuca się przez sen.aaa i ma dużo bogatszą mimikę.
    z tym,że ona nie ma diagnozy autyzmu, tylko zachowania, ale niestety sporo...i zaburzenia SI
  • szalicja 18.11.09, 10:57
    Ja Wam powiem tak - na bank, jeśli jest candida, to trzeba pociągnać dietę bo
    ona bardzo zaburza rozwój. Wiem to po młodym, bo jak zaleczyłam (o wyleczeniu to
    jeszcze za szybko by mówić) a raczej zredukowałam rozrost candidy to Mati miał
    taki skok rozwojowy i rzeczywiście była poprawa koncentracji, rozwój mowy,
    znaczna poprawa kontaktu wzrokowego. Z czasem jeszcze inne "bonusy". Leczę
    młodego DAN, niby, bo jutro idę z wynikami i zobaczymy, jak to teraz będzie.
    Boję się szczerze mówiąc, bo mały marnie je ostatnio i mam problem ze
    śniadaniami i kolacjami. Wczoraj się złamałam i dałam młodemu kajzerkę (jeżu...)
    z margaryną bezmleczną i serkiem kozim. Młody wrąbał aż miło. A mleko... Odkąd
    mały poszedł we wrześniu do przedszkola i widział, jak dzieci jadły serki czy
    jogurty to była masakra. Panie mówiły, że jest duży problem. Złamałam się i
    zaczęłam podawaćkozie jogurty i serki. Mleko krowie młodemu nie służy, ale kozie
    może jeść. I tak. Młody nie przeżyje dnia bez jogurtu koziego. Ja nie wiem, jak
    nam każe odstawić te jogurty to będzie masakra a mąż wyrzuci mnie z domu pod
    pretekstem, że głodzę dziecko i eksperymentuję a generalnie jestem kretynką,
    która wmawia dziecku choroby. I dupa. Sama już nie wiem, co robić.
    --
    Mati, moje słońce
    Blog Mateuszka
  • el-loco 18.11.09, 13:14
    Ja uważa,że jeśli nie ma medycznych podstaw (candida,nietolerancja
    glutenu,alergia na mleko czy przepuszczalność jelit) to po co narażać
    dziecko na dodatkowe stresy związane z dietą ( nie mówiąc już o
    niedogodnościach tej diety dla rodziny). Bo tak.Zastanówmy się czy my
    mając zupełnie zdrowy żołądek zafundowałybyśmy sobie dietę
    dla "wrzodowców"? Po co? Autyzm jako zaburzenie złożone nie zostanie
    cudownie "wyleczony" dietą.Pan doktor ma rację,że
    zwolennicy "biomedycznych" metod sprzedają nam rodzicom nadzieję i
    wiarę w wyleczenie.Ale nijak ma się to do rzeczywistości.Bo tak jak
    autyzm jest zaburzeniem złożonym,tak jego "kuracja", "leczenie"
    powinno przebiegać wielotorowo.Sama,gdyby były jakieś pigułki na
    autyzm podałabym je mojemu dziecku.
    Nie dość,że dziecko jest "poszkodowane" autyzmem,to jeszcze mam je
    dręczyć dietami? Po co?
  • aagawek 18.11.09, 13:52
    Również zgadzam się z autorem.
    Dietę bezglutenową zarzuciliśmy już dawno, bo opiera się na kukurydzy, która
    jest dla małego silnym alergenem. Efekt jej był taki, że miałam wiecznie
    drapiące się do krwi dziecko.
    Jesteśmy na diecie bezmlecznej, ale dlatego, że po eliminacji mleka mamy pięknie
    przespane noce bez budzenia się i krzyków.

    Mimo ciągłego podawania glutenu Kuba idzie jak burza do przodu, przestał też
    "odpływac". Uważam, że to zasługa umiejętnie prowadzonej terapii i ją oczywiście
    cały czas kontynuujemy.
  • calosciowezaburzeniarozwojowe 18.11.09, 16:55
    Chce wniesc poprawke, ze podstawa diety bezglutenowej w przypadku dzieci
    autystycznych wcale nie jest kukurydza, wrecz przeciwnie, bardzo czesto sie ja
    wyklucza, albo conajmniej ogranicza, podobnie zreszta z soja, ktorej nalezy
    unikac w tej diecie.
    Nie zebym chciala kogokolwiek przekonywac do diety, bo jeszcze niedawno sama
    bylam sceptyczka (i gdyby nie wskazania stricte medyczne pewnie nigdy bym tego
    wyzwania nie podjela, bo wydawalo mi sie to nie do przejscia), ale przy tej
    diecie zaznacza sie, ze proba powinnna trwac przynajmniej 6 miesiecy, czesto
    mowi sie o 9-ciu miesiacach - tyle czasu niestety organizm pozbywa sie z glutenu
    i wtedy dopiero mozna ocenic czy od momentu wprowadzenia diety nastapily
    znaczace zmiany czy nie.
    Zaznacze, ze na diecie moj synek jest 2 miesiace i zadnych, najmniejszych zmian
    na plus nie zauwazam na razie, ale pociagne to dalej, bo po prostu okazalo sie,
    ze to nie takie trudne i da sie z tym w miare normalnie zyc, no moze musialam
    polubic nagle stanie przy garach, ale czego sie nie robi....
  • szalicja 18.11.09, 18:51
    Ja widziałam pierwsze zmiany już po miesiącu, ale może to dlatego, że wybiliśmy
    candidę...
    --
    Mati, moje słońce
    Blog Mateuszka

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka