Dodaj do ulubionych

czego brakuje w metodzie Cieszyńskiej?

14.03.12, 13:59
Mam pytanie przede wszystkim do korzystających z metody, ale może również ktoś tylko oczytany coś zasugeruje.

Jesteśmy w zasadzie zdecydowani na metodę Cieszyńskiej. Już zaczęliśmy, ale...obiecałam sobie, że priorytetem będzie dla mnie w terapii dziecka zawsze krytyczne używanie rozumu. Nie chciałabym stać się wyznawcą:) W każdym razie będę się starać.

Moim zdaniem cała metoda koncentruje się na funkcjach poznawczych, inne nieco bagatelizując. Wiem, że podstawowe założenie jest takie, żeby pobudzić funkcje lewopółkulowe, wyciszyć prawo- i że to popchnie do przodu wszystkie opóźnienia. Mam nadzieję, że tak będzie, ale trochę mi się włącza lampka ostrzegawcza.

Np. jeśli chodzi o SI, Cieszńska zaleca naturalną integrację. Sugeruje nawet, że szkoda pieniędzy na kosztowne ćwiczenia, zamiast tego rower, basen itd. Tylko że zaburzenia SI to nie tylko dotyk czy koordynacja ruchowa. Jak wyrównać słuch na rowerze? No więc ja z SI zrezygnować nie zamierzam. Martwi mnie trochę też ignorowanie potrzeb typu trening umiejętności społecznych.

Czy zauważyliście jakieś inne braki? O co - z Waszego doświadczenia - warto uzupełnić metodę Cieszyńskiej, żeby terapia była całościowa.

Proszę, nie zrozumcie mnie źle. Jestem bardzo na tak. Nie chciałabym tylko przeoczyć czegoś ważnego.

Edytor zaawansowany
  • gemmavera 14.03.12, 14:13
    Nie zagłębiałam się w temat, ale czy założeniem tej metody nie jest przypadkiem konieczność rezygnacji z innych form oddziaływan? Tak jak to piszesz o terapii SI?

    --
    I used to lift you up, now I get you down
  • ania-pat1 14.03.12, 14:42
    Ćwiczymy Cieszyńską jako met. wiodącą. Sama profesor wie, że córka chodzi na SI (ale koncentrujemy się wtedy bardziej na aktywności ruchowej i dominującej ręce - terapeuta od si to uwzględnia). Met. Cieszyńskiej jest czasochłonna - zakłada codzienne stolikowe zajęcia z dzieckiem - więc faktycznie dokładanie szeregu innych terapii jest obciążające. Fakt - met. zakłada że socjal powinien ruszyć niejako w odpowiedzi na wzrost umiejętności komunikacyjnych dziecka (nie chodzi o mowę, lecz o całość - interpretację uczuć, kontekstu, wnioskowanie na podstawie obserwacji, interpretację mimiki, uwspólnienie pola uwagi itd.). To co wyklucza się z metodą Cieszyńskiej (moim zdaniem) to behawiorka. Mnie i córce to pasuje - chociaż bywa mniej sympatyczne - dziecko ma wykonać zadanie i kropka, a nagrodą jest to, że się udało (met jest tak skonstruowana, że to działa, chociaż na początku bywa ciężko - im młodsze dziecko tym łatwiej). No i absolutnie wyklucza się "podążanie za dzieckiem" jako metoda. Tak, uważam, że brakuje TUS - rozmawiałam o tym i terapeuta powiedziała, że celem terapii nie jest zrobienie z dziecka duszy towarzystwa, lecz samodzielnego człowieka. Met. Cieszyńskiej zakłada, ze każde dziecko w normie intelektualnej po terapii da sobie radę w szkole masowej w klasie nieintegracyjnej. I faktycznie - obserwuję starsze dzieci - dają radę. Czy mają przyjaciół tego nie wiem. Czyli - poznawczo - super, dostosowanie do norm i wygów - super, lotny umysł - super, mowa ciała, rozumienie sytuacji i interpretacja - super, pole uwagi też, ogólny socjal - (poczty, muzea, zajęcia zorganizowane) - ok, przyjaźnie i relacje - to ćwiczymy z psychologiem met "jestem wyjątkowy".... Jak w każdej metodzie są takie elementy które mogą kolidować z innymi metodami - warto to omówić z terapeutami i np. na si ćwiczyć dominującą ręką i prosić o szeregowanie od lewej do prawej i o stosowanie sylab, a nie głosek (to przecież łatwe reguły). A że Cieszyńska poleca rower i basen i narty - to przecież coś co jest bliskie temu forum - dziecko jest dzieckiem i im bardziej to co robi zbliża się do tego co robią rówieśnicy tym lepiej. Cieszyńska zachęca do kółek aktorskich zamiast TUS itd.
  • tabletka_bez_krzyzyka 25.03.12, 11:44
    To jest raczej pytanie do eksperta. My dopiero zaczynamy. Po spotkaniu z dwoma terapeutami, w tym z prawą ręką prof. Cieszyńskiej, mam wrażenie, że nie wyklucza, ale trzeba / można niektóre rzeczy dostosować (w SI np. ćwiczenie dominującej ręki).
  • ojciec.karmiacy 25.03.12, 16:14
    nie wiem jak to jest, mamy SI już od niemal 3 lat, bez zabaw w dominującą rękę. Testy gotowości szkolnej pokazały, że lateralizacja przebiegła prawidłowo. Syn jest praworęczny, bez kłopotów. Pomimo, że ja jestem dyslektykiem, leworęcznym z zaburzeniami synchronizacji pionowej. Myślę, że SI nie zaszkodziło (myślę nawet więcej, ale tak na potrzeby metody prof. Cieszyńskiej;)) Myślę, że ważne jest aby zaspokajać potrzeby dziecka i żeby była współpraca rodziców i terapeutów. I to chyba wystarcza.
  • marika012 14.03.12, 14:39
    Przy Cieszyńskiej na pewno nie możesz stosować Tomatisa czy Johansena i biofeedbacku bo one pobudzają prawą półkulę.
    Cieszyńska neguje metody behawioralne ale ja osobiście nie widzę nic złego w obiecaniu dziecku nagrody za współpracę przy stoliku przy układaniu sekwencji czy odczytywaniu sylab.

    Cóż, są autyści, którzy dobrze komunikują się werbalnie, czytają płynnie (czyli wydaje się, że lewa półkula pracuje jak trzeba), a mimo to mają ogromne problemy w nawiązywaniu i podtrzymywaniu prawidłowych relacji z rówieśnikami. TUS-u bym nie odpuszczała. SI też, szczególnie u młodszego dziecka. Tym bardziej, że nie zakłócą metody Cieszyńskiej a bardzo mogą pomóc (widzę po moim młodym). Teraz ja też postawiłam na naturalne metody aktywności jak basen, rolki, narty, konie, bo młody trochę za stary na SI (9,5 roku) jednak gdy syn miał 6 lat zmiany na plus po kilku tygodniach SI były ogromne.
  • ania-pat1 14.03.12, 14:45
    Marka - ja też na początku nagradzałam za trudne zadania.... Ale teraz (po ponad roku) córka już nie ma takich potrzeb. Dodatkowo - lubi te stolikowe zajęcia - mogłaby je robić w kółko.
  • marika012 14.03.12, 14:49
    No i o to chodzi. Jak coś dziecię widzi 1,2 czy 100. raz to może być dla niego trudne. Więc potrzeba zachęty w postaci nagrody. Jak delikwent przećwiczy 1000 razy, wie z czym to się je, to lęk znika i może się zrobić nawet przyjemnie ;)
  • nefret_ete 14.03.12, 20:08
    "Przy Cieszyńskiej na pewno nie możesz stosować Tomatisa czy Johansena i biofeedbacku bo one pobudzają prawą półkulę. "

    naprawdę? Ja słyszałam, że muzyka ze słowami pobudza prawą półkulę, ale sama muzyka lewą. Teraz już nic z tego nie rozumiem...
  • marika012 15.03.12, 08:39
    Poczytaj tutaj:
    czasdzieci.pl/eksperci/id,50e5-psycholog_logopeda.html
    Cieszyńska ciągle podkreśla, że dla dzieci z problemami lewopółkulowymi zero stymulacji obrazem ruchomym i muzyką (nawet zabawki dźwiękowe i świecące są niedopuszczalne).
  • ania-pat1 15.03.12, 08:58
    "nawet zabawki dźwiękowe i świecące są niedo
    > puszczalne"

    Ale z założenia migające światełka odciągają (w negatywny sposób) uwagę większości dzieci ze spektrum - jakoś mnie nie dziwi że się ich nie poleca. Nawet u dzieci bez zaburzeń się nie sprawdzają - bo zabijają inwencję.
    Jeśli chodzi o trening słuchowy to w met. Cieszyńskiej polecane są płyty Wianeckiej - Słucham i uczę się mówić (o tyle fajne, że przystosowane do Polskich głosek i po polsku) - nie są drogie (w porównaniu z treningami słuchowymi) robi się je w domu - dziecko słucha w słuchawkach i jednocześnie czyta/ogląda książkę. Dla mojej córki zbyt nudne - ale słyszałam o b. pozytywnych rezultatach u małych, prawie nie mówiących dzieci (córka miała słuchać tylko "trudne głoski" - ale "weszły" same).
  • marika012 15.03.12, 09:26
    Moja NT trzylatka też słuchała "trudne głoski" :)
    Tylko ja puszczałam jej wieczorem przed spaniem przy zgaszonym świetle więc książeczek nie oglądała.
    Efekty rewelacyjne. Ja bardzo polecam program słuchowy Wianeckiej.

    Jak sobie przypomnę, ze wydałam 5 tys na Tomatisa dla młodego ZA i efektów nie widziałam żadnych to mnie do tej pory trzęsie.
  • annasie 15.03.12, 09:27
    My również pracujemy metodą Cieszyńskiej od prawie 4 lat. W tym czasie na zasadzie prób i błędów, próbowaliśmy różnych innych terapii, jednak zawsze metoda krakowska była naszą ,, wiodącą''. Obecnie nasz 6 latek uczęszcza na SI, ale mamy terapeutkę, która zna doskonale metodę Cieszyńskiej i choć z niektórym jeji założeniami się nie do końca zgadza, raczej też wykorzystuje ją do pracy z synem ( ćwiczy dominującą rękę, sylaby itp), ale głównie koordynacja ruchowa i napięcie mięśniowe. Nie mamy już nic innego ( oprócz wczesnego wspomagania i zajęć w przedszkolu). Choć muszę przyznać, że TUS chyba byłby wskazany. Swojego czasu chodziliśmy, ale było to prowadzone met. behawioralną. Rozmawiałam z prof. Cieszyńską na ten temat, chciała ona utworzyć zajęcia grupowe dla naszych dzieciaków nie kolidujące z jej metodą. Prawdopodobnie zajęcia odbywałyby się w Krakowie, my jesteśmy ,, wzięci pod uwagę'', może ktoś jeszcze byłby chętny?
    Co do efektów terapii- są. Edukacyjnie bez zarzutu, syn zdecydowanie przewyższa umiejętnościami swoich rówieśników, samodzielnie czyta, pisze, teraz ma wprowadzaną matematykę. Myślę, że za rozumieniem języka poprawiło się wszystko inne.
    I jeszcze coś, też uważam, że płyty Słucham i uczę się mówić są rewelacyjne. Napiszę więcej, wszystkie znane mi dzieciaki ( z autyzmem, z uposledzeniem umysłowym) po systematycznym słuchaniu tych płytek zaczynały więcej powtarzać,a wefekcie więcej mówić.
    Pozdrawiam:-)
  • ania-pat1 15.03.12, 09:33
    rawdopodobnie zajęcia odbywałyby się w Krakowie,
    > my jesteśmy ,, wzięci pod uwagę'', może ktoś jeszcze byłby chętny?

    Moja 5-latka - ZA, wysokofunkcjonująca, chętnie. Bardzo chętnie.
  • nefret_ete 15.03.12, 10:19
    "płyty Wianeckiej - Słucham i uczę się mówić (o tyle fajne, że przystosowane do Polskich głosek i po polsku) - nie są drogie (w porównaniu z treningami słuchowymi) robi się je w domu - dziecko słucha w słuchawkach i jednocześnie czyta/ogląda książkę. Dla mojej córki zbyt nudne - ale słyszałam o b. pozytywnych rezultatach u małych, prawie nie mówiących dzieci (córka miała słuchać tylko "trudne głoski" - ale "weszły" same)"

    potwierdzam, jeden i drugi syn-w czasie treningu mieli 2 i 2,5l- po 1,5-2mcach powtórzyli wszystkie słowa z 2 ksiażeczek. Od momentu gdy zaczęłam z nimi trenować , do momentu gdy powtarzali słowa- nie powtarzali żadnego dźwięku podczas treningu. Poza tym zaczęli wokalizować i naśladować. Wszystko z trudem, ale podczas roku terapii 2,5latka- niesamowity postęp. Teraz układa zdania wielokrotnie złożone. Z pewnością to nie zasługa tylko książeczek prof Cieszyńskiej ale na pewno się do tego sukcesu przyczyniły.
  • tabletka_bez_krzyzyka 25.03.12, 12:05
    Grająco-świecące zabawki dla maluchów są złym rozwiązaniem.To nie tylko opinia prof. Cieszyńskiej. Nawet dla zupełnie zdrowych dzieci. My intuicyjnie po najpierwszym spotkaniu u psychologa pozbawiliśmy synka dostępu do wszystkich takich atrakcji w domu (oczywiście do tej pory to były jego ulubione zabawki, którymi mógł się sam bawić godzinami). Potem okazało się, że nasza intuicja była słuszna. Od neurologa usłyszeliśmy, że gdyby nie zabawki tego typu, neurolodzy mieliby o połowę pracy mniej.

    Co ciekawe, dopiero po schowaniu tego ustrojstwa do piwnicy, synek zaczął się normalnie bawić klockami. Wcześniej, chyba przez kontrast, wydawały mu się za mało atrakcyjne i jedynie nimi rzucał.
  • nefret_ete 15.03.12, 10:22
    "> Poczytaj tutaj:
    > rel="nofollow">czasdzieci.pl/eksperci/id,50e5-psycholog_logopeda.html
    > Cieszyńska ciągle podkreśla, że dla dzieci z problemami lewopółkulowymi zero st
    > ymulacji obrazem ruchomym i muzyką (nawet zabawki dźwiękowe i świecące są niedo
    > puszczalne)."

    no faktycznie! bardzo ciekawa sprawa!
  • ez-aw 15.03.12, 10:45
    Nie przeczytałam wszystkich wypowiedzi, ale napiszę jak jest u nas.
    W PPP jest to łączone. Neuro-logopeda i pedagog specjalny idą metodą Cieszyńskiej. Jednocześnie w tym samym PPP syn ma SI i psychologa (psycholog pracuje inną metodą, przyznam że nie pamiętam teraz jaką). Uczestnicze na zajęciach i słyszę jak psycholog mówi, "gra będzie na koniec, chcesz zagrać w smoki, to teraz pracujemy." Więc jest tu mowa o nagrodzie.
    Terapia była ustalana przez cały zespół, więc dokładnie wszyscy wiedzą ze jest to SI. Więcej: pedagog pracujący metodą Cieszyńskiej mówi, bym po drenażu uszu zainteresowała się Tomatisem, że warto spróbować.
    Nasi terapeuci nie stosują tej metody ściśle wg wytycznych, bo jak widać mamy to łączone.

    --
    http://www.gify.info.pl/gify/zwierzeta/zaby/3.gif
    Upór bezsensowny, nabiera sensu, gdy jest trwały... ;)
  • marika012 15.03.12, 14:58
    >pedagog pracujący metodą Cieszyńskiej mówi, bym po drenażu uszu
    > zainteresowała się Tomatisem, że warto spróbować.

    Ojej!!! Sprawdź czy ta pani jest w wykazie osób które mają uprawnienia do prowadzenia terapii metodą Cieszyńskiej. Jak jest i tak kaleczy metodę to trzeba by to zgłosić.
  • an_7 15.03.12, 15:23
    U nas metoda skutkuje (korzystamy tylko z serii Kocham czytać). Mamy specyficzne problemy z łączeniem sylab i nowymi głoskami. Prawdopodobnie wynika to z problemów Synka, a nie z niedostatków metody.
    Polecam, bo postępy są widoczne. Na SI chodzimy. Słyszałam, że dobrze łączyć naukę mowy, niezależnie od metody, z psychomotoryką.
  • marika012 15.03.12, 15:45
    >Na SI chodzimy. Słyszałam, że dobrze łączyć naukę mowy, niezależnie od metody, z psychomotoryką.

    Jasne że SI jest w porządku.
    Jednak łączenie metody która ma stymulować lewą półkulę przy jednoczesnym ograniczaniu bodźcowania prawej półkuli + Tomatis bazujący na prawej półkuli to jakiś absurd.
  • tabletka_bez_krzyzyka 25.03.12, 12:08
    Co do Tomatisa, słyszałam już od dwóch doświadczonych terapeutów, że nie znają nikogo, komu by ta metoda (i Johansen) pomogła. Może zanim się zdecydujesz i zapłacisz mnóstwo pieniędzy, warto spróbować tańszej i skutecznej (o czym świadczą liczne wypowiedzi w tym i innych wątkach) Wianeckiej.
  • brolek 25.03.12, 15:56
    tabletka_bez_krzyzyka napisała:

    > Co do Tomatisa, słyszałam już od dwóch doświadczonych terapeutów, że nie znają
    > nikogo, komu by ta metoda (i Johansen) pomogła. Może zanim się zdecydujesz i za
    > płacisz mnóstwo pieniędzy, warto spróbować tańszej i skutecznej (o czym świadcz
    > ą liczne wypowiedzi w tym i innych wątkach) Wianeckiej.

    Moim dzieciom Tomatis bardzo pomógł. W przypadku syna byl wręcz zbawienny dla całej rodziny. Tak samo zresztą SI. O Johansenie się nie wypowiem, bo nie stosowaliśmy.
  • kenijka 15.03.12, 20:59
    stosowałam metodę profesor jak mój syn miał 2,5 - 3,5 roku, nauczył sie czytać i właściwie nic więcej, dla mnie czas stracony, zostałam otoczona łapkami profesor i skutecznie przekonana ze tylko ona ma rację, ze inni to ciemnogród
    nie dostałam wsparcia jako rodzic, a jak poszliśmy do niej na kontrole i moje dziecko na literkę "B" powiedziało "be" to ona z pretensją do mnie że jak to on tak może mówić,
    zrobiliśmy diagnozę jak miał 3,5 roku u niej i powiedziala że ZA a w synergis w Wawie okazało sie że to nie ZA tylko autyzm, powtórzyliśmy diagnozę w innym ośrodku, potwierdzono autyzm, poszedł do przedszkola dla dzieci z autyzmem idącym metodą behawioralną (jak synapsis) i po półtora miesiąca i on u my mamy lepsze zycie, no on może nie bo ma intensywna terapię ale postępy robi ogromne, biorac pod uwagę to co było wczesniej, mogę tu porozmawiać z terapeutami o innych metodach, o tym czy to i tamto można by też popróbować, nikt nie neguje poszukujacych rodziców, wyjaśnią co ich zdaniem jest ok a co nie i dlaczego o czym u profesor nie może być mowy
    ja jako rodzic trafiłam w srodowisko które otworzyło mnie na świat, pokazało że dziecko jak dziecko, każde ma jakieś problemy, a ja to ja, odżyłam i juz nie postrzegam mlodego jako problem, nie mówiąc o tym ze moj mąż który miał wielki problem z zaakceptowaniem problemu przełamal się co i mi kamień z serca zdjęło
    dla mnie jako rodzica dziecka z autyzmem (profesor uparcie twierdziła że to ZA ) jej świat to nie świat dla takich jak ja i mój syn
    chociaż metody nie neguję, nie dlatego że uważam ją za dobrą tylko dlatego że sie nie znam na tyle żeby się wypowiadać
    uważam że jest świetną buisness woman, to napewno o niej mogę napisać
  • ven.to 15.03.12, 22:13
    metoda prof Cieszyńskiej to tylko wspomaganie rozwoju mowy a nie globalna terapia dziecka z autyzmem. Niezależnie od idei w które się je opakuje.
  • pinkdot 15.03.12, 22:44
    > metoda prof Cieszyńskiej to tylko wspomaganie rozwoju mowy a nie globalna terap
    > ia dziecka z autyzmem. Niezależnie od idei w które się je opakuje.

    U nas to wspomaganie rozwoju mowy metodą Cieszyńskiej i pół roku SI zmieniło dziecko nie do poznania. Dzięki temu, że zaczął mówić wszelkie autystyczne zachowania praktycznie się wycofały, choć w diagnozie dalej stoi autyzm wczesnodziecięcy, z nisko funkcjonującego chłopca (praktycznie 2-letniemu niemowlakowi matkowałam) mój synek zamienił się w bystrego, choć nieco ekscentrycznego, samodzielnego i komunikatywnego malucha. Może nie na każdego ta metoda działa, ja jednak będę naszej neurologopedzie i prof. Cieszyńskiej dozgonnie wdzięczna.
    Dla Ciebie to "tylko" wspomaganie rozwoju mowy, dla mnie "aż".
    --
    I don't believe in a lot of things but I do believe in duct tape.
  • marika012 16.03.12, 08:41
    > będę naszej neurologopedzie i prof. Cieszyńskiej dozgonnie wdzięczna.
    > Dla Ciebie to "tylko" wspomaganie rozwoju mowy, dla mnie "aż".

    Zgadzam się w całej rozciągłości :)
    Nawet jeśli dziecko "tylko" nauczy się czytać to jest baaaardzo dużo. Czytanie pobudza rozwój poznawczy, otwiera na nowe doznania, jest źródłem wiedzy o świecie i ludziach, no i trenuje lewą półkulę. Ja właściwie nie stosowałam Cieszyńskiej jako terapii autyzmu. Zastosowałam metodę jak młody był w zerówce i miał problemy z czytaniem (e tam, problemy! to była tragedia! czytał tylko samogłoski i nawet nie chciał/nie umiał pracować przy stoliku więcej jak 3 minuty). Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że syn ma coś ze spektrum. Nie wiem jak by było gdyby nie było książeczek "kocham czytać". Może jakoś by się nauczył. Ale bardziej prawdopodobne jest to, że miałabym teraz w domu nie czytającego 9,5 latka. A tak to młody chodzi do szkoły, radzi sobie przy pomocy ped. wspomagającego, widać dużą zmianę w jego zachowaniach społecznych przez te 2,5 roku szkoły. Wcześniej 4 lata był w przedszkolu ale rozwój społeczny stał w miejscu. To moje zdanie ale ja jestem przekonana że stymulacja lewej półkuli dużo u nas dała. A dziecko "stare" było, bo miało 6 lat jak zaczynaliśmy Cieszyńską. U małego dziecka efekty na pewno były by bardziej spektakularne.
  • an_7 15.03.12, 22:54
    U nas metoda behawioralna kompletnie się nie sprawdziła.
    Koncepcja Cieszyńskiej nie jest idealna, ale jaką alternatywę proponujecie zakładając, że szukamy programu logopedycznego w miarę łatwego, z dostępnymi pomocami, pokazującego techniczne szczegóły jak prowadzić zajęcia?
    Chyba, że stworzymy swoją własną metodę, na podstawie doświadczeń z naszymi dziećmi:)
  • ven.to 16.03.12, 08:32
    koncepcja prof Cieszyńskiej jako program logopedyczny - ok. ale do tego musi jeszcze byc praca nad całą resztą.
    wg mnie brak tam jest rozumienia mowy i samego wstępu do komunikacji. Mowa to jest jak wisienka na torcie - potrzebuje wcześniejszych warstw. Kontaktu i komunikacji, zabawy we wspólnym polu uwagi. Naśladownictwa w zabawie. Wymiany. I dopiero na tym buduje się mowa.
    Ta koncepcja wcześniejsze etapy pomija a kładzie nacisk na naśladowaniu dźwięków mowy.
    Osobiście bym tego nie zamieniała miejscami ale to jest moje bardzo subiektywne zdanie.

    Myślę że po prostu tak jak SI, dogoterapia, metoda Sherborn itp. tak samo omawiana metoda jest tylko wspomaganiem a nie terapią globalną. "Tylko" nie w znaczeniu "słabo" ale w znaczeniu "niewystarczająco". Metoda ale nie terapia (metoda jako częśc składowa terapii).


    Linkuję do tekstu Roggalika w temacie potrzeb rehabilitacyjnych małego dziecka z autyzmem.
    forum.gazeta.pl/forum/w,10034,133341307,133372023,Pytania_i_odpowiedzi.html

  • rosen.rot 16.03.12, 09:08
    Też mam wątpliwości: mój mały ma sporo stereotypii, stymulacji - co mu raczej w rozwoju nie pomaga. A czy metoda prof. Cieszyńskiej odnosi się jakoś do takich zachowań? Znam metodę tylko z książek prof. i opisów, ale nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie. Zresztą pytanie jest chyba czysto teoretyczne, bo jesteśmy z pn Polski, a tutaj raczej brakuje terapeutów tej metody...
  • ania-pat1 16.03.12, 09:56
    Met Krakowska absolutnie nie polega wyłącznie na usprawnianiu mowy i czytaniu - jeśli któryś terapeuta tak ją interpretuje to znaczy, że popełnia błąd. Moja córka obecnie (a metoda Cieszyńskiej jest u nas wiodąca) prawie nie czyta (na zajęciach, bo to umie) - odpuszczone na rzecz innego rodzaju aktywności,. Do prof. trafiła jako dziecko dobrze mówiące i komunikujące się. Pracuje teraz nad rozumieniem kontekstu i rozumieniem mimiki - omawia sytuacje społeczne; dopasowuje do nich rodzaj uczuć, czy opisy typu - sytuacja stresująca, niepewność, zgubienie (analizuje fotografie z twarzami przedstawiającymi "niejednoznaczne uczucia) - uczy się nie koncentrować na pojedynczych szczegółach (widziec je jako elementy całości - czyli widzę obrazek, widzę co na nim jest (analiza) sumuję jego składowe i wyciągam wniosek - opiniuję (synteza) - temu służyły wcześniejsze analiza i synteza na materiale atematycznym i tematycznym). Równolegle ćwiczy "lokalizowanie" w czasie i przestrzeni - tak aby nie czuła się zagubiona stwierdzeniami - "a potem" np. wycieczka (czyli kiedy bo właściwie w każdej chwili...) i inne sytuacje związane z lokalizowaniem, szeregowaniem w czasie czyli np. co po czym (ubieranie - najpierw- temu majtki potem rajtki - bez instrukcji) temu służą ćwiczenia z sekwencji i szeregów - dziecko potem je "przekłada" na życiowe sytuacje - bo mózg jest już tego nauczony. warto poczytać o podstawach terapii neurobiologicznej niekoniecznie u Cieszyńskiej - teorie usprawniania neuronów zwierciadlanych). Kojarzenie met. krakowska = sylabowa nauka czytania to nieporozumienie. Owszem - gdy stereotypie pojawiają się z jakiegoś powodu - wyeliminowanie ich przyczyny (np. stresu wynikającego z nieumiejętności zrozumienia - właściwego przetworzenia czegoś) powoduje ich ustąpienie. Dziecko samo sobie z nimi daje radę - umie je u siebie zaobserwować. Ale fakt - jest raptem kilku terapeutów rozumiejących i stosujących tę metodę w całości.... I nie zgadzam się, że prof. nie tłumaczy i nie rozpisuje programu - dostałam dokładny opis jak córka funkcjonuje w jakiej sferze - wtedy otwarły mi się oczy jak nieharmonijnie się rozwija i ile ma problemów ( mając cztery lata miała niektóre umiejętności na poziomie 2 latka a inne na poziomie 6 latka). Owszem - materiały są drogie - ale zastępowalne .... a po roku u nas prawie nie potrzebne (teraz bazujemy na czasopismach, zwykłych książkach itd.).
  • ven.to 16.03.12, 10:22
    Aniu - już widzę gdzie popełniłam błąd. Ja cały czas myślę/piszę o początkach terapii, o wczesnej interwencji. O małym dziecku które rozpoczyna terapię autyzmu.

  • mikkoevi 18.03.12, 07:40
    ven.to to co jest dla mnie fajne w metodzie krakowskiej to dostosowanie do możliwości konkretnego dziecka.
    Mamy zajęcia z babką, uczennicą Cieszyńskiej i pamiętam te poszukiwania jakie prowadziła. Nasz przypadek jest nieco niestandardowy. Teraz metoda krakowska też stała się wiodącą metodą oprócz dość intensywnego trybu zajęć w przedszkolu. Są fajne efekty.
  • marika012 16.03.12, 09:28
    Ven.to

    > wg mnie brak tam jest rozumienia mowy i samego wstępu do komunikacji. Mowa to j
    > est jak wisienka na torcie - potrzebuje wcześniejszych warstw. Kontaktu i komun
    > ikacji, zabawy we wspólnym polu uwagi. Naśladownictwa w zabawie. Wymiany. I dop
    > iero na tym buduje się mowa.

    Cieszyńska uważa, że jedynym słusznym sposobem komunikowania się jest mowa. Trzeba o ta mowę walczyć, bo tylko mowa rozwija myślenie abstrakcyjne. Dziecko autystyczne, które poprzez kontakt o którym piszesz nie rozwija mowy, nie naśladuje potrzebuje specjalnych metod aby mówić. Już po poznaniu pierwszej samogłoski dziecko może komunikować się bo obrazki przy samogłoskach sugerują znaczenie. E może znaczyć "jest mi źle" AAAA "daj mi". Im więcej dziecko mówi tym komunikacja pełniejsza.
    Nad wspólnym polem uwagi pracuje się właśnie ćwicząc szeregi, sekwencje, odczytywanie sylab (ja układam, ty układasz, czytam ja teraz ty, działamy na tym samym, wymieniamy się, współpracujemy).
  • pinkdot 18.03.12, 08:28
    > Cieszyńska uważa, że jedynym słusznym sposobem komunikowania się jest mowa. Trz
    > eba o ta mowę walczyć, bo tylko mowa rozwija myślenie abstrakcyjne.

    To prawda. Mój syn najprawdopodobniej nie zacząłby mówić, gdyby metoda krakowska nie popchnęłaby go w odpowiednim kierunku. Alternatywne metody pewno ułatwiłyby nam komunikację, ale nie oszukujmy się - metody obrazkowe nie pomogą w rozwoju MOWY komuś, kto ma problemy z przetwarzaniem lewopółkulowym, a tu leżały największe problemy Jacka.
    A mowa, werbalizowanie to jest być albo nie być w społeczeństwie, to nauka w zwykłej szkole, albo uczenie się w ośrodkach dla osób z autyzmem przez resztę życia. To samodzielność kiedyś w przyszłości. Moim zdaniem warto o nią zawalczyć, zwłaszcza jeżeli dziecko jest jeszcze małe i jest czas by po ewentualnym ogłoszeniu porażki, próbować z czymś innym. Dla nas to zdecydowanie nie była wisienka, tylko cały tort - i najpierw przyszła mowa (mieliśmy etap echolalii, powtarzania, dialogów bezsensownych typu "- chcesz jeść? - agatka idzie spać"), potem lepsza komunikacja, gdy nauczył się Jacek posługiwać tym narzędziem - teraz można z nim prowadzić dialog, jak z przeciętnym 3-latkiem (choć dzieckiem jest właściwie dość nieprzeciętnym;)). O dziwo, wraz z mową przeszedł strach przed rówieśnikami co było dużym problemem, odrzucenie przez rówieśników (my jesteśmy tolerancyjne, przeciętny 3-latek będzie szukał do zabawy kogoś, kto potrafi mu dostarczyć rozrywki na jego poziomie), większość stereotypii i autoagresji też miała źródło we frustracji związanej z problemami w komunikacji.
    Podsumowując, ja od początku czułam, że wszelkie metody typu ABA, TEACCH, PECSy, które nam reklamowano w ośrodku, który prowadzi konsultacyjną opiekę nad synkiem tylko go wepchną głębiej w spektrum. Mnie wydawało się, że oprócz tego, że nie mówi i ma problemy z SI to większość innych problemów związanych z autyzmem dotyka go tylko w leciutkim stopniu i jest w Jacka przypadku wtórne wobec problemów w komunikacji. No i jak zwykle matczyna intuicja mnie nie zawiodła - trzeba jej słuchać:).


    --
    I don't believe in a lot of things but I do believe in duct tape.
  • mikkoevi 20.03.12, 07:23
    Też tak czuje. Komunikacja werbalna jest tym co daje możliwość zaistnienia w grupie rówieśniczej. Wszystkie metody wspomagające są dobre ale na pewnym etapie i tylko w kontaktach z terapeutą lub rodzicem. W przypadku małego dziecka ważna jest ta walka o werbalizacje myśli. Bo to właśnie mowa różnicuje autystów na wysoko i nisko funkcjonujących.
    Nie wiem czy wasze dzieci tak mają ale mój syn jeszcze jakiś czas temu popadał w schematy i ciężko było go z tego wyciągnąć. Bałam się po prostu wchodzenia w alternatywne formy komunikacji bo wydawało mi się że potem ciężko będzie mu z nich zrezygnować. Zawsze było dużo gatki chociaż na początku niewiele z tego rozumiał.
  • tabletka_bez_krzyzyka 25.03.12, 12:14
    Twój głos jest odosobniony, ale bardzo cenny, bo po to jest ten wątek.

    Zawsze obawiam się właśnie takiego omotania i postawy wiernopoddańczej. Z jednej strony wszyscy jesteśmy wobec terapeutów rzecznikami naszych dzieci, z drugiej - trudno czasami oprzeć się magii autorytetu.

    Jeśli chodzi o błąd diagnostyczny, to mnie raczej nie zniechęca. Ostatecznie logopeda nie jest dobrym adresem, jeśli szukasz diagnozy klinicznej.

    Fajnie byłoby gdybyś napisała, w jakim stanie i wieku było twoje dziecko dziecko, kiedy zaczynałaś? Ile trwała terapia? Czy pracowałaś w domu, jak intensywnie? Czy była jakakolwiek poprawa? Mogłabyś napisać trochę więcej o dziecku?
  • tabletka_bez_krzyzyka 25.03.12, 12:15
    Bez sensu dodałam, wybaczcie. To było do kenijki.
  • ternura 16.05.18, 09:58
    Moje dziecko z podejrzeniem zespołu Aspergera ( opóźnienie mowy, szablonowość zachowań, manie) też prowadzone było "metodą krakowską" i przyznam, że aż dziwie się, że czyta się o niej niemal same pozytywne opinie i mało krytyki, jej "wyznawcy" przypominają wręcz sektę, nie wierząc, że poza tą metodą dzuecko może poczynić podobne postępy. A jest tak jak mówisz: metoda koncentruje się wyłącznie na funkcjach poznawczych całkowicie zaniedbując inne. Jest ewidentne, że dzięki niej dziecko z opóźnieniami różnego rodzaju na wczesnych etapach edukacji dzięki tej metodzie osiąga lepsze wyniki szkolne,m tylko że to chyba często nie rozwiązuje jego problemów. W zespole Aspaergera występuje problem z brakiem elastyczności zachowań, ich powtarzalnością, kopiowaniem całych zasłyszanych fraz zamiast tworzenie swoich własnych, a "metoda krakowska" oferuje jedynie wtłaczanie kolejnych szablonów, powtarzanie za terapeutą według wzoru. Całkowie blokuje kreatywność dziecka, a gdy z uwagi na swoje uwarunkowania dziecko ma ją i tak ograniczoną, to jest dramat. Układanki lewopółkulowe są układane według ścisłych wytycznych (z góry na dół i od lewej do prawej), co ma ułatwić naukę czytanie, jednak zakazuje tym samym innowacyjności, dochodzenie do tych samych rozwiązań innymi metodami. Nie pomaga dziecku w otwarciu się na zmianę, w elastyczności myślenia , samodzielności. Nie mówiąc już w ogóle o kompetencjach społecznych, które w tej metodzie są całkowicie bez znaczenia. Sama formuła czyli 45 minut czy półtorej godziny siedzenia przy biurku z terapeutą, to dla mnie też pomyłka w przypadku dzieci 3 czy 4-letnich, a niestety tak to wygląda.
  • aerra 16.05.18, 11:41
    Mnie też to dziwi - jak młody zaczął WWR, to na zajęciach logopedycznych pani próbowała z nim pracować tą metodą (zresztą bez wcześniejszego poinformowania nas o tym - co walnie przyczyniło się do zmiany terapeuty) i był to czas całkowicie stracony.
    Jak trafiliśmy później do krakowskiej Effathy to wszyscy terapeuci, z którymi mieliśmy tam styczność, co do jednego, wypowiadali się negatywnie na temat stosowania metody krakowskiej u dzieci z ZA.
  • black-cat 23.05.18, 11:00
    Czytam i mam wrażenie, że piszesz nie o MK. Bardzo lubię pracować tą metodą, właśnie z dziećmi z ZA. W MK nikt nie utrwala schematów, poczytaj, co pisze na ten temat Marta Korendo w Językowej interpretacji świata dzieci ZA. Układanki lewopółkulowe służą do ćwiczenia linearności, dlatego układa się je od lewej do prawej. Podobnie sekwencje, szeregi, historyjki obrazkowe a wreszcie czytanie (ze zrozumieniem). Ja dokładam od siebie jeszcze masaże, wysyłam na SI (lub inne zorganizowane zajęcia ruchowe), zajęcia grupowe (idealnie, jeżeli grupy są mieszane, osoby z czr najlepiej uczą się w grupach z dziećmi, które czr nie mają:)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.