Dodaj do ulubionych

a co z rodzeństwem?

23.04.12, 13:38
Młodszy syn ma dopiero 10 miesięcy, ale ostatnio zastanawiam sie jak pokierować dziećmi, żeby zdrowe nie wstydziło się siostry z deficytami.Żeby miały pozytywny kontakt.Żeby młody nie cierpiał na tym że siostra wymaga tyle uwagi...
Teraz np. córka nie chodziła do przedszkola bo paskudnie kaszlała po infekcji, ale juz prawie zdrowa i siedzielismy w domu,chociaż pogoda piękna. Sąsiadka pyta czego ja cały dzień kamieniem w domu jak młodego trzeba brać na dwór,a ja nie wyjdę sama z dwójką na spacer - nie da się upilnowac starszej.Więc muszę czekać na męża, jak juz jest to często późno i spacer króciutki.Jak sobie radzicie żeby wszystko była jak trzeba Czy dzieci autystyczne maja w ogóle chęć na kontakt z rodzeństwem ? Paulina brata od jakiegoś czasu zauważa, ale jest to ciężka praca już od poczatku ciąży. Jak młody miał miesiąc i plakał to Paulinka wciskała się w kąt i zatykała uszy. Teraz przynosi mu zabawkę.Ale dłuższy płacz młodego kończy się histerią siostry.
A jak u Was rodzeństwo?Jak sobie radzicie? Czy wieksze dzieci (zdrowe) mają jakies problemy związane z autyzmem brata/siostry. Może możemy tym problemom zapobiec?
Obserwuj wątek
    • czarna_ida Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 14:05
      Mam jedno dziecko i nie zamierzam mieć wiecej.
      Mojego 8 letniego syna w domu bym samego nie zostawila, ani nie puscila na dwor samego..
      Nie wiem moze kiedys ?
      Ale tutaj w watku obok chyba gepardzica pisala jakie miala akcje z synem, wobec mlodszego brata/ siostry, rozowo nie bylo i chyba nie jest.
      Moze Ona cos tu napisze ?
      Mając drugie dziecko, musialabym sie sklonować. Bo mieć oczy z tylu głowy, w dupie, lub oczu kilka par jak pająk nie starczy..
      Na pewno nie moze byc rodzenstwo poszkodowane, z tego tytulu ze ma ''innego'' brata czy siostrę.
      • monisia900 Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 14:24
        kajtek ma 11 lat, siostra 18 m-cy (zdrowa). u mnie to wyglada bdb. kajtek jest wrecz zakochany w siostrze-choc nie ukrywam, ze i potrafi jej dokuczyc. ale jest dla niej bardzo opiekunczy-karmi ja, daje pic, jak byla mniejsza to chodzil z nia kolo bloku z wozkiem (kilka razy nawet sam, ja bylam w domu i tylko spogladalam z okna), lubi ja usypiac. ogolnie rzeczbiorac oboje sa bardzo ze soba zzyci.
        co do wychodzenia na dwor-bywaja dni, ze chodzimy we troje, bywaja dni ze ja ide z corcia a kajtek siedzi sobie w domu (np oglada swoj ukochany program "zakup kontrolowany"), albo odwrotnie: my siedzimy z corcia w domu a kajtek biega po dworze z kolega lub jezdzi na rowerze lub rolkach.
        powiedzialabym nawet, ze przy siostrze kajtek jest mega odpowiedzialny, znika gdzies jego "zawieszanie" i "odlatywanie".
        aaa, zpomnialam:). jak sie urodzila, to jak ona plakal to przez pierwsze dni plakal i on:). bo myslal ze jej sie dzieje starszna krzywda .
    • 85aneczka Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 14:20
      dobrze napisane sklonowac się dokładnie.mój starszy autystyk 5 lat i młodszy zdrowy 2,5 wiec powiem tak bywa różnie między nimi raz się bawią razem raz się kłócą i biją wiec przeważnnie od ranna i kazdego dnia u nas głośno jak na stadionie.
      jesli chodzi o spacery ja wychodzę sama z chłopcami starszy Jacek na dworze słucha idzie przodem zawsze ale jak jest ulica to wie zatrzymac się i czeka.ale czasem nie jest łatwo bo starszy 20 metrów przed nami a młody z oporami idzie 20 metrów za nami wiec wcale się nie dziwie że boisz się sama wychodzić.chłopcy są dość ruchliwi jak ten chce pić to ten chce jesc,czasem już padam na twarz bo za dużo energi mają i oni mają 4 ręce a ja tylko dwie heheh teraz sie śmieje ale tak jest nie nadążam czasem nad nimi.młodszy jest dość kumaty mówimy że jacek jedzie się uczyć że ma zajęcia młodszy czasem sie buntuje bo widzi że znowu wychodzę jade z jackeim a nie z nim wiec czasem mam już wyrzuty sumienia że młody troche na tym cierpi ale wierzę że to kiedyś zrozumie.ale tak to jacek zauważa młodego wygłupiają się razem i psocą czyli ubaw po pachy i nerwów milion też umieją zjeść pozdrawiam
      • gruba_mamma Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 14:40
        myslę, ze za parę miesięcy może dojdziemy do wychodzenia z dwójką, na razie nie ma szans:( Młody przez to spędza na dworze naprawdę mało czasu i nie służy mu to, na razie Paula od jutra idzie do przedszkola, to sie problem sam rozwiąże.Co do zabawy, zaczyna się małym trochę interesować, ale chyba nie traktuje go jak osobę tylko "takie coś". Niby nie jest agresywna, nauczyła się że dzidziusia się głaska delikatnie i tak robi czasem.Ale bywa, że mały zrobi coś co Pauli nie podejdzie i ona się po prostu broni, nie rozumie, że może zrobić mu krzywdę.Np. jak młody siedział w kojcu a ona zajrzała - to zbliżył twarz do siatki żeby ją zobaczyć i dostał natychmiast" z liścia " w twarz aż poleciał na drugą siatkę. Na szczęscie nic mu się nie stało, ale oczy trzeba rzeczywiście mieć z każdej strony, byłam obok ale to był ułamek sekundy.
    • baskokvet Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 15:15
      Moja córka ma 5 lat, syn 3. Teraz jest fajnie, on jest jej bardzo dobrym terapeutą. Młody wymyśla zabawy, a córka się w to włącza. Dziękuję Bogu, że mam drugie dziecko. Póki co , syn jest nieświadomy inności siostry, z wiekiem na pewno zauważy. Myśle jednak,że to wszystko przyjmie naturalnie, przecież nie ma innej siostry.
      --
      Zofia Wojownicza Księżniczka i Wielki Książę Witold
        • mama.smoka 3 23.04.12, 15:23
          do trzech razy sztuka :) relacje u nas są chyba standardowe. aspi średnio zauważa młodszego, ale wie co lubi i gdy widzi coś co zainteresuje młodszego, to musi o tym powiedzieć, pokazać mu. jestem bardzo mile zaskoczona moim aspim. z dnia na dzień jest coraz lepiej. młodszy lubi się przytulać, pokładać - a starszy wręcz przeciwnie, ale już coraz częściej, gdy młodszy kładzie główkę na kolanach starszego, to ten nie spycha jej.
          biegają po mieszkaniu z trzepaczkami do dywanów i udają, że walczą. chichot słychać chyba w całym bloku.
          jest dobrze.
          --
          Tymon_21.04.2006
          Ignacy_15.03.2010
    • mama.smoka Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 15:16
      ja wprawdzie mam 6-latka z ZA i to wysokofunkcjonującego i na pewno mam lżej niż piszecie, ale chciałam, żeby Syn miał rodzeństwo. Żeby nie był w świecie sam, jak ja - jedynaczka. Myśląc o drugim dziecku nie myślałam o aspi, tylko o chłopcu, który nie będzie miał się komu na mnie poskarżyć! Kto lepiej zrozumie problemy z matką jak nie rodzeństwo? Planuję jeszcze trzecie - wiem, że będzie ciężko, bo trójka dzieci to ciężka robota, ale myślę przyszłościowo. No i jak trzecie to czwarte... ;)

      A myśleliście o wolontariuszach? Wiele studentów pedagogiki specjalnej szuka praktyki.
      --
      Tymon_21.04.2006
      Ignacy_15.03.2010
      • tijgertje Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 15:30
        Mamo.smoka, ja to cie podziwiam, ze majac juz dziecko z ZA swiadomie chcesz miec czworke. Ja bylam najstarsza z 4 rodzenstwa. Tez chcialam miec duzo dzieci, ale niestety, kregoslup odmowil posluszenstwa:/ Nie moglam sie pogodzic z tym, ze wlasne cialo mnie zawiodlo az tak bardzo, ale z perspektywy czasu ciesze sie, ze jest tak a nie inaczej. Pewnie, ze wolalabym wiecej niz jefno dziecko i chcialabym, zeby mlody mial rodzenstwo, ale teraz zdaje sobie sprawe, ze los dokonal za mnie najlepszego wyboru, bo wiecej dzieci z autyzmem mlodego (choc bardzo wysoko funkcjonujacego) odbiloby sie negatywnie na kazdym z nich. 2 lata temu, jak mlody mial 6 lat, nawet nie przypuszczalam, ze trafimy na takie problemy, jakie mamy teraz. Z tym, co sama przeszlam jako dziecko i cala obecna wiedza juz bym sie na kolejne dziecko nie zdecydowala. Czasem mam taki kolowrotek, ze przy jednym dziecku i psie ciezko wyrobic, mimo, ze nie pracuje. Nie wyobrazam sobie tego z trojka czy czworka dzieci, zeby ktores na tym nie cierpialo. Jesli w rodzinie jest cos ze spektrum, to przy kolejnych dzieciach szansa jest wieksza, ze nastepne dziecko bedzie zaburzone i moze to byc ciezka postac autyzmu. Nie wiem, jak wowczas mialabym wszystko ogarnac, tak, zeby kazdemu dziecku zapewnic to, czego potrzebuja. A potrzebuja przede wszystkim uwagi, o ktora ciezko przy braku rozciagliwosci doby:/
        --
        autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
        • jan.kran Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 16:12
          Ja mam dwoje, 26 za chwile i 22. Trudno mi oddzielic wplyw naszej sytuacji zyciowej i charaktery dzieci od faktu ze Liliowy ma liliowe komorki.
          Ja chcialam miec jedno dziecko , ex , jedynak koniecznie dwoje. I za to ze mnie namowil bede mu do konca zycia dziekowac.
          Ja wychowalam sie jak jedynaczka bo Bracia sa strasi 11 0 13 lat , natomiast na stare lata doceniam co to znaczy miec rodzenstwo i to jak wujkowie sa wazni dla moich dzieci.
          Moje dzieci nie mialy wiele lat kontaktu. Mloda chciala sie z Obcym bawic ale nie bylo szansy. Nie wiedzialam ze izolowanie sie Juniora to autyzm . Diagnoze mial pozno.
          Natomiast kiedy zostalismy we troje , dzieci maily 12 i 16 lay zaczely sie ze soba oswajac.
          Powoli , bardzo powoli.
          Mloda wyjechala na studia kiedy miaal 19 lat , do innego kraju i wtedy ich wiezi zaczely sie zaciesniac.
          Dzis nie wyobrazam sobie jacy oni by byli pojedynczo.
          Mloda ma zdecydowanie nabyty autyzm a Obcy przejal cechy NT. Corka o wiele lepiej rozumie Liliowego niz ja.
          Czasami jak slucham z boku ich dialogow i ich obserwuje to mysle sobie ze to material na film.
          Maja niesamowte porozumienie , czesto intuicyjne , bez slow.
          Miedzy soba rozmawiaja po niemiecku , jezykl otoczenia norweski ja polski do tego troche angielski a ostatnio sladowo francuski.
          To tez jest wazne w jakim jezyku mowia bo najblizaszy jest im niemiecki ale inne jezyki tez chetnie. Przez ta wielojezycznosc stworzyli sobie tez swoj swiat bo ciagle cos ogladaja na necie lub czytaja na papirze i komentuja. Ja nie zawsze rozumiem ich swiat ale widze ze sa szczesliwi i zadowoleni.
          Oboje bbiora i daja.
          Nie jest idealnie bo sa i awantury i zazdrosc. Ale jestem spokojna ze pojda przez zycie razem , tak jak i ja ide moimi ukochanymi Bracmi.

          Ula
    • yula Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 15:23
      Ja mam dwójkę, Aspi(9 lat) ma 2 lata młodszą siostrę, w domu jest jako tako, czasem razem sie bawią, czasem sprawiają że mam ochotę przykuć ich łańcuchami w przeciwnych kątach mieszkania:) Młoda na razie spokojnie przyjmuje brata. Ale wyjście z nimi na dwór to ból głowy. Jak wycieczka rowerowa, to sama sie za to nie biorę. Jak pieszo to jeszcze, ale najlepiej na boisko czy w pole, gdzie nie muszę cały czas pilnować. Do 4-5-go roku życia na spacerach chodził na "smyczy", szczególnie dopóki młoda była w wózku, bo pchać wózek i ganiać za dzieckiem nie byłam w stanie. Obecnie nadal muszę mieć obuwie do biegania, ale jest lepiej.
      --
      Julia,Maksiu i Tatianka:)
      http://maks-ostrowski.cba.pl/ - strona syna
      KRS 0000 326 128 cel szczegółowy: Ostrowski Maksymilian - 035
    • madix1 Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 17:43
      Syn (ZA) ma 7 lat, córka (NT) 21 miesięcy. Mała bardzo lgnie do brata, chce się z nim bawić. On odwrotnie, krzykiem reaguje, gdy ona dotyka jego zabawek. Nie uderzy, nie odepchnie, tylko wrzeszczy jak opętany. Poza tymi sytuacjami przepada za siostrą:) i zajmuje się nią, choć bardzo nieporadnie. Martwię się, bo widzę, że czasami mała przejmuje jego zachowania.
      Nie wyobrażam sobie jednak, abym miała tylko jedno dziecko. Tyle radości wnoszą razem w życie naszej rodziny. Wierzę, że będą mogli zawsze na siebie liczyć.
      • eps Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 18:32
        ja mam 3 dzieci, syn ze spectrum lat 6, młodszy syn 4,5 roku i siostra 1,5 roku.
        Jak dla mnie układ idealny i cały ten galimatias jest cudowną wrecz 24 godzinną terapią dla faceta ze spectrum.
        nie wyobrażam sobie posiadania tylko jednego autysty.
        Przy 2 rodzeństwa na "żywym organizmie" możemy do woli trenować zachowania społeczne.
        Syn jest trudny i moze to zabrzmi dziwacznie, ale i jego rodzeństwo na tym korzysta. Młodszy syn jest z tych cichych i niekonfliktowych, co pozwoli żeby mu cały świat na głowę wszedł. Przy autyście moze poćwiczyc zachowania asertywne. Młodsza siostra pomimo ze ma tylko 1,5 roku jak ktoś narusza jej przestrzeń życiowa szybko nauczyła sie walki o swoje.
        Najstarszy natomiast ćwiczy jak sie prawidłowo bawić z dziećmi, jak sie zaczyna rozmowę, jak cos stworzyć w grupie. A jak sie nie chce dostosować i zamiast kulturalnej zabawy rozwali mozolnie budowaną wieżę z klocków? No cóż od razu zamiast teorii, w praktyce dostaje klockiem w głowe, albo kopa od młodszego i juz wie, że wieży innemu dziecku burzyć bez pozwolenia nie wolno. Nie wyobrażam sobie jak tłukę starszakowi - gdyby był jedynakiem - teorię do głowy na temat zachowań społecznych a później puszczam w grupę z tą teorią.
        Jak dla mnie więcej dzieci powoduje że syn uczy się przebywania i zasad panujących w grupie, uczy sie odpowiedzialności za młodszego.
        Spacery kiedyś były ciężkie, ale od bardzo dawna są naprawe fantastyczne. wychodzę oczywiście z całą moją trójca święta i cudnie sie bawimy. Kiedyś jak syn uczył sie że nie odchodzimy od mamy za daleko, nosilam w torebce małą smycz dzieciecą i jak sie zapomniał to szedł na smyczy, i dośc szybko sie nauczył zasad.
        Ciemna strona tego to moje maksymalne zmęczenie po całym dniu z dzieciakami.
        Jak starszak ma kiepski drażliwy dzień to jest istna męka pańska, bo co chwile jakieś spięcie, ktos kogoś pobił, jeden drugiemu cos popsuł, w jednym czasie autystę wyciszyć, młodszego usadzić w kącie, a dziewoje pocieszyć :)
        Tak czy siak naprawdę widzę że Dawid sie zmienia na lepsze przy rodzeństwie.
        Jako najstarszy czuje sie odpowiedzialny za pozostałą dwójkę i stara sie być lepszy, poza tym uczy się zasad "akcja i reakcja" natychmiast. To nie to samo co godzina czy dwie tarapii dziennie plus jakies zajęcia w szkole. On musi funkcjonować społecznie 24 na dobe 7 dni w tygodniu, bo co innego obcowanie z dorosłymi a co innego z innymi dziećmi.


        --
        "Dzieci i szklanek w domu nigdy za wiele" by moja mama ;)

        Dawid - 2006;Krystian - 2007; Zuza - 2010
    • roseanne Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 22:24
      pisalam o tym kilkakrotnie,
      temat bardzo trudny

      bywaja dni, gdy wszystko jest ok
      bywaja dni, gdy Mala wolalaby nie istniec, byle tylko nie miala takiego brata jakiego ma
      bywaja dni, gdy sie wzajmnie szanuja i respektuja wzajemne zdanie, bywaje ze nie

      Mlody jest do swojej siostry bardzo przywiazany, teskni jak jej nie ma- kilkudniowe wyjazdy
      tylko jej pozwala na przytulanie
      maja swoje sekrety i bywa ze rozumieja sie w pol zdania

      poza tlumaczeniem obu stronom, chwaleniem i upewnieniem sie ze kazde z osobna ma "swoje 5 minut "niepodzielnego kontaktu z rodzicami niewiele sie da zrobic

      z czasem jest lepiej :)


      --
      Inny Swiat - Zespół Aspergera
    • rohatyna Re: a co z rodzeństwem? 23.04.12, 22:30
      U nas szczęściem wielkim było starsze zdrowe rodzeństwo. Przychodzili do nich koledzy, koleżanki , znali i akceptowali Michała takim jaki jest. Bardzo sprzyjało socjalizacji i rozwojowi społecznemu. Do dziś , że śmiechem wspominają jego dziecięce dziwactwa. I oni i Michał są już dorośli. nie wiem w jaku miejscu byłby teraz Michał, gdyby nie jego bracia. Cały czas go wspierają, czego i Wam życzę.
      --
      http://s17.rimg.info/3d4f6162bfd61f18a9b5ca47de87d178.gif
    • mruwa9 a ty sie dziecka wstydzisz? 23.04.12, 23:22
      Bo ja nie. Kocham je takie, jakim jest, jestem z niego dumna i to wystarczy. Pozostale dzieci rowniez nie widza powodu, zeby sie wstydzic niepelnosprawnego rodzenstwa, uznaja jego innosc, co nie znaczy- gorszosc. Ot, nasza normalna rzeczywistosc, innej nie znamy.
      Jesli ty jestes dumna z dziecka, to i jego rodzenstwu przez mysl nie przejdzie, zeby sie go wstydzic. Jesli w dziecku widzisz wylacznie deficyty i powod do wstydu, to tej samej postawy mozesz sie spodziewac po mlodszym dziecku.
      Dobry przyklad idzie z gory.
      • gruba_mamma Re: a ty sie dziecka wstydzisz? 24.04.12, 01:14
        cos mi się gdzieś obiło o uszy, że dzieciak nie chciał się pokazywać z niepełnosprawnym bratem, bo koledzy dokuczali...a z moich doswiadczen - miałam babcię z Alzheimerem, kto miał ten wie, kto nie miał to na przykład- babcia potrafiła wypastować łazienkę własną kupą, nie poznawała nawet swojego syna.I wiedziałam że to choroba, ale wstydziłam się jej jako dziecko, wstydziłam się zaprosić do domu koleżanki, bo nie wiedziałam co akurat zastanę, albo tego jak się zachowa, koleżanki nie obyte z tematem potrafiły być okrutne.Rodzice babcie wspierali, nigdy się nie wstydzili, po prostu - choroba i trzeba dbać i pomagać.Więc tak - ja mogę dawać przykład, a dziecko i tak może mieć problem.Ale nie to najistotniejsze, w sumie o tym wstydzie to tak na marginesie - głównym moim zmartwieniem jest jak zrobić, żeby dziecko zdrowe nie było wiecznie tym gorszym bo... nie ma kasy - bo terapia dla starszej, nie ma czasu bo terapia dla starszej, nie możemy mieć/zrobić czegoś bo się nie da ze starszą...ty jesteś "zdrowy", więc ci łatwiej i twoje potrzeby sa drugorzędne itp. Wiem to dla dziecka wielka szkoła życia i nie wyrośnie na egoistę tylko na wrażliwego człowieka i takie tam bla,bla,bla. Tylko nie wiem czy z perspektywy młodszego tak to bedzie wygladać. Nie wiem, może sztucznie stwarzam sobie problem... Wiem, że młody już nie otrzymał kilku rzeczy, bo siostra. Kocham ich oboje , nie mogę powiedziec, że któres mniej lub bardziej,a jednak żyjemy głównie autyzmem starszej córy, młodszemu mało zostaje i strasznie to smutne. Nie oczekuję tak naprawdę rad co zrobić, bo to tak nie działa, to trzeba sobie znaleźć, wypracować samemu.Ciekawa jestem tylko czy tez tak macie , jak to u Was wygląda.I wiem, że nikt mi nie powie jak to zrobić, żeby było dobrze.Ale wymiana doświadczeń coś tam zawsze rozjaśnia, czasem pojawia się jakis kierunek którego się nie widziało, stąd rzucenie tematu.
        • roseanne Re: a ty sie dziecka wstydzisz? 24.04.12, 02:33
          nie oszukujmy sie

          wstydzi sie czasami swojego brata, ale coraz rzadziej
          bywa ze inni uczniowie mieli do niej pretensje, ktore powinny byc tak naprawde skierowanego do niego
          dlugo trwalo, by szkole zaistniala jako "ona", a nie "jego siostra", zarowno przez mlodziez, jak i nauczycieli, a to nie pomagalo sytuacji


          --
          Inny Swiat - Zespół Aspergera
        • eps Re: a ty sie dziecka wstydzisz? 24.04.12, 08:29
          to że nie kupicie czegos bo ... terapia to wiecie Wy a nie dzieci.
          Ja jak wycykamy sie z kasy na starszaka a młodszy cos chce to mówie tylko że teraz nie mamy pieniążków bo wydaliśmy na różne rzeczy (że to terapia to zostawiam dla siebie - żeby dziecko zdrowe nie miało poczucia krzywdy). Każdemu pieniadze kiedys sie kończą, jeden wyda na terapię inny na "porsche" inny na chlebi i wystarczy moim zdaniem powiedzieć ze kasa sie skończyła bez zbędnego akcentowania że poszła na TERAPIĘ.
          Tak wiec u mnie takiego problemu nie ma, bo pieniadze na zachcianki sa albo ich nie ma, bez rozróżniania na co wydane.
          Ja nie żyje głównie autyzmem syna tylko żyje z wielu innych istotnych powodów ;)
          Teraz juz wychodzi mi to dosc naturalnie ale kiedysmusiałam sie ostro pilnowac, aby zdrowe dzieci nie były na marginesie.
          Czasem mówie do młodszego że musimy juz wyjśc z bajkolandu, bo Dawid - starszak - strasznie nie "nakręcił" i dostał głupawki i wychodzimy. A czasem mówie do faceta ze spektrum, "no wybacz stary" jak sie "przegrzałeś" to siadamy przy stoliku w cichszym miejscu, pograsz na komórce, postaramy sie wyciszyć bo dziś Krystian i Zuza chcą bardzo zostać i wyjśc nie mozna". U nas nie ma sytuacji że wszystko kręci sie wokół starszaka.
          Czasem nawet pomimo tego że wiem, że facet ma juz dosyć, że zaraz wybuchnie bo juz za dużo hałasu, za dużo świateł, ludzi to świadomie narażam go na takie stresy. Licze sie z tym że jak eksploduje to narobi mu wstydu że ho ho, w tym czasie mąż pilnuje pozostałej dwójki żeby nie patrzyli na Dawida w tym stanie.
          Po jakimś czasie jak sie wyciszy to na miejscu albo w domu na spokojnie omawiamy co sie stało, dlaczego tak sie stało, czy wiedział że zaraz wybuchnie, skąd wiedział, co zrobić nastepnym razem w takiej sytuacji.

          --
          "Dzieci i szklanek w domu nigdy za wiele" by moja mama ;)

          Dawid - 2006;Krystian - 2007; Zuza - 2010
    • gepardzica_z_mlodymi Re: a co z rodzeństwem? 24.04.12, 09:41
      Mój najstarszy syn niemal od zawsze ma takiego brata, ponieważ miał niespełna dwa lata, gdy ten się urodził. Pamiętam jego zawiedzione nadzieje, gdy ten nie chciał i pnie potrafił się z nim bawić - wszystko rozwalał, zabierał. Pamiętam jego wstyd i chęć zapadnięcia się przy wszelkich akcjach młodego w terenie, gdy dookoła gromadzili się inni ludzie. I zdenerwowanie, gdy zapraszał kolegów a ten rzucał w nich zabawkami, mając już 3-4, czy 5 lat. Sądziłam, że to nieumiejętność wejścia w grupę, próbowałam moderować włączanie się ale okazało się, że młody chciał się pozbyć intruzów z domu. A potem trzy lata chodzenia na golasa - starszy brat nie chciał, by koledzy patrzyli na nagiego brata, który potrafił się publicznie masturbować. Na podwórku często młodszy chodził za bratem i stosował echopraksje i echolalie. To starszy akceptował, nawet lubił, że ma w nim kumpla. Natomiast jak zbliżały się inne dzieci, to autystyk próbował je odegnać. W końcu starszy się wyemancypował. A młodszy syn łaził sobie po krzakach, uważając, by zbytnio nie zbliżyć się do ludzi. Starszy ciągle pyta, czy też jest autystyczny albo dlaczego brat tak się zachowuje. Ma problemy pewne emocjonalne i społeczne. Ciężkie ma życie z młodszym. Jednak lubi go i ciągle stara wprowadzić do naszego świata, ponieważ jest towarzyski. Dzięki niemu syn z ZA nauczył się zabawy w role, poznał wiele zagadnień, których inaczej by nie ruszył, zna mody chłopięce.
      Najmłodszy jest wpatrzony w obu braci - obu naśladuje, zachowania autystyczne również, takie jak chodzenie w kółko za bratem, czy gryzienie ubrania. Przyjmuje wszystko naturalnie. Aspie długo przeżywał fascynację kształtem jego głowy i chciał sprawdzić, co jest w środku, zgniatając ją - musiałam przez dwa lata mieć oczy wszędzie, nie mogłam ich zostawić samych. Teraz mam wrażenie, że się skumplowali - wydaje się, że 2,5 - letni maluch pod względem rozwoju społecznego i emocjonalnego jest bardziej rozwinięty od swojego 7 - letniego brata. Ale obaj uwielbiają wspólnie się wspinać, robić tory przeszkód. Czasem widzę, niestety, że średniaka fascynuje, że może namówić malucha do czegoś złego , bo ten go słucha bez zastrzeżeń i testuje go.
      Ja nie wyobrażam sobie życia z jednym dzieckiem. Cieszę się, że mój Aspie ma rodzeństwo, bo sama wraz z terapeutami wielu rzeczy bym go nie nauczyła. Jednak wiem, że jego rodzeństwu bywa ciężko - był nawet moment, gdy chcieliśmy rozłączyć dzieci, bo krzywda psychiczna zdrowych była ogromna, przy regresie autysty. Znając wiele już dorosłych osób, które wzrastały w rodzinach, gdzie było chore lub niepełnosprawne dziecko, wiem, że takie coś zostaje w ludziach i czasem oni sami leczą rany długo, nawet, jeśli ich rodzice bardzo się starali, nie koncentrowali nadmiernie na leczeniu chorego.
      Ja widzę, że jak jedna osoba choruje/jest zaburzona, to cała rodzina też jest chora. I staram się balansować, by zaspokoić potrzeby wszystkich. Wiem też, że całkowicie nietknięci z tego nie wyjdziemy a autyzm brata, choćby przez wspomnianą niepewność, co się zdarzy danego dnia, wpłynie na rozwój moich pozostałych dzieci - pod pewnymi względami pewnie pozytywnie, pod innymi obciążająco. Tak samo z autystą, gdyby był jeden, poświęcilibyśmy mu wszystko - czas, pieniądze bez dzielenia. Jednak rodzeństwo jest dla niego nieustannym treningiem - stymuluje go, czasem przeciąża.
      --
      Młode Gepardy - moje trzy nieokiełznane drapieżniki.
      • mruwa9 Re: a co z rodzeństwem? 24.04.12, 13:52
        gepardzica_z_mlodymi napisała:

        . Z
        > nając wiele już dorosłych osób, które wzrastały w rodzinach, gdzie było chore l
        > ub niepełnosprawne dziecko, wiem, że takie coś zostaje w ludziach i czasem oni
        > sami leczą rany długo, nawet, jeśli ich rodzice bardzo się starali, nie koncent
        > rowali nadmiernie na leczeniu chorego.

        Nie sadze. Mysle, ze to dotyczy rodzin, ktore wychowuja zdrowe rodzenstwo- w domysle lub jasno zdefiniowane- jako przyszlych opiekunow niepelnosprawnego brata/siostry.

        I mysle, ze warto zdjac sobie klapki z oczu i popatrzec na swoja rodzine jako calosc, zlepek roznych jednostek, z ktorych kazda jest inna , co nie znaczy gorsza, kazdy ma prawo do swoich potrzeb, niezaleznie od stanu zdrowia i sprawnosci.
        Poswiecanie sie wylacznie niepelnosprawnemu dziecku, jego terapii i rehabilitacji, z pominieciem potrzeb pozostalych domownikow, z matczynymi wlacznie, to strzal we wlasna stope i gwozdz do trumny rodziny. Z takiego domu zdrowe dzieci pewnie czmychna przy pierwszej nadarzajacej sie okazji. Czesto rowniez ojciec rodziny, o frustracji umeczonej matki-cierpietnicy nie zapominajac. Nie ma wygranych, sami przegrani, bo nawet korzysci dla autystycznego bohatera rodziny sa w takim ukladzie watpliwe.
        Dlatego trzeba wypracowac kompromis, czasem odpuscic terapie, popatrzec na cala rodzine, nie na to jedno jedyne niepelnosprawne dziecko. Kompromis jest mozliwy. Przetestowane.
        A dzieci? jak to dzieci, czasem sa w zgodzie, czasem sie kloca, czasem jest sielanka, czasem piora leca.jak to rodzenstwo. Z autystykiem kloca sie nawet mniej, bo im nie wchodzi w droge. I nikt nie ma powodu , zeby sie wstydzic za niepelnosprawne rodzenstwo. Moze dlatego, ze zamiast koncentrowac sie na deficytach, wolimy koncentrowac sie na mocnych stronach?
        • gepardzica_z_mlodymi Re: a co z rodzeństwem? 24.04.12, 16:34
          Wiesz, ja myślę, że moja rodzina wcale nie musi funkcjonować gorzej od Twojej. Wcale nie pisałam, że wszystko poświęcamy temu jednemu dziecku. Raczej równoważymy realizację potrzeb każdego z nas. Ale to nie jest zwykła rodzina. Tak samo jak można by powiedzieć, że ludzie w czasie wojny dają radę, starają się normalnie żyć i wyboru nie mają, bo innego życia nie będzie. Ale nijak nie można mówić, że jest to typowe i zwykłe doświadczenie oraz, że nie pozostawia śladu.
          Po prostu pewne sprawy inaczej postrzegam niż Ty, Mruwa. Może to inna wrażliwość. Poza tym obracam się w środowisku rodzin z dzieckiem niepełnosprawnym od liceum, czyli od początku lat 90-tych zeszłego wieku - wtedy jako wolontariusz i wiele w życiu widziałam. Wówczas nie sądziłam, że takie sprawy będą mnie też dotyczyć. Ja tam nie staję ani po stronie autysty, ani po stronie zdrowych dzieci. Każde jest dla mnie ważne. Ale nie wiem, czy któreś nie będzie miało żalu w przyszłości o to, że życie wyglądało tak a nie inaczej, np. autysta o to, że ciągle ktoś nas odwiedzał, coś się działo a zdrowi o to, że nigdzie nie wychodziliśmy razem, wspólne wakacje czy wyjście do kina bez 'zdarzeń' były marzeniem nie do spełnienia. I nie sądzę, że chodzi o to, że są sami wygrani, czy przegrani, po prostu zawsze życie z kimś nieprzewidywalnym jest stresem.
          --
          Młode Gepardy - moje trzy nieokiełznane drapieżniki.
          • mruwa9 Re: a co z rodzeństwem? 24.04.12, 18:28
            ja mam rowniez calkiem bogate doswiadczenia w kontaktach z osobami niepelnosprawnymi, z bardzo roznymi formami niepelnosprawnosci, ruchowa, intelektualna, autyzm, do wyboru, do koloru. I stad moje poglady, bo spotkalam na mojej drodze rozne rodziny, pelne i niepelne, lepiej lub gorzej funkcjonujace, cale spektrum.
            Fakt, omija nas wiele rzeczy, ktore byc moze sa udzialem innych rodzin, ale nigdy nie jest tak, ze kazdy dostaje to, co sobie zamarzy. My byc moze marzymy o mozliwosci wyjazdu na wakacje gdziekolwiek, inni nie zejda ponizej poziomu antypodow, po prostu kazda rodzina ma takie uwarunkowania (zdrowotne, finansowe), jakie ma i najzdrowsze , co mozna zrobic, to znalezc sie w tych wlasnie uwarunkowaniach, znalezc pozytywne aspekty tego , co sie ma (zamiast plakac za nieosiagalnym). I w tej swojej ciasnej codziennosci tez mozna czuc sie szczesliwym. I co z tego, ze pewnie do Australii na wakacje nigdy nie pojedziemy? Zycie jest niesprawiedliwe. I co? I nic. Mozna to zaakceptowac lub nad tym plakac.
            I co to zmieni?
            Z rodzenstwem jest to samo: jedynak nie wie, jak to jest miec rodzenstwo, dzieci w rodzinie wielodzietnej nie wiedza, jak to jest byc jedynakiem. Moje dzieci nie wiedza, jak to jest miec inne rodzienstwo, niz maja, jak by to bylo, gdyby ich siostra byla zdrowa (sama sobie tego nie potrafie wyobrazic), dziecko najblizszej mi osoby nie wie, jak to jest miec chodzaca mame, a nie jezdzaca na wozku. Najlepsza mame na swiecie. I co moze powiedziec o swojej mamie? Nie, nie to, ze jezdzi na wozku, ale to, ze kupuje jej dobre ksiazki. Jeden z nauczycieli mojego dziecka ma widoczna niepelnosprawnosc fizyczna. I moje dziecko zwyklo opowiadac o tym nauczycielu rozne rzeczy, ze jest mily, z poczuciem humoru,, ze swietnie gra na gitarze i pianinie. Jakos nigdy nie wspomnial o tym, ze nauczycielowi brakuje konczyny.
            Jesli moje dzieci czuja sie nieszczesliwe (momentami), to dlatego, ze musza odrabiac zadania domowe lub sprzatac swoje pokoje, a nie dlatego, ze maja niepoelnosprawne rodzenstwo
            • gepardzica_z_mlodymi Re: a co z rodzeństwem? 24.04.12, 20:10
              Wiesz, ale co innego wiedzieć, że ma się takie rodzeństwo i innego nie będzie a co innego cierpieć z powodu jego zachowania i patrzeć na rodziny kolegów, gdzie z bratem, czy siostrą kolegi da się normalnie pogadać, czy pobawić a zachowania tej osoby nie szokują. To jest ta inność. Moim zdaniem żadna niepełnosprawność fizyczna, czy intelektualna nie bywa tak dramatyczna jak widok np. dziecka, które samemu sobie zadaje ból.
              --
              Młode Gepardy - moje trzy nieokiełznane drapieżniki.
    • marika012 Re: a co z rodzeństwem? 24.04.12, 19:23
      Aspi lat 9,5, siostra NT 3,5. Jest super. Młoda zapatrzona w brata jak w obrazek. O dziwo mój straszy, który nigdy tematycznie się nie bawił z inicjatywy siostry podejmuje takie zabawy. Lubią też się ganiać i chować i przytulać. Aspi czytuje niekiedy siostrze. Jest opiekuńczy wobec niej i odpowiedzialny, potrafi przy małej przewidywać niebezpieczne sytuacje. Generalnie widzę, że ich relacje to niezły TUS ;) Bardzo mnie zaskakuje tym co mówi do małej, nie spodziewałabym się, że dostrzega pewne rzeczy, przy niej jest bardziej otwarty i obecny.
      Młody bardzo czekał na siostrę, ciągle dopytywał kiedy się urodzi, nigdy nie było problemu że przeszkadza mu płacz czy jest zazdrosny.

      Czy za kilka lat siostra nie będzie się wstydziła aspiego? Nie wiem, mam nadzieję że nie.
      Na pewno bardzo się kochają i na razie nie myślę co dalej.
      I chciałabym trzecie ;) i nawet juz nie boję się powtórki z rozrywki czyli aspiego 2. Bardziej się boję że dostanę autystę z prawdziwego zdarzenia - nisko funkcjonującego. Chyba bym nie podołała. Dlatego raczej zostanie jak jest.
      • gepardzica_z_mlodymi Re: a co z rodzeństwem? 24.04.12, 20:07
        Pewnie tajemnicą tego, że u jednych jest nieźle, u innych gorzej jest właśnie poziom funkcjonowania dziecka i warunki ogólne życia rodziny.
        Mój syn ma podejrzenie zaburzeń psychotycznych, a to bywa jazdą bez trzymanki, przyznaję.
    • blekitnalaguna123 Re: a co z rodzeństwem? 25.04.12, 18:24
      Nie wiem, co zrobić, żeby rodzeństwo nie wstydziło się. Poniosłam na tym polu klęskę niestety i jest to rzecz, która najbardziej mnie martwi od długiego już czasu, bardziej niż przyszłość Młodego, a najgorsze że nie wiem gdzie popełniam błąd, bo ze swojej strony robię wszystko, żeby Młoda miała jak najbardziej normalne życie. Młoda ma 16 lat i jest z pierwszego małżeństwa, Młody 9 lat skończył w grudniu, ma autyzm wysokofunkcjonujący. Młoda była skrzętnie przygotowywana na narodziny brata, głaskała brzuch, mówiła do niego, wspólnie kupowaliśmy wszystko dla maluszka, przyjęła go bardzo dobrze, była wspaniała opiekuńczą siostrą, nie było ani krzty zazdrości. Młody rozwijał się od początku z opóźnieniem jak się później okazało, ale bardzo podobnie a wręcz identycznie jak siostra, więc byłam pewna, że z tego wyrośnie tak jak i ona w wieku 5-6 lat. Niestety w pewnym momencie nie dało się zlekceważyć zachowań Młodego, w wieku 6 lat dostał diagnozę, intensywna terapia poza przedszkolem, później szkoła i terapia głównie tam. Im Młody był starszy, tym Młoda bardziej negatywnie się do niego odnosiła. Trudno jej zaakceptować fakt, że jest inny i zawsze będzie potrzebował innego podejścia niż reszta. Mają kiepskie relacje, nie spedzaja ze sobą czasu z własnej woli wcale, Młoda nie chce z nami wspólnie nigdzie wychodzić, nie chce zapraszać do domu znajomych bo boi się, że Młody będzie się dziwnie zachowawać, przez co nieustannie przesiaduje i w cudzych domach, nie chce zostawać z Młodym (niestety czasami jest taka koniecznosć, np. jak idę na zebranie do szkoły do niej albo do niego, a męża jeszcze nie ma w domu), dokucza mu naumyślnie, drażni, potrafi powiedzieć o nim świr i gorzej, nie powinienieś się nigdy urodzić, powinni cię zamknać w wariatkowie:( Wstyd mi to pisać, zawsze reaguję w takich sytuacjach, przez co wybuchają między nami awantury i jest to kolejnym dowód wg córki na to, że zawsze staje po jego stronie. Niestety Młody też nie jest bez winy, córka jest jedyną osobą, wobec której jest agresywny, bije, szarpie, ciągnie za włosy, gdy rozsadza go energia potrafi powyrzucać jej wszystko z szaf, z biurka, 2 lata temu zniszczył jej laptop, który był właściwie dopiero co kupionym prezezntem od ojca. Ogólnie Młody wymaga wiele uwagi, nie można go samego zostawić w domu, na podwórko wyjdzie, ale lepiej go obserwować z okna, wymaga dużej pomocy w lekcjach. Niestety tracę przy nim całe swoje pokłady cierpliwości i później brakuje jej dla córki. Nie wiem już jak z nimi rozmawiać, bardzo chciałabym zmienić ich relacje, bo to jest główny powód moich kłutni z mężem. Czasami myślę, że Młoda jest po prostu zaprogramowana na bycie jedynaczką i nawet gdyby miała zdrowego brata nie umiałaby dojść z nim do porozumienia. Ma poczucie bycie niesprawiedliwie traktowaną, niesłusznie zupełnie, ciągle jej mało kontaktu sam na sam ze mną, a naprawdę mamy go dużo, ona by chciała, żebym zawsze była do dyspozycji wypoczęta i uśmiechnięta, a to jest niemożliwe. W sensie finansowym poszkodowana nie jest, wręcz odwrotnie, ma lepiej od brata w dużej mierze dzięki swemu ojcu, który nieustannie to podkreśla, co nie pomaga. Przepraszam, że tak pesymistycznie, nie podniosłam na duchu, ale przynajmniej się wygadałam.
      • mruwa9 Re: a co z rodzeństwem? 25.04.12, 20:03
        Tak spontanicznie: tu, gdzie ja widze pulapki (i przed nimi staram sie bronic, mam ich swiadomosc), to, po pierwsze, brak ochrony terytorium zdrowego dziecka , po drugie- nadmierne koncentrowanie uwagi na dziecku z autyzmem i pomijaniu potrzeb zdrowego rodzenstwa (IMHO corka dramatycznie wola o pomoc: patrzcie! Ja tez tu jestem! Cierpie! Czy kogos jeszcze obchodzi moja obecnosc??), a po trzecie- angazowanie jej do opieki nad bratem.
        I w takiej wlasnie atmosferze uplywalo i uplywa jej dziecinstwo oraz wiek dojrzewania. Rozumiem twoja corke :-(
        Zatrudnijcie kogos do opieki nad synkiem. Moze nawiazcie kontakt ze stowarzyszeniami, fundacjami opiekujacymi sie takimi osobami, moze znajdzie sie wolontariusz, ktory nie tyle bedzie pelnil role opiekuna, ile kumpla . Poswieccie corce troche czasu, choc obawiam sie, ze na to jest o pare lat za pozno.
        IMHO- jaka akcja, taka reakcja.
        • blekitnalaguna123 Re: a co z rodzeństwem? 26.04.12, 18:47
          Mruwa9 prawda jest taka, że nasze relacje nie zależą tylko od stosunku Młodej do brata, ale też od jej ogólnego zachowania: łamie zasady (wychodzi z domu wieczorem kiedy jest już ciemno, nie mówi gdzie, kiedy wróci, nie odbiera tel, kiedy dzwonię do kilku koleżanek których numery mam po powrocie mam awanturę), nie uczy się (jest w 3 klasie gimnazjum i zmarnowała sobie niestety szanse na dobre liceum), wagaruje (ma 1/3 nieobecności), w zeszłym roku zdała warunkowo (1 z historii na świadectwie) mimo że wielokrotnie proponowaliśmy jej pomoc własną i korepetycje, popala nawet w szkole, popija również na klatkach schodowych ze znajomymi (w sprawę jest zaangażowana wychowawczyni, pedagog, próbowała wielokrotnie z nią rozmawiaż psycholog - Młoda milczy, były interwencje policji za picie na klatkach i zakłucanie ciszy nocnej), odzywa się złośliwie łącznie z przeklinaniem do mnie i mojego męża, kłamie swojemu ojcu odnośnie tego jak jest przez nas traktowana przez co mam co chwilę telefony od niego z pretensjami a chęci pomocy z jego strony niestety żadnej, nie wykonuje żadnych obowiązków domowych twierdząc że jej brud, bałagan nie przeszkadza, rani mnie nieustannie swoimi nieuzasadnionymi pretensjami, wszystko widzi inaczej niż jest. Trudno mi jest mieć do niej cierpliwość, być miłą, kiedy robi takie numery cały czas trzeci rok z rzędu i żadne tłumaczenia nic nie dają.
          Odkąd 2 lata temu wydarzyła się ta historia z laptopem, który oczywiście został przez nas odkupiony, ma zasuwkę w drzwiach, której używa cały czas praktycznie. To był pierwszy wybuch Młodego wtedy, spowodowany prawdopodobnie przez nowe leki, później je odstawiliśmy. Ogólnie Młoda cały czas siedzi w swoim pokoju, jeśli jest, bo często wychodzi. Znajomych nie chce zapraszać ze względu na to, że Młody MOŻE zachować się dziwnie, czyli wg niej świrować, a przecież cały czas ktoś z dorosłych się nim zajmuje, opieka nie jest na jej barkach.
          Młody potrzebuje cały czas kogoś, żeby był obok, inaczej zaczyna się pobudzać, trzeba mu dużo pomagać w lekcjach, sam sobie nie radzi, więc rzeczywiście uwaga jest skupiona często na nim, ale jak to inaczej zrobić? Wracam z pracy o 16.30, przebiorę się, zjem coś na szybko, odrabiam z Młodym lekcje, uczymy się, robię na ciepło obiad (dla mnie, dla reszty to bardziej kolacja), o 18 w domu jest mąż i jemy, później on się Młodym zajmuje, ja zmywam, nastawiam pranie, prasuję na następny dzień i mam czas dla Młodej, której często nie ma wtedy w domu, później jakaś lekka kolacja, kąpiel Młodego i my też szykujemy się do spania, czasami trzeba jeszcze się przygotować do pracy, a czas wspólny mój i męża? a odpoczynek męża? Terapię mamy tylko w poniedziałki, godzina si. Wcześniej mieliśmy też logopedę we wtorki, ale od września nie chodzimy. Reszta to normalne sprawy, wyjścia do dentysty z Młodym np, w środy co 4 tygodnie chodzimy do psychiarty, bo mamy leki. Wszelkie wizyty w poradniach, badania załatwiam rano, kiedy Młoda jest w szkole. Codziennie staram się mieć czas na rozmowę z Młodą, ale często ona nie chce, wygania mnie z pokoju, bo jest zajęta czymś innym. W sobotę mamy zawsze tylko dla siebie minimum 3 godz przed południem, kiedy mąż jest z Młodym na basenie, wtedy jest miło, chodzimy w piżamach, szykujemy sobie śniadanie, oglądamy tv, robimy maseczki, kiedy rozmawiam z Młodą wtedy, dlaczego tak się zachowuje nie podejmuje wątku albo mówi, że postara się poprawić, bardziej nad soba panować, a później nie widać efektu. Nie ma weekendu, żebym z nią sama gdzieś nie wyszła: spacer, rower, kosmetyczka, kino. Minimum co 6 tygodni wyjeżdżamy same na weekend do mojej mamy: chodzimy po sklepach, fryzjer, kino lub teatr, spacer nad morzem, cały czas razem i jest ok, a na codzień nie. Pod tym względem ma lepiej niż brat, bo z nim prawie nigdzie nie wychodzę.
          Do opieki nad bratem Młoda jest proszona tylko i wyłącznie, kiedy są zebrania w szkole i nie mam co z nim zrobić, nie jest to długo i często. Z 5 razy w roku u niej, w czwartki o 18 i u Młodego też ok 5 razy w środy o 17. Młodego ze szkoły odbiera babcia (teściowa) i zajmuje do mojego powrotu o 16.30. Kiedy jest zebranie u Młodego jadę tam prosto z pracy, mąż wraca o 18. Młoda zostaje z bratem ok 16, bo babcia ma zorganizowane zajęcia w środy i musi zdążyć dojechać. Jak są zebrania u Młodej to dosłownie 15 minut jest z bratem sama, bo jej szkoła jest blisko. Czy to dużo? Nie musi z nim nic robić, odrabiać lekcji czy coś takiego, ma po prostu zwracać uwagę, żeby nie wpadł na jakiś głupi pomysł.
          • gruba_mamma Re: a co z rodzeństwem? 26.04.12, 20:42
            Moim zdaniem dużo tutaj jest na rzeczy w relacjach z ojcem Młodej, być może wcale nie różniłyby się relacje z dzieckiem NT.Jest miedzy nimi duza różnica wieku.No a autyzm brata nie polepsza sprawy po prostu.
            To co opiekuje sie bratem to nie jest wcale dużo.
            Chciałabym Ci coś poradzić ale niestety nie potarfię.Trzymam kciuki, żebyście wyszli na prostą, moja siostra też w tym wieku odwalała podobne numery, a wyszła na ludzi:)
            • eps Re: a co z rodzeństwem? 27.04.12, 09:15
              a moze zachowanie córki ni jak sie ma do autyzmu brata a to zwykła pospolita i zaraźliwa buża hormonów?
              Toż to nastolatka, gimnazjalistka a to najgorszy wiek.

              --
              "Dzieci i szklanek w domu nigdy za wiele" by moja mama ;)

              Dawid - 2006;Krystian - 2007; Zuza - 2010
              • eps Re: a co z rodzeństwem? 27.04.12, 09:16
                o święci Pańscy jak ja napisałam burza!!!
                Sorki za te walące po oczach błędy!!
                --
                "Dzieci i szklanek w domu nigdy za wiele" by moja mama ;)

                Dawid - 2006;Krystian - 2007; Zuza - 2010
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka