Dodaj do ulubionych

metoda krakowska - co sądzicie?

20.02.13, 11:01
Witam,
mój synek ma 2,5 roku i ma stwierdzone zaburzenia ze spektrum autyzmu. Dotychczas pracowało nad nim 4 specjalistów (psycholog, AAC, fizjoterapeuta i muzykoterapeuta), jednak na wczorajszej wizycie neurolog stwierdził, że jego zdaniem należałoby postawić na metodę krakowską.
Co Wy sądzicie o tej metodzie? Czy wasze dziecko było tą metoda prowadzone i były efekty?
Edytor zaawansowany
  • elipsa.22 20.02.13, 12:09
    U nas się w ogóle nie sprawdziła, choć właśnie niektóre wpisy na tym forum pchnęły na żeby spróbować. Po pierwsze nie było mowy, żeby dziecko chciało siedzieć codziennie ze słuchawkami na uszach. To było nie do przejścia. Płyt chętnie słuchał ale bez słuchawek. Po drugie efekty pracy z terapeutką były mizerne. Ja miałam wrażenie, że nasza pani liczyła na to, że jak ona tysiąc razy pokaże samolot i powie "uuuuuuuuuuu" to za 1001-szym razem mały powtórzy to uuu, a tu klapa. Po trzecie zupełnie nie widziałam sensu, żeby malucha, który nie ma jeszcze 3 lat i nie mówi, uczyć literek, czy sylab. Równoległe uczenie czytania nie było dla nas priorytetem. A że żadnych postępów w mowie nie było, to po kilku miesiącach zrezygnowaliśmy.
  • niunia_mamunia 20.02.13, 12:16
    a jaką metodę teraz stosujecie?
  • elipsa.22 20.02.13, 12:28
    O niedawna stosujemy metodę opartą na elementach met. behawioralnej ale dostosowanej do dziecka. Samogłoski pojawiły się dość szybko, gorzej z sylabami... Wymagają więcej czasu.
  • noaq 20.02.13, 12:42
    Witaj, ja bardzo polecam metodę krakowską. Zaczynaliśmy "przygodę" jak syn miał 2l 10m - nie mówił nic!!, teraz ma 5 lat i już się fajnie komunikuje, mimo swoich zaburzeń. Tez początkowo miał pewne cechy autystyczne, potem jednak stwierdzono afazję (mimo braku uszkodzeń mózgu). Przez pierwszy rok tez nie było żadnych efektów, byłam już załamana, ale pewnego dnia Pani terapeutka (akurat nie nasza) powiedziała, że z doświadczenia wie, że pierwsze efekty widać dopiero po roku pracy - rzeczywiście się sprawdziło! Pracowaliśmy codziennie po ok 1 h (początki były bardzo trudne, on płakał ja czasem z nim, szarpał i wyrywał mi włosy, czasami nawet zdarzyło mu się ugryźć mnie), potem już było lepiej, a dzisiaj siada chętnie (choć zawsze gada nie uczymy się - ja na to że nie i daję na początek coś co lubi, a potem konkretne zadania). Polecam, mimo tego,iż trzeba dużej wytrwałości i KONSEKWENCJI bez względu na wszystko. Oczywiście każde dziecko jest inny, więc decyzja należy do Ciebie. Metoda super, rozwojowa, mnóstwo fajnych rzeczy (takie jak w czasopismach dla dzieci). Sama terapia nie polega tylko na czytaniu i na nauce sylab to tylko element (poczytaj na szkoła krakowska). Dzięki sylabom nauczył się ich w ogóle wymawiać i stosować w wyrazach (nie gubi sylab w wyarzach)
    PS. słuchanie w słuchawkach to metoda pani Wianeckiej, ale też polecam
  • mikkoevi 20.02.13, 12:53
    wiem, ze ciężko tak zaufać. Bo czas leci i pieniądze. Dla nas akurat ta metoda sprawdziła się. Idziemy tą metodą od kiedy Mikko skończył 3,5 roku. Wcześniej robiłam elementy tej metody na wlasną rękę. Teraz mały ma prawie 6 lat i mogę ocenić efekty.
  • ania-pat1 20.02.13, 15:48
    U nas działa, ale uważam, że należy równolegle chodzić na SI i jakiś trening społeczny (lub dobre przedszkole z kameralną grupą). Liczy się by terapeuta dobrze prowadził dziecko (met. krakowska to NIE nauka czytania - lecz wiele innych aktywności). Jeśli jesteś z Krakowa to tutaj masz najlepszych terapeutów i warto pytać prof. Cieszyńską, czy dr Korendo - u nich dobrze jest zrobić diagnozę deficytów (dostajesz wtedy program terapii).
  • niunia_mamunia 20.02.13, 15:51
    niestety jestem z Katowic - niby niedaleko, ale jednak...
  • alcia555 20.02.13, 16:13
    u mnie metoda krakowska się sprawdza ,ale dopiero gdy znalazłam dobrą logopede,ale w domu też dużo się uczymy ,
  • kaskax25 20.02.13, 17:18
    moge sie podlaczyc bo to ciekawy temat i tez nas dotyczy, w przedszkolu prowadza Milosza własnie metoda krakowską. Lat 3 i pól nie mówi nic. Kazano mu całkowicie odstawić tv oraz wszelkie inne cyfrowe urzadzenia typu tablet, na którym nauczyl sie naprawde bardzo duzo, nie gra w jakies glupie gierki układa głownie puzzle ,kształy, ja mam ogólnie troje dzieci i nie wyobrazam sobie wylaczyc na cacy tv, bo jednak dzieciaki sie nudza i chca ogladac, na tablecie fajnie sie uczy i nie wiem dlaczego mam mu go nie dawac. A jak wy robicie dajecie ogladac tv czy urzadzenia elektroniczne? Jak dam to znaczy co cała terapia lezy?
    --
    fundacja-sloneczko.pl/apele/pokaz_opis.php?ida=418/K
    kordella.blogspot.com/
  • rozalia7 25.02.13, 20:41
    my na pewien czas zrezygnowaliśmy z tv ,nie było ,wszyscy mieli detoks my także ;-) ale chyba wszystkim pomogło ,ja przygotowywałam materiały , teraz buntów nie ma o bajki czy tv ,nawet komputer ,regulujemy czas zgodnie z zaleceniami psychologów ,uważam to za dobry pomysł na jakiś czas np. pół roku
  • tabletka_bez_krzyzyka 21.02.13, 13:52
    W Katowicach jest doskonała p. Basia Górnik, logopeda pracująca metodą krakowską. Jest świetna. Mniej więcej w ubiegłym roku poleciła nam ją prof. Cieszyńska. To jeden z naszych najlepszych terapeutów. Pracuje w ośrodku Persevere przy Kościuszki. Wprawdzie zwykle nie ma wolnych terminów terapii, ale warto od czasu do czasu dzwonić, bo jednak rodzice z dziećmi rotują, szukają w innych miejscach, przenoszą się. Ostatnio nasi znajomi dostali się do niej na terapię w ten sposób. Pewną wadą jest cena - 100 zł za godzinę, ale to naprawdę godzina wykorzystana w każdej minucie.

    Jeśli chodzi o samą metodę, jakiś czas temu założyłam wątek (można wyszukać) o brakach w metodzie krakowskiej. Nam w pierwszych miesiącach bardzo pomogła, chociaż początki były bardzo trudne. Stosujemy nadal, chociaż już mniej restrykcyjnie. Zgadzam się z innymi rodzicami - metoda nie jest całościowa. Koniecznie trzeba uzupełniać ją o jakiś trening umiejętności społecznych i SI (jeśli macie taką potrzebę). Ćwiczenia przede wszystkim rozwijają dzieci poznawczo, w sferze komunikacji i zachowań społecznych trzeba wspomagać równolegle innymi metodami.
    Myślę, że jest bardzo dobra na początek. Zwłaszcza dla zmotywowanych rodziców, bo trzeba pracować samodzielnie w domu. Doskonała do osób mieszkających z dala od ośrodków terapeutycznych - jeśli ktoś sam się dokształci, może spokojnie jeździć na konsultacje nawet raz na miesiąc.


  • niunia_mamunia 21.02.13, 14:24
    Trafiliśmy do Persevere i to właśnie dr Kazek zaleciła nam tą metodę. A znasz może jakiś ośrodek który realizuje ta metod,ę ale terapia jest refundowana przez NFZ? U nas niestety w kwestiach finansowych jest kiepsko i przy zaleceniu terapii 2 razy w tygodniu, wychodzi ok. 1.000 zł./m-c to niestety jest u nas nie do zrealizowania :(
  • tabletka_bez_krzyzyka 23.02.13, 23:32
    Myślę, że powinnaś spróbować i dostosować częstotliwość wizyt do waszych potrzeb. Na początku możesz co tydzień. Zobaczysz sama. My chodzimy tylko dwa razy w miesiącu. Ćwiczymy sami w domu i traktujemy te spotkania jako konsultacje. Terapia i tak powinna obejmować 2 h dziennie, więc dwa razy w tygodniu niczego nie załatwia. I tak będziesz musiała ćwiczyć sama.
  • mamka.kacperka 31.07.14, 13:55
    Witaj noaq
    Jestem mamą dwulatka z dysfazją mieszaną (deficyty w zrozumieniu i brak mowy). Zastanawiam się nad metodą krakowską. Widzę, że bardzo ją polecasz. Czy tylko na tej metodzie się skupiliście czy coś jeszcze, ile razy w miesiącu spotkanie z terapeutą ( wystarczy raz w tygodniu czy częściej ) mam mnóstwo pytań na ten temat i w ogóle jak najlepiej pomóc dziecku z takimi zaburzeniami, bo szczerze mówiąc to dla mnie jeszcze szok i nie ogarniam tematu. Byłabym wdzięczna za kontakt.
  • niunia_mamunia 10.08.14, 14:57
    witaj,
    po długich namowach naszej p. neurolog, zdecydowaliśmy sie spróbować. Terapię podjęliśmy rok temu i efekty są bardzo dobre.
    Z perspektywy czasu widzę jednak, że dużo zależy od terapeuty i samego dziecka. I trzeba mieć świadomość, że to nie tarapia samego autyzmu, a deficytu mowy.
    Nasza terapeutka daje nam też "odrobinę luzu", której brakowało mi wcześniej i która mnie zniechęcała do terapii. Dopuszcza inne metody terapii, o ile sie nie wykluczają i nie "musztruje" dziecka. Mój synek uwielbia te zajęcia, ale wiem, że nie każde dziecko potrafi "pracować" w takim systemie. Warto wybrać dobrego terapeutę i zobaczyć jak dziecko podchodzi do zajęć. Jeśli z radością - nie przerywać. Jeśli płacze na sama myśl o terapii - to zdecydowanie nie dla niego. I nalegaj na swoja obecność w czasie zajęć - dużo Ci do da w zrozumieniu samej metodologii.
  • pinkdot 20.02.13, 17:34
    Jak dla nas była to metoda rewelacyjna. W ciągu roku nadrobiliśmy z okładem poważne opóźnienia w rozwoju mowy (w wieku 24-30 miesiecy syn operowal tylko na kilku slowach - nazwach figur geometrycznych) mowa jest w pełni komunikatywna, słownictwo Cycerona przebogate. Gorąco polecam.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • mikkoevi 20.02.13, 17:45
    kaskax25 to nie tak że terapia leży ale efekty są lepsze. Bo prawde mówiąc u tych naszych dzieciaków z pokiereszowanymi układami nerwowymi tv i inne elektroniczne rzeczy nie są polecane. Wiem że ciężka sprawa w normalnym życiu sama przez to przechodziłam.
  • kaskax25 20.02.13, 17:56
    mikkoevi napisała:

    > kaskax25 to nie tak że terapia leży ale efekty są lepsze. Bo prawde mówiąc u ty
    > ch naszych dzieciaków z pokiereszowanymi układami nerwowymi tv i inne elektroni
    > czne rzeczy nie są polecane. Wiem że ciężka sprawa w normalnym życiu sama przez
    > to przechodziłam.

    dziekuje o taka odpowiedz wlasnie mi chodzilo, staram sie ograniczac jednak czasem nie daje rady
    --
    fundacja-sloneczko.pl/apele/pokaz_opis.php?ida=418/K
    kordella.blogspot.com/
  • tes-a 20.02.13, 18:31
    Syn ma 4,5 roku,metodą krakowską prowadzony jest od półtora roku,efekty spektakularne.Czytał po pół roku terapii,rozwinęła się mowa i całkiem fajnie można się z młodym komunikować.Ale wymaga to bardzo dużo pracy i podstawą jest świetny terapeuta pracujący tą metodą.U nas mamy terapii ok. 15 godzin tygodniowo metoda krakowska,do tego wczesna interwencja i wczesne wspomaganie 2 razy w tygodniu i nauczyciel wspomagający w przedszkolu którym jest terapeutka młodego.
  • tijgertje 20.02.13, 19:12
    zalezy, czego oczekujesz od metody krakowskiej. To jest terapia MOWY, nie komunikacji czy autyzmu w calosci. Osobiscie uwazam, ze nalezy wyjsc od komunikacji, dochodzac do mowy, a nie uczyc 3-4-latka czytac. Moj mlody ma 9 lat, poziom mowy duzo wyzszy, a jego labrador komunikuje sie lepiej od niego. W metodzie krakowskiej nie podoba mi sie, ze terapeuci nie mowia wprost, ze chodzi tylko o rozwoj mowy, a nie calosciawa terapie autyzmu i wrecz zabraniaja stosowania innych terapii. Napisz do mamy Jedrka, dlugo stosowali metode krakowska i niestety na skorze dziecka przekonali sie, ze nie wszystko jest tak piekne, jak im terapeuci usilowali wmowic. Gdzies w ubieglym roku byla cala dyskusja na ten temat w komentarzach:
    deszczowy-chlopiec.blog.pl/

    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • marika012 20.02.13, 20:20
    Tig nie zgadzam się, że to tylko terapia mowy. Chodzi o stymulację lewej półkuli która także odpowiada za kontakty społeczne. A żeby terapia była skuteczna trzeba ograniczyć stymulowanie prawej półkuli. To się wielu rodzicom nie podoba, bo jednak z TV rodzicowi jest wygodniej.
  • kaskax25 20.02.13, 20:37
    no wiesz mamy 21 wiek elektronika jest na porzadku dziennym, nie zamierzam zamknąć dziecka w 4 scianach jak w klasztorze. I wiecie co metody metodami, a jest w tym gdzies miejsce na normalne dziecinstwo, bo autyzm autyzem, ale nasze dzieci to nie tylko dzieci z autyzmem to tez zwykle dziecko ktore potzrebuje jak inne sie pobawic a nie tylko cwiczyc. no chyba ze ja jakas gloopia jestem
    --
    fundacja-sloneczko.pl/apele/pokaz_opis.php?ida=418/K
    kordella.blogspot.com/
  • alcia555 20.02.13, 21:42
    u mnie metoda krakowska tylko jest na mowe,ale moja córcia ma czas na nauke,ale też na zabawe telewizje ogląda ze mną bo też można potem rozmawiać z dzieckiem,a w lato jest nauka,ale też zabawa z dziećmi na podwórku
  • marika012 21.02.13, 13:19
    kaskax25 napisała:

    > no wiesz mamy 21 wiek elektronika jest na porzadku dziennym, nie zamierzam zamk
    > nąć dziecka w 4 scianach jak w klasztorze.

    Te ograniczenia stymulowania prawej półkuli nie dotyczą całego życia. Dziecko zacznie mówić, rozwinie sie społecznie (zaniknie ta ogromna dysproporcja w dominacji jednej półkuli) i wtedy bajki mogą się pojawiać.
    Dla mnie mowa jest ważniejsza niż rodzicielski "święty spokój" bo dzieciak zajęty TV, komputerem, tabletem.

    Poza tym ja widzę spore zagrożenia w korzystaniu z tych "dobrodziejstw elektroniki" przez małe dzieci i przedszkolaki. Przestymulowane obrazem, dźwiękiem, ruchem nie będą umiały się skupić, na lekcji jest "nudniej", nie będą zainteresowane książkami., nie będą miały swojej własnej wyobraźni bo wszytko od małego od małego podawane było na tacy, o przepraszam ekranie. Dziecko powinno rozwijać się przez ruch, działanie a nie klikanie palcami. Programy edukacyjne nie sa potrzebne żeby dziecko poznawało nowe rzeczy, opanowywało nowe umiejętności.
    Znam przedszkolaki uzależnione od komputera. Ale tak naprawdę uzależnione. Z objawami somatycznymi. Dlatego jak czytam o tabletach dla trzylatków to mnie trzęsie.

    To, nie tak, że ja odrzucam postęp. Tablice interaktywne w szkołach to super rzecz, sama na nich pracuję. Ale z młodzieżą, nie maluchami i nie podobałoby mi się gdyby u moich dzieci były stale stosowane w klasach I-III.

  • nefret_ete 24.02.13, 16:15
    ja też uważam że to tylko terapia mowy, ale mowa jest ważna. Ale chodzi o to, żeby mowa służyła do komunikowania się , a metoda prof Cieszyńskiej moim zdaniem tego nie zapewnia.
  • pinkdot 20.02.13, 21:50
    Tijgertje a ja kolejny raz napisze- wychodzac od mowy mozna tez calkiem szybko dojsc do komunikacji, czego przykladem jest moj syn. Uwazam, ze nie powinno sie zrazac mam malych dzieci do metody krakowskiej. Okno rozwojowe na to by rozwinela sie mowa I myslenie werbalne jest stosunkowo krotkie, beznadziejne przypadki zawsze beda mialy pozniej czas na proby z alternatywnymi metodami komunikacji. Dlaczego jednak nie sprobowac, porozumiewanie sie za pomoca mowy, nie karteczek/tabletow/migania? W koncu to byc albo nie byc w zwyczajnej szkole, spoleczenstwie.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • tijgertje 20.02.13, 23:16
    Pinkdot, pytanie bylo o opinie, napisalam co mysle. W sumie tak troche dla rownowagi ;)
    a tak szczerze to serio wierzysz, ze rozwijajac mowe rozwiniesz myslenie werbalne??? Moge stwierdzic jedynie, ze majac 38 lat, skonczone studia, znajac biegle jeden i dobrze komunikatywnie drugi jezyk obcy, nadal mysle obrazami, nie werbalnie. I mimo, ze funkcjonuje bardzo wysoko, to czesto potrzebuje wsparcia wizualnego. Wynika to nie z mozliwosci intelektu, a sposobu myslenia. owszem, mowa pomaga, ale wielu autystow uzywa mowy jedynie jako srodka nazywajacego rzeczywistosc, a nie do komunikacji. i sadze, ze warto sobie z tego zdawac sprawe. dlatego pisze, ze nasz pies lepiej sie komunikuje od dziecka. Pies nie gada, nawet nie szczeka, dziecko ma ogroooomny zasob slownictwa, a to pies jasno i wyraznie przekazuje czego potrzebuje czy czego chce, z dzieckiem z potoku slow trzeba wylawiac krotkie informacje i samemu sklejac je w to, co tak naprawde dziecko chce przekazac. Nie twierdze, ze tak jest z wszystkimi dziecmi, tak jest ze mna, z moim synem i wiekszoscia jego kolegow w szkole (sami autysci).Mozna dziecku tlumaczyc cos miliony razy i nie dotrze, a wystarczy narysowac czy pokazac na zdjecich czy piktogramach raz, zeby zalapalo i trwale zapamietalo.
    Zdaje sobie sprawe, jak dziala na autystow tv czy gry na konsolach,dlatego u nas sa maksymalnie ograniczane,ale dzieckoto dziecko i ma prawo do dziecinstwa. Postepy mozna osiagac na milion roznych sposobow,w przypadku kaspra metody dyrektywne, praca stoliczkowa itp po prostu sie nie sprawdzaja. Pracowalismy w ten sposob jakis czas temu nad paroma rzeczami i nigdy wiecej. Koszmarnie to wplywa na nasze relacje (na szczescie opamietalam sie w pore), a wnosi tylko tyle, ze dziecko staje sie aktorem czy robotem. Robi cos, bo MUSI, bo wie, ze nie ma innego wyjscia, ale jesli zostanie pozbawione "bata" wroci do starych nawykow. Autysta musi chciec, zeby efekty byly trwale. Owszem, "chcenie" moze sie pojawic po jakims czasie, ale sadze, ze jest to czysty hazard, nie ma na to absolutnie zadnych gwarancji, a szanse na to, ze dziecko majac wybor zrobi dokladnie na odwrot sa przynajmniej takie same, o ile nie znacznie wieksze. My stawiamy na samodzielnosc, relacje i komunikacje oraz przystosowanie do zycia wykorzystujac wlasny potencjal, nie staramy sie z dziecka zrobic kogos innego. Absolutnie nie neguje skutecvznosci cze sensownosci metody krakowskiej. wiem, ze sie sprawdza, ale podkreslam jeszcze raz, to terapia MOWY, nie komunikacji i nie deficytow spolecznych wynikajacych z autyzmu! dlatego uwazam, ze trzeba sobie z tego zdawac sprawe i przed rozpoczeciem pracy ta metoda dokladnie wlasnie te typowo autystyczne problemy wypytac, zeby nie obudzic sie za jakis czas z reka w nocniku, ze dziecko, ktore gada i czyta, wyprzedzajac rowiesnikow o lata swietlne, tak samo odstaje od nich spolecznie, tylko w druga strone.
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • pinkdot 21.02.13, 07:38
    > o autystyczne problemy wypytac, zeby nie obudzic sie za jakis czas z reka w noc
    > niku, ze dziecko, ktore gada i czyta, wyprzedzajac rowiesnikow o lata swietlne
    > , tak samo odstaje od nich spolecznie, tylko w druga strone.

    A to nie lepiej jest mieć dziecko, które gada i czyta, i odstaje społecznie (nad czym się przecież pracuje, niż niewerbalne - porozumiewanie się za pomocą PECSów zawsze stwarza barierę pomiędzy neurotypowymi rówieśnikami. Mowa by była gramatyczna i usystematyzowana musi pojawić się przed siódmym rokiem życia, mówienie w "pidżyn" zawsze piętnuje, nawet jeżeli nadrobi się deficyty społeczne. Przecież nad stroną społeczną i komunikacyjną też można pracować, przecież decydując się na metodę krakowską nie podpisuje się cyrografu, który zabrania dziecka posyłać na dajmy na to TUS.
    Ja też wyrażam swoją opinię, która jest sceptyczna co do hurra rzucania się na specyficzne dla autyzmu alternatywne metody komunikacji, kiedy można pracować nad naturalną formą komunikacji. Poza tym, widzę swojego syna i wiem, że ta metoda dała mu życie.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • pufulek 20.02.13, 23:11
    Zgadzam się z Tig, to jest terapia wyłącznie na rozwój mowy. Młoda była prowadzona tą metodą, zrezygnowałyśmy, za dużo szarpania. Owszem potrafiła rozpoznawać samogłoski i niektóre sylaby, i co z tego, mowy spontanicznej to do przodu nie popchnęło. Na zajęciach buntowała się, płakała, postępów nie stwierdzono. Mnie nie zależy, żeby mieć czytającą czterolatkę, chciałabym móc sobie z nią pogadać. Teraz pracując z nią w domu nawet właczam elementy tej metody, ale bez zmuszania do siedzenia przy stoliku i wykonywania zadania ręką płaczącego dziecka (czego nigdy nie zrozumiem). Uważam, że jeśli np. uzupełni szereg grając w edukacyjną grę komputerową, to nie będzie koniec świata, a nauczy się tego samego, tylko w bardziej dla niej akceptowalny i przyjemniejszy sposób.
    Też mi się nie podoba, że prof. Cieszyńska odradza stosowanie jakichkolwiek innych terapii, sama metoda krakowska zaburzonych kontaktów społecznych nie naprawi, skrzywionej integracji sensorycznej też nie wyprostuje.
  • tosia2012 21.02.13, 08:05
    MK to świetna terapia (o ile masz dobrych terapeutów). My stosujemy od 1.5 i moje dziecko gada wszystko. OCZYWISCIE ze jest to terapia głownie na poprawe mowy ALE tez bardzo rozwija intelekualnie. Dlatego nie mozna sie ograniczac i stosowac tylko tą jedną.

    ktos napisał że dziecko będzie gdac a kontakty społeczna będą leżec. Niestety autyzm to taka choroba gdzie duzo latwiej nauczyc dziecko mowic i nawet komunikowac sie niz bawic się "normalnie" z rowiesnikami.

    Mimo wszystko wole porozumiewac sie z dzieckiem za pomocą mowy niz obrazków.
  • mikkoevi 21.02.13, 08:09
    Ja sobie jakoś nie przypominam żeby Cieszyńska odradzała TUS ale może coś mi umknęło,)) Co do oglądania tv i kompa to mam porównanie ale znowu to moje prywatne spostrzeżenia, że właśnie po odstawieniu kompa właśnie komunikacja ruszyła...
  • ania-pat1 23.02.13, 14:07
    Powtórzę po raz setny - moja córka startowała z metodą krak. jako dziecko DOSKONALE MOWIĄCE z perfekcyjną wymową, komunikujące się adekwatnie w pierwszej osobie - język na poziomie przynajmniej 10 latka (w testach Iq słownictwo na poziomie 12 roku życia) a miala wtedy 3.5 roku. Tak, że TO NIE JEST terapia mowy..... U niej nacisk szedl na stymulację lewej połkuli, związki przyczynowo-skutkowe, umiejscawianie zdarzeń w czasie, omawianie i rozumienie uczuc na podstawie historyjek zdjęciowo-obrazkowych, prowokowanych dyskusji typu: co byś zrobiła, gdyby.... jak zachowa się dziewczynka (i tu zdjęcie sytuacyjne), jak czuje się ktoś (tu zdjęcie) i co może zrobic, żeby poczuć się lepiej. Odgrywanie scenek. Do tego układanie powiadań itp. I sorry, ale dziecko, które dzięki met, krakowskiej potrafi wyjaśnic innym zasady zabawy w ktorą chce się bawic, lub wyjasnic dlaczego bawić się nie chce (zamiast rzucać się po ziemi, psuć czyjąś zabawkę, krzyczeć lub demonstrowac piktogram) ma naprawdę lepsze szanse na akceptację ROWIEŚNIKÓW. I o to w met. krakowskiej też chodzi. I pod tym względem bardzo działa. Obecnie (zerówka lat 6) dzieci wypychają moją corkę aby to ona czytała i streszczała opowiadania, zapraszają do gier i tlumaczą reguły (bo potrafi WYJAŚNIĆ, ze się zgubiła). To nie jest zła metoda. Dodam, że córka ogląda TV (pon-pt do 1 godz/dziennie, w weekendy max. 2 godz dziennie, grywa w gry komputerowe - edukacyjne - tak jak większość jej znajomych, bo musi wiedzieć o czym rozmawiają inne dzieci) chodzi na TUS i na SI. Ma się dobrze (z okresami super/typu prawie zdrowe dziecko, co ja od niej chcę?/ - do okresów - kurcze jak ona da sobie radę/chce mi się płakać). Jeździ w szkółce narciarskiej (nikt tam nie wie o jej problemach) i chodzi na angielski do szkoły językowej (również jako dziecko zdrowe). I uważam, że jeśli chodzi o komunikację to met. krakowska odegrała tu rolę kluczową.
  • marektatojakuba 23.02.13, 15:54
    Masz rację, ale Twoje dziecko ma ZA, a w wieku, w którym zwykle autystyczne dzieci nie mówią, Twoja córka zapewne pięknie mówiła. Miała/ma inne deficyty, które pokonujesz, jak twierdzisz, metodą krakowską, ale czy na pewno jest to jeszcze metoda krakowska? Czy wszystkie ćwiczenia stymulujące lewą półkólę to jest metoda krakowska? Czy ćwiczenie teorii umysłu, to metoda krakowska? Czy omawianie historyjek to metoda krakowska? Przecież te i inne wymienione przez Ciebie kwestie, to po prostu ćwiczenia ogólnorozwojowe oraz terapia pedagogiczna i psychologiczna której podlega wiele dzieci w Polsce i na świecie, a nikt ich nie nazywa "metodą krakowską".
    Trzonem metody krakowskiej jest symultaniczno-sekwencyjna medoda nauki czytania i w przypadku dzieci z "typowym" autyzmem (nie ZA), gdzie mowy brak, terapeuci koncentrują sie na wywołaniu tej mowy. Owszem, wykonują wiele także inne ćwiczenia rozwojowe (oprócz "nauki sylabek"), ale na miłość Boską - nic w nich nie ma odkrywczego i autorskiego. Są to elementy terapii, które od lat były wykorzystywane w terapii deficytów u dzieci i nikt ich nie nazywał "metodą krakowską". Są także powszechnie używane przez wielu innych terapeutów, którzy są dalecy od twierdzenia, że pracują metodą krakowską.
    Żeby było jasne, nie mam nic do metody krakowskiej, ale zwyczajnie drażni mnie, gdy próbuję się sprzedać doskonale znana metody terapii psychologiczno-pedagogicznej + metodę symultaniczno-sekwencjyjną pod wspólnym parasolem "metody krakowskiej".
    Drażni mnie też to co zdarza mi się słyszeć od rodziców, którzy mieli przyjemność spotkać się z Pania Profesor na diagnozie, a mianowicie budowanie przez nią wrażenia, że tylko metoda krakowska wyrwie dziecko za autyzmu, że nie wolno stosować innych metod itd. Przypomina mi to takie sekciarskie podejście jakie prezentowane jest na innym forum dotyczącym leczenia biomedycznego, a także behawiorystów (także w Krakowie), którzy przeciwnie twierdzą, że każda godzina terapii metodą krakowską, to czas stracony (w odniesieniu do ASD).
    Domyślam się, że się ze mną nie zgodzisz, ale weź pod uwagę, że ZA i "typowy" autyzm, mimo że są we wspólnym worku, jednak fundamentalnie różnią sie w kwestii rozwoju mowy, na której co by nie mówić, koncentruje się metoda krakowska (nawet w tym najszerszym jej rozumieniu). Ty także nie trzymasz się ściśle wytycznych metody krakowskiej, chociażby w kwestii oglądania TV.
  • ania-pat1 23.02.13, 17:36
    Marku, tak - to zaznaczyłam - corka mówiła zdaniami jako 12 mies dziecko. Na terapię met. krakowską chodzi do Marty Korendo 1 w tygodniu - (podobnie jak jej koledzy - również z ZA, z którymi ma TUS z panią Agatą /Zacisze oraz wszyscy chodzą również na SI do Integro - wszyscy rozwojowo idą ładnie do przodu). Metoda Krakowska - to nie tylko czytanie, ale owszem, jest zbieżna z całą resztą metod - dlatego nie uważam jej za ograniczoną (to jest terapia pedagogiczno-logopedyczna bazująca na zdobyczach neurobiologii - głównie aspekcie związanym z neuronami lustrzanymi). Dziwne byłoby, gdyby met. Krakowska była skrajnie różna od terapii pedagogicznej (wtedy czułabym się zaniepokojona) - podoba mi się koncepcja wprowadzania porządkowania rzeczywistości (przełożenie linearności również na aspekt np. czasu,) podoba mi się podkręcanie możliwości intelektualnych dziecka. Pani prof. Cieszyńska również diagnozowała moją córkę - nie odebrałam jej aż tak - ale to pewnie kwestia indywidualna. Natomiast w met Krakowskiej faktycznie nie działa się na klasycznej behawiorce (nagroda itd.) - i nie tresuje się do wykonywania poleceń. To też mi się podoba. Ale - znam głownie dobrze funkcjonujące dzieci prowadzone tą metodą - nie wiem jak byłoby z dziećmi bardzo słabo funkcjonującymi (ale to forum dedykowane jest "dzieciom z pogranicza autyzmu" - dlatego opiniuję metodę pozytywnie).
  • rozalia7 24.02.13, 02:55
    są takie opinie ,ze prof. sobie dobiera dzieci pod względem funkcjonowania ,nisko funkcjonujące mogą liczyć na MTG ( wywoływanie głosek ) i tu z przekazu rodziców nie wygląda to optymistycznie jak piszesz ( rodzice rezygnują jak widzą jak męczy się dzieci )
    opinia ogólna jest taka ,ze to nie jest metoda dyrektywna ,a czym jest MTG ? 3-letnie dziecko musi pracować całą godzinę a,czy rozwojowo jest na takim etapie by pracować całą godzinę ?.
  • elipsa.22 23.02.13, 18:45
    Szczerze mówiąc, uważam panią Cieszyńską za dobrą businesswoman. Rzeczywiście tzw. "jej metoda krakowska" zawiera powszechne elementy z terapii ogólnorozwojowych i logopedycznych i chyba tylko płyty, które mają być słuchane absolutnie w słuchawkach, są jakimś odbiegającym od innych metod elementem. No i ta nieszczęsna nauka czytania, która u autystycznego trzyletniego dziecka naprawdę nie wydaje się być priorytetem, a raczej stratą czasu. Niestety, te obowiązkowe do słuchania płyty jak i książeczki naprawdę nie są tanie, my za pierwszy wstępny komplet zapłaciliśmy ok. 200 zł. Uważam, że ta pani robi naprawdę niezły business.
  • ania-pat1 23.02.13, 20:29
    I tu znów- moja córka nie miała zleconego słuchania plyt...
  • pinkdot 27.02.13, 07:21
    > Szczerze mówiąc, uważam panią Cieszyńską za dobrą businesswoman.

    Czy ja wiem, czy dobra z niej businesswoman? Obwarowałaby się tajemniczo jak RDI (spróbuj znaleźć jakieś książki z wyłożoną całą metodologią takiej terapii), kasowałaby za porady przez e-maila/grupę dyskusyjną, zalecałaby pracę "tylko z terapeutą" (zamiast darmowego działania w domu z dzieckiem) - to dopiero zrobiłaby biznes.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • pinkdot 23.02.13, 16:02
    > Ja sobie jakoś nie przypominam żeby Cieszyńska odradzała TUS ale może coś mi um
    > knęło,))

    No ale czy Cieszyńska wymaga podpisania kontraktu przed kupnem pomocy do terapii metodą krakowską, w którym przysięgasz na życie własnego dziecka, że absolutnie nie będziesz posyłać go na SI i zrezygnujesz z wszelkich innych terapii?;). Jesteśmy dorośli, mamy własny umysł i potrafimy krytycznie podchodzić do informacji - ja nie widzę w jaki sposób TUS mógłby zaszkodzić metodzie krakowskiej i chętnie bym na takie zajęcia młodego posłała gdyby były nam dostępne, na SI chodził w Polsce i nasza neurologopeda nic przeciwko temu nie miała, a gdyby coś mówiła - znowu, ja jestem rodzicem i robię to, co uważam za najlepsze dla mojego dziecka.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • rozalia7 24.02.13, 02:38
    materiały polecane przez prof. są dosyć drogie /do podobnych na rynku pomocy ,nie oszukujmy się ,zakupiłam cały zestaw płyt i w nich nie ma nic nadzwyczajnego , a moje sylabki ? tak samo tyczy sie to historyjek obrazkowych pokazujących emocje ?nie wyraźne ( czarno białe ) sama terapeutka musiała zastanawiać sie co one przedstawiają ;-) pomoce polecane są drogie,a nie zawsze lepsze, liczy się logo 'metoda krakowska ' pewnego rodzaju moda na nią .
  • ania-pat1 24.02.13, 08:59
    Rozalia - terapeuci polecani p/prof. nie pracują wyłącznie na mat. "z logo" - historyjki - ja akurat w domu pracowałam na wyd. p/Harmonię (od 3 el do 8 z podpisami i bez) - materiały Harmonia + pomoce francuskie z Educatorium (Francuzi mają fajne rys. i zdjęcia) - szeregi, sekwencje - rysowalam, wycinałam. Sylabki - pomocne były 1, 2 i odrobinę 3 - a reszta sylab z "Kocham czyać - tu kupiłam zestaw, ale on akurat dogi nie był). Z fajnych materiałów - zestaw do obracania figur w przestrzeni (obracamy obrazki) z folią do samodzielnej korekty, duzo fajnych zadań na koncentrację w stymulacji lewej półkoli (Korendo - mały zestaw, żółty) + super fajne zeszyty A. Bali (one akurat są niedrogie). Tyle miałam z logo... I całą masę innych - droższych, tańszych (np. gra patyczaki do ćwiczenia odwzorowywania, memory różnej maści, książki z opowiadaniami) - diabeł nie tkwi w pomocach z logo, ale w sposobie i przebiegu zajęć. Czy 3 latek nie wysiedzi godziny - wysiedzi - zapewniam, że nawet więcej - ale to wymaga pracy z obydwu stron - potem jest efekt, masz dziecko które w przedszkolu uchodzi za super grzeczne, takie które bez nagrody potrafi się opanować (temu służy czas zajęć, różny z met. podążania za dzieckiem) - które mówiąc brzydko "nadaje" się do szkolnictwa masowego - i o tym mówi się na terapii z góry. Kwestia, czy akceptuje się to jako cel. Im bardziej zaburzone dziecko tym trudniej na poczatku. Chociaż np. moja corka i znajome dzieci ubóstwiają zajęcia z Korendo - i chcą na nie chodzić (nie muszą sami organizować sobie czasu....), zajęcia uczą też, ze trzeba stosować się do reguł. Co do niemówiących - przed nami ma zajęcia chłopczyk niemówiący (no teraz juz trochę mowiący) 3.5 latek - u niego nikt nie stosował MTG, nie uczą się też zbytnio czytać. Czasem warto zweryfikować zasłyszane opinie. Czy dobierają sobie dzieci? W pewnym sensie tak - chcą pracować z dziećmi których rodzice faktycznie ćwiczą z nimi codziennie to co "zadane" i którzy "wiedzą o co chodzi", nie zatrzymują dzieci na silę. Kto chce ten zostaje, Ci którzy zostali zazwyczaj mają efekty. Inna sprawa, ze aby terapia była skuteczna musi "pasować" rodzicom... Dziecko może ją ocenić mając 5 lat wzwyż. I jeszcze jedna fajna sprawa - dziecko po terapii MK - umie dobrze współpracować, więc nauczyciele chętnie prowadzą z nim zajęcia dodatkowe (nawet przedłużają, bo oni mają godziny wypracowane i mogą wykazać co zrobili z dzieckiem) , a te dzieci, które nie są przyzwyczajone do współpracy tracą podwójnie (np. zostając na świetlicy/w sali bez dodatkowych godzin/komentarz:nie chciał współpracować - to smutne, ale warto mieć tego świadomość, zanim podejmie się decyzję, ze godzina pracy stolikowej to "męczenie" . Córka sama dopytuje się pań kiedy zrobią zajęcia...
  • rozalia7 24.02.13, 12:58
    my pracujemy w domu b.duzo nie jest to nam obce,wykorzystujemy wszystkie pomoce polecane przez Cieszyńską i moje starsze dziecko super pracowało tą metodą ( bo jego stymulacje to czytanie a dopiero później mowa ) dziś mając 4,5 roku czyta jak 10-latek ( mógł pracowac 5h z przerwami ) . Droga do ponownej mowy była b. trudna kilka miesięcy słuchania płyt ,ale książeczki" Kocham czytać' opanował w miesiąc ,ale jak to wszyscy wiedzą społecznie klapa ,jak trafił od przedszkola nie umiał się komunikować i dopiero tam się nauczył ,teraz i niewiele rózni się od rówieśników ,słucha ,bawi się ,zabawy w udawanie rozbudowane .
    Młodszy niespełna 3 lata terapia ponad rok razem ze starszym ,płyt słuchał jako 1,5 roczne dziecko - bardzo przestrzegaliśmy zasad prof. co do TV i.
    Chłopcy lubią pracę na rózne sposoby ,są tego nauczeni ,jesli chodzi o pomoce to wykorzystujemy min. te ,które wymieniasz . Myślę ,ze na początku można ściśle trzymać się metody,ale trzeba również stosować inne ,czemu jednak prof. jest przeciwna tak przynajmniej to zrozumiałam czytając jej książki . Wypowiada się krytycznie ( o innych met .) ,ze nie udowodnione naukowo ,ze suplementy nie pomagają ,itp.Co do nagród nigdy nie stosowaliśmy .
    Wszystko raczej zależy od jakiego poziomu startujemy ,młodszy syn regres b,wcześnie 13m -i niestety postępy idą gorszym tempie niż u starszego ,nie ma takiej motywacji ,a pracujemy o wiele więcej .
  • ania-pat1 24.02.13, 13:32
    Zgadzam się. Dlatego - wszystkim MK polecam (ale dodając, ze warto też trenować na TUS i SI) - może prof.to nie uszczęśliwili, ale cóż... Specjaliści od NDT też zakazują Vojty i odwrotnie - a większość rodziców widzi efekty połączenia metody. Zawsze najlepszym miernikiem są postępy i samopoczucie dziecka...
  • rozalia7 24.02.13, 13:01
    dziękuje ,za odpowiedz ,wykorzystam Twoje sugestie ,my nie mamy możliwości terapii z w/w terapeutami tej metody więc i może ,coś nie tak robimy ;0(
  • tosia2012 24.02.13, 14:56
    A co to jest TUS? jakas terapia?
  • ania-pat1 24.02.13, 23:23
    trening umiejętności społecznych, terapia - a właściwie metoda
  • backwoodsman 25.02.13, 10:24
    wzbraniałem się od zabrania glosu w tej skądinąd ciekawej dyskusji, przechodzącej momentami w spór (w pozytywnym rozumieniu tego slowa), a to z tego względu, że mój syn nie mial doczynienia nigdy z metodą krakowską, więc i ja nie moglem bezpośrednio zaobserwować jej skuteczności, czy braku takowej u mego dziecka. Ale też właśnie dlatego z całą mocą podzielam opinię tig w tym temacie. Jest ona dla mnie (jej opinia) tym więcej warta i godna uwagi, że ukazuje pogląd osoby patrzącej na to od środka, a więc osoby ze spektrum. Wy/my wyrabiamy sobie zdanie na ten temat z pozycji rodzica bazując jedynie na obserwacji naszych dzieci, ich postępów, bądź braku takowych. A ze zdolnością spojrzenia na świat oczami autysty jest u nas naprawdę różnie. Poza tym uważam (to moja opinia, której nikomu nie narzucam), że zasadniczym błędem jest zalożenie, że tzw metoda krakowska pozwala na oczekiwany rozwój każdego dziecka ASD. Jak można choćby w tym wątku zaobserwować są dzieci u których ta metoda byla fiaskiem i nie przynioslą oczekiwanych efektów. Jasno z tego wynika, że spór o wyższość tej czy innej metody nad innymi jest sporem bezprzedmiotowym, bo to obraz zaburzeń i różnorodność deficytów winny decydować o doborze metody , a nie przekonania rodziców. Toteż twierdzenie,że metoda krakowska jest świetna i podawanie na poparcie tej tezy przykladu poszczególnych dzieci nic nie wnosi, bo mój syn NIGDY się z nią nie zetknąl, a świetnie się rozwinąl.
  • mikkoevi 25.02.13, 11:21
    Każdy z nas mówi o naszych osobistych odczuciach co do tej metody. Jeżeli wypowiadam opinię to zawszę podkreślam, że w stosunku mojego coś tam działa a coś nie. To, że spektru to ogromy wór to wiadomo.... mój syn dobrze idzie na tej metodzie.. dla nas pomoce i ogólnie filozofia były pomocne. Oczywiści wplatamy w to inne elementy. I koncentrujemy się na pracy domowej i pracą w trybie konsultacji.
    Kiedy trafiliśmy na terapię mój syn był już mówiący i płynnie czytający. A więc te wszystkie elementy typu wywoływanie głosek i nauka czytania nas ominęły. Nie znaczy że nie miał kłopotów z porozumiewaniem. I o to nam najbardziej chodziło.

  • veroniqq 25.02.13, 13:26
    My właśnie przymierzamy się do tej metody, trochę poczytałam o tej metodzie, tutaj też i mam kilka niejasności. Moje dziecko na obecnie prawie 17 m-cy.
    1. Czy już od początku zaczyna się ćwiczenia w słuchawkach ? Jakoś nie bardzo mogę sobie wyobrazić żeby synek chciał z nich korzystać co najwyżej do ściągania.
    2. Czy jest absolutny zakaz słuchania muzyki i używania zabawek dźwiękowych? U nas więkoszość zabawek jest dźwiękowa :(
    3. Jakie metody oprócz behawioralnej czy krakowskiej służą wykształceniu mowy? Synek mówi tylko ma-ma, ta-ta i jakieś tita, bez zrozumienia.
    4. Jak długo powinno się iść jakąś metodą żeby stwierdzić że nie daje rezultatów, pół roku, rok?
    5. TUS - trening umiejętności społecznych poza nazwą, na czym tak naprawdę polega? Czy są to naprzemienne zabawy, czy działanie żeby nazywać, mówić, czy jeszcze coś?
    6. Jacy specjaliści prowadzą TUS? Gdzie w Krakowie są takie zajęcia?
    Będę wdzięczna za wskazówki bo mamy dopiero od 3 m-cy zajęcia i mam słabą orientację.
  • pinkdot 25.02.13, 14:39
    Ad.1 To zalezy od Waszego punktu wyjscia. Nas ominely i plyty ze sluchawkami i manualne torowanie glosek (syn byl w stanie wydawac wszystkie dzwieki). Efekty widzialam juz po miesiacu. Dosc powiedziec, ze w ciagu roku nadrobil z okladem (czyli teraz w testach IQ rowniez werbalnie przewyzsza rowiesnikow) ponad roczne opoznienie rozwoju mowy - efekty zatem byly u nas wrecz lawinowe.
    Ad.2 To tez pewno zalezne od sytuacji, mozliwe, ze sa dzieci u ktorych absolutnie do minimum trzeba ograniczyc stymulacje prawopolkulowe, ja jednak nigdy nie poszlam tak daleko, zwlaszcza ze syn jest uzdolniony muzycznie, sama gram na fortepianie, muzyka jest bardzo wazna w naszym zyciu.
    Ad.4 Chyba trzeba sluchac swojej intuicji...No i jezeli widzisz, ze dziecko sie meczy, efektow nie ma zadnych, to chyba wtedy czas szukac innego podejscia.

    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • ania-pat1 25.02.13, 15:09
    Moja również mówiła i nie musiała słuchać płyt. Ale - nigdy nie zakazywano nam zabawek dźwiękowych, czy muzyki (ani prof, ani dr Korendo), słuchawki hmmm, znam wiele dzieci, których rodzice nie dawali słuchawek (mimo nakazu prof... i i tak dali radę...). Myślę, że jeśli po pół roku pracy będzie obiektywnie 0 efektów - to zwyczajnie będziecie mieć dość tej metody. Nie wiem czy dla takich maluchow są TUS-y na zaciszu mają coś co się nazywa "zabawy na start"
    Kraków adresy
    www.autyzm.krakow.pl/poradnia/terapia/zabawy-na-start-zajecia-dla-najmlodszych-dzieci/
    www.przystanek-przedszkolak.pl/baza_wiedzy/ - przedszkole (ale pani Wolińska już tam nie pracuje), maluchy na zajęciach widziałam w Integro (to dobry adres - prywatnie; należy pogadać z właścicielką o problemie) www.integro.edu.pl/index.php?page=oferta&id=20.
    U nas efekty pojawiały się skokowo - co 3 - 4 miesiące
    met krak: www.konferencje-logopedyczne.pl/178,a,gabinet.htm
  • veroniqq 26.02.13, 22:19
    pinkdot, ania-pat1 - jeszcze się zastanowię co do tej metody, mnie też wydaje się, że niekoniecznie trzeba ryzygnować z każdej zabawki dźwiękowej czy słuchania muzyki. Tv nie oglądamy z synkiem wcale więc tu nie ma problemu.
    Trochę mnie jednak zastanawia, bo na stronie gdzie wypowiada się prof. Cieszyńska i daje odp. rodzicom wszędzie kategorycznie udziela odpowiedzi, żeby zupłenie wyeliminować bodźce prawopołkólowe tj. wlaśnie zabawki, tv i muzykę, a Ty ania-pat1 piszesz, że Wam prof. nie zalecała nic takiego. Więc jak to jest bo nie rozumiem?
    Dziękuję za namiary, ale to wszystko niestety sporo kosztuje, nie damy rady brać udziału w płatnych zajęciach :( Może wiesz coś jakiś fajnych nieodpłatnych projektach poza WWR?
  • roggalique 25.02.13, 17:45
    veroniqq napisała:

    > 3. Jakie metody oprócz behawioralnej czy krakowskiej służą wykształceniu mowy?

    Mowy, czy komunikacji?

    pl.wikipedia.org/wiki/M%C4%85dry_Hans
    pozdrawiam
    r.
  • pinkdot 25.02.13, 20:05
    A o co chodzi z tym koniem? Ciekawa historia ale za diabla nie kumam jak sie on ma do tematu watku?

    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • backwoodsman 25.02.13, 20:30
    droga pinkdot link rogalika jest pośrednio odniesieniem się i podsumowaniem dyskusji w tym wątku odnośnie metody krakowskiej i zarazem odpowiedzią na pytanie postawione przez veroniqq. Przewrotne to z jego strony, ale i dowcipne. Musi ci takie wyjaśnienie z mej strony wystarczyć, gdyż nie mam zamiaru wyręczać rogalika w szczegółowym tłumaczeniu o co chodzi z koniem.
    Mam nadzieję, że moja podpowiedź pozwoli ci skumać związek konia z wątkiem (patrz link)
  • tijgertje 25.02.13, 20:38
    hehe, doskonaly przyklad z koniem. pokazuje wlasnie roznice miedzy mowa a komunikacja. O to mi wlasnie chodzilo, jak pisalam, ze moj pies lepiej sie komunikuje niz super wygadany syn ;)

    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • roggalique 25.02.13, 21:04
    pinkdot napisała:

    > A o co chodzi z tym koniem? Ciekawa historia ale za diabla nie kumam jak sie on
    > ma do tematu watku?

    Wyobraź sobie... w wyniku katastrofy trafiasz na bezludną wyspę. Gdy odzyskujesz przytomność stwierdzasz, że poza Tobą na wyspie jest jeszcze kilka osób. Jest gość wyglądający na Chińczyka, wyfiokowana pani w podartej sukni klnie po francusku, a do tego jeszcze Niemiec. Każde z was zna tylko swój język ojczysty (mandaryński, francuski, niemiecki, polski) oraz trochę angielski, na poziomie "Hi, I'm Ala and this is a cat, can I have a drink?":) Albo i niższym.

    Wszyscy macie wykształconą mowę. Lecz czy to wystarczy by ustalić jakiś plan działania? By zbudować szałas? Ułożyć napis HELP z kłód? Czy to wystarczy, by się poznać? By po ciężkim znoju związanym ze stawianiem szałasu umilić sobie czas rozmową przy ognisku?

    A jeśli w wyniku urazu doznałabyś urazu powodującego czasową lub trwałą niezdolność do mówienia? Czy zostałabyś wykluczona z budowy szałasu i z rozmów przy ognisku?

    Co powoduje, że prawdopodobnie... nie zostałabyś z tego wykluczona?

    Nie, backswoodman, nie puentuję wątku. Rzucam tylko temat do rozmyślań:)

    pozdr
    r.
  • veroniqq 26.02.13, 12:40
    Chodzi mi o wykształcenie mowy, dżwiękonaśladowcze itp. Mam wrażenie, że dziecko nie wie że jest coś takiego jak mowa i czemu to słuzy. Wszystko załatwia przez eee, yyy o różnej intonacji.
  • roggalique 26.02.13, 13:01
    veroniqq napisała:

    > Chodzi mi o wykształcenie mowy, dżwiękonaśladowcze itp.

    No dobrze, ale po co? Czy, dajmy na to, samo nakazanie dziecku liczenia słupków sprawi, że zrozumie ono istotę matematyki?

    > Mam wrażenie, że dzieck
    > o nie wie że jest coś takiego jak mowa i czemu to słuzy. Wszystko załatwia prze
    > z eee, yyy o różnej intonacji.

    No więc skoro "wszystko załatwia przez eee i yyyy" to po co mu właściwie mowa?:)

    pozdrawiam
    r.
  • tijgertje 26.02.13, 13:19
    roggalique napisał:
    No więc skoro "wszystko załatwia przez eee i yyyy" to po co mu właściwie mowa?:)

    :D Jak to po co? zeby sie otoczeniu i rodzinie latwiej zylo ;)


    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • pinkdot 27.02.13, 07:24
    > :D Jak to po co? zeby sie otoczeniu i rodzinie latwiej zylo ;)

    Nie, po to żeby mojemu dziecku się łatwiej żyło. Nie wmówisz mi Tijgertje, że byłby szczęśliwszy targając ze sobą wszędzie Ipada z programem obrazkowym.

    Swoją drogą, ciekawe - najwięcej przeciwników ma ta metoda wśród osób, które jej nigdy nie stosowały, tylko gdzieś tam coś oń czytały.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • tijgertje 27.02.13, 07:37
    pinkdot napisała:

    > > :D Jak to po co? zeby sie otoczeniu i rodzinie latwiej zylo ;)
    >
    > Nie, po to żeby mojemu dziecku się łatwiej żyło. Nie wmówisz mi Tijgertje, że b
    > yłby szczęśliwszy targając ze sobą wszędzie Ipada z programem obrazkowym.

    Zalezy ;) Faktem jest jednak, ze rowniez my z mlodym, ktory mowe ma na poziomie kilka lat wyprzedzajacym rowiesnikow stosujemy np piktogramy czy rysunki. I nie dlatego, zeby sobie czy dziecku utrudnic zycie (choc przyznaje, jest to bardziej uciazliwe od mowy), ale dlatego, ze wizualne komunikaty sa bajblizsze sposobowi myslenia autystow. Co gorsza, sama stosuje wizualne sciagi. masz w ogole pojecie, ile sie trzeba nakombinowac, zeby myslenie obrazowe przetlumaczyc na jezyk??? w druga strone jest duzo latwiej, ale mam wrazenie, ze malo kto wymagajac od dziecka mowy jako srodka komunikacji zdaje sobie sprawe, jak niewiarygodnego wysilku sie od niego oczekuje. Dlatego twierdze, ze mowa jest latwiejsza dla otoczenia, nie dla dziecka.
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • tijgertje 27.02.13, 07:43
    pinkdot napisała:
    Swoją drogą, ciekawe - najwięcej przeciwników ma ta metoda wśród osób, które je
    > j nigdy nie stosowały, tylko gdzieś tam coś oń czytały.

    Nie trzeba czegos doswiadczac na wlasnej skorze, zeby potrafic ocenic, czy metoda jest dla dziecka wlasciwa czy nie. A matoda krakowska rozwija mowe, nie komunikacje i do komunikacji dazy poprzez mowe, a nie odwrotnie, co wsrod autystow stanowi naturalna kolej rzeczy. Linkowalam tu gdzies dyskusje na blogu mamy Jedrka, poszukaj i przeczytaj, co sama terapeutka o tej metodzie mowi, szkoda tylko ze dopiero po fakcie, jak sie okazalo, ze wiecej dziecku zaszkodzili niz pomogli:/
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • roggalique 27.02.13, 08:47
    pinkdot napisała:

    > Nie, po to żeby mojemu dziecku się łatwiej żyło. Nie wmówisz mi Tijgertje, że b
    > yłby szczęśliwszy targając ze sobą wszędzie Ipada z programem obrazkowym.

    Niepełnosprawność ZAWSZE jest trudna. Jakakolwiek. Wózkiem też się ciężko porusza po mieście, jak sądzę.

    > Swoją drogą, ciekawe - najwięcej przeciwników ma ta metoda wśród osób, które je
    > j nigdy nie stosowały, tylko gdzieś tam coś oń czytały.

    Argument doprawdy powalający. Rozumiem, że trzeba wszystkiego spróbować, wszystkiego dotknąć, żeby zrozumieć. Mózg niepotrzebny. Gdzieś coś tam czytały...! Otóż, czytały, słuchały, rozmawiały, filmy z terapii oglądały i wreszcie pracowały z dziećmi, które omawianymi metodami były prowadzone. Widząc skutki pracy w tych metodach. Dobre i mniej dobre skutki, dodam.

    Ja Tobie nie bronię przecież stosować jakiejś metody. Nie chce Ci się pomyśleć, to nie myśl:))

    pozdrawiam
    r.
  • krawczykasia 27.02.13, 09:53
    Jak dla mnie to dziwne to Twoje pytanie, jak to po co mowa? A po co wszyscy rodzice chcą żeby ich dzieci mówiły.

    Każdy rodzić chce, żeby jego dziecjko było zdrowe i fajne. ja też chciałam...
    Gdy mój Kuba miał ok. 3 lat, prawie nie mówił. Tzn. wydawał jakie dźwięki. Czasem bezładne sylaby, które nic nie znaczyły.
    I ja wtedy każdego terapeutę pytałam "A będzie mówić?" Każdy odpowiadał zgodnie z prawdą "nie wiem".
    Dla mnie wtedy mowa = komunikacja.
    I nie mogłam zrozumieć, że dziecko które mówi, może się nie komunikować.

    I jedna mądra logopedka powiedziała "Myślę, że będzie mówić, ale teraz ważniejsza jest mowa bierna. Najpierw nad nią trzeba pracować".
    I u Kuby tak było - najpierw musiał coś poznać i zrozumieć, żeby później mógł postarać się powiedzieć.

    Równolegle miałam kontakt z dzieckiem, które potrafiło powtórzyć każde słowo, miało mnóstwo echolalii, śpiewało piosenki. I co z tego - nie kierowało tej mowy do nikogo, nie używało jej do tego, żeby poprosić o coś czy poskarżyć się. Nie mając potrzeby komunikacji, bardzo szybko się usamodzielniło. Jako 6-latek samo robiło sobie kanapki, picie. Nikt do niczego nie było potrzebny.

    Ja teraz widzę, że komunikacja Kuby (gestami, bezsłowna) była o wiele cenniejsza niż mowa tego dziecka.

    Teraz, gdybym mogła wybierać - wolałabym, żeby mój syn nie mówił, ale żeby był sprawny intelektualnie. Wtedy sposób komunikacji byłby najmniejszym problemem.

  • veroniqq 26.02.13, 22:08
    Jak dla mnie to dziwne to Twoje pytanie, jak to po co mowa? A po co wszyscy rodzice chcą żeby ich dzieci mówiły, po co np. metoda krakowska? Denerwują mnie takie nic nie wnoszące wypowiedzi, mogłaś sobie oszczędzić.
  • hipopsotam 26.02.13, 23:30
    veroniqq nie denerwuj się ;).
    Ja tak od siebie napiszę tylko, że uważam, że to nie są nic nie wnoszące wypowiedzi, tylko ich autorzy w ten sposób próbują pokazac , że nie mowa a KOMUNIKACJA jest ważna.
    Chodzi o to, że jeśli dziecko się nie komunikuje z otoczeniem to może mówic, a i tak się z nim nie "dogadasz", nie porozmawiasz, nie będzie prowadzonego dialogu itd
    Istotą jest najpierw nauczyc dziecko komunikacji, żeby się komunikowało z otoczeniem i do tego mowa nie jest potrzebna.
    Na pewno nie raz zdarzyło Ci się w szkole, na lekcji / kiedy nie można rozmawiac / prowadzic z koleżanką "dialog" niewerbalny i obie nawzajem doskonale potrafiłyście się dogadac bez słów ;) Mowa nie była Wam potrzebna, właśnie dlatego, ze istotą jest komunikacja.
  • pinkdot 27.02.13, 07:16
    > Ja tak od siebie napiszę tylko, że uważam, że to nie są nic nie wnoszące wypowi
    > edzi, tylko ich autorzy w ten sposób próbują pokazac , że nie mowa a KOMUNIKACJ
    > A jest ważna.

    A najfajniej jest jak dziecko może się KOMUNIKOWAĆ za pomocą mowy. Bo nikt mi nie wmówi, że mój syn jest jak "koń Hans" nawet gdy mogę sobie z nim normalnie pogadać o świecie, przedszkolu itp. itd.

    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • tijgertje 27.02.13, 07:32
    Ocywiscie. I tak jak napisalam, mowa jest najlatwiejsza dla otoczenia. Z tym, ze wedlug mnie w metodzie krakowskiej robi sie wszystko nieco od tylu, wykluczajac alternatywne metody komunikacji. Rozwija sie mowe, zakladajac, ze dziecko wykorzysta ja do komunikacji, z ktora autysci maja ogroooomny problem (i pod tym wzgledem koniowi Hansowi nie dorastaja do piet). A ja jestem przekonana, ze dziecko, ktore najpierw nauczy sie komunikacji np za pomoca jakiejs metody komunikacji alternatywnej, po jakims czasie samo bedzie czulo niedosyt i rozwinie mowe nie dlatego, ze mu kaza, ale bo bedzie czulo taka potrzebe, aby miec lepszy, prostszy i zawsze dostepny srodek komunikacji. Sek w tym, ze niektorzy mowy nie sa w stanie rozwinac. Nalezy ich zatem skazac na zycie na pustyni?
    Kiedys mialam pretensje do rodziny, bo gdy przyjechalismy, z Kasprem w zasadzie nikt nie gadal, bo on "nie mowi po polsku". Nikt nawet trudu nie podjal, zeby sprobowac sie z nim dogadac w inny sposob, choc np pracujacy u znajomych Polacy nie znajacy tubylczego nie mieli z tym najmniejszego problemu. Bylo to o tyle bolesne, ze w tym samym czasie w centrum uwagi byla kuzynka mlodego, ktora majac kilka miesiecy tez nie gadala, a jednak wszyscy do niej nawijali, probowali odczytac z zachowania jej potrzeby. Gdzie tu logika? To kwestia nastawienia. nikt niemowlakow nie zostawia samym sobie, czekajac, az sie jakims cudem naucza mowic, zeby byc w stanie sie komunikowac. Jednak od starszego dziecka oczekujemy, ze mowic MUSI, inaczej komuniacja jest niemozliwa. Ja jestem przekonana, ze tak jak z niemowleciem, najpierw komunikacja, potem mowa rowniez u autystow jest naturalna koleja rzeczy.
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • hipopsotam 27.02.13, 11:26
    Trafiłam przypadkiem na ciekawą rozmowę w radiu na temat autyzmu.
    www.plus.opole.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=7080%3A2402-2013r-magorzat-dziewosk-bajkiewicz-mam-antosia-z-zaburzeniami-autystycznymi-i-joann-awick-prezesa-zarzdu-fundacji-prodeste&catid=101%3Ahistorie-na-plus&Itemid=75
    W trzeciej części rozmowy P. Joanna Ławicka /z Prodeste/ w ciekawy sposób mówi na temat komunikacji i mowy u dzieci z autyzmem, warto posłuchac, bo wiele wyjaśnia.
  • mikkoevi 27.02.13, 16:16
    Tig i dlatego w MK uczy się pisać i czytać można to w razie potrzeby ( gdy mowa się nie rozwija) wykorzystać jako alternatywną metode komunikacji.
  • roggalique 27.02.13, 20:04
    mikkoevi napisała:

    > Tig i dlatego w MK uczy się pisać i czytać można to w razie potrzeby ( gdy mowa
    > się nie rozwija) wykorzystać jako alternatywną metode komunikacji.

    A dlaczego nie można PCSów albo piktogramów, które są dla dajmy na to 3-latka łatwiejsze niż czytanie?

    Co sprawia, że prawidłowo rozwijające się kilkumiesięczne niemowlę, które: nie umie mówić, nie umie czytać, nie umie pisać i w ogóle niewiele umie - rozmawia ze swoją matką? A co sprawia, że trudno sensownie porozmawiać przy piwie z dwudziestoletnim gościem z Z.A., który mówi polszczyzną rodem z elementarza Falskiego?

    Czy autyzm to problem z mową, czy czymś więcej? Dlaczego w kryteriach obok problemów z mową wymienia się zaburzenia społeczne i upośledzenie zabawy? Dlaczego autyści układają rzeczy w rządki? Jaki to ma związek z mową, że nie można przestawić żadnej ich zabawki bo się wściekają? Dlaczego wciąż domagają się tego samego? Dlaczego kiedy my płaczemy, to oni się śmieją? Dlaczego kiedy my się śmiejemy, to oni płaczą? Czy to ma związek z mową? Dlaczego bawią się albo z młodszymi albo starszymi, a nie chcą z rówieśnikami? Dlaczego, jeśli mówią, to często walą prawdę między oczy? Dlaczego to i wiele innych rzeczy się dzieje?

    Żeby była jasność - te wszystkie pytania to nie do Ciebie. Ale możesz spróbować właśnie takie sobie zadać:))

    pozdrawiam
    r.






  • roggalique 27.02.13, 20:42
    www.youtube.com/watch?v=_JmA2ClUvUY
    Potrafią mówić? Tylko da-da-da. Potrafią czytać, pisać? Nie sądzę.

    A o skarpetkach potrafią pogadać? O tym, że warto je nosić nawet jeśli są nie do pary?

    pozdrawiam i życzę owocnych przemyśleń na temat komunikacji międzyludzkiej, a szczególnie w kwestii czy na pewno jedynym jej składnikiem jest mowa:)
    r.

  • ania-pat1 27.02.13, 21:13
    roggalique, jednej sprawy nie rozumiem - czytając Twoje posty widzę, ze masz jakiś "osobisty" problem z met. krakowską. Dlaczego? Piszę z pozycji matki dziecka z ZA (ale równocześnie jako neuro-psychofarmakolog), któremu specjaliści od terapii behawioralnej (polecani z os. Zielonego - Krak.) napisali w diagnozie: brak jakichkolwiek !!!!! zaburzeń autystycznych - wykluczone z całą pewnością z uwagi na doskonały kontakt i umiejętności KOMUNIKACYJNE oraz umiejętność zabawy symbolicznej.
    Moja córka (3letnia) wtedy nie miała (z uwagi właśnie na "doskonałe umiejętności komunikacyjne") ANI JEDNEJ koleżanki. I dopiero metoda krakowska nauczyła ją jak ma rozmawiać, aby się komunikować, w jaki sposób ma argumentować logicznie, jak konstruować wypowiedź by "nie gadać z czapy". Bo właśnie met Krakowska zakłada komunikatywność a nie bierne powtarzanie sylab. Uczy korzystać z narzędzia jakim jest mowa celem komunikacji. I dla mojego dziecka ze świetnie rozwiniętą mową był to strzał w 10.
    Nie przekonują mnie również posty Tig, bo nie uważam, że skoro ma autyzm to rozumie wszystkich ze spektrum, to tak jakbym uważała że z racji bycia NT rozumiem każdego NT - mam trochę więcej pokory... Natomiast uważam, że rozumiem moje dziecko lepiej niż obca mu osoba...
    I jeszcze jedna sprawa - tu akurat do TIg - nie wiemy (ani Ty, ani ja, ani nikt), czy gdybyś od dziecka miała wprowadzoną terapię typu met. krakowskiej - to twoja zdolność (lub niezdolność) myślenia werbalnego nie miałaby szansy się rozwinąć. Może mogłoby to w jakiś sposób ułatwić Ci (jako dziecku) przyswajanie świata, poprzez łatwiejszy dostęp do myślenia abstrakcyjnego - łatwiej bowiem operować wtedy słowem niż obrazem (zwłaszcza w przypadku wieloznaczności).
  • roggalique 27.02.13, 21:46
    ania-pat1 napisała:

    > roggalique, jednej sprawy nie rozumiem - czytając Twoje posty widzę, ze masz ja
    > kiś "osobisty" problem z met. krakowską.

    Nie mam:) Mnie osobiście problem autyzmu i w związku z tym wyboru metod nie dotyczy.

    > Dlaczego? Piszę z pozycji matki dzieck
    > a z ZA (ale równocześnie jako neuro-psychofarmakolog), któremu specjaliści od t
    > erapii behawioralnej (polecani z os. Zielonego - Krak.) napisali w diagnozie: b
    > rak jakichkolwiek !!!!! zaburzeń autystycznych - wykluczone z całą pewnością z
    > uwagi na doskonały kontakt i umiejętności KOMUNIKACYJNE oraz umiejętność zabawy
    > symbolicznej.
    > Moja córka (3letnia) wtedy nie miała (z uwagi właśnie na "doskonałe umiejętnośc
    > i komunikacyjne") ANI JEDNEJ koleżanki. I dopiero metoda krakowska nauczyła ją
    > jak ma rozmawiać, aby się komunikować, w jaki sposób ma argumentować logicznie
    > , jak konstruować wypowiedź by "nie gadać z czapy". Bo właśnie met Krakowska za
    > kłada komunikatywność a nie bierne powtarzanie sylab. Uczy korzystać z narzę
    > dzia jakim jest mowa celem komunikacji
    . I dla mojego dziecka ze świetnie ro
    > zwiniętą mową był to strzał w 10.

    Okej. Nie wiem za bardzo co to neuropsychofarmakologia (ciekawi mnie to - możesz tak krótko, co to? w wiki nie ma hasła), brzmi naukowo, ale nie wiem co to ma do rzeczy, skoro używasz świadectwa, zamiast argumentów. Jeśli ja chciałbym tak rozmawiać, na zasadzie świadectw, to mógłbym np. powiedzieć w ten sposób: jako terapeuta z wieloletnim stażem, który całe dotychczasowe życie zawodowe spędził na pracy z osobami ze spektrum, nigdy nie zafundowałbym swojemu dziecku, choćby było nie wiem jak autystyczne, ani metody krakowskiej, ani terapii behawioralnej, bo widziałem negatywne skutki tych metod u dzieci autystycznych. I mamy dyskusję zakończoną, prawda? Świadectwo vs. świadectwo. Tobie się podoba bo Ci pomogło, mi się nie podoba, bo swoje wiem. Nic więcej do dodania. Koniec merytorycznej dyskusji.

    Twoja córka potrafiła mówić - ja tylko odniosłem się do tekstu o "WYKSZTAŁCANIU MOWY". To tak na marginesie:))

    I to tyle. Każdy niech sobie zrozumie co chce.

    pozdrawiam
    r.
  • ania-pat1 27.02.13, 22:59
    argumentów "za" używałam również - więc nie widziałam powodów by się powtarzać. O specjalności zawodowej napisałam - bo pozwala mi ona weryfikować rożne źródła (w sensie wiarygodne/nie; poparte dowodami/nie, pseudo-dowiedzione itp.) - jak również wyrabiać sobie zdanie +/_ obiektywne (poparte czymś więcej niż obserwacją córki - bo tu zawsze daleko do obiektywizmu). Dlatego też dziwiło mnie Twoje podejście do met.krak - właśnie jako terapeuty (bo generalnie w wielu sprawach mam podobne zdanie/opinię do Twojej) dlatego padło moje pytanie. Nie było ani atakiem, ani nie miało "podtekstów". piszesz, że znasz dzieci, którym met. krakowska (której ja nota bene nie uważam, za "autorską" - to terapia pedagogiczna umocowana w wiedzy z neurobiologii i już...) zaszkodziła- zastanawiam się jak /dlaczego i co rozumiesz przez szkodę. I czy zaszkodziła metoda, czy też nieudolny terapeuta?. Jeśli odniosłeś się jedynie do "wykształcania" mowy - to źle Cię zrozumiałam - tu faktycznie nie mam zdania, jedynie rozumiem przyswiecającą takim działaniom ideę (i ta obiektywnie patrząc wydaje się sensowna - "damy narzędzie, a potem nauczymy jak z niego korzystać").
    neuropsychofarmakologia - interdyscyplinarna specjalność z dziedziny nauk medycznych - łącząca neurobiologię/psychologię i farmakologię - zajmująca się funkcjonowaniem mózgu w aspekcie różnych procesów przebiegających za pośrednictwem neuroprzekaźnikow (z naciskiem na kognitywne) oraz badaniem wpływu substancji egzo i endogennych na różne procesy zachodzące w mózgu oraz badaniem wpływu różnych czynników na działanie mózgu, w tym procesów np.uczenia się, pamięci, podłoża chorób psychicznych/neurodegeneracyjnych itd.
  • roggalique 28.02.13, 13:35
    ania-pat1 napisała:

    > zaszkodziła- zastanawiam się j
    > ak /dlaczego i co rozumiesz przez szkodę. I czy zaszkodziła metoda, czy też nie
    > udolny terapeuta?

    Mam takie samo zdanie co gemma. Omawiane metody nie uwzgledniaja roznych czynnikow, ktore sa zwiazane z autyzmem - Cieszynska twierdzi ze osoby ASD nie maja problemow z teoria umyslu, co jest oczywista bzdura, i sorry, ale bardziej tutaj dla mnie wiarygodne sa badania np. zespołu Baron-Cohena niz enuncjacje pani prof. Cieszynskiej zawarte chociazby w dziele 'Wczesna diagnoza i terapia zaburzeń autystycznych. Metoda Krakowska', plus zabrania uzywac AAC, a wiec ogranicza mozliwosci terapeutyczne dziecka; behawiorysci nie rozumieja natomiast czym sa zaburzenia sensoryczne i traktuja autostymulacje jako "zachowania niepozadane". Tak jest w ABA i nie ma to nic wspolnego z profesjonalizmem terapeutow
    Obie metody są dyrektywne, bazuja na edukacji uczeniu sie, w mojej ocenie nie wspieraja rozwijania sie samodzielnosci myslenia u dzieci z autyzmem i nie rozwijaja teorii umyslu - klucza do rozwoju komunikacji zabawy itp
    Pracujac z dzieckiem z ASD bez uwzglednienia jego problemow poznawczych (ToM) i/lub sensorycznych - po prostu wyucza go sie, a nie rozwija.

    Wszystkie opinie, ktore wyglaszam to moj glos w dyskusji. Ja nie zamierzam nikogo do niczego przekonywac, po prostu dyskusja jest. Zeby to bylo jasne.

    Dzieki za info o npf

    pozdr
    r
  • ania-pat1 28.02.13, 14:48
    Dzięki - tym samym utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że stosując met. krakowską (bez szaleństw, hmm) + SI + TUS i zajęcia typu program "I'm special" łączony z zajęciami rozwijającymi teorię umysłu postępuję właściwie. (Cieszyńska na intelekt i zdolności komunikacyjne - rozumienie innych w TUS i zaj. indywidualnych + sensoryka i git.) A i jeszcze jedno - nigdy do głowy mi nie przyszło, że jeśli córce fajnie szła kategoryzacja na dywanie (lub szeregi czy sekwencje) ciągnąć ją na stolik...(z czego wynika że met. krakowska jest trochę moją met. krakowską ;-)).
  • roggalique 28.02.13, 16:02
    ania-pat1 napisała:

    > Dzięki - tym samym utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że stosując met. krakowską
    > (bez szaleństw, hmm) + SI + TUS i zajęcia typu program "I'm special" łączony z
    > zajęciami rozwijającymi teorię umysłu postępuję właściwie. (Cieszyńska na inte
    > lekt i zdolności komunikacyjne - rozumienie innych w TUS i zaj. indywidualnych
    > + sensoryka i git.) A i jeszcze jedno - nigdy do głowy mi nie przyszło, że jeśl
    > i córce fajnie szła kategoryzacja na dywanie (lub szeregi czy sekwencje) ciągną
    > ć ją na stolik...(z czego wynika że met. krakowska jest trochę moją met. krakow
    > ską ;-)).

    I tak to powinno wyglądać. Dziecko z ASD jest wielowymiarowe, jego środowisko jest wielowymiarowe. Więc trzeba działać wielowymiarowo, a nie przykładać sztampę do każdego i rżnąć wedle konturu.
    Powodzenia zatem:D

    pozdro
    r.
  • gemmavera 28.02.13, 07:43
    ania-pat1 napisała:

    > Bo właśnie met Krakowska za
    > kłada komunikatywność a nie bierne powtarzanie sylab. Uczy korzystać z narzę
    > dzia jakim jest mowa celem komunikacji
    .

    Sęk w tym, że nie zawsze danie do ręki narzędzia pociąga za sobą używanie tegoż narzędzia.
    A akurat autystycy mają z tym używaniem problem - nie zawsze wiedzą po co mówić i jak mówić.

    Sądzę, że z dziećmi z ZA sprawa wygląda inaczej, niż z niemówiącymi i "głębokimi" autystykami. Dzieci z ZA mówią, więc metoda krakowska jest de facto metodą usprawniającą mowę i komunikację. Uczy, tak jak pisze ania-pat, korzystania z narzędzia.

    Gorzej natomiast, jeśli dziecko jest mocniej zaburzone, a obiecuje się rodzicom nauczenie mowy zakładając, że to automatycznie pociąga za sobą nabycie umiejętności komunikacji.
    A do tego - i to już jest dla mnie skandal, niezależnie od tego, jakimi argumentami się to popiera - zabrania się korzystać z metod alternatywnych. Sorry, ale jak mi ktoś mówi, że jego metoda jest jedyna, najlepsza i nie powinnam korzystać z żadnych innych, to od razu mi się lampka zapala.

    AAC to nie tylko te nieszczęsne "obrazki", których rodzice nawiasem mówiąc jakoś bardzo się boją. To także gesty ( btw polecam poczytanie o bobomigach i o tym, jak wpływają na rozwój mowy małych dzieci) - i od nich można zacząć wspomaganie komunikacji dziecka, jeśli PCS-y to samo zuo ;) i stymulują nie tę półkulę, co trzeba.
    Ale wspierać trzeba od samego początku, od postawienia diagnozy - a nie dopiero jak metoda krakowska nie zadziała i jednak nie uda się wywołać mowy. Nie zgadzam się z tezą, że "na AAC przyjdzie czas".
    Bo jeżeli będzie sie uparcie pchało dziecko do mówienia i tylko do mówienia jako jedynej słusznej metody komunikacji, a nie do komunikowania się jakąkolwiek wygodną dla niego metodą, to za jakiś czas, o ile metoda krakowska nie zadziała (a zdecydowanie nie jest tak, że działa zawsze i na każde dziecko) mamy sfrustrowane, wkurzone dziecko, próbujące sie komunikować wszystkimi działającymi metodami typu wrzask, krzyk, szczypanie, rzucanie rzeczy itd.

    Skrót AAC oznacza przecież nie tylko komunikację alternatywną. To także komunikacja wspomagająca - innymi słowy pomagająca dziecku wypowiedzieć swoje potrzeby, oczekiwania, w prosty sposób skomentować rzeczywistość. Dziecko może to zrobić szybko i już, nawet jeśli nie opanowało jeszcze obsługi skomplikowanego narzędzia komunikacji, jakim jest mowa.

    --
    Mama's gonna make all of your nightmares come true
    Mama's gonna put all of her fears into you
    Mama's gonna keep you right here under her wing
  • ania-pat1 28.02.13, 08:38
    Gorzej natomiast, jeśli dziecko jest mocniej zaburzone, a obiecuje się rodzicom
    > nauczenie mowy zakładając, że to automatycznie pociąga za sobą nabycie umiejęt
    > ności komunikacji.

    Tego NIGDY nie zakłada Cieszyńska> Cytat z jej książki:
    " niektórzy terapeuci (innych metod...) twierdzą, ze można o dziecku powtarzającym wypowiedzi usłyszane po innych powiedzieć, że mówi. Otóż takich zachowań nie można nazwać mową - ponieważ np. echolalie nie są użyciem języka jako systemu komunikacji(...) Brak dostrzeżenia różnicy między powtarzaniem bez zrozumienia a użyciem języka powoduje poważne konsekwencje diagnostyczne i terapeutyczne ".
    dalszy cytat z ksiązki:" mimo, ze wiele dzieci z autyzmem nie będzie mogło w pełni opanować języka werbalnego, najważniejszym jest umożliwienie rozumienia wypowiedzi językowych i tworzenia przekazów, które będą przez otoczenie rozumiane(...) pojedyncze słowa, zapisanie wyrazu lub podanie go na etykietce " użycie słowa a nie obrazka "umożliwia później negocjowanie znaczeń (np. wesoły materiał, wesoły film, jesteś wesoły)" najtrudniej wytłumaczyć rodzicom i terapeutom, ze dziecko możne nie rozumieć mowy, chociaż ją słyszy lub powtarza" MTG pozwala (jedynie) na uruchomienie narządów artykulacyjnych w sposób świadomie przez dorosłego kierowany, terapeuta ustawia dziecku język i żuchwę tak by ich układ odpowiadał opisowi gloski (to najpierw budzi sprzeciw, bo związane jest z dyskonfortem /ja) I jeszcze jeden cytat:" podczas nauki czytania (SS) pojawia się początkowo powtarzanie sylab i wyrazów które z początku nie nosi znamion samodzielnych wypowiedzi" i dalej "w dialogu terapeutycznym także przekaz niewerbalny odgrywa ogromną rolę, prototypowym aktem komunikacji jest dialog (rozmowa) - możne on się ujawnić już na płaszczyźnie gestowej" - tyle cytatów. Dalej uważam, że zła sława MK wynika z jej nieumiejętnego zastosowania (wyrwania jej elementów z kontekstu).
  • mikkoevi 28.02.13, 05:17
    ale jak najbardziej do mnie;)) Odpowiadam na nie codziennie przez dobrze ułożoną terapię mojego syna. Zapewniam że po czterech latach aktywnego udziału w terapii ( nie tylko dowiezienia mojego syna do terapeuty ) i życia z moim autykiem wogóle znam znam różnice pomiędzy mową a komunikacją. Wiem też czym moje dziecie różni się od NT.
    U nad jak powiedziałam mowa byla. Teraz skupiamy sie na konwersacjach i wydłużaniu form wypowiedzi. To tak w kwestii językowej. Jest jeszcze kwestia społeczna ale to już inne zajęcia ;)))
    Moge dumnie powiedziec że jestem w kwestii autyzmu praktykiem, w kwestii autyzmu mojego syna;))
  • pinkdot 28.02.13, 07:33
    > A dlaczego nie można PCSów albo piktogramów, które są dla dajmy na to 3-latka ł
    > atwiejsze niż czytanie?

    Bo czytanie w przeciwienstwie do rozpoznawania obrazków umacnia działanie lewej półkuli, na której to zasadzie cała metoda się zasadza. Prawa półkula rozpoznaje globalnie sylabę, ale już zadanie odczytania tekstu od lewej do prawej, w zorganizowanym porządku, przełożenie swego rodzaju symbolu jakim jest słowo na konkret (nie, że rzucę okiem na piktogramy i pojmuję sens tylko za pośrednictwem prawej półkuli) to zadanie lewej. Cieszyńska zakłada, że zbyt mocne przetwarzanie prawopółkulowe blokuje rozwój lewej półkuli odpowiedzialnej za rozwój mowy, stąd też PECSy mogą jeszcze bardziej opóźnić ten proces. A jak już pisałam na pojawienie się w pełni rozwiniętej mowy (systemu języka) jest stosunkowo wąskie okno w rozwoju człowieka. Proszę, mam nadzieję, że wystarczająco merytorycznie się odniosłam.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • roggalique 28.02.13, 13:53
    pinkdot napisała:

    > > A dlaczego nie można PCSów albo piktogramów, które są dla dajmy na to 3-l
    > atka ł
    > > atwiejsze niż czytanie?
    >
    > Cieszyńska zakłada,

    Super roggalique zaklada ze jakkolwiek teoria rekapitulacji nie jest umocowana naukowo to jednak nie jest taka glupia. na poczatku slowo bylo tylko w Biblii zanim czlowiek zaczal uzywać pisma fonetycznego uzywal prostszych form - bardziej wizualnych prawda?

    I jak sie ma to wszystko co piszesz do wizualno-konkretnego myslenia osob autystycznego?

    Zakladam tez ze droga rozwoju jezyka idzie tak: konkret-zdjecie-piktgram-wyraz. Co jest zgodne z rozwojem myslenia symbolicznego.

    W pracy z dziecmi nie dochodze zwykle do etapu korzystania z iPada czy komunikatora w komunikacji piktogramowej. Zwykle wczesniej zaczynaja mowic. Z sensem. Po prostu uruchomienie procesow odpowiedzialnych za komunikacje (wiem po co mam mowic) rozwija mowe.

    pozdrawiam
    r.
  • rozalia7 25.02.13, 20:37
    dla mnie Tig -jest rzadkim okazem autyzmu w dobrym tego słowa znaczeniu,wiec nie mierzyłabym jej miarą funkcjonowania ,bo nigdy terapii nie miała czy jej potrzebowała ? nie wiem? ale my tu czasami mamy do czynienia z głęboką postacią i o pewne postępy musimy walczyć z determinacją min. terning czystości u synka np.2 lata ,z czym dzieci nie mają problemu czasami opanują tę umiejętność po tygodniu .
  • tijgertje 25.02.13, 20:44
    Rozalio, to kim teraz jestem w duzej mierze jest zasluga wlasnie terapii. Wprawdzie krotkiej, ale intensywnej po tym, jak dostalam diagnoze. Czy potrzebowalam terapii jako dziecko? Mysle, ze tak. Czy bez niej "wyszlam na ludzi"? jako tako. Na pewno jednak mialabym duzo latwiejsze zycie, gdyby ktos wiedzial, jak mi pomoc. Tylko kto wiedzial o autyzmie (zwlaszcza u inteligentnych dzieci) 30-40 lat temu??? Kto wtedy slyszal o SI? A tej terapii na pewno baaaaardzo potrzebowalam, bo zaburzenia SI do tej pory skutecznie zatruwaja mi zycie.
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • rozalia7 26.02.13, 21:36
    TIG -wiesz mi w mniejszych miastach problem wiedzy o SI jest ogromny,tak samo tyczy się autyzmu ,a można wiedzieć jak sobie z nimi teraz radzisz ?a nie myslalas,ze dla Ciebie i twojej rodziny brak tej wiedzy na tamtych czasach był korzystniejszy ?wiesz chodzi mi o podejście piętnowanie ,może nie miałabyś takich osiągnięć (studia )
  • krawczykasia 27.02.13, 09:56

    Jak dla mnie to dziwne to Twoje pytanie, jak to po co mowa? A po co wszyscy rodzice chcą żeby ich dzieci mówiły.

    Każdy rodzić chce, żeby jego dziecjko było zdrowe i fajne. ja też chciałam...
    Gdy mój Kuba miał ok. 3 lat, prawie nie mówił. Tzn. wydawał jakie dźwięki. Czasem bezładne sylaby, które nic nie znaczyły.
    I ja wtedy każdego terapeutę pytałam "A będzie mówić?" Każdy odpowiadał zgodnie z prawdą "nie wiem".
    Dla mnie wtedy mowa = komunikacja.
    I nie mogłam zrozumieć, że dziecko które mówi, może się nie komunikować.

    I jedna mądra logopedka powiedziała "Myślę, że będzie mówić, ale teraz ważniejsza jest mowa bierna. Najpierw nad nią trzeba pracować".
    I u Kuby tak było - najpierw musiał coś poznać i zrozumieć, żeby później mógł postarać się powiedzieć.

    Równolegle miałam kontakt z dzieckiem, które potrafiło powtórzyć każde słowo, miało mnóstwo echolalii, śpiewało piosenki. I co z tego - nie kierowało tej mowy do nikogo, nie używało jej do tego, żeby poprosić o coś czy poskarżyć się. Nie mając potrzeby komunikacji, bardzo szybko się usamodzielniło. Jako 6-latek samo robiło sobie kanapki, picie. Nikt do niczego nie było potrzebny.

    Ja teraz widzę, że komunikacja Kuby (gestami, bezsłowna) była o wiele cenniejsza niż mowa tego dziecka.

    Teraz, gdybym mogła wybierać - wolałabym, żeby mój syn nie mówił, ale żeby był sprawny intelektualnie. Wtedy sposób komunikacji byłby najmniejszym problemem.

  • elipsa.22 28.02.13, 08:48
    Wszystkie osoby broniące tu metody krakowskiej miały dzieci mówiące, gdy rozpoczęły pracę tą metodą. Możliwe, że metoda ta pomogła im w kwestii poprawy języka i komunikacji werbalnej. Ale wątek został założony przez osobę, która właśnie dowiedziała się o autyzmie i szuka właściwej terapii dla swojego dziecka. Kto z Was może powiedzieć, że ta metoda jest odpowiednią metodą terapii autyzmu, który przecież obejmuje jeszcze inne aspekty niż brak mowy. My również myśleliśmy, że pójdziemy do terapeuty metody krakowskiej, nauczy dziecko szybko mówić, a potem będzie z górki... Tak nie było. Pisałam już, że metoda ta, w wypadku dzieci niemówiących, najpierw wymusza słuchanie głosek i wyrazów dżwiękonaśladowczych w słuchawkach. W samej książce Cieszyńska pisze, że jak dziecko nie chce, to należy je zmusić, bo to dla jego dobra, tak jak lekarstwo, które nie jest dobre ale ratuje życie. Potem zaczęły się godzinne zajęcia stolikowe z małym smykiem, który tej godziny przy stoliku absolutnie nie chciał wysiedzieć. Czy można było pracować np. na dywanie? Nie. Ma siedzieć przy stoliku. Trzeba go zmusić, bo to dla jego dobra. Potem zaczęło się torowanie głosek. Metoda określana jako "trudna dla rodziców". Niech sobie każdy dopowie dlaczego trudna. My na szczęście nie zgadzaliśmy się na zbyt daleką pracę w tym zakresie, bo czuliśmy, że nie jest to dobre dla dziecka.
    Po kilku miesiącach takiego: dziecko musi, dziecko powinno, dziecko nie może, efektów w postaci mowy nie było żadnych, no może jak mu się porządnie usta ścisnęło, to coś tam wydukał. Cieszę się, że trwało to tylko kilka miesięcy. Ale jest blog mamy, która z dużym poświęceniem i olbrzymią pracą stosowała metodę Cieszyńsko-Wianecką 4 lata: deszczowy-chlopiec.blog.pl/2012/06 . Może poczytacie jej wypowiedź i komentarze pod datą : 2 czerwca 2012 i jej wielkie rozczarowanie.
    Moja opinia na temat tej metody jest taka: nie jest to terapia autyzmu, jest to tylko terapia logopedyczna skoncentrowana na rozwoju mowy. U jednych bardziej, u innych mniej skuteczna, jak wszystkie terapie.
  • marektatojakuba 28.02.13, 09:02
    Fajnie, że to napisałaś. Zachęcam wszystkich uczestników naszej dyskusji do przeczytania tego wpisu na blogu mamy Jędrka, a także odpowiedzi terapeutki MK, która wprost napisała to co sam wielokrotnie powtarzałem: (...) Po drugie, metoda krakowska to nie jest całościowa terapia autyzmu. To terapia dla dzieci z zaburzeniami komunikacji językowej, do których dzieci autystyczne należą.(...)
  • ania-pat1 28.02.13, 09:59
    Po drugie, metoda krakowska to nie jest całościowa terapia autyzmu. To terapia dla dzieci z zaburzeniami komunikacji językowej, do których dzieci autystyczne należą.(...) tu też się zgadzam - w całej rozciągłości
  • ania-pat1 28.02.13, 10:50
    Chciałam jeszcze zwrócić uwagę na adresatów tego forum: "forum dla rodziców dzieci z zespołem Aspergera i z pogranicza autyzmu " - dlatego w każdej mojej wypowiedzi odnoszę się do dzieci z ZA lub pogranicza autyzmu (? HFA). Mówienie, że nie pomogło i przytaczanie przykładu nisko funkcjonującego dziecka nie odnosi się jak dla mnie do osób dla których wypowiedzi są dedykowane. Chyba, że zmienia się grupa docelowa forum. Owszem myślę, że rodzice dzieci słabiej funkcjonujących znajdą tu sporo podpowiedzi (choćby jeśli idzie o polecanie ośrodków) ale omówmy się - inne są cele terapii dziecka gdy chcemy by w szkole podstawowej nie odbiegało zbytnio od rówieśników, a inne gdy walczymy o każdy najmniejszy przejaw samodzielności czy kontaktu. Dlaczego o tym piszę - bo bywam opacznie rozumiana. Jesli piszę o dobrej/złej metodzie (upraszczając) odnoszę się do dzieci "prawie NT" (ale prawie robi różnicę). Mam bowiem świadomość, że ZA (czy HFA) to ten wygrany los na loterii autyzmu. Mam świadomość, że moje problemy nie są problemami z punktu widzenia rodzica silnie zaburzonego dziecka. Niemniej jednak to forum daje mi poczucie - że ZA to również problem ale mnie wydaje się jakościowo bliższy problemom typu zaburzenia niewerbalnego uczenia się/ADD/ADHD - słabszy kaliber problemu.
  • roggalique 28.02.13, 16:12
    ania-pat1 napisała:

    > Po drugie, metoda krakowska to nie jest całościowa terapia autyzmu. To terapia
    > dla dzieci z zaburzeniami komunikacji językowej, do których dzieci autystyczne
    > należą.(...) tu też się zgadzam - w całej rozciągłości

    Dzieci autystyczne nie należą do grupy dzieci z zaburzeniami komunikacji językowej. Skąd Wy to wytrzasnęliście?!
    Dzieci z autyzmem nie są w tej samej grupie co dzieci z afazją.

    To tak jakby powiedzieć, że osoby łysiejące należą do grupy, no nie wiem, osób z nowotworami leczonych chemią. Jedni i drudzy tracą włosy, nie? Leczymy ludzi z nowotworami przeszczepem włosów czy tam maściami na porost? :))

    Dżizas... ogarnijcie się:) Zaburzenia komunikacji są JEDNYM z elementów ASD.

    pozdrawiam
    r.
  • roggalique 28.02.13, 16:26
    roggalique napisał:


    > To tak jakby powiedzieć, że osoby łysiejące należą do grupy, no nie wiem, osób
    > z nowotworami leczonych chemią.

    Na odwrót - ci z rakiem do łysiejących:) Szersza kategoria do węższej.


    Pardon.
    r.
  • marektatojakuba 28.02.13, 19:56
    Wszystko pięknie, ale to jest cytat z komentarza do wpisu na wcześniej wspomnianym blogu. Jest to fragment wypowiedzi terapeutki MK.
  • ania-pat1 28.02.13, 20:08
    "Leczymy ludzi
    > z nowotworami przeszczepem włosów czy tam maściami na porost? :))"
    leczymy u ludzi po chemii łysienie - min. maściami na porost (nota bene to grupa osób na których się takowe specyfiki często sprawdzają....) choć nie leczymy tak nowotworu do czego zmierzałeś. Do czego zmierzam? Że dziecko z autyzmem tak jak i dziecko z afazją może mieć/ma kłopot z mową/komunikacją i tym samym być w grupie dzieci z zaburzeniami komunikacji werbalnej (czyli jednej choć nie homogennej).
  • mikkoevi 28.02.13, 21:19
    swoją droga to afazjia wcale taka lajcikowa nie jest, wyobraźmy sobie że jutro budzimy sie i nie tracimy zdolość rozumienia mowy... praca moze całe nasze życie się rozpada... nie mozna z tego drwić
  • ania-pat1 28.02.13, 21:39
    jeśli to do mnie to nigdy nie nazwałabym afazji lajcikiem.
  • mikkoevi 01.03.13, 08:45
    nie nie do Ciebie Aniu :))
  • pinkdot 28.02.13, 11:01
    > Wszystkie osoby broniące tu metody krakowskiej miały dzieci mówiące, gdy rozpoc
    > zęły pracę tą metodą.

    "Taba (kwadrat), tinta (trojkat), kolo (to wiadomo), omb (romb) i tototot (prostokat)"...to nasza lista startowa gdy zaczynalismy z metoda krakowska. O echolaliach, czy powtarzaniu moglismy sobie tylko pomarzyc zanim zaczelismy terapie z nasza neurologopeda. Nie byl wiec Cyceron ani wysoko funkcjonujacy, ani mowiacy - dopiero metoda krakowska przeniosla go na odrebny koniec spektrum.

    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • gemmavera 01.03.13, 09:44
    pinkdot napisała:

    > Nie byl wiec Cyceron ani wysoko funkcjonujacy, ani mowia
    > cy - dopiero metoda krakowska przeniosla go na odrebny koniec spektrum.

    Pinkdot, ja bym zaryzykowała tezę, że było odwrotnie - Twój syn miał efekty w terapii metodą krakowską, bo był na odrębnym końcu spektrum. Innymi słowy, miał duży potencjał.

    Znam dziecko, w tym roku kończy 8 lat, które było przez dłuższy czas prowadzone metoda krakowską i rodzice cały czas czekali na cud, który się nie wydarzył. W tej chwili dziecko ma iść do szkoły, nie mówi nic, komunikacja jest na marnym poziomie (kilka gestów stosowanych po zachęcaniu), poza tym cała aktywność dzieciaka polega na rzucaniu przedmiotami. Jedyne, co wyniósł z terapii met. krakowską to umiejętność wysiedzenia 30 minut przy stoliku. :/

    Dla mnie to jest bardzo smutne, dlatego nie byłabym w stanie doradzać komuś, żeby skupił się tylko na rozwoju mowy jako najlepszej metody komunikacji, a z metodami alternatywnymi poczekał, aż się okaże, że dziecko jednak nie będzie mówić. Bo jak się już okaże, że z mowy nic nie będzie, to bagaż frustracji dziecka, a do tego zachowań tzw. niepożądanych jest już bardzo duży. Możliwość takiego obudzenia się z ręką w nocniku to jak dla mnie za duża cena za oddanie się w pełni jednej i tylko jednej metodzie.

    --
    Mama's gonna make all of your nightmares come true
    Mama's gonna put all of her fears into you
    Mama's gonna keep you right here under her wing
  • mikkoevi 02.03.13, 07:43
    ja niestety też takie sytuacje widziałam, zreszta nie był to tylko jeden przypadek. Na początku naszej terapii współpracowaliśmy z jednym z warszawskich ośrodków na "S" . Tam też obserwowałam takie przypadki. Niemówiące ośmiolatki. Bez wdrożenia komunikacji alternatywnej byly po kilku latach terapii wyrzucane z terapii. Pani Dyrektor argumentowala to tym że dziecko ma tak powazne problemy zdrowotne że terapia nie skutkuje ..... :o

  • majaaleksandra 27.03.13, 21:45
    A ja nie mam pojęcia co robić.
    Byliśmy dziś z małym na konsultacji przed diagnozą SI.
    Terapeutki określiły małego jako całkowitego, zaniedbanego tumana.
    Ogółem odczucia mam negatywne bardzo.
    Czułam się jak na pokazie garnków czy czegoś : "Tylko nasza metoda da błyskawiczny efekt, szkoda czasu i pieniędzy na inne ośrodki które doprowadziły go do takiego regresu. "
    Mamy podobno zostawić OWI na Pilickiej,darować sobie przedszkole specjalne na które czekamy bo tylko SI i metoda krakowska są nam niezbędne i zrobią z autysty NT błyskawicznie.
    A ja się MK po prostu boję....
    --
    Maja Aleksandra
    www.suwaczki.com/tickers/961lgu1rluxvdyi5.png
    Tymoteusz Przemysław
    www.suwaczki.com/tickers/74dii09kf4s0sh43.png
  • nefret_ete 27.03.13, 22:14
    ja usłyszałam dokładnie to samo (śląsk). Też byłam zagubiona, ale mam jedna zasadę, którą stosuję zawsze- jesli ktoś neguje wszystkie inne metody i tylko swoją uważa za słuszną- nie przekonuje mnie. Kupiłam książkę, poczytałam o co chodzi, poszłam kilka razy do terapeutki(swoja drogą posłuchałam jaka jestem beznadziejna a jakbym mówiła do dziecka to ono by też mówiło, no i że autyzmu nie ma itd) kupiłam ksiazeczki i odsłuchiwaliśmy w domu z bardzo dobrym efektem- obaj chłopcy zaczeli mówić. Na tym ta terapia u nas sie skończyła.
    Podsumowując- dobra terapie dla wywołania mowy(bardzo istotna sprawa, więc autorce metody jestem wdzięczna), ale jej stosowanie zakończyłam na tym etapie. Nie rezygnowałam z SI ani żadnych innych terapii.Bajki też dzieciaki oglądały godzinę dziennie.
  • kasia_de 28.03.13, 08:25
    hm? SI i krakowska? toż to się wyklucza :-) prof. Cieszyńska jest przeciwniczką SI...

    moim zdaniem należy uciekać od ludzi, którzy widzą w dziecku same negatywy oraz od takich, którzy wierzą jedynie w swoją metodę a wszystkie pozostałe potępiają.

    Metoda krakowska, jak dla mnie, fajna jest, wspomaga rozwój mowy, pomaga w nauce czytania... na pewno nie stosowałabym jej jako "jedynej i słusznej metody na autyzm"
  • majaaleksandra 28.03.13, 08:36
    Mozesz napisać coś więcej?
    ile razy byliście,co mu robili,Jakie książki i słuchanki?
    Ja sie panicznie boję tych siłowych metod.jak i każdego użycia siły bez wyraźnego powodu.
    --
    Maja Aleksandra
    www.suwaczki.com/tickers/961lgu1rluxvdyi5.png
    Tymoteusz Przemysław
    www.suwaczki.com/tickers/74dii09kf4s0sh43.png
  • kasia_de 28.03.13, 08:43
    trzeba to trochę rozdzielić - jest metoda krakowska - rozwijająca mowę, stymulująca lewą półkulę i jest manualne torowanie - to metoda pani Wianeckiej i to całkiem co innego, to uczenie dzieci wypowiadania głosek (przez odpowiednie układanie im buzi).

    Z panią Wianecką spotkałam się raz, mnie się nie spodobał przymus, ona orzekła, ze ja jestem matką, która nie zaakceptuje jej metody :-) a po dziecku widzi, ze i tak będzie mówiło, więc nie ma sensu się zmuszać :-)

    Natomiast z metod Cieszyńskiej korzystam obficie, byliśmy raz u niej nawet, na diagnozie.
  • nefret_ete 28.03.13, 11:27
    tu np masz pierwszą część:
    www.arson.pl/index.php?cat_id=33&page=0&view=3&sort=prod
  • renny.1 28.03.13, 11:42
    Mój Młody chodzi zarówno do OWI na Pilickiej i do świetnej logopedki od metody krakowskiej (uwielbia zarówno jedne jak i drugie zajęcia). Pani z OWI widząc materiały jakie wykorzystyje i jak pracuje Pani od krakowskiej powiedział że robi to świetnie ( choć wiem że w OWI są sceptycznie nastawieni do metody prof. Cieszyńskiej). U mojego syna nie wykorzystywali manualnego torowania bo traił do terapii mówiący.
    Ja jestem bardzo zadowlona z zajęć metodą krakowską
  • majaaleksandra 28.03.13, 21:00
    No wlasnie te torowanie mnie przeraża.
    Nie wiem czy powinnam w to wchodzić.
    A namiary na porządnych specjalistów od każdej metody mile widziane. Zwłaszcza po tym co przeżyłam przy "konsultacji" SI.
    --
    Maja Aleksandra
    www.suwaczki.com/tickers/961lgu1rluxvdyi5.png
    Tymoteusz Przemysław
    www.suwaczki.com/tickers/74dii09kf4s0sh43.png
  • nefret_ete 28.03.13, 21:23
    " po tym co przeżyłam przy "konsultacji" SI."
    co przeżyłaś przy konsultacji SI?
  • majaaleksandra 28.03.13, 21:31
    Spójrz wyżej,mój pierwszy post tutaj :
    "Byliśmy dziś z małym na konsultacji przed diagnozą SI.
    Terapeutki określiły małego jako całkowitego, zaniedbanego tumana.
    Ogółem odczucia mam negatywne bardzo.
    Czułam się jak na pokazie garnków czy czegoś : "Tylko nasza metoda da błyskawiczny efekt, szkoda czasu i pieniędzy na inne ośrodki które doprowadziły go do takiego regresu. "
    Mamy podobno zostawić OWI na Pilickiej,darować sobie przedszkole specjalne na które czekamy bo tylko SI i metoda krakowska są nam niezbędne i zrobią z autysty NT błyskawicznie."
    --
    Maja Aleksandra
    www.suwaczki.com/tickers/961lgu1rluxvdyi5.png
    Tymoteusz Przemysław
    www.suwaczki.com/tickers/74dii09kf4s0sh43.png
  • nefret_ete 28.03.13, 22:02
    Maju ja czytałam Twoje posty, ale nie rozumiem co ma diagnoza Si do metody prof. Cieszyńskiej
  • wikariuszu 04.04.13, 17:17
    Proszę, podaj, która to fajna terapeutka, nie ukrywam, że szukam dla swojej córeczki logopedy,ale mam mętlik w głowie, zależy mi na tym, żeby była rozumiejąca ale i stanowcza, z podejściem do maluszków. Z góry dziękuję!!!
    ps. jestem z Warszawy, rozumiem, że Ty też?
  • renny.1 11.04.13, 12:49
    Tak jesteśmy z Warszawy, logopedka przyjmuje w Rembertowie podaj maila to prześlę namiary do niej
    wikariuszu napisał(a):

    > Proszę, podaj, która to fajna terapeutka, nie ukrywam, że szukam dla swojej cór
    > eczki logopedy,ale mam mętlik w głowie, zależy mi na tym, żeby była rozumiejąca
    > ale i stanowcza, z podejściem do maluszków. Z góry dziękuję!!!
    > ps. jestem z Warszawy, rozumiem, że Ty też?
  • rozalia7 01.03.13, 12:34
    to jak poskromiliście echolalie ? chciałbym wiedzieć ,gdyż moje dziecko niestety ma straszne ,pomimo terapii ,mozesz cos podpowiedzieć ?
  • marektatojakuba 01.03.13, 12:40
    Pytnie co prawda nie do mnie, ale nasza córka przechodziła przez echolalie, które z czasem (kilka miesięcy) po prostu zanikły na rzecz normalnej mowy.
  • rozalia7 01.03.13, 18:49
    starszy synek tak miał ( były echolalie i później zanikły ,pracujemy obecnie nad składnią ) a młodszy -echolalie trwają już prawie rok ,obecnie ma 3,5 roku ,taka sinusoida raz jest lepiej raz gorzej .
  • mikkoevi 02.03.13, 07:32
    u nas tych echolali też było multum. Obecnie zanikły natychmiastowe, pozostały odroczone ale juz można się fajnie dogadać. Chyba nie ma metody na pozbycie się tego. Z mojego doświadczenia wynika ze echolalie trzeba po prostu przejsc bo tak rozwija sie jezyk naszych dzieci, oczywiście nie wszyscy autyści je mają. Zresztą echolalie mozna fajnie wykorzystać budując wspólną płaszczyzne porozumienia z dzieckiem.
  • tijgertje 02.03.13, 09:34
    Wiecie, ze ja nadal uzywam echolalii???
    Tak, tak :) Tyle, ze jest to zupelnie cos innego, niz powtarzanie w kolko tych samych slow czy zdan przez dziecko. Obserwujac Kaspra widze, ze maja jakis sens, choc trudno to dostrzec i zaakceptowac. No wkurzajace jest takie echolaliczne gadanie i juz i mnie tez nieraz do szalu doprowadza ;) Ale z drugiej strony sadze, ze jest to pewie etap rozwoju jezyka, ktorego dziecko po prostu potrzebuje. Kasper mial okres bardzo licznych echolalii, ale z czasem samoistnie ustepowaly miejsca spontanicznym wypowiedziom. Echolalie w jego przypadku to zazwyczaj byl (i jest) sposob na testowanie pewnych wypowiedzi. Cos gdzies uslyszy, a potem sprawdza, jak to jest odbierane w innych sytuacjach. najpierw jest etap powtarzania jak malpka i utrwalania pewnej stuktury, po jakims czasie pojawia sie w coraz bardziej ukierunkowanych sytuacjach, gdzie wypowiedz nabiera sensu, aby w koncu zostac zastapiona zmodyfikowana forma adekwatna do sytuacji. nie jestem specjalista w rozwoju mowy, ale analizujac to, co sama robie, dochodze do wniosku, ze musi to byc naturalny (moze tylko dla autystow, nie wiem) sposob uczenia sie jezyka. tyle tylko, ze ja przechodze te same etapy tylko po cichu, a glosno wypowiadam ostatni etap, czyli samodzielnie zmodyfikowana (albo nie) strukture adekwatnie do sytuacji. Przeciez tak wlasnie sie uczylam jezykow:) Wieeeeele lat uczono mnie niemieckiego, potem rosyjskiego i zadnego z nich nie umiem. Wychodzilo sie od pojedynczych elementow: slowek i zasad gramatycznych, by wkuwajac gore liter i glosek nauczyc sie logicznego laczenia ich w calosc. Angielskiego uczylam sie na intensywnym kursie wakacyjnym, cale 6 tygodni, z ta wiedza (pierwszy Haedway z rozszerzeniem innymi materialami) pojechalam do wiatrakowa i nie majac w okolicy absolutnie nikogo gadajacego po polsku jakos sobie poradzilam. Jakim cudem? Ano takim, ze wychodzilo sie od pelnych struktur zdaniowych, ktore bylam w stanie zobaczyc. Zdanie jako calosc pozwalalo zakodowac pewien staly schemat i dopiero na jego podstawie dochodzic co w nim jaka funkcje pelni. zastapienie pojedynczych slow w zdaniu- bazie jest znacznie latwiejsze, niz tworzenie calosci ze zlepku pojedynczych slow. Mam w pamieci wyryte roznego rodzaju zdania i fragmenty czyich wypowiedzi. Przewalkowawszy je po swojemu w glowie (a nie jak dziecko glosno) oswoilam sie z nimi na tyle, ze zrobilam sobie cos w rodzaju szablonow. Na tej bazie rozszerzam jezyk przyswajajac kolejne, pojedyncze slowa, ktore natychmiast jestem w stanie umiescic w roznych szablonach. Z niderlandzkim bylo podobnie, zalapalam, jak zaczelam sw tym jezyku spiewac, pomoglo mi to jakby uslyszec melodyke pewnych form zdaniowych. Na kursie mielismy swietnego nauczyciela. edwin byl przezabawny i studenci nieraz sie z niego nasmiewali, ale byl genialnym nauczycielem :) zainspirowal nas nawet do zabawy: na przerwach bawilismy sie w zgadywanki: jedna osoba mowila cos uzywajac jedynie sylaby : "ta". Reszta miala zgadnac, co zostalo powiedziane i przetlumaczyc to na "ludzki" niderlandzki. Ta zabawa uswiadomila mi, jak bardzo intonacja jest powiazana z trescia przekazu. W pewnych sytuacjach uzywa sie chyba w kazdym jezyku podobnych zwrotow i zdan, ktore maja stala melodie i ta nasza zabawa okazala sie naprawde swietna, bo odgadywanie tresci slownej wypowiedzi wcale nie okazalo sie byc skazane na porazke :) Kasper ma bardzo "plaska" intonacje i tu echolalie maja dla niego ogromne znaczenie rozwojowe: powtarza nie tylko wypowiedzi, ktore ma od dawna przyswojone, ale powtarzajac przekaz kogos innego, uczy sie roznorodnej intonacji. Pisalam kiedys nawet na blogu, jaki Kasper numer wycial:
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.nl/2010/06/dzis-rano.html
    Echolalie to troche jak uczenie sie piosenki w obcym jezyku ;) Zwykle jest to najpierw dokladne kopiowanie tego, co sie slyszy, z czasem, im lepiej rozumie sie tekst, tym ta sama : odklepywana" do tej pory piosenka nabiera innego wymiaru: staje sie bardziej osobista, spiewajac to samo, co sie zaspiewac potrafilo, ale bylo interpretacja kogos innego, w pewnym momencie zaczyna sie spiewac te same dzwieki ale inaczej, wkladajac w tekst wlasne emocje i uczucia. Z dziecieca echolalia jest tak samo: najpierw bezmyslne kopiowanie, z czasem przyswajanie wypowiedzi jako swojej wlasnej. Z tego typu echolaliami nigdy nie walczylam, choc np sama jako dziecko mialam swira na punkcie slownikow i uwielbialam czytac slownik synonimow i wyrazow obcych , wiec nieraz bawilismy sie w mowienie czegos na rozne sposoby. Inna sprawa to stymulacje glosowe, ktore u Kaspra brzmia jak echolalie, z tym, ze gada je w kasprowym jezyku. Przedziwne to jest, ale zanim zaczal mowic po tbylczemu, on gadal jak najety w jezyku Planety Kasprow. Sluchalam tego zafascynowana, bo slyszalam wyraznie slowa i zdania, moglam wyroznicz rzeczowniki, czasowniki itp, choc wymowa byla ( i jest) tak nieziemska, ze niczego nie jestem w stanie powtorzyc (kwestia przedziwnej artykulacji). Tego typu stymulacje staramy sie ograniczac, ale ze sa powiazane z konkretnymi sytuacjami czy "stanami duszy" nie zwalczamy ich zbyt ostro, bo tak jak stumulacje ruchowe sluza synowi glownie do rozladowania stresu. Ufff... to sie znowu spisalam.... Ktos dobrnal do konca ? ;)

    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • mikkoevi 02.03.13, 11:12
    Bardzo ładnie to napiasałaś, dzięki...
  • rozalia7 02.03.13, 12:46
    Tig,tylko on już ma tak rok ( opowiada o kubuśku ,mikim z bajek itd.-),fajnie nawet wszystkie głoski wypowiada ;-))i chciałbym by ten etap się już zakończył definitywnie
  • tijgertje 02.03.13, 13:06
    Moj mlody ma 9 lat i echolalie nadal w uzyciu, choc najwieksze ich natezenie bylo odkad zaczal mowic po ludzku (4 lata) mniej wiecej do skonczenia 7 lat. Tak, ze sadze, ze to nie tak hop siup, ze po miesiacu minie. jak sie czyms denerwuje, no w okresie mikolajkowym to echolaliami monotematycznymi (w swoim jezyku albo o jakiejs grze na Wii czy DS) gada tygodniami na okraglo. Nie wiem, dlaczego twoje dziecko stosuje echolalie, u mojego te odstresowujace potrafia trwac miesiacami, choc trudno je czasem powiazac z konkretna przyczyna, jedne zanikaja, pojawiaja sie inne, a z czasem mlody wyrasta chyba po prostu tak jak ja, uswiadamiajac sobie, ze innych to denerwuje. Jesli twoj syn oglada bajki, o ktorych gada, to sprobowalabym zrobic na nie zupelny szlaban na kilka tygodni i zobaczyc, jak sie rozwinie sytuacja. Przypuszczam, ze albo minie, albo znajdzie inny temat, co w obu przypadkach moze sie okazac dla otoczenia bardziej znosne ;) jeszcze bym sie zastanowila, czy tu chodzi tylko o echolalie, czy raczej rodzaj uzaleznienia. Widze zarowno po moim jak i jego kolegach, ze nawet jak moga cos ogladac tylko w weekend, to swiat niektorych bajek staje sie w ich glowach tak realny, ze zaczyna zyc swoim zyciem cala dobe na okraglo. U nas w takim przypadku to sygnal, ze dziecia na dlugo (mowie o min pol roku) trzeba od telewizji czy gry zupelnie odciac:/ Realny swiat niestety nie wytrzymuje konkurencji pod wzgledem atrakcyjnosci :/
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • rozalia7 02.03.13, 13:52
    u nas te bajki są od święta i tylko u babci,echolalie nasiliły się po chorobie ( ospie ) i jakby cofka,posługiwanie sie ręką dorosłego ,brak samodzielności przy jedzeniu itp. ,starszy jak zakończył echolalie to do niech nie wrócił nigdy ( około 4 lata ),ale też inaczej funkcjonował w tym wieku
  • mikkoevi 02.03.13, 15:12
    u nas podobnie, pojawily się ok 3 urodzin.... najwięlsze nasilenie 3,4 lata. W wieku pięciu lat coraz mniej ich jest ale jeszcze sporo i też nasilaja się w momentach słabszych, u nas ogromne alergie wziewne i dlatego okres slabości przypada na miesiace wiosenne
  • ald-ona 14.04.13, 22:06
    Zgadzam się z Tig. Moim późnym nastolatkom (15 i 17) nadal zdarzają sie echolalie. Niektóre związane z ulubionymi filmami - po oderwaniu od filmu po kilku tygodniach zanikają. Inne są sposobem na rozładowanie stresu np. podczas trudnej rozmowy. Pasują do kontekstu, ale niewiele wnoszą, są stereotypową reakcją na dany temat.
    Wiem, że nie jest to pocieszające dla osoby, która ma serdecznie dość słuchania w kółko tego samego. Naprawdę wiem, jak bardzo można mieć tego dość. Ale, na szczęście, można też znaleźć dobre strony tego procederu. Poza pomocą w nauce jęz. obcych (nigdy o tym nie pomyślałam), daje poczucie bezpieczeństwa i pomaga odnaleźć się w rozmowie. Jakoś sformułować komunikat, kiedy z nerwów brak słów.
    To tak na pocieszenie, bo przecież i tak wiemy, że lepsza jest spontaniczna mowa komunikatywna.
  • nefret_ete 28.03.13, 22:14
    Echolaliom musisz nadawać sens. Np . reklama " każda mama dba o swoje dziecko" i chodzi taki maluch powtarzając bez sensu. Brałam na kolana, kartka długopis i rysowałam : mamę , serce, dziecko i powtarzam pokazując " każda mama kocha swoje dziecko. Po ok pół roku gadał ze zrozumieniem
  • majaaleksandra 28.03.13, 22:19
    ma to ze tam kazali odstawic wszystko i ładowac kasę w si i torowanie z cala reszta metod.
    Tak do końca to nie rozumiem tego co mówiły ani Jaki miały w tym cel.
    ale negowaNie makatonu,owi i innych form działania z dzieckiem mnie zrazilo strasznie.
    bo Tylko krakowska i torowanie mogą go uratować.
    --
    Maja Aleksandra
    www.suwaczki.com/tickers/961lgu1rluxvdyi5.png
    Tymoteusz Przemysław
    www.suwaczki.com/tickers/74dii09kf4s0sh43.png
  • nefret_ete 28.03.13, 22:29
    Acha. Maju ja w ogóle nie mam takich doświadczeń, dlatego nie rozumiem.
    Si to rewelacyjna terapia dla moich dzieci, moim zdaniem bardzo skuteczna. Stosowaliśmy ja jednocześnie z odsłuchiwaniem płytek prof. Cieszyńkiej , neurologopedą, piktogramami, psychologiem. Po paru wizytach i przeczytaniu ksiażki prof. Cieszyńskiej uznałam, że będę stosować tylko płyty, resztę terapii tak jak Ci opisałam. Dzieciak nauczył sie mówić(początkowo tylko echolalie), z po roku terapii (teraz ma 3 lata) objawy autyzmu bardzo się zmniejszyły. autystyczny jest i będzie ale co z tego? Ma jeszcze dużo problemów z komunikacją, ale wchodzi w relacje z dziećmi. Są to relacje na krótko, ale to i tak wyczyn w porównaniu z rokiem wcześniej. Mi chodzi o to , zeby tolerował i choć czasem interesował się innymi.
    Jak masz takie doświadczenia po wizycie , którą opisałaś, raczej nic z tej terapii nie bedzie. Szukaj innej drogi zgodnej z Twoją intuicją.
  • rozalia7 28.02.13, 23:19
    u mojego dziecka nie było mowy ,( zanikła ) w znaną formę yyyy i pierwsze jednak były płyty ( tak się trochę uczepiliśmy jak ostatniej deski ratunku -po regresie i nie żałujemy )i powrót do mowy po pół roku słuchania były strasznie echolalie ( płyty znał na pamięć ) później powoli do przodu ,stawiając na komunikację poprzez mowę , ) Znam 3-troje dzieci poza moimi u których naprawdę mowa ruszyła po cw. i namiętnym słuchaniu płyt ,miały wcześniej inne formy komunikacji ,teraz komunikują się za pomocą mowy . Ten blogA nie trzeba ciągle wklejać ,by zniechęcać nawet do spróbowania i zakładania z góry ,ze nie pomoże,stosując równolegle inne terapie może pomóc albo nie ,jak bywa w każdej metodzie -czy ktoś o zdrowych zmysłach stosując jakąkolwiek metodę daje gwarancję powodzenia ?
  • marektatojakuba 01.03.13, 06:54
    Rozala, ale ta dyskusja jest bardzo przydatna. Także dla rodziców rozważających wdrożenie metody krakowskiej. Metoda daje różne rezultaty u różnych dzieci, a to jest ważne, bo w końcu dzieci z ASD bardzo się różnią. Dyskusja pokazuje np. że nie jest to całościowa terapia autyzmu i MK musi być wsparta innymi metodami, co stoi mocno w opozycji do tego co mówi Pani Profesor. Chyba dobrze, aby rodzice startujący z tą metodą mieli tego świadomość?
  • dziewczynaznadjeziora 28.02.13, 15:20
    Ja wypowiem sie póki co bardziej teoretycznie, bo nasze dziecko ma dopiero 1,5 roku, jesteśmy tuż po diagnozie, ale sporo czytam, pytam, rozmawiam. Rozmawiałam też z koleżanką, która była na wykładzie Cieszyńskiej i szczerze powiem, że może i ma ona fajną idee, ale jej sposób pracy jaki narzuca tez wykszolonym przez nią logopedom nie podoba mi sie. Dziecko powinno cały czas siedziec przy stoliku, malo wagi chyba przywiazuja do mozliwosci dziecka w danym wieku. Nasz maluch dopiero rozpocznie terapię w Asyście i mają tam być elementy pracy logopedycznej. Podono z troszke starszymi dziecmi ich logopeda pracje wykorzystujac elementy Cieszynskiej, ale wszystko jest w zabawie. Moze o to głownie chodzi, o formę pracy.
  • nefret_ete 28.03.13, 22:41
    no właśnie zapomniałam o metodzie pracy przy stoliku. Czy życie zwykłego, nieautystycznego 2 latka toczy się przy stoliku???? do czego więc ma ta metoda się przydać? Bo dziecko ma kojarzyć stolik z przymusem? z ćwiczeniami których nie cierpi? Narzucajmy zasady tam gdzie trzeba a dzieciakom dajmy żyć
  • majaaleksandra 28.03.13, 22:55
    Jak każda/każdy tu Jestem gotowa na wszystko co ma sens ale przymus i siła w opakowaniu z fanatyzmu to juz nie dla mnie.
    SI bardzo chetnie,makaton czy inne wspomagające tez.
    W Owi mamy juz sporo form pomocy i mimo mozołu i miesięcy czekania w terapii mamy skutki !Małe Jeszcze nieporadne ale są. i jak ktoś mi mowi ze mam rzucić cala terapię na rzecz jednej metody która "w poł roku zrobimy z niego NT,najwyżej troche popłacze" to nóż sie w kieszeni otwiera.
    --
    Maja Aleksandra
    www.suwaczki.com/tickers/961lgu1rluxvdyi5.png
    Tymoteusz Przemysław
    www.suwaczki.com/tickers/74dii09kf4s0sh43.png
  • pinkdot 29.03.13, 07:59
    Moze poszukaj zatem mniej fanatycznej osoby, prowadzacej terapie metoda krakowska? A swoja droga i tak to jest metoda, gdzie rodzic jest glownym terapeuta, wiec nikt Ci nie patrzy na rece jezeli wlaczysz dziecku radio. Zalezy jakie masz cele, z mojego dziecka mk nie zrobila czlowieka nt, ale czlowieka, ktory niezle sie z nt dogaduje - nie oszukujmy sie, dzieci mowiace nie chca sie bawic z rowiesnikami niemowiacymi, widze jak to jest u mlodego w grupie.
    A co do placzu przy terapii - czasem byl, bo mlody na poczatku nie wspolpracowal I musialam cwiczenia jego reka wykonywac. Jezeli dziecko plakaloby przy zastrzyku tez odmowilabys leczenia?
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • pinkdot 29.03.13, 08:05
    My wiekszosc cwiczen mk wykonywalismy na podlodze w formie zabawy, tudziez przy tablicy z rzepami.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • pinkdot 29.03.13, 08:06
    To pod nefretete mialo byc.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • majaaleksandra 29.03.13, 08:23
    To raczej kwestia dobrania metod. Bo stolik czy prowadzenie ręki bedzie ok ale ściskanie buzi mimo awantur juz nie ok.
    Nie oczekuje że Maly stanie sie NT. Wystarczyłoby mi opanować jego napady nerwów i dogadac sie z nim na tyle zeby ogarniał co sie mowi i umiał reagować chociaż w zakresie "Tak/nie".
    Jak sie uda coś więcej to bede wdzięczna wszelkim siłom ale nadal wierzę ze da sie różne fajne efekty osiągnąć bez siłowych walk.
    --
    Maja Aleksandra
    www.suwaczki.com/tickers/961lgu1rluxvdyi5.png
    Tymoteusz Przemysław
    www.suwaczki.com/tickers/74dii09kf4s0sh43.png
  • tijgertje 29.03.13, 08:33
    Uwazam, ze masz bardzo sluszne watpliwosci. Fanatyzm w kazdej postaci jest grozny i lepiej od niego zwiewac jak najdalej. wszelkie metody silowe moze i dzialaja, ale jest to "lamanie" dziecka i jestem im przeciwna. SI to swietna terapia, ale nie u terapeuty, ktory uwaza, ze przymus jest ok! Przeczytaj caly watek. wiele osob jest zwolennikami metody krakowskiej. Do rozwoju mowy tak, ale ona nie rozwija i nei uczy komunikacji, w przeciwienstwie do makatonu. Jak dziecko sie komunikuje, to wczesniej czy pozniej zacznie gadac, odwrotnie niekoniecznie. Mnie do tej metody najbardziej zraza fakt, ze Cieszynska wyklucza wszystkie metody opierajace sie w zasadzie na natyralnym sposobie myslenia autystow. Negowaniem myslenia obrazami nie sprawi sie, ze dziecko zacznie myslec werbalnie. przeszczepow mozgu nadal nikt nie oferuje ;) wedlug mnie autyste trzeba nauczyc korzystac z potencjalu, ktory posiada, a nie zmuszac go do bycia kims, kim nie jest i nigdy nie bedzie.
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • majaaleksandra 29.03.13, 09:11
    Wychodzi na to że muszę "robić swoje" a po drodze znaleźć kogoś sensownego do MK i zobaczymy. No i spróbuje sie dokształcić w tych technikach,nie rozumiem np czy MK jest torowaniem czy torowaNie stosują terapeuci pracujący tez MK.
    --
    Maja Aleksandra
    www.suwaczki.com/tickers/961lgu1rluxvdyi5.png
    Tymoteusz Przemysław
    www.suwaczki.com/tickers/74dii09kf4s0sh43.png
  • pinkdot 29.03.13, 09:52
    Maja, my nigdy nie stosowalismy mtg. Nawet nie musielismy sluchac plyt - metoda dopa swoje sie do dziecka, nie dziecko do metody.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • pinkdot 29.03.13, 09:54
    Dopasowuje, przepraszam za moj dziki edytor tekstow bez polskiego slownika.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • mikkoevi 29.03.13, 09:27
    Ja jakoś do tej pory na fanatyków nie trafiłam... Chociaż osoby z którymi współpracuję są dość blisko z prof Cieszyńską. Może mieliśmy szczęście. Zresztą wybór tej metody w naszym przypadku była właśnie związany z chęcią podążania za naszym dzieckiem.. Mój syn bardzo wcześnie nauczył się czytać...
    Podejście terapeutów którzy wtedy zajmowali się moim synem było głównie negatywne...czytanie nic nie daje poznawczo...Samo odczytywanie rzeczywiście nic nie daje. Ale oni nie chcieli pójść dalej ćwiczyć czytanie ze zrozumieniem (zresztą już w tamtym czasie mały rozumiał sens czytanych słów..prostych zdań).. itp. Po prostu nie zajmować się i tyle...
    Metoda Krakowska dawała mi pewność że czytanie wykorzystamy i nie będzie to pusta umiejętność.
    My traktujemy zajęcia MK bardziej jako konsultacje i w domu też bardzo dużo pracujemy...bardziej dywanowo i przy tablicy, ostatnio dochodzą zajęcia w terenie;)) Nigdy nie usłyszałam od mojej terapeutki że muszę w domu pracować przy stoliku... wręcz odwrotnie.
    U nas praca stolikowa na zajęciach nie była problemem bo mały nauczył się takiej pracy w poprzednim miejscu do którego chodziliśmy (jeden ze słynnych warszawskich ośrodków na S).

  • pinkdot 29.03.13, 09:27
    Tijgertje, to jak wytlumaczysz fenomen osob autystycznych doroslych, ktore komunikuja sie rewelacyjnie (vide wspominana czesto Carly Fleishmann) ale za pomoca metod alternatywnych? W pewnym momencie nie tylko mozg jest juz tak uksztaltowany ale I aparat mowy, ze szanse na pojawienie sie mowy sa nikle. Carly ma dyspraksje aparatu mowy, moze gdyby zastosowano u niej mtg jak byla mala, teraz nie komunikowala by sie ipadem. To Twoje "niekoniecznie" dziala identycznie w obie strony. Mam stycznosc z osobami nieslyszacymi, ktore otrzymaly implant stosunkowo pozno I przez wiekszosc dziecinstwa migaly - ich jezyk to swego rodzaju pidzyn, opuszczaja "a, the" maja problemy z gramatyka, zawsze beda odstawac, bo przegapily swoje okno rozwojowe.
    Makaton, czy mowa to sa jednak narzedzia komunikacji, a w dobrze prowadzonej mk uczy sie wykorzystywac mowe DO KOMUNIKACJI, tak samo jak makaton, czy pecsy. Ja sie bardzo ciesze, ze nie dalam sie poniesc entuzjazmowi terapeutow do obrazkowej komunikacji, znam moje dziecko I wiem, ze osiadloby na laurach, gdyby moglo uzyskac to co chce za pomoca obrazka, bo taka komunikacja jest latwiejsza dla prawopolkulowcow jak on - nad mowa musielismy ciezko pracowac. Mam wrazenie, ze zamknelabym go w ten sposob w swego rodzaju autystycznym getcie placowek specjalnych.

    Teraz mialam okazje obserwowac go w przedszkolu przy zabawie z kolegami- pieknie przejmowal inicjatywe, rozdawal role kumplom, ale jednoczesnie podporzadkowywal sie zmianom inicjowanym przez chlopakow- lubiany, akceptowany, podczas gdy chlopak slabo mowiacy (niewyraznie, dzieci go nie rozumieja) siedzi w kacie.

    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • pinkdot 29.03.13, 10:02
    > tody opierajace sie w zasadzie na natyralnym sposobie myslenia autystow. Negowa
    > niem myslenia obrazami nie sprawi sie, ze dziecko zacznie myslec werbalnie. prz
    > eszczepow mozgu nadal nikt nie oferuje ;) wedlug mnie autyste trzeba nauczyc ko

    Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak plastyczny moze byc mozg 2-latka. U nas ewidentnie udalo sie dostymulowac lewa polkule, by podjela swoje funkcje zawiadowania systemem jezykowym w mowie syna. Co wiecej, z dziecka z nieustalona lateralizacja I sklaniajacego sie ku leworecznosci (nic dziwnego, typowy rightbrainer byl z niego) przeszedl ku wykonywaniu wszystkiego prawa reka, wiodace jest prawe oko, noga. Teraz widac, ze tam gdzie powinna dominuje lewa polkula, co nie znaczy, ze mlody utracil zdolnosci zawiadywane przez druga czesc mozgu - dalej ma rwelacyjna pamiec wzrokowa I niesamowita wyobraznie przestrzenna - do tego fajnie, ze mowi. I to wszystko bez przeszczepu!
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • pinkdot 29.03.13, 10:14
    I wiesz co, mnie sie wydaje, ze podstawowym problemem dla przeciwnikow mk jest to, ze nie do konca sobie zdaja sprawe, ze to jest wlasnie taka nieinwazyjna "operacja" na mozgu, nie uczenie powtarzania slow jak papuga, czy wykonywania polecen.
    No I jestem chyba ostatnia osoba, ktory moglabys posadzic o negowanie autystycznosci swojego dziecka I usilowanie zmienienia go na sile. Gdyby jednak nogi Cycerona byly slabe ale nie sparalizowane I wiedzialabym, ze moze chodzic jezeli nad tym popracujemy, nawet jezeli to bedzie ciezka praca dla nas obojga to nie posadzilabym go na wozku inwalidzkim, bo tak mu latwiej. Moim zdaniem to calkiem dobra analogia do naszej sytuacji.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • ania-pat1 29.03.13, 16:48
    pinkdot - obiema rękami się podpisuję. I mam wrażenie, że więcej fanatyzmu jest wśród przeciwników MK, niż wśród terapeutów tejże....
  • nefret_ete 29.03.13, 17:38
    no i świetnie, z tym się zgadzam, zresztą sama tak robiłam.
    Całkowicie też zgadzam się z potrzebą stymulacji drugiej półkuli i myślę, ze ćwiczenia prof Cieszyskiej jak najbardziej temu służą. Nie zgadzam się niedopuszczaniu innych metod i skupianie się tylko na jednej słuszne.
    Mózg 2letniego dziecka jest tak plastyczny , ze można bardzo wiele zrobić. Mój młodszy jest tego świetnym przykładem.
  • taluszka86 11.04.13, 08:27
    jak ma się ta metoda do dziecka z autyzmem które nie chce pracować i reaguje histerią??chłopczyk 5 lat prowadzony terapią behawioralną zaczynający powtarzać wyrazy ale największym problemem jest zachowanie-histerie;/
  • elipsa.22 11.04.13, 09:42
    To jest terapia wyłącznie logopedyczna, więc żadnych innych zaburzeń dzięki niej nie wyleczysz.
  • taluszka86 11.04.13, 10:19
    chodzi mi o to czy osoba pracujaca na tej metodzie pracuje również z dzieckiem które być może na poczatku nie bedzie chciało współpracować??
  • taluszka86 11.04.13, 10:23
    czy to tylko dla dzieci które już są na etapie grzecznego siedzenia i słuchania czy także gdy dziecko protestuje??
  • rozalia7 11.04.13, 10:32
    to jest trudne pytanie ;-) co dla kogo .
  • taluszka86 11.04.13, 10:42
    to wszystkie dzieci które zaczynały z tą metoda były chetne do współpracy?przeciez na tym min. polega autyzm -dziecko nie chce współpracować.czy kazde dziecko zaczynajace z ta metoda musi byc na etapie grzecznego siedzenia i checi uczenia sie???
  • tijgertje 11.04.13, 10:45
    taluszka, to jest wlasnie jedno z moich zastrzezen do met. krakowskiej. nie ma, ze dziecko nie chce, ma pracowac i juz i trzeba je do tego zmusic :/
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • taluszka86 11.04.13, 11:05
    wiem ze przymuszanie czasami moze wydac sie złe ale w moim przypadku jakby sie nie przymusiło to chłopiec nie zrobiłby nic ;/ wiec dlatego pytałam czy podejuja sie pracy z dziecmi które nie wiem jak puzniej ale na poczatku bardzo głosno protestuja.spotkala sie któras z was ze dziecko nie chcialo współpracowac ale w koncu uległo??
  • pinkdot 11.04.13, 13:13
    Taluszka, nasza neurologopedka, wlasnie ze wzgledu na calkowita odmowe wspolpracy z obca osoba ze strony syna wlasciwie z nim nie wykonywala zadnych cwiczen. U nas sprawdzil sie taki model: przychodzilismy, Cyceron jezeli wyrazil ochote cos tam z nia zrobil, a przez wieksza czesc naszej godziny bawil sie na podlodze, podczas gdy ja zdawalm sprawe z biezacych postepow, zadawalam pytania, a neurologopeda zapisywala nam nastepna dawke "cwiczen" do domu. Teraz jest inaczej, moja mlodziez ladnie wspolpracuje z nauczycielami w przedszkolu, terapeutka w domu.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • pinkdot 11.04.13, 11:04
    Taluszka - po pierwsze, moje dziecko nie siedzialo grzecznie 0,5h- godzine przy stoliku. Stosowalam elementy podejscia son-rise i spedzalismy wiekszosc dnia w "play-roomie", a cwiczenia metody krakowskiej wplatalam jako kilkuminutowe przerywniki w inne zabawy. Wiekszosc na podlodze, czy na tablicy. Zreszta, mlody widzac, ze ja podazam za nim w innych zabawach, sam zrobil sie bardziej sklonny przy wspolpracy. Czasem trzeba bylo jednak prowadzic reke mlodego mimo protestow (wykonywac zadanie jego reka) - i wtedy zaciskalam zeby i bylam stanowcza. Dziecko musi tez w koncu nauczyc sie, ze w pewnych sytuacjach trzeba sie podporzadkowac opiekunowi.
    W metodzie krakowskiej to de facto rodzic jest terapeuta, wiec jezeli upierasz sie na stolikowy model, Twoja sprawa, moim zdaniem to co robilismy na podlodze, jako zabawe (do teraz nazywamy to po prostu "rozwiazywaniem lamiglowek" i mlody uwielbia taka forme zabawy) zadzialalo rewelacyjnie.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • taluszka86 11.04.13, 11:09
    pinkdot dziekuje o odp własnie o to mi chodzi.nie wiem dlaczego wywnioskowałas ze upieram sie przy pracy przy stoliku.uwazam ze trzeba spróbowac wszystkiego jesli jedno nie przynosi rezultatów takze nauka przeplatana zabawa jak najnardziej wskazana.w moim przypadku nie jest to czysty behawioryzm tylko własnie przeplatany zabawa ;]
  • taluszka86 11.04.13, 11:11
    czy wie ktos gdzie w kujawsko pomorskim pracuja na tej metodzie???jestem z okolic Torunia
  • ania-pat1 11.04.13, 11:18
    zapytaj na stronie "konferencje logopedyczne" tam rezyduje prof. Cieszyńska - kogoś poleci
  • taluszka86 11.04.13, 11:22
    dziękuje.zaraz napiszę ale obawiam sie ze najbliżej to Warszawa ;/ ja jestem z Torunia ;/
  • pinkdot 11.04.13, 11:45
    Taluszka, to bylo takie ogolne "upierasz sie", nie chodzilo mi o to, ze Ty akurat sie upierasz:D. Powodzenia i takich spektakularnych rezultatow jak unas zycze!
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • taluszka86 11.04.13, 11:48
    dziękuje.juz napisalam do Pani Cieszyńskiej mam nadzieje ze kogos poleci ;]
  • tomil-ka 05.06.13, 13:09
    My startowaliśmy od zera w wieku 2,7 lat. Jesyne co potrafił z siebie wyartykułować to yyyy i ata na tatę ale było to tylko powtarzanie a nie używanie. Pracowaliśmy tylko metodą krakowską i żeby wszystko było jasne to napisze, że po 8 miesiącach terapii dostaliśmy sie w końcu na diagnozę.Po wywiadzie ze mną i pół godzinnej obserwacji zespół orzekł autyzm. Wystarczyło tylko to pół godziny bo mimo komunikacji jego autyzm dla specjalisty jest widoczny "gołym okiem".
    Po niespełna roku terapi moj syn zadaje już pytania, jak wracamy do domu to opowiada tacie albo dziadkom gdzie był i co robił nawet o to nie pytany. Gdziekolwiek z nim nie pójde to słysze tekst, że fajnie jest wypracowana już komunikacja. Mój syn niestety obala teorię o rozwoju mowy zamiast komunikacji.
    Mimo tak dużych efektów i tego, że sama jestem tą metodą zachwycona od samego porządku, daleka jestem od tego żeby tą metodę polecać. Istnieje jedna złota zasada jeśli chodzi o zaburzenia rozwojowe: "To co pomaga innemu wcale nie musi pomóc drugiemu"

    Nam pomogła- tyle mam do napisania na temat tej metody.
  • elipsa.22 05.06.13, 15:26
    Witamy na forum!
    Jak ja uwielbiam takie posty, zachwalające jakąś metodę albo przedszkole, itp. napisane przez osoby, które nigdy w żadnej dyskusji, ani na tym, ani na innym forum nie brały udziału. Pojawiają się znikąd, zakładają nowy lub "przez przypadek" odkopują stary, dawno przebrzmiały wątek i chwalą, ale jak chwalą... Tutaj pani oczywiście chciała być sprytniejsza i po wstępnym wychwalaniu pod niebiosa i opisywaniu cudów dokonanych przez metodę, zamieściła jednak niby próbkę obiektywizmu: no u nas były cuda, ale może nie u każdego będą aż takie, więc daleka jest od polecania. To po co pisze tę laurkę, chciałoby się zapytać.
  • pinkdot 05.06.13, 16:56
    O co Ci chodzi elipso.22. To juz nie mozna pochwalic sie sukcesami dzieci? Czy nie mozna pochwalic sie sukcesami osiagnietymi za pomoca metody krakowskiej, bo nie idzie po linii akceptowanej przez establishment tego forum?
    Ja moglabym identyczna "laurke" ku czci Cieszynskiej napisac. Zgodze sie rowniez z tym, ze nie u wszystkich ona bedzie dzialac, u nas jednak efeky byly po prostu spektakularne, wiec jestem sklonna wierzyc w podobne historie slyszane od innych.
    --
    “It seems that for success in science or art, a dash of autism is essential.” Hans Asperger
  • tomil-ka 05.06.13, 17:59
    Proszę Pana/i faktycznie nie udzielam sie na forach. Napisałam tą "laurkę" bo gdzieś w połowie tej dyskusji padła argument że nikt z Państwa nie zna dziecka które startowałoby od zera i ta metoda pomogła. Nie chce Pana/i przekonywać o słuszności stosowania tej metody ani nikogo innego. Każdy z nas ma prawo do własnego zdania, które formułuje sie na podstawie własnych doświadczeń. Moje doświadczenia są właśnie takie i prosze ich nie podważać słowani

    > napisane przez osoby, które nigdy w żadnej dyskusji, ani na tym, ani na innym f
    > orum nie brały udziału. Pojawiają się znikąd, zakładają nowy lub "przez przypad
    > ek" odkopują stary, dawno przebrzmiały wątek i chwalą, ale jak chwalą...<

    , bo to, że Pan/i udziela się tu często o niczym nie świadczy. Pan/i tek naprawdę też jest "znikąd". Każdy tutaj jest "znikąd".

    >To po co pisze tę laurkę, chciałoby się zapytać.

    To co napisałam wcześniej to moje świadecto. I aż chciałoby sie zapytać z koleji po co Pan/i
    tu pisze dla tej metody "cenzure", czyż nie z tego samego powodu???
  • elipsa.22 06.06.13, 09:02
    tomil-ka napisał(a):

    > To co napisałam wcześniej to moje świadecto.

    A dla mnie to marketing szeptany.
  • tomil-ka 06.06.13, 10:36
    To nie jest szeptany marketing tylko ciążka moja praca, bo bez niej nie mogłabym tu nic napisać. Zanim zaczeliśmy terapię w zachowaniu syna niepokoiły mnie pewne rzeczy ale to było moje pierwsze dziecko, więc nie miałam porównania, myślałam,że taki poprostu jest. Bardzo natomiast niepokoił mnie brak mowy i szukając informacji na ten temat, natknełam się na stronę gdzie rad udzielała prof.C. no i tak to się u nas zaczeło. Nie czytałam opini na temat metody na iternecie, przeczytałam książkę i zaczełam ćwiczyć. Przez pierwsze trzy tygodnie wszystko robiłam ręką syna, bo rozumienie mowy było też zerowe. Był też bunt ,ale w porównaniu co wyprawiał u logopedy, to minimalny. Potem już jakoś ruszyło, po 2 miesiacach doczekałam sie pierwszego słowa "ato"(auto):). Potem zaczął powtarzać wiecej słów, zanim zaczął mówić mama używał już słowa "uczyć" i ciagnoł mnie wtedy do stolika. Potem po chwili ełforii przyszły echolalia, stereotypie i stymulacje werbalne. Wtedy bardzo wychamował i był to czas, w którym też myślałam, że wcale nie chce sie komunikować. taki przykład: gdy chciał siku to mówił "siku" ale było to słowo rzucone w przestrzeń np. do drzwi. Nasz logopeda zapewniał nas że to potrwa chwilę i żebyśmy się nie zniechęcali. Miała rację. W połowie marca zauważyłam,że proporcja echolali i stymulacji w stosunku do komunikacji maleje. W połowie kwietnia doczekałam się pierwszego spontanicznego pytania ( bo wcześniej były już takie echolaliczne) "Mamo gdzie jest (nasze) auto?". W kwietniu bardzo zaczełam pilnować naszego dziennika wydarzeń i to też niesamowicie rozwineło zdolność opowiadania innym o sobie. Najpierw zapisywaliśmy wszystko w dzienniku a potem wszystkim domownikom syn czytał to co napisałiśmy. Teraz już kilka razy zdarzyło sie że, bez dziennika opowiadł coś czym akurat chciał się podzielić.
    Na początku ćwiczyliśmy te 2h codziennie, potem nawet dłużej czasami dochodziliśmy do 3h + 40 minut słuchania( to było coś co uwielbiał). Do tego zabawa i nauka czynności samoobsługowych.
    Teraz już tak długo nie ćwiczymy i tak jak na początku napisałam nie jest to szeptany marketing, tylko nasza wspołna cięzka praca. Dla mnie, osoby z technicznym wykształceniem, na początku prawie nie do ogarnięcia. Może gdybym wcześniej dotarła do tego wątku to bym jej zaniechała, ale tego nie zrobiłam i nie żałuję.
    Na końiec powtórze to co napisałam w pierwszym poście, nie mam zamiaru polecać metody bo wiem ile trzeba poświęcić, każdy musi zadecydować czy chce, mając tego świadomość i mając świadomość tego że może odnieść sukces ale też wcale nie musi.Nie ma jeszcze na świećie terapi która wszystkim pomoże.
  • niunia_mamunia 06.06.13, 14:14
    Ja chciałam tylko zaznaczyć, że ta metoda jest bardzo drastyczna i nie zawsze przynosi oczekiwane skutki. Wszystko zależy od dziecka, dlatego są tak rozbieżne opinie. U jednych są gigantyczne postępy, a u innych (jak u mojego) na sam widok słuchawek i stoliczka gdzie ćwiczymy, był wrzask nie do opanowania. Niektóre dzieci potrzebują aby pójść za nimi, a nie zmuszać do zajęć i pewnej uległości, która ta metoda zakłada. U nas dużo lepiej sprawdza sie wprowadzanie terapii podczas zabawy, tak trochę mimochodem, aby dziecko nie zauważyło, że ćwiczymy. A na siłę nie ma szans, bo jak nauczyć czegokolwiek wrzeszczące, płaczące i kopiące dziecko?
  • niunia_mamunia 06.06.13, 14:16
    a może to kwestia terapeutki? powiedzcie tak szczerze - spotkaliście kiedyś miłą terapeutkę pracującą metoda krakowską, która miałaby w sobie empatię dla dziecka i rodzica?
  • tomil-ka 06.06.13, 14:59
    W sumie współpracowaliśmy już z trzema, żadna z nich nie była niemiła, zarówno dla mnie jak i syna. Pierwsza i druga pani z którymi było nam pracować były wręcz bardzo miłe zwłaszcza do syna, niestety z przyczyn "logistycznych" musieliśmy zmienić, obecna pani jest bardziej stanowcza ale też jest miła, więc nie stanowi to problemu, przynajmniej nie dla mojego dziecka.
    Każdy sam powinien podjąć decyzję o stosowaniu metody, na podstawie obserwacji dziecka, własnych przekonań, a przede wszystkim nie na podstawie subiektywnych przekonań zawartych na forach.
  • black-cat 06.06.13, 14:48
    Niunia, dlaczego uważasz, że metoda jest "drastyczna"? Przecież to praca z dzieckiem przy stoliku. Krzywda dziecku się nie dzieje, dziecko podczas pracy ma rodzica wyłącznie dla siebie. Dzieci wrzeszczą i buntują się nie tylko podczas terapii MK.
  • tijgertje 06.06.13, 16:00
    black-cat napisała:

    > Niunia, dlaczego uważasz, że metoda jest "drastyczna"? Przecież to praca z dzie
    > ckiem przy stoliku. Krzywda dziecku się nie dzieje, dziecko podczas pracy ma ro
    > dzica wyłącznie dla siebie. Dzieci wrzeszczą i buntują się nie tylko podczas te
    > rapii MK.

    na to pytanie ja chetnie odpowiem. Ta metoda, zwlaszcza dla dzieci autystycznych, ktore maja NATURALNA POTRZEBE kontroli nad sytuacja moze miec katastrofalne skutki. Prof. Cieszynska w udzielanych na forum odpowiedziach czesto podkresla, ze dziecko trzeba zmusic, ma siedziec przy stoliku i koniec. Przytrzymywanie, robienie cwiczen reka protestujacego dziecka to nic innego, jak pokazaniu mu FIZYCZNEJ przewagi i lamanie malucha. Prof. Cieszynska nie dopuszcza nawet mozliwosci pracy w innym, atrakcyjniejszym dla dziecka miejscu (pytalam o to!) dziecko ma pracowac tak, jak rodzic czy terapeuta kaze, czy mu sie to podoba, czy nie. Sposob podejscia do dziecka w tej metodzie budzi we mnie wrecz mdlosci, a to dlatego, ze sama bylam w podobny sposob traktowana. efekt? ZERO relacji z mama i przeciwstawienie sie wielu wypracowanym latami schematom tylko dlatego, ze mi KAZANO. Dziecko, ktore nie jest totalnie glupie dosc szybko zalapie (podobnie jak w terapii behawioralnej), ze jak sie podporzadkuje, to bedzie miec spokoj i mamusie owszem, ma sie radosna, szczesliwa i pelna uwagi, POD WARUNKIEM, ze sie robi to, co mamusia kaze. Tu nie ma miejsca ani na potrzeby dziecka, ani na jego dobre samopoczucie, ani na jakiekolwiek ustepstwa. trzeba dziecia zlamac i pokazac mu, kto tu rzadzi. Podczytuje forum i odpowiedzi prof Cieszynskiej i nieraz sie we mnie gotuje. Ale musze sie najpierw uporac z paroma trudnymi problemami, ktore mamy w tej chwili, kiedys napisze co mysle bezposrednio do autorki met. krakowskiej, choc nie na forum, bo tego by nie znioslo ;)
    Znajoma, ktora kiedys opiekowala sie dosc krotko moim synem, pracuje z dziecmi majacymi problemy z nauka (rowniez autystami), stosujac nowa tubylcza metode, wykorzystujaca naturalne mozliwosci dziecka z dominujaca prawa polkula. Okazuje sie, ze dzieciom wystarcza czasem 2-3 godziny (!!!) i poznanie innych, dostosowanych do ich sposobu myslenia technik nauczania, aby raz na zawsze zazegnac problemy szkolne. Zapytalam o to prof. Cieszynska. Niestety odpowiedz wcale mnie nie zaskoczyla, bo to lewa polkula ma byc dominujaca i koniec, tylko to jest "prawidlowe". Okazuje sie jednak, ze ok 5% populacji ma dominujaca prawa polkule, przy czym zaledwie 1 na 5 osob myslacych obrazami jest autystyczna!. Ale nie, nie wolno im ulatwiac zycia, bo nie i juz. Prof. Cieszynska twierdzi, ze dziecko autystyczne nie ma swojego swiata, ma tylko nieprawidlowo funckjonujacy mozg, ktory trzeba poprawic. Zapewniam, ze mam swoj swiat, a moj mozg ma mozliwosci, ktore w ramkach prof. Cieszynskiej sie nie mieszcza. Nie podoba mi sie rowniez jej jezyk, ze slowami kluczami: musi, trzeba, konieczne itp. oraz negowanie absolutnie wszystkich innych metod, poza wlasna. Rozwoj mowy ma prowadzic do "wyleczenia" i komunikacji, a ja widze, ze moj wyjatkowo wygadany syn, ktory mysli obrazami ale jak na autyste ma niesamowite umiejetnosci jezykowe i rozumienie czytanego czy slyszanego tekstu na baaaaardzo wysokim poziomie (to ostatnie po mamusi zreszta ;) ), komunikuje sie duzo gorzej, niz nasz niegadajacy pies:/

    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • pverto 06.06.13, 16:37
    stosujac nowa tubylcza metode, wykorzystujaca naturalne mozliwosci dziecka z dominujaca prawa polkula. Okazuje sie, ze dzieciom wystarcza czasem 2-3 godziny (!!!) i poznanie innych, dostosowanych do ich sposobu myslenia technik nauczania, aby raz na zawsze zazegnac problemy szkolne.


    Czy moglabys opisac dokladnie na czym polega ta metoda? Jakbys tlumaczyla pieciolatkowi. Lopatologicznie. Chcialabym zastosowac u mojego a., zwlaszcza jesli wystarcza 2-3 godziny, dzis mamy oooogromne problemy szkolne, pragne za wszelka cene pomoc dziecku i juz sama nie wiem jak.
  • tijgertje 06.06.13, 17:31
    pverto napisał(a):
    Czy moglabys opisac dokladnie na czym polega ta metoda? Jakbys tlumaczyla pieci
    > olatkowi. Lopatologicznie. Chcialabym zastosowac u mojego a., zwlaszcza jesli w
    > ystarcza 2-3 godziny, dzis mamy oooogromne problemy szkolne, pragne za wszelka
    > cene pomoc dziecku i juz sama nie wiem jak.

    Niestety nie moge, choc bardzo bym chciala. Metoda jest nowa, materialy sa dobrze pilnowane i ich koszty oraz warsztaty zapoznajace ze sposobem z ich korzystania w tej chwili dla nas po prostu zbyt wysokie. O metodzie dowiedzialam sie niedawno, ale mozliwe, ze w przyszlym roku szkolnym uda mi sie (i synowi rowniez) poznac ja dokladniej. Na pewno sie wowczas podziele wrazeniami. Wiem tylko tyle, ze chodzi o wizualizacje i pewne schematy indywidualnie dobierane do dziecka, ale to za malo, zeby cos konkretnego powiedziec, a mlody radzi sobie na tyle dobrze z nauka, zemaz uznal wydatek na tym eapie za zupelnie zbedny.
    --
    autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
  • niunia_mamunia 07.06.13, 08:42
    Nie wiem, może ja trafiłam na złych terapeutów. Ale (miałam do czynienia z dwoma) każdy zakładał - dokładnie jak opisała Tig - trzeba dziecko złamać, zmusic do zajęć kiedy rodzic czy terapeuta chce, a nie kiedy dziecko ma ochotę. U nas sie to kompletnie nie sprawdza, bo mój synek jak tylko zakapuje, że to ćwiczenia czy nauka, to zmyka gdzie pieprz rośnie. I czasem nawet jak lubi te ćwiczenia, to ucieka, tylko dlatego, że MAMA KAŻE! Nie chcę, aby dziecko kojarzyło mnie z traumą i zmuszaniem do ćwiczeń, bo niedługo na sam mój widok będzie uciekało. Jedynym sposobem jest wplatanie mu ćwiczeń do zabawy, jednak metoda krakowska zakłada, że zajęcia są zawsze o tej samej porze, w tym samym miejscu przez taki sam czas. U nas nie do wykonania. Stosujemy niektóre materiały prof. Cieszyńskiej, ale całokształtu nie byliśmy w stanie wprowadzić.
  • black-cat 06.06.13, 16:47
    Bardzo dziękuję za wyjaśnienie. Nie pracuję z dziećmi autystycznymi, ale w przypadku dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, opóźnionym rozwojem mowy, alalią itp. metoda sprawdza się doskonale. Co prawda nie sadzam dzieci na pierwszych zajęciach przy stole, zaczynamy "zabawę" tam, gdzie dziecko chce (czyli np. na podłodze) i stopniowo podczas kolejnych zajęć wydłużam czas pracy przy stoliku. W ten sposób dzieci nawet nie zauważają, że pewnego dnia pracowały ciężko całą godzinę przy biurku. Ale pewnie prof. Cieszyńskiej to już nie jest MK:)

  • mateuszidawid 12.05.18, 14:04
    Ja zrezygnowałam kilka lat temu z tej metody ponieważ moja terapeutka stosowała metody, które dla mnie były nie do zaakceptowania np, stosowanie wałeczka z takimi kolcami i zadawanie nimi bólu dziecku w momencie kiedy dziecko nie chciało współpracować, była to terapeutka z Warszawy. Ogólnie stosowała taki rodzaj metody jeśli dziecko nie chce współporacować to trzeba go zmusić poprzez zadawanie mu bólu.
  • ellenai1 13.05.18, 19:59
    Takie metody są absolutnie niedopuszczalne!!! To jak "leczenie" autyzmu elektrowstrząsami :( Taki przypadek to nagłośnić w gazecie, a panią do prokuratury za stosowanie przemocy wobec dziecka.

    To już chyba nie chodzi o metodę, tylko o... człowieka, jakim terapeuta jest człowiekiem. U mnie dziecko chciał "złamać" płaczem (aż wymiotowało ze stresu) "zwykły" logopeda oraz terapeuta SI. Dlatego sama przeczytałam książki Cieszyńskiej i Korendo i sama w domu z dzieckiem pracowałam. Ale nie tylko MK... absolutnie nie. Jak stosować MK, skoro dziecko nie współpracuje i nie jest w ogóle zainteresowane ćwiczeniami, "zadaniami"? Włączyliśmy Floortime. Zaczęliśmy od Floortime, a jak dziecko zaczęło bardziej z nami współpracowac, stopniowo, "na podłodze" przemycaliśmy MK. I jak miało już jakoś 4-5 lat i już mogło usiedzieć chociaż te 30 minut, to robliśmy dużo. Ale też Floortime, nie wybrażam sobie samej MK bez jakiegoś bardziej przyjaznego dziecku podejścia. MK świetnie przygotowuje pod testy i szkołę. Pokazuje, że to wszystko można dziecko nauczyć.

    --
    www.rozwijammojedziecko.jimdo.com

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.