Dodaj do ulubionych

Macie męża z ZA?

08.03.17, 21:09
W domu syn lat 6 z Zespołem Aspergera. Ciężko było na początku to przyjąć do siebie ale wzięłam się w garść, porozmawiałam z psychologiem sama przekopałam internet i książki i jest ok. Zagłębiając się coraz bardziej zaczęłam dostrzegać pewne zachowania u męża. Sam zresztą przyznał że prawdopodobnie też ma ZA ale po co ma się zdiagnozować bo to i tak teraz nic nie zmieni.
O ile u dziecka mogę znieść pewne zachowania o tyle u męża doprowadzają mnie do szału i nei potrafie pewnych rzeczy zaakceptować.
Jak Wy sobie radzicie z współmałżonkiem z ZA?
Edytor zaawansowany
  • 08.03.17, 22:34
    U mojego pasierba zdiagnozowano za i podejrzewam, ze Ex partner z którym byłam kilka lat tez to ma. Nie był wogole spontaniczny, sztywność ustalonych zasad. Nie mogłam czegoś ustalonego zmienić godzinę przed bo byly straszne nerwy. Zero empati. Nie wiedział kiedy podczas kłótni mówię coś ironicznie, wogole nie łapał żartów. Nie rozumiał wogole swojego dziecka. Nie rozumiał jego mowy ciała czy mimiki. Ja po miesiącu lepiej znałam jego dziecko niż on od urodzenia.
    Zero wyobraźni, rozmowa tylko o faktach, polityka, nauka, konkretne tematy. Sztywność gestów, ciagle taki spięty. Na zdjęciach klasowych z podstawówki zawsze obok klasy, wszystkie dzieciaki razem a on obok. Nigdy nie miał i nie ma żadnego kolegi. Zero znajomych. Nie umie rozmawiać przez telefon. Potrafił mówić obraźliwe rzeczy innym ludziom i nie widział ze tego nie powinien mówić. Najlepiej czuje się sam, mieszka na uboczu w domu. Praca informatyk. Nie umie przepraszać ani prosić. Mi diagnoza jego syna i podejrzenie ze on ma te cechy autystyczne dużo dała. Nie jesteśmy już razem ale mamy dziecko. Wiem ze to co robi to wynik zaburzenia a nie jego złośliwości. Staram się np. nie zmieniać planów nagle tylko z dużym wyprzedzeniem go informować. Lepiej go rozumiem bo wiem ze jego teksty, brak zrozumienia mnie to wynik innej pracy mózgu. Jednak nasza córka, nie ma cech ZA, jakoś go nie czuje, do innych wesołych facetów lgnie a on mimo ze się stara i zapewnia jej różne atrakcje to coś tam jest nie tak jak powinno. Natomiast z synem ZA na początku się świetnie rozumieli lecz potem się zepsuło. Syn z dysleksja, niegdyś nie wiedział co ma zadane i kiedy, odrabianie lekcji to było kilkugodzinne siedzenie z nimi domu bo ze szkoły nic nie wynosił. Bardzo duży problem ze skupieniem uwagi. Ojciec kompletnie go nie rozumiał bo sam z tych ambitnych i bardzo spiętych do nauki był a syna uważał za lenia.
  • 08.03.17, 22:38
    Jednak samych cech ZA u mojego Ex- a nie uważałam za jakieś nie do życia, jest zaradny, obowiązkowy, umie planować. Może nie był super czułym, przytulajacym i rozumiejącym facetem z którym gadasz kilka godzin wieczorem o parszywej przyjaciółce ale miał innych wiele dobrych cech. U mnie problemem było inne zaburzenie podejrzewam chorobę dwubiegunowa bo co jakiś czas miał totalny zjazd, potem euforię, życie z nim to taka karuzela raz góra raz dół.
  • 08.03.17, 23:32
    Oj....oj.... odpowiem tak - dopóki byliśmy parą bezdzietną było super (wszak w diadzie ZA odnajduje się świetnie) - we trójkę tworzy się grupa. Funkcjonujemy w diadach. Nie daję rady ogarniać emocji za 2 osoby, co oznacza że zawsze ktoś czuje się skrzywdzony. Pasja męża przestała być tematem nr 1 co odczuwa jako zdradę. W duecie mąż - córka nie widzę ani grama tego, że niby ZA dobrze się rozumieją. Tam jest walka a emocje się gotują. To nie temat na to forum, ale - jest trudno.
  • 17.03.17, 07:42
    Ania. Opisałaś moją rodzinę :(((. Wreszcie mam potwierdzenie, że u obu moich chłopaków to ZA

    --
    johana
  • 08.03.17, 23:54
    U nas jest chyba lagodna forma ZA. Ale jak wszedzie sa wady i zalety. Spelnia sie w pracy tam ma wszystko ułożone spotkania umowione z wyprzedzeniem foldery zawsze uporzadkowane zawsze wszystko wie o swoim projekcie co do grosza potrafi podac kwote w dokumencie itp. A w dumu zupelnie odwrotnie nigdy nie wie co gdzie jest mimo iz nie przestawiam rzeczy tylko np reczniki sa od 2 lat na swoim stalym miejscu, nie widzi potrzeby pewnych obowiazkow domowych, mysli ze w domu wszystko robi sie samo. W sferze uczuciowej zawsze twierdzi ze wyolbrzymiam ale nie ma potrzeby bliskosci, przytulenia pocalunku dotyku.
    Niby jest syn z ZA i akceptuje jego wszystkie zachowania i staram sie go uczyc i pomagać a jednak z mężem nie potrafie sie pogodzic i zaakceptowac tego stanu rzeczy i zachowan. Dziwne to wszystko
  • 11.03.17, 19:38
    "nie widzi potrzeby pewnych obowiazkow domowych, mysli ze w domu wszystko robi sie samo" Faceci bez ZA też tak mają:)
  • 09.03.17, 08:52
    Chcesz powiedzieć , ze przed diagnoza dziecka twój mąż był super partnerem i ojcem , czy raczej zawsze miał odchyły ale ty miałaś takie parcie na ślub , ze je oblałaś . Wybacz ale o ile ZA u dziecka spada na ciebie o tyle dorosłego partnera z ZA sama wybierasz i nie ma co teraz złych relacji w związku tłumaczyć ZA .
  • 09.03.17, 09:27
    To nie sa zle relacje ale cechy ktore po czesci sie ujawnily gdy juz nie bylismy we 2 tylko juz w 3. O pewnych zachowaniach wiedzialam i nie mialam parcia na slub. Po urodzeniu dziecka pewne cechy wyszly bardziej lub wczesniej ich w ogole nie bylo. Po prostu pod wplywem diagnozy dziecka i zaglebianie sie w temat coraz bardziej wychodzil rowniez wizerunek meza😀
  • 09.03.17, 10:46
    " A w dumu zupelnie odwrotnie nigdy nie wie co gdzie jest mimo iz nie przestawiam rzeczy tylko np reczniki sa od 2 lat na swoim stalym miejscu, nie widzi potrzeby pewnych obowiazkow domowych, mysli ze w domu wszystko robi sie samo. W sferze uczuciowej zawsze twierdzi ze wyolbrzymiam ale nie ma potrzeby bliskosci, przytulenia pocalunku dotyku. "

    To nie są cechy które pojawiają się po pojawieniu dziecka, to są cechy które twój mąż miał już przed ślubem, a które ty zignorowałaś. To nie zaburzenia rozwalają wasz związek, wasz związek od samego początku nie był udany bo nigdy nie pokochałaś męża takiego jakim jest, wyszłaś za niego za mąż z nastawieniem, że go zmienisz a teraz masz pretensję że się nie udało. Zamiast obiektywnie spojrzeć na sprawę i przyznać się do winy wolisz ją zrzucić na ZA.
  • 09.03.17, 12:29
    Nie zrzucam winy na ZA. Pi prostu pewne cechy moge temu przypisac. Jezeli chodzi o sfere uczuc przed pojawienien sie dziecka bylo zupelnie odwrotnie niz teraz. Czlowiek sie zmienia i jest inny kiedy ma 20 lat a inny kiedy ma 30 czy 40. Praca i dziecko zmieniaja czlowieka.
    Nie probuj mi wmowic ze czlowiek jest taki sam przez cale zycie. I ze jestem nieszczesliwa bo nie udalo mi sie ulepic idealnego męża.
  • 09.03.17, 12:37
    Oczywiście, że człowiek zmienia swój światopogląd, swoje spojrzenie na świat z każdym kolejnym doświadczeniem ale nie zmienia swojego charakteru, nie zmienia swoich zaburzeń. Jeżeli twój mąż ma ZA, to miał je już przed ślubem , to że nie potrafiłaś nazwać jego zaburzeń nie ma tu nic do rzeczy. Wyszłaś za mąż za człowieka, którego charakter ci nie odpowiadał, a teraz masz pretensje że ma takie a nie inne cechy. Pytanie jakie trzeba mieć zaburzenie aby dobrowolnie wiązać się na całe życie z osobą której się nie akceptuje . Zachowanie twojego męża można wytłumaczyć ZA, ale czym tłumaczyć twoje zachowanie
  • 09.03.17, 12:49
    Moj maz zmienil sie po urodzeniu dziecka. Jego charakter bardzo mi odpowiadal gdy bylismy tylko we 2. W pelni go akceptowalam dlatego tez wzielam z nim ślub. Teraz tez go akceptuje skoro dalej tworzymy rodzine a ze pewne zachowania sa trudne w zyciu codziennym nie oznacza ze nie mam prawa zapytac jak to wyglada w innych rodzinach. Staram sie zrozumiec co nie oznacza ze nie moge pozanc opinie innych.
    Rozumiem ze ty tez zyjesz z osoba z ZA albo jestes taka osoba skoro tak dobrze wszystko wiesz i rozumiesz
  • 09.03.17, 13:27
    "Moj maz zmienil sie po urodzeniu dziecka"

    Każdy człowiek zmienia się po urodzeniu dziecka , ZA nie ma tu nic do rzeczy.

    " a ze pewne zachowania sa trudne w zyciu codziennym nie oznacza ze nie mam prawa zapytac jak to wyglada w innych rodzinach. "

    Masz prawo pytać jak inni radzą sobie po latach małżeństwa, ale nie masz prawa waszych problemów małżeńskich zrzucać na ZA. Tak jak napisałam wyżej sama wybrałaś sobie męża, jego zachowanie nie spadło na ciebie znienacka tylko byłaś go całkowicie świadoma. ZA jest zaburzeniem, które u 30-40 letniego faceta nie pojawia się nagle z nieba. Pytanie zadane w takiej formie sugeruje, że brałaś szybki ślub z pierwszym lepszym, dlatego nie zdążyłaś go poznać, albo że jesteś jedną z tych zaburzonych kobiet które wiedzą o problemach partnera, nie akceptują ich ale biorą ślub z nastawieniem " ale ja go zmienię ".
  • 09.03.17, 15:03
    Nigdy nie chcialam zmieniac. Wyobraz sobie ze sa jeszcze na tym swiecie ludzie ktorzy zmieniaja swoje zachowanie o 180 stopni pod wplywem np urodzenia dziecka badz np dobrze platnej pracy. I nie ma tu zwiazku z kim sie wiazalas ale jakim ktos jest teraz czlowiekiem.
    Nie zrzucam swoich proboemow na ZA. Odnajduje tylko pewne cechy u meza z ZA ktore musze zaakceptowac. A jakbys czytala posty powyzej zobaczylabys ile osob sie przez to rozstalo.
    Jak ktos napisal latwo komus udzielac rad i osadzac. Ciesze sie ze Twoje zycie jest takie cudowne i mam nadzieje ze system zero jedynkowy w relacjach w zyciu codziennym rowniez stosujesz. Ciekawa jestem skad tyle wiesz o ZA i jak sie zyje? Maz, dzieci, dziewczyna? Jak jestes taka wspanial specjalistka pochwal sie jak to jest u Ciebie
  • 09.03.17, 15:51
    "Nie zrzucam swoich proboemow na ZA. Odnajduje tylko pewne cechy u meza z ZA ktore musze zaakceptowac"

    Jeżeli są to cechy wynikające z ZA to twój mąż miał je już przed ślubem i to wtedy powinnaś sobie postawić pytanie czy jesteś je w stanie zaakceptować.

    " A jakbys czytala posty powyzej zobaczylabys ile osob sie przez to rozstalo.

    Ludzie rozstają się niezależnie od tego czy ktoś ma zaburzenia czy nie. Wiele ludzi bierze ślub z niekoniecznie czystych pobudek :wpadka,trzydziestka na karku, strach przed samotnością, z przyczyn ekonomicznych.
    Gdyby rozpad związków wynikał z kwestii zaburzeń życie byłoby proste. Tak jak do budowania związku trzeba dwoje , tak i do jego rozpadu również potrzebna jest dwoje ludzi. Człowiek nie staje się egoistyczny, nieczuły czy dziwny po zawarciu związku on już taki był przed zawarciem związku, tylko ktoś albo tego nie chciał widzieć albo miał inny cel zawarcia związku małżeńskiego.

    " Ciesze sie ze Twoje zycie jest takie cudowne i mam nadzieje ze system zero jedynkowy w relacjach w zyciu codziennym rowniez stosujesz."

    Moje życie nie jest idealne, zarówno ja jak i mój partner oraz nasze dzieci mamy swoje humory czy dziwactwa. Różnica między mną, a tobą jest taka że ja widzę dziwactwa nie tylko mojego partnera czy dzieci ale również i swoje własne, że stworzyłam związek z człowiekiem z którym byłam kilka lat , tak więc miałam pełną świadomość z kim tworzę rodzinę .

    " Ciekawa jestem skad tyle wiesz o ZA i jak sie zyje? Maz, dzieci, dziewczyna?"

    Zgodnie z waszym podziałem sama jestem ZA, kilka dni temu zrobiłam sobie test na ZA i uzyskałam wynik 28 od 32 obowiązkowa wizyta u psychologa :).
    Cieszę się, że moi rodzice w przeciwieństwie do was potrafili zaakceptować swoje dzieci wraz z ich dziwactwami. Sama również, albo kogoś akceptuję albo nie utrzymuję z nim kontaktu. Nigdy również nie miałam zapędów do wchodzenia w toksyczne układy z kimś kogo nie akceptuję. Zdecydowanie nie jestem typem męczennicy , ani panny która ma ciśnienie na męża i bierze ślub z pierwszym lepszym byle tylko nie być sama, a później rozpacza że pan taki samolubny i nieczuły.

  • 09.03.17, 16:13
    Wow zrobulas sobie niedawno test i wyszlo Ci ZA. No to faktycznie od niedawna specjalista. A test byl wiarygodny bo z internetu😀 prosze Cie wsadz sobie swoje osady w swoje 4 sciany i badz soecjalistka w dziedzinie ktora znasz i z ktora masz do czynienia. Ciesze sie ze masz udane zycie i tyle wiesz o innych ludziach i jak im pomoc. Ciesze sie ze jestes na tyle madra ze nie wchodzisz w toksyczne relacje. Po prostu chodzacy ideal.
    Twoje opinie wyssane z palca prosze Cie zostaw dla siebie. I zapraszam do psychologa moze powie Ci pare madrzejszych rzeczy niz Twoje porady tutaj.
    Nie pozdrawiam
  • 09.03.17, 16:35
    Nie twierdzę, że jestem ZA, ba nigdy bym nawet na to nie wpadła, ale biorąc pod uwagę to forum większość z tworów bytujących tu gdybym była ich dzieckiem już by mnie po psychiatrach woziło.
    Nie trzeba być specjalistą aby ocenić, że za problemy w związku odpowiadają obydwie osoby tworzące ten związek, że człowiek nie staje się egoistyczny/dziwny / samolubny/ obojętny/ leniwy/pedantyczny z dnia na dzień , on już po prostu taki był. Nie trzeba być specjalistą aby wiedzieć, że w związku trzeba kompromisu ,a nie podejścia wszystkiemu winien jest on. Jak ktoś bierze męża z łapanki bo ma parcie na ślub, lub bierze ślub będąc gówniarzem to niech nie będzie zdziwiony, że kończy się to przepychankami i awanturami
  • 09.03.17, 13:16
    makurokurosek, masz dzieci?
  • 09.03.17, 13:28
    Mam .
  • 13.03.17, 13:22
    Makurokurosek, nie masz racji. Pewnych cech można nie zauważyć wcześniej. Ja na przykład pierwszy raz pokłóciłam się z mężem, jak pierworodny miał 5 miesięcy. Nigdy wcześniej nie miałam potrzeby się z nim kłócić, generalnie zgadzaliśmy się ze wszystkim i przed ślubem i po ślubie, idylla ;) No i w kłótni i kolejnych wyszło, że on nie potrafi się kłócić. Jest jakby zablokowany, przestaje utrzymywać kontakt wzrokowy, staje się sztywny, nie przyjmuje argumentów przeciwnika, uważa, że to atak na niego. Cóż, ZA, czy nie ZA - nie miałam okazji zaobserwować tego wcześniej, a jest to dosyć denerwująca cecha;) Co nie znaczy, że męża nie akceptuję, po prostu pewnych cech, które "wyszły w praniu" nie akceptuję. Jako całość jest w miarę ok, dlatego jeszcze się nie rozwiodłam :)
  • 13.03.17, 16:18
    rena.K - To jak u mnie. A - no i fakt, że przy dziecku nie można wszystkiego zaplanować ani korzystać ze schematycznych zachowań, nie można czegoś nie-załatwić, czasem naginając reguły (np. jak usłyszał, że rok oczekiwania na reumatologa dziecięcego - przyjął do wiadomości, mimo że wskazanie córki mówiło tryb pilny....) - a to człowiek na kierowniczym stanowisku....bardzo są z niego zadowoleni bo uczciwy w 200% i pracuje aż zrobi wszystko. Nie rozumie, że są jeszce inne obszary (wiem, że zaraz odezwą się Ci co stwierdzą, że jest wielu takich, ale osoby w mojej sytuacji zrozumieją różnicę). Inny przykład - córka z sepsą, podpięta do 2 kroplówek, półprzytomna, skuta, bo kilka razy dziennie od tygodnia pobierano krew, opuchnięta po sterydach dożylnych w bolusach na 3 antybiotykach, z monitorem bibczącym 24/24 - a mąż nakrzyczał na nią, że nie cieszy się na jego widok, a on wyszedł specjalnie z pracy.... A w sobotę (dzień następny) pojechał sobie na narty aby się zrelaksować (narty to fixacja od lat - cieszyłam się z hobby....)- dodam, że stan córki wtedy nie był stabilny. Na moją pretensję odpowiedzial, że zawsze mi mówił, że narty są ważne....
  • 13.03.17, 19:54
    Mój syn został zdiagnozowany w wieku 16 lat , ma 27 tak że na temat ZA wiem sporo.Z jego ojcem rozstałam się cztery lata przed diagnozą.Powoli zaczęły mi się oczy otwierać i zobaczyłam exa w innym świetle.Zrozumiałam jak był zagubiony , nieszczęśliwy ,ile przeszedł i o ile łatwiej ma nasz syn.Nie wiem czy gdybym miała tę wiedzę którą mam na temat ZA nasze małżeństwo by przetrwało , raczej nie bo ex miał ogólnie trudny charakter.Ale wreszcie od kilku lat jestem w stanie normalnie rozmawiać z exem bez awantur i rzucania słuchawka czy innym Skypem.Moja córka, 30 lat NT też zupełnie inaczej ustawiła sobie kontakty z ojcem od kiedy ma świadomość jak funkcjonuje aspergerowiec , z bratem ma super kontakt.
    Córka ma problemy psychiczne m.in.na tle ojca i to że teraz rozumie czemu on tak a inaczej postępuje bardzo jej pomogło.
    Ręce mi opadają jak czytam makurocośtam.Rodziny mające wśród siebie autystę czy autystów to rodziny ktore przeszły i przechodzą wiele.Mnie sie udało bo syn funkcjonuje ok ale ile za tym stoi moich lęków , pracy , stresu...
    Chaotyczne komentarze bez odrobiny zrozumienia czym jest ZA , czym jest życie na codzień z autystą to naprawdę spore faux pas akurat na tym forum.
    I nie , nie gnałam przed ołtarz zpierwszym lepszym i nie miałam parcia na białą kieckę.Slub brałam w urzędzie w dżinsach i rozciągniętym swetrze a exa znałam przed ślubem parę lat i problemy pojawiały się stopniowo.
  • 13.03.17, 20:06
    Rodziny autystów tak jak rodziny alkoholików winny przechodzić terapie , w każdej poradnii PPP są szkolenia dla rodziców dzieci z zaburzeniami . Tu na tym forum na ten temat nikt nie pisze . Zadam wiec to pytanie . Która z was była na takim szkoleniu i brała udział w takiej terapii ?
  • 13.03.17, 22:16
    Muszę Cię rozczarować - szkolenia są, byłam. Terapii poza grupą wsparcia nie organizują (mówię o wiodących ośrodkach) - nie jest finansowana. Są konsultacje programowe mówiące jak ustawiać relacje względem dziecka - a nie jak względem dorosłego z ZA - teraz mamy pierwsze diagnozy dorosłych w Polsce. Generalnie wszyscy chcą by być opiekuńczym, rozumiejącym itp. Ale to trudne w momencie kiedy masz ogarnąć wszystko, więc wybierasz, czy wspierasz dziecko (ono rokuje, ma za za sobą specjalistów, ty masz wsparcie) czy partnera który nie rozumie dziecka, nie chce się dostosować i nie przyjmuje do wiadomości że powinien się nagiąć - walczącego z dzieckiem gościa z iq znacznie powyżej średniej... I myślisz sobie - cholera mam wiedzę, ale nie mam siły - więc przestajesz objaśniać partnerowi zasady międzyludzkie (wcześniej robisz to, bo cieszy cię, że facet chce rozmawiać o relacjach - a on chłonie wiedzę (nic w tym złego) - jak przestajesz objaśniać on się gubi, odsuwa, złości, ucieka w fixacje - ty żądasz by przejął częśc terapii dziecka, on opowiada, że jemu nikt nie pomagał i dalej nic się nie dzieje pomimo diagnozy. Więc bierzesz na siebie - relacje ze znajomymi (on ich nie utrzyma, a wręcz rozmontuje), uczucia, naukę, terapię i związki koleżeńskie dziecka, zmienność codzienną, nagłe sytuacje, wprowadzenie zmian (remonty itp.) i wiele, wiele innych. Sorry ale na własną terapię to możesz mieć czas przed piątą rano lub po 22 ... dlatego to forum to taka grupa wsparcia. Można się nawet w środku nocy wygadać..... Terapeutka raz spytała mnie, czy dziecko nie miałoby więcej spokoju po rozwodzie. Tyle terpia
  • 13.03.17, 22:22
    jan.kran - fajnie Cię przeczytać (już niewiele osób ze starego składu się odzywa :-).
  • 15.03.17, 22:17
    ania-pat1 napisała:

    > jan.kran - fajnie Cię przeczytać (już niewiele osób ze starego składu się odzyw
    > a :-).

    ------------> :))))))
  • 09.03.17, 10:18
    Mój EX mąż ma ewidentne cechy ZA.
    Kiedy wszystko się sypało, nie wiedziałam nic o ZA. Nie dałam rady, rozstaliśmy się. Czasami zastanawiam się czy gdybym wtedy miała tę wiedzę co dzisiaj patrzyłabym inaczej na różne aspekty naszego życia? Czy tolerowałabym jego dziwaczne/samolubne/nieczułe/obojętne zachowanie?
  • 09.03.17, 11:54
    "Czy tolerowałabym jego dziwaczne/samolubne/nieczułe/obojętne zachowanie?"

    Chcesz powiedzieć, że przed ślubem twój mąż nie był samolubny/nieczuły/ obojętny/ dziwaczny?
    Po co brałaś ślub z kimś takim
  • 09.03.17, 12:36
    Wyobraz sobie ze slub mogli brac z miłości z checi stworzenia razem rodziny. Zycie weryfikuje pewne zachowania. Rutyna, obowiazki, problemy dnia codziennego powoduja powstanie pewnych cech np obojetnosci, samolubstwa.
    Rozumiem ze ty jestes ta sama osoba ktora bylas lat temu 5, 10, 15. Praca zycie Cie zupelnie nie zmienilo
  • 09.03.17, 12:44
    "Wyobraz sobie ze slub mogli brac z miłości z checi stworzenia razem rodziny. Zycie weryfikuje pewne zachowania. "

    Czyli w dzień który się poznali postanowili wziąć ślub , że zarifa nie zauważyła że jej wybranek jest dziwaczny/samolubny/nieczuły/obojętny.

    "problemy dnia codziennego powoduja powstanie pewnych cech np obojetnosci, samolubstwa."

    ZA to nie zaburzenie które nagle powstaje, to zaburzenia które człowiek ma od urodzenia , jeżeli jakaś cecha ujawniła się w wieku lat 30 to nie ma ona nic wspólnego z ZA.
    Jeżeli mąż zarife nie wykazywał wyżej wymienionych cech przed ślubem to nie jest żadnym ZA tylko socjopatą. Jeżeli natomiast wykazywał te cechy już przed ślubem to nie one odpowiadają za złe pożycie zarify tylko jej własne zaburzenia które skłoniły ją do ślubu z osobą której nigdy nie akceptowała
  • 09.03.17, 13:18
    Bardzo łatwo wydajesz zdecydowane osądy wobec osób których w ogóle nie znasz.
    Niestety, źle to świadczy o Tobie.
  • 09.03.17, 13:36
    Zrzucanie winy na problemy w związku na ZA, zamiast spojrzeć obiektywnie na sytuację i przyznać że samemu popełniło się błąd wychodząc za kogoś kogo się nie akceptowało jest zwyczajnie chore.
    Może czas spojrzeć obiektywnie na siebie, a jeżeli tego nie potraficie to udać się do psychologa czy psychiatry.
  • 09.03.17, 19:54
    A powiedz - z czego wynika spora część rozwodów? Nie z tego że pewne cechy partnera z czasem dopiero, wraz z stabilizacją uczucia, z rutyną dnia codziennego, nowymi obowiązkami, weryfikacją w trudnych sytuacjach - zaczynają przeszkadzać coraz bardziej? Zalety powszednieją a wady widać wyraźniej, szczególnie gdy uczucie słabnie?

    Dotyczy to wszystkich.
    Zdarza się w jeszcze większej ilości związków, pewnie w prawie wszystkich - tyle że nie zawsze jest powodem rozwodu.

    Dodatkowo w parach bez dzieci, szczególnie gdy uda się partnerom tak poukładać życie i codzienność że żyje im się całkiem komfortowo - pewne cechy mogą być mało widoczne lub nie przeszkadzające.
    Gdy pojawiają się dzieci i chaos z nimi związany - sytuacja może bardzo się zmienić, a osoby "muśnięte" lub te z rysem ZA - mogą mieć spore problemy z byciem nadal fajnymi partnerami i nową rolą - rodzica. A drugi partner ponosi tego konsekwencje. Często też musi nieść ciężar bycia "buforem" między partnerem a dzieckiem/dziećmi.

    I tak, jak najbardziej - te cechy mogą dopiero w pewnym momencie zacząć bardzo przeszkadzać. I nie jest to w żaden sposób spowodowane zaburzeniem partnera który wpakował się z pełną premedytacją w związek z kimś z kim kilku minut w jednym pokoju znieść nie może.
  • 09.03.17, 20:23
    To tak jak panna wychodząca za mąż za alkoholika nie jest winna , ze gdy pojawiły się dzieci alkoholizm męża zaczął jej przeszkadzać .
  • 10.03.17, 00:54


    U mnie cechy autystyczne przez wieksza czesci dorosłego zycia były niewidoczne. Szybko "zdiagnozowali" mnie w pracy (wiadomo- stres, hałas, duzo ludzi...), ale poza nią byłam niemal całkiem NT. Uwielbiałam zycie towarzyskie, nie miałam potrzeby stałosci, rytuałow- a jesli juz, to fajne, nieprzeszkadzające, typu fitness.
    Po urodzeniu dzieci, chrobie mamy moje zycie zmianiło sie o 180 stopni i ja tez sie zmieniałm. Niestety, nie jestem juz tą samą osobą, co kiedys.
    1. Mam obsesję porządku, cały dzien biegam z miotłą, zbieram okruszki z podłogi. Posprzątany dom kojarzy mi sie z chwilą spokoju (bo tak było kiedys- sobotnie porządki a potem czas na rozrywkę), co tak włąsciwie nie ma nic wspolnego z prawdą (bo dzieci bałagania non stop, nigdy na mam czasu na rozrywkę czy odpoczynek)
    2. Przestałąm wychodzic do ludzi- najpierw nie mogłam (bo z kim zostawie dzieci), teraz juz nawet nie chce- jak wyjde raz na 3 mc, to potem tydzien odpoczywam. A kiedys wychodziłam co weekend.
    3. Zmieniał mi sie emocjonalnosc- kiedys wyluzowana, teraz zycia w ciagłym stresie, nie smieję sie, o byle co wybucham, nie panuję nad emocjami
    4. Obsesyjne zainteresowania- kiedys np 2 hobby jednoczesnie, bez obsesji, teraz jedno, o którym czytam i mysle non stop, wybieram je nad rozmowe z człowiekiem- kiedys tego nie było
    5. Niechęc do przytulania, bliskosci- kiedys byłam bardziej otwarta, teraz przytulam tylko dzieci
    6. Pojawiła sie u mnie niechęc do zmian- sądze, ze wynik długotrwałego stresu. Wczesniej miałam łatwiejsze zycie i nie potrzebowałam rutyny
    Duzo by tu wymieniac, ale dziecko mnie woła. Podsumowując, zaburzenia stac sie widoczne dopiero po slubie, kiedy życie staje sie ciezsze i przerasta autystyka



  • 10.03.17, 10:08
    I naprawdę sądzisz, że wymienione przez ciebie cechy wynikają z ZA? Wszystkie cechy które podałaś , no może oprócz sprzątania, obserwuję u swoich wszystkich znajomych w wieku 35-40+ lat. Czyżbyśmy wszyscy byli autystami, a może zwyczajnie potrzebujemy świętego spokoju , ciszy i odpoczynku od stresu dnia codziennego.
  • 10.03.17, 12:48
    Znajomi raczej nie biegają z miotłą, nie mają potrzeby mycia podłogi za kazdym razem, gdy zobaczą na niej paprocha, nie robią awantury o rozlaną herbatę (ja tez sie staram pohamować, ale kiedys nie było to dla mnie wclae problemem).
    Kolezanki mają zycie towarzyskie w miarę mozliwosci, ja wolę oglądac sama film- kiedys maz sie przyłączył, zaczał do mnie zagadywać- to sie wsciekałam, teraz tego nie robi, idzie sam do ludzi.
    Pod względem emocjonalnym- nie wiem, kazdy przy ludziach sie hamuje.
    Obsesyjne zainteresowania- teraz to u mnie jakis horror, mozg mi sie całkiem zaczopował, cały dzien mysle o jednym, czytam o jednym, nawet sny mam o jednym, myślę juz o lekach psychiatrycznych, zanim sie wykonczę. Kiedys po prostu miałam zainteresowania, czytałam na ulubiony temat ksiazki, jechałam na wycieczkę, ale poza tym miałam normalne zycie, byłam róznorodna. Teraz nawet ciezko ze mną porozmawiac- tzn ja sie męcze przy rozmowie na"inne" tamaty, mysli krązą wokól jednego. Nie mowcie mi, ze to jest normalne.
    Niechęc do przytualnia- kiedys było lepiej.
    Potrzeba rutyny- kiedys wcale jej nie miałam, mogłam z dnia na dzien np wyjechac, umowic sie z kims spontanicznie na popołudnie, teraz musze miec wyprzedzenie duze, zeby sie oswoic (nie chodzi tu o organizację, tylko oswojenie z mysla o nowej sytuacji, która ma nastąpic).
    Do tego pojawiły sie u mnie zaburzenia SI, których dawno nie miałam- nadwrazliwosc wzrokowa, nie mogę sie nawet 10 sekund kecic, hustać, bo od razu mnie mdli. Wszystko to pojawiło sie z wiekiem i w związku ze zmianami na gorsze w sytuacji życiowej. Tak wiec wierzę, ze u męzów rózne cechy autystycznę mogą sie ujawnic po slubie, wraz z pojawieniem sie dzieci.
    Cały czas mam nadzieję, ze kiedys, moze za 10 lat, wróce dawna ja i będe mogła znowu cieszyc sie zyciem.
    Z drugiej straony piszesz o sobie ze wyszedł Ci pozytywnie test na "autystyka" - a moze rzeczywiscie masz autyzm, tak jak ja? I przyciagasz podobne osoby- dlatego podobne cechy obserwujesz u znajomych?
    U mnie u prawie wszystkich znajomych dzieci diagnozowane pod kątem autyzmu, rodzice znerwicowani (to nie tak, ze szukamy na siłe zaburzen- zwykle wysyłają z przedszkola), zmartwieni...
  • 10.03.17, 13:42
    "Kolezanki mają zycie towarzyskie w miarę mozliwosci, ja wolę oglądac sama film- kiedys maz sie przyłączył, zaczał do mnie zagadywać- to sie wsciekałam, teraz tego nie robi, idzie sam do ludzi."

    Nie wiem ile masz lat ja prawie 40, większość moich znajomych czy to z czasów studiów czy z pracy woli spędzać czas w domu niż latać po imprezach. Jedna z największych imprezowiczek na roku, dwa lata temu stwierdziła, że wkurzają ją sąsiedzi studenci bo co tydzień mają imprę, a ona chciała by ciszy i spokoju. Dodam, że laska jeszcze 6 lat temu co weekend impra. Pamiętam moich rodziców, którzy byli ludźmi towarzyskimi , ale tak w wieku 37 lat zdecydowanie woleli spędzać czas w domu. Moja mama ponownie powróciła do towarzystwa w wieku lat 50-55. Widać też ma autyzm

    Naprawdę tak trudno ci zaakceptować to, że się starzejesz? Łatwiej ci stwierdzić , że jesteś freakiem.
  • 10.03.17, 16:02
    To huśtanie i kręcenie to nie zaburzenia IS tylko miażdżyca tętnic kręgowych i błędnika- pojawia się z wiekiem i powoduje, ze w wesołych miasteczkach nie widuje się zazwyczaj na ekstremalnych urządzeniach ludzi po 40-tce. Czyli po prostu objaw starzenia się :)

    --
    Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
  • 10.03.17, 18:27
    To ja w takim razie miałam od zawsze miażdżycę tętnic kręgowych i błędnika ;) Ba, nawet na głupiej huśtawce typu równoważnia od razu zaczyna mnie boleć głowa ;)
    Ale nie widuje się ludzi po 40 na takich urządzeniach tylko u nas - i raczej jest to kwestia kulturowa niż zdrowotna. U nas dorosłym ludziom od zawsze się powtarzało, że w pewnym wieku to już nie wypada, szkoda kasy marnować, dzieci niech się bawią, dorośli mają inne rozrywki ;)
    Jak pojedziesz chociażby do Niemiec czy duńskiego Tivoli - to się okazuje, że Niemcy i Duńczycy jakoś na miażdżycę tętnic kręgowych i błędnika nie chorują ;) I Polacy też jakoś zdrowieją ;)
  • 10.03.17, 20:19
    Nie rozumiesz o czym piszę. Są dzieci, które nie tolerują huśtawek i karuzeli z powodu zaburzeń IS. I nie tolerują tez potem, jako dorośli. Nie ma tak, że jako dziecko i nastolatek tolerujesz a potem jako dorosły masz zaburzenia SI- nie, to wynika ze starzenia się i miażdżycy. A tak sugeruje marta75b. A w parkach rozrywki bywam w całej Europie i widzę jaki jest odsetek ludzi po 40-tce korzystających z rollercoasterów i nie ma tu jakichś wielkich różnic Polska-Świat. BTW w Polsce akurat parków rozrywki jak na lekarstwo.

    --
    Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
  • 10.03.17, 22:20
    Ależ rozumiem. Tylko że nie zawsze to jest tylko tak i tylko w drugą stronę. I oczywiście, że jest tak, że zaburzenia SI zmieniają się w czasie i pod wpływem różnych czynników zewnętrznych - inaczej jaki byłby sens terapii? A jest, u mojego dziecka, i u sporej liczby znajomych dzieci (i dorosłych również) z zaburzeniami SI terapia bardzo dużo dała. Do tego również najzwyczajniej układ nerwowy rozwija się z wiekiem (i degeneruje również ;) ).
    U mnie też akurat ta niechęć do kręcenia jest fazowo silniejsza bądź słabsza. Bo zwyczajnie nie jest to jakiś przełącznik w mózgu, który ma tylko on/off tylko cała sieć powiązań.
  • 11.03.17, 00:07
    Jako dziecko uwielbiałam hustawki i karuzele. Pozniej nie wiem. Jako 28-latka dałam sie wystrzelic w takiej specjalnej kuli wysoko, i potem spadałam i potem znowu w górę, a teraz wykonam 3 obroty z dzieckiem na ręku i koniec zabawy. To sie zmienia z czasem, tak, jak pisze aerra.
    Mam 37 lat, nie wiem, czy to starosc, czy jeszcze nie.
    Czyli nadwrazliwosc wzrokowa- to, ze widzę kazdy paproch, moze byc objawem, ze staję sie dalekowidzem i bede niedługo potrzebowała okularów do czytania?
    A inne objawy, jak je wytłumaczyc?
  • 10.03.17, 18:51
    :)
  • 29.03.17, 19:12
    Marta-cech autystycznych nie da się ukryć ani schować.
    Nie ma możliwości że wszystko ładnie, pięknie, aż tu nagle "ujawniło się ZA".
    Żaden z opisanych nie pasuje do ZA, mylisz hobby z rytualami, itd.
    Ludzie się zwyczajnie inaczej zachowują w roznych sytuacjach życiowych.
    Może masz stany depresyjne czy nerwicowe.
  • 09.03.17, 10:23
    To jest jak Ania-pat1 napisała. W dwójkę super. U mojego męża dopóki byliśmy w dwójkę, też nie widziałam żadnych minusów. Problemy zaczęły się jak nas przybyło - dodatkowe obowiązki, często cos wyskakiwało niespodziewanie. Zresztą w trakcie czytania o ZA/Autyzmie, pewne cechy zaczęły mi pasować. Mąż oczywiście nie zdiagnozowany, raczej tylko muśnięty. Syn także z wysokofunkcjonujących. Z tym, że mąż bardziej ZA, syn bardziej autyzm atypowy. Żeby było śmieszniej, mężowi łatwiej się dogadać z drugim synem - całkowitym NT.
  • 11.03.17, 02:37
    Czy te osoby, o których tak radośnie piszecie i stawiacie im diagnozę maja tę diagnozę na piśmie czy tylko wystawioną przez was???

    Bo już czytałam o dziadkach z ZA, za chwilke będzie o pradziadkach, by wykazac się prawie jak kawalerowie maltańscy - iles pokoleń wstecz...

    --
    Wsparcie dla Misia - chłopca z Zespołem Aspergera

    Poradnik Autystyczny - wszystko co chcesz wiedzieć o autyzmie a wstydzisz się zapytać
  • 11.03.17, 08:57
    Dobrze, niech bedzie. Moj dziadek nie miał ZA, on po prostu był robotem wyprodukowanym przez kosmitów. Ja równiez nie mam zA, to jest wszystko charakter. Za bede miała wyłącznie wtedy, gdy udam sie do oddalonej o 500 km Warszawy po oficjalną diagnozę, czego w najblizszym czasie robic nie zamierzam. Moja mam rózniez nie ma ZA, który z nadejsciem otepienia starczego zamienił sie w autyzm. Ona po prostu nie lubi mowi i ma nowe hobby- wyrzucanie smieci 5 razy dziennie, nawet jesli worek jest pusty. Z całej rodziny ZA ma WYŁĄCZNIE moj wygadany, towarzyski ZDIAGNOZOWANY syn.
  • 11.03.17, 09:55
    Cechy które opisałaś u siebie są charakterystyczne dla wieku w którym jesteś . Zrzucasz wszystko na karb ZA całkowicie pomijając proces starzenia się , wpływ stresu . Gdyby do określenia ZA przyjąć twoje kryteria wszyscy 40 latkowie mieliby ZA . Przez swoje chore zrzucanie wszystkich problemów na ZA możesz sobie i swoim bliskim zrobić krzywdę . Czy byłaś u neurologa i laryngologa, robiłaś sobie rezonans i badania błędnika ? Nie , po co przecież ty wiesz ze masz ZA.
  • 11.03.17, 11:54
    makurokurosek - mam pytanie, czy twoje dziecko ma za lub autyzm? Bo to forum jest dla takich rodziców. Z twoich postów wynika, że masz nikłą wiedzę na temat zaburzeń, czy kryteriów diagnostycznych. Chcesz się czegoś dowiedzieć - fajnie, zapraszamy... Ale nie siej zamętu mamy tego naprawdę pod dostatkiem w dalszej rodzinie... Weź Atwooda "Zespół Aspergera kompletny przewodnik" przeczytaj od deski do deski, jak nie zrozumiesz dopytaj. Ale na miłość boską nie mąć....
    Tak mój mąż zrobil diagnozę niejako rykoszetem. Po problemach z córką. Zaczął czytać i się rozjaśniło. Do tej pory funkcjonował bez wsparcia - jak część populacji za. Daje radę na kierowniczym stanowisku. Ale nie zmienia to faktu że diagnozę ma. Że może gdyby wcześniej.... obyło by się bez epizodow ciężkiej depresji, bez zaburzenia więzi z rodzicami, utrzymałby może jedną męsko=chłopięcą przyjaźń.Nie masz pojęcia jak to jest. Więc nie dręcz
  • 11.03.17, 12:22
    Czy jestes gotowa ponieść konsekwencje prawne za nakłanianie innych do nie diagnozowania i leczenia co bezpośrednio zagraża życiu ludzkiemu ? Bo jeżeli nie to nie baw się w lekarzy . Proponuje uwzględnić , ze rodzina marty75 może cię pozwać gdy jej matka bryknie z powodu udaru , bo się okaże ze ups to nie był autyzm . Medycynę skończyłaś , ze bawisz się w lekarza i dajesz sobie prawo do diagnozy ludzi których na oczy nie widziałaś .
  • 11.03.17, 15:01
    Akurat tak się składa, że skończyłam, co więcej pracuję na uczelni i uczę studentów medycyny, co więcej doktorat mam ze specjalnością neuopsychofarmakologia. Ale ja nie o tym. Akurat tu wszyscy diagnozują, Wszystkie dzieci mają diagnoze potwierdzoną przez zespół specjalistów. Dlatego też proponowałam ci konkretną książkę, tak abyś wiedziała o czym mowa, jakie są kryteria. Za to nie choroba psychiczna. Dwa - dorosłym ludziom którzy dali sobie radę w życiu sugeruje się by się nie diagnozowali, bo puki co nic nie ma dla nich do zaoferowania. Mąż ma diagnozę niejako pod moim naciskiem z uwagi na problemy. Nikt mniE pozwać nie może, bo nikogo nie nakłaniam. Dwa poszukiwanie diagnozy na forum to też średnia opinia. Trzy - akurat to forum bylo już w mediach i akurat jako wzorcowe ( w Polityce, artykul Bulandy, która z resztą ma syna ze spektrum). Pokaż mi proszę, gdzie nakłanialam kogoś do niediagnozowania? I jeszcze raz mówię - poczytaj o czym piszesz. PS. Nie czytałam o mamie Marty. Czytam o dzieciach. A i jeszcze tak się składa, że są na tym forum osoby, które pracują w gabinetach, bywają osoby z Prodeste (chyba najlepszy ośrodek w Polsce) oraz dzialają współtworząc "wszystkojasne". To, że czytasz tu dzieciach, które prawie nie odbiegają od normy świadczy tylko o tym, że są dobrze prowadzone - przez psychiatrów, psychologów, pedagogów specjalnych, asystentów. Uwierz nikt przy zdrowych zmysłach nie wmawiałby dziecku autyzmu. każy modlił się by zespół powiedział "brak cech ze spektrum, jesteście państwo przewrażliwieni".
  • 11.03.17, 18:17
    "Akurat tak się składa, że skończyłam, co więcej pracuję na uczelni i uczę studentów medycyny"

    Jakaż to uczelnia uczy, że należy diagnozy stawiać przez internet i nakłaniać

    "Akurat tu wszyscy diagnozują, Wszystkie dzieci mają diagnoze potwierdzoną przez zespół specjalistów."

    Czyżby ? wypowiada się tu wiele matek których dzieci nie tylko nie mają diagnozy, ale lekarze zdecydowanie zaburzenia ze spektrum autyzmu odrzucili, a panny nadal zaburzeń u dzieci się doszukują, a forumki je utwierdzają w trwaniu przy swoim.
    Jedna z forumek mimo negatywnej opinii wielu psychiatrów i psychologów stwierdziła jedynie, że jej dziecko ma autyzm a lekarze się zwyczajnie nie znają .

    " Dwa - dorosłym ludziom którzy dali sobie radę w życiu sugeruje się by się nie diagnozowali, bo puki co nic nie ma dla nich do zaoferowania.
    "puki co" pisze się przez ó . Dziwny błąd jak na lekarza, jeżeli diagnozujesz tak jak piszesz ortograficznie to nie najlepiej.

    " Dwa poszukiwanie diagnozy na forum to też średnia opinia. "
    Czym innym jest szukanie rady, czym innym wspieranie w zrzucaniu winy za wszystko na ZA i nie leczenie ludzi starszych.

    " Nikt mniE pozwać nie może, bo nikogo nie nakłaniam"
    Oczywiście, że to co piszesz można odbierać jako nakłamanie do nie udzielenia pomocy medycznej osobie starszej.
    Gdyby forumka od kuratora, kuratorowi tylko wspomniała, że do działania podsycały ją forumki bytujące na tym forum, dla co niektórych mogłoby się to nie najlepiej skończyć .

    "Trzy - akurat to forum bylo już w mediach i akurat jako wzorcowe

    Kiedyś i owszem, w obecnej chwili raczej zainteresowałoby to odpowiednie służby.

    "To, że czytasz tu dzieciach, które prawie nie odbiegają od normy świadczy tylko o tym, że są dobrze prowadzone - przez psychiatrów, psychologów, pedagogów specjalnych, asystentów."

    Zwłaszcza te które otrzymały negatywną opinię

    " Uwierz nikt przy zdrowych zmysłach nie wmawiałby dziecku autyzmu"
    -Paola - wmawiała bo boi się szczepień, a diagnoza miała je odwlec w czasie
    - forumka od kuratora ( nie pamiętam nazwy ) - miała tak czyste intencje, że otrzymała kuratora
    - marta 75- całej swojej bliskiej i dalszej rodzinie wmawia autyzm
  • 11.03.17, 18:51
    Jeju jak ty lubisz nawiazywac do mojej osoby. Na prawde nie masz pojecia jak noje dziecko sie teraz zmienilo. Gdyby zachowywala sie tak jak podczas obserwacji a ja dalej bym szukala to mialabys co do mnie racje. Jednak jest inaczej, gdyby ta obserwacja byla teraz coreczka na pewno tak szybko nie weszla by w kontakt z paniami z synapsis o ile w ogole by weszla. Strasznie boi sie obcych unika kontaktu wzrokowego z nimi odwraca glowe lub ja spuszcza. Bardzo dlugo sie oswaja potem juz jest ok ale na poczatku to wyglada tak jakby nie mogla na kogos patrzec.Czesto placze gdy gdzies jedziemy to nie chce mowi ze chce do domu dopiero po jakims czasie sie odnajduje w sytuacji Zrozum ze mam z dzieckiem duzo problemow teraz i nie wmawiam jej nic na sile. Zaden specjalista tez nie powie ci ze dziecko jest i bedzie na 100procent zdrowe. Zawsze jednak mowia zeby obserwowac i w razie problemow dzwonic bo nigdy nie wiadomo czy sie jakies cechy nie ujawnia pozniej.
  • 11.03.17, 19:24
    To jest daremna dyskusja, szkoda odpisywać. Zaraz sie uczepi jakiegos słowka i zrobi z Ciebie wariatkę, psychopatkę nie kochającą własnego dziecka, lub sądem postraszy
  • 11.03.17, 19:54
    Oj. Brak słów. Są lekarze z dysleksją, podobnie jak z wieloma innymi dysfunkcjami. Uczelnia najstarsza w kraju. Tak poważnie - o co Ci chodzi? Boisz się o wlasne dziecko? Zasugerowano, że powinnaś je diagnozować, a ty na siłę wmawiasz sobie, że nie ma potrzeby? Jak inaczej wytłumaczyć twoją obecność tutaj?
    Zmieniłaś nicka że twierdzisz "kiedyś tak", owszem kiedy to forum raczkowało raczkowała też diagnostyka. Czy Marta komuś coś wmawia? O mamie Ci odpisała - u reszty rodziny - każdy diagnosta pyta o to czy ktoś z rodziny przejawia cechy. Lat kilkanaście temu ZA w Polsce się nie diagnozowało wcale, 10 lat temu w szkole na ZA nie przysługiwało wsparcie. Uważano jak ty teraz że to ściema. Dalej polecam literaturę. Najpierw literatura potem forum. Nie odwrotnie. Miłej lektury. A jeśli obawiasz się o bliskich - adresy zespołów diagnostycznych znajdziesz przypięte powyżej.
  • 12.03.17, 11:10
    Różnica taka , ze ja nie uważam ze ZA czy autyzm to ściema . Uważam jednak , ze tak jak i w przypadku dysfunkcji dochodzi bardzo często do wielu nadużyć . Przeraża mnie natomiast ogrom rodziców skupionych tylko na wyłapywaniu niedoskonałości dzieci . Już raz postawiłam tu pytanie wiec teraz je powtorze . Kto bardziej jest zaburzony i kto bardziej potrzebuje leczenia dziecko , które nie odstaje od normy lub odstaje nieznacznie , czy matka analizująca każdy ruch dziecka i latająca z nim od psychiatry do psychiatry byle by tylko ktoś dal jej opinie o ZA . Jak sądzisz czy matka która z dzieckiem odwiedziła kilku psychiatrów / psychologów od każdego z nich otrzymała negatywna opinie i dochodzi do wniosku , ze nikt z nich w temacie nie ma wiedzy i ona jako jedyna wie więcej o autyzmie niż specjaliści , a jej dziecko na 100 %ma autyzm , czy taka kobieta jest zdrowa psychicznie ? Czy wspieranie jej w tym szaleństwie nie jest szkodliwe ? Nie chce mi się szukać tego konkretnego wątku , sadze ze mimo to doskonale wiecie o jakiej forumce i do jakiej historii pije . Za istnieje , tak samo jak autyzm ale czasami to nie dziecko ma zaburzenia , a jego rodzic .
  • 12.03.17, 13:58
    owszem, zgadzam się, że opinia wykluczająca z ośrodka referencyjnego powinna uspokoić rodzica. Czasem jednak rodzic nie chce uwierzyć, że dziecko jest np. mniej zdolne, że może ma upośledzenie w stopniu lekkim.... Nasze społeczeństwo nie jest wspierające. A ZA teraz w każdej gazecie- to rodzaj deski ratunku,że może jednak, kiedyś.....I owszem takie dziecko męczone ponad miarę nie ma ani dzieciństwa, ani przekonania, że świat to fajne miejsce. Ale tu znów kuleje nasze wsparcie systemowe dla rodziców...
  • 12.03.17, 14:11
    Ja bym raczej powiedziała , ze cały czas pomstuje podejście , ze tylko wariaci korzystają z pomocy psychologa czy psychiatry. Nawet na tym forum gdzie ten psychiatra powinien być odczarowany dla wielu nadal jest to opcja nieakceptowalna gdy pacjentem ma być nie dziecko , a osoba dorosła . Przez cały czas próbuje pokazać , ze zaburzenia nie dotyczą tylko dzieci i ze cześć dorosłych woli zrzucić swoje problemy na dzieci niż zabrać się za zaburzenia które leżą w nich i które często są przyczyna zachowań dziecka . I jeszcze raz powtórzę nie pisze o wszyskich .
  • 12.03.17, 22:16
    Tutaj masz racje rodzic tez czesto powinien skorzystac z pomocy specjalisty nie ukrywam ze moze tak byc w moim przypadku. Na pewno skorzystam i nie bede tego negowac moje dziecko jest teraz bardzo lekowe negatywistyczne i czesto schematyczne ale tych typowych cech autyzmu jednak nie posiada nawet na testach wychodzi dobrze wiec moze byc tak ze to moja wina moze przez moj lek zwiazany z jej rozwojem nie dalam jej poczucia bezpieczenstwa i dlatego tak sie zachowuje. Ale jest jedno wielkie ale trzeba sie mimo wszystko upewnic czy taka zmiana w zachowaniu dziecka nie jest zwiazana z zaburzeniem bo jesli tak to czas jest wazny i terapia ktora obejmuje tez rodzicow. Mysle ze troche generalixujesz ze rodzice tylko dzieci chca wysylac do specjalistow nie siebie bo na pewno wielu z nich majace dzieci zaburzone lub dzieci z innymi problemami korzystaja z pomocy specjalistow. Wiesz gdybym tylko ja widziala zmiane w zachowaniu mojego dziecka to rzeczywiscie trzeba by bylo mnie wyslac do psychologa jako matke ktora sobie wmowila ze ma dziecko z autyzmem ale w naszym przypadku nawet na obserwacji dziecka juz bedzie widac roznice tak jak pisalam wczesniej trudniej jej wejsc w kontakt z obcymi zajmuje jej to duzo czasu zanim sie oswoi zachowuje sie zupelnie inaczej niz w domu i tu mam problem bo jak ja zdiagnozowac jak jej pomoc tak aby ocena byla obiektywna. Zreszta dobry specjalista wylapie czy problemy dziecka wynikaja z postawy matki i jesli matka cos takiego uslyszy to juz bedzie wiedziala ze bedzie potrzebna kompleksowa terapia i dziecka i rodzica.
  • 11.03.17, 16:29
    Boze, Boze, zaraz mnie szlag trafi. Moja mama była diagnozowana przez neurologów, leczy sie u kilku specjalistów,w tym, od 6 lat- psychiatrycznie. Psychiatra, bedąca w komisji orzekającej niepełnosprawnosc m.in z powodu autyzmu (mogłam cos pokiełbasic w nazewnictwie, ale mam nadzieje, ze wiecie, o co mi chodzi), po zapoznaniu sie z pacjentem, historia choroby oraz sytuacją (uwarunkowaniami) rodzinymi zgadza sie ze mną, ze to był ZA, który z czasem (otępieniem) przerodził sie w autyzm nizej funkcjonujący. Ty sie o moją mamę nie martw, ja z nia jestem srednio 16 razy na rok u lekarza (2 poradnie specjalistyczne co 2 mc, 2 razy do roku ogólny, plus badania neuroligiczne, kardiolog, okulista raz w roku, plus sporadycznie pulmonolog itd, itp.
  • 11.03.17, 19:47
    Dziewczyny ale po co Wy się tu komuś tłumaczycie??? Moim zdaniem nie ma potrzeby.
  • 11.03.17, 19:59
    W sumie to nie jest tak ze ja sie tlumacze nawet nie zakladam ze moje dziecko ma spektrum po prostu bacznie ja obserwuje i jest trudnym przypadkiem. Jak jestesmy w domu to oprocz schematyzmow ale nie jakis tam strasznych nie widac w niej nic niepokojacego gorzej w sytuacjach nowych stresowych wtedy jest inaczej. Ogolnie sie bardzo dobrze rozwija i z mowa i komunikacja zabawa wyobraznia i emocjami. Chce zeby osoba ktora do mbie pije zrozumiala ze ja wcale nie zalozylam sobie ze dziecko ma spektrum bo tak nie jest rozwazam po prostu taka opcje bo szukam zrodla naszych problemow. Typowych cech autyzmu moja corka w wiekszosci nie posiada, ale ma w sobie duzo leku i moze to jest zrodlem a moze lek wzial sie ze spektrum to jest bardzo trudno stwierdzic.Chce tylko powiedziec przez to ze nie wszystko jest czarne lub biale xzesto sytuacje sa bardziej zlozone.
  • 11.03.17, 13:31
    Makurokurosek - widzę ze niesamowicie Cię jara obecność na tym forum. Nikt nikogo nie nakłania do niediagnozowania wręcz przeciwnie na każdym kroku są takie sugestie aby w przypadku wątpliwości co do rozwoju zgłosić się do specjalisty. Co do mamy Marty75 - nie znasz ani Ty ani nikt całej historii choroby, diagnozowania itd. Jeżeli masz zdrowe dzieci to się nimi zajmij a nie przesiaduj na forum. Bo to dopiero jest nienormalne - z wypiekami na twarzy czytać o problemach rozwojowych cudzych dzieci i obrażać ich matki.
  • 12.03.17, 23:10
    makurokurosek napisała:

    >
    > Jeżeli są to cechy wynikające z ZA to twój mąż miał je już przed ślubem i to wt
    > edy powinnaś sobie postawić pytanie czy jesteś je w stanie zaakceptować.

    Ale problem w tym, że pewne cechy inaczej się interpretuje na początku znajomości, gdy jest się młodym i niedoświadczonym, a inaczej później.
    Przykładowo - opowiadali dziadkowie o sytuacji (jeszcze sprzed wojny), gdy naiwna, pobożna dziewczyna była zachwycona swoim narzeczonym, że ją s z a n o w a ł - "trzymał łapy przy sobie i nawet nie próbował ją pocałować". Tylko że po ślubie on dalej nawet nie próbował jej pocałować, ale ona tego już nie interpretowała jako szacunku...

    To chyba zrozumiałe, że gdy spotyka się faceta, który nie jest bawidamkiem ani utracjuszem, to się on może podobać, jeśli dziewczyna akurat marzy o mężu-domatorze. Dopiero potem zinterpretuje to jako "kłopoty z nawiązywaniem kontaktów".
    Gdy nie okazuje uczuć, ale jest przy dziewczynie, to ona myśli, że on jest nieśmiały.
    Potem pomyśli, że nieczuły.
    Gdy chłopak się na czymś super zna, lubi o tym opowiadać, to dziewczynie może imponować - że ma pasję, że ma wiedzę. Potem nazywa to "obsesyjnymi zainteresowaniami".
    I tak dalej.
  • 13.03.17, 11:26
    "Ale problem w tym, że pewne cechy inaczej się interpretuje na początku znajomości,"

    ślubu nie bierze się na początku znajomości. Jeżeli ktoś ledwo pana poznał już do ołtarza pędzi to nie ma się co dziwić, że wychodzi małżeństwo z samymi problemami.
    Masz rację większość problemów małżeńskich dałoby się uniknąć, gdyby panny bardziej realistycznie podchodziły do życia i pomyślały o czymś więcej niż tylko o tym jak będą wyglądały w białej kiece. I wybacz ale nie jestem tak naiwna by uznać, że panna nie zauważyła że koleś codziennie chleje, że jest skąpy, nieodpowiedzialny, niezainteresowany seksem czy mało spontaniczny. Ot zwyczajnie niektóre panny mają takie parcie na ślub, że nie ważne z kim ważne żeby ślub się odbył.
  • 13.03.17, 15:12
    Rozwiodłam się, bo już nie mogłam tego znieść. Teraz zyje spokojnie.
  • 17.03.17, 00:40
    ależ się dyskusja wywiązała
    z kilka miesięcy mnie tu nie było
    makurokurosek, jak z PIS ;) P.S. ja też mam doktorat :)
    koń jaki jest każdy widzi, ..., ZA,. dla osób żyjących obok, widoczne jest od razu

    miałam męża z ZA, teraz jest moim byłym mężem
    gdybym wiedziała, że ma ZA, nigdy nie wyszłabym za niego za mąż, a tym bardziej miała z nim dziecko
    nie pracuje, nie funkcjonuje, jest jak piękny wulkan - tak naprawdę nigdy nie wiem, kiedy wybuchnie
    ale ... ALE, gdybym wiedziała, że ma ZA, nigdy nie walczyłabym z nim w sądzie tak długo, bo wiedziałabym, że jego teorie podziału wychowania dziecka to wyłącznie teorie, mrzonki, etc., ..., ale nie ma co, było, minęło

    we wspólnym życiu, szalenie krótkim, bo czasu narzeczeństwa prawie nie było, za co spowiadam się do dziś, uznając, iż TĄ OGROMNĄ bezmyślnością popełniłam najcięższy grzech w życiu ... a zatem we wspólnym życiu ... nie miałam w nim żadnego wsparcia, działał na zasadzie, co mu kazano - to wykonał, szalenie irytujące były natręctwa (ostre narzędzia wywoływały co najmniej grozę, a zatem ścięcie paznokci dziecku było ... bardzo niebezpieczne), sytuacje nowe - wywoływały pewną nadpobudliwość i niezdarność, komunikacja z innymi - często leżała i kwiczała

    mój synek kończy niedługo 6 lat
    ostatnio stwierdził, że on z tym ZA to nie będzie się publicznie specjalnie wychylał, a te zalety, co ma przy okazji, to chętnie w życiu wykorzysta ;)
    poszedł do ojca (wiem z opowieści małego) i mówi: przyznaj się, że masz ZA :):):)
    oczywiście powiedziałam dziecku, że nie należy w ten sposób wymuszać na nikim deklaracji, co ma a czego nie

    to tyle
    spotkałam kiedyś na wyjeździe parę, z dwójką dzieci, chłopiec i dziewczynka
    byli razem, ojciec i syn mieli ZA, syn zdiagnozowany, ojciec sam się zdiagnozował, nie wybierał się nigdzie na terapie, zwłaszcza do PPP :):):) ... (o czym tu się pisze ... terapie w PPP ...) życie
    natomiast ta rodzina dobrze funkcjonowała, świadomie zdecydowali się na kolejne dziecko, nie wiedzieli, czy mała również będzie obarczona (uświęcona? już sama nie wiem ;)

    ja nie wiem czy to ma znaczenie
    mojemu byłemu mężowi nikt w życiu nie pomógł
    myślę, że gdyby otrzymał pomoc, a przynajmniej wsparcie w rodzinie, gdyby był świadomy to - i jemu i bliskim byłoby o wiele łatwiej
    wydaje mi się, że przy wysokofunkcjonujących ZA, zadbanych w obecnych czasach (jak nasze dzieci), ..., wydaje mi się, że newralgiczne cechy się "rozmyją" ... że będzie im łatwiej tworzyć relacje

  • 17.03.17, 08:05
    Ja też mam męża Za ....niezdiagnozowany ale z samego wywiadu już wiadomo co jest .....samodzielny...pracuje...ale no właśnie...zaczęło się jak pojawiły się dzieci.....ciągnę to życie praktycznie sama a do tego chłopaki mają ZA i autyzm...bez oparcia....jedno co przemawia za nim to, że jest dobrym ojcem a chłopaki go uwielbiają....ale gdybym wiedziała jak będzie to bym się zastanowiła czy zaczynać ten związek...
  • 17.03.17, 19:33
    Oczywiście, że się na jakiś czas „rozmyje” - bo tego się od nas oczekuje. Masz IQ w normie, więc nie zachowuj się jak wariat, ok? No więc się nie zachowujemy. Wchodzimy w role społeczne, które należy podjąć. No bo jak to tak? Akceptujemy określony tryb życia, tolerujemy znajomych, powołujemy do życia dzieci i staramy się z zaciśniętymi zębami funkcjonować jak dorośli ludzie... I wydaje się, że się „rozmyło”.

    Nie da się. Przykro mi, nie da się. Udawanie ma swoje granice. Choćby skały s..ały - nic się we mnie nie rozmyje. To, o czym piszecie, charakteryzując swoich mężów - to po prostu efekt życia na niezinternalizowanym skrypcie. Bo trzeba, bo należy, bo ta sytuacja, ten wiek, to dziecko i ci znajomi – a głupio się przyznać, że coś tu bardzo nie pasuje.

    Któraś z pań przedstawiła pogląd, że ludzie się zmieniają. Cóż, ja się akurat nie zmieniam. Ja mam dwadzieścia lat, od dawna i konsekwentnie. Tak się nauczyłam i na tym osiadłam, nie zauważyłam, że w ramach dorosłości ludzie nadal ewoluują. Dwudziestolatek jest atrakcyjnym partnerem dla dwudziestolatki, kiepskim natomiast dla pani w średnim wieku. I zapewne niezbyt dobrym ojcem dla nastoletniego dziecka. Dwudziestolatek nie będzie poważny, odpowiedzialny, altruistyczny, poświęcający się i czego tam jeszcze chcecie – nawet, jeśli w dowodzie ma czterdzieści.
    Dwudziestolatek postawiony w sytuacji czterdziestolatka może się „zmienić” - czyli z bezkonfliktowego chłopca, który miał życie ustawione po swojemu zmienić się w chłopca, który reaguje słusznym buntem na konieczność ponoszenia odpowiedzialności za system, w którego centrum znajduje się jakieś dziecko. Było na biologii, skąd się biorą dzieci, ale nikt nie mówił, że do dziecka przyczepieni są koledzy dziecka, rodzice kolegów dziecka, nauczyciele dziecka, znajomi z kandydatami na kolegów dziecka, terapeuci dziecka, diagności dziecka, lekarze dziecka... Gdyby dziecko uznać za normalne, ilość „przyczepionych” osób i koniecznych kontaktów społecznych byłaby znacznie mniejsza. Dziecko siedzi sobie spokojnie w swoim pokoju wśród wentylatorów albo pociągów i jest spokój. Da się żyć. Niestety, matka tegoż dziecka wszystko psuje, cudując z terapiami, kolegami, urodzinami. Nie da się funkcjonować mając ustawicznie w tle „szum osobowy”, powiększany o nowe elementy.

    Wszystko to, czego się uczymy - wasze dzieci na TUS-ach, my, dinozaury, swoimi metodami - może być wykorzystane do wujka i sąsiada włącznie. Dalej nie. Jakikolwiek związek oparty na ogólnie stosowanych oczekiwaniach i wysiłku, żeby im sprostać, będzie, w najlepszym razie, bardzo trudny. Pomoc i wsparcie mają tu tylko taką rolę, żeby nie wypierać tego, jakim się jest, przyjąć do wiadomości i zaakceptować, że inaczej nie będzie.


    --
    To pisałam ja, świr.
  • 18.03.17, 17:36
    Hmm, coraz bardziej mnie korci, zeby sie zdiagnozowac, bo juz sama nie wiem, jaka jestem.
    Owszem, długo miałam 20 lat, ale gdy urodziły sie dzieci, mama zachorowała, wszystkim trzeba było sie zając, zorganizowac dla wszyskich opiekę, lekarzy, terapeutów, poradzic sobie w domu, to z 20 lat nagle zrobiło sie 45 (chociaz mam 37).
    Ale wiem, o czym piszesz- jak byłam mała, to wcale nie umiałam sie z mamą dogadac- nie rozumiała dzieci, dogadałysmy sie, gdy zostałąm nastolatką- bo mama miała te wieczne 20 i nagle zostałyśmy rówieśniczkami :)
    Nie jestem jakims ciezkim charakterem, czy trudną żoną, matką, znam wiele osób podchodzących pod spektrum, nie zdiagnozowanych, ze zdiagnozowanymi dziećmi ("ale ja jako dziecko byłem taki sam!") i tez niezle dają rade. Mysle, ze takie charaktery, z którymi nie da sie zyc, które zatruwają innym zycie, nie powinny sie wiązac.
  • 04.04.17, 00:24
    Mylisz cechy charakteru i radzenie sobie ze stresem z zaburzeniami. Gdyby autyzm oceniano pod kątem dogadywania się z rodzicami to większość osób byłaby autystami.
  • 04.04.17, 00:17
    Może warto sobie zadać pytanie czy ktokolwiek kogokolwiek zmusza do ślubu czy rodzenia dzieci? Czy ktokolwiek zmusza kobiety do wychodzić za mąż za ledwo poznanego faceta, a następnie na siłę dopasowywanie go do siebie. Na litość Boską po to jest okres bycia parą i narzeczeństwa, żeby określić czy ten człowiek mi odpowiada, czy jestem w stanie go zaakceptować takiego jakim jest i czy w przyszłości gdy będziemy mieli dzieci te jego cechy nie będą mi przeszkadzały. Pierdzielenie, że po ślubie mąż nie kupuje mi kwiatka nie zabiera nigdzie w przypadku gdy przed ślubem było dokładnie tak samo i zrzucanie takich zachowań na ZA to nic innego jak próba wybielenia się i brak szczerości wobec siebie samej, bo skoro potrzebujesz kwiatków i adoracji to po jasną anielkę brałaś ślub z kimś kto ci tego nie zapewniał. Jaką trzeba być ograniczoną kobietą aby brać szybki ślub z ledwo poznanym facetem.
  • 03.04.17, 23:38
    To wcale nie jest smieszne, ze Twòj 6 - letni syn wyskakuje z tym "przyznaj siè, ze masz ZA". To cos w stylu, czy masz katar? Bo inaczej byc nie moze, poniewaz kilkulatek zwyczajnie nie rozumie. "Newralgiczne cechy" nigdy siè nie rozmyjà, podobnie jak nie ma mozliwosci, wyprasowania kory mòzgowej. Pozdrawiam.
  • 04.04.17, 00:05
    Wydaje mi się, że w twoim przypadku najwięcej zawinił szybki ślub i w efekcie całkowity brak znajomości mężczyzny za którego postanowiłaś wyjść za mąż. Szybki ślub to w większości przypadków równie szybki rozwód. I zaburzenia mają tu najmniejsze znaczenie.

    "poszedł do ojca (wiem z opowieści małego) i mówi: przyznaj się, że masz ZA :):):) "

    Na twoim miejscu nie chwaliłabym się tym. Takie słowa w ustach dziecka świadczą tylko o tym, że musiał je usłyszeć od ciebie , czyli że znalazłaś sobie świetny sposób na wybielenie siebie.
  • 03.04.17, 23:23
    Witam wszystkich. Proszè wybaczyc ale nie potrafiè przestawic komputera na nasz poprawny, polski alfabet. Od 18 lat jestem zona ZA i nie zamierzam siè rozwodzic. Bywa trudno i jeszcze gorzej ale bez wielkich poswiècen dajè radè. Przewidywalny i poukladany ale zazwyczaj..tylko w drobiazgach i wszystkim innym, co dotyczy tylko Jego. Swietny informatyk ( te typy swietnie znajdujà siè wlasnie w tym zawodzie) , ogromna encyklopedyczna wiedza, zero emocji i tyle samo socjalizacji. Nigdy nie mial ani zadnych kolegòw ani znajomych. O przyjaciolach w takim wypadku nie moglo byc mowy. I nie odczuwal takiej potrzeby tym bardziej, ze pochodzi z domu w ktòrym wpajano zasady bycia i zycia tylko dla siebie. W mlodosci mial austystyczny epizod ( kiedys wszystko nazywano schizofrenià) bez nawrotòw. Nie mamy wspòlnych dzieci ale ja mam syna z pierwszego malzenstwa, ktòrego adoptowal ( byla taka mozliwosc) i jak to mièdzy facetami, bywa ròznie ale bez odchylen. Psychologia tlumaczy to prosto - ot, dwòch samcòw siè spotkalo. Nie muszè nawet wysylanych wiadomosci czytac, poniewaz i tak wiem co i o ktòrej godzinie napisze. Chorobliwa wprost precyzja i dokladnosc. Wielu rzeczy nie ogarnia chociaz bardzo siè stara. Przez te wszystkie lata zrobil ogromne postèpy - nauczyl siè i smiac i plakac. Wszystko traktuje doslownie i do siebie, wièc trzeba wyjàtkowo ostroznie wazyc slowa poniewaz zapamièta je na zawsze. Klòtnie sa niemozliwe ale kiedys klòcilam siè... sama z sobà. Dawno juz przestalam prowadzic tego typu monologi. Wyjàtkowo absorbujàcy, bardziej niz male dziecko. Ale mi to nie przeszkadza, bo zawsze chcialam miec wiècej niz jedno dziecko :-)Niestety, zdrowie mi nie pozwolilo. A mòj màz z zimnego, wyrachowanego i zimnego domu wyniòsl tylko wyksztalcenie. Nikt siè nim nie przejmowal, nawet matka - nauczycielka w Jego zachowaniu nie dopatrzyla siè zadnych odchylen. Przyklady co i jak to funkcjonuje na codzien moznaby przytaczac w nieskonczonosc. Rozumiem mlodych ludzi, ktòrzy nie wytrzymujà. Byc moze mi latwiej to wszystko ogarnàc, poniewaz jestem i " po przejsciach i z przeszloscià" ale swoje zycie w jego wièkszej czèsci przezylam tak, jak chcialam z wlasnego wyboru. Charakterologicznie jestesmy jak ogien i woda. Oczywiscie ja jestem tym pierwszym zywiolem ale inaczej bym polegla. I jeszcze cos Wam powiem, od 10 lat nasz bardzo dorosly juz syn zmaga siè z ....chorobà dwubiegunowà. Prowadzi normalne zycie i zyje jak wszyscy. Tylko mnie czasami nie ma, bo pomièdzy nimi dwoma, fizycznie nie wystarcza juz dla mnie czasu. Pozdrawiam wszystkich, ktòrzy majà ochotè trwac i tych, ktòrzy zdecydujà siè odejsc. To bardzo osobisty wybòr, wolny od przymusu do poswiècen . Chocby siè kochalo ponad wszystko, nikt za nikogo zycia nie przezyje. Powtòrzyc tego ziemskiego czasu tez nam nikt nie da. Nie jestesmy ròwniez wladni zdzialac cudòw tam, gdzie medycyna jest bezradna. Ale z osobà z ZA mozna i da siè zyc. I ten wspòlny czas wcale nie musi byc przykry.
  • 04.04.17, 00:34
    "Ale z osobà z ZA mozna i da siè zyc. I ten wspòlny czas wcale nie musi byc przykry."

    Bo to czy da się żyć nie zależy od ZA tylko od naszej dojrzałości i znajomości tej drugiej osoby w chwili zawierania małżeństwa. Im krócej kogoś znamy tym nasze szanse na udany związek maleją. Jakie mogą być szanse osób które po 3-5 miesięcznej znajomości biorą ślub, toż ci ludzie nawet nie mieli czasu się poznać a co tu mówić o akceptacji.
  • 04.04.17, 16:02
    Z tà dojrzaloscià ròznie bywa, bo mozna miec i -dziesiàt lat i nigdy nie dorosnàc. Na wieczne trwanie w narzeczenstwie tez nie ma reguly i czèsto takie zwiàzki nie majà sily przebicia zaraz po ich zalegalizowaniu i konczà siè klapà. Lepsze poznanie przyszlego partnera ( w tym wypadku wiedza, ze ma ZA ) calkowicie raczej eliminuje chèc spèdzenia z nim calego zycia. Chyba, ze dojrzaly partner wie na co siè decyduje i z pelnà swiadomoscià i odpowiedzialnoscià bierze na klatè z calym inwentarzem.
  • 05.04.17, 10:00
    Męża przed ślubem znałam 10 lat, dziecko urodziło się 5 lat po ślubie i dopiero to spowodowało eskalację cech ZA. I tak reakcja w stresujących warunkach jest diagnostyczna dla ZA....
    I owszem dobrze prowadzony 6 latek POTRAFI dostrzec cechy ZA. Te dzieci są inne - często naprawdę rozumieją znacznie więcej niż rówieśnicy - dlatego też często trudno im to dźwigać emocjonalnie. Niejednokrotnie otoczenie nie zdaje sobie sprawy jak daleko moze wybiec myślami kilkulatek z ZA. Moja córka też zasugerowała mężowi że przydałaby mu się terapia (w jej słowach brzmiało to "spotkanie z Panią X").
  • 05.04.17, 10:12
    Odnośnie tego, że rodzice męża nie widzieli odchyleń - u mojego też, ale.... wtedy ZA się nie diagnozowało, a autyzm tylko u osób upośledzonych, więc raczej nie mieli czego zauważać. Ale z opowieści wyłania się chłopiec, który jako niemowlę ciągle spał i nie domagał się jedzenia, jako starszak był niezgrabny (bardzo) z zaburzoną koordynacją (rehabilitowany), dziecko bez kolegów, które jeśli wyszło na podwórko np. z nową piłką stawało się obiektem zabaw typu wyrzućmy mu piłkę i niech za nią biega - będzie zabawa... dziecko które czas wolny w domu spędzało godzinami klejąc modele samolotów - latami po kilka godzin dziennie (teściowa się cieszyła, że taki spokojny i nieproblemowy), potem fiksacja na narty (jedyny cel w życiu i jedyna przyjemność), dziecko które chce by na wycieczki jako opieka jeździli jego rodzice (i jeździli całą SP), dziecko, które prosiło mamę mając 13 lat by poszła z nim do kina, chłopca, który miał koleżanki a nie miał kolegów, zawsze nieadekwatnie termicznie ubranego (krótki rękaw gdy +2 na termometrze), z oslabionym kontaktem wzrokowym...... I tak można długo....
  • 05.04.17, 12:31
    A ja, po przeczytaniu tego opisu, plus opisów wanderatte i brynhildt (o pracy i stosunkach miedzyludzkich), plus paru blogów ZA, plus przeanalizowaniu paru wspomnien z dziecinstwa, wieku nastoletniego i wczesnej młodosci,nadal bede sie upierac, ze MAM AUTYZM. Moze lekki, ale mam. Wy mi nie wierzycie, ale w pracy bardzo szybko mnie zdiagnozowali (ksywka "autystyk"), wierzy mi psychiatra mojej mamy i psycholog syna, wierzą bliskie kolezanki. Nie moge pisac, ze cos jest białe jak jest czarne. Tyle chciałam powiedziec.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.