Dodaj do ulubionych

Czy wszyscy Aspergerowcy to geniusze?

05.04.17, 11:36
Podejrzewam u mojej córki ZA. Przeczytałam kilka artykułów jakie objawy towarzyszą ZA.
Mam pytanie czy wszyscy Aspergerowcy to geniusze i czy wszyscy nie nawiązują kontaktu wzrokowego?
Ma hobby, któremu poświęca wiele godzin ale nie powiedziałabym, że jest genialna w tej dziedzinie.
Kontakt wzrokowy też jest, ale krótki.
Inne objawy bardzo pasują.


Edytor zaawansowany
  • 05.04.17, 11:37
    Oczywiście, że nie.

    --
    Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
  • 05.04.17, 12:40
    Niestety nie.
    Moj nie jest typem naukowca, ma za to bardzo rozwiniętą wyobraznie, umie wymyslac na poczekaniu historyjki (od niedawna, ale ma niecale 6 lat), jest bardzo twórczy.
    Kontakt wzrokowy miewa fajny, jak rozmawiamy na interesujący go temat, ale jak ogolnie rozmawiamy, to tez zerka (nawet podczas spaceru). Z obcymi unika, jakby sie wstydził.
    Ale do naukowego geniusza mu niestety daleko.
  • 05.04.17, 12:46
    nie wiem, czy niestety to dobre słowo

    --
    Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
  • 05.04.17, 13:25
    Powiedziałabym raczej, że wiele osób z ZA ma TALENT lub szeroką wiedzę na jakiś wybrany temat, ale co do geniuszy to chyba wypada jak w statystyczej populacji.
    A i to "wiele" zależy od źródeł.

    I jeszcze zależy, co kto rozumie pod pojęciem geniuszu.
    Talent może być np. artystyczny, muzyczny, pamięciowy, matematyczny, konstruktorski. Geniusz wykracza chyba trochę dalej niż bycie utalentowanym.
  • 05.04.17, 13:33
    Sprecyzuję: talent do nauki języków obcych (osoba łapie w lot nowe słówka i linię melodyczną, składnię języka, jest w stanie opanować język obcy w krótkim czasie bez większego wysiłku) nie musi oznaczać geniuszu (osoba ta poprzestała na nauce języka na poziomie szkoły podstawowej, bądź w stopniu średnio-zaawansowanym, bo znalazła sobie inne hobby, któremu się oddała).
  • 05.04.17, 15:24
    W trakcie dotychczasowej edukacji młodej w jej klasie lub w klasie równoległej było w sumie 5 dzieci z zaburzeniami ze spektrum, żadne z nich nie miało jakiś wyjątkowych talentów nie mówiąc już o geniuszu. Jedno dziecko miało wiedzę typowo biologiczno-przyrodnicze, ale trudno powiedzieć na ile jej wiedza wynikała z własnych zainteresować, a na ile z pracy ojca który był po biologii i młodą wciskał na uniwersytety dziecięce. Drugi mając 6 lat liczył do kiludziesięciutysięcy i potrafił te liczby zapisać zarówno w formie liczb rzymskich jak i arabskich, ale na tym jego zainteresowanie matematyką się kończyło. Pozostała 3 nie wykazywała większych zainteresowań, tylko problemy społeczne.
  • 05.04.17, 23:08
    I te wszystkie dane masz na podstawie czego?? Opowiadan dziecka jak bylo w szkole?? Rozumiem ze znasz kazde dziecko z klasy i o wszystkich potrafisz wszystko powiedziec.
    Tak samo jak jestes "specjalistka" na tym forum od wszystkiego czyli od niczego.
    Nie znasz dzieci z ZA nie masz o nich najmniejszego pojecia. Nie przebywasz z nimi nie masz stycznosci nie zyjesz na codzie z dzieckiem z ZA.
    Nie mieszaj rodzicom ktorzy szukaja tutaj pomocy.
  • 06.04.17, 10:28
    "I te wszystkie dane masz na podstawie czego?? Opowiadan dziecka jak bylo w szkole?? Rozumiem ze znasz kazde dziecko z klasy i o wszystkich potrafisz wszystko powiedziec."

    Rozmowy z rodzicami tych dzieci. Dzieci z ZA i autyzmem uczęszczają do szkół masowych, nie ma więc możliwości nie poznać choćby jednego takiego dziecka czy też nie rozmawiać z jego rodzicami. Czasami problemy tych dzieci są tak poważne, że dochodzi do afer , tak np było w poprzedniej szkole córki, gdzie szkoła zagroziła matce dziewczynki złożeniem doniesienia na policję ( afera wynikająca z zaburzeń SI )

    "Nie mieszaj rodzicom ktorzy szukaja tutaj pomocy."

    Masz rację lepiej utrzymywać autorkę wątku w przekonaniu, że autyzm z automatu oznacza geniusz i nie ważne, że tak nie jest ważne żeby czasem nikogo nie urazić.
  • 07.04.17, 12:19
    I na podstawie rozmów z rodzicami masz bardzo rozległą wiedzę co dzieci potrafią a czego nie. Generalnie na podstawie czego masz tak rozległą wiedzę na temat autyzmu i Aspergera?? Nie żyjesz z dziecmi ze spectrum nie masz pojęcia jak wygląda każdy dzień jak się zachowują. Nie masz pojęcia jak czasem jest ciężko. Nie masz pojęcia co czuje rodzic gdy słyszy diagnozę. Potem szuka informacji, pomocy i znajduje to forum i w tym czyta twoje wypowiedzi. Nie wie że masz tylko pojęcie teoretyczne. I niech uwierzy w choćby w jedno Twoje słowo. I zrobi krzywdę dziecku dla którego w momencie diagnozy to walka o lepsze życie.
  • 07.04.17, 13:20
    "I na podstawie rozmów z rodzicami masz bardzo rozległą wiedzę co dzieci potrafią a czego nie"

    Jeżeli moje dziecko uczęszcza do klasy z dzieckiem ze spektrum, to siłą rzeczy wiem jak temu dziecku idzie w szkole jak się zachowuje, siłą rzeczy rozmawiam z jego rodzicami na wszelkiej maści urodzinach czy też imprezach szkolnych. I po chociażby roku takiej znajomości dziecka i rodzica na pewno więcej czasu z nimi spędziłam niż panie pedagog/ psycholog na 2h diagnozie po której większość z waszych dzieci dostała opinie.
    Mogę powiedzieć, że rodzice których dzieci uczęszczają z waszymi dziećmi do przedszkola/ klasy mają większą wiedzę ogólną o waszych dzieciach niż panie wystawiające im diagnozę.

    " Nie żyjesz z dziecmi ze spectrum nie masz pojęcia jak wygląda każdy dzień jak się zachowują."

    Tak samo ty nie żyjesz z moim dzieckiem czy dzieckiem sąsiadki i też nie masz pojęcia ile inni wkładają pracy w wychowanie swoich dzieci, w ich naukę , w okiełzaniu ich charakteru .

    " Nie masz pojęcia jak czasem jest ciężko."

    Bo według ciebie z dzieckiem niezaburzonym zawsze jest łatwo i przyjemnie .

    " Nie masz pojęcia co czuje rodzic gdy słyszy diagnozę. Potem szuka informacji, pomocy i znajduje to forum i w tym czyta twoje wypowiedzi"

    Czy ta diagnoza zmienia dziecko ? Nie. Rodzic zna swoje dziecko od chwili urodzenia, diagnoza ewentualnie nazywa to o czym doskonale wiedział i do czego jak najbardziej się przyzwyczaił i zaakceptował. Po prostu do czasu diagnozy używał innego nazewnictwa (melancholik, choleryk, introwertyk, ekstrawertyk). Ale czy sama diagnoza zmieniła dziecko ? Nie. Czy przed diagnozą nie musiał sobie radzić z własnym dzieckiem i jego zachowaniem.

    "Nie wie że masz tylko pojęcie teoretyczne. I niech uwierzy w choćby w jedno Twoje słowo. I zrobi krzywdę dziecku dla którego w momencie diagnozy to walka o lepsze życie."

    Czasami większą krzywdę można zrobić własnego dziecku doszukując się w nim zaburzeń i już od początku załatkować go. Same pisałyście jak to złe zachowanie dzieci zdrowych uchodzi im na sucho, a wsze dzieci są karcone za wszystko. To samo widzę u córki w klasie gdzie jeden chłopak z zaburzeniami od początku był gnębiony, wychowawczyni problemu nie widziała. W obecnej chwili dzieciak stał się agresywny i całkowicie zamknięty w sobie.

    "I zrobi krzywdę dziecku dla którego w momencie diagnozy to walka o lepsze życie."

    W przypadku wielu dzieci jest to skazanie na gorsze życie, bo polskie szkoły nie są przygotowane do zajęcia się dziećmi zaburzonymi za to do perfekcji mają opanowane zrzucanie winy za wszystko na dziecko zaburzone.
  • 05.04.17, 15:25
    W kryteriach diagnostycznych ZA było takie sformułowanie (nie wiem czy coś się nie zmieniło, bo słyszałam ostatnio o osobie z lekkim upośledzeniem i diagnozą ZA), że "inteligencja w normie lub powyżej". Nie jest wymagane IQ na poziomie Mensy - a i samo IQ nie definiuje geniusza.
    Kontaktu wzrokowego natomiast można się nauczyć i chociaż brak tego kontaktu dość często występuje w ZA, to nie jest warunkiem ani koniecznym, ani wystarczającym.
  • 05.04.17, 19:47
    To dotyczy wszystkich zaburzeń i wynika z faktu , ze przy upośledzeniu umysłowym trudno powiedzieć czy za deficyty odpowiadają zaburzenia czy upośledzenie , dlatego o zaburzeniach mówi się gdy dziecko jest w granicach normy intelektualnej
  • 05.04.17, 22:53
    > To dotyczy wszystkich zaburzeń ...

    Nie.
  • 06.04.17, 10:05
    Dysleksja, dyskalkulia, braki w koncentracji, ZA nawet ADHD najpierw wykonywane są testy na inteligencje.
  • 06.04.17, 23:37
    Nie. Testy na inteligencję nie są częścią procesu diagnostycznego zaburzen ze spektrum autyzmu. Nie są potrzebne do postawienia diagnozy medycznej, bo upośledzenie/ jego brak nie są kryteriami diagnostycznymi.
  • 05.04.17, 22:22
    Nie. nie wszyscy to geniusze. Prawie wszyscy to ludzie z pasją. I tej pasji są w stanie wiele poświęcić, więc często osiągają w niej sukcesy, nie marnując czasu na naukę czegoś, co ich nie interesuje czy podtrzymywanie kontaktów społecznych. Zdarza się też, że pasja nie prowadzi do sukcesów, bo zainteresowania się zmieniają lub są trudności obiektywne, wynikające z problemów towarzyszących ZA. Dzieciak może się pasjonować grami komputerowymi, ale będzie mu trudno zostać mistrzem, bo nie jest w stanie z powodu dyspraksji czy obniżonego napięcia mięśniowego szybko uderzać w klawisze.
    Bywa, że dziecko przejawia oznaki 'geniuszu" tylko w jednej działce matematycznej, np. arytmetyce, a nie rozumie podstawowych zagadnień z geometrii. Jest chodzącą encyklopedią na temat zwierząt i roślin, ale zjawiska atmosferyczne go zupełnie nie interesują. Bywa, że dzieci z ZA nie potrafią przełożyć wiedzy "encyklopedycznej' na rozwiązywanie zadań.
  • 06.04.17, 07:44
    Nam ostatnio terapeutka corki powiedziała, że gdyby nie to, że córka nie ma jednej 'obsesji ' to diagnoza powinna być ZA a nie autyzm. Stwierdziła, że córka zbyt dobrze funkcjonuje na klasyczny autyzm. A.. jak zwal,tak zwał.
  • 07.04.17, 10:00
    Za dużo zaprzeczeń w tym zdaniu, ja jeszcze chyba się dobrze nie obudziłam i nie mogę się połapać...? :)

    A co do obsesji. Ja kiedyś usłyszałam takie stwierdzenie o mojej córce (od doświadczonego muzykoterapeuty i lekarza): "nie recytuje Pana Tadeusza ani nic w tym rodzaju - to dobrze". I coś w tym jest. Brak skupienia na jednej dziedzinie pozwala jej rozwijać się bardziej "równomiernie".

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 07.04.17, 23:15
    :) Chodzilo o to, ze aspergerusie mają, według ekspertów, jakiegoś 'konika' a Laura nie ma tzn ma zainteresowania typu 'eksperymenty naukowe','jak to jest zrobione ' itd ale nie ma jednej, niezmiennej 'obsesji ' i to niby wyklucza ZA. Ja tez się cieszę, że Mloda nie zamyka się w utartych schematach.
  • 08.04.17, 09:15
    No tak podejrzewałam, ale nie pasowało mi, ze ktoś zaprzeczył diagnozie ZA u Twojej córki:) wg mnie kryterium jednego konika jest jakieś dziwne i chyba nijak sie ma do kryteriów diagnostycznych (aczkolwiek pasowałoby do sytuacji mojej córki:))

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 18.04.17, 10:56
    Diagnoza dziewczynek z ZA jest nieco trudniejsza niż chłopców - z badań dr A.Rynkiewicz (cały doktorat na ten temat, dostępny do przeczytania w internecie):
    Zespół Aspergera jest trudniejszy do rozpoznania u dziewcząt niż u chłopców, ze względu na stosowane przez dziewczynki mechanizmy kamuflowania i radzenia sobie (np. poprzez uczenie się, jak się zachować w określonej sytuacji społecznej – dziewczynki posługują się przyjętą rolą społeczną i skryptem, opierając się na cechach innej, dość sprawnej społecznie w danej sytuacji osoby i korzystając raczej ze swych umiejętności intelektualnych niż z intuicji przy decydowaniu,
    co powinny powiedzieć lub zrobić; innym mechanizmem jest unikanie aktywnego uczestnictwa w lekcji po to, by nie zwracać na siebie uwagi nauczyciela i rówieśników, a także umiejętność „znikania” w dużej grupie, odsuwając się na peryferie interakcji społecznych). Zwykle są obdarzone umiejętnością myślowej analizy sytuacji społecznej (wiedzę tę często czerpią z filmów bądź książek), są także bardziej skłonne do werbalizowania swoich emocji, nie reagują agresywnie w odpowiedzi na negatywne zdarzenia, rzadko przejawia się w nich złość, frustracja czy zamęt.
    Z większym prawdopodobieństwem niż chłopcy nawiązują bliską przyjaźń z osobą, która okazuje im matczyne przywiązanie. Problemy z rozumieniem sytuacji społecznych mogą się ujawnić wtedy, gdy przyjaciółka przeniesie się np. do innej szkoły. Specyficzne zainteresowania dziewczynek oscylują częściej wokół tematów związanych ze zwierzętami bądź literaturą, nieco rzadziej wokół urządzeń mechanicznych bądź nauki (jak to zwykle bywa u chłopców). Od wczesnego dzieciństwa przejawiają jednakże typowe trudności w adaptacji do nowych sytuacji (często widoczne już
    w przedszkolu na tle grupy rówieśniczej), są nadwrażliwe na bodźce sensoryczne i niezgrabne ruchowo.


    --
    Pozdrawiam
    IwonaP.
  • 18.04.17, 12:09
    Czytałam, że ta trudniejsza diagnoza u dziewczynek może być też wytłumaczeniem tego, że zdiagnozowanych dziewczynek jest dużo mniej niż chłopców.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 08.04.17, 19:56
    Niektóre z tych dzieciaczków nie miały możliwości odkryć swoich talentów. Jeśli wasze dzieci interesują się komputerem, to zapraszamy od września 2017 na zajęcia z programowania, grafiki komputerowej, skierowane specjalnie dla tej grupy nieodkrytych talentów. Komputrilo Akademia Komputerowa.
  • 13.04.17, 09:20
    Moja 3 letnia córeczka z podejrzeniem ZA płynnie czyta. Nie wiem czy to już geniusz, ale u tak małych dzieci na pewno rzadko spotykane.
  • 13.04.17, 09:28
    Hmmm... ja czytałam jak miałam 4 lata. :) A i to w rodzinie uchodziło za ewenement. Czytająca trzylatka to z pewnością jakiś talent, wskazuje chyba na percepcję i pamięć wzrokową, bo pamiętam, że ja nigdy nie czytałam literami tylko jakby wzrokiem każdy wyraz obejmowałam i wiedziałam co jest napisane. Potem się w szkole dziwiłam, ze dzieci składają słowa z liter czy sylab.
    Do dziś mam bardzo dobrą pamięć wzrokową, obrazową, lubię fotografię i mam pamięć do szczegółów.
    Oczywiście lubię też czytać (ale nie mam kiedy).
  • 13.04.17, 21:03
    To hiperleksja. Niekoniecznie geniusz, jeśli tylko w tym odbiega od normy.

    --
    Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
  • 17.04.17, 19:31
    Nie. Nie wszyscy ZA to geniusze. Ba. Niewielu wsrod nich geniuszy. Tak jak wsrod NT.
    Przez moje rece (jakkolwiek to brzmi) przeszlo w Polsce kilkudziesieciu nastolatkow z ZA. Owszem wiekszosc byla zakrecona na jakims temacie i powalala wiedza, ale jesli chodzi np o sukcesy dydaktyczne w szkole to byli bardzo dobrzy i bardzo slabi. Z przewaga sredniakow. Ot zwyczajne dzieciaki.
    Tak, wiem oczywiscie, ze nie jest to grupa reprezentatywna.
    Ale daje jakis obraz. Zwlaszcza, ze to nie byly juz male dzieci a gimnazjalisci i licealisci.
    Owszem zakrecenie na temacie plus wysoka inteligencja daje sznase na jakis stopien geniuszu.
    Niemniej nie jest ich zbyt wielu.
    Co nie umniejsza podziwu do pasji ZA, o ile te pasje nie zaslaniaja dziecku calego swiata.
  • 17.04.17, 22:11
    > Nie. Nie wszyscy ZA to geniusze. Ba. Niewielu wsrod nich geniuszy.
    > Tak jak wsrod NT.


    Oczywiście.

    > ale jesli chodzi np o sukcesy dydaktyczne w szkole to byli bardzo dobrzy i bar
    > dzo slabi. Z przewaga sredniakow.


    Sukcesy w szkole są chyba kiepskim miernikiem ponadprzeciętnych zdolności.

    > Owszem zakrecenie na temacie plus wysoka inteligencja daje sznase
    > na jakis stopien geniuszu.


    Nie tyle geniuszu, co sukcesu w wąskiej dziedzinie. Prawie wszędzie obowiązuje zasada 80/20: czyli tylko 20% sukcesu to zdolności, a pozostałe 80% to ciężka praca. Zakręcenie ZA ułatwia wyrobienie tych 80%.
  • 17.04.17, 22:26
    Chcesz powiedzieć , ze każdy dzięki ciężkiej pracy może być Einsteinem czy Mozartem ? To ciekawe czemu takich naukowców czy kompozytorów jest niewiele . Ciezka praca nie wystarczy by być geniuszem , ciężka praca wystarczy by być specjalista w danej dziedzinie ale nie by być geniuszem
  • 17.04.17, 22:49
    Droga Makurokurosku, po raz kolejny potwierdzasz swoje dwie cechy:
    1) nieumiejętności czytania ze zrozumieniem,
    2) skłonności do dyskusji z wyimaginowanymi argumentami.
    Na tym poziomie nie mam ochoty z Tobą rozmawiać.
  • 17.04.17, 23:01
    > Nie tyle geniuszu, co sukcesu w wąskiej dziedzinie. Prawie wszędzie obowiązuje
    > zasada 80/20: czyli tylko 20% sukcesu to zdolności, a pozostałe 80% to ciężka
    > praca. Zakręcenie ZA ułatwia wyrobienie tych 80%.

    Zakręcenie ułatwia, a dysfunkcje wykonawcze oczywiście utrudniają. No i tylko do pewnego poziomu --- im sukces większy, tym ważniejsze od twardych kompetencji "merytorycznych" stają się miękkie kompetencje "polityczne". Niemniej wydaje mi się, że w wielu wąskich dziedzinach wysokofunkcjonujący ZA mogą mieć relatywnie większe szanse na sukces niż NT.
  • 17.04.17, 23:40
    Każda wąska specjalizacja wymaga najpierw opanowania szerszej perspektywy i to nie tylko z danej dziedziny i nie na zasadzie 3xZ . Jezeli dzieciak ZA do opanowania minimum programowego wymaga nauczyciela wspomagającego i to nie tylko w klasach początkowych , to o czym my w ogóle mówimy .
  • 18.04.17, 00:02
    Tatopo30.
    Tak masz racje. Sukcesy dydaktyczne to slaby miernik. Niemniej one warunkuja obecnie funkcjonowanie spoleczne.
    Zaden ze znanych mi nastolatkow nie osiagnal sukcesu na miare geniuszu, bo brak im bylo wlasnie kompetencji miekkich.
    Rzeczywiscie to musi byc geniusz czystej wody, zeby kompetencje miekkie i funkcjonowanie w przestrzeni spolecznej nie byly przeszkoda.
    Ale przeciez nie twierdze, ze znane mi nastolatki (obecnie 20-30 altki) to jakakolwiek grupa reprezentatywna.
    Wsrod nich bylo pare diamentow - rewelacyjny matematyk, szedl jak burza - na studiach polegl w projektach i w funkcjonowaniu, teraz na rencie. Dzieciak ze zdolnosciami jezykowymi - zaczynal studia jezykowe, zadnych nie skonczyl, obecnie gra w gry po kilkanascie godzin.
    Ale jesli trafi sie geniusz czystej wody to pewnie nic go nie powstrzyma:D

    Makuro: do tej pory w Polsce nie ma minimum programowego. Jest podstawa programowa. Mimo, ze od paru lat jestem daleko to dalej tak jest i o tym wiem. Moze reforma to zmieni. Ale teraz wciaz zadnego minimum nie ma.
    To po pierwsze. Po drugie dzieci z ZA nie wymagaja wsparcia nauczyciela asystenta, aby osiagnac jakiekolwiek minimum. Tomwsparcie polega na calkowicie czym innym.
    Jesli jestes rodzicem dziecka z ZA to doskonale o tym wiesz, jesli terapeuta to wiesz tym bardziej.
  • 18.04.17, 00:33
    Nie ,nie jestem rodzicem dziecka z ZA . Po prostu dziwi mnie łączenie wąskich specjalizacji nie mówiąc już o geniuszu z autyzmem . Znam kilka osób z wąskimi specjalizacjami i wiem jak szeroka wiedza musiały się najpierw wykazać by moc zająć się ta wąska specjalizacja ,która i tak bazuje na wiedzy z kilku dziedzin . I teraz połączenie tego wkładu , wysiłku i wiedzy z uczniem który wyłącza się gdy coś go nie interesuje po prostu mi zgrzyta . Uwzględniając historie opisane w wątku o nastolatkach z ZA zgrzyta jeszcze bardziej .
  • 18.04.17, 09:51
    T.Tolka, przeoczyłem, że piszesz o nastolatkach. To zmienia perspektywę --- nastolatek ZA wciąż wymagający istotnej interwencji terapeutycznej jest chyba w dużo trudniejszej sytuacji niż wcześnie zdiagnozowany i dobrze prowadzony przedszkolak czy dziecko wczesno-szkolne.

    Z moich doświadczeń i nieformalnych obserwacji: znam (niektórych od parudziesięciu lat, czyli od ich dzieciństwa) kilku naukowców, którzy --- wydaje mi się --- jako dzieci według dzisiejszych kryteriów otrzymaliby diagnozę ZA. Odnieśli jednak jakiś-tam sukces, pomimo swoich ewidentnych dziwactw, mierzony stopniami/tytułami od dr do prof-dr-hab i zatrudnieniem w dobrych jednostkach. Ci, których znałem w młodości, w liceum rzeczywiście byli już w górnym kwartylu. W szkole podstawowej bywało jednak znacznie gorzej --- słabe trójki, opinie "zdolnych, lecz leniwych/roztargnionych", ewidentne problemy w sferze społecznej. Wszyscy jednak byli na tyle wysokofunkcjonujący, że prędzej lub później potrafili (1) zastosować swoje umiejętności analityczne do sfery społecznej oraz (2) wypracować te 80% sukcesu pomimo dysfunkcji wykonawczych.

    Oczywiście --- większość białych niedźwiedzi nie mieszka w ZOO, nawet jeśli głównie tam je spotykam.
  • 18.04.17, 13:35
    Osiagniecia zawodowe, tytuly profesorskie to jakas miara sukcesu, ale jeszcze nie geniuszu:)
    ZA jest obecnie diagnozowany u tak wielu dzieci (u nas juz sie nie diagnozuje ZA tylko spectrum, ZA zostalo wlaczone do calosciowych zaburzen i widze, ze Europa juz tez zmienia kryteria diagnostyczne), ze mnostwo wsrod nich dzieci przecietnych intelwktualnie, a nawet w dolnej granicy tuz przy niepelnosprawnosci intelektualnej.

    Tak zakrecenie daje jakas szanse na rozwoj zawodowy - tak jest z pasja, mozna ja dobrze ukierunkowac i wykorzystac. I gdzies tam mozna po drodze odkryc geniusz tez:)

    Makurokurosek - rozumiem zatem, ze jestes terapeuta. Mozesz zdradzic czego?
    Ja od lat prowadzilam (oprocz pracy dydkatyczno-wychowawczej) terapie zaburzen emocji. W tej chwili to juz17 lat. Ale w momencie jak postanowilam podjac prrace ze spectrum zrobilam studia kierunkowe, aby miec solidna baze teoretyczna. Bezcenne. No i mam syna nastolatka obecnie HFA.
    Czasem mimo bycia terapeuta warto miec solidna podstawe, zeby wiedziec o czym sie mowi.
  • 18.04.17, 13:43
    > Osiagniecia zawodowe, tytuly profesorskie to jakas miara sukcesu, ale jeszcze nie geniuszu:)

    Tak, oczywiście. Niezależnie od pytania Wątkodawczyni, myślę, że wszystkim nam chodzi głównie o sukces naszych dzieci mierzony możliwością prowadzenia niezależnego życia.
  • 18.04.17, 14:39
    Samodzielnosc jest priorytetem:) I funkcjonalnosc tego, czego ucza sie dzieci.
    Podstawowe pytanie terapeuty: co moje dzialania maja dac dziecku, czemu sluza?
    Moj syn jestbsamodzielny, a ja wniebowzieta! Teraz skupiamy sie na szkole i mlody czlowiek zaczyna szukac czegos dla siebie.
  • 18.04.17, 13:52
    Makurokurosek nie jest terapeutą. Jest przede wszystkim trollem.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 18.04.17, 14:37
    Dziekuje za wyjasnienie:)
    W takim razie wygasze ja sobie, bo szkoda mojego czasu. Mam go zbyt malo.
    Agata,_abbott z Toba pisalam na emamie o locie samotem? Bo jakos tak kojarze, byc moze blednie.
  • 18.04.17, 15:04
    Tak! :) Nie wiem, czy doczytałaś final historii - w dużym skrócie, pomimo problemów z wylotem (duże opóźnienie i transfer z Modlina na Okęcie) - Ewa zniosła to idealnie. Jedyny problem był przez chwilę przy przechodzeniu przez kontrolę osobistą, ale przeszliśmy to w sumie 3 razy i za 3 razem już było bez problemu (swoją drogą - na lotnisku w Barcelonie wszystkie dzieci mają osobną kolejkę i obsługa naprawdę jest bardzo empatyczna).
    I ciekawostka - po powrocie okazało się (następnego dnia byłyśmy u lekarza), że z powodu kataru i zawalonych zatok, Ewa powinna podczas startów/lądowań ryczeć z bólu. A w trakcie lądowania w Modlinie zrezygnowała nawet z trzymania mnie za rękę - siadła przy oknie i nawet powieka jej nie mrugnęła. Ja miałam sporo mniejszy katar i bolało.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 18.04.17, 15:49
    Super!!!
    To teraz mozecie zdobywac swiat!!!!
  • 18.04.17, 19:03
    Tak:) I wydaje mi się, że ona to polubiła - nie może się doczekać kolejnej wycieczki:)
    A najzabawniejsze było to, że jak mieliśmy ten opóźniony wylot, to ja i mąż już się słanialiśmy ze zmęczenia, mieliśmy naprawdę dosyć - a ta kicała wokół nas, podekscytowana przygodą;)

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 18.04.17, 19:39
    Swietne! To teraz rzeczywiscie korzystajcie, bo warto w niej utrwalic to zachowanie.
    Ekstra jakndziecko potrafi zadziwic:D
  • 18.04.17, 14:46
    Tak jestem trollem . Jestem rodzicem , który nie jest w stanie zrozumieć fenomenu autyzmu , wysypu orzeczeń , wysypu rodziców którzy doszukują się u dziecka zaburzeń i latają z nim od psychologa do psychiatry nawet wówczas gdy uzyskują negatywna opinie . Tak wiec staram się zrozumieć co kieruje tymi rodzicami. Co kieruje matka , która uzyskując kolejna negatywna opinie zamiast odpuścić idzie do kolejnego psychologa . Kiedyś dziecko zaburzone to był przede wszystkim problem , teraz mam wrażenie ze problemem jest dziecko zdrowe .
  • 18.04.17, 15:08
    Nie martw się, nie jesteś jedyna. Ale może poszukaj lepiej osób, które tak jak Ty nie rozumieją, i z nimi sobie dyskutuj?

    A co kieruje - jeśli wiesz, że z Tobą jest coś nie tak (bo Ci coś gdzieś "strzyka"/"kłuje"/"szumi"), a kolejni lekarze to bagatelizują - co robisz? Jasne, można olać, w większości przypadków jest to pewnie najlepszy sposób, bo w większości przypadków lekarze pewnie mają rację. Ale nie we wszystkich. I to tego niewielkiego % przypadków boją się rodzice. Martwią się po prostu. Ty się o swoje dzieci nie martwisz, nigdy? Ufałaś wszystkiemu, co mówili Ci specjaliści (lekarze, pedagodzy itd.) na temat Twój i Twojego dziecka?

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 18.04.17, 15:44
    Ooo. Jeszcze nie zdazylam wygasic Ciebie. Ale teraz juz wiem, ze to zrobie.
    Czyli jako calkowity abnegat w temacie doradzasz rodzicom dzieci z dysfunkcja?
    Wow.
    Nie mialabym odwagi. Podstawowa zasada: przede wszystkim nie szkodzic.

    I doradze: poczytaj o historii autyzmu, badaniach nad autyzmem, mozesz takie poczytac sobie podstawy psychologii (sporo czasu Ci to zajmie). Moze czegos sie dowiesz. Moze cos zrozumiesz.
    Wiesz ja raz w zyciu zaufalam specjalistom. Przyjelam diagnoze:pani syn jest zdrow. Nie poszlam do nastepnego.
    Efekt: syn stracil wzrok w jednym oku. Od tego czasu sprawdzam wszystko u conajmniej 3 specjalisto.
    Wobec czego rodzice, ktorzy dziesiaty raz sprawdzaja u specjalisty czy naprawde dziecku nic nie jest zasluguja na moj najwyzszy szacunek. Bo dzieki temu beda PEWNI, ze ich dziecko jest zdrowe.
  • 18.04.17, 16:28
    Opowiem, jak to u mnie było ze specjalistami.
    Syn urodził sie z asymetrią, więc od razu dostalismy skierowanie do neurologa- neonatologa. Syn bardzo duzo płakał, mało spał (praktycznie nie spał od 5 rano do 21, moze parę kilkominutowych drzemek), ale ja byłam przekonana, ze po prostu cos zle robię. Neurolog zapewniał, ze wszysko dobrze, jak dziecko zaczęło chodzic powiedział, ze juz nie potrzeba kontroli.
    Gdy Adas miał 2 lata, nadal chodził wyłącznie na palcach. Poszlismy znowu do tej samej neurolog. Tym razem był niewyspany, biegał bez sensu po gabinecie, nie odpowiadał na pytania, nie nawiązywał kontaktu, no autystyk na 1 rzut oka. Lekarka dała nam skierowanie do szpitala, z sugestią zaniku mięsni (bo chodzi na palcach) i kazała przyniesc opinię z poradni pedagogicznej, dała tez skierowanie do Osrodka Wczesnej Interwencji.
    w poradni dziecko było wyspane, zrobiło jak najlepsze wrazenie, usłyszałam, ze mam mądrego syna i wszystko jest w normie, a nawet lepiej. W OWI usłyszałam to samo, na rehabilitację nas nie przyjęli.
    Wystraszona widmem zaniku mięsni poszłam do jeszcze jednej neurolog, ta tez nas uspokoiła, zgodziła sie ze mną, ze to mogą być zaburzenia sI 9które własciwie sama zdiagnozowałam, czytając objawy przez internet).
    Tak sobie zylismy przez rok, mysląc z,ze mamy po prostu niegrzeczne, lękliwe dziecko z zaburzeniami SI.
    Cyrk zaczał sie w przedszkolu- w panstwowego nas wygnali i kazali przyniesc orzeczenie. No to ja im tłumaczę, ze jakies 10 mc temu chodzilismy po specjalistach i wszyscy zapewnili mnie, ze to normalne, zdrowe, bardzo inteligentne dziecko.
    Posłałam dziecko do prywatnego integracyjnego- jako "zdrowe". No i tam dorwała nas psycholog z poradni pedagogicznej, tej samej, w której rok temu nas odesłali z kwitkiem. Zasugerowała autyzm. Nie wierzyłam w to wcale, bo nie miałam zielonego pojęcia, co to jest. Poszlismy do psychiatry- specjalisty od autyzmu. Wykluczył, powiedział, ze to zle wychowanie, bo syn jest kontaktowy, tylko my nieudolni wychowawczo, a reszta to sprawy rozwojowe.
    W przedszkolu wystawili nam opinie z piekła rodem, poszlismy do innego psychiatry, pani doktor zobaczyła syna i tam od razu nam wypisali autyzm. Wtedy tez w to nie wierzyłam, pomyślałam- no coz, terapie nie zaszkodzą. Z wiekiem widzę tego Aspergera jak na dłoni.
    Długo nie potrafiłam,makrokurosku, zrozumiec tego autyzmu, gdzie on jest w tej mojej gadule, czytałam, dokształcałam sie, czytałam posty na tym forum. Teraz wiem, widze. W wieku 36 lat dowiedziałam sie, ze sama jestem ZA,to jest chyba najwieksza sensacja mojego zycia, na dodatek w rodzinie matki sami autystycy.
    Piszesz makrokurosku, ze nie rozumiesz, skad nagle taki wysyp autystyków, wszyscy diagnozują dzieci... Tacy ludzie jak ja, moja mama, dziadek istnieli zawsze, tylko wtedy nikt tego nie okreslał autyzmem, który wtedy kojarzył sie z głębokim uposledzeniem, niezdolnoscią do samodzielnego życia. Uwazam tez, ze nie kazdy ZA potrzebuje od razu orzeczenia, sa osoby na tyle wysoko funkcjonujące, ze radzą sobie doskonale. Ale ja np. w obecnych czasach na pewno miałabym orzeczenie- w przedszkolu i pierwszych klasach SP.
    Po prostu musiałabys duzo wiecej poczytac, dokształcic sie, zeby zrozumiec, o czym tu dyskutuja.
    Przepraszam za styl, literowki, ale wisi na mnie dwojka dzieci, juz i tak niezly post wysmarowałam jak na te warunki.
  • 18.04.17, 19:00
    t.tolka: bardzo mi przykro z powodu syna. Mam nadzieję, że udało się chociaż zahamować to, co tam się u niego złego działo...

    U nas mniejszy kaliber, ale też mam historię chodzenia z córką po lekarzach. W okolicy roku Ewa dostała wysypki na twarzy, coraz gorszej. Całe policzki miała krwistoczerwone, chropowate, w pewnym momencie wdało się w to zakażenie, więc robiły się ropiejące rany. Byliśmy pewnie u 5 lekarzy (alergologów i dermatologów), zanim postawiono jej prawidłową diagnozę, która pozwoliła opanować sytuację. W międzyczasie wydałam majątek na coraz to nowe maści za kilkadziesiąt złotych/mała tubeczka, kupiłam oczyszczacz do powietrza za 2 tys. zł, wyparzyłam/wymroziłam wszystkie zabawki i miękkie przedmioty, wymyłam wszystko co się dało płynem odkażającym, wycofałam z diety córki wszystko, co jej do tego czasu wprowadziłam (żyła tylko na mleku dla alergików i kaszkach dla alergików).
    Plus naszej sytuacji był taki, że ona swoją chorobę miała dosłownie wypisaną na twarzy. To nie był autyzm, który trudno zdiagnozować czy inne choroby, których nie widać. Tyle naszego szczęścia.

    Dlatego nie rozumiem, jak można sugerować przewrażliwienie i "doszukiwanie się". No jasne, niektórzy są przewrażliwieni. Na granicy z hipochondrią:) Ale lekarz ma obowiązek takiego rodzica przyjąć i wysłuchać. Lepiej wysłuchać jednego za dużo niż jednego za mało - takiej jest moje zdanie.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 18.04.17, 19:42
    Dzieki.
    No niestety, oko zanika. Ale to juz dluzsza historia.
    Teraz przygotowujemy sie do usuniecia resztek i protezowania.
    Dlatego rozumiem kazdego, kto 10 razy sprawdza.
    Ja sprawdzam tez wielokrotnie. I na rozne sposoby. Mimo, ze wymaga to czasu. A w Polsce zazwyczaj jeszcze gory pieniedzy.
  • 18.04.17, 21:01
    Przykro mi:(

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 18.04.17, 21:40
    Makrokurosku, jesli tu jeszcze gościsz, to chciałabym, zebys zobaczyła ten filmik
    www.youtube.com/watch?v=QPzOqwUIotI
    Pokazuje on chłopca chorego na autyzm i po wyleczeniu lekami antywirusowymi i anty grzybiczymi. Nie wiem, ile tu jest prawdy, ale ja mogłabym bardzo podobny filmik nakręcić o swoim starszym synu, tyle, ze u nas nie było fazy samego autyzmu i samego wyleczenia- one sie przeplatały. Syn- jesli był zdrowy, nie przestymulowany- zachowywał sie , jak chłopczyk w 2 połowie filmu. Specjaliści, którzy go widzieli, nie znajdywali problemu- normalne, wesołe, kontaktowe dziecko. Ale wystarczył wirus (u nas najgorzej działały wirusy), za duzo bodzcow, zmęczenie i syn zaczynał sie przewracac, biegał, był mało kontaktowy. Tylko ja go wtedy nie pokazywałam specjalistom, no bo nie będe chorego, zmęczonego dziecka ciągac. Tak więc nikt nie widział problemu, dopóki nie poszedł do przedszkola- a tam wirusy, choroby, nadmiar bodźców- i juz nie dało sie nie zauważyć problemu.
    Tak więc matka często widzi duzo więcej od terapeuty, diagnosty, nieraz cos ją niepokoi, a nie potrafi okreslic co. Uspokajają ją, ze dziecko mowi,, bawi sie w zabawy tematyczne, patrzy za wskazaniem- ale czy zawsze? Juz ci pisałam o szpitalu- tam dzieci chore nie traciły "kontaktu z rzeczywistoscia"- w przeciwieństwie do mojego dziecka.
  • 19.04.17, 10:09
    Autyzm jest choroba nieuleczalna . Ten filmik pokazuje , ze objawy typowe dla autyzmu mogą mieć podłoże zupełnie inne niż autyzm np zarażenie pasożytami , grzybami , zatrucie związkami metali ciężkich , niedobór witamin z grupy B . Swego czasu na forum małe dziecko udzielała się forumka gdzie problemy dziecka wynikały z lamblii . tak wiec , może warto najpierw wyeliminować inne przyczyny dające podobne efekty .
  • 19.04.17, 11:20
    O rany:( Autyzm. NIE JEST CHOROBA!
    Prosze, nie szkodz juz.
    Jezeli temat az tak cie fascynuje to idz na kurs/studia/poczytaj literature.

    Jeszcze raz:podstaowwa zasada: nie szkodzic.
  • 19.04.17, 13:29
    Ok, autyzm jest zaburzeniem, zaburzeniem którego nie da się wyleczyć. W swojej wypowiedzi chciałam zwrócić jedynie uwagę, że objawy typowe dla autyzmu jak widać po filmie zalinkowanym przez martę nie muszą być wynikiem autyzmu.
  • 19.04.17, 13:49
    Nie da sie leczyc, bo sie go nie leczy. Proste.
    Autyzmu sie nie leczy.
    Jest calosciowym zaburzeniem funkcjonowania.
    Poczytalam sobie troche ciebie, zeby moc uczciwie wygasic.
    I porazilo mnie, ze prezentujesz poglady na temat autyzmu tak mniej wiecej z lat 60tych ubieglego wieku.
    Wiec bede Ci jak mantre powtarzala: najwazniejsze nie szkodzic.

    A na tym filmie nie ma WSZYSTKICH typowych zaburzen autystycznych, sa pojedyncze szczatkowe.. Przeczytaj sobie kryteria diagnostyczne wymagane do postawienia diagnozy.
    Nie zrozumialas przeslania postu Marty, nie rozumiesz, bo pojecie masz zadne.
    I nie szkodz.
  • 19.04.17, 21:31
    Dla mnie autyzm wciąż jest zagadką, im więcej czytam, tym więcej mam pytań.
    Ja sobie to tłumaczę tak: są rozne rodzaje autyzmu, nie wiadmo dlaczego wszystkie sa okreslane tym samy słowem. Jedni rodzą sie z mozgiem autystycznym, tak jak inni z neurotypowym, i mozg ten nie jest ani lepszy ani gorszy, tylko inny. to jest taki autyzm "genetyczny"- jak u mnie w rodzinie.
    Inni "dostają" autyzmu wskutek np uszkodzenia układu nerwowego szczepieniem, czy z powodu nietolerancji pokarmowej- kiedy nie strawiony pokarm staje sie toksyną zatruwającą mózg, czy np. z powodu pasożytów (tu toksyną są ich odchody).Ale czy wcześniej mózg był NT, czy po prostu był "autystyczny", a szkodliwe czynniki nasiliły objawy- tego nie wiem.
    Nie rozumiem, na ile ten autyzm to problem neurologiczny- jak w przypadku Carly Flaishman (mogłam zle napisac), czy psychologiczny- jak w przypadku mojego dziadka, o ktorym nie raz pisałam (chociaz tu tez neurologia szwankuje, no ale nie az tak, nie mozna tutaj porównywac. Za to Carly jest 100 razy bardziej pro- społeczna). Nie rozumiem dlaczego kazdy autyzm jest uwazany za "problem psychiatryczny" i z mety wysyłają do psychiatry, bo np. znam duzo ZA wyjątkowo zdrowych psychicznie.
    Tu jest duzo więcej pytan niz odpowiedzi. Nie dowiemy sie, czy chłopczyk z fimu był po prostu zatruty i stąd te objawy, czy to tez ZA, tylko z problemami metabolicznymi? W koncu nie wiadomo, jak u dziecka rozwijała sie teoria umysłu, czy nie ma innych, drobniejszych zaburzeń SI, jak wyglądają jego kontakty z rówiesnikami? To, ze ładnie wspołpracuje z tatą jeszcze o niczym nie swiadczy...
    albo np taki Zespoł Retta- niby wykluczyli go ze spektrum autyzmu, ale czy ktos u dziewczynek bada teorię umysłu? To taki ZA, który jest "naiwniejszy" od rówiesników ma autyzm, a dziewczynka z Zespołem Retta, która nie potrafi sie skomunikować z rodziną nie ma autyzmu? To czym w koncu jest ten autyzm?
    Tak sobie poględziłam...
  • 19.04.17, 21:43
    :)

    Po prostu zaburzeniem funkcjonowania o roznorodnym stopniu nasilenia i nieznanej etiologii.
    Ja od zawsze i przy synu i wobec moich malych i duzych klientow dzialam zadaniowo.
    Jest problem i daze do jego zniwelowania i zbudowania zachowan spolecznie akceptowalnych. I dotyczy to i moich autystykow i grup, ktore prowadze i dzieci z innymi deficytami.
    Nie rozkminiam, dzialam. Szkoda mi juz czasu na rozkminianie.
    Choc rozumiem az za dobrze Twoje przemyslenia. Ja takie mialam zanim urodzil sie moj syn. Bylam mama zdrowej dziewczyny i nagle trach. Ale wtedy juz nie myslalam tylko dzialalam. Wiedzialam ,co czeka mojego syna, bo pracowalam z dziecmi niepelnosprawnymi. Wiec dzialalam, zeby mial szanse.
    Pozdrawiam cieplo.
  • 20.04.17, 02:15
    > Nie rozumiem dlaczego kazdy autyzm jest uwazany za "problem psychiatryczny"
    > i z mety wysyłają do psychiatry, bo np. znam duzo ZA wyjątkowo zdrowych
    > psychicznie.


    Po prostu przedmiotem psychiatrii jest każde istotne odchylenie funkcjonowania od średniej, a nie tylko stereotypowe "choroby psychiczne".
  • 19.04.17, 10:41
    Marto75b, zakładasz, że pani Makurokurosek chce zrozumieć --- to błąd. Troll nie chce zrozumieć. Troll chce dokuczyć, by odreagować swoje frustracje, i nic ponad to. Tłumaczenie czegokolwiek pani M. nie ma sensu.
  • 19.04.17, 11:07
    Możesz wskazać który fragment mojej wypowiedzi skierowanej do marty odczuwasz jako dokuczanie.
  • 19.04.17, 11:22
    Wiesz jak diagnozuje sie spectrum? Wiesz wco ilu obszarach dziecko musi miesc zaburzone funkcjo owanie? Nie? Nie wiesz?
    To poczytaj kryteria. To na poczatek.
  • 20.04.17, 07:11
    Tak prosto, jak tylko jestem w stanie:

    1. Intensywne używanie siły woli, podobnie jak intensywne używanie siły fizycznej, męczy. W przypadku siły fizycznej sprawa jest oczywista: np. człowiek, który normalnie robi 10 pompek bez większego wysiłku, bezpośrednio po zrobieniu kilkudziesięciu pompek w jednej serii może nie mieć już siły na zrobienie nawet jednej pompki więcej. Bo jest zmęczony. Normalnie robi 10 pompek bez wysiłku, zmęczony nie jest w stanie zrobić nawet jednej. I musi odpocząć, żeby ją zrobić. I nikogo to nie dziwi. Z używaniem siły woli jest bardzo podobnie. Tylko mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Przykład: znoszenie small talków wymaga ode mnie używania siły woli. I w związku z tym jestem to w stanie robić krótko i rzadko. Np. raz dziennie przez 5 minut. Jeśli muszę to robić dłużej lub częściej, np. na konferencji, męczę się. I nie tylko coraz gorzej znoszę small talki, ale również zaczynam mieć problemy z robieniem innych rzeczy. Np. zdarza się, że po powrocie z konferencji muszę wziąć parę dni urlopu, bo jestem zbyt zmęczonu psychicznie, by iść do pracy. Normalnie z chodzeniem do pracy nie mam żadnych problemów. I zdarza mi się siedzieć w laboratorium po 12 h dziennie. Ale po intensywnym używaniu siły woli jestem zmęczonu i nawet 8 h to o 8 za dużo.
    Podsumowując punkt 1, siła woli jest jak siła fizyczna. Nie można jej intensywnie używać non stop, po jakimś czasie trzeba porządnie odpocząć.

    2. Wiele czynności i sytuacji, które dla neurotypowych są przyjemne lub przynajmniej nie są bardzo nieprzyjemne, dla autyków (w szerokim tego słowa znaczeniu, patrz DSM-5) są bardzo, bardzo, bardzo nieprzyjemne i męczące. I w związku z tym wymagają od nich intensywnego używania siły woli. Przykład: jeśli w hipermarkecie "zachowuję się jak normalny człowiek", dzieje się tak nie dlatego, że nie cierpię, lecz dlatego, że intensywnie używam siły woli, by się kontrolować i nie uciec, dopóki nie kupię tego, czego potrzebuję. Jeśli nie wyskakuję z tramwaju po przejechaniu nim jednego przystanku i nie zwiewam z dala od ludzi, jakby mnie demony goniły, nie dzieje się tak dlatego, że jazda tramwajem nie jest dla mnie nieprzyjemna i męcząca, lecz dlatego, że intensywnie używam siły woli, by się kontrolować i nie uciec, dopóki nie znajdę się tam, gdzie się chcę znaleźć. I tak dalej, i tak dalej. Różnica pomiędzy mną a autystycznymi (w szerokim tego słowa znaczeniu, patrz DSM-5) dziećmi polega na tym, że ja mogę tak zaplanować swój dzień, by nie musieć siły woli używać intensywnie non stop. Dzieci często tego luksusu nie mają. Rano tramwaj lub autobus, potem przymusowa socjalizacja, potem znów tramwaj lub autobus, potem znów przymusowa socjalizacja... A potem siła woli spada do takiego poziomu, że każdy błahy problem powoduje meltdown. I jest wielkie zdziwienie, że dziecko, które w spokojny weekend zachowuje się w społeczne akceptowalny sposób, nagle zaczyna zachowywać się "źle".
    Podsumowując punkt drugi, autycy (w tym aspi) muszą intensywnie używać siły woli w bardzo wielu sytuacjach, w których neurotypowi odpoczywają. Nic dziwnego, że czasem im tej siły woli brakuje i przestają być mili i "prawie jak neurotypowi" (czytaj: przestają udawać, że wszystko jest ok, gdy nie jest ok, bo np. głośna muzyka sprawia im cierpienie).

    --
    666rem.wordpress.com/ - świat i życie z punktu widzenia odmieńca.
  • 18.04.17, 17:46
    t.tolka napisała:
    > Wsrod nich bylo pare diamentow - rewelacyjny matematyk, szedl jak burza - na st
    > udiach polegl w projektach i w funkcjonowaniu, teraz na rencie. Dzieciak ze zdo
    > lnosciami jezykowymi - zaczynal studia jezykowe, zadnych nie skonczyl, obecnie
    > gra w gry po kilkanascie godzin.

    Smutne to. A czy wiesz, jak funkcjonują inni Twoi dawni uczniowie? Bardziej mam na myśli tych starszych, bliżej trzydziestki niż dwudziestki - czy ktoś jest samodzielny, tak naprawdę, czyli mieszka bez rodziców i sam się utrzymuje? Czy ktoś założył rodzinę?
  • 18.04.17, 18:51
    Tak. Z wiekszoscia mam kontakt, mailowy zazwyczaj. Raz, dwa razy w, roku napisza cos.
    Ale nie ze wszystkimi oczywiscie.
    Czesc pracuje, wiekszosc w firmach rodzicow lub bliskich, niektorzy pracuja na stanowiskach wymagajacych niewielkich kompetencji, ale daje im to satysfakcje, ze sa samodzielni. Wszyscy znani mi mieszkaja z rodzicami. Nikt nie zalozyl rodziny.
    Ale pamietaj, ze w moje rece trafialy nastolatki, pozno zdiagnozowane lub w ogole nieprowadzone terapeutycznie i najtrudniejsze przypadki.
    Wiec nie jest to zadna grupa reprezentatywna. Po prostu jest to moje doswiadczenie terapeutyczne.
    Kilkanascie lat temu rzeczywistosc terapeutyczna i diagnostyczna wygladala zgola.inaczej niz teraz.
  • 20.04.17, 07:53
    Jak słusznie zauważyłaś, aspi, których znasz, to nie jest grupa reprezentatywna. Większość aspich, których ja znam, pracuje. Ja również mam pracę, i to całkiem dobrą. Na pewno lepszą, niż większość neurotypowych, których znam. A do Mensy raczej by mnie nie przyjęli. Nie to, żeby jakoś wiele mi brakowało, ale podejrzewam, że na teście bym odpadłu. Choć nigdy tego nie sprawdziłum. Więc tłumaczenie moich sukcesów zawodowych "geniuszem czystej wody" to byłaby spora przesada.

    --
    666rem.wordpress.com/ - świat i życie z punktu widzenia odmieńca.
  • 24.04.17, 13:45
    Niestety, nie tylko w tym...
  • 20.04.17, 08:42
    Niestety nie mam ostatnio czasu wiele pisać (choć bardzo bym chciała się poudzielać w tym i owym wątku) to napiszę tylko krótko, że to forum jest super, uwielbiam was czytać, i cieszę się, że to forum żyje i jest tak aktywne. :) pozdrawiam wszystkich!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.