Dodaj do ulubionych

Czym sie martwicie?

08.04.17, 22:28
Juz od dawna chodzę z myslą załozenia tutaj takiego postu. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale co rano budzę sie z jakims dołem, czarnymi myslami odnosnie przyszłosci moich dzieci. Starszy, ponoc inteligentny, ale mega nieogarnięty. Jak bym go nie dopilnowała, to by sie nie ubrał. Jak sie sam ubiera, to zawsze byle jak- na lewą stronę, podkoszulkę na bluzę- wcale o tym nie mysli, nie dba o to jak wygląda. Odbieram go z przedszkola, inne dzieci jakos "poukładane", a moj- podkoszulek na wierzchu, srodek spodni na boku, buty przydeptane... On ma juz 6 lat, od 3 lat go uczę i NIC SIE NIE ZMIENIA! Jak wychodzimy na spacer mowie- ubierz sie: albo trwa to wieki i musze dyrygowac, albo BIEGA PO DOMU i musze do łapac- jakby nie panował nad podekscytowaniem.
W ogole nie ogarnia przedmiotów- nie dba o porzadek w pokoju, nie pamieta i nie dba gdzie co połozył... Jakby do życia wystarczała mu fantazja. Jak on sie w szkole odnajdzie? Przeciez n-el wspomagający nie bedzie mu chyba przypominał, ze ma ubrac buty?
Do tego jest dziecinny, mentalnie jakies 2 lata do tyłu, i choleryk, furiat. No nie widzę tego wszystkiego jakos.
Ja juz nie wiem, co mam z tym dzieckiem robic, bo z jednej strony go chwalą, ze inteligentny, a "zyciowo" uposledzony... Przeciez ja nie pamietam, zeby moja mama sie tak ze mną szarpała o podstawowe rzeczy, typu ubieranie. Jak go cos zainteresuje, to potrafi byc "normalny", ale co z tego, skoro ciagle szuka nowych wrazen i interesuje sie czyms na chwilę, a potem "wszystko wraca do normy".
Miałam przyjaciela, z perspektywy czasu wiem, ze ZA. Mega- inteligentny, ciepły, z pasją, ale zyciowo- no taki moj Adas. Tak sie zabałaganił, zasmierdział (to nie przenosnia), ze chcieli go eksmitowac, bo zaczął stwarzac zagrozenie zarazą. Uratowała go kobieta, ale gdyby sie nie pojawiła w ostatniej chwili...
Marwie sie, ze do grobowej deski bede musiała synowi mówic, ze
- ma sie ubrac
- ma sie umyc
- ma sie spakowac do szkoly, pracy
- ma umyc zęby
-itd
Na blogu koci swiat ASD jest artykuł o chłopaku z ZA, co doktorat zrobił, a nie mowi. Ładna mi pociecha, skoro chłopak do teraz nie umie sie sam ubrac- tj fizycznie moze umie, ale nie ogarnia. Nie wie, co tam dalej pisało, bo nie mogłam przeczytac do konca artykułu, ale i tak załapałam doła.
Boję sie, ze młodszy syn bedzie taki sam albo "gorszy"od brata. Ostatnio w przychodni patrze- rowiesniczka małego, mama mowi "ubieramy sie, daj rączke" i DZIECIĘ WSPOŁPRACUJE. A moj nadal nie rozumie "po co te ubieranie", ucieka, wierci sie, ryczy...
To co, ja ich dwoch, starych chłopów, ubierac bedę? Tak to widzę.
Mały non stop chory, wtedy juz całkiem w "swoim swiecie", bo jak go wyleczę to przez ten tydzien jest fajny i rokujący na przyszłosc. Tyle, ze 65% swojego zycia jest chory i autyzm wtedy widac jak na dłoni.
Starszy wcale nie potrafi gospodarowac czasem, zając sie. Abo bajki, albo bieganie. Przez niecałe 5 lat sie z nim bawiłam, uczyłam jak sie bawic- i nic, zero. Potem przez ponad rok mniej sie bawiłam, miał czas i powinien sie nauczyc "cos z nim zrobic"- typu poukładac klocki, pobawic sie domkiem, kolejką, układanką... I nic! Jeszcze sie cofnął, bo jak sie non stop bawiłam, to chciał wspołpracowac, a teraz to nawet nie chce.
Makrokurosek pisze, ze mam wyeliminowac TV- w dzien powszedni OK, ale co z weekendami? Jak mam go zając przez 14 godzin non stop? Bylismy na 2- godzinnym spacerze, potem gotowalismy razem obiad, potem był z tata na basenie- to razem 7 godzin zajmowania sie dzieckiem. A co z pozostałymi 7 godzinami, w czasie ktorych musze cos uprac, uspac małego, nakarmic, posprzatac, itd? To nie działa tak, ze powiem "narysuj mi cos, a ja uspie małego". Jak chce miec 20 min. ciszy, to musze te bajki włączyć... A on ledwo wstanie, a juz domaga sie bajek, organizacji czasu. Sam nic nie zrobi, tylko bedzie biegał.
I tak co rano sie zamartwiam i nie wiem, co to bedzie z tymi moimi chłopakami.
Edytor zaawansowany
  • 08.04.17, 23:01
    Ja mam tylko jedno dziecko.
    I dawno zadałam sobie pytanie co jest dla mnie jako matki najwazniejsze. Czy Miska oceny w szkole, czyli jego np. czerwony pasek, którym pochwale sie na FB, czy tez jego spora niezaleznośc i samodzielnośc.

    Z różnych powodów, w tym także dlatego, że wychowuję Miska sama, musiałam bardzo szybko uczyć go, że ważne jest to, że dzielimy obowiązki w domu po "równo". Oczywiście nie były po równo. Co więcej - czasem jest tak, że Misiek odkuzy byle jak, a ja gdy on nei widzi odkurzam jeszcze raz. Ale mimo to, on musi miec świadomość, że to jest jego obowiązek.


    Piszesz o swoim dziecku, że 3 lata go uczysz. Mozliwe, że nie uczysz, a wyręczasz. Nie to, że chcę Cie pouczać, ale zwykle nam się wydaje, że robimy cos dobrze, a gdy ktos spojrzy z boku okazuje się, ze jednak nie.
    I tak na przykład Ty mówisz "ubierz się", ale to jest abstrakcja. Nie znaczy nic. Mów konkretami. Może to coś pomoże?
    U nas pomogło. Bo zrozumiałam, że trzeba mówić: załóz skarpetki, załóż spodnie, załóż koszulke itp. Bo ubierz się to nie wiadomo co oznacza.

    Mozliwwe, że podobnie jest z "ogarnianiem przedmiotów". Może też go wyręczasz i robisz za niego porządek?

    Pomysl.

    --
    Wsparcie dla Misia - chłopca z Zespołem Aspergera

    Poradnik Autystyczny - wszystko co chcesz wiedzieć o autyzmie a wstydzisz się zapytać
  • 09.04.17, 00:07
    Ja narazie najbardziej martwię się mową. Bo idzie jak po grudzie. Mlody ma 5 lat w szkole od września i ta mowa kuleje. Z zachowaniem jest ok jak na pięciolatka. Z ubieraniem tak jak u was byle jak byle było . Często ze szkoły w dni kiedy ma wf ubrany wychodzi jak chłopaki z criss cross wszystko na lewą stronę i tył na przód. Druga rzecz co mnie martwi to mała umiejętność przepychania się po swoje . Na slizgawce widać , dziecko nauczone aby zachować ostrożność i sobie i innym krzywdy nie zrobić często stoi w kolejce a inni się przepychają przed niego , młody nie zaprotestuje aby nie stwarzać niebezpieczeństwa . Ktoś coś mu zabierze z ręki to nie upomni się tylko rezygnuje . O swoje rzeczy dba i pilnuje i sprząta . O dalszą przyszłość martwić się będę później . Narazie to są moje glowne zmartwienia.
  • 09.04.17, 00:45
    Marta, czytając Twój post przypomniało mi się, jak dwa lata temu, byłam z dzieciakami na wycieczce ( wówczas niespełna 6 latki ). Dzieciaki miały się same ubrać i jakież było moje zdziwienie, kiedy większość chłopców a to czapkę na lewą stronę założła, a to szalik gdzieś fruwał na plecach, rękawiczki leżały pod ławką, nie wspominając o tym, że gdybym nie pomogła niektórym butów zawiązać, to pewnie by się poprzewracali. O ile dziewczyny są bardziej ogarnięte, tsk chłopcom w ogóle nie zależy na tym, czy szyja goła, czy akurat rękawiczki które zakładają nie są przypadkiem kolegi :)

    U nas było tak samo, młody ciągle coś gubił, gdzieś zostawiał, zakładał gacie odwrotnie, bluzki na lewą stronę, czasem nawet buty, prawy na lewą nogę. Kompletnie nie myślał nad tym co robi. Zawsze wymagał pomocy, nie wierzyłam, że on się kiedyś usamodzielni.
    Usamodzielnił się na tyle, ile to możliwe. :) Ma 7 lat i zostawiam go pod szkołą, do której już idzie sam. Zawsze się do kogoś dołączy. Ma z regułu około 10 minut na pójście do szatni, przebranie się, i do klasy. Ostatnio poszłam dyskretnie za nim, żeby sprawdzić czy aby na pewno daje rade, weszłam do szatni, kurtka na swoim miejscu, buty w worku, czapka w rękawie kurtki, a dziecko kilka minut przed 8.00 było już przy klasie. Sam chodzi na świetlice, sam chodzi do sklepiku szkolnego, sam idzie do biblioteki, nic nie gubi, pilnuje ubrań etc.... ( dwa razy sie zdarzyło, że zostawił w szkole książkę, i zapomniał o niej i raz zgubił jakieś kredki ) w domu : potrafi się szybko ubrać, jeśli mamy mało czasu do wyjścia, sam zrobi sobie kanapkę, sam się umyje, sam pojedzie na rowerze do kolegi kilka domów dalej itp...
    Gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że tak będzie to bym się chyba popukała w głowę :)

    Czego się boję, to chyba właśnie tego, żeby młody był samodzielny, żeby nie wymagał opieki / pomocy osób trzecich. Żeby poradził sobie w społeczeństwie, żeby miał przyjaciół, którzy go zaakceptują, żeby skończył szkołe, zdobył zawód. To chyba takie najważniejsze.
    Też mam momenty, kiedy zastanawiam się co będzie dalej, jak poradzi sobie w życiu, ale wiem ze jsk będę ciągle się zaręczać, to zwariuje. Staram się jakoś tak odsuwać od siebie, te czarne scenariusze i cieszyć się każdym, nawet najmniejszym sukcesem, nawet takim, że synek juz czapki nie zakłada na lewą stronę :)
  • 09.04.17, 17:42
    Ja własnie tak mowie: ubierz skarpetki, ubierz majtki itp. Efekt bardzo rózny. Jak bym nie mowiła, to by sie nie domyslił chyba. Kiedys byłam chora, wymiotowałam, wiec dałam sobie "na przetrwanie" (nakarmic rodzinę, zmieniac pieluchy, karmic małego i tyle). Adas cały dzien chodził w pizamie, zauważył to dopiero wieczorem, jak sie rozbierał do kąpieli. Jaki był zły, obrazony ze tak cały dzien chodził! ale sam nie zauwazył niczego, mogłby tak isc do przedszkola, w gosci i nie domysliłby sie chyba.
  • 09.04.17, 00:26
    Ja się martwie milionem spraw i codziennie czym innym. Wczoraj serce mi pekalo gdy widziałam jsk moja córka jezdzi na rowerku za dziewczynkami a one 'nie jedz za nami!my się z tobą nie bawimy!'(a ona właśnie teraz zaczęła się otwierać na zabawę z dziećmi ) i jak chciała wejść 'do bazy' chłopaków a oni ja przegonili. I wiem,ze tak jest, że nie każdy będzie się bawił z każdym ale smutno...Szczególnie, że Mala wytargala z domu karton (baza chlopakow to był duży karton) i robila baze dla dinozaurów. Nie chce żeby ją odtracano bo widzę, że teraz garnie się do innych. Uwielbiam jej determinację (jak czegoś chce to się nawet po 'norwesku ' dogada) i to,ze ma zawsze własne zdanie. Jest cudowna i niezwykla. Taki mój elf. Ech...
  • 09.04.17, 01:48
    Marta: przyznam się, że ja się specjalnie nie martwię. Tzn, tak na co dzień, bo ok, zdarza się, że mnie dopada dół i wtedy to i owszem ;)
    Ale generalnie wierzę, że jakoś to się poukłada. Zresztą my akurat takich problemów nie mamy. Owszem, też się młodemu zdarza, że ubierze połowę rzeczy na lewą stroną, bądź tył na przód (przy czym rekordem tu są spodnie - potrafi założyć spodnie tyłem do przodu i się NIE ZORIENTOWAĆ), ale co z tego? Wystarczy rzucić, żeby popatrzył na spodnie i poprawi ;)
    Co do takiej ogólnej samoobsługi, to od 3 roku życia sukcesywnie dostawał obowiązki (dopasowane do wieku), bo zwyczajnie musi wiedzieć, że samo się nie zrobi i że pewne rzeczy trzeba mimo, że nie są zabawne i przyjemne. Bo niektóre czynności zwyczajnie muszą mu wejść w nawyk. I co z tego, że mu coś nie wyjdzie? Będzie próbował, to w końcu zacznie wychodzić. A jak nie zacznie to może znajdzie sobie inny sposób na to, żeby się udawało. Bywa to i zabawą, i frustracją, trudno. Nie będzie wiecznie mieszkał z nami, musi się nauczyć.
    A co do braku telewizji/komputera - u nas jest ustalone, że niedziela jest dniem bez komputera (teraz się nie liczy, dla mnie to jeszcze sobota :P). Dla wszystkich, nie tylko dla dziecka. W ogóle nie ma włączania komputerów, ani tabletów. Telewizora i tak nie mamy. I dajemy radę ;)
  • 09.04.17, 03:39
    > Jak sie sam ubiera, to zawsze byle
    > jak- na lewą stronę, podkoszulkę na bluzę- [...] On ma juz
    > 6 lat, od 3 lat go uczę i NIC SIE NIE ZMIENIA!

    No chyba coś się jednak zmienia, skoro ubiera się sam, tyle że na lewą stronę. Chyba że od urodzenia się sam ubierał? Cierpliwości.

    > Przeciez n-el wspomagający nie bedzie mu chyba przypominał, ze
    > ma ubrac buty?

    Jak będzie trzeba, to będzie przypominał. Ale może się ogarnie do tego czasu. Moje dziecko mając sześć lat też się ubierało jak ostatnia łajza, a teraz ma osiem i daje radę.

    > Na blogu koci swiat ASD jest artykuł o chłopaku z ZA, co doktorat zrobił, a nie
    > mowi. Ładna mi pociecha, skoro chłopak do teraz nie umie sie sam ubrac- tj fiz
    > ycznie moze umie, ale nie ogarnia. Nie wie, co tam dalej pisało, bo nie mogłam
    > przeczytac do konca artykułu, ale i tak załapałam doła.

    Po pierwsze, artykuł przywołany na blogu Katji jest o chłopaku, co jeszcze doktoratu nie zrobił. Dopiero robi.
    Po drugie, na blogu jest dokładnie o tym, że wcale nie wiadomo, czy to on ten doktorat robi, czy matka-asystentka.
    Po trzecie, skoro w artykuł weszłaś z bloga Katji, to powinnaś zauważyć, że Katja specjalnie linkuje obok odblokowaną wersję artykułu wklejoną na pastebin dla nieprenumeratych.
    I kto tu nie ogarnia?



    --
    Rad nie rad, nie chcę zdrad, na pohybel łzom -
    wolej krzyż przyjąć niż służyć panom dwom.
  • 09.04.17, 08:03
    Marta , mój miał blisko osiem lat i stał jak manekin i ubierałam go od majtek do czapki i rękawiczek.Jeszcze kilka lat temu potrafił wyjść w zimie na mróz w podkoszulce i bluzie.
    Do siedemnastego roku źycia prowadziłam go za ręke , dosłownie i w przenośni do szkoły.Rano mu mówiłam gdzie ma pierwszą lekcję, potem siedziałam z planem lekcji i komórką w ręce, dzwonił jeszcze ze dwa razy a potem co godzinę i mu mówiłam jaki lekcje ma i gdzie.
    Kiedy zaczął studia pierwszy rok siedziałam z komórką i laptopem i tłumaczyłam gdzie ma jakie zajęcia.Od drugiego roku do dziś , kończy licencjat daje sobie radę sam.
    Miał stany depresyjne , nie miał kolegów w szkole.Gdzieś koło szesnastego życia stworzył sobie małą grupkę znajomych.
    Trzy lata temu zaczal trenować capoeirę.To był strzał w dziesiątkę .Ma wielu znajomych ktorzy go akceptują , jest aktywny w zarządzie zwiazku capoeiry, prowadzi księgowość, jeździ po całej Europie na warsztaty, jest szczęśliwy. Trenuje też aikido , był na wycieczkach znimi , chodzi po treningu do pubu i sauny.
    Jest samodzielny , świetnie sprząta , gotuje rewelacyjnie, prasuje sam swóje skomplikowane ubrania.Ma dużą wiedzę i zna pięć języków.
    Natomiast martwię się czy sobie ułoży życie osobiste , czy da sobie radę w życiu zawodowym.
    Poza tym oprócz pozytywnych stron są negatywne.Jest czasem tak zawiany i bez kontaktu że porażka.Rozsiewa po całym Oslo swoje rzeczy , kartę bankowa, kurtki, bilety , telefon.Na szczęście z reguły znajduje, poza tym sa miesiące że nie gubi nic a potem w ciągu tygodnia wszystko.
    Ma napady agresji , nie często ale się zdarza.Ma masakryczne zaburzenia snu.Ma 27 lat a zdarzają mu się zachowania kilkulatka.Moja znajoma ma syna, 11 lat z ZA. Kiedyś doszłyśmy do wniosku że nasi synowie to mieszanka geniuszy z idiotami:)
  • 09.04.17, 08:30
    Dodam że syn miał późno diagnozę , w 2007 roku. Podejrzenia były wcześniej ale przeprowadzki, zmiany kraju i szkół spwodowały tak póżną diagnozę.Pierwsze lata po stwierdzeniu ZA były bardzo ciężkie.Syn miał stany depresyjne ja stany lękowe i załamania nerwowe.Trafiliśmy na fantastyczną szkołę średnią, pedagoga szkolnego i psychologa.
    Bardzo pomogła mi moja córka , 3,5 roku starsza od brata,NT. Te lata z Asppe zmieniły moje życie , ja uważam że na lepsze mimo obaw i lęków o syna.Jest wspaniałym człowiekiem inteligentnym , wrażliwym , z poczuciem humoru i sporą wiedzą.Ma gust , pięknie sie ubiera dba o siebie , zęby myje regularnie :) Trochę męczące bywają jego monotonne obsesje ale też ma swoje dobre strony.Umie ciekawie opowiadać i ma zdolność wyszukiwania informacji.O historii capoeiry, instrumentach brazylijskich , odmianach języka portugalskiego wiem naprawdę sporo.Jego konikiem jest tez Afryka ( studiuje antropologię kulturową ) i otworzył mi oczy na wiele spraw.Następny konik to kuchnia , zwłaszcza egzotyczna, zioła , przyprawy , zwyczaje kulinarne różnych nacji mam w małym palcu:)
    Ja zawsze byłam szybka i nerwowa a przy synu nauczyłam się cierpliwości , działam wolniej i spokojniej i trudno mnie wyprowadzić z równowagi .Lubie z nim rozmawiać , śmiać się , czuję że on sie interesuje tym co czuję .Jest naprawde bardzo fajnym młodym mężczyzną , oby mu się życie poukładało.
  • 09.04.17, 08:34
    *Aspie
  • 09.04.17, 09:11
    marta75b niestety mam to samo....najgorzej jest teraz wiosna lato, kiedy patrzę przez okno i widzę grupki dzieciaków a moje chłopaki obok...zastanawiam się już czasami nad jakąś terapią bo mnie te myślenie wykańcza...gdyby choć jeden syn był NT to bym się mniej martwiła a tak.....powiem Ci , starszy szkoła lat 9 i daje radę nie martw się....ma nauczyciela wspomagającego i on jest on tego, żeby zareagować kiedy coś idzie nie tak....sytuacja z wczoraj...od kilku lat powtarzam wchodzisz do domu zamykaj drzwi....i tak kilka lat.....wczoraj weszliśmy do domu z synem a ja cisza nic nie powiedziałam...syn się zakręcił popatrzył i automatycznie sam zamknął drzwi....głowa do góry jakby coś to pisz razem damy radę :)
  • 09.04.17, 12:45
    Postaram sie odpisac wieczorem, na razie nie mam czasu. Dziekuje za odpowiedzi :)
  • 09.04.17, 17:52
    Moj jest nawet lubiany przez kolegow z przedszkola, na placu zabaw dzieci chca sie z nim bawic, ale wspołpracuje słabo, nie wszystko łapie, nie kazdy zart rozumie, a do tego przewroci sie np i ryczy, jakby umierał. Widac tę innosc. tyle, ze tu akurat jestem optymistką, bo widzę, ze go dzieci interesują, on interesuje dzieci, reszta kwestia treningu, a z ryczenia moze wyrosnie. boje sie , ze bedzie kozłem ofiarnym w szkole, przez "ogół" nie lubianym i uwazanym za "obciachowe towarzystwo", ale sadze, ze bedzie miał kolegów (tak jak ja w SP- tu akurat jestesmy podobni)
  • 09.04.17, 17:43
    Hehe, teraz przeczytałam. no jednak moj syn jest troche inny od tamtego chłopaka...
  • 09.04.17, 17:44
    Przeczytałam artykuł w blogu. Zupełnie bez sensu mi te posty wkleja.
  • 09.04.17, 18:37
    Ciesz się, że nie masz córki i nie musisz patrzeć, jak sierota próbuje się umalować. Zaręczam, to jest dopiero zabawny widok.
    Kupuj rozpinane bluzy. Trudniej założyć podkoszulek na rozpiętą bluzę, a odzież z suwakiem sprawia wrażenie „ostatecznej”.
    Ni e mów „ubierz się”. Dozuj zadania. Znajdź majtki, ustaw przodem do przodu, traf nogą we właściwą dziurę… mnóstwo zadań, a to na razie tylko majtki ( i tu wygrywasz, wyobraź sobie siebie uczącą niezdarną córkę zapinania biustonosza). Tak, wiem, że Twój syn to inteligentny chłopiec w zaawansowanym wieku. Ja też jestem inteligentna, ale zdarza mi się rano kręcić bez sensu po domu w pełnej zbroi, bo nie umiem zacząć wkładać butów. A może kwiatki podlać, a może okno uchylić, a może zamknąć, a gdzie mam klucze… no, dobrze. Schyl się, no schyl się, musisz założyć te buty! Trzeba wiedzieć, że się potrzebuje komendy. Pamiętaj, im częściej wydajesz polecenia, tym bardziej utrwalasz w synku świadomość, że ich potrzebuje. Każde Twoje „zapnij kurtkę”, „zakręć wodę” to kształtowanie nawyku działania na komendę, a także umiejętności formułowania poleceń. Formułuj więc je ergonomicznie i w przemyślany sposób, żeby były przydatne. Jeżeli syn uzna w/w za przydatne, a także za naturalne, a nie dziwne i wywołujące niesmak u matki – to będzie je sam na sobie stosował. On pewnie zawsze będzie potrzebował poleceń, ale może wydawać je sobie sam. Ustnie, pisemnie, przy pomocy gadżetów.
    W pokoju będzie burdel. Burdel może się zmniejszyć wyłącznie (tzn. gdyby Twój syn był mną) wtedy, gdy:
    - ograniczysz ilość półeczek i szufladek
    - syn sam znajdzie miejsce na swoje rzeczy (nieważne, jak wariackie podejmie w związku z tym decyzje)
    Ideał – wielka szafa z miskami na półkach, rzeczy używanie na bieżąco na linii wzroku, sama wybieram miejsce na poszczególne rzeczy i sama je tam umieszczam, tylko wtedy wiem, gdzie co mam. To nic, że codziennie zaglądam do komody i widzę majtki, nie ja wybrałam dla nich miejsce, więc ich nie dostrzegam, poza tym, kiedy szukam spodni w szafie, zapominam, gdzie leżą majtki, bo nie należą do systemu „szafa”. Jeśli zapytasz, gdzie leżą majtki, pewnie syn wyrecytuje „w komodzie”, byś po chwili mogła usłyszeć „mamo, gdzie są moje majtki?”
    Można spróbować grupować odzież zestawami. Na półce, gdzie jest łatwo sięgnąć układasz w kolejności: majtki i skarpetki na koszulce i spodniach, bluza pod spodem. I tak np. układasz obok siebie 3 zestawy, spięte klipsami do bielizny. Młody wygarnia wszystko i układa „od góry”. Ja jestem duża, narzucam więc stanik we właściwym kolorze na zaplanowaną na jutro bluzkę, na tym samym wieszaku wisi też apaszka/ naszyjnik. Zestawy: majtki/rajstopy, majtki/ skarpetki w liczbie 5 (na tydzień roboczy) leżą w misce w szafie pod elementami wierzchnimi zależnymi od pogody (swetry, żakiety itp.)
    Pokój, w którym jest szafa, wyrko, blat i krzesło łatwo się sprząta. Nie przeciskasz się, nie odsuwasz niczego, wytarcie kurzu to moment. Porządku w miskach nie wymaga się. Trzeba miskę czasem umyć, ale rzeczy do niej wrzuca się luzem, taka jest idea miski.
    W łazience pudełko, gdzie jest jego mydło, jego pasta i jego szczoteczka. Wyjmujesz, używasz wszystkiego. A może użyć radia/odtwarzacza? Synku, do łazienki na cztery piosenki, dwie na prysznic, jedna na wycieranie, jedna na zęby?

    A tu już refleksja zupełnie luźna – a może on tak biega m.in. dlatego, że nie umie zacząć? Nie umie zacząć zabawy, innego etapu zabawy, nowej czynności, gdy pierwsza mu się znudzi? Programy w TV „zaczynają” się same. A gdy nie ma TV – tyle by się chciało zrobić, ale jak zacząć? Kiedy zacząć? Już zacząć?


    --
    To pisałam ja, świr.
  • 09.04.17, 19:54
    Moja córka juz buszuje w mojej kosmetyczce i ostatnio nawet nieźle umalowala sobie policzki (trochę za mocno ale to był pierwszy raz). Z ubieraniem jest masakra choć jak chce coś założyć to zrobi to piorunem.
  • 09.04.17, 21:00
    Fajne sugestie - z tymi zestawami ubrań i piosenkami:) Mam córkę, więc kiedyś pewnie będę obserwować jej zmagania związane z malowaniem. Chociaż już teraz wchodzi do łazienki jak się maluję i mówi "pomogem!" (nie wiem, skąd jej się wzięła ta maniera z końcówkami "em") - i wyciąga moje kosmetyki i zaczyna "pomagać" (co najczęściej oznacza wzięcie trochę cienia do powiek na pędzelek i pomalowanie sobie nogi:))

    A co do samego ubierania - u nas ubieranie jest problemem głównie dlatego, że córka nie lubi się ubierać. Wie, że jak się nie ubierze, to nie wyjdziemy, a jej się wychodzić nie chce. W tygodniu wyjść musimy, więc z reguły kończy się jakimś przekupstwem i moim pomaganiem w ubieraniu. W weekendy - mamy więcej czasu na "wychowywanie", więc musi ubrać się sama, jeśli gdzieś mamy jechać. Ale bywa, że to trwa. Dzisiaj był dobry motywator - wyjazd na basen - a i tak ubieranie się zajęło jej... 4h. Bo jej się nie chce. Bo nie te spodnie, chce inne. Koszulka nie taka. Majtki chce inne. Przy czym wszystkie te teksty są wymówkami (wszystkie rzeczy normalnie nosi). Nie chce się ubierać. Wynajduje jakieś inne zabawy. Mam nadzieję, że to taka irytująca faza ("wszystko na nie"), bo już nie wiem, co jest gorsze...

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 10.04.17, 12:08
    Ja nawet mam plan, jak to bedzie, jak bedzie starszy:po prostu pare kompletów ubran, jak pisałas, w pokoju minimum rzeczy (juz teraz masowo wynoszę zabawki, którymi sie nie bawi) - ale na razie z ubraniami to musi ich wiecej miec, bo sie strasznie brudzi i nie nadążyłabym z praniem. Komendy mu wydaję, raz wykonuje, innym razem jest w "swoim swiecie" i biega, innym razem nie chce.
    Mysle, ze on tak biega, bo ma wtedy ciekawe- przyjemne mysli, jakby ogądał ciekawy film albo cos. Wczoraj biega mi po łozku, ja mówie "Adasiu, chodz zrobic costam" a on do mnie "mamoo, pozniej, własnie zaczałem myslec" :D. Tak to wygląda.
  • 09.04.17, 21:05
    Póki co jestem w takiej fazie, że chwilowo się nie martwię. Tzn czasami pojawiają mi się takie myśli "co będzie dalej", "czy ona sobie poradzi" - ale na co dzień nie. Chyba jest za wcześnie, żeby coś wyrokować...
    Z rzeczy "małego kalibru" - boję się, że PEPR, który Ewa miała niedawno robiony, wyjdzie jakoś źle. W sensie - wyjdzie gorzej, niż przeczuwam, że wyjdzie. Że zburzy moje poczucie "jest dobrze".

    A co do telewizora - ja zauważyłam, że telewizor i tablet musi być jakoś wpleciony w schemat dnia. Jeśli już musi być - to musi być ustalona pora lub ustalone rzeczy, które trzeba zrobić, żeby się pojawił. Jeśli pojawiają się precedensy - to córka robi się nerwowa i wymusza kolejne.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 10.04.17, 12:21
    No i dalej sie martwie i panikuję, tym razem małym. Bylismy u pulmonologa, bo sie astma mu zapowiada, Dziecko po prostu nie do wytrzymania, nie do okiełznania. Inne dzieci przyglądały sie sobie, spokojne, a ten biegał bez opanowania, zero reakcji na mnie, tylko mi zegar pokazywał (bo wtedy mu spiewam i go podrzucam) i kotka na scianie, oczywiscie bez sprawdzania czy widzę (sukces, ze palec bardziej wysuwał, wiec moze kiedys wysunie całkiem). Kontaktu wzrokowego zero.
    Ja teoretycznie wiem, ze jemu cos tam dolega, bo jesc nie chce, wymiotuje sluzem, rece do buzi wkłada- chyba mu pare zębow na raz wychodzi. Ja teoretycznie pamietam, ze jak jest calkiem zdrowy, to jest spokojny, kontaktowy.... Ja teoretycznie wiem, ze zęby mu wreszcie wyjda, alergie zaleczymy, inhalacje zrobimy i powinno byc lepiej... ALE I TAK JESTEM W PANICE! A jak on taki juz zawsze zostanie? JUak starszy tak sie zachowywał, to wcale sie nie przejmowałam, tłummaczyłam sobie, ze jest w nowym miejscu, ze chory, 150 wymowek i dobrze mi było. A teraz ja ten autyzm gołym okiem widze...
    Zgłupieję przy tych moich dzieciach, jak nie jeden, to drugi. Juz bym tak chciała sobie pozyc troche, chociaz ksiazke poczytac, film wieczorem w TV zobaczyc, moze z kolezanka spotkac...
    Patrze przez okno - babcia z wozkiem na spacerze, matka pewnie sobie w spokoju sprząta, czy gotuje, dziecko z wozka wesoło patrzy. Idę do parku- a tu babcia z 2 wnucząt na spacerze. Ide na plac zabaw- matki plotkują, ksiazki czytają, dzieci sie razem bawia. Ide do kolezanki, a ona mi mowi, ze na weekend sprzedała dzieci tesciowej, bo ma cos do roboty. A ja wiecznie utorbiona, jeden mnie nie słucha, pilnowac trzeba, drugi biega bez sensu po pokrzywach, oczy dookoła głowy... Czy to sie kiedys skonczy, chociaz za 10 lat?
  • 10.04.17, 12:30
    Wiem, że cokolwiek by nie napisać - to nie zagwarantuję Ci przecież, że będzie dobrze. Że wszystko się idealnie ułoży. Sama nie mam 100% pewności w stosunku do własnego dziecka.
    Ale jedno wiem - już niedługo przyjdzie taki czas, kiedy obu synów będziesz przynajmniej na kilka godzin dziennie mogła oddać do przedszkola/szkoły. Troszkę odpoczniesz:)

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 10.04.17, 15:42
    Moja Laura nadal ma fazę garniecia się do dzieci, szczególnie do starszych chłopców (jeszcze mnie to nie martwi ). A wczoraj 'highlight of the day': dala mi popalić w sklepie bo bardzo chciała iść do toalety ale panicznie boi się suszarke do rąk. Jak tylko usłyszała, że proszę ekspedientke o klucz do WC ,dostala histerii 'please, help me, I don't wanna toilet!'. Biegłysmy do domu:ona zaryczana a ja zziajana (bylysmy na rowerowym spacerze i wstapilysmy do sklepu bo chciala nowa szczoteczkę do zębów ). Jak juz bylysmy w domu to mi nerwy puscily i się popalakalam a moje dziecko po raz pierwszy 'mamo,proszę, przestań płakać! Ja juz będę grzeczna, nie płacz! '.Oczywiście po usłyszeniu tych słów ryczałam juz na dobre.
  • 10.04.17, 16:53
    To bardzo dobrze, ze garnie sie do dzieci. Z czasem sie nauczy wspołpracowac.
    Uwazam, ze ja tez mam ZA. Jako dziecko byłam taka, ze tez chciałam sie bawic, wiele zabaw mi odpowiadało, niestety dostawałam "najgorsze" role w zabawie, czasem byłam "na doczepkę", czasem mi dzieci dokuczały, odrzucały mnie. Ale z czasem było coraz lepiej, w SP miałam juz przyjaciolki, a w szkole sredniej juz w niczym nie odstawałam od klasy.
    Młodszy synek znowu ma zły dzien, ja cały czas probuje sobie samej tłumaczyc, ze skoro w fazie całkowitego zdrowia wspołpracował, nasladowal, był kontaktowy, to to jest jego"norma", a te zachowanie jest spowodowane np. ząbkowaniem. No kurcze, skoro w ksiązeczkach wiele pokazuje, mowę całkiem rozumie, potrafi wykonac gest typu "papa", "taki jestem duzy", "nie ma" itd, w fazie lepszego samopoczucia wykonuje polecenia, podąza za wskazaniem i ruchem głowy, czasem bawi sie autem, to raczej to nie jest autyzm wczesnodzieciecy? No i potrafi powiedziec parenascie słow (co nie oznacza, ze sie komunikuje - bo co z tego, ze powtórzy "pan", skoro na pytanie nie potrafi odkiwac "tak" albo "nie")... Ja po prostu nie mam siły tego czasem przechodzic, drugi raz, przy starszym byłam taka zielona i pełna optymizmu...
  • 10.04.17, 18:29
    Ile lat ma młodszy? Bo ja swoją 'tak/nie' nauczylam gdy miała. ..3.5 roku. Serio. Wcześniej gdy pytalam to było tak :'chcesz jablko? '
    Jesli chciała to z entuzjazmem powtarzała 'jablko!' a jeśli nie to był krzyk a w późniejszej fazie 'nie chce jablka'. Teraz ma 4.5 i jest p niebo lepiej a ze zrozumieniem nigdy nie było problemów.
    Agata ma rację, wszystko się unormuje. Może niepotrzebnie się nakręcamy.
  • 10.04.17, 19:29
    No moj ma 15 mc. niby juz w tym wieku dziecko powinno mowic/kiwac tak i nie.
    Starszy zajarzył to ok.2,5 r.ż., pod warunkiem, ze nie był akurat skupiony na czyms innym. Za to ok 15 mc potrafił pokazać, gdzie go boli, co było duzym ułatwieniem.
  • 10.04.17, 19:52
    Eeee...to sporo potrafi na 15mc. Myślę, że jesteś przeczulona ale rozumiem to. Gdybym teraz miała drugie dziecko to bym swirowala. Fajny jest ten Twój roczniaczek!
  • 10.04.17, 22:29
    Ja teraz sobie tez mysle, ze w koncu nie jest tragicznie, wieczorem zawsze mi sie nastroj poprawia, najgorszego doła mam rano. Ale fakt faktem dzis miał okropny dzien. Mysle, ze moze cos mu fizycznie dolega, bo jak jest całkiem zdrowy, to potrafi byc kontaktowy.
    Moj starszy jak miał 4 lata tez był bardzo fajny jak twoja córka, chociaz do dzieci to go na siłe musiałam ciągnąc, bo sie bał. Teraz sie zrobił troche niegrzeczny- tj psoci nieraz specjalnie, mowi brzydkie słowa, a jako 4-latek był taki słodki i prostolinijny...
  • 11.04.17, 08:31
    Oj,moja córka tez psoci i robi to z uśmiechem. Doły są normalne ale ja bym się młodszym tak nie martwila. A i Twój starszy tez jest świetny. Wszystkie nasze dzieci są. Tylko czasem,ewentualnie, trzeba sobie trochę poprzeklinac (w duchu ) albo poplakac ;)
  • 11.04.17, 10:33
    Marta, a nie myślałaś by wyjechać z dzieciakami np. do sanatorium? 3 tygodnie bez obowiązków typu gotowanie, pranie, zajęcia, terapie itd. Przydało by się i dzieciom i Tobie. Byłam z synem 2 lata temu i prawie przestał chorować. Zawsze był chorowity, gdy poszedł do przedszkola w pierwszym roku miał 6x zapalenie oskrzeli i raz zapalenie płuc. Więcej go nie było w przedszkolu niż był. Po sanatorium jak ręką odjął, nigdy nie zachorował na dolne drogi oddechowe. Na pewno też przyczyniło się do tego kilka innych umiejętności, które nabył z wiekiem np. nauczył się wydmuchiwać nos, a wcześniej tylko obcierałam gila spod nosa, daje sobie aplikować różne spreje na katar itd. U nas wyjazd nad morze do sanatorium, to był moment przełomowy. Dlatego namawiam Cię, byś spróbowała. My się wybieramy znowu za miesiąc, by nabrać odporności przed szkołą :)

    --
    Maksio & Maks & Max
    10.07.2010
  • 11.04.17, 10:43
    Co mnie martwi aktualnie? Syn kończy w tym roku 7 lat, opuszcza opiekuńcze przedszkole i idzie do 1 klasy. I mam wszystkie lęki matki dziecka z ZA z tym związane. Przez 4 lata przedszkola zastanawiałam się nad szkołą, 3 sezony szukałam najlepszego rozwiązania i szkoły. W końcu chyba pójdzie tam, gdzie nigdy nie przypuszczałam i co znalazłam w ostatniej chwili. Moje rozkminy na nic się zdały, zmarnowałam mnóstwo czasu i energii. Mam nadzieję być mądrzejsza na przeszłość, ale jak znam siebie, to pewnie nie da rady :P Jakiś rok temu sprawdzałam szkoły średnie związane z zainteresowaniami syna...

    --
    Maksio & Maks & Max
    10.07.2010
  • 12.04.17, 23:11
    No nie da rady, nie ma na to szans.
    Mam pod swoją opieką jeszcze starszego syna i mamę, jest mi trudno wyjsc nawet na zakupy odziezowe, jak chcemy na wakacje wyjechac, to musimy tesciow prosic zeby zaopiekowali sie mamą. Nie mam nikogo do pomocy, juz mam doła przez to wszystko. Chciałam sobie kupic cos do ubrania przed powrotem do pracy i tez nie dałam rady, bo niania miała swoje sprawy i nie mogła przyjsc, a z dziecmi to nie bardzo sie da. Tak to włąsnie wygląda. Moze za parę lat, jak dzieci podrosną, odzyskam trochę wolnosci.
  • 12.04.17, 23:12
    Pisałam o pomysle z sanatorium.
  • 11.04.17, 13:25
    Martwię się tym, co będzie, kiedy mnie zabraknie, czy uda mi się go przygotować do radzenia sobie samemu. I tym, czy synek będzie szczęśliwy, kiedy dorośnie. Chciałabym, żeby miał kilka wartościowych osób wokół siebie, do których będzie mógł zwrócić się po pomoc, radę, z którymi będzie mógł wspólnie pogadać i pomilczeć. Które go zaakceptują takiego, jaki jest.
    Bardzo się martwię jego kontaktem z rówieśnikami, czy się odnajdzie, czy nie będą mu dokuczać.
    Wieku adolescencji.
    Chciałabym móc mu towarzyszyć na każdym etapie życia, ale wiem, że ani to dobre ani sensowne, ani nie cel wychowania.
    Martwię się tym, czy jako starszy chłopak / dorosły, znajdzie pracę, w której będzie się czuł dobrze, czy będzie miał okazję wykorzystać swoje silniejsze strony, czy zrozumie, że nie musi być idealny we wszystkim a jak nie to tragedia.
    Czy znajdzie dziewczynę, która go pokocha i on pokocha ją?? Jeśli będzie chciał oczywiście.
    Bardziej martwię się tym, że będzie chciał przyjaźni, miłości a nie będzie jej umiał znaleźć/dać, niż tym, że nie będzie jej chciał/potrzebował do szczęścia.

  • 11.04.17, 16:59
    Przyznaje, ze ja tez myslałam o szkole sredniej, w okolicy sa z 3 zgodne z jego zdolnosciami i zainteresowaniami.
    Jakois nie martwie sie, czy sie ozeni, znajdzie przyjaciol, mysle, ze tu duzo bedzie zalezało od jego woli, zreszta jak ma byc taki rykol i choleryk jak teraz, to lepiej niech zostanie kawalerem, bo szkoda dziewczyny. Zalezy mi, zeby sie wykształcił, miał lubianą pracę, ogarniał siebie, a reszta zalezy od niego w duzej mierze. Juz teraz dzieci nieraz proponują mu zabwę, a on potrafi focha strzelic, no ale nie ma obowiązku miec przyjaciół.
  • 11.04.17, 18:01
    > Przyznaje, ze ja tez myslałam o szkole sredniej, w okolicy sa z 3 zgodne z jego
    > zdolnosciami i zainteresowaniami.
    Piszesz o 6-latku czy roczniaku? :D
  • 12.04.17, 07:52
    o 6-latku. niezła jestem, no nie :?D
  • 12.04.17, 09:43
    Nie tylko ty . Ja mam pięciolatka i tez mam takie zmartwienia tylko jeszcze głośno o nich nie mowie ;)
  • 11.04.17, 18:35
    Nam niedługo rozszerza się rodzina i teraz tu moje główne zmartwienia - jak to synek zniesie? Nie znosi dzieci, nie chce się dzielić nawet w zabawie np. z misiami (jedzenie ma być dla niego, a nie dla ukochanych skądinąd, misiów). Martwię się jak zniesie moją nieobecność i powrót z maluchem.
    Jeśli chodzi o dalszą przyszłość, to na razie nie martwię się wcale. Niby wiem, że muszą być trudności, ale synek ma mocny, ale spokojny charakter, przy tym jest bardzo inteligentny - myślę, że to otoczenie (w tym my-rodzice) może mieć z nim problem, a nie on sam;) W każdym razie mój mąż tak miał - całe dzieciństwo i wczesną młodość był z siebie bardzo zadowolony (właściwie to mu zostało), ludzi nie potrzebował, większość uważał za dziwaków (w przeciwieństwie do siebie :P). W pewnym, dość późnym, momencie postanowił się ogarnąć uczuciowo, stwierdził, że dobrze by było mieć dziewczynę, żonę, dzieci... Rozkminił to sobie wszystko na gruncie racjonalnym i mogę powiedzieć, że zrobił to świetnie - dla mnie jest fantastycznym mężem! Ma zasady, rodzina ma u niego najwyższy priorytet, można na nim w 100% polegać. Tak to sobie racjonalnie poukładał. Mam nadzieję, że synek będzie rósł podobny do taty, oszczędziłoby mu to wielu młodzieńczych cierpień, o których tutaj czytam.
  • 12.04.17, 23:37
    > Nam niedługo rozszerza się rodzina i teraz tu moje główne zmartwienia - jak to synek zniesie?
    > Nie znosi dzieci, nie chce się dzielić nawet w zabawie np. z misiami (jedzenie ma być dla niego,
    > a nie dla ukochanych skądinąd, misiów). Martwię się jak zniesie moją nieobecność i powrót z maluchem.

    Często się mówi, że rodzeństwo to najlepsi terapeuci, 24/7. I u nas się to sprawdziło.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.