Dodaj do ulubionych

tok indywidualny (ZA) - czy macie doświadczenia?

19.04.17, 20:23
Dzień dobry. Mój syn (Zespół Aspergera) niebawem kończy 3 klasę, jest w klasie integracyjnej z nauczycielem wspomagającym. Ma olbrzymie trudności z koncentracją, bierze Medicinect, trochę pomaga, cudów nie ma. Uczy się nieźle, bo ma wiedzę, ale nie z lekcji,bo sobie czyta encyklopedie w domu itd, ale nie z lekcji na których zazwyczaj nie słucha, nie wykonuje poleceń nauczyciela, dużym problemem jest dla niego hałas, a nawet szum, każdy dźwięk go rozprasza natychmiast. Ostatnio bardzo się flustruje, ucieka z klasy, obraża nauczycielki, raz nawet uderzył.
Na pewno porozmawiam z psychiatrą o dawce Medicinectu, ale nauczyciel wspomagający bardzo namawia na tok indywidualny. Chcę o to zawnioskować, bo 4 klasie, kiedy trzeba zmieniać klasy w czasie przerwy, różni nauczyciele itd, to nie będzie mu łatwiej.
Czy są tu rodzice, którzy mogliby podzielić się ze mną swoim doświadczeniem? Na co uważać, ta szkoła "przycina" oszczędności na dzieciach z orzeczeniami.
Teraz pracuję na pełnym etacie, syn zostaje w świetlicy, ale przy toku indywidualnym wydaje mi się, że konieczne będzie zmniejszyć etat.
Ile to jest godzin lekcyjnych dziennie?
Które zajęcia są wspólne z klasą?
Będę bardzo wdzięczna za Wasze opinie.
Edytor zaawansowany
  • 19.04.17, 20:49
    Nauczanie indywidualne jesli nic sie nie zmienilo to jakie 8-9 godzin tygodniowo. Jesli w orzeczeniu bedzie zalecenie, aby mial jakies lekcje z klasa to bedzie mial.
    A jaka terapia jest prowadzony poza szkola czy na rewalidacji?
    Musisz rozwazyc wszystkie za i przeciw.
    Jedno jest pewne - odetchniecie. Ale czy na tym dziecko zyska czy straci?
  • 19.04.17, 20:55
    Sprawdzilam w necie 8-10 godzin czyli 2 lekcje dziennie. Jesli psychiatra wypisze Ci zaswiadczenie o koniecznosci NI to musi wpisac, ze dziecko ma miec lekcje z klasa i jakie. Jesli nie wpisze to nie bedzie mial.
  • 19.04.17, 21:37
    4-6 godzin dla zerówki,
    6-8 godzin dla klas 1-3,
    8-10 godzin dla klas4-6,
    10-12 godzin dla gimnazjum,
    12-16 godzin dla szkół ponadgimnazjalnych.

    Szału nie ma

    --
    Wsparcie dla Misia - chłopca z Zespołem Aspergera

    Poradnik Autystyczny - wszystko co chcesz wiedzieć o autyzmie a wstydzisz się zapytać
  • 21.04.17, 23:00
    poza szkołą ma regularnie od 5 lat TUSy w poradni PPP, ma nadwrażliwy słuch więc ostatnio jeździ na pianino, w szkole ma 2 godziny rewalidacji i 3 godziny terapii (to akurat świeża sprawa, od 2 tygodni, odkąd stał się taki nadpobudliwy).
    Rozważam, bardzo intensywnie. Z jednej strony myślę, że to byłoby dobre, bo w klasie jest trudny, nie więc kwestia integracji trochę tu nie wychodzi, dzieci go mają za dziwaka. Ale obawiam się tych jedynie 10 godzin tygodniowo, co z tym dzieckiem później, w świetlicy ma kwitnąć? A jesli faktycznie nowe przepisy wprowadzą NI tylko w domu? Ja i mój mąż pracujemy, mamy jeszcze córeczkę (2 lata młodsza, zdrowa). Mam zamiar przejść na pół etatu od września, ale jesli NI to tylko 10 godzin, to wygląda na to, że pół etatu to i tak niewyrobka.
    Dziś poszliśmy do psychiatry, ona akurat jest przeciwna NI. Dała dodatkowy lek dla syna, na emocje. Rany to dziecko wybrało już więcej leków niż ja przez całe życie.
  • 20.04.17, 10:17
    Przemysl to jeszcze. Wg projektu nowego rozporządzenia NI bedzie mogło odbywać się WYŁĄCZNIE POZA SZKOŁA. NIE BEDZIE NAUCZANIA INDYWIDUALNEGO Z WŁĄCZANIEM DO KLASY. Jeżeli po rozmowie z lekarzem uznasz, że to najlepsza opcja, to lekarz musi wystawić zaświadczenie już teraz i na dłuższy okres, juz teraz załatwiaj orzeczenie, zeby syn rozpoczął NI z włączaniem do klasy w tym roku szkolnym. Przepisy maja wejść w życie 1. września, ale NI rozpoczęte przed tą datą bedzie kontynuowane na starych zasadach.
  • 20.04.17, 10:51
    Ale po co synowi monczere lekcje z klasą? Napisała przecież:

    > Uczy się nieźle, bo ma wiedzę, ale nie z lekcji,bo sobie czyta encyklopedie w domu itd, ale nie z lekcji na których zazwyczaj nie słucha, nie wykonuje poleceń nauczyciela, dużym problemem jest dla niego hałas, a nawet szum, każdy dźwięk go rozprasza natychmiast.

    Czyli na lekcjach z klasą jej syn się nie uczy. Gdyby chodziło o mnie, wolałubym takich lekcji nie mieć, mieć za to więcej czasu na czytanie ciekawych rzeczy (np. encyklopedii). No ale ja już wielokrotnie pisałum na tym forum, że gdybym mogłu cofnąć czas i wybrać dla siebie rodzaj edukacji, wybrałubym nawet nie nauczanie indywidualne, a edukację domową. O nauczaniu indywidualnym pisała również, o ile dobrze pamiętam, brynhildr. No więc? Po co dziecku lekcje z klasą, na których się nie uczy? Proszę o konkretne odpowiedzi. Tzn. nie pisanie o np. bliżej niesprecyzowanych umiejętnościach społecznych, a o wymienienie konkretnych korzyści z chodzenia na lekcje z klasą, z których dziecko nie wynosi wiedzy.

    --
    666rem.wordpress.com/ - świat i życie z punktu widzenia odmieńca.
  • 20.04.17, 20:14
    A na lekcje chodzi sie tylko dla wiedzy?
    Jak uczylam w szkole to jeszcze oprocz wiedzy byly: kompetencje miekkie, praca w grupach, dyskusje, nauka argumentacji, nauka planowania dzialan i wspolpracy, i nie:blizej nieokreslone kompetencje spoleczne (Ty jestes wysokofunkcjonujacy, a kazde dziecko jest inne i nie kazde az tak dobrze funkcjonuje) a okreslone umiejetnosci spoleczne czyli chociazby romowa na okreslony temat. I wiele pewnie innych elementow dostosowanych do konkretnego dziecka.
    Moze byc NI bez lekcji z klasa, bo taka jest potrzeba, moze byc z jakimis lekcjami, bo taka tez jest potrzeba.
  • 25.04.17, 09:15
    @ t.tolka:
    Po kolei:

    > Jak uczylam w szkole to jeszcze oprocz wiedzy byly: kompetencje miekkie (...)

    Jakie konkretnie kompetencje miękkie?

    > (...) praca w grupach (...)

    Uczenie się czegoś, co w większości sytuacji jest stratą czasu, uważam za stratę czasu. A praca w grupie w postaci, w jakiej zapamiętałum ją ze szkoły, generalnie nie może być efektywna. Skuteczna współpraca wymaga: 1) podziału zadań pomiędzy pojedynczych członków zespołu i 2) indywidualnej pracy każdego z członków zespołu nad przydzielonymi mu zadaniami. W przypadku grup złożonych z przypadkowych ludzi dodatkowo ważna jest indywidualna odpowiedzialność każdego z członków zespołu. Czyli skuteczna współpraca wymaga unikania pracy w grupie w postaci, w jakiej zapamiętałum ją ze szkoły. I tego szkoła mnie nie nauczyła.
    W pracy działam m.in. w ramach dwóch zespołów. I oba pracują tak, jak to opisałum powyżej. Często przez wiele dni nie rozmawiam ze współpracownikami na temat realizowanych przez nas projektów. Robię swoje, często będąc jedyną osobą w pomieszczeniu, w którym pracuję. I to się sprawdza. Szkoła natomiast próbowała nauczyć mnie czegoś zupełnie innego. Próbowała nauczyć mnie pracy w grupie przypominającej burzę mózgów. Nie udało się jej. I bardzo dobrze, bo o burzy mózgów wiadomo, że nie działa [ onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/1467-8616.00154/abstract ].

    > (...) dyskusje, nauka argumentacji (...)

    Jeśli chodzi o argumentację, to szkoła podstawowa uczyła mnie, oczywiście niezamierzenie, m.in. tego, że najlepszymi argumentami są argumenty siłowe. Problem polegał na tym, że bywało to prawdą tylko wśród moich "kolegów" i "koleżanek" ze szkoły. W ogólniaku było już nieco lepiej, ale lepiej nie znaczy tu dobrze. Np. niektóre "dyskusje", w tym niektóre "dyskusje" odbywające się podczas lekcji, przy nauczycielu, polegały na wzajemnym przekrzykiwaniu się. Nie wiem, czego mogły mnie one nauczyć. Tego, że nie ze wszystkimi warto rozmawiać? To wiedziałum już wcześniej. W innych szkolnych dyskusjach padały argumenty ad personam. Takie argumenty może nawet są skuteczne w niektórych sytuacjach. Ale ja w dorosłym życiu takich sytuacji skutecznie unikam. Nikt w szkole natomiast nie powiedział mi, że należy podawać źródła. Że np. powołując się na jakieś badania, należy powiedzieć lub napisać, kto je przeprowadził i gdzie oraz kiedy ich wyniki zostały opublikowane. Nikt w szkole też nie nauczył mnie rozpoznawania wiarygodnych i niewiarygodnych źródeł, hierarchii dowodów i innych rzeczy przydatnych w merytorycznej, kulturalnej dyskusji. Rzeczy, których można się nauczyć np. czytając niektóre blogi (np. "Slate Star Codex") i fora dla hobbystów. Podsumowując, nauka argumentowania swoich poglądów w merytorycznej i kulturalnej dyskusji w szkole jest nieefektywna. Istnieją inne sposoby, dzięki którym można nauczyć się tej umiejętności dużo szybciej lub lepiej. Np. udzielanie się na forach dla hobbystów.

    > (...) nauka planowania dzialan i wspolpracy (...)

    Jak już napisałum, skuteczna współpraca wyklucza pracę w grupie w postaci, w jakiej zapamiętałum ją ze szkoły. Ale szkoły, do których chodziłum, uczyły szkolnej wersji pracy w grupie (kilkoro dzieci przy jednej ławce, taka sama ocena dla wszystkich członków grupy i tak dalej), a nie skutecznej współpracy. Tej ostatniej nauczyłum się poza szkołą, m.in. dzięki rodzicom i książkom. I nie było to specjalnie trudne. A teraz jest jeszcze łatwiejsze, bo gry MMO często wymuszają skuteczną współpracę. I np. Redneck Hillbillies of Auraxis pod względem zarządzania i organizacji współpracy przewyższają wszystko, co widziałum w szkole.

    > (...) a okreslone umiejetnosci spoleczne czyli chociazby romowa na okreslony temat.

    Jak wyglądały szkolne dyskusje i "dyskusje", w których brałum udział, już napisałum. I rozmowy, które prowadzę obecnie, w ogóle ich nie przypominają. Inna jest argumentacja, inny jest język, wszystko jest inne. I to rodzice przygotowali mnie do takich rozmów, nie szkoła.

    > (...) Ty jestes wysokofunkcjonujacy, a kazde dziecko jest inne i nie kazde az tak dobrze funkcjonuje (...)

    No więc właśnie: jestem wysokofunkcjonującu. Może więc warto zainteresować się, jakie umiejętności są mi niezbędne, bym taku byłu, a jakie okazały się kompletnie zbędne. I jak się tych umiejętności nauczyłum, które sposoby nauki okazały się skuteczne, a które były stratą czasu. Na to ostatnie pytanie od razu częściowo odpowiem: przymusowe kontakty z innymi dziećmi były stratą czasu. Nieliczni nauczyciele nieźle uczyli mnie wartościowej wiedzy i wartościowych umiejętności. Było ich niewielu i zdecydowanie więcej by osiągnęli, gdyby uczyli mnie indywidualnie, z dala od innych dzieci. Żaden też nie dorównał moim rodzicom w trudnej sztuce przekazywania innym swojej wiedzy. Tym niemniej byli i czegoś wartościowego mnie nauczyli. Natomiast przymusowe kontakty z innymi dziećmi nauczyły mnie tylko rzeczy, których potem musiałum się oduczyć, by dobrze, "wysoko" funkcjonować. Albo których oduczam się nadal, jak np. używania wulgaryzmów z częstotliwością nieakceptowaną przez przedstawicieli klasy średniej. Larry E. Shyers w swojej pracy doktorskiej [ archive.org/details/comparisonofsoci00shye ] przedstawił wyniki eksperymentu, który pokazał, że dzieci nauczane w szkołach zachowują się gorzej od dzieci nauczanych w domu. Jest to zgodne z moim doświadczeniem: od przypadkowych dzieci mogłum nauczyć się głównie złych zachowań. Umiejętności społecznych, takich jak np. umiejętność argumentacji, mogłum nauczyć się od tych, którzy tę umiejętność już opanowali. Czyli od dorosłych. To logiczne. Matematyki czy fizyki też można się nauczyć od kogoś, kto się na matematyce lub fizyce trochę zna, a nie od kogoś, kto jest na identycznym poziomie co uczeń.

    Jedynym racjonalnym argumentem za tym, żeby dziecko monczere uczyło się w szkole, jest to, że lubi szkołę.

    --
    666rem.wordpress.com/ - świat i życie z punktu widzenia odmieńca.
  • 25.04.17, 15:44
    Jakie konkretnie kompetencje miekkie?

    Np
    Komunikatywność
    Dynamizm działania
    Kreatywność
    Umiejętność pracy w zespole
    Zarządzanie czasem
    Odporność na stres

    To takie przykladowe i najprostsze.
  • 27.04.17, 09:03
    Ok, załóżmy nawet, że szkoła rozwija te kompetencje. A przynajmniej niektóre z nich. Tyle tylko, że alternatywą dla chodzenia do szkoły nie musi być oglądanie telewizji. I w związku z tym pozostaje pytanie, czy w czasie, jaki dziecko spędza w szkole, nie da się rozwinąć tych kompetencji nie tylko w większym stopniu, ale i w dużo przyjemniejszy sposób. Znów będą przykłady z mojego życia. Przykład pierwszy: będąc nastolatkum często sterowałum małymi jachtami w warunkach, w których dorośli się bali. I bali się słusznie, bo mniej doświadczeni żeglarze zaliczali wywrotki. Nie to, żebym jakoś specjalnie przepadału za żeglowaniem, ale uczciwie przyznaję, że było rozwijające. Z Twojej listy pasują mi tu: "dynamizm działania" (choć może interpretuję ten termin inaczej niż Ty), umiejętność pracy w zespole i odporność na stres. A teraz przykład drugi: gdy miałum 17 lat, całkiem często zaczynałum dzień od kubka wermutu. Trudno mi wyobrazić sobie gorszą metodę radzenia sobie ze stresem i innymi problemami. Po co piłum? Żeby jakoś znieść wyjście do szkoły. Dwie różne sytuacje, skrajnie różne postępowanie w obliczu stresu. Wniosek: samo znalezienie się w stresującej sytuacji wcale nie musi doprowadzić do rozwinięcia odporności na stres, równie dobrze może doprowadzić do sięgnięcia po niezdrowe sposoby radzenia sobie z nim.

    --
    666rem.wordpress.com/ - świat i życie z punktu widzenia odmieńca.
  • 25.04.17, 10:01
    Tak, do szkoły chodzi się dla wiedzy. Jest to system zakładający zasysanie wiedzy.

    Dla mnie te kompetencje są właśnie bliżej nieokreślone. Dla was jest to zasadne, celowe, potrzebne, może wymierne. Dla mnie to jest zestaw schematów, które muszę zakuć, żebyście byli zadowoleni. Nie dlatego, żeby efektywniej działać, żeby dobrze wykonać konkretną pracę. Dlatego, że was jest więcej. Jestem w stanie uznać tę konieczność, bo jestem właśnie wysokofunkcjonująca. Dziecko z IQ równym mojemu, ale na przykład zmuszone do opanowywania silnych nadwrażliwości sensorycznych, zapłaci za dyskusje i pracę grupie być może wysoką cenę - nie dostając jednocześnie rekompensaty w wiedzy (bo zasysanie jest zakłócone poprzez konieczność wytrzymania w danej sytuacji)

    Jako osoba z ASD nie rozumiem idei pracy w grupie dla pracy w grupie. Rozumiem tylko, że jest zadanie i trzeba je wykonać optymalnie. Jeśli mi każecie – będę pracować w grupie. Będę wtedy znacznie mniej efektywna, jakość pracy ucierpi, no ale jesteście dziwni, macie taki kaprys – proszszsz. Mam schemat i na pracę w grupie. Ale nawet jeśli będę pracować w grupie na każdej lekcji przez kilka lat – nie nauczę się tego ( w taki sposób, żeby rzeczywiście pracować, a nie irytować wszystkich, albo robić za słupa), bo nie mam kawałka mózgu, który odpowiada za pracę na cudzym skrypcie.

    Jeżeli dyskutuję na temat tego co jest - to wygrywam, jeżeli mam większą wiedzę. I nie ma znaczenia, czy wtedy macham rzęsą. Co mają do tego umiejętności miękkie? Wiem coś i to przedstawiam.
    Natomiast dyskusja na temat tego, co mi się wydaje (np. co poeta ma na myśli?), nie ma sensu. Po co dyskutować na temat jakichś odczuć i sądów? Każdy ma swoje.

    Rozmowa na OKREŚLONY temat to jest to, co potrafię. To NT często tego nie potrafią i mogą się uczyć ode mnie. Ale nie chcą.

    --
    To pisałam ja, świr.
  • 25.04.17, 10:34
    @ brynhildr:
    > Jako osoba z ASD nie rozumiem idei pracy w grupie dla pracy w grupie. Rozumiem tylko, że jest zadanie i trzeba je wykonać optymalnie. Jeśli mi każecie – będę pracować w grupie. Będę wtedy znacznie mniej efektywna, jakość pracy ucierpi, no ale jesteście dziwni, macie taki kaprys – proszszsz.

    Spora część rzeczy, z którymi autycy (w szerokim tego słowa znaczeniu) sobie nie radzą, wpływa negatywnie również na efektywność pracy neurotypowych. Multitasking? APA zaleca, by go unikać [ www.apa.org/research/action/multitask.aspx ]. Praca w grupie? Przed chwilą napisałum o tym, że burza mózgów nie działa. Teraz dorzucę jeszcze link do artykułu, z którego wynika, że spora część pracowników pracuje wydajniej, gdy pracuje z domu:

    www.nber.org/papers/w18871

    Nie mam teraz czasu szukać badań na temat open space'ów, ale stawiam zielonego Jasia, że nauka już dawno pokazała, że ludzie pracują w nich mniej wydajnie niż w zwykłych biurach.

    --
    666rem.wordpress.com/ - świat i życie z punktu widzenia odmieńca.
  • 25.04.17, 15:38
    Dzieki za pokazanie innej strony swiata:)
    Choc ta strona to jest Twoja strona. Inny autyk czy ZA bedzie mial wokol siebie calkiem inny swiat.
    Swoja droga szkola, do ktorej chodziles w moim subiektywnym odbiorze jawi sie bardzo nieciekawie.
    Mimo 15 lat pracy w szkole integracyjnej i oddzialach specjalnych (klasy 3-4 osobowe dla autykow) z taka szkola nigdy nie mialam do czynienia.
    I nie bede miala.
    Bo teraz pracuje daleko od ojczyzny i tylko jako terapeuta.

    Taki krotki przyklad pracy grupowej: 4 osoby, w tym np ZA. Maja za zadanie zaprezentowac emancypacje kobiet. Dziele prace ja. I grupe dziele ja. To oczywiste. Jeden nanosi info na arkusz, autyk (wzrokowiec, siwtny w selekcjonowaniu info), wyszukuje potrzebne wiadomosci, kolejna osoba sprawdza poprawnosc jezykowa, czwarta osoba prezentuje to klasie. Praca razem krotka, polgodziny, podzial zadan jasny i dostosowany do potrzeb, kazdy robi to, w czym jest dobry, nagrodzeni za prace wszyscy.
    I ZAWSZE pytam ZA czy chce pracowac zz grupa, jesli nie to ZAWSZE mam dodatkowa prace indywidualna przygotowana.
    I wiesz. Zawsze ZA chcieli pracowac w takiej grupie, nikt nie kazal, wybor byl.
    Ot taka ciekawostka.
  • 25.04.17, 15:59
    Nie mój post skomentowałaś, ale ja też z "innej strony".
    Podejrzewam, że Wanderrate nie uczęszczało ani do oddziału specjalnego, ani do klasy integracyjnej. Podobnie jak ja.
    Większość rodziców tu obecnych nie ma dzieci w klasach 3-4 osobowych dla "autyków", ale w polskich szkołach masowych, niejednokrotnie w oddziałach nieudolnie udających integracyjne.
    Dziecko autorki wątku uczy się prawdopodobnie w klasie ok. 20-osobowej. Na przerwie, w stołówce, w świetlicy wchłania ten sam jazgot, co wszyscy. W 4 klasie dodatkowo będzie błąkało się po budynku od jednej "klasopracowni" do drugiej. Klasopracownie różnią się między sobą nie wyposażaniem w bajeranckie zestawy do doświadczeń, tylko tym, że w polonistycznej wisi Mickiewicz, a w historycznej - Sobieski.
    Rzeczywistość szkolna dużej części opisywanych tu dzieci to rzeczywistość tej "nieciekawej" szkoły.
    Ot, taka ciekawostka.

    --
    To pisałam ja, świr.
  • 25.04.17, 23:00
    Pewnie tak, nie zaprzecze. Ale rownoczesnie mialam tez w klasie integracyjnej wlasne dziecie (niepelnosprawnosc sprzezona w tym HFA) w innej szkole. I tez bylo ok.
    I to bylo miedzy 99 a 2012 rokiem. Czyli nie teraz tylko noooo juz jakis czas temu. Zwykle szkoly publiczne, z tak dobrana kadra, zeby bylo niezwyczajnie.
    Za zawsze byli w integracji u nas.
    Autystycy byli w klasach specjalnych, ale tez nie wszyscy. Pracowalam w gimnazjum w liceum. Terapie mialam i tu i tu i w osrodku z mlodszymi dziecmi tez.
    Wniosek: da sie. Tylko kadra musi chciec, musi sie szkolic, musi pytac, szukac i uczyc sie. Wtedy szkola i dla NT i dla nie w pelni sprawnych bedzie nie tylko miejscem zdobywania wiedzy. I takich szkol jest sporo. Ale o nich sie nie mowi. Mowi sie o tych nieudanych.
  • 27.04.17, 09:33
    @ t.tolka:
    > Wniosek: da sie. Tylko kadra musi chciec, musi sie szkolic, musi pytac, szukac i uczyc sie. Wtedy szkola i dla NT i dla nie w pelni sprawnych bedzie nie tylko miejscem zdobywania wiedzy.

    No właśnie nie. Od nauczycieli sporo zależy, ale nie są w stanie zmienić tego, że umiejętności społeczne potrzebne dziecku do radzenia sobie z grupą przypadkowych rówieśników są zupełnie inne niż umiejętności społeczne potrzebne dorosłemu do radzenia sobie np. w miejscu pracy. Przykład: dobrą pozycję społeczną można osiągnąć poprzez dominację lub dzięki prestiżowi, który może wynikać np. z umiejętności [ www.meltingasphalt.com/social-status-down-the-rabbit-hole/ ]. Klasa to grupa dzieci zmuszonych do przebywania razem, ale pozbawionych wspólnego celu. I w związku z tym pozycja społeczna w klasie osiągana jest w dużym stopniu (tylko i wyłącznie?) przez dominację. Dla odmiany, jak zauważył Kevin Simler (autor tekstu, na który się powołuję), w większości miejsc pracy, w których wykonuje się pracę umysłową, pozycja społeczna zależy głównie od umiejętności. Szkoła podobna jest pod względem zasad rządzących hierarchią społeczną do więzień, wojska z poboru i slumsów. Więzień i slumsów lepiej unikać, a wojska z poboru już w Polsce nie ma.

    --
    666rem.wordpress.com/ - świat i życie z punktu widzenia odmieńca.
  • 25.04.17, 12:27
    dzięki, bardzo cenne są dla mnie opinie od osób z ASD, mój syn nie potrafi jeszcze tak wyrazić opinii. Ale wiesz co, on ceni sobie kontakty międzyludzkie, widzę że zalezy mu na nich. Najbliżsi są mu koledzy z jego klasy (jeden zdiagnozowany chłopiec ze sepktrum autyzmu, drugi niezdiagnozowany, ale ma pewne cechy ZA) - i oni go też bardzo lubią. Wspierają go jak traci równowagę emocjonalną, rozmawiają z nim o tych jego ukochanych minerałach i skałach, sami też robią wywody na swoje ulubione tematy (mapy i historia). To najbliżsi, ale widzę, że zależy mu też na uwadze innych kolegów.
  • 27.04.17, 16:46
    Mnie to wszystko bawi, śmieszy i w ogóle.

    Wielu bowiem rodziców traktuje NI jako zastępstwo ZAMIAST terapii. I ja wiem, napadniecie, że nieprawda, że w ogóle. Ale tak jest. Bo matki piszą: moje dziecko zachowuje się inaczej w domu, w domu takie grzeczne, a w szkole to wszystko wina bodźców.
    I ja się wtedy zastanawiam czy te same matki będą izolowac od otoczenia i tychże bodźców te swoje dzieciątka na wieki wieków i dzień dłużej? Bo jeśli tak to zaczyna być ciekawie.
    Bo potem okazuje się, że sa opowiesci, że osoba z ASD ma prawo zareagowac agresją na np. coś zielonego. I co? Przywalić nam na przystanku autobusowym?

    Jaki ma być cel NI? Zastanówmy się.
    Czy jest cos takiego jak "NI na autyzm"? Z jakiego powodu ?


    --
    Wsparcie dla Misia - chłopca z Zespołem Aspergera

    Poradnik Autystyczny - wszystko co chcesz wiedzieć o autyzmie a wstydzisz się zapytać
  • 21.04.17, 23:06
    dziekuję za Twoje zdanie. Tony Atwoodpowiedział, że socjalizujemy AZ jakby na siłę. Spotkałam się też z wypowiedziami dorosłych AZ, że kontakty z rówieśnikami w dzieciństwie, to jest to co uczyniło z ich dzieciństwa koszmar. Tak jak wspomniałam wyżej, obawiam się tych 10 godzin tygodniowo. Co to jest 10 godzin? A jeśli NI miałoby być poza szkoła, to odpada, ze względow dla naszej rodziny praktycznych (pracujemy, mamy jeszcze córkę), oraz faktu, że syn lubi szkołę, i zależy mu na kontaktach z dziećmi, tylko zupełnie nie potrafi ich nawiązać i utrzymać. Nawet jak jakieś dziecko chce z nim porozmawiać pobawić się, to zaleje delikwenta wiedzą na temat minerałów lub minecrafta.
  • 20.04.17, 18:37
    Aga_sama, czy możesz podać link do tego rozporządzenia? Próbowałam znaleźć, ale coś mi nie wychodzi. Czy to jest coś, co nieodwołalnie wchodzi w życie?
  • 21.04.17, 20:27
    To jest projekt. Znajdź sobie aktualnie obowiązujące rozporządzenie i porównaj. Możesz jak każdy obywatel zgłosić swoje uwagi. Ja to zrobię, termin jest chyba do 5. Maja
    legislacja.gov.pl/docs//501/12297457/12427831/12427832/dokument284758.pdf
  • 21.04.17, 23:18
    "...indywidualnym nauczaniem na podstawie orzeczenia o potrzebie indywidualnego nauczania
    wydanego przed dniem 1 września 2017 r. do dnia 31 sierpnia 2019 r., mogą być
    organizowane w szkole jeżeli:
    1) w orzeczeniu wskazano możliwość realizacji indywidualnego nauczania w
    pomieszczeniu szkoły,
    2) szkoła dysponuje pomieszczeniem, w którym mogą odbywać się zajęcia dla tego ucznia
    – do czasu na jaki zostało wydane to orzeczenie. "
    Jeśli dobrze rozumiem - to jednak będzie mogło odbywać się w szkole. Jednak nie widzę opcji włączania do klasy! To nie byłoby najlepsze rozwiązanie dla mojego syna, w końcu był z tymi dziećmi kilka lat, jemu zależy na klasie i kontakcie z dziećmi (chociaż nie radzi sobie za bardzo, ale dzieci go akceptują)
  • 22.04.17, 16:34
    Teraz też nie ma literalnych zapisów o indywidualnym z włączaniem do klasy. Wynika to z przepisów wyższych, o tym, że szkoła musi realizować orzeczenie. Już kilka lat temu, przy wejściu obecnie obowiązującego orzeczenia chcieli to zlikwidować, po protestach zostawili furtkę.
    Od września w ogóle nie będzie opcji indywidualnego na terenie szkoły. Jak ktoś jest absolutnie zdecydowany na taką formę nauki, to można 1. jak dziecko jest na NI obecnie, przynieść zaświadczenie, że go nie potrzebuje i po powrocie do klasy po tygodniu iść do lekarza po papier, że jednak wymaga i załatwiać nowe orzeczenie o NI z włączaniem, które musi być wydane do 31.08. 2017. 2. jak uczy się normalnym trybem, to załatwiać zaświadczenie i orzeczenie o potrzebie NI, ktore musi być wydane do 31.08. 2017.
    Orzeczenia powinny być wydane na maksymalny okres tj, 31.08.2019
  • 22.04.17, 17:00
    zaświadczenie i orzeczenie - oba dokumenty wystawia psychiatra? Czy może PPP?
  • 22.04.17, 18:46
    Orzeczeniemto PPP na podstawie zaswiadczenia od psychiatry.
  • 23.04.17, 00:26
    dzięki
  • 24.04.17, 12:42
    Dzięki. Mam uwagi nie tylko do tego projektu, ale i kilku innych już zrealizowanych :-(
  • 20.04.17, 11:32
    Przemyślałabym co innego. Na przykładzie mojego dziecka i nie-tylko (innych ZA od nas ze szkoły) - w czwartej klasie koncentracja wzrosła i wzrósł też stopień przyswajania z lekcji/na lekcji. Po pierwsze - nauczyciele się zmieniają (nie ma monotonnego wleczenia się zajęć z jedną, nawet b. sympatyczną panią) - przychodzi metodyk od przedmiotu - fachowiec, można go zapytać, dopytać i na ogół rozumie pytanie, nawet jeśli skojarzenie jest odległe. Przestaje się liczyć kto najpiękniej narysował/napisał, itp. liczy się CO się wie (dla nauczycieli) - w fajnej szkole uczeń może się wykazać np. córka w 1-3 miała gorsze wyniki niż w 4 klasie, dodatkowo w 4 jest chętnie wybierana przez dzieci do zadań grupowych, bo wie... potrafi podać przykłady, rozumie zagadnienie, dzieli się informacjami (inni zapisują) - potrafi odpowiedzieć na pytania metodyków. Metodycy mniej pozwalają klasie się rozproszyć, sami wymagają spokoju (potrafią zrozumieć rolę otoczenia dla koncentracji) - są może mniej sympatyczni (z punktu widzenia klasy), ale z punktu widzenia naszych z ZA... to jest niedostrzegalne (jakaś mina??? a kto by patrzył na twarz ;-), zmiana intonacji? (no jak wrzaśnie, to się podskoczy ale potem jest przynajmniej cicho), ale za to wiadomo czego wymagają na jaką ocenę, można bazgrać w zeszycie i i tak mieć bdb, owszem można zgubić piórnik, czy zeszyt, ale na Boga to chyba może ogarnąć wspomagający lub metodyk (pomoc w zmianie klasy/dopilnowanie by zapakowano plecak i wskazanie sali) - w końcu klasa integracyjna. Nie piszesz, by syn był wyśmiewany, czy dręczony - a to główna, moim zdaniem przesłanka do NI, . Pytanie co dzieje się teraz w szkole że tak narasta frustracja? A może medikinet nie jest dla niego (może pobudzać agresję, natłok myśli, wyostrzenie dodatkowo zmysłów).... Rozważyłabym z lekarzami dawkę? postać (np. przedłużone uwalnianie niska dawka) inny lek - jeśli wymaga farmakologii? Może zmiana szkoły na mniejszą z mniejszą klasą? Jeśli szkoła chce oszczędzać, to nie będzie chciała pomóc... Szukałabym takiej która w chwili frustracji zmaksymalizuje wsparcie, a potem płynnie odpuści... Jest kwiecień - pora omawiać wsparcie w 4 klasie... Zwłaszcza, że orzeczenie działa wam teraz na 1-4 - może warto poszukać miejsca gdzie się bardziej nad nim pochylą. A - więcej nauczycieli to też większa szansa na trafienie na kogoś "dla siebie". Córka wyhacza panią od przyrody (dr biologii) na przerwach i z nią przegaduje stresy gdy wychowawcy brak pod ręką, dodatkowo przegaduje z logopedą i informatykiem, wychowawczyni jest polonistką (więc polski obstawiony) i cieniuje jej na matematyce (tu kosmos z nerwami i skupieniem), językowo jest uzdolniona i dyrekcja dobrała nauczycieli radzących sobie więc daje radę (kserówki wklejają jej do zeszytów a o zadaniach piszą w librusie), pani z plastyki ją b.lubi i już jest całe grono (z wf - zwolniona bo przynosi zaświadczenie o jeździe konnej i wspinaczce w pełnym wymiarze godzin). Generalnie 4 klasa jest dla niej zdecydowanie łatwiejsza. Plus normalny materiał, a nie cyt. jakieś bzdury w jednej książce.....
  • 23.04.17, 21:58
    dziękuję za odpowiedź. Faktycznie już w piątek przedyskutowaliśmy z lekarzem dawki leku, ma zwiększoną. Dodaktowo ma wprowadzony nowy, na wyciszenie. Mam nadzieję, że pomoże. Psychiatra powiedziała, że nie zaleca NI dla syna.
  • 20.04.17, 18:00
    Przejściu na nauczanie mieszane syn stał się zdeycowanie spokojniejszy, miał znacznie lepsze oceny, mniejsze były poranne walki o wyjście do szkoły. Najważniejsze przedmioty miał w toku ind., wf, plastykę, informatykę - z całą klasą. Miał wytypowaną osobę (p. bibliotekarkę), która pomagała mu znaleźć klasę w danym dniu. Szkoła dostaje duże pieniądze za organizację toku indywidualnego. Baaaaardzo polecam i pozdrawiam.
  • 21.04.17, 23:07
    dziękuję
  • 23.04.17, 21:15
    TUTAJ opis nadchodzących zmian - nauczanie indywidualne ma wyjść poza szkołę :/
  • 27.04.17, 13:58
    Tutaj petycja przeciw tym zmianom:
    secure.avaaz.org/pl/petition/Ministerstwo_Edukacji_Narodowej_Rezygnacja_z_projektu_rozporzadzenia_w_sprawie_nauczania_indywidualnego/?cvETxkb

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.