Dodaj do ulubionych

Córka "boi" się dzieci i dorosłych.

25.04.17, 20:21
Witam
Mam córeczkę 4,8l. We wrześniu powinna pójść do przedszkola, była przygotowywana do tego wydarzenia bardzo długo. Niestety nawet do przedszkola nie doszłyśmy. Na dwa miesiące przed przedszkolem doszły tiki (córka zaczęła machać rączkami, mierzyć rączkami w różny sposób, powtarza całe zasłyszane zdania), doszedł lęk separacyjny, panicznie zaczynała mnie szukać kiedy znikałam jej z pola widzenia, nie chciała zostać nawet z dziadkami z którymi zostawała wcześniej. Oczywiście mówienie, że ona nigdzie nie pójdzie, nie będzie się bawić w przedszkolu, będzie spać cały spędzony czas. Odpuściłam, kiedy w ataku wręcz paniki zwymiotywała mi na chodnik przed samochodem i trzęsłą się jak wystraszony pies...
Umówiłam nas do psychologa, najpierw był problem z samym wejściem(jak wszędzie czy to do lekarza czy do innego gabinetu). Po godzinie "robienia przedstawienia" pani psycholog powiedziała, że córka robi z nami co chce i nami manipuluje, po dwóch odwołała to co powiedziała i stwierdziła, że być może to coś ze "spektrum". Zalecenie także zrobić diagnozę si.

Więc zrobiliśmy diagnozę, wyszły dość spore zaburzenia, zachowanie córki podobne płacz, ucieczka, zero współpracy. Rozpoczeliśmy prywatną terapie si, obecnie córka po ponad pół roku zrobiła spore postępy, po kilku wizytach zaczęła współpracować z panią.

A u psychologa dalsza obserwacja, córka polubiła panią w momencie jak wyciągnęła "klocki" badające potencjał inteligencji, córka była zachwycona, pani zaskoczona no i córka już chciała jeździć do tej pani psycholog i układać te klocki, nic innego nie wchodziło w grę...a my zostaliśmy skierowani do psychiatry.
Poszliśmy prywatnie żeby było szybko (na nfz czekamy do listopada 2017). Córka zaskoczyła wszystkich bo grzeczna i nawet nawiązała kontakt z psychiatrą. Powód? dzień przed mikołajem a on patrzy. Psychiatra nie wiedział co z nami zrobić...dostaliśmy diagnozę autyzm wysokofunkcjonujący i lęk separacyjny... . Obecnie chodzimy na wwr.
A córka w domu wspaniale funkcjonuje, jest od zawsze wymagająca(uwielbia towarzystwo w zabawie, nie lubi się bawić sama) ale jest komunikatywna, z nami normalnie rozmawia, mówiła przed 2 rż, mając 2 lata recytowała wiersze Tuwima i brzechwy, śpiewała piosenki.
Problem pojawiał się odkąd pamiętam gdy mieliśmy wyjść z domu, nawet mając roczek robiła wszystko żeby z tego domu nie wyjść. A jak ktoś do nas przyszedł były po 2-3 godziny histerii, to samo było jak by szliśmy w gości. Rytuały i schematy (zabawa musi tak samo wyglądać, je od prawie 4 lat tylko jajecznice na kolacje, pije tylko sok jabłkowy itp.)
Córka nie toleruje w ogóle ludzi poza nami czyli rodzicami, dziadkami, starszą kuzynką (patrzy na jej zabawę obok.. bardzo rzadko się włączy do zabawy), reszta ludzi jest przeźroczysta, ucieka, chowa się za mnie. Nawiąże kontakt z osobą jeśli ktoś okaże zainteresowanie zwierzętami (to jej pasja, zabawki to tylko zwierzęta.... bajki o zwierzętach... itp.), potem nie daje spokoju tej osobie, zamęcza ją zdjęciami zwierząt, opowiadaniami.
Mam wrażenie, że moja córka to dwie osoby...jedna która wspaniale funkcjonuje w domu, jest inteligenta i bystra.. i druga to córka która jest zamknięta i wycofana bez kontaktu jak zamkniemy drzwi z domu, która jest strachliwa i lękliwa.
Dodatkowo nikt córce nie może zwrócić uwagi bo od razu beczy, nawet jeśli to drobnostka typu nie ściągaj obrusu, wtedy obraża się na tą osobę i potrafi bardzo długo jej unikach. Potrafi zrezygnować z jazdy na koniu bo nie lubi pani która ją oprowadza bo jak jechała na tym koniu to kazała rączki do góry dać (a ona nie chciała i w ryk, oczywiście już po jeździe)/

Na wwr chodzimy do przedszkola w którym ewentualnie córka miała by rozpocząć przedszkole. Ma tam si i zajęcia z pedagogiem. Niestety jakiekolwiek wprowadzenie do terapii dodatkowej dziewczynki kończy się płaczem. Córka nie chce słyszeć o przedszkolu.. no może że będzie tam z tymi paniami co ma zajęcia ale bez dzieci.
A ja nie mam pojęcia co zrobić z córką...jak jej pomóc. Mam wrażenie, że kręcimy się w kółko. Ten rok mogę jej odpuścić, ale za rok będzie musiała iść już do przedszkola... i co na siłę mam to zrobić?

Pani pedagog z wwr po zobaczeniu reakcji córki na inne dzieci coś wspomniała, że może córka ma niewygaszony odruch moro, niby google mówi co to...ale niewiele o jakiś terapiach.

Wiem, że to chaotyczny wpis... i z góry przepraszam. Ale pogubiłam się w tym wszystkim, chcę pomóc córce a nie wiem jak...
Edytor zaawansowany
  • 25.04.17, 20:41
    A bralas pod uwage sytuacje, ze chodzisz z dzieckiem do przedszkola? Tzn jestes na sali, ba nawet jests przy niej. I powoli sie wycofujesz. Ale w dlugotrwalym prpcesie to wycofywanie.
    Poza tym zawsze mozna ja odroczyc, naprawde nie musi na sile isc do przedszkola.
    Psychologa, ktory po godzinie wystawia diagnoze, ze dziecko manipuluje sobie odpusc.
  • 25.04.17, 21:48
    Obecnie na takiej zasadzie ma zajęcia z wwr...na si jest ze mną. Do pedagoga niby idzie sama.... ja siedzę pod gabinetem. Ciągle mówi "boję się", kiedy przechodzimy przez przedszkolny korytarz i prawie są dzieci widać w jej zachowaniu strach, chwyta mnie za rękę i mocno trzyma... jest też duży problem żeby została po takich wrażeniach z pedagog. Gdy ktoś wchodzi do gabinetu to jest krzyk, zamykanie oczów i uszów i szukanie mnie.

    A co do psychologa to niestety to był z ppp. Potem po "diagnozie" dostaliśmy wwr i między wierszami idzie tam a nam dajcie spokój już.
    A ja mam kaca moralnego, bo mam wrażenie, że od tego czasu nic nie jest lepiej. No tylko tyle, że młoda pracuje sam na sam z pedagog.
  • 25.04.17, 22:07
    Czytam Twojego posta i tak się zastanawiam - czy Ty zgadzasz się w ogóle z diagnozą? Piszesz o problemach z lękiem separacyjnym, lękiem związanym z innymi ludźmi, czymś w rodzaju fobii społecznej - ale czy córka ma w ogóle zaburzenia w obszarze komunikacji? Może diagnoza powinna jednak iść w kierunku fobii społecznej, a nie autyzmu.

    Co oczywiście nie zmienia faktu, że problem jest. Zastanawiam się, jak coś takiego w ogóle "leczyć" - pewnie podobnie jak większość fobii, czyli stopniowe "wystawianie" na czynnik stresujący plus ewentualnie farmakologia. Jak to powinno wyglądać w praktyce - myślę, że baaaardzo powolne wychodzenie do ludzi. Jeśli to Ty ją uspokajasz - siedź z nią w sali, ale umówcie się, że ktoś też do tej sali wejdzie. Może warto przygotować jakiś plan, coś w stylu: "idziemy dzisiaj do pedagoga, będziemy przechodziły przez korytarz, mama będzie z tobą w sali, ale na 5 minut przed końcem przyjdzie na chwilę koleżanka". I stopniowo zwiększasz "dawkę" koleżanki, na tyle, na ile można. Ale ważne, żeby przed tym wszystko omówić i ją do tego przygotować (jeśli boisz się histerii i wymiotowania pod przedszkolem, to może na początku zajęć chociaż - żeby nie była nagle zaskoczona "koleżanką", która stoi w drzwiach). Jeśli to jest zły pomysł - to można spróbować podobnego "wystawiania" na czynnik stresujący w bardziej komfortowych warunkach, czyli w domu - chociaż tutaj byłabym ostrożna, mimo wszystko jest to pewna bezpieczna oaza dla dziecka, a pojawiający się tam nagle "czynnik stresujący" może to jednak jakoś zaburzyć. Ale jeśli w domu, to koniecznie plan i wcześniejsze przygotowanie córki.

    Od tego bym zaczęła - a później planowała kolejne kroki w razie postępów. Ale nie odpuszczałabym tak łatwo.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 25.04.17, 22:29
    O skuteczności różnych terapii w leczeniu fobii społecznej napisał kiedyś autor bloga "Neurobigos":

    www.neurobigos.pl/2014/12/07/rozmowa-zamiast-lekow-przypadek-fobii-spolecznej/

    To, co zaproponowałaś, to desensytyzacja, czyli terapia ekspozycji.

    --
    666rem.wordpress.com/ - świat i życie z punktu widzenia odmieńca.
  • 25.04.17, 22:43
    Dzięki za linka!

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 25.04.17, 23:08
    Kiedyś myślałam o fobii społecznej, jakieś super wrażliwości i nieśmiałości, a specjaliści wyskoczyli do mnie ze spektrum.

    Z nami córka komunikuje się bardzo dobrze, gorzej z ludźmi. Nie ma żadnej wady wymowy, mówi wyraźnie, mową znacznie wyprzedzała rówieśników. Na każdej wizycie to podkreślałam, że nie było żadnych opóźnień w mowie.

    Tak myślę, czy diagnozować córkę prywatnie w np. persevere (co jest dla nas ogromnym kosztem...) czy poczekać na wizytę na nfz jeszcze te pół roku i poczekać co przyniesie to wwr.

    Córka jest bardzo stopniowo wprowadzana w środowisko przedszkolne, zwiedza z panią przedszkole, teraz zaglądają do "docelowej sali" i obserwują konkretną dziewczynkę o konkretnym imieniu.
    Pomyślałam...zapiszę ją na wwr do prywatnego przedszkola... może coś ruszy.
    W państwowym we wrześniu nie było mowy o adaptacji... o stopniowym wprowadzaniu jej w środowisko dzieci.
  • 26.04.17, 10:01
    Ja bym poszukała jednak dobrych specjalistów - popytała na forach czy grupach na FB. Trudno stwierdzić, gdzie lepiej - "szarlatani" bywają i w prywatnych ośrodkach i w przychodniach na NFZ.

    Niemniej jednak - ja bym się skupiła na problemie. Jeśli córka oswaja się z przedszkolem, to warto to ciągnąć. Teraz chodzi na zajęcia do prywatnego czy publicznego?

    Jeśli chodzi o moje osobiste doświadczenie, to my w zasadzie z góry założyliśmy, że publiczne nie wchodzi w grę. Rozważaliśmy publiczne integracyjne, publiczne "zwykłe" i prywatne. Publiczne przedszkola "skreśliliśmy" z powodu dużych grup - 25 to moim zdaniem zbyt dużo dla mojej córki, w takiej grupie by zginęła (i nieważne, czy z asystentem czy nie). No i szanse na dostanie się do publicznego przedszkola też nie były duże:) Prywatne kosztuje nas sporo, ale jestem zadowolona z decyzji. Grupa jest mała (na raz pewnie z 10-12 dzieci), do tego 2 wychowawczynie i pedagog specjalny, oprócz Ewy jeszcze dwóch chłopców z orzeczeniem (jeden doszedł niedawno). Terapia w przedszkolu. Ale przede wszystkim - baaaaardzo indywidualne podejście.
    Jak zaczynaliśmy adaptację (rok temu, dokładnie!), to zakładałam, że potrwa to do końca lipca. Ewa miała wtedy nianię i zakładaliśmy, że dopiero w lipcu przestanie u nas pracować. W sumie adaptacja przeszła szybciej, niż zakładaliśmy, Ewa bardzo polubiła przedszkole i panie - niemniej jednak fantastyczne było to, że pozwolono nam na scenariusz, w którym niania przez prawie 3 miesiące będzie wchodzić do sali (tak się w sumie nie stało, ale jednak). Nie wiem, czy to by było możliwe w publicznym przedszkolu. Oprócz tego - pozwolono nam na to, żeby Ewa jadła przyniesione z domu jedzenie - z tego co słyszałam, w publicznych nawet nie chcą o czymś takim słyszeć.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 25.04.17, 23:10
    Ja bym byla ostrozna z tym celowaniem diagnoza. Raczej skupilabym sie na problemie i dzialala.
    Priorytet: dziecko musi miec mame przy sobie. Tu (chyba sie wszyscy zgodzimy) nie ma innej opcji. I od tego trzeba zaczac. Tak ustawic wszelkie dzialania, zeby mala wiedziala i byla pewna, ze mama bedzie.

    Jedno zz moich wlasnych prywatnych dzieci (nie syn HFA) mialo mutyzm selektywny. Tak wiem. Jestem.specjalista. Ale tez nie diagnozowalam oficjalnie tylko skupilam sie na dzialaniu. Ustalilam priorytety, ustalilam dzialania przedszkola (zwykle fantastyczne i przy moim HFA i przy mutyzmie spisali sie na medal). Najwazniejsze bylo dzialanie.

    Zdaje sobie sprawy, ze diagnoza daje jakis obraz i jest potrzebna.
    Ale akurat w przypadku autorki watku dzialanie byloby dla mnie priorytetem.

    Powodzenia:)
  • 26.04.17, 09:50
    t.tolka: zgadzam się, że nie ma sensu skupiać się na diagnozie, trzeba zacząć pracować nad tym, co sprawia najwięcej kłopotu. Ale z drugiej strony mam wrażenie, że diagnoza "autyzm" jest bardzo łatwa do postawienia. W sensie - wielu diagnostów ma tendencję do wrzucania w ten worek masy innych zaburzeń, bo "coś tam pasuje". Oczywiście, że wielu miejscach terapia konkretnego problemu - np. niechęci do obcych - będzie wyglądała tak samo, ale oprócz tego terapeuci mogą dalej iść schematem i z marszu przejść np. do ćwiczeń z rozpoznawania emocji, z czym dziecko akurat może nie mieć problemów.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 26.04.17, 09:52
    I jeszcze jedna rzecz mnie zastanawia - myślałam, ze dziecko, które nie miało opóźnienia mowy, powinno dostać raczej "ZA" a nie "HFA"?

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 26.04.17, 12:04
    Wiecie co... też myślałam, że jak już powinna dostać ZA, tym bardziej, że córka przejawia jednak wiele cech. Ale lekarz tłumaczył się jakimś ujednoliceniem nazewnictwa i coś o Ameryce gadał. Ale mniejsza o to. Ja sobie po prostu potem wytłumaczyłam, że sam nie wiedział co zrobić i wpisał autyzm wysokofunkcjonujący, co jako jednostka chorobowa nie występuje o ile wiem? A nasz psychiatra to orydynator oddziału psychiatrycznego... wiele razy wspominany tutaj...
    A zachowania córki które nas niepokoją to tak jak pisałam, najbardziej sfera społeczna, potem przeróżne schematy w których córka się porusza w zabawie, ona się nie potrafi się bawić daną rzeczą w sposób jaki jest przeznaczony... np. klocki lego które uwielbia to jedynie buduje i rozbiera, nie bawi się w żadne scenki, może, że z nami kiedy kierujemy zabawą. Ale raz pokazana zabawa musi przebiegać identycznie jak ostatnio i należy tylko do osoby która to pokazała. Ma zabawy z mamą, tatą, babcia itp. Ma problemy z koordynacją ruchową, praktycznie cały dzień spędza na siedząco, skakanie, biegnie bardzo ją męczy. Schematy w jedzeniu np. pije tylko i wyłącznie sok jabłkowy rozcieńczony z wodą w odpowiedniej proporcji i jednej firmy... jakiekolwiek manipulacje powodują wściekłość. Nie potrafi się ubrać samodzielnie, codziennie toczymy o to wojny... ostatnio potrafiła chodzić po przyjściu z dworu 2 godziny w czapce, butach i kurtce, bo jej nikt nie powiedział, że trzeba zdjąć. I ogólnie zwykle przed wyjściem muszę ją ubrać... bo inaczej nigdzie bym nie wyszła... córka woli siedzieć w domu. Jej machania rączkami, podskakiwanie i machanie, często też powtarza całe zasłyszane zdania. Kontakt wzrokowy z nami jest ale krótki... obcej osobie nigdy nie patrzy w twarz. Emocje strasznie kuleją... mam wrażenie że boi się negatywnych emocji... jakikolwiek smutek, złość na twarzy postaci w książce powoduje rzucenie książki w kąt i płacz. Bajek praktycznie nie ogląda bo się boi właśnie jakiegoś smutki, jakieś krzywdy.... karze sobie wyłączyć bajkę jak zaczyna się piosekę. O emocjach nie chce rozmawiać, jakiekolwiek nazywanie emocji, powoduje wściekłość u niej i brak chęci do współpracy. Nie potrafi ułożyć twarzy z układanki (próbowała z terapeutką na si, zajęło to prawie godzinę... był płacz, ucieczka), oczywiście potem obraza i niechęć do kolejnych zajęć. Wszystko jest dobrze jak robi na zajęciach co ona chce... jeśli ktoś przed nią stawia wymagania to przybiega do mnie i płacze, potem problem z kolejnymi zajęciami. Nie można jej zwrócić uwagi bo beczy i się obraża, nie wykonuje poleceń wysyłanych do grupy.

    I tak kończąc post... chcę pomóc córce i zastanawiam się jak. Rejonowa ppp się nas pozbyła wystawiając wwr, więc raczej tam pomocy nie uzyskamy. Na wwr w przedszkolu wszystko pani robi, żeby ją oswoić z przedszkolem oczywiście bardzo powoli. Chodzimy na si ale co więcej? CIągle mam wrażenie, że robię za mało aby córka poradziła sobie za 2 lata w szkole.
  • 26.04.17, 12:36
    Rację miał - światowy trend jest taki, że wszystko jest "autism spectrum", odchodzi się od różnicowania zaburzeń na autyzm i ZA. Niemniej jednak w Polsce ciągle to funkcjonuje, i prawda, nie ma takiej jednostki jak "autyzm wysokofunkcjonujący". No ale mniejsza z tym, nie ma co się kopać o nazewnictwo:)

    Co do reszty - piszesz o rzeczach, które faktycznie wskazują bardziej na zaburzenia ze spektrum. Z tym sokiem jabłkowym - to prawie jakbym czytała o mojej córce:)

    Co ja bym radziła:

    1. jeśli córka lubi schematy - a większość autystów lubi - to trzeba trochę te schematy " wykorzystać dla własnych potrzeb". Na przykład: uczysz, że po przyjściu do domu trzeba zdjąć buty, kurtkę, czapkę (albo inaczej - zdjąć wszystko, co nie jest bielizną, spodniami i koszulką) i umyć ręce. Stosujesz taki rygor z uporem maniaka tak długo, aż jej wejdzie w nawyk - później to będzie odruch. (ostatnio nawet pisałam na blogu, jak to u nas wyglądało - nie było łatwo). A przynajmniej - będzie wiedziała, że tak trzeba.

    2. Kontakt wzrokowy sobie najpierw odpuść. Pewnie nie wszyscy terapeuci się ze mną zgodzą, ale moim zdaniem to jest jednak mniej istotna rzecz - można nad tym popracować później, jak ogarnie się podstawy. "Odpuść" - czyli jak ona spojrzy, to super, możesz ją za to pochwalić, ale jak nie spojrzy - nie nalegaj i nie wymuszaj.

    3. Myślę, że do scenek się dorasta. Moja córka dorosła - aczkolwiek wiele dały jej właśnie bajki. Można to delikatnie ćwiczyć. Kocki lego - myślę, że super sprawa, szczególnie jeśli chodzi o trenowanie małej motoryki i naśladownictwo (odtwarzanie budowli z instrukcji)

    4. Schematyczne zbaawy - ja starałabym się wprowadzać lekkie modyfikacje. Minimalnie, powolutku. Trzeba jej pokazać, że modyfikacje są fajne, śmieszne, że warto czasami się na nie zdecydować.

    5. Plan dnia. Plan w zasadzie wszystkiego. Córka lubi schematy, podejrzewam, że lubi też wiedzieć, co się będzie działo i w jaki sposób. I pewnie panicznie boi się nie tylko wyjścia z domu "do ludzi", ale też tego, że ludzie są nieobliczalni i nie postępują wg jej schematów, a ona traci kontrolę. Dlatego każde wyjście, każdą zmianę - trzeba omówić, przygotować w formie planu, czy jakiegoś schematu. Gdzieś na blogu też opisywałam, jak to było jak lecieliśmy z córką samolotem - potwornie bałam się tej wycieczki, no bo po pierwsze coś nowego, a po drugie ciężko zawrócić:) Radziłam się na forum, przygotowałam Ewie szczegółową rozpiskę, punkt po punkcie, co się będzie działo. Do tego książeczki, zabawy w samolot, opowiadanie - i wszystko przeszło w miarę bezproblemowo. Teraz wiem, że w sytuacji stresowej, trudnej - trzeba dużo opowiadać, przygotować plan (również taki z "nagrodą" za spełnienie określonych punktów).

    6. Emocje - myślę, że można póki co to odpuścić, jeśli temat ją tak bardzo stresuje. Poczekać jakiś czas, aż poczuje się lepiej, bezpieczniej (myślę, że po wprowadzeniu planów dnia może tak się zdarzyć).

    7. Jeśli ma problemy z koordynacją ruchową, to warto jednak poszukać dla niej jakichś zajęć ruchowych. Może chociaż taniec przy piosenkach w domu? Basen - w takich godzinach, żeby było w miarę pusto?

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 26.04.17, 12:52
    No racje mial, bo u nas jest juz tylko spektrum autyzmu. Ale Europa jeszcze nie zmienila, wiec wystawianie takiej diagnozy jest bardzo na wysrost. Moze spowodowac to, o czym pisze Agata: prace nad tymi sferami zaburzen, ktore wsparcia nie wymagaja. Terapeuta poleci schematem i to nie bedzie dobre. szkoda czasu po prostu.
    Skoro wziaz w Polsce jest diagnozowane ZA to powienno byc tak, a nie inaczej.
  • 26.04.17, 13:04
    No tak odnośnie tego soku to u nas już można książki pisać... Oczywiście winna jestem ja bo dziecko tak nauczyłam, a nikt nie rozumie drugiej strony naszego soku jabłkowego.
    Na wakacje zabieramy nasze soki, nawet jeśli zajmują pół walizki. Bo innego się nie napije i basta. I nie będzie pić wcale. Raz na wakacjach nam się odwodniła, bo soku zabrakło przywiezionego (a tamtejsze soki miały inny smak). I w sumie wakacje przychodzą bezproblemowo bo jest schemat (jedziemy raz w roku, z dziadkami, samolotem, jest morze i plaża i restauracja(to nic , że je tylko suchy makaron) ). Zazwyczaj nikt jej nie przeszkadza, nie zagaduje i jakoś leci.
    Na basenie podobnie, musi być jeden konkretny basen (na innych się odnaleźć nie może i twierdzi, że kiepsko jest), no więc jak jest jeden konkretny basen to i ludzie nie przeszkadzają bo ma swój świat. Woda i kółko do pływania no i się kręci...w kółko. I może tak naprawdę bardzo długo, raczej nikt nie zaczepia, nie zagaduje, nic od niej nie chce i nie zwraca uwagi na ludzi.
    Kiedyś się śmiałam, że moje dziecko może mieszkać ze zwierzętami i jakby zamiast ludzi były zwierzęta to moja córka byłaby na maksa szczęśliwa, nieważne, czy koń, krowa, koza, czy królik, każde przytuli, pogada i tak jakby promienieje przy zwierzętach, ożywia się. A tak to funkcjonuje w "letargu" i ciągłym strachu, bo ktoś dotknie, zapyta o coś. Tak więc staramy się organizować czas wolny wśród zwierząt.

    Emocje jej darowałam, czasem staram się w książkach pokazać, że ta strona przez którą daną książkę odrzuciła nie jest taka zła. Nic na siłę nie robię.
    Schematami poruszamy się w domu, na spacerach też (dokładnie wie co gdzie i kiedy), jeździmy do przedszkola tym schematem.
    Czytam wasze forum i staram się niektóre rady właśnie u nas wcielić w życie, i naprawdę odkąd mówię córce zdejmij skarpetę, buta, majtki itp. idzie lepiej... aczkolwiek bardzo wolno. Zwykle godzina schodzi na porannym ubieraniu, drugie tyle na śniadaniu.
  • 26.04.17, 13:18
    >Na wakacje zabieramy nasze soki, nawet jeśli zajmują pół walizki. Bo innego się nie napije i basta. I nie będzie pić wcale. Raz na wakacjach nam się odwodniła, bo soku zabrakło przywiezionego (a tamtejsze soki miały inny smak). I w sumie wakacje przychodzą bezproblemowo bo jest schemat (jedziemy raz w roku, z dziadkami, samolotem, jest morze i plaża i restauracja(to nic , że je tylko suchy makaron) )

    Ha! :) Jak opowiadam czasami komuś o tym, co i jak Ewa je, to często wspominam, że cieszę się, że Ewa lubi jeść frytki z McDonalda. Ludzie wtedy potakują głowami, ale mam wrażenie, że większość nie rozumie, o co mi chodzi. Jak mogę dawać dziecku jedzenie z McDonalda i jeszcze się cieszyć, że lubi? A prawda jest taka, że McDonald jest super restauracją, jeśli chodzi o autystę. Na całym świecie można znaleźć McDonaldy i wszędzie frytki są takie same. Jak pojechaliśmy do Barcelony, to Ewa nie zjadła nawet naleśników, które jej tata usmażył - w identyczny sposób jak w domu. Do McDonalda początkowo nie chciała wejść, ale wytłumaczyłam, że jest tak samo, frytki są takie same, zapakowane w ten sam sposób. Jak spróbuje i będą nie takie - nie będzie musiała jeść. Po namowach - spróbowała. I był to jedyny ciepły posiłek, który była w stanie w czasie tej wycieczki zjeść - do McDonalda chodziliśmy codziennie...:)

    Schematy mogą irytować osoby postronne, ale moim zdaniem można je w wielu przypadkach zmyślnie wykorzystać dla własnych celów:) No i warto czasami spróbować je delikatnie zmodyfikować, a nuż przyjmie się coś nowego:)

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.