Dodaj do ulubionych

plany dnia, uprzedzanie o zmianach

26.04.17, 15:59
Jesteśmy po głównej diagnozie, ale przed rozpoczęciem pracy terapeutycznej (jeszcze SI, no i czekamy na orzeczenie), więc będę Was podpytywać o postępowanie z synkiem.

Niejednokrotnie czytałam tu o potrzebie przygotowywania dzieci na wszelkie zmiany, uprzedzania dwa dni wcześniej o wyjściach itp. Ale mam wrażenie, że u mojego synka to działa przeciwnie - nie redukuje stresu, tylko go wzmacnia. Synek w ogóle nie lubi wychodzić z domu, płacze przed codziennym spacerem. A im wcześniej wie o jakiejś nietypowej sytuacji, która go czeka (nieważne - przyjemnej czy nieprzyjemnej), tym dłużej jest zestresowany, przeżywa, reaguje naprawdę gwałtownie - protestuje, nie może zasnąć, budzi się w nocy i o tym opowiada, itp.

Próbowałam różnych strategii, ostatnio po prostu mówię mu rano, że wychodzimy, podkreślam przyjemne strony (pojedziemy autobusem, zobaczymy to i tamto, potem odwiedzimy ukochanego dziadka), w trakcie "wycieczki" mówię od niechcenia: musimy jeszcze wstąpić np. do lekarza, będzie baaardzo szybko, a potem (entuzjastycznie) do dziadka, znowu pojedziemy autobusem, itd.
Czyli dozuję informacje - na krótką metę to działa, ale czy myślicie, że może mieć długofalowo gorsze skutki, powiększać lęk przed nieznanym? Nic takiego nie zauważyłam, ale jak myślicie?
Synek ma dopiero dwa latka.
Edytor zaawansowany
  • 26.04.17, 17:03
    Rób tak jak widzisz, że jest najlepiej u Twojego dziecka a nie jak działa u innych dzieci. Ludzie są różni i mają różne potrzeby, czy to NT czy ze spektrum:)
  • 26.04.17, 17:35
    Mam tak, jak Twój syn.
    U mnie problemy z planowaniem górują nad potrzebą niezmienności.
    Jeżeli wyskoczysz mi z czymś niespodziewanym - zdenerwuję się, oczywiście. A nawet wścieknę. Powściekam się przez chwilę, "ułożę" sytuację i zaraz rozpocznę proces : jest zadanie - trzeba je wykonać - jak je wykonać? - wykonywanie i to szybko, póki cały mózg jest nim pochłonięty.
    Ale jeśli pod koniec dnia szef mi powie "Ach, jutro ok. południa będzie do zrobienia Nietypowa Rzecz" to ja skupiam się na zaplanowaniu tego, że trzeba będzie zaplanować planowanie...
    Według wszelakich wytycznych osoby z problemami z planowaniem czynności (to ja!) powinny mieć listy, plany, kalendarze i zapisy na audiencje na rok do przodu... Mnie plany przerażają i co mi zrobicie?
    Jestem tylko zwykłym świrem z ulicy, ale myślę, że jeżeli poczucie bezpieczeństwa, poczucie jakiegoś sprawstwa jest ok, a leży planowanie motoryczne - to można otrzymać produkt w postaci "uprzedź mnie kwadrans wcześniej i nie ryj mi dnia".
    Co nie znaczy, że upodobania/potrzeby w tym zakresie nie mogą się zmienić w ciągu trwania życia.

    --
    To pisałam ja, świr.
  • 26.04.17, 18:17
    Wg mnie uprzedzanie o "nieznanym" jest ważne, ale to dosyć indywidualne, kiedy sie uprzedza. My o wielu rzeczach uprzedzamy dzień wcześniej, wieczorem, lub dopiero w danym dniu rano. Ty najlepiej będziesz wiedziała, kiedy jest dobry moment. Natomiast totalne "pójście na żywioł" może jednak wzbudzić w dziecku poczucie niestabilności, niepewności, strachu, braku kontroli.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 27.04.17, 08:53
    Nie napisze nic odkrywczego w porównaniu do poprzednich wpisów. Sama musisz wyczuć, nauczyć się na ile wcześniejsze uprzedzanie (i sposób, w jaki to robisz) jest ważniejsze i czy warto dokładać stresu. Poza tym dziecku się z czasem zmienia. U nas imprezy czy większe wyjścia w weekend, zapowiadam już w 2-3 dni wcześniej, jeśli to znane i lubiane miejsce, jeśli wiem, że oczekiwanie będzie przyjemne. Jeśli ma się z tym czekaniem wiązać stres - uprzedzam rano tego samego dnia. Czasem w formie pytania "a może byśmy... a może spróbujemy ..... a może zaprosimy do nas ..." co daje dziecku poczucie sprawczości.
    Jeśli wyjście jest rutynowe (zakupy po pracy itp.), czasem daruję sobie uprzedzanie, w ramach w miarę bezstresowego (lub jak najmniej stresującego) przyzwyczajania do tego, że czasem tak jest - trzeba coś zrobić i nie da się wszystkiego przewidzieć. Idziemy i mówię "a wiesz co, zajdziemy po chleb bo nam się skończył" i tyle.

    Dwa latka to maluszek, nawet dzieci NT pragną w tym czasie rutyny i stałości, pamiętaj, że nic nie trwa wiecznie.
  • 18.05.17, 15:04
    Dziś rano na próbę opowiedziałam synkowi, że po południu pojedziemy do ikei, podekscytował się, ucieszył (przypomniał sobie, że w magazynie są wiatraki;), niby chciał jechać od razu (ale nie wiadomo, czy przed wyjazdem by się nie rozmyślił - bardzo nie lubi samochodu), wszystko pięknie. A przed chwilą budzi się z drzemki z płaczem, że "nie chcesz to sklepu!"...

    Ostatnio mieliśmy analogiczną sytuację, choć nie dotyczyła planów - szukaliśmy z mężem jakiegoś pudła na strychu, a synek nawet ładnie sam się bawił (zwykle wymaga asysty), układał sobie sześciokąty, coś tam opowiadał, cały pochłonięty. Nawet nie sądziłam, że nas słucha. A w nocy płacz, że "nie ma pudła!" Nie mogę się nadziwić, że jest taki "osobny", w swoim świecie, niby nic go nie obchodzi, a przy tym taki wrażliwy, wszystko chłonie.

    Ale co do tytułowego problemu, to nadal nie mam rozwiązania. Uprzedzam - źle, nie uprzedzam - niewiele lepiej. Wyjście z domu (nawet do ogrodu, z którego w każdej chwili może wrócić) zawsze okupione łzami, coraz trudniej się uspokaja. Nigdy nie przerywam mu żadnej czynności, to już w ogóle byłaby porażka - zawsze czekam, aż skończy zabawę, zachowuję maksimum delikatności, ale moment przejścia i tak jest dramatyczny.
    Najgorsze, że to się z każdym miesiącem nasila. Na razie ma cieplarniane warunki, jest ze mną cały dzień, na wszystko mamy czas. Aż boję się myśleć, co będzie, gdy zacznie się przedszkole, pojawią się większe wymagania (choćby tylko czasowe).
  • 18.05.17, 15:19
    Ewa ma czasami podobne zachowania.

    Na przykład: mówię jej, że w przedszkolu będzie Mikołaj. Najpierw się cieszy, czeka na to przez kilka dni, a tego konkretnego dnia nie mogę jej wyciągnąć z łóżka, chowa się i nie chce wyjść. Dopytuję o co chodzi, wreszcie pytam, czy boi się Mikołaja. "Tak". Tłumaczę więc, że nie ma się czego bać, a nawet jeśli nie będzie chciała wejść do sali z Mikołajem, to nie będzie musiała - powiem jej pani, żeby jej tam nie zaprowadzała. Ale że warto jednak spróbować, zajrzeć do sali, a nuż jej się spodoba i będzie fajnie.

    Albo ostatnio: mamy jechać do mojej koleżanki, która ma córkę w podobnym wieku do Ewy. I znowu - przez kilka dni się ekscytuje, tego dnia rano też, ale w pewnym momencie chowa się i stwierdza, że nie chce jechać. I znów muszę tłumaczyć, że nie ma się czym stresować, że ja z nią będę, i jak nie będzie jej się podobało, to wrócimy do domu - musi tylko powiedzieć. Później pokazywałam jej jeszcze zdjęcia tej dziewczynki i jej domu - żeby Ewa miała jak najlepszy pogląd na to, jak tam będzie wyglądać.

    Wydaje mi się, że w jej przypadku takie zachowanie wiąże się z sytuacjami, które jednak jakoś wykraczają poza schemat i są nieznane. Ewa nie wie, czego się spodziewać, więc po pierwszej ekscytacji przychodzi niechęć do nieznanego. Moja strategia polega na maksymalnym oswojeniu sytuacji (pokazanie zdjęć, trasy, opowiedzenie punkt po punkcie, co się będzie działo) oraz zapewnieniu, że jeśli będzie się czuła niekomfortowo, to możemy wrócić i zrezygnować z tej aktywności.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.