Dodaj do ulubionych

Zmartwienie ze szkołą

29.06.17, 10:54
Teoretycznie mam jeszcze czas, bo szkoła za rok, ale już się martwię.
Byłam na wywiadówce, myślałam, ze już jest lepiej, ale znowu wysłuchałam, ze moj6-latek
-społecznie jest z tyłu za dziecmi i głownie biega, bawic się nie chce (on akurat chce, tylko nie wie, ja. Cały czas opowiada o jednym koledze, z którym się "przyjaznią")> >ponieważ ja w jego wieku byłam taka sama, nie martwię się zbytnio
- samodzilenosc lezy, jak ma się ubrać, to biega. Trzeba mu mówić "ubierz buty", "ubierz bluzę"
- W grupie nie wykonuje zadań w książeczce, gubi się, a sam na sam pracuje bardzo ładnie
- nie umie usiedzieć dłużej niż 20 min, a potem biega
-emocjonalnie płacze i krzyczy sam nie wie o co, jak 2-latek
- podsumowując, ona NIE WIDZI GO W SZKOLE MASOWEJ, tylko integracyjna
No i masz ci los. Integracyjna jest w miasteczku obok, busiki jezdza 2 razy na dzień, tak wiec musiałby tkwic w szkole od 6 rano do 15 :( (już pisałam, jaka jest u mnie sytuacja życiowa, nie miał by go kto odbierać). Poza tym ma marną opinię.
Ja go chciałam zapisac do masowej, ale oczywiście z orzeczeniem i nauczycielem wspomagającym. Boje się jednak licznej klasy, ze on zacznie biegac na lekcji, rodzice zaczną się burzyc. Na szczęście agresywny nie jest.
Może powinnam mu dawac leki i ta samodzielność, organizacja siebie samego ruszy?
Krąza plotki, ze w mojej szkole ( w której ucze) ma powstać klasa dlka dzieci z autyzmem w normie intelektualnej. Na razie jest to palcem na wodzie pisane, ale byłoby to jakies wyjście.
Zalezy tez, jaka byłaby to klasa, jakie dzieci, bo mój jednak jest towarzyski, nieagresywny, dobrze by było, żeby miał jakiegoś kolegę czy koleżankę. No ale miałabym wgląd "od środka".
Moim zdaniem on tego autyzmu ma tyle, co ja i tutaj patrze w przyszłość z optymizmem, mimo krytyki nauczycieli. Najgorsza jest ta nadopobudliwosc i brak koncentracji. Skąd to się wzięło, nie wiem. Ja byłam spokojnym dzieckiem, reszta rodziny jeszcze spokojniejsza ode mnie.
Czy ktoś ma jakies rady, doświadczenia?
Edytor zaawansowany
  • 29.06.17, 11:56
    Marta teraz jest dobry czas, na naukę samodzielności. Jeśli nie założy butów, to niech idzie na boso na podwórko, możesz oczywiście powiedzieć ,, a co Tu synku butów nie założyłeś? ,,
    Ja swojemu mówiłam, jak nie założysz bluzy, butów to nie wyjdziesz na dwór. O ile w roku szkolnym, jest to to uciążliwe bo wiadomo człowiek sie spieszy rano, i nie ma czasu, tak teraz jest ciepło, wakacje i możesz spokojnie trenować naukę samodzielności.
    Wybieracie się gdzieś, gdzie synek lubi chodzić ( plac zabaw, spacer, rower ) ale warunkiem wyjścia z domu jest samodzielne ubranie się, założenie butów itp.
    Zobaczysz, że nauczy się migiem :)
  • 29.06.17, 11:58
    Cóż, dziecko cały czas się rozwija i za rok będzie inaczej. Moja córka rok przed pójściem do pierwszej klasy, mając lat 6 nie nadawała się do szkoły zupełnie. Po roku już tak. Obawiałam się, że będzie jej ciężko szło, ale radzi sobie nieźle, czyta, ładnie pisze, uwielbia angielski i niemiecki, gorzej z matematyką, ale nie beznadziejnie. A obaw miałam bardzo wiele czy dobrze robię posyłając ją do szkoły masowej z nauczycielem wspomagającym. Tyle tylko, że była już w przedszkolu dzieckiem dość samodzielnym i raczej niebiegającym a stoliczkowym.
  • 29.06.17, 13:40
    Mój jako czterolatek zaczął szkole . Za dziecimi rozwojowo jest hoho i dalej . Duże opoznienie mowy , nie samodzielny , strach przed łazienkami . Bałam się jak diabli . Bez nauczyciela wspomagającego w klasie 30 osobowej . Teraz mamy prawie koniec roku i młody ubierać się zaczął , pilnuje swoich rzeczy w szkole , pisze , czyta ,liczy , maluje . Społecznie się rozwija nadal jest hoho daleko ale postępy są . Mowa nadal opóźniona . Najważniejsze że dziecko lubi szkole , lubi do niej chodzić i uczy się cały czas . Nie ma sensu bać się na zapas . Tym bardziej ze macie możliwość posiadania nauczyciela wspomagającego no i dużo czasu jeszcze . Przez rok jeszcze dużo się może nauczyć .
  • 29.06.17, 13:41
    Moje dziecko w wieku lat 6 nie dostało gotowości szkolnej. Przez rok zrobił bardzo duże postępy i nikt już nie ma wątpliwości, że może iść do szkoły. Co prawda nie umie jeszcze za bardzo czytać, pisanie idzie tak sobie, ale ja byłam podobna i liczę, że po wakacjach syn 'zaskoczy'. Na dodatek nasza psycholog radziła, żeby wysłać Młodego do małej masowej szkoły, integracyjną wręcz odradzała. Ciężko znaleźć małą szkołę w Warszawie, nasza rejonowa ma 1 tys. dzieci. Rozglądaliśmy się za prywatną, ale wcale nie tak łatwo znaleźć dla dziecka z orzeczeniem prywatną szkołę. Poza tym finansowo nie dalibyśmy rady. Jednak udało się zupełnie przypadkiem znaleźć szkołę państwową masową kameralną (200 dzieci) w naszej dzielnicy i najważniejsze z klasą pływacką, orzeczeniem i nauczycielem wspomagającym i fajną dyrekcją. Zaczynamy od września i choć mam mnóstwo obaw i lęków, to mam też nadzieję, że będzie ok.
    Może i u Was też się jakoś poukłada. Rok u dziecka w tym wieku, to bardzo dużo.

    --
    Maksio & Maks & Max
    10.07.2010
  • 29.06.17, 14:32
    Marta, rok to naprawdę długi okres czasu dla dziecka w tym wieku. Sporo rzeczy może się jeszcze zmienić. Tylko raczej nie ma co liczyć, że "samo".
    Ale na Twoim miejscu baaaaardzo poważnie rozważyłam jednak inną szkołę niż "twoja". Mówię to z perspektywy dziecka nauczyciela. Wiem, że to kuszące, mieć zaburzone dziecko ciągle na oku, mieć dostęp do "wewnętrznych informacji", ale czy będziesz w stanie się powstrzymać przed nadmierną ingerencją? Jak twoje dziecko ma być samodzielne, jeśli mu nie pozwolisz?
    Poszukaj w miarę możliwości małej szkoły, nawet jeśli nie jest najbliżej.

    Inna sprawa: czy wy jakoś pracujecie nad koncentracją i nadpobudliwością? Nie wiem, może pisałaś w jakimś innym wątku, ale mi umknęło. To nie jest coś, co przejdzie samo - tzn przejdzie, owszem, w nawykowe.
  • 29.06.17, 16:31
    My teraz podjęliśmy niełatwa decyzję o tym, że Mloda idzie właśnie do takiej klasy. Zamierzeniem jest to,ze ma być a miarę jej możliwości prowadzona do klasy 'masowej'. Moja corka ma najwięcej problemów sensorycznych (z opisu jak Twój syn). Społecznie zaczyna się poprawiać, Mloda jest od rana do wieczora 'na podwórku '. Dziś (relacja banci) była bardzo smutna bo starsze koleżanki nie zaprosiły jej do domu a ona 'nie chce się już bawić z maluchami '. Zobaczymy co się dalej będzie działo. U nas o tyle gorzej,ze mieszkamy w Ire i corka musi w szkole ogarnąć się po angielsku ale daje rade.
  • 29.06.17, 17:16
    Postaram się odpisac wieczorem, pozdrawiam.
  • 29.06.17, 18:18
    "Może powinnam mu dawac leki i ta samodzielność, organizacja siebie samego ruszy?"

    Przepraszam cię bardzo ale na co ty chcesz dać dzieciakowi leki na to, żeby nie biegał czy na to żeby się lepiej zorganizował ? Od psychotropów dziecko nie stanie się bardziej samodzielne to ty jesteś od tego aby go tej samodzielności uczyć i nie mów, że się nie da bo ma autyzm, od dzieci z ZD oczekuje się w tym wieku samodzielności , a co tu mówić o dziecku w normie intelektualnej z lekkim autyzmem. Twoje dziecko jest niesamodzielne, bo mu na to pozwalasz, bo cały czas chcesz mu rekompensować to że nie jest już jedynakiem. Zastanów się w jakim kierunku i do czego doprowadzą twoje działania.
  • 29.06.17, 19:03
    Błagam, zamilknij.
  • 29.06.17, 19:07
    Makurokurosku, po części masz rację, ale po części znowu popisujesz się niewiedzą.
    Nam też (a moje dziecko funkcjonuje chyba lepiej niż Marty) i psychiatrzy, i psychologowie proponowali leki i, co niektórzy dość mocno, naciskali, żeby to rozważyć. Owszem, rozważyłam, mam recepty, jedną nawet wykupiłam, żeby mieć leki pod ręką, jakby coś. Mieliśmy jedną taką sytuację, że mocno się zastanawiałam, czy młodemu nie trzeba czegoś dać, ale po pierwsze jeszcze wtedy nie miałam recepty, czekaliśmy na wizytę u lekarza, a zanim się doczekaliśmy to na szczęście kryzys minął. Był on spowodowany niezależnymi czynnikami w szkole, nagłą zmianą nauczyciela, szukaniem nowego, ogólnie sytuacją bardzo niestabilną i generującą u mojego dziecka stan lękowy.
    Bo, zgadza się, leki nie sprawią, że dziecko będzie bardziej samodzielne, ale leki mogą spowodować, że dziecko będzie w stanie skoncentrować się na tyle, żeby tej samodzielności się nauczyć.
    Dla dziecka autystycznego pewne sytuacje, które neurotypowe dziecko traktuje jak normę, są bardzo nieprzyjemne. I co z tego, że dziecko jest w stanie je znieść, skoro wymaga to od niego tyle wysiłku, że funkcjonuje w stanie ciągłego stresu. Poświęca całą uwagę na redukowanie skutków tych nieprzyjemnych okoliczności i na skupienie na nauce, czy to szkolnej, czy samodzielności, po prostu już tej uwagi brakuje. I w takiej sytuacji leki POMAGAJĄ. Bo wyciszają ten stres i lęki na tyle, żeby dziecko mogło się skupić na zwyczajnym funkcjonowaniu.
    My staramy się na tyle balansować to wszystko, żeby ten stan alarmowy nie był zbyt silny, żeby młody dawał radę sam i miał też czas na odreagowanie i wyluzowanie, o czym już pisałam. Ale jeśli przekroczy się pewien próg, to to nie będzie wystarczać i - być może - trzeba będzie sięgnąć po leki. Mam nadzieję, że nie będzie takich sytuacji. Tylko, że to u nas - u synka Marty te progi mogą być inne, niższe.
    Przy czym Marta, wnioskując z jej postów tutaj, jest zwyczajnie przeciążona obowiązkami. I, co dość oczywiste w takiej sytuacji, ciężko jest znaleźć czas na wszystko.
    Ale, co też już pisałam, z takim brakiem koncentracji i nadpobudliwością trzeba walczyć. Przede wszystkim dochodząc do jej przyczyn. Czasem - właśnie lekami. Czasem wystarczy poznać przyczyny (a to wcale nie zawsze jest takie proste), czasem odpowiednia terapia.
  • 29.06.17, 19:58
    Czy według dziecko z lekkim autyzmem trudniej uczy się samodzielności od dziecka z ZD czy ze upośledzonego umysłowo, bo tak wynika zarówno z wypowiedzi marty jak i twojej. I tak nie jestem ekspertem od autyzmu, ale trudno mi uwierzyć w to, że dzieci z lekkim autyzmem nie są w stanie nauczyć się samodzielnego ubierania skoro potrafią to opanować nawet dzieci z ZD. Więc może skoro dziecko nie jest w stanie nawet opanować umiejętności jakie są wymagane od dzieci upośledzonych to faktycznie szkoła specjalna jest dla niego jedynym rozwiązaniem, wypadałoby tu jeszcze rozważyć odroczenie wszak ten dzieciak odstaje nawet od grupy dzieci upośledzonych umysłowo. To dziecko nie jest niesamodzielne bo ma ZA, tylko jest niesamodzielne bo matka nie chce mu pozwolić na samodzielność, wmawiając sobie i dzieciakowi, że do tej samodzielności nie jest gotowy i ta samodzielność go przerasta.
  • 29.06.17, 22:27
    Nie uważam, żeby to była wina mojej nadopiekunczosci, bardziej problem z koncentracją uwagi. syn potrafi się ubrać, jak jest sam, nawet ja nie mogę być w pokoju (bo wtedy gada ze mną, zamiast się ubierać), robi to dosyć długo, często ubiera się na opak... A w szkole będą np. lekcje WF, gdzie trzeba będzie się przebrać przy całej klasie, jakies wyjścia i co wtedy? Zreszta pal licho ubieranie, załóżmy, ze to wyłącznie moja wina, mamy w szkole nie będzie, to się synek ogarnie- ale co z resztą? Nauczyciel powie do całej klasy "wyciągnijcie zeszyty", "podkreślcie w książkach ołówkiem wyrazy z literą K" itd., a tu ... zonk. bo syn myslkał o czyms innym, bo on tylko indywidualnie pracować potrafi. I jaka tu jest moja wina, Makrokurosku? O nieumiejętność ubrania można mnie jeszcze oskarżyć, ale co z pracą na lekcjach? Jak z synem pracuję sam na sam w domu to jest OK, ale nie może być nikogo i musze go caly czas motywować. A w szkole nauczyciel wydaje polecenia do całej klasy, tu ktoś cos powie, tu mucha przeleci, tu kolega będzie miał fajną okładkę zeszytu i już syn nic z lekcji nie wie.. I na dokładkę to bieganie- przysięgam, on to ma sam od siebie, ja mu co rano papryki chili do pupy nie wkładam, coby go "przyspieszyc". A w szkole trzeba wysiedzieć.
    Z tą nadpobudliwością to nie bardzo wiem co robic, daję mu od 4 lat eyeq, kiedyś dawałam jakieś magmisie, syrop melissed- ale tu efektu nie było, wiec przestałam. Chodzi tez na terapię SI, staram mu zapewnić dużo ruchu, ale on jakby nie odczuwa zmęczenia, potrafi przyjść z rowera wyczerpany, wejść do domu i biegać.
    Przy tym, jeśli go cos zainteresuje, to potrafi się pięknie skupic, ale to charakterystyczne dla ZA.
    Bo ten autystyk to taki oksymoron jest- z jednej strony inteligent, a z drugiej idiota. Mój pod względem społecznym pięnie by się odnalazł albo z dziecmi młodszymi o 2 lata, albo w szkole specjalnej - lekko upośledzeni, pod względem intelektualnym pasuje do masówki, emocjonalnie- klasa dla autysyków lub nauczanie indywidualne, a pod względem samodzielności, koncentracji uwagi- NI, tyle, ze to by było dla niego nieszczęście, bo lubi towarzystwo. I co robic z takim człowiekiem?
    Poam jeszcze jedne przykład, Makrpkurosku, uczennicy z mojej szkoły z lekkim autyzmem. chodziła do szkoły zawodowej i na zajęciach praktycznych radziła sobie tak zle, ze nauczyciele naciskali, żeby uczyła się z klasach dla upośledzonych umiarkowanie. Ze względu na niskie umiejetnosci społeczne tam miała najwięcej koleżanek, dobrze się czuła w tym towarzystwie. Rodzice się nie zgodzili. Egzaminu praktycznego nie zdała,ale poszła do zaocznego liceum, gdzie radzi sobie swietnie, zdaje egzaminy i jest jedną z lepszych uczennic- bo w przedmiotach teoretycznych zawsze była dobra. Tak to jest z tymi autystykami.
  • 29.06.17, 22:39
    Makurokurosku,
    a czy ty jesteś w stanie poprawnie formułować zdania w języku polskim i stosować prawidłową interpunkcję?
    Przypuszczam, że tak; prawdopodobnie robiłaś to, kiedy np. zdawałaś maturę. Tymczasem w poście na forum piszesz np. "czy według dziecko z lekkim autyzmem", albo jednym ciurkiem bez żadnego przecinka "może skoro dziecko nie jest w stanie nawet opanować umiejętności jakie są wymagane od dzieci upośledzonych to faktycznie szkoła specjalna jest dla niego jedynym rozwiązaniem". Przypuszczam, że nie jest to kwestia nieumiejętności, ale motywacji. Sądzisz (poniekąd słusznie), że to tylko post na forum, i dopóki jest zrozumiały, błędy nie mają większego znaczenia.

    Trochę podobnie jest z nauką samodzielności u dzieci. Dziecko z zespołem Downa, czy też dziecko lekko upośledzone z innego powodu (ale bez autyzmu), zazwyczaj pragnie akceptacji. Zależy mu na tym, żeby mama była zadowolona; zależy mu na tym, żeby nie "odstawać" od kolegów. Uśmiech i pochwała, jaką otrzymuje za samodzielne ubranie się, jest dla niego wystarczającą motywacją.

    Z dzieckiem autystycznym może być inaczej. Ono jak najbardziej byłoby w stanie samodzielnie się ubrać (modulo ewentualna dyspraksja); ono po prostu nie widzi powodu, żeby to robić, bo argument "mamie zależy" i argument "wszyscy tak robią" nic dla niego nie znaczą. (Stąd sugestia holiny, która może zadziałać. Ale też nie musi: co jeśli dziecko uzna ultimatum "ubierz się, albo nie pójdziemy" za szantaż i odmówi negocjowania z matką-terrorystką, póki ta się nie opamięta?)


    --
    Rad nie rad, nie chcę zdrad, na pohybel łzom -
    wolej krzyż przyjąć niż służyć panom dwom.
  • 30.06.17, 00:02
    Mój tak się nauczył ubierać . Dzieci przebierają się i przebranie mogą siąść u czekać aż rodzic je odbierze . Nie przebranie nie siada . To była motywacja dla mojego . Często ubiera się na lewą stronę tyłem na przód . Panie mają to w nosie jak się ubrał bo ważniejsze ze sam to zrobił bez namawiania.
    I tak jak kartiel pisze dzieci asd robią coś bo im się chce , bo im się opłaca a nie żeby kogoś uszczęśliwić . Przynajmniej mój tak ma i pod tym względem różni się od dzieci ZD i dzieci z upośledzeniem .
  • 30.06.17, 08:35
    Makurokurosek nie wie nic o ZA.
  • 30.06.17, 10:34
    Ubieranie ubieraniem, ale co z resztą? Nadpobudliwoscią? Bieganiem? Nadmierną emocjonalnością? Trudnoscią w koncentracji?
    Ja go do tej szkoły integracyjnej nie dam, chyba, ze nas z masówki wyrzucą i nie będzie wyjścia. to nie będzie dobre rozwiązanie, szkła ma złą opinię, podobno dzieci z orzeczeniem zostawione same sobie, tyle, ze nikt ich nie wygania, a klasy wcale nie małe ( w sensie liczebności uczniów). No i ten dojazd- to nie jest dobre dla dziecka siedzieć 9 godzin poza domem.
    Syn już teraz cieszy się na szkołę, prosi, zebym go dała do tej samej co jego ulubiony kolega (a to duza masówka), a mi jest przykro. Myslałam, żeby go zapisac na basen we wrześniu do tej właśnie szkoły, żeby się zapoznał, ale po rozmowie z panią się trochę podłamałam, czy jest sens go tak posyłać, czy lepiej do małej szkółki dzielinicę obok (ta sama odległość do przejścia). Tylko czy nas przyjmą, skoro jest rejonizacja?
    W domu to on mi nawet fajne funkconuje, manualnie ruszył, dziennie godzinę rysuje jakies mapy, komiksy, a rok temu musiałam go zmuszać, żeby kreskę zrobił. Jest o niebo grzeczniejszy niż rok temu, z ubieraniem- ubierze się sam, jak jest SAM, serek sobie z lodówki wyjmie, kanapkę próbuje zrobić, dużo na trampolinie skacze, nawet jazda rowerem ruszyła ( a rok temu jak pedałował, to nie kierował, a jak kierował to nie pedałował- taka koncetracja, ze tylko jedną czynność potrafił robic), nie ma jakiś większych fiksacji, dużo mi opowiada, zadaje mądre pytania...
    Cóz, poczekamy, zobaczymy. O leki zapytam, przecież nie musi ich brac całe zycie, może pomogą mu "zaskoczyć" w pierwszych miesiącach, a potem odstawimy. Zreszta w każdej chwili mogę odstawić, gdyby było cos nie tak. Zobaczymy, co powie psychiatra.
  • 30.06.17, 11:38
    Marta, jeśli jesteś pewna tej małej szkoły to zorientuj się, czy nie ma możliwości przepisać go do niej już w tym roku do zerówki. U nas jest tak, że wprawdzie od pierwszej klasy jest rejonizacja, ale dzieci spoza rejonu, które chodzą w danej szkole do zerówki, mają możliwość kontynuacji.
  • 30.06.17, 14:00
    U mojego młodego w tym wieku wyszło ADHD. Wkład pracy był niewspółmierny do wyników, dekoncentracja koszmarna, w pewnym momencie 4 razy w tygodniu siedziałam w szkole, zeby go 1:1 dopilnować, zeby zrobił wymagane zadania. Niech tylko ktoś obok przeszedł, mogliśmy zaczynać od początku. Istny koszmar. Dostał diagnozę i Concerte. Opieraliśmy sie jakiś czas, ale próbowaliśmy sobie radzić wszystkimi możliwymi sposobami i nie dawało rady, do tego w tym samym wieku dzieci coraz mniej akceptowały dziwnych zachowań i było coraz gorzej. Jak młody zaczął brac lek, od razu różnica była ogromna. Sam sie upominał, bo jak twierdził, z tabletka ma mniej rekinów w głowie. Na lekach jest do tej pory, bez nich sam ze sobą nie wytrzymuje, w weekendy i wakacje ma najniższa dawkę, ale odstawić bez szkody dla młodego sie nie udaje. Jak widziałam różnice, to zaczęłam miec wyrzuty sumienia, ze młody tak długo musiał sie męczyć, ale z drugiej strony wiem, ze naprawde nie było innego wyjścia. Sporo pasowało do twojego opisu. Jak mu kazałam przynieść buty, to po 4-5 krokach juz nie pamiętał po co i dokąd szedł. I szkoda go było strasznie, bo inteligencje ma ponad przeciętna, choc osiągał z ogromnym wysiłkiem minimalne rezultaty. Na twoim miejscu pogadalabym z psychiatra.
  • 30.06.17, 15:03
    Tak właśnie zamierzam zrobić :)
  • 30.06.17, 21:25
    Wiem że pewnie zaraz połowa czytelników mnie zlinczuje... ale może najpierw spróbuj leczyć synka homeopatycznie.?
  • 30.06.17, 19:04
    Powinnaś dostać na to forum bana.
  • 01.07.17, 09:01
    Kwestia edukacji nie bardzo mnie dotyczy, ale wiem, że istnieje coś takiego jak ipet. Ipet zawiera m.in. dostosowania – czyli taki sposób organizacji życia w klasie, żeby Twój syn mógł realizować program nauczania. W konstruowaniu tegoż ipetu uczestniczyć ma rodzic (prawda?) Jesteś nauczycielką w szkole specjalnej, łatwo Ci będzie wcielić się w rolę królowej ipetów, która nie takie ipety robiła (trochę branżowego slangu, ze dwa przepisy prawne wykute na pamięć, nowe buty i jedziesz). I pilnujesz, żeby tenże ipet był odwzorowaniem rzeczywistych potrzeb Twojego dziecka. Co jest celem nauczania w szkole? Dajmy spokój samorozwojowi i rozbudzaniu ciekawości poznawczej, bądźmy realistami – celem jest opanowanie podstawy programowej. Celem nie jest, żeby Twój syn był jak wszyscy, zachowywał się jak wszyscy, reagował jak wszyscy. Celem jest zassanie wiedzy przewidzianej w programie. I tu pilnujesz, żeby potrzeby Twojego syna były potraktowane jako potrzeby, a nie problemy, jakie syn sprawia. Jeżeli Twój syn nie jest w stanie usiedzieć w ławce, niech się kręci. Niech klęka na krześle, niech zwisa. W sklepach „sensorycznych” jest mnóstwo rzeczy, na których można siedzieć, które można dusić dłonią albo stopą albo półdupkiem. Niech mu wolno mieć coś takiego, niech mu wolno mieć listę czynności, niech mu wolno po skończonym zadaniu przejść na tył klasy i skakać, czy czego tam mu trzeba. Jeśli to będzie uznane za potrzebę, a nie za problem i próbę sił - założę się, że syn wkrótce będzie sięgał po ciężką amunicję tylko w sytuacjach naprawdę kryzysowych.

    Ania.pat opisywała kiedyś szkołę swojej córki. Nikt tam nie czekał, aż córka Ani opanuje się, pozbiera, skoncentruje wreszcie na tym, co robi, przestanie się bawić, siądzie porządnie i słucha. W ramach dostosowania cała klasa dostała pomoc w organizacji pracy i rozładowaniu napięć. Super zorganizowane dzieci na pewno uważały to wszystko za nieco żenujące, ale przeżyły, ja przeżyłam trzy lata słuchając, jak dukają moi koledzy z klasy, więc wiem, że się da. Natomiast oprócz córki Ani sporo roztrzepanych dzieciaków na pewno zyskało. O, i tego pilnuj.

    Szkoła jest bardziej zadaniowa i ustrukturyzowana niż przedszkole. Moim zdaniem nie ma środowiska mniej przyjaznego dla dziecka z ASD niż przedszkole. Jest możliwe, że w szkole Twój syn będzie czuł się lepiej z uwagi na zmniejszenie wymiaru czasu „swobodnej zabawy”, czyli koszmaru z ulicy Wiązów.

    Uwaga techniczna: Twój syn nie jest Tobą. Wiem, że to wypowiedzi o dziecku, nie do dziecka, ale jeżeli choć odrobinę tego „skąd mu się to wzięło, ja byłam spokojna” przesiąka do życia – jest to niefajne. Być może syn ma „tyle autyzmu co Ty” ale o jakości życia decyduje nie tylko ilość autyzmu, ale to, co z nim zrobimy, w jakich sytuacjach zostaniemy postawieni, kogo spotkamy. I z kim jesteśmy porównywani.

    Różnicowanie: koncentracja/praksja jest trudne, ale konieczne. Jeżeli syn „zwolni” przy wspomaganiu farmakologicznym lub w wyniku dojrzewania układu nerwowego, a nadal będzie zakładał majtki na spodnie – witam w klubie Nieuleczalnych Nieogarów.

    --
    To pisałam ja, świr.
  • 01.07.17, 11:57
    Odpisze wieczorem :)
  • 02.07.17, 09:26
    Co do "ja byłam taka sama" i "ja tak nie miałam", to nie martw się, nie mówię do syna "ja w twoim wieku...". Bardziej jak nauczycielka cos tam mowi o jego dziwactwach, to mowię "miałam tak samo" i on się z tego cieszy i czuje jakby podbudowany. Chodzi mi po prostu, ze u nas w rodzinie nie było ADHD i zastanawiam się, ze może jakiś czynnik w ciąży zadziałał, bo przezywałam prawie całą ciążę duzy stres.
    O szkołe będę walczyła.
    Zgadzam się, ze przedszkole to dla dziecka z ZA masakra, sama je bardzo zle wspominam, chociaż, po 3 latach chodzenia, syn mowi ze lubi. Pocieszałam się, ze szkola będzie lepsza, bo są zajęcia cały czas, krótsze przerwy, przydzielony kolega w ławce- a tu mnie straszą, ze on w ławce nie usiedzi.
    Pozdrwaim :)
  • 11.07.17, 13:04
    To dla mnie ważne, co napisałaś o przedszkolu - dziękuję!
    W przypadku mojego syna najprawdopodobniej jest ZA blisko granicy (bez formalnego orzeczenia, z nieformalnym potwierdzeniem specjalisty), mało kto je widział, ale były istotne trudności w przedszkolu właśnie (w domu też były, ale sobie z tym radziliśmy). W trakcie zajęć ze strukturą - super, usiedział i 2 godziny z bardzo dobrym efektem. W trakcie tzw. swobodnej zabawy albo innej chaotycznej formy zajęć - odpływał bardzo szybko i zaczynał roznosić imprezę. Diagnoza szła w kierunku niedojrzałości szkolnej i próbowali nas namówić na pozostawienie go na kolejny rok (już piąty) w przedszkolu. A my się uparliśmy, że nie w tym problem i że w szkole będzie funkcjonować dużo lepiej. Idzie do szkoły i bardzo mi ulżyło jak przeczytałam Twoje słowa, bo ta decyzja była wbrew wielu osobom, które uważamy za mądre.

    W każdym razie też uważam, że trudności w przedszkolu niekoniecznie muszą zwiastować identyczne w szkole.
    Natomiast istotne jest moim zdaniem również to, że obecnie większość szkół odchodzi od nauki indywidualnej na rzecz pracy w grupach. Czyli grupa dostaje wspólne zadanie i wspólnie musi sobie z tym zadaniem poradzić, bez odgórnego rozdziału ról. Moim zdaniem to dla dzieci z ASD matrix porównywalny do swobodnej zabawy.
  • 01.07.17, 12:48
    Zacznijmy od tego , ze żaden normalny nauczyciel nie udzieli tak stanowczej odpowiedzi , ze dziecko z lekkim ZA za ROK nie poradzi sobie w szkole , bo doskonale wie że rok to szmat czasu podczas którego dziecko bardzo się zmienia . Tak wiec albo ten nauczyciel to , żaden nauczyciel albo zmęczony twoim trucizn i ciągłym wytykaniem niedoskonałości dziecka odpowiedział ci to co chciałaś usłyszeć . Zastanówmy się czy w jakimkolwiek wątku wskazałaś choć jedna rzecz , jedno zachowanie z którego byłaś dumna . Nie , tak bardzo jesteś skupiona na szukaniu cech autystycznych u syna i udowadnianiu jak trudnym jest dzieckiem skazanym na porażkę , ze nawet nie zauważasz zmian które w nim zachodzą . Tak wiec zamknij go w szkole specjalnej , a jeszcze lepiej w zakładzie psychiatrycznym bo i tak według ciebie tam skończy , wszak innej przyszłości dla niego nie przewidujesz
  • 01.07.17, 13:24
    Zacznijmy od tego, że normalna osoba nie wypowiada się w tematach, o których ani nie ma pojęcia, ani jej nie dotyczą.

    Popisujesz się znowu niewiedzą i totalnym brakiem logicznego myślenia. A do chyba faktycznie coś z tobą nie tak, bo masz straszne braki w teorii umysłu, wszystko odnosisz wyłącznie do swojej sytuacji i nie umiesz spojrzeć z boku.
    KIEDY niby nauczyciel ma informować o brakach dziecka? Wtedy, gdy na szukanie szkoły jest już za późno i albo zapiszesz do masowej szkoły w rejonie, albo... cóż, albo nic, bo jedyna szkoła która ma obowiązek przyjąć dziecko, to szkoła rejonowa, niezależnie od tego, czy to jest dziecko niepełnosprawne, z zaburzeniami, czy też bez. Wszystkie inne opcje wymagają większego lub mniejszego wysiłku i załatwiania (chociażby papierologii).
    A jeśli masz dziecko autystycznie, ale w normie (lub powyżej normy) intelektualnej, to ono NIE NADAJE się do szkoły specjalnej, bo po pierwsze nie spełnia warunków, a po drugie będzie to ze szkodą dla niego. Zazwyczaj (chociaż to akurat nie jest regułą, bo są i takie dzieci autystyczne, które w masówce będą funkcjonować dobrze - tyle, że to raczej wyjątki) duża szkoła masowa też nie jest dobrym wyborem. I teraz jeśli mówimy o dziecku z wysokofunkcjonującym autyzmem bądź z ZA, to znalezienie DOBREJ szkoły integracyjnej graniczy z cudem. Zazwyczaj lepszym wyjściem jest malutka szkoła ogólnodostępna. Tylko, że w mieście małych szkół jest raczej niewiele, chyba że prywatnych. A wiesz kiedy się ZAMYKA rekrutacja w dobrej szkole prywatnej?
    I jak rodzic zacznie się orientować w temacie rok wcześniej - to jest jakaś szansa na ogarnięcie tematu. Jeśli zrobi to w ostatniej chwili przed zapisem dziecka - nie ma szans.
  • 27.07.17, 10:15
    Ani zakład psychiatryczny, ani szkoła specjalna to nie jest koniec świata. Zwykle w placówkach psychiatrycznych dziecko przebywa chwilę, np. po to, by ustabilizować zachowanie i otworzyć na psychoterapię a w szkołach specjalnych dzieci potrafi rozkwitnąć a po takiej szkole wrócić do edukacji ogólnodostępnej, więc proszę sobie lica nie wycirać tymi placówkami.
  • 02.07.17, 23:13
    Nie dziwię Ci się, że się martwisz. Wprawdzie rok to jeszcze dużo czasu a dzieci potrafią bardzo w takim czasie dorosnąć. Ale niestety mam doświadczenie ze szkołą masową i moim zdaniem bardzo dużo zależy od tego do jakiego nauczyciela trafi dziecko. Są nauczyciele, którzy rozumieją problem, potrafią tak zorganizować zajęcia, żeby wszystkie dzieci w klasie z nich korzystały. Ale jest sporo nauczycieli, którzy nie chcą lub nie potrafią i najchętniej pozbyliby się dziecka z orzeczeniem z klasy. My niestety właśnie trafiliśmy na tę drugą opcję. Syn pierwszą klasę przeszedł dość gładko, połowę drugiej również. Problemy zaczęły się od 2 semestru 2 klasy. Dzieci w klasie stają się coraz bardziej świadome inności dziecka z ZA, zaczyna się dokuczanie, wyśmiewanie. Duża klasa jest dla dziecka z ZA mało komfortowa, ciągle się coś dzieje, rozprasza, przeszkadza. Przerabiamy to wszystko i aż się boję września, chyba bardziej niż przed 1 klasą :(
  • 04.07.17, 14:55
    Witam. Polecałabym skonsultować się z psychoterapeutą. Być może bedzie potrzebna jakaś terapia. Mojej kuzynki córka miała bardzo podobny problem a bardzo chciała aby jej dziecko rozwijało się i bawiło w szkole masowej jak reszta dzieci. Skorzystała z pomocy w Poradni Educatio w Warszawie i naprawdę dotychczas niesworna Kasia dziś jest innym dzieckim. Podjęto z nią prace nas koncentracją i mała uczy się w zwykłej szkole bez żadnych orzeczeń. Myślę że powinnaś się skonsultować ze specjalistą a kuzynka bardzo sobie chwaliła współpracę z tą poradnia. Mam nadzieję, że pomogłam. Powodzenia
  • 05.07.17, 17:53
    Dowiedziałam się od terapeutki SI, ze w mieście jest szkoła do której chodzi 5 jej "pacjentów" (czy jak to nazwac?), jest przyjazna dzieciom z ZA, fajny dyrektor itd. Mają tez otworzyć prywatną integracyjną.
    Tą integracyjną, o której pisałam, odradzała mi- zresztą rozmawiałam z jedną z matek, która ma tam syna, i mowi, ze rodzice masowo zabierają dzieci z orzeczeniami i jej syn jest ostatni w klasie, a jak go zabierze, to będzie 0 dzieci z orzeczeniem w klasie integracyjnej- tak jest tam zle.
    Mąz na razie obstaje przy najbliższej masówce. co ma być to będzie, jeszcze jest trochę czasu. w każdym razie nie jesteśmy skazani na tamtą beznadziejną szkołę integracyjną.
  • 26.07.17, 13:12
    Marta jeśli chcesz możemy porozmawiać na priv. Napiszę Ci jak to u nas wyglądało i jakie mam doświadczenia i rady w tym temacie.

    --
    Jeśli starzenie się polega na tym, że coraz więcej rzeczy ma się w d...e, to ja jestem młoda, ale jakże stara ;)/by mua
  • 28.07.17, 23:16
    Prepraszam, ze nic nie odpisuje, ale nie mam nawet minuty czasu przy dzieciach. We wrześniu sobie odbiję. Niestety, nie mam gadu- gadu, ani nic podobnego. Jak chciałabyś rozmawiać?
  • 28.09.17, 17:32
    Marta mam podobny egzemplarz w domu, w tym samym wieku tylko bez diagnozy. Też zamartwiam się szkołą, mąż jest za ogólnodostępną ja za małą kameralna ale prywatną. Prywatną wiadomo płatna, ale jego przyszła wychowawczyni to również terapeutą, eh może jakoś znajdę ta kasę. W każdym razie nie jesteś sama z dylematami. Prztulam mocno :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.