Dodaj do ulubionych

Wychowanie kiedyś i dziś

21.07.17, 21:58
Lubie sobie czasami poczytać posty na forum "kfeteria". Raz natknęłam się na post o tym, jak teściowo opowiada, jakie to kiedyś dzieci były "bezproblemowe", spokojnie leżały w łóżeczku przez kilka godzin. Innym razem czytałam wypowiedzi dziewczyn, z którymi matka nigdy nie była na placu zabaw, nie mogły zapraszać koleżanek, nie zajmowała się nimi, nie dbała czy są głodne, ubrane itd. Niedawno natknęłam się na post o ADHD, oczywiście znalazły się osoby twierdzące, ze nie ma czegoś takiego i wystarczy pas.
Czy to było dobre? Nie sądzę. Być może zupełny brak zainteresowania ludźmi u mojego dziadka (o którym tu tyle pisałam), ze jako dziecko cale dnie spędzał sam w łóżeczku, a matka pracowała na polu?
Z drugiej strony czytam tutaj posty matek zmartwionych "czy robią wystarczająco dużo", czy ich dziecko ma odpowiednio fajne wakacje itd. Ja sama jestem taką martwiącą się matką, która chciałaby dla swoich dzieci życia usłanego różami.
Do czego zmierzam: kiedy byłam dzieckiem nikt nie diagnozował autentyków w normie intelektualnej. Moja babcia absolutnie nie miała poczucia, ze z jej dziećmi jest "cos nie tak". Uważała po prostu, ze mają spokojny, cichy charakter. Podobnie moi kuzyni. Nikt nie przejmował się tam jak się bawią, ze nie mają kolegów, ze prawie nic nie mówią, nie odpowiadają na pytania.
Nie pamiętam, żeby moja mama kiedykolwiek się ze mną bawiła, książeczki czytała mi raz na jakiś czas, miałam kredki i musiałam się zajmować sama sobą. Nie raz się nudziłam, nie raz zostałam odrzucona przez grupę rówieśniczą i nikt się nade mną nie użalał. Mama nie lubiała dzieci, to opędzała się ode mnie jak od natrętnej muchy, a jak nabroiłam, to było lanie (nasze stosunki ociepliły się, gdy byłam nastolatką)
Obecnie mój starszy syn nieustannie wymaga ode mnie uwagi, zabawiania, a ja mam tego dość. Myślę sobie nie raz "jak byś się urodził 30 lat temu, to byś w d... pasem dostał i nikt by się tobą nie przejmował". Ma trampolinę, namiot, basen, na zawołanie kolorowanki jakie chce, zabieram go na zajęcia, plac zabaw, zapraszam dzieci, a i tak nie mam chwili wytchnienia. Sama tą spiralę nakręcałam, bardzo dużo się z nim bawiąc, ogarnięta wyrzutami sumienia, ze mam "biedne autystyczne dziecko, nie umiejące nawiązać kontaktu i bawić się", bo tak mi go panie opisały. No to rozwijałam już i tak rozwiniętą mowę, nad-rozwiniętą wyobraźnię, wzbudzałam chce zabawy z drugą osobą (sobą).
I mysle sobie, ze ja chyba głupia byłam. Złe jest to co było kiedyś, ze mały autystyk pozostawiony sam sobie cały dzień biegał koło płotu czy grzebał patykiem w ziemi. Ale to co jest teraz tez jest złe, bo dziecko wcale nie traktuje ludzi jako "partnerów do zabawy", tylko jako "żywe zabawki do zaspokajania zachcianek". Potrafi lamentem niemal zmusić mnie do zabawy, by po np. 20 min. ja przerwać, bo tata ma fajną grę na tablecie. I niczego go tą wspólną zabawą nie nauczyłam, ani współpracy, ani uwzględniania potrzeb 2 człowieka.
Powiem tyle, ze z młodszym dużo się bawię, nasladuje go, pokazuję itd., itp., ale jak się sam bawi np. autem czy w kojcu, to tego nie przerywam i niech się dzieje, co chce. Lepszy outsider niż natręt.
A jak Wy uważacie- lepiej było kiedyś czy teraz?
Edytor zaawansowany
  • 21.07.17, 22:00
    Od razu przepraszam za stylistykę i przekręcone wyrazy (az się za głowę łapię, jak czytam, co tu napisałam), mam nadzieję, ze zrozumiecie ogólny sens.
  • 24.07.17, 00:19
    Mam podobne doświadczenia. Też się dałam wmanewrować w ciągłe zabawianie i teraz bardzo trudno od tego odejść, ale się staram i pewne efekty już są.

    Kiedyś było różne i teraz też jest różne. Trudno powiedzieć, które lepsze, bo to co opisujesz, to dwie skrajności. Moim zdaniem jednak optymalny jest środek.
    Różnica jest jednak taka, że kiedyś było mało jedynaków, mieszkało się na kupie z babciami, dziadkami, ciotkami i ich dziećmi i nie było tak, że dziecko musiało się bawić z dorosłymi, żeby w ogóle mieć jakieś towarzystwo bez całej rodzinnej wyprawy na jakiś plac zabaw czy do innego przybytku. Mam wrażenie, że kotłowanie się z rodzeństwem to był taki naturalny tus i jednak jeśli ktoś nie był bardzo autystyczny, miał więcej możliwości naturalnego treningu niż teraz dzieci mają i jakoś się tam do życia w społeczeństwie przysposabiał bez większego udziału dorosłych.
    Teraz moim zdaniem wiele terapii kompensuje braki w aktywnościach, które kiedyś były naturalne i oczywiste a teraz już nie są. Ile dzieci ma teraz możliwość regularnego taplania się w błocie? Ile matek daje dzieciom wałek żeby samodzielnie zrobiły makaron? Kto puszcza dziecko "na trzepak" żeby sobie tam swobodnie zwisało do dołu głową? Ile dzieciaków biega na bosaka po szyszkach i igłach w lesie?
  • 03.08.17, 12:25
    Masz racje, dla takich dzieci najlepsza byłaby rodzina wielopokoleniowa i rodzeństwo w podobnym wieku. Ostatnio byli u nas teściowie przez tydzień i starszy był non stop przez kogos "zabawiany"- a to rozmawiał z babcią, a to kąpał się z dziadkiem na basenie, a to ja z nim rysowałam czy skakałam na trampolonie, a to mąz grał z nim w gre. Tyle, ze na codzien jestem sama.
    Mnie to po prostu przeraza, syn wymaga non stop rozrywek, zabawiania, nie ma potrzeby psychicznego wypoczynku po dniu pełnym wrażeń, tylko chce od razu nowej atrakcji. Byliśmy nad jeziorem- najpierw -pol godziny pieszo na przystanek, potem poł godziny pieszo nad jezioro, 2 godziny kąpania, odwiedziny u znajomych, powrót autobusem, w domu byliśmy o 16, czyli od 9 do 16 był w ruchu, w upale 40 stpni. Ja padłam i zasnęłam na pól godziny, a on...najpierw rysował- ale ponieważ nie uczestniczyłam w tym aktywnie, to mu się znudziło, a potem poszedł skakać na trampolinę. Nie mówcie mi, ze to jest normalne, nawet w ZA.
    Ciągle musi się cos dziać ciekawego, a jak nie, to domaga się bajek w TV. Ja nie wiem, czego to jest skutkiem? Czy to wina ADHD? Bo wychowania chyba jednak nie- on od noworodka wymagał ciągłego zabawiania. Tak jakby ten jego mozg był non stop głodny wrazen.
    Z dziadkiem bawił się w basenie- gotował zupę z szyszek. Mysle sobie- super sprawa, dzieci się popluskają, a ja wypije kawe i będę tez w tym uczestniczyć (ale nie będę musiała tyle biegać, opowiadać , zabawa będzie w 1 miejscu). No i psinco, nie chce, zabawa raz była i mu się znudziłą. Mam skakać, wymyslac na poczekaniu historyjki, zabierać go w coraz to nowsze ciekawe miejsca...
    co dziwne, okazało się w te wakacje, ze syn już całkiem niezle rysuje, robi szlaczki, literki pisze po sladzie- ale trzeba nad nim stać, bo NIE CHCE. Czytac tez umie- ale nie chce. Nawet krzyżówki dla dzieci potrafi rozwiązywać i sam literki wpisuje- ale nie chce. Ma być łatwo i ciekawie.
    Cała nadzieja, ze jest starszy i mądrzejszy, może za rok załapie np. czytanie i będzie sobie sam czytał czasopisma dla dzieci? W końcu rok temu kijem go do rysowania nie dało się zagonić, a teraz sam siada z kredkami- jak go zmotywuje np. konkursem, i potrafi godzinę rysować.
  • 03.08.17, 14:26
    Mój syn z ZA bardzo żałuje, że nie ma tzw. podwórka (mieszkamy w domku) gdzie dzieci się socjalizują siłą rzeczy. Ale widzę też taki trend- niedaleko nas jest duży teren rekreacyjno-sportowy, boiska, place zabaw itp, po jednej stronie tego terenu są domki, po drugiej bloki. Zawsze jest tam dużo ludzi, ale wyraźnie widać, że przychodzą dzieci z rodzicami i tworzą osobne grupki, tzn się nie integrują. Maluchy owszem, na poziomie piaskownicy. Ale już tata z dwójką synów w wieku szkolnym gra w piłkę, a niedaleko drugi tata z synem czekają, aż się zwolni boisko, zamiast się dołączyć. I mnóstwo takich scen. Mój syn czasem tam chodzi, ale też się do nikogo nie dołącza (bo do maluchów to wiadomo, a do rodzin trudno). Więc ta socjalizacja jest coraz trudniejsza.

    --
    Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
  • 04.08.17, 00:41
    Hej Marta z góry zastrzegam że jeżeli w ogóle moja odpowiedź cię interesuje to dotyczy twoich pierwszych wpisów w tym temacie. Ja jeśli mogę odniose się do tematu zabawiania. Bardzo krzywdzący i mylący dla rodziców jest stereotyp że dziecko autystyczne chcę się tylko bawic samo nikogo do zabawy nie włącza itd itp, Wg mnie ogólnie sprawa zaburzen ze spektrum autyzmu jest na tyle skomplikowana że każdy rodzic który w temacie się dokształci, ale tak jak trzeba nie korzystajac tylko z pierwszych dostępnych artykułów w google, to taki rodzic wie że dziecko włączające w zabawę inne osoby.najczesciej jest prawdopodobnie neurotypowa. Najczęściej,ale nie zawsze. W
  • 04.08.17, 01:29
    Przepraszam za urwana wiadomośc,tak to jest na wakacjach, Internet przerywa czeso. Moje zdanie jest takie że czasem dzieci z asd są właśnie bardzo absorbujace, chca być ciągle w centrum i ustawiają innych jako pionków swojej zabawy i to też jest objaw zaburzenia. KLUCZ DO WSZYSTKIEGO POZNAJ WLASNE DZIECKO, poskladaj wszystko w calosc i przemysł co może być rozwojowe, a co już świadczy o.zaburzeniu.Nie jest to łatwe, ale zawsze w terapii ważne jest wygaszenie zachowań negatywnych a wzmacnianie pozytywnych. Tylko że u jednego dziecka zachowaniem do wygaszenia bedzie właśnie samotna odizolowana zabawa, a innemu.trzeba będzie uświadomić że matka nie jest jego własnością, nie jest pionkiem w jego zabawie, czasem potrzebuje chwili dla siebie i nie chcę ciągle się bawic z dzieckiem wg jego wizji.I to jest kluczowe w wychowaniu także, żeby dziecko wiedziało że nie tylko jego punkt widzenia jest wazny, jednak jest to strasznie trudno wszystkim dzieciom uświadomić, zwlaszcza tym zaburzonym.
  • 15.08.17, 07:09
    Trochę w temacie, trochę poza....
    Na diagnozie usłyszałam - Gdyby to było 10 lat temu nikt wypisano by Pani córce wykluczony autyzm i tyle. Nikt resztą by się nie przejmował. Gdy czytam, analizuję co niby jest złe a co dobre, jak dzieci z zaburzeniami się zachowują, to myślę, że gdyby lekarze i psycholodzy mieli taką wiedzę jak teraz 20 lat temu, to ja byłabym też dzieckiem z zaburzeniem. Prosiłam babcię by otwierała drzwi do domu, gdy przychodziły koleżanki, by się pobawić i mówiła, że mnie nie ma. Nie miałam ochoty się bawić z koleżankami. Owszem bywało, że chciałam, ale na dłuższą metę miałam je gdzieś. Tak jest do dziś. Moja druga połówka - kolegów lubił, ale to co robił w domu klasyfikowałoby go na terapię, chociażby słowa jego mamy - "dawałam mu zabawkę, a on bawił się nią cały dzień". Jeśli moja córka ma funkcjonować jak ja lub mąż - super. My mamy pasję, która jest jednocześnie naszym zawodem. Ludzie nie są nam potrzebni. Może ona będzie mieć tak samo i co z tego? Jeśli słyszę w pracy, że kobieta na obiad zaprasza swoje dziecko SMS'em ?! bo inaczej nie przyjdzie. Takie czasy ...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.