Dodaj do ulubionych

Znowu o kontakcie wzrokowym

16.10.17, 11:50
Musze się wygadać, bo znowu mam dola. Może ktoś mi to jakoś wytłumaczy, bo normalnie nie ogarniam. Syn,21 MC, bez oficjalnej diagnozy. W domu kontakt wzrokowy jako taki, podczas zabawy gdy siedzi na krzesełku, gdy siedzi na nocniku,w kojcu. Patrzy wtedy na mnie, gdy mu śpiewam, dołącza się po swojemu. Patrzy nam mnie podczas usypiania w wózku, patrzy również na swoje odbicie w lustrze.
Wszystko szlag trafia gdy jesteśmy na spacerze. Przez godzinę potrafi spojrzeć na mnie tylko raz, mimo, że zagaduje, śpiewam mu, kucam twarzą w twarz. Czuje się, jakbym była niewidzialna. Przy tym słyszy mnie, coś " odpowiada", pokazuje, ale zupełnie nie patrząc na mnie. Na ludzi tez nie patrzy, nie interesują go twarze, nie odwzajemnia uśmiechu. Jakby był niewidomy na twarze. Ja tego nie umiem zrozumieć i zaakceptować. W lazienie pytam go " jak się J. Smieje?" I się śmieje, a na spacerze bez kontaktu. My w domu nawet miny do siebie robimy. Wszystko znika jak wyjdziemy z domu, dziecko nie wie, że istnieją ludzie. Czy mu to kiedyś minie?
Edytor zaawansowany
  • 16.10.17, 12:28
    No ale czemu Ci na tym kontakcie wzrokowym tak zależy? Na spacerze jest MASA interesujących rzeczy, a Twoją twarz dziecko zna. Po co ma na Ciebie patrzeć?
    Skup się na tym, żeby komunikowało, żeby pamiętało, że komunikat należy do kogoś zaadresować i upewnić się, że "trafił" (np. powiedzieć: "Mamo, daj mi jabłko"). Kontakt wzrokowy przyjdzie z czasem... albo nie. Ale nie jest kluczowy do tego, żeby dobrze funkcjonować.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 16.10.17, 12:55
    bo się czuje, jakby tego kontaktu wcale nie było. Ze starszym jest cały czas dialog, nawet, jak na mnie nie patrzy, a mały jakby w swoim świecie. Może to przez zaburzenia SI, za dużo bodźców do ogarnięcia i na moja twarz brakuje mu sił? A może każda twarz wydaje mu się taka sama i dlatego nie ogląda? Może jak będzie starszy, to mi wytłumaczy? To nie jest fajnie wołać do dziecka, zgadywać, a odzewu zero.
  • 16.10.17, 13:06
    Znajdź jeden priorytet i na nim sie skup. Dziecku z autyzmem może być trudno patrzeć komuś w twarz, przetwarzać komunikat i odpowiadać. I jeszcze ogarniać bodźce z zewnątrz. Z czegoś musi zrezygnować. Daj mu czas i nie martw sie tym tak bardzo:) ja widzę u córki, ze z czasem kontakt wzrokowy sie poprawia - pewnie czuje sie lepiej, jest bardziej obyta, przyzwyczajona do osób, które z nia rozmawiają, do otoczenia, mówienie jest dla niej łatwiejsze - wiec może do tego wszystkiego dorzucić jeszcze patrzenie na twarz. Ale z drugiej strony - nigdy nie wywieralam na niej presji, żeby patrzyła mi w oczy, wiec mówienie nie było dla niej stresujące.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 16.10.17, 13:16
    Bardziej mi chodzi, żeby spojrzał na mnie, kiedy do niego mówię. Mówisz, że z czasem się poprawi i zainteresuje się ludźmi?
  • 16.10.17, 13:20
    No ale weź pod uwagę, ze na obecnym etapie rozwoju on może nie być w stanie zrobić wszystkiego - zarówno zarejestrować, co mowisz, jak i na Ciebie spojrzeć. Jeśli miałabyś wybrać tylko jedna rzecz - to co wybierzesz?

    U mojej córki sie poprawiło, a nie walczyliśmy z tym jakos bardzo.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 16.10.17, 13:36
    Nie.
    Może się wyuczyć, że opłaca się spojrzeć na matkę, bo wtedy przestanie śpiewać, zagadywać etc. i za cenę paru spojrzeń będzie wreszcie miał spokój. Jednakże nie oczekuj, że będziesz atrakcyjniejsza niż jazda w wózku/chodzenie. Jeżeli mały zauważył, jak jest fajnie, kiedy świat się przesuwa, to go nie przebijesz.

    Poza tym - weź pomyśl, jak ideę spaceru może odbierać osoba, kategoryzująca rzeczywistość w swoich wewnętrznych pudełkach o grubych ścianach. Jeżeli nastawimy się na: dom - mama - zabawa, to to, co Ty wyprawiasz jest atrakcyjne. Kiedy wychodzimy na spacer, przekręcamy gałkę i wchodzimy w inną rzeczywistość: zewnątrz - przemieszczanie się - obserwacja. Mama jest doskonale zbędna (chyba, że występuje jako siła pociągowa, ale to nie jest wtedy mama, tylko napęd dla wózka/ciągacz za rękę) a Twoje wygłupy niepotrzebnie dezorientują dziecko i odciągają od tego, co jest sensem spaceru.

    Ostatni weekend spędziłam jeżdżąc pociągami do wypęku. Nie, żebym miała gdzieś jakąś sprawę - to taka dorosła forma bycia wożoną w wózku i ignorowania innych osób. Oczywiście - w przedziałach siedziały też jakieś przedmioty niekiedy wydające dźwięki lub utrudniające wyjście do kibla. Pewnie to byli ludzie. Nie sprawdzałam. Nie czuję się dziś jakoś bardziej upośledzona lub też niezdolna do wykonywania pracy.

    Nie interesuję się twarzami, ani żywymi, ani innymi. Nie robię sobie selifików. Nie powieszę na ścianie portretu. Nie założę koszulki z czyjąś mordą. Nie zachwycają mnie fotografie twarzy. Na zdjęciach, które sama robię, nie ma ludzi, nie noszę niczyich zdjęć w portfelu.

    --
    To pisałam ja, świr.
  • 16.10.17, 14:10
    Czuję się pocieszona tą odpowiedzią. Ale czy on nie będzie całkiem ignorować ludzi, np w przedszkolu?
  • 16.10.17, 14:56
    Mój stosunek do przedszkola znasz. Uważam, że jest to siedlisko zua - wrzask, pisk i "zabawa z dziećmi", kiedy nikt nie wydaje ci konkretnych instrukcji, co masz właściwie robić, a potem ma pretensje, że wszystko robisz źle. Ja osobiście nie byłabym zdolna do przetrwania w przedszkolu, a zmuszana - opracowałabym jakiś sposób na przeżycie, najprawdopodobniej polegający na zaszyciu się w kącie i udawaniu, że świat nie istnieje (nazwijcie to regresem, ja to nazywam dojrzałym mechanizmem obronnym). Tak, można przyjąć, że ignorowałabym ludzi.
    Jeżeli nie stoi przede mną zadanie "kontakt z ludźmi", to ja tych ludzi nie widzę i ignoruję. Jeżeli przychodzę do sklepu, do skarbówki, wzywam hydraulika, wsiadam do taksówki - to nie jest kontakt z osobą tylko instytucją. Jeśli "instytucja" wychodzi ze swojej roli i próbuje być człowiekiem, albo tego nie zauważam, albo - kiedy "instytucja" naciska - bardzo mnie to irytuje i jestem "sztywno" uprzejma, żeby nie ugryźć. Ostatnio wsiadam do taksówki i zamawiam kurs na dworzec. "A gdzie to się pani wybiera tak wcześnie? " Więc ja głośno i wyraźnie powtarzam, że na dworzec. Kolejowy. Główny. Przy ulicy X. Facet rzucił jakąś uwagę na temat mojego rzekomo złego humoru i dopiero się zorientowałam, że chciał sobie pogadać jako człowiek, a nie jako instytucja. A ja myślałam, że głuchy i nie dosłyszał podanych parametrów.
    Więc tak, ignoruję ludzi. Jeśli Twój syn ma ASD , też pewnie będzie to robił. Żyjemy po to, by ignorować.

    --
    To pisałam ja, świr.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.