Dodaj do ulubionych

"Jazdy" aspich.

11.12.18, 22:32
Czołem, 1,5 roku mnie tu nie było, piszę pod ciut innym nickiem bo się nie pamiętało hasła,w nawiązaniu do tematu
forum.gazeta.pl/forum/w,10034,163952538,163952538,My_road_so_far_.html
Na początek - w nawiązaniu do tematu wykrzyczeć swój strach, gdzie była dyskusja z panią M. na temat uwalenia orzecznia z PPP w celu posłania 6 latka do szkoły (co oczywiście nie było do tego potrzebne, co pani M. wytłumaczyły forumki (forumowiczki?). Miałem możliwość, bo diagnozę gotowości szkolnej zaliczył. Obecną podstawówkę znam tylko z ematki, brak doświadczeń wśród znajomych. Nie idę za stadem, ale jak wyszło w rozmowie z vice dyr. przedszkola, że oni zostawiają to stwierdziłem że rzeczywiście nie ma się co śpieszyć i drugi rok "zerówki" (ale z innym podręcznikiem) nie zaszkodzi, a może pomoże zniwelować pewne niepożądane zachowania w grupie, tudzież dzieć nauczy się kontrolować w większym stopniu niż obecnie. Tzn. ja wiem, że nauczy się kontrolować bo już trochę rzeczy przyjął i stosuje, ale na to potrzeba po prostu czasu.
Tytuł wątku natomiast stąd, że czeka nas rediagnoza na Strzeleckiej (wstępną był autyzm atypowy na podstawie zebranych papierów - przedszkole/Półkole i 20 min. wywiadu - nie żebym zarzucał brak profesjonalizmu, po prostu kryteria pasowały do objawów i czasu było mało (rekrutacja do grupy integracyjnej w nowym przedszkolu)). Teraz już "objawy" nie pasują do kryteriów, nie ma "trójcy" i zostaje zasugerowany na pierwszej wizycie na strzeleckiej asperger. Przy czym nadmieniam, że mnie osobiście nie zależy na diagnozie jako takiej bo ja z dzieciem nie mam żadnych problemów i przedszkole (szkoła już może - zależy od nauczycielki) generalnie też nie, ale chciałem opisać kilka rodzajów zachowań i poprosić się o odniesienie się do nich mam aspich czy dorosłych aspich (brynhild?). Czyli nie potrzebuję "zbić" argumentów na spotkaniu z psychiatrą ani nie potrzebuję argumentów żeby dziecia w aspergera "ubrać", po prostu luźny wątek o tym czy dane zachowanie/schemat zdarza się u aspich (dzieci czy dorosłych).. Przy czym zastrzeżenie, że ja w niektórych zachowaniach przypominam brynhild - m.in. zadaniowy system pomocy - nigdy nie dzwonię z pytaniem "jak tam" do rodziny, o co rzeczona ma pretensje, ale jak mi powiedzą co trzeba zrobić to nie ma sprawy. Ale nie czuję ani wrodzonego ani wyuczonego przymusu pytania się "jak się sprawy mają" ani rodziny ani sąsiadów, a wręcz peptalk w windzie doprowadza do wyuczonego wytłumienia gwałtownej werbalnej reakcji.
To lecimy (nie chronologicznie)
1. Wrzesień tego roku - pierwsze zajęcia karate (tradycyjnego). Pani Sensei po krótkim wykładzie n/t karate jako defensywy pyta się sześciolatków dla czego na treningu kłaniamy się w określony sposób (pochylając się od bioder w górę, ale podnosząc jednocześnie głowę by przy otwartych oczach mieć widok na przeciwnika/partnera, a nie kłaniamy się pochylając głowę. Sekunda po tym odpowiedź dziecia - "Bo to może być niebezpieczne". Sensei na to w zupełnie naturalnym tonie, że bardzo dobrze, bo jak się kłaniamy i nie widzimy przeciwnika to "Ten samurai może odciąć nam głowę" - dawno nie miałem tyle radochy z młodego i z poznania nowej osoby (sensei). I terazki pytanie - czy aspi przejawiają takie "dorosłe" odpowiedzi na proste pytania?
2. Odpowiadanie wraz z podniesieniem ręki. Czyli zasady zna - trzeba podnieść rękę- ale ich nie respektuje - czyli z odpowiedzią na zadane pytanie nie czeka na pozwolenie od nauczycielki, tylko od razu mówi jeśli wie jak brzmi czy powinna brzmieć odpowiedź.
3. Zawieszanie się w trakcie obowiązkowych zajęć/opóźniony zapłon (jak to okresliła jadna z Pań) (podstawa programowa) - jest dyskusja o jakimś zagadnieniu , w trakcie której dzieć się widocznie wyłącza bo myśli o wersji piosenki do gumisiów w dziesięciu językach jaką wczoraj sobie znalazł czy o rodzajach muchomorów jakie sobie wczoraj wyczytał w atlasie. Ale jak przechodzą do następnego zagadnienia to niezapytany odnosi się sensownie do poprzedniego, w trakcie omawiania którego "bujał w chmurach".
4. Zero strachu jeśli chodzi o zobaczone czy przeczytane historie. Nie chodzi na religię, ale w końcu jak dostał prikaz własnoręcznego wpisywania w youtube haseł, którymi jest zainteresowany to wpisał jezus i mu wyskoczył fragment pasji Gibsona z drogą krzyżową, a później był ten epizod w wersji lego oglądany. Raz czy dwa wyskoczył z tekstem, że mnie teraz będzie biczował, ale to tak w czasie zabawy. Potem trafił na kanał grzesia opowiadającego o mitycznych/słowiańskich/ z gier potworach i też zero reakcji poza zainteresowaniem, a wcześniej (przed jezusem) miał etap egiptu z historią tutenhamona i całym procesem mumifikacji (znaczy przed jezusem bo sobie wpisał egipt na youtube bo mieliśmy tabliczki z hieroglifami na ścianie i się dopytywał). Obecnie jest na etapie tzw. creepypasta, czyli takie tam sobie makabreski opowiadane w konwencji oryginalnych baśni Grimm, czyli marte ciała, dużo krwi i śmierć. O istnieniu koszmarów powiadomiła go psycholog na strzeleckiej niefortunnym pytaniem czy ma koszmary (a jak śpi to się chichra) , Po czym zaczął wynajdować coraz to nowe przykłady "koszmarów" bo pani powiedziała... Strachu dalej nie ma, jest odpowiedź na pytanie w przedszkolu co mu się śniło (po przyniesieniu bestiariusza słowiańskiego) - "jakieś dwa ciała w grobie przykryte kwiatami" - to po wizycie na cmentarzu z racji początku listopada - wymuszone przez babcię.
4. Czyta bo wcześnie zaczął poznawać literki sam sobie musiał wpisywać co chce oglądać, z pisaniem (ręcznym) kiepsko bo leń, ale rysowanie poszło do przodu po 5. urodzinach i ma własną galerię w p-kolu.
5. Streotypii brak, zafiksowań też- creepypasta/muminki/gumisie/asterix/mityczne stwory/samurai jack na zmianę z misiem uszatkiem, pingu, chwilami powroty to egiptu (proces mumifikacji), czy do mitologii nordyckiej;
6. Zero zainteresowania bajkami o których dzieci mówią w przedszkolu; miał etap kucyków, ale to sobie sam znalazł i wyeksploatował co ciekawsze bajki.
7. Totalna niezgoda na niebycie najlepszym. Musi być najlepszy/pierwszy, inaczej odlot. W trakcie zwykłej gry w planszówkę gdzie się zbiera grzybki wychodzi atawizm z zatykaniem uszu i próbuje oszukiwać rzucając kostką dwa razy jak się zwraca uwagę to prawie ryczy;
8. Jedynym sposobem na okiełznanie dziecka w przedszkolu jak już wpadnie w "świrowanie" jest "wyrycznenie" go (niestabilność emocjonalna), ale tu akurat są do dyspozycji dwie panie z doświadczeniem i po 3. minutach jest jak nowy;
na dziś tyle
Edytor zaawansowany
  • marta75b 12.12.18, 11:33
    Miło mi spotkać Cię ponownie, zwłaszcza ze ostatnio pusto na tym forum.
    Ale jakie konkretnie było pytanie, bo nie mogę się połapać?
    Z tymi straszydłami i poznam zapłonem, to starazy syn ma tak samo.
    Teraz poszedł do szkoły i szczerze mówiąc odetchnełam po przedszkolu, rozwojowo skoczył rok do przodu i w domu mam inne dziecko, a w szkole jest lubiany i chwalony, z N. Wspomagającym.
  • hannibal_lectourer 12.12.18, 21:56
    Pytania jako takiego nie było. Przedstawiłem po prostu kilka zachowań/schematów i prosiłem o odniesienie się do nich rodziców aspich. Z tego co pamiętam z jednego wątku kwestia pierwszeństwa była omawiana, ale w kontekście pierwszeństwa w parach/wejściu do klasy po przerwie - któryś musiał być pierwszy bo inaczej "wybuchał".
    A temat m.in. dla tego, że jak wspomniałem na spotkaniu kontrolnym z psycholog na strzeleckiej, że dzieć idzie do masówki (sam tam chodziłem) a nie do integracji to był tekst, że jeszcze się nie spotkała żeby ktoś z taką diagnozą (autyzm atypowy) poszedł do masówki i się przyjął. Rozwijać z nią wątku genezy diagnozy nie miałem z bardzo jak bo akurat miała stażystkę, to się nie dowiedziała, że ja bardziej widziałem rozwój nieharmonijny niż autyzm, ale cóż, Grymek sugerował autyzm atypowy, psychiatra nie miała obiekcji to poszła robocza diagnoza na rzecz orzeczenia o ks. I teraz jesteśmy umówieni na styczeń w bloku psychiatra/psycholog po sobie, żeby sobie przejrzały diagnozę z początku tego roku szkolnego i opinię grudzień/styczeń. Ja wiem, że posłanie do masówki to moja decyzja i orzeczenie na etap przedszkolny się ma do tego nijak, ale jak pisałem na samym początku - cały świat widział problem prócz mnie to poszedłem i załatwiłem czego się po mnie "spodziewano", czyli orzeczenie i miejsce w integracji (grono pedagogiczne łącznie z właścicielką pierwszego przedszkola uważało, że dziecku jest potrzebna pomoc specjalistów to dostał w drugim przedszkolu logopedę i SI).
    Teraz z kolei od doświadczonych pań (prowadzą grupę integracyjną ze 20 lat) słyszę że to raczej aspergeryk, to samo usłyszałem na pierwszej wizycie u psychiatry (z tymże później było badanie eeg, na którym nie zasnął, jedna czy dwie wizyty i ze względu na terminy i kłopoty z dodzwonieniem się do rejestracji w końcu nas psycholog umówiła na styczeń).
    Tyle że tak, mnie nikt nie diagnozował, co najwyżej miałem w przedszkolu (początek lat 80.) "łatkę" dziecka nadpobudliwego, a w szkole do ósmej klasy włącznie miałem ten odruch co dzieć - czyli podnoszenie ręki i jednoczesna odpowiedź na zadane pytanie nauczycielki. Stąd miałem na polskim ksywę "gaduła" ;). Także chcę się po prostu przygotować do tej całej pół godziny z psychiatrą w styczniu i wybadać czy takie opisane schematy jak u dziecia występują u innych aspich bo kryteria diagnostyczne to jedno a życie to drugie. Mnie tam diagnoza potrzebna nie jest, dzieciowi też uważam, że nie, ale czytając wątki o nauczycielach i dyrektorach szkół chcę mieć, jak to się mówi "dupochron" według obowiązujących obecnie standardów. Tyle, że mnie nie chodzi o to, żeby dziubdziuś (według nomenklatury obowiązującej na ematce) miał lepiej/więcej czasu na sprawdzianie/był usprawiedliwiany z ewentualnych trudnych zachowań, bo akurat polecenia łapie, jest orthodoxem ortograficznym jak ja, a to że raz czy drugi się zawiesi i dostanie niższą ocenę mnie jakoś nie strzyka - chce być najlepszy, to się oduczy takich zachowań. Tu chodzi o sytuację kiedy np. dostanie w nauczaniu początkowym taką zołzę jaką miałem ja. Czyli nie tylko nie umiała ogarnąć całego dobrodziejstwa "nadpobudliwości" ale też specjalnie dołowała bo ojciec milicjant (łączność) a matka sb (przestępczość zorganizowana a nie zwalczanie opozycji czy kościół, choć wątki przemytu dzieł sztuki za $ też się w PZ pojawiały)) - ale że sama była "solidarnościowa" to się wyżywała. I jak już nie miała wyjścia i na moją wyraźną argumentację w połowie drugiej klasy, że spełniam kryteria na odznakę wzorowego ucznia - rzuciła mi ją na przerwie tak, żebym nie złapał, zamiast na lekcji przypiąć przy całej klasie...
    Także wiem, że to moje asekuranctwo może być wynikiem nieprzepracowanej traumy ;). Ale w sumie do dzisiaj zdarzają się przypadki "U mnie wszystkie dzieci chodzą na religię" - jeden taki poznałem w sklepie podsłuchując rozmowę nauczycielki początkowej z oazową mamą.
    Dobra, do punktów z pierwszego posta chciałem dorzucić jeszcze dwa:
    9. Agresja fizyczna. Dzieć jest wielce wylewny w kwestii machania rękami czy skakania do jakiejkolwiek muzyki, przez co dzieci nauczyły się odsuwać na bezpieczną odległość w trakcie ćwiczeń/tańców, oprócz dwóch dziewuch, z których jedna go odepchnie (chodzi na karate do grupy wyżej o stopień), a druga przytuli tak mocno, że młody traci dech prawie (ale na powitanie co drugi/trzeci dzień sobie dają buzi). W poprzednim przedszkolu został ugryziony dwa razy, w obecnym sam ugryzł raz ("za karę") jak dziecko w czasie obowiązkowych zajęć przeszkadzało pani. W tym roku z ich grupy odeszło do szkoły sześciu chłopaków i został z jednym chłopakiem z afazją plus trzech nowych. Zanim nowi weszli w grupę to nagle dwa "stare" koguciki zaczęły się naparzać. A że są to kluchy stosownego wzrostu i wagi to panie ingerują tylko w skrajnych przypadkach jak dźganie się po udach zaokrąglonymi nożyczkami. A od września to jeden drugiego boksuje, a drugi albo kopnie albo będzie z jakąś zabawką latał przed nosem mojego (bo mój nie łapie złośliwości) i "prowokował" ja to mam a ty nie. Plus na śpiąco (skonsultowane z mamą drugiego) wymyka im się , że "kochają" Marysię (dziewczę bez orzeczenia ale z wwr, dwujęzyczne, z przewagą angielskiego i brakami w polskim, po powrocie z GB.
    10. Język diagnozy przedszkolnej, tej, która się należy na początku roku. Od początku opiniowania dziecia w pierwszym przedszkolu w opiniach widzę samą "agresję"/"agresywny", tak jakby osoby piszące te opinie/diagnozy miały prikaz używania tego słowa zamiast słowa złość. Ja wiem, jak dzieć reaguje na pewne sytuacje kiedy nie jest pierwszy, jak reaguje kiedy każe mu się robić co innego niż sam wywnioskował z danych szczątkowych bo akurat prowadząca zbyt wiele obiecała w stosunku do tego czym dysponuje, ale nazywanie złości agresją, kiedy dzieć się tylko "wkurza", nikogo nie bije, ewentualnie grozi, że zmieni kogoś w żabę czy ropuchę jest dla mnie po prostu podejściem mało pedagogicznym.
    zdrówko
  • marta75b 12.12.18, 22:59
    U nas tez panie odradzaly szkołę masową, że nie usiedzi, że trzeba przy nim non stop siedzieć podczas pracy na zajęciach. Bałam się jak diabli, nawet tu temat założyłam. Najbardziej bałam się przebierania na WF, że zapomni się ubrać i będzie goły chodził. Tymczasem jest bardzo dobrze. Co prawda ma NW, ale intelektualnie sobie radzi, organizacyjnie ogarnia Wspomagajacy. Siedzi na lekcjach, grzecznie pracuje. Ubiera się najwolniej z klasy, dzieci mu dokuczają, ale za to zaczął się ogarniać w domu. Pamięta w szkole o ubieraniu, zabiera plecak ze świetlicy.
    Dzieci go lubią, przychodzą na imprezy do niego, on w najbliższym czasie idzie na 3 urodziny.
    Owszem, rozpaczą, że w niczym nie jest najlepszy, ale wojny nie robi.
    Ja bylam podobna do niego, ale wtedy nie diagnozowali, więc pewnie u ciebie tak samo.
    Na Twoim miejscu zrobiłabym powtorna diagnozę, to może być jak najbardziej As i słuchała samego siebie.
    Mnie też wszyscy bardzo straszyli, a tymczasem odżyłam. Narazie zbieram same pochwały, chyba dużo gorzej to sobie wyobrazali.
  • hannibal_lectourer 14.12.18, 19:19
    No "diagnozę" zrobię - tzn pół godziny spotkania z psych w styczniu z papierem diagnostycznym z września i opinią, którą mają napisać panie prowadzące w przedszkolu, a nie jak diagnozę nauczyciel wspomagający plus logopeda - między nimi jest po prostu przepaść pokoleniowa i one właśnie napiszą o złości - nie o agresji bo tak to odbierają. Rozumiem, że język diagnozy może być określony jakimiś przepisami, które umieszczają określone zachowania w szufladce agresji. Plus nauczycielka wspomagająca po oligofrenopedagogice, a akurat wszystkie dzieci z orzeczeniami w grupie w normie intelektualnej, która zdecydowanie nadopiekuńczo traktuje orzeczeniowe dzieci (przynajmniej na występach z tego co miałem okazję zobaczyć).
    Już kolejny raz czytam o kłopotach z ubieraniem się, w innych wątkach o AS było coś o nadwrażliwości dotykowej. W naszym przypadku tego nie ma - założy cokolwiek, byle pasowało, kolory, ozdoby nie mają znaczenia. Sam się ubiera, jak przychodzi z przedszkola to automatycznie wskakuje w domowe ciuchy, jedyne co mu "nie wychodzi" czasami to dopasowanie buta do nogi, ale to tylko przez to, że nie patrzy na nie bo akurat analizuje jakie ptaki dzisiaj widzieliśmy. Wie, w której szufladzie co jest, jak sobie skarpety zmoczy to wymieni na nowe sam. Jedyne co przed nami z kwestii ubiorowych to sznurówki - trzeba temat przerobić przed szkołą, a tak się złożyło, że jeszcze nie miał żadnych kapci/butów innych niż wsuwane/rzepy/gumowa sznurówka.
    Ze szkołą z kolei to ja się nie obawiam, jeśli chodzi o nauczanie początkowe, czy sobie poradzi (bo dalsze etapy to wróżenie z fusów na razie) ale tego czy będzie się nudził jak przyjdzie do nauki czytania od podstaw i jak sobie z tą nudą poradzi. No - ale tu już zależy na kogo trafi, czy dostanie jakieś dodatkowe zadania czy będzie sobie mógł coś kolorować lub czytać. I tu może się pojawić na ematce post o dziecku rozwalającym lekcje ;) bo pyskaty jest, żadnych rekcji nie odracza a już od dzieci w przedszkolu nauczył się dogadywać jak ktoś czegoś nie umie. I nie jest to kwestia wychowania w domu, tylko uspołecznienia w przedszkolu. Po prostu przejmuje nie tylko "dobre" wzorce tylko wszystko hurtem. A, że z kwestii wychowawczych zostały już jakiś czas temu wyeliminowane jako akceptowalne środki pas czy inny kabel, zostaje tylko rozmowa a tu groch o ścianę i po swojemu dalej ;). Ostatnio zresztą się tak zastanawiałem nad językiem jaki idzie od nas do dziecka jak wyszło od dziecia pytanie "Co to jest lanie" - przeczytał w jakiejś książce, że dziecko za coś dostało lanie i nie wiedział co to za zwierz ;). Z środków agresywnych to w sumie działa na niego krzyk - ale to są interwencje w sytuacjach zagrożenia zdrowia/życia - głośne upominanie przy każdym przejściu przez ulicę, że trzeba się rozglądać, nawet jak go trzymam za rękę, czy jak mam plecak 15 kilo z zakupami a on nagle chce sobie poskakać po oblodzonych schodach jak idziemy za rękę...
    A wracając do nudy na lekcjach to chyba brynhild coś pisała, że umiała wcześnie czytać i przeszkadzało jej jak musiała w szkole słuchać "dukających". I tu rzeczywiście, jak zauważyła pani M. papier z poradni może posłużyć do pacyfikacji niereformowalnego nauczyciela - ale tylko, jak sądzę do usprawiedliwienia całkiem normalnych odruchów dziecka w tym wieku (nuuuuda). No ale to ostateczność. Biorę ewentualnie pod uwagę indywidualny to nauki jak się okaże, że mu rzeczy do głowy wchodzą łatwiej niż innym i rzeczywiście się nudzi. Ale jak dla mnie to powinna być całość - znaczy we wszystkim powinien być lepszy na tle klasy bo jak zna proporcje rzeźby greckiej 8 do 1 czy umie jakoś tam opisać front świątyni Abu Simbel czy na jednym tchu wymienia 12 prac Herkulesa (to akurat zapamiętał z Asterixa ;) ) nie znaczy, że z matematyki będzie dobry. A matematyka przed nami, znaczy rachunki - w przedszkolu liczą, zero rachunków i już mnie wkurza jak muszę za każdym razem liczyć punkty w grzybobraniu (taka planszówka) bo choć ogarnia punkty dodatnie i ujemne to jeszcze skali z zerem do 10 czy 20 na oczy nie widział a ja się łapię na tym, że wymagam od dziecia czegoś, czego mu w sumie nikt nie wytłumaczył...
  • florysiakanna 13.12.18, 10:21
    witam u nas jest dokładnie to samo tzn było w tym wieku teraz młody ma 9 lat część zachowań nadal jest część uległo zmianie diagnoza wydana przez specjalistów zespół Aspergera czy prawidłowa tego nie wie nikt
  • mamamada 14.12.18, 10:18
    Mój średni syn przejawiał wszystkie zachowania, które opisujesz. Ma teraz 15 lat i nikt, łącznie z nami, nie kwestionuje już ZA. Zdiagnozowany został pod koniec 2 klasy podstawówki, gdy do różnych trudnych zachowań (z którymi jakoś sobie radziliśmy) dołączyły się ostre stany lękowe). Różnica w stosunku do Twojego dziecka - nasz syn złość, stres i napięcie zawsze odreagowywał nie w szkole (tam realizował schemat "jestem najlepszy"), a w domu. I miał stereotypowe zainteresowania = wielomiesięczne fazy na coś (zbieractwo - karty piłkarskie i inne, wyniki ligowych zespołów piłki nożnej). On bardzo długo funkcjonował "wysoko" - nawet w ośrodku dla autystów, gdzie trafił już po diagnozie, zastanawiali się prawie pół roku "gdzie on ma tego Aspergera", bo młody jest inteligentny i kamuflował dzięki temu m.in. braki w teorii umysłu. Które dzisiaj widać jak na dłoni, bo nastolatek, który się stawia, otwarcie mówi, co (i jak) myśli. Na dziś młody ma niezłą sytuacje w szkole (po kryzysie, gdy musiał się pogodzić, że nie jest już najlepszy, bo samo pamiętanie z lekcji nie wystarcza, a uczenie się nowych pojęć jest dla niego bardzo trudne). Ma jednak pedagoga wspierającego (nie tylko dla niego, tego by nie przeżył, jest w klasie integracyjnej i nie jest jedyny). W relacjach z kolegami - różnie. Ale całkowitym outsiderem nie jest. Pojawił się problem ze spędzaniem czasu wolnego (sztywności i nadwrażliwości utrudniają) i przyklejeniem dziecia do komórki. Zawieszanie się - nie przeszło niestety, utrudnia samodzielne funkcjonowanie. Ogarnianie rzeczy skomplikowanych lub dodatkowych (wykraczających poza schemat) - są poważne trudności. Zapomina, przyjmuje błędne założenia, ma z tego powodu kłopoty i dużo stresu. Generalnie widzę to tak: od ponad pięciu lat chodzi na terapię (najpierw TUS, teraz już raczej terapia grupowa w tym samym składzie nastolatków), ma w szkole dyskretne wsparcie, więc jak na jego deficyty radzi sobie nieźle. Co dalej - nie wiem. Mam dużo realnych, jak sądzę obaw, ale na tym poprzestanę, nie będę tu straszyć ;-)

    A od miesiąca wiem, że mam także w domu drugie dziecko z ZA i ADHD (m.in.) na raz, dwunastolatka, który okresowo korzystał wcześniej z pomocy psychologicznej (trudności w relacji z bratem z ZA, obciążenie wieloletnią, terminalną chorobą bliskiej osoby), ale do czwartej klasy dobrze sobie radził. I dopiero dwa lata temu ten dobrze radzący sobie, impulsywny i dość histeryczny, ale lubiany dzieciak, niewymagający wcześniej jakiegoś specjalnego wsparcia w szkole, przestał sobie radzić (ze szkołą, z emocjami, w niektórych, ale znaczących relacjach z rówieśnikami). I niestety, jest to zjazd ostry i niebezpieczny. Poszukaliśmy pomocy od razu, po kilkumiesięcznej terapii indywidualnej było lepiej. Do czasu. 1,5 miesiąca temu zawieźliśmy młodego w ostrym kryzysie na dyżur psychiatryczny. Przyjęli go do szpitala w stanie zagrożenia życia (myśli samobójcze na etapie planowania wykonawstwa), mimo, że mieli o połowę więcej dzieciaków, niż powinni.

    Dlaczego Ci o tym wszystkim piszę, skoro wyraźnie napisałeś, że nie potrzebujesz przekonywania "za" lub "przeciw" diagnozie? Bo u mojego młodszego dziecka nie było "trójcy" (a raczej była nietypowa, niewidoczna na poziomie przedszkola czy początku podstawówki). Młody jest na teraz w widoczny sposób przywiązany do różnych schematów i to niestety narasta zamiast zanikać, ale w kwestii zainteresowań - podobnie jak Twój syn. Komunikacyjnie: na poziomie podstawowym, operacyjnym - ok. Na poziomie społecznym, który wymaga rozumienia intencji i sposobu myślenia innych ludzi: coraz gorzej. I choć wiem, że to głupie, że nic dobrego nie da, to jest mi cholernie źle z poczuciem, że nie stanęłam na głowie, żeby zdiagnozować i zaopiekować dzięki temu młodsze dziecko, którego trudności co prawda widziałam, ale które sobie radziło.

    Mam dwoje neuronietypowych dzieci, z których starsze dostało wczesne wsparcie (w niektórych obszarach może nawet trochę na wyrost) i stosunkowo nieźle funkcjonuje. Młodsze zawsze było spostrzegane jako dziecko z pewnymi deficytami rozwojowymi (dysgrafia, nadruchliwość, wygórowane reakcje emocjonalne), ale dobrze zsocjalizowane i w normie, proszę pani, w normie (co pani chce od takiego fajnego dziecka - zapytała mnie psychiatra trzy lata temu, pół roku przed pierwszym kryzysem). Więc to "fajne" dziecko radziło sobie - do czasu. A jak już przestało sobie radzić, to na całej linii. Objawy jak przy ostrej depresji dzięciecej, w tym agresja (prawdziwa) i autoagresja, nienegocjowalna odmowa chodzenia do szkoły (narosłe już trudności z rówieśnikami i nauczycielami), myśli samobójcze. Oczywiście, nie mam pewności, jak to by wyglądało, gdyby dostało pomoc wcześniej, gdybyśmy rozumieli, co się z nim dzieje. Ale mam uzasadnione przypuszczenie, że nie miałby teraz tak koszmarnie trudno (i my z nim także).

    Ergo: pomoc na jak najwcześniejszym wczesnym etapie, uczenie dobrych sposobów rozwiązywania trudnościami, rozumiejące podejście nauczycieli (także przedszkolnych) z konsekwentnym oddziaływaniem daje dzieciakowi z ZA (lub podejrzeniem ZA) szansę na wypracowanie sensownych i efektywnych (a że niestandardowych - co tam) sposobów radzenia sobie, szanse na bardziej harmonijny rozwój, wymagania dostosowane do możliwości i zwiększane w miarę możliwości, na dobre relacje, wyższą (ale realną) samoocenę. A że taka pomoc w polskich realiach jest uzależniona nie od tego, jak naprawdę funkcjonuje dziecko, ale od rozpoznania i orzeczenia, moim zdaniem warto o nie zadbać nie zakładając, że skoro ja sobie poradziłam/em, to moje dziecko poradzi sobie także.

    PS. Bo niektóre aspekty tego, co czasem pisuje Brynhild, i mnie dotyczą. I zastanawiam się czasem, czy aspie wychowywany przez, powiedzmy, nie do końca neurotypową osobę, dobrze sobie radzącą w realu (znaczy się, w swojej niszy), ale nie kosztem dostosowywania się za wszelką cenę, i mającą w głębokim poważaniu różne pierdoły, nie ma jednak przypadkiem trudniej... Ja - wychowana w bardzo zasadniczej rodzinie - przynajmniej znam te kanony, których nie raczę respektować, wiem na nierespektowanie których mogę sobie pozwolić, a które respektować muszę, i wiem także, jaką cenę zapłacę za taki a nie inny wybór. Natomiast czy jestem dobrym wzorem dla moich dzieci - mam ostatnio poważne wątpliwości :-(
  • mamamada 14.12.18, 10:31
    I jeszcze jedno: dopiero w zeszłym tygodniu, wracając z PPP po spotkaniu z nową logopedką, młody powiedział mi "wiesz, mamo, ja to mam trudność z patrzeniem na twarz ludzi, których nie znam. Starałem się patrzeć chociaż przez moment na tę panią, żeby nie pomyślała, że ją ignoruję, ale potem patrzyłem na stół albo na jakieś rzeczy w pokoju." Samoświadomość młodego nastolatka, która wbiła mnie w glebę. Nikt nigdy nie zauważył, że on ma kłopot z kontaktem wzrokowym. Łącznie ze mną. A do tego jest najbardziej przytulalskim dzieckiem świata (w stosunku do najbliższych). Dziecko z ZA. Atypowe nawet jak na ZA. Diagnozowane przez miesiąc w szpitalu w ostrym kryzysie, bo nawet wtedy na początku specjaliści nie mieli pewności ("on się w niektórych sytuacjach zachowuje, jakby miał ZA, ale żeby tyle lat sobie radził? Musimy się temu dobrze przyjrzeć").
  • aerra 14.12.18, 11:45
    Takie trudności z kontaktem wzrokowym z obcymi ludźmi u mojego syna też występują - przy czym w domu/szkole/na terapii tego nie ma. Nawet niektórzy terapeuci twierdzili, że przecież patrzy, potrafi, nie ma problemu. Ale ja zauważyłam, że np. w sklepie mówi do sprzedawczyni odwrócony do niej bokiem albo z głową tak przekrzywioną, żeby nie patrzeć. A jest coraz starszy i ma coraz większy kontakt z różnymi ludźmi.
    I tak jak u was - w domu, w stosunku do nas jest bardzo przylepny. Ale już do dalszej rodziny, czy tym bardziej znajomych - zupełnie nie.
    Ale trochę mnie przestraszyłaś - w terapii mamy przerwę (nie ma terapeuty, nasza poprzednia (z której byłam bardzo zadowolona) poszła na macierzyński i nie mogą znaleźć nikogo na zastępstwo...) i mam wrażenie, że niestety pewne rzeczy się nasilają. Tzn funkcjonuje dobrze, bardziej właśnie jak u was, nie Hannibala - młody odreagowuje w domu, w szkole jest super grzeczny, a w sytuacjach kryzysowych (których nie ma bardzo dużo) reaguje raczej wycofaniem. Ale stany lękowe ma ciągle, to jest zupełnie nieracjonalne, nie panuje nad tym (np. jak nie przyjadę po niego do szkoły idealnie na czas... już jest panika (tłumiona) i łzy w oczach, bo może mi się coś stało i nie przyjadę w ogóle...) - na szczęście nie są bardzo nasilone, od dwóch lat jest lepiej ogólnie, ale nadal występują (tyle, że ja się nauczyłam je wyłapywać na starcie).
    A takie parcie na bycie najlepszym mu przeszło, oczywiście lubi być najlepszy i lubi wygrywać, ale nie ma już tragedii jak nie jest (ale nad tym dużo pracowaliśmy i w domu i na terapii).
  • hannibal_lectourer 14.12.18, 22:31
    Dzięki śliczne za poświęcenie czasu na odpowiedź.
    Ad. PS. O rodzinie. Nikt mnie w kanonach nie wychowywał, nie słyszałem że coś trzeba albo nie. Dlatego jest dla mnie "dziwne" czytanie o tym, że dzieciom zapobiegawczo się mówi nie rób tego czy tamtego zamiast reakcji na określone zachowania post factum. Wychowałem się sam, ewentualnie przez przykład rodziców/dziadków. Jedyny raz, kiedy usłyszałem jak się zachować to była czwarta klasa podstawówki kiedy wchodziła religia do szkoły i od matki usłyszałem, że mam mówić, że jestem wierzący, niepraktykujący. Dla mnie już wtedy był to absurd bo z religii wpajanej przez babcię ze strony ojca zrezygnowałem jakoś w wieku 5 lat (tu akurat stanowczo matka zadziałała) , kiedy zobaczyłem w kościelnej kaplicy (osobne pomieszczenie na "półpiętrze" między główną salą kościoła z ołtarzem etc. a piwnicą) "stado" bab śliniących po okrążeniu ołtarza krucyfiks; znaczy całujących - i ja wtedy odmówiłem i na tym się moja przygoda z kk skończyła. Wcześniej oczywiście była radość z wielkanocy bo szynka w koszyczku ;).
    I taki wtręt o innym dziecku, tudzież uświadamiania dziecka względem spektrum. Byłem ja sobie z młodym na placu zabaw przy szkole, plac dla wczesnoszkolnych - jakieś maty na ziemi i statek z lunetą na jednym końcu i zjeżdżalnią na drugim. I na ten plac zabaw najpierw przychodzimy my, potem jacyś dziadkowie z wnukami chłopiec i dziewczynka i na koniec dochodzą dziadkowie z dwójką chłopców - jeden jakoś druga klasa na rowerze a młodszy pieszo. Dziadek z babcią się kłócą o to czy starszy ma sam odłożyć rower do barierki "na stojąco" czy może go po prostu położyć na płytkach chodnikowych. Mój dzieć w tym czasie sobie kamyki przez lunetę puszcza, a reszta zjeżdża na zjeżdżalni. I nagle dziecko tych "środkowych" dziadków, którzy weszli na plac jako drudzy obrywa w plecy na zjeżdżalni nogami od starszego dziecka tych, co przyszli ostatni bo po prostu dziewczynka się zagapiła i nie zeszła na czas ze zjeżdżalni. Awantura wisi w powietrzu o sprawę zupełnie błahą i nagle (wcale nie ubrana na biało :) wparowuje babcia "agresora", że ona przeprasza, ale on ma autyzm. Potem klasyk, dziadkowie z parą się zbierają od razu na inny plac zabaw (są dwa w tej szkole) i idzie awantura między dziadkami autystycznego dziecka.
    A to co mnie skłoniło do nierozmawiania/uświadamiania dziecia czy coś z nim jest nie tak to był tekst wypisany kredą jaki przeczytałem na kostce brukowej między jednym placem a drugim jak już na drugi poszli ci od autyka. Ni mniej ni więcej dziecko w okolicy drugiej klasy szkoły podstawowej zrobiło na chodniku kilka kresek i napisało "MASZ TO W GENACH" (drukowanymi dużymi, nie moje podkreślenie. Także odnośnie ostatniego zdania czy jesteś dobrym wzorem dla swoich dzieci - może nie jesteś najlepszym ale są gorsze, przynajmniej z mojego punktu widzenia.
    Co do reszty - czas pokaże, samoocenę ma albo wysoką, albo mu wisi co o nim sądzą, a na zaczepki słowne zawsze odpyskuje. Zaczepki fizyczne - czyli ja mam zabawkę a ty nie - jeszcze reaguje złością jeżeli chciał się daną zabawką pobawić i ktoś mu ja zabrał sprzed nosa. Nadwrażliwości brak, ewentualnie niewrażliwość na ból ale to nie wiadomo bo nie jest dzieckiem, do którego ktoś podlatywał jak się tylko przewrócił, tylko było "wstawaj nie marudź". Owszem jak już ma siniaka to go z uporem maniaka pokazuje ale jak zaliczy criticala na hulajnodze w udo na krzywych płytkach chodnikowych to powstrzymuje płacz i po "dorosłemu" żąda chusteczki żeby nie pokazać, że płacze. A w innych sytuacjach, kiedy mu się nie pozwala wygrać według reguł (bo on je chce naginać) to się rozryczy bez krępacji. Czyli asperger/autyzm bez przestrzegania reguł, bez schematów w zachowaniu bo każda nowość go cieszy.
    Co do kwestii - ja sobie poradziłem to dziecko też sobie poradzi - jak przyjdzie czas na pomoc i orzeczenie na etap wczesnoszkolony będzie potrzebne to oczywiście, tylko w odpowiedzi na post marty75b już wyłuszczyłem dla czego może być potrzebne.
    Z tego co zrozumiałem, to u Ciebie dzieciaki reakcje tłumiły i odreagowywały w domu. Tutaj jest okaz, który jest pyskaty, odreagowuje od razu i nie ma żadnych przeniesień jak w chyba w wątku gdzie rozmawiałem z mamą chyb z kanady, której syn pobił nauczycielkę bo miała takie same perfumy jak kobieta, która dzień wcześniej go zjechała na placu zabaw (to było (po raz kolejny)) chyba, w wątku którym była mowa o książce "Znaczy kapitan", tylko nie mogę teraz jakoś znaleźć.
    Społecznie młody wydaje się ok, w sytuacjach codziennych jak obca dziewczynka w cukierni po treningu karate, której ojciec smaruje opryszczkową wargę i dzieć się interesuje i patrzy jej w oczy. Ale z drugiej strony są pytania "Dla czego" i "A czemu" w sytuacjach zupełnie dla mnie zwykłych. Ostatnio w Krakowie spadło ciut śniegu - na tyle, żeby był na karoseriach samochodów i dało się z niego robić kulki. Spotkał kolegów - jeden starszy z grupy co poszli do szkoły i jeden młodszy, którego poznał na dyżurze wakacyjnym (bracia). Dostał od młodszego kilka razy kulką, starszy młodszego mitygował bo sam obrywał a miał plecak ciężki (jak na niego - chudzina).
    I tu wszedł tekst od mojego dziecia - "Tato - a dla czego kolega chciał się ze mną bawić?"
    Na co dzień zaprzęga dziewuchy do grania w planszówki, z chłopakami się przekomarza lu z tym jednym leje, ale ciągle zadaje pytania o niby oczywiste rzeczy - dla czego mnie dziewczynka przytuliła, dla czego widzieliśmy ptaszka (sikorkę modraszkę dodaje za każdym razem bo ma fazę na ptaki)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.