Dodaj do ulubionych

3 Asów, Nie wyrabiam, chcę rozejść się z partnerem

30.03.19, 19:31
Czy rozejście bardzo zaszkodxi dziewczynce nastoletniej ? Sorry ale muszę się wygadać - piszę z telefonu, więc przepraszam za błędy.
Sytuacja wygląda tak: Jestem po 40, niedawno przy okazji lecxenia córki diagnoza ZA z bardzo wysokim funkcjonowaniem i DDD ( dorosłe dziecko z rodziny dysfunkcyjnej) . Moja nastoletnia córka ma zdiagnozowane ZA ( diagnoza w szufladzie bez info) . Jej ZA bardziej prxypomina partnera i jego ojca niż moje. Powiem prosto z mostu- mój partner robi się coraz trudniejszy dla mnie do wytrzymania. Mam za sobà burzliwe dzieciństwo - byłam bitym przez matkę dzieckiem, bez ojca i bez rodzeństwa , więc samotnym, trzymanym pod klucz do 7 roku życia bez żadnych kontaktów z rówieśnikami. Uczyłam się świetnie, kontaktu towarzyskie w podstawówce raczej kiepskie, jako dyżurna koleżanka . W wieku 14 lat zistałam zgwałcona przez starszego kolegę, byłam ładna ale potem trafiałam na partnerów bijàcych, prymitywnych, zmuszajàcych do aborcji, w sumie cud że z 3 związków uszłam z bliznami, po szpitalach, ale z życiem,. Potem miałam 3 letni okres leczenia po operacji. Po tym wszystkim mój partner wydawał się zbawieniem od losu i początkowo tak było. Ale w związku to ja odrabiałam pracę nad wszystkim- nauczyłam się, jak żyć, planować, wzięłam na siebie naprawdę wyedy olbrzymie kredyty i odbiliśmy się od dna, stworzyłam dom, który prawie ssma zbudowałam, firmę, , w której na szczęscie partner dużo pomógł. Pogrążały mnie kolejne problemy zdrowotne- ciàgłe poronienia, ale nie drążyłam sprawy, bo nawet bałam dię mieć dzieci. Byłam w końcu dzikusem, który nie widział w życiu dobrze funkcjonującej rodziny. Mój partner to wręcz twierdził „ze nie jest gotowy” - facet 40 lat... Po kilku latach jednak urodziła się córka , na punkcie ktorej zwariowalismy. Po kilku pietwszych cudownych latach dopadły mnie ukryte lęki i netwica, ale starałam się nie dac po sobie poznać- i nafal wszystko było na mojej głowie oprócz codziennego sprzątania i pewnych rutynowych czynnosci typu rachunki. Suma sumarum nie potrafiłam zmusic się doo leczenia poronień, choc chciałam rodzenstwa dla córki.. partner w tym czasie siedział po nocach na kompie i pałował się polityką, chodził mabuzowany, żadnego wsparcia... Potem dostrzegłam, że córka różni się od rówiesników- szukałam, drążyłam, coraz więcej pojawiało się w necie - diagnoza i ZA. Nadal wszystko co trudne było na mojej głowie, ( firma, jakieś przeprowadzki, remonty, planowanie wakacji) , rehabilitacja dziecka, bo też inne sprawy doszły,, mocno też pracowałam też nad sobą- otworzyłam się trochę na ludzi, ukończyłam trudne studia. Kiedy nie dałam rady, po prostu sprzedalismy firmę - mój partner nawet nie wyszed z propozycją , że sam da sobie radę. Potem, kiedy musielismy ponownie wziąć się za działalnosc i kiedy zajęta byłam tym wszystkim, i wieczorami padałam na przysłowiowy pysk, partner zamiast mi pomóc, poczuł się zaniedbany i poszukał sobie przez net kochanki. Wiadomo, jak się czułam, ale nie mogłam zrobic tego dxiecku i zostałam z nim. Firma nie idzie jak należy i chyba będziemy musieli sprzefać mieszkanie :( . I jest coraz gorzej, z moją psychiką. . Nie mam kasy na lekarzy, więc sama zdiagnozowałam siebie, że po prostu potrzebuję choć rok, dwa tego, czego nigdy nie miałam zapewnionego poczucia bezpieczenstwa,. Całe kilkadziesiąt lat w napięciu... z poczuciem odpowiedzialności za wszystko woklół. Próbuję zmienić mojego partnera Asa, tak jak mi się udało, żeby robił trudniejsze rzeczy, żeby mnie trochę odciàżył, podejmował jakies bardziej skomplikowane decyzje niż wyjście po zakupy i zrobienie rachunków i bardziej planował przyszłość, no chociaż na kolejne 2 dni... chociażby robił sobie checklisty, co ma do zrobienia. Żeby jakoś się zorganiizował, pomimo, że jest ZA, bo jakoś zaplanować sobie zdradę to potrafił i osxukiwał mnie całe 2 miesiące. Ale z. nim nie ma możliwości normalnej dyskusji. Kiedy ja zaczynam cis mówić, przerywa mi w drugim słowie mówiąc np . Trudno, albo „ nie będę na ten temat rozmawiał” albo „ to sobie sama rób” , i zazwyczaj imoje próby przebicia się przez ten mur konczą się awanturą. Czasem wieczorem gdy zmęczony, powiem swoje i przyzna mi rację, ale potem nie pamięta , co obiecał, co miał robić , albo nawet o rozmowie. Ale o zażyciu witamin i dbaniu o swoje zdrowie to pamięta zawsze. Na dodatek zrobił się strasznie uparty, nie słucha nikogo i zawsze konczy się to niekorzystnie dla całej rodziny. I potem nie analizuje błędu, zeby go nie popełnić ponownie , tylko utnie tym swoim „ trudno” „ co był to było” wszelkie dyskusje i za miesiąc wkopie się w to samo.
Już nie mam siły ani netwów walczyć , mam nawroty depresji, więc myślę o zostawieniu go. Ale martwię się o dziecko, jak ona to wszystko zniesie, przecież będziemy musiały się przeprowadzić- też utraci poczucie bezpieczeństwa i jeszcze to minimum rówieśników, które zna i którzy w miarę ją akceptują. Nie mam nawet z kim o tym rozmawiac , bo nie mam w zasadzie żadnej rodziny w swoim wieku, zresztą nawet nikomu nie mówię o ZA, bo wszyscy co znam, są tacy idealni i raczej nie chcieliby mieć z nami na wszelki wypadek nic wspólnego. Gdyby moje dxiecko nie miało ZA, to raczej nie trwałabym w tym nawet kosztem bycia samej, no ale jest jak jest , więc mam straszny dylemat, czy nadmiernie jej nie skrzywdzę.
Edytor zaawansowany
  • ratunku1981 30.03.19, 20:00
    Zrozum, że robisz sobie krzywdę trwaniem w tym związku. Twoje dziecko nie jest szczęśliwe w domu gdzie nie ma zrozumienia i wsparcia.
  • milkamilka 30.03.19, 20:58
    Tak, Do tej pory dawałam radę być wsparciem dla nich obojga, ale od lat dopadają mnie zmory przeszłości i siły dię wyczerpały, sama potrzebuję pomocy. Właśnie zaczynam to rozumieć, że nasza rodzina też pomimo pozorów na zewnątrz jest mocno dysfunkcyjna, ale trapi mnie, że córka jest bardzo związana z ojcem. I to całe zamieszanie z rozstawaniem, wyprowadzka do innego środowiska i mieszkania pewnie, bo przecież nie puszczę go w skarpetkach
    Dobrze że ślubu nie mamy, /bo sama nie zorganizowałam ehh), ale najtrudniej, ze wszystko się zmieni, znajomi, wakacje , zamieszkanie, a dla ZA stabilizacja to podstawa. I druga rzecz, czy sama ze mną będzie szczęśliwsza ..
  • possum 31.03.19, 15:19
    czesc jak mozemy skontaktowac sie na priv?
  • milkamilka 31.03.19, 15:29
    spróbuję aktywować pocztę, napisz na gazetowy
  • marektatojakuba 04.04.19, 22:23
    Pewnie jak to zwykle bywa, każde z Was rozumie tę sytuację inaczej. Potrzebny jest Wam doświadczony mediator-terapeuta, którego obydwoje uznacie. Jeżeli to niemożliwe, to związek i tak się rozpadnie, mimo że moim zdaniem to najgorsza opcja. Dla dziecka na pewno. Z drugiej strony jak się nie da naprawić, to lepiej się rozstać w cywilizowany sposób.
    Poza tym kto powiedział, że córka zostanie przy Tobie? Rozumiem, że nastoletnia tzn. niepełnoletnia. Standardem powinna być opieka naprzemienna, bo zakładam że ojciec nie jest pedofilem lub sadystą.
  • milkamilka 08.07.19, 18:31
    Pewnie byłaby naprzemienna, pod warunkiem, ze bysmy mieszkali w jednym miescie. Chociaż czasami mam wrażenie, że uciekłabym chyba jak najdalej.
  • an_7 03.06.19, 07:40
    Współczuję, dobrze Cię rozumiem. Też mam partnera z ZA. U nas wszystko jest na mojej głowie, łącznie z rachunkami i też mam dość. Gdyby nie autystyczny syn i kilka innych rzeczy, dawno bym zostawiła partnera.
    Stoisz przed ciężką decyzją, bo zostać samemu w takiej sytuacji jest ciężko, a z partnerem też niełatwo.
    Czy masz w rodzinie kogoś, kto Cię wspiera? Może warto porozmawiać z tą osobą o Twojej sytuacji?
  • an_7 03.06.19, 07:45
    Dodam jeszcze jedno i z góry przepraszam rodziców dzieci z ZA. Niestety, będąc w związku z ZA tak naprawdę jesteś sama...
  • sabina211 03.06.19, 17:50
    Na pewno tak bywa, ale to nie jest reguła. Mój mąż ma ZA, ale absolutnie bym się pod powyższym wnioskiem nie podpisała.
  • milkamilka 08.07.19, 18:20
    Wiesz, ja też na początku byłam optymistycznie nadtawiona i kilkanaście lat było nawet ok. Ale z czasem jest gorzej, bo on się czuje coraz pewniej i juz się nie hamuje, potrafi się postawić okoniem, albo powie ci „ nie będę teraz o tym rozmawiał” chociaż temat jest pilny i zostawia cię z problemem. A za kilka godzin milutki jakby nic się nie stało i dziwi się, że się otrząsam, kiedy mnie chce przytulić, nie skojarzy faktu i od razu mazywa mnie zołzą. Coraz trudniej mi znosić podobne zachowania. Kiedys po prostu jak był problem i on nie brał go na bary, to sama go szybko rozwiązywałam , podejmowałam męskie decyzje i nawet tego nie zauważałam. Całe życie nie miałam poczucia bezpieczeństwa, które czasem potrzebne jest każdej kobiecie, więc teraz ta potrzeba wraca .

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.