Nazwy własne czy rzeczowniki pospolite? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Ciekaw jestem, czy lubicie nazwy własne w jolkach, w innych zadaniach.

    Z moich dotychczasowych obserwacji wynika, że bywa różnie, ale generalnie
    więcej jest takich, którzy na nazwy własne narzekają, niż takich, którzy je
    lubią. Nazwy własne w ogóle bywają postrzegane źle. Weźmy taki diakrostych:
    tu wręcz zasadą jest, że nazw własnych się nie używa przy konstruowaniu tego
    typu zadania. Podobnie jest z zadaniem publikowanym pod nazwą "Ułóż sam",
    choć nie wiem, czy w tym wypadku mamy do czynienia z tak rygorystyczną regułą,
    jak w przypadku diakrostychu, czy tylko z utartym zwyczajem. Jeśli chodzi o
    inne zadania, to jeśli się tak akurat zdarzy, że autor użył samych
    rzeczowników pospolitych, choć nie wymagały tego zasady (np. w szyfrogramie),
    to redakcje podają to do informacji, wykorzystują ten fakt dla zapewnienia
    czytelnika, że zadanie jest łatwiejsze (user friendly), że to lepiej. W drugą
    stronę też to działa - czasem spotkać można wzmiankę, że jeden albo dwa
    wyrazy wpisywane do diagramu to nazwy własne. Zupełnie, jak by ostrzegano
    czytelnika, że może być ciężko.

    Ja przeciwnie - właśnie duży udział nazw własnych traktuję jako ułatwienie,
    zwłaszcza w jolkach. Dlaczego? Bo jeśli mam odgadnąć {{ Jamesa (zm. 1941),
    pisarza irlandzkiego, twórcę "Ulissesa" }}, to wiem, że to jest JOYCE i już.
    To jest pewniak. Kiedy natomiast określenie brzmi: {{ łotr, drań }}, to do
    wyboru synonimów jest wiele: nikczemnik, szubrawiec, łobuz, szelma, kanalia,
    podlec, itd. itp. Joyce nasuwa się automatycznie, szelma - nie. Szukam w
    diagramie, gdzie by tu wpisać Joyce'a, ale nie szukam, gdzie by tu wpisać
    szelmę, bo może to wcale nie o szelmę chodzi... Ja lubię nazwy własne.

    A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
  • Każda zabawa, czy gra sportowa ma swój regulamin. I w wiekszości gier
    (szczególnie tych transmitowanych przez telewizję) regulamin ulega ciągłym
    zmianom i udoskonaleniom. Zakaz używania nazw własnych w diakrostychach jest
    umowny i moim zdaniem niczym nieuzasadniony. Przeciętny rozwiązywacz pisemek
    szaradziarskich nawet o tym nie wie. Sądzę, że w szaradziarstwie nastąpi kiedyś
    likwidacja tych rygorów. Być może za kilka lub kilkanaście lat w krzyżówkach
    pojawią się przymiotniki, czasowniki zaimki itd. Już teraz widzimy że niektóre
    słowa pojawiają się nagminnie.Nie ma pisemka z krzyżówkami by nie było w nim
    Niagary czy Alabamy. Mimo, że autorzy starają się urozmaicać określenia to
    łaknąca dżdżu - kania, czy szkocka - krata stają się nużące
    A w innych krajach w krzyżówkach występują nie tylko rzeczowniki
    Taddy01
  • taddy01 napisał:

    > A w innych krajach w krzyżówkach występują nie tylko rzeczowniki


    Mimo wszystko wolę, jak są tylko tylko rzeczowniki ;)

    Oczywiście akceptuję w pełni krzyżówki, w których wpisywanie nierzeczowników
    jest częścią pomysłu (np. krzyżówka przymiotnikowa, albo takie jak czasem
    puszczają w Gazecie Telewizyjnej, że trzeba wpisać wykropkowany wyraz ze
    zdania) - to tak. Ale poza tym nie jestem zwolennikiem innych części mowy
    wpisywanych do diagramu.

    Tu jednak muszę zrobić takie zastrzeżenie:

    reguły gry dopuszczały zawsze (lub przynajmniej od kiedy pamiętam) takie słowa,
    które słowniki odnotowywały wprawdzie jako przymiotniki, ale przy których
    umieszczały również abrakadabrę w postaci słów "w użyciu rzeczownikowym".
    Mieliśmy więc do czynienia z kategorią iście szaradziarską: "przymiotnik w
    użyciu rzeczownikowym".
    Czym to coś było dla gramatyków i językoznawców - czy przymiotnikiem, czy
    rzeczownikiem - nie mam pojęcia. Dla nas, szaradzistów, były to właśnie
    "przymiotniki w użyciu rzeczownikowym". Podejrzewam, że poza nami nikt nie
    używał na serio takiej części mowy.

    Dziś słowniki piszą już w takich przypadkach wprost o rzeczownikach - np. "Inny
    słownik języka polskiego PWN", stosujący kwalifikatory części mowy przy każdej
    jednostce. I tak mamy rzeczowniki: węgierski, pomidorowa, wewnętrzny itp.
    (wyraźny kwalifikator RZ na marginesie) obok jednobrzmiących przymiotników
    (kwalifikator PRZ), zresztą jedno i drugie umieszczone w obrębie jednego i tego
    samego hasła, tyle że z rozbiciem na podhasła.
    To dość nowa sprawa i pewnie może być przyczyną trudności, no bo w zdaniu
    "Uczę się węgierskiego" - wyraz "węgierskiego" jest już rzeczownikiem, ale w
    zdaniu "Uczę się języka węgierskiego" - "węgierskiego" jest, po staremu,
    przymiotnikiem. Niuans, który nie każdy wyłapie. Poza tym nie każdy o tym wie,
    że tak to w ogóle wolno traktować. Szkoły nie uczą takich rzeczy, do tego
    trzeba się dogrzebać poza oficjalną ścieżką edukacji. Kiedy mówię o takich
    rzeczownikach, rozmówcy nieraz robią wielkie oczy albo wręcz posądzają mnie o
    herezje. I dlatego sądzę, że kiedy do jolki trzeba wpisać pełnoprawny rzeczownik
    "wewnętrzny" (synonim wyrażenia "oddział wewnętrzny"), to większość
    rozwiązujących potraktuje to jednak jako nadużycie (szkoda).

    W przypadku publikacji zadania zazwyczaj wystarczy wskazać źródło (słownik)
    stwierdzające, że taki a taki przymiotnik bywa rzeczownikiem. To oczywiście
    załatwia TYLKO jedną sprawę - dopuszczenia wyrazu na łamy. Druga sprawa, a
    mianowicie odczucia czytelników, to zupełnie co innego ;)
    Problem zaczyna się na turnieju kompozycji, gdzie obowiązującym źródłem jest
    "Nowy słownik ortograficzny PWN", nie stosujący kwalifikatorów, a podający
    wiele przymiotników, które tak na intuicję mogłyby być równolegle rzeczownikami.
    Jednak wobec faktu, że tyle jest różnych intuicji, ilu uczestników turnieju,
    bardzo przydałoby się jakieś kryterium, które stanowiłoby o dopuszczalności
    wyrazów z tej grupy.
  • Hej,

    Reptar mówi, że nie lubi łotrów i drani ani też np. kolegów i kamratów w
    jolkach. Ja też wolę nazwy własne, ale głownie z takiego powodu, że są to
    słowa "żywe", o wiele częściej (i w ogóle!) spotykane w języku mówionym. A duża
    część rzecz. pospolitych żyje na dobrą sprawę tylko w krzyżówkach - no bo kto
    używa na co dzień takich słów jak "szelma" czy "kamrat"? Przede wszystkim
    dlatego wolę nazwy własne. Zresztą, jakbym miał w zadaniu do odgadnięcia słowo
    GOLEC, to na pewno nie użyłbym objaśnienia "inaczej nagus", tylko skorzystałbym
    z braci bliźniaków.

    Chociaż z drugiej strony - rozwiązujący lubią sobie trochę pogłówkować. I jak
    trzeba odgadnąć słowo, które ma dużo synonimów, to wielu osobom może się to
    podobać, bo więcej się mogą pomęczyć. Reptar męczyć się nie lubi, podobnie jak
    ja ;-)

    Pozdrawiam!

    Uhuhu
  • reptar napisał:

    > Ciekaw jestem, czy lubicie nazwy własne w jolkach, w innych zadaniach.
    >

    Piszecie tu sobie, że lubicie, więc i ja dorzucę opinię o nazwiskach w
    krzyżówkach.

    Ogólnie nazwy własne są OK. Jeśli są to znane nazwiska, to z pewnością się nie
    oburzę, że się pojawiły w krzyżówce, choćby nawet w jolce.

    Rzecz w tym, że ciężko jest ustalić granicę 'popularności'
    i 'ogólnodostępności' nazwy własnej. Są nazwy, które powinny być oczywiste dla
    przeciętnego szaradzisty - (jacyś politycy z pierwzego rzędu, pisarze,
    reżyserzy i aktorzy szlagierów kinowych itd). Ale, jeśli zagłębić się bardziej,
    to zaczynają się problemy... Noblista z literatury będzie chętnie wciśnięty do
    krzyżówki. Ale noblista z medycyny czy chemii?? Może tegorocznego będę
    pamiętać, ale z ostatnich pięciu lat wymienię tylko tych z literatury. Ale ktoś
    powie - "wstyd nie znać noblisty".

    A aktorzy? Znam wielu. Ale cholera mnie bierze, jak mam rozwiązać całą
    krzyżówkę z nazwiskami aktorów. Po prostu przesada i tyle.

    I jeszcze jedna kategoria - postacie literackie. Dobijają mnie chyba
    najbardziej ze wszystkich. Jak nie czytałem danej książki, to klapa. Pozostaje
    lecieć do biblioteki :(

    Trochę ponarzekałem. Ale jestem za nazwami własnymi. Tyle, że autor powinien
    znać umiar :)

    Pozdrawiam,
    Musztardek
  • reptar napisał:

    > Ciekaw jestem, czy lubicie nazwy własne w jolkach, w innych zadaniach.
    >
    Moje zdanie jest takie:
    Nie popieram wyrazów innych niż rzeczowniki w krzyżówkach i innych tego typu
    zadaniach. To że w innych krajach takie zadania się układa nie jest dla mnie
    wystarczającym argumentem. Co innego scrabble - tu sprawa przedstawia się
    inaczej (choć można na użytek prywatny zrobić założenie że układamy tylko
    rzeczowniki w mianowniku, ale to chyba bardzo zubożyłoby tę świetną grę).

    Co do nazw własnych to generalnie mi nie przeszkadzają pod warunkiem, że nie
    muszę szukać np. wsi w zachodnim Mozambiku lub działacza ludowego Peru.
    Oczywiście przykłady są przejaskrawione ale chyba wiecie o co mi chodzi. W
    takich wypadkach mam wrażenie, że twórca zadania na siłę szukał czegokolwiek co
    mu pasowało w puste miejsce.

    I na koniec chcę jeszcze zaznaczyć, że moje zdanie to zdanie osoby namiętnie
    rozwiązującej różnego typu krzyżówki, łamigłówki itp. Jestem jednak wybredna -
    biorę się tylko za wydawnictwa "Rozrywki" i jolki z Wyborczej. A największą
    przyjemność sprawia mi rozwiązanie danego zadania bez pomocy słowników, atlasów
    i encyklopedii. I nie trawię tych wszystkich gazetek typu sto tysięcy krzyżówek
    panoramicznych. Tam aż się roi od błędów i idiotyzmów, :(

    Pozdrawiam wszystkich mi podobnych fanatyków i nie tylko.
    A.
  • musztardek napisał:

    > I jeszcze jedna kategoria - postacie literackie. Dobijają mnie chyba
    > najbardziej ze wszystkich. Jak nie czytałem danej książki, to klapa.
    > Pozostaje lecieć do biblioteki :(



    Ale jeśli spojrzeć na kategorie pod kątem ich przydatności w życiu, to Postacie
    literackie nie będą znowu takie ostatnie. Jako szaradzista z pewnością potrafisz
    powiedzieć rzekę w Birmie na 7 liter, trzecia i piąta A, a także bez zająknienia
    wymienisz nazwisko autora "Przed potopem", cokolwiek by to miało być. Noblisty
    z chemii z 1927 może i nie wymienisz, ale znalezienie go zajmie Ci 15 sekund,
    pod warunkiem, że masz pod ręką pierwszą lepszą encyklopedię z odpowiednio
    stabelaryzowanymi laureatami. Tymczasem w życiu takie nazwy własne raczej Ci
    się nie przydadzą, a jeśli chodzi o Postacie literackie, to istnieje realne
    ryzyko, że w felietonie Kazika trafisz na Mackiego Majchra, albo że spotkasz na
    swej drodze rozmówcę oczytanego, który nagle w dygresji wspomni Yossariana,
    Randle'a Patricka McMurphy'ego albo Pawła Obareckiego. W takiej sytuacji dobrze
    jest orientować się w temacie, ale my, szaradziści, możemy mu się co najwyżej
    zrewanżować Aszem lub Irawadi.

  • Właściwie wątek ten miał służyć tezie, że lepsza przyzwoita nazwa własna od
    wyczarowanego rzeczownika pospolitego. Trochę jednak na przekór postanowiłem
    napisać o najdziwaczniejszych pospolitakach, ale takich, które mi się akurat
    podobają. Odróżnia je od innych to, że są naprawdę intrygujące (w odróżnieniu
    od gatunków sardyn pacyficznych i terminów z religii Wschodu przyprawiających
    o dezorientację nawet mniej gorliwych ichnich wyznawców).

    Oto jeden taki ładny niepospolity pospolitak: MUFLONOWRZOSÓWKA. Można o niej
    przeczytać w 12 nrze „Przekroju” na str. 21 (albo spytać KAMER-owców, bo to
    wynalazek Akademii Rolniczej we Wrocławiu). To owca bez wełny, skrzyżowanie
    owcy z muflonem. Na razie nie widziałem jej w żadnej krzyżówce.   ;-)


    --
    Piętro wyżej!

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.