Dodaj do ulubionych

Mieszkania komunalne bez sensu

01.12.05, 11:47
Artykuł z dzisiejszej Rzepy, na potwierdzenie tego, że mieszkania komunalne
to zły pomysł.
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_051201/warszawa_a_1.html
i wklejony artykuł poniżej:

Zasiedlić na zawsze


Na mieszkanie komunalne w stolicy czeka się przeciętnie kilkanaście lat. Gdy
najemca już je dostanie, to praktycznie znika ono z miejskich zasobów. Na
zawsze


W lutym tego roku Elżbieta Panus chciała oddać mieszkanie komunalne na Pradze
Południe. Urzędnicy byli bardzo zaskoczeni. Pierwszy raz spotkali się z takim
przypadkiem
(c) RAFAŁ GUZ
- Często zdarza się, że stopa życiowa najemców wzrasta, ale nadal pozostają w
mieszkaniu komunalnym, zazwyczaj z pokolenia na pokolenie - zgodnie twierdzą
urzędnicy dzielnicowych wydziałów lokalowych.

Kodeks cywilny i ustawa o ochronie praw lokatorów wyraźnie określają, kiedy
można wypowiedzieć umowę. Praktycznie, dopóki lokator płaci, nie zakłóca
spokoju i nie podnajmuje lokalu, może mieszkać.

- Z lokatorem mieszkania komunalnego zawieramy umowę na czas nieokreślony -
twierdzi Mirosława Wnuk, szefowa miejskiego Biura Polityki Lokalowej. - Nie
mamy żadnych prawnych możliwości weryfikacji dochodów w trakcie wynajmowania
lokalu.

Ale zdania co do możliwości miasta w tej sprawie są podzielone.

- Zasady i kryteria przydziału ustala gmina. To prawo miejscowe - twierdzi
była radna Julia Pitera (teraz poseł PO). - Wystarczy tak skonstruować
uchwałę, by najemca np. raz w roku musiał przedstawiać zaświadczenie o
zarobkach. Jeśli jego dochody przekraczałyby pewien pułap, byłby kierowany
np. do TBS.

Wyczekane - nie do oddania
Aby ubiegać się o mieszkanie komunalne, trzeba spełniać warunek metrażowy (na
osobę nie może przypadać więcej niż 6 mkw.) i finansowy (miesięczna kwota na
osobę nie może przekraczać 849 zł brutto).

Czas oczekiwania w centralnych dzielnicach miasta to 4 - 6 lat, a na
obrzeżach - statystycznie nawet kilkaset (na Ursynowie jest jeden lokal
komunalny, a kolejka liczy 200 rodzin).

W Biurze Polityki Lokalowej w mieście uspokajają, że nie jest tak źle. W
Warszawie jest ok. 110 tys. mieszkań komunalnych. W ramach tzw. naturalnego
ruchu, czyli śmierci samotnego najemcy lub umieszczenia go w domu opieki
społecznej, w ciągu roku zwalnia się ok. 1500 mieszkań.

- Ale najczęściej są to lokale w złym stanie, takie, które potem trudno
przekazać do powtórnego zasiedlenia osobom z komunalnej listy - wyjaśnia
Bogumiła Sosińska, naczelnik Wydziału Lokalowego na Pradze Północ. Dodaje, że
nie przypomina sobie przypadku, by ktoś dobrowolnie oddał lokal
pełnowartościowy.

- Nic dziwnego, że jak już ktoś dostanie takie mieszkanie, to zrobi wszystko,
by przechodziło z pokolenia na pokolenie - przyznają urzędnicy.

- Odbieranie mieszkań byłoby nieludzkie i na pewno wzbudziłoby protesty -
twierdzi Tomasz Krettek z Biura Polityki Lokalowej.

Mieszkanie za 10 procent
Pozyskiwanie mieszkania "na zawsze" odbywa się też przez wykup. Zgodnie z
uchwałą Rady Miasta lokator, który mieszka w lokalu co najmniej pięć lat,
może starać się o wykup z 90-proc. bonifikatą. Rocznie sprzedaje się w ten
sposób ok. 2,5 tys. mieszkań.

- I to jest kolejny błąd miasta - twierdzi Pitera. - Nie powinno pozbywać się
tego zasobu, skoro mieszkań jest mało, odzysk niewielki, a kolejka długa.

W ostatnich latach głośno też było o nieprawidłowościach przy wykupach. Były
dyrektor ZDM Janusz Fota wykupił z dużym upustem mieszkanie służbowe. W
podobny sposób właścicielką lokalu komunalnego stała się radna Śródmieścia
Ewa Holewińska.

Uzdrowić komunalkę
Radny Maciej Wnuk z Komisji Gospodarki przyznaje, że ratusz powinien zmienić
zasady pomocy mieszkaniowej najuboższym. Proponuje, by zamiast utrzymywać i
budować domy komunalne, miasto zorganizowało, w ramach pomocy społecznej,
dopłaty do wynajmu lokali najbardziej potrzebującym.

- Ożywiłoby to rynek lokali na wynajem, skróciło czas oczekiwania i
umożliwiło weryfikację zarobków - dodaje Wnuk. Zastrzega jednak, że może
okazać się, iż do tego konieczne są zmiany ustawowe.

- Nie ma takiej potrzeby - podtrzymuje swoje zdanie Pitera. - Mieszkania
komunalne przysługują określonej grupie osób i to miasto ustala, na jakich
zasadach będzie je im wynajmować.

Profesor Adam Jaroszyński, specjalista prawa samorządowego, studzi optymizm
posłanki. - Władza lokalna ma tak naprawdę niewielkie pole manewru, jeśli
chodzi o zasady wynajmu mieszkań komunalnych - twierdzi. - Może wprawdzie
określić, komu wynajmuje lokal na czas nieokreślony, a komu czasowo, ale już
ustalenie tych kryteriów byłoby trudne. A ogólne zasady pomocy mieszkaniowej
najuboższym muszą mieć umocowanie ustawowe.

Nieco bardziej liberalne zdanie ma współtwórca reformy samorządowej prof.
Michał Kulesza.

- Nie znam miasta, w którym w umowie najmu mieszkania komunalnego zawarto by
konieczność weryfikacji dochodów - mówi profesor. - Prawnie jest to właściwie
możliwe - ale bardzo kłopotliwe. Po pierwsze, takie czasowe i finansowe
ograniczenia najmu wymuszałyby dodatkowe kontrole mieszkańców. Okresowa
weryfikacja zarobków sprawiałaby, że zbliżylibyśmy się do państwa
policyjnego. A po drugie, i tego chyba samorządy obawiają się najbardziej,
naruszałyby pewien obyczaj społeczny. W odbiorze ludzi lokal komunalny, raz
przyznany, już się po prostu należy na zawsze.

MONIKA GÓRECKA-CZURYŁŁO

------------------------------------------------------------------------------
--

Tak sobie radzą w Gdańsku
Urząd Miasta w Gdańsku podzielił mieszkania na trzy grupy: socjalne (o
obniżonym standardzie), takie, które wymagają remontu, i TBS. Ci o
najniższych dochodach są kierowani do lokali socjalnych np. z toaletami na
zewnątrz. Umowy podpisywane są na trzy lata i potem chętny, jeżeli chce
mieszkać tam dalej, składa wniosek o przedłużenie. Wtedy ponownie
weryfikujemy zarobki. Jeżeli okażą się wyższe, kierujemy do mieszkania
wymagającego remontu i gdy go zrobi, dostaje skierowanie do zasiedlenia.
Jeżeli zarobki są już bardzo dobre, wtedy trafia do TBS mówi Krystyna
Wojowska, inspektor w Wydziale Gospodarki Komunalnej w Gdańsku. kka

Edytor zaawansowany
  • 03.12.05, 15:42
    >"Nic dziwnego, że jak już ktoś dostanie takie mieszkanie, to zrobi wszystko,
    by przechodziło z pokolenia na pokolenie - przyznają urzędnicy."

    Najśmieszniejsze jest to, że nasz kochany ustawodawca nie widzi w lokalach komunalnych żadnego problemu.
    A przecież nawet dla ślepego jest oczywiste, że jest to żródło wszelkich patologii.
    Po pierwsze olbrzymia ich część wypada z obiegu przktycznie na zawsze, o czym w artykule.
    To co mówią na ten temat urzędnicy, że nie jest tak żle( hi hi) - 1500 mieszkań odzyskanych, na 150 000, to daje 1,36% mieszkań w obrocie rocznie.
    Skutek to stała i rosnąca kolejka do tych mieszkań, ponieważ czynsz w nich jest poniżej kosztów utrzymania budynków.Ta kolejka nigdy się nie skończy, bo każdy chciałby płacić czynsz jak najniższy.
    Większość przydziałów na te lokale ma się nijak do dochodów lokatorów, bo przydziały te są jeszcze z okresu Gomółki,Gierka i Jaruzelskiego.
    Taki najem to praktycznie parawłasność.
    Po drugie to obszar generujący korupcję.
    Krótko mówiąc piękny obszar komuny - skansen?
  • 03.12.05, 17:09
    Włos się jeży. Coś co wszyscy znają, akceptują, kochają? Bo tak było, jest i będzie?
    A urzędnicy i ich niemoc jest doprawdy superzgodna z przepisami. Ich inwencja wyzwala się dopiero jak sobie lub znajomym mają coś załatwić. Inna sprawa, że to często półkretyni (przynajmniej ci, których miałem nieprzyjemność poznać).
    KK
  • 04.12.05, 11:49
    Wklejam bez komentarza.

    >"Prywatyzacja zasobu mieszkaniowego.

    W Krakowie prowadzi się politykę zbywania lokali mieszkalnych stanowiących własność Miasta w celu:
    zracjonalizowania gospodarki zasobami mieszkaniowymi gminy,
    szerokiej prywatyzacji zasobów mieszkaniowych,
    pozyskiwania środków na rzecz mieszkalnictwa.

    W związku z tym w 2001 r. Miasto stosowało politykę sprzyjającą prywatyzacji mieszkań komunalnych:
    dla lokali położonych poza obrębem Plant i nie wpisanych do rejestru zabytków:

    - przy sprzedaży mieszkań dotychczasowym najemcom stosowano bonifikatę w wysokości 90% wartości rynkowej lokalu,
    - przy sprzedaży lokali mieszkalnych wyremontowanych od 1995 r za środki komunalne stosowano bonifikatę w wysokości 80% wartości rynkowej lokalu,"
  • 05.12.05, 11:22
    i to was wyzyskiwacze boli
  • 05.12.05, 14:36
    Dlaczego nas, przecież to nie nasze domy?
    To interesuje każdego mieszkańca danej gminy,
    - jak władze zarządzają majątkiem gminy?
    Jeśli uważasz, że sprzedaż tego majątku za 10% jego wartości jest zarządem dobrym, to uważaj tak dalej i Bóg z Tobą.
  • 10.01.06, 16:18
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10096&w=15788712&v=2&s=0


    Jan Maria Jackowski od lat na etacie w TVP

    PAP za "Rzeczpospolitą" 10-01-2006, ostatnia aktualizacja 10-01-2006 07:38

    W tłumie 4,8 tys. osób zatrudnionych w TVP łatwo się zgubić. Wykorzystują to
    ci, którzy chętnie biorą z telewizji pieniądze, ale tak naprawdę zajmują się
    czymś zupełnie innym. Na przykład polityką - pisze "Rzeczpospolita"


    Stołeczny radny Ligi Polskich Rodzin i sędzia Trybunału Stanu Jan Maria
    Jackowski jest dziennikarzem telewizyjnym z kilkunastoletnim stażem. Odkąd
    zajął się działalnością polityczną (do maja był przewodniczącym Rady Warszawy),
    a w TVP go nie widać. Ale nie zrezygnował z etatu w Agencji Produkcji Audycji
    Telewizyjnych. Zasłynął jako kolekcjoner dóbr doczesnych: zajmuje lokal w
    komunalnym bloku przeznaczonym dla tych, którzy nie mają własnego M, mimo że ma
    pięć innych mieszkań - wylicza "Rzeczpospolita" (...) Z TVP rzadko się odchodzi
    z własnej woli. A sama telewizja nie chce się pozbywać pracowników -
    konkluduje "Rzeczpospolita".

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3105769.html
  • 12.01.06, 19:34
    Pewnie takich jak JMJ jest więcej, może nie tak pazernych.
    Może to jest powód że żaden z rządów tego bagna nie rusza.
    Ci równiejsi załatwią sobie komunałkę bez kasy, następni za łapówkę, a ci
    którym naprawdę należałaby się pomoc - ci sobie poczekaja - do V RP.
  • 11.01.06, 10:19
    lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/556724.html

    Wydłuża się kolejka po lokale komunalne

    Środa, 11 stycznia 2006r.

    Rośnie kolejka oczekujących na lokale komunalne. Według ostatnich danych
    Wydziału Budynków i Lokali Urzędu Miasta Łodzi, na lokum oczekuje ponad 4.150
    osób. Pod koniec ubiegłego roku na mieszkanie tego typu czekało około 3.600
    łodzian. Średni, przybliżony czas oczekiwania wynosi 3 - 5 lat.

    Ponad 30 procent oczekujących to mieszkańcy domów przeznaczonych do rozbiórki.
    Takich budynków jest w Łodzi około 200.

    - Przybywa starych, wyeksploatowanych, często ponadstuletnich domów. Stąd
    większe zapotrzebowanie na mieszkania - tłumaczy Tomasz Ciszewski, zastępca
    dyrektora Wydziału Budynków i Lokali w Urzędzie Miasta Łodzi.

    Miejska baza mieszkaniowa wymaga systematycznego uzupełniania. W ubiegłym roku
    miasto oddało do użytku 87 mieszkań w dwóch nowych blokach na Olechowie. W 2006
    zasiedlonych zostanie ponad sto lokali w czterech remontowanych właśnie
    budynkach przy ulicach: Lipowej, Nawrot i Mielczarskiego.
    --------

    Coś mi sie tutaj matematyka nie zgadza :-)albo są to bardzo wielodzietne rodziny
  • 02.02.06, 14:51
    Oddaj mieszkanie, ratusz ci wynajmie

    Małgorzata Zubik 02-02-2006 , ostatnia aktualizacja 02-02-2006 01:43

    Znowu będzie klapa z wynajmowaniem mieszkań w najdroższych czynszówkach w
    Warszawie? Mimo krytyki radnych ratusz nie chce zrezygnować z wymagań, które
    odstraszają chętnych - narzuca wysoki czynsz i nie daje nadziei na wykup mieszkań

    Czynszówki nie dla biednych to problem, który władze miasta dostały w spadku po
    ekipie rządzącej w latach 90. byłą gminą Centrum. Budowa domów komunalnych na
    Pradze i Żoliborzu pochłonęła ogromne kwoty. Metr kw. w najdroższym z nich -
    przy ul. Marii Kazimiery - kosztował gminę prawie 9 tys. zł. Sprawę cały czas
    bada prokurator.

    Mieszkania, choć drogie, były pełne usterek. A urzędnicy od początku mieli
    problem z ich wynajęciem, mimo że powtarzali przetarg za przetargiem (właśnie
    trwa kolejny). Do dziś ratusz nie wymyślił, jak skutecznie zdobyć lokatorów,
    wciąż więc czeka na nich ponad sto pustostanów.

    Przez ostatnie trzy lata ekipa Lecha Kaczyńskiego zajmowała się ich naprawami.
    Na Żoliborzu urzędnicy wymogli je na wykonawcy w ramach gwarancji (poszło na to
    3,5 mln zł). Ale już na Pradze remonty opłacono z miejskiej kasy (ponad 2 mln
    zł), bo w poprzedniej kadencji samorządu urząd przespał okres gwarancji.

    Tylko oglądają

    Termin składania ofert w przetargu na mieszkania żoliborskie mija za dwa
    tygodnie, ale do dziś nie złożono ani jednej. Mimo to urzędnicy są dobrej myśli.
    - Te mieszkania obejrzało ok. 50 osób - mówi nam Katarzyna Łęgiewicz, naczelnik
    z miejskiego biura polityki lokalowej. - Spodziewam się, że oferty będą do nas
    napływać dopiero w ostatnim tygodniu przed terminem [który mija w połowie lutego
    - red.]. Zdaniem naczelniczki chętni zwlekają, bo mają do załatwienia sporo
    formalności, poza tym muszą wpłacić 2 tys. zł wadium.

    Ratusz ma do wynajęcia mieszkania w czynszówce przy ul. Meissnera (Gocław),
    Ząbkowskiej (Praga), Mickiewicza i najwięcej przy Marii Kazimiery. Są duże -
    ponad 80 m kw. Szykowano je dla osób, które mają gdzie mieszkać i chcą sobie
    poprawić warunki życia.

    Przetarg po staremu

    Żoliborski radny Adam Kalinowski z całą dzielnicową komisją infrastruktury od
    kilku lat próbuje przekonać urzędników, że warunki stawiane w przetargu są dla
    wielu osób nie do przyjęcia. Potencjalnych lokatorów może odstraszać: • wysoki
    czynsz (na Żoliborzu 10 zł za m kw., na Pradze - 8 i 6 zł), • brak możliwości
    wykupu mieszkań (obowiązuje uchwała Rady Warszawy, która mówi, że miasto nie
    sprzedaje lokali w budynkach wybudowanych po 1995 r.) • konieczność oddania
    miastu dotychczasowego mieszkania: komunalnego albo wykupionego na własność, a
    liczy się przy tym jego wartość oszacowana przez rzeczoznawcę.

    - Zastanawiam się, kto zdobędzie się na to, by oddać mieszkanie komunalne. Na
    mój "chłopski rozum" bardziej opłaca się je wykupić, sprzedać potem na wolnym
    rynku, dołożyć trochę pieniędzy i kupić coś lepszego, zamiast starać się o
    wynajem w nowych czynszówkach - uważa Adam Kalinowski.

    Radni z Żoliborza proponują: obniżyć stawkę czynszu, umożliwić wykup lokali i
    zrezygnować z wymogu przejęcia poprzedniego mieszkania przez miasto. Radni chcą
    też, by w przetargu mogli stawać lokatorzy z kwaterunku w prywatnych budynkach.
    Chodzi o tych, którym wypowiedziano umowy najmu.

    Urzędnicy ratusza bronią zasad przetargu wymyślonych przed wieloma laty i wciąż
    liczą na chętnych.
  • 02.02.06, 15:59
    oto właśnie urzędnicza mądrość: budują po 9 tys. za metr mieszkania, na które
    nie ma chętnych, zamiast po 1,5 tys. za metr wybudować lokale socjalne, na
    które czeka kolejka. Jak w ogóle można było zakładać, że ktoś odda gminie
    mieszkanie komunalne z czynszem 3,5 zł za metr, które może w nieodległym czasie
    wykupić na własność za 5% jego wartości rynkowej, i wynajmie sobie mieszkanie w
    tandetnym bloku z czynszem 10 zł za metr? I tylko nie wiem, czy osobom, które
    to wymyśliły powinien się przyjrzeć psychiatra, czy prokurator?
  • 02.02.06, 20:07
    aniu czemu się dziwisz?
    Przecież budują nie za swoje pieniądze, lecz za nasze podatki.
    Swoich pieniędzy nigdy by nie ulokowali w taki interes.
  • 03.02.06, 12:10
    Alez to jest interes ... tyle tylko, ze dla beneficjentow tych przepisow, osob
    dobrze poinformowanych i skoligaconych z aparatem urzedniczym. Nie jest
    normalnym wykupywanie towaru za 10% jego rynkowej wartosci, a przeciez tak sie
    dzieje w przypadku mieszkan gminnych wykupywanych przez zajmujacych je
    lokatorow. Gdyby te "logike" przeniesc na inne dziedziny gospodarki, to ...
    kredyt bankowy bylby umarzany juz po splacie 10% kwoty bazowej i ... hulaj
    dusza, banku nie ma. Wydaje mi sie, ze jest to wazny element wdrazanej polityki
    rolnej Samoobrony wobec NBP. Dac rolnikom kredyty i pozwolic im ich nie splacac.
  • 02.03.06, 21:39
    Z życia wzięte:
    młoda para płaci 600zł za podnajem lokalu kwaterunkowego.
    Najemca tego lokalu płaci gminie 80zł czynszu za ten lokal
    i oczywiście mieszka sobie gdzie indziej.
    Nie dziwią kolejki po przydział takich lokali.
    Nie chce się nawet komentować.
  • 13.03.06, 22:22
    Warto zajrzeć do dzisiejszego dodatku Rzeczpospolitej choćby po to aby zobaczyć
    zdjęcie pieknego budynku o lokalizacji wyraźnie powyżęj średniej warszawskiej.
    Tekst przyczepiony do zdjęcia cytuje poniżej. Optymistycznym jest, że wreszcie
    objawił sie ktoś, kto publicznie obwieścił, że wie co może spotkać lokatora
    mieszkania komunalnego który go nie potrzebuje. Dotychczas sądziłem, że okator
    taki po pieciu latach zamieszkania nabywa prawo wykupu lokalu z 90% bonifikatą,
    a po dalszych 5 latach prawo do sprzedaży na wolnym rynku za 100% wartości. Nic
    dziwnego, że lokatorzy dążą do tego by za 5 lat wycena wartości rynkowej domu
    była możliwie niska. Drugim powodem do optymizmu jest, że w Polsce budynki
    przeznaczone z definicji dla ludzi żyjących za płacę minimalną obowiązkowo
    wyposaża się w garaże nie jest więc tak żle.`





    Dla kogo powstał nowy budynek na Woli
    Wolnoć Tomku...

    Brudna klatka schodowa, kradzież, próby włamania do mieszkania i garaży,
    zakłócanie ciszy nocnej,
    podnajmowanie lokali. To wszystko dzieje się w nowym budynku komunalnym na Woli.
    Władze dzielnicy wyjaśnią sprawę podnajmu lokali przy ul. Piaskowej
    (c) JERZY DUDEK
    Sześciopiętrowy blok przy ul. Piaskowej 7 na Powązkach. W nim 100 nowych
    mieszkań komunalnych o powierzchni od 38 do 62 metrów kwadratowych. To jedyne
    lokale oddane przez miasto w tej kadencji samorządu. Szczęśliwcy, którzy
    dostali klucze do nowego M, zostali w grudniu 2005 roku wylosowani z kilku
    list: mieszkających w domach zagrożonych katastrofą budowlaną, czekających na
    przydział większych lokali oraz rodzin wielodzietnych.
    Dzielnica musi wiedzieć
    - To była sztandarowa inwestycja mieszkaniowa dzielnicy. Przykre jest to, że
    nie wszyscy, którzy tam trafili, potrafią zadbać o dobro wspólne. Mieszkają tam
    dwa miesiące, a już klatka schodowa lepi się od brudu, a co będzie za kilka
    lat? - pyta Marek Makuch, wolski radny (PiS).
    Na klatce pojawiły się napisy "Wola" z charakterystycznym "L" - znakiem kibiców
    stołecznego klubu. Białe ściany klatki w wielu miejscach są pobrudzone. -
    Ludzie przywozili meble i nie zważali na klatkę - przytakuje lokatorka z
    pierwszego piętra. Dozorczyni próbuje ich bronić: - Mieszkańcy starają się, ale
    nie zawsze wychodzi. Przecież mieszkają tu różni ludzie - dodaje.
    Władze dzielnicy zapewniają, że sytuację skontrolują - wyjaśnią przede
    wszystkim informacje o zamianie lokali i podnajmowaniu ich innym osobom. - Tak,
    słyszałam o takim procederze - przyznaje pani Anna z II piętra.
    - Wszelkie zamiany mieszkań komunalnych mogą być dokonywane przez najemców
    jedynie za zgodą Urzędu Miasta, zgodnie z uchwałą Rady Warszawy - wyjaśnia
    Piotr Krośnicki, wiceburmistrz Woli. - Jeśli zaś ktoś podnajmuje komunalny
    lokal, to robi to niezgodnie z prawem i stanowi to podstawę do wypowiedzenia
    umowy najmu. Lokator, który nie potrzebuje mieszkania komunalnego, może je
    stracić - zapowiada burmistrz.
    Potrzebne kontrole
    - Żyje się tu rzeczywiście nieciekawie, choć to nowy blok. Czekamy ciągle na
    klucze do piwnic i GARAŻY.
    Niektórzy próbowali się więc dostać do pomieszczeń na własną rękę - przyznaje
    jeden z mieszkańców, który nie chce występować pod nazwiskiem.
    - Jeśli chodzi o dewastowanie domów, to należałoby kogoś złapać za rękę - mówi
    tymczasem wiceburmistrz
    Krośnicki. - Postaramy się jednak ograniczyć skalę zniszczeń poprzez
    interwencję służb miejskich - podkreśla.
    W budynku było już kilka interwencji policji. Na początku lutego ktoś usiłował
    się włamać do jednego z lokali, sprzed bloku skradziono samochód. - Byłem raz
    pod tym adresem. Zakładałem niebieską kartę (dla ofiar przemocy w rodzinie -
    red.), ale okazało się, że przedwcześnie. Tam trafili ludzie z różnych
    środowisk, więc różnych rzeczy można się spodziewać. Gdy będę miał kolejne
    sygnały, że coś złego się dzieje, znowu się tam pojawię - mówi Marcin Kramek,
    dzielnicowy.
    Na Piaskowej ma też powstać kolejny budynek komunalny z 295 mieszkaniami. -
    Decyzja o warunkach zabudowy jest w trakcie wydawania - mówi burmistrz
    Krośnicki.
    blik, aig


    Kto może liczyć na mieszkanie komunalne
    |1|
    Starający się o komunalne lokum muszą udokumentować swoje trudne warunki
    mieszkaniowe. O przydział może

    ubiegać się ten, na kogo przypada mniej niż 5 mkw. powierzchni.
    |2|
    Ważne jest też kryterium dochodowe - nie można zarabiać więcej niż 150 proc.
    najniższego wynagrodzenia brutto

    w gospodarstwie jednoosobowym albo 100 proc. w gospodarstwie wieloosobowym.
    |3|
    Wniosek o zawarcie umowy najmu opiniuje komisja mieszkaniowa danej dzielnicy.
    Decyzję komisji musi zatwierdzić

    zarząd dzielnicy.
    |4|
    Pierwszeństwo przysługuje tym warszawiakom, którzy stracili mieszkanie na
    skutek klęski żywiołowej albo katastrofy. Pierwsze miejsca na liście
    oczekujących zajmują też ci, którzy mieszkają w domach przeznaczonych
    do rozbiórki. Dzielnice mają także obowiązek pomagać wychowankom domów dziecka.

  • 14.03.06, 10:58
    Najemcy mieszkajacy przez 5 lat moga wykupic od gminy lokal za 10% wartosci i
    nie moga go sie pozbyc przez nastepne 5 lat,dajac osobie z I grupy spadkowej
    jako darowizne,osoba ta nabywa inny lokal lub sprzedaje na wolnym rynku za 100%
    i wiecej wartosci i odprowadza Izbie Skarbowej 10% poddatek
    dochodowy ,przepisy na to zezwalaja,czyli niby biedne osoby nie musza splacac

    kredytow za wlasne mieszkania bo prawo zezwala im sie wzbogacac na koszt
    miasta .Czyli pewna grupa ludzi nie musi sie zapracowywac na wlasne mieszkania.
  • 14.03.06, 18:15
  • 14.03.06, 18:23
    Wykup mieszakń komunalnych za 5 proc. ich wartości to złodziejstwo w majestacie
    prawa. Dlaczego ludzie, którzy zarabiają średniłą krajowa muszą się zadłużać na
    30 lat by miec mieszkanie a ci których formalnie na nie nie stac dostaja za 5
    proc. wartosci po 10 latach!!!

    Czy ktos zastanowił sie skad ludzie, którzy mieszkają w mieszkaniu komunalnym
    mają 5 proc. ich wartości(czyli kilkanascie tysiecy złotych) w gotowce?
    Otoz nikt nie kontroluje czy mieszkania komunalne dostaj ludzie biedni. Tylko w
    dniu przyznania lokalu komunalnego musisz miec odpowiednio niskie dochody.
    Jeżeli nastepnego dnia zaczniesz zarabiac 10 tys. miesiecznie to nadal
    przysługuje ci mieszkanie komunalne fiannsowane przez podatnikow i nadal masz
    prawo wykupić je za 5 proc. jego rynkowej wartości!!

    W ubiegłym roku wyprzedano z rabatem 2500 mieszkań. Zakładając, że każde
    mieszkanie kosztowało 150 tys. zł(co jest bardzo ostrożnym szacunkiem) oznacza
    to,że radni rozdali tylko w ostatnim roku majątek wart 375 mln zł!!!
    Czy ktoś wreszcie skończy z tym złodziejstwem????
  • 15.03.06, 11:44
    Mieszkania komunalne obecnie to skansen komunizmu - coś z Alternatywy 4.
    Najśmieszniejsze jest to, że żadna dotychczasowa władza nie dostrzega w tym żadnego problemu.
    A problem jest poważny - z jednej strony duży obszar biedy, ludzi którym należałoby pomóc, a z drugiej gminy posiadające około 1 miliona mieszkań komunalnych.
    To dałoby się z sensem powiązać - a nie ma nawet próby takich rozwiązań.
    Mamy jedną wielką patologię:
    -raz przyznane mieszkanie komunalne wypada praktycznie z zasobu mieszkaniowego (najem jest zawierany na czas nieokreślony - co oznacza praktycznie na zawsze).
    - niekończąca się i rosnąca kolejka do tych mieszkań, z uwagi na nierynkowe czynsze
    - sprzedaż tych mieszkań za darmochę
    - obszar korupcji z tym związany (przydziały lokali, podnajem)


  • 04.04.06, 10:24
    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3258378.html

    Małgorzata Zubik 04-04-2006, ostatnia aktualizacja 04-04-2006 08:44

    Zatrważająco rosną długi mieszkańców domów komunalnych. Kłopoty z czynszem ma
    ponad 50 tys. warszawiaków. To jak cały Żoliborz


    "Gazeta" dotarła do najnowszych obliczeń miejskiego biura polityki lokalowej. W
    ciągu roku dług warszawiaków wzrósł o prawie 20 mln zł, choć kilka tysięcy
    mieszkań komunalnych ubyło, bo miasto m.in. je sprzedaje. Zaległości zbliżają
    się już do 140 mln zł. Ratusz mógłby za to zbudować np. nowy most przez Wisłę.
    W zamian za to funduje lokatorom nie tylko darmowe mieszkania, ale też ciepło,
    wodę i wywóz śmieci.

    Nie płacą z biedy i z lenistwa

    Według pracowników Zakładów Gospodarowania Nieruchomościami lokatorzy nie płacą
    głównie dlatego, że są biedni. - Nikły procent dłużników to rodziny
    patologiczne, które nie płacą i wcale się tym nie przejmują - mówi Bogdan
    Gaładyk z zakładu na Pradze Południe, gdzie dług sięga prawie 12 mln zł. -
    Więcej niż dwie trzecie to lokatorzy, którzy naprawdę nie mają pieniędzy. Są
    bez pracy, często bardzo chorzy. Jak są w rodzinie dzieci, to najpierw trzeba
    je nakarmić i posłać do szkoły. Na czynsz już nie wystarcza.

    Reszta dłużników to lokatorzy, którzy nie płacą, choć ich na to stać. Mają
    własne firmy i samochody. Ponieważ późno wracają z pracy, pracownicy windykacji
    mają problem, żeby ich zastać w domu. Bywa, że płacą raz na rok, jak już sprawa
    trafia do sądu. Jeden z takich lokatorów na Pradze "wyhodował" ok. 70 tys. zł
    długu.

    Urzędnicy wskazują na wielki problem - dłużnicy czują się bezkarni. Wiedzą, że
    nikogo nie można wyrzucić na bruk. Zdają sobie też sprawę z tego, że miastu
    brakuje lokali socjalnych, do których można by ich eksmitować. Ratusz nie ma
    też pomieszczeń tymczasowych, czyli dachu nad głową dla tych, którzy mają
    wyroki eksmisyjne bez prawa do lokalu socjalnego. Takie pomieszczenia mają w
    stolicy urządzić organizacje pozarządowe. Jednak od grudnia ratusz zwleka z ich
    wyborem.

    Problem z kamienicami

    Urzędnicy szacują, że na prawie 140 mln zł zaległości najwyżej 49 mln zł to
    czynsz. Większość długu to opłaty za ogrzewanie, wodę, ścieki, wywóz śmieci.
    Jak to się dzieje, że miasto funduje je swoim lokatorom? Urzędnicy skarżą się,
    że mają związane ręce - najlepiej podziałałoby zakręcenie kurka z wodą czy
    odcięcie ciepła. Jednak w starych kamienicach to niemożliwe, bo mieszkania nie
    mają tam liczników. Jeden rachunek za ciepło czy wodę w całym budynku pokrywa
    administracja. A lokatorzy już jej nie płacą.

    W całej Warszawie liczba dłużników przekroczyła w zeszłym roku 50 tys. To tak,
    jakby nie płacił cały Żoliborz. Średnia długu na głowę to ok. 5 tys. zł.
    Największe długi są na Mokotowie (27,6 mln zł) i Woli (24,4 mln zł), za nimi
    plasują się Śródmieście (14,9 mln zł) i Ochota (14,3 mln zł). W sądach toczy
    się prawie 1,8 tys. postępowań o eksmisję. W zeszłym roku zapadło 287 wyroków.


  • 04.04.06, 10:32
    podatki.onet.pl/1300594,1,0,wiadomosci.html

    "GP": Nie masz na czynsz, to płać podatek
    (PAP, tm/04.04.2006)

    Gminy powinny wystawiać PIT-y najemcom, którym umarzają czynsze. Ci z kolei
    muszą zapłacić podatek od darowanego długu - informuje "Gazeta Prawna".

    Zgodnie z interpretacjami urzędów skarbowych i Ministerstwa Finansów umorzona
    przez samorząd zaległość w opłatach stanowi przychód najemców. Problem w tym,
    że z pomocy gmin korzystają najubożsi mieszkańcy, którzy nie będą mieli z czego
    zapłacić podatku.

    Osoba, której gmina darowała na przykład 5 tys. zł, będzie musiała zapłacić
    prawie 1 tys. zł podatku. Ryszard Boratyński, burmistrz Choszczna, próbował
    interweniować w resorcie finansów, ale niczego nie wskórał.

    Zdaniem Ministerstwa Finansów zwolnienie z podatku umorzonych czynszów byłoby
    niesprawiedliwe wobec tych, którzy regularnie płacą. Resort przypomina jednak,
    że w przypadku złej sytuacji materialnej podatnik może zwrócić się do fiskusa z
    wnioskiem o umorzenie zaległości.

    Podatek to nie jedyny problem osób, którym gminy postanowiły pomóc. Doliczenie
    długu do przychodu może spowodować, że najemca straci prawo na przykład do
    dodatku mieszkaniowego.


    wystarczy prasówki na dzisiaj :-( aż nadto!
  • 05.04.06, 21:41
    " Najkrócej ująć da się obecną politykę w dwóch słowach: robią wszystko,
    czego robić nie trzeba, natomiast zadania palące pozostawiają nietknięte".
    9 lutego 2006 r.
    STANISŁAW LEM
  • 07.04.06, 16:40
    :-)czytałeś?

    wiadomosci.onet.pl/1302741,2677,kioskart.html
    myślę, że cała prawda St.Lema zawiera się w jednym zdaniu:
    > Mój syn skończył na Uniwersytecie Princeton fizykę, ma stopień naukowy.
    Wrócił do Polski. I co on ma tu robić? Łapać ręcznie atomy? <

    chcemy jak najlepiej dla dzieci, a co ich czeka tutaj, w Polsce ...
  • 08.04.06, 15:56
    czytałem i nie tylko to,
    i zauważyłem jeszcze jedno, na pogrzebie SL nie było żadnego przedstawiciela Ministerstwa Kultury, chociaż przemawiał tam nawet ksiądz (Lem był niewierzący).
    Myślę (ze smutkiem), że ta ekipa u władzy, która nawet w takiej potrzebie nie potrafi wznieść się ponad małostkowe urazy (Lem ich nie oszczędzał) nic dobrego i sensownego po sobie nie zostawi.
    I mówię to w kontekście tego wątku.
    Bo nawet przeciętny maturzysta wymyśliłby sensowne zagospodarowanie mieszkań komunalnych, bo dziś to cd Alternatywy4.
    A tak będziemy mieli stracone następne lata.
    Ale za to mamy państwo solidarne- no nie?
    Pozdrawiam.

  • 08.04.06, 13:31
    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3268521.html

    Grube milony zaległych czynszów

    Małgorzata Wach 07-04-2006, ostatnia aktualizacja 07-04-2006 21:37

    Prawie 9 tys. najemców gminnych lokali w Krakowie regularnie nie płaci czynszu.
    Zaległości rosną w tempie ok. 15 mln zł rocznie i przekraczają już 91 mln zł.
    Co na to urzędnicy? Chcą wpisywać dłużników do sądowego rejestru.

    Dotarliśmy do najświeższych danych dotyczących dłużników Zarządu Budownictwa
    Komunalnego. Najemcy lokali mieszkalnych są winni miastu w sumie 73 mln zł, a
    najemcy lokali użytkowych - bagatela - 18 mln zł. Za takie pieniądze miasto
    mogłoby wybudować spore osiedle. Mogłoby, ale nie wybuduje, bo szanse na ich
    odzyskanie są równe zeru.

    - Z powodu przepisów o ochronie lokatorów znajdujemy się w sytuacji patowej -
    mówi Maciej Dadak, dyrektor ZBK w Krakowie.

    Zasada egzekwowania długów w przypadku lokali mieszkalnych i użytkowych jest
    taka sama.

    - Kiedy najemca zalega z dwumiesięcznym czynszem, wysyłamy do niego informację
    o wysokości zadłużenia i pierwsze wezwanie do zapłaty - tłumaczy dyrektor
    Dadak. - Jeśli po miesiącu sytuacja się nie zmieni, wysyłamy drugie i
    ostateczne wezwanie do uregulowania należności. Kiedy i to nie skutkuje,
    wypowiadamy umowę najmu i kierujemy sprawę do sądu.

    W przypadku lokali mieszkalnych na niewiele się to zdaje. Jeśli nawet zadłużony
    lokator otrzyma nakaz eksmisji, i tak nie opuści mieszkania, dopóki gmina nie
    wskaże mu lokalu zastępczego. A z tym jest spory problem. Na jakikolwiek lokal
    z zasobów gminy oczekuje 3 tys. osób. Teoretycznie z pomocą gminie powinien
    przyjść komornik. Tyle że z reguły jakakolwiek egzekucja długów graniczy z
    cudem. Efekt jest taki, że wielu lokatorów od lat nie płaci za gminny lokal ani
    złotówki. Jeden z mieszkańców Krakowa przez 10 lat beztrosko nie regulował
    czynszu! W tym czasie jego dług urósł do 163 tys. zł. Inny lokator do
    publicznej kasy powinien wpłacić ponad 146 tys. zł. Nic nie wskazuje jednak na
    to, że odda choćby niewielką część tej kwoty. Niestety - jak twierdzi ZBK -
    problem będzie narastał.

    - Mamy w swoich zasobach coraz biedniejszych lokatorów. Ci, których było na to
    stać, wykupili już mieszkania za 10 proc. ich wartości - mówi dyrektor Dadak.

    W zeszłym roku własne "M" odkupiło od miasta ponad 950 rodzin. Do kasy wpłynęło
    z tego tytułu prawie 12 mln zł. Według szacunków Wydziału Skarbu UMK w tym roku
    podobnych transakcji może być nawet o połowę mniej. Jak miasto zamierza
    poradzić sobie z zadłużonymi lokatorami, których - jak na ironię - ma obowiązek
    chronić?

    - Jesteśmy w trakcie uruchamiania sądowego rejestru dłużników. Osoby, które
    zostaną do niego wpisane, będą miały problemy z uzyskaniem jakiegokolwiek
    kredytu - mówi dyrektor Dadak.

    Czy jednak ludzie, którzy nie płacą 50 gr czynszu za metr kwadratowy
    przestraszą się takiej sankcji?

    - Niektórzy pewnie nie. Lecz to jedyne, co możemy zrobić - odpowiada dyrektor
    ZBK.

    O ile problem z najemcami lokali socjalnych i komunalnych przypomina błędne
    koło, o tyle kompletnie niezrozumiałe jest ogromne zadłużenie najemców lokali
    użytkowych. Jak to możliwe, że najemca, który jest winny miastu 1,5 mln zł,
    nadal ma lokal do swojej dyspozycji? Mimo że nie płaci za niego?

    - Zostawię to bez komentarza - mówi dyrektor Dadak, dodając, że sprawa jest w
    sądzie. - Żeby wyrzucić takiego najemcę, musimy mieć prawomocny wyrok
    eksmisyjny, a przeciwnik przeciąga sprawę jak może...

    Kto to taki?

    - Nie możemy ujawniać danych dotyczących naszych dłużników - ucina Maciej Dadak.



    Dla "Gazety"

    Bogusław Kośmider

    radny PO, członek komisji mieszkaniowej

    Nie wyobrażam sobie, jak miasto mogło dopuścić tak dużego zadłużenia jednego
    lokalu użytkowego. Zainteresuję tą sprawą radnych na najbliższej sesji. Co do
    wiecznych dłużników z lokali mieszkalnych, widzę tylko jedno rozwiązanie. Gmina
    powinna naśladować zachodnie rozwiązania i zorganizować coś w rodzaju
    pensjonatu socjalnego, gdzie przenosiłaby najbardziej oporne osoby.

    miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3268765.html
    Jak sobie radzą w innych miastach

    mw 08-04-2006 , ostatnia aktualizacja 08-04-2006 00:26

    W Warszawie, która ma dwa razy więcej mieszkańców niż Kraków, problemy z
    płaceniem czynszu ma około 50 tys. lokatorów komunalnych. W zeszłym roku dług
    powiększył się o 20 mln zł. Miasto zamierza urządzić dla uciążliwych dłużników
    tzw. pomieszczenia tymczasowe. Ich przygotowaniem mają się zająć organizacje
    pozarządowe. We Wrocławiu dłużników lokali komunalnych miasto przekazało jednej
    z firm windykacyjnych. Przez półtora roku odzyskano 6,4 mln zł długów. Akcja
    sprawiła też, że wiele osób zaczęło płacić na bieżąco. Całkiem inny pomysł na
    dłużników znalazł Szczecin. W zeszłym roku wprowadzono tam tzw. uchwałę
    umorzeniową. Lokatorom, którzy kiedyś popadli w długi, ale mogą już płacić
    czynsz na bieżąco, miasto zaproponowało częściowe albo nawet całościowe
    umorzenie zaległych należności. Warunek: przynajmniej przez rok będą regularnie
    opłacać czynsz. Miasto szacuje, że odzyska w ten sposób przynajmniej część
    zaległych opłat
  • 08.04.06, 13:54
    www.kamienica.pl/lud.html
    artykuł napisany w sierpniu 1999 roku, nadal aktualny
  • 09.04.06, 18:15
    czytam, i aż nie dowierzam ......
  • 12.04.06, 09:53
    Czy osoba prywatna majaca permanentne klopoty z wyegzekwowaniem przez komornika
    zasadzonego odszkodowania, a takze naleznego miesiecznego czynszu/odszkodowania
    i biezacych oplat za media od niesolidnego lokatora moze umiescic go na liscie
    dluznikow i nekac go ta metoda ? Czy uprawnienie przysluguje tylko instytucjom ?
  • 12.04.06, 15:31
    Dzieki.

    W przytoczonym tekscie jest uzywana kategoria prawna 'przedsiebiorca'. Nadal nie
    wiem, czy osoby odplatnie wynajmujace mieszkania, i w zwiazku z tym placace
    podatki od dochodow czerpanych z najmu, lapia sie do niej.?

    Swoja droga, byloby wielce niesprawiedliwym to, ze dluznikow moze wstawiac do
    krajowego rejestru dlugow spoldzielnia mieszkaniowa albo spolka, a indywidualny
    wynajmujacy juz nie.

    To chyba nadaje sie do poddania pod rozwage sedziow TK.?

    Co wiecej, sprawiedliwym wydaje mi sie obligatoryjne nakazanie komornikom
    realizujacym prawomocne wyroki sadowe umieszczanie niewyplacalnych dluznikow w
    owym rejestrze.
  • 12.04.06, 16:01
    Przedsiębiorca to osoba która ma zarejestrowaną działalność gospodarczą.
    Wydaje mi się, że aby ścigać dłużnika lokatora musiałby wynajmować mieszkanie
    (podpisać umowę najmu) jako firma a nie jako osoba fizyczna tj. właściciel.

    Musielibyśmy, my jako właściciele nieruchomości przedwsięźąć inicjatywę,
    najlepiej kordynowaną przez jakąś organizację np. OSWN, zebrać podpisy i
    wystąpić do odpowienich władz...
    Ale kto da nam bogatym "krwiopijcom" bat na biednych lokatorów? To przecież
    nieetyczne aby właściciel mógł skutecznie ścigać lokatora. Przecież prawem
    lokatora jest niepłacić...
  • 13.04.06, 10:53
    Prowadziliśmy już rozmowy z Zarządem KRD z Wrocławia w sprawie nowelizacji
    ustawy. Decydenci mają już odpowiednią wiedzę i nowelizacja ustawy będzie,
    gdyż taka jest potrzeba zmian, nie tylko w zakresie nas interesującym.
    Kiedy będzie ??? , to jest przestrzeń niestety polityki, a nie gospodarki.
    Mamy przyobiecany współudział w procesie legislacyjnym, ale to było w zeszłym
    roku.
    Pozdrawiam Henryk Tubacki
  • 13.04.06, 12:51
    Super!
    Wiedziałem że na OSWN można liczyć :)
    Mam nadzieje że się uda wprowadzić te "kosmetyczne" zmiany. Czy obejmie to
    wszystkich właścieli mieszkań czy np. tylko tych którzy mają co najmniej jedno
    mieszkanie na wynajem nie jest to istotne.
    Zobaczymy.
  • 13.04.06, 21:02
    Spokojnie, do super jest daleko.
    Na razie politycy chcą się sobie przypodobać, a do zmiany prawa w Polsce to
    nie wiadomo jak jest blisko, czy daleko.
    Pozdrawiam Henryk Tubacki
  • 18.04.06, 10:13
    W komunałkach nic nowego.
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3288521.html
    Praskie księstwo PiS

    Robert Sosnowski
    Fot. Wojciech Surdziel / AG

    Dominika Dziobkowska, Jan Fusiecki 18-04-2006, ostatnia aktualizacja 18-04-2006 08:44

    W Warszawie na mieszkania komunalne czekają latami tysiące ludzi. Są jednak działacze partyjni, którzy potrafią to załatwić dla siebie i rodziny w ekspresowym tempie. Także działacze PiS


    Kiedy obecna żona burmistrza warszawskiej dzielnicy Praga Północ i szefowa komitetu PiS na sąsiednim Targówku Edyta Sosnowska starała się o mieszkanie komunalne, nazywała się jeszcze Edyta Grzywacz. W urzędowych pismach przedstawiła się jako osoba młoda i samotna, bez mieszkania. Poprosiła urząd na Pradze Północ o komunalne lokum.

    Jej przyszły mąż Robert Sosnowski, wówczas radny AWS, był szefem komisji mieszkaniowej na Pradze Północ. Wiosną 1999 r. przyszła żona Sosnowskiego dostała pozytywną opinię komisji, którą kierował. W czerwcu tamtego roku wzięli ślub.

    Skierowanie umożliwiające objęcie 58-metrowego lokalu przy Łochowskiej nosi datę 28 lipca 1999 r. Pani Edyta podpisuje je panieńskim nazwiskiem. Dyskretnie przemilcza to, że biorąc ślub z Robertem Sosnowskim zmieniła nazwisko.

    To ważna okoliczność, bo podczas przydziału lokali komunalnych bierze się pod uwagę majątek całej rodziny: dochody i liczbę metrów przypadających na osobę w lokalu.

    Ul. Łochowska najwyraźniej nie przypadła państwu Sosnowskim do gustu. Ale 58-metrowe lokum przy tej ulicy warte jest dziś, jak szacują agenci nieruchomości z Emmerson Nieruchomości, ok. 145 tys. zł, wtedy pewnie mniej. Już rok później małżonkowie wyszukują mieszkanie spółdzielcze na Bródnie i się zamieniają. Transakcję przyklepuje Arkadiusz Urban, dyrektor Pragi Północ z ramienia AWS.

    Mieszkanie spółdzielcze dużo łatwiej sprzedać niż komunalne i małżonkowie Sosnowscy lądują w bloku przy ul. Korsaka, w pobliżu Dworca Wschodniego.

    W rozmowie z "Gazetą" burmistrz Sosnowski - członek Rady Krajowej PiS i koleżeńskiego sądu dyscyplinarnego partii - nie chce podać miejsca zameldowania swojej żony. Zapewne dlatego, że zajmowała się tym lokalna "Nowa Gazeta Praska".

    Edyta Sosnowska, jako radna Targówka musiała zadeklarować, że mieszka na terenie tej dzielnicy.- Podała adres Jerzego Raczyńskiego, starszego o pokolenie szefa klubu PiS w Radzie Targówka. Ten pan mieszka w niewielkim mieszkaniu. Niemożliwe, żeby młoda mężatka, która niedawno urodziła dziecko, mieszkała razem z nim - mówi Sylwia Góralska, niezależna, była wiceprzewodnicząca rady Targówka.

    Jeśli wyszłoby na jaw, że Edyta Sosnowska mieszka poza Targówkiem, musiałaby oddać mandat radnej. A tego najwyraźniej nie chce.

    A państwo Sosnowscy idą w zaparte. Choć wszyscy wiedzą, że mieszkają z dzieckiem na Pradze Północ, a nie na Targówku. - Tak, burmistrz mieszka z żoną i dzieckiem w środkowej klatce - mówią mieszkańcy domu przy ul. Korsaka na Pradze Północ.

    Pani Edyta działa w komisjach spółdzielni, do której należy praski blok. Ale jej zdaniem to również nic nie dowodzi. - Z tego, że jestem członkiem spółdzielni RSM Praga, nie można wysuwać wniosku, gdzie mieszkam - pisze do "Gazety".

    Metraże przez rozwód

    Wśród radnych komisji mieszkaniowej, która przydzielała lokal żonie burmistrza Sosnowskiego, odnajdujemy Barbarę Leoniak, radną PiS, od lat działającą w komisji mieszkaniowej. Jak się okazuje, sama skorzystała z przychylności urzędu.

    Wraz z mężem i dwójką dzieci mieszkała przy ul. Stalowej w 65-metrowym mieszkaniu. Gdy doszło do rozwodu, państwo Leoniakowie dostali aż dwa pełnowartościowe mieszkania. Na Targową wprowadził się pan Janusz Leoniak. Żona dostała dwa pokoje w okolicach pl. Hallera, czyli tam, gdzie ceny mieszkań są na Pradze Północ najwyższe. To znacznie lepsza lokalizacja niż Stalowa.

    - Tych państwa potraktowano wyjątkowo. Z reguły po rozwodzie mężczyźnie daje się jakiś skromny pokój. Nigdy z powodu rozwodu nie daje się dwóch tak dobrych mieszkań - mówią urzędnicy z Pragi Północ.

    Inne zdanie na ten temat ma radna Leoniak. - Rozwodziłam się z mężem. To jak mieliśmy mieszkać - razem? - pyta retorycznie.

    Oprócz korzystnych transakcji mieszkaniowych radna znalazła także pracę w swojej dzielnicy - w Ośrodku Pomocy Społecznej na Pradze Północ. Wcześniej była tam koordynatorem ds. wolontariatu. W 2004 r. awansowała na p.o. kierownika świadczeń rodzinnych.

    Jak ustaliliśmy, na stanowisko nie było konkursu. Rocznie w OPS radna Leoniak zarabia ponad 80 tys. zł. Czym się zajmuje? - Jak to, czym? Wydaję decyzje o świadczeniach rodzinnych i alimentacyjnych - mówi zniecierpliwiona.

    Mieszkanie załatwiane "na bezdomnego"

    Prawą ręką burmistrza Sosnowskiego jest Kazimierz Konopko, obecnie wiceburmistrz Pragi Północ. Mieszkanie z praskiego urzędu miał dostać jego studiujący syn Jakub. Kolejki do mieszkań komunalnych są długie (tylko na Pradze Północ czeka ok. 500 rodzin). Dlatego syn wiceburmistrza postanowił zawalczyć o lokal jako bezdomny. Został wymeldowany od matki i jako biedny, bez żadnego lokum stanął w komunalnej kolejce.


    W listopadzie 2004 r. złożył wniosek o przydział mieszkania. Już cztery miesiące później znalazł się na liście osób wyznaczonych do przydziału komunalnego lokum. Było to tempo jak na warszawskie warunki niespotykane.

    Gdy opozycja zawiadomiła o tym prokuraturę Jakub Konopko zrezygnował ze starania o mieszkanie.

    Co o tym sądzą burmistrzowie Pragi Północ?

    - Nie czułem się z tym komfortowo. Ale sprawa jest zamknięta: syn ostatecznie zrezygnował ze starań o mieszkanie. Zachował się honorowo i elegancko - mówi Kazimierz Konopko.

    Jak to możliwe, że syn wiceburmistrza starał się o mieszkanie w urzędzie swojego ojca i to w taki sposób?

    - Kazimierz Konopko jest uczciwy: nie wyrzucił swojego syna pod most - chwali swojego zastępcę Robert Sosnowski. I dodaje z emfazą: Konopko jest w stanie pomóc swojemu synowi bez zasądzonego wyroku o prawach alimentacyjnych! (państwo Konopko są po rozwodzie).

    Rzeczywiście. Kazimierz Konopko miał z czego łożyć na syna. Na początku kadencji Robert Sosnowski zrobił go p.o. naczelnika sekretariatu zarządu dzielnicy. Ponieważ Konopko nie miał wyższego wykształcenia, burmistrz nie mógł przyznać mu wysokiej pensji. Ale znalazł na to sposób. Dawał mu umowy-zlecenia na kwoty wyższe od miesięcznych dochodów.

    Dzięki temu w 2004 r. Kazimierz Konopko zarobił w urzędzie przeszło 130 tys. zł i znalazł się w grupie najlepiej opłacanych urzędników w Warszawie. Na dokumenty umów zleceń natknęli się kontrolerzy ratusza. Dopatrzyli się znamion przestępstwa i przekazali sprawę do prokuratury.

    Burmistrzowie nie poczuwają się do winy. Ich zdaniem za niekorzystnymi wynikami kontroli stoi intryga polityczna. - Jeden z kontrolerów jest związany z Platformą Obywatelską - mówi Kazimierz Konopko.

    Jest przekonany, że pieniądze z umów-zleceń mu się należały. Pracował bowiem intensywnie nad wdrożeniem w stolicy normy ISO. Dlaczego nie mógł tego robić, jak sugerują kontrolerzy, w ramach swojej pensji? Burmistrzowie odpowiadają pytaniem na pytanie: „A wy w »Gazecie « nie macie prac na umowy-zlecenia?”. Niechętnie też mówią na temat samochodu daewoo nubira, który burmistrz Sosnowski dał do dyspozycji Konopce, w czasach gdy był p.o. naczelnika sekretariatu. W innych urzędach służbowe auta przysługują tylko burmistrzom.

    - Po prostu mieliśmy trzy samochody i tylko dwóch kierowców - mówi Robert Sosnowski.

    - Ale po co w ogóle trzeci samochód? - pytamy.

    - Służy do przemieszczania się z punktu A do punktu B - wyłuszcza Robert Sosnowski.

    - Nie lepiej byłoby go np. sprzedać na przetargu?

    - Miałby cenę złomu - twierdzi Sosnowski.

    Świetna pensja dla partyjnego seniora

    Dużym zainteresowaniem cieszy się dzielnicowy Zakład Gospodarowania Nieruchomościami. Pracuje tu m.in. radny PiS Kazimierz Baranowsk
  • 26.04.06, 19:34
    Dużym zainteresowaniem cieszy się dzielnicowy Zakład Gospodarowania
    Nieruchomościami. Pracuje tu m.in. radny PiS Kazimierz Baranowski (PiS). Ma 68
    lat. Prócz diety radnego (od 1,5 tys. do 2 tys. zł miesięcznie) i emerytury ma
    jeszcze inne dochody. Jako starszy specjalista w ZGN miesięcznie na niepełnym
    etacie zarabia ponad 7 tys. zł.

    Jak dostał tak intratną posadę? - Jako radny byłem w otoczeniu urzędu. Chciałem
    dorobić, więc pytałem tu i ówdzie, czy nie mają czegoś dla mnie - tłumaczy
    Baranowski. Ustaliliśmy, że ZGN na to stanowisko nie ogłosił konkursu.

    - To wyczerpująca praca. Do mnie należy ocena techniczna, czy wymienić okna w
    domach komunalnych - wyjaśnia Baranowski.

    Szybka kariera sprzątaczki z PiS

    Radna PiS Danuta Mrozowska była działaczką Porozumienia Centrum. Dziś pracuje w
    Ośrodku Pomocy Społecznej. Przez wiele lat pracowała tam jako sprzątaczka.
    Sprzedawała też słodycze w szkolnym bufecie.

    Karierę w lokalnej polityce zaczęła w 2002 r., gdy została dzielnicową radną.
    Rok później niespodziewanie awansowała na kierownika Klubu Złotego Wieku w OPS.

    Radna PiS została kierownikiem, chociaż nie miała obowiązkowego wyższego
    wykształcenia. Aby to stanowisko dostać, musiała zacząć studia. Teraz zgłębia
    socjologię w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Za rok nauki płaci ponad 5
    tys. zł. Połowę finansuje miasto.

    Dlaczego sprzątaczka została kierownikiem klubu seniora, a na to stanowisko nie
    ogłoszono żadnego konkursu? Dlaczego zatrudniono osobę, która nie miała
    pedagogicznego doświadczenia? - No, do tego nie potrzeba mieć specjalnych
    kwalifikacji. Do klubu przychodzą starsi ludzie. Włączamy im telewizję,
    przynosimy gazety, i tyle. Nie ma co wydziwiać - tłumaczy Mrozowska. A czy są
    jakieś inne zajęcia? - dopytujemy. - Nie rozumiem, wcześniej nie było i teraz
    też ich nie ma - ucina rozmowę radna PiS.

    Burmistrz o kompetencjach radnych zatrudnionych w miejskich urzędach rozmawiać
    nie chce. - To ludzie najlepiej przygotowani, bo zostali wybrani przez
    mieszkańców. A ci zawsze stawiają na osoby najlepiej przygotowane merytorycznie
    - ucina temat.

    Komisja rewizyjna Pragi Północ, w której jest opozycja, kontroluje zarząd
    dzielnicy i czasem coś wytknie. Nic jednak z tego nie wynika, bo PiS ma
    większość w Radzie i zawsze przegłosuje, że wszystko jest w porządku.

    Nieprawidłowości doszukało się w końcu biuro kontroli ratusza, gdzie też rządzą
    ludzie PiS. Uznało, że burmistrz wbrew prawu dawał swojemu koledze
    umowy-zlecenia na kwotę rocznie sięgającą 100 tys. zł. Sprawa trafiła do
    prokuratury.

    - Nic więcej nie możemy zrobić. Burmistrz pochodzi z wyboru radnych. Tylko oni
    mogą go rozliczyć - mówi Marek Trosiński, szef kontrolerów ratusza. Koło się zamyka.
    --
  • 26.04.06, 10:51
    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3307212.html

    Magdalena Kursa 25-04-2006, ostatnia aktualizacja 25-04-2006 23:23

    Ceny krakowskich kamienic wzrastają rocznie średnio o 52 proc. Wielki wpływ na
    to mają inwestorzy z zagranicy.


    - Zostać krakowskim kamienicznikiem to dziś bardzo modne wśród nie tylko
    polskich, ale i zagranicznych inwestorów - mówi dr Krzysztof Bartuś, analityk
    rynku nieruchomości z grupy ekspertów "Monitora Rynku Nieruchomości".

    Według ich danych zainteresowanie krakowskimi kamienicami za granicą jest
    naprawdę duże. Jeśli w 2004 r. obcy inwestorzy stanowili tylko 13 proc.
    wszystkich nabywców, w 2005 r. liczba ta wzrosła aż do 42 proc. - Co ciekawe,
    krakowskie kamienice stają się już przedmiotem wewnętrznego obrotu między
    zagranicznymi inwestorami. Znamy przypadek irlandzkiej firmy, która kupiła
    kamienicę na Kazimierzu, by później mieszkania w niej oferować nie w Krakowie,
    lecz w Irlandii - wspomina Krzysztof Bartuś.

    Analitycy rynku po przeanalizowaniu 113 typowych transakcji w ostatnich trzech
    latach (odrzucili bardzo drogie i bardzo tanie) stwierdzili, że ceny kamienic
    wzrastały o 52 proc. rocznie. - Możemy mówić o bardzo silnej hossie na tym
    rynku - komentuje Krzysztof Bartuś.

    Wśród zagranicznych kupców najwięcej jest Anglików i Irlandczyków, ale ostatnio
    przybywa też Hiszpanów i Portugalczyków.

    Chętnie kupują nie tylko nieruchomości w Śródmieściu, ale również na Podgórzu -
    niedocenianym dotąd przez krakowian, bo postrzeganym jako dawna dzielnica
    robotnicza. Tymczasem dla inwestorów liczy się to, że to teren blisko centrum
    miasta zabudowany kamienicami.

    Sporo budynków kupowanych jest oczywiście w celach spekulacyjnych. Nic
    dziwnego, bo zainteresowanie jest tak duże, że w krótkim czasie zysk może
    wynieść nawet 200 proc. Część inwestorów remontuje kamienice, rozbudowuje,
    dzieli na nowe mieszkania i sprzedają po kawału. Na tym też nieźle się zarabia.
    Przykład: Kamienicę przy ul. Dietla kupiono w cenie 715 zł za m kw., a
    mieszkania w niej sprzedawano za 2738 zł.

    Główne przyczyny boomu to uwalniający czynsze wyrok trybunału konstytucyjnego z
    2005 r., wejście Polski do UE, które spowodowało, że rynek polski zaczął być
    traktowany przez zagranicznych inwestorów jako rynek o niewielkim ryzyku, a
    także... śmierć Papieża.

    - Do Krakowa zjechały telewizje z całego świata i przy tej okazji pokazywały
    piękne, zabytkowe miasto. Tak śmierć Jana Pawła II paradoksalnie stała się
    cezurą na krakowskim rynku nieruchomości - tłumaczy Bartuś. Jak prognozuje, w
    tym roku na zakup kamienic czy udziałów w nich inwestorzy wydadzą ok. 200 mln
    zł.
  • 28.04.06, 10:45
    Czy ktos wie ile kosztuje kontener mieszkalny (np. ANGA), podobny do takich
    jakie maja robotnicy na budowach ?

    Moze to jest rozwiazanie problemu mieszkaniowego dla eksmitowanych ?

    Takie kontenery mozna laczyc w poziomie, a nawet w pionie. Maja wszelkie
    instalacje sanitarne i energetyczne. Sa stosunkowo mobilne, łatwe w montazu,
    chyba nie wymagaja pozwolenia budowlanego, nie pala sie (blacha wlokno szklane)
    i sa chyba tanie w eksploatacji.

    Ile kosztowaloby gmine hurtowy zakup i montaz np. 1000 kontenerow ? Producent (i
    zaloga) pewnie by sie ucieszyl .... i dal duze upusty.
  • 28.04.06, 20:54
    jml13060 napisał
    > Moze to jest rozwiazanie problemu mieszkaniowego dla eksmitowanych
    (kontener mieszkalny).

    Pomysł dobry, ale chyba nie tędy droga.
    Problem jest przecież w sejmie, który tworzy złe prawo.
    Zakaz eksmisji jest takim samym kretynizmem jak pomysł likwidacji więzień, bo
    są dokuczliwe dla niektórych.
    Nie ma innego sensownego rozwiązanie niż zniesienie tego zakazu.
    Możnaby to złagodzić na wiele sposobów.
    Np. to co proponujesz - kontenery. i dalej - noclegownie, a nie księżycowe
    lokale socjalne, które po prostu są za drogie.
    Można by też zmienić dodatki mieszkaniowe, bo dziś przywiązują one najemcę do
    danej gminy. A dlaczego długoletni bezrobotny, czy rencista, ma mieszkać np w
    Krakowie, Warszawie czy Poznaniu i doczekać się eksmisji (czyli lokalu
    socjalnego w tych miastach), a nie można mu dać dodatku mieszkaniowego pod
    warunkiem zamieszkania np w Pcimiu Dolnym, gdzie czynsz jest 3x niższy niż w
    dużych miastach i gdzie ten dodatek mógłby mu rzeczywiście pomóc?
    Można by z pewnością coś sensownego wprowadzić.
    Ale dopuki populiści będą w sejmie w większości to nie ma co liczyć na zmiany
    na lepsze. Proponowana obecnie nowelizacja to dalsze udziwnienie specustawy.
    Smutne.
    Może w kolejnej RP będzie normalnie.

  • 10.05.06, 13:04
    kilka słów komentarza do dzisiejszej prasówki:
    1. Uwagę zwraca tytuł artykułu: "wciskają rodzinie lokatora" - przecież ta
    rodzina to też lokatorzy, którzy całe życie mieszkali w kołchozie, więc chyba
    rozumieli swoją sytuację?
    2. Osobiście chętnie objęłabym 110 m na Smolnej za friko - nie dziwne, że
    państwo nie przyjęli propozycji zamiany na mniejsze. Za jakiś czas 110 m wykupi
    się za 5% wartości, względnie przekaże się najem komunalny "w spadku" dzieciom
    lub wnukom. Takie mieszkanie w tym miejscu jest warte dobrze powyżej miliona
    złotych.
    3. Dziennikarka Zubik pisze, że trzeba zmienić absurdalny przepis, który nie
    pozwala przydzielać opróżnionych pokoi rodzinie sublokatorskiej, jeśli na osobę
    przypada tam więcej, niż 10 m2. Akurat ten przepis jest bardzo sensowny!
    Mieszkania komunalne powinny być traktowane jako coś przejściowego, zanim
    sytuacja rodziny nie poprawi się na tyle, że sama może sobie zapewnić
    mieszkanie. Zatem dostęp do nich powinien być reglamentowany i obwarowany
    licznymi ograniczeniami (a najlepiej stopniowo powinny być w ogóle
    zlikwidowane, miasto powinno mieć ew. pulę substandardowych mieszkań socjalnych
    i noclegowni). Nie powinno być tak, że rodziny całymi pokoleniami mieszkają w
    dotowanych z podatków mieszkaniach komunalnych i traktują to jako sytuację
    normalną.


    miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3334742.html
    Jak urzędnicy wciskają rodzinie lokatora




    Fot. Albert Zawada / AG




    Małgorzata Zubik 10-05-2006 , ostatnia aktualizacja 10-05-2006 11:41

    Chociaż trudne czasy powojenne to już dawno historia, kołchozowe życie w
    stolicy wciąż kwitnie


    Do jednego z mieszkań przy Smolnej zapukał niedawno nieznajomy mężczyzna.
    Lokatorom pokazał kwit z przydziałem na pustą od kilku lat kuchnię.

    Pół wieku w kołchozie

    Plaga kołchozów szczególnie dotkliwa jest w Śródmieściu, gdzie przed wojną
    budowano kamienice z wielkimi mieszkaniami. Kwaterunek kierował do każdego po
    wojnie po kilka rodzin. Tak dzieje się również dzisiaj, pisaliśmy o tym na
    początku roku w "Gazecie". Obcy sobie ludzie korzystają ze wspólnego korytarza,
    często kuchni, a nawet łazienki.

    W kołchozie przy Smolnej 11 prawie 60 lat mieszkają państwo Janiszewscy. -
    Wprowadziłem się tu w 1949 r., tu się ożeniłem i wychowałem dwoje dzieci -
    opowiada schorowany pan Mirosław. Nie wychodzi w ogóle z mieszkania, bo porusza
    się jedynie o kuli. Tak samo jego żona. Chodzi tylko z balkonikiem.

    Razem z nimi mieszka córka Iwona. Mają dwa pokoje, a trzeci przerobili na
    kuchnię. Urządzili też sobie łazienkę. Rodzina Janiszewskich liczyła, że
    przejmie dawną kuchnię, która zwolniła się po pół wieku. Urzędnicy się jednak
    nie zgodzili, bo już teraz trzy osoby zajmują 72 m kw., a z kuchnią i
    korytarzem mieliby prawie 110 m kw. Kuchnia stała więc pusta prawie trzy lata.

    Najpierw lokator, za nim kurator

    W kwietniu Zakład Gospodarowania Nieruchomościami przysłał ekipę remontową. -
    Usłyszeliśmy, że będą szykować pomieszczenie dla lokatora - opowiada Iwona
    Janiszewska. W czasie remontu sprzątała zabrudzony przez fachowców korytarz.

    Kilka dni temu pojawił się nieznajomy mężczyzna z przydziałem na odnowioną
    kuchnię. Nawet się nie przedstawił, tylko zażądał kluczy od drzwi wejściowych.
    Potem przyszedł jeszcze raz, z kurator sądową. - Jak tu mieszkać z obcym
    mężczyzną? Z panią, która była tu przed nim, zżyliśmy się, traktowaliśmy ją jak
    rodzinę - słyszymy.

    Państwo Janiszewscy napisali do ZGN prośbę o postawienie ściany w przedpokoju.
    Jeśli już muszą godzić się na nieznanego sąsiada z przymusu, to chcą, by im nie
    zaglądał do pokoi i do łazienki (sam ma osobną urządzoną w kuchni). ZGN od
    miesiąca nie odpowiada.

    Kto zmieni nieżyciowe przepisy

    Krzysztof Wojdak, dyrektor ZGN w Śródmieściu, przyznaje, że kołchozy nie
    sprawdzają się w praktyce. Jednak to nie on przydziela puste pokoje we
    wspólnych mieszkaniach. Robi to urząd dzielnicy Śródmieście. - Staramy się
    likwidować kołchozy, mamy przecież XXI wiek - mówi dyrektor Wojdak i zapewnia: -
    Postaram się jak najszybciej zbadać sprawę ze Smolnej 11 i w miarę możliwości,
    zgodnie z prawem pomóc tej rodzinie.

    To samo obiecał też "Gazecie" burmistrz Śródmieścia Artur Brodowski. Wiele
    interwencji, z jakimi przychodzą do niego mieszkańcy dzielnicy, dotyczy właśnie
    konfliktów wybuchających w kołchozach. Zapewnia, że rodzina ze Smolnej 11
    dostała już dwa lata temu propozycję wyprowadzenia się do mniejszego, ale
    samodzielnego mieszkania. Nie skorzystała z niej. - To, co mogę teraz zrobić,
    to postarać się, żeby do takiej spokojnej rodziny przydzielić kogoś innego,
    np., jakąś samotną starszą panią. Na pewno pochylę się nad tą sprawą -
    przekonuje burmistrz.

    Dlaczego rodzina Janiszewskich nie chciała mniejszego mieszkania? - Padło tylko
    hasło o mniejszym mieszkaniu, żadnej konkretnej propozycji nie dostaliśmy -
    mówią Janiszewscy.

    Żeby na dobre zlikwidować kołchozy, potrzebna jest zmiana absurdalnych
    przepisów. Przyjęta przez rządzący PiS w 2004 r. uchwała Rady Warszawy nie
    pozwala przydzielać opróżnionych pokoi rodzinie, która mieszka we wspólnym
    mieszkaniu, jeśli na jedną osobę w takim lokum przypadnie więcej niż 10 m kw.

    - To kompletnie bez sensu - ocenia Anna Jaworska, przewodnicząca rady dzielnicy
    i szefowa komisji mieszkaniowej. - Zwłaszcza w Śródmieściu, gdzie jest naprawdę
    wiele bardzo dużych mieszkań. To nieżyciowy przepis, który tylko utrzymuje tę
    tragiczną kołchozową sytuację.

    Dlatego radni dzielnicy jednogłośnie przyjęli poprawkę likwidującą ograniczenie
    metrażu w kołchozach. Niestety, ich pomysł utknął w Radzie Warszawy.

  • 12.05.06, 14:21
    miasta.gazeta.pl/poznan/1,36001,3339108.html
    Moi lokatorzy czekają na mieszkanie od miasta i może dostaną takie jak w
    opisywanym artykule. Obecnie mieszkają w 5 osób w kawalerce. Nie malowali tam
    ścian od 20 lat, Okna ledwo się trzymają a to od łazienki nie powinno się
    nazywać okno. Zresztą moim zdaniem to oni nie mają łazienki. Nie sprzątają
    klatki bo nie ich. Mają tylko wymagania i żądania - dostęp do piwnicy (bo im
    zabrałam), chcą na ogrodzie sznurek do prania (marzenie). Może miasto da im
    wygody, nowe mieszkanko 2 poziomowe, może ogródek i piwnicę. Co upewni ich w
    przekonaniu że ci co pracują to frajerzy, którzy spłacać będą mieszkania przez
    20 lat.

    Gazeta Wyborcza:
    "Dwupoziomowe, z balkonami, a nawet małe domki - to nowe mieszkania socjalne w
    Poznaniu"

    Jeszcze latem 83 rodziny wprowadzą się do nowych lokali. Oczekujących jest
    jednak przeszło dziesięć razy więcej.

    Po prawej stronie pole - w tle słychać skowronki. Po lewej cztery parterowe
    domki w kształcie litery L, w każdym po osiem dwupokojowych, jasnych mieszkań.
    Przed wejściami miejsce do zagospodarowania na przydomowe ogródki. To ul.
    Darzyborska, gdzie 32 mieszkania socjalne czekają już na nowych lokatorów. Sześć
    lokali jest przystosowanych dla osób niepełnosprawnych.

    Do końca czerwca ma być też gotowy blok przy ul. Nadolnik, w którym znajdzie się
    51 mieszkań socjalnych. Trwają prace wykończeniowe. Mieszkania to w większości
    nieduże kawalerki z aneksem kuchennym, łazienką i balkonem. Wyjątek stanowi
    ostatnie piętro. - Mieliśmy pozwolenie na pięć kondygnacji, ale w budynkach
    mających więcej niż cztery piętra trzeba montować windę. Więc postanowiliśmy na
    ostatniej kondygnacji zrobić dwupoziomowe mieszkania dla większych rodzin -
    wyjaśnia Grażyna Pyzik z Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych. W tych lokalach
    są dwie łazienki, balkon i rzecz jasna schody. - Urzędnicy, którzy je oglądali,
    pytali nawet żartem, co zrobić, żeby znaleźć się na liście uprawnionych do
    mieszkań socjalnych - śmieje się Pyzik. Lokale na parterze przystosowano dla
    niepełnosprawnych.

    Jeszcze nie ustalono, kto zamieszka w nowych mieszkaniach socjalnych. - Na pewno
    będą to osoby z miejskiej listy oczekujących, na tegorocznej jest ponad 200
    nazwisk. Do tego co najmniej siedem osób zaproponuje Fundacja Barka, która
    wspólnie z miastem budowała domy przy ul. Darzyborskiej - mówi Magdalena
    Gościńska, rzecznik prasowy ZKZL.

    Osoby z listy (większość z nich czeka na mieszkanie już kilka lat) będą
    zapraszane niedługo na rozmowy do ZKZL. Urzędnicy przeanalizują dokładnie
    sytuację każdej rodziny. - Będziemy starannie dobierać lokatorów. Chcemy, żeby
    te mieszkania dostali najbardziej potrzebujący, ale którzy jednocześnie będą
    potrafili o nie zadbać - zdradza urzędniczka z ZKZL.

    Mieszkańcy lokali socjalnych będą płacić miesięcznie ok. 50-80 zł czynszu (1,56
    zł za m kw.). To kilka razy mniej niż w komunalkach.

    Do tej pory w naszym mieście nie było żadnego budynku z lokalami socjalnymi,
    tymczasem przynajmniej tysiąc osób w Poznaniu ma prawo do takiego mieszkania (to
    osoby z listy miasta plus ok. 800 z wyrokami eksmisyjnymi z prawem do lokalu
    socjalnego). Mieszkania przy ul. Darzyborskiej i Nadolnik to więc kropla w morzu
    potrzeb. Ale jak zapewnia Waldemar Flugel, dyrektor ZKZL, w tym roku gotowych
    będzie jeszcze prawie 100 tego typu mieszkań w przebudowywanej kamienicy przy
    ul. Dąbrowskiego 84 oraz w rozbudowywanym budynku przy ul. Fabrycznej i przy ul.
    Karpackiej.

    Wszystkie te inwestycje będą kosztowały miasto ok. 15 mln zł, z czego niemal 3
    mln zł zwróci Poznaniowi Ministerstwo Infrastruktury.


  • 12.05.06, 19:07
    > Jeszcze latem 83 rodziny wprowadzą się do nowych lokali. Oczekujących jest
    > jednak przeszło dziesięć razy więcej.
    > Mieszkańcy lokali socjalnych będą płacić miesięcznie ok. 50-80 zł czynszu
    > Wszystkie te inwestycje będą kosztowały miasto ok. 15 mln zł,

    Czyli na łebka wypada ponad 180 000 zł + mieszkanie za darmo.
    Jednak w naszym kochanym kraju nie ma to jak być menelem.
    Pracujący frajerzy, przez podatki i kochanego ustawodawcę niech na nas łożą,
    a my się z nich pośmiejemy.
    Niech pracują te głupole, niech wynajmują i płacą, albo niech biorą kredyty i kupują mieszkania i płacą.
    Hm, no i mamy wreszcie SOLIDARNE PAŃSTWO.
    Stać nas.
    Ale z odwrotnej strony jak mawiał pewien starozakonny,
    potrzebujemy dróg bez dziur, autostrad, dobrze opłacanych lekarzy i to już, zanim wyjadą za granicę i tak możnaby wyliczać bez końca.
    Na to nas nie stać.
    Czy my jesteśmy zupełnie normalni, że wybieramy takich rządzących?
  • 23.10.06, 12:51
    Niesamowite, nawet o tym nie marzyłam!
    Moi lokatorzy dostali mieszkanie na Darzyborskiej. Nowe, jasne, dwupokojowe z
    panelami na podłodze, 3 wyjścia balkonowe!!
    Wyprowadzają sie tam już 2 tygodnie i nadal siedzą u mnie.
    W tym samym czasie przyszło z sądu pismo o eksmisji z klauzulą wykonalności.
    Co mam zrobić by przyspieszyć przeprowadzkę bo boje się, że będa mieszkać na dwa
    domy!??
    Chciałam uniknąć kosztów komorniczych. Czy komornik może wystosować tylko pismo
    ponaglające ? Ile to kosztuje?
  • 15.05.06, 15:10
    Prosze o porade w nast. sprawie.

    Sad wydal wyrok : 4 osobowa rodzina z domu jednorodzinnego do eksmisji.
    Hurrraaaa !!! Dwojgu sa przyznal lokal (lokatorka jest chora, a maz sparwuje nad
    nia opieke), a dwom ich corkom nie przyznal. Gmina wystapila z apelacja, ze
    mezowi sprawujacemu opieke nad chora zona lokal od gminy z ustawy sie nie
    nalezy. Prawnik gminy przytoczyl jakis paragraf i zapewne ma racje.

    Rozumiem, ze dla mnie ten spor sad-gmina ma znaczenie drugorzedne, czy aby
    napewno ?

    Jaka bedzie moja sytuacja wobec eksmitowanych po uprawomocnieniu sie wyroku ? Z
    chora lokatorka i ew. jej mezem sprawa jest oczywista - wczesniej-czy-pozniej
    gmina da im lokal. Natomiast gdzie i w jakim trybie beda eksmitowane corki i ew.
    ich ojciec bez prawa do lokalu od gminy ?

    Co i w jakiej kolejnosci winienem zrobic (komornik, gmina, policja, urzad
    meldunkowy, ...???) po uzyskaniu prawomocnego papieru z sadu, aby najszybciej,
    najtaniej i bez nadmiernej mitregi skutecznie uwolnic dom od lokatorow ?

    Pozdrowienia
    ajax
  • 15.05.06, 17:30
    Osoby którym sąd nie zasądził prawa do lokalu socjalnego eksmitowane mogą być do
    lokalu tymczasowego.
    Jak wyrok się uprawomocni wystąpiłbym o odcięcie prądu, gazu, wody, telefonu,
    kablówki... bo da to szybsze rezultaty niż czekanie na "miłosierdzie gminy".
  • 15.05.06, 18:43
    czy ktoś z Was wykonał już eksmisję do lokalu tymczasowego? Jakie macie w tym
    względzie doświadczenia? Jak gminy traktują sprawę? Teoretycznie właściciel
    może wskazać taki lokal (np. kontener budowlany) i komornik powinien
    przeprowadzić do niego państwa lokatorów. Jak znam życie lokatorzy ajaxa raczej
    z oferty nie skorzystają (z tego co ajax pisał, to nieźle sytuowana rodzina,
    nie żadne menelstwo), więc kontener można by wypożyczyć tylko dla potrzeb tej
    akcji. Alternatywnie chyba trzeba będzie męczyć gminę, żeby wskazała lokal,
    względnie te akcje z odcięciem mediów, żeby państwo sami się wyprowadzili.
  • 17.05.06, 09:51
    Nie ma rady. Twoi lokatorzy nigdy się nie wyprowadzą. Pozostaje tylko
    Strasbourg. Może coś się wyjaśni 23 maja. O godz. 10.00 Trybunał Konstytucyjny
    rozpozna skargę konstytucyjną takich jak my właścicieli, którzy dochodzą
    odszkodowania od gminy za niedostarczenie lokalu socjalnego osobom z wyrokiem
    eksmisyjnym i przyznanym prawem do takiego lokalu. Ale to sprawa o
    odszkodowanie, a nie o lokal socjalny. Co z tego wyjdzie pokaże czas. Oskar
  • 17.05.06, 11:09
    no nie bardzo to optymistyczne, co mówisz. Jak to jest, jeśli część osób w
    zamieszkującej razem rodzinie dostaje uprawnienie do lokalu socjalnego, a część
    nie? Czy można tych, którzy nie dostali socjalu eksmitować (np. do
    dostarczonego przez właściciela lokalu tymczasowego), a osobom oczekującym na
    lokal socjalny zmniejszyć zajmowaną powierzchnię w naszym mieszkaniu? Czy
    jesteśmy zmuszeni dożywotnio zapewniać dach nad głową obcym osobom?
  • 17.05.06, 13:20
    Ja z natury jestem pesymistą, a doświadczenie życiowe utwierdza mnie w tym
    stanie ducha. Ale wracając do naszych baranów. Ci co mają prawo do lokalu
    socjalnego nie wyprowadzą się do niego nawet wtedy gdy go po wielu latach
    dostaną od gminy. Bedą mieszkać u tej części rodziny, która czeka na lokal
    tymczasowy od Ciebie, czyli u Ciebie. Nie jest możliwa eksmisja scieśniająca,
    czyli do części mieszkania. Przerabiałem to. Prawo do lokalu mają wszyscy i do
    całego, razem i osobno. Eksmisja do lokalu socjalnego będzie zawieszona, a w
    postępowaniu o przyznanie lokalu socjalnego stroną jest tylko gmina i lokator.
    Właściciel mieszkania już nie. Czekam na rozpatrzenie mojej skargi w
    Strasbourgu. Pozdrawiam. Oskar
  • 16.05.06, 10:23
    Coś z podwórka (to znaczy po galicyjsku z pola) krakowskiego:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24990&w=41885296&a=41885296
    na stronach "Miasta Krakowa" tez jest na ten temat i dodatkowo w tym materiale
    pojawia się dość dziwna negatywna przesłanka przystapienia do tego "programu
    zamiany":
    www.krakow.pl/komunikaty/?MODE=mpkom&TYPE=show&kom_id=2338
    chodzi mi o wymóg "nie posiadania tytułu prawnego do innego lokalu położonego
    na terenie Krakowa lub miejscowości pobliskiej"
    widać Miasto Gmina dosłownie bierze przepis art. 12 ust. 3 pkt 2 i
    rzadko "może" wypowiadać w takich sytuacjach najem,
    ps. wszystkie czynsze w gminie są poniżej 3%
  • 18.07.06, 20:44
    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3490131.html

    Rafał Romanowski 17-07-2006, ostatnia aktualizacja 17-07-2006 21:22

    Kwitnie branża wynajmu na czarno apartamentów w centrum Krakowa. Choć to często
    zwykłe mieszkania, a zamiast w "5 minut do Rynku" dochodzi się w 20, goście z
    całego świata walą drzwiami i oknami.


    "Apartments", "Cracow" - wystarczą te dwa słowa i internetowa wyszukiwarka
    Google wyrzuca setki anglojęzycznych stron.

    Choć trudno w to uwierzyć, szacunkowe dane mówią nawet o 400 odremontowanych
    mieszkaniach w starych kamienicach wynajmowanych turystom. Legalnie działa
    znikoma część. Nad resztą nikt nie ma kontroli.

    Trochę pokombinujesz, a potem leżysz do góry brzuchem

    Kwitnący od kilku lat proceder skupywania mieszkań i otwierania w nich hosteli
    i apartamentów wybuchł ostatnio z nową siłą. Znakomita większość hosteli i
    pensjonatów działa zgodnie z prawem, jednak właściciele "apartamentów" obchodzą
    je na wszelkie sposoby.

    - To wynik dziur w ustawie o usługach turystycznych. Wszyscy świadczący usługi
    turystyczne powinni się zarejestrować - uważa Katarzyna Gądek z wydziału
    promocji magistratu.

    Wynająć apartament w Krakowie jest bajecznie łatwo. Wystarczy wejść na strony
    www i poszukać odpowiedniej opcji. Oferowane w sieci pokoje kosztują od 50, 100
    zł za noc, ale trafiliśmy też na takie, których właściciele żądają nawet... 700
    euro za tydzień.

    - To złoty interes. Przyjezdni płacą, ile chcesz. Jeśli w internetowej ofercie
    używasz magicznej frazy "apartment in Old Town" i dosłodzisz zdjęciem, klientów
    masz od ręki - mówi anonimowo opiekun trzech mieszkań na ul. Grodzkiej,
    Gołębiej i Sarego. W sezonie miesięcznie ma z wynajmu po... 7-8 tys. zł za
    każde, minus koszty mediów i sprzątania przez 20-letnią Ukrainkę. - Najlepsza
    praca z możliwych. Trochę pokombinujesz, a potem leżysz do góry brzuchem i
    liczysz kasę - zachwala.

    Interes hula, a babcie dostają bonusa

    Mechanizm jest prosty. Wystarczy orientacja w rynku mieszkaniowym w centrum
    miasta, znajomości w branży, a w ostateczności cynk od rodziny czy znajomych.
    Możliwości przerobienia zwykłego mieszkania na sypialnię dla turystów jest
    sporo. Najlepiej trafić lokal "po staruszkach", których rodzina nakłoni do
    przeprowadzki do domów starców lub na peryferia, tłumacząc koniecznością
    ciągłej opieki. Zaniedbane lokale skupuje się, remontuje, wstawia nowe zamki,
    ogłasza w internecie - i gotowe. Można też zaryzykować: podnająć wynajęte
    wcześniej od agencji bądź prywatnej osoby mieszkanie albo umówić się z
    kwaterunkowym lokatorem, że w zamian za użyczenie i odświeżenie lokum odstąpi
    mu się kąt w bloku i coś dopłaci.

    - Pomysłowość ludzi nie zna granic. Mam znajomego, który w mieszkaniu po matce
    na Prokocimiu umieścił na okres wakacji dwie starsze panie. W ich mieszkaniach
    na Krowoderskiej i Retoryka co kilka dni ląduje nowa ekipa. Amerykanie, Szkoci,
    Anglicy, Włosi. Interes hula świetnie, a babcie dostają finansowego bonusa -
    opowiada pan Jerzy, "opiekun" jednego z komunalnych mieszkań w okolicach
    Krakowskiej.

    W sezonie ruch jest

    - Przyjeżdżają z całego świata. Głównie 40-latkowie, z reguły samotni. Ale też
    większe ekipy w średnim wieku - mówi Paweł, mieszkaniec placu Na Groblach. Tam
    kamienicę spod numeru 14 niemal w całości zamieniono na apartamentowiec. Rodzaj
    gości zależy od typu stron internetowych, na jakich reklamują się agencje bądź
    prywatni właściciele apartamentów.

    - Jak oferujesz "cheap apartment", przyjadą rozwrzeszczani Angole. To ryzyko,
    bo zdarza się, że wbija ci się do lokum nawet kilkunastu. Jak w ofercie
    napiszesz "lux apartment" - zjawią się stateczni emeryci z wypchanymi
    portfelami. W sezonie ruch jest jak diabli, potem mieszkania oferuje się
    studentom. Nie stoją puste, a zawsze skapnie trochę grosza - mruga okiem Paweł.

    Szokująco wygląda zestawienie internetowych ofert w kilku kwartałach "Old
    Town". Jeśli wierzyć w podane fotografie i opisy, w samym tylko rejonie placu
    Szczepańskiego funkcjonuje... 35 wynajmowanych na okrągło mieszkań. Często
    można też natknąć się na gładko podane oszustwa. Serwis HotelewKrakowie.pl
    oferuje 40-metrowy apartament pod hasłem "lokalizacja: Stare Miasto", który w
    rzeczywistości znajduje się... na końcu Błoń, a dla serwisu
    ApartamentywKrakowie.com "Market Square" to ulica... Koletek. Powszechny jest
    też trend minimalizacji czasu dojścia do serca starego Krakowa. Nawet z ulic
    Rakowickiej, Emaus, Mickiewicza na Rynek Główny trafia się niezmiennie w 5
    minut.

    - O faktycznej skali wynajmu apartamentów nie wiemy za wiele - ocenia Katarzyna
    Gądek. Przyznaje, że w magistrackiej bazie apartamentów zarejestrowano
    zaledwie... kilkadziesiąt.


  • 22.08.06, 12:34
    Artykuł z Rzeczpospolitej, z dn. 22.08.2006
    www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_060822/warszawa_a_1.html
    A ja się z tego domu nie wyprowadzę


    Śródmiejska radna Prawa i Sprawiedliwości jest jedyną lokatorką kamienicy przy
    ul. Brackiej 5. Urzędnicy czekają na jej wyprowadzkę, żeby budynek można było
    wyremontować.


    Mirosław Szypowski, prezes Polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości
    (c) MARCIN ŁOBACZEWSKI

    Wszyscy lokatorzy tej kamienicy zgodzili się na przyjęcie lokali zastępczych i
    wyprowadzili się. Nadal mieszka tam tylko radna Wanda Bielesz
    (c) JAKUB OSTAŁOWSKI
    - Każdy dzień zwłoki kosztuje dzielnicę wymierne pieniądze. Firmie remontowej
    musieliśmy już zapłacić 210 tys. złotych kary za odstąpienie od umowy, bo nie
    mogliśmy udostępnić budynku. A jedyna obecnie lokatorka w tej kamienicy wciąż
    się nie wyprowadziła z lokalu - mówi dyrektor Zakładu Gospodarowania
    Nieruchomościami Krzysztof Wojdak.

    Tą lokatorką jest Wanda Bielesz, od 2002 roku radna dzielnicy Śródmieście z
    rekomendacji PiS, przewodniczącą Komisji Kultury i Sportu. Prywatnie zajmuje
    się pracą w organizacjach pozarządowych, działających na rzecz dzieci oraz
    weteranów Powstania Warszawskiego. Z jej inicjatywy na budynku przy Brackiej 5
    ocalał napis, który wykonała matka Antka Rozpylacza w 1945 roku.

    Remontowała i dostała
    Wanda Bielesz wprowadziła się na Bracką 5 siedemnaście lat temu. Udało jej się
    wówczas uzyskać przydział na 90-metrowe mieszkanie komunalne, pod warunkiem że
    sama sfinansuje "przywrócenie mu funkcji mieszkalnej". Poprzednie jej
    mieszkanie znajdowało się nad pralnią chemiczną i było skażone chemikaliami.

    - Nie mogliśmy z rodziną czekać, więc zgodziliśmy się na przydział. Ale to była
    rudera - opowiada Wanda Bielesz. - Za własne pieniądze naprawiliśmy stropy i
    dziurawy dach, wymieniliśmy ściany, posadzki, rury, okna i instalację
    elektryczną. Wyłożyliśmy ogromne sumy na doprowadzenie tego mieszkania do stanu
    używalności.

    Pozostała część 120-letniej kamienicy była jednak w równie fatalnym stanie.
    Dlatego kilka lat temu dzielnica zadecydowała o generalnym odnowieniu budynku,
    podjęto decyzję o wysiedleniu mieszkańców do lokali zastępczych. Tylko
    Bieleszowie odmówili wyprowadzki.

    - Jako lokale zastępcze proponowano nam ruiny z grzybem na ścianach, w dodatku
    często bez jakichkolwiek gwarancji zwrotu poniesionych kosztów, choćby w formie
    wkładu w remont lokalu zastępczego - żali się radna.

    Zazwyczaj w takich wypadkach urzędnicy z Wydziału Zasobów Lokalowych proponują
    trzykrotnie zastępcze lokum.

    - Pani Bielesz otrzymywała już sześć propozycji. Nie zaakceptowała żadnej -mówi
    Krzysztof Wojdak.

    - To kłamstwo - kwituje sama zainteresowana. Na dowód pokazuje umowę, którą
    podpisała w grudniu 2005 r. z poprzednim wiceburmistrzem dzielnicy Jackiem
    Sasinem. Zgodnie z nią państwo Bielesz przygotowali projekt przebudowy lokalu
    na Ordynackiej 13 z biura na mieszkanie. Już w pierwszym kwartale 2006 r. mieli
    się tam wprowadzić, jednak mimo szczegółowych uzgodnień, firma budowlana
    wstawiła w nowym mieszkaniu okna, których futryna zajmuje niemal tyle samo
    miejsca co szyby.

    - Oprotestowaliśmy ten absurd, w dodatku sfinansowany z pieniędzy podatników, i
    na tym sprawa ucichła - wyjaśnia radna.

    Chce wrócić i wykupić
    Wanda Bielesz chciałaby uzyskać od śródmiejskich władz zapewnienie, że po
    remoncie będzie mogła wrócić do mieszkania przy ul. Brackiej, a w przyszłości
    wykupić je na własność. Złożyła wniosek o jego wykup, wykonano wycenę, ale na
    tym się skończyło, bo urzędnicy nie chcą jej złożyć takiego zapewnienia.

    Krzysztof Wojdak tłumaczy: - Najemca otrzymuje lokal zamienny na czas remontu,
    choć może on okazać się docelowym, jeśli remont potrwa więcej niż rok. Po
    remoncie nie będzie to już jednak dokładnie ten sam lokal, zostaną zmienione
    stropy i podłogi. Poza tym nie wiadomo, czy kamienica po remoncie nie zostanie
    wystawiona na przetarg.

    - Każda kolejna ekipa miała inne plany odnośnie do budynku - mówi radna. - Raz
    miał tu powstać apartamentowiec, później planowano podział mieszkań na 20-
    metrowe kawalerki, jeszcze inni chcieli przebudować dom na kamienicę rotacyjną,
    wreszcie chciano, by kamienicę wraz z sąsiednią oficyną sprzedać komuś za
    złotówkę.

    Tym razem najwyraźniej zwycięży opcja sprzedaży domu. Zakupem kamienicy
    zainteresowana jest ponoć firma, do której należy sąsiedni budynek przy ul.
    Brackiej 3. W urzędzie złożyła już ofertę zakupu.

    W takiej sytuacji radnej po wykwaterowaniu będzie przysługiwał zwrot kosztów
    remontu.

    Wszystkie rozwiązania są złe
    Czy gdyby Wanda Bielesz nie była radną, urzędnicy godziliby się na takie
    przedłużanie sprawy?

    - To polityczne pytanie. Nie umiem na nie odpowiedzieć -stwierdza szef Zakładu
    Gospodarowania Nieruchomościami.

    - To, że jestem radną PiS, nie ma tu nic do rzeczy - uważa tymczasem sama
    radna. -Walczę o swoje jako lokatorka. Ale jestem na przegranej pozycji. Bez
    względu na to, jakie rozwiązanie uda się w końcu znaleźć, będzie źle. Bo jeśli
    dostanę w końcu inne mieszkanie, wyjdzie, że radna załatwiła sobie apartament.
    A jeśli zostanę, urzędnicy będą trąbić, że kłótliwa baba sabotuje remont i
    wszyscy boją się ją ruszyć.

    Jeżeli radna nadal nie będzie chciała opuścić lokalu, miasto może skierować
    sprawę do sądu o jego wydanie, a to potrwa kilka miesięcy. Jeśli nadzór
    budowlany uzna, że budynek stanowi dla mieszkańców zagrożenie, wówczas najemcę
    może wyprowadzić z mieszkania komornik.

    KRZYSZTOF MACHOCKI, IZABELA KRAJ

    --------------------------------------------------------------------------------

    Nie wynajmować dożywotnio
    Mirosław Szypowski, prezes Polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości Jednym z
    najważniejszych zadań miasta jest zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych
    warszawiaków, którzy są w trudnej sytuacji i nie mogą zapewnić sobie
    mieszkania. Ale nigdzie w Europie nie wynajmuje się mieszkań dożywotnio, jak u
    nas. Obowiązuje tryb najmu na czas określony. Znam wielu najemców mieszkań
    komunalnych, którzy odziedziczyli lokale po dziadkach, którzy nie byli zamożni
    i lokal im się należał. Ale już wnuczkowie są często biznesmenami, mają własne
    domy, ale także komunalne lokum. Do końca roku Sejm ma poprawić ustawę o
    ochronie praw lokatorów. Może warto przy okazji rozwiązać i ten problem. mgc



  • 23.08.06, 13:30
    ....... i poważnie zajmie się budownictwem mieszkaniowym"
    Czytając zastanawiałam się kto jest autorem :-) I jak myślicie? :-D


    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3567485.html

    Deweloperzy chcą zarabiać na niebudowaniu?

    Czegoś takiego chyba jeszcze w Polsce nie było: deweloper zwany Pirelli Pekao
    nie chce honorować umów rezerwacyjnych podpisywanych z warszawskimi klientami w
    grudniu ubiegłego roku!
    ZOBACZ TAKŻE
    Nie dostaną mieszkań rezerwowanych w Pirelli (07-08-06, 22:24)
    Dlaczego? Firma uznała, że nie opłaca się jej sprzedawać mieszkań po cenach z
    grudnia. Wtedy średnia cena nowych mieszkań w stolicy sięgała 5 tys. zł za m
    kw., zaś w czerwcu przekroczyła 6 tys. zł za metr. Sprytni Włosi zorientowali
    się, że w naszym kraju największe pieniądze zarabia się na... niebudowaniu. Aż
    strach pomyśleć, co by się działo z cenami mieszkań, gdyby Pirelli Pekao
    znalazło naśladowców.

    Oby tak się nie stało, bo już teraz w największych miastach nowych mieszkań
    powstaje mniej, niż jest na nie chętnych. Np. w stolicy, gdzie gorączka
    zakupowa jest bodaj największa, w pierwszym półroczu firmy deweloperskie i
    spółdzielnie rozpoczęły budowę tylko 6575 mieszkań, czyli o blisko 14 proc.
    mniej niż przed rokiem. Ponieważ kupujący zgadzają się na stawiane przez
    deweloperów warunki, ci stale podnoszą poprzeczkę cenową. W szaleńczym tempie
    drożeją nie tylko nowe mieszkania, ale i używane. To efekt wzrostu popytu
    napędzanego m.in. tanimi kredytami oraz obawą o... dalsze podwyżki.

    Zapewne wiele polskich rodzin marzących o własnym M zadaje sobie pytanie: jak
    długo jeszcze potrwa galopada cen? Cóż, są tacy, którzy twierdzą, że ta bańka
    cenowa wkrótce pęknie, więc nie warto poddawać się histerii. Lepiej poczekać,
    aż ceny mieszkań spadną. Jednak wśród specjalistów przeważa opinia, że jeszcze
    przez co najmniej kilka lat będą one drożały, choć może już nie tak gwałtownie
    jak obecnie. Komu wierzyć?

    Wyobraźmy sobie, że gwałtownie wzrasta podaż gruntów i dzięki temu firmy
    deweloperskie budują trzy, cztery razy więcej mieszkań niż obecnie. I w tym
    momencie przychodzi wstrząs na rynku finansowym, w efekcie którego drożeją
    kredyty, a popyt na mieszkania wyraźnie siada. Równocześnie na rynku pojawiają
    się tysiące niemal gotowych mieszkań, które chcą sprzedać inwestorzy
    kapitałowi. Spadek cen byłby wówczas murowany. Choć ja na taki scenariusz
    specjalnie bym nie liczył.

    Faktem jest, że ostatnio ceny mieszkań rosną o wiele szybciej niż nasze
    dochody. Jednak od czego są kredyty? Swą zdolność kredytową można poprawić,
    biorąc kredyt na dłuższy okres, np. na 30, a nawet i 40 lat, albo kupić
    mniejsze mieszkanie. Ostatnie badania wykazały, że ludzie młodzi zadłużają się
    po uszy bez większych oporów, mimo iż dla wielu oznacza to perspektywę życia z
    długiem niemal do emerytury. Eksperci z Fundacji na rzecz Kredytu Hipotecznego
    oceniają, że maksymalna potencjalna zdolność kredytowa polskiego społeczeństwa
    wynosi 650 mld zł, biorąc pod uwagę obecne dochody! Innymi słowy na tyle możemy
    (potencjalnie) się zadłużyć. A jest to 13-krotność obecnego poziomu zadłużenia.

    Nie można też zapominać o napływającym do Polski kapitale spekulacyjnym. W
    firmie Reas Konsulting mówią, że zachodni inwestorzy zachowują się, jakby
    odkryli w Polsce kopalnię diamentów. Kupują mieszkania i święcie wierzą, że ich
    ceny będą rosnąć.

    Pozostaje wierzyć w to, że PiS dotrzyma słowa i poważnie zajmie się
    budownictwem mieszkaniowym. I być może przyjdzie taki moment, kiedy mieszkań
    będzie powstawało tak dużo, że ich ceny spadną. Pytanie tylko, z jakiego
    pułapu: 8, 10 czy może 12 tys. zł za m kw.?
  • 23.08.06, 21:19
    >"lokatorką jest Wanda Bielesz, od 2002 roku radna dzielnicy Śródmieście z
    >rekomendacji PiS, przewodniczącą Komisji Kultury i Sportu."
    Kobitka pewnie do ubogich nie należy.
    Ale ma lokal kwaterunkowy dotowany z naszych podatków.
    Alternatywy 4 w IV RP.
  • 25.08.06, 20:30
    "W latach 1994-1999 samorządy oddawały rocznie do użytku ok. 3,2 tys. mieszkań
    komunalnych i socjalnych, w następnych latach liczba ta zmalała do 2,1 tys.
    mieszkań rocznie"
    To cytat z artykułu - ciekawe dane.
    A w Polsce mamy 2.478 gmin, co oznacza, że rocznie przeciętna gmina oddaje
    mniej niż 1 mieszkanie (.)
    abrys.pl/pk/index.php?r=artykuly&id=6394
  • 25.08.06, 21:48
    Bardzo ciekawy artukuł. Dziękuje awm10 za link a ja pozwolę sobie go tu wkleić
    by pozostał na dłużej:

    W pierwszych dniach lipca bieżącego roku Wielka Izba Trybunału Praw Człowieka
    ogłosiła werdykt, którego treść lapidarnie można streścić stwierdzeniem, że
    polskie przepisy chronią lokatorów kosztem właścicieli. Trybunał domaga się od
    rządu polskiego zmiany ustawy o ochronie praw lokatorów.

    Ograniczenia podwyżek czynszów, jakie od wielu lat były sankcjonowane przez
    państwo nadal są głównym czynnikiem hamującym rozwój mieszkalnictwa na wynajem i
    powodującym olbrzymie i niepotrzebne obciążenie dla finansów publicznych.

    Nowe inicjatywy ustawodawcze
    Nowo powstałe Ministerstwo Budownictwa energicznie zajęło się przygotowaniem
    noweli o zmianie ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i
    o zmianie Kodeksu cywilnego oraz ustawy o niektórych formach popierania
    budownictwa mieszkaniowego. Prace napotykają jednak na przeszkody wskutek
    interwencji rzecznika praw obywatelskich, stojącego po stronie istniejącego –
    niezgodnego z prawem UE – porządku prawnego. Trybunał Konstytucyjny ogłosił w
    bieżącym roku kilka wyroków, na skutek których prace nad nowelizacją ustawy o
    ochronie praw lokatorów stanęły w miejscu.
    Planowane instrumenty pozwalające na podwyżki czynszów do 3% wartości
    odtworzeniowej bez możliwości zaskarżenia takich podwyżek przez najemców zostały
    porzucone. Nowy projekt ustawy nie daje właścicielom skutecznej ochrony ich praw.

    W latach 1994-1999 samorządy oddawały rocznie do użytku ok. 3,2 tys. mieszkań
    komunalnych i socjalnych, w następnych latach liczba ta zmalała do 2,1 tys.
    mieszkań rocznie.

    Tymczasem rząd zmuszony jest do działania, ponieważ wypełnienie przedwyborczych
    obietnic wymaga „wpompowania” środków budżetowych w segment budownictwa gminnego
    – i to w sytuacji, kiedy Krajowy Fundusz Mieszkaniowy musi zacząć spłacać swoje
    zobowiązania kredytowe w stosunku do instytucji finansujących jego działalność
    przez ostatnie lata.
    Oznacza to, że nieunikniona jest reforma systemu Towarzystw Budownictwa
    Społecznego (TBS), ponieważ ich finansowanie z Krajowego Funduszu Mieszkaniowego
    w 2007 r. zostanie znacznie ograniczone, a w kolejnych latach ostatecznie zaniknie.
    W tej sytuacji Ministerstwo Budownictwa „odkurzyło” program pilotażowy, który
    obowiązywał w latach 2004-2005 pod nazwą „ustawa o finansowym wsparciu tworzenia
    w latach 2004-2005 lokali socjalnych, noclegowni i domów dla bezdomnych”.
    Nowelizacja i przedłużenie tego programu ma dać gminom możliwość wypełnienia
    obowiązku dostarczania mieszkań socjalnych dwóm kategoriom osób: najuboższym
    mieszkańcom oraz eksmitowanym (jeżeli tak orzekł sąd w wyroku eksmisyjnym). W
    obu tych kategoriach kolejki są coraz dłuższe, co jest spowodowane brakiem
    działań budowlanych i adaptacyjnych w gminach. W dużych miastach, takich jak
    Kraków czy Poznań, na takie mieszkania oczekują tysiące osób. W skali kraju
    deficyt tego rodzaju mieszkań oceniany jest na ponad 100 tys. lokali.
    Nowa ustawa o budowie lokali socjalnych, noclegowni i domów dla bezdomnych
    będzie obowiązywać od 2007 r. i nie odbiega w dużej mierze od programu
    pilotażowego. Nowym elementem jest włączenie do programu TBS-ów, których zasoby
    będą mogły być wynajmowane przez gminę dla potrzeb najuboższych mieszkańców.
    Fundusze od państwa będzie można dostać na lokale socjalne, a także na
    noclegownie oraz domy dla bezdomnych i mieszkania chronione (te ostatnie są
    odrębną kategorią lokali przewidzianych dla osób z domu dziecka, uchodźców oraz
    upośledzonych umysłowo). Planowana wysokość dofinansowania z budżetu będzie
    zależała od rodzaju inwestycji, jaką podejmie gmina. Na potrzeby noclegowni w
    wyniku adaptacji lub remontów gminy będą mogły wystąpić o zwrot 40% kosztów
    inwestycji. Natomiast na adaptacje, remonty lub przebudowy budynków na lokale
    socjalne zwrot kosztów planowany jest na poziomie 30% wartości inwestycji. Za
    zakup nowych lokali państwo zgadza się refundować 20% kosztów. Natomiast te
    gminy, które zdecydują się wpłacić swoją część uczestnictwa w programie do
    TBS-ów, otrzymają zwrot połowy swojej wpłaty. Po raz pierwszy inwestorem przy
    budowie noclegowni oraz domów dla bezdomnych będą mogły być również organizacje
    charytatywne. Środki finansowe państwa na ten cel mają pochodzić z tzw. Funduszu
    Dopłat, który będzie ulokowany w Banku Gospodarstwa Krajowego. Trudno ocenić, w
    jakim stopniu nowy program przyczyni się do rozwiązania nabrzmiałego problemu,
    ale wydaje się, że jest to wydatkowanie pieniędzy podatników w złym kierunku.

    Komu i jak pomagać?
    Inwestowanie w bezdomnych i najuboższych, a często również w osoby, które nie
    mają chęci zmienić swojego statusu, powinno odbywać się na innych zasadach.
    Budowa nowych zasobów mieszkaniowych i remonty oraz modernizacje istniejących
    zasobów mieszkaniowych w gminach powinny służyć przede wszystkim tym grupom
    społeczeństwa, które rokują nadzieję na przyszłość i których ciężka sytuacja
    materialna jest raczej okresem przejściowym. Zwolnione przez takie osoby zasoby
    mieszkaniowe powinny być udostępnione bezdomnym i innym grupom najuboższych
    mieszkańców, których zmiana statusu jest raczej mało prawdopodobna. Obecny
    program zmusza młode osoby do szukania alternatyw – zwykle poza gminą, a nawet
    za granicą kraju, a w tym samym czasie pozwala na przekazywanie nowych i
    kosztownych przestrzeni mieszkaniowych osobom, za które w 100% płacić będzie
    gmina. Stare komunistyczne ideały znalazły nowe wcielenie w programie, który
    ruszy w 2007 r. Takie prawodawstwo nie zmusza gmin do tworzenia własnej
    racjonalnej polityki mieszkaniowej, która promuje inicjatywę najemcy i pomaga
    piąć się po „drabinie mieszkaniowej” tym, którzy na to zasługują i kiedyś będą
    na swoim. Taka polityka lokuje na szczycie „drabiny mieszkaniowej” grupę
    mieszkańców na utrzymaniu gminy, która raczej nie zmieni swojego statusu, a
    której koszt utrzymania w nowym zasobie mieszkaniowym będzie pokrywany z naszych
    podatków. Pomoc państwa powinna być przeznaczona na kreowanie zasobu
    mieszkaniowego na użytek gminy, dając samorządom wolną rękę w kwestii sposobu
    wykorzystania rządowych subsydiów na poprawę warunków mieszkaniowych swoich
    mieszkańców. Gminy posiadają indywidualne uwarunkowania i potrzeby oraz sposoby
    ich zaspokojenia. Akt prawny, który ściśle określa sposób wydatkowania środków,
    będzie miał ograniczoną skuteczność. Wsparcie finansowe gmin powinno być celowe
    i dostosowane do ich indywidualnych potrzeb. Nie we wszystkich sprawach jest ono
    potrzebne lub efektywne. Ministerstwo Budownictwa powinno, pomimo znanych
    ograniczeń, zmienić ustawę o ochronie praw lokatorów i wprowadzić czynsz
    socjalny dla najemców lokali komunalnych, którzy mają kłopoty finansowe. Nie
    musieliby oni wówczas przenosić się do lokali socjalnych, płaciliby niższy
    czynsz w dotychczasowym miejscu przez ściśle określony czas, zdefiniowany w
    umowie najmu. Gminy musiałyby wtedy pozyskiwać lokale socjalne tylko dla
    eksmitowanych ze spółdzielni mieszkaniowych lub prywatnych mieszkań, ale już nie
    dla swoich najemców. Obecnie najemcy gminni stanowią przeszło połowę wszystkich
    najemców lokali socjalnych. W nowej sytuacji lokatorzy stają się tylko
    podnajemcami, a gmina nie musi podpisywać umów z najemcami na czas nieoznaczony.

    Nowe zasoby i nowe obowiązki gmin
    Nawet jeżeli w ciągu ośmiu lat powstanie 100 tys. lokali dla bezdomnych oraz 20
    tys. miejsc w noclegowniach w skali kraju, jak wskazują prognozy Departamentu
    Strategii i Rozwoju Mieszkalnictwa w Ministerstwie Budownictwa, to koszt, jaki
    poniesie podatnik w przeliczeniu na 1 metr mieszkania lub na jedną osobę, która
    pozyska dach nad głową, będzie niewspółmiernie wysoki w stosunku do efektu
    społecznego.
    Gminy muszą też wykładać pieniądze na odszkodowania, o które mają prawo ubiegać
    się właściciele mieszkań oczekujący na wyprowadzk
  • 14.10.06, 11:24
    ABW dostrzegła zakup kilku mieszkań za grosze, a rząd nie dostrzega sprzedaży dziesiątków tysięcy takich mieszkań przez gminy, za podobne pieniądze .
    Przez rok rządzenia mogli coś z tym zrobić, ale coś im widocznie przeszkadza - Układ?

    fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/warszawa-politycy-lewicy-kupili-mieszkania-za-grosze,806280,2943
    Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadzi śledztwo w jaki sposób czołówka polityków SLD za grosze wykupiła od miasta mieszkania w warszawskim Wilanowie - dowiedział się "Dziennik".
    Nieoficjalnie gazeta ustaliła, że kłopoty mogą mieć Aleksander i Jolanta Kwaśniewscy, Leszek i Aleksandra Millerowie, Józef Oleksy i Jerzy Szmajdziński. Jak podaje "Dziennik" Kwaśniewscy za 1235 zł wykupili w 1998 r. 77-metrowe mieszkanie. Aleksander Kwaśniewski był wówczas prezydentem RP.
    Rok wcześniej, w czasie gdy był szefem MSWiA wykupił mieszkanie Leszek Miller. Za 93 metry zapłacił 1378 zł. W 1994 r. wykupił mieszkanie ówczesny marszałek Sejmu - Józef Oleksy. 113 metrów kosztowało go 1803 zł. Jerzy Szmajdziński nabył w 1997 r. 84- metrowy lokal za 1340 zł. Był wówczas wiceszefem SdRP.
    czytaj dalej
    Mieszkania zostały sprzedane według cen z 1990 r. Politykom lokale te zostały przyznane jako służbowe, jeszcze w czasach PRL, przez Urząd Rady Ministrów. Wszystkie znajdują się na prestiżowym w Warszawie osiedlu, które w latach 80. warszawiacy określali złośliwie "Zatoką Czerwonych Świń", bo mieszkali tam peerelowscy prominenci i oficerowie SB.

    ABW prowadzi śledztwo dotyczące sprzedaży 41 mieszkań, bo uważa, że urzędnicy gminy Warszawa - Wilanów, sprzedając te lokale, narazili gminę na wielomilionowe straty.

    PAP
  • 15.10.06, 00:52
    Najśmieszniejsze jest to, że transakcja ta wzbudza tak wiele emocji i jest
    uważana za naganną wyłącznie z uwagi na osoby, której jej dokonały, a zupełnie
    nie zwraca się uwagi na chory system wyprzedaży wartego miliony majątku
    miejskiego za grosze. Tymczasem najbardziej skandaliczny w tym procederze jest
    fakt, że miasto działa na własną (czyli mieszkańców) szkodę wyzbywając się
    lekką ręką majątku wartego kolosalne pieniądze. Prominentni działacze PRLowscy
    wykupujący mieszkania za grosze oczywiście dodają sprawie dodatkowego smaczku,
    ciekawe jednak, czy jakiekolwiek media zwrócą uwagę na skalę tego procederu, i
    na fakt, że podobny numer wykonało i wykonuje mnóstwo najemców mieszkań
    komunalnych, co jest wyrazem najwyższej niegospodarności ze strony gmin.
  • 15.10.06, 11:23
    Trudno nie zadać pytania dlaczego utrzymuje się tą komunę mieszkaniową?
    Wg mnie dlatego że wszyscy rządzący (na każdym szczebli władzy) na tym korzystają.
    Przydziały lokali kwaterunkowych "dla naszych", łapówki przy przydziałach, śmieszne czynsze, potem sprzedaż tych lokali za 10% ich wartości.
    Kto by z tego zrezygnował?
    A ludziom wciska się kit o potrzebujących, oczekujących,państwie socjalnym, złych kamienicznikach, itd.

    dom.money.pl/wiadomosci/artykul/wiecej;mieszkan;dla;ubogich,145,0,180881.html
    Więcej mieszkań dla ubogich

    Rząd zamierza wspierać finansowo gminy, które będą budować mieszkania socjalne, schroniska dla bezdomnych i noclegownie. Za kilka tygodni ustawa o budownictwie socjalnym ma trafić do Sejmu.

    Ok. 125 tys. wyroków eksmisji nie może zostać wykonanych, ponieważ brakuje mieszkań, do których można by przeprowadzić eksmitowanych lokatorów. Gminy nie radzą sobie więc z zadłużonymi najemcami mieszkań komunalnych. Również prywatni kamienicznicy nie są w stanie na własną rękę rozwiązać tego problemu, więc dopóki nie będzie wystarczającej liczby mieszkań socjalnych, gminy będą musiały płacić ogromne odszkodowania za brak lokali zastępczych.

    Rząd zakłada, że w latach 2007-2014 powstanie 100 tys. mieszkań socjalnych i 20 tys. miejsc w schroniskach dla bezdomnych. Ma to kosztować budżet 2,5 mld złotych.

    Kolejny polski problem to deficyt schronisk dla bezdomnych i noclegowni. M.in. dlatego rząd zamierza dopłacać aż do 40 proc. wartości inwestycji tym gminom, które zdecydują się na budowę mieszkań dla najuboższych i schronisk dla bezdomnych lub też modernizację opustoszałych budynków i przystosują je na mieszkania dla ludzi o najniższych dochodach. O dopłaty mogą się starać także organizacje pożytku publicznego i związki międzygminne.





  • 15.10.06, 17:39
    Od długiego czasu obserwuję ewolucję ustaw, które rzekomo chronią lokatorów.

    Dziwi mnie pomijanie przez ustawodawcę jakże ważnej kwestji niesprawiedliwości
    społecznej jakiej doznaje dość duża grupa społeczna lokatorów posiadających
    decyzje o przydziale lokali sprzed 1994 r. kierujące ich do prywatnych kamienic.

    W czasach obowiązywania decyzji o przydziale nikt się nie zastanawiał, czyja
    jest kamienica. Państwowa, czy prywatna. Wszystkimi zarządzały administracje
    państwowe a mieszkania przydzielał "kwaterunek".

    Teraz rodziny, które z przypadku dostały przydział do kamienicy państwowej
    (potem przekazanej gminie) są wygrane a ci co trafili do prywatnej - przegrali.

    Ci którzy trafili do własności państwowej (gminnej), mają dość niskie czynsze
    ustalane przez Radę Gminną i mogą obecnie wykupić mieszkania za ułamek ich wartości.
    Zaś ci którzy trafili do kamienic prywatnych płaca czynsze na granicy 3%
    wartości odtworzeniowej i nie mogą lokali wykupić.

    Chyba Polska to nie loteria.

    Kazdy obywatel wg Konstytucji ma równe prawa.

    Lokatorzy prywatnych kamienic powinni dostać od Państwa polskiego
    zadośćuczynienie za to, że znaleźli się w takiej sytuacji bez swojej winy.

    Dlaczego jeden obywatel może wykupić lokal za 5 tys zł. i to na raty, zaś drugi
    musi płacić 10 zł czynszu i nigdy zajmowanego lokalu nie wykupi, a wyprowadzić
    się nie ma gdzie, bo musiałby kupić lokal po cenach rynkowych?

    Wszystkie rządy polskie starannie omijają ten temat, udając, że nie istnieje.

    Moim zdaniem powinna powstać organizacja lokatorów, którzy otrzymali decyzję
    zamieszkania w nieruchomościach prywatnych.
    Powinna ona wystąpić do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie
    niesprawiedliwości społecznej, która dzieje się na naszych oczach.

    Rady Gmin, które tak ochoczo uchwalają możliwość sprzedaży lokali gminnych za
    10% wartości, powinny jednocześnie pomyśleć, że obok najemców lokali gminnych w
    ich wspólnocie samorządowej mieszkają również rowni wobec Konstytucji najemcy
    lokali prywatnych.
    Im też się należy zniżka przy zakupie lokalu, jeżeli chcieliby wyprowadzić się z
    lokalu prywatnego.

    Sprawiedliwość społeczna polega na równym prawie każdego człowieka do udziału w
    dobru wspólnym (tutaj: prawie do wykupu lokalu).

    Nie wolno jednych obywateli wyróżniać ponad innych.
  • 15.10.06, 18:52
    Piszac : "Chyba Polska to nie loteria. Kazdy obywatel wg Konstytucji ma równe
    prawa. Lokatorzy prywatnych kamienic powinni dostać od Państwa polskiego
    zadośćuczynienie za to, że znaleźli się w takiej sytuacji bez swojej winy."
    popelniasz logiczny blad.

    Lokatorzy prywatnych kamienic NIE powinni dostac od Panstwa polskieg (NAS
    WSZYSTKICH) zadoscuczynienia za to, ze znalezli sie w takiej sytuacji, w jakiej
    sie znalezli.

    Przeciwnie.

    Lokatorzy, ktorzy znalezli sie decyzja administracyjna w mieszkaniowych
    zasobach gminnych powinni byc traktowani na zasadach rynkowych, a nie hodowani
    jak tluste, leniwe koty w cieplarnianych warunkach.

    Nie zgadzam sie na wykupywanie, sprzedawanie, pozyczanie (wynajmowanie) towarow
    (mieszkanie jest towarem) po bezzasadnie niskich cenach (czynszach). W
    gospodarce rynkowej nie ma prozni. Ktos za te przywileje musi zaplacic.
    Oczywiscie znajda sie od razu tacy, ktorzy zazdroszcza innym przywilejow i tez
    by chcieli. Wlasciwa droga jest zniesienie postsowieckiego systemu deputatow, a
    nie rozciagniecie go na wszystkich "pieszczochow".
  • 15.10.06, 21:26
    Wlasciwa droga jest zniesienie postsowieckiego systemu deputatow, a
    nie rozciagniecie go na wszystkich "pieszczochow".


    To byłoby najlepsze rozwiązanie, ale jest ono nierealne.

    Jak na razie najemcy z decyzjami o przydziale lokalu dzielą się na gminnych i
    prywatnych.

    Ci drudzy są poszkodowani.

    Wybrane w demokratycznych wyborach gminne władze samorządowe, dla najemców
    lokali minnych uchwalają stawki czynszu na bardzo niskim poziomie (ok 1,5%
    wartości odtworzeniowej) i zachęcają ich do wykupu lokalu za 10% jego wartości.

    W tym samym czasie najemcy lokali prywatnych płacą czynsze 3% wartości
    odtworzeniowej, (bo czynsze ustala prywatny właściciel) i nie mogą wykupić lokalu.

    Ja nie popełniam logicznego błędu tylko wskazuję bardziej realną drogę do
    rozwiązania nierówności społecznej.

    Gdyby gminy chciały urynkowić własne czynsze to dawno by to zrobiły.

    Nie rozmawiajmy więc o rozwiązaniach nierealnych.

    Sprawa nierównego traktowania obywateli polskich powinna trafić do Trybunału
    Konstytucyjnego a jeżeli to nie pomoże to do Strasburga.

    W Polsce mieszkanie nie było i nie jest towarem. Ciągle ktoś dopłaca do czynszów
    lokali mieszkalnych.

  • 16.10.06, 06:07
    Dlaczego nierealne ? Propaganda, ze nierealne. Propaganda, ktora chetnie kupuja
    urzednicy (gospodarze na panstwowym = gospodarze na nie swoim) i ludzie
    myslacy "po staremu".

    W realnym swiecie tysiace ludzi kupuja mieszkania na WOLNYM RYNKU, a inne
    tysiace je buduja dla siebie - kupujac dzialki, materialy i prace robotnikow na
    WOLNYM RYNKU. Tysiace ludzi wynajmuje mieszkania na WOLNYM RYNKU. Frajerzy ?

    Ale jest grupa "najemcow-pieszczochow" z przydzialami jeszcze od komuny, od
    dziesiatek lat przyzwyczajona do ulg, doplat, rownowaznikow (mundurowi), itp.
    deputatow. Nie twierdze, ze walka z tym zjawiskiem bedzie latwa, ale trzeba ja
    zaczac wreszcie wczesnie.

    Mieszkania sa towarem. Kazdy, kto mysli inaczej przyczynia sie do zastoju
    budownictwa mieszkaniowego. Budzet panstwa nie jest w stanie podolac zadaniu
    wybudowania odpowiedniej do potrzeb liczby mieszkan. Jedyna nadzieja (i dobry
    przyklad z rozwinietych gospodarek, w ktorych podaz mieszkan przewyzsza popyt)
    to inwestycje prywatne. Aby prywatny kapital zechcial wkroczyc w budownictwo
    mieszkaniowe, musi poczuc ZYSK. Zysk ze sprzedazy (a nie pozbycie sie lokalu za
    10% jego wartosci rynkowej), zysk z wynajmu (wolnorynkowy, a nie czynsz
    regulowany i ograniczony). Jezeli nie, to prywatny kapital skieruje sie do
    innego sektora gospodarki, tam gdzie stopa zwrotu jest najwieksza, najszybsza,
    a ryzyko najmniejsze. To podstawy ekonomii ....

    Ja wiem, milo jest "DOSTAC" od panstwa polskiego przydzial na piekne
    mieszkanie, w dobrym miejscu, o duzej powierzchni, swietnie wyposazone, placic
    za nie zanizony czynsz i zanizone oplaty eksploatacyjne. Ale "takie rzeczy to
    tylko w Erze".

    Moja sasiadka pracuje w przedsiebiorstwie energetycznym i z tego tytulu nie
    placila rachunkow za prad. Nie wiem, czy nadal to trwa ? Pytanie : kto placi za
    zuzyty przez nia prad ?

    Bye.
  • 16.10.06, 12:08
    świetny pomysł przedstawił ceniek2: lokatorzy z prywatnych kamienic powinni
    otrzymać 90% dopłaty z budżetu państwa na kupienie sobie mieszkań, żeby nie
    byli poszkodowani w stosunku do lokatorów wykupujących mieszkania za 10%
    wartości od gminy. Myślę, że tysiące naszych rodaków w pocie czoła spłacających
    kredyty mieszkaniowe chętnie zaakceptuje podniesienie podatków o kilka procent,
    żeby dopłacić te 90% współobywatelom, którzy mieli więcej szczęścia czy
    znajomości w komunie, i załatwili sobie przydziały komunalne. Wśród rat
    rozłożonych na 30 lat, te parę złotych na dotację dla lokatorów będzie
    właściwie niezauważalne. Można by im jeszcze było dorzucić na samochody, ale
    większość z nich już je ma.. :-)
  • 16.10.06, 14:19
    My sobie zartujemy, ale jest rzeczywiscie problem.

    Tym razem nie z nami, paskudnymi kamienicznikami i lokatorami naszych posesji,
    tylko z gminami i ich lokatorami. Z nami jest juz w miare normalnie,
    szczegolnie po wyroku ECHR. 'ceniek2' przedstawil koncepcje zrownania praw
    wszystkich lokatorow (w sumie sluszna), ale w kierunku socjalnym - nadania
    przywilejow lokatorom kamienic prywatnych. Ja uwazam, ze nalezy przyjac
    myslenie liberalne i pozbawic lokatorow gminnych nadmiernych przywilejow - i
    tym sposobem zrownanie ich z lokatorami prywatnych kamienic.
  • 16.10.06, 15:03
    Dokładnie tak! Obecna sytuacja jest absurdalna - rzeczywiście lokatorzy w
    prywatnych kamienicach mogą się czuć sfrustrowani patrząc na lokatorów w
    kamienicach gminnych. Jedynym sposobem na rozwiązanie sprawy jest pełne
    urynkowienie najmu lokali mieszkalnych i rezygnacja gmin z posiadania i
    wynajmowania pełnowartościowych mieszkań. Gminne mieszkania z dotowanym
    czynszem są de facto formą pomocy społecznej dla najuboższych, więc powinien
    istnieć system weryfikacji, kto może taką pomoc otrzymywać, podobnie jak jest z
    innymi zasiłkami. W żadnym wypadku roli komunalnych lokali socjalnych nie
    powinny spełniać piękne mieszkania położone w atrakcyjnych rejonach miast.
    Takie mieszkania powinny zostać sprzedane na przetargach za najwyższą możliwą
    cenę, a z uzyskanych środków miasto powinno pozyskać skromne lokale w
    nieatrakcyjnych miejscach, nie dlatego, żeby ukarać lokatorów przeprowadzką na
    peryferia, ale żeby możliwie jak najtaniej pomóc zaspokoić podstawowe potrzeby
    mieszkaniowe jak największej liczby potrzebujących. Kalkulacja jest prosta: w
    Warszawie za jedno 100 metrowe mieszkanie w atrakcyjnym miejscu zajmowane przez
    1 rodzinę można wziąć ok. 1 200 000 zł. W mniej atrakcyjnych dzielnicach można
    kupić mieszkania o powierzchni 30-50m za 150-250 tys. zł. Zatem sprzedając
    jedno atrakcyjne mieszkanie można uzyskać 4-6 lokali, dzięki którym znacznie
    skróciłaby się lista oczekujących. A że w słabszym standardzie - no cóż,
    darowanemu koniowi..
  • 16.10.06, 16:48
    Urynkowienie każdego rodzaju najmu jest jedynym sposobem jego uzdrowienia,w tym szybka eksmisja, to jest zupełnie oczywiste.Do tego co napisała Aniapol możnaby jeszcze wiele dodać. Urynkowienie spowodowałoby natychmiastową likwidację gigantycznych kolejek do mieszkań kwaterunkowych, bo dla szukającego lokalu byłoby bez znaczenia u kogo je wynajmie, czynsze byłyby podobne. Spowodowałoby to też spadek czynszów, bo byłaby większa podaż lokali i większa ruchliwość najemców.
    Najdziwniejsze jest to że praktycznie żadna partia polityczna w ostatnich latach nic takiego nie proponuje.A przecież nie kłóci się to z zasadą solidarności, gdyż dla rodzin w kłopotach finansowych są dodatki mieszkaniowe i inne zasiłki (a możnaby je sensowniej skonstruować). Jak z tego widać mamy politykierów a nie polityków i chyba nieprędko doczekamy się normalności.


  • 16.10.06, 21:50
    dlatego krótko - na 100% zamiast dawac zabrać przywileje ale!!!!!!!!!!! gminy
    naprawe mają race wyzbywajać sie lokali przeciez sami wiemy jakie to koszty!1.
    Co robić cóz chyba przeczakac nie ma na 100% dobrych rozwiazań ale jedne wiem
    skończyc z rozdawictwem. Chyba że ktos chce dawać ze swojego ( jak ja dziś!!)
    Pozdrawiam
  • 16.10.06, 22:37
    No nie. Zawiodlem sie.

    Gminy moga posiadac nieruchomosci i calkiem sprawnie nimi zarzadzac -
    sprzedawac, zamieniac, budowac i wynajmowac. Gmina jest rownie dobrym podmiotem
    na rynku, co osoba fizyczna lub firma. Jedynym problemem jest uczciwosc,
    rzetelnosc i kompetencja urzednikow. Nieruchomosci to nie tylko koszty, ale i
    korzysci.

    Wyzbywanie sie majatku za bezcen na zasadzie, ze u nas w gminach pracuja
    nieudacznicy, zlodzieje i oszusci, a oddana uzytkownikowi nieruchomosc zyska
    solidnego gospodarza jest bledna. Obdarowany lokator rowniez moze nie udzwignac
    obowiazkow wlascicielskich (nie jest latwo byc wlascicielem, oj nie
    jest). "Kupiony" za 10% wartosci lokal dotychczasowy lokator moze natychmiast
    sprzedac na wolnym rynku za 90%, a roznice (80%) moze przepic; moze zaniedbac
    remontow i koniecznych przegladow kierujac sie krotkowzroczna oszczednoscia,
    itp. Taka prywatyzacja nie rozwiazuje problemu.

    Dlaczego nie rzucic niepotrzebnych gminie nieruchomosci na wolnorynkowa
    licytacje ? Kto da wiecej ?? Reguly licytacji sa proste, jasne i sprawiedliwe,
    a budzet gminy zyskuje na nich maxa. Gdybym byl gmina to sam bym tak zrobil.
  • 17.10.06, 17:57
    Po prostu zmieniłem zdanie - jeszcze kilka lat temu twardo stałem na stanowisku,
    że gminy popełniają błąd wyprzedając się - wyzbywają się lokali, które będą im
    potrzebne przy prowadzeniu gospodarki mieszkaniowej w gminie. Ogląd
    rzeczywistości i zapoznanie się z innymi systemami (tu wykorzystałem swą
    sytuacją i zleciłem odpowiednie badania kilkorgu młodym ludziom) spowodowały, że
    zmieniłem zdanie nie tylko w tej materii ale i samej filozofii opieki
    społecznej. Dziś już nie mam wątpliwości, że podmiot korporacyjny stanowiący
    pomieszanie kilku zakresów nie jest, ani wydajny, ani odpowiedzialny - to juz
    przerobiliśmy. Po prostu majster od wszystkiego jest do niczego. Ale skupmy się
    na kwestii bycia właścicielem mieszkań przez gminę. Po pierwsze, powstaje
    problem korupcji, i to wielorakiej; przy zarządzaniu (zlecanie prac, przetargi
    itp.), przy zasiedlaniu za czynszem preferencyjnym. Po drugie, wydajności - i to
    znowu wielorakiej np. powstaje problem kosztów chociażby koniecznego w tego typu
    własności wielopiętrowego systemu kontroli i nadzoru, co czyni daną kwestię
    nieopłacalną. I wreszcie, po trzecie problem natury ideologicznej czy gmina ma
    być zakładem produkcyjno-usługowo-podatkwowym czy też wspólnota, która ma
    załatwiać konieczne sprawy mieszkańców zarządzając posiadanymi środkami
    finansowymi z podatków.
    Na 100% zabrałbym gminie zarządy mieszkań - odpadnie sporo problemów; nacisków,
    nepotyzmu, łapówek itp. Zabrałbym prawo decydowania o zasiedlaniu, tam gdzie
    preferencje, tam korupcja. Już sam zarząd dodatkami czy zadaniami zleconym jest
    dość korupcjogenny ale wymaga mniejszej ilości kontrolerów.
    Co zatem zrobić? Na 100% wyzbyć się własności lokali przez gminę, ba ale jak -
    obejma rękoma podpisuje się pod przetargami na lokale nawet te z lokatorami ale
    wyobrażasz sobie krzyk jaki by powstał - "sprzedają jak bydło"!!!
    "dziwiedziesiecioletnia babcia przegrywa przetarg z młodym bezlitosnym
    nowobogackim". Natomiast dając 99% upustu robi się to po cichu ale z podobnym
    skutkiem , może nie dokładnie takim samym finansowo ale podobnym. bo gdyby
    sprzedać z babcia i ktoś ja wysiudał ją, to ona i tak wróci na garnuszek gminy w
    tej czy innej formie, zatem lepiej wziąć i oddać to w chol..... i mieć spokój w
    tym wypadku własność zamiast dawać zyski kosztu to ją oddać nawet za darmo. A,
    że ktoś pokrzywdzony, bo nie dostał!!! podobnego prezentu, to zwróć uwagę jak
    jest mało takich lamentów ale jak wywalają będą osobę z mieszkania to jazgot pod
    niebiosa.
    Ufff ale się rozpisałem ale to dlatego ze wreszcie się nieco ten młyn uspokaja i
    wiem ze będę miał wtorki po 16 wolne to już coś !!!

    Pozdrawiam
  • 17.10.06, 18:47
    Dzieki. Rzeczywiscie sie rozpisales.

    To po co nam gminy ??? gdy nie beda mialy majatku. No bo po mieszkaniach nalezy
    rozwazyc bary mleczne, teatry, komunikacje miejska, w ogole wszelkie
    przedsiebiorstwa gospodarki komunalnej, szkoly, miejskie osrodki sportu,
    ogrodki jordanowskie, .... ale tego jest ?!

    Czyli jedyna rola gminy bedzie rejestrowanie i archiwizowanie danych - urodzin,
    slubow, zgonow. Moze masz racje ? Biedni urzednicy. Prawdziwa armia
    potencjalnych bezrobotnych.
  • 20.10.06, 14:06
    Jestem wspolwlascielem kamienicy z gmina. Gmina planuje sprzedac swoja czesc
    (mieszkanie) dotychczasowemu lokatorowi za 10% wartosci. Ja pisze do nich by
    sprzedali mnie za 100 procent bo boje sie takiego nowego wspolwlasciela.
    Ewentualnie jestem mu nawet w stanie zagwarantowac umowe na dluzszy okres czasu
    ale nie chce by zostal wspolwlascielem bo sie takich "spolek" boje. Otrzymuje
    odpowiedz ze owszem jest problem, ale gmina jest zwiazana decyzja rady miasta i
    sprzeda lokatorowi za to ze przez 60 lat mieszkal za poldarmo.

    To jest skromnie liczac strata dla gminy 250 tysiecy zlotych.

    Samo zycie

    Pozdrawiam
  • 20.10.06, 20:15
    W tytule 'pisz_mi' napisal, ze gminy sa zlym gospodarzem, ale w zasadniczym
    tekscie niczym nie poparl tej tezy (byc moze slusznej).

    'pisz_mi' zglosil roszczenie do lokalu bedacego cudza wlasnoscia (wlasnoscia
    gminy) i oczekiwanie, ze akurat jemu ow lokal powinien byc sprzedany - z tytulu
    prawa wlasnosci do innej czesci tej kamienicy, a nie dotychczasowemu
    lokatorowi. Nie znam przepisow dotyczacych prawa pierwokupu w Polsce, ale
    opisany przypadek chyba nie jest nim objety ? Zapewne nie ma go ani lokator,
    ani wlasciciel drugiej, autonomicznej czesci posesji.

    Jedynym argumentem w takim przypadku moga byc pieniadze. Ale lokal winien byc
    postawiony do wolnego, publicznego przetargu. Moze kupilbym go ja,
    moze 'pisz_mi', moze lokator, moze zona burmistrza, .... ? Zalezy od tego, kto
    da wiecej ? Samo zycie. Pozdrawiam
  • 23.10.06, 11:02
    Rozumie, ze niejasno przedstawilem sytuacje.
    Ja nie zglaszam zadnych roszczen do tego gminnego lokalu. Powiem wiecej, ja
    wiem ze teoretycznie gmina ma prawo zrobic z nim co chce (prawie). Ja zlozylem
    gminie propozycje kupna tego lokalu za 100 procent jego wlasnosci gwarantujac
    dotychczasowemu lokatorowi dluzszy okres najmu na obecnych zasadach. Gmina
    natomiast wybrala wariant aby ten lokal sprzedac lokatorowi za 10% wlasnosci.
    Takim dzialaniem gmina pozbawila sie kilkuset tysiecy zlotych a mnie wsadzila
    trudnego wspolwlasciciela. To nie dowod niegospodarnosci?

    Pozdrawiam
  • 23.10.06, 13:31
    Masz racje.

    :-)
  • 21.10.06, 11:59
    >>> Wzrosną czynsze w całym kraju. Wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe mają
    od przyszłego roku płacić podatek dochodowy. Jeśli Sejm szybko nie znowelizuje
    ustawy o podatku od firm, to wzrosną czynsze - ostrzega "Rzeczpospolita".
    Wspólnoty mieszkaniowe, spółdzielnie mieszkaniowe i Towarzystwa Budownictwa
    Społecznego były do tej pory zwolnione z podatku. Zwolnienie to kończy się
    jednak z końcem tego roku. Proponowana nowelizacja ustawy podatkowej
    wprowadzała zwolnienie na stałe, ale wypadła z porządku obrad Sejmu. Jeśli
    nowelizacja nie zostanie uchwalona i ogłoszona w Dzienniku Ustaw do końca
    listopada, to nie wejdzie w życie i spółdzielnie będą musiały zacząć płacić
    podatki. Z szacunków "Rzeczpospolitej" wynika, w takiej sytuacji że
    spółdzielnie mieszkaniowe będą musiały oddać fiskusowi 380 milionów złotych,
    czyli średnio 120 tysięcy na każdą spółdzielnię. Brakłoby im wtedy pieniędzy na
    remonty, a więc musiałyby podnieść czynsze. <<<<

    Czy gminne nieruchomosci tez beda podlegaly podatkowi ? Zasada powinna byc
    rownosc wszystkich podmiotow wobec prawa - prywatnych, spoldzielczych i
    panstwowych.
  • 30.11.06, 17:09
    za metr kwadratowy, ile to jest w złotówkach? :-) juz sie nie pytam jak sie do
    ma do czynszu płaconego przez "naszych" lokatorow

    miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3764515.html

    Anioł w Krakowie
    al 2006-11-30, ostatnia aktualizacja 2006-11-30 13:07
    Jedne z droższych apartamentowców w Krakowie buduje tuż obok Galerii
    Krakowskiej firma Angel Poland Holdings. Za metr kwadratowy powierzchni trzeba
    zapłacić nawet ponad 3 tys. euro.

    Angel City
    Apartamentowce koło Galerii KrakowskiejAngel City - to nowy kompleks
    mieszkaniowy, między ulicami Szlak i Warszawską, naprzeciw Politechniki
    Krakowskiej. Inwestorem jest grupa Angel, która buduje już przy ul.
    Zwierzynieckiej apartamentowiec Angel Plaza. W planach firmy jest także
    biurowiec przy ul. Pawiej oraz inwestycje w śródmieściu. - Terenem naszego
    działania jest ścisłe centrum miasta. W tej chwili negocjujemy kolejne
    lokalizacje przyszłych realizacji budowlanych. Za wcześnie jest jednak jeszcze,
    żeby zdradzać szczegóły - mówi Ron Ben Shahar, prezes Angel Poland Holdings.

    Chociaż termin oddania do użytku Angel City planowany jest na I kwartał 2008
    roku ponad połowa mieszkań jest już zarezerwowana, a część już sprzedana. Ceny
    metra kwadratowego powierzchni wahają się od 2,2 tys. euro do 3,1 tys. euro. -
    Zainteresowanie kupnem apartamentów jest spore. W ciągu najbliższych 3-4
    miesięcy planujemy sprzedać 80 proc. powierzchni - szacuje Małgorzata
    Nowosielska, odpowiedzialna za sprzedaż w Angel City. Nabywcami mieszkań w
    połowie są Polacy, a w połowie Anglicy i Irlandczycy.

    Do 2008 roku powstaną dwa siedmiokondygnacyjne budynki mieszkaniowe - A i B,
    gdzie znajdzie się około 350 mieszkań. W podziemiu ulokowany zostanie
    dwupoziomowy parking na 414 miejsc. Zaprojektowano także wewnętrzne patio i
    zielone tarasy na dachu.

    Angel City zaprojektowało krakowskie biuro IQ Konsorcjum we współpracy z
    paryską firmą architektoniczną Gottesman Szmelcman. - Kompleks ma formę
    klasyczną. Bryłą nawiązuje do Politechniki Krakowskiej i innych budynków przy
    ul. Warszawskiej. Do wykończenia elewacji zostaną użyte naturalne materiały,
    takie jak cegła ceramiczna, drewno, uzupełnione detalami ze szkła i metalu -
    mówi Piotr Nawara, jeden z architektów projektujących Angel City.


  • 12.01.07, 11:45
    Artykuł z dzisiejszej Rzepy. Ciekawe, czy się odważą coś z tym zrobić. 220 zł
    czynszu za 100 metrowe mieszkanie w śródmieściu Warszawy! To jest życie!

    www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_070112/warszawa_a_1.html
    Podwyżka czynszu jest konieczna

    Za mkw. mieszkania komunalnego na Pradze najemca płaci 2 zł, a we Włochach aż 7
    zł. Tylko ta ostatnia stawka pozwala na utrzymanie budynku


    Mieszkania komunalne w Warszawie
    W Warszawie jest prawie 103 tys. mieszkań komunalnych, ale opłaty w nich są
    zróżnicowane.

    - Paradoksalnie im bliżej centrum, tym jest taniej - mówi wiceburmistrz Woli
    Marek Lipiński.


    Drażliwa podwyżka

    Obowiązujące czynsze zostały ustalone w 1999 roku. Warszawa była wówczas
    podzielona na 11 gmin, które wyznaczały stawki na swoim terenie. Do tej pory
    najniższe opłaty są w Białołęce i Rembertowie - poniżej 2 zł za mkw., ale
    równie niskie w centralnych dzielnicach miasta, które wchodziły w skład gminy
    Centrum. Na przykład w Śródmieściu za mkw. najemca płaci ok. 2,2 zł. Drogie są
    natomiast mieszkania na Ursynowie, gdzie czynsz wynosi prawie 4 zł za mkw.
    Najwięcej trzeba zapłacić w nowym domu komunalnym we Włochach - prawie7 zł za
    mkw.

    - Ale to absurdalne, że za drewniany barak w Wawrze płaci się tyle samo co za
    mieszkanie w Śródmieściu -mówi szef wawerskiego ZGN Mirosław Urbanowski.

    Urzędnicy przyznają, że zracjonalizowanie opłat na poziomie miasta powinno być
    pierwszym krokiem w porządkowaniu polityki czynszowej w stolicy. Potem można
    myśleć o podwyżce. Już władze poprzedniej kadencji zwracały uwagę, że opłaty są
    za niskie. Czy obecne podwyższą czynsze?

    - Na razie na to pytanie nie odpowiem - asekuruje się wiceprezydent Andrzej
    Jakubiak, który odpowiada za sprawy mieszkalnictwa.Dodaje, że do połowy czerwca
    zaproponują stawki.

    - Decyzja o podwyżce nie jest prosta, to wrażliwa sfera - dodaje szefowa Biura
    Polityki Lokalowej Mirosława Wnuk.


    Z metra jak za miotłę

    - Czynsz powinien wystarczać na bieżące utrzymanie budynku, czystości na
    posesji, opłaty administratorów - wylicza Krzysztof Wojdak, w poprzedniej
    kadencji szef ZGN w Śródmieściu. - Robiliśmy symulację, z której wynika, że aby
    utrzymać budynek w przyzwoitym stanie, czynsz powinien wynosić 7 zł za mkw.
    Podwyżka jest więc niezbędna.

    - U nas najemca płaci 2 zł za mkw. - tyle, ile kosztuje jedna miotła -mówi
    zastępca dyrektora północno-praskiego Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami
    Danuta Rochalska.

    Teraz dzielnice radzą sobie, dokładając do lokali mieszkalnych z czynszów z
    lokali użytkowych.

    Biuro Polityki Lokalowej obawia się jednak, że podwyżka czynszu może
    spowodować, iż coraz więcej osób nie będzie go płaciło. Już teraz w niektórych
    dzielnicach z opłat czynszowych wpływa tylko 70 proc. należnych pieniędzy.

    - Najbiedniejszym trzeba pomóc, ale nie można mylić kosztów utrzymania
    mieszkania z pomocą społeczną. To PRL-owski przeżytek - komentuje prof. Jerzy
    Regulski z Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej. - Czynsz musi odpowiadać
    faktom. A te ewidentnie wskazują, że czynsz w warszawskich mieszkaniach
    komunalnych jest śmiesznie niski.

    MONIKA GÓRECKA-CZURYŁŁO
  • 13.01.07, 20:02
    >> Teraz dzielnice radzą sobie, dokładając do lokali mieszkalnych z czynszów z
    lokali użytkowych. <<

    W ten sposob socjal gasi rozwoj gospodarki.

    Wlasnie zaskarzylem do Wojewody Malopolskiego procedure ML-35
    (www.bip.krakow.pl) stosowana w Urzedzie Miszkalnictwa w Krakowie. Gminnym
    urzednikom najnizszego szczebla nie sposob wytlumaczyc, ze procedura jest
    sprzeczna z kpa i ZDROWYM ROZSADKIEM.
  • 27.01.07, 11:59
    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3879260.html
    Komunalne apartamenty pilnie strzeżone przez urzędników
    Małgorzata Wach2007-01-26, ostatnia aktualizacja 2007-01-26 19:44
    Magistrat ma już gotową listę mieszkań o atrakcyjnej lokalizacji, które wkrótce
    zostaną wystawione na sprzedaż. Urzędnicy odmawiają jednak podania adresów.
    Tłumaczą, że w ten sposób chcą chronić lokale przed włamywaczami.
    - Wkrótce na rynek nieruchomości w Krakowie trafi kilkadziesiąt mieszkań w
    bliskim sąsiedztwie Rynku i na Kazimierzu - informował niedawno magistrat. Ma
    to związek z uchwałą podjętą na ostatniej w minionej kadencji sesji rady
    miasta. Radni zdecydowali wówczas, że gminne lokale w ścisłym centrum i jego
    okolicach, odzyskiwane w ramach tzw. naturalnej migracji, nie będą zasiedlane,
    tylko wystawiane na przetarg lub zamieniane na lokale z mniej atrakcyjnym
    adresem.

    "Gazeta" dowiedziała się, że wydział mieszkalnictwa ma już gotową listę takich
    lokali. Tyle że do wydziału skarbu ma wpłynąć informacja dotycząca wyłącznie 18
    z 66 zinwentaryzowanych mieszkań. Na dodatek urzędnicy odmawiają podania
    adresów, które lada moment pojawią się na rynku nieruchomości.

    - Mogę tylko powiedzieć, że na liście znalazły się mieszkania mieszczące się
    m.in. przy ulicach Zyblikiewicza, Westerplatte, Sobieskiego i al. 29 Listopada -
    mówi Edward Siatka, zastępca dyrektora Wydziału Mieszkalnictwa Urzędu Miasta
    Krakowa.

    Dlaczego magistrat nie chce podać szczegółowych danych? - Ujawnienie takiej
    informacji mogłoby stanowić zaproszenie dla osób, które chciałyby bezprawnie
    zająć takie lokale - tłumaczy Edward Siatka. - A na to nie możemy sobie
    pozwolić. Procedury eksmisyjne ciągną się miesiącami, a w większości przypadków
    sąd przyznaje mieszkanie socjalne, które musi zapewnić gmina.

    Dlaczego na liście znalazło się tylko 18 mieszkań i co stanie się z resztą
    lokali? - Nie chcemy zarzucać wydziału skarbu kilkudziesięcioma adresami na
    raz - tłumaczy dyr. Siatka. - Lista obejmuje lokale, które zostały już przez
    nas szczegółowo opisane. Wiemy dokładnie, jaki jest ich stan techniczny. Wykaz
    dotyczący pozostałych lokali zostanie przekazy do wydziału skarbu w terminie
    późniejszym.

    Lista gminnych mieszkań trafi do wydziału skarbu już za kilka dni. Przetarg
    zostanie ogłoszony nie wcześniej niż za kilka tygodni. W sumie w specjalnej
    strefie gmina posiada ponad 2 tysiące 400 mieszkań. Co roku udaje się odzyskać
    ok. 80-90 z nich. Ich metraż wynosi średnio od 60 do 90 metrów kwadratowych. Z
    szacunków Zarządu Budynków Komunalnych wynika, że ochrona pustostanów kosztuje
    miasto >>> 883 złote na dobę <<<

    Dla "Gazety"
    Paweł Klimowicz
    przewodniczący rady miasta

    Nie rozumiem, dlaczego wydział mieszkalnictwa ukrywa adresy. Przecież w
    interesie miasta jest, aby jak najwięcej osób dowiedziało się o tych lokalach i
    chciało je kupić. Nie przekonują mnie tłumaczenia, że urząd chce w ten sposób
    chronić mieszkania przed włamywaczami. Od tego jest ochrona i zabezpieczenia
    antywłamaniowe. Osobiście zajmę się wyjaśnieniem tej sprawy.
  • 28.01.07, 15:29
    Konflikt miedzy rynkiem (sprzedac za najlepsza cene i zawiadomic jak najwiecej
    zainteresowanych) a socjalistycznym bezprawiem ( nie mozna wyeksmitowac
    dzikiego lokatora)

    Jak wiec sprzedac mieszkanie ? Recepta: zawiadomic tylko znajomych i
    ludzi "pewnych", ktorzy nie chca bawic sie w eksmisyjne pierepalki.

    Rada dla biednych i zarazem odwaznych - dostac adres takiego mieszkania
    i sie wlamac wraz z dziecmi, bezrobotnym i staruszkiem. Potem tyloko czekac na
    lokal socjalny (ktorych nie ma) a wiec problem mieszkaniowy rozwiazany.
    Niech spoleczenstwo placi za idiotyzmy sejmowych poslow i glupote wyborcow....
  • 31.01.07, 11:19
    ...dokładnie ukazuje naszą rzeczywistość


    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3886637.html
    Ujawnił przestępstwo, stał się podejrzanym

    Jarosław Sidorowicz, Szymon Jadczak2007-01-30, ostatnia aktualizacja 2007-01-31
    10:50
    Weterynarz spod Tarnowa pomógł w schwytaniu handlarza sprzedającego padlinę do
    podsądeckiej rzeźni. W "nagrodę" prokuratura zarzuciła mu przyjęcie 400 zł
    łapówek od... tegoż handlarza.
    - Nie chciałem siedzieć cicho, bo nie mogę obojętnie przejść obok zła.
    Potraktowano mnie więc jak przestępcę - stwierdza z żalem Jan Sobieraj,
    weterynarz z podtarnowskiego Gromnika. To dzięki jego pomocy policja wpadła na
    trop afery ze sprzedażą padliny do rzeźni pod Nowym Sączem. Ze śledztwa wynika,
    że do zakładu w Żeleźnikowej, a później do sklepów w Polsce, Hiszpanii i
    Włoszech mogło trafić mięso co najmniej 12 zdechłych krów. Jednak oprócz
    handlarza padliną, właściciela rzeźni i dwóch pracujących u niego weterynarzy
    prokuratura postawiła zarzuty także panu Janowi. Sobieraj został również
    zawieszony w prawach lekarza weterynarii.

    Gra operacyjna

    Sygnały o handlarzach skupujących padlinę i upłynniających ją w okolicznych
    ubojniach docierały do tarnowskiej policji już dwa lata temu. Mechanizm był
    prosty - zamiast płacić za utylizację lub leczenie ciężko chorych zwierząt,
    chłopi dzwonili po zaufanego handlarza, który płacił od ręki ok. 300 zł za
    sztukę.

    Jednak oprócz ogólnych informacji śledczy nie dysponowali żadnymi szczegółowymi
    informacjami. - Krowy zaczęły znikać z systemu Identyfikacji i Rejestracji
    Zwierząt [zawiera informacje o każdej sztuce bydła w krajach UE - przyp. red.].
    Tylko w ubiegłym roku ponad 20 takich przypadków przekazaliśmy do wyjaśnienia
    organom ścigania - mówi Jan Grudnik, powiatowy lekarz weterynarii z Tarnowa.

    Przełom w śledztwie nastąpił wiosną 2006 r., gdy z policją skontaktował się Jan
    Sobieraj, weterynarz z podtarnowskiego Gromnika. Mężczyzna podejrzewał, że za
    wspomnianym procederem stoi Adam K., rolnik z pobliskiej miejscowości.
    Policjanci postanowili wspólnie z Sobierajem przygotować zasadzkę na handlarza
    padliną. - Gdy zostałem wezwany do chorej krowy, skontaktowałem się
    funkcjonariuszami. W uzgodnieniu z nimi podjąłem grę operacyjną. Miałem
    przeciągnąć sprawę i zasygnalizować, że mogą być problemy z utylizacją. Rolnik
    sam zadzwonił po Adama K. - opowiada Sobieraj.

    Policjanci śledzili handlarza, ale wtedy nie udało im się ustalić, gdzie trafia
    trefne mięso. Dopiero za trzecim razem akcja zakończyła się sukcesem. Adam K.
    został zatrzymany, gdy z padłą krową wjechał na teren rzeźni w Żeleźnikowej. Do
    policyjnej izby zatrzymań trafił również Antoni S., właściciel zakładu.

    Handlarz obciąża lekarza

    Handlarz nie trafił do aresztu. Według naszych informacji wniosku policji nie
    poparła prokuratura. - K. zaraz po wyjściu na wolność objechał powiat i
    zastraszył rolników, którzy mieli zeznawać w śledztwie. W ciągu jednego dnia
    załatwił całe postępowanie - zżyma się osoba znająca kulisy śledztwa.

    - Wiem, że K. odgrażał się, iż znajdzie na mnie sposób - mówi Jan Sobieraj.

    Dwa tygodnie temu w domu weterynarza zjawiła się policja z nakazem stawienia
    się w tarnowskiej komendzie. - Byłem zszokowany, nie wiedziałem, co się dzieje -
    mówi Sobieraj. Rano stawił się na policji. Przewieziono go do prokuratora.
    Usłyszał, że od Adama K. wziął 400 zł (dwa razy po 100 zł i raz 200 zł) za
    wskazanie padłych krów. Co ciekawe, chodziło o przypadki, w których
    weterynarz... współpracował z policją! Jeszcze tego samego dnia skonfrontowano
    go z Adamem K. Według naszych informacji to właśnie zeznania handlarza są
    głównym dowodem przeciwko Sobierajowi. Zastanawiające jest jednak, że
    podejrzany nie potrafił wskazać nawet konkretnej daty, kiedy miał wręczyć
    pieniądze weterynarzowi, ani innych charakterystycznych okoliczności.

    W winę lekarza nie wierzy powiatowy weterynarz w Tarnowie. - W najczarniejszych
    snach nie potrafię sobie wyobrazić, żeby pan Sobieraj brał łapówki - kręci
    głową Jan Grudnik.

    Jan Sobieraj złożył do sądu zażalenie na zatrzymanie i zastosowane sankcje (5
    tys. zł poręczenia, zakaz opuszczania kraju i wykonywania zawodu).

    - Sprawa jest w toku. Weryfikujemy wersję lekarza, cały czas konfrontujemy
    zebrany materiał dowodowy - lakonicznie poinformowała nas wczoraj Bożena
    Owsiak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.


  • 15.02.07, 14:32
    Nareszcie sensowny wyrok sądu! Ciekawe, czy będzie utrzymany?

    miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3919874.html

    Koniec z rozdawaniem mieszkań komunalnych?
    Małgorzata Wach, współpraca SzJ2007-02-14, ostatnia aktualizacja 2007-02-15
    11:11
    Ta sprawa wstrząśnie lokatorami mieszkań komunalnych w całej Polsce. Wojewódzki
    Sąd Administracyjny w Krakowie zakazał miastu sprzedaży mieszkań z 90-
    procentową bonifikatą. Podobne ulgi stosowane są w niemal wszystkich dużych
    miastach.

    Fot.Tomasz Wiech / Agencja Gazeta
    Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie zakazał miastu sprzedaży mieszkań
    komunalnych z 90-procentową bonifikatą. Dyskryminacja innych mieszkańców miasta
    przy zakupie mieszkań należących do miasta, brak racjonalności w gospodarowaniu
    mieniem publicznym, wewnętrzna niespójność pomiędzy poszczególnymi zapisami
    uchwały - tak brzmią główne argumenty sądu, który na ich podstawie nakazał
    miastu wstrzymanie realizacji uchwały zezwalającej na 90-procentową zniżkę przy
    wykupie mieszkań komunalnych. W ocenie sędziego wysokość ulgi miałaby wskazywać
    na to, że w uchwale chodzi bardziej o darowiznę niż sprzedaż.

    - Sprawa ma charakter precedensowy - mówi Marta Witkowicz, dyrektor Wydziału
    Skarbu UMK. - Do tej pory nie zdarzało się, by sąd kwestionował wysokość
    bonifikaty udzielanej przez radę miasta. Z pewnością odwołamy się do Naczelnego
    Sądu Administracyjnego.

    90 procent zniżki dla wybranych

    O co chodzi? Uchwała mówiąca o 90-procentowej bonifikacie dla lokatorów, którzy
    mają podpisane umowy na czas nieokreślony, krakowscy radni przyjęli w sierpniu
    2003 r. (podobny zapis pojawił się już w 2000 r., ale wykluczał ze zniżki
    lokale w obrębie Plant). Co roku korzystało z niej około dwóch tysięcy osób.
    Uchwała została zaskarżona przez kancelarię prawną reprezentującą interesy
    właściciela kamienicy, w której część udziałów posiada gmina. Właściciel złożył
    wcześniej w magistracie wniosek o możliwość wykupu gminnych udziałów. Urzędnicy
    poinformowali go, że zgodnie z uchwałą pierwszeństwo przy zakupie lokali mają
    ich aktualni mieszkańcy. Mogą oni też liczyć na 90 proc. ulgi przy ich wykupie.

    - W naszej ocenie narusza to konstytucyjną zasadę równości - mówi Andrzej
    Rysiak z kancelarii Labe i Wspólnicy. - Uchwała dyskryminuje mieszkańców
    niebędących najemcami gminy, a zarazem uprzywilejowuje najemców lokali gminnych
    kosztem wspólnego majątku mieszkańców Krakowa.

    Będzie nowa uchwała?

    Co w praktyce oznacza wyrok WSA?

    - Po pierwsze lokatorzy, którzy chcieliby wykupić mieszkania komunalne za 10
    proc. wartości, nie będą mogli tego zrobić, a takich wniosków mamy w tej chwili
    ponad 1050 - mówi Marta Witkowicz, dyrektor Wydziału Skarbu UMK. - Po drugie
    spowoduje to uszczuplenie wpływów do kasy miasta. Tylko w tym roku z tytułu
    sprzedaży mieszkań komunalnych zaplanowaliśmy dochody na poziomie 11 mln zł.
    Tych pieniędzy zabraknie.

    Niewykluczone, że radni podejmą w najbliższym czasie inną uchwałę, która będzie
    obowiązywać do czasu rozstrzygnięcia sporu w Naczelnym Sądzie
    Administracyjnym. - Zaczekamy z tą decyzją do chwili otrzymania pisemnego
    uzasadnienia wyroku - mówi Paweł Sularz, przewodniczący klubu radnych Platformy
    Obywatelskiej. Jak się dowiedzieliśmy w WSA, uzasadnienie powinno być gotowe
    już za kilka dni.

    Sędziowie Naczelnego Sądu odmówili komentarza. - Zaczekajmy z tym do czasu jej
    zakończenia - powiedział "Gazecie" sędzia Janusz Drachal, rzecznik NSA.

    Wyrok może mieć wielkie znaczenie dla samorządów w całej Polsce. Podobne
    bonifikaty przy zakupie gminnych mieszkań zapewniają bowiem niemal wszystkie
    duże miasta.

    Gminne ulgi mieszkaniowe

    Pierwsze propozycje sprzedaży mieszkań komunalnych z bonifikatą pojawiły się w
    Krakowie w 1994 r. Sprzedano wówczas 1680 mieszkań, a już w 1997 r. liczba ta
    wynosiła 3215. W 2000 r. rada miasta wprowadziła ulgi na poziomie 50 proc. i 90
    proc., a od 2003 r. wszyscy najemcy mieszkań komunalnych, którzy mają umowy na
    czas nieokreślony, mogą je nabyć za 10 proc. wartości. Sprzedaż w ciągu kilku
    minionych lat wyglądała następująco:

    * 2003 r. - 1686

    * 2004 r. - 1655

    * 2005 r. - 993

    * 2006 r. - 1078.

    Bonifikaty nie dotyczą wyłącznie gminnych mieszkań. Na jeszcze wyższe ulgi mogą
    liczyć lokatorzy zakładowych budynków, które należą do Skarbu Państwa. Tam
    zniżka przy wykupie mieszkań sięga nawet 95 proc.
  • 20.04.07, 04:39
    Mariusz Pudzianowski chce pomocy miasta
    2007-04-19 18:10 Aktualizacja: 2007-04-20 00:06
    Bogaty siłacz domaga się mieszkania za darmo

    Mariusz Pudzianowski - jeden z najlepiej zarabiających ludzi w Polsce -
    wyciągnął rękę po pomoc do miasta. Najsilniejszy człowiek świata zapragnął
    mieszkania komunalnego na jednym z łódzkich osiedli - pisze "Fakt".

    Jak donosi "Fakt", "Pudzian" upatrzył sobie lokum na Janowie lub Olechowie.
    Siłacz twierdzi, że prawo mu na to pozwala. Czy na pewno? - zastanawia się
    gazeta.

    Komunalny lokal może otrzymać ten, kto ma na tyle dobre zarobki, by bez
    problemu płacić czynsz. Ten warunek "Pudzian" spełnia bez pudła. Drugi warunek
    jest taki, że trzeba w zamian oddać miastu swoje dotychczasowe mieszkanie w
    Łodzi. A Pudzianowski nie ma takiego lokum, ponieważ w Łodzi nie mieszka! Czy
    mu to nie przeszkadza zabiegać o pomoc miasta? A skądże! - pisze "Fakt".

    Mało tego, chwali się posiadaniem wygodnego domu w Białej Rawskiej, który cały
    czas rozbudowuje. Rozbija się drogimi samochodami: hummerem, audi, jeepem,
    mercedesem klasy S. Takiego bogacza jak Pudzianowski stać na niejedno
    mieszkanie na łódzkim osiedlu. On jednak woli iść na łatwiznę.

    Sprawa mieszkania dla Pudziana oburza tym bardziej, że jest to już drugi
    przypadek, kiedy prezydent Łodzi Jerzy Kropwinicki ma zamiar dać mieszkanie
    komunalne komuś, kto nie mieszka w mieście i kogo stać na zakup własnych
    czterech kątów na wolnym rynku - pisze "Fakt". Tak było z Małgorzatą Potocką,
    szefową łódzkiej telewizji, która cieszy się wygodnym mieszkankiem komunalnym.
    O tym, czy "Pudzian" dostanie od miasta lokal, musi zdecydować jeszcze komisja
    gospodarki mieszkaniowej i komunalnej Rady Miasta Łodzi. Wniosek "Pudziana" już
    do niej trafił. Prawdopodobnie będzie rozpatrywany na najbliższym,
    poniedziałkowym posiedzeniu.

    Sprawa wydaje się przesądzona. Sam Mariusz Pudzianowski w rozmowie z "Faktem"
    twierdzi, że mieszkanie otrzyma, i że nawet już je widział. "Odwiedziłem kilka
    lokali i wybrałem dla siebie odpowiedni" - mówi. I nie ma sobie nic do
    zarzucenia! "Chcę promować Łódź, a w czerwcu urządzam ogromną imprezę na 50
    tysięcy ludzi. Przyjadą goście z całego świata i media. Muszę gdzieś mieszkać" -
    mówi tłumaczy.

    "To wielka niesprawiedliwość" - mówi oburzony Zbigniew Miśkiewicz, który od lat
    czeka w kolejce na mieszkanie komunalne w Łodzi. "Jak widać, mają szansę tylko
    ludzie sławni i bogaci. O naprawdę potrzebujących, schorowanych, którzy
    potrzebują dachu nad głową, nikt nie myśli" - mówi rozgoryczony łodzianin.

    Oto majątek "Pudziana":
    - samochód hummer: 300 tys. zł
    - dom w Białej Rawskiej: 200 tys. zł
    - mercedes klasy s, sportowa wersja: 300 tys. zł
    - miesięczne dochody z reklam: ok. 16 tys. zł

  • 15.05.07, 13:40
    Artykuł z dzisiejszej Wyborczej.


    Lokatorzy z Piaskowej mają superniski czynsz i nie płacą
    Małgorzata Zubik 2007-05-14

    Dostali nowe mieszkania komunalne dlatego, że starym groziło zawalenie. Teraz
    nie płacą czynszu i dewastują budynek. Źle dobrani lokatorzy z Piaskowej na
    Woli.

    Budynek socjalny przy piaskowej 7- Pan Bóg mi rozum odebrał, że zamieniłam
    mieszkanie w starej kamienicy na to tutaj - mówi starsza pani z domu przy
    Piaskowej 7. Prosi, tak samo jak pozostali, o anonimowość. - O windę mi
    chodziło, bo mam kłopoty z chodzeniem. Skarży się na to, że sąsiedzi urządzają
    libacje alkoholowe, a dzieci chodzą samopas. Mniejsze nocami biegają po
    korytarzach. Podrostki zbierają się w grupy. Palą papierosy na klatkach
    schodowych, smarują po ścianach, zaczepiają.

    - Tu jest Meksyk, tyle powiem - ocenia mężczyzna z dwójką dzieci. - Przed
    blokiem stało pięć koszy na śmieci. Zostały dwa, bo nie było sensu trzymać
    więcej. Ludzie zamiast do śmietnika nosili worki ze śmieciami pod te małe
    kosze. Co dozorczyni posprząta, to zaraz nabrudzą.

    Śmiecą i nie płacą

    Wandale uwzięli się na windy. Niszczą przyciski. Lokatorzy mówią, że jedna z
    wind kilka tygodni nie działała. W szklanej gablocie na parterze ktoś powiesił
    odezwę do "lokatorów brudasów i szkodników" z apelem o to, żeby pilnowali
    swoich rozrabiających dzieci.

    - Zaraz zaczną się pierwsze wypowiedzenia umów najmu - zapowiada Tomasz
    Lipiński, zastępca burmistrza Woli. - Już mamy ok. 40 tys. zł zaległości w tym
    budynku.

    Lokatorów nie zachęca do płacenia ani to, że zajmują nowe mieszkania w centrum
    miasta, ani to, że płacą wyjątkowo niski czynsz - tylko 1,85 zł za m kw. Jest
    niższy od średniej warszawskiej (2,3 zł za m kw.), bo lokatorzy dostają zniżkę
    za brak gazu.

    Nowy dom komunalny przy ul. Piaskowej był chlubą poprzednich władz dzielnicy.
    Zbudowano sto mieszkań w przyzwoitym standardzie. Po długich dyskusjach
    wymyślono, jak rozdzielić takie dobro, i zrobiono to bez sensu.

    Większość lokatorów przeprowadziła się na Piaskową prosto ze zrujnowanych
    kamienic. Przepustką do nowego M było zagrożenie budowlane. Burmistrz Lipiński,
    który w poprzedniej kadencji był dyrektorem wolskiego Zakładu Gospodarowania
    Nieruchomościami, zapewnia: - Ostrzegałem zarząd dzielnicy, że przydzielanie
    mieszkań bez żadnej selekcji to zły pomysł. Problemy zaczęły się, gdy tylko z
    budynku zeszła ochrona - po zasiedleniu ostatniego mieszkania. Libacje,
    dewastacja wind, malowanie klatek schodowych. Zimą niektórym nie chciało się
    chodzić do śmietników, więc wyrzucali śmieci do podziemnego garażu.

    Mądry Polak po szkodzie

    Tymczasem można było pomóc ludziom z ruder w inny sposób. Tak jak w Wawrze.
    Urzędnicy wyprowadzili tam część lokatorów z zagrożonych zawaleniem domów
    okrężną drogą. W nowych domach komunalnych zbudowanych przy ul. Trakt Lubelski
    zamieszkało ok. 30 proc. osób, które już dłużej nie mogły mieszkać w ruderach.

    Reszta to "wzorowi lokatorzy", którzy dostali tam przydziały z konkursu.
    Wcześniej musieli pochwalić się regularnym płaceniem czynszu, właściwym
    zachowaniem i dbałością o mieszkanie. I udowodnić, że stać ich będzie na czynsz
    (tu wynosi 4,4 zł za m kw.). Zwolnione przez nich mieszkania mogli zająć inni
    lokatorzy - z zagrożeń budowlanych.

    Efekt? - Na razie jest w porządku - ocenia Bartłomiej Jabłoński, kierownik w
    ZGN Wawer.

    Burmistrz Lipiński zapewnia, że zarząd Woli już wyciągnął wnioski z błędu
    poprzedników i w następnych budynkach komunalnych na Woli zamieszkają tylko
    lokatorzy z czystą kartą. - Roześlemy zaproszenia do lokatorów, którzy płacą
    regularnie nawet przez trzy lata. Dobierzemy odpowiednio metraż. Zwolnione
    przez nich mieszkania zajmą inni mieszkańcy - z zagrożeń budowlanych.

    Najprawdopodobniej jeszcze latem przy ul. Piaskowej zacznie się budowa
    kolejnych 300 mieszkań komunalnych za ok. 60 mln zł. W zeszłym tygodniu Rada
    Warszawy przyznała na ten cel pieniądze, dzielnica ma już projekt i pozwolenie
    na budowę.


    Źródło: Gazeta Wyborcza - Stołeczna

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.