Dodaj do ulubionych

Współczesna bajka

21.03.06, 08:36

Mrówka pracowała w pocie czoła całe upalne lato. Zbudowała solidny
dom i zebrała zapasy na srogą zimę.
- "Głupia mrówka" - myślał konik polny, który okres kanikuły spędził na
tańcach i hulankach.
Kiedy nadeszły chłody i deszcze, mrówka schowała się w domu i skosztowała
zapasów. Konik polny umarł z głodu i zimna.

(wersja współczesna)

Mrówka pracowała w pocie czoła całe upalne lato. Zbudowała solidny dom i
zebrała zapasy na srogą zimę.
- "Głupia mrówka" - myślał konik polny, który okres kanikuły spędził na
tańcach i hulankach.
Kiedy nadeszły chłody, mrówka schowała się w domu i skosztowała zapasów.
Drżący z zimna i głodny jak wilk konik polny zwołał konferencję prasową, na
której zadał pytanie:
- Dlaczego na świecie są mrówki z własnym domem i pełną spiżarnią, podczas
gdy inni muszą cierpieć głód i nie mają dachu nad głową?!!
TVN, Polsat i Telewizja Polska pokazują zdjęcia sinego z zimna konika
polnego i siedzącej przy kominku zadowolonej mrówki. Po programie Elżbiety
Jesionowicz cała Polska jest wstrząśnięta tak drastycznymi nierównościami
społecznymi.
- Jak to możliwe - pyta Monika Olejnik patrząc prosto w oczy, że w środku
Europy, na początku trzeciego tysiąclecia jest jeszcze tyle
niesprawiedliwości?! Dlaczego konik polny musi tak cierpieć?! Rzecznik
prasowy OFKP (Ogólnopolskie Forum Koników Polnych) występuje w głównym
wydaniu Wiadomości i oskarża mrówkę o nacjonalizm, szowinizm i konikofobię!
Maciej Czereśniewski wraz z nowo powstałym zespołem śpiewa protest song "Nie
łatwo być konikiem". Piosenka błyskawicznie zdobywa pierwsze miejsce na
listach przebojów. Lider na krajowym rynku jednorazowych chusteczek notuje
rekordowy wzrost sprzedaży. Koniki polne zapowiadają zlot gwiaździsty w
Warszawie w pierwszym dniu kalendarzowej zimy. Frakcja młodych koników
polnych przed domem mrówki organizuje pikietę pod hasłem "Każdy chce żyć".
Stowarzyszenie Życie i Pracowitość publikuje na stronie internetowej
memoriał o większej liczbie aktów przemocy w domach, w których mrówki mają
klucze do spiżarni. Zaproszony do studia cyklicznej audycji "Co z tą
polaną?" Charyzmatyczny przywódca partii polnej pyta, czy nie warto
sprawdzić w jaki sposób mrówka osiągnęła tak wysoki status w kraju, w którym
jest tak dużo biedy. "Należy wprowadzić podatek, który wyrówna szanse
wszystkich mrówek i koników" - postuluje.
Prezydent wraz z żoną w specjalnym oświadczeniu zapewniają obywateli, że
zrobią wszystko co w ich mocy, aby przywrócić wiarę w sprawiedliwość.
Następnego dnia parlament w trybie przyśpieszonym uchwala ustawę, która
nakazuje wszystkim mrówkom przekazać w formie podatku nadmiar zapasów do
Centralnego Spichlerza.

20 lat później...
Konik polny zjada resztę zapasów mrówki. W telewizorze, który kupił za
pieniądze ze sprzedaży jedzenia, widać nowego przywódcę, który
rozpromieniony mówi do wiwatujących tłumów, że bezpowrotnie mijają czasy
wyzysku i teraz nareszcie zapanuje sprawiedliwość.
Obserwuj wątek
    • clevland Prawdziwe wydarzenia... 21.03.06, 10:12
      Źródło:
      www.se.com.pl/se/index.jsp?place=mainLead&news_cat_id=40&news_id=97367&scroll_article_id=97367&layout=1&page=text&list_position=1
      Super expres


      Wolnoć Tomku w cudzym domku
      Ostatni zajazd na Mazurach. Policja wspiera silniejszego.

      Czternaście godzin właściciele domu pod Olsztynem walczyli o odzyskanie swojej
      własności. Ulegli, bo policjanci zamiast egzekwować prawo, wspierali bandę
      robotników, która siłą wtargnęła do domu.

      Hanna Czernik mieszkająca w USA kupiła dom w Stawigudzie pod Olsztynem. Przed
      rokiem poprosiła o wyremontowanie budynku firmę, której właścicielem jest
      Zbigniew L. Teraz nie może w nim mieszkać.

      - Umówiliśmy się, że kiedy dostanę kosztorys, spiszemy umowę. Koszt wykończenia
      domu miał nie przekroczyć 40 tysięcy złotych. Pan L. zapytał, czy mógłby tę sumę
      odmieszkać. Powiedziałam, że jak skończy remont, to się zastanowimy - opowiada
      Hanna Czernik. Przed spisaniem umowy za położenie dachu i postawienie kominka
      Zbigniew L. dostał 21 tys. zł.
      Rozwodził się i zamieszkał

      Zbigniew L. rozwodził się w tym czasie z żoną. Wykorzystał więc nieobecność
      swojej klientki i wprowadził się do jej domu.

      Teraz twierdzi, że koszt remontu, który zrobił to 120 tys. zł. Ale kosztorysu
      prac i faktur za materiały nigdy Hannie Czernik nie pokazał.

      - Wykonał totalną samowolę, wyciął mi czterdzieści 30-letnich drzew, położył
      glazurę i terakotę bez konsultacji - opowiada Hanna Czernik. - Kiedy
      przyjechałam do Polski w lipcu, nie wpuścił mnie do domu i oświadczył, że będzie
      mieszkał 5 lat albo dłużej.

      W ostatni piątek syn Hanny Czernik, Bartosz, podejmuje kolejną próbę odbicia
      domu. Wymienia zamki w drzwiach.

      Wtedy przyjeżdża Zbigniew L. i wzywa policję. Policjanci przez 6 godzin nie
      potrafią ustalić, kto ma prawo do domu. Mimo że Bartosz Czernik ma wszelkie
      dokumenty potwierdzające jego prawo do budynku, a Zbigniew L. nie ma żadnych. W
      końcu wydają salomonowy wyrok.
      Robotnicy szturmowali jak podczas rewolucji

      - Mogą mieszkać obaj, ale tylko Bartosz Czernik ma prawo czuć się gospodarzem.
      Zbigniewa L. nikt nie ma prawa w tym domu odwiedzać - oświadcza komendant
      miejski z Olsztynka Dariusz Cieśluk i policja odjeżdża.

      Chwilę potem pod dom podjeżdżają dwa busy wypełnione robotnikami z firmy
      Zbigniewa L. Mężczyzn jest około trzydziestu. Część szturmuje dom, pozostali
      stoją pod płotem.

      Czernik wzywa policję. Podjeżdża 3 funkcjonariuszy oddziałów prewencji w
      Olsztynie. Proszą o dokumenty własności budynku. Otrzymują je od syna
      właścicielki. Kiedy pytają o to pana L. ten wyjaśnia, że nie ma dokumentów.
      Funkcjonariusze pytają go czy jest zameldowany. Mówi, że nie. Podejmują decyzję
      o wyprowadzeniu wszystkich z domu. Ani robotnicy, ani Zbigniew L.. nie
      zamierzają wykonać polecenie funkcjonariusza. Ten wzywa posiłki. Nieoczekiwanie
      pojawia się ponownie komendant Cieśluk. Po konsultacjach ze swoim przełożonym
      komendantem miejskim z Olsztyna Zbigniewem Załuskim, odwołuje policjantów.
      Czernik zostaje w domu z bandą nieukrywających zadowolenia robotników. Kolejny
      telefon na policję. Tym razem do Komendy Wojewódzkiej w Olsztynie. Przyjeżdżają
      radiowozy. Zbigniew L. i Czernik lądują w komisariacie. W domu zostają robotnicy
      Zbigniewa L.

      Komendant Załuski zobowiązuje Zbigniewa L. do przedstawienia faktur za remont.
      Termin mija dziś. Zbigniew L. wraca do domu Czernika. Czernik po 14 godzinach
      przegranej walki do wynajętego mieszkania.
      W policji głowy chyba polecą

      - Złożę zawiadomienie o najściu na dom i skargę do komendanta wojewódzkiego na
      działanie policji - zapowiada Bartosz Czernik.

      - Oficer dyżurny nie wiedział nawet o tym, co się dzieje w Stawigudzie. Wyciągnę
      surowe konsekwencje z dymisjami włącznie - powiedział nam inspektor Krzysztof
      Starańczak, komendant wojewódzki policji w Olsztynie.
      Reportaż

      Przebieg interwencji policji i reportaż ze Stawigudy obejrzysz w programie
      "Superwizjer" telewizji TVN w niedzielę 26.03 o godz. 22.20
      autor: Piotr Krysiak
        • awm10 Re: Prawdziwe wydarzenia... 23.03.06, 02:54
          kiedyś jeden z policjantów uświadomił mnie jak działa policja.
          Policja zajmuje się tylko sporawami które są ujęte w Kodeksie Wykroczeń
          i w Kodeksie Karnym.
          Inne sprawy dla nich nie istnieją i w sprawach nie objętych tymi kodeksami
          radzą klijentowi który coś od nich chce wytoczenie sprawy z powództwa cywilnego.

          Sprawa obrony własności mieszkania czy kamienicy nie znalazła się w tych
          kodeksach.
          Dlatego policja w takich sprawach głupieje.
          Ja znam tylko dwa przypadki gdzie policja coś może:
          1. brak meldunku - mogą dać mandat
          2. naruszenie miru domowego - mandat lub kolegium
          I to wszystko.
          Gdy ktoś kradnie nam mieszkanie to policja mu z reguły nie pomoże.

          Taka własność jak mieszkanie, dom, kamienica to ciągle jest dla władzy coś
          podejrzanego.
          Jest co prawda zapis w Konstytucji o ochronie własności, ale brak jego
          rozwinięcia w prawie niższym, a zwłaszcza dotyczacym policji.

          Skutek jest taki jak w tym artykule, jeśli ukradną nam samochód to policja go
          złodziejowi odbierze i nam zwróci, bo ma na to przepisy, a jeśli ukradną nam
          mieszkanie, to mamy to co w artykule.
          Ale nasi parlamentarzyści maja poważniejsze sprawy niż jakaś ochrona własności,
          np becikowe.
          • jml13060 Re: Prawdziwe wydarzenia... 23.03.06, 09:29
            To moze potrzebne sa krwawe precedensy ? Zastrzelenie (normalna egzekucja)
            zlodzieja lub agresora na goracym uczynku. To zapewne jest tak, jak z
            odzyskaniem niepodleglosci przez narod - trzeba przelac hektolitry krwi zeby
            zasluzyc na wolnosc.

            Przypadki takie, jak zadzganie nozem (w dupe) zlodzieja bedacego juz w fazie
            ucieczki spowodowaly konsternacje w gronie prawnikow - co z tym zrobic ? W tej
            sprawie zapadaly sprzeczne werdykty, korowody trwaly latami i wlasciciel
            obronionej posesji byl ciagany po rozprawach. Jego mitrega wywolala dyskusje nad
            pojeciem obrony koniecznej. Niestety, nadal gora sa pieknoduchy - profesorowie
            prawa - forsujacy utopijna koncepcje lagodnego traktowania przestepcow.

            Kiedy bylem z wizyta w USA, rodzina (juz na wstepie) przestrzegla mnie przed
            samowolnym wejsciem do cudzego domu bez WYRAZNEGO zaproszenia. Wlasciciel ma
            bowiem prawo zastrzelic intruza i nie ponosi za to zadnych konsekwencji
            prawnych. Moze tlumaczyc sie strachem, fobia, ciemnosciami, choroba, wybudzeniem
            ze snu, chwilowym stanem zachwiania swiadomosci, .... wolno mu, bo przebywa we
            wlasnym domu.
            • awm10 Re: Prawdziwe wydarzenia... 23.03.06, 20:03
              > Policjanci przez 6 godzin nie potrafią ustalić, kto ma prawo do domu. Mimo że
              >Bartosz Czernik ma wszelkie dokumenty potwierdzające jego prawo do budynku, a
              >Zbigniew L. nie ma żadnych.W końcu wydają salomonowy wyrok.Mogą mieszkać obaj.

              Czy to nie kabaret,choć śmiechu w nim mało?
              Przecież to tak jakby w przypadku skradzionego samochodu policjant przyznał
              samochód złodziejowi i właścicielowi po połowie.

              A co na to oberpolicjant IVRP Ludwg D.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka