Dodaj do ulubionych

Czy język mógłby istnieć bez faktów?

22.12.10, 22:03
Jak myślicie?
--
na wszystkich poziomach paryskiej kamienicy
Edytor zaawansowany
  • stefan4 22.12.10, 22:27
    larusse:
    > Czy język mógłby istnieć bez faktów?

    Czy masz na myśli: gdyby nie było o czym mówić?

    - Stefan

    --
    Paroles et paroles et paroles et paroles
    Paroles et encore des paroles que tu sèmes au vent.
  • larusse 23.12.10, 11:32
    chyba tak... ale nie jestem pewna smile
    Chodzi mi o to czy język jest ścisle związany z faktami i czy jego istnienie jest od nich zależne.
    I czy w takim razie język sam w sobie jest faktem?
    --
    na wszystkich poziomach paryskiej kamienicy
  • stefan4 23.12.10, 13:28
    larusse:
    > Chodzi mi o to czy język jest ścisle związany z faktami i czy jego istnienie jest
    > od nich zależne.

    Żeby mógł powstać, musiała istnieć przemożna potrzeba komunikowania faktów. Ale teraz to już chyba jest od nich autonomiczny. Mnóstwo ludzi żyje z mówienia (i pisania) o niczym.

    - Stefan

    Как много, представьте себе, доброты
    в молчанье, в молчанье...

  • dala.tata 23.12.10, 19:55
    no starasz sie bardzo przeksztalcic pytanie larusse w cos sensownego. a pytanie nie ma wiekszego sensu, pomimo prob naprowadzenia, larusse powtara po prostu swoje pytanie, ktore, jak sadze, nie jest specjla nie dla niej samej jasne. rownie dobrze mozna zapytac, czy jezyk zalezy od samochodow, bo przeciez mamy potrzebe porozumiewania sie o samochodach.

    co do potrzeby komunikowania faktow, to bardzo watpie, ze cos takiego istnieje. chcemy ludziom cos powiedziec, zakomunikowac. czy z tego wynika komunikowanie faktow? a co jak sie mylimy, co komunikowaniem przesadow, wiary, mitow, stereotypow, ktore dosc daleko sa od faktow, jednak mamy zdecdowania potrzebe komunikowania ich? fakty, ktore sa dosc trudne do zdefiniowania, to inny porzadek analizy.

    co ciekawe, Jean Aitchison piszac o powstaniu jezyka, pisze raczej o potrzebie komunikowania czegos, czego nie widac lub nie ma. dla niej potrzbea klamania jest blizsza powstaniu jezyka.

    na koniec, nalezaloby rowniez zpaytac larusse, co dokladnie rozumie przez jezyk. abstrakcyjny system leksyka+gramatyka. w tym sesnie jezyk zalezy od swiata, ktory opisuje - gdyby nie bylo samochodow, nie byloby slowa opisujacego go. czy moze mowimy o praktykach komunikowania sie: w tym sensie jezyk zalezy od potrzeb komunikowania.

    konkludujac: pytanie nie ma sensu.

    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • larusse 23.12.10, 22:13
    Raczej nie do takich "faktów" się odnosiłam...
    Ale jeśli już by mówić o faktach jako tym "czymś" (w przeciwieństwie do "niczego" ) to czy w takim razie język optymalizował (i optymalizuje nadal) się w czasie? I jeśli tak, to czy ta optymalizacja dokonuje się "sama z siebie" czy na skutek "działań zewnętrznych"?

    О чём молчат ангелы, Стефан???
  • dala.tata 22.12.10, 22:46
    podobnie jak Stefan niespecjalnie rozumiem, co moglabys miec na mysli. brak faktow mozna rozumiec jako:

    a. brak rzeczywistosci zewnetrznej wobec jezyka.
    b.brak kogos, kto nazwie to, co sie dzieje, faktem.

    chetnie uslyszalbym, co masz na mysli.

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • bimota 22.12.10, 23:41
    Tak, wystarczy dziennik... tongue_out
  • yoric 25.12.10, 03:53
    Zgadzam się z przedmówcami. Zdefiniuj 'język', zdefiniuj 'fakt', wtedy ponownie zadaj pytanie, a będzie można na nie (próbować) odpowiedzieć.
    Mam niejasne podejrzenie, że to ma być jak u Wittgensteina, ale to wtedy też trzeba przynajmniej tyle dodać.
  • larusse 25.12.10, 10:40
    W porządku.
    Język, по твердому убеждению larussesmile, to niezależny, dynamiczny (raczej jako ruch po okręgu niż po prostej- stąd moje pytanie o optymalizację) niedoskonały byt, po który sięgam gdy próbuję zobrazować swoje wyobrażenia, zebrać i zmaterializować swoje myśli.

    Fakt = to co "jest" (a więc także myśli, uczucia itp.), a co zostaje w pewnym momencie na chwilę zatrzymane.

    --
    na wszystkich poziomach paryskiej kamienicy
  • bimota 25.12.10, 11:26
    To teraz sie zastanow nad tym co napisalas... i sprobuj sama odpowiedziec.
  • larusse 25.12.10, 11:37
    To samo sobie pomyślałam, jak to skończyłam pisać smile
    Tylko problem polega na tym, że nie jestem do końca pewna, czy oddałam to dokładnie tak jakbym chciała (chodzi mi zwłaszcza o drugą cześć zarówno pierwszej, jak i drugiej definicji).

    --
    Wy, którym ciężko zwalczyć melancholię, pomyślcie, że są ponoć kraje, gdzie drzewa co roku tracą wszystkie liście.(Apoloniusz z Tiany)
  • dala.tata 25.12.10, 12:44
    wow! to jest niezla definicja. co prawda zmagaja sie z nia filozofowie i nie tylko od kilku tysiecy lat, ale co nam to, larusse nam powie: fakt, to to, co jest.

    z ciekawosci zapytam, czy uwazasz ze jest Bog, bozon Higgsa, jednorozec, tudziez flogiston.

    larusse napisała:

    >
    > Fakt = to co "jest" (a więc także myśli, uczucia itp.), a co zostaje w pewnym m
    > omencie na chwilę zatrzymane.
    >


    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • larusse 25.12.10, 13:12
    To jest tylko moja definicja. I taki właśnie "fakt" (należałoby chyba przeformułować drugą część) miałam na myśli zadając to pytanie.
    Ty sobie możesz mieć inną. Filozofowie jeszcze inną. Nie ma to dla mnie znaczenia.
    Nazwałam to faktem, bo takie słowo wydało mi się najbardziej odpowiednie. Mogłam sobie nazwać to "słoniem" i też by było.

    Czy Ty, Dala, musisz się zawsze tak bez sensu czepiać? Napisałam tylko, że termin "fakt" użyłam tutaj tylko w takim a takim znaczeniu. Nic wiecej.

    > z ciekawosci zapytam, czy uwazasz ze jest Bog, bozon Higgsa, jednorozec, tudzie
    > z flogiston.

    Myślę, ze tak.


    --
    Wy, którym ciężko zwalczyć melancholię, pomyślcie, że są ponoć kraje, gdzie drzewa co roku tracą wszystkie liście.(Apoloniusz z Tiany)
  • dala.tata 25.12.10, 14:19
    zakladam ze zadajesz powazne pytanie. skoro tak, to ja calkowicie powaznie pokazuje, dlaczego pytanie nie ma sensu. na tym miedzy innymi polega dyskusja naukowa czy quasinaukowa, ze wskazuje sie, ze to co ludzie mowia, to nonesens. nie ma to nic wspolnego z czepianiem sie. a skoro zadajesz pytania publicznie, to ja sie do nich publicznie odnosze.

    gdybys nazwala fakty sloniami, nie zmeiniloby to wiele, bo twoja definicja faktow/sloni nadal nie ma sensu. glownie dlatego, ze ustalenie tego 'co jest' jest niezwykle trudne. i skoro ty uwazasz ze Bog jest faktem, to pogadaj z ateista, podobnie zachecam cie do pogadania z zoologami na temat jednorozca, a z fizykami i chemikami na temat bozonu Higgsa czy flogistonu. jak porozmawiasz, okaze sie, ze ustalenie tego, co jest, jest niezwykle trudne, by nie rzec niemozliwe.

    jesli ty z tej wymiany nic dla siebie nie wynosisz i jest to nadal dla ciebie tylko czepianie sie, no coz,najwyrazniej przecenilem znacznie twoje mozliwosci intelektualne. i juz sie przestaje czepiac, pytaj dalej czy jest zalezy od faktow czyli tego co jest. powodzenia!

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • dala.tata 25.12.10, 14:25
    na wypadek, gdyby to nie bylo takie oczywiste dla ciebie. odnioslem sie do flogistonu, zeby pokazac ci cos, o czym kiedys ludzie i nauka mysleli, ze jest 'fatekm'. z czasem sie okazalo, ze faktem nie jest. i miedzy innymi zmiennosc 'faktow' powoduje, ze tak trudno zdefinowac fakt. problemy obserwacji i inne zawilosci metodologczne, przewrot kopernikanski Kanta, ktore sprawy komplikuja, zostawie juz, bo znow wyjdzie ze sie czepiam.

    larusse, nie przejmuj sie jednak i pytaj dalej o jezyk (jako byt - tego sie juz tez nie bede czepiac, choc mozna byo jezyku jako bycie pogadac i to niezle) i fakty.

    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • larusse 25.12.10, 14:37
    dala.tata napisał:

    > gdybys nazwala fakty sloniami, nie zmeiniloby to wiele, bo twoja definicja fakt
    > ow/sloni nadal nie ma sensu. glownie dlatego, ze ustalenie tego 'co jest' jest
    > niezwykle trudne. i skoro ty uwazasz ze Bog jest faktem, to pogadaj z ateista,
    > podobnie zachecam cie do pogadania z zoologami na temat jednorozca, a z fizykam
    > i i chemikami na temat bozonu Higgsa czy flogistonu. jak porozmawiasz, okaze s
    > ie, ze ustalenie tego, co jest, jest niezwykle trudne, by nie rzec niemozliwe.

    Ale ja wychodzę z założenia, że ustalenie tego" co jest" jest niezwykle proste. Wystarczy, że jakaś jednostka zatrzyma w pewnym momencie "koło rzeczywistości" i rzecz X na tym kole staje się faktem. To jest dla mnie ten "fakt", do którego odnoszę się w pytaniu.

    > jesli ty z tej wymiany nic dla siebie nie wynosisz i jest to nadal dla ciebie t
    > ylko czepianie sie, no coz,najwyrazniej przecenilem znacznie twoje mozliwosci i
    > ntelektualne.

    Myślę, że masz całkowitą rację.

    --
    ...в маленьком городке, где вечные сумерки...
  • dala.tata 25.12.10, 19:20
    to w takim razie bezsesownosc twojego pierwszego pytania powala na kolana.
    ale juz nie bede tlumaczyc.

    larusse napisała:

    > Ale ja wychodzę z założenia, że ustalenie tego" co jest" jest niezwykle proste.
    > Wystarczy, że jakaś jednostka zatrzyma w pewnym momencie "koło rzeczywistości"
    > i rzecz X na tym kole staje się faktem. To jest dla mnie ten "fakt", do któreg
    > o odnoszę się w pytaniu.



    --
    I beseech you, in the bowels of Christ, think it possible you may be mistaken.
  • larusse 25.12.10, 22:24
    No, dobra. Składam broń.

    --
    ...в маленьком городке, где вечные сумерки...
  • bimota 25.12.10, 15:27
    > gdybys nazwala fakty sloniami, nie zmeiniloby to wiele, bo twoja definicja fakt
    > ow/sloni nadal nie ma sensu. glownie dlatego, ze ustalenie tego 'co jest' jest
    > niezwykle trudne.

    Co innego ustalenie, ze norma to mniej niz 10%, nieprawdaz tatku ? wink
  • dala.tata 25.12.10, 19:22
    ????. aaaa ty jeszcze nie mozesz przejsc do porzadku dziennego nad tym, ze jestes homofobem i chcialbys to oswoic? no coz, musisz zyc z niemoznoscia.

    bimota napisał:

    > Co innego ustalenie, ze norma to mniej niz 10%, nieprawdaz tatku ? wink

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • bimota 25.12.10, 23:31
    Chcialbym oswoic to, ze jestem homofobem i nie moge przejsc nad tym do porzadku...

    Trafiles w samo sedno. wink
  • larusse 26.12.10, 08:37
    Ale co jest złego w byciu homofobem, to nie wiem... Przecież to zupełnie normalne...
    Co tu oswajać?!

    --
    ...в маленьком городке, где вечные сумерки...
  • stefan4 26.12.10, 12:53
    larusse:
    > Ale co jest złego w byciu homofobem, to nie wiem... Przecież to zupełnie
    > normalne...

    ,,Normalne'' biologicznie jest działanie w interesie własnych genów i zwalczanie genów konkurentów. ,,Normalne'' jest więc, że mężczyzna heteroseksualny czuje niechęć do innych mężczyzn heteroseksualnych -- przecież konkuruje z nimi o partnerki. ,,Normalne'' jest, że woli mężczyzn homoseksualnych, bo z nimi o nic nie konkuruje. Przeciwnie, mężczyzna heteroseksualny powinien każdemu mężczyźnie homoseksualnemu serdecznie życzyć sukcesu w podbojach miłosnych, bo taki sukces oznacza zabranie z rynku jeszcze jednego konkurenta.

    Niechęć mężczyzn heteroseksualnych do mężczyzn homoseksualnych nie jest ,,normalna'', jest cywilizacyjnym zboczeniem.

    Natomiast jak najbardziej ,,normalna'' jest niechęć mężczyzn heteroseksualnych do kobiet homoseksualnych, zmniejszających rynek po tej stronie, w której są oni zainteresowani obfitością.

    Z punktu widzenia heteroseksualnych kobiet jest oczywiście dualnie: ,,normalna'' byłaby ich niechęć do innych kobiet heteroseksualnych i poparcie dla lesbijek...

    - Stefan
  • bimota 26.12.10, 14:06
    > ,,Normalne'' biologicznie jest działanie w interesie własnych genów

    Ale raczej chodzi o wlasny gatunek, a tu niekoniecznie zwalczanie konkurentow jest korzystne.
    Najlepiej zrobic ankiete i wtedy bedzie jasne...
  • stefan4 26.12.10, 14:38
    bimota:
    > Ale raczej chodzi o wlasny gatunek

    To już jest dziwaczenie podobne do różnych ,,patriotyzmów''. Podmiotem normalnej naturalnej ewolucji nie jest żaden gatunek, tylko gen.

    - Stefan
  • bimota 26.12.10, 17:11
    A gen jest charakterystyczny dla gatunku.

    Dlaczego dziwaczenie ? Masz jakies dane na poparcie swej tezy ?
  • efedra 26.12.10, 19:23
    Proponuję zapytać samce różnych gatunków zwierząt, walczące na śmierć i życie o samicę - czy walczą o przetrwanie gatunku, czy własnego genu.
  • bimota 26.12.10, 20:02
    Walcza, ale chyba raczej rzadko na smierc i zycie...

    Proponuje spytac samce i samice np. wspolnie polujace na zwierzyne...
  • larusse 26.12.10, 16:15
    Ja nie wiem czy to jest cywilizacyjne zboczenie. Dla mnie ta "niechęć" może równie dobrze wynikać z tego, że ja, jako kobieta czy mężczyzna, mogę być potencjalnym "obiektem westchnień" odpowiednio kobiety (czy mężczyzny) homoseksualnej i może mi się to nie podobać (tzn. mnie osobiście to nie rusza, ale jestem w stanie zrozumieć osoby, u których taka myśl wywołuje niechęć czy nawet obrzydzenie i uważam, że jest to zupełnie "normalne").
    Ze swoich doświadczeń mogę dodać, że swego czasu obracałam się w mieszanym towarzystwie lesbijek i kobiet heteroseksualnych i z moich obserwacji wynika, że niechęć tych drugich do pierwszych wynikała właśnie z tego, o czym piszę powyżej (przynajmniej one tak to tłumaczyły). I z tego punktu widzenia nie widzę nic nienormalnego w takiej niechęci

    --
    ...в маленьком городке, где вечные сумерки...
  • dar61 27.12.10, 02:21
    I tak od języka - niebezpiecznie zawadzając o jednorożca - skończyliśmy na języczku.
    Coraz ciekawsze to forum.

  • larusse 20.01.11, 21:47
    dala.tata napisał:
    >i skoro ty uwazasz ze Bog jest faktem, to pogadaj z ateista,
    > podobnie zachecam cie do pogadania z zoologami na temat jednorozca, a z fizykam
    > i i chemikami na temat bozonu Higgsa czy flogistonu. jak porozmawiasz, okaze s
    > ie, ze ustalenie tego, co jest, jest niezwykle trudne, by nie rzec niemozliwe.

    Tak mi przyszło na myśl... Jak już pisałam, wydaje mi się ze ustalenie tego, "co jest" jest w gruncie rzeczy proste. Bo jak udowodnisz, że np. jednorożec nie istnieje (nie ma go) wychodząc z założenia, że to znaczenie warunkuje istnienie? I nawet jesli jakis zoolog "udowodni mi" ze jednorozca nie ma... to co z tego?... nie da się przeciez udowodnic, ze "jednorozec" nie ma znaczenia (=nie ma sensu, bo przeciez kazde wyrazenie ma sens (=ma znaczenie), bo nie nalezy znaczenia mylic z tym, co mozna "spostrzec, zobaczyc".... I dlatego jesli zoolog powiedział by, że wyrazenie "jednorozce istnieją" nie ma sensu, to nalezałoy odpowiedziec, że w takim razie jego stwierdzenie "jednorozce nie istnieją" też nie ma sensu.
    I zoolog jest ugotowany smile


    --
    Larusse cedrowe uda.
  • migni 21.01.11, 00:25
    Niewątpliwie istnieje jednorożec jako wyraz. Albo jako temat powyższego wpisu. Albo jako wyobrażenie o nim, tzn. jako zbiór cech, co do których zgadzamy się, że są wyróżniające dla jednorożca (czyli takich, że widząc/słysząc itd. dowolne zwierzę, jesteśmy w stanie stwierdzić, że oto mamy przed sobą albo jednorożca, albo nie). "Zgadzamy się"... tylko że zapewne mamy na temat tych cech różne wyobrażenie - czyje jest "prawdziwe"? Oczywiście obiektywnego wzorca jednorożca i sposobu jego istnienia być nie może. Można z powodzeniem twierdzić, że jednorożec jest, tylko że niewidzialny i niesłyszalny - taką już ma naturę...
    W sumie byłbym ostrożny z twierdzeniem, że łatwo ustalić "co jest"...
  • larusse 21.01.11, 20:37
    migni napisał:

    > Niewątpliwie istnieje jednorożec jako wyraz. Albo jako temat powyższego wpisu.
    > Albo jako wyobrażenie o nim, tzn. jako zbiór cech, co do których zgadzamy się,
    > że są wyróżniające dla jednorożca (czyli takich, że widząc/słysząc itd. dowolne
    > zwierzę, jesteśmy w stanie stwierdzić, że oto mamy przed sobą albo jednorożca,
    > albo nie). "Zgadzamy się"... tylko że zapewne mamy na temat tych cech różne wy
    > obrażenie - czyje jest "prawdziwe"? Oczywiście obiektywnego wzorca jednorożca i
    > sposobu jego istnienia być nie może. Można z powodzeniem twierdzić, że jednoro
    > żec jest, tylko że niewidzialny i niesłyszalny - taką już ma naturę...

    Każdy jest tak "samo prawdziwy", prawda?
    Naturalnie, że obiektywnego wzorca jednorożca (nie tylko jednorożca, ale w zasadzie chyba wszystkiego) być nie może (tzn. mnie się tak wydaje). Tak samo jak nie można ustalić szeroko pojętego "stanu faktycznego", którego wagę i istotność mimo wszystko np. ja staram się doceniać i akceptować, ale nie potrafię przyjąć za swój.

    (chyba nie bardzo po polsku to wyszło smile ale nie chce mi się nad tym zastanawiać)

    >W sumie byłbym ostrożny z twierdzeniem, że łatwo ustalić "co jest"...

    Dlaczego? Mnie się to wydaje bardzo proste... (ale biorę pod uwagę to, że być może tylko "wydaje" smile )

    --
    Larusse cedrowe uda.
  • dala.tata 21.01.11, 01:30
    larusse, chcesz stworzyc jezyk bez mocy referencyjnej. gratuluje.

    zachecam cie do przemyslenia tego.


    --
    Doktorat - nauka - uczelnia
    Forum dla doktorantów, doktorów, a nawet dla profesorow!
  • larusse 21.01.11, 20:55
    Nie tylko nie chcę stworzyć, ale nawet nie mogę, bo nie wiem czy pamiętasz, ale język jest dla mnie bytem i jako byt jest ode mnie niezależny (nie mogę go tworzyć, nawet nad nim nie panuję, tyle, że to drugie to już zaburzenie). I ten byt właśnie warunkuje bycie, a nie odwrotnie...

    Nie wiem czy nie pomieszałam trochę...
    --
    Larusse cedrowe uda.
  • dala.tata 21.01.11, 23:42
    ok. to teraz bardziej literalnie.

    nie ma czegos takiego jak jezyk bez referencji. a ty o czyms takim mowisz. nie ma to najmniejszego sensu.

    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • efedra 22.01.11, 04:16
    dala.tata napisał:

    > nie ma czegos takiego jak jezyk bez referencji.

    Referencja, zwykle w l.m.> opinia, informacja udzielona o kimś, zaświadczenie polecające kogoś, świadectwo o kimś jako pracowniku": Pochlebne referencje. Dwać komuś referencje. Przedstawić. złożyć referencje (na piśmie). Przyjść z referencjami.
    (Słownik języka polskiego PWN pod red. prof, dr Mieczysława Szymczaka)
    Innego znaczenia to słowo w języku polskim nie ma.

    I komu chciałbyś dawać referencje o języku?
  • dala.tata 22.01.11, 10:45
    polecam skorzystanie ze slownika filozoficznego i zapoznaniem sie alternatywnym znaczeniem slowa 'referencja'.

    na pewno zaskoczy cie tez, ze slowo 'referencja' jest to wykorzystywane nawet na portalu zgapa.

    milej lektury!
    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • stefan4 22.01.11, 11:34
    dala.tata:
    > polecam skorzystanie ze slownika filozoficznego

    Biedna Efedra... Ja na szczęście nie muszę zaglądać do czegoś takiego, bo filozofia mnie nie dotyczy, jako że jestem zdeklarowanym młotem ścisłackim.

    dala.tata:
    > na pewno zaskoczy cie tez, ze slowo 'referencja' jest to wykorzystywane
    > nawet na portalu
    > zgapa.

    Mnie nic nie zaskoczy; skoro portal tak się nazywa, to wszystkiego można się po nim spodziewać. Ale zajrzałem i jest:
    Cytat
    Zasadniczym problemem semantyki językoznawczej jest przy tym podejściu opisywanie reguł odnoszenia się wyrażeń do obiektów pozajęzykowych, jak konkretna referencja wyrażenia oraz jego ogólna denotacja.
    Brrrr....

    dala.tata:
    > milej lektury!

    Drwisz boleśnie, prawda?

    - Stefan
  • dala.tata 23.01.11, 10:04
    musze powiedziec , Stefanie, ze niespecjalnie rozumiem twojego 'brrrr'. dla mnie ten tekst jest calkiem zjadliwy i w pelni zrozumialy. rozumiem jednak, ze jesli nie rozumiesz, to jest 'brrr' i to powino wystarczyc za komentarz? ja pewnie zmienilbym przecinek na srednik, ale zeby od razu 'brrr'?


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • efedra 22.01.11, 14:05
    dala.tata napisał:

    > polecam skorzystanie ze slownika filozoficznego

    Do słownika filozoficznego - przynajmniej na razie - nie mam dostępu, ale zacytowane przez Stefana zdanie z polecanego portalu świadczy o tym, że wielu ludzi w internecie bezkarnie i bezwstydnie morduje język.
    Wnioskując z Twojego pełnego rewerencji zwrotu "nawet na portalu zgapa" uważasz ten portal za wyrocznię językową, a może jakąś jeszcze. Współczuję.
    e.
    >
    > milej lektury!
  • larusse 22.01.11, 14:10
    Oj efedra, dajże spokój... Powiedz lepiej jak poradzić sobie z jednorożcem albo trójkątem o trzech katach prostych.
    --
    Larusse cedrowe uda.
  • stefan4 22.01.11, 22:48
    larusse:
    > Powiedz lepiej jak poradzić sobie z jednorożcem albo trójkątem o trzech
    > katach prostych.

    Z jednorożcem to nie wiem, bo nigdy nie byłem dziewicą. A co do trzech kątów prostych w trójkącie -- czy naprawdę chcesz tutaj wykładu z geometrii riemanowskiej?

    - Stefan
  • bimota 23.01.11, 22:37
    Ten zaraz wykladami straszy jakby nie mozna bylo prosto i krotko...
  • larusse 25.01.11, 20:43
    Chcę.

    Dlaczego "jednorożec jest" jest "bez sensu" i w ogóle Pani już dziękujemy.... A "trójkąt o trzech kątach prostych jest" jest OK???
    --
    Larusse cedrowe uda.
  • stefan4 25.01.11, 22:36
    stefan4:
    > Z jednorożcem to nie wiem, bo nigdy nie byłem dziewicą. A co do trzech
    > kątów prostych w trójkącie -- czy naprawdę chcesz tutaj wykładu z geometrii
    > riemanowskiej?

    larusse:
    > Chcę.
    >
    > Dlaczego "jednorożec jest" jest "bez sensu" i w ogóle Pani już dziękujemy.... A
    > "trójkąt o trzech kątach prostych jest" jest OK???

    Dla mnie jednorożec jest nie bardziej bez sensu niż inne rzeczy, na których się nie znam. Np. nie znam się na psychologii i dlatego takie cytaty z Freuda są dla mnie równie bez sensu jak jednorożec:
    Cytat
    Doch darf man nicht glauben, daß das Kind seine Beobachtung, manche weibliche Personen besitzen keinen Penis, so rasch und bereitwillig verallgemeinert; dem steht schon die Annahme, daß die Penislosigkeit die Folge der Kastration als einer Strafe sei, im Wege. Im Gegenteile, das Kind meint, nur unwürdige weibliche Personen, die sich wahrscheinlich ähnlicher unerlaubter Regungen schuldig gemacht haben wie es selbst, hätten das Genitale eingebüßt. Respektierte Frauen aber wie die Mutter behalten den Penis noch lange. Weibsein fällt eben für das Kind noch nicht mit Penismangel zusammen.

    Co do trzech kątów prostych w trójkącie, to zrób sobie takie doświadczenie. Wystartuj z Greenwich (Londyn) i
    • przejdź po południku 0°, najprościej jak się da, aż do równika; potem zakręć pod kątem prostym w lewo i
    • przejdź po równiku, najprościej jak się da, aż do południka 90°E; potem zakręć pod kątem prostym w lewo i
    • przejdź po tym południku, najprościej jak się da, aż do bieguna; potem zakręć pod kątem prostym w lewo -- znajdziesz się wtedy znowu na południku 0° -- i dojdź do Greenwich.
    O, właśnie przeszłaś trójkąt o kątach prostych przy wszystkich trzech wierzchołkach.

    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/7e/Sphere_wireframe_10deg_6r.svg/270px-Sphere_wireframe_10deg_6r.svg.pnghttp://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/89/Hyperbolic_triangle.svg/220px-Hyperbolic_triangle.svg.png

    Na płaszczyźnie euklidesowej takich trójkątów nie ma, ale na innych powierzchniach mogą być. Geometria Riemanna zajmuje się przestrzeniami o wewnętrznej krzywiźnie dodatniej, takiej jak sfera, gdzie suma kątów w trójkącie przekracza 180°. Geometria Łobaczewskiego zajmuje się przestrzeniami o wewnętrznej krzywiźnie ujemnej, takiej jak siodło, gdzie suma kątów w trójkącie nie dokracza do 180°.

    - Stefan
  • stefan4 25.01.11, 23:32
    stefan4::
    > Geometria Riemanna zajmuje się przestrzeniami o wewnętrznej krzywiźnie
    > dodatniej, takiej jak sfera, gdzie suma kątów w trójkącie przekracza 180°.
    > Geometria Łobaczewskiego zajmuje się przestrzeniami o wewnętrznej
    > krzywiźnie ujemnej, takiej jak siodło, gdzie suma kątów w trójkącie nie
    > dokracza do 180°

    Kurczę, nie cierpię takich błędów gramatycznych. Szczególnie wtedy, gdy to ja sam je popełniam. Oczywiście miało być ,,takimi jak sfera'' i ,,takimi jak siodło''.

    Przepraszam.

    - Stefan
  • bimota 26.01.11, 12:11
    Chyba nie masz za co przepraszac bo mozna to potraktowac jako skrot myslowy i odniesienie do krzywizny, nie do przestrzeni. Zapewne tak bylo, tylko pozniej ci sie o tym zapomnialo... smile

    Czyli mozna krotko i prosto, choc mozna bylo od razu wystartowac z bieguna... smile
  • larusse 26.01.11, 20:24
    stefan4:

    > Dla mnie jednorożec jest nie bardziej bez sensu niż inne rzeczy, na których się
    > nie znam. Np. nie znam się na psychologii i dlatego takie cytaty z Freuda są
    > dla mnie równie bez sensu jak jednorożec:
    > Cytat
    > Doch darf man nicht glauben, daß das Kind seine Beobachtung, manche weibliche P
    > ersonen besitzen keinen Penis, so rasch und bereitwillig verallgemeinert; dem s
    > teht schon die Annahme, daß die Penislosigkeit die Folge der Kastration als ein
    > er Strafe sei, im Wege. Im Gegenteile, das Kind meint, nur unwürdige weibliche
    > Personen, die sich wahrscheinlich ähnlicher unerlaubter Regungen schuldig gemac
    > ht haben wie es selbst, hätten das Genitale eingebüßt. Respektierte Frauen aber
    > wie die Mutter behalten den Penis noch lange. Weibsein fällt eben für das Kind
    > noch nicht mit Penismangel zusammen.
    >



    Stiepan, bardzo proszę tego nieszczęsnego jednorożca traktować poważnie, a nie jakieś mi tu...metafory... smile

    Z tym trójkątem to nic nie widzę...
    Ale ja jestem upośledzona przestrzennie, więc to pewnie dlatego.


    --
    Larusse cedrowe uda.
  • dala.tata 23.01.11, 10:06
    ale na czym polega problem? ze jezyk odnosi sie do pojec? ostatni raz na ostro zajmowano sie tym w sporze o powszechniki w sredniowieczu.

    larusse napisała:

    > Oj efedra, dajże spokój... Powiedz lepiej jak poradzić sobie z jednorożcem albo
    > trójkątem o trzech katach prostych.


    --
    We are the Borg. Resistance is futile
  • dala.tata 23.01.11, 10:00
    nie, nie jest to wyrocznia, jednak w wikipedii slowo 'referencja' czeka na opracowanie. wiec chcialem dac linka do czegokowliek, co potrafilem znalezc w 10 sek. w polskiej wikipedii filozoficzny termin 'referencja' czeka na opracowanie.

    skoro linka do semantyki jezykoznawczej nie odpowiada ci, powiem tak: slowo 'referencja' istnieje nieproblematycznie w slowniku kazdego semantyka/filozofa. i tyle.


    --
    Sometimes, I think the surest sign that there is intelligent life out there in the universe is that none of it has tried to contact us. Bill Watterson.
  • larusse 22.01.11, 12:08
    Dobra, dla Ciebie nie ma sensu... Spoko.
    Ale co w takim razie zrobisz z takimi wyrażeniami jak "jednorożec" czy np. trójkąt o trzech kątach prostych czy koło, które jest kwadratem (albo na odwrót), o których pfg pisał, że "na sferze" jak najbardziej istnieją???
    --
    Larusse cedrowe uda.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka