Dodaj do ulubionych

Wątek nieco off-topic - jedzenie na emigracji

30.03.09, 00:05
Postanowiłem to wrzucić tutaj, bo wygląda na to, że znaczna część forumowiczów
żyje poza krajem smile

Tak mi przyszło do głowy - kiedyś jak pisałem, że mam dostęp do pierogów
strasznie mi tu zazdroszczono. Z drugiej jednak strony my w domu ciągle jemy
głównie "po polsku" a że już mi się trochę przejadło śniadanie w formie polski
chlebek + ser "Sokół" / polędwica sopocka + pomidorek, bez czego nie potrafi
żyć moja luba korzystając z jej wizyty w Polsce postanowiłem pożyć sobie
trochę po Szkocku (bo ja akurat we Francji nie mieszkam). Zakupiłem stosowne
składniki do Brytyjskiego śniadania (boczek, jajka, pieczarki, kiełbaski
Lorne, czarny pudding) i sobie tak śniadam i muszę przyznać, że bardzo mi to
podchodzi - szczególnie gdy na dworze typowa szkocka szaruga dobrze jest
wrzucić na ruszt coś ciepłego zanim się wyjdzie z domu. No i tak zacząłem
sobie filozofować dzisiaj nad moim śniadankiem i właśnie wyklarowało mi się
takie zagadnienie:

Co się dzieje z naszą kuchnią na emigracji? Czy możemy powiedzieć, że
pozostaje bez zmian (jeśli są możliwości oczywiscie)? Czy zostaje zastąpiona
lokalną? A może staramy się przyrządzić polskopodobne potrawy z lokalnych
produktów? A może wszystko się miesza i nasza kuchnia się wzbogaca?

Widzę to po mnie: na początku mojej szkockiej przygody w 2005 roku bardzo
cierpiałem z braku polskiego chleba, hegemoni sera cheddar i temu podobnych
rzeczy. Potem jak pojawiły się polskie sklepy byłem gotów tłuc się autobusem
na drugi koniec miasta żeby tylko przywieźć parę smakołyków. Teraz w Tesco czy
u mnie w sklepie lokalnym mogę sobie kupić polskie rzeczy ale mi się przejadły...

Za to zaczynam odkrywać tak niedocenianą kuchnię wyspiarzy - yorkshire
puddingi z owieczkowym stew, stovis, haggis i tego rodzaju wynalazki...

A jak to było u Was?
--
Samochodem do Turcji
Edytor zaawansowany
  • zielka 30.03.09, 09:28
    Eh, pierogi… no tak. Wesole jest to, ze ja zaczelam byc fanem pierogow, ktorych
    w moim torunskim domu raczej nie bylo, wlasnie w UK, gdzie jak mowilam wzruszyly
    mnie strasznie i poza tym byly latwe do przygotowania i smakowaly tambylcom.

    Jesli chodzi natomiast o Francje, to rzecza ktora tu odkrylam byla przede
    wszystkim fajna kuchnia wloska, typu makaron albo ravioli swieze z pesto i
    salade tomates mozzarella, jak i warzywa grillée w huile d’olive, oliwki, etc.
    Od kilku lat jestem tez fanem passage Brady, czyli indyjsko-pakistanskiej
    dzielnicy Paryza, gdzie jezdze co jakis czas by zaopatrzyc sie w rzeczy, ktorych
    fan kuchni tego rejonu potrzebuje. No i kolejne oczywiste odkrycie, to kuchnia
    magrebu i krajow arabskich, chociaz tej akurat nie umiem robic w domu, wiec
    raczej kupujemy rzeczy na wynos. Kuchnia francuska ma dla mnie pewien zasadniczy
    problem, jest glownie miesna, wiec raczej nie dla mnie.
    Jesli chodzi o polskie rzeczy, to czasem grochowka (zmiksowana) z duza iloscia
    czosnku i majeranku, oraz w ogole wariacje na temat plackow : ziemniaczane
    (nieczesto), dyniowe (starta dynia, jajko i maka, plus rozne indyjskie
    przyprawy, podawane z jogurtem i z chutney), biala kapusta gotowana z suszonymi
    grzybami, pomidorami i majerankiem.

    Ale generalnie polskie rzeczy weszly do mojego jadlospisu dopiero po kilku
    latach we Francji, w momencie, gdy zamieszkalam z pewnym mlodym czlowiekiem.fr.
    Wczesniej, raczej interesowalo mnie co inni blizni jedza lub robia. A ze przez
    pierwsze lata studiow pracowalam w knajpie, to od razu dane bylo mi poznac te
    czesc kultury dosc przyzwoicie smile

    --
    ********ziel.blox.pl/ *********
    (jakies przepisywania z prasy wszelakiej)
  • tomek854 30.03.09, 17:01
    O tak, kuchnia włosna, te wszystkie makarony, pasty, małe pierożki... Zawsze to
    lubiłem, z tym że w Polsce mniej to było dostępne niż tutaj (przynajmniej cenowo
    dla studenta), teraz mnie stać...

    Kuchnia arabska: Mam taki supermarket po drodze ode mnie do centrum miasta, tam
    mają wszystko, tylko ja nawet nie bardzo wiem od czego zacząć... Ale bywam tam
    regularnie po najpyszniejsze lody pistacjowe jakie w życiu jadłem (importowane z
    Pakistanu - że też im się opłaca to wozić!).

    Z grochówką mam o tyle dobrze, że Szkoci mają bardzo podobną zupę
    Grochowo-Szynkową więc mogę sobie nawet w restauracji zamówić. Naprawdę, jest
    nieco inna ale w niczym nie ustępuje naszej grochówce (no może poza prawdziwą
    wojskową z kuchni polowej gdzieś na obozie harcerskim, ale to co innego, nie? smile )

    Za to z fascynacją obserwowałem zjawisko, które się niestety kończy z powodu
    łatwej dostępności polskich produktów, czyli inwencja twórcza rodaków w kwestii
    "potraw zastępczych" czyli np. "pierogi ruskie z serem feta zamiast tradycyjnego
    nadzienia" czy "101 sposobów na to, żeby ohydny brytyjski chleb stał się twardy
    i chrupiący"... smile
    --
    Samochodem do Turcji
  • klymenystra 30.03.09, 10:28
    Ja nie bylam na emigracji, ale mieszkalam we Francji (z przerwami).
    Na poczatku, jako ze jedzenie bylo zapewniane, musialam jesc, co dawali i powiem
    szczerze- jakos specjalnie nie tesknilam za naszym polskim jedzeniem. Francuskie
    zarelko jest zdrowsze, docenialam to smile Jedyne, co wywolalo u mnie fale
    nostalgii, to bylo choucroute, bo do naszego bigosu to mu daleko. Potem czesc
    nawykow francuskich przenioslam do Polski.
    Za drugim razem, jako studentka, musialam po prostu jesc tanio. A najtansze
    rzeczy byly typowo francuskie - cordon bleu, mrozonki z kaczka itd. Moja radosc
    na widok kielbasy i karkowki byla raczej wywolana tym, ze nie musialam tego
    kupowac, czyli zaoszczedzilam (chociaz fakt, smaczne bylo, lepsze niz parowki z
    Leader Price'a wink).
    Nie do konca rozumiem ludzi, ktorzy za granica nadal jedza po polsku i nie maja
    checi "odkrywac" innych kuchni. Przeciez to tez jest czesc kultury...
    --
    70/95= 30FF

    75B nie istnieje. 80D teznie.
  • liloom 30.03.09, 19:06
    Polskie jedzenie jest dla mnie ZA tluste. Kanapki na sniadanie i kolacje sa na
    dluzsza mete nudne. Przyzwyczajenie do obiadu typu kartofle+mieso+warzywa
    doprowadza mnie do "bolu glowy". Wariantow jest przeciez duzo wiecej,
    niekoniecznie austriackie, francuskie czy polskie... W Azji rano je sie na
    cieplo. Czesto ryz z dodatkami i sosem. U nas w Polsce nie do pomyslenia. Nie do
    pomyslenia w Polsce byly do niedawna malze, slimaki, a juz ostrygi - no jak to?
    zywe???
    Nastawienie do jedzenia to nastawienie do zycia. Albo ktos jest otwarty, albo
    nie. A Wy jak myslicie?
    --
    Zajrzyj na Forum Francuskie

    czy wiesz co wlasciwie robi Greenpeace ?
  • anna84k 30.03.09, 23:33
    A ja jakoś nigdy nie miałam problemu z nundym jedzeniem, gdyż moja mama kochana
    zawsze lubiła eksperymentować w kuchni i zapożyczała pomysły z innych krajów czy
    kultur. A najczęściej robiła cos z niczego, czego po pewnym czasie nauczyłam się
    i ja. Dlatego zdziwiły mnie we Francji te wszystkie preparacje potraw, robienie
    nieskończonych list zakupów tylko po to, żeby przygotować jeden obiad.

    A jeśli chodzi o kuchnię francsuką, to lubię, ale nie zachwycam się, za to
    uwielbiam odkrywać nowe potrawy (potem wcinam przez miesiąc, aż mi się
    znudzitongue_out). A był ktoś z was kiedyś na obiedzie w Normandii? Opowiem szybko, bo
    to naprawdę fenomen.

    Do stułu zasiada się o 12.00 a wstaje od niego ok 18.00. To taki typowy
    niedzielny obiad w gronie rodzinnym. Na pierwszym miejscu oczywiście aperitif,
    po którym szczerze mówiąc już mogłabym nie jeść dalej, no, ale cóż. Tak więc
    chrupki, pomidorki, parówki, chipsy i alkohol. Słone, żeby pobudzić apetyttongue_out
    Potem entree. Najczęsciej cos rybnego. Potem drugie entree, tu już pasztet
    pieczony, albo o zgrozo foie gras. W tym momencie jestem już praktycznie
    najedzona i zaczyna mi się chcieć spać. Ale przychodzi danie główne, w postaci
    jakiegoś mięsa, po 10 minutach dolatuje warzywo. I teraz przerwa! SOrbet
    jabłkowy pływający w Calvadosie, tzw. trou normand. Żeby wszystko się dobrze
    przetrawiło. Następnie drugie danie główne, jakaś zapiekanka, np. tartiflette.
    Teraz leżę już praktycznie pod stołem, bo oprócz aperitivu jest wino, które mimo
    moich usilnych starań nie znika z kieliszka. I teraz czas na sałatę, sery i
    chleb (który przez cały obiad jest obecny). Na (wydawałoby się) koniec jest
    deser, tarta jabłkowa, tutejszy specjał albo inne cos z czekoladą. POtem
    digestif w postaci mocnego alkoholu owocowego, np. sliwkówka tongue_out i kawa (no i do
    niej oczywiście ciasteczka czy czekoladki).
    I powiedzcie, jak normalny człowiek może to znieść?
  • tomek854 30.03.09, 23:45
    Takie celebrowanie posiłków to nie tylko we Francji - Polska kuchnia też z tego
    słynie...

    Miałem w rodzinie kiedyś takiego nestora, przedwojennego Hrabiego... U niego
    rodzinne obiady wyglądały całkiem podobnie, choć skromniej ze względów
    finansowych... Ale celebra była ta sama.
    --
    Orysiowa Pisanina
  • klymenystra 31.03.09, 01:04
    Ach, przypomnialy mi sie niedzielne obiady w mojej burgundzkiej famille d'accueil...
    Apéro - szampan brut smile)) i jakies chrupiace cos, entrée salata z pomidorami,
    albo szparagi w beszamelu i wino, danie glownie -kaczka, krolik, ryba, wolowina
    do tego ze trzy rodzaje warzyw oraz wino, sery i wino, deser i wino, kawa,
    czekolada i porto albo koniak. Nie musze dodawac, ze na poczatku wstawalam od
    tych obiadow pijaniusienka? Trwaly okolo trzech godzin, wszystko bylo pyszne
    (pani domu na moje wyraznie zyczenie nie dawala owocow morza i watrobki) i
    podawane w takim tepie, ze spokojnie mozna bylo jesc i jesc...
    --
    70/95= 30FF

    75B nie istnieje. 80D teznie.
  • anna84k 31.03.09, 19:49
    A paradoks polega na tym, że na imprezach francuskich (typu urodziny, rocznice,
    wesela) jest bufet i to zimny. Nie ma żadnego porównania ze zwykłym niedzielnym,
    jakże obfitym obiadem. No, chyba, że tylko ja miałam takiego "pecha"tongue_out
  • buchtaj 01.04.09, 08:56
    Sztuka polega na tym, żeby się nie ''napchać'' od razu. I tak na przykład
    aperitif powinien być naprawdę symboliczny w rodzaju trzy orzeszki ziemne.
    Naprawdę nie musisz jeść wszystkiego, co jest na stole. I to samo dotyczy
    wszystkich kolejnych potraw - na przykład przy serwowaniu foie gras przewiduje
    się 30g na osobę - to naprawdę nie jest dużo. Jak zasiadając do stołu wie się
    mniej więcej jakie będzie menu można spokojnie sobie wszystko rozplanować i nie
    nażerać się do granic przyzwoitości. I naprawdę myślę, że w porównaniu z ilością
    jedzenia, które wpycha się w gości na przeciętnym polskim weselu, francuski
    obiad jest nie tylko zdrowszy, ale i bardziej lekkostrawny. Mieszkam we Francji
    od pięciu lat i każdy mój codzienny obiad składa się z warzywnego entree, dania
    głównego i deseru. Pierwszy głód zaspokaja się zdrowymi warzywami i potem nie ma
    się już ochoty opychać makaronem, mięsem, czy innymi ziemniakami. A na
    zakończenie słodki deser, który na długo zaspokaja ochotę na słodycze, niestety
    często podjadane przez Polaków między posiłkami. Francuska kuchnia naprawdę nie
    jest taka głupia - choćby ścisłe przestrzeganie zasady ''pięć owoców i warzyw
    dziennie''. Który Polak tak je? Pozdrawiam.
  • anna84k 01.04.09, 17:50
    Masz rację oczywiście. Problem polega na tym, że ja już przy aperitivie jestem
    już tak głodna, że nie mogę się opanować, no, ale to już moja wina. A z tymi
    warzywami i owocami, to szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby aż 5 z każdego jedli.
    Może dzieci się bardziej przymusza do tego, ale wśród dorosłych nie zauważyłam.
    A deseru faktycznie się u nas nie je, a lepiej chyba zjeść po posiłku, kiedy sie
    jest już najedzonym, niż najadać się nim samym. Ja zawsze wstaję tu do stłu
    wypchana po brzegi. WIesz dla mnie obiad jest czymś przyjemnym nad czym nie
    musze się specjalnie zastanawiać i nie lubię kalkulować spożywanych ilości. W
    Polsce wszystko co mam do zjedzenia od razu znajduje się na talerzu, a jeśli już
    nie mogę, to po prostu zostawiam, jem później lub wrzucam spowrotem do garnka. A
    tutaj łakomstwo niestety przeze mnie przemawia i chęć spróbowania chociaż tego
    co właśnie wjechało na stół smile
  • dziaadek 02.04.09, 18:41
    Ja, dosyc krotko po przyjezdzie przestawilam sie na kuchnie
    francuska, bo mi lepiej odpowiada niz polska.
    Pierwsze odkrycie to sniadanie, na slodko i w malej ilosci, popijane
    duza iloscia kawy. W Polsce zawsze mialam problem z jedzeniem
    wedlin, serow i innych jajek z samego rana.
    Drugie odkrycie, ze mozna jesc mieso bez ziemniakow i ze mozna je
    zastapic przeroznymi innymi warzywami, ryzami i makaronami.
    Wyjechalam z Polski w ostatnich latach komunizmu i niestety tluczone
    ziemniaki z maslem krolowaly na stolach.
    Od tej pory przestalam jesc ziemniaki przez dobrych pare lat. Teraz
    je jem od czasu do czasu i z wielka przyjemnoscia ale nigdy tluczone
    (uraz pozostal)
    Odkrylam tez, ze zamiast panierowanych kotletow wieprzowych i
    kurczakow mozna jest pyszne krwiste befsztyki, jagniecine i piersi
    kaczki i ze obiad przygotowuje sie w 10-15 minut chrono. W moim
    rodzinnym domu obiad gotowalo sie conajmniej 2 godziny (obieranie
    warzyw na zupe czy lepienie pierogow to dosyc pracochlonne zajecie)
    Teraz po ponad 20 latach pobytu chetnie zajadam sie polskimi zupami
    (ktore w/g mnie sa naprawde o wiele lepsze i ciekawsze od
    francuskich) lubie tez zrobic czasami golabki, szarlotke i sernik.
    Ogolnie moge zyc bez polskiego jedzenia we Francji i prawde mowiac
    nie chodze do polskich sklepow.Natomiast jak jestem w Polsce z
    przyjemnoscia objadam sie polskimi specjalami.
    W sumie brakuje mi czasami polskich kanapek na kolacje albo dobrej
    kielbasy na goraco popijanej herbata.Chyba ustale, ze w niedziele
    bedziemy jedli po polsku.


Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka