Dodaj do ulubionych

Czasy idą ... trza się bać

03.11.19, 12:19
Rafał Ziemkiewicz... big_grin

Przy niedzielnym śniadanku miałem taki ubaw, że muszę się tym podzielić.

Żona włączyła – pewnie powtórkę – programu Marcina Mellera „Drugie Śniadanie Mistrzów” na TVN-24bis. Zaszedłem na ostatni kwadrans, więc za późno, by zobaczyć, jak pani Sobolewska z „Polityki” upierała się, że 1 listopada to Dzień Zaduszny, a Wszystkich Świętych to drugiego.

Ale jak w raz, żeby wysłuchać długiego, przejmującego monologu aktorki Julii Wyszyńskiej – tej, która zasłynęła „robieniem laski” figurze Jana Pawła II w spektaklu-prowokacji „Klątwa” w warszawskim teatrze.

Pani Wyszyńska opowiadała o swoim męczeństwie. Z twarzą nieruchomą, wzrokiem zaszczutym, wbitym w róg sufitu, cykając powoli słowa, tak, jak w programach typu „nocne rozmowy” mówią o swych traumach ofiary gwałtów czy innych zbrodni, pani Wyszyńska zwierzała się, co ją spotkało po owym spektaklu. A pozostali uczestnicy słuchali w nabożnym skupieniu, ze zgrozą i współczuciem malującym się na twarzach.

Co spotkało aktorkę? Z opowieści wynikało, że nic. TVP nie wyrzuciła jej z serialu. Nie zetknęła się bezpośrednio z żadną agresją, nikt jej nie naubliżał ani nie przysłał anonimu. Nie wyrzucono jej z teatru ani nie odmówiono roli. Przeciwnie, ona sama chciała z tego wszystkiego odejść, tylko przyjaciele namówili ją, żeby wróciła i grała dalej.

Ale nie dajcie się zwieść – pani Wyszyńska bowiem BAŁA SIĘ. I cała opowieść, jaką snuła, była o tym, jak bardzo bała się, że ten PiS, ci faszyści, ta katolicko narodowa tłuszcza COŚ jej zrobi. Coś, co będzie straszne. Z tego strachu nie mogła grać, nie mogła normalnie funkcjonować. Jej nazwisko pojawiło się w gazetach, stało się znane (dla aktora rzecz niezwykła i straszna, prawda?). Czuła, że jest nienawidzona. Czuła to przez skórę, jak, trudno nie mieć takiego skojarzania, pastowany na czarno pajac z „Wyborczej”, który podobnych traum doznawał szwendając się godzinami po Marszu Niepodległości, żeby ktoś go zaczepił.

Na szczęście, zadzwoniła do niej sama Olga Tokarczuk. I ona, też będąca ofiarą straszliwych prześladowań i hejtu, wsparła Wyszyńską. Powiedziała jej, żeby się nie bała.

I Wyszyńska, nie żeby przestała się bać, bo się boi nadal – ale nabrała wiary, i jednak żyje dalej. I chce dalej grać.

To nie koniec. Gdy przebrzmiały fanfary, włączył się Grzegorz Kasdepke – kiedyś autor fajnych książeczek dla dzieci, od kilku lat kompletny kodziarski oszołom – i ogłosił, że założyli fundusz i zespół pomocy prawnej dla takich jak ona prześladowanych artystów. I Julia Wyszyńska, ani żaden artysta, którego PiS prześladuje, nie pozostanie sam. Będą im organizować pomoc prawników (o dużo bardziej potrzebnej pomocy psychiatrycznej nie wspomniał) i pomagać finansowo. Niech sobie nikt nie myśli, że niepokornych aktorów czy pisarzy można zastraszyć. Nie!

No, to mamy hepyendziarską płentę, ucieszył się Marcin Meller, dając hasło zakończenia seansu.

Moje pióro nie jest w stanie tego unieść. Tak, pięcioro ludzi uważających się za poważnych (może czworo, nie zauważyłem, by przez ten ostatni kwadrans Łukasz Orbitowski wtrącił się jakoś – wyglądał na przytłoczonego mrożkowskim absurdem, może znalazł się w tej małpiarni tam przypadkowo) z zapałem przeżywających grozę tego, co się nie zdarzyło, ale przecież MOGŁO, bo wszyscy wiemy, gdzie żyjemy, jaki jest ten PiS. I ta faszystowska widownia, która, zupełnie nie wiadomo dlaczego, reaguje na „artystyczne” prowokacje w taki sposób, że daje się sprowokować do wyrażenia niezadowolenia – a to sprawia, że potem taka pani Julia nie może spać, jeść, grać ani w ogóle. Gdzieś na krawędzi świadomości pojawiło mi się wspomnienie z roku 2007, z czasów poprzedniego PiS, jak Manuela Gretkowska opowiadała w TOK FM o grozie życia w „dusznej atmosferze rządów opartych na nienawiści”. Otóż jak wracała wieczorem do domu, jechał za nią jakiś samochód. Jechał i jechał, i co prawda potem skręcił i pojechał gdzie indziej, ale strach pozostał długo – sami wiecie, jak to jest (pamiętam, że rozmówcy w TOK FM wiedzieli).

Moje pióro tego nie udźwignie. Ale gdyby zmartwychwstali Mrożek, Gombrowicz, Witkacy i Ionesco, też nie daliby rady. To trzeba było zobaczyć. Ten ton, te miny, tę grozę, że nic, zupełnie nic się nie stało, ale jednak – strach był, hejt i duszna atmosfera czaiły się, niczym u Lovecrafta, na granicy zaistnienia, i nawet sama Tokarczuk nie do końca rozproszyła grozę…

Mistrzowie. Marcin Meller, kiedyś sensowny, sympatyczny dziennikarz i podróżnik. Duszna atmosfera potencjalnego męczeństwa i wirtualnej konspiracji. Co za psychiatryk! Siostro, kaftan. A raczej – od razu pięć kaftanów. Obejrzyjcie to sami, pewnie jeszcze będzie powtórka, albo na VOD wrzucą.
--
http://www.bilder-hochladen.net/files/itqm-o3-3d8e.gif
www.youtube.com/watch?v=wccL2xJ78sU
Obserwuj wątek
    • m.maska Re: Czasy idą ... trza się bać 03.11.19, 12:25
      Komentarz... big_grin

      Paranoja jak ze starego kawału:

      -Hej, może wpadniemy do was w niedzielę na obiad?
      -No wiesz, może lepiej nie....
      -Ale dlaczego? Jesteście zajęci?
      -Nie o to chodzi... No wiesz, po waszej ostatniej wizycie zginęła nam srebrna cukiernica...
      - No wiesz co? Przecież wiesz że my niczego byśmy wam z domu nie wynieśli!
      -Tak wiem, zresztą cukiernica juz się znalazła.
      -No to w czym problem?
      -No wiesz, niesmak jednak pozostał....


      --
      http://www.bilder-hochladen.net/files/itqm-ly-288c.gif
      www.youtube.com/watch?v=wccL2xJ78sU
      • al-szamanka Re: Czasy idą ... trza się bać 03.11.19, 20:21
        m.maska napisała:

        > Komentarz... big_grin
        >
        > Paranoja jak ze starego kawału:
        >
        > -Hej, może wpadniemy do was w niedzielę na obiad?
        > -No wiesz, może lepiej nie....
        > -Ale dlaczego? Jesteście zajęci?
        > -Nie o to chodzi... No wiesz, po waszej ostatniej wizycie zginęła nam srebrna c
        > ukiernica...
        > - No wiesz co? Przecież wiesz że my niczego byśmy wam z domu nie wynieśli!
        > -Tak wiem, zresztą cukiernica juz się znalazła.
        > -No to w czym problem?
        > -No wiesz, niesmak jednak pozostał....

        Dokładnie ten sam poziom big_grin
        Nikomu się nic nie stało i nie stanie, ale co by było gdyby się stało?
        Ta obsesja jest tak straszliwa, że można ze strachu ogłupieć... czego te osoby dały świadectwo.



        --
        AL

        Bóg śpi w skałach, śni w kwiatach...
    • a74-7 Re: Czasy idą ... trza się bać 03.11.19, 20:36
      Stary juz text z " Na Salonie "zdaje sie :
      Napisalam " o Jasiu" co to byl pastuszkiem , a moze zwyklym pastuchem ,kto to wie?


      pastuszku i złym wilku

      Pastuszek prowadzał owieczki na łakę pod las. Kóregoś dnia mieszkańców wioski poderwał lament - ludzie ratujcie wilk porywa mi owce! Gdy przybiegli z widłami odegnać napastnika okazało się, że nic z tych rzeczy. Wilka nie ma i nie było a pastuszek aż pokłada się ze śmiechu jaki to świetny żąrt udało mu się wyciąć.

      Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. I znowu ludzie przybiegli i znowu niepotrzebnie.

      Trzeciego dnia gdy spod lasu rozległ się lament nikt jużź nie chwycił za widły i nie przybiegł na ratunek. A tym razem wilk rzeczywiście porwał owcę do lasu. Ale na próżno pastuszek płakał i wołał . Nikt mu nie uwierzył.
      Bajki mają to do siebie, że zawierają czytelny morał. Ale działacze PO albo tej bajki nie znają, albo morału nie zrozumieli. Bo dziś są wypisz-wymaluj w sytuacji pastuszka. Jak głośno by nie krzyczeli, jak gęste ślozy nie kapałyby im z policzków, dziś nikt już głowy nie podniesie i nie spyta "A może coś jest na rzeczy".

      Koniec Polski i demokracji oraz ostateczną kompromitację w świecie ogłoszono już m.in. z powodu:

      - torby żony prezydenta

      - torebki posłanki Szczypińskiej

      - brudnych butów Jarosława Kaczyńskiego

      - za krótkich spodni Ludwika Dorna

      - psa Ludwika Dorna

      - kota Jarosława Kaczyńskiego

      i tak można wymieniać. To są największe afery IV RP.

      Kaczyński był już:

      - Łukaszenką

      - Putinem

      - Stalinem

      - Hitlerem

      - Bierutem

      - Gomułką

      - Bermanem

      - Urbanem

      i tą listę też można ciągnąć.

      I jeżeli jutro PiS naprawdę zrobiłoby coś groźnego, naprawdę wydarzyłoby się coś co wymagałoby sprawdzenia, nagłośnienia, interwencji, protestu, to nie będzie komu o tym powiedzieć. I już dziś działaczom Platformy brakuje słów, brakuje skali, już są przy ścianie. Chcieliby zakrzyknąć, poderwać, ale wszystko już było. Po co tego znów słuchać?
      • m.maska Re: Czasy idą ... trza się bać 05.11.19, 09:43
        Zachowanie tej "inteligentnej" czesci spoleczenstwa, co to nie wiedziala w ktorej kratce postawic krzyzyk bo ta inteligencja ich tak rozsadzala, przypomina nieustanne trzymanie w napieciu - niech sobie skocza ze spadochronem, albo na bunji skoro potrzebna jest im nieustanna adrenalina - tylko niech przestana w koncu nudzic...

        --
        http://www.bilder-hochladen.net/files/itqm-ly-288c.gif
        www.youtube.com/watch?v=wccL2xJ78sU

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka