Dodaj do ulubionych

Jakie przedszkole dla małego geniusza?

12.02.08, 00:37
Witam,

Bardzo chciałabym pomóc mojemu synkowi rozwinąć skrzydła :) Pisałam
w poprzednim wątku że jest on dzieckiem moim zdaniem naprawdę
nieprzeciętnym i wybitnie zdolnym w wielu dziedzinach. Ma teraz 2
lata i 2 miesiące, a jego mądrość zadziwia wszystkich (nie tylko
mnie i rodzinę). Mam ogromny dylemat, rozpoczynają się nabory do
przedszkoli i ja nie wiem co robić: czy wybrać normalne przedszkole,
państwowe, standardowe, przeciętne... czy szukać czegoś specjalnego,
przedszkola dla nieprzeciętnych dzieci, gdzie mógłby rozwijać się
adekwatnie do swojej bystrości? Nie wiem czy i gdzie są takie
przedszkola (śródmieście, warszawa), może Pani lub któraś z
forumowiczek wie coś na ten temat? Z jednej strony wydaje mi się że
powinien chodzić "normalnie" z wszystkimi dziećmi, żeby nie nabierać
przekonania o swojej wyzszości, elitarności, nie wiem jak to ująć
(czy to może bezsensowna obawa co do takiego małego dziecka?), w
myśl zasady że perełka i tak wypłynie, w każdym środowisku. Z
drugiej strony cały czas kołacze mi się po głowie myśl że się będzie
tam nudził, marnował, zwyczajniał.. że będzie się ciągnął w dół, do
przeciętnej, zamiast w górę, w stronę wyzwań. Jestem broń Boże
daleka od oceniania innych dzieci w typowych przedszkolach, czy też
od chęci wrzucania go od najmłodszych lat do wyścigu szczurów (sama
się nim brzydzę!!!). Ale z drugiej strony...itd... Milion myśli na
sekundę, a czasu na decyzję coraz mniej. Proszę o jakąś radę, pomoc.
Może ma Pani jakiś telefon do dobrego, bezpłatnego najchętniej
psychologa, z którym mogłabym porozmawiać na ten temat i który
mógłby spojrzeć bezpośrednio na synka.. Dziękuję i pozdrawiam.
Edytor zaawansowany
  • anna.kosk 12.02.08, 09:04
    Witam. warto na pewno poświecić trochę czasu na wybór dobrego przedszkola, do
    którego pośle Pani małego z lekkim sercem, nie mając poczucia, że go Pani
    marnuje.nie wiem gdzie Pani mieszka ale w Warszawie teraz jest trudno z
    miejscami w przedszkolach, w bieżącym roiku nie wszystkie 3 latki się zmieściły
    w tym roku zapowiada sie podobnie. Sam wybór przedszkola do którego chciałoby
    się oddać dziecko jeszcze nie gwarantuje tego ,ze tak się rzeczywiście stanie.
    Z kolei przedszkola prywatne są bardzo drogie a nie każde jest godne polecenia.I
    podobno też jest ciężko z miejscami. taka proza życia.
    Jeśli chodzi o konsultację z psychologiem dziecięcym radziłabym spróbować w
    rejonowej Poradni Psychologiczno -Pedagogicznej, zorientować się jaką mają
    ofertę i możliwości. Z drugiej strony szukaąłbym kontaktu z rodzicami innych
    zdolnych dzieci i stowarzyszeniami. przesyłam link i pozdrawiam.
    udr.inet.waw.pl/zdolne_cen.html
  • polcia_uk 13.02.08, 10:05
    Troszke mialam watpliwosci jak przeczytalam "maly geniusz", ale ...
    POszukaj dobrego przedszkola, naprawde warto. Niestety tak jak
    napisalas, w zwyczajanej szkole czy przedszkolu dziecko
    najprawdopodobniej sie uprzecietni. I niech nikt sie nie pogniewa,
    bo dzieci przecietne sa cudowne (pewnie sama takie bede miala), ale
    prawda jest taka ze dzieci traca swoje wrodzone umiejetnosci jesli
    nikt nie zwroci na nie uwagi i nie pomoze im ich rozwinac. I nie
    chodzi o pchanie dziecka, a jedynie od danie mu szansy. Ponad 80 % 2-
    latkow, wykazuje ponadprzecietne zdolnosci, ale juz jedynie 50% 6
    latkow i zaledwie 15% ludzi doroslych.
    Znalazlam kiedys fajny artykul na necie i jesli chcesz to moge go
    przemailowac, tylko podaj maila. Jest tam tez literatura.
    Mysle, ze warto dac dziecku szanse.
    Pozdrawiam i powodzenia:)
  • verdana 13.02.08, 15:37
    A ja sie trziche boje o to dziecko. Sa dzieci, ktore rozwijaja sie
    znacznie szybciej niz rówieśnicy, ale to niestety, nie oznacza, ze
    będą w przyszlosci znacznie od nich zdolniejsi. Tymczasem Twoje
    dziecko juz funkcjonuje jako "geniusz", i juz masz obawy, ze pewnego
    znia stanie się - pod wplywem innych dzieci - zwyczajne.
    bardzo prawdopodobne - moj mąż biegle czytał majac lat trzy - i to
    czytał nie książeczki dla dzieci, ale encyklopedie. Gdyby rozwijał
    sie normalnie, jego matka bylaby pewnie do dzis z niego dumna. Ale
    on, choć bardzo zdolny, nie zrobił oszałamiajacej kariery,
    jest :"normalny".
    No i dla matki to problem. Nie rob tego samego swemu dziecku.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 13.02.08, 18:16
    Hmm, zgadzam sie z polcia_uk a propos mowienie o dziecku geniusz (i
    innymi paniami). I ta statystyka ktora ona podaje ma sens. To prawda
    ze najwiekszy potencjal u dzieci jest do 6 roku zycia. Wtedy tez
    mozesz ich wszystkiego nauczyc i wrecz zrobic z nich geniuszy! Nie
    wiem co to jest ale tak jest. Druga sprawa, moja znajoma ktora uczy
    muzyki (skrzypce) juz od b. dawna kiedyz mi powiedziala ze jesli
    chcesz miec geniusza w muzyce musisz zaczac miedzy 2 a 3 rokiem
    zycia. Patrz Mozart, Bach lub Beethoven. Albo Nigel Kennedy. I to
    nie ma nic do czynienia z wyscigiem szczurow!!! Czemu uzywasz takich
    okropnych okreslen. Czy chcesz zeby twoje dziecko w fabryce
    pracowalo na tasmie niz robilo za 20 lat kariere? Czy wolisz zeby
    ulice zamaiatalo i wiazalo koniec z koncem nie bedac w stanie
    utrzymac sie? I co w ty zlego chciec miec genialne dziecko i
    rozwijac jego zdolnosci? Czemu to jest postrzegane jako cos zlego?
    Czy dlatego ze sama masz kompleksy wobec ludzi robiacych kariere?

    Druga rzecz ktora chce wspomniec - jedna z pan wspomniala swego meza
    ze byl zdolny ale kariery nie zrobil. Otoz, bycie geniuszem to jedno
    a zdolnosc radzenia sobie w zyciu i sytuacjach zyciowych to drugie.
    Czyli tzw. inteligencja emocjonalna. Na pewno znacie przypadki ludzi
    wybitnie zdolnych ktorzy nigdzie sobie nie radza? No coz, wysokie IQ
    jeszcze nie oznacza ze ktos bedzie sobie w zyciu super radzil. Ale
    to nie oznacza ze masz swojemu dziecku nie pozwalac rozwijac sie i
    dac mu szanse :) Musisz zrobic jak najwiecej dla niego teraz bo to
    najwazniejszy okres jego zycia. Jesli tak zrobisz nigdy potem nie
    bedziesz miala wyrzutow sumienia ze zaniedbalas jego potencjal :)
    prawda?

    Jeszcze jedno - jesli czujesz ze mozesz wiecej i lepiej swoje
    dziecko rozwijac to co ci stoi na przeszkodzie? Rob co tylko mozesz
    by rozwinac jego jak najlepiej. I nie sluchaj o tym wyscigu
    szczurow - to jest kolejna glupota wymyslona zeby matki chyba nie
    rozwijaly potencjalu swoich dzieci...I one to pozniej sluchaja i
    zaluja jak jest za pozno...

    pozdrawiam
  • verdana 13.02.08, 19:27
    Inteligencja emocjonalna to piękne określenie - ale nieistniejacego
    zjawiska. Inteligencja emocjonalna nie istnieje - to po prostu
    wieksza lub mniejsza umiejętność radzenia sobie w życiu.
    Dziecko kreowane od najmłodszych lat na "geniusza", ktorego zwykłe
    przedszkole może pozbawic zdolności, będzie miało o wiele wieksze
    trudnosci z radzeniem sobie w zyciu - i zawodowym i osobistym -
    niz "zwyczajne", kochane i zadbane dziecko, gdzie nikt nie
    przywiazuje jedynie uwagi do rozwoju intelektualnego, a interesuje
    sie co najmniej w równym stopniu rozwojem społecznym i zapewnieniem
    dziecku wolnego czasu i beztroski.
    I moja kolezanka, wybitny naukowiec, piszaca obecnie habilitację,
    nie była zdolnym dzieckiem - przeciwnie. Miała opinię dziecka
    niezbyt inteligentnego - przynajmniej do 7 klasy podstawowki. Nie
    jest więc tak, ze rozwijają sie tylko małe dzieci, a potem już
    przepadło. To kolejny mit.
    W zyciu istnieje nie tylko kariera i inteligencja. Owszem, mozna
    dziecko uczyc matematyki wyższej i gry na skrzypcach od 3 roku
    zycia. Tylko czy to dziecko bedzie kiedyś szczęśliwe?
    Zwracam tez uwagę na to, ze Beethowena nikt raczej nie rozwijał -
    byl o ile pamietam dziewiatym dzieckiem w patologicznej rodzinie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 13.02.08, 20:40
    pl.wikipedia.org/wiki/Ludwig_van_Beethoven
    Poczytaj sobie o tej "patologicznej" rodzinie Beethovena jak nie
    wiesz.

    Tu nikt nie mowi o kreowaniu na geniusza ale dbaniu o swoje dziecko.
    Tak samo jak chcemy zeby nasze dzieci dostawaly jedzenie tak samo
    chcemy tez rozwijac ich intelekt. Nie ma nic gorszego niz zaniedbac
    talent i potencjal dziecka bo sie sluchalo ludzi i ich "madrosci".
    Tak jak w bibli wspominaja o tych pogrzebanych talentach.

    Inteligencja emocjonalna istnieje - bo to jest dokladnie umiejetnosc
    radzenia sobie w zyciu. Wejdz do ksiegarni i kup sobie pierwsza
    lepsza ksiazke o tym to zrozumiesz o czym mowie.

    A czemu do 6 roku zycia - a bo mozg wtedy jest najchlonniejszy.
    Jeden przypadek twojej kolezanki nie potwierdza reguly. Ja osobiscie
    polalam 2 klase liceum z angielskiego a 7 lata potem skonczylam
    studia w USA z wyroznieniem. I owszem nauczylam sie angielskiego
    biegle ALE bede juz do konca zycia mowic z akcentem bo nie zaczelam
    sie uczyc angielskiego duzo wczesniej. Jedna z moich nauczycieli na
    studiach (doktorat z lingwistyki) mi powiedziala zeby nie miec
    akcentu obcego trzeba sie uczyc jezyka obcego jak najwczesniej bo po
    tak okolo 9 roku zycia to juz zawsze bedizemy mowic z akcentem (nasz
    mozg juz nigdy sie nie przestawi). I to prawda. Ja jestem tego zywym
    przykladem, pisze rewelacyjnie, rozumiem wszystko ALE mam akcent.

    Szczescie - to jedno dla ciebie a drugie dla kogos innego. Dla
    ciebie szczescie to moze lezenie do gory tylkiem i madrzenie sie na
    forum a dla innych to praca, sukcesy i osiagniecia. Ja jestem
    szczesliwa jak jestem zajeta. Moja matka kiedys wspomniala ze ja jak
    nie mialam nic do roboty jako dziecko czy nastolatka to "na glowe"
    dostawawalam. Ona mi musiala wrecz wymyslac zajecia pozalekcyjne,
    wysylac na kursy, i ja musialam duzo czytac. Na wakacjach lub
    koloniach to ja umieralam z nudow podczas gdy moje kolezanki byly
    szczesliwe skaczac w klasy caly dzien na podworku lub flirtujac z
    chlopakami. Wiec jak widac co jestem szczesciem dla jednego jest
    kompletnym nieszczesciem dla innego.


  • rutka29 13.02.08, 21:24
    a ja znam człowieka, który języków obcych zaczął się uczyć już po studiach.
    Obecnie mówi biegle po francusku, hiszpańsku, włosku, niemiecku, angielsku i
    rosyjsku i ma doskonały akcent. W ciągu kilku miesięcy pobytu w Holandii nauczył
    się też języka niderlandzkiego. Patrząc na niego nie uwierzę, że największe
    szanse na świetne opanowanie języka mają tylko te dzieci, które zaczęły się
    uczyć języka już w przedszkolu. Tak w ogóle to najlepszym przykładem geniusza,
    który się nie wybijał w dzieciństwie był Einstein, który nie umiał czytać aż do
    9 roku życia i miał w podstawówce problemy z matematyką. Aż dziw bierze, że ten
    niezdolny człowiek stworzył takie teorie, które niestety rozumieją nieliczni.
    Dodam również, że ten geniusz miał problem z nauką języków i właściwie do końca
    swoich dni słabo mówił po angielsku.
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 13.02.08, 22:03
    OK, czy mowisz w ktoryms z tych jezykow na tyle dobrze zeby wiedziec
    ze on nie ma akcentu? Ja kiedys od paru naprawde madrych ludzi w
    Polsce uslychalam ze Salma Hayek albo Antonio Banderas tak swietnie
    po angielsku mowia. Co za zart!!! Ani jedno ani drugie nie mowi -
    dukaja z tak okropnym akcentem ze mozna ich ledwo zrozumiec. Czy
    widzialas Nicole Kidman w filmie albo Zeta-Jones jak graly
    AMerykanki? Zero akcentu australijskiego lub angielskiego!!! Wiesz
    dlaczego bo jak przygotowuja sie do roli to maja accent coach -
    kogos kto z nimi przez 6 miesiecy do roli sie przygotowuje. A potem
    jak zobczysz ich w telewizji jak robia interview - mowia z powrotem
    ze swoim akcentem!!! I tak samo jest z dziecmi czy doroslymi - im
    wczesniej tym lepiej. Ja mialam 15 lat jak zaczelam sie uczyc
    angielskiego - i mimo ze polalam 2 klase liceum potem wzielam sie
    tak do pracy ze zdalam roznego rodzaju certifikaty i egzaminy z
    angielskiego na studia. Potem tu sie uczylam i wciaz mam ten swoj
    wschodnio-europejski akcent. Tego nie zmienie. Mowie tez po wlosku i
    hiszpansku - b. duzo rozumiem ALE mam akcent. Nie wspomne ile
    musialam sie uczyc zeby te jezyki opanowac.

    Dlatego tak wazne jest zaczac wczesnie - i to nie tylko z jezykami
    ale z wszystkim. Male dzieci ucza sie w tempie blyskawicznym. My
    dorosli musimy sie przysiasc zeby czegos sie nauczyc. Dlatego ze
    nasz mozg juz tak sie nie rozwija. Przyklad - ile z was pojechalo na
    wakacje zagranice i po powrocie wy dorosli umialyscie pare jakis
    smiesznych zwrotow a wasze dzieci mogly sie juz w miare
    porozumiewac? I co wam to mowi? Ze ich mozgi sa jak gabki, ze one sa
    geniuszami. Im to przychodzi latwo tak wczesnie. Podczas gdy nam to
    zabiera czas.

    Nie mowie ze jak ktos sie 5 jezykow przedszkolu nie nauczyl i matmy
    i fizyki atomowej to juz koniec. Nie na pewno nie. Osiagnie jeszcze
    sporo pod warunkiem ze bedzie pracowity i zdyscyplinowany. Ale juz
    nie bedzie tak latwo cos przyswoic na najwyzszym poziomie bez duzego
    wkladu pracy jak to jest u malych dzieci. Taka jest prawda.
  • rutka29 13.02.08, 23:01
    akurat kilka znam i mogę powiedzieć, że akcent ma świetny. Dzieci oczywiście
    chłoną wiedzę jak gąbka i ja w to nie wątpię, bo widzę jak moje dziecko jest
    ciekawe świata. Problem jednak polega na tym, że dzieci bardziej potrzebują
    zabawy i tego, żeby opanować pewne czynności niezbędne w życiu, którymi nie
    koniecznie jest wiedza encyklopedyczna. A nauka języków obcych takiego malucha
    ma sens, jeśli rodzice dobrze mówią w tym języku. Jeśli nie to 15 min. dwa razy
    w tygodniu nic nie da. A jeśli ktoś ma zły akcent to niech się lepiej do dziecka
    nie odzywa, bo od razu nauczy go mówić ze złym akcentem, bo tak szybko jak
    maluch zapamięta jakieś słówko, zapamięta złą wymowę również.
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 13.02.08, 23:18
    OK, rutka nikt tu nie mowi o zameczniu dzieci. Ja jak mam na mysli
    nauke w tym wieku to jest to nauka przez zabawe - slyszalas o
    przedszkolach Montessori (takich prawdziwych) czy metodzie Domana
    czy metodzie Gordona lub dr Suzuki? Oni tak ucza dzieci - zabawa,
    zabawa, zabawa a maluchy nawet nie wiedzac przyswajaja sobie
    niezmierne ilosci wiedzy. Im wczesniej tym lepiej. I nikt tu im nie
    zabiera dziecinstwa i kaze sleczec przy ksiazkach :) lol

    Hmm, nie wiem o czy jest cos takiego jak zly akcent. Wiem ze jest
    akcent slyszalny i zauwazalny. Ja pochodze z Gdanska i zaraz
    rozpoznam Krakusa czy Slazaka. Tak samo jak rozpoznam kogos z
    Ukrainy czy Litwy nawet jak opanowal polski bezblednie. Ja o tym
    mowie. I ja i oni mowia po polsku tylko inaczej. Tak samo jest w
    kazdym innym jezyku. Brytol czy Aussie czy Amerykanin czy
    Kanadyjczyk czy Irlandczyk - oni wszyscy mowia po angielsku ALE
    kazdy ma inny akcent. Jesli twoje dziecko zacznie sie uczyc
    angielskiego od takiego native speaker to opanuje ten ich akcent jak
    ty zaczniesz sie teraz uczyc to opanujesz angielski ALE z polskim
    akcentem. I tak jest i nie spieraj sie. Mnie tez bolalo jak tu na
    studia przyjechalam i angielski swietnie umialam i myslalam
    sobie:"no tak, za jakis rok albo dwa to ja bede super mowic". Hmm,
    mowie super ALE mowie z akcentem polskim - nie jest najgorszy bo
    kazdy mnie w firmie rozumie ALE go mam i sie go juz nie pozbede.

    Jeszcze jedno - dla tych mam co teraz sie obawiaja ze one nie mowia
    perfekcyjnie po angielsku - nawet jak mowicie slabo uczcie wasze
    dzieci, bo one i tak opanuja obcy jezyk tysiac razy lepiej od was
    mimo ze wy slabo mowicie.
  • rutka29 14.02.08, 11:08
    wiem co to jest przedszkole montessori i wiem co to przedszkole waldorfskie,
    znam metody Domana Gordona, wiem co to glottodydaktyka, bo jestem pedagogiem i
    mnie tego kiedyś nauczyli.

    Jeśli chodzi o akcent, to muszę stwierdzić, że większość Polaków mówi ze złym
    akcentem, bo uczyli ich angielskiego ludzie, którzy tego języka uczyli się
    prawdopodobnie dopiero w liceum. Oczywiście twierdzę tak na podstawie Twojego
    rozumowania.
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 14.02.08, 16:43
    Hey Rutka:

    Jesli twierdzisz ze wiesz to o co ty sie spierasz? Jesli tak
    doglebnie znasz metode Domana to powinnas wiedziec ze on wrecz karze
    po kazdej "lekcji" z maluchem go chwalic pod niebiosa i mowic jaki
    jest madry i zdolny. Skad to wiem a to stad ze bylam w Filadelfii w
    zeszlym roku i wzielam jego kurs. Sam Doman zaczynal wyklady i potem
    jego juz mlodsi pracownicy mowili nam w detalach co i jak. Na tym
    kursie tez demostrowali nam metode dr Suzuki. Ja tez mam b.zdolne
    dziecko i czesto on niej mysle - maly geniusz ALE nie wbijam jej
    tego tylko chce rozwinac jej potencjal do maxa. I podziwiam matki
    jak nasza zalozycielka tego forum za to ze chca i robia wszystko dla
    swoich dzieci. Bo po to my tu matki jestesmy na tej ziemi zeby
    rozwijac potencjal naszych dzieci, dbac o nie, kochac je,
    rozpieszczac je, karmic je, chronic je, uczyc je swiata, etc, etc,
    etc...

    OK, a propos akcentu to jestes juz w takim bledzie ze mi rece
    opadaja. Ja nie mowie tylko o Polakach uczonych w Polsce
    angielskiego. Ja pracuje z ludzmi praktycznie z calego swiata -
    Indie, Pakistan, Holandia, Rosja, Polska, Chiny, Japonia, Nigeria,
    Kanada, Australia, Anglia, Niemcy. I KAZDY z nich mowi za
    akcentem!!! Wiekszosc z nich przyjechala do Stanow albo do pracy
    albo na studia juz jako dojrzali ludzie. I fakt mowia biegle po
    angielsku ALE z akcentem!!! I nie zmienia tego bo sa za starzy!!!
    Jak wspominalam moja nauczycielke to mowilam o osobie z doktoratem
    ktora zajmuje sie lingwistyka. Ona napisala prace doktorska na ten
    temat i zajmuje sie na codzien ludzmi ktorych angielski nie jest
    ojczystym jezykiem. To co ona powiedziala to co jest poparte
    tysiacami badan naukowych. Nasz mozg po 9 roku zycia tak sie
    przestawia ze jesli nie nauczysz sie jezyka do tego roku zycia to
    potem juz nawet jak sie jezyka nauczysz to i tak bedziesz miec
    akcent. Tak juz jest. I nic nie zmienia faktu ze i nawet w wieku 60
    lat mozesz sie wziasc za obcy jezyk i go swietnie opanowac
    (gramatycznie, bogate slownictwo, pisanie) ALE bedziesz miec
    akcent!!! Wiec czemu nie zaczac wczesnie i nie zaprzepascic tych
    pierwszych lat zycia dziecka? Bo ktos ci opowiada ze on tak nie
    robil? No to juz jego/jej problem. Ja tez slysze od czasu do czasu a
    po co to ja moje dziecko ucze metoda Domana, a po co te gimnastyki i
    te skrzypce. No wiec nie po to zeby zaspokoic moje jakies ambicje
    ale po to zebym za 20 lat sobie w brode nie plula i zalowala ze
    zaniedbalam tego mojego malego geniusza. I czy ona bedzie jakims
    prezesem, czy lekarzem, czy muzykiem to juz jej problem ALE ja jako
    matka bede mogla sobie powiedziec ze dalam jej duzo i zadbalam o jej
    rozwoj intelektualny, spoleczny i fizyczny.

    dzieki za link na ten uniwerek dla maluchow w Polsce :)
    tu masz link to Instytutu Domana w Filadelfii www.iahp.org/

    a tu na polska strone co sprzedaja Domana materialy www.inter-hek.pl
    Na Amazon.com mozesz zamowic jego angielskie ksiazki a na Allegro.pl
    te przetlumaczone na jezyk polski.

    Serdecznei pozdrawiam
  • rutka29 14.02.08, 16:56
    dziękuję za link do Domana, ale już go przeglądałam:). Troszkę się chyba jednak
    nie rozumiemy:(. Wydaje mi się, że przekaz pewnych wiadomości przez sieć jest
    jednak ograniczony i myślę, że pewne kwestie lepiej wyjaśniać na dyskusjach na
    żywo. Ja co prawda nie pracuję na co dzień z ludźmi z całego świata, ale mam z
    nimi kontakt i przyznam Ci rację co do akcentu, jednak muszę powiedzieć, że
    zdarzają się wyjątki:).
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 14.02.08, 17:17
    Moze i sie zdarzaja takie wyjatki :) Wiem ze Nabokov byl takim
    geniuszem jezykowym. Jesli sie nie myle mial chyba 19 lat jak
    przyjechal do Stanow i 2 lata pozniej zaczal pisac po angielsku. A z
    jakim efektem to wszyscy wiemy :) To samo z naszym Josephem
    Conradem :) A tu dam ci historie co ta moja doktorantka mi
    opowiedziala, podobno Conrad mial tak mocny akcent ze jego znajomi
    jak im czytal fragmenty swojej nowej powiesci mieli problem za
    zrozumieniem:) Ale pisal tak swietnie w jez. angielskim ze czytamy
    go do dzis i uwazamy za geniusza :)

    No coz, moze i sa wyjatki ALE wiekszosc z nas potwierdza ta regule :)

    pozdrawiam
  • polcia_uk 14.02.08, 11:33
    rutka
    to ze znasz kilka jezykow niestety nie znaczy ze mozesz sie
    wypowiadac na temat akcentu sowjego znajomego
    poza tym jest to mozliwe ale to jest wyjatek i jesli na tym jednym
    przykladzie uwazasz iz nieprawda jest dzieci maja najwieksza
    zdolnosc chloniecia jezykow do 9 roku zycia to ja nie wiem o czym
    jest to forum: "pomoz dziecku rozwinac skrzydla"
    jestem przeciwna ganianiu dziecka z jednych zajec na drugie, ale
    jesli bedzie mialo jakies dadatkowe zajecia 2h w tygodniu to chyba
    nie straci dziecinstwa
  • rutka29 14.02.08, 11:50
    nie uważam tak, ale uważam, że nie należy przesadzać.
  • polcia_uk 14.02.08, 11:26
    Verdana z wielu powodow niestety nie moge sie z Toba zgodzic.
    PIszesz ze inteligencja emocjonalana nie istanieje ale jednak jest
    to uznana przez naukowcow i obawiam sie ze istanieje. Moze nie maja
    jej Ci, ktorzy mimo iz nie wykazywali ponadprzecietnych umiejetnosci
    byli pchani przez rodzicow. Historia zna mnostwo przypadkow kiedy
    tego typu geniusze nie poradzili sobie w zyciu ot chocby zapadajac
    na chorobe psychiczna.
    My raczej mowimy o daniu szansy dziecku ktore wykazuje jakies
    umiejetnosci. Nikt nie odmawia takiemu dziecku dziecinnstwa, milosci
    i troski. I nie chodzi tez o uczenie dziecka gry na skrzypcach od 3-
    go roku zycia, jesli nie wykazuje zdolnosci rytmicznych. Ale moze
    warto sie skupic i zaobserwowac swoje dziecko, czy ma raczej
    zdolnosci motoryczne, muzyczne itd i pomoc mu sie rozwijac we
    wlasciwym kierunku stawiajac na to co idzie mu najlepiej od malego.
    Swoja droga, znam mnostwo ludzi wyksztalconych, z tytulami, ale to
    niestaty nie znaczy ze sa ponad przecietni. Tylko jesli Twoje
    dziecko mogloby osiagnac cos nie konicznie spedzajac przy ksiazkach
    cale noce, to dlaczego nie?
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 14.02.08, 17:05
    Polcia:

    Nie zgodze sie z toba a propos skrzypiec i wykazywania umiejetnosci
    (no moze juz w pozniejszym wieku). Otoz i Suzuki i Doman mowia ze
    kazde dziecko jest geniuszem jak sie rodzi. Tylko pozniej te dzieci
    ktore mialy odpowiednie warunki rozwijaja sie bardziej i zostaja
    doroslymi geniuszami a niektore nie. I dlatego zgodzilam sie z twoja
    statystyka.

    Wg Domana najwiekszy potencial dziecka jest do 6 roku zycia. Dr
    Suzuki mowi o przypadkach gdzie dziecko zostalo stwierdzone w
    zwyklej szkole ze jest niemuzyklne, nie rytmiczne i ze slon na ucho
    nadepnal. Hmm, nie dla niego :) Otoz dr Suzuki poprzez odpowiednie
    cwiczenia odwrocil to. U niego KAZDY gra. Dlatego ze on wie jak
    uczyc i jak podejsc takie maluchy. Goraco polecam jego ksiazki do
    przeczytania i poza tym w Polsce sa nauczyciele co ucza jego metoda.
    I jeszcze jedno - dr Suzuki nie tylko uczy gry na skrzypcach on
    przez muzyke uczy szacunku, pracy, dyscypliny, rozwija mozg, etc,
    etc. I on nie twierdzi ze dzieci beda wirtuozami skrzypiec on przez
    muzyke tworzy lepszy, madrzejszych, wrazliwszych ludzi.
    Naprawde goraco polecam.
  • mkostki 28.02.08, 11:42
    Sorry, ale jak 80% jakiejkolwiek populacji może mieć coś
    nieprzeciętnego??? Przecież nieprzeciętne to inne niż przeciętne
    czyli średnie. Jeśli ma to coś (w tym wypadku zdolności) 80%
    populacji to nie są one nieprzeciętne.
    Poza tym o jakiś zdolnościach mowa? Zdolnośc sama w sobie tj. bycie
    zdolnym? Co to ma niby oznaczać?
    Możesz mi podać nazwę rozkładu jakiejś cechy, w którym 80% populacji
    jest powyżej przeciętnej. Toz pozostałe 20% musiałoby miec
    nieporównywalnie nizszą wartość tej cechy, żeby średnia wyszła tak
    daleko od mediany... Jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić, ale nie
    jestem statystykiem.

    Rozkład zdolności do czegokolwiek pewnie zblizony do krzywej Gaussa,
    a więc większość ma wartośc srednią, a wartości skrajne łącznie ok.
    20% populacji. Z czego 10 % to niższe niz przeciętne.

    Może warto zastanowić sie nad tym, co się pisze.
    --
    Moi synkowie: Antek 2l, Karol 8 mies.
    Ciemno było na góra kadłuba
  • rutka29 13.02.08, 16:54
    współczuję Twojemu dziecku, bo od najmłodszych lat ma wpojone, że jest bardzo
    zdolne. A co będzie jak się w szkole okaże, że jest po prostu przeciętny? To dla
    niego będzie porażka. Z drugiej strony muszę powiedzieć, ze żadne przedszkole
    nie sprosta Twoim wymaganiom. Może powinnaś zatrudnić guwernantkę, która w
    odpowiedni sposób będzie uczyła "małego geniusza".
  • Gość: megi IP: *.dsl.chcgil.sbcglobal.net 13.02.08, 23:04
    a moze od razu na UJ w kraowie:-)
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 13.02.08, 23:22
    A czemu nie :) Im wczesniej tym lepiej - i tak przed 20 rokiem zycia
    moze moje dziecko zbije fortune i nie bedzie musialo harowac na
    innych :)tylko odcinac kupony przez reszte zycia.

    Co daleko szukac - Gates albo zalozyciele Google - zaden nie
    skonczyl studiow i co nie mieli 30 lat jak byli milionerami. I chyba
    nie narzekaja :)
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 13.02.08, 23:31
    en.wikipedia.org/wiki/Gifted_education
    Drogie panie - macie link powyzej a propos dzieci b. zdolnych i ich
    edukacji. Niestety po angielsku. W USA, John Hopkins University ma
    taki program juz dla chyba 6 latkow. Wiem ze w Polsce chyba UW lub
    UJ tez to maja. Nie wiem a propos wieku...

    I nie sluchajcie malkontentow. Jak ktos sie lubi uczyc to trzeba to
    rozwijac.
  • rutka29 14.02.08, 11:10
    Jeśłi nie wiesz to Ci podpowiem to się nazywa Uniwersytet Dzieci i zapisać się
    można od 7 lat. Pozdrawiam i podaje link:
    www.ud.edu.pl/wydarzenie.php
  • kassandra2 14.02.08, 01:06
    Do wszystkich pań wielce oburzonych, wpółczujących mojemu biednemu
    dziecku z którym zamiast bawić się w berka wprowadzam całkowanie i
    teorię względności: otóż mój syn jest chyba najradośniejszym
    dzieckiem pod słońcem, większość czasu spędzamy na wariowaniu,
    kotłowaniu się, ganianiu, zabawie w chowanego, pieski, kotki i
    łaskotki. On SAM z własnej woli prosi o książeczkę wieczorem
    (czytałam mu codziennie od najmłodszych dni, to chyba nie
    zbrodnia?), a potem recytuje mi te wiersze które czytamy, mimo że
    NIE ZMUSZAM GO DO TEGO I NIE POŚWIĘCAM CZYTANIU STRASZNIE DUŻEJ
    ILOŚCI CZASU. On sam, nie wiem w jaki sposób! po prostu nagle zaczął
    liczyć, teraz liczy do 20, on SAM podchwycił w mig jak kiedyś
    przypadkowo, bezmyślnie rzuciłam mu coś na temat literek, teraz
    czyta proste wyrazy. To jest JEGO inwencja, jego chłonny umysł (jak
    ktoś mądrze tu powiedział dzieci w tym wieku tak mają, wystarczy to
    zauważyć i docenić) wyłapuje to i milion innych rzeczy, wymyśla
    bajeczki (już teraz na dobranoc to on opowiada mi a nie ja jemu) i
    gdziekolwiek jesteśmy prosi mnie o zadawanie zagadek(często sam
    podaje mi jej treść co jest przekomiczne :). Nie widzę tu miejsca na
    wmawianie mu że jest zdolny, nikt tego nie robi, po prostu to
    widzimy i trzeba być chyba debilem czystej krwi żeby tego nie
    zauważyć. Ta pani która współczuje mojemu dziecku "(współczuję
    Twojemu dziecku, bo od najmłodszych lat ma wpojone, że jest bardzo
    zdolne. A co będzie jak się w szkole okaże, że jest po prostu
    przeciętny? To dla
    niego będzie porażka. Z drugiej strony muszę powiedzieć, ze żadne
    przedszkole
    nie sprosta Twoim wymaganiom. Może powinnaś zatrudnić guwernantkę,
    która w
    odpowiedni sposób będzie uczyła "małego geniusza".) niech lepiej
    powspółczuje swojemu, tego że jego mama nie rozumie że można
    JEDNOCZEŚNIE być dzieckiem szczęśliwym, roześmianym, zwariowanym,
    spontanicznym i mądrym. Co się stanie jak się okaże że jest
    przeciętny? NIC. Dla mnie będzie zawsze wyjątkowy i wspaniały (jak
    każde dziecko dla swojej mamy) i na pewno nie będę go kochała ani
    odrobinkę mniej. A czy byłby szczęśliwszy gdybym była
    taką "wąskohoryzontalną" mamusią która "nie zawraca dziecku głowy"
    różnorodnością i niezwykłością otaczającego nas świata? Szczerze w
    to wątpię. P.S. nie rozumiem jeszcze dlaczego przeciwstawiacie
    mądrość intelektu mądrości i zaradności życiowej? nie można mieć
    tego i tego? można! poszerzając horyzonty dzieci na pewno nie robimy
    im żadnej krzywdy. Robimy ją zawężając je (np. do swoich), albo
    spełniając przy ich pomocy swoje niespełnione ambicje na siłę, WBREW
    dzieciom, zawalając je nadmiarem zajęć itp. Mi to nie grozi na
    pewno :) Ja po prostu chcę mu dać szansę na rozwój, który kiedyś w
    przyszłości zaprocentuje. Nigdy kosztem beztroski i magii
    dzieciństwa.
  • Gość: Joanna IP: 216.40.70.* 14.02.08, 01:32
    Ale ja sie z toba zgadzam i nikt nie przeciwstawia madrosci naukowej
    do zyciowej. Mozna i obydwa - a nawet trzeba!

    Ja tak i ty to samo uwazam o moim dziecku i nikt i nic tego nie
    zmieni. Brawo ci za to!!!

    Poczytaj o metodzie Domana, dr Suzuki i przedszkolach Montessori. Tu
    na tym forum sporo sie o tym mowilo jesli chcesz robic wiecej ze
    swoim dzieckiem.

    pozdrawiam
  • Gość: gabrielle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.08, 09:30
    Kassandro, ja całe zycie miałam wmawiane, że jestem genialna. Prawda jest taka ze jestem osoba bardzo zdolna, w mig lapiaca wszystko; podstawowke przeszlam z palcem w nosie i bylam najlepsza w szkole, to samo w szkole sredniej - renomowanym liceum.

    Na studiach okazało się, że w gronie najlepszych nie jestem. I nie byl to szok dla mojej mamy, ktora cale zycie zapewniala, ze mnie kocha i ze nie ucze sie dla niej tylko dla siebie i ze wcale nie musze byc najlepsza. To byl szok dla mnie. Przezylam to bardzo ciezko, studia rzucilam po pierwszym roku, bo nie bylam psychicznie przygotowana na fakt ze np. moge oblac egzamin. Do tego presja otoczenia, wszyscy uwazaja cie za geniusza, wiec nie mozesz zawiesc, i sa bardzo zdziwieni i zaweidzeni,ze cos ci nie wyszlo, bo przeciez zawswze bylas bardzo zdolna,wrecz genialna. Wierz mi, to dosc trudne dla zdolnej i ambitnej osoby.

    >nie rozumiem jeszcze dlaczego przeciwstawiacie
    > mądrość intelektu mądrości i zaradności życiowej?

    Bardzo czesto osoby tzw. genialne nie radza sobie w zyciu, mają problemy w kontaktach spolecznych z przyczyny takiej,ze rowiesnicy od nich stronia, czujac sie gorszymi, glupszymi, a osoby "genialne" stronia podswiadomie od rowiesnikow, poniewaz sie z nimi nudza.
    Bardzo czesto jest tez tak, ze osoby zdolne,posiadajace duza wiedze i potencjal intelektualny, sa jakby "oderwane od rzeczywistoci".
  • polcia_uk 14.02.08, 11:50
    tylko nie rozumiem dlaczego ludzie uznaja dziecko kasandry bedzie
    wychowane w oczucie ze jest geniuszem. Przeciez mozna pomoc dziecu
    rozwijac sie bez wpajania mu ze jest lepsze, a wrecz mowiac ze wcale
    nie jest lepsze. W doroslym zyciu samo sie przekona
    Gabrielle - mam wrazenie ze zawiodla Cie szkola, system edukacyjny
    gdzie nie ocenia sie zdolnosci i umiejetnosci dziecka tylko wlasnie
    encyklopedyczna wiedze. Gdzie majac 5 przez kilka mialabys je nadal
    nawet nie uczac sie zbyt dobrze. Siedzac kiedys w pierwsze lawce
    patrzylam jak nauczyciel sprawdza dyktanda, postawil 4 a jak
    zobaczyl nazwisko to poprawil na 3. Sama chodzilam do takiej szkoly.
    Gdzie dzieci roztargnione sa uznawane za klopotliwe i nikt nie
    pomysli, ze moze po prostu nie potrafia sie skoncentrowac bo ich
    zainteresowania sa wieksze, ze sa ciekawe swiata itd. Moze to Ci
    wlasnie uczniowie okazali sie lepsi w doroslym zyciu...
  • rutka29 14.02.08, 11:11
    no to powiem Ci, że zachowuje się jak większość małych dzieci.
  • Gość: anna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.08, 15:05
    A ja się muszę z Rutką zgodzić. Chłopczyk jest rzeczywiście bardzo
    bystry i świetnie sie rozwija ale oznak geniuszu raczej nie
    dostrzegam. Znam sporo takich sprytnych dwulatków, rówieśnik mojego
    syna kiedy miał niespełna 2 lata odprawiał mszę razem z księdzem,
    wyśpiewując zgodnie z linią melodyczną wszystkie psalmy i wprawiając
    w osłupienie parafian. Sama mam 20 miesięczną córkę, która liczy do
    10 po kolei, powyżej już nie po kolei, tzn. po 14 jest 22 lub co tam
    się przypomni, mówi pięknie całymi zdaniami, poprawnie gramatycznie,
    o sobie mówi w 1 osobie, zdarza jej się przynieść mi w garści 3
    suche listki i oznajmić: 3 znalazłam. Jest przy tym bardzo
    samodzielna, ubiera się i rozbiera sama koncertowo, łącznie z
    butami, szkoda tylko, że sznurówek jeszcze zawiązać nie umie:)
    Właściwie młoda zadziwia mnie nieustająco każdego dnia, a mimo to
    nie przyszłoby mi do głowy by uznać ją za genialne dziecko, bo to
    nie są żadne nadzwyczajne umiejętności. Co innego gdyby rozwiązywała
    równania z dwoma niewiadomymi:)
    Ale nie wykluczam też, że jestem (pozwól Kassandro, że zacytuję)
    debilem czystej krwi:). Jakkolwiek by nie było pozostaje nadzieja,
    ze moja perełka rzucona miedzy świnie i jej geniusz wypłyną.
    Pozdrawiam i życzę udanego wyboru.
  • kassandra2 14.02.08, 16:10
    Ojej, z tym geniuszem to był skrót myślowy, w temacie posta nie
    zmieściłobymi się raczej: jakie przedszkole dla chłopca który
    zdradza oznaki bycia dzieckiem nieprzeciętnie uzdolnionym, chociaż
    mogę się mylić? Nie sądziłam że wywoła to taką lawinę oburzenia.
    Powtarzam: ja mu nic nie wmawiam, nie zwracam się do niego per "mój
    ty mały geniuszu" tylko zwyczajnie "lisku kochany". Anna: chyba
    trochę dziwne jest twierdzić że "nie dostrzegasz w nim oznak
    geniuszu", bo w życiu nie widziałaś go na oczy, prawda? :) Ja tu
    napisałam o przykładowych, najbardziej hmm. typowych jego
    zachowaniach czy umiejętnościach. Przecież nie będę tu tworzyła jego
    profilu psychologicznego, po prostu dałam przykłady. Nie twierdzę
    tym samym że on na pewno koniecznie JEST geniuszem. W ogóle co to za
    kwestia jest? :) Kto ma monopol na ocenianie kto jest geniuszem a
    kto nie? Dla mnie jest nim np. Możdżer i Malczewski, dla kogoś
    innego Carlos Santana i Picasso. Pisząc posta miałam na myśli
    dziecko ciekawe świata i bardzo bystre. Kropka. Tak na marginesie:
    Jestem (niedoszłym jeszcze ale jednak) psychologiem, wprawdzie nie w
    tematyce dziecięcej, ale conieco w tym temacie wiem. Do rozkwitu
    osobowości dziecka w przyszłości potrzebna jest pomoc osób dorosłych
    które pomogą mu rozwijać wrodzone talenty (i tony, tony miłości). Do
    oburzonych moją postawą mam: może warto spojrzeć na własne dzieci,
    przyjrzeć im się pod tym kątem i pomóc im rozwinąć skrzydła :)
  • verdana 14.02.08, 16:34
    Ale pomoc osób doroslych nie musi polegac na uczeniu dziecka - może
    polegac także na daniu dziecku swobody - to zalezy od dziecka i
    uzdolnień.
    Co do przedszkola się nie wypowiem. Natomiast - o ile jesteś z
    Warszawy - dziala tu na Raszyńskiej Uniwersytet dla Rodziców, a przy
    nim specjalne zajecia dla dzieci zdolnych. Chyba nieco starszych,
    moje dzieci chodzily w podstawowce. Syn do dzis uwaza, zę byly to
    najlepsze zajęcia na ktore chodził, corka - że było nudno. Ot, dwa
    różne rodzaje inteligencji.
    Radzilaby Ci skontaktowac się z nimi, jesli jesteś z innego miasta -
    chocby telefonicznie. Oni naprawdę potrafią poradzić, jak nie
    zmarnowac zdolnego dziecka, ani zaniedbywaniem, ani zbytnim
    dbaniem.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: anna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.08, 16:36
    No i to już brzmi sensowniej i zdecydowanie mniej pompatycznie.
    A monopol to ma Gazprom na gaz, niestety...
    A zatem wspieraj malucha z rozwagą i powodzenia:)
  • verdana 14.02.08, 17:22
    Widzisz, ja mam specyficzną sytuację. Dwie corki mojej przyjaciółki,
    dziewczyny po prostu niezwykle zdolne - i przez
    nadmierne "ekspoloatowanie" tych zdolności chyba zmarnowane. One nie
    potrafią prowadzic normalnego zycia, bo zawsze byly zmuszane do
    nadmiernej aktywności. No i są aktywne, tylko nie tam, gdzie
    powinny...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 14.02.08, 17:49
    Moze ich rodzice zaniedbali tu ich rozwoj emocjonalny i skupili sie
    nadmiernie na rozwoju intelektualnym? Nie wiem tego dokladnie.

    Wiele razy rodzice wrecz przesadzaja i zgadzam sie tu z toba. I
    dzieci wtedy sie buntuja i kompletnie NIC nie robia chyba na tej
    zasadzie - na zlosc mamie uszy sobie odmroze... Smutne to...

    Ale ja gleboko wierze w danei dziecku szansy i dbanie o rozwoj jak
    najwczesniej. I dawanie ton milosci i szacunku dziecku. Ja moze sama
    po sobie wiem jak szkola zabila we mnie milosc do nauki i ile czasu
    mi zajelo zakochac sie w uczeniu z powrotem. Moi rodzice do niczego
    mnie nie zmuszali i czasami mam i to za zle. Jak przestalam chodzic
    na zajecia ze skrzypiec majac 12 lat to oni powiedzieli mi ok twoj
    wybor. I tu uwazam ze popelnili blad. Bo mogli mnie troche tak
    zrecznie nakierowac :) Tak samo u mnie bylo z jezykami obcymi.
    Dopoki nie polalam mojej drugiej klasy liceum mialam to w nosie.
    Zostanie na drugi rok w tej samej klasie to byl jak kubel zimnej
    wody dla mnie. Ze co ze jak ze ja niby taka madra, zdolna i ja nie
    zdalam z "glupiego" angielskiego??? No i moze dlatego tak chcialam
    sobie udowodnic ze jestem w miare nieglupia i moze dlatego tak
    staralam sie i uczylam zeby dostac to stype na studia w Stanach???
    Nie wiem, moze... I moze dlatego tez ze mimo ze jestem z
    wyksztalcenia finansistka i kompletnie nie uczylam sie psychologii
    albo edukacji na studiach pasjonuje mnie edukacja
    wczesnodziecieca :) Od kiedy mam moje dziecko ciagle czytam, szukam
    i staram sie dowiedziec wiecej zeby jej nie zaniedbac i rozwinac ja
    na maxa :)

  • verdana 14.02.08, 18:26
    A ja uwazam, ze ważniejsze jest, aby nauczyć 12-latka brania
    odpowiedzialnosci za własne decyzje, niż "rozwój na maksa". Bo co to
    własciwie oznacza? Że skłaniasz dziecko do rozwijania wszystkich
    możliwych zainteresowań? Nie dajesz możliwosci rezygnacji, skoro ono
    samo już nie chce?
    I wiesz - rodzice wcale nie zawsze wiedzą co warto rozwijać. Gdy
    byłam z moim najstarszym w muzeum strasznie denerwowało mnie, ze nie
    oglada obrazów, tylko rozglada się dookola, i zamiast słuchać
    wyjasnień męża zadaje pytania "dlaczego ten pan zrobił
    tak", "dlaczego ta pani krzyczy na swoje dziecko" - pytania zbywałam
    i "rozwijałam" zainteresowanie sztuką.
    Mój syn został psychologiem. Najwyraźniej nie rozpoznałam jego
    prawdziwych zainteresowań, ktore trzeba było rozwijać.
    Moja córka bez ustanku opowiadała historyjki, zamiast słuchać
    pouczających wykładów. czasem mówilismy jej "lepiej posłuchaj, niz
    opowiadaj, bo to wazne/ciekawe".
    Moja córka pisze i wydaje książki i artykuły, choć jest dopiero
    studentką. Tez nie wiedzielismy, gdzie kryją się jej prawdziwe
    uzdolnienia.
    Dlatego czasem lepiej dac spokoj, niż rozwijać to, co rodzicom
    wydaje sie godne rozwinięcia.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 14.02.08, 18:46
    ok, "rozwoj na maksa" czyli pokazanie jej b. duzej ilosci roznych
    dziedzin i danie jej jak najwiecej by sobie mogla potem wybrac co
    chce robic. A poza tym, ja jej do niczego nie zmuszam. Jak ona nie
    chce sluchac albo robi cos innego to ja przestaje. No bo i po co?
    Probuje pozniej albo odkladam na kiedy indziej.

    Tak okolo nastu lat a moze i wczesniej juz mniej wiecej widac i
    dzieci tez mowia co lubia a co nie. Tak mi sie wydaje. Tak bylo ze
    mna. Uwliebialam czytac to i czytalam w wieku 9 lat po 10 ksiazek na
    tydzien, lektury z liceum i ksiazki dla ludzi duzo starszych niz ja.
    Moja matka mi wchodzila i swiatlo wylaczala o okolo 9 wieczorem bo
    byla juz pora spac. To ja sobie latarke bralam i czytalam pod koldra
    do polnocy. Moja mama dzis sie smieje z tego. Po jakims czasie
    przestala bo widziala ze zakazy czytania po nocach nic nie daja.
    Chyba tak to trzeba robic - bacznie obserwowac z boku i
    podsuwac "smaczne kaski" i zrecznie kierowac. I patrzyc co z tego
    wyjdzie :) Jak nic to trudno. Jak cos to super. I takie jest zycie.
    U nas w domu moja siostra byla b. zdolna ja bylam ok. Ona czytala w
    wieku 4 lat biegle a ja nic. Dopiero w podstawowce nauczylam sie.
    Tylko ze ona wybrala inne zycie - bycie matka bardzo wczesnie i nic
    z tym potencjalem nie zrobila. Ja chcialam strasznie skonczyc dobre
    studia i podrozowac i to mam. Bardzo do tego dazylam mimo ze nikt
    mnie specjalnie nie kierowal. Ale tez mialam kolezanki ktorych
    rodzice b. dbali o ich rozwoj - jedne sa doktorantami, inne
    imprezuja i nie cierpia sie uczyc czy pracowac. Takie zycie. Moze
    gdzies popelniono blad? Mnie to strasznie interesuje dlatego tak
    duzo czytam na tem temat zeby zapewnic mojemu dziecku jak najwiekszy
    dostep do rozwoju.

    Moje dziecko jest jeszcze male i trudno zbyc ja bo pytan zadaje
    miliony :) Musze jej odpowiadac bo jak nie to sie zlosci:) Jak na
    razie to widac ze ma moj charakter ale moze to sie zmieni... Nie
    wiem. Chce jej pomoc i nie czekac az w szkole trafi na jakas madra
    nauczycielke. Bo co jak nie? Co wtedy? Plakac za 10 lat ze ona
    bedzie sie nienawidziec uczyc? troche za pozno...
  • verdana 14.02.08, 19:35
    Hm... No, nie wiem - mam wrażenie, ze tak jak u mojej koleżanki podsuwanie jak
    największej ilości różnych dziedzin, pokazywanie "co jeszcze' można zrobić -
    wcale nie wpłynęło pozytywnie na rozwój dzieci. Za dużo tego było, wszystko "po
    łebkach". A na dzieci - moim zdaniem - znacznie mniej wpływają zajęcia
    dodatkowe, taki "świadomy" rozwój, a znacznie bardziej po prostu t, co na co
    dzień i niezauważalnie robią rodzice. Nie jest przypadkiem częste dziedziczenie
    zawodu (w moim juz chyba w piątym pokoleniu). Nie dlatego, że rodzice jakoś
    nakłaniali - po prostu było widać, co robili.
    I nigdy nie wie się, co naprawdę da dziecku rozwój. Mój syn, prowadzany z powodu
    kłopotów w szkole od psychologa do psychologa wprawdzie nie zaczął się uczyć
    lepiej, ale patrząc na pracę psychologa postanowił iść właśnie na takie studia -
    w piątej klasie... I poszedł.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 14.02.08, 22:36
    OK, porozmawiamy za jakies 10 lat a propos mojego dziecka i czy to
    ja mialam racje uczac ja tak wczesnie.

    A co a propos przykladow ze strony rodzicow - to chyba lepiej ona
    juz miec nie moze niz byc moim i mojego genialnego meza dzieckiem :)
    hehehe
  • mondovi 30.04.09, 13:44
    "On sam, nie wiem w jaki sposób! po prostu nagle zaczął
    liczyć, teraz liczy do 20, "

    no proszę Cię :D niemożliwe, żeby NIE SŁYSZAŁ jak ktoś odlicza od 1 do 20, a
    potem nagle ni z tego ni z owego "po prostu zaczął" liczyć :D
    --
    Dyniek
  • anias06 15.02.08, 16:12
    Jestem nauczycielem uczącym w klasah I-III.Bardzo często mam
    styczność z dziećmi , których rodzice w młodszym wieku przedszkolnym
    zauważyli u nich takie oznaki ,,geniuszu" jak Pani.Pracuję w szkole
    prywatnej więc mam kontakt z rodzinami ,które nie oszczędzały na
    edukacji młodych geniuszy od dzieciństwa posyłając ich na szereg
    zajęć dodatkoweych itp.Skutkiem tego dzieci te w większości mają
    trudności z relacjami rówieśniczymi ,bo na to często rodzice nie
    zwracają uwagi.To co mogę poradzić to wspierać rozwój dziecka, nie
    zachwycać się na wyrost i nie kreować z dziecka geniusza ,bo na to
    jest jeszcze zawcześnie.Takim myśleniem w sumie z mojej praktyki
    widzę można zrobić krzywdę sobie (zbyt wygórowane ambicje ) i
    dziecku (np.zaniedbanie rozwoju emocjonalnego).
  • kassandra2 15.02.08, 17:33
    Ehhh. Jak grochem o ścianę. Szkoda gadać. 5 raz nie powtórzę tego
    samego.
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 15.02.08, 18:29
    A jak tak z czystej ciekawosci mam takie pytanie. O co dokladnie
    pani ma na mysli przez wspieranie rozwoju emojonalnego? Co pani
    poleca by robic ku temu? Sama mam male dziecko (2 latka) i nie chce
    jego jeszcze wysylac do przedszkola az do 4 roku zycia a moze i
    wcale. To co ja mam robic?

    Jeszcze jedno - tu nikt chyba nie ma wygorowanych ambicji tylko
    kocha sie te nasze maluchy :) Ja chce dac mojemu dziecku jak
    najwiecej i nasza zalozyclieka Kasandra chce to samo. To moze
    sprostujmy to.

    I tak sobie mysle - trudnosci z relacjami rowiesniczymi...
    Oczywiscie ze beda bo zdolne dzieci bija na glowe sredniaki to juz
    na wstepie kreuje konflikt. Ja tak sobie mysle ze samo bycie
    zdolniejszym czy to w szkole, na studiach, czy w pracy utrudnia
    zycia - a bo to zazdrosc, konkurencja czy zagrozenie - dla tych
    sredniakow. Ale to nie zmienia faktu by nie rozwijac sie i naszych
    dzieci i nie dac im szansy. Wogole bycie ponad przecietnym alienuje
    ludzi i tak bylo, jest i bedzie. Moze nauczyc nasze dzieci byc
    bardziej odpornymi?
  • verdana 15.02.08, 22:37
    "Jak najwiecej" to nie tylko wiedza. O ile trzylatek nie musi
    jeszcze chodzić do przedszkola, to dla starszego dziecka towarzystwo
    wyłącznie doroslych jest zubażaniem jego świata - może mieć później
    problemy z dostosowaniem się do innych. Dziecko nie moze zyć
    wyłącznie problemami świata doroslych, musi nauczyć się, jak radzić
    sobie z rówieśnikami, ktorzy go wcale nie kochaja i nie traktuja
    bynajmniej jak kogos wyjatkowego.
    Intelekt i wiedza to nie wszystko.
    No i ja mam troje bardzo inteligentnych dzieci - konfliktów z
    rówiesnikami zero. A jedno z nich bylo wręcz niespotykanie i
    powszechnie lubiane przez dzieci i nauczycieli - mimo wcale nie
    najlepszych wynikow w nauce. Bo i o tym trzeba wiedzieć -
    inteligentne dziecko to nie musi być dobry uczeń...
    Zdolny wcale nie musi być dla słabszych zagrozeniem. Jest wiele
    dziedzin, gdzie dzieci o wybitnej inteligencji wcale się nie
    sprawdzaja - sport, często przedsiebiorczość, sztuka. A i sam
    charakter - w szkole moga na głowe bić inteligentne dzieci te ,
    chyba nieco pogardzane przez Ciebie "średniaki" po prostu dlatego,
    ze moga być sympatyczniejsze od tych zdolnych. Nie muszą, ale mogą.
    A przy wychowaniu, ktore zaklada, ze te sredniaki beda zazdrosne, ze
    będzie konkurencja, ze "nasze" będa zagozeniem - już na wstepie
    pozbawia sie zdolne dziecko szans, ktore maja średniaki, co do
    ktorych rodzice nie maja zbyt wygórowanych ambicji i pozwalaja im na
    spokojne zycie, a nie "inwestują w rozwój".
    Dziewięć lat uczylam w szkole, gdze licealistami było sporo
    tych "średniakow" czy nawet osób nieszczegolnie zdolnych. I co?
    Teraz, choćby na "Naszej klasie" widzę, ze więcej z nich ma
    magisteria, doktoraty, własne firmy, niż gdyby chodzili do
    renomowanych szkół. Nie wypalili się przedwczesnie, realizuja własne
    pomysły i ambicje, a nie marzenia rodzicow.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Joanna IP: 216.40.70.* 16.02.08, 02:22
    Hmm, ja nie chce tu uwlaczac sredniakom. Tylko takie jest zycie.
    Jak mowie o "jak najwiecej" to mowie o wszystkim we wszytkich
    dziedzinach zycia czyli jedzenie, dach nad glowa, stymulacja
    umyslowa, sluchowa, zaspokojenie wszystkich potrzeb.

    I nie mowie ze wbijam mojemu dziecku ze ktos jest o nie zazdrosny bo
    takie madre - az tak durna to ja nie jestem :) Ale takie jest zycie -
    kiedys myslalam ze zadrosc i zawisc to takie typowe polskie uczucia
    ale one sa wszedzie. Tu na studiach i w pracy ciagle slysze jakies
    idiotyczne komentarze ludzi a propos moich wspolpracownikow ze tacy
    siacy i owacy. Dlaczego? A no dlatego ze oni sa lepsi od tych
    przecietniakow. I tak juz jest...

    Verdana - tak myslamam ze jestes nauczycielka - masz ich taka
    przypadlosc - wiesz wszystko najlepiej. Boze, jakie twoje zycie musi
    byc proste :) Zazdroszcze ci :)
  • kassandra2 16.02.08, 01:55
    Jeszcze jedno - tu nikt chyba nie ma wygorowanych ambicji tylko
    kocha sie te nasze maluchy :) Ja chce dac mojemu dziecku jak
    najwiecej i nasza zalozyclieka Kasandra chce to samo. To moze
    sprostujmy to.

    I tak sobie mysle - trudnosci z relacjami rowiesniczymi...
    Oczywiscie ze beda bo zdolne dzieci bija na glowe sredniaki to juz
    na wstepie kreuje konflikt. Ja tak sobie mysle ze samo bycie
    zdolniejszym czy to w szkole, na studiach, czy w pracy utrudnia
    zycia - a bo to zazdrosc, konkurencja czy zagrozenie - dla tych
    sredniakow. Ale to nie zmienia faktu by nie rozwijac sie i naszych
    dzieci i nie dac im szansy. Wogole bycie ponad przecietnym alienuje
    ludzi i tak bylo, jest i bedzie. Moze nauczyc nasze dzieci byc
    bardziej odpornymi?


    Dziękuję że wreszcie ktoś napisał to co jest esencją tematu. Po
    prostu kochamy nasze dzieci i dlatego chcemy im stwarzać szanse na
    jak najlepszy rozwój. Najlepsza miłość to mądra miłość. Nie tylko
    ciuciuciu i głaskanie po główce (co oczywiście też jest potrzebne, i
    to bardziej niż cokolwiek innego.), ale też stawianie wyzwań. Bez
    nich byłoby nudno po prostu. Oczywiście, można w myśl zasady "byle
    tylko nie wywierać najmniejszej choćby presji, żeby potem nie czuł
    się źle jak mu się coś nie uda" płynąć zawsze z prądem, nie wychylać
    się (np. nie szukać dróg rozwoju, dobrego przedszkola, zajęć
    dodatkowych w odpowiednich ilościach). Ale czy jest to z pożytkiem
    dla dziecka? Mamy hamować rozwój nieprzeciętnych dzieci, byleby
    tylko było lubiane przez kolegów i nie stało się zbyt ambitne?
    Można, i nikt mi nie wmówi że się nie da, postępować tak by dla
    dziecka poznawanie świata, zdobywanie umiejętności, zadawanie pytań,
    było w sposób naturalny jednym ze sposobów zabawy i spędzania czasu
    w radości, a nie męczącym obowiązkiem za kilka lat w szkole. Ja już
    to widzę w moim synku. Byliśmy dziś tam gdzie poleciła mi pani
    Ekspert z tego forum. Pani psycholog powiedziała mi to co w sumie
    wcześniej sama podejrzewałam. Mój syn emocjonalnie, społecznie jest
    typowym 2-latkiem, ale umysłowo, intelektualnie 4-latkiem. Jakbym
    tak wzięła sobie do serca to co niektóre panie tu wypisują, to
    powinnam z tego powodu usiąść i załamać ręce. No bo czeka go tylko
    alienacja, poczucie presji, frustracja, ze strony niektórych osób
    nawet współczucie :) A ja się ucieszyłam, że mam taką perełkę.
    Powiedziała też to co się tu przewijało nieraz czyli że trzeba
    zwrócić teraz uwagę na rozwój społeczny i emocjonalny i z czym się
    oczywiście zgadzam. I to właśnie też jest cecha dobrego przedszkola.
    Ale narazie jak najwięcej spotkań z dziećmi, co staramy się wcielać
    w życie o ile zimowe choróbska nam na to pozwalają :)
  • Gość: Joanna IP: 216.40.70.* 16.02.08, 02:29
    Brawo Kasandra!!! Tak trzymac!!! Twoj Maly ma szczescie miec taka
    madra i otwarta mame :)

    Serdecznie pozdrawiam
  • verdana 16.02.08, 10:28
    Hm, po pierwsze nie jestm nauczycielka - tylko niegdyś chalturzyłam
    w szkole żeby dorobić do pensji. Fakt, jest ksztalcace zobaczyć
    wiecej dzieci niż tylko swoje.
    Po drugie - chcesz zmarnować dziecko - daj mu wszystko - nie pozwol
    na to, aby naprawde czegos chcialo, aby o czymś marzyło, aby samo
    musialo cos zdobywać. Takie dziecko bez mamusi sobie w zyciu nie
    poradzi.
    Kochać dziecko rozumnie to nie znaczy "rozwijać" je bez przerwy,
    tylko pozwolić mu na sporą swobode, proponowac rózne rzeczy, ale i
    umiec sie wycofać, dac mu czas wolny, aby obok zajęć sportowych,
    muzycznych, intelektualnych - miało czas dla siebie, na myslenie...
    Dziecko rozwijane we wszystkich dziedzinach nie ma szans na
    odpoczynek...
    Dziecko powinno mieć towarzystwo w przedszkolu adekwatne do jego
    rozwoju spolecznego, nie intelektualnego, bo w przedszkolu nie
    prowadzi się dyskusji naukowych, tylko bawi. Dziecko na poziomie
    dwulatka poradzi sobie w towarzystwie innych dwulatków, a nie
    poradzi sobie z czterolatkami, chocby było od nich mądrzejsze.
    I smutno mi troche - bo nie zazdrszcze Waszym dzieciom, jesli jednak
    wyrosną na "sredniakow" - i bedą , zgodnie z Waszymi teoriami
    zazdroscic tym "lepszym". Bo nie da się ukryć - Wy "sredniakow" miec
    nie chcecie. Wierze, ze bedzieci je kochac tak samo, ale jestm
    przekonana, że będzieci bardzo zawiedzione, ze wysilki na nic sie
    nie zdały - a tak bywa w wielu wypadkach. Dziecko rozwija się
    szybciej, a potem "wyrównuje" poziom.
    Mam jednak wrazenie, że bardziej zalezy Wam na "najlepszym" dziecku
    niz na dziecku w ogóle.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kassandra2 16.02.08, 16:12
    verdana napisała:

    > Po drugie - chcesz zmarnować dziecko - daj mu wszystko - nie
    pozwol
    > na to, aby naprawde czegos chcialo, aby o czymś marzyło, aby samo
    > musialo cos zdobywać. Takie dziecko bez mamusi sobie w zyciu nie
    > poradzi.
    > Kochać dziecko rozumnie to nie znaczy "rozwijać" je bez przerwy,
    > tylko pozwolić mu na sporą swobode, proponowac rózne rzeczy, ale i
    > umiec sie wycofać, dac mu czas wolny, aby obok zajęć sportowych,
    > muzycznych, intelektualnych - miało czas dla siebie, na myslenie...
    > Dziecko rozwijane we wszystkich dziedzinach nie ma szans na
    > odpoczynek...
    > Dziecko powinno mieć towarzystwo w przedszkolu adekwatne do jego
    > rozwoju spolecznego, nie intelektualnego, bo w przedszkolu nie
    > prowadzi się dyskusji naukowych, tylko bawi. Dziecko na poziomie
    > dwulatka poradzi sobie w towarzystwie innych dwulatków, a nie
    > poradzi sobie z czterolatkami, chocby było od nich mądrzejsze.
    > I smutno mi troche - bo nie zazdrszcze Waszym dzieciom, jesli
    jednak
    > wyrosną na "sredniakow" - i bedą , zgodnie z Waszymi teoriami
    > zazdroscic tym "lepszym". Bo nie da się ukryć - Wy "sredniakow"
    miec
    > nie chcecie. Wierze, ze bedzieci je kochac tak samo, ale jestm
    > przekonana, że będzieci bardzo zawiedzione, ze wysilki na nic sie
    > nie zdały - a tak bywa w wielu wypadkach. Dziecko rozwija się
    > szybciej, a potem "wyrównuje" poziom.
    > Mam jednak wrazenie, że bardziej zalezy Wam na "najlepszym"
    dziecku
    > niz na dziecku w ogóle.


    Co za schematyczne, stereotypowe, wąskohoryzontalne myślenie. Kto tu
    mówi o dawaniu WSZYSTKIEGO?? O rozwijaniu BEZ PRZERWY?? We
    WSZYSTKICH dziedzinach? Chyba postrzega pani świat w czarno-białych
    kolorach. Mówi się właśnie o proponowaniu, sprawdzaniu co daje
    dziecku radość, co lubi a czego nie. Czy może poczekać z tym do
    okresu dorastania kiedy będzie miało jasny pogląd na swoje
    zainteresowania? Mówi się o znajdowaniu czasu na w kolejności:
    1.miłość 2. beztroskę 3. swobodę i zabawę i dopiero może na
    którymśtam miejscu na niemarnowanie potencjału tkwiącego w dziecku.
    NIEMARNOWANIE. Nic więcej. Ale do tego trzeba jakiegoś wysiłku ze
    strony rodzica i chyba tym leniwym wygodniej jest myśleć
    że "wszelkie poszerzanie horyzontów dziecka czy dawanie szans
    lepszego rozwoju jeśli ma predyspozycje do tego jest ZŁE. trzeba
    koniecznie do przeciętności zmierzać, dla bezpieczeństwa."
    A marzenia dziecko będzie miało ZAWSZE. Nie można ich odebrać
    proponując różnorodne formy aktywności czy pokazując świat. Jak np.
    chłopak miałby marzyć o wygraniu konkursu Chopinowskiego gdyby nigdy
    nikt mu nie kupił choćby najprostszego instrumentu, a potem nie
    SPRÓBOWAŁ, (a nie pchał na siłę), zapisać go na zajęcia muzyczne?
    Chyba że dziecko ma poznawać świat z telewizji?? Niezrozumiałe dla
    mnie jest takie myślenie.
    Co do przedszkola to trzeba chwilę pani verdano się zastanowić zanim
    się napisze jakąś bzdurę. Ja nie posyłam do przedszkola 2-latka,
    żeby musiał przebywać wśród 4-latków. W listopadzie 2008 on będzie
    miał 3 lata(wtedy się idzie do przedszkola, a nie mając 4), a zapisy
    są teraz dlatego teraz szukam porady i informacji żeby wybrać jak
    najlepiej.
    Mojemu dziecku zazdrościć pani nie musi, obejdzie się. Proszę mnie
    nie obrażać pisząc że będę w jakikolwiek sposób zawiedziona jeśli
    mój syn okaże się tzw. "zwykłym dzieckiem". Nie wie pani nic o mnie
    ani o nim ponad to co tu piszę, a piszę tylko w tym konkretnym
    temacie, na tym konkretnym forum, takie jest jego przeznaczenie.
    Temat zazdroszczenia, dzieci lepszych, gorszych, średnich,
    lekkopółśrednich, zwykłych, niezwykłych, genialnych itd. itp. jest w
    ogóle absurdalny. Wszystkie dzieci są wspaniałe i zasługują na to co
    najlepsze, to już rola rodziców jak pokierują ich pierwszymi
    (najważniejszymi!!!) latami życia, bez względu na to ile potrafią i
    wiedzą. Gdyby ludzie myśleli tak jak pani to świat stałby w miejscu.

    A tego:
    Mam jednak wrazenie, że bardziej zalezy Wam na "najlepszym" dziecku
    > niz na dziecku w ogóle.

    to już nawet nie raczę skomentować, bo to poniżej godności, pasa i
    czegokolwiek.
  • verdana 16.02.08, 16:51
    Pisze Pani o ''sredniakach', którzy zazdroszczą tym "wybitnym"z taka
    wyższoscią, że nie wyobrazam sobie, aby była Pani szczęśliwa gdy
    Pani dziecko okaze sie tym, ktoremu nie zazdroszcza... (zreszta ja
    nie bardzo wiem czego).
    Nie pisze w wszelkim poszerzaniu horyzontow, ale zalożeniu , ze to
    moje dziecko będzie tym najlepszym - i w tym celu wychowywanie go -
    a wielokrotnie porownuje Pani dzieci, uznając, ze szanse maja tylko
    te najlepiej wyedukowane we wczesnym dziecinstwie- niestety, to nie
    jest prawda.
    Nie zazdroszczę Pani dziecku - ale najwyraxniej Pani marzeniem jest,
    aby "średniacy" jednak mu zazdroscili - a to juz dla dziecka będzie
    problemem. To Pani, nie ja dzieli dzieci na te "najlepsze" i
    tych "sredniaków"....
    swiat jakos nie stoi przez mnie w miejscu - moja córka opublikowała
    już sporo książek i artykułów, choć jest jeszcze studentką. Ale
    nigdy nie uwazałam, zę inni powinni jej zazdroscic, bo nie jest
    jakimstam "sredniakiem". A zrobila to, poniewaz dałam jej szansę
    spelnienia wlasnych marzeń, a nie moich ambicji - mimo, ze mając alt
    pieć w teście na IQ rozwiazała zadania dla 15-latkow. I nie
    próbowalam wobec tego znaleź jej super-przedszkola, super-kolegów i
    nie obawiałam się, ze normalne dzieci ją zmarnują.
    I jakos nie zmarnowały.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Joanna IP: 216.40.70.* 16.02.08, 23:35
    OK, nie mowie o malych dzieciach. Nie mow mi ze jak ktos na studiach
    z grona 300 studentow dostaje stype na studia zagranica to pozostale
    299 ludzi tak madrych jak on mu nie zazdrosci albo chociaz zaluje ze
    to nie oni sie dostali. Jesli to jest nieprawda, bo tak wg twojego
    postu wynika, to po co miec konkursy, oceny, studia, egzaminy,
    etc... po co? Po co sie starac? Po co byc naukowcem i harowac w
    pocie czola by cos nowego wymyslec i uratowac ludzi przed rakiem,
    AIDS, etc. Po co tworzyc muzyke, sztuke lub byc sportowcem? Jesli
    nie wychylanie, wg ciebie, i nie staranie jest OK. Wiesz moze tak
    jest w twoim swiecie. W normalym swiecie madrych i otwartych ludzi,
    kazdy madry rodzic chce by jego dzieci byly zdrowe, przewyzszyly
    jego, byly madrzejsze od niego i radzily sobie w zyciu lepiej niz on
    i mialy lepsze zycie. Ludzie ktorzy temu zaprzeczaja albo klamia
    albo to patologia.

    Jesli wiekszosc ludzi by tak myslala jak ty bysmy jeszcze byli w
    epoce kamienia lupanego. No bo po co chciec lepiej. Po co uczyc sie
    i po co starac? Albo jeszcze lepiej - mowic do naszych dzieci ze
    wszelka nauka jest zla i lepiej szalec i imprezowac niz byc
    odpowiedzialnym i ambitnym czlowiekiem.

    Jeszcze dodalas ze "chalturzylas" jako nauczycielka w liceum. Boze
    az strach pomyslec co ty ta mlodziez uczylas jak ty tak okreslasz
    rozwijanie intelktualnie mlodziezy i przekazywanie im wiedzy. Juz
    sobie wyobrazam jaka z ciebie musiala byc "nauczycielka". Ludzie
    tacy jak ty zabijaja w naszej mlodziezy chec do nauki bo dla takich
    jak ty ona jest "chaltura". To jest naprawde tragiczne.

  • jola_ep 17.02.08, 22:33
    > Jesli to jest nieprawda, bo tak wg twojego
    > postu wynika, to po co miec konkursy, oceny, studia, egzaminy,
    > etc... po co? Po co sie starac? Po co byc naukowcem i harowac w
    > pocie czola

    Przez całą szkołę podstawową i średnią byłam najlepsza. Egzaminy wstępne na studia (dość "prowincjonalne", ale jednak uniwersytet, studia dzienne) zdałam z najwyższym wynikiem - choć zapewniam, że w szkole średniej (bardzo podrzędnej) miałam nauczycielkę matematyki, która potrafiła mniej od "średniaków" (cóż, rodzina miała ambicję, że ją "wepchnie" na nauczycielkę w LO, bo przecież podstawówka to poniżej jej ambicji).

    Strasznie męczyło mnie to, że mam etykietkę "najlepszej". Choć na szczęście moi rodzice wcale ode mnie tego nie oczekiwali. Ale nacisk pozostał.
    Dlatego na studiach nie byłam najlepsza :) Nie starałam się, wcale mi nie zależało na pierwszym miejscu - od tego była moja koleżanka z roku ;) Jakie to było cudowne - zająć się tym co lubię :)

    Po co się starać? Nie konkursy, nie egzaminy i nie oceny (choć stypendium naukowe się przydawało) - ale frajda z tego co robię. Skupiałam się na tym, co mnie interesowało. Mogłam temu poświęcać całe godziny. Pisanie pracy magisterskiej to była jedna wielka frajda i nawet to, że przez pomyłkę zrobiłam 3x więcej niż było w temacie nie przeszkadzało. Zrozumienie, odkrycie, olśnienie, rozwiązanie dawało taką niesamowitą satysfakcję i wynagradzało ciężką pracę. Czasem tylko po nocach śnił mi się przerażający koszmar licealny lat, gdy uczyłam się dla oceny - po przecież trzeba było sprostać przylepionej etykietce.

    Tak się składa, że teraz pracuję w mało prestiżowym miejscu (bo taką pracę znalazłam dawno temu), zarabiam mało, ale to co robię sprawia mi wielką intelektualną przyjemność :)

    Moje dzieci chodzą do szkoły podstawowej. Radzą sobie nieźle, choć nie są najlepsze. I WCALE mi na tym nie zależy. Ja chcę, aby były szczęśliwe, aby umiały dobrze żyć wśród wśród ludzi. I marzę, że będą uczyły się i pracowały nie tylko dla ocen, czy kasy, ale aby mogły odczuwać największą nagrodę z tego co robią: czerpać z tego radość i staysfakcję: umiem, potrafię, wyszło mi. Nie chcę wpędzać je w wyścig szczurów, nie zależy mi na tym, aby były najlepsze i pierwsze. Może dlatego, że ja przez to w pewnym sensie przeszłam. Nie muszę spychać na moje dzieci moich marzeń. Niech realizują swoje własne.

    Przyszło mi do głowy, że całkiem możliwe, że pragniesz przeżyć w swoich dzieciach swoje niezrealizowane marzenia. A to bardzo niebezpieczne. Bo czy można być zawsze najlepszym? Zawsze pierwszym? Przecież znajdzie się ktoś, kto błyśnie jaśniej. A otoczenie nie będzie potrafiło docenić naszego geniuszu - tak dobrze jak mama. Czy można być wtedy szczęśliwym?

    Co do rozwoju przez przedszkole. Moja starsza poszła do przedszkola, gdy miała 3,5. Najlepsze w okolicy. Wspaniale stymulowało dzieci do rozwoju. Tylko moja córa się uwsteczniła. Dotąd w domu bawiła się sama. Podziwiałam jej wyobraźnię i pomysły. Przedmioty w jej rękach stawały się czymś innym i pełniły najróżniejsze role. Pamiętam jej surrealistyczne zwierzaki za papieru kiwające się na nogach ze spinaczy do bielizny ;) . Odkąd zaczęła chodzić do przedszkola oczekiwała, że ja jej zorganizuję czas, wymyślę zabawy. A ja nie potrafiłam tak patrzeć na świat jak ona...

    Przeszkole jest fantastyczne, jeśli chodzi o towarzystwo innych dzieci. A to zwykle jest potrzebne od ok. 4 lat (zależy od dziecka)

    Pozdrawiam
    Jola
  • kassandra2 18.02.08, 00:55
    jola_ep napisała:

    > Przyszło mi do głowy, że całkiem możliwe, że pragniesz przeżyć w
    swoich dziecia
    > ch swoje niezrealizowane marzenia. A to bardzo niebezpieczne. Bo
    czy można być
    > zawsze najlepszym? Zawsze pierwszym? Przecież znajdzie się ktoś,
    kto błyśnie ja
    > śniej. A otoczenie nie będzie potrafiło docenić naszego geniuszu -
    tak dobrze j
    > ak mama. Czy można być wtedy szczęśliwym?

    Ludzie, trzeba nauczyć się czytać ze zrozumieniem. Nikt od swojego
    dziecka nie wymaga żeby było najlepsze, zawsze pierwsze, zawsze
    wygrywało itd. itp. (chyba że ktoś niespełna rozumu). Dlaczego
    widzicie świat w czarno-białych kolorach??? Przemyślany wybór
    przedszkola chyba nie jest jednoznaczny z wywieraniem presji na
    dziecko? Tak się śmisznie składa, drogie wielce oburzone i przejęte
    mamy, że pani psycholog potwierdziła że "warto nie zmarnować takiej
    perełki." Co nie znaczy przyklejać mu etykietkę "geniusza" czy kogoś
    kto jest zawsze na 1 miejscu. Po prostu mądrze, świadomie kierować
    jego rozwojem, zgodnie z JEGO wolą i preferencjami. Sama jestem
    psychologiem i temat przyklejania etykietek przez otoczenie
    szczególnie dziecku jako czegoś co może być krzywdzące jest znany
    każdemu po studiach psychologicznych. Tak samo jak to że dzieci
    których talenty zostaną dostatecznie wcześnie dostrzeżone i
    rozwinięte mają większą szansę na sukces w życiu. I oczywiście, tak,
    naturalnie chodzi mi tu o codzienne wielogodzinne męczące treningi,
    odbierające radość z bycia dzieckiem, z biciem pasem za błędy i nie
    wygrywanie wszystkich możliwych konkursów w dziedzinie. Nie mylicie
    się drogie panie, właśnie taki mam plan!!
    Droga Jolu, twoja pomyłka jest tyle obraźliwa co zrozumiała.
    Wypowiadasz się na temat osoby o której bladego pojęcia nie masz,
    której to cechy organicznie niecierpię. Jak narazie zrealizowałam w
    życiu wszystko czego się podjęłam, jestem zadowolona i na chwilę
    obecną czuję się spełniona. Do niezrealizowanych (jak narazie ;)
    marzeń zaliczyłabym podróż dookoła świata, zakumplowanie się z
    Leszkiem Możdżerem i lot w kosmos. Nie bardzo wiem jak mój synek
    miałby mi to wynagrodzić swoim życiem. B Z D U R A.
    Pozostanę jednak przy swoim zdaniu, że dbanie o rozwój dziecka
    (harmonijny!! nie tylko intelektualny) nie robi mu krzywdy.
    W dowód tego cytuję słowa znanej piosenki:

    Cudownych rodziców mam, cudownych rodziców mam
    Odkryli mi każdą z dróg, po której szłam..

  • jola_ep 18.02.08, 08:52
    > drogie wielce oburzone i przejęte
    > mamy, że pani psycholog potwierdziła że "warto nie zmarnować takiej
    > perełki."

    Droga kobieto. Skąd Ci przyszło do głowy, że jestem przejęta czy oburzona tym
    stwierdzeniem??? Myślisz, że my tu siedzimy i Ci zazdrościmy? ;) Wyluzuj trochę.

    Zastanawia dlaczego właśnie tak odebrałaś moją wypowiedź? Jeśli rzeczywiście
    jesteś psychologiem, to zastanów się głęboko nad sobą - dlaczego widzisz
    zazdrość i oburzenie tam, gdzie jej nie ma?

    To bardzo trudne wychowywać geniusza. Wcale Ci tego nie zazdroszczę :)) Mam
    bardzo fajne, inteligentne dzieciaki. I w zupełności mi to wystarcza :))))

    > Po prostu mądrze, świadomie kierować
    > jego rozwojem

    A może nie kierować, tylko podążać? A może stworzyć mu przestrzeń do jego
    samodzielnego rozwoju? Bo tam, gdzie dla Ciebie on marnotrawi czas, może właśnie
    się rozwija? Nicnierobienie i nieskrępowana zabawa też jest niesamowicie ważna.
    Czytałaś na pewno badania, w których się okazało, że dzieciaki stymulowane
    intelektualnie przez pierwsze lata życia osiągnęły w wieku 7 lat identyczny
    poziom jak te, którym rodzice umożliwiali swobodną zabawę, a "rodzicielskie
    stymulowanie"
    ograniczyli do łaskotek na dywanie. Tak naprawdę jeszcze nie rozpracowaliśmy do
    końca tego jak działa i rozwija się ludzki mózg (albo coś przegapiłam).

    >Tak samo jak to że dzieci
    > których talenty zostaną dostatecznie wcześnie dostrzeżone i
    > rozwinięte mają większą szansę na sukces w życiu.

    Czym jest sukces? Dla mnie to dobre kontakty z ludźmi (wcale nie wszystkimi) i
    osiąganie satysfakcji z tego co robimy.

    > I oczywiście, tak,
    > naturalnie chodzi mi tu o codzienne wielogodzinne męczące treningi,

    Obrażasz mnie. Serio. Wciskasz mi w usta coś, co nawet przez myśl mi nie przemknęło.

    > Wypowiadasz się na temat osoby o której bladego pojęcia nie masz,

    "Uderz w stół..." - Ty i Joanna to jedna osoba? Nie wiedziałam...
    Pomyśl, dlaczego wzięłaś do siebie coś, co napisałam do kogoś innego?

    > Cudownych rodziców mam, cudownych rodziców mam
    > Odkryli mi każdą z dróg, po której szłam..

    Cudowny rodziców mam, cudownych rodziców mam
    Pomogli mi odkrywać moje własne drogi...

    Pozdrawiam
    Jola
  • kassandra2 18.02.08, 11:13
    jola_ep napisała:

    > Droga kobieto. Skąd Ci przyszło do głowy, że jestem przejęta czy
    oburzona tym
    > stwierdzeniem??? Myślisz, że my tu siedzimy i Ci zazdrościmy? ;)
    Wyluzuj trochę

    A gdzie ja napisałam słówko o zazdrości? I nie adresowałam tego
    wyłącznie do Ciebie. Inne panie także były bardzo oburzone moim
    psychicznym maltretowaniem dziecka :) I przejęte w wypisywaniu
    swoich mądrości pt. rozwój zdecydowanie szkodzi!
    > Zastanawia dlaczego właśnie tak odebrałaś moją wypowiedź? Jeśli
    rzeczywiście
    > jesteś psychologiem, to zastanów się głęboko nad sobą - dlaczego
    widzisz
    > zazdrość i oburzenie tam, gdzie jej nie ma?

    I znów to Ty powinnaś się zastanowić z tą zazdrością, już drugi raz
    o niej piszesz... Ja nigdzie nie napisałam że mi ktokolwiek
    zazdrości, jest bardzo wiele mądrych dzieci o wielkim potencjale.
    Nigdzie nie napisałam że moje dziecko jest/ma być naj naj naj. To
    wszystko zostało mi doklejone przez osoby myślące stereotypowo,
    czarno-biało.
    > To bardzo trudne wychowywać geniusza. Wcale Ci tego nie
    zazdroszczę :))
    I znów ta zazdrość... :) A geniusza wychować się NIE DA. Natomiast
    da się i powinno się to robić, dostrzec zainteresowania, to co
    dziecko lubi robić i umożliwić mu robienie tego częściej. Nic innego
    nie mam na myśli mówiąc o rozwijaniu dziecka.

    > A może nie kierować, tylko podążać? A może stworzyć mu przestrzeń
    do jego
    > samodzielnego rozwoju?

    Oczywiście że tak. Dokładnie o to mi chodziło. To jest różnica w
    formie wypowiedzi a nie w treści. Kierować to nie znaczy cokolwiek
    wciskać na siłę, żeby inni zazdrościli czy żeby spełnić swoje
    ambicje. To są slogany.

    Bo tam, gdzie dla Ciebie on marnotrawi czas, może właśni
    > e
    > się rozwija? Nicnierobienie i nieskrępowana zabawa też jest
    niesamowicie ważna.

    Wow, ale Amerykę odkryłaś!!! Dzięki Ci bo do tej pory od rana do
    nocy faszerowałam mu głowę programem klas I-III szkoy podstawowej!
    Ciekawe co powie na to że nagle mu powiem: dobra synu, zróbmy po 2
    latach twojego życia 5 minut przerwy na łaskotanie. Śmiech na sali.

    > Czytałaś na pewno badania, w których się okazało, że dzieciaki
    stymulowane
    > intelektualnie przez pierwsze lata życia osiągnęły w wieku 7 lat
    identyczny
    > poziom jak te, którym rodzice umożliwiali swobodną zabawę,
    a "rodzicielskie
    > stymulowanie"
    > ograniczyli do łaskotek na dywanie.

    Czytałam przeróżne badania, wierz mi.

    > Czym jest sukces? Dla mnie to dobre kontakty z ludźmi (wcale nie
    wszystkimi) i
    > osiąganie satysfakcji z tego co robimy.

    Dobre kontakty z ludźmi nie stoją w sprzeczności w byciu
    mądrym/dobrym w tym co się robi itp. Przeciwnie, osobom bardziej
    pewne siebie łatwiej jest nawiązywać kontakty.
    >
    > > I oczywiście, tak,
    > > naturalnie chodzi mi tu o codzienne wielogodzinne męczące
    treningi,
    >
    > Obrażasz mnie. Serio. Wciskasz mi w usta coś, co nawet przez myśl
    mi nie przemk
    > nęło.

    Mi już tyle razy w tym wątku wciskano coś w usta że uznałam to za
    dobry obyczaj że się wypisuje brednie na temat rozmówczyń żeby
    osiągnąć większy efekt :] Poza tym osoby które mnie tu krytykują
    wciąż (podobnie jak Ty) przeciwstawiają rozwój intelektualny dziecka
    normalnemu życiu, zabawom, swobodzie, beztrosce, kontaktom z
    rówieśnikami. Traktuję to jako przejaw skrajnej schematyczności
    myślenia i nieumiejętności zrozumienia że jedno nie wyklucza
    drugiego.

    > "Uderz w stół..." - Ty i Joanna to jedna osoba? Nie wiedziałam...
    > Pomyśl, dlaczego wzięłaś do siebie coś, co napisałam do kogoś
    innego?

    Chyba troszkę przesadzasz z nadinterpretacją. Joanny nie znam, ale
    jest to chyba jedyna osoba tutaj, która akceptuje (jak sądzę) mój
    punkt widzenia.
    > > Cudownych rodziców mam, cudownych rodziców mam
    > > Odkryli mi każdą z dróg, po której szłam..
    >
    > Cudowny rodziców mam, cudownych rodziców mam
    > Pomogli mi odkrywać moje własne drogi...

    Dokładnie o to tu chodzi szanowna Pani, dokładnie o to... :) Trzeba
    tylko troszeczkę poluzować więzy schematów myślowych ;)

    Napiszę to jeszcze raz, już chyba ostatni:
    Moje dziecko spędza (ze mną) na zabawie, łaskotaniu, wygłupach,
    figlowaniu-miglowaniu, zabawie w goni goni, chowanego i tysiącu
    innych rzeczy które waszym zdaniem są dla mnie marnotrawieniem czasu
    chyba 3/4 swojego życia :) Jest roześmianym, radosnym, uroczym
    szkrabem. Te kilka chwil (np. 20-30 minut) spędzone wieczorem na
    czytaniu, czy innych "rozrywkach umysłowych" (o które sam się
    doprasza!!!) wystarcza mu by być dzieckiem bardzo mądrym i
    rozwiniętym ponad wiek.
  • jola_ep 18.02.08, 12:35
    > A gdzie ja napisałam słówko o zazdrości? I nie adresowałam tego
    > wyłącznie do Ciebie.

    Przepraszam, tak odebrałam tekst o oburzeniu. Rzeczywiście chyba nie miałam
    racji. O zazdrości pisała Joanna.
    Odebrałam jako adresowany do mnie, bo był pod moją wypowiedzią.

    > Nigdzie nie napisałam że moje dziecko jest/ma być naj naj naj.

    Ale ma już etykietkę - "małego geniusza" :)
    Geniusze są zwykle "naj, naj". A tak się bardzo trudno żyje.

    > A geniusza wychować się NIE DA.

    Nie rozumiem. Naprawdę. Myślałam, że naszym zadaniem jest wychowywać w miarę
    naszych możliwości nasze dzieci :) (nie chodziło mi o to, aby wychować dziecko
    tak, aby zostało geniuszem, ale właśnie o wychowywanie geniusza - jak się już
    trafi - tak jak wychowujemy inne dzieci).

    > Mi już tyle razy w tym wątku wciskano coś w usta że uznałam to za
    > dobry obyczaj że się wypisuje brednie na temat rozmówczyń żeby
    > osiągnąć większy efekt

    A mnie nudzi taki styl dyskusji.

    > Traktuję to jako przejaw skrajnej schematyczności
    > myślenia i nieumiejętności zrozumienia że jedno nie wyklucza
    > drugiego.

    Bo ludzie są strasznie schematyczni :)

    > Chyba troszkę przesadzasz z nadinterpretacją. Joanny nie znam, ale
    > jest to chyba jedyna osoba tutaj, która akceptuje (jak sądzę) mój
    > punkt widzenia.

    Joanny też nie znam. Ale z tego co teraz napisałaś odnoszę wrażenie, że Ty nie
    do końca akceptujesz jej punkt widzenia. Zauważ, że dla niej ważne jest dążenie
    do sukcesu, zdobywanie nagród. Ma żal do rodziców, że "jej nie zmuszali" - czy
    będzie jej łatwo nie zmuszać dziecka, gdy ona już widzi w nim geniusza, ale co
    gorsza będzie oczekiwać na jego sukcesy? Czy będzie jej łatwo w przyszłości
    "odpuścić"?

    Ja podpisałam się pod jej wypowiedzią - bo nie spodobało mi się parę akcentów w
    jej wypowiedzi. W Twojej ich nie widzę :)

    > Dokładnie o to tu chodzi szanowna Pani, dokładnie o to... :)

    Wow, a ja jestem po matematyce. To przedmiot z dziedziny ścisłych. I dla mnie te
    spojrzenia to są dwa zupełnie inne.

    > Napiszę to jeszcze raz, już chyba ostatni:
    > Moje dziecko spędza (ze mną) na zabawie, łaskotaniu, wygłupach,
    > figlowaniu-miglowaniu, zabawie w goni goni, chowanego i tysiącu
    > innych rzeczy które waszym zdaniem są dla mnie marnotrawieniem czasu
    > chyba 3/4 swojego życia :)

    No i moim zdaniem właśnie to jest najważniejsze :)))

    Pozdrawiam
    Jola
  • Gość: Joanna IP: 216.40.70.* 19.02.08, 04:02
    Hey Jola:

    Joanny też nie znam. Ale z tego co teraz napisałaś odnoszę wrażenie,
    że Ty nie
    > do końca akceptujesz jej punkt widzenia. Zauważ, że dla niej ważne
    jest dążenie
    > do sukcesu, zdobywanie nagród. Ma żal do rodziców, że "jej nie
    zmuszali" - czy
    > będzie jej łatwo nie zmuszać dziecka, gdy ona już widzi w nim
    geniusza, ale co
    > gorsza będzie oczekiwać na jego sukcesy? Czy będzie jej łatwo w
    przyszłości
    > "odpuścić"?

    Nie pisalam do ciebie osobiscie tylko tak sie sklada ze moj post
    akurat zostal umieszczony pod twoim :)

    Tak zgadza sie ja uwielbiam wygrywac, byc najlepsza - taka jestem bo
    taki jest moj ojciec :) i tak zostalam wychowana. I tak wychowam
    moje dziecko ALE jak ona bedzie wolala byc artystka graffiti lub
    wolnym duchem zyjacym z socjalu to jest OK. Bo dla mnie ona jest i
    bedzie najdoskonalsza istota na swiecie. I nic i nikt tego nie
    zmieni - nawet jej sukcesy czy ich kompletny brak :)

    Jak mowilam o zazdrosci/niezrozumieniu to nie patrzalam na siebie i
    moje doswiadczenia. Przychodzili mi na mysl ludzie b. znani i
    slawni. Na przyklad, Bach - wiesz jak on byl nazywany przez swoich
    wspolczesnych - "ten organista z katedry sw. Stefana" i paru innych.
    On jest bez watpienia najgenialniejszym kompozytorem wszechczasow.
    Czy wiesz ze obecnie jego kompozycje sa studiowane przez
    matematykow?

    Z tego co zdazylam zaobserwowac w swoim zyciu to jest to ze ludzie
    ponadprzecietnie zdolni nie sa zbyt dobrze rozumiani i nie maja
    jakies tam oszalamiajacej liczby znajomych. ALE to jest OK. Zycie to
    nie konkurs popularnosci. Jedni ciesza sie z bycia popularnymi gdzie
    inni wola skupic sie na tworzeniu czegos i rozwoju. To jest tez OK.
    I wierz mi zycie jest ciezkie i trzeba wiele staran i niepowodzen by
    cos osiagnac. W dzisiejszych czasach pokolenia MTV i tych
    przeslodzonych i odrealnionych reklam - trzeba sie temu
    przeciwstawic i rozwijac swoj i wlasnego dziecka potencjal. I ja
    mowie o ROZWOJU a nie pchaniu kogos na sile. Po sobie tez wiem ze
    nawet ludzi na studiach, nie wspominajac nastolatkow, trzeba
    ukierunkowywac. A od tego sa rodzice. Na nas spoczywa najwieksza
    odpowiedzialnosc.

    Podziwiam Kasandre za to ze jest taka madra i otwarta mama i chce
    naj dla swojego dziecka. Ja jestem dokladnie taka sama. Moje dziecko
    to moj najwiekszy skarb. Moja praca i kariera sa teraz na drugim
    jesli nie na trzecim planie bo na pierwszym jest moja dzidzia.
    Pierwsze lata dziecka sa najwazniejsze - emocjonalnie, fizycznie,
    zdrowotnie, intelektualnie, etc... One tylko raz sa dziecmi.

    Wierz mi ja jestem OK ze sa mamy ktora wole by ich maluszki spedzaly
    caly dzien w piaskownicy. To jest OK. Jesli tak chcesz to super. Ja
    uwazam ze mozna wiecej i lepiej :) Nie moge tez zrozumiec dlaczego
    jest tylu "zyczliwych" na tym forum co tak koniecznie oceniaja
    Kasandre i to ze chce najlepiej dla swojego dziecka. I mowia jej
    wprost jaka ona to jezt zla matka bo chce naj dla swojej dzidzi. I
    co w tym zlego? Matki ktore tak kochaja swoje maluchy jak ona czy ja
    czy ty - chca najlepszego dla swoich dzieci. I dlaczego to jest
    zle?
  • jola_ep 19.02.08, 11:19
    > Tak zgadza sie ja uwielbiam wygrywac, byc najlepsza

    OK. Tylko pamiętaj, że Twoje dziecko może być inne.
    Pamiętaj też, aby nie utożsamiać sukcesów dziecka ze swoimi. Jego porażki będą wystarczająco trudne dla niego, aby jeszcze dodawać Twoje rozgoryczenie.

    Aby było jasne: nie mam na myśli tego, co będzie mówić czy robić, ale tego co będzie tak naprawdę czuła. Nie da się ukryć uczuć przed własnym dzieckiem. A niezgodność tego co dziecko czuje w kontkacie z Tobą i tego co widzi, może być dla niego jeszcze trudniejsze.

    Rozumiem też, że jesteś młodą mamą, zafascyną swoim cudownym (niewątpliwie:) ) dzieckiem. I nie wierzysz nikomu z piszących, którzy Cię ostrzegają. Wydaje Ci się, że tak łatwo pozwolisz mu na chodzenie własnymi drogami. Ale z ręką na sercu: skoro chcesz dla swojego dziecka jak najlepiej, to jak pozwolisz mu być
    "wolnym duchem zyjacym z socjalu". Oczywiste jest, że będziesz walczyć, przekonywać i zmuszać, aby tak się nie stało. Bo przecież lubisz wygrywac i być najlepszą. Także najlepszą matką. A czyż może ona mieć dziecko, które osiądzie na życiowej mieliźnie? Nie będzie odnosić sukcesów? Nie będzie się uczyć najlepiej?

    To, co piszą Ci tu inne, doświadczone matki, to wiedza wypływająca z doświadczenia, a Ty jeszcze nie jesteś gotowa jej przyjąć. Mam nadzieję, że dla dobra własnego dziecka kiedyś do tego dojrzejesz.

    Pozdrawiam
    Jola
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 19.02.08, 16:15
    OK, rozumiem twoje przeslanki wynikajace z wiekszego niz moje
    doswiadczenia :) Dzieki za pomoc :)

    Bledy w zyciu sa nie do unikniecia - i wiem ze je zrobie. Jestem
    tylko czlowiekiem. Ale to nie zmienia faktu ze kocham moje dziecko i
    chce najlepiej dla niego. I wierz mi mialam juz tyle porazek w swoim
    zyciu ze daje sobie rade. A propos mojego rozgoryczenia - hmm nie
    mam jak na razie za wiele. Jestem bardzo spelniona osoba, mam
    cudowne dziecko, kariere i meza. Jak na razis osiagnelam w zyciu
    sporo mam nadzieje ze bedzie jeszcze wiecej :) I to naprawde nie
    jest nic zlego byc ambitnym i zawzietym w zyciu. Anglosaska kultura
    bardzo to ceni a u nas Slowian bycie taka osoba jest krytykowane. No
    coz moze kiedys sie to zmieni i ta falszywa skromnosc zastapi
    miejsce pewnoscia siebie i checia dazenia do sukcesu.

    pozdrawiam
  • Gość: Joanna IP: 216.40.70.* 19.02.08, 04:18
    Hey Jola:

    Joanny też nie znam. Ale z tego co teraz napisałaś odnoszę wrażenie,
    że Ty nie
    > do końca akceptujesz jej punkt widzenia. Zauważ, że dla niej ważne
    jest dążenie
    > do sukcesu, zdobywanie nagród. Ma żal do rodziców, że "jej nie
    zmuszali" - czy
    > będzie jej łatwo nie zmuszać dziecka, gdy ona już widzi w nim
    geniusza, ale co
    > gorsza będzie oczekiwać na jego sukcesy? Czy będzie jej łatwo w
    przyszłości
    > "odpuścić"?

    Nie pisalam do ciebie osobiscie tylko tak sie sklada ze moj post
    akurat zostal umieszczony pod twoim :)

    Tak zgadza sie ja uwielbiam wygrywac, byc najlepsza - taka jestem bo
    taki jest moj ojciec :) i tak zostalam wychowana. I tak wychowam
    moje dziecko ALE jak ona bedzie wolala byc artystka graffiti lub
    wolnym duchem zyjacym z socjalu to jest OK. Bo dla mnie ona jest i
    bedzie najdoskonalsza istota na swiecie. I nic i nikt tego nie
    zmieni - nawet jej sukcesy czy ich kompletny brak :)

    Jak mowilam o zazdrosci/niezrozumieniu to nie tylko patrzalam na
    siebie i moje doswiadczenia. Przychodzili mi na mysl tez ludzie b.
    znani i slawni. Na przyklad, Bach - wiesz jak on byl nazywany przez
    swoich wspolczesnych - "ten organista z katedry sw. Stefana" i paru
    innych. On jest bez watpienia najgenialniejszym kompozytorem
    wszechczasow. Czy wiesz ze obecnie jego kompozycje sa studiowane
    przez matematykow?

    Z tego co zdazylam zaobserwowac w swoim zyciu to jest to ze ludzie
    ponadprzecietnie zdolni nie sa zbyt dobrze rozumiani i nie maja
    jakies tam oszalamiajacej liczby znajomych. ALE to jest OK. Zycie to
    nie konkurs popularnosci. Jedni ciesza sie z bycia popularnymi gdzie
    inni wola skupic sie na tworzeniu czegos i rozwoju. To jest tez OK.
    I wierz mi zycie jest ciezkie i trzeba wiele staran i niepowodzen by
    cos osiagnac. W dzisiejszych czasach pokolenia MTV i tych
    przeslodzonych i odrealnionych reklam - trzeba sie temu
    przeciwstawic i rozwijac swoj i wlasnego dziecka potencjal. I ja
    mowie o ROZWOJU a nie pchaniu kogos na sile. Po sobie tez wiem ze
    nawet ludzi na studiach, nie wspominajac nastolatkow, trzeba
    ukierunkowywac. A od tego sa rodzice. Na nas spoczywa najwieksza
    odpowiedzialnosc.

    Podziwiam Kasandre za to ze jest taka madra i otwarta mama i chce
    naj dla swojego dziecka. Ja jestem dokladnie taka sama. Moje dziecko
    to moj najwiekszy skarb. Moja praca i kariera sa teraz na drugim
    jesli nie na trzecim planie bo na pierwszym jest moja dzidzia.
    Pierwsze lata dziecka sa najwazniejsze - emocjonalnie, fizycznie,
    zdrowotnie, intelektualnie, etc... One tylko raz sa dziecmi.

    Wierz mi ja jestem OK ze sa mamy ktora wole by ich maluszki spedzaly
    caly dzien w piaskownicy. To jest OK. Jesli tak chcesz to super. Ja
    uwazam ze mozna wiecej i lepiej :) Nie moge tez zrozumiec dlaczego
    jest tylu "zyczliwych" na tym forum co tak koniecznie oceniaja
    Kasandre i to ze chce najlepiej dla swojego dziecka. I mowia jej
    wprost jaka ona to jezt zla matka bo chce naj dla swojej dzidzi. I
    co w tym zlego? Matki ktore tak kochaja swoje maluchy jak ona czy ja
    czy ty - chca najlepszego dla swoich dzieci. I dlaczego to jest
    zle?
  • kassandra2 19.02.08, 11:11
    A ja pozdrawiam Joannę :) Dziękuję że miałaś odwagę stanąć po mojej
    stronie mimo dzikiego ostracyzmu jaki zapanował w tym wątku. Cieszę
    się że są takie mamy które nie boją się wspierać rozwoju swoich
    dzieci, nie lenią się i nie szukają wytłumaczeń dlaczego najlepiej
    jest NIC nie robić :) Przecież tak naprawdę wystarczy tak niewiele
    prawda? przynajmniej na początku, mały ma 2 lata, zobaczymy jak
    będzie potem.. Ale cały bajer polega na tym, że to czego
    go "nauczyłam" to ogromna ciekawość świata i nieustępliwość i odwaga
    w jego poznawaniu. Błąd. Nie nauczyłam, to ma każde dziecko. Po
    prostu tego nie zdusiłam i dyskretnie staram się pokazywać mu różne
    barwy świata. Ot cała rzecz. Nie ma to NIC wspólnego z jakimś
    wyścigiem szczurów na studiach czy potem w życiu. Te panie które mi
    to zarzucają odsyłam do pierwszego mojego posta w tym wątku, tam
    jest wzmianka co o nim sądzę ;) A efekty mojego "wychowania" w duchu
    odkrywcy widać już dzisiaj. Wczoraj np. mój syn mnie zadziwił po raz
    kolejny. Powiedziałam mu dla śmiechu prosty wierszyk po angielsku
    jak akurat jedliśmy jabłka: Jedz jabłuszka bo: "An apple a day,
    keeps the doctor away". Potem o tym zapomniałam. Ale on nie :)
    Drążył i drążył, musiałam mu powtarzać, aż sam powiedział chociaż
    drugą część. A potem zapytał mnie o każdy chyba przedmiot jaki jest
    w pokoju. Nie wiedziałam jak jest żyrandol :) W XXI wieku jest już
    wiadome od dawna że te pierwsze lata (i znów brawo dla Joanny że
    sobie to uświadamia) są najważniejsze i jest mnóstwo metod
    wykorzystujących chłonność umysłu malutkiego dziecka żeby uczyć go
    przez zabawę. Przy okazji. Laugh`n`learn. Rozważałam posłanie go na
    kurs angielskiego (raz w tygodniu pół godziny) dla maluchów od 1
    roku życia, bo akurat pod domem mam najbardziej chyba szanującą się
    szkołę dla dzieci (Helen Doron czy jakoś tak :) Zrobiłabym to,
    miałby jakąś odmianę od siedzenia w domu przy złej pogodzie chociaż
    raz w tygodniu. Ale za drogo jak narazie dla mnie niestety. Więc
    sama czasem coś mu podrzucę a on chwyta w mig i jaki jest dumny z
    siebie jak potem wie jak coś powiedzieć :)
    Joanna, jeszcze raz pozdrowienia dla ciebie, tak trzymaj, nie szkoda
    czasu ani wysiłku dla własnego dziecka :)
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 19.02.08, 16:32
    Kasandra - prawda, prawda i jeszcze raz prawda co tu napisalas!!!
    Ja tez czesto mysle ze wiele rodzicow jest za wygodnych by cos ze
    swoimi dziecmi robic. I naprawde nie wiem z czego to wynika. Ja
    pracuje w pelnym wymiarze godzin, moja mama i tesciowa na zmiane
    zajmuja sie moja dzidzia, mam czas zeby ja uczyc metoda Domana i
    prowadzac na skrzypce i basen. Nie wiem jak majac dziecko mozna nie
    znalesc jakies 30 min dziennie zeby cos z nim zrobic... przeciez to
    nie jest takie trudne...

    W naszych maluchow wieku tyle rzeczy im przychodzi naturalnie i
    bezwiednie jak oddychanie. I trzeba to wykorzystac. Za 10 lat bedzie
    duzo ciezej je czegos nauczyc a za 20 lat juz stanowczo za pozno.

    Serdecznie cie pozdrawiam
  • rutka29 19.02.08, 16:44
    A ile lat ma Twoje dziecko?
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 19.02.08, 17:37
    Moja dzidzia ma 2.5 roku prawie.
  • rutka29 19.02.08, 18:00
    dziękuję za odpowiedź:). A od kiedy Twój maluch uczy się grać na skrzypcach?
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 19.02.08, 20:55
    Mozna od 2 lat w metodzie Suzuki ale nie wszyscy nauczyciele chca
    zaczac. My zaczelismy jakies 1.5 miesiaca temu. I to jest tak ty
    chodzisz na zajecia z dzieckiem i ty uczysz sie grac pierwsza a
    maluch obserwuje i az ktoregos dnia on zachce sie uczyc. To jest ta
    metoda "Mother Tongue". Naprawde super zabawa
  • rutka29 19.02.08, 21:07
    dziękuję za odpowiedź:).
  • verdana 18.02.08, 13:51
    Moja corka nie zazdrosci. Ja nie zazdroszczę. Syn - jaoś tak sie
    składa - tez nie zazdrosci... Ani nawet nie żaluja - maja inne
    priorytety.
    Ja jestem naukowcem - i staram się, aby napisac cos dobrego, ale
    jakoś mi wisi, czy dostane za to nagrodę i czy bede najlepszym
    profesorem w RP. Wystarczy mi wewnetrzna satysfakcja, ze praca jest
    dobra, wcale nie muszę być uwazana za lepszą od innych. Nie
    uwierzysz - ucieszylam się, gdy kolega z zakladu otrzymał nagrodę...
    Wiesz, sa ludzie, ktorzy nie wychowywanie tak, ze MUSZA rywalizowac
    z innymi są w duzym stopniu mniej zawistni. I przez to zyje im się
    latwiej.... Ambicja to nie to samo, co chęć bycia lepszym...
    Ja staram się dla siebie - a nie by pognębić innych i być przedmotem
    podziwu i zazdrości. Moze dlatego bylam całkiem niezłą
    nauczycielką.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kassandra2 17.02.08, 15:27
    Proponuję na cześć verdany zmianę nazwy niniejszego forum na "Pomóż
    dziecku zwinąć skrzydła".
  • Gość: Joanna IP: 216.40.70.* 18.02.08, 07:29
    Jestem za :)

    Kasandra - malo nie umarlam ze smiechu :) Tak wg jej postow tak to
    niestety wyglada.
  • Gość: Estera IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.08, 11:02
    w ogóle sam tytuł postu mnie zniewala z nóg! Czy wiesz mądra pani
    psycholog co to jest geniusz? Zapewne twoje dziecko rżnie jeszcze w
    pampersa, panicznie boi sie psów i ma wlaczoną lampke bezpieczeństwa
    w glowie, gdy spotka na swej drodze rowieśnikow. zajmij się lepiej
    socjalizacją "geniusza" !
  • anna.kosk 16.02.08, 11:46
    Witam ponownie.
    Wiem już, że dzieci ,które 31.08.08 nie będą miały ukończonych 3 lat będą
    przyjmowane do przedszkola w 2 kolejności w miarę wolnych miejsc.Co z tego
    wynika? Mają małe szanse na dostanie się do przedszkoli cieszących się wśród
    rodziców najlepszą opinią, które są najbardziej obłożone i m ają więcej
    kandydatów niż wolnych miejsc. Z tego co wiem, w tej chwili na śródmieściu jest
    jeszcze 100 wolnych miejsc w przedszkolach - wolne miejsca można sprawdzić na
    stronie Biura Edukacji m. st . warszawa, jednak przedszkola przyjmują dzieci -
    zgodnie z ustawą - dopiero gdy skończą 2,5 roku. W tej chwili wygląda na to, że
    może być trudno z przyjęciem synka do przedszkola:(
    Jednak jest dobry moment aby poszukać zajęć dla dwulatków - z rodzicami -
    muzycznych, plastycznych, ruchowych, - takich adaptacyjnych, przygotowujących
    dzieci do przedszkola. wiem ze wiele przedszkoli takie zajęcia po południu
    prowadzi. są one bardzo korzystne dla dzieci - i maluch je bardzo lubią.to takie
    dobre, pierwsze doświadczenia przedszkolne. Dobre, przyjazne przedszkole to
    ważna sprawa, dla każdego dziecka i dla rodziców również. W poszukiwaniu może
    pomóc też forum "porzedszkole" - ale wszystkie informację warto sprawdzić
    osobiście. Informacje o ofercie przedszkoli niedługo zawisną na stronie Biura
    edukacji - wraz z informacjami na temat rekrutacji.Pozdrawiam i powodzenia życzę.ak
  • anias06 18.02.08, 14:41
    Śledzę z uwagą posty dotyczące tematu młodych geniuszy.Sama nawet
    próbowałam włączyć się do dyskusji.Po przeczytaniu wypowiedzi na tym
    forum uznałam to za bezcelowe , ponieważ dyskusja to nie odbieranie
    opini innych jako ataku , a to właśnie ma miejsce w tej
    sytuacji.Panie Kassandra i JOanna kompletnie nie potrafią
    zaakceptować tego ,że ktoś może mieć zdanie odmienne od nich.To co
    się dzieje to popisy erudycji ,czytania ze zrozumieniem ,oraz
    uwielbienie bez samokrytycyzmu dla swojej wiedzy
    psychologicznej .Tylko współczuć.To pisze nauczycielka bez monopolu
    na rację jak napisała jedna z Pań.Niektóry przydałoby się
    przypomnienie ,iż mądrością człowieka jest umiejętność słuchania
    innych (o tym też mówi inteligencja emojonalna ).Myślę że tego
    trzeba nauczyć rodziców a potem dzieci.
  • kassandra2 18.02.08, 15:40
    Potrafię zaakceptować że ktoś ma inne zdanie, każdy jest kowalem
    swojego losu i ma prawo tak wychowywać swoje dzieci jak chce. Nie
    potrafię natomiast zaakceptować jak ktoś mi pisze że współczuje
    mojemu dziecku, martwi się o nie, że ja robię mu krzywdę, że
    uolaboga jaki straszny los go czeka bo chcę go posłać do porządnego
    przedszkola, jak osobiście mnie atakuje i wmawia mi na podstawie
    postu na forum że lepiej niż ja wie jak traktuję moje dziecko
    (przyklejam etykietkę geniusza, spełniam swoje ambicje itp). Tego
    nie zaakceptuję na pewno, bo to są zwyczajne bzdury. Proponuję
    przyjąć zasadę: wypowiadanie opinii i dialog tak, bezpodstawne ataki
    na mnie jako wyrodną matkę - nie.
    P.S. Rozumiem, że erudycja i czytanie ze zrozumieniem to coś
    złego? :) A gdybym "uwielbiała bez samokrytycyzmu swoją wiedzę
    psychologiczną" to nie zasięgałabym porady na tym forum, czy w
    poradni. Z resztą chyba nie śledzi Pani anias60 z dostateczną uwagą,
    bo już pisałam o znikomości mojej wiedzy w temacie psychologii
    dziecka. To po prostu kolejny stek insynuacji pod moim adresem, nie
    wnoszący nic do dyskusji na temat dzieci. Szkoda, bo robi Pani
    dokładnie to co sama krytykuje.
  • jola_ep 18.02.08, 16:15
    > jaki straszny los go czeka bo chcę go posłać do porządnego
    > przedszkola,

    Straszny los pewnie nie. Ale po co normalnemu 2,5 latkowi, które ma kochających rodziców, mających dla niego czas, przedszkole?
    To, co moim zdaniem jest bardzo ważne u tak malutkich dzieci, to poczucie bezpieczeństwa (mało które jest gotowe na samodzielność przedszkolną w tym wieku), indywidualność i kreatywność. Aby przedszkole potrafiło to zapewnić dziecku, musi mieć naprawdę niewielkie grupki - jak inaczej panie będą podążać za każdym dzieckiem? Jak już pisałam - moja córa straciła wiele ze swej kratywności po rozpoczęciu nauki w przedszkolu (miała prawie 3,5). W grupie pani nie mogła pozwolić sobie na to, aby każde z dzieci w każdym momencie realizowało swoje pomysły - bałagan byłby straszny. Wiem, co potrafi zrobić z domu jedno dziecko ;) (oczywiście dla niej to nie był bałagan tylko własnoręcznie stworzony świat zabawy).

    Pozdrawiam
    Jola
  • Gość: anna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.08, 16:31
    A mnie tylko zastanawia kto o zdrowych zmysłach ciąga dwulatka po
    poradniach psychologicznych. I po co?
  • Gość: Joanna IP: 216.40.70.* 18.02.08, 22:17
    Chyba zaczne uczyc w szkole i chalturzyc. lol
  • verdana 18.02.08, 22:30
    Powinnaś - przekonałabys sie, ze młodziez jest calkiem sympatyczna i
    nie wszyscy są wychowani w duchu zawiści i dązenia do pokonania
    kolegów-przeciwników. I ze nie zawsze ten, kto jest najlepszy jest
    naprawdę najlepszy... Twojemu dziecku mogłaby się taka wiedza
    przydać.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Joanna IP: 216.40.70.* 19.02.08, 02:08
    Ale ja uwazam ze dzieci, mlodziez i dorosli sa b. sympatyczni. To ty
    swoimi kometarzami twierdzisz inaczej. To twoje dzieci musialy isc
    do psychologa bo tak nieudacznie je wychowalas. Moje jest ok.
  • verdana 19.02.08, 09:24
    Nie, moje dzieci miały - i mają dysortografię, ktora w ich wypadku
    jest dziedziczna. Cóż za brak zrozumienia roli psychologa....

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 19.02.08, 16:21
    Hmm czy nie wspominalas pare postow powyzej ze syn nie chcial sie
    uczyc i go zabralas do poradni? Czy to nie jest rezultat jakis tam
    twoich bledow wychowawczych?

    Psycholodzy - hmm moze dlatego ze mieszkam tutaj za oceanem mam b.
    sceptyczne podejscie do tego. Widzialam nie raz i slyszalam
    przyklady naduzywania i wrecz przeginania.
  • verdana 19.02.08, 20:25
    Syn nie chciał się uczyć, bo jego pani nie uwzględniała
    dysortografii i niezaleznie od wkladu pracy dostawał zły stopień za
    błędy ortograficzne. Trudno się dziwić, ze się zniechęcił.
    Moim błędem było nie zmienienie klasy - i tyle.
    A potem chodził do poradni - dla dzieci wybitnie uzdolnionych.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 19.02.08, 21:02
    Wow - i ty byla OK ze on chodzil do poradni dla dzieci wybitnie
    uzdolnionych? Czy to nie bylo jakos wbrew twoim pogladom? :) Jak ty
    sobie dalas rade z faktem za masz uzdolnione dziecko? Zabieralas mu
    ksiazki i wyrzucalas na podworko?
  • verdana 19.02.08, 22:27
    ???
    Mam troje wybitnie uzdolnionych dzieci.
    Miedzy innymi dlatego, ze nie usiłuję ich za wszelką cene edukowac
    od żłobka, ale pozostawiam dużo wolnosci dla tego, co sami chca
    robić. I wychowuję tak, ze do glowy im nie przychodzi, że powinni
    być przedmiotem zazdrosci. Bo ostatecznie wysoki IQ to nie ich
    zasługa.
    A rodzice Curie-Sklodowskiej robili wlasnie tak - gdy widzieli, ze
    ich 5-letnia corka znowu bierze do reki książkę, zabierali ją i
    posyłali bawić się z dziećmi.No i jakie efekty osiągnęli...
    Nie porównujac się, moi rodzice robili to samo i znacznie mniejsze,
    ale zawsze mam rodzinę, a nie tylko tytuły naukowe.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 19.02.08, 22:47
    Z tego co poprzednio pisalas masz dorosle dzieci. Czyli metody
    wychowawcze sprzed tak ok. 20 lat, ktore byly uwazane ok w tamtym
    okresie. Na przyklad, jeszcze nie tak dawno dzieci w fabrykach
    pracowaly ale 60 lat pozniej to sie zmienilo. Jeszcze niedawno
    karminie piersia nie bylo ok dzis jest na topie. Przykladow moglabym
    mnozyc.

    OK, ty wyraznie jestes juz tak zapyziala i zasciankowa w tym swoim
    wszechwiedzacym swiatku ze to juz jest bezcelowe powtarzac 1000 razy
    te same rzeczy. Ja nie edukuje - ja rozwijam swoje dziecko, ja nie
    wmawiam mojemu dziecku ze ktos jest o nie zazdrosny.

    A tak a propos - masz tyle zolci w sobie ze chyba to ty jestes
    zazdrosna ze ktos wie wiecej od ciebie i chce cos robic ze swoim
    zyciem. Musisz byc strasznie sfrustrowna osoba skoro tak usilnie
    starasz sie "dowalac" matkom. Naprawde, szkoda mi ciebie.
  • kassandra2 19.02.08, 00:41
    jola_ep napisała:

    > Straszny los pewnie nie. Ale po co normalnemu 2,5 latkowi
    które ma kochających
    > rodziców, mających dla niego czas, przedszkole?

    Jak już chyba dwukrotnie wspomniałam we wrześniu będzie miał prawie
    3 lata, czyli tyle ile powinno się mieć idąc do przedszkola. Po to
    przedszkole żeby nauczyć się życia wśród ludzi i wielu wielu innych
    rzeczy których pozbawiony jest siedząc w domu z mamusią. To że pani
    córka źle się czuła w przedszkolu nie znaczy że jest regułą że
    przedszkole jest zbędne/szkodliwe. Moim zdaniem żłobek jest.
    Przedszkole (dobre!!) natomiast prawie zawsze działa zawsze na
    korzyść dziecka.

    > To, co moim zdaniem jest bardzo ważne u tak malutkich dzieci, to
    poczucie bezpi
    > eczeństwa (mało które jest gotowe na samodzielność przedszkolną w
    tym wieku), i
    > ndywidualność i kreatywność. Aby przedszkole potrafiło to zapewnić
    dziecku, mus
    > i mieć naprawdę niewielkie grupki - jak inaczej panie będą podążać
    za każdym dz
    > ieckiem? Jak już pisałam - moja córa straciła wiele ze swej
    kratywności po rozp
    > oczęciu nauki w przedszkolu (miała prawie 3,5). W grupie pani nie
    mogła pozwoli
    > ć sobie na to, aby każde z dzieci w każdym momencie realizowało
    swoje pomysły -
    > bałagan byłby straszny. Wiem, co potrafi zrobić z domu jedno
    dziecko ;) (oczyw
    > iście dla niej to nie był bałagan tylko własnoręcznie stworzony
    świat zabawy).

    Rozumiem taki punkt widzenia, natomiast życie to nie bajka... trzeba
    się nauczyć radzić sobie wśród ludzi. Jednym to przychodzi łatwiej
    innym trudniej. Ale nieposyłanie dziecka do przedszkola odbiera mu
    tę szansę. Tak jak tu już nieraz mówiły moje zagorzałe
    przeciwniczki, bardzo ważne jest nawiązywanie relacji z ludźmi, a
    tego właśnie uczy przedszkole. Myślę że właśnie to że panie w
    przedszkolu nie są w stanie zawsze podążyć za każdym dzieckiem jest
    dobre, to najlepsza nauka samodzielności. Nie da się całe życie za
    rączkę z mamą :) Dobre przedszkole inspiruje kreatywność dziecka, a
    nie wyręcza go. Dokładnie tak samo jak robią dobrzy rodzice. (ja
    poświęciłam się mojemu synowi prawie w 100%, spędzając z nim prawie
    cały czas, dając mu ogromne poczucie bezpieczeństwa, może nawet za
    duże. myślę że czas powoli nauczyć go samodzielności, zwłaszcza że
    uwielbia nowe doświadczenia, a tym dla niego będzie przebywanie
    codziennie wśród takiej ilości dzieciaków, ale jestem dobrej myśli :)

    A jeśli chodzi o "ciąganie po poradniach", to dziecko tak tego nie
    odczuwa, raczej jako interesujące doświadczenie, nowe miejsce,
    zabawki, osoba (przynajmniej moje dziecko ;) Zdziwiłaby się pani jak
    wiele mam to robi, i słusznie. Dlaczego w razie problemu czy
    dylematu czy trudnej sytuacji nie skorzystać z mądrości osoby
    uczonej w tej dziedzinie? Żeby nie być wytykanym palcami? Znowu te
    smutne stereotypy, które szkodzą. Psycholog jest bardziej jak
    lekarz, a mniej jak psychiatra. Nikt pani chodzić nie każe ale
    proszę łaskawie nie odmawiać mi zdrowych zmysłów czy jak to tam pani
    ujęła. Dzięki temu że poszłam dowiedziałam się wielu istotnych
    rzeczy na temat przedszkoli w ogóle i tych które mnie konkretnie
    interesują, państwowych i prywatnych. A mój syn bawił się doskonale
    eksplorując nowe miejsce i szarżując w zabawkach :) Także można
    sobie śmiało darować tą szczerą obawę o niego :))
  • jola_ep 19.02.08, 11:08
    > To że pani
    > córka źle się czuła w przedszkolu nie znaczy że jest regułą że
    > przedszkole jest zbędne/szkodliwe.

    Nie napisałam, że przedszkole jest szkodliwe (proszę dystkuować ze mną i moimi poglądami, a nie swoją wizją).

    Wszystko w swoim czasie. Podążanie za dzieckiem oznacza, że nie popychamy go, ale obserwujemy i dajmu mu to, co na danym ETAPIE jego rozwoju jest mu najbardziej potrzebne.

    Wielu pschylogów twierdzi, że do przedszkola dzieci dojrzewają tak naprawdę w wieku 4 lat. 5-latki już powinny chodzić :)
    Wcześniej jest czas na to, aby rozwijać kratywność w bezpiecznym, domowym środowisku. Kontakt z dziećmi zapewniamy np. na placu zabaw, albo najlepiej w gronie rodzinno-sąsiedzkim (teraz to trochę utrudnione). Potem dziecko dojrzewa, staje się bardziej samodzielne i pewne swojego "ja".
    Przyśpieszanie na siłę w rozwoju dziecko nie daje dobrych rezultatów.

    Czym innym jest konieczność przedszkola. Nie twierdzę, że dla trzylatków przedszkole to samo zło, choć wiele z nich jeszcze nie potrafi się zaadoptować w tym wieku (więc nie jest dobre). Nie jest po prostu potrzebne, a w domu można mu zapewnić lepsze warunki rozwoju - myślałam, że Ci na tym właśnie zależy.

    > dając mu ogromne poczucie bezpieczeństwa, może nawet za
    > duże.

    Może być za duże? Jak będzie gotowy na samodzielność, to na pewno Ci to okaże :) Usamodzielnianie na siłę daje odwrotne do zamierzonych skutki. Pozwolenie na przyklejenie do mamy daje dziecku siłę na samodzielność.
    Jeśli się okaże, że jeszcze nie jest dostatecznie samodzielny na przedszkole, to czy będziesz umiała "odpuścić"?

    > Zdziwiłaby się pani

    Przepraszam, to "zdzwiłaby się pani" i reszta to chyba nie do mnie? Bo jest podczepione pod moim postem.

    Pozdrawiam
    Jola

    PS na grupach i forach dyskusyjnych od dawien dawna przyjęła się forma na "ty". Czasem używa się formy "pan/pani" gdy się chce leciutko "dogryźć" oponentami. Wyjątkiem są eksperci.
  • kassandra2 20.02.08, 01:26
    Zapewne różne są poglądy psychologów na temat przedszkola. Tak jak
    są różne chyba na wszystko, psychologia już tak ma. Oczywiście, że
    będę w stanie odpuścić. Ale znam przykład bliskiej mi osoby
    która "odpuściła" w ogóle i słono za to zapłaciła, bo wychowała
    sobie egoistę, osobę aspołeczną, niezdolną do nauki szkolnej i
    nawiązywania normalnych kontaktów międzyludzkich. Osobę która uważa
    się za pępek świata. Nie twierdzę że siedzenie w domu do 7 roku
    życia jest tu jedyną przyczyną tego wszystkiego, ale daję sobie rękę
    uciąć że w sporej części... Ja wiem że mówisz o późniejszym
    posyłaniu a nie nieposyłaniu wcale. Ale odnoszę wrażenie że później
    gdy dziecko coraz więcej rozumie, przyzwyczajenie do spędzania czasu
    z osobą która jest tylko "dla niego" może wziąć górę (nie musi ale
    istnieje takie niebezpieczeństwo) nad innymi rzeczami, które mogłyby
    skłonić dziecko do zaadaptowania się w przedszkolu. Jeżeli
    przedstawi się takiemu 3-latkowi przedszkole jako super przygodę,
    super miejsce itd., jako naturalną kolej rzeczy, samemu jako rodzic
    nie panikuje się że ojej co to będzie jak moje maleństwo pójdzie do
    przedszkola!! i dziecko jest pozytywnie nastawione do świata i ludzi
    to śmiało można z czystym sumieniem posłać 3-latka do przedszkola.
    Szanuję twoje zdanie i zdanie "wielu psychologów" ale uważam
    że "statystyczny" ;) 3-latek jest na to gotowy (nie potrzebuje już
    aż tak dużo hmmm nazwijmy to "stwarzania poczucia bezpieczeństwa"
    przez bliską osobę. W większości klasycznych teorii rozwoju dziecka,
    jest to bardziej czas nabywania autonomii niż potrzeby bliskości. I
    jestem pewna na 100% że przedszkole da mu więcej niż nawet
    najczulsza opieka mamy czy babci. Ale jestem przeszczęśliwa mogąc
    wreszcie przeczytać post w którym nie ma wściekłego ataku na mnie :)
    Z tym przedwczesnym usamodzielnianiem zgadzam się w 100% tyle że
    myślę że 3 lata to już ten czas :) No i z mówieniem na ty też się
    zgadzam, od teraz już tak będę robić :)
  • jola_ep 22.02.08, 11:15
    > Ale znam przykład bliskiej mi osoby
    > która "odpuściła" w ogóle i słono za to zapłaciła

    Lęk i obawa jest złym doradcą w wychowywaniu dzieci. Nie patrz na innych - Twoje dziecko ma inne geny, ty je wychowujesz inaczej. Skąd wiesz, że problem wynikł z niechodzenia do przedszkola? Ja nie chodziłam do przedszkola, mój mąż nie chodził i cała masa moich koleżanek. Jakoś nie zauważyłam, abyśmy byli egoistami, osobami aspołecznymi i niezdolnymi do nawiązywania normalnych kontaktów ludzkich :)

    > Ale odnoszę wrażenie że później
    > gdy dziecko coraz więcej rozumie, przyzwyczajenie do spędzania czasu
    > z osobą która jest tylko "dla niego" może wziąć górę

    Popełniasz pewnien bardzo typowy dla młodych matek błąd - zapominasz, że Twoje dziecko dorasta i rozwija się :) W dodatku każde dziecko jest nieco inne. Łatwiej to dostrzec, gdy ma się więcej niż jedno dziecko :)

    Otóż ja zauważyłam, że zapewniając w maksymalny sposób poczucie bezpieczeństwa dziecka, daję mu siłę do kroku w stronę samodzielności. Dziecko ma naturalną potrzebę do "oddzielania" się od mamy. Jest to siła, z którą trudno walczyć i oczywiście nie powinno się tego robić. Ale okresy samodzielności przeplatają się z okresami większego "przyklejenia", które jak gdyby dają siłę dziecku na załadowanie emocjonalnych akumulatorków.

    W czasie wychowywania dzieci nie raz przekonałam się, że wszystko najlepiej wychodzi, gdy jest przeprowadzane w odpowiednim czasie. Jeśli tylko nie będziesz na siłę trzymać je przy sobie, to na pewno wyrwie się w świat i tyle go zobaczysz ;)

    Teraz jest czas na kontakt z rówieśnikami, ale tak jak pisałam: plac zabaw, znajome dzieciaki, rodzina, jakieś klubiki. Chodzi o to, że idziecie razem, dziecko wie, gdzie Ty lub inna bliska mu osoba jest (choćby niania) i wie, że zawsze może do niej wrócić. Dziecko ma poczucie, że kontroluje sytuację, że to ONO cię zostawia, a nie odwrotnie ;) Taki jest najlepszy model w tym wieku. Potem przyjdzie czas, że dziecko jest gotowe i chętne na samodzielny pobyt w przedszkolu. Dorośnie, zmądrzeje, dojrzeje.
    Takie jest optymalny model postępowania. Myślałam, że właśnie na nim Ci zależy?

    > Z tym przedwczesnym usamodzielnianiem zgadzam się w 100% tyle że
    > myślę że 3 lata to już ten czas :)

    Jak się ma starsze dzieci, to widzi się i czuje, że niekoniecznie musi tak być :) Bo trzylatek to jeszcze naprawdę malutkie dziecko :)
    Ale jak moje pierwsze dziecko miało trzy latka, to też patrzyłam na nie, jak Ty :) I byłam optymistycznie nastawiona do przedszkola ;)

    Przyszło mi jeszcze do głowy, że skoro martwisz się o niesamodzielność Twojego dziecka, to może spróbuj popracować nad tym w domu? Ja jestem leniwą matką ;) bawić się z dziećmi nie lubiłam, nie w głowie było mi intensywne stymulowanie ich rozwoju. Może dlatego były takie samodzielne w zabawie? Oczywiście pomysły podrzucałam, musiałam być przy nich, a jak robiłam coś innego, to w żadnym razie nie mogłam się na tej innej robocie koncentrować - bo zaraz to zauważały. Wiec miałam zawsze część uwagi skierwany na dzieci i w naturlany sposób bardzo stopniowo stymulowałam je do tego, żeby choć przez parę minut bawiły się same ;) Mój młodszy np. w tym wieku uwielbiał już Lego (te malutkie), drewnianą kolejkę, dużą deskę opartą jednym końcę o łóżko, po której spuszczał samochodziki i sam zjeżdżał itd. itp. Skoro mama nim się nie zajmowała ;) z konieczności musiał sam stać się stopniowo coraz bardziej kreatywny ;) Więc kolejna refleksja - czy intensywnie stymulując rozwój dziecka nie zabiajmy w nim kreatywności?
    I co jest ważniejsze dla osiągnięcia skucesu: wiedza i inteligencja czy takie cechy jak stanowczość, wytrwałość w dążeniu do celu?

    Pozdrawiam
    Jola
  • anias06 18.02.08, 17:39
    Ręce mi opadają . Ja Pani nie atakuje.Jeszcze raz podkreślę
    zadziwia mnie poziom tej dyskusji i to było o tym w tym
    poście .Każdy ma prawo do swojego sposobu wychowania dzieci.Dopiero
    w pszyszłości będzie można ocenić czy okazał się on trafiony czy
    nie.Zyczę tego pierwszego.W kwesti erudycji i czytania ze
    zrozumieniem o tym mówiłam z ironią gwoli ścisłości.
  • Gość: Joanna IP: 216.40.70.* 19.02.08, 04:12
    To co
    > się dzieje to popisy erudycji ,czytania ze zrozumieniem ,oraz
    > uwielbienie bez samokrytycyzmu dla swojej wiedzy
    > psychologicznej .

    tak gwoli scislosci - jestem analitykiem finansowym w b. duzym banku
    a nie psychologiem. Intersuje mnie to tylko dlatego bo mam dziecko.

    Jak pisalam o nauczycielach z monoplem na racje - to mialam na mysli
    takie Verdany jako nauczycielki czyli waskie myslenie, nietolerancja
    i brak akceptacji dla innosci. Ja podziwiam nauczycieli z
    prawdziwego zdarzenia bo tacy ludzie powinni byc stawiani na
    piedestale za ich wklad w rozwoj mlodziezy. To jest b. ciezka praca.
    Niestety jest tez wielu nauczycieli takich jak Verdana ktora nazwala
    nauczanie "chaltura". To jest dla mnie tragiczne.
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 19.02.08, 16:04
    Czy mozesz zacytowac gdzie ja nadmienilam "innosc" mojego dziecka?
  • rutka29 19.02.08, 10:12
    wydaje mi się, że nie byłaś nigdy na lekcjach prowadzonych przez Verdanę, więc
    nie oceniaj jej po tej jednej wypowiedzi. Mnie się wydaje, że ma ona całkiem
    rozsądne podejście do życia i wychowania dzieci.
    A jeśli chodzi o czytanie ze zrozumieniem, to myślę, że co niektórzy powinni
    przeczytać ze zrozumieniem temat wątku i wtedy wszystko się wyjaśni.
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 19.02.08, 16:03
    A czy czytasz co ona wypisuje? Jak ona zle interpretuje to co sie
    pisze?

    Ale tu nikt nie krytykuje jej podejscia do zycia!!! Chwala jej za to
    ze jest inna. Jedyna rzecz ktora mnie irytuje to jej
    slowne "napasci" na inne matki ktore mysla inaczej niz ona. Cenmy
    fakt ze kazda z nas jest inna mimo ze sie kompletnie nie zgadzamy.
  • rycerzowa 23.02.08, 12:56
    Przede wszystkim gratuluję ci synka. Niezależnie od tego, czy jest on "tylko"
    nad wiek rozwinięty, czy rzeczywiście wybitnie uzdolniony, mieści się ze swym
    intelektem statystycznie w kilku procentach populacji.

    Co to znaczy?
    Że na każde 100 dzieci, tylko kilkoro reprezentuje zbliżony poziom.
    W statystycznej klasie przedszkolne-wczesnoszkolnej 1-3 dzieci będzie do niego
    podobnych.
    Gdy zatem mały pójdzie do przedszkola, dla większości jego kolegów najmilszą
    rozrywką będzie ganianie, rozwalanie, najprostsze zabawy.
    W szkole koledzy będą z trudem poznawać pierwsze literki.
    (Co wcale nie znaczy,że z nich nie wyrosną potentaci umysłowi - niektóre dzieci
    po prostu rozwijają się w swoim tempie).

    Ponieważ dziecko uczy się przez naśladownictwo - twój mały może szybko
    przystosować się do poziomu grupy. Możesz się wtedy cieszyć,
    że chłopak jest wreszcie prawdziwym dzieckiem, ale możesz się też czuć
    sfrustrowana; ludzka rzecz.

    No dobra, powiesz, wobec tego pragnę dla niego takiego przedszkola/ szkoły,
    gdzie mógłby rozwinąć swój potencjał. Z podobnymi sobie.
    Czyli środowiska dla małych "geniuszy".

    Tylko,że takich przedszkoli nie ma.
    Teoretycznie - są. Są niby prywatne przedszkola/ szkoły z ciekawym programem,
    z dobrymi nauczycielami.
    Ale o poziomie szkoły decydują uczniowie, nie warunki.
    Później się przekonasz,że w tzw.super ogólniakach wcale nie ma wybitnej kadry,że
    na prestiżowych uczelniach olewa się studentów.
    Jest wysoki poziom, ponieważ przychodzi tam wybitna młodzież.

    Powiesz, że wszak rodzice zdolnych dzieci mogą się skrzyknąć. Mogą, ale się nie
    skrzykują. Do tych "specjalnych" przedszkoli ze specjalnym programem,
    przyprowadzane są dzieci rodziców jednocześnie ambitnych i dobrze sytuowanych.
    Dzieci zadbane, ale najczęściej przeciętne.
    Większości zdolnych nie da sie zebrać. Niektórych rodziców nie stać na super
    przedszkole, innym się nie chce wozić malucha.
    A najczęściej to bywa ta,że rodzic sam dba o takie dziecko, jak choćby robiła
    to verdana, albo jola ep.

    Skłodowska również najpierw powierzyła swoje dzieci naukowej opiece dziadka,
    potem stworzono specjalną "doświadczalną" grupę małolatów na uniwersytecie,
    potem przyszedł czas na zwyczajną szkołę.
    Nota bene sama Skłodowska była zadbanym "naukowo" dzieckiem - w domu nauczono
    ją czytać i pisać, do szkoły posłano dwa lata wcześniej.
    Wszystkie dzieci Skłodowskich były bardzo zdolne, zatem odpowiednie towarzystwo
    miała zapewnione.
    Swoją drogą, jest to najlepsza metoda na hodowanie zdolnych dzieci - mieć w
    domu własną gromadkę zdolniachów. Pomyśl o tym. ;-)

    Problem w tym, że mały naukowiec często potrzebuje być sam, potrzebuje czasu na
    skupienie, na myślenie, na odkrywanie prawd przyrody. Trudno to pogodzić z tzw.
    wychowaniem społecznym, z funkcjonowaniem w grupie rówieśników. Mały myśliciel
    po prostu źle się czuje w rozbrykanej gromadce. On szuka podobnych sobie.
    Znajdzie ich w szkole średniej i na studiach. Będzie miał przyjaciół na swoim
    poziomie, i intelektualnym ,i moralnym.

    Spytasz, a dlaczego nie zebrać takich jajogłowych już teraz, gdy mają po kilka lat.
    Widzisz, mnie się wydaje,że każde dziecko poszukuje swojej tożsamości, chce
    wiedzieć,kim jest , w czym jest dobre. Chodząc do przedszkola, szkoły
    podstawowej ze zwykłymi dziećmi, dziecko dowiaduje się,że ludzie są różni, że
    każdy może być dobry w swojej dziedzinie, np. jeden w sporcie, inny w
    matematyce, jeszcze inny w opiekowaniu się słabszymi. Ma wtedy szansę odnaleźć
    swoje pole, gdzie będzie "najlepsze". Trudno zaś być najlepszym wśród takich
    samych, wśród najlepszych.
    Dopiero później, po wieku dojrzewania, gdy charakter dziecka jest już jako tako
    ukształtowany, idzie ono do najlepszych nie po poznanie siebie, lecz po współpracę.

    Dużo jeszcze można by pisać o małych zdolnych. Z moich obserwacji wiem jedno:
    zdolne dziecko samo się nie nudzi. Nudne są dla niego imprezy i zajęcia
    organizowane dla dzieci przeciętnych, czyli według zasady - szybkie tempo, dużo
    zamieszania, mało sensu.
    Pozdrawiam.
  • Gość: Joanna IP: 216.40.70.* 23.02.08, 21:30
    Wreszcie ktos ujal to najlepiej o co my tak tu sie sprzeczalysmy :)

    Absolutnie sie pod tym podpisuje!!!

    Serdecznie pozdrawiam
  • margin1 24.02.08, 21:19
    rycerzowa - fajna z Ciebie babka! chcialabym żeby moja mala miala
    taka mądrą nianię :)
  • kassandra2 26.02.08, 00:24
    I ja również zgadzam się z tym co napisałaś rycerzowa. Te
    superprzedszkola już wybiła mi z głowy ta pani psycholog w poradni,
    lepiej zorientowana ode mnie w temacie :) Powiedziała mniej więcej
    to co Ty tutaj. To była taka moja mała utopia (choć sądziłam że do
    zrealizowania) żeby znaleźć takie superprzedszkole i to najlepiej
    gdzieś niedaleko. Co prawda dostałam kilka adresów tzw. cenionych
    przedszkoli i zamierzam to wykorzystać, ale nie będę rozpaczać jak
    nie uda mi się posłać szkraba do żadnego z nich. Jeśli chodzi o to
    ganianie i najprostsze zabawy... On nic tak nie uwielbia jak się
    ganiać, liczę że właśnie w przedszkolu będzie ktoś kto da radę
    wyganiać się z nim tyle ile będzie chciał bo ja już nie mam siły :)
    (inne dzieciaki). To że on np. czyta proste słowa i liczy do 20 nie
    znaczy że jest jakaś taryfa ulgowa na wariactwa berki i inne takie.
    Jest czas na to i na to i on sam przeważnie o tym decyduje.
    Jeśli chodzi o olewanie studentów na prestiżowych uczelniach..sama
    jestem studentką dzienną UW i jakoś nie czułam się olewana
    bynajmniej :) i w superogólniaku (pierwsza 10tka w Warszawie) też
    byłam i była super kadra (z wyjątkami oczywiście) i chciałabym żeby
    moje dziecko chodziło do takiego liceum a nie do jakiegoś z
    pierwszej 50tki. Chociażby dlatego że tam wybitne umysły (za jaki
    broń Boże się nie uważam, mam na myśli niektórych kolegów i
    koleżanki) były doceniane i wspierane. Ale ogólnie zgadzam się z tym
    wszystkim co napisałaś, ciężko temu zaprzeczyć :)
    Ogólnie to miałam kilka dni do refleksji na mini-wczasach.
    Zainspirował mnie fragment znanego wierszyka Brzechwy "Po co wam te
    swary głupie, wnet i tak zginiemy w zupie..." Co oczywiście nie
    znaczy że zginiemy w zupie :))) tylko że możemy sobie tu długo
    teoretyzować(młodsze stażem mamy), przytaczać przykłady z własnego
    życia, doświadczenia (starsze stażem mamy) a i tak każde dziecko
    jest inne, potrzebuje czegoś innego, to co dla jednego będzie
    rozwijające, ciekawe dla innego będzie nudne/frustrujące, tak jak
    powiedziała mądra rycerzowa, każde dziecko ma swoje tempo rozwoju,
    itd...I zawsze najlepszym ekspertem od swojego dziecka jest mama.
    Nie mama innego dziecka tylko tego konkretnego. Dlatego wszystkim
    paniom dziękuję za złote rady a ja i tak wiem lepiej co dla MOJEGO
    DZIECKA jest najlepsze :). Pozdrawiam jeszcze raz Joannę i rycerzową
    i dziękuję za gratulacje :)
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 27.02.08, 22:58
    Kassandra:

    Ja ciebie tez pozdrawiam. Trzymaj sie cieplo :)
  • Gość: Joanna IP: *.dc.xo.com 27.02.08, 23:00
    a i tak każde dziecko
    > jest inne, potrzebuje czegoś innego, to co dla jednego będzie
    > rozwijające, ciekawe dla innego będzie nudne/frustrujące, tak jak
    > powiedziała mądra rycerzowa, każde dziecko ma swoje tempo rozwoju,
    > itd...I zawsze najlepszym ekspertem od swojego dziecka jest mama.


    Dokladnie :) Pozdrawiam cie b. cieplo i twojego Maluszka :)
  • fogito 02.03.08, 10:39
    Nie czytalam calego watku, bo nie mam na to sily, ale proponuje dla
    zdolnego malca przedszkole angielskie. Jest to dobra inwestycja w
    przyszlosc dziecka.
  • mama303 24.03.08, 16:05
    fogito napisała:

    > Nie czytalam calego watku, bo nie mam na to sily, ale proponuje
    dla
    > zdolnego malca przedszkole angielskie.

    A to dlaczego?
  • mama-lideczka 20.07.09, 07:57
    gratuluję fajnego synka i rozumiem Twoje rozterki, każdy chce dla
    swojego dziecka jak najlepiej, chce " naprawić błędy", które wg nas
    być może popełnili nasi rodzice w naszym wychowaniu, chce zapewnić
    dobry start, sama też zastanawiam się nad wieloma sprawami
    dotyczącymi moich dzieci,
    ja na Twoim miejscu posłałabym synka na zajęcia do jakiegoś domu
    kultury, przykładowo w moim mieście w młodzieżowym dk organizowane
    są różne grupy, dla dzieci 3-latka dwu-godzinne zajęcia dwa razy w
    tygodniu, dzieci tam malują, bawią się, śpiewają piosenki itp., dla
    4-latków jest akademia malucha 3 razy w tygodniu po 3 godziny, i też
    dzieciaki bawią się, śpiewają pisoenki, malują itp. adekwatnie do
    wieku,
    sama posłałam synka na takie zajęcia, bo chciał tak jak kuzyn iść
    do przedszkola i widzę plusy, bo nauczył się współuczestniczyć w
    zabawach z dziećmi, stal się odważniejszy i umie walczyć o swoje;
    polecam takie zajęcia
    i jednocześnie chciałabym zwrócić uwagę, że z Twojego opisu wcale
    nie wynika jakiś szczególny geniusz, moje dziecko też czytało kilka
    podstawowych słówek, znał alfabet, potrafił napisać kilka literek,
    zna cyfry, opowiadał niestworzone historie, ma bardzo bujną
    wyobraźnię, często przychodził z wyimaginowanym pieskiem do
    głaskania :-) itp., mając niespełna dwa i pół roku, ale w czym tu
    geniusz upatrywać?
    uważam, że jest bystry, bo wciąż pyta dlaczego? i jak? bo ma
    wyobraźnię, ale nie dlatego że zna alfabet, to jest wyuczone jak
    zakładanie butów czy znajomość kształtów i kolorów
    to jest moje zdanie na ten temat, mam nadzieję, że nie urazilam nim
    nikogo,
    pozdrawiam



    szczęśliwa mama dwóch cudownych synków
  • Gość: Iq tester IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.08, 19:35
    Zapraszam na strone
    www.iq-test.pl/?d=5325
    gdzie znajdują się testy na inteligencję
  • Gość: miki IP: *.icpnet.pl 11.04.09, 00:21
    Nawet nie zdajesz sobie sprawy z klopotow jakie cie czekają a
    szczegolnie twoje dziecko, kiedy pojdzie do szkoły.
    Szczerze współczuję.
    Przechodzilam to i przechodzę.
    Mogę zyczyć ci powodzenia i cierpliwości, a współczuć dziecku.
  • Gość: mamamia IP: *.cable.mindspring.com 15.05.09, 03:18
    A mozesz napisac co robi Twoje dziecko takiego czego nie robia jego
    rowiesnicy? Moze ja tez mam w domu "geniusza" a o tym nie wiem!?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.