Dodaj do ulubionych

Buddyzm i seks

16.02.11, 13:55
"Gdyby seks rósł na drzewach, a nie był związany z innym człowiekiem, to nie byłoby problemu.”
(notatki z kolejnego wieczoru rozmów o etyce w buddyzmie w Sanghaloce)

Seks

Trzecia wskazówka etyczna brzmi w palijskim:
Kamesu micchacara veramani sikkhapadam samadiyami
czyli: postanawiam unikać niewłaściwych zachowań seksualnych

Tradycyjna lista niewłaściwych zachowań

To brzmi groźnie więc wyjaśnijmy sobie od razu jakie ,,niewłaściwe zachowania seksualne”, miał na myśli Budda. Są to głównie gwałt, zdrada (w sensie zdrady małżeńskiej itp) oraz uprowadzenie (podobno poważny problem w tych czasach). Ale tak jak w przypadku poprzednich wskazań zachodni buddyści postrzegają to wskazanie nieco szerzej. Można by tu min zaliczyć manipulowanie swoim seksualnym partnerem/partnerką, np kiedy ja ,,mam ochotę” a on/a nie (,,ty mnie już chyba nie kochasz”) itp.

Podejście buddyzmu do seksu jest czysto pragmatyczne. Seks jest czymś całkowicie naturalnym i jest jednym z największych źródeł przyjemności dla większości ludzi. Więc cieszmy się nim.

Jednak ponieważ każda silna przyjemność uzależnia, a popęd seksualny jest niesamowicie silną energią, to musimy w jakiś sposób świadomie nim zarządzać. Chęć doświadczenia tej przyjemności, poczucia tej energii w swoim ciele często sprawia, że na drugi plan schodzą uczucia przyjaźni, wierności, lojalności czy międzyludzkiej solidarności, a silne pragnienie może nas oślepić i doprowadzić do kłopotów. Min z tych powodów Budda poświęcił seksualności oddzielną wskazówkę etyczną.

W naszej kulturze bywa, że seks i wszystko, co się z nim wiąże, wywołuje skrajne reakcje. Buddzym jako Droga Środka oraz praktyka dążąca do widzenia rzeczy ,,takimi jakimi są” odrzuca te skrajności jako przeszkadzające w rozwoju duchowym.

Z jednej strony ludzie często mają poczucie winy z powodu jakichś swoich zachowań związanych z seksem, erotyką, ciałem. Każdy wie, że z niespełnienia seksualnego wynikają różne problemy - odcinanie się od źródeł energii w sobie, blokowanie energii, brak radości życia, ,,wysychanie”, poczucie winy, złe traktowanie płci przeciwnej (albo swojej), zazdrość, mogą pojawić się różne problemy psychiczne i fizyczne.

Na takie nieracjonalne poczucie winy związane z ,,nieczystością” seksu w buddyzmie nie ma miejsca. Buddyzm nie wtrąca się w formy, jakie przybiera nasza seksualność: preferencje seksualne, pozycje, frekwencja naszych wyczynów, to czy mamy partnera czy sami się zaspokajamy - to wszystko nasza sprawa. Wszystko to pod warunkiem, że nie krzywdzimy czy nie wykorzystujemy przy tym drugiej osoby, że to jej też dogadza. Widzimy więc ponownie, że etyka buddyjska jest etyką naturalną, nie narzuconą czy konwencjonalną.
Edytor zaawansowany
  • perceptivity 16.02.11, 16:21
    W buddyźmie seks nie ma takiej stygmatyzacji i nie jest poddany takiemu wyparciu jak w katolicyźmie. To jedna z istotnych różnic.
  • maxicho 14.03.11, 22:51
    Nie ukrywajmy więc tego dłużej - buddyzm jest niemoralny! ;-) Lub też nazywając to dokładnie jest pozbawiony moralności nakazowo-rozdzielczej. I ów brak statycznej i nienaruszalnej etyki jest w buddyzmie bardzo pociągający...

    Dodam tylko dla porządku, że także stosunek do seksu w buddyzmie podlegał miejscowym uwarunkowaniom. Tradycyjny buddyzm tybetański zabrał np. seksu oralnego i analnego, a także potępiał homoseksualizm. Widać to np. w prawodawstwie Bhutanu, bodaj czy nie ostatniego kraju, w którym śmiało można powiedzieć, iż buddyzm jest religią panującą - otóż homoseksualizm jest w Bhutanie karalny. Jest też jednak wiele szkół - nie tylko tak otwartych na wartości Zachodu jak Diamentowa Droga - gdzie stosunek do seksu jest dokładnie tak otwarty jak piszecie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka