Dodaj do ulubionych

Buddyjskia praca z emocjami.

24.02.11, 09:31
Według mnie to podstawowa kwestia. Emocja pochodzi z łacińskiego "motio" czyli ruch lub impuls poprzedzonym skróconym prefiksem ex, czyli "z, od", czyli coś co nas wprawia w ruch do działania. Sądzę że jest to zdecydowanie niedoceniany aspekt medytacji. Pisze się o myślach, wrażeniach ale nie przypominam sobie aby wiele pisano o emocjach . Na marginesie: w Satipatthana Sutta jest osobna wzmianka o identyfikowaniu emocji (nazywanych w tłumaczeniu na mahajana.net "kategoriami umysłowymi") ale ten aspekt nie był zazwyczaj podkreślany. Uważność w stosunku do emocji wyzwala wytwarzanie dystansu i uwalnianie się od opętania nimi. Uważność i dystans w stosunku do emocji oczywiście nie ma nic wspólnego z obojętnością czy chłodem emocjonalnym, myślę że wręcz przeciwnie.
Edytor zaawansowany
  • tschort 28.02.11, 15:22
    wskazany tylko jak to osiągnąć.
  • transient 02.03.11, 15:55
    Owszem, to część shikantaza. Uświadomienie sobie przypadkowości emocji która cię dotyka pozwala na zdystansowanie się od niej.
  • maxicho 14.03.11, 23:00
    tschort napisał:
    > wskazany tylko jak to osiągnąć.

    Należy tutaj podkreślić, że podstawową metodą buddyzmu jest medytacja - jakoś to tutaj umyka... Na pytanie "jak to osiągnąć" najprostsza odpowiedź brzmi: praktykować ile wlezie!

    Naturalnie każda gałąź buddyzmu tworzy swoje własne i swoiste metody pracy z emocjami. Sytuację z punktu widzenia buddyzmu tybetańskiego opisuje np. dość klarownie i ciekawie Matthieu Ricard w książce "W obronie szczęścia". Chyba także Dalajlama machnął coś o emocjach, nie mówiąc już o szkole Diamentowej Drogi, gdzie tego typu nauk jest całkiem sporo.

    Jak już nie wiemy jaką zastosować metodę, można sięgnąć po starego, sprawdzonego Słonimskiego: "Jeśli nie wiesz, jak należy się w jakiejś sytuacji zachować, na wszelki wypadek zachowuj się przyzwoicie". Działa także w przypadku emocji. :-)

    Maks
  • tantrana 18.03.11, 23:07
    Jesli ma być jakikolwiek pozytyw medytacji MUSI ona oddziaływać na emocje inaczej nic nie zmienia poza sferą intelektualną może.
  • irowiec 22.06.11, 22:42
    Oj to prawda, emocje to mój konik, bo mam ich dużo. Wiele lat straciłem na medytacje, które nie dotykały moich emocji. Teraz emocje są sercem mojej medytacji i nareszcie coś się zmienia:)
  • transient 29.06.11, 13:13
    To rzeczywiście jest dobry kierunek. Ale trzeba się nauczyć obserwować je gady się pojawiają a nie tylko podczas siedzenia. Podczas siedzenia rzadko pojawiają się silne emocje. Z drugiej strony też zauważyłem że buddyjskie podejście czyli konsekwentna obserwacja połaczona ze świadomością z faktyczną przypadkowością emocji potrafi uwolnić od obsesji.
  • irowiec 29.06.11, 20:04
    Masz rację, że siedzenie to tylko część praktyki. Okres pomiędzy medytacją i medytacja wzajemnie sie uzupełniaja i inspirują. W medytacji może powstać silne uczucie, tak silne, że ma sie ochotę przestać, dowiadujesz się wtedy jaki jesteś jerszcze brudny w środku. Wtedy okres pomiędzy potrzebny jest nam, aby ochłonąć.. ćzasem bywa odwrotnie, potrzebujesz medytacji, aby ochłonąć po tym co się zdarzyło w życiu:). Zdobywanie wiedzy o sobie samym kosztuje
  • transient 18.03.11, 22:53
    jak mi sie wydaje.
  • lifeisaparadox 21.03.11, 18:27
    Ja jestem generalnie przeciwnikiem dystansowania się do czegoś bo jest to moim zdaniem wyparcie a owo wyparcie skutkuje jak gdyby założeniem sobie na twarz maski do spawania z szarą szybką przez którą nic nie widać. Ani tego co razi ani tego co przejrzyste i przyjemne.

    Z resztą to wszystko zależy od zdefiniowania czym jest dystans. Przecież wszyscy nauczyciele buddyjscy są bardzo wrażliwymi i pełnymi emocji osobami, a więc ich emocje muszą być poukładane poprzez właściwą praktykę i są ich naturalnym aspektem.
    Myślę że jedynym powodem przemawiającym za potrzebą uzyskania dystansu jest wzburzenie i niemożność zapanowania nad np. burzliwymi emocjami wewnątrz siebie, a to z kolei budzi chęć ucieczki, a to z kolei prowadzi do odczłowieczenia jeśli się tak bardzo chce przestać czuć to co nieprzyjemne.
    Ważne jest aby tego nie pomijać, bo moim zdaniem wszyscy którzy wchodzą na ścieżkę buddyjską a nawet bardzo długo praktykujący, ciągle mogą mieć chęć uzyskiwania dystansu i ucieczki a to nie na tym polega. Bardziej na uzyskaniu optymalnej i dużej wrażliwości i spokoju jaki z tym ułożeniem się idzie w parze, a wtedy emocje są przejawem szczerej i autentycznej natury buddy.
  • transient 23.03.11, 10:05
    Może lepszym określeniem będzie "uważność" zamiast "dystans" do emocji. Uważnośc w żadnym razie nie sugeruje jakiegoś wypierania, to proces przeciwny, odkrywania.
  • irowiec 22.06.11, 22:51
    Ciekawie napisałeś i czuję, że z własnego doświadczenia. Ja jednak miałem trochę inny problem. Moje zbyt silne emocje, kaleczyły mnie i innych więc musiałem na początek się trochę od nich zdystansować i nawet je stłumić, bo zrobiłbym zbyt wiele krzywdy. Wtedy dyscyplina zachowania była dla mnie ważna. Jednak jak napisałeś, taka sytuacja nie jest zdrowa na dłuższą metę i po złagodzeniu szczególnie tych negatywnych emocji można zacząć z nimi pracować, a to oznacza powoli je popuszczać. Rozum i uczucia muszą iść w parze, jedno bez drugiego nie jest wiele warte
  • apersona 28.03.11, 14:38
    Nie wiem czy buddyjskie:

    "Nasze emocje są słoniem, a rozum jeźdźcem. Jeździec siedzi na słoniu, trzyma wodze i wygląda na szefa, ale gdy jeździec i sześciotonowy słoń nie zgadzają się co do kierunku jazdy, jeździec przegrywa. Słoń ma miażdżącą przewagę"
    Chip i Dan Heath

    Czy na tym forum działa BBCode?
  • bol_kolan 28.03.11, 18:19
    [b]Tylko co z tym zrobić?[/b] Nie wiadomo co czym rządzi...
  • apersona 29.03.11, 12:47
    Mnie nie pytaj
    Mój słoń od czasu do czasu galopuje sobie w zaskakującym kierunku, albo częściej, zapiera się i ani rusz, choć jeździec ma taki fajny plan.
    Co jest marchewką dla słonia?
  • irowiec 23.06.11, 16:17
    Rządzą zawsze emocje, bo do tego służą. Bez rozumu człowiek postępuje głupio, ale jednak coś robi, a zwierzęta całkiem dobrze sobie radzą mimo, że go nie posiadają. Natomiast rozum bez emocji może wszystko, tylko nic mu się nie chce. Zachowuje się jak najnowszej generacji komputer tylko, że wyłączony z prądu.
  • apersona 24.06.11, 19:59
    "Natomiast rozum bez emocji może wszystko, tylko nic mu się nie chce."

    Dobrze powiedziane, powinności moralne i zobowiązania prawne nie dają nigdy takiego napędu do działania jak emocje.
  • tschort 06.07.11, 22:24
    Dzisiaj miałem praktyczną okazję do zastosowania obserwacji bardzo silnych lęków rano i aż później wstałem żeby popracować sobie z tym lękiem i nie zagłuszać go rutynowa aktywnością. Ta przyzwalająca obserwacja kamienia w żołądku i ścisku w przełyku bez popadania w błędne koło paniki i zrozumienie że jest to tylko emocja była bardzo pouczająca, nawet czułem potem coś z euforii. To bardzo praktyczne zastosowanie uważności.
  • transient 12.07.11, 13:35
    Zrozumienie natury emocji czy myśli generalnie daje poczucie wolności, tak to rozumiem.
  • porozmawiajmy_konstruktywnie 03.09.13, 22:11
    Nauka Buddy jest przepełniona opisem emocji i drogą do ich uspokojenia, wygaszenia w poprawny sposób. Tylko są one inaczej nazwane.

    Dostrzegłem trzy rodzaje emocji:
    * Emocje zmysłowe - to pasja lub awersja związana z obiektami zmysłowymi
    * Emocje intelektualne - to pasja lub awersja związana z obiektami intelektualnymi
    * Emocje niematerialne - to pasja lub awersja związana z czterema sferami niematerialnymi

    Emocje zmysłowe i intelektualne często łączą się w różnych konfiguracjach i działa to czasami jak efekt domina, katalizatora, lub reakcji łańcuchowej w bombie. Czasami delikatne uczucie potrafi wyzwolić lawinę lub tornado silnych uczuć.

    Każde silne uczucie pozostawia za sobą odcisk (ślad w pamięci). Im silniejsze było określone uczucie, tym głębszy pozostawia ślad. Ten ślad z czasem wypełnia się inną energią pochodzenia zewnętrznego, dostarczaną razem z różnymi, drobnymi bodźcami fizycznymi. To czy te drobne bodźce przerodzą się w emocje zależy od "łatwopalności" materiału na jaki wpadnie przypadkowa, bądź zamierzona "iskra".

    Ślad po silnym uczuciu z przeszłości można porównać do krateru na powierzchni Ziemi. Drobne bodźce zewnętrzne można porównać do substancji, która z czasem wypełni ten krater.
    W pewnym momencie, przypadkowo ktoś wrzuca niedopałek papierosa do tego wypełnionego krateru. W którym przypadku jest największe prawdopodobieństwo, że krater się zapali:
    a) Gdy wcześniej wypełniły go krople deszczu
    b) Gdy wcześniej wypełniły go ziarenka piachu i drobne skały
    c) Gdy wcześniej wypełniła go wysuszona trawa, wysuszone gałęzie, i wysuszone odchody
    d) Gdy wcześniej wypełniły go cysterny z benzyną.
  • her-etyk 04.09.13, 03:50
    a co ze współ-czuciem względem wszystkich istot czujących? Z Umysłem Współ-od-czuwającym? Gasić, wypalać czy podpalać? A jeśli myśl jest martwym uczuciem, to co, odcinać paliwo i patrzeć jak usycha? Jeśli przypadek wrzuca do krateru palącego się peta to może to być błogosławione przekleństwo sił nadświadomości, gyż może dojść do wybuchu nawet jeśli krater wypełniony jest kroplami rosy, pod którymi wszystko wrze jak u Hefajstosa w kuźni. Tłumione emocje wybuchaj w sposób niekontrolowany i całkowicie destrukcyjny. Przekonały się o tym narody japońskie i germańskie, wdrażane przez wieki w moralność, obowiązkowość samdyscyplinę moralno-intelektualną na wszystkie możliwe cywilizowane i niecywilizowane sposoby.. Odwet energii życia bardzo indywidualistycznych społeczeństw.
  • porozmawiajmy_konstruktywnie 04.09.13, 11:28
    Zauważyłem, że niektóre tłumaczenia tekstów buddyjskich używają określenia "pasja związana z poznaniem drogi do Oświecenia". To jest szczególny rodzaj emocji, który można zakwalifikować do pasji intelektualnej, bo nauka ta jest ujęta w formie idei intelektualnej.

    Współczucie do istot żywych też odbywa się na zasadzie uświadomienia sobie pewnego rodzaju wiedzy (o nietrwałości zjawisk), czyli pobudzaniu pewnej emocji pochodzącej od kontaktu z ideą, w sferze intelektualnej. Sam kontakt z ciałem istoty żywej zalicza się do sfery fizycznej.
    Emocje związane z relacjami między istotami żywymi też stanowią mieszankę pasji zmysłowych i intelektualnych o różnym stopniu czystości.

    Wracając do porównania z kraterem. Oczywiście, że to był mocno uproszczony przypadek. W rzeczywistości w tą powierzchnię uderzają jeszcze meteoryty (inne silne uczucia), przebijając się przez niełatwopalne warstwy podłoża, które mogą mieć różny skład chemiczny i różne konfiguracje rozmieszczenia. Wybuch jednego składu może spowodować reakcję łańcuchową o bardziej lub mniej skomplikowanej strukturze.
    Jeżeli chodzi o ideologie nazistowskie, itp., to są dobrym przykładem benzyny nagromadzonej w kraterze kryzysu (bezrobocia), która może wybuchnąć pod wpływem drobnej iskry desperata.




  • her-etyk 05.09.13, 20:13
    dla mnie Budda odzwierciedla właśnie Umysł Czujący i Czucie Myślące, czyli Drogę Środka, harmonii Przeciwieństw. Tłumienie emocji jest równie destrukcyjne, jak nadmiar intelektualizmu. Wygaszanie uczuć być może likwiduje źródło wielu cierpień, ale również likwiduje wrażliwość odczuwania. A przecież chodzi o to by współ-odczucwać z drugimi istotami. Rozwijać wyobraźnię twórczą i współczucie, które trzeba również praktykować, doskonalić. Nie można usiłować całkowicie tłumić to co jest częścią życia i człowieczeństwa. Bo to zawsze wraca z siłą odwetową, najczęściej niemożliwą do kontrolowania (Pzypadek cywilizowanych Niemców popadających w Nazizm, albo Japończyków ze swoją wysublimowaną sadystyczno-masochistyczną samodyscypliną moralną, są tu przykładami które powinny służyć innym za przestrogę, jeśli nie chce się doświadczać powtórek z roz-rywki historycznej). W końcu Budda zanim stał się Buddą był królem, doświadczał wszelkich możliwych rozkoszy cieesnych, życiowych etc., które doprowadziły go do takich nie innyk konkluzji, i które trzeba brać pod uwagę jako część ścieżki samorozwoju. Jak to mawiał poeta: "Poeta musi doświadczyć Całego Wszechświata."
  • porozmawiajmy_konstruktywnie 06.09.13, 00:12
    Dlatego Budda mówił o wygaszaniu uczuć i percepcji, ale z zachowaniem priorytetów. Tylko wtedy można uspokoić emocje, bez przytępiania współczucia i ogólnej wrażliwości emocjonalnej, gdy zachowuje się odpowiednią kolejność kroków w metodzie treningu.
    Tłumienie emocji, na siłę, oczywiście jest negatywne. Cała trudność polega na znalezieniu sposobu na przekierowanie energii, tak żeby zachować dobry pogląd i nieszkodliwość. Im większa jest energia pochodząca od emocji tym trudniej ją kontrolować. Dlatego nie dostarczanie nowego paliwa do negatywnego ognia jest rodzajem pracy nad przyszłymi emocjami.
    Czasami warto wypalić, świadomie i w sposób kontrolowany, niewielki skrawek materiału, aby nie doprowadzić do nagromadzenia się dużych ilości łatwopalnej masy łączącej inne łatwopalne składy, w czasie zagrożenia "pożarowego". (Dobrze o tym wiedzą strażacy)
  • her-etyk 06.09.13, 04:09
    strażacy, mądry rodzaj, wiedzą jak radzić sobie z mocą ognia (namiętności), ale " wypalenie", częściowe, to również przejście przez spełnienie. Przynajmniej pewnych najmocniejszych emocji zmysłowych, takich jak np. namiętna miłość. Spełnienie i utratę. To świetnie wypala, i motywuje do zwrócena się ku uczuciom które nie posiadają tak przemijającej natury. Porem moźna unikać wpadek poprzez Wyobraźniowe wczuwanie się w potencjalne konsekwencje. Owszem, jak mi wiadomo z doświadczenia, następuje tu też pewna sublimacja uczuć. Wypalenie emocjonalne w doświadczeniu naturalnym również uruchamia pewne spontaniczne mechanizmy smozachowawcze, objawiające się większym dystansem, chłodem intelektualnym, a więc równowagą intelektu z emocjami, wobec pokus namiętności, rozkoszy przemijalnych lub iluzuzorycznych, jak np. biały cukier..... Ustalenie priorytetów, tak. Chociaż grozi tu upadek w skamienienie emocjonalne, gorycz, zgorzknienie, szyderstwo, etc. Można być może takie zachowanie kontrolować poprzez praktykę, trening, medytację, dietę, etc. Ale jeśli ktoś ma problem z przeintelektualizowaniem to pewnie irracjonalne koany są równie istotnymi czynnikami rozbijającymi dominację intelektu, co niszczęśliwe zakochanie się. Dominacja chyba jest tu korzeniem "zła", błedu, choroby. Ale jak osiągnąć i trzymać Równowagę, skoro nigdy się nie wie kiedy jest dosyć, dopóki nie jest już za dużo?
  • porozmawiajmy_konstruktywnie 06.09.13, 19:48
    >Ale jak osiągnąć i trzymać Równowagę, skoro nigdy się nie wie kiedy jest dosyć, dopóki nie >jest już za dużo?


    To jest chyba najtrudniejsze do opanowania. Pełne i wyraźne widzenie kiedy określone zjawisko wychodzi poza zdroworozsądkowe granice tego co nazywa się pożytecznym i w jakim stopniu to rzutuje na przyszłe umiejętności kontrolowania emocji i własnego życia.
  • her-etyk 07.09.13, 03:21
    no tak, uważność, czujność, medytacja, wzmacnianie praktyki, twórczego stosunku do życia. Co się pielęgnuje to rośnie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka