Dodaj do ulubionych

Buddyjskie korzenie nauk Jezusa ?

21.08.13, 12:18
Nauki Jezusa stoja w wyraznej sprzecznosci do nauk ST i maja pewne podobienstwo do buddyjskich. Niezaleznie od tego co z nimi kosciol zrobil.
Zarówno postać Jezusa, Buddy jak i Zaratustry ma wiele podobieństw.
Chrześcijaństwo wyrosło z Judaizmu, niemniej jednak widać wyraźne wpływy buddyzmu.
Można nawet powiedzieć że moralność i etyka chrześcijańska jest jak najbardziej podobna do buddyjskiej, natomiast kwestia rytuałów czy jakichś metafizycznych pojęć, z pewnością została zaczerpnięta z judaizmu.
Edytor zaawansowany
  • tylkojezusnaszympanem 21.08.13, 14:56
    khainag napisał:

    > Nauki Jezusa stoja w wyraznej sprzecznosci do nauk ST i maja pewne podobienstwo
    > do buddyjskich. Niezaleznie od tego co z nimi kosciol zrobil.
    > Zarówno postać Jezusa, Buddy jak i Zaratustry ma wiele podobieństw.
    > Chrześcijaństwo wyrosło z Judaizmu, niemniej jednak widać wyraźne wpływy buddyz
    > mu.
    > Można nawet powiedzieć że moralność i etyka chrześcijańska jest jak najbardziej
    > podobna do buddyjskiej, natomiast kwestia rytuałów czy jakichś metafizycznych
    > pojęć, z pewnością została zaczerpnięta z judaizmu.


    Buddyzm i Jezus. Kolejna marna prowokacja z cyklu taśmowej produkcji tematów dyskretnie wycelowanych w Kościół.

    Jezus Chrystus ma tyle wspólnego z Buddą, co Pan i cały nasz kraj z buddyzmem.

    Tylko Jezus jest naszym Panem ...
  • perceptivity 22.08.13, 15:39
    Wschodu też w swoim czasie nie miało nic wspólnego ze Słowianami, Perunem, Swarożycem czy Swiatowidem. Póki nie zostało wprowadzone administracyjnie, ogniem i mieczem przez cwanych Piastów. Co zresztą nie zapobiegło po kilkudziesięciu latach pogańskiej reakcji ludu.
  • cruq 28.08.13, 15:37
    kiedy to niby była ta pogańska reakcja ludu?
    --
    CETERVM CENSEO MOSCOVIAM ESSE DELENDAM
  • terra_cognita 01.09.13, 14:47
    Jak pamiętam z podstawówki było to za Kazimierza Odnowiciela który coś po czymś odnawiał jeśli można wtrącić
  • jacek_x 02.09.13, 09:22
    (...) Jezus Chrystus ma tyle wspólnego z Buddą, co Pan i cały nasz kraj z buddyzmem.
    - Tylko Jezus jest naszym Panem ...
    ===========
    Co ma wspólnego ten cały nasz kraj z Jezusem Chrystusem albo Buddą, którzy o naszym kraju
    nigdy nawet nie słyszeli?
  • zelazny.karzel.wasyl 23.08.13, 10:58
    Podobieństwa pewnych treści to zdecydowanie za mało, by wysnuwać tak daleko idące wnioski, nie poparte żadnymi dowodami historycznymi.

    Legendy o tym, że Issa (Jezus) przebywał w rejonie Ladakhu (popularne w zachodnim Tybecie) są tylko legendami

    Pierwsze "misje" buddyjskie na zachód wysłał Asioka po upadku Imperium Aleksandra Wielkiego, ale ich oddziaływanie, nota bene bardzo słabe, ograniczało się tylko do kręgu helleńskich władców/naukowców.
    Jezus praktycznie nie mial żadnego potwierdzonego w formie pisanej kontaktu z hellenizmem, a miasta helleńskie w Palestynie (np. Cezareę Nadmorską), jak większość pobożnych Żydów, omijał z daleka. Dla niego byli to "obcy" - jeśli przychodzili (jak np. Setnik) z pytaniami czy prośbami, OK, ale sam kontaktu z nimi specjalnie nie szukał, działając głównie w żydowskim kręgu kulturowym.

    W czasach Jezusa Imeprium Partyjskie (sąsiad rzymskiego od wschodu) nie miało trendu na ściąganie obcych religii - ten pojawił się dopiero po upadku Partów i zwycięstwie perskich Sassanidów, i to pomimo statusu Zoroastryzmu jako religii państwowej.

    To Imperium NowoPerskie ułatwiło przepływ myśli indyjskiej na zachód ok 250 -650 n.e. i to wtedy Chrześcijaństwo wchłonęło w siebie pewne buddyjskie elementy, np. "Żywoty Świętych Barlaama i Jozafata" nie są niczym innym jak przetransponowanymi na realia bliskowschodnie historią życia Buddy (Barlaama) + historiami o bodhisattvach (tak, tak , kolego Jezus, św. Jozafat, uznany przez Watykan, to nikt inny jak Bodhisattva, co świadczy o niesamowitej popularności opowieści i legend buddyjskich w tym rejonie, oczywiście odpowiednio przetworzonych).

    Wraz z najazdem arabskim i upadkiem Sassanidów, takie pośrednie kontakty z myślą indyjską ustały niemal całkowicie na Bliskim Wschodzie.


    --
    Z cyklu kryteria doboru Kadry w RP:
    "Pan, panie Kolego lubisz sobie wypić, dlatego będziesz Pan odpowiedzialny w naszym ministerstwie za politykę wschodnią!"
    Copyright by A. Mleczko
  • uff.o 25.08.13, 13:59
    właściwie owa "wyraźna sprzeczność" to mało powiedziane. Tu jest absolutna opozycja. Bunt (Jezusa) przeciwko tzw. Dekalogowi, rytualizmowi i kapłanom, a może i w konsekwencji, religii instytucjonalnej jako takiej. Co prawda ów bunt zakończył się, przynajmniej na pewnym etapie, zaprzeczeniem samemu sobie, czyli popadnięciem w uniwersalizm religijny. Ale to inna historia. Analogie z Buddą są wyraźne, ponieważ Budda również wystąpił przeciwko kapłanom, braminom, tradycji, ascezie, rytualizmowi, etc. Czy, skoro Budda wystąpił znacznie wcześniej chronologicznie, to późniejsze wystąpienie Jezusa, było jakoś inspirowane wpływami buddyjskimi, jest zawsze możliwe. Nikt nie wie na pewno. Osobiście, wolałbym co prawda, powiedzieć iż Jezus, jeśli w ogóle istniał ktoś taki fizycznie, był następną inkarnacją Buddy. Ale, można jeszcze inaczej. Pewne prawdy uniwersalne pojawiają się w różnych kulturach równolegle, niezależnie od siebie, wedle specyficznych potrzeb rozwojowych na danym obszarze kulturowym, w specyficznej symbolice, czy archetypach, różniących się co nieco, tak jak różnią się strefy geograficzno-klimatyczne, kultury, cywilizacje, rasy. Ale przy całej istotnej różnicy, zachowane są również pewne uniwersalne podobieństwa. Jdność i Różnorodność. Albo Jedność-w-Różnorodności. Ktoś nawet zwrócił uwagę na podobieństwa wielu mitów, z mitem Jezusa. Narodziny z matki dziewicy, np. Kriszna (nawet podobieństwo etymologiczne, Christna, Crisna, Christ, Chrystus), z matki Marii, Mary, z cielesności, etc. Ale zasadniczo nie doszukiwałbym się jakiś źródłowych inspiracji chrześcijaństwa w buddyzmie. Zbyt mocno bunt Jezusa zakorzeniony jest w reakcji na konwencjonalny, ortodoksyjny, kapłański Judaizm. Dlatego zresztą spotkał się z tak drastycznym odrzuceniem. Buddyzm też w zasadzie został wypluty przez Indie i powędrował do innych krajów wraz ze swoim uniwersalizmem. Poza tym czy faktycznie idee głoszone przez samego Jezusa były w jakimś stopniu analogiczne do ideii, głoszonych przez Buddę? Czy istnieje jakieś bezpośrednie niepodważalne rozgraniczenie, między tym co głosili oni faktycznie, a tym co przypisuje im tradycja, że rzekomo głosili? Obaj nic nie pisali. Jezus wyraźnie nie chciał mieć nic wspólnego ze skrybami, filozofami, mędrcami tego świata. Czyli możnaby przypuszczać iż obaj głosili ścieżkę własnej, indywidualnej Drogi rozwojowej. Drogi spontanicznej, Drogi Środka. Z tym że np. Dla Jeusa środek jest tam gdzie Serce. Serce jako symbol Środka. Tam Skarb gdzie Serce. Serce jako środek między skrajnościami intelektu na jednym biegunie, i zmysłowości, hedonizmu, na drugim. Ale komentarze jakie wokół nich powstały, szkoły, teologie, filozofie, sekty, odłamy, etc. właściwie okazują jedynie iż, jak to mówią mistycy żydowscy: "Tyle jest poprawnych interpretacji, ilu jest interpretatorów." I być może nie chodzi tu o żadną poprawność i posiadanie prawdy jedynej i jedynie obowiązującej, ile o uaktywnienie władz umysłowych. Reszta to fikcja i pułapki ego. Szczególnie przy kurczowym trzymaniu się hierarchicznej mentalności kapłańskiej.
    --
    Człowiek bez wiary jest tylko półczłowiekiem - J.W. Goethe
    Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa - A. Einstein
    Zorganizowana religia jest głównym źródłem zła na świecie - Ch. Hitchens
    Zorganizowany biznes jest głównym źródłem zła na świecie - uffo
  • zelazny.karzel.wasyl 25.08.13, 16:29
    Bunt (Jezusa) przeciwko tzw. Dekalogowi, rytualizmowi i kapłanom, a może
    > i w konsekwencji, religii instytucjonalnej jako takiej.

    Przesada. Jezus nie występował przeciw religii instytucjonalnej.

    >Czy, skoro Budda wystąpił znacznie wcześniej chro
    > nologicznie, to późniejsze wystąpienie Jezusa, było jakoś inspirowane wpływami
    > buddyjskimi, jest zawsze możliwe. Nikt nie wie na pewno.

    Ależ oczywiście, ze powie na pewno. Kwestia przepływu informacji w Starożytności i dostępu do wiedzy o sytuacji w innych krajach. To nie dzisiejszy świat, gdzie wystarczy zajrzeć do Internetu, tylko świat, w którym znajomość geografii i zasięgu idei sięgała najczęściej maksimum kilkaset kilometrów.
    Na tej samej zasadzie nie ma możliwości, żeby Majowie zrzynali z Egiptu budowę piramid, mimo, ze Twoim zdaniem to teoretycznie możliwe.

    >Narodziny z matki dziewicy, np. Kriszna (nawet podobieńst
    > wo etymologiczne, Christna, Crisna, Christ, Chrystus),

    Przypadkowy zbieg okoliczności.
    Krśna znaczy "czarny", co znaczy "Christos" po grecku myślę ,że nie muszę przypominać.

    > Obaj nic nie pisali.
    To dość częste wśród starożytnych religii. W przypadku Buddy wynikało to z postawienia bezpośredniego doświadczenia ponad relacją ustną, a z czasem i pisaną (lepiej coś przeżyć, niż o tym przeczytać).

    Na koniec, jeśli pozwolisz, "przyczepię się" do Twojej sygnaturki :-) :

    "Zorganizowana religia jest głównym źródłem zła na świecie - Ch. Hitchens"

    Z tego wynikałoby, że Hitler, Stalin, Polpot, Kim Ir Sen, Dżyngis Chan i paru innych to byli naczelni kapłani jakichś religii? Ciekawe spojrzenie....

    Głównym źródłem zła na świecie jest stan umysłu "Ja jestem lepszy niż Ty".
    Gdy ideologie wzmacniają ten stan umysłu i kierują się nim, stają się zbrodnicze, gdy przenika on do religii, mamy Torquemadę i islamistów, gdy przenika do polityki - mamy konflikty narodowościowe i wojny między państwami.

    >Zorganizowany biznes jest głównym źródłem zła na świecie - uffo

    Zorganizowany biznes jest taki sam, jak nóż - sam z siebie nie jest ani zły, ani dobry. Mówiąc "po buddyjsku" : "rzeczy na tym świecie nie mają swej własnej natury" :-)
    Dopiero decyzja o tym, jak ten nóż użyć wytwarza dobro lub zło.
    Pytanie brzmi "Z jakim stanem umysłu używasz noża/zorganizowanego biznesu"?

    --
    Z cyklu kryteria doboru Kadry w RP:
    "Pan, panie Kolego lubisz sobie wypić, dlatego będziesz Pan odpowiedzialny w naszym ministerstwie za politykę wschodnią!"
    Copyright by A. Mleczko
  • uff.o 27.08.13, 19:11
    no cóż, jeśli pozwolisz pozostanę przy swijej interpretacji Jezusa, co ne znaczy że jedynej. Widoków jednego krajobrazu jet tyle ile obserwtorów, a każdy tylko wzbogaca ogólny ogląd. Uważam za pewnymi mistykami chrześcijańskimi, iż tam gdzie zaczyna się instytucja (czyli hierarchia) religijna, tam kończy się prawdziwe uczucie religijne, a zaczyna dogmat, i waleczna doktryna.
    Tak samo z biznesem, póki nie jest zbyt zorganizowany, globalny, jest jeszcze ludzki, gdyż Wymiana to naturalny sposób egzystencji społecznej. Wedle przykładu z praktycznego życia - im większa kuchnia tym gorsze jedzenie. Biznes jako neutralność etyczno-moralna? Zastanów się. Iluzja umysłu? No cóż, wyznaję zasadę pychologiczną iż "jakość społeczeństwa zależy od jakości jednostek, nie vice versa". Jest zatem zasadnicza róźnica między ego a jaźnią.
    Hitter, Stalin, etc? No jak to, to nie wiesz że charyzmatyczni liderzy, jak naczelni i podrzędni kapłani, karmią się umysłową pasywnością swoich poddanych? Pasywność z jednej strony, dominacja z drugiej. Państwo prybiera miejsce Boga, politycy, kapłanów, a barany idą na rzeź, bo im się zdaje że umysł to iluzja. Albo tak im wali po łbie propaganda obłudy, konsumpcji, czyli stawiania centrum jakości istnienia na zewnątrz ich własnego Bytu. Po to żeby zgloryfikować rywalizację, darinowską gonitwę po trupach do celu - Raju sukcesu, etc. Jeśli w tym ne widzisz analogii religijnej to dziwne. Wszak mentalność masowa wywodzi się z mentalności zinstytucjonalizowanej religii, monarchii. A zmiana dekoracji to jeszcze nie jest zmiana odwieikowej mentalności.
    "Ja jetem lepszy od Ty", czyli według mnie, w hierarchiczno-kapłańskim sposobie myślenia, na bardzo ego-centrycznym poziomie, za jedyny rzeczywisty Byt uważa się ten którego obecność odczuwa się najbardziej bezpośrednio.Reszta to pokarm, czyli traktowana jest przedmiotowo. Dzieje się tak wówczas kiedy ego, zarówno bazujące na intelekcie jjak też zmysłowości, z jakichś powodów nie chce, lub nie może wznieść się na wyższy poziom odczuwania, wyobrażania sobie i rozumienia życia jako współ-istnienia. Zasklepienie się w ego. Co jest pewnym pozytywnym wczesnym etapem rozwojowym ale na poziomie dziecka. Z którego jednakże można, i trzeba, wyrosnąć, kiedy rozumie się iż życie to współ-życie, i wypada nauczyć się okazywania szacunku drugiemu istnieniu, bez ściągania go do "mojego" poziomu. Akceptację inności jako inności uważam za najwyższą sztukę. Pogoń za zyskiem, bez żadnych ograniczeń "wolnorynkowych" uważam za czyste rozbestwienie się egoizmu intelektualno-zmysłowego. Ale to cena jaką płacimy za wyzwolenie się umysłu jednostki z ograniczeń instytucjonalnych, głównie religijno-monarchicznych. Ale wpadliśmy w instytucjonalność polityczno-biznesową, ponieważ jedyną na to bronią jest wykształcenie samo-dycypliny moralnej jednostek. Jak też nowej moralności, Moralności z pragnienia bycia moralnym, a nie z nakazu/zajazu, strachu, obietnic, zaświatowych rajów, etc. Dkatego Uważam Jezus był buntem wibec skostniałej hierarchiczności kapłańskiej mentalności, żerującej na paasywności umysłowej stada, i gloryfikował Wyzwolenie poprzez podążane indywidualną ścieżką Serca, czyli Środka. A to co z Jezusa uczynił św. Paweł i inni kapłani to na inną dyskusję. Tak samo zdaje się mówił Budda iż jego nauki zistaną zdeformowane. Ale są perełki które potrafią się w stanie nieskazitelnym przemycić przez sito świadomości i umysłowości kapłańskiej, żądnego dominacji intelektu, ogromu welosłowia, sum, ślinotoku werbalnego autorytetów post-proroków, etc Dla mnie bardzo wymowne jest milczenie Buddy i Jezusa. W szczególności to "przypadkowe" "Przypadek jet wolnoßcią Ducha". Tak jak milczący uśmiech Buddy jako najbardziej wymowny stan pełni Jedności-w-Róźnorodności. Harmona Przeciwieństw. Tak jak jezusowe Nowe Przykaznie, którym zmiótł całkowicie Judaistyczny Dekalog rytualistyczny, zabijający prawdziwe uczucie religijne. "Tam skarb gdzie Serce" jest chrześcijańskim "buddyzmem". Ateista, nie ateista, jeśli podążasz za głosem intuicji, spełniania pragnień, te spełnienia będą cię prowadzić do właściwych doświadczeń, ludzi, radości, cierpień i refleksji. Pod tym względem uważam takie mistyczne podejście za kontynuację Buddyzmu, a nawet rozwinięcie, poprawienie "błędu" Buddy, który odrzucił pragnienie jako źródło cierpienia. Spełnianie pragnień zkorzenione jest w energii życia. I nie dziwię się że pewne odłamy Buddyzmu to podjęły. Dlatego też w moim odczuciu Jezus, jeśli w ogóle ktoś taki historycznie, fizyczne istniał, był kolejną inkarnacją Buddy. Ten bunt w ortodoksyjnym Judaizmue zresztą powtarzał się wielokrotnie, w postaciach i ruchach odnowy religijnej, takich jak kabaliści, Sabataj Cwi, Jakub Frank, czy Chasydzi. Jakub Frank niczym oświecony Buddysta Zen siadywał ojrakiem gołą dupą w Synagidze na Tirze, chcąc uświadomić swoim uernym iż prawdziwy ogień jet wewnątrz każdej osoby a nie w baranim tezyniu się utorytetów, rytuałów, tradycji, etc. Sabatj Cwi przeszedł na Islam, cztm tk zbuwersował swoich miłośników, iż pewnie niejeden żeby to przetrwać musiał dświadczyć burzy unysłowej. W każdym razie róźnice międy ideałmi Buddy a Jezusa są esencjonalne, a podobeństwa wskazują według mnie nie tyle na bezpośrednią inspirację naukami Buddy, ile na przezwyciężenie błędów Buddy, lub jego kapłańskich interpretatorów, zawsze żądnych posiadania monopolu na prawdę. Jak współczesny biznes monopolu na każdą zmysłową zachciankę. A Jezus przestrzegał przed ślizgaczami umysłowymi kapłańskimi- Musice być mądrzejsi od sprytu.

    A czym są współcześni politycy jak nie marionetkami biznesu, ucieleśnieniem, jak to mówił A. Watt, współczesnego diabła? Zresztą obszerną analizę mentalności religii masowej, opartej na rytualizmie, konsumpcji, odmużdżeniu, etc. przy aktywnie tłumionym, rozwoju indywidualnym, osobowościowym, podaje w różnych swoich pismach, CG.Jung i inni.

    -
    Człowiek bez wiary jest tylko półczłowiekiem - J.W. Goethe
    Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa - A. Einstein
    Zorganizowana religia jest głównym źródłem zła na świecie - Ch. Hitchens
    Zorganizowany biznes jest głównym źródłem zła na świecie - uffo
  • jacek_x 02.09.13, 09:15
    Bardzo ciekawa wypowiedz. Odnoszę wrażenie ,że jest Pan pod wpływem wspólczesnej , ale jakże starej zasady : kto posiada więcej ten jest lepszy. Cale Pana/Twoje powyzsze przemówienie jest moim zdaniem zwyczjną projekcją: nie posiadam wystarczająco wiele pieniedzy lub ogólnie rzecz biorac kapitalu, więc jestem niezadowolony z samego siebie.
    ("Pogoń za zyskiem, bez żadnych ograniczeń "wolnorynkowych" uważam za czyste rozbestwienie się egoizmu intelektualno-zmysłowego." - uff.o)
    Potrzeby doczesne, a mamy ich wiele, nie sa w stopniu zadowalającym zaspokojone.
    Mam podstawy przypuszczać, że Jezus, Budda i tym podobne przykłady to tylko próba pocieszenia samego siebie.
    Być może nie jesteśmy tak bogaci w hierarchi bankowej jak nasi koledzy, ale przecież jesteśmy od tych sk...synów bogatsi duchowo(?)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka