Dodaj do ulubionych

szkoły i tradycje buddyjskie - generacje

15.12.13, 13:32
Słyszałem na pewnym wykładzie wprowadzającym do zen ,że istnieją generacje nauczycieli tradycyjnych i nowoczesnych . Chodziło o szkoły w których zapatrzenie w tradycje stare rodem z klasztorów już mija i że noszenie szat , śpiewy i recytacje sutr czy mantr w ojczystych językach czy językach tradycji już nie mają znaczenia . Liczy się raczej nacisk na trening wglądu niż na kultywowanie formy .
Ja jednak mam ciągle wrażenie ,że w Polsce tradycjonalizm formy ma się dobrze. Bo wszędzie niemal kultywuje się tradycyjny sposób praktyki . Spotyka się opinie ,że te klasztorne obyczaje i dryl wojskowy niemal jest potrzebny ,bo nie ma lepszej drogi . W zachodniej Europie jednak funkcjonują szkoły drugiej generacji ,gdzie podarowano sobie to gorliwe naśladownictwo koncentrując się na treningu wglądu . Ktoś by mógł powiedzieć - to temat szeroki a najważniejsza jest wytrwałość ale czy mój gust i upodobania nie są ważne na początku drogi ? Czy naprawdę początkujący uczeń musi być poddawany treningowi obcej kulturowo tradycji i to przez rodaków,którzy nawet nie udowodnili odpowiedniej dojrzałości do takich rygorów? Przecież wielu ludzi patrzy na to przez palce i samo pozbawia się środków wyrażenia swojego zdania i nawet prawa do racjonalnej krytyki tych dziwnych naśladownictw .To mi przypomina opisy społeczności Szwecji ,która (jak mniemam już nie dziś ale jeszcze niedawno )pozbawiała się z własnej woli takich możliwości wyrażania swojej woli i to nawet wobec urzędników nie dość kompetentnych by udowodnić czemu rodzicom odbiera się ich własne dzieci . Znając swoje doświadczenia mam obawy ,że podobne społeczeństwa mogą stworzyć sanghi buddyjskie zapatrzone bezkrytycznie w pewne obce obyczaje . Zasada nie oceniaj ,pozostaw swoje opinie dla siebie itd przypominają średniowieczne czasy i strukturę sekty .
Zastanawiam się czy w tym kraju są właśnie szkoły duchowe ,które zostawiły kult obcego obyczaju i zapatrzenia w dalekowschodnią kulturę a zajęły się prawdziwą praktyką duchową ,która nie potrzebuje być tak nierozłączna z kulturą kraju czy regionu z którego przyszła dharma .Obawiam się powtórki problemów i stanięcia przed ścianą w możliwościach praktyki jakie zafundowała sobie Japonia czy Korea .
Czy Polska jest fenomenem formalnym z taką formą praktyki czy może wszędzie na świecie istnieje praktyka duchowa w postaci takiego kultu ?
Czy ktoś zna szkoły duchowe które odpuściły sobie rygory klasztorne w codziennej praktyce?

Nie mówię o świętach buddyjskich ,to przecież ma swoją wymowę i nauczanie .
Edytor zaawansowany
  • apersona 19.12.13, 15:15
    Przymusu wstępowania do nich nie ma.
    W chrześcijaństwie też masz protestantyzm jako reakcję na rygorystyczny katolicyzm, protestantyzm II reformacji i liczne grono fundamentalistów wywodzące się z tych formalnie luźnych kościołów jak baptyści.
  • terra_cognita 20.01.14, 16:18
    Ludzie mają tendencję do skupiania się w ekskluzywnych kręgach mając poczucie wyjątkowości i wyższości. Myślę że warto po prostu spróbować samemu na podstawie zwykłych instrukcji zawartych choćby w klasycznych pismach Dogena czy innych uznanych praktyków. Wstępowanie do jakiejś "sangi" w której musiałbym wkładać dziwaczne gacie po to tylko żeby posiedzieć uważam za wyjątkowo infantylne. W każdej zresztą religii człowiek dziecinnieje licząc na opiekę srogiego Taty czy też Mamy. To śmieszne. Najciekawsze że różne pisma klasyczne wyraźnie ostrzegają przed tą pułapką ale oczywiście znajdzie się zaraz stu egzegetów którzy odwrócą kota ogonem i stworzą dezinformacyjny szum.
  • ewery0 28.01.14, 10:45
    skoro egzegeci robią kisiel z mózgu biednym pracowitym żuczkom to może są takie poprawne politycznie fora , których warto coś powiedzieć ?
    ma ktoś chęć wskazać na takie ? mamy przecież wolność słowa . ja uważam że Forum e-Budda PL jest takim krzakiem duszącym jakiekolwiek uwagi i sprzeciwy .
    Czytałem nawet jakieś wpisy na temat oporu niektórych ludzi co do form praktyki . Pytanie tyczyło jak nakłonić tych ludzi do śpiewania sutr ,recytowania mantr ,jakby to było kluczowe . Oni tylko chcieli przyjść gdzieś pomedytować i nie wymagano od nich oficjalnych deklaracji praktykowania zgodnie z całym inwentarzem danej szkoły. Ale jednak byli do tego nakłaniani rozmaitymi metodami i dało się to wyraźnie odczuć . Skoro ktoś jest pod takimi subtelnymi naciskami ,to ciężko tego nie odczuć .
    Mam wrażenie ,że na tym forum ciągle się zasypuje rozmaitymi argumentami ,ludzi zgłaszających rozmaite uwagi .
    Bo przecież małe ja nie może zgłaszać uwag i sprzeciwów i pójść za swoimi potrzebami .
    To co wymyślono ponad dwa tysiące lat temu ma się sprawdzać we współczesnym społeczeństwie ; niefeudalnym , nie wszędzie tradycjonalistycznym , opartym na prawie ,demokracji i obywatelskim wspólnym omawianiu i ustalaniu pewnych spraw .
    I jeszcze jeden mały szczególik .Czy naprawdę mądrości powstałe ponad dwa tysiąclecia temu powstały w tamtych czasach ? Czy to nie legenda potrzebna do sprawowania chorych rządów ?
    Kto pociąga za sznurki tu i ówdzie i jest zadowolony z działalności w swojej sandze oczywiście powie ,że wszystko jest w porządku .Korporacyjna mentalność sczyści każdy błąd .
  • perceptivity 29.01.14, 23:17
    Bogu dzięki żyjemy w takich czasach że nie musimy się przejmować jakimiś sanghami czy związkami wyznaniowymi. Kto chce niech biega, śpiewa, recytuje, wykłóca się o jedyną prawdę z heretykami. Póki mu się nie znudzi.
  • ewery0 05.02.14, 18:34

    tak .to się zgadza . jednak czasem taka sangha jest tak elegancko i zachęcająco urządzona ,że człowiek wierzy takiemu jej zorganizowaniu ,które zapowiada same piękne chwile . Potem się okazuje ,że początki to był tylko okres zauroczenia i zachłyśnięcia ,który kończy się rozczarowaniem ale droga duchowa nadal kusi .
    Więc ja prawie o tym ,że niektórzy mądrzy ludzie chcą być jeszcze mądrzejsi i stawiają na organizowanie ludziom życia i praktyki a samo doświadczenie duchowe indywidualne mają głęboko gdzieś . Bo oni tu trwają od X lat . I to mnie wkurza czasem ,że z przyzwoitego ośrodka gdzie można z przyjaciółmi pomedytować i spotkać się z nimi ,robi się tw Trwam . To jest dosłownie robienie ludziom kisielu z mózgu .
    Ale całe szczęście nie żyjemy w państwie wyznaniowym tylko w państewku korupcji i kolesiostwa i tak też po kolesiowsku funkcjonują pewnie nasi wspaniali rodacy też w sanghach . Bo trzeba sobie jakoś radzić .
  • ewery0 05.02.14, 18:36
    chodzić tam i przyłączać się nie trzeba .
    wystarczy przeżyć rozczarowanie . to jest akurat podstawa . wraz z cierpieniem . :)
  • terra_cognita 07.02.14, 13:36
    To miał na myśli Kuba Sienkiewicz śpiewając jak był w Budapeszcie nawet i dalej... :-D
  • ewery0 29.07.14, 10:11
    no tak Budapeszt Budapesztem ale jest pewna osoba ,której powiedziano w pewnej świątyni buddyjskiej żeby się wynosiła ,bo szanownej komisji od dyrygowania maluczkimi nie podoba się jej obecność . Mam tu na myśli właśnie nową wspaniałą generację nauczycieli w szkole zen Kwan Um .
    Prosto z mostu . Jacyś frustraci wygonili Ole Porter tamtejszego mistrza zen ze świątyni głównej w Warszawie . Ta wyjechała i wróciła niedługo potem z przeprosinami . Wedle zasad tej szkoły zostało wszystko odcięte ,winy są nieaktualne . Rzeczywiście ,jeśli ktoś potrafi się zaopiekować chorymi bo nikt inny tego nie chce i nie może ,to zapewne jest winna i nie wolno jej wracać do swojej świątyni gdzie była opatem .A tak naprawdę przecież chodzi o tę cholerną władzę ,której też by chcieli liznąć nieco państwo fanfarafańscy a jakoś im to nie wychodzi .
    Efekty . Nie ma tam mistrza zen który jest opatem , Bon Shim nie wraca bo o niej mowa . A dla czego nie wraca ,bo szanowna komisja senacka się na to nie zgadza . Nie pozwalają się krytykować i każą wszystkim za wszystko przepraszać . Tak , wiadomo jak to można skomentować , wielcy walczą o władzę o schedę . to zapewne prawda .
    Tylko po co władza skoro nikt tam nie inwestuje w remonty świątyni a to pewnie potrzebne i zawsze jest coś potrzebne . Po co jakieś tajemnicze trzymanie się zasad kanonicznych skoro zamiast konsolidować to się sangha dzieli . Po co jakieś dziwne rodzaje przemocy w podchodach i docinkach skoro to nie uczy tylko pogłębia podziały i dodatkowo stwarza jakieś problemy w rosnącej grupie .
    Najlepsze jest to ,że w tej tak kochającej kanoniczne formy religijne sandze już nie pojawia się żaden mistrz zen na odosobnieniach . Przyjeżdżają tylko mistrzowie dharmy .
    A Przegonionego mistrza nie ma w momentach najważniejszych dla szkoły .
    Tak wygląda wielce szanowna władza .
    czyli jak to było w Rio w Bajo i na Hawajo
  • terra_cognita 29.07.14, 19:45
    Osobiście niewiele mam kontaktów z wyznawcami. Według mnie bardziej to przeszkadza niż pomaga w skupieniu się na celu ale nie wykluczam że komus pomoże, choć wątpię. To o czym piszesz to sytuacje które spotykamy we wszystkich grupach czy to religijnych czy to biznesowych albo innych kółkach zainteresowań. To są interakcje między ludźmi, walka o władzę, walka o bycie w grupie czy o co tam jeszcze. Mam tego dość i bez jakiejś sanghi. Gdy się kombinuje jak z kimś w coś pograć to się nie myśli o właściwym celu.
  • ewery0 29.07.14, 21:26
    moja intencja w ostatnim poście była prosta . wyraziłem żal nad tym ,ze na drodze do tego celu ukradziono mi doświadczonego przewodnika ,który wiedział co i jak na tej drodze się dzieje . A ja nie mam zamiaru kolekcjonować cholernych wizyt w sanghach czy jakichś tam mistrzów . Skoro jeden mi pokazał pierwsze kroki ,to czemu tak wrednie jakaś grupka idiotów Ją pogoniła ? P o co mam gdzieś się tłuc po świecie ,bo jakieś głąby przeganiają nauczyciela dla władzy . Przecież efekty sa takie ,że ci idioci muszą teraz zaczynać wszystko od nowa . żadni poważni ludzie ich nie wesprą póki ta Ola Porter nie wróci . To ma poważniejsze konsekwencje . Braknie zgody tego środowiska międzynarodowego na takie ekscesy .
    to jakaś paranoja .
  • terra_cognita 30.07.14, 17:45
    Hm, wygląda mi to na przeniesienie, skądinąd fenomen typowy dla relacji "mistrz"-"uczeń"...Pewnie byłeś bardzo przywiązany do owej Oli, życie jednak płata nam figle, przejdzie z czasem. W istocie można powiedziec za Bodhidharmą: Twoja jaźń jest twoim prawdziwym mistrzem.
  • ewery0 31.07.14, 21:40
    pewnie ,że jakoweś przeniesienie .
    ale pobłażliwym dla łobuzerstwa być nie można .
  • indygo_1603 19.08.14, 21:17
    Brakuje Bon Shim. Nie rozumiem tej "wojny o tron".

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka