Dodaj do ulubionych

Co ja mam robić,wykończę się ....

02.01.13, 12:42
Ja juz wysiadam nie daje rady,nie przespane noce robią swoje. Od urodzenia sie Klaudii (14.09.2011r) prawie nie przesypiam nocy,i wcale nie chodzi jej o jedzeni,po prostu smoczek w gębie siedzi w łóżeczku i wyje ja do niej idę kładę przykrywam i kładę się.Czasem jak muszę do niej wstawać po raz 7 przez 40min daje jej mleko.Ale i tak mur beton mam pobudkę po 23 i o 1:30 i piątej,wstaje o 7:30.Jak jest dobra noc to wstaje tylko 4razy ale jak jest taka jak dzisiaj to wygląda tak że wstałam dwa razy po 23,dwa razy po 24 i wyła od 1:30 do 3,co chwilę nie pomogło dawanie picia głaskania ani syropu przeciwbólowego.Aż zmęczona usnęła za to obudziła resztę rodziny a ja już z wyczerpania i złości nie mogłam juz usnąć i tak od roku i 3miesięcy.Sama już mam zaburzenia snu,bo kiedy ja odpływam ona zaczyna płakać i tak kilka razy w nocy a ja śpię po 3h,5h na dobę... Co robić????????
--
[url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/tb739vvjb49znsbq.png[/img][/url]
ur.20.04.2009r.[url=http://www.freesmileys.org/emoticons.php][img]http://www.freesmileys.org/emoticons/emoticon-cute-001.gif[/img][/url]
[url=http://dzidziusiowo.pl] [img]http://dzidziusiowo.pl/php/img2-14092011030_6586427234_Klaudia_4.jpg[/img] [/url]
14.09.2011r.
Obserwuj wątek
    • verycherry Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 02.01.13, 18:13
      Tak, napisz więcej o ogólnym zdrowiu i trybie życia dziecka.
      A po drugie, dlaczego tylko Ty wstajesz? Mieszkasz sama? Jeśli tak, to nie dziwię się, że jesteś wykończona, porozmawiaj z bliskimi o jakiejś pomocy, bo Twoje nerwy szkodzą i Tobie i dziecku.
      • izabela0910 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 02.01.13, 19:58
        Wstajemy o 7:30 w dzień jest pogodna i ma apetyt.
        Koło 11 spacer potem obiad i spanie,przeważnie śpi od 1,5h do 2h i podczas tego snu nie rzuca się po łóżeczku i śpi spokojnie.Potem wstaje,nasz dzień z reguły wygląda tak samo.O 19 jest mycie i mała ląduje w huśtawce lub leżaczku (nie zawsze się buja) potem ją przekładam do łóżeczka.Mąż pracuje od 5 rano do 21 więc nie mam serca go budzić jeszcze do dziecka,a nawet jak w weekend do niej wstaje to i tak się budzę i wszystko słyszę.Nie próbowałam ją brać do naszego łóżka jak się budzi,bo się boję że się przyzwyczai ale chyba będę musiała tak robić podczas tych jej pobudek,dodam że od urodzenia śpi w swoim łóżeczku a od 4mż w innym pokoju z siostrą.
        --
        [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/tb739vvjb49znsbq.png[/img][/url]
        ur.20.04.2009r.[url=http://www.freesmileys.org/emoticons.php][img]http://www.freesmileys.org/emoticons/emoticon-cute-001.gif[/img][/url]
        [url=http://dzidziusiowo.pl] [img]http://dzidziusiowo.pl/php/img2-14092011030_6586427234_Klaudia_4.jpg[/img] [/url]
        14.09.2011r.
      • izabela0910 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 02.01.13, 20:00
        Dodam jeszcze,że mała prawie nie choruje czasem złapie jakąś infekcję ale rzadko.
        --
        [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/tb739vvjb49znsbq.png[/img][/url]
        ur.20.04.2009r.[url=http://www.freesmileys.org/emoticons.php][img]http://www.freesmileys.org/emoticons/emoticon-cute-001.gif[/img][/url]
        [url=http://dzidziusiowo.pl] [img]http://dzidziusiowo.pl/php/img2-14092011030_6586427234_Klaudia_4.jpg[/img] [/url]
        14.09.2011r.
        • dextera.m Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 02.01.13, 20:49
          Jezeli Twoja mala nie potrafi zasnac sama (bez hustawki, lezaczka itp,) to po przebudzeniu sie na koniec kazdego cyklu snu (co okolo 90 min) dziecko jest zdezorientowane, przestraszone i robi to, co podpowiada jej instynkt: wola mame na pomoc. Kluczem jest tutaj samodzielne zasniecie i to w tym samym miejscu gdzie dziecko ma spedzic noc; u siebie w pokoju, z rodzicami w lozku, to zalezy od wyboru rodziny. Tymczasem Twoja mala zasypia w lezaczku, przebudza sie w srodku nocy w zupelnie innym miejscu i nie potrafi sie samodzielnie wyciszyc i ponownie zasnac.

          Zmiany mozesz wprowadzac na rozne sposoby, ale odstawienie lezaczka to Wasz cel numer 1.
          • kasienka43 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 02.01.13, 21:13
            Rozmawiałaś na ten temat z pediatrą? U nas jest podobnie, mimo iż córka zasypia sama w łóżeczku, w nocy wstaje do niej po 5-7 razy. A w dzień pięknie, spokojnie śpi po 3-4 godziny. Ma 9 m-c. Z mężem chodzimy jak neptyki. Dziś dostaliśmy skierowanie do neurologa (mamy też inne wskazanie), zobaczymy co od niej usłyszymy , napisze we wtorek..
            • izabela0910 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 02.01.13, 21:17
              Właśnie jutro idę do swojego pediatry porozmawiać na ten temat z nią.Zobaczymy co mi powie,ale czekam do wtorku zobaczymy co Ci powie Kasienka43.
              --
              [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/tb739vvjb49znsbq.png[/img][/url]
              ur.20.04.2009r.[url=http://www.freesmileys.org/emoticons.php][img]http://www.freesmileys.org/emoticons/emoticon-cute-001.gif[/img][/url]
              [url=http://dzidziusiowo.pl] [img]http://dzidziusiowo.pl/php/img2-14092011030_6586427234_Klaudia_4.jpg[/img] [/url]
              14.09.2011r.
              • kasienka43 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 08.01.13, 22:08
                izabela0910 napisała:

                > Właśnie jutro idę do swojego pediatry porozmawiać na ten temat z nią.Zobaczymy
                > co mi powie,ale czekam do wtorku zobaczymy co Ci powie Kasienka43.


                Jestem po wizycie u neurologa - za dużo nie powiedziała nam - prócz tego że mała nami manipuluje i powinniśmy znaleźć jakiś sposób na nią, np. oszukiwać ją wodą, gdy się budzi badź inne pomysły wykorzystać. Jednakże stwierdziła też, że mała ma wiotkie mięśnie krtani prawdopodobnie i wracamy do pediatry. Uważa że w tym wieku powinna już wyrosnąć powoli z tego. Faktycznie jak teraz na spokojnie na to patrzę to często popłakuje w nocy po głośnych chrapnięciach. Jak śpi na brzuszku to jest ok.
            • leluchow1 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 09.01.13, 13:03
              Myślę, że 9 miesięczne dziecko nie umie nikim manipulować. Ona zwyczajnie komunikuje wam potrzebę bliskości z Wami.
              --
              lbyf.lilypie.com/lZfhp2.png[/img][/url]
              lbyf.lilypie.com/ZaKep1.png[/img][/url]
              lmtf.lilypie.com/s4wmp2.png[/img][/url]
              Co dzień budzę się piękniejsza, ale dziś to już przesadziłam... :-)
              • orto_nie_orto Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 09.01.13, 13:17
                leluchow1 napisała:

                > Myślę, że 9 miesięczne dziecko nie umie nikim manipulować. Ona zwyczajnie komun
                > ikuje wam potrzebę bliskości z Wami.

                Manipuluje, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, że to robi. Po prostu robi to, bo się nauczyła.

                Co więcej - tak małe dziecko nie jest z tego szczęśliwe i wyczuwa, że jest coś nie tak.

                To rodzice muszą być tymi, którzy jasno pokazują co i jak robić. Wtedy świat dziecka jest lepiej poukładany, wszystko jest jasne, a jakby coś, to są rodzice.
                • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 09.01.13, 13:53
                  Orto, mózg takiego dziecka nie w=jest na tyle wykształcony, żeby manipulować i jeżeli neurolog mówi takie rzeczy, to polecam ją zmienić, bo zaufania do niej bym nie miała. raczej nie przykładała się do studiów, albo potem do dokształcania, lecąc na starych informacjach. neurologia to bardzo skomplikowana nauka, co widać po tym co wyprawiają polscy neurolodzy z dziećmi.

                  komunikacja - dokładnie jak napisała koleżanka wyżej.
                  poczucie bezpieczeństwa nie buduje się na zasadzie "ja wiem, co dla ciebie najlepsze i masz się dostosować", tylko na "słucham ciebie i jestem blisko, kiedy mnie potrzebujesz". zastanówcie się jakich słów Wy chciałybyście słuchać od swoich partnerów, matek, babć. takie komunikaty z dzieciństwa zostają na całe życie, często zakopane w podświadomości. to wpływa na związki, na relacje z ludźmi, na to jak czujemy się sami ze sobą.

                  co do wody, przy starszym pomagało (ale miał wtedy 1,5 roku), często chętniej pił wodę, niż ssał pierś. ale odstrasza mnie słowo "oszukiwać". ok, proponować inne rozwiązania, ale oszukiwanie brzmi strasznie. znowu odwołuję się do zasady traktowania dziecka tak jak chciałoby się być samemu traktowanemu przez najbliższych.

                  mam nadzieję, że neurolog lepszy jest w określaniu 'krtani', niż w wiedzy o budowie mózgu niemowlęcia. bo to by Wam pewnie pomogło - jak się już wie co może być przyczyną jest lepiej. jednak to spanie w dzień i w nocy ... hm. no nie wiem. może dziecko ząbkuje - młodszy praktycznie odczuwa dziąsła cały czas, z niewielkimi przerwami, może być alergia na coś. ale najprawd9opodobniej po prostu temperament dziecka i to jak śpi. no i fakt, że jak rodzic jest zdenerwowany pobudką, dziecko to wyczuwa i trudniej spowrotem zasypia. może też już idzie spać wieczorem czując napięcie. dlatego ja przy drugim dziecku bardzo odpuściłam i różnica jest ogromna. nawet jak się budzi 3 raz, to staram się nie brać do głowy, spokojnie go utulić. w 99% zasypia w kilka sekund. więc i ja jestem zawsze wyspana.
                  tak, czy inaczej powodzenia.
                  • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 09.01.13, 14:46
                    "Wrażliwość macierzyńska w prawidłowym rozwoju przywiązania

                    Twórcy koncepcji przywiązania i jego badacze twierdzą, że najważniejszym i bezpośrednim czynnikiem, warunkującym indywidualne różnice w zakresie jakości przywiązania i poczucia bezpieczeństwa pod koniec pierwszego roku życia, jest jakość wcześniejszej opieki, a dokładniej - macierzyńska wrażliwość na sygnały płynące od dziecka. Termin "macierzyńska wrażliwość" odnosi się do całego zespołu poznawczych, emocjonalnych i społecznych kompetencji opiekuna, wykorzystywanych w tworzeniu relacji z dzieckiem. Z obserwacji prowadzonych przez Ainsworth wynika, że zachowanie matek tych dzieci, które w pierwszym roku życia ukształtowały bezpieczne przywiązanie, cechował wysoki poziom wrażliwości, w odróżnieniu od zachowania matek, których dzieci ukształtowały pozabezpieczne wzorce przywiązania. Macierzyńska wrażliwość obejmuje zdolność dostrzegania sygnałów i komunikatów zawartych w zachowaniu niemowlęcia, zdolność właściwego ich interpretowania oraz szybkiego i odpowiedniego reagowania na nie. Sygnały i komunikaty nadawane przez niemowlę najczęściej dotyczą jego aktualnych potrzeb i pragnień, stanowią wyraz dyskomfortu lub innych emocji albo wskazują na chęć nawiązania kontaktu i podjęcia wspólnej aktywności.
                    Wrażliwość opiekuna wyraża się przede wszystkim stałym nakierowaniem uwagi na dziecko. Pomimo zaangażowania w czynności inne niż opiekuńcze czy przebywania w innym pomieszczeniu wrażliwy opiekun stale pozostaje zainteresowany dzieckiem i nastawiony na odbiór sygnałów płynących od niego. Macierzyńska wrażliwość przejawia się również w zdolności do rejestrowania sygnałów bardzo słabych i subtelnych.
                    Odpowiednia reakcja opiekuna jest zależna nie tylko od zarejestrowania sygnałów, ale również od właściwej (zgodnej z faktycznym stanem dziecka) ich interpretacji. Dla prawidłowego odczytywania uczuć i pragnień niemowlęcia niezbędna okazuje się empatia. Inaczej reakcje opiekuna mohą okazać się niedostosowane do faktycznego stanu dziecka, na przykład kiedy uporczywe próby zwrócenia na siebie uwagi matka zinterpretuje jako przejawy zmęczenia i zacznie układać dziecko do snu, czy też chwilowe spowolnienie ssania potraktuje jako przejaw nasycenia.
                    Zarejestrowanie i poprawna interpretacja sygnałów i komunikatów płynących od dziecka stanowią podstawę do podjęcia działania, czyli sformułowania przez opiekuna swoistej odpowiedzi. Można przyjąć, iż w pierwszym roku życia właściwą odpowiedzią na komunikaty dziecka jest najczęściej dostarczaniu mu dokładnie tego, czego ono wydaje się oczekiwać; jeśli jednak nie jest to możliwe, wrażliwy opiekun oferuje dziecku możliwą do zaakceptowania alternatywę. Jeśli więc niemowlę zdaje sie inicjować interakcję, wrażliwy opiekun rzyjmuje zaproszenie i angażuje się w nią. Jeśli dziecko jest wystraszone, wie on, w jaki sposób można je uspokoić. Bierze na ręce, kiedy niemowlę tego oczekuje, i zestawia na podłogę, kiedy chce ono zająć się czymś innym. Mówiąc ogólnie, matki dzieci, które pod koniec pierwszego roku życia kształtują bezpieczną relację przywiązania, wyraźniej i uważniej dostosowują swoje zachowania do sygnałów płynących od dziecka. Warto jednak pamiętać, że zachowanie opiekuna polegające wyłącznie na spełnianiu oczekiwań (mój przypis - nie mylić oczekiwań z potrzebami, bo to dwie różne rzeczy w tym kontekście) dziecka, jest właściwe w zasadzie tylko w stosunku do dzieci w pierwszym roku życia. Już na początku drugiego roku podstawą właściwej relacji opiekuna są nie tylko sygnały płynące od dziecka, lecz także pewne standardy społecznej poprawności zachowania, do których realizowania opiekun stara się je wdrożyć.
                    Jeszcze jdnym ważnym elementem wrażliwości macierzyńskiej jest moment i sposób zakończenia interakcji z dzieckiem. Istotne w tym przypadku jest to, czy interakcja zostaje faktycznie dokończona - cz w jej efekcie dochodzi do skutecznego zaspokojenia, przywrócenia zakłóconej równowagi i odzyskania poczucia bezpieczeństwa. Przykładowo, kiedy dziecko poszukuje kontaktu z matką i chce być wzięte na ręce, to wrażliwa matka trzyma je na rękach tak długo, aż pragnienie bliskości zostanie zaspokojone, wtedy zaraz po zestawieniu na podłogę dziecko nie będzie ponownie domagało się wzięcia na ręce.
                    Ustalono, że poza macierzyńska wrażliwością jeszcze kilka innych cech odróżnia zachowanie matek dzieci przywiązanych bezpiecznie od zachowania matek dzieci z przywiązaniem pozabezpiecznym. Matki te z akceptacją przyjmują złość i przeciwstawianie się dziecka i raczej nie zdarza się, aby stawały się one przeciwnikiem dziecka w interakcji. respektują autonomię niemowlęcia, chętnie i z zadowoleniem wchodzą z nim w kontakt cielesny oraz swobodnie okazują swoje emocjie.
                    Podsumowując, można powiedzieć, ze niemowlę, które rodzi się z predyspozycją do czerpania poczucia bezpieczeństwa z bliskiego kontaktu i komunikacji z innymi ludźmi, w relacji z wrażliwym opiekunem znajduje optymalne warunki do rozwoju ukierunkowanego na konkretną osobę wewnętrznego systemu przywiązania. Jest wysoce prawdopodobne, że w takich warunkach dziecko ukształtuje tak zwane przywiązanie bezpieczne, czyli przekonanie o istnieniu stałego, niezagrożonego dostępu do źródła, które gwarantuje równowagę emocjonalną i poczucie bezpieczeństwa. Uformowanie bezpiecznego przywiązania w niemowlęctwie stanowi istotną podstawę prawidłowego przebiegu rozwoju psychicznego w kolejnych okresach życia "

                    red. A. Brzezińska, Psychologiczne portrety człowieka, GWP 2005 (podręcznik akademicki)
                  • orto_nie_orto Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 09.01.13, 18:41
                    klarci napisała:
                    Orto, mózg takiego dziecka nie w=jest na tyle wykształcony, żeby manipulować

                    Może mózg twojego dziecka jest niewykształcony. U mnie młody szybko się nauczył co robić, żeby dostać to, co chce. A że nie wiedział, czego chce, to testował, co może dostać. Inwencja rodziców była duża a dziecko coraz mniej zadowolone. Bo to de facto rodzice się sami manipulują.

                    Tak więc może twoje dziecko jest po prostu mniej rozgarnięte i to cała tajemnica.

                    Młoda jak się budziła w nocy, to ZAWSZE miała powód fizjologiczny: brzuszek, głód, katar, etc. Jak powodu nie było to spała 10-11h bez przerwy.
                      • jozefow512 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 08:49
                        z takich postów nie inteligencją a ignorancją i chamstwem czuć ;) pozdrawiam 'rozgarniętą' :)

                        Prawdziwie merytoryczna wypowiedź. Wystarczy mi jako podsumowanie całokształtu twojej produkcji tutaj na grupie.

                        Moje doświadczenia są całkowicie sprzeczne z tym co piszesz.

                        EOT i PLONK

                        • leluchow1 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 09:09
                          Powiem wam że kiedy zaczełam czytać o RB miałam akuat bardzo trudny okres z moim starszym synem. I choć owszem był długo karmiony i chustowany i miał nas na tzw gwizdnięcie wówczas działałam raczej na zasadzie intuicji bo o RB pojęcia nie miałam. Czytałam raczej TH i Zawadzką ale no jakoś za cholere mimo że działały nie mogłam się do nich przekonać. Ale o ile wypłakiwanie i karne jeżyki nie docierały do mnie to stosowałam metody typu kara nagroda ewentualnie opierdziel przy przeciąganiu struny. I oto wyrósł mi trudny 7 latek i wpadła książka o RB. I tak jak wy po przeczytaniu śmiech mnie ogarnął zwyczajnie i popukałam się w głowę, kiedy pomyślałam o całym tym nazywaniu emocji, towarzyszeniu itp. Ale relacje z młodym pogarszały się z dnia na dzień. I stwierdziłam że spróbuję. Pamiętam jak mówiłam te "rodzicielskie zdania i hasła" i miałam wrażenie że gram w jakimś przedstawieniu. Wiedziałam że jak huknę albo zabiorę bajki cel osiągne w 2 minuty ale .... mimo że w głowie miałam wrażenie że bredzę ciagnęła dalej. I co się okazało? Że zadziałało! Nie mam oczywiście dziecka które chodzi jak szwajcarski zegarek, ale mam indywidualnie rozwijające się dziecko z którym nawiązałam fajną realcję i które czuje się pełnoprawną częścią naszej rodzinnej drużyny. I nagle okazało się że można. Wiadomo że dzieci są różne i różnie reagują na różne "modne" metody wychowawcze. Ja myślę że trzeba znaleźć taką która nie tylko daje nam możliwość osiągnięcia celu jaki chcemy osiągnąć w wychowaniu dziecka ale też nie będzie się kłócić z naszym własnym odczuwaniem tego co dla dziecka dobre a co złe. Ja nie mogłam wytrzymać nauki zasypiania TH. No zwyczajnie nie mogłam, ale jeśli ktoś uważa że jest to dobre dla jego dziecka to ok. Staram się nie kategoryzować ludzi i myslę że wychowanie dziecka to przygoda życia i warto przezyc ją tak aby czuć że zarówno my jak i dziecko jesteśmy szczęśliwi w tym jak żyjemy.
                          --
                          lbyf.lilypie.com/lZfhp2.png[/img][/url]
                          lbyf.lilypie.com/ZaKep1.png[/img][/url]
                          lmtf.lilypie.com/s4wmp2.png[/img][/url]
                          Co dzień budzę się piękniejsza, ale dziś to już przesadziłam... :-)
                        • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 15:17
                          sorki, ale jeżeli ktoś w chamski sposób odnosi się do mnie i moich dzieci personalnie, bo skończyły się argumenty, to chyba inteligencją nie błyszczy, nie uważasz.
                          inteligentna dyskusja polega na tym, ze na argument pada kontrargument. jeżeli dla Ciebie obrażanie kogoś jest w porządku, to faktycznie nie mam tu co robić ;)
                          podsumowałam kogoś nie za jego poglądy, ale za chamstwo, że już o braku netykiety nie wspomnę. któraś z nas chyba coś przeoczyła.
                  • kaetchen Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 18:34
                    Klarci,
                    Definicja manipulacji:
                    "Ogólnie, manipulacja jest formą zamierzonego i intencjonalnego wywierania wpływu na osobę lub grupę w taki sposób, by nieświadomie i z własnej woli realizowała działania zaspokajające potrzeby/(realizowała cele) manipulatora."
                    Manipulacja to nic innego jak skuteczna komunikacja, celem ktorej jest osiagniecie swojego celu, nie koniecznie kosztem innych. To ze nadano temu slowu perioratywny wydzwiek, nie oznacza automatycznie, ze manipulacja jest za kazdym razem czyms zlym. Ty tez manipulujesz, nieswiadomie, badz swiadomie.. Ograniczajac dziecku mozliwy wybor do dwoch tylko mozliwosci, ktore Tobie pasuja, stosujesz techniki manipulacyjne zwane 'zawezeniem wyboru'. Mowiac, ze inni cos robia, to Ty tez powinienies, to zasada zwiazana z wiekszoscia. Potwierdzajac dziecka emocje, kiedy zlosci sie, boli je cos-stosujesz technike zwana 'dopasowaniem', kiedy mowisz 'zanim zjesz ciastko, posprzataj zabawki' stosujesz techniki manipulacyjne ericksonowskie zwiazane z hipnoza, kiedy mowisz 'jak nie zjesz to nie dostaniesz zabawki' stosujesz technike manipulacyjna zwana 'kij-marchewka', etc. Dziecko tez stosuje techniki manipulacyjne, choc nieswiadomie. Stosuje je po to, by cos osiagnac. Rozumiem, ze nie uczylo sie tego na kursach ale stosuje je po to, aby osiagnac swoj cel, jakim jest zaspokojenie potrzeb. Niemowleta placza. Starsze, bardziej swiadome, ucza sie, ze okreslona ich akcja wywoluje reakcje i beda tak dlugomja stosowaly, dopoki bedzie przynosikla okreslone efekty. Np jesli choc raz dziecko placzem 'wymusi' ciastko od rodzica , to bedzie to robilo za kazdym razem, gdy go nie dostanie.. i jesli ta technika bedzie skuteczna, to bedzie uzywalo wciaz. Chyba, ze rodzic powie 'nie wolno' i konsekwentnie sie bedzie trzymal postanowienia, to dzieckomsie w koncu nauczy, ze placz nie dziala. I bedzie szukalo innych sposobow. Np.. przytuli sie i powie mile slowa, albomsie usmiechnie w okreslony sposob. Jesli to zadziala, i dostanie ciasteczko, to bedzie dotad to powtarzalo dopoki bedzie to skuteczne. Prosta sprawa, proste mechanizmy, majace na celu przetrwanie osobnika. Nie chodzi o wymyslne techniki. O nie. Im prostsze, tym skuteczniejsze. Im dziecko bardziej pomyslowe i kreatywne, tym skuteczniej osiaga swoje cele. Tak dziala umysl, i nie ma znaczenia czy dziecka czy doroslego. Dziecko dosc szybko pojmuje przyczynowosc. Kiedy sie uderzy raz drugi, trzeci, to pozniej unika podobnego zachowania. Dotyczy to rowniez innego zwierzecia, ktore potrafi wiazac akcje z reakcja. Zadne teorie. Po prostu tak to dziala.
                    • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 23:33
                      Keatchen, nie jesteś sumienna. tu się właśnie wkrada manipulacja treścią, bo akapit wyżej jest to:
                      "Manipulacja (łac. manipulatio - manewr, fortel, podstęp) – w psychologii oraz socjologii to celowo inspirowana interakcja społeczna mająca na celu oszukanie osoby lub grupy ludzi, aby skłonić je do działania sprzecznego z ich dobrem, interesem. Zazwyczaj osoba lub grupa ludzi poddana manipulacji nie jest świadoma środków, przy użyciu których wywierany jest wpływ. Autor manipulacji dąży zwykle do osiągnięcia korzyści osobistych, ekonomicznych lub politycznych kosztem poddawanych niej osób."

                      na prawdę uważasz, że niemowlę, którego mózg dopiero tworzy połączenia, które nie zna nawet liter, nie zna zależności przyczynowo - skutkowej, umie manipulować? potrafi coś, czego nie osiągnęło wielu dorosłych? niemowlę nie rozróżnia, że mama jest dzisiaj zła, bo sprała swój sweter, a wczoraj była zła bo szef ja wpienił. uważasz więc, że jest w stanie stworzyć w głowie tak skomplikowaną operację intelektualną, jak przekazanie fałszywej informacji dla oszukania "przeciwnika" i wmówienia mu, że to co mu się wydaje, wcale tym nie jest? pytam serio.
                      moim zdaniem wiele osób myli manipulację z najprostszym systemem warunkowania: płaczę mama przychodzi, głośniej płacze idzie szybciej.
                      boli mnie brzuch - płaczę, przychodzi mama, przynosi mi ulgę. więc jak boli mnie brzuch, to płaczę.
                      jest mi źle, bo chcę się przytulić, albo po prostu upewnić, że ktoś nade mną czuwa i nic mi nie grozi (przypominamy, niemowlę nie wie, że jest bezpieczne w łóżeczku, jego instynkt każe zachować mu ostrożność), płaczę, mama nie przychodzi, płaczę głośniej. itd.
                      gdzie tu operacja manipulacji?
                        • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 23:59
                          i jeszcze to:
                          www.sciaga.pl/tekst/115950-116-psychologia-rozwojowa-teoria-piageta-rozwoj-poznawczy
                          polecam stadium 4 według Piageta

                          wpływanie na otoczenie jest za to jedną z pierwszych wypracowujących się zdolności. jest to uwarunkowane dążeniem do przeżycia. dziecko stara się płakać w sposób, który zwróci uwagę opiekuna i pozwoli na zaspokojenie potrzeby. jak coś nie działa, szuka innych sposobów. ale nie jest celem dziecka oszukanie opiekuna, uzyskanie określonych dóbr, nie ma tu przewidywania, planowania działania. za to jest próba zaspokojenia potrzeby, która istnieje tu i teraz (dzieci nie znają pojęcia czasu, przez pierwsze miesiące nawet nie wiedzą, że mama i ono to dwie różne osoby, potem jak to odkryją, myślą, że to świat krąży wokół nich).

                          jeżeli ktoś ma niemowlę potrafiące to co 11 latek, to poważnie namawiam do zgłoszenia tego gdzieś - bo to musi być faktycznie geniusz :) (nie do Ciebie Keatchen :))
                  • kasienka43 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 11.01.13, 20:13
                    klarci napisała:

                    > > To rodzice muszą być tymi, którzy jasno pokazują co i jak robić. Wtedy św
                    > iat dz
                    > > iecka jest lepiej poukładany, wszystko jest jasne, a jakby coś, to są rod
                    > zice.
                    >
                    > to dokładnie podejście lat 90-tych, o którym pisałam. obalone.


                    Chciałabym w przyszłości zobaczyć jak będą zachowywały się twoją dzieci, podczas wyznawania przez Ciebie takich poglądów... Ja byłam wychowywana" w latach 90" i jestem dumna z siebie, rodzice zawsze wytyczali mi granice ale także okazywali swoją miłość na każdym roku. Wychowali mnie uważam wyśmienicie - w ten sposób postępuje ze swoimi dziećmi. I mam nadzieję że będę mieć tak samo powód do dumy jak oni mają.

                    A odnośnie neurologa - jest on bardzo dobrym specjalistą - wierz mi ... opiekuje się moim dzieckiem (starszym) od urodzenia i nie pomyliła się nigdy..
                • leluchow1 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 08:15
                  Dla mnie poukładany świat tak małego dziecka to świat w którym matka i ojciec są przy nim zawsze kiedy tego potrzebuje. Tak rośli moi chłopcy i mimo przerażenia dobrodusznych ciotek i roztaczania wizji jak to bedą wisieć na nas do 18 lat jakoś szczególnego "rozciapciania nie zauważyłam"
                  I absolutnie nie nazwałabym tego manipulacją bo manipulacja to rzecz którą robi się świadomie. A dzieckow tym wieku zwyczajnie odczuwa jakąś potrzebę i stara się ją zaspokoić.
                  --
                  lbyf.lilypie.com/lZfhp2.png[/img][/url]
                  lbyf.lilypie.com/ZaKep1.png[/img][/url]
                  lmtf.lilypie.com/s4wmp2.png[/img][/url]
                  Co dzień budzę się piękniejsza, ale dziś to już przesadziłam... :-)
                  • kaetchen Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 16:08
                    Nie koniecznie mama i tata. Raczej empatyczny opiekun. Ktory jednak potrafi wyznaczyc jasne granice, co wolno a czego nie, odpowiednie do wieku dziecka. Male dziecko nie znajac jeszcze swiata nie moze decydowac, ze bedzie sie bawilo np. nozem, cze czymkolwiek innym, co moze mu zaszkodzic, zagrazac. Z innej strony-nadmierna troska i przewrazliwienie, zapobieganie upadkom, tez wcale nic dziecka nie uczy. Poza tym, ze to opiekun wie lepiej niz ono. Nie uczy tez pewnosci siebie, odpowiedzialnosci dziecka. Wyreczanie, spelnianie oczekiwan kazdorazowych nie jest przejawem troski, milosci.
                    Wydaje sie, ze trzeba znalezc zloty srodek. Ale dla kazdego oznaczac to moze co innego. A teorie piekne, ale nigdy nie mowia, co robic. Techniki, jesli rodzice/opiekunowie nie maja do nich przekonania, albo sabotuja swoje poczynania nawzajem, podwazajac swoj autorytet, tez zdaja sie na nic. I nie ma znaczenia, czy technika jest z lat 20tych, 70tych, takiego czy innego wieku, moze zdac egzamin, jesli tylko rodzic potrafi ja dopasowac do warunkow, i nie jest doslowny. Zadne ekstremum nigdy nie dziala, jesli jest robione z niewlasciwych pobudek...i jesli brak oceny tzw. ekologii danej techniki.
                    Spanie z dzieckiem tylko po to, by 'miec spokoj w nocy', bo tak mowi taka czy inna teoria/technika, nie przyniesie oczekiwanych efektow, jesli np jedno z rodzicow nie czuje sie z tym komfortowo, a dziecko nie placze z powodu potrzeby bliskosci, tylko dlatego, bo sie tak nauczylo, ze gdy budzi sie, to automatycznie dostaje piers, butelke, jest brane na rece, dostaje wody, ma wlaczone swiatlo, etc, a nagle tego zaczyna brakowac..
                    Wszystko ZALEZY. Zalezy od kontekstu, czy konkretnej sytuacji rodzinnej, temperamentu osob, i tysiaca wielu innych czynnikow.
                    Nota bene - o tym mowi Trac, a ja u niej tylko znalazlam potwierdzenie tego, co sama obserwuje od wielu lat, czy to w zwiazku z wychowaniem dzieci, czy w kontaktach z doroslymi.
                        • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 23:17
                          protestem. w rozumieniu dziecka matka stanęła na przeszkodzie poznawania świata, naturalnej potrzeby eksploracji. mówisz, że to niebezpieczne, zabierasz, jak płacze przytulasz i już. po prostu nie oddajesz. kwestia bezpieczeństwa jest w takich sprawach najważniejsza (chociaż u nas przywiązuje się do tego nadmierną uwagę, przesadza, ale to inny temat). co nie wyklucza tego, że można dziecku pomóc wyjść z sytuacji stresującej, przytulając - o ile ono tego chce. przytulać, nie mylić z pocieszać.
                          • leluchow1 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 11.01.13, 08:34
                            Pewnie że empatyczny opiekun jest równiez dobrym kompanem dziecka. Mój synek ma od 6 mca życia ukochaną ciocię i super. Pewnie że mama i tata nie mogą być z dzieckiem 24/7. To chyba jasne. Mnie się cały czas wydaje że tak jak pisałam już gdzieś nie ma czegoś takiego jak idealna teoria wychowania dziecka. Z wielu powodów m.in dlatego że my rodzice jesteśmy różni. Ja tylko cały czas powtarzam że powinniśmy się kierować własną intuicją i dla jednego dobrem jest spanie z dzieckiem (ale nie po to by mieć swiety spokój tylko po to żeby zapewnic mu zaspokojenie potrzeby bliskości), a dla innego karny jeżyk. A wy dwie usiłujecie jedna drugą przekonac o swoich racjach. Chyba tak się nie da........
                            --
                            lbyf.lilypie.com/lZfhp2.png[/img][/url]
                            lbyf.lilypie.com/ZaKep1.png[/img][/url]
                            lmtf.lilypie.com/s4wmp2.png[/img][/url]
                            Co dzień budzę się piękniejsza, ale dziś to już przesadziłam... :-)
          • izabela0910 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 02.01.13, 21:14
            To od jutra zaczynamy zasypianie w łóżeczku,chociaż nawet jak zaśnie w łóżeczku (bo tak też potrafi) to się budzi i płacze,ale jeśli to ma jej pomóc ...
            --
            [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/tb739vvjb49znsbq.png[/img][/url]
            ur.20.04.2009r.[url=http://www.freesmileys.org/emoticons.php][img]http://www.freesmileys.org/emoticons/emoticon-cute-001.gif[/img][/url]
            [url=http://dzidziusiowo.pl] [img]http://dzidziusiowo.pl/php/img2-14092011030_6586427234_Klaudia_4.jpg[/img] [/url]
            14.09.2011r.
            • besia5 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 02.01.13, 21:49
              ja sie nie znam, ale nie moze corka spac razem z wami? ja sie bardzo wzbranialam, ale odkad moja corka spi z nami t budze sie tylko wtedy kiedy ja musze do toalety.a kiedy spala w lozeczku to co noc sie budzila
              --
              [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/3jvzmg7y3ndpcon2.png[/img][/url]
                • joanna_gacek Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 03.01.13, 10:26
                  miałam właśnie zakładać taki sam wątek, z tym, że syn nadal piersiowy.
                  Odkąd skończył 4 m-ce, zaczął budzić się coraz częściej (wcześniej spał po 7-8 godz bez pobudki) więc wzięłam go do nas do łóżka, bo nie miałam siły wstawać do niego i potem jeszcze lulać na rękach i odkładać po 3 razy. Budzi się jednak nadal co 2-3 godz, a czasem częściej, od razu z płaczem. Zasypia przy piersi, w nocy też tylko przy piersi. Próbowałam kołysania, przytulania, głaskania, samodzielnego zasypiania w łóżeczku, ale kończyło się strasznym wrzaskiem. Tacie 2 razy udało się, że zasnął na rękach, ale i tak budził się już po pół godz. I zastanawiam się, czy to tylko kwestia przyzwyczajenia do ssania (w ciągu dnia nadal często się domaga), czy może jednak jakieś medyczne podłoże...
                  Napisz proszę, co powiedział Ci lekarz.
                  • kaetchen Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 03.01.13, 14:38
                    Heh.. Dziecko będzie się wzbraniało, bo nikt nie lubi zmiany przyzwyczajeń. Też tak miałam, ale jak córa miała 13mcy, a ja chodziłam do pracy i musiałam się wysypiać, to powiedziałam dość. I nauczyłam ją samą zasypiać, w nocy nie wstawałam na każde najmniejsze mniauknięcie.. i nagle się okazało, że mam tylko jedną nocną pobudkę. Potrzebowałam 5 dni na przyzwyczajenie do nowego trybu. Ale tylko moja konsekwencja w tym mi pomogła. Później córka odstawiła sama pierś, więc i całą noc przesypiałam. Później były jeszcze akcje pt. idące 4ki (i tu w nocy budziła się często z płaczem) oraz skok rozwojowy (akurat przypadało to na okolice 1.5 roku). Branie do łóżka pomagało doraźne, ale za to próba odłożenia do łóżeczka dawała w efekcie jeszcze większy protest niż to było warte.

                    Ja wiem, że człowiek zmęczony jest, bo też chodziłam z oczami na zapałki, w pracy kompletnie nie kontaktowałam, spałam max po 3 godziny na dobę dzielone na raty.. Ale zmusiłam się i zaczęłam uczyć nowego zachowania. Wizja przespanej nocy i normalnego funkcjonowania była dużo ważniejsza dla mnie, niż kilkunastominutowe darcie się dziecka, które zwyczajnie mną manipulowało. Niestety niewysypianie skutkowało obniżeniem mojej odporności organizmu, oraz zwiększeniem poziomu irytacji i frustracji, oraz.. zwiększeniem problemów z pamięcią i koncentracją, które to również mogły zagrażać zdrowiu i nawet życiu mojemu i dziecka.

                    Polecam zaprzestanie patyczkowania się i ulegania każdej potrzebie dziecka, bo to wcale o miłości nie świadczy i nie uczy dziecka, że nie zawsze może wszystko dostać i od razu... Szczególnie u ponad rocznego dzieciaczka...

                    I nie - nie musi to mieć podłoża neurologicznego (medycznego). Większość problemów z dziećmi wynika błędnego rozumienia miłości, z braku przewidywalności zachowań, pozwalania dziecku na wszystko na co ma ochotę i braku wytyczenia pewnych granic, w których dziecko będzie musiało się poruszać będąc jednostką SPOŁECZNĄ, która musi zaakceptować pewne ograniczenia. Oraz z braku konsekwencji u rodziców. Jak się raz dziecku pozwoli, to później dużo ciężej jest wytłumaczyć dlaczego raz można było coś zrobić/dostać, a za drugim razem to się nie da...
                    • joanna_gacek Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 03.01.13, 16:50
                      kaetchen dziękuję za odpowiedź. właśnie chyba przez moją "dobrą wolę" nauczyłam dziecka, że do ponownego zasypiania potrzeba piersi. tłumaczyłam sobie zawsze, że ząbkowanie, że skok rozwojowy, lęk separacyjny, choroby itp, ale ile można...
                      teraz sobie właśnie śpi i obudził się z płaczem, jak byłam w łazience. zanim doszłam do pokoju, zdążył już zamknąć oczy z powrotem...może pomogła też lampka, którą zostawiłam i nie przestraszył się.
                    • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 05.01.13, 00:16
                      > owe darcie się dziecka, które zwyczajnie mną manipulowało.
                      gratuluję podejścia. przykre, że wciąż uważamy małe dzieci za miniatury dorosłych.

                      > Polecam zaprzestanie patyczkowania się i ulegania każdej potrzebie dziecka, bo
                      > to wcale o miłości nie świadczy i nie uczy dziecka, że nie zawsze może wszystko
                      > dostać i od razu... Szczególnie u ponad rocznego dzieciaczka...
                      polecam teorię przywiązania - potwierdzoną wielokrotnie długofalowymi badaniami.
                      nie jestem za nieprzesypianiem nocy - absolutnie. ale tu akurat się strasznie mylisz. to dawno już porzucone przez dobrych psychologów teorie w stylu Tracy Hogg :(

                      > I nie - nie musi to mieć podłoża neurologicznego (medycznego). Większość proble
                      > mów z dziećmi wynika błędnego rozumienia miłości, z braku przewidywalności zach
                      > owań, pozwalania dziecku na wszystko na co ma ochotę i braku wytyczenia pewnych
                      > granic, w których dziecko będzie musiało się poruszać będąc jednostką SPOŁECZN
                      > Ą, która musi zaakceptować pewne ograniczenia. Oraz z braku konsekwencji u rodz
                      > iców. Jak się raz dziecku pozwoli, to później dużo ciężej jest wytłumaczyć dlac
                      > zego raz można było coś zrobić/dostać, a za drugim razem to się nie da...
                      jak wyżej.
                      jeżeli mogę polecam książkę "Więź daje siłę" - na prawdę rzetelna publikacja lekko napisana, przez fachowca, opierająca się na najnowszej wiedzy (wiedzy, nie obecnej 'modzie')
                      i piszę to serio - bez złośliwości. na prawdę zostawmy wychowanie ala lata 90-te w tyle.

                      rozwiązanie - szukanie opcji dobrych dla obu stron.
                      • kaetchen Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 07.01.13, 00:34
                        Wiesz co Klarci, od prawie 2 lat, czy moze nieco mniej, raczysz mnie i inne dziewczyny swoja teoria bliskosci i rodzicielstwem opartym na bliskosci, ale nie wiedziec czemu, mam niejasne wrazenie, ze choc tyle czasu minelo, to nie zapoznalas sie z ani jedna pozycja Tracy Hogg w calosci, albo nie umiesz czytac ze zrozumieniem, bez wlaczonego przekonania o tym 'bo to zla kobieta byla'. Nie wiem skad w Tobie niechec do metod TH, ale jestem pewna, ze nie zastosowalas ani jednej z nich, by moc ja oceniac. W dodatku oceniasz kobiete, ktora nie zyje od wielu lat i ktora nie ma szansy sie bronic, zupelnie analogicznie jak oceniasz metody nigdy sie z nimi nie zapoznawszy (a to wnioskuje po Twoich wypowiedziach-czemu, o tym za chwile). Ja stosowalam, widze pozytywne efekty z korzyscia dla mnie i dla dziecka, a majac wiedze dot. psychologii, zasady funkcjonowania ukl. nerwowego, oraz systemow informatycznych/cybernetyki, widze logike tego, co Tracy proponuje. Gdybys choc raz przeczytala ksiazke od deski do deski, z pelnym jej zrozumieniem, to zauwazylabys bez watpienia jedno-ta Twoja teoria przywiazania i oparty na niej model rodzicielstwa bliskosci niewiele sie rozni od tego, o czym pisze sama Tracy. Co do zasady, to powiedzialabym nawet, ze wzajemnie sie moga uzupelniac.
                        Zeby nie byc goloslowna.
                        Wg wiki rodzicielstwo bliskosci ma nastepujace zalozenia:
                        *Przygotuj się do ciąży, porodu i rodzicielstwa
                        *Karm z miłością i szacunkiem
                        *Reaguj z wrażliwością
                        *Zapewnij odżywczy dotyk
                        *Zapewnij bezpieczny sen, pod względem fizycznym i emocjonalnym
                        *Zapewnij stałą, pełną miłości opiekę
                        *Praktykuj pozytywną dyscyplinę
                        *Dąż do równowagi w życiu osobistym i rodzinnym

                        Tracy Hogg natomiast w "Jezyku dwulatka" pisze (cytat z rozdzialu Moje intencje − droga ku harmonii):
                        "Zdrowy rozsądek − powiadacie. Mówicie też, że łatwiej cokolwiek powiedzieć, niż zrobić, gdy chodzi o dzieci w tym wieku. Oczywiście macie rację, mam jednak dla Was parę propozycji, które pomogą zrozumieć, kim jest Wasze dziecko, a jednocześnie dadzą Wam większe poczucie kompetencji i autorytetu. Tu i ówdzie na stronach tej książki można znaleźć odwołania do wyników badań naukowych, których autorami są cieszący się największym szacunkiem specjaliści obecnej doby. Nie przesadzałam z tym jednak, ponieważ istnieje wiele innych książek dokumentujących szczegółowo postępy naukowej wiedzy. Na cóż nam uczone traktaty, gdy nie wiemy, co robić? Treści zawarte w tej książce pomogą spojrzeć na dziecko świeżym okiem i podejść do niego bardziej życzliwie. Postrzegając świat z jego perspektywy, możemy się zdobyć na większą dozę empatii wobec wszystkiego, co dzieje się w jego małym umyśle i ciele. Praktyczne strategie dotyczące nieuniknionych codziennych wyzwań, wobec których oboje stajecie, dostarczą Wam arsenału narzędzi gotowych do natychmiastowego użycia. Opiszę teraz pewne konkretne cele, które dadzą Waszym rodzinom solidne zakotwiczenie. Nieprzypadkowo mają one zastosowanie również do dzieci starszych, a nawet do nastolatków (z wyjątkiem, być może, treningu toaletowego, którego ta grupa już nie potrzebuje!). W dalszej części książki będę proponowała Czytelnikom i ilustrowała przykładami opisane niżej działania, zachęcając do ich podejmowania.
                         Dziecko w wieku 1 − 2,5 lat jest, jak każda ludzka istota, godną szacunku indywidualnością i tak należy je traktować. Zamiast kategoryzować według wieku, pozwólmy dziecku być tym, kim jest. Uważam, że dzieciom przysługuje prawo wyrażania swoich upodobań i awersji. Sądzę również, że dorośli powinni szanować dziecięcy punkt widzenia, nawet gdy jest frustrujący lub sprzeczny z ich poglądami.
                         Pomagajmy dziecku rozsądnie w zdobywaniu samodzielności i nie zależności, nie popadając przy tym w przesadę. W tym celu proponuję narzędzia pomagające ocenić jego gotowość i uczyć praktycznych umiejętności związanych z jedzeniem, ubieraniem się, toaletą i podstawową higieną. Włos mi się czasem jeży, gdy słyszę w słuchawce takie np. pytania rodziców: „Jak mam zmusić moje dziecko do chodzenia?” lub: „Co mam zrobić, by moje dziecko wcześniej zaczęło mówić?”. Rozwój jest zjawiskiem naturalnym, a próby jego przyśpieszania na siłę to nietakt i przejaw braku szacunku dla własnego dziecka. Co gorsza, utrudniają i opóźniają jego rozwój, przynosząc rodzicom wyłącznie rozczarowania.
                         Uczmy się werbalnego i niewerbalnego języka dziecka. Dzieci roczne i dwuletnie można zrozumieć łatwiej niż noworodki, różnią się one jednak znacznie w swych zdolnościach porozumiewawczych. Trzeba zdobyć się na cierpliwość i powściągliwość, gdy dziecko stara się coś nam powiedzieć. Musimy też wiedzieć, kiedy wkroczyć z ofertą pomocy.
                         Bądźmy realistyczni − drugi i trzeci rok życia to okres ciągłych zmian. Kiedy dziecko nagle zaczyna budzić się w nocy, rodzice pytają: „Co się dzieje?”. Tymczasem okazuje się, że mała dziewczynka przeżywa kolejny okres intensywnego przyśpieszenia rozwoju. Jednym z największych wyzwań rodzicielskich na tym etapie jest szybkość zmian oraz ich skokowy charakter. Dopiero co zdążyliśmy się przyzwyczaić do jakiegoś rodzaju zachowań związanych z określonym poziomem kompetencji i − łups! − dziecko się zmienia. Mogę Was pocieszyć − tych zmian będzie jeszcze wiele.
                         Wspierajmy rozwój dziecka i dbajmy o harmonię w rodzinie. W pierwszej książce zachęcałam do całościowego traktowania życia rodzinnego. Oznaczało to w szczególności, że niemowlę powinno być pełnoprawnym członkiem rodziny, lecz nie osobą dominującą. Zasada ta nabiera jeszcze większej wagi w drugim i trzecim roku. Podstawowe znaczenie ma szczęśliwe i bezpieczne środowisko umożliwiające dziecku rozwijanie własnej przedsiębiorczości, a jednocześnie chroniące je przed niebezpieczeństwami i chroniące rodzinę przed skutkami jego wyczynów. Proszę pomyśleć o domu w kategoriach sali prób, w której dziecko uczy się dziecko zaczyna wchodzić w interakcje z towarzyszami zabaw. Z początku jego „znajomości” będą ograniczone do dwojga lub trojga innych dzieci, jednak w miarę zbliżania się do wieku przedszkolnego umiejętności społeczne nabierają coraz większego znaczenia. Z tego względu należy dziecku pomagać w rozwijaniu empatii, szacunku dla innych oraz zdolności negocjowania i rozwiązywania konfliktów. Pojawia się w związku z tym potrzeba osobistego przykładu, przewodnictwa i powtarzania pewnych zaleceń.
                         Kontrolujmy swoje emocje. Obcowanie z dzieckiem dwu- i trzyletnim wymaga wielkiej cierpliwości; należy również wiedzieć, kiedy i jak je chwalić. Trzeba wyraźnie widzieć, że uleganie dziecku we wszystkim nie jest przejawem miłości (bez względu na to, jak bardzo jest urocze) oraz że miłość okazujemy przede wszystkim czynnie (a nie tylko w słowach). Musimy również wiedzieć, co robić, gdy ogarnia nas złość lub frustracja. Najnowsze badania małych dzieci ujawniły pewien fakt o decydującym znaczeniu dla dobrego rodzicielstwa, okazało się mianowicie, że temperament dziecka nie tylko określa jego mocne i słabe strony, lecz także wpływa na sposób traktowania go przez rodziców. Jeżeli np. nasza „kruszynka” ma skłonność do „rozrabiania” w miejscach publicznych i jeśli nie potrafimy modyfikować własnych reakcji, zapewniać sobie pomocy i skutecznie rozwiązywać stresujących sytuacji, to szybko stracimy cierpliwość, zaczniemy reagować ostro i agresywnie, a może nawet sięgniemy do fizycznej przemocy, co niestety pogorszy jeszcze bardziej zachowanie dziecka. Czy nie są to zbyt wzniosłe cele? Sądzę, że nie. Codziennie obserwuję ich realizację w wielu rodzinach. Wymaga to oczywiście czasu, cierpliwości i zaangażowania, a w przypadku rodziców pracujących − trudnych niekiedy wyborów. Trzeba np. czasem wrócić wcześniej z biura do domu, by dziecko mogło iść spać o właściwej porze. Moją intencją jest dostarczenie rodzicom informacji, dodanie im pewności w rodzicielskich decyzjach oraz wsparcie dla samodzielnych poszukiwań na
                        • kaetchen Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 07.01.13, 00:47
                          Pozwolilam sobie wkleic caly rozdzial, zebys Klarci przeczytala choc jeden jaki popelnila byla Tracy, i na podstawie konkretnego przykladu, a nie wyobrazen nt rzekomo nieludzkich wrecz metod autorki, jakie tworzysz w umyslach nieswiadomych dziewczyn (nota bene - nie brzydzisz sie taka paskudna manipulacja...?), wyrazila opinie, co wg Ciebie jest innego od tego, do czego Ty przekonujesz, poza tym ze u Tracy dostajesz konkretne sposoby i metody, zaznacze, DZIALAJACE?
                          Czekam zatem na Twa wypowiedz, Klarci. Bo jestem jej, nie ukrywam, bardzo ciekawa.
                          • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 07.01.13, 01:18
                            nieludzkie były metody stosowane często w latach 50-tych, głównie w krajach rozwiniętych. wychowanie lat 90-tych było o wiele delikatniejsze, ale także doprowadziło do tego co mamy obecnie w szkołach i na ulicach.

                            Tracy często stosuje (w "Języku niemowląt") zdania o szacunku do indywidualności dziecka, po czym 'pomaga' w szufladkowaniu temperamentów, namawia do określonych metod karmienia itp. wybacz, ale to nie jest podążanie za dzieckiem. rozwlekać się nie będę, bo już pisałam o tym kilkakrotnie, jak sama zauważyłaś.

                            kaetchen napisała:

                            > Pozwolilam sobie wkleic caly rozdzial, zebys Klarci przeczytala choc jeden jaki
                            > popelnila byla Tracy
                            nie wiem na jakiej podstawie wnioskujesz, że nie czytałam Tracy? myślę, że jednak niedokładnie czytasz moje wypowiedzi, bo wielokrotnie pisałam, że zanim wypowiedziałam się osobiście o jej metodach przeczytałam część rozdziałów.

                            > popelnila byla Tracy, i na podstawie konkretnego przykladu, a nie wyobrazen nt
                            > rzekomo nieludzkich wrecz metod autorki, jakie tworzysz w umyslach nieswiadomy
                            > ch dziewczyn (nota bene - nie brzydzisz sie taka paskudna manipulacja...?),
                            kompletnie nie wiem, gdzie w mojej wypowiedzi widzisz manipulację. no i dlaczego uważasz, że dziewczyny nie mają swojego rozumu i przyjmą bez filtrowania i własnej oceny, moje słowa?
                            > wyr
                            > azila opinie, co wg Ciebie jest innego od tego, do czego Ty przekonujesz, poza
                            > tym ze u Tracy dostajesz konkretne sposoby i metody, zaznacze, DZIALAJACE?
                            myślę, że większa manipulacja jest z Twojej strony w cytowaniu fragmentu książki, który mógłby zgodzić się z teorią rb na przykład.
                            ja z kolei mam wrażenie, że Ty nie czytałaś pierwszej książki (nie napisałaś z której to cytat - nawet nie mogę zweryfikować - ale strzelam, że z drugiej), skoro widzisz zbieżność rb i teorii pani Tracy :( (co nie znaczy, że każde zdanie tej książki/tych książek jest złe)

                            mam wrażenie, że jednak za bardzo widzisz w ludziach skłonności do manipulacji, kiedy tylko coś nie jest wygodne :(
                            • kaetchen Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 08.01.13, 14:48
                              klarci napisała:

                              >
                              > Tracy często stosuje (w "Języku niemowląt") zdania o szacunku do indywidualnośc
                              > i dziecka, po czym 'pomaga' w szufladkowaniu temperamentów, namawia do określon
                              > ych metod karmienia itp. wybacz, ale to nie jest podążanie za dzieckiem. rozwle
                              > kać się nie będę, bo już pisałam o tym kilkakrotnie, jak sama zauważyłaś.
                              Specjalnie postaralam sie o znalezienie ksiazki Jezyk niemowlat.
                              Otwieram, wertuje i co znajduje? Strona 92, a w niej cytat:
                              "W tym rozdziale postaram sie pomoc Czytelniczkom w wypracowaniu decyzji(...). Jednak przede wszystkim polegajcie na instynkcie." I dalej cala masa informacji o... tym, ze karmienie piersia jest najlepsze dla dziecka, ale nic na sile i jesli ostatecznie sie nie uda, to podawanie mm nie czyni z kobiety gorszej matki.
                              Wiec albo nie dotarlas do tego rozdzialu i pleciesz bzdury, wprowadzajac czytelniczki tego forum w blad, albo nie potrafisz czytac ze zrozumieniem.
                              Kategoryzacja. Mam wciaz watpliwosci czy potrafisz czytac ze zrozumieniem? Tracy bowiem wyraznie napisala po co to robi. Odpowiedz jest banalna - zeby LEPIEJ ZROZUMIEC REAKCJE SWOJEGO DZIECKA. I na logike-zeby latwiej uporzadkowac wiedze na temat dziecka w ksiazce. W konwencjonalnej psychologii tez masz szufladkowanie. Szufladkowanie rowniez jest zawarte w teorii przywiazania, ktora wyznajesz, w tym co mowisz, osadzajac i przesadzajac wrecz o tym, ze skoro ktos nie spi z dzieckiem, to jest zlym rodzicem i dziecko pozniej bedzie mialo problemy emocjonalne (nawet jesli nie mowisz tego wprost, to dokladnie taki odbior Twoich wypowiedzi mam ja, choc widze, ze problemow z wiezia z dzieckiem nie mam, czy, ze ona nie ma ze mna, czy z mezem). To wg Ciebie nie jest szufkadkowanie...? Jestes tego absolutnie pewna? I.. dalej.. jestes absolutnie pewna, ze spiac z dzieckiem, wychowujac je zgodnie z teoria przywiazania, Twoje dziecko bedzie ostatecznie szczesliwym czlowiekiem? Masz dowod na to w postaci swojego odchowanego w pelni z duchem teorii dziecka? Ile Twoje dziecie ma lat? Przyznam, ze nie sledze, i nie nawet wiem czy pisalas.

                              >
                              > nie wiem na jakiej podstawie wnioskujesz, że nie czytałam Tracy? myślę, że jedn
                              > ak niedokładnie czytasz moje wypowiedzi, bo wielokrotnie pisałam, że zanim wypo
                              > wiedziałam się osobiście o jej metodach przeczytałam część rozdziałów.
                              Patrzac Twoj poprzedni akapit i to co uwazasz a co ja widze w ksiazce, ktora czytalas... to mam ku temu takie przeslanki...
                              Poza tym na podstawie kilku rozdzialow (ktorych dokladnie?) uwazasz, ze jej metody sa zle? A choc raz zastosowalas je zanim ocenilas?


                              > > ch dziewczyn (nota bene - nie brzydzisz sie taka paskudna manipulacja...?
                              > ),
                              > kompletnie nie wiem, gdzie w mojej wypowiedzi widzisz manipulację.
                              W tym, w jaki sposob oceniasz wypowiedzi innych, ktore Tobie nie pasuja do Twojego swiatopogladu. Moze tego nie dostrzegasz, ale odbierasz mozliwosc wyboru. Automatycznie oceniasz, ze ktos inny nie ma racji.

                              no i dlaczeg
                              > o uważasz, że dziewczyny nie mają swojego rozumu i przyjmą bez filtrowania i wł
                              > asnej oceny, moje słowa?
                              Gdzie napisalam, ze uwazam, ze dziewczyny nie maja swojego rozumu? Mowisz, ze nie manipulujesz, a tu dalas ksiazkowy wrecz przyklad manipulacji, majacej na celu dyskredytacje mojej opinii, zwany 'presupozycja'. I odpowiadajac na Twoje pytanie dlaczego dziewczyny moga nie przefiltrowac Twoich slow. Poniewaz wlasnie zglosily sie po pomoc, poszukuja skutecznego rozwiazania ich problemow. Wiec chca gotowych rozwiazan. A jesli sa zmeczone, to paradoksalnie-tym gorzej z racjonalna ocena sytuacji i tym bardziej sa podatne na wzbudzanie w nich poczucia winy.. Dlatego wlasnie.


                              > myślę, że większa manipulacja jest z Twojej strony w cytowaniu fragmentu książk
                              > i, który mógłby zgodzić się z teorią rb na przykład.
                              Wstawianie fragmentu jest manipulacja? A mnie sie wydawalo, ze dzieki temu, ze wstawilam bez oceny dwa cytaty to Czytelniczka bedzie w stanie zapoznac sie z obiema informacjami i wyciagnac swoje wnioski. Chcialabym calosc wstawic, ale raz mozna tylko 8000 znakow wstawic, a dwa - nie powinnam udostepniac tresci w calosci ze wzgledu na prawa autorskie. Dziewczyny jesli beda zainteresowane ksiazka, znajda sposob, by ja zdobyc (pozyczajac, kupujac..?). Reszta od razu odrzuci to co je nie interesuje.

                              > ja z kolei mam wrażenie, że Ty nie czytałaś pierwszej książki (nie napisałaś z
                              > której to cytat - nawet nie mogę zweryfikować - ale strzelam, że z drugiej), sk
                              > oro widzisz zbieżność rb i teorii pani Tracy :( (co nie znaczy, że każde zdanie
                              > tej książki/tych książek jest złe)
                              Przeczytalam Zaklinaczke niemowlat (nie Jezyk niemowlat) i Jezyk dwulatka (wlasciwie jestem w trakcie,ale blisko konca i z tego co kojarze wyraznie napisalam, ze cytat jest z Jezyka dwulatka wlasnie). Ale aby sie dowiedziec co zlego jest w ksiazce Jezyk niemowlat, siegnelam po nia. I wstepnie nie widze potwierdzenia Twoich oskarzen. Z ciekawoscia jednak przeczytam od deski do deski. Przeczytam rowniez jakakolwiek pozycje dot. rb/teorii przywiazania, choc wydaje sie ze pozycja Rozum i logika (o wychowywaniu bez kar i krzykow, ale w oparciu o szacunek do dziecka i do siebie, oraz pozwalaniu dziecku na doswiadczanie konsekwencji swoich zachowan, poza oczywiscie tymi, ktore bezposrednio zagrazaja jego zyciu) jest calkiem niezlym przykladem rb. Jaka inna pozycje polecasz? Poza W glebi kontinuum?

                              >
                              > mam wrażenie, że jednak za bardzo widzisz w ludziach skłonności do manipulacji,
                              > kiedy tylko coś nie jest wygodne :(
                              Nieee.. ale wiem, kiedy cos jest brzydka manipulacja. Bo kazdy manipuluje. Ale nie na kazda manipulacje musze sie godzic. Ty rowniez ja uprawiasz, choc moze nie zdajesz sobie z tego sprawy. Dyskredytujesz innych, w taki czy inny sposob, no wlasnie.. w celu przedstawienia, sprzedania swoich racji jako jedynych i slusznych. Kwestia tylko jaka jest prawdziwa intencja-czy, zeby inni stosowali sie, bo Ty sie stosujesz (a stosujesz sie?), niezaleznie od kompletnie odmiennej sytuacji rodzinnej i wyznawanych przekonan, czy bo faktycznie zalezy Ci na dobru dziecka. Zakladam, ze drugie, ale tylko Ty wiesz dlaczego cos robisz i jaki z tego masz pozytek.
                              • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 09.01.13, 09:49
                                Kaetchen, nie rozumiemy się. ja nie będę eksperymentowała na swoim dziecku - sorki, nie chciało mi się już czytać całości, ale wyłapałam zarzut, że nie stosowałam, a oceniam. wiem, że te metody są złe. wiem, że czasami pomagają na tą dokładnie chwilę, więc mogą być skuteczne w przypadku niektórych dzieci (moich nie - wiem to na pewno, bo znam swoje). ja nie twierdzę, że metody nigdy nie "działają". ale mi nie o działanie metody chodzi, ale o jej dobro dla dziecka (i całego jego życia), dla mnie i naszej rodziny.
                                wybacz, ale mi sie wydaje, że ja o jednym, Ty o drugim - obawiam się, że patrzymy na zagadnienie innymi priorytetami
                                      • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 15:30
                                        co się stanie jak wjedziesz w drzewo samochodem? nie wiesz dokładnie, ale z doświadczenia innych i od lekarzy wiesz, że może (choć nie musi, tak to już jest) skończyć się uszczerbkiem zdrowia, lub utratą życia.
                                        podobnie jest z określonym rodzajem opieki. od specjalistów badających reakcje i zmiany chemicznych w mózgu, oraz od psychologów zajmujących się podłużnymi badaniami, odnośnie wpływu opieki i rodzaju przywiązania (które zazwyczaj się pokrywają), wiemy, że może (lecz nie musi) korelować z najróżniejszymi późniejszymi problemami, od niskiej samooceny, poprzez trudności w odczuwaniu i okazywaniu uczuć, kłopoty w związkach partnerskich, po depresje. oczywiście człowiek jest istotą bardzo 'plastyczną; i przystosowującą się. podobnie jak samochód ma abs, pasy i poduszki powietrzne. pytanie tylko po co wywarzać drzwi, które ktoś już otworzył i wiadomo w przybliżeniu co jaki daje skutek.
                                        oczywiście znaczenie ma też temperament dziecka, późniejsze zachowania rodzica itp. poza tym nie ma rodziców idealnych. nie piszemy więc o tym, że jedynym warunkiem szczęścia dziecka, jest to, że zostanie przytulone na każde zawołanie. nie jest tak prosto. ale jeżeli wiemy, że to wpływa pozytywnie na jego poczucie bezpieczeństwa (dziecko czujące się bezpiecznie poświęca swoja energię na zabawę i naukę, a nie na utrzymanie ciała w stanie napięcia), zapoczątkowuje empatię, daje lepszą (realniejszą) samoocenę, to czemu z tego nie skorzystać.
                                        a szczegóły dogrywa matka z dzieckiem, bo każde z nich jest indywidualne, każda relacja jest indywidualna i wyczytuje się to z intuicji i zabrzmi to może infantylnie ;), z otwartego serca, nie z poradników super niani :)
                                        • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 16:11
                                          no i źle:
                                          - > rywają), wiemy, że może (lecz nie musi) korelować - koreluje (tak t jest, jak się przerabia tylko część zdania
                                          -rozmawiamy tu o prawidłowych, kochających, rodzinach, kiedy pewna elastyczność dziecka sprawia, że dla różnych dzieci szkodliwość pewnych sytuacji jest inna i może być dla kogoś nie w temacie, niezauważalna. najczęściej tak jest. bo dziecko w związku z tym, że nie było przytulone, nie zostaje mordercą, i odwrotnie, przytulone, może mieć inne problemy w domu i mieć kłopoty w dorosłości.
                                          nauka ma to do siebie, że lubi odwoływać się do jaskrawych, więc skrajnych przypadków, bo one są pierwszymi, które inspirują do poszukiwań odpowiedzi. już ktoś wspomniał, że dzieci w domu dziecka nie płaczą, w szpitalach (te co są same), prawie też (obserwacja własna). kiedyś zrobiono eksperyment (kiedyś prawo nie zbaraniało) i w sierocińcu brano niemowlęta wyłącznie do karmienia i higieny. zaczęły umierać, więc eksperyment przerwano. a jeszcze nie tak dawno popularne było twierdzenie, że szczęśliwe dziecko ma być najedzone przewinięte i zostawione w spokoju. piszę oczywiście o ekstremum, które nie dotyczy tego forum, ale pewnie warto o tym pamiętać.
                                        • kaetchen Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 17:51
                                          No wlasnie Klarci. Zalezy. Zawsze zalezy. Mam nieco odmienne zdanie w kwestii przywiazania, wlasnie ze wzgledu na plastycznosc mozgu, jak to nazwalas. ale tez i pewna ceche umyslu zwana 'utrwalaniem powtarzanego wzorca', oraz spelnianiem oczekiwan. Nikt zwyczajnie nie lubi zmian, bo zmiany oznaczaja wejscie w cos nieznanego, zachwiane zostaje wiec poczucie bezpieczenstwa. To dotyczy zmiany w przepisach drogowych, zmiany pracy, zmiany miejsca pobytu, zamieszkania, zmiany sprzetu domowego, przemeblowania, zmiany ubran, czy nawet .. obawa przed zalatwianiem w miejscach publicznych, i to nie ze wzgledu na obawe przed zarazkami, tylko, bo ktos jest przyzwyczajony do okreslonych warunkow... Im mniej elastyczny organizm, tym gorzej mu przetrwac w zmieniajacych sie warunkach.

                                          Pytasz po co wywazac raz otwarte drzwi? To zadam Ci pytanie inne - kiedy czlowiek najlepiej sie uczy? Poprzez doswiadczenie innych, czy poprzez swoje wlasne? I kiedy jest w stanie ocenic, co jest dobre dla niego-kiedy go we wszystkim wyreczaja, czy kiedy pozwalaja na samodzielna eksploracje i wyciaganie wnioskow?

                                          Napisalas:
                                          nie piszemy więc o tym, że jedynym war
                                          > unkiem szczęścia dziecka, jest to, że zostanie przytulone na każde zawołanie. n
                                          > ie jest tak prosto. ale jeżeli wiemy, że to wpływa pozytywnie na jego poczucie
                                          > bezpieczeństwa (dziecko czujące się bezpiecznie poświęca swoja energię na zabaw
                                          > ę i naukę, a nie na utrzymanie ciała w stanie napięcia), zapoczątkowuje empatię
                                          > , daje lepszą (realniejszą) samoocenę
                                          Nie jest jedynym warunkiem, ale przytulajmy zawsze wtedy, kiedy tego faktycznie chce, choc nie koniecznie potrzebuje? A co z nauka przystosowania do spoleczenstwa, w ktorym panuja okreslone zasady i dziecko predzej czy pozniej musi sie nauczyc zajmowac soba samo, i znajdowac w sobie zasoby do uspokojenia sie i panowania nad emocjami. Tzn trzeba go tego nauczyc, bo samo nie wie jak.
                                          pewnosc siebie i wlasna samoocene nie poprawi samo przytulenie. Choc bym nie wiem ile dziecko przytulala, kiedy nie potrafi ulozyc klocka jedno na drugim, i wyreczala je w tym, to nie poprawi to jego oceny swoich mozliwosci. pocieszy je, ale nie zbuduje. Innym natomiast aspektem jest akceptacja. Akceptujac wybory dziecka i je samo-dajesz podstawe do zbudowania pewnosci siebie. Krytykanctwo i ciagle poprawianie nie wnosi oczekiwane rezultatu nawet pomimo przytulania, bo zaufanie i tak moze byc zaburzone.
                                          Mysle, ze temat jest zbyt skomplikowany, by upraszczac do potrzeby przytulenia w dziecinstwie, choc na pewno ma znaczenie. Jednak nie uwazam, aby opieka nad dzieckiem to bylo cos intuicyjnego, z czym sie rodzimy. Wrecz przeciwnie, gdyby tak bylo, nie byloby tych wszystkich watkow i prosb o pomoc.. Jestem pewna, ze zdecydowanej wiekszosci zachowan uczymy sie poprzez obserwacje innych jak sobie radza. To dlatego jest rola babci tak potrzebna, jesli mloda mama nie ma innego zrodla wiedzy, np z przeszlosci w opiece nad dzieckiem. Co do serca.. To cokolwiek bysmy nie wykonywali z zaangazowaniem, to efekty beda lepsze niz przy robieniu 'na odwal sie', tylko po to by miec swiety spokoj. Ale aby cos robic z sercem, to trzeba to kochac. Miec sily i cierpliwosc. Bo inaczej na nic wspolne spanie, przytulanie, jesli robi sie to z niewlasciwych pobudek i bez przekonania.
                                          • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 11.01.13, 00:24
                                            > No wlasnie Klarci. Zalezy. Zawsze zalezy. Mam nieco odmienne zdanie w kwestii p
                                            > rzywiazania, wlasnie ze wzgledu na plastycznosc mozgu, jak to nazwalas. ale tez
                                            > i pewna ceche umyslu zwana 'utrwalaniem powtarzanego wzorca', oraz spelnianiem
                                            > oczekiwan. Nikt zwyczajnie nie lubi zmian, bo zmiany oznaczaja wejscie w cos n
                                            > ieznanego, zachwiane zostaje wiec poczucie bezpieczenstwa. To dotyczy zmiany w
                                            > przepisach drogowych, zmiany pracy, zmiany miejsca pobytu, zamieszkania, zmiany
                                            > sprzetu domowego, przemeblowania, zmiany ubran, czy nawet .. obawa przed zalat
                                            > wianiem w miejscach publicznych, i to nie ze wzgledu na obawe przed zarazkami,
                                            > tylko, bo ktos jest przyzwyczajony do okreslonych warunkow... Im mniej elastycz
                                            > ny organizm, tym gorzej mu przetrwac w zmieniajacych sie warunkach.

                                            to, że dziecko wytrzyma upadek, nie oznacza, że mamy go popychać, nie nadużywałabym plastyczności dzieci.
                                            nie traktowałabym też dzieci jak miniatury dorosłych, więc kwestia zmian w tym kontekście nie jest dla mnie zrozumiała.

                                            > Pytasz po co wywazac raz otwarte drzwi? To zadam Ci pytanie inne - kiedy czlowi
                                            > ek najlepiej sie uczy? Poprzez doswiadczenie innych, czy poprzez swoje wlasne?
                                            > I kiedy jest w stanie ocenic, co jest dobre dla niego-kiedy go we wszystkim wyr
                                            > eczaja, czy kiedy pozwalaja na samodzielna eksploracje i wyciaganie wnioskow?
                                            >
                                            nie mam zamiaru podchodzić do wychowania w sposób: nauczę się na swoich błędach. to nie kwiatek, który usechł i można wyhodować drugi. jeżeli ktoś jest w stanie mi udowodnić, że coś jest złe, a coś dobre dla dziecka, a moja intuicja podpowiada mi podobne zachowania, to nie mam zamiaru eksperymentować i wypróbowywać metod wychowawczych, często tworzonych, przez kobiety, które 'testowały' je nie na swoich dzieciach, przez co nie poniosły odpowiedzialności za efekty.
                                            > Nie jest jedynym warunkiem, ale przytulajmy zawsze wtedy, kiedy tego faktycznie
                                            > chce, choc nie koniecznie potrzebuje?
                                            ale czy przytulenie to coś, czym trzeba zarządzać? nie prościej po prostu przytulić?
                                            to nie jest ta sama kategoria co zabawka w sklepie, której dziecko pewnie nie potrzebuje, a chce.
                                            > A co z nauka przystosowania do spoleczen
                                            > stwa, w ktorym panuja okreslone zasady i dziecko predzej czy pozniej musi sie n
                                            > auczyc zajmowac soba samo, i znajdowac w sobie zasoby do uspokojenia sie i pano
                                            > wania nad emocjami. Tzn trzeba go tego nauczyc, bo samo nie wie jak.
                                            długi temat. ale spróbuję krótko. pytania o normy byś nie zadała, gdybyś przeczytała wrzucony tu przeze mnie rozdział z podręcznika.
                                            co do uspokojenia się: dziecko rodzi się bez umiejętności regulowania emocji. uczy się tego w kontakcie z dorosłym. jeżeli nie jest przytulone w mózgu buszuje kortyzol, który może być toksyczny. jeżeli dziecko jest przytulone wytwarzają się nowe połączenia. z tych nowych połączeń w przyszłości powstanie w mózgu struktura, którą my u dorosłego człowieka zewnętrznie postrzegamy jako umiejętność regulacji emocji.

                                            przytulenie to w tej dyskusji przykład. chodzi po prostu o adekwatne, szybkie i wyrozumiałe reakcje opiekuna.

                                            co do intuicji, to ona jest. ale ceną cywilizacji jest natłok informacji, ocena społeczna i zagubienie. konsekwencją może być trudność w tym, aby się w nią wsłuchać. dodatkowo utrudniają to różnego rodzaju poradniki, trudne i zmedykalizowane porody, lęki, brak wsparcia.
                                            ze względu na to jak byliśmy wychowywani i jaki mamy temperament różnimy się od siebie umiejętnością przestawiania się na intuicję, różnimy się poziomem empatii, reakcjami w sytuacjach stresowych itp.
                                            ale intuicja i instynkt jest, inaczej nie przeżylibyśmy jako gatunek.
                          • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 07.01.13, 01:38
                            tak przy okazji, nie widzisz sprzeczności w odkrywaniu indywidualności dziecka i szacunku do niej (o czym pisze TH), a "u Tracy dostajesz konkretne sposoby i metod" ?
                            już pominę, że skuteczność (na tu i teraz) metod, a ich dobro, to zupełnie różne sprawy.
                            chociaż przyznam, że moje dzieci akurat należą do tych, które kompletnie nie zgadzały się z tych co pani Tracy pisała.

                            na koniec dopiszę tylko, że na szczęście świadomość, powoli, ale się zmienia i miejmy nadzieję, że podobne publikacje przestaną być popularne (akurat książki tej pani nie są jeszcze takie straszne, bo to fakt, nie namawiają do drastycznych działań, po prostu opierają się na wielu przestarzałych założeniach).
                        • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 07.01.13, 01:05
                          teoria bliskości nie jest moją teorią. od tego zacznę.
                          dalej. co do książek Tracy, poczytałam (bo nie przeczytałam każdego zdania) "Język niemowląt" i na tej podstawie wyrażam swoją opinię. nie widzę w niej zbytniego podobieństwa do rodzicielstwa bliskości, poza pustym hasłem o szacunku do dziecka. jej rady nie zgadzają się ani z teorią przywiązania (bo nie pisze o rb - Ty o tym pierwsza wspomniałaś), ani z wiedzą o laktacji itp. przykładów można by mnożyć.
                          wyobraź sobie, ze także posiadam wiedzę psychologiczną w tym zakresie, spotykam ze specjalistami pracującymi z dziećmi z zaburzoną więzią i czytam, słucham psychologów także zajmujących się tym tematem. książki Tracy nie mają w tym środowisku zwolenników. ale dosyć o niej.
                          piszesz o manipulowaniu, o nauce zasypiania - niestety wnioskuję z tego, że jednak nie opierasz się na aktualnej wiedzy o funkcjonowaniu małego dziecka i niemowlęcia. jeżeli jest inaczej proszę o podanie źródeł do fachowej literatury (może być na priva), np. z podręczników psychologii. może coś przegapiłam.
                          • kaetchen Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 08.01.13, 12:58
                            Klarci, chyba masz na moj temat dziwne wyobrazenie. Odnosze wrazenie, ze uwazasz iz mojemu dziecku brakuje wszystkiego, co moze mu zapewnic prawidlowy rozwoj... Ze nie wiem.. chyba je trzymam gdzies odosobnione, nie dajac dostepu do rodzicow... i ze na pewno moje dziecko musi byc nieszczesliwe, skoro nie pozwalam sobie wejsc na glowe w kwestiach spania. Zapewniam Cie, ze korzystam z najnowszej wiedzy dot. rozwoju mojego dziecka, jaka daje mi... moje wlasne dziecko.... Na nic mi wiedza psychologa, ktory wie o mnie tyle co nic, ale nie robi nic wiecej poza ocenianiem i dawaniem'dobrych rad', a niejednokrotnie jego wlasne dzieci sa zaniedbane emocjonalnie, bo sam nie potrafi zastosowac swoich teorii we wlasnym zyciu. A znam kilka taki h przypadkow, niestety... Moje dziecko rozwija sie normalnie, ofiaruje mu mnostwo czasu i milosci, nie dystansuje sie od niego, karmilam piersia tak dlugo jak chcialo, wiem bardzo duzo o rozwoju emocjonalnym, fizycznym i spolecznym , bo wszystkiego pewnie nie, dbam o zdrowe odzywianie, pozwalam broic w granicach rozsadku, nie trzese sie nad dzieckiem z byle powodu, spedzam tyle czasu z dzieckiem, na ile pozwala mi praca, nie oczekuje od dziecka rzeczy niemozliwych, ale jestem tez czlowiekiem, ktory potrzebuje wypoczac, by miec sile na cierpliwosc do dziecka i ucze tego swoje dziecko. Ucze je, ze moze na nas liczyc, ale ze rodzice tez potrzebuja miec czas dla siebie i w zwiazku z tym samo spi. W momentach krytycznych, kiedy widze, ze corka potrzebuje byc w nocy blisko mnie, zapewniam jej to. Ale to sa zdarzenia typu idace zeby, choroby, jakies nocne leki, przez ktore corka przechodzila, ale nie uwazam, ze musze tak robic codziennie, bo jakas teoria, w dodatku badajaca dzieci-sieroty, ktore maja za soba traumatyczne przezycia i pozbawione byly w ogole jakiegokolwiek bliskiego opiekuna, mowi, ze moje dziecko moze miec w przyszlosci problemy z zaufaniem i relacjami jesli nie bede z nim spala (to chyba juz zostalo dopowiedziane przez zwolennikow tej teorii), tak jakby tylko w dziecinstwie rozwijala sie sfera emocjonalno-spoleczna, a okres przedszkolno-szkolny oraz pozniejsze doswiadczenia i kompleksy oraz relacje, nie mialy na te sfery zycia zupelnie wplywu...

                            I dodam, ze slowa TH o szacunku nie sa pustymi frazesami, czy tez 'chlytem malketingowym', tylko dlatego, ze Ty tak uwazasz i nie zgadzasz sie z jej metodami, ktore wyrwane z kontekstu calosci, lub bez zapoznania sie z pozostalymi jej ksiazkami, moga Ci sie wydawac Bog wie jak strasznymi. W dodatku ani jednej z tych metod nie zastosowalas, a oceniasz. To jakbys chciala ocenic slonosc zupy na podstawie jej wygladu i tego, co Tobie sie wydaje, bez zwyczajnego wziecia lyzki, zamoczenia jej w zupie i na koniec posmakowania.
                            Nie przemawia rowniez do mnie fakt, ze spotykasz sie z psychologami czy rodzicami dziecmi na terapiach, etc, podczas gdy nie wiesz jak te rodziny na co dzien funkcjonuja, bo sama z doswiadczenia wiem, ze nieswiadomie wiele rzeczy sie przeklamuje, tylko dlatego, ze odbiera sie je emocjonalnie.
                            Zatem Klarci nie osadzaj dopoki nie poznasz szerszej perspektywy. Bo to wcale na dobre nie wychodzi nikomu.

                            Metody Tracy, gdybys choc pofatygowala sie dowiedziec o niej czegos wiecej, to raczej osiagniecia 80-90 lat, dopasowane do kontekstu jaki wowczas panowal, i w duzejmierze wciaz panuje, szczegolnie u nas gdzie pewne rzeczy przychodza do Polski ze sporym opoznieniem, a nie lat 60 ubieglego wieku, kiedy to Tracy sie urodzila. Natomiast teoria przywiazania ma korzenie w badaniach lat powojennych, jej rozwoj przypadal natomiast na lata 60'-70' ubieglego stulecia, z ostatnimi zmianami jakie wprowadzono w latach 80tych. Jak widzisz teoria ta, w przeciwienstwie do tego, co twierdzisz (a przynajmniej tak da sie Twoja wypowiedz odebrac), nie jest zadnym najnowszym osiagnieciem. Wrecz przeciwnie. I historycznie moge powiedziec, ze Tracy jak najbardziej mogla z tej wiedzy korzystac, poniewaz moda na teorie i nowoczesne trendy dotyczace psychologii szczegolnie w USA, byla silna i nadal jest.
                            Zapoznaj sie z biografia Tracy: thebabywhisperer.com/?page_id=180 lub na wiki, przeczytaj ksiazke 'Zaklinaczka dzieci', z ktorej metod korzystalam (nie posiadam Jezyka niemowlat, ale koncze wlasnie czytac Jezyk dwulatka) i mozemy porozmawiac, bo z tego co mi wiadomo i o czym pisze Tracy w ksiazce, byla ona doradca laktacyjnym, ale nie promowala na sile karmienia piersia poniewaz to nalezy do wyboru matki. Cytuje z ksiazki 'Zaklinaczka niemowlat' (ramka, strona 98):

                            'Wolnosc wyboru

                            To, jak karmia matki, jest kwestia wyboru. Chociaz wspieram kazda kobiete, ktora chce karmic piersia, i wierze w zalety mleka kobiecego, jeszcze mocniej wierze w korzysci wynikajace z przemyslanej, rozsadnej - i pozbawionej poczucia winy - decyzji na temat tego, jak chce karmic, zamiast przymuszania sie do czegos, co ja frustruje lub nawet unieszczesliwia. Niektore matki nie moga karmic piersia z powodu cukrzycy, stosowania lekow antydepresyjnych i innych powodow fizycznych. Inne po prostu NIE CHCA. Karmienie piersia nie pasuje do ich temperamentu albo jest zbyt stresujace, lub staje sie koszmarem logistycznym w ich konkretnej sytuacji, inne jeszcze mialy zle doswiadczenia z pierwszym dzieckiem i nie chca znow tego przezywac. Niezaleznie od powodow nie ma w tym nic zlego. Mleko w proszku ma obecnie wszystkie skladniki odzywcze, ktorych potrzebuje dziecko. (...)'
                            - oczywiscie wg stanu wiedzy na poczatek XXI wieku, kiedy ksiazka powstawala. A to nie jest taka odlegla data. Wydana zostala bowiem juz po smierci Tracy, w 2005r.
                            • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 08.01.13, 13:22
                              dobra, Kaetchen, myślę, że to moment, kiedy stawiam kropkę pod swoimi wypowiedziami.
                              jak dla mnie motasz się w swoich wypowiedziach.
                              tylko dwie uwagi:
                              1. nie uważam, że teoria przywiązania jest najnowszą - twierdze jedynie, że jest obecnie obowiązującą wiedzą, bo została potwierdzona rzetelnymi badaniami i neuropsychologicznymi i psychologicznymi tak zwanymi podłużnymi. baa, teoria ta bazuje na instynkcie i intuicyjnej opiece nad dzieckiem, czyli właśnie nie narzuca gotowych rozwiązań, a jedynie podpisuje się nad konkretnym stylem opieki.
                              2. nigdy, ale to nigdy nie odniosłam się do Twojego dziecka i bardzo proszę o nie używanie takich emocjonalnych wypowiedzi w moim kierunku. ja piszę ogólnie, staram się nigdy nie iść personalnie, a tym bardziej przez internet oceniać, jakim ktoś jest rodzicem (przez internet, czy na żywo zresztą).

                              a to moja kropka na koniec
                              .

                              p.s. zawsze odpowiem na pytanie, jeżeli ktoś będzie na prawdę potrzebował, ale uważam, że ze swojej strony napisałam w tym wątku wszystko co mogłam. dalej każdy sam zdecyduje co z tym zrobi.
                              :)
                              • kaetchen Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 08.01.13, 15:58
                                Klarci, skoro urywasz dyskusje w taki sposob, z ktorej moglyby czerpac inne dziewczyny, to prosba:
                                - daj mi prosze namiary na wyniki najnowszych badan ktore znasz (kilka przykladow). Chetnie sie z nimi zapoznam.
                                - odpowiedz prosze na pytanie - pracuje, a dziecko nie chce, zebym szla do pracy, placze, nie moge zostac jednak w domu. Co powinnam wg Ciebie zrobic? Dodam, ze chodzi tylko o mnie. Z gory dziekuje za odpowiedz.
                                • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 08.01.13, 16:33
                                  Kaetchen, nie uważam, abym urywała dyskusję w jakiś dziwny, lub nieodpowiedni sposób. jak napisałam, uważam, że napisałam w temacie wszystko co miałam do napisania. jak wspomniałam, uważam, że strasznie gubisz się w temacie, czasami zaprzeczasz sama sobie. moje dalsze pisanie byłoby na zasadzie udowadniania czegoś, a pewnie się ze mną zgodzisz - to byłoby głupie.
                                  co do pierwszej prośby, już wspominałam o dwóch książkach: "Mądrzy rodzice" i "Więź daje siłę", polecam też "Portrety rozwoju człowieka" (podręcznik akademicki). oczywiście mogę znaleźć Ci tego więcej, ale wybacz, wymagałoby to ode mnie poświecenia czasu, a uważam, że te trzy pozycje są na prawdę wystarczające.
                                  no i strona dziecisawazne, z której linkowałam artykuł, też jest godna polecenia, nie publikują byle czego.

                                  co do drugiego pytania, to mam wątpliwości, czy interesuje Cię moja odpowiedź, czy raczej zadajesz je lekko prowokacyjnie. ale założę, że pytasz poważnie.
                                  wiadomo, ze dużo zależy od wieku. najlepiej, aby dziecko co najmniej do roku czasu miało mamę w miarę w zasięgu (nie liczę wyjścia do fryzjera, czy na małą kawę do koleżanki, dla higieny psychicznej). więc tu już pewnie pojawią się różne zdania od różnych osób.
                                  sytuacje są różne, więc jeżeli jednak mama wyjść musi, to oczywiście, ze wychodzi, ale zostawiają z osobą, przy której dziecko czuje się bezpiecznie. przed wyjściem i po powrocie warto poświecić więcej uwagi dziecku. sprawa się komplikuje przy więcej niż jednym. ale to już chyba każdy sam musi opracować.
                                  dziwnie się czuję piszą o takich rzeczach. nie chcę grać tu eksperta. ale skoro zapytałaś - odpowiedziałam.
                                  • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 08.01.13, 16:40
                                    ach, no i dziecku można wyjaśnić co nastąpi, nawet jeżeli wydaje się, że ono tego nie rozumie. pożegnać bez zbędnego przedłużania. czasami dziecko może zaprotestować, ale jak zobaczy, że nie jest oszukiwane, a mama wraca i wycisza je wieczorem, to nie będzie robiło problemów.
                                    u mnie przy oby (odpukać) to działa.
                                    z tym, ze uważam, ze młodsze dziecko za wcześnie zostawiałam. akurat nie pracowałam, ale uczyłam się. teraz bym podjęła inne decyzje. na tamten moment wydawały mi się najlepsze. miałam jednak to szczęście, że moje dzieci bardzo ufają mojej mamie od urodzenia i w sumie teraz mam ten luksus, ze zawsze i wszędzie z nią zostaną, a ja spokojnie załatwiam swoje sprawy - szkoda, ze nie jest na miejscu.
                                    • kaetchen Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 14:50
                                      klarci napisała:

                                      > ach, no i dziecku można wyjaśnić co nastąpi, nawet jeżeli wydaje się, że ono te
                                      > go nie rozumie. pożegnać bez zbędnego przedłużania. czasami dziecko może zaprot
                                      > estować, ale jak zobaczy, że nie jest oszukiwane, a mama wraca i wycisza je wie
                                      > czorem, to nie będzie robiło problemów.
                                      Dokladnie tak robie. Maz tak samo (zaleznie od tego kto odprowadza). Ale i tak co rano jest podobna akcja. I tak juz od 2 tygodni.

                                      > u mnie przy oby (odpukać) to działa.
                                      > z tym, ze uważam, ze młodsze dziecko za wcześnie zostawiałam. akurat nie pracow
                                      > ałam, ale uczyłam się. teraz bym podjęła inne decyzje. na tamten moment wydawał
                                      > y mi się najlepsze.
                                      Zwykle dzialamy w oparciu o wiedze, jaka posiadamy s danym momencie. Pozornie najlepsza. A jaka faktycznie jest, to wychodzi pozniej.

                                      miałam jednak to szczęście, że moje dzieci bardzo ufają moj
                                      > ej mamie od urodzenia i w sumie teraz mam ten luksus, ze zawsze i wszędzie z ni
                                      > ą zostaną, a ja spokojnie załatwiam swoje sprawy - szkoda, ze nie jest na miejs
                                      > cu.
                                      Ja mam to szczescie, ze mam dobre opiekunki w klubie malucha. Ale gdzies cos sie zmienia. Dzis to, co do tej pory dzialalo, nagle przestaje dzialac i trzeba szukac nowych rozwiazan. Ale na tym polega zycie.
                                  • kaetchen Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 14:43
                                    klarci napisała:

                                    > Kaetchen, nie uważam, abym urywała dyskusję w jakiś dziwny, lub nieodpowiedni s
                                    > posób.
                                    Dziwny nie. Raczej nie znoszacy sprzeciwu. Ot na zasadzie 'wiem lepiej, Ty sie mylisz, nie chce mi sie wiec argumentowac i poswiecac Ci wiecej czasu'.

                                    jak napisałam, uważam, że napisałam w temacie wszystko co miałam do napi
                                    > sania.
                                    Oj tam oj tam;)

                                    jak wspomniałam, uważam, że strasznie gubisz się w temacie, czasami zapr
                                    > zeczasz sama sobie. moje dalsze pisanie byłoby na zasadzie udowadniania czegoś,
                                    > a pewnie się ze mną zgodzisz - to byłoby głupie.
                                    Nie gubie sie, nie motam. To Twoja opinia na temat moich slow. Zapomnialam dodac, ze Tracy nigdzie nie pisala, aby odsuwac dziecko od siebie i go nie przytulac. Wrecz przeciwnie. Znalazlabys to i w Jezyku niemowlat, gdybys zechciala przeczytac calosc.

                                    > co do pierwszej prośby, już wspominałam o dwóch książkach: "Mądrzy rodzice" i "
                                    > Więź daje siłę", polecam też "Portrety rozwoju człowieka" (podręcznik akademick
                                    > i). oczywiście mogę znaleźć Ci tego więcej, ale wybacz, wymagałoby to ode mnie
                                    > poświecenia czasu, a uważam, że te trzy pozycje są na prawdę wystarczające.
                                    > no i strona dziecisawazne, z której linkowałam artykuł, też jest godna poleceni
                                    > a, nie publikują byle czego.
                                    A badania? Jakis konkret?

                                    >
                                    > co do drugiego pytania, to mam wątpliwości, czy interesuje Cię moja odpowiedź,
                                    > czy raczej zadajesz je lekko prowokacyjnie. ale założę, że pytasz poważnie.
                                    Powaznie. Chcialam sie dowiedziec co Ty robisz/ proponujesz aby zrobic...

                                    > wiadomo, ze dużo zależy od wieku. najlepiej, aby dziecko co najmniej do roku cz
                                    > asu miało mamę w miarę w zasięgu (nie liczę wyjścia do fryzjera, czy na małą ka
                                    > wę do koleżanki, dla higieny psychicznej). więc tu już pewnie pojawią się różne
                                    > zdania od różnych osób.
                                    Dziecko ma 2 lata. Wybacz, ze nie dodalam. Wczesniej nie mialam takiego problemu, choc pracuje odkad corka skonczyla 6.5 mca, najpierw na pol etatu, a w okolicach roczku-na caly etat.

                                    > sytuacje są różne, więc jeżeli jednak mama wyjść musi, to oczywiście, ze wychod
                                    > zi, ale zostawiają z osobą, przy której dziecko czuje się bezpiecznie. przed wy
                                    > jściem i po powrocie warto poświecić więcej uwagi dziecku. sprawa się komplikuj
                                    > e przy więcej niż jednym. ale to już chyba każdy sam musi opracować.
                                    Mam jedno. Temat zaczal sie nagle, z dnia na dzien w zasadzie. Stad bylo pytanie. Opiekunka w zlobku (w zasadzie klub malucha) ma bardzo dobry kontakt z moja corka, nie raz zdarzylo sie, ze wolala sie do cioci przytulic niz do mnie, ale pozniej wolala do mnie, niz do cioci, wiec.. to troche odpowiednik babci. Niestety babcie nie sa dostepne z roznych wzgledow, glownie zdrowotnych i odleglosciowych.

                                    > dziwnie się czuję piszą o takich rzeczach. nie chcę grać tu eksperta. ale skoro
                                    > zapytałaś - odpowiedziałam.
                                    Oj.. nie badz taka skromna. Bo to nie jest przekonujaco. Zadalam pytanie z prosba jak Ty, jako zwolenniczka teorii, radzisz sobie w takich sytuacjach. Ot co.
                                    • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 15:48
                                      od początku.
                                      oki, może mam taki styl, że piszę jak piszę. może też dlatego, że nauczyłam się nie odzywać w tematach, o których niewiele wiem, więc jak już coś wiem na pewno, to mocno za tym stoję.

                                      Keatchen, jednak nie zmienię zdania, dla mnie Twoje posty się kłócą. może być tak, ze w Twojej głowie to wszystko jest poukładane i logiczne, ale dla mnie tu nie jest. bo albo Tracy jest zwolennikiem odnajdywania indywidualności dziecka, albo każde postępować według zasady. zresztą już Ci pisałam. podobnie z innymi argumentami. nie zmienię zdania o jej książkach, bo jak wspominałam, czytałam jedną nie całą) i nie jest zbyt wartościowa w świetle obecnej wiedzy.

                                      urywam temat, kiedy kończą mi sie argumenty, a nie chce pisać, żeby pisać. bo człowiek się powtarza, czasami zapętla i z takich dyskusji często wychodzą pyskówki.
                                      ja proponuję, jeżeli na prawdę chcesz, że ja przeczytam książki Tracy całe, a Ty przeczytasz podane przeze mnie i wrócimy do dyskusji. bo inaczej to pewnie będziemy kręciły się w kółko.

                                      co do badań - masz odniesienia w książkach. z wielką chęcią dam Ci namiary na inne, ale nie w tej chwili, bo od ręki tego nie zrobię. pamiętaj, że większość artykułów źródłowych będzie w języku angielskim, część niedostępna w Polsce. ja opieram się głównie na polskiej literaturze (niestety na razie dość okrojonej w tym temacie), ponieważ za słabo znam angielski. ale jeżeli na prawdę chcesz w to wniknąć, to zdobędę namiary.
                                      oczekiwałabym rewanżu w postaci namiarów na aktualne badania potwierdzające teorie Tracy. badania niezależne i rzetelne. w tym sensie, że nie sponsorowane, przeprowadzone na odpowiedniej grupie badawczej, czy badania mózgu dzieci. mogę obiecać, że się z nimi zapoznam. i wtedy możemy wrócić do dyskusji :)
                                    • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 16:01
                                      > > dziwnie się czuję piszą o takich rzeczach. nie chcę grać tu eksperta. ale
                                      > skoro
                                      > > zapytałaś - odpowiedziałam.
                                      > Oj.. nie badz taka skromna. Bo to nie jest przekonujaco. Zadalam pytanie z pros
                                      > ba jak Ty, jako zwolenniczka teorii, radzisz sobie w takich sytuacjach. Ot co.
                                      może nie jest przekonywająco, ale nie piszę tego dla kokieterii. po prostu co innego dyskutować, bronić swojego zdania, co innego pisać co ktoś powinien zrobić.

                                      a co do radzenia, raz lepiej raz gorzej. i my miewamy kryzysy z przedszkolem i czuję się zagubiona. cóż, za
                                      łatwo byłoby, gdyby dzieci miały instrukcję obsługi :D na tym to polega, że nie na każde to samo działa ;)
                                      • kaetchen Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 23:06
                                        klarci napisała:

                                        > > > dziwnie się czuję piszą o takich rzeczach. nie chcę grać tu ekspert
                                        > a. ale
                                        > > skoro
                                        > > > zapytałaś - odpowiedziałam.
                                        > > Oj.. nie badz taka skromna. Bo to nie jest przekonujaco. Zadalam pytanie
                                        > z pros
                                        > > ba jak Ty, jako zwolenniczka teorii, radzisz sobie w takich sytuacjach. O
                                        > t co.
                                        > może nie jest przekonywająco, ale nie piszę tego dla kokieterii. po prostu co i
                                        > nnego dyskutować, bronić swojego zdania, co innego pisać co ktoś powinien zrobi
                                        > ć.
                                        A ja tu troche Cie sprowokowac chcialam:)
                                        Spoko, i tak Cie lubie, droga Oponentko:)

                                        >
                                        > a co do radzenia, raz lepiej raz gorzej. i my miewamy kryzysy z przedszkolem i
                                        > czuję się zagubiona. cóż, za
                                        > łatwo byłoby, gdyby dzieci miały instrukcję obsługi :D na tym to polega, że nie
                                        > na każde to samo działa ;)
                                        I tu sie zgadzam z Toba:) O ile dzieki temu jest ciekawsze zycie z takimi dzieciaczkami:) Czlowiek sie powkurza, poirytuje, a pozniej mija mu jak dzieciaczek sie mocno przytuli do niego i da buziaka;) Cud miod i nic lepszego nie ma:)
    • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 03.01.13, 14:54
      u nas raz lepiej, raz gorzej.
      młodszy z października 2011, ale my śpimy razem, więc nie mam problemów ze wstawaniem.
      ja obstawiam, że może chodzić o bliskość. dzieci w nocy się budzą, bo tak mają. zazwyczaj w tym wieku chodzi o przytulenie, rzadziej o jedzenie. ten wiek to także zwiększona potrzeba ssania, wyciszania się.
      • izabela0910 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 06.01.13, 00:52
        Wzięłam ją do nas do łóżka i dopiero był cyrk:( kopanie rozpychanie się,ewidentnie było jej ciasno i odniosłam do łóżeczka z powrotem.Zasypia sama bez problemu po butli w swoim łóżku,może faktycznie ją rozbestwiłam biegając do niej,tylko że ona śpi w pokoju z trzylatką i nie chciałam żeby ją obudziła.Zawsze czekam do większego płaczu a nie reaguję na każde stęknięcie,ale może gdzieś popełniłam błąd. Od następnego tygodnia starsza będzie spała z tatusiem a ja z młodą w pokoju łóżko w łóżko i wezmę ją na przeczekanie,a zareaguję dopiero w naprawdę poważnym płaczu.
        --
        [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/tb739vvjb49znsbq.png[/img][/url]
        ur.20.04.2009r.[url=http://www.freesmileys.org/emoticons.php][img]http://www.freesmileys.org/emoticons/emoticon-cute-001.gif[/img][/url]
        [url=http://dzidziusiowo.pl] [img]http://dzidziusiowo.pl/php/img2-14092011030_6586427234_Klaudia_4.jpg[/img] [/url]
        14.09.2011r.
        • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 06.01.13, 01:03
          jeżeli spanie razem pogorszyło sprawę, to faktycznie nie ma sensu.

          co do przetrzymywania, to bardzo zły pomysł, ale to Ty decydujesz.
          jakbyś jednak miała chwilę to ściągnij sobie pdf "Mądrzy rodzice" (z tego co wiem ciągle legalne jest ściągnięcie na dobę) i zerknij na rozdział o usypianiu i płaczu. bardzo okrojone, ale fakty co się dzieje w mózgu dziecka.
        • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 06.01.13, 01:11
          a pomysł z łóżkiem w łóżko, wydaje się dobry. może uda się ją uspokajać samym dotykiem, nuceniem czegoś itp.

          co do rozbestwienia. hmmm, zależny jak na to patrzeć. oczywiście prawdą jest, że dziecko, na które się reaguje od razu, sygnalizuje więcej, ale to akurat dobry objaw. oznacza coś w stylu "mogę na ciebie liczyć, więc sygnalizuję ci jak tylko coś mi dolega/przeszkadza/czegoś potrzebuję". to nie jest to samo co tupanie trzylatka w sklepie, bo raz się uległo i kupiło lizaka.
          dużo rozmawiamy z ludźmi, którym ufamy. takim osobom opowiadamy więcej - tak samo mają dzieci :) oczywiście przy stęknięciu wystarczać może jakieś uspokajające słowo, lekki dotyk, przytulanie możemy zarezerwować na płacz :)
          zobaczysz jak pójdzie z tym łóżeczkiem obok.
          • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 07.01.13, 01:28
            aj, żeby być rzetelną muszę dodać do tej konkretnie wypowiedzi, o stękaniu itp. - żeby nie było, że propaguję nadopiekuńczość i wyrywanie dziecka z łóżeczka przy najmniejszym kwilnięciu, co w niektórych przypadkach może być wręcz szkodliwe. owszem jestem zwolenniczką ciągłego kontaktu (fizycznego także) w pierwszych miesiącach życia, ale żeby wypowiedź moja była faktycznie zgodna z teorią przywiązania należy określić rodzica, nie jako skaczącego dzieckiem, a responsywnego.
            • aleksandra1357 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 08.01.13, 00:01
              Zgadzam się w 100% z Klarci.
              Śpię obecnie z moim drugim synem. Od urodzenia śpi ze mną, ma teraz 2,5 roku. Jak miał rok, to budził się co godzinę. Teraz budzi się co dwie. Uważam, że to naturalne. Potrzebuje w nocy mojej bliskości, a ja mu ją daję. Do 5 pobudek w nocy się wysypiam. Jak noc jest gorsza i pobudek jest 10, to jestem trochę wkurzona, ale cóż, uroki macierzyństwa.
              Jak przestanie się budzić w nocy, to przeprowadzę syna do własnego łóżeczka. Nie mam zamiaru wstawać w nocy.
              Starszy syn przestał budzić się w nocy po trzecich urodzinach. Myślałam, że to późno, ale myślę, że z młodszym będzie jeszcze gorzej.
              • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 08.01.13, 00:36
                akurat ja mam chyba łatwiej ;), to znaczy różnie jest, ale dzięki sapaniu razem większości pobudek nie odczuwam.
                natomiast zawsze, jak jestem zmęczona (jak się nie uczę po nocach, albo nie siedzę na forum :P, to raczej rzadko mi się zdarza), to sobie myślę o tym co to jest ten rok, dwa, czy nawet trzy w stosunku do całego życia. jeszcze się wyśpię - wyłączając oczywiście okres dojrzewania u dzieci :D i czekania na nich po nocach ;). a one najbardziej potrzebują bliskości i wspomnianej responsywności właśnie teraz. nie tylko z badań, ale i od znajomych wiem, że czym mocniej naładują się im akumulatory w niemowlęctwie i dzieciństwie, tym łatwiej jest potem. że już nie wspomnę o naszej starości, kiedy role się odwrócą, a wtedy to empatia (której fundament buduje się właśnie teraz) naszych dzieci będzie dla nas skarbem bezcennym.
                miłych snów :)
        • natalinek.j Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 23.01.13, 12:59
          Współczuję, bo wiem co przechodzisz..... tak bardzo dokładnie to wiem.
          Mam to już za sobą ;)
          Mój synek też z tych wymagających ;) Kilkanaście pobudek w nocy, tyle, że ja karmiłam piersią jeszcze. Byłam wykończona, mały wył w nocy jak go uspokoiłam, zasypiał i spał godz., może 1,5 i znowu ryk. Zadnej nocy nie przespałam ciurkiem chociażby 3 godzin. Byłam cieniem człowieka. No i doszło do tego, że kilka razy zemdlałam. Mąż się wystraszył i na siłę wypchnął mnie do lekarza, a ja była pewna co usłyszę..... zrobiłam badania i usłyszałam to czego się spodziewałam. Więcej jeść, więcej snu, dziecku jest potrzebna mama, ale zdrowa. Pani dr powiedziała, że zna ten stan z doświadczenia.... od rana przy dzieciach, obowiązki domowe, starsza córka szkoła, a w nocy druga (albo może trzecia) zmiana, notoryczny brak snu, przemęczenie i do tego złe odżywianie. Po prostu nie było nawet kiedy zjeść.... Ktoś zapyta gdzie był mąż.... A on ciągnie dwie prace, między nimi robił nam większe zakupy. W nocy próbował wstawać, ale przecież piersią nie nakarmi... mały się przy nim nie uspokajał, więc i tak musiałam wstawać. Maż ma odpowiedzialną pracę, musi być "przytomny", więc sama się na to godziłam. Jak wyszły te omdlenia, to sama też się wystraszyłam.... że ja się przewrócę i nikogo nie będzie w domu, co wtedy z malutkim.... Wtedy odpuściłam, przeniosłam się do małego pokoju i spałam w łóżku z młodym, a mąż ze starszą córką. Problem zaczął znikać. Wniosek jest taki, że są dzieci które potrzebują bliskości mamy w nocy. Synek jak się budził to tylko sprawdzał czy jestem i szedł spać dalej, dzięki czemu lepiej się wysypiałam. Byłam mniej nerwowa, miałam więcej siły na wszystko... Po kilku takich tygodniach, wróciłam do swojego łóżka, a małego jak się obudził brałam do nas. Stopniowo pobudka nocna zrobiła się jedna i przesuwa się coraz bliżej rana :) Dzisiaj wygląda tow ten sposób, że usypiam go w naszym łóżku wynoszę do łóżeczka i tam śpi do jakieś 4 rano, lub do mojego budzika o 6.30 ;) Tylko jak jest chory, to wtedy noce są nieprzespane (na szczęście bardzo rzadko coś łapie).
      • orto_nie_orto Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 09.01.13, 13:24
        klarci napisała:

        > ja obstawiam, że może chodzić o bliskość. dzieci w nocy się budzą, bo tak mają.
        > zazwyczaj w tym wieku chodzi o przytulenie, rzadziej o jedzenie.

        U dwóch egzemplarzy chodziło o żarcie. Były głodne - oba były cyckowe, ale jak dostały dobrą kaszę na wieczór to spały do rana bez budzenia.

        A też były kombinacje z bliskościami, przytulaniami, etc. Okazało się, że jak dzieciak jest głodny to ma zjeść.
        • klarci Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 09.01.13, 14:58
          > Okazało się, że jak d
          > zieciak jest głodny to ma zjeść.
          no jasne, że tak często jest, nigdzie nie napisałam, że nie.
          mój karmiony mieszanie prawie od początku, ma 14 miesięcy i co drugą noc musi być butla - chce to dostaje. na ten moment umiem rozpoznać co i jak. bliskość ma, bo śpimy razem. ale czasami chce pierś. jest na tyle wyrazisty i stanowczy, że szybko wiadomo o co chodzi.
    • creolla Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 09.01.13, 14:40
      Witaj!
      Podziwiam, bo długo wytrzymałaś, ale powiem Ci co radzę z mojego doświadczenia. U mnie trwało to ok 1,5 roku, zanim przestałam myśleć o tym, że znów będzie powtórka z rozrywki....
      Otóż przestałam używać huśtawek, bujaków itp. Najpierw próbowałam usypiać na rękach, ale mały się wkurzał i skończyło się na tym, że pozwoliłam mu zasypiać samemu gdzie chce i jak chce:
      najpierw trwało to z 2 godz. i polegiwał na podłodze, wlaził na wpół do łóżeczka, skakał po łóżku, turlał się itp. Ja konsekwentnie dawalam mu spokój- gdzieś po tyg. zasypiał tak po 20 min. u nas na łóżku, i przenosiłam go do łóżeczka.
      No i tu schody znów, bo jak zasnął koło 21.00 tak, po 23-ciej była pierwsza pobudka i wstawanie, utulanie i odkładanie, za 1,5 godz. znów..... łoooo, aż mi słabo jak o tym pomyślę.
      W końcu wymiękłam, i w końcu wziełam do łóżka swojego, jakież było moje zdziwienie i ból zdrętwiałej ręki (bo leżał głową na moim prawym ramieniu) jak po pierwszej takiej nocy, zbudzona zostałam o 5.30 przez moje dziecię, na którego paszczy widniał bananowy uśmiech i znaczące "am am" :)
      Inna sprawa, że mój syn miał refluks i to też przyczyniło się do całej tej niekomfortowej sytuacji :( Długo spał wtulony na mojej ręce- tak chciał, bo miał wtedy wyżej górną połowę ciała i treść żołądkowa nie cofała mu się aż tak, a nawet jak do tego do chodziło, to szybko wtulał się, głaskałam po głowie i spaliśmy dalej.
      Fakt, powoli odzwyczajał się od naszego łóżka, a nie przychodził do nas ze swojego dopiero jak skonczył 4,5 roku, ale ja przynajmniej nie popadałam w paranoje i depresję.
      ( Teraz ma siedem lat i zasypia DOSŁOWNIE w minutę:))
      P.S. Dlatego w nosie miałam wszystkie rady, przestrogi itp. tzw. "mądrych ciotek" i jak urodzila się córeczka, wyszłam z założenia, że łóżeczko będzie na potem. Jednak Ona na szczęście uznała, że już jest dorosła w wieku 6 mies. i wtedy z powodzeniem przez przypadek poniekąd poochała miłością prawdziwą swoje szczebelki:)- z resztą ma dwa lata i dalej w nich śpi....
      Pozdrawiam- bardzo przepraszam, że długo....
      KOBIETO! ZRÓB TO, CO PODPOWIADA CI INTUICJA!!! I wyśpij się w końcu :*
      • gacek-junior Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 09.01.13, 19:36
        autorka wątku napisała, że jak wzięła dziecko do siebie, to było jeszcze gorzej.
        ja z synem śpię mniej więcej odkąd skończył 4-5 m-cy i nadal budzi się co 2 godz (raz na miesiąc zdarzy się 5 godz przerwy), więc niestety to nie pomaga u wszystkich dzieci...
    • mamatoja0 Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 10.01.13, 08:31
      Proponuję zrobić badania na pasożyty - glista daje strasznie popalić w nocy i stąd spanie w dzień a noc zarwana. Proszę zbierać kał z kilku dni co 2 dzień, nawet z 3-4 dni i wtedy zanieść. U niektórych maluchów glistnica daje nawet zmiany neurologiczne. Znam przypadek dziecka u którego glistnica ukazała się dopiero po 12 dniach noszenia próbki do badania. A wspomniane dziecko miało już tak zaburzony cykl nocy, że zostało stwierdzone zaburzenie neurologiczne.
    • anuszkale Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 26.02.13, 17:51
      czesc, Bardzo chciałabym Ci pomóc mogę się domyślać co przeżywasz. Mój maluch też przez rok budził się w nocy ze dwa razy .... nie mam się co porównywać ale również byłam przemęczona. mały zasypiał przy piersi i kiedy w nocy się przebudził potrzebował znowu piersi czyli mnie żeby zasnąć!!!
      Jedynym sposobem jest nauczyć dziecko samodzielnie zasypiać.
      Od kiedy mój Damianek nauczył się samodzielnie zasypiać problem zniknął .
      Teraz chodzi spać ok 20 a budzi się o 7.
      Ważne są rytuały np u mnie wygląda to tak kąpiel, kolacja,słuchanie kołysanek gdy widzę że mały jest gotowy do spania (wyciszony i spiacy) robimy pa pa rybce bojownikowi potem mocno go przytulam i kładziemy się razem do łózka.Zasypia w kilka minut sam to znaczy bez piersi, butelki czy kołysania ale w mojej obecności :-)
      ps. nie odrazu będzie idealnie samo usypianie na początku może trwać dłużej nawet do dwóch godzin mój uciekał mi z łózka:-)
      • joanna_gacek Re: Co ja mam robić,wykończę się .... 28.02.13, 18:25
        anuszka mam pytanie, ile czasu zajęło Twojemu synkowi, żeby zrezygnować z nocnych pobudek? My od 2 tygodni uczymy się samodzielnego zasypiania, tzn często nadal zasypia przy piersi, ale przedtem robimy "papa cycy". pomijając pierwsze ciężkie noce, teraz to wygląda tak, że nadal budzi się po 2-3 godz, ale zasypia w ciągu 2-3 min, tylko muszę być przy nim. ale nadal są to pobudki z domaganiem się cyca... tylko wie, że nie dostanie. a po północy już nie ma zmiłuj i karmienie musi być, może chce mu się pić, ale wody nie tknie.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka