Dodaj do ulubionych

Miekka lyzeczka do karmienia?

01.03.08, 22:17
sa w sprzedazy gumowe, miekkie lyzeczki dla dzieci. Co Pan o tym mysli, czy to
ma sens?
--
Jacek junior 01.09.07

www.dogomania.pl/forum/forumdisplay.php?f=28
Edytor zaawansowany
  • kropkaa 02.03.08, 00:20
    ???
    Nie wydaje Ci się, że czas Eksperta jest zbyt cenny, by zamulać
    takimi bzdurami???
  • ap77 02.03.08, 00:23
    a dlaczegobzduramni, skoro nawet w Poradniku jest szczeglowo poruszany sposob
    karmienia lyzeczka??? Pomysl najpierw!
    --
    Jacek junior 01.09.07

    www.dogomania.pl/forum/forumdisplay.php?f=28
  • kropkaa 02.03.08, 00:31
    Tym bardziej się dziwię, po co pytasz, skoro wiesz z "Poradnika".

    Pomyślałam wbrew pozorom i nadal się dziwię, jak przez kilka tysięcy
    lat ludzkość przeżyła (i dobrze się ma) nie będąc pewnym jakich
    łyżeczek używać.
    Może po prostu bez tych wszystkich marketingowych bzdur rodzice
    mieli jaśniejsze umysły...
  • mama-cudownego-misia 02.03.08, 06:12
    kropka, jak espert nie uzna za stosowne, to nie odpowie. Wygadany
    jest, adwokata nie potrzebuje. I proszę, oszczędź nam tych babcinych
    zachwytów nad minionymi czasami, większość z nas ma od tego teściowe.

    Miękką łyżeczkę moge polecić z doświadczenia. szczególnie taką małą.
    Metalowe były za duże na małą buzię, a plastikowe raz czy dwa młoda
    zagryzła do krwi. Miękką daję jej nawet do zabawy, oczywiście pod
    kontrolą.
  • kropkaa 02.03.08, 10:10
    Proponuję częściej spoglądać na to, co było kiedyś - jakoś mam
    wrażenie, że ufając intuicji ludzie szczęśliwsi i mniej zagubieni.
    Ale cały czas człowiek się uczy - nie wpadłabym na to, by
    jakiegokolwiek eksperta pytać o łyżeczkę. Tym bardziej, że większość
    plastku jest od Schina i non stop wychodzi na jaw, że jakieś toksyny
    się wydobywają. Sama używam tego marketingowego chwytu "dla małych
    buziek i rączek", firmy znanej i drogiej - jakie było moje
    zdziwienie, jak przeczytałam ostatnio, że właśnie jest to produkt od
    szczęśliwych mieszkańców ChRL.
    Dyskusja jest pasjonująca, ale lekko żenujące jest zastanawianie się
    w necie nad zakupem rzędu kilku złotych.
  • mama-cudownego-misia 02.03.08, 11:24
    Masz pecha, moja droga - o tym, "co było kiedyś" w dziedzinie
    wychowania i opieki nad dziećmi napisałam więcej publikacji, niż w
    życiu przeczytałaś. Co chcesz wiedzieć? Dlaczego śmiertelnosc u
    noworodków w XVIII-wiecznej Francji wynosiła do 70% w gorące lata?
    Że pediatria narodziła sie w XIX w., przedtem zaś większość dzieci
    trafiała do weterynarza, bo uważano, że dopóki nie mówią, sa jak
    zwierzęta? Albo poparte intuicją i religią obyczaje dotyczące bicia,
    często koszmarnego, często nawet po śmierci (z dziecka należało
    wybić Złego)? Równie intuicyjne "modelowanie" głowy przez położne,
    jeszcze w XX w., które miało uczynić nowonarodzone dzieci pieknymi,
    a tymczasem powodowało większe szkody neurologiczne, niż sam poród?
    Albo ciasne krępowanie niemowląt, żeby członki się nie wykrzywiły,
    skutkujące makabrycznymi odleżynami i wykrzywieniami? Kiedy zaczęto
    różnicowac program nauczania w zależności od wieku dziecka? Nie
    sięgajmy tak daleko w przeszłość - za komuny ile dzieci miało
    krzywicę, ile pracowało na polach, ile było wypadków poszczepiennej
    polio w latach 80, jakie były obyczaje dotyczące bicia...
    Twierdzić, ze kiedyś dzieciom było lepiej, może tylko zupełny laik,
    który nie znając historii wychowania czy rozwoju pediatrii nie jest
    w stanie docenić ogromnego skoku jakościowego, który się dokonał we
    wszystkich dziedzinach związanych z rozwojem dziecka, od psychologii
    poprzez medycyne, pedagogikę czy (a i owszem) marketing.

    Wracając do tematu wątku: nie wszystkie dostepne na rynku produkty
    dla dzieci są przydatne. Niektóre okazują się nawet szkodliwe, ale
    tak naprawdę, każdy pyta na własne ryzyko i o to, co jest dla niego
    akurat ważne. Ma prawo i nic Tobie albo mi do tego. Najwyżej mu
    ekspert nie odpowie.
  • kropkaa 02.03.08, 12:19
    Nie zajmuję się historią ani medycyny ani religii (chyba na
    szczęście, bo to, piszesz, nie nastraja optymistycznie). A
    sięgnięcie w stronę intuicji jest dla mnie powrotem do Natury. A w
    naturze nie ma plastiku, zwierząta nie krępują ani nie biją
    potomstwa, nie modelują też głów, nie używają becików ani rożków. To
    akurat nie było naturalne jak i naturalna nie była komuna. Bicie
    jest dla mnie taką abstrakcją, że jest w ogóle poza dyskusją i poza
    kategorycznym "nie" nie mam nic więcej do powiedzenia. Również
    medykalizcja porodu przyniosła więcej złego, niż ktokolwiek mógłby
    prognozować. Wszystko nagle stało się patologią, a na poród
    naturalny to rzecz tak mało spotykana, jak wygrana w totka. Nie
    wszystko, co nowe, jest dobre. Powraca się do chust, do
    nieszczepienia, do porodów bez całej szpitalnej otoczki. Tyle, że do
    tego trzeba ufać sobie, a nie każdą błahostkę konsultować na forum.
  • mama-cudownego-misia 02.03.08, 13:08
    Przykro mi, Kropko, ale znowu mijasz się z prawdą.
    Medykalizacja porodów zła? prosze bardzo: na początku XVIII w.
    srednia długość życia kobiety wynosiła 27 lat, średnia ilość dzieci -
    5,4. Średnia ilość dzieci, które przeżyły pierwszy rok - 2,6.
    Początek XX w.: średnia długość życia kobiety: 38 lat, średnia ilośc
    dzieci: niecałe 5, śmiertelność dzieci w wieku do lat 10: w
    zalezności od pory roku i regionu 12-23%. Dzisiejsze statystyki
    łatwo znajdziesz w internecie.
    Nie szczepimy? ok, dopóki ilość dzieci nieszczepionych w populacji
    utrzymuje się na poziomie 3-10% (w zależności od łatwości zakażenia
    daną chorobą), jest dobrze. Powyżej... Wiesz, ile dzieci zmarło na
    odrę? Ilu chłopców było bezpłodnych z powodu świnki? Ile ofiar
    pociągnęły za sobą epidemie polio, dur czy koklusz? Twoje
    nieszczepione dziecko jest bezpieczne tylko i wyłacznie dlatego, że
    inne dzieci wokół niego są szczepione, taka jest prawda.

    Powrót do natury to modne hasło, ale ci, co je głoszą, zapominają,
    że w naturze i śmiertelność jest znacznie wyższa, i matka nie ma
    wiele czasu na zajmowanie się dziećmi, bo musi zdobywać pożywienie.
    Coś za coś...

    Jeśli chodzi o intuicję, to jestem jak najbardziej za. Jest tylko
    jeden problem - lęk przygłusza intuicję. Młoda mama ma prawo się bać
    o swoje pierwsze dziecko i ma prawo zadawać nawet najgłupsze
    pytania. Fakt, że Ty słuchasz swojej intuicji, zasługuje na
    pochwałę. Ale ludzie są różni. Daj im pytać o drogę...
  • betty-226 02.03.08, 13:30
    mamo-cudownego-misia statystyki, które podajesz są zatrważające.
    Ale... fakty są też takie, że ta medykalizacja, która przyniosła
    tyle dobrego, poszła w stronę przesady. Jak choćby rutynowe
    nacinanie krocza, traktowanie porodu jak procedury, w czasie
    wykonywania której należy leżeć i przeć lub nie itd. itp.
    W naturze też różnie bywa. Czasem mama zjada swoje dzieci, czasem
    jakiś samiec, chcąc przejąć samicę, zagryza młode, już nie mówiąc
    o "zwykłych" polowaniach ;)

    W dzisiejszych czasach żeby kierować się intuicją, trzeba najpierw
    zdobyć odpowiednią wiedzę.

    (Coś czuję, że nam się oberwie ;))
    --
    'Poeta czyni się jasnowidzem przez długie, bezmierne i wyrozumowane
    wyprowadzenie z równowagi wszystkich zmysłów.' J.A. Rimbaud
  • betty-226 02.03.08, 13:31
    a nie mówiłam... :D
    --
    'Poeta czyni się jasnowidzem przez długie, bezmierne i wyrozumowane
    wyprowadzenie z równowagi wszystkich zmysłów.' J.A. Rimbaud
  • kropkaa 02.03.08, 13:38
    Też coś mi się wydawało, żeśmy odbiegły od tematu (moje uwagi były
    naprawdę ogólne i nijak się miały do autorki pytania) i wykasują
    naszą bardzo interesującą wymianę zdań i poglądów... Ech, no ale
    tematyka jest nieubłagalna:)

    PS Z uwagi Gemmavery uśmiałam się do łez:)
  • betty-226 02.03.08, 12:07
    Kropkaa, teraz wszystko produkuje się w Chinach... no może prawie
    wszystko. Ale nie znaczy to, że wszystko jest takie samo, bo jak by
    nie było każda firma (tzw. producent, który producentem jest li
    tylko z nazwy) ma swoje normy, wzorce, projekty produktów etc.

    Pytanie o łyżeczkę dość trywialne, fakt.
    Łyżeczek mam całe stado, wypróbowałam różne. Ważne by łyżeczka nie
    była za szeroka i za głęboka, żeby dziecko nie musiało nie wiadomo
    jak buzi rozdziawiać i żeby łatwo mogło z niej papu ściągnąć.
    Metalowych nie lubię. Fajne są z melaminy (choć może się zaraz
    dowiem, że to tworzywo jest trujące albo co), fajne są plastikowe z
    gumkowymi otoczkami termoczułymi ;) Zapewne z Chin :o)
    Nie zdarzyło nam się, żeby sobie dziecko kuku zrobiło łyżeczką, więc
    niebezpiecznej łyżeczki nie wskażę. Trafiałam na same bezpieczne na
    szczeście.

    I nie szarpać się proszę miłe Panie, każdy ma swoje racje.
    --
    'Poeta czyni się jasnowidzem przez długie, bezmierne i wyrozumowane
    wyprowadzenie z równowagi wszystkich zmysłów.' J.A. Rimbaud
  • kropkaa 02.03.08, 12:29
    Dokładnie tak - z tymi Chinami. Dodam, że mam wrażenie, że większość
    wyrobów różnie się tylko metką producenta. Robi Schin i robi, a
    potem tylko naklejką różnicuje. A te "fajne plastikowe z gumkowymi
    otoczkami termoczułymi", które tak lubię, firmy belgijskiej, też z
    państwa środka. Moje rozczarowanie.
    Konkluzja (choć nie na temat, dyskusja jest ciekawa) moja jest taka:
    gdyby się czytało trochę więcej niż program tv nie trzeba by było z
    każdą pierdołą latać do internetu.
  • mama-cudownego-misia 03.03.08, 15:18
    Mam nadzieję, że jednak mimo wszystko produkowane w Chinach produkty
    znanej firmy różnią się czymś od produkowanych w tychże Chinach
    niemarkowych produktów sprzedawanych na jarmarkach i w
    supermarketach. Po pierwsze jest nadzieja, ze są badane na
    okoliczność choćby ołowiu w barwnikach, po drugie presja opinii
    społecznej sprawia, że znane firmy niechętnie wybierają kontrahentów
    wykorzystujących pracę dzieci. Jeśli łyżeczka jest niemarkowa, to po
    prostu nie ma kogo ścigać. Innymi słowy - łyżeczka firmowa jest
    przynajmniej w teorii bezpieczniejsza i bardziej etyczna od łyżeczki
    niemarkowej.

    A dyskusja wyszła przecież ciekawa. Sama bym się chętnie
    dowiedziała, czemu logopeda poleca łyżeczki metalowe i gdzie znaleźć
    takie małe płaskie (mam jedną do drinków, która by się od biedy
    nadawała).
  • betty-226 03.03.08, 15:51
    Posiadam metalową łyżeczkę w komplecie z metalowym widelczykiem
    BabyOno. Odpowiednio płaska i odpowiednio wąska, a jakoś... nie
    lubię jej :D Ale widziałam też podobne firmy Tommee Tippee i pewnie
    gdyby poszukać, to by się jeszcze trochę tego znalazło.

    A jeśli chodzi o Chiny ;) Teoretycznie to jest tak, że marka ma
    ustalone normy jakościowe, określony skład chemiczny, parametry
    techniczne, prawda? Zleceniobiorca, który podejmuje się wykonania
    produktu, musi ściśle trzymać się tych parametrów. Tego pilnuje
    właściciel marki, bo w końcu on potem będzie świecić oczami.
    Ale niestety jest tak, że i wśród markowych produktów można znaleźć
    czarne owce. Niedawno głośna była sprawa toksyczności zabawek Polly
    Pocket Mattel. Oczywiście wina spadła od razu na Chiny, gdzie
    Oczywiście te zabawki były wyprodukowane. Ale Mattel przeprosili
    Chiny i przyznali się, że to wina marki a nie fizycznego wykonawcy.
    Jednak wciąż markowe są bezpieczniejsze od niewiadomego pochodzenia
    produktów, bo nad markowymi jakaś kontrola jest.
    --
    'Poeta czyni się jasnowidzem przez długie, bezmierne i wyrozumowane
    wyprowadzenie z równowagi wszystkich zmysłów.' J.A. Rimbaud
  • mama-cudownego-misia 03.03.08, 16:33
    W samo sedno, Betty :-)
  • gemmavera 02.03.08, 13:23
    Miłe panie, bardzo proszę, żebyście kontynuowały ten historyczny (z akcentami
    sinologicznymi ;))) wątek na priv. :D

    Mamo_cudownego_misia, dane, którymi nas tu obdzieliłaś zapewne są interesujące,
    ale nie zapominajmy, czemu ma służyć to forum.

    --
    Jak dorosnę, to zostanę partaczem.

    Inny Świat
  • mama-cudownego-misia 03.03.08, 15:34
    :-))
    No dobra, dobra... Zboczenie zawodowe.
  • daisy74 02.03.08, 17:55
    A nas logopeda przekonuje do łyżeczki metalowej-nie za szerokiej,w
    miarę płytkiej
  • kropkaa 02.03.08, 19:54
    O, bardzo ciekawe.
    A czy jakoś może Ci mówił, czemu lepsza?
  • ap77 02.03.08, 21:46
    no widzisz Kropko jednak sie zainteresowalas?
    Moge pytac o co chce, sa tu na forum pytania powazne i mniej powazne tak jak
    "Poradnik", są tam poruszane sprawy powazniejsze i mniej powazne, z
    przymróżeniem oka.
    I dlatego jestem ciekawa opinii o lyzeczce. Zwlaszcza, ze jest kilka "szkół"
    karmienia za jej pomoca...
    Nie badz taka "do przodu" nastepnym razem!

    --
    Jacek junior 01.09.07

    www.dogomania.pl/forum/forumdisplay.php?f=28
  • kropkaa 02.03.08, 22:45
    Tyle, że ja nie pytam eksperta...
    A do przodu oczywiście będę, bo nie zmienia to faktu, że wg mnie
    jest to pytanie bzdurne.
    Szkoły karmienia mnie też nie interesują, ale jest jeden plus -
    dyskusja okołoowątkowa była dla mnie bardzo ciekwa, choć niestety
    nie mogłyśmy jej kontynuować.
  • mariken 03.03.08, 07:20
    pierwsza łyżeczka kaliny była z zestawu bodajże canpola - trzy łyżeczki, mała,
    dwie większe. na początek była ok. potem kupiłam plastikowe łyżeczki w drogerii
    w niemczech - okazało się, że identyczne dodawło nestle do kaszek. kalina je
    lubi, są poręczne i całkiem sporo się na nich mieści - w przeciwieństwie do
    łyżek (tych pokazujących ciepło) tommee tippee czy mothercare.
    metalowe nie są polecane przez producentów dań słoikowych - ryzyko odpryśnięcia
    szkła ze słoika.

    musisz zobaczyć co zaakceptuje dziecko :)

    a.
    --
    ♥meisje♥
  • marl-enia 03.03.08, 13:13
    Dyskusja ciekawa,trzeba przyznac,aczkolwiek widze tu troche czepialstwa.
    Diewczyna zadala konkretne pytanie i oczekuje konkretnej odpowiedzi,kto pyta nie
    bladzi. Po za tym wydaje mi sie,ze dla kazdego co innego jest wazne i mysle ze
    nie powinno sie tej waznosci ignorowac. Tak jak o cudzych gustach tak o cudzych
    priorytetach nie powinno sie dyskutowac.
  • betty-226 03.03.08, 13:32
    Podyskutowałabym z Tobą na temat priorytetów i ważności... ale to
    nie na temat :)
    Autorka tematu - jak sama zauważyłaś - oczekuje konkretnej
    odpowiedzi, nie zaś debaty nad jej priorytetami ;) :D
    Może zostańmy już w temacie.

    Tak sobie zerknęłam na te silikonowe łyżeczki i zastanawiam się,
    jaki to ma sens. Miękka, żeby dziąseł nie podrażniała. A dzieci i
    tak gryzą tak przeróżne, twarde zabawki, że się podrażniają te ich
    biedne dziąsła na każdym kroku. Ah, te wstrętne, twarde
    grzechotki! ;)
    --
    'Poeta czyni się jasnowidzem przez długie, bezmierne i wyrozumowane
    wyprowadzenie z równowagi wszystkich zmysłów.' J.A. Rimbaud
  • marl-enia 03.03.08, 14:40
    A moj synek ma takowa lyzeczke i swietnie mu smakuje;) plastikowa tez ma i tez
    mu smakuje;)
  • mama-cudownego-misia 03.03.08, 15:10
    Moje szczęście ma zwyczaj gryźć łyżeczkę, a jednocześnie jakoś słabo
    dzioba otwiera. Efekt taki, że metalowe do tego dzioba w ogóle nie
    wchodziły, zaś posiadane przez mnie plastikowe (z kaszki nestle,
    danonków i czegoś tam jeszcze) miały na tyle ostre kanty, że dwa
    razy zagryzła do krwi. Pewnie by się prędzej czy później oduczyła
    gryźć, ale jakoś tak wyszło, że znalazłam silikonowe...
    Dodatkowy atut jest taki, że jak na prawdziwą Zosię-samosię
    przystało, Młoda w trakcie jedzenia musi mieć drugą łyżeczkę, którą
    sobie wsadza gdzie popadnie - w oko, do nosa... Jakoś mi z tą
    silikonową bezpieczniej.
  • marl-enia 03.03.08, 16:03
    Dokladnie,moj tez musi miec jedna w reku zebym mogla go nakarmic,a do tego
    jeszcze miske z jedzeniem zabiera.
  • mama-cudownego-misia 03.03.08, 16:31
    Oj tak... Moja też ma dwa motta życiowe - "mam marchewkę i nie
    zawaham się jej użyć', oraz "czapeczki to dzieło szatana" :-)

    A Gemmavera nas zaraz sprzątnie ;-)
  • pawel.zawitkowski 06.03.08, 03:55
    Nie ma sensu...
    Twarda łyżeczka to precyzyjny bodziec przekazywany na język i wargi.
    Lepsze czuucie, lepsza motoryka języka, lepsze ściaganie pokarmu z
    łyżeczki, itd... To, do jakiego stopnia ma to być twarda łyżeczka,
    zalezy od stopnia umiejętności dziecka. Im większe kłopoty z
    jedzeniem łyżeczką tym więcej argumentow za łyżeczką twardą. Trudno
    mi doszukać się czegokolwiek pozytywnego w "miękkiej łyżeczce", tym
    bardziej, że chętnie bym się dowiedział co to znaczy "miękka" w tym
    przypadku.
    Serdecznie pozdrawiam.
    Paweł Z.
  • mama-cudownego-misia 06.03.08, 13:22
    Miękka mniej więcej jak napompowana opona od roweru :-), z
    powodzeniem może służyć jako gryzaczek, za to w porównaniu z tymi
    plastikowymi ma zwykle trochę grubszy, bardziej zaokrąglony rant.
  • beetaa 10.03.08, 08:42
    my dostalismy na swieta miekknie lyzyczki Nuka (mi nie przyszloby do
    glowy kupowanie takich wynalazkow) i co... nasz syneczek nie mial
    ochoty takich uzywac, zamknal buzie i nie chcial otworzyc, a sprobuj
    cos wlozyc do zamknietej buzi miekka lyzeczka ;) najlepiej
    sprawdzily sie w miare plaskie i male lyzeczki, chociaz teraz je z
    kazdej byleby cos smakowitego na niej lezalo

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka