Prezent ślubny, koperta, dylemat Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • W skrócie - niebawem idę na ślub i wesele koleżanki. Do zaproszenia młodzi
    dołączyli karteczkę z wierszykiem sugerującym, że na prezent chcieliby dostać
    kasę. I teraz pytanie - czy wypada to "olać" i i tak dać prezent (np. obraz
    namalowany przez wspólną znajomą - artystkę /której na ślubie nie będzie/ -
    wiem, że się spodoba)? Czy też obligatoryjna jest koperta? Jeśli tak, ile kasy
    do niej wlożyć? Nie będę świadkową, idę sama, zarabiam dorywczo, bo kończę
    studia dopiero we wrześniu.
    • Ja uważam, że wierszyk jest tylko sugestią co młodzi chcieliby
      dostać a nie nakazem podarowania im pieniędzy. Jeżeli wiesz, że
      prezent jaki wymysliłaś im się spodoba to myślę, że spokojnie możesz
      go dać. Jak para młoda to ludzie z klasą to się ucieszą i podziękują.
      --
      pajacyk
      • No właśnie zastanawiam się, jak to jest z takimi "sugerującymi" wierszykami na
        dodatkowych karteczkach. Jeśli byłyby jednak "nieobowiązkowe", to przeciez mozna
        by je dodać tylko do zaproszeń "cioć" itp, a do studenckich "niskobudżetowych"
        znajomych niekoniecznie wink
        • A jak ciocia jest niskobudżetowa? wink
          Na serio: może być prezent rzeczowy, wierszyk (idiotyczny zwyczaj,
          swoją drogą) to tylko sugestia. A jeśli koperta - to co łaska plus
          vat, czyli tyle, ile chcesz i możesz.
          • "I teraz pytanie - czy wypada to "olać" i i tak dać prezent"

            Nie, nie wypada. Sugestię w wierszyku należy potraktować poważnie, bo przecież
            nie mogli napisać wprost: daj kasę i już.
            --
            Każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem szczególnym dobrem narodu!
          • Mnie też ksiądz za ślub w mojej parafii powiedział co łaska nie mniej niż 1500
            zł, na szczęście znalazłam bardzo małą i uroczą kaplice gdzie wzięłam ślub.
            Powiem tak na dzień dzisiejszy włożyć do koperty 400 zł jak dla mnie to lipa. Bo
            tyle się dawało i 5 lat temu, a wesele są coraz droższe niestety. Ja mam swoją
            stawkę ile daję i wiem, że nie mam czego się wstydzić, ale to tylko moje skromne
            zdanie
            • Bez żartów. Studentka nie ma żadnego obowiązku dawać tysięcy. To dotyczy rodziny i to tej starszej części. Głodować, bo ktoś sobie zażyczył kasę? Jeżeli ci ludzie Cię lubią, to na 100% nie chcą twojej krzywdy. Zostaw prezenty mające "zaćmić" resztę takim typkom jak joanna182-0. Jest ich wystarczająco, więc państwo młodzi kupią sobie pewnie to, co zaplanowali. A swoją drogą wesele to raczej nie sposób zarabiania pieniędzy. jeżeli ktoś przelicza, czy mu się zwróci, a być może zarobi i ile, to może powinien sobie darować. Ale nie, przecież trzeba się pokazać, a najlepiej za cudze pieniądze.
              --
              http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
        • bez przesady ja chodziłam bardzo dużo na wesela podczas studiów i dawałam kasę w
          takiej kwocie bym nie musiała potem się tego wstydzić. Bo wiadomo jest i tak
          potem kto ile dał
          • A jaka to jest wstydliwa kwota? Bo szczerze dla mnie- już wkrótce panny
            młodej- taka kwota nie istnieje- nawet drobiazg jest wartościowy jeśli
            włożono w niego serce
            • Popieram.
              Ale pewnie są różne środowiska. Niektóre przeliczają wartość człowieka na podstawie pieniędzy, jakie ma i jakie można z niego wydoić. Jakoś nie głoduję, ale czuję wstręt do traktowania mnie jako portmonetki.
              Naprawdę,jeśli czuję że mnie wybrano zaproszeniem, bo wyliczono, że mogę dać większy prezent niż inny, bliższy, ale biedniejszy, to zazwyczaj rezygnuję z udziału. Ale też i nie zdarzają mi się często takie typki. Mam szczęście, że otaczają mnie ludzie,którzy chcą razem świętować miłą okazję, pokazać wzajemną sympatię a nie szukają sposobu zarabiania pieniędzy.

              --
              http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
    • To zależy od tego... na ile gościa stać.
      Jeżeli stać go na wydatek rzędu 200-250 zł/osoba, wtedy powinien dac kopertę. Bo
      jeżeli daje prezent, to dlatego że:
      - ważne jest dla niego to, co on chce, nie młodzi (bo chce "być zapamiętany"
      jako dawca prezentu)
      - może chcieć ukryć swoje skąpstwo w postaci taniego prezentu (przypominam,
      mówimy o kimś, kogo na wydatek stać).
      Jeżeli gościa nie stać, daje tyle pieniędzy/taki prezent na ile go stać.
      Inna sprawa, jeżeli gość potrafi dać taki prezent, którego koperty "nie
      przebiją" - czyli zamiast kolejnego kompletu garnków, obraz itp.
      --
      _____________________________________
      Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów niema, tylko praca i praca....
      • To sugestia. I uwazam ze kasa jest najlepszym prezentem chyba ze zna sie dobrze
        panstwa mlodych i wie ze na pewno sie z czegos uciesza. Tak jak w WAszym
        przypadku. A co do koperty-sa nieoficjalne stawki ile SIE daje (to takie troche
        koscielne co laska ale wiadomo ze nie mniej niz...)Nie krzyczcie na mnie-mnie
        tez sie to nie podoba.
        Ale najlepsza jest lista prezentow tak jak na zachodzie-naprawde super-mozna
        kupic cos malego, mozna sie zlozyc z inna para na cos wiekszego, a panstwo
        mlodzi nie maja kupy nie pasujacych do niczego, powtarzajacych sie klamotow,
        okupujacych poznej pawlacze lub piwnice albo sprzedawanych za grosze na allegro.
        Doradzam danie obrazu.
        --
        W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
        podejrzane i niebezpieczne.
        Compendium Medicum Actum (1789)
        • Babo67, a jakie są te "nieoficjalne" stawki?

          Zastanawiam sie nad tym obrazem jeszcze o tyle, że po ślubie młodzi będą
          mieszkać chwilę u rodziców, potem kilka m-cy w wynajętym mieszkaniu, a potem
          wyjeżdżają na pół roku - rok za granicę. A potem nie wiadomo. wiec pewnie obraz
          też trafi do pawlacza...
          • Na tym forum byl niedawno dluuugi watek na ten temat, malo sie wszyscy nie
            pozabijali, dziewczyna szla na wesele, biedna studentka i pytala ile wlozyc do
            koperty.
            Niewazne-bogaci nie jestescie, prezent macie oryginalny, koperta byc nie musi.
            --
            W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
            podejrzane i niebezpieczne.
            Compendium Medicum Actum (1789)
          • Nieoficjalna stawka od "szarego" gościa jest taka, by talerzyk się
            zwrócił.

            --
            "JK na pewno wie, ze u np. Angazetki szanse ma ponizej 0" - Bi_scotti
            • A talerzyk to 150 zl od osoby- czyli min 300 zl od pary. Dla studentow to
              naprawde moze byc sporo.
              Co do obrazu-jesli panstwo mlodzi znaja malarkke i podobaja im sie jej obrazy
              uwazam, ze taki prezent w koncu kiedys u nich na scianie zawisnie i bedzie
              piekna pamiatka. Sztuka nie przemija z moda,jesli ten styl sie im podoba to w
              urzadza mieszkanie w kompatybilnym. Zapytac mozna, oczywiscie .
              --
              W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
              podejrzane i niebezpieczne.
              Compendium Medicum Actum (1789)
          • Nieoficjalne stawki to 150-250 od osoby, w zalezności od tego gdzie
            jest przyjęcie, itp.
            --
            _____________________________________
            Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
    • Słyszałam o sposobie wybrnięcia z takiej sytuacji jeśli nie mamy zbyt dużo a
      młodzi proszą o pieniądze - wziąć kwotę na jaką nas stać rozmienić i umieścić w
      ładnej skarbonce. Taką skarbonkę wręczyć parze młodej.
      Chociaż ja tego nie robiłam, to może jest to jakiś pomysł.
      • Pomysl genialny tylko ja ofiarowalam kasetke kupiona w Zakopanem z
        rzezbionym imieniem ukochanej sympatji mojego syna na Jej
        25urodziny.Zbieralam od kilku lat centymy euro i nazbieralo sie
        tego troche.Mialam Jej ofiarawac kasetke ,ale poniewaz nie chcialam
        dac pustej zastanawialam sie czym by ja napelnic ,lakocie odpadly
        bo dziewczyna uwaza co je i to odpadlo.Wysypalam centymy do
        kuferka zapakowalam i jak podniosla ten prezent to bylo
        zaskoczenie co tam sie kryje.Za to przy otwarciu kasetki az Ja
        zatkalo byla szczesliwa,widac bylo na twarzy radosc ta niezwykla
        niespodzianka Powiedziala ze moze zapomniec o innych prezentach za
        kilka lat,tego nie zapomni nigdy.Po przeliczeniu powiedziala ze bylo
        ponad 80e i z tego co wiem trzyma ten prezent nie naruszony .Tak
        wiec by nie uszczuplic budzetu na przyszle rodzinne imprezy
        odkladac do skarbonki.
        • Mja siostro opowiadała, że jedna panna zrobiła tort z ręczników. Zwinęła je w koło, pozwiązywała wstążeczkami, a jako różyczki na torcie były poharmonijkowane dwudziestki z kokardkami. Tort się tak wszystkim podobał, że zakasował nawet te duże prezenty. Inwencja jest istotna.
          --
          http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
    • Kiedyś, gdy w sklepach były puste półki cieszył każdy prezent.
      Cieszyła zastawa stołowa ale i komplet ściereczek kuchennych.
      Podarowanie pieniędzy uważane było za pójście na łatwiznę. Teraz nie
      zaryzykowałabym obdarowania państwa młodych nawet najdroższym i
      najpiękniejszym (w moim pojęciu) serwisem obiadowym bez uzgodnienia.
      Nie chciałabym narzucać im co maja stawiać na własnym stole przez
      najbliższe kilka/kilkadziesiąt lat. Nie kupuje prezentu szczególnie w
      przypadku, gdy wyraźnie dano mi do zrozumienia, że pieniądze będą
      milej widziane. Z obrazem jest podobnie, a nawet ryzyko większe. Nie
      każdy obraz, jaki nam sie bardzo podoba chcemy miec na własnej
      ścianie. Tym bardziej, że młodzi nawet jeszcze nie mają sciany, na
      której mogliby go wyeksponować. Ja bym zwyczajnie zapytała koleżankę,
      czy woli obraz, czy jego równowartość.
      • matylda1001 napisała:
        Nie
        > każdy obraz, jaki nam sie bardzo podoba chcemy miec na własnej
        > ścianie.

        To mi przypomniało taką sytuację: moja babcia zaprosiła najbliższą rodzinę na
        przyjęcie urodzinowe. Dostała w prezencie ogromny kosz sztucznych kwiatów i duży
        plastikowy zegar w kształcie młyna - chociaż jej się te prezenty nie podobają to
        jednak postawiła na półkach, żeby nie robić przykrości rodzinie, która często ją
        odwiedza.

      • Jest jeszcze inna możliwość- karty upominkowe. Zaczyna je oferować coraz więcej
        sklepów, w tym miedzy innymi redcoon.pl. Dzięki temu można łatwo rozwiązać
        problem niechcianych prezentów- po prostu państwo młodzi sami je sobie
        wybierają, nie ma możliwości pomyłki
        • Jestem za! Raz, że nie ma możliwości pomyłki z taką kartą, a dwa, że odpada
          problem tego, że kupi się czajnik taki sam jak już młodzi dostali, albo kolejny
          toster. A wiadomo, że młodym sprzęty na pewno się przydadzą więc karta
          upominkowa jak ta z redcoon.pl jest spoko pomysłem
          • Z tym, że taka karta od kasy w zasadzie niczym się nie różni, bo też jest "dy
            wydania", no i przede wszystkim - jak to z kasą - widać kwotę.
            • joanna_joasiek napisała:

              > Z tym, że taka karta od kasy w zasadzie niczym się nie różni, bo
              też jest "dy wydania", no i przede wszystkim - jak to z kasą - widać
              kwotę.<

              Po co w takim razie bawić się z kartą, ktora młodym tylko kłopot
              sprawia? Zmusza do pójścia do określonego sklepu i wybrania czegoś na
              siłę? Lepiej dac pieniądze i niech sobie kupią co chcą i gdzie chcą.
        • > Jest jeszcze inna możliwość- karty upominkowe.

          Szczerze to ja nie rozumiem tych kart.
          Zazwyczaj brak jest zniżek. A zakupy musisz zrobić minimum na kwotę jaka jest na karcie (bo o wymianie na gotówkę czy wydaniu reszty można zapomnieć). Dodatkowo trzeba iść do sklepu w obsługującego kartę. Dla mnie to tylko zbędny kłopot. Równie dobrze można by kupić doładowanie do telefonu, przynajmniej łatwiej to wykorzystać.

          A kasa jest najlepszym wyjściem, głównie z tego względu że młodzi coraz częściej mieszkają gdzie indziej a ślub biorą w mieście rodzinnym więc wracając nie będą obładowani prezentami.

          Ewentualnie ciekawym wyjściem jest wysłanie w grupkę znajomych listę prezentową. Młodzi piszą co by chcieli ( raz miałem coś takiego, była lista rzeczy wraz z linkami do konkretnych produktów) i grupka albo się składa wspólnie na kilka albo wybierają między sobą kto co kupuje.


          --
          Demokracja - system opresji w ktorym uciskany sam sobie wybiera przesladowce ktory bedzie przez najblizsze 4 lata podnosil podatki uciskanemu.
          • Słabo mi się robi, jak to wszystko czytam. Szczęśliwie. za mąż
            wyszłam w dawnych czasach za granicą /trzeci kraj/ dzięki czemu nie
            musiałam zapraszać żadnej rodziny: większości nie było by stać na
            pod, obiad razem i żadnych prezentów w ogóle. Bardzo to sobie
            chwaliliśmy.
            Dwa lata temu byłam naślubie młodej pary Włochów, pracujcych w
            Szwajcarii. lub oczywiście w we Włoszech. żadna z rodzin nie jest
            specjalnie zamożna. Była rodzina i znajomi młodych, również ze
            Szwjacrii. Zaproszenie zwykłe. Ślub kościelny w Turynie - zaskoczyło
            mnie, że w czasie uroczystości ślubnej /był wydrukowany program/
            ksiądz wygłaszał tylko część tekstu. niektóre wygłszali goście - a
            całość odbyła się w dwóch językach: po włosku i po francusku -
            najwyraźniej ukłon wobec gości z innych krajów /ci ze Szwajcarii
            byli najróżnieszych narodowości, ale pracując tam wszyscy znają
            francuski/. A najbardziej miłe było skonstatowanie, że ksiądz
            udzelający ślubu najwyraźniej znał osobiście oboje Młodych i odnosią
            się do nich z osobistą sympatią, wspominając chwile ich dzieciństwa.
            Na kolacji nie był. Potem kolacja w jakiś średniowiecznym zamczysku.
            wesoła i tylko z iustracją muzycną, żadnych tańców. Państwo młodzi
            nocowali w zamku. Tambylcy wrócili do domu. Dla przybyszy zza
            granicy był zarezerwowany nieduży, ale dobry hotel. Rano,
            opuszczając hotel, przekonaliśmy się ze zdziwieniem, że pokoje były
            opłacone z góry.
            Żadnych kopert nie było. Jeżeli Młodzi dostali prezenty od rodziny,
            do musiało się to odbyć w domu, przed ślubem, bo nikt żadnych worów
            nie taszczył. Współpracownicy przygotowali upominki nie wartościowe,
            ale żartobliwe w wykonaniu własnym zbiorowym, jak również krótki
            program satyryczny na temat ich wspólnej pracy.
            Zapraszający, państwo młodzi i rodzice jak również goście, dołożyli
            wszelkich starań, aby każdy się dobrze bawił, dobrze zjadł i
            przyjemnie spędził czas - i to chyba było głównym celem tego wesela,
            nie nabicie kasy, zwrot kosztów czy zdobycie góry prezentów.
            Nie wiem, jak rodzina, ale współpracownicy młodych, wszyscy naukowcy
            pracujący bądź w poważnych firmach bądź na uniwersytecie w Genewie i
            Lozannie zarabiają dobrze - gdyby było konieczne, mogli wysupłać
            niezłą sumkę lub kupić przyzwoite prezenty, tym bardziej że istnieje
            tu zwyczaj "list prezentów ślubnych" . jak i kart upominkowych w
            najdroższych nawet sklepach, tymczaem jakoś w ogóle o tym nie było
            mowy.Tam chodziło faktycznie o wzięcie ślubu w towarzystwie ludzi, z
            którymi młodzi chcieli spędzić przyjemne chwle.
            • Takich krajów jest więcej. Ja widziałam taki ślub w Szwecji i w Niemczech.
              Tyle, że fakt, to też były środowiska naukowe i menadżerskie. W takich i w Polsce chyba nie urządza się ślubu w celach zarobkowych.
              Zazwyczaj to ostatnie dotyczy osób biedniejszych, które chcą udowodnić, że takimi nie są.
              --
              http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
    • Jeśli na zaproszeniu widnieje grafomański wierszyk o papierku ze znakiem wodnym,
      kasy w kopercie nie daję. Dla zasady. Dla mnie to mało kulturalne jest. Zresztą
      mam przejścia ze znajomą, która na ślub zaprosiła tylko tych, którzy mogli dać
      kopertę. W jednej kopercie był tylko kupon totolotka i znajoma się wściekła,
      doszła kto go dał i zaproponowała żeby ofiarodawca spier....Dosłownie.
      Nie twierdzę,że wszyscy są tacy, ale wierszyki działają na mnie jak płachta na
      byka. Już wolę słuchać codziennie pitolenia polityków.

      Do autorki, ja bym była bardziej zadowolona z obrazu niż kasy. Ale ja generalnie
      sztukę lubię i doceniam.
      --
      "You talkin' to me? You talkin' to me? You talkin' to me? Then who the hell else
      are you talkin' to? You talkin' to me? Well I'm the only one here. Who the fuck
      do you think you're talking to?"
      • Wierszyk nie jest dobrym pomyslem. Duzo lepsza jest poczta pantoflowa tj,
        rodzice panstwa mlodych wybieraja kilka najbardziej towarzyskich i gadatliwych
        osob w rodzinie i przekazuja "poufna" sugestie. Niby pantwo mlodzi nie maja nic
        z tym wspolnego, a fama sie rozchodzi i wiekszosc rodziny zachowuje sie ze
        zrozumieniem.
        Ta znajoma to chyba w oborze sie chowala. Ale ten co sie chcial
        zalapac na calonocna balange zeswoja panna za 2 zl tez kawal chama. Trafil swoj
        na swego.
        --
        W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
        podejrzane i niebezpieczne.
        Compendium Medicum Actum (1789)
        • baba67 napisała:
          > Ta znajoma to chyba w oborze sie chowala. Ale ten co sie chcial
          > zalapac na calonocna balange zeswoja panna za 2 zl tez kawal chama. Trafil swo
          > j
          > na swego.

          Nie rozumiem. Został zaproszony jako gość, to przyszedł. Na imprezy rodzinno-prywatne przecież nie ma żadnego cennika usług tudzież biletów wstępu. To raczej ta zapraszająca kobieta wykazała się totalnym brakiem gościnności (żeby nie powiedzieć że brakiem elementarnej przyzwoitości), pokazując że zależało jej jedynie na pieniądzach, a nie na towarzystwie danej osoby.
          • Ona sie wykazala brakiem goscinnosci-zgoda-on sie okazal burakiem. Rozumiem ze
            zaproszona na urodziny przychodzisz z plyta DVD dolaczana do magazynow?Bo nie ma
            cennika?
            --
            W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
            podejrzane i niebezpieczne.
            Compendium Medicum Actum (1789)
      • Może wierszyk nie jest dobrym pomysłem, ale Twoje zachowanie też jest
        niekulturalne (zakladam ze stać Cię na prezent pieniężny, nie rozważam
        sytuacji materialnej).

        --
        _____________________________________
        Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
        • Do kogo ten post?
          Bo autorka jest studentka, jeszcze nie pracuje na etat, sadzisz ze moze sobie
          ot tak dac min 150 zl(bo idzie sama)?Trzeba jeszcze doliczyc koszta zwiazane ze
          strojem, fryzura, niby dla siebie, ale to SA koszta.
          Obraz ktory sie spodoba jest lepszym rozwiazaniem IMHO
          --
          W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
          podejrzane i niebezpieczne.
          Compendium Medicum Actum (1789)
          • Właśnie, koszta dodatkowe też są niestety duże. Sukienkę mam, ale buty kupić
            muszę (w których potem raczej nie pochodzę, bo na co dzień mój styl ma się nijak
            do stylu "weselnego" wink), do tego fryzjer i dojazd na drugi niemalże koniec
            Polski. Na same te rzeczy co najmniej 250 zł pęknie. Tak więc pewnie pogadam z
            artystką o obrazie smile
            • sorry, ale pojscie na wesele to jest wydatek - zawsze byl i tak traktowany
              powinien byc. I jesli kogos nie stac na zakup sukienki butow i danie porzadnego
              prezentu to nie powinien sie wybierac.
              Wesele najczesciej urzadzane jest z wyjatkowym nadszerpnieciem budzetu, czesto
              pozyczka i nic dziwnego ze mlodzi sugeruja pieniadze bo licza na to ze
              przynajmniej czesc kosztow im sie zwroci. I bzdury pisal ktos przede mna ze
              nawet danie kuponu w totolotka jest ok dla zasady. Do autorki wątku - obraz sam
              w sobie jest dobrym pomyslem, przynajmniej nie ryzykuje sie 3 kompletu sztuccow,
              natomiast jesli mlodzi sugerowali pieniadze to dalabym kase. Kwota powinna byc
              mniej wiecej taka ile kosztuje zaproszenie jednej osoby, czyli jak ktos napisal
              150-250zl. Proponuje zrezygnowac z fryzjera i samemu sie uczesac to na tym mozna
              oszczedzic min.50zl
              • > sorry, ale pojscie na wesele to jest wydatek - zawsze byl i tak traktowany
                > powinien byc.

                Sorry, ale wesele to jest duzy wydatek....dla nowożeńcow smile
                I tak powinien traktowany. Jesli kogos nie stać, niech weźmie cichy ślub.
                Nie będzie "nadszarpnięcia budżetu" ani kredytów...
                Jesli ktoś urządza wesele, nie powinien gości traktowac dosłownie jak
                współorganizatorów/sponsorów - i liczyć na to, że ich "składki" pokryją koszt
                imprezy. A państwo młodzi będą mieli dobrą zabawę, wspomnienia i nakręcony film
                do chwalenia się przed znajomymi big_grinDD
          • Do Mechantloup - ona ngdzie nie pisała, że jest studentką, za to
            napisała: "Jeśli na zaproszeniu widnieje grafomański wierszyk o
            papierku ze znakiem wodnym,
            kasy w kopercie nie daję. Dla zasady. Dla mnie to mało kulturalne jest."

            A co, źle mi się post podpiął?

            > Bo autorka jest studentka, jeszcze nie pracuje na etat, sadzisz ze
            > moze sobie
            > ot tak dac min 150 zl(bo idzie sama)?

            gdzie tak napisałam?


            --
            _____________________________________
            Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
          • Popatrzyłam na drzewko, post podpiał sie pod tego, kogo trzeba. Bardzo
            się zacietrzewiłaś w tej dyskusji.
            --
            _____________________________________
            Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
          • baba67 napisała:

            > Bo autorka jest studentka, jeszcze nie pracuje na etat, sadzisz ze
            moze sobie ot tak dac min 150 zl(bo idzie sama)?<

            Skoro myśli o jakimkolwiek prezencie to chyba może dać te 150zl w
            koperie. Przecież za obraz też musi zapłacić. Nie wyobrażam sobie
            obrazu nadającego sie na prezent ślubny, który kosztowałby mniej.

            >Trzeba jeszcze doliczyc koszta zwiazane ze strojem, fryzura, niby
            dla siebie, ale to SA koszta.<

            Tu już wykraczamy poza problem podstawowy.

            > Obraz ktory sie spodoba jest lepszym rozwiazaniem IMHO<

            Dlaczego lepszym? Na pewno nie tańszym, a o to tu głównie chodzi.
            • No wlasnie..mnie tez to zastanowilo. Przeciez koszt obrazu, porzadnego, na
              plotnie, z rama jest porownywalny. I jeszcze targac go na drugi koniec
              Polski...no nie wiem
              A z buster sie zgadzam (przepraszam, nie zwrocilam uwagi gdzie sie post
              podpina) co do NIE DAWANIA gotowki tylko dlatego ze panstwo mlodzi drukuja
              wierszyk. Niby czemu ma to sluzyc? Wychowaniu ?No jak juz po rozwodzie drugi raz
              sie beda hajtac to wesela pewnie nie zrobia...tak jakos glupio.
              Mam podejrzenia ze nie chce sie dac koperty bp sie chce przyoszczedzic.
              --
              W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
              podejrzane i niebezpieczne.
              Compendium Medicum Actum (1789)
              • Obraz byłby zrobiony po kosztach (materiałów), bo tak jak pisałam, malowałaby go
                zaprzyjaźniona kobitka. Na pewno zamknąłby się w 100 zł, góra 150 zł. Pisząc
                pierwszego posta myślałam, że (zwyczajowo?) nie daje się takich kwot, tylko co
                najmniej 2 raz więcej.
                • Na wesele nie zaprasza się osób przypadkowych, a sytuację materialną
                  znajomych się raczej zna. Nie masz forsy i koleznka o tym wie. Skoro
                  Cię mimo wszystko zaprosiła, to znaczy, że nie liczy na kosztowny
                  prezent. Chyba zalezy jej przede wszystkim na Twojej obecności. Daj
                  te 150zł w kopercie, ale juz nie mniej. Kup sobie najwyżej tańsze
                  buty, pojedz i baw sie dobrze. "Zwyczajowo" zwrócisz koszt swojego
                  talerzykawink Ewentualnie, jak napisałam wcześniej, wspomnij kolezance
                  o swoim pomyśle z obrazem. Jeżeli w jej oku dostrzeżesz błysk
                  pożądania kup obraz, jeżeli reakcja będzie chłodna podaruj kopertę.
                • jak idziesz z para to min 300, ale jedziesz sama. Zastanow sie po co Ci klopot z
                  tachaniem obrazu tak daleko. Gdybys mieszkala gdzies blizej jednak doradzalabym
                  obraz. Nie wszystkie prezenty slubne to klamoty-my mamy kilka milych pamiatek.
                  --
                  W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                  podejrzane i niebezpieczne.
                  Compendium Medicum Actum (1789)
              • Parę dni temu braliśmy ślub kościelny (cywilny mamy od jakiegoś już
                czasu).
                Zgodnie z obyczajem impreza odbywała się w parafii Pani Młodej,
                czyli pod "ruską granicą". Na zaproszeniach napisaliśmy wprost, że
                chcąć zaoszczędzić gościom i sobie kłopotu, zamiast ewentualnych
                prezentów wolimy kopertę z choćby symboliczną sumą, którą wydamy
                rozsądnie. Mimo to otrzymaliśmy 3 nowe serwisy do kawy (nijak nie
                pasujące do żadnego z już posiadanych czterech - 2 po cywilnym, 2 po
                parapetówce) i ledwie odwiodłem ciocię od pomysłu
                kupienia "nowoczesnego" zegara z marszczonej skóry.

                Nie wybraliśmy wierszyka, bo nie podobało nam się takie "wolaowanie"
                tematu - wygląda jakby młodzi krępowali sie powiedzieć o swoich
                oczekwianiach i o tym czego nie oczekują. Woleliśmy napisać wprost,
                choć kulturalnie i nikt się nie obraził chyba.

                A czemu kasa?
                Primo - mieszkamy ze sobą od paru lat i w zasadzie mieszkanie mamy
                wyposażone we wszelkie niezbędne sprzęty i urządzone według naszego
                gustu. Nie jesteśmy golcami na starcie, a nawet w tym układzie
                wolałbym dobierać filiżanki i talerze osobiście.

                Secundo - logistyka, pojechaliśmy tam z półroczną córką, jej
                oprzyrządowaniem i bagażami naszej trójki. Rodzinny wyjazd na dwa
                tygodnie (dopięcie wszystkiego na miejscu, a potem "podróż
                poślubna") to samochód załadowany po dach już w tamtą stronę.
                Przepraszam ofiarodawców - serwisy zostały u teściów.

                I szczerze powiem, że nikt nie był zapraszany pod względem tego ile
                może dać. Zdaję sobie sprawę, że samo wyjście na takie wesele, to na
                miejscu dla pary koszt, powiedzmy, 200-300 zł (fryzjer, kiecka,
                buty). Dojazd z Wawy to najmarniej drugie tyle na paliwo czy kolej.

                Jestem zdania, że lepiej dać nowożeńcom (zwłaszcza tym ze stażem)
                100 złotych, niż kupować za nie coś z czym nie będą wiedzieli co
                począć.
                Kłopot dla mnie, bo muszę się nalatać i kłopot dla nich, bo muszą
                się cieszyć...
                • 02.07.10, 16:03
                  niektórze prezenty, zwłaszcza takie jak "nowoczesne i stylowe" zegary
                  po prostu nie trafią w gust i leżą na śmietniku

                  zwłaszcza, że jak się chce kupić prezent, to można się zwyczajnie
                  spytać "chcemy kupić to i to, jaki chcecie kolor"

                  --
                  _____________________________________
                  Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
                • jakbukda napisał:
                  > Zgodnie z obyczajem impreza odbywała się w parafii Pani Młodej,
                  > czyli pod "ruską granicą". Na zaproszeniach napisaliśmy wprost, że
                  > chcąć zaoszczędzić gościom i sobie kłopotu, zamiast ewentualnych
                  > prezentów wolimy kopertę z choćby symboliczną sumą, którą wydamy
                  > rozsądnie.

                  Sorry, ale mnie to przypomina żebractwo niczym grajek pod oknem. Organizuje ci chwilę "przyjemności" z własnej woli, a zaraz potem wyciąga rękę po walutę. Tak samo robi taki nowożeniec jak ty. Zasada jest ta sama, tylko cena jest inna. Grajek zadowoli się 2 zł, a ty wyceniasz "przyjemność" na 100 zł.

                  > Zdaję sobie sprawę, że samo wyjście na takie wesele, to na
                  > miejscu dla pary koszt, powiedzmy, 200-300 zł (fryzjer, kiecka,
                  > buty). Dojazd z Wawy to najmarniej drugie tyle na paliwo czy kolej.

                  Jak organizujesz wesele na drugim końcu Polski, to ty powinieneś zapewnić gościom transport. Tak robią kulturalni nowożeńcy. A ty nie dość, że narażasz ich na koszty i dyskomfort dalekiej podróży, to jeszcze z góry żądasz od nich pieniędzy. Dla mnie to już bezczelność.

                  Kto tu komu robi łaskę? Goście jadący kilkaset kilometrów do domostwa jaśnie wielmożnej panny młodej, wydający na samą podróż więcej niż dostaną na talerzyku i jeszcze zobowiązani przez ciebie do zapłaty w pieniądzu. A jaśnie wielmożny pan młody obrażony, że dostał 2 czy 3 serwis do kawy. Jeszcze się szczyci tym, że był w stosunku do gości bezpośredni!

                  Szkoda, że ci jeden z drugim nie powiedział wprost, że albo ich dowieziesz taksówką, albo szukaj se innych jeleni na weselu. To w końcu twoje wesele i tobie powinno bardziej na nim zależeć.
          • Nie jestem zwolennikiem zaglądania innym do kieszeni celem określenia kosztowności prezentu jaki dać "powinien", ale gdy już chcecie to robić w miarę sprawiedliwie, to zauważcie, że student mieszkający z rodzicami i dorabiający dorywczo jest często w lepszej sytuacji finansowej niż niejeden pracujący na etacie mający na utrzymaniu dziecko, w dodatku wynajmujący mieszkanie lub spłacający kredyt.
      • mechantloup napisała:

        > Jeśli na zaproszeniu widnieje grafomański wierszyk o papierku ze
        znakiem wodnym, kasy w kopercie nie daję. Dla zasady.<

        A co to za zasada jest, która powoduje, że robisz ludziom na przekór?
        Może zamiast kupy rupieci, których nawet nie mają gdzie trzymać, wolą
        zebrac gotówkę na wpłatę pierwszej raty za mieszkanie?
        • matylda1001 napisała:
          > Może zamiast kupy rupieci, których nawet nie mają gdzie trzymać, wolą
          > zebrac gotówkę na wpłatę pierwszej raty za mieszkanie?

          Niech sobie płacą raty za mieszkanie, tylko ze swoich, nie z cudzych pieniędzy. Najlepiej zamiast wydawać pieniądze na organizację wesela, niech te pieniądze przeznaczą na mieszkanie. A nie zapraszają gości z nastawieniem, że "finansowo muszą wyjść na swoje" i nerwowo przeglądają koperty po imprezie "żeby tylko się zwróciło". Tak się zachowuje członek rodziny czy raczej urząd skarbowy?!
          • plisowanka napisała:

            >Niech sobie płacą raty za mieszkanie, tylko ze swoich, nie z cudzych
            pieniędzy.<

            Plisowanko, mam rozumieć, że Ty chodzisz na wesela bez prezentu?
            • Jak doszłaś do takiego wniosku? Mnie się wydaje, że on nić nie pisała o swoich wizytach i prezentach. Jedynie oceniła racjonalność wydatków weselnych i moralną wartość dorabiania się na gościach.
              Sparafrazuję Cię - więc Ty urządzasz imieniny tylko jeżeli masz szansę, że Ci się zwrócą?
              --
              http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
              • lucusia3 napisała:

                > Jak doszłaś do takiego wniosku? Mnie się wydaje, że on nić nie
                pisała o swoich wizytach i prezentach. Jedynie oceniła racjonalność
                wydatków weselnych i moralną wartość dorabiania się na gościach.

                Wcale nie doszłam, własnie prosiłam, żeby napisała. Chciałam
                przeczytać o tym jak Plisowanka zachowuje sie w roli weselnego
                gościa. Wszystko, co tu napisała sugeruje, że zaproszenie traktuje
                jak skok zapraszających na jej portfel. Chciałam przeczytać, czy Ona
                pisze to na podstawie własnych doświadczeń, czy teoretyzuje, bo Jej
                opinia brzmi nieco egzotycznie. Może się doczekam na odpowiedzwink Nie
                rozumiem o co chodzi z tym dorabianiem się na gościach. Jeżeli gośc
                przeznacza jakąś sumę dla młodych (a kazdy coś tam przeznacza) to już
                koniecznie musi dać im złośliwie trzeci serwis do kawy zamiast
                gotówki, którą by woleli?

                >Sparafrazuję Cię - więc Ty urządzasz imieniny tylko jeżeli masz
                szansę, że Ci się zwrócą?<

                Nie. Nigdy nie liczyłam, ale prawdopodobnie sie nie zwracają. Sama
                też nie chodze na imieniny z drogim prezentem dlatego między innymi,
                żeby nikogo nie zobowiązywać do rewanżu, czy organizowania hucznej
                imprezy. Niektórzy tak do tego podchodza. Wesele to inna sprawa.
                Uważam, że skoro jestem zaproszona, to powinnam dać prezent. Uważam a
                jednocześnie chcę. Skoro mam na to przeznaczyć jakąś sumę, to niech
                młodzi się ucieszą z tego co chcą dostac. Jak jestem zaproszona to
                daję 800zł (ja i mąż). Wszystko jedno czy to wesele w rodzinie, czy
                wśród przyjaciół i znajomych. Wszystko jedno, czy w ekskluzywnej
                restauracji, czy w podrzędnej tańcbudzie, i mam gdzies koszt tego
                nieszczęsnego talerzyka. Daję tyle ile chcę, i na ile moge sobie
                pozwolić.
                --
                www.youtube.com/watch?v=spBOZa87xIY&feature=related
                • Dodam jeszcze, że czasami odmawiam udziału w weselu. Odmawiam w
                  stosownym czasie, a nie wtedy, gdy zapraszający zdążą już zapłacić za
                  nasz udział w imprezie. Ktoś tu napisał, że na weselu zaplanowanym (i
                  opłaconym) na 160 osób, które wstepnie potwierdziły przybycie,
                  zjawiło sie 80. To jest dopiero chamstwo! Zlekceważyć, i jeszcze
                  narazic na spory wydatek.
                  --
                  www.youtube.com/watch?v=spBOZa87xIY&feature=related
          • Co masz na myśli mówiąc "z cudzych"? Jeśli zebrali je w prezencie,
            to chyba są ich i mogą je przepić nawet.

            Poza tym według zwyczaju należy dać Młodym pieniądze (nawet
            symboliczną kwotę), bo to ma symbolizować pomyślność finansową we
            wspólnym życiu.
            Być może w Twoich kręgach listę gości kompletuje się pod kątem ich
            możliwości finansowych.
            • > Co masz na myśli mówiąc "z cudzych"? Jeśli zebrali je w prezencie,
              > to chyba są ich i mogą je przepić nawet.

              tez mnie to zdziwiło
              --
              _____________________________________
              Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
            • jakbukda napisał:

              > Co masz na myśli mówiąc "z cudzych"? Jeśli zebrali je w prezencie,
              > to chyba są ich i mogą je przepić nawet.

              Sęk w tym, że oni ich żądają (zamiast prezentów dajcie nam pieniądze) przed imprezą. Rozumiesz różnicę między prezentem-niespodzianką a wymuszeniem go w mniej lub bardziej zawoalowany sposób i planowaniem wydatków zanim się go otrzyma (np. na spłatę kredytu mieszkaniowego)?!

              mechantloup napisała:
              > Może zamiast kupy rupieci, których nawet nie mają gdzie trzymać, wolą
              > zebrac gotówkę na wpłatę pierwszej raty za mieszkanie?

      • > kopertę. W jednej kopercie był tylko kupon totolotka i znajoma się
        wściekła,
        > doszła kto go dał i zaproponowała żeby ofiarodawca
        spier....Dosłownie.


        no cóż,m po takim tekście bym s.liła od takiej znajomej. Na zawsze.

        --
        Kryminały i sensacje
    • Zwracanie organizatorom wesela "za talerzyk" kojarzy mi się z następującym
      zwyczajem, wiadomo, z Reymonta:
      "A w domu gwar się czynił coraz większy, bo wciąż wpadały kumy różne, to
      krewniaczki, to gospodynie, i dawnym obyczajem znosiły kury, to bochen białego
      chleba, placek, soli, mąki, słoniny albo i srebrnego rubla w papierku - wszystko
      to w podzięce za prosiny weselne, żeby gospodyni zbytnio się nie szkodowała."
      Osobiście, zupełnie mnie nie interesuje czy ktoś na wesele się "wyszkodował",
      czy nie. Organizując wesele trzeba mierzyć siły na zamiary i nie oczekiwać od
      gości zwrotu kosztów. Jeżeli jestem zaproszona - nie finansuję cudzej imprezy.
      Kupuję prezenty za kwotę jaką uznaję za stosowną.
      --
      Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
      • Młodzi NIE OCZEKUJĄ i NIE WYMAGAJĄ żeby im się "za talerzyk" zwróciło
        (oczywiście mówimy o kulturalnej parze). To nie od Młodych pochodzi ten
        zwyczaj/ta zasada ale raczej od gości weselnych, którzy chcieli
        wiedzieć, jak się zachować, żeby nie wyjść na skąpców (mówimy tu o
        tych, których stać).
        --
        _____________________________________
        Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
      • Dominikowo, mnie tez sie to nie podoba. Ale pomysl co by bylo, gdyby wojt nie dal?
        Jest taki zwyczaj, to albo sie dostosujesz, albo nie idziesz, Inaczej wezma Cie
        za sknere. Wyjatek stanowia osoby z najblizszego otoczenia, ktorych towarzystwo
        jest niezbedne panstwu mlodym do szczescia i ktorzy moga dac klaplego gozdzika i
        tak bedzie dobrze.
        A ponadto to nie jest tak jak w Chlopach-tam rozroznialo sie prezenty za uczte
        -bo rano wysylalo sie wspomozenie na wesele, a potem dawalo"kuchareczkom" i
        czepcowe ktore bylo PREZENTEM. Tu jest wszystko razem.
        --
        W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
        podejrzane i niebezpieczne.
        Compendium Medicum Actum (1789)
        • baba67 napisała:
          rano wysylalo sie wspomozenie na wesele, a potem dawalo"kuchareczkom" i
          > czepcowe ktore bylo PREZENTEM. Tu jest wszystko razem.

          O, nie niesmile Ja daję tylko prezent. Wcale żadnego "razem"smile Gdybym była częścią
          społeczności, która stosuje taki zwyczaj, byłoby inaczej. Nie jestem i nie czuje
          się zobowiązana.
          --
          Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
        • baba67 napisała:
          > Jest taki zwyczaj, to albo sie dostosujesz, albo nie idziesz, Inaczej wezma Ci
          > e
          > za sknere. Wyjatek stanowia osoby z najblizszego otoczenia, ktorych towarzystwo
          > jest niezbedne panstwu mlodym do szczescia i ktorzy moga dac klaplego gozdzika
          > i
          > tak bedzie dobrze.

          A po co zapraszać na ślub/wesele osoby, których towarzystwo nie jest niezbędne? Dla jaj? Dla ozdoby? Dla pieniędzy?
          • Tez sie nad tym zastanawiam. na wesela spedowe nie chadzam i nie zamierzam ich
            organizowac. W mojej najblizszej rodzinie organizuje sie wesela rodzinne gdzie
            zaprasza sie same bliskie i mile osoby. Sama obecnosc tych osob jest dla Mlodych
            najlepszym prezentem, ale poniewaz osoby bliskie i mile robia wszystko zeby
            Panstwo Mlodzi mieli jak najlepiej na nowej drodze zycia, to z serca daja ile
            moga albo sensowne prezenty.
            Niestety w Polsce przewazaja wesela spedowe.
            --
            W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
            podejrzane i niebezpieczne.
            Compendium Medicum Actum (1789)
            • Po cywilu mieliśmy obiad dla najbliższej rodziny.
              Stety czy niestety wyszło samej najbliższej rodziny z obu stron
              (głównie mojej tutejszej) 24 osoby. Z założenia miało być skromnie,
              więc nie dopraszaliśmy znajomych i przyjaciół, a także wielu osób z
              dalszej rodziny.
              Ze strony żony, też nie każdy mógł przyjechać.

              Po kościelnym ślubie zaplanowaliśmy wesele, żeby świętować z naszymi
              znajomymi i rodziną w szerszym zakresie - zwłaszcza z tymi co nie
              byli w Wawie na cywilu.
              Wyszło koło 80 ludzi - nie uważam, że to był spęd - byli ci, których
              widzieć chcielismy (choć nie wszyscy). Zdecydowana większość
              sparowana, stąd taka ilość.

              "Po co tyle ludzi?" słyszałem. Po to: dwoje młodych, aktywnych
              towarzysko ludzi. Z rodzin w których więzy rodzinne nie kończą się
              na progu mieszkania i do tego dość licznych. Żaden spęd, tylko
              wyselekcjonowane w długich dyskusjach grono.
              Bez dyskusji moglibyśmy zapełnić i salę na 200 osób, ale nie
              liczyliśmy, że ma nam się zwrócić, więc zrobilismy to na co było nas
              stać. Jak słysze o zaciąganiu kredytów na organizację wesela, to
              mnie dreszcz przechodzi: "a co jak się jednak nie zwróci?"
              • No bo 80 osob to nie zaden sped. Sped to jest zdecydowanie powyzej setki (no
                chyba ze na wyjatkowo wielodzietne rodziny trafi a to teraz rzadkosc.
                --
                W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                podejrzane i niebezpieczne.
                Compendium Medicum Actum (1789)
      • to dawne zwyczaje chlopskie sa wyznacznikiem dzisiejszego savoir
        vivre-u? big_grin nie, ze sa zle.. tylko mnie to troche rozsmieszylo big_grin
        • Chyba troche tak. Nie moge wypowiadac sie o calej Polsce oczywiscie. Ale na
          Mazowszu i scianie wschodniej, gdzie mam rodzine koperte oblicza sie od
          talerzyka czyli minimum. Wiem ze gdybym zostala zaproszona na jakies super
          eleganckie przyjecie tobym zaproszenia zwyczajnie nie przyjela, bo mnie nie
          byloby stac. Poszlabym tylko na slub.
          --
          W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
          podejrzane i niebezpieczne.
          Compendium Medicum Actum (1789)
          • Ja mam rodzinę rozsianą po Polsce i wszędzie "obowiązuje" ta zasada.
            Gdybyśmy żyli w idealnym świecie, gdzie gości na wesele zaprasza się tylko
            takich, na których Młodym zależy i którym zależy na Młodych, to miałoby to
            wymiar - nie wiem jak to nazwać - rodzinny? Rodzice Państwa Młodych kosztują się
            na wesele, żeby rodzina i znajomi mogli cieszyć się tym wydarzeniem razem z
            Młodymi, a goście chcą w jakiś sposób pomóc w tych wydatkach, ulżyć, wspomóc
            młodych na nową drogę (uzbierają pieniądze i np. dołożą do mieszkania, samochodu).
            Ale to w idealnym świecie, gdzie gości obchodzą koszta poniesione przez Rodzinę
            Młodych.
            W naszym obecnym często nie jest się emocjonalnie związanym z Młodymi i ich
            rodzicami, nawet gdyby byli bliską rodziną, zaproszonym się jest "bo wypada" i
            pojawiają się niesnaski i bunt - "dlaczego mam finansować czyjąś imprezę".
            Zwyczaj ten pozostaje jako zwyczaj, jakiś wyznacznik dobrego wychowania. Przy
            czym ja bym przyjmowała średnią cenę za talerzyk 150-250 zł, niezależnie od
            tego, jak bardzo "bogate" byłoby wesele, chyba że sytuacja materialna gościa
            odbiega w jedną lub drugą stronę od możliwości "zwrócenia za talerzyk".
            --
            _____________________________________
            Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów niema, tylko praca i praca....
            • Świat nie jest idealny, jak piszesz, i nie widzę szans na to, żeby zaprosić
              tylko ulubionych gości. Czasem bywa tak, że zapraszam bliską przyjaciółkę, ale z
              mężem, którego nie lubię. Zapraszam ciocię, ale z wujkiem, którego nie trawię,
              albo kuzyna z drugą żonę, która mnie denerwuje.
              Jak wybrnąc z takiej sytuacji?
            • bubster napisała:
              > W naszym obecnym często nie jest się emocjonalnie związanym z
              Młodymi i ich
              > rodzicami, nawet gdyby byli bliską rodziną, zaproszonym się
              jest "bo wypada" i
              > pojawiają się niesnaski i bunt - "dlaczego mam finansować czyjąś
              imprezę".
              > Zwyczaj ten pozostaje jako zwyczaj, jakiś wyznacznik dobrego
              wychowania. Przy
              > czym ja bym przyjmowała średnią cenę za talerzyk 150-250 zł,
              niezależnie od
              > tego, jak bardzo "bogate" byłoby wesele, chyba że sytuacja
              materialna gościa
              > odbiega w jedną lub drugą stronę od możliwości "zwrócenia za
              talerzyk".

              Może od razu do zaproszenia dołączać druczek przelewu z odpowiednią
              kwotą i dopiskiem, że potwierdzeniem obecności na weselu będzie
              wpłata podanej kwoty do określonego dnia smile

              • Zawsze możesz nie przyjść -- oszczędzisz na prezencie

                --
                _____________________________________
                Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
                • No to jest wybór z którego warto skorzystać, zwłaszcza, gdy się ma do czynienia z osobami pragnącymi za wszelką cenę "olśnić" swoją imprezą, ale, żeby im się to "olśnienia" zwróciły.
                  Jak rodzina jest w słabszej sytuacji finansowej nie musi urządzać dwudniowej imprezy z dziesiątkami dań, kościołem najmodniejszym w okolicy, zawalonym kwiatami, hotelem w najdroższym dworze, orkiestrą, powozem i sukniami za grube tysiące. No i liczyć, ze goście sobie popodziwiają i zapłacą za powozy i pokazy sztucznych ogni.
                  Ja za swoje pieniądze wolę się bawić inaczej a i pewnie większość gości też.
                  --
                  http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
    • Ja już jestem starszą panią, ale jeszcze pracuję, a moje dzieci już dorosły.
      jeśli chodzę na śluby, to młodych w rodzinie lub dzieci przyjaciół. Wiele z tych
      młodych par mieszka ze sobą już przed ślubem, choćby w wynajętym mieszkaniu,
      mają więc pożyteczne rzeczy podręczne, a ozdobne zwykle lubią w innym guście niż
      ja. Dajemy z mężem tysiąc złotych i drobiazg na pamiątkę (trochę w tej
      "pamiątce" jest egoizmu - niech nas pamiętają, nawet gdy pieniądze już im się
      rozejdą). Ale pamiętam, że gdy byliśmy młodsi i mnie zasobni - też stosowaliśmy
      wersję "za talerz", czyli odpowiednik dzisiejszych 300 zł. A czemu? Bo sami
      byliśmy zadowoleni z kopert weselnych. Wesele urządzili rodzice, nie chcieli,
      byśmy się dokładali, pieniądze pozwolili nam wydać wg naszych potrzeb.
      • Wreszcie ktoś nazwał po imieniu ten idiotyczny zwyczaj dawania pieniędzy, żeby koszty wesela się zwróciły. Po pierwsze żądanie kasy to brak kultury. Co to jest ? Zaproszenie gościa czy płatna impreza z biletami wstępu ? Po drugi nic się tu nie zwraca. Za wesele płacą rodzice i wielu zostaje potem z długami, a kasę dostają młodzi, którzy nie oddają jej przecież rodzicom, tylko wydają na siebie i swoje potrzeby. I tyle. Stare wsiowe zwyczaje, jak zresztą wiele innych przenoszonych na miejski grunt. Ale dawno temu na wsiach nie dawano kasy, tylko prezenty "w naturze".
        • A wiesz, ja mam wrażenie, że to zwyczaj raczej małomiasteczkowy. Bywając na weselach wiejskich i "wielkomiejskich", mnie się takie kasoroby nie trafiały, wyłącznie w zapyziałych mieścinach mocno zadzierających nosa "miastowością".
          --
          http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
    • Choć optymiści nazywają to pragmatyzmem, a umiarkowani pesymiści -
      tupetem. Ja bym w ogóle na taką imprezę nie poszła. Jeśli młodzi
      chcą zarobić na własnym weselu, to powodzenia. "Za moich czasów" nie
      organizowało się tego typu imprez (ani ja, ani znajomi nie mieliśmy
      takiego materialnego podejścia)z myślą o ilości kopert albo przy
      pomocy listy oczekiwanych prezentów. Człowiek się cieszył, że mógł
      zaprosić pewną grupę osób i bawił się do białego rana, a dziś nawet
      tego typu uroczystości to jeden wielki biznes nie tylko dla knajp,
      lecz również dla młodej pary, kosztem zaproszonych gości.
    • Autorka to sknera i teraz szuka pretekstu by to usprawiedliwic i nie czuc sie
      jak ostatnia qrva.
      --
      Polaku! Dlaczego smierdzisz potem?
    • zdecydowanie koperta,
      myślę, że te 200-300zł będzie OK


      www.pobierzprogram.com
    • zdecydowanie kasę. ja dostałam na szczęście mało prezentów, ale jeden ten gorszy
      musiał się trafić. Dostałam komplet obiadowy z wadami fabrycznymi. Mężowi już
      zapowiedziałam, że w chwilach złości będę miała co tłuc. Od kliku osób dostałam
      prezent i mniejsze pieniążki, ale prezenty (były jeszcze trzy) trafione w
      dziesiątkę i bardzo wysokiej jakości. Co do pieniędzy to przemyśl dobrze ile
      dać. Mnie w większości przypadków ten przysłowiowy talerzyk się nie zwrócił.
      • OK, jestem w podobnej sytuacji co autorka wątku.
        Mam znajomych - moich - którzy robią huczne wesele z fajerwerkiem i
        wodotryskiem i napisali, że chcą kasę. Wiedzą, że nie zarabiam, a
        dorabiam. Nie znam nikogo na tym weselu poza nimi. Nie chcę wydawać
        300 zł na talerzyk - oni będą się bawić w gronie rodziny i
        najbliższych przyjaciół, a my z facetem będziemy robić za
        uśmiechnięte tło zabawy kompletnie nie w naszym stylu za bardzo
        ciężkie pieniądze.
        Chyba po prostu tam nie pójdę.
        PS Na miejscu tej artystki -to byłoby mi przykro... 100 zł za obraz
        to naprawdę grosze, to naprawdę ileś godzin pracy i to naprawdę po
        kosztachsad
    • nawet jeżeli wprost jest to wyartykułowane w zaproszeniu, co najwyżej jeżeli
      ktoś domaga się kasy zbyt impertynencko, to nie idę na wesele. a jak idę, to
      kupuję prezent wedle uznania za taką kwotę, która wydaje mi sie własciwa -
      naprawdę mam gdzieś czy komuś się wesele zwróci czy nie, nie mam zamiaru
      finansować czyichś imprez, samo oczekiwanie uważam za niekulturalne i źle
      świadczące o młodych. najlepszym pomysłem są listy prezentów prowadzone przez
      jakichś sklep, bo tam wiadomo czego chcą młodzi i można zadeklarować dowolną
      kwotę, kupić coś samodzielnie lub się dołożyć do drogiej rzeczy - to jest ok.
      nie uznaje czegoś takiego jak zwrot za "talerzyk", temu zwyczajowi hołduje tylko
      chytra biedota, która na kredyt robi wesela, na które ich nie stać i domaga się
      od gości ich finansowania - ja się z tego wypisuję. Nie ma obowiązku robienia
      wesel, można zrobić skromną imprezę dla najbliższej rodziny i też zawrzeć
      związek małżeński, a jeżeli ktoś chce szpanować weselem a potem oczekuje zwrotu
      kasy od gości - jego problem! Zresztą - ostatnio kilka razy słyszałam o weselach
      planowanych na 150 - 200 osób, z których dopisywało ... 60 osób! Reszta nie
      czuła się związana z młodymi na tyle aby chcieć wziąć udział, nie chcieli
      ponosić kosztów lub zwyczajnie wesel nie lubią, dzisiaj coraz częściej wesele to
      kłopot a nie radość, dobra zabawa i spotkanie z rodziną - właśnie głównie z
      powodu kasy, dlatego warto chodzić na wesela tylko najbliższych, innym nie ma
      sensu sponsorować imprez.
      • 02.07.10, 15:44
        Jeżeli jestem zaproszona na wesela, to chcę młodych obdarować wedle swego
        uznania i za kwotę na jaką mnie stać, nie obchodzi mnie co młodzi zrobią z
        prezentem, mogą go wyrzucić, choć ja staram się kupować niesztampowe prezenty
        typu serwis kawowy czy zegar, tylko rzeczy praktyczne a zarazem ładne - jeżeli w
        czyjś gust czy potrzeby nie trafiam - trudno, mogli zrobić listę ślubnych
        prezentów. Dawanie kasy uważam za wulgarne, domaganie się jej - za chamskie,
        gości nie zaprasza się po to aby finansowali wesele, jeżeli ktoś tego nie
        rozumie - to przykro mi. W swojej rodzinie nie spotkałam się z takim podejściem,
        wesela są zawsze niewielkie, głównie dla najbliższej rodziny i zazwyczaj w
        sklepie Dukka albo Almi Decor młodzi wskazują rzeczy, na które należy się
        składać, ostatnio np. na wspaniały ekspres ciśnieniowy z wieloma opcjami -
        świetna sprawa. Ale kilka razy dostałam zaproszenie od znajomych, gdzie były
        sugestie aby dać kasę - nie poszłam bo poczułam się zaproszona "na doczepkę"
        właśnie po to, aby ściągnąć ze mnie haracz pieniężny i zagwarantować sobie
        finansowanie wesela. Jak komuś odpowiada bycie sponsorem wesela - niech chodzi i
        daje, dla mnie to chamski zwyczaj i go nie popieram.
przejdź do: 1-100 101-200 201-205
(101-200)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.