Dodaj do ulubionych

Prezent ślubny, koperta, dylemat

21.06.10, 11:32
W skrócie - niebawem idę na ślub i wesele koleżanki. Do zaproszenia młodzi
dołączyli karteczkę z wierszykiem sugerującym, że na prezent chcieliby dostać
kasę. I teraz pytanie - czy wypada to "olać" i i tak dać prezent (np. obraz
namalowany przez wspólną znajomą - artystkę /której na ślubie nie będzie/ -
wiem, że się spodoba)? Czy też obligatoryjna jest koperta? Jeśli tak, ile kasy
do niej wlożyć? Nie będę świadkową, idę sama, zarabiam dorywczo, bo kończę
studia dopiero we wrześniu.
Edytor zaawansowany
  • 21.06.10, 14:53
    Ja uważam, że wierszyk jest tylko sugestią co młodzi chcieliby
    dostać a nie nakazem podarowania im pieniędzy. Jeżeli wiesz, że
    prezent jaki wymysliłaś im się spodoba to myślę, że spokojnie możesz
    go dać. Jak para młoda to ludzie z klasą to się ucieszą i podziękują.
    --
    pajacyk
  • 21.06.10, 17:45
    No właśnie zastanawiam się, jak to jest z takimi "sugerującymi" wierszykami na
    dodatkowych karteczkach. Jeśli byłyby jednak "nieobowiązkowe", to przeciez mozna
    by je dodać tylko do zaproszeń "cioć" itp, a do studenckich "niskobudżetowych"
    znajomych niekoniecznie wink
  • 21.06.10, 19:42
    A jak ciocia jest niskobudżetowa? wink
    Na serio: może być prezent rzeczowy, wierszyk (idiotyczny zwyczaj,
    swoją drogą) to tylko sugestia. A jeśli koperta - to co łaska plus
    vat, czyli tyle, ile chcesz i możesz.
  • 02.07.10, 15:17
    "I teraz pytanie - czy wypada to "olać" i i tak dać prezent"

    Nie, nie wypada. Sugestię w wierszyku należy potraktować poważnie, bo przecież
    nie mogli napisać wprost: daj kasę i już.
    --
    Każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem szczególnym dobrem narodu!
  • 02.07.10, 16:25
    Mnie też ksiądz za ślub w mojej parafii powiedział co łaska nie mniej niż 1500
    zł, na szczęście znalazłam bardzo małą i uroczą kaplice gdzie wzięłam ślub.
    Powiem tak na dzień dzisiejszy włożyć do koperty 400 zł jak dla mnie to lipa. Bo
    tyle się dawało i 5 lat temu, a wesele są coraz droższe niestety. Ja mam swoją
    stawkę ile daję i wiem, że nie mam czego się wstydzić, ale to tylko moje skromne
    zdanie
  • 03.07.10, 00:05
    Bez żartów. Studentka nie ma żadnego obowiązku dawać tysięcy. To dotyczy rodziny i to tej starszej części. Głodować, bo ktoś sobie zażyczył kasę? Jeżeli ci ludzie Cię lubią, to na 100% nie chcą twojej krzywdy. Zostaw prezenty mające "zaćmić" resztę takim typkom jak joanna182-0. Jest ich wystarczająco, więc państwo młodzi kupią sobie pewnie to, co zaplanowali. A swoją drogą wesele to raczej nie sposób zarabiania pieniędzy. jeżeli ktoś przelicza, czy mu się zwróci, a być może zarobi i ile, to może powinien sobie darować. Ale nie, przecież trzeba się pokazać, a najlepiej za cudze pieniądze.
    --
    http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
  • 02.07.10, 15:19
    bez przesady ja chodziłam bardzo dużo na wesela podczas studiów i dawałam kasę w
    takiej kwocie bym nie musiała potem się tego wstydzić. Bo wiadomo jest i tak
    potem kto ile dał
  • 02.07.10, 21:52
    A jaka to jest wstydliwa kwota? Bo szczerze dla mnie- już wkrótce panny
    młodej- taka kwota nie istnieje- nawet drobiazg jest wartościowy jeśli
    włożono w niego serce
  • 03.07.10, 00:13
    Popieram.
    Ale pewnie są różne środowiska. Niektóre przeliczają wartość człowieka na podstawie pieniędzy, jakie ma i jakie można z niego wydoić. Jakoś nie głoduję, ale czuję wstręt do traktowania mnie jako portmonetki.
    Naprawdę,jeśli czuję że mnie wybrano zaproszeniem, bo wyliczono, że mogę dać większy prezent niż inny, bliższy, ale biedniejszy, to zazwyczaj rezygnuję z udziału. Ale też i nie zdarzają mi się często takie typki. Mam szczęście, że otaczają mnie ludzie,którzy chcą razem świętować miłą okazję, pokazać wzajemną sympatię a nie szukają sposobu zarabiania pieniędzy.

    --
    http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
  • 21.06.10, 22:12
    To zależy od tego... na ile gościa stać.
    Jeżeli stać go na wydatek rzędu 200-250 zł/osoba, wtedy powinien dac kopertę. Bo
    jeżeli daje prezent, to dlatego że:
    - ważne jest dla niego to, co on chce, nie młodzi (bo chce "być zapamiętany"
    jako dawca prezentu)
    - może chcieć ukryć swoje skąpstwo w postaci taniego prezentu (przypominam,
    mówimy o kimś, kogo na wydatek stać).
    Jeżeli gościa nie stać, daje tyle pieniędzy/taki prezent na ile go stać.
    Inna sprawa, jeżeli gość potrafi dać taki prezent, którego koperty "nie
    przebiją" - czyli zamiast kolejnego kompletu garnków, obraz itp.
    --
    _____________________________________
    Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów niema, tylko praca i praca....
  • 22.06.10, 08:12
    To sugestia. I uwazam ze kasa jest najlepszym prezentem chyba ze zna sie dobrze
    panstwa mlodych i wie ze na pewno sie z czegos uciesza. Tak jak w WAszym
    przypadku. A co do koperty-sa nieoficjalne stawki ile SIE daje (to takie troche
    koscielne co laska ale wiadomo ze nie mniej niz...)Nie krzyczcie na mnie-mnie
    tez sie to nie podoba.
    Ale najlepsza jest lista prezentow tak jak na zachodzie-naprawde super-mozna
    kupic cos malego, mozna sie zlozyc z inna para na cos wiekszego, a panstwo
    mlodzi nie maja kupy nie pasujacych do niczego, powtarzajacych sie klamotow,
    okupujacych poznej pawlacze lub piwnice albo sprzedawanych za grosze na allegro.
    Doradzam danie obrazu.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 22.06.10, 08:17
    Babo67, a jakie są te "nieoficjalne" stawki?

    Zastanawiam sie nad tym obrazem jeszcze o tyle, że po ślubie młodzi będą
    mieszkać chwilę u rodziców, potem kilka m-cy w wynajętym mieszkaniu, a potem
    wyjeżdżają na pół roku - rok za granicę. A potem nie wiadomo. wiec pewnie obraz
    też trafi do pawlacza...
  • 22.06.10, 11:26
    Na tym forum byl niedawno dluuugi watek na ten temat, malo sie wszyscy nie
    pozabijali, dziewczyna szla na wesele, biedna studentka i pytala ile wlozyc do
    koperty.
    Niewazne-bogaci nie jestescie, prezent macie oryginalny, koperta byc nie musi.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 22.06.10, 11:30
    Nieoficjalna stawka od "szarego" gościa jest taka, by talerzyk się
    zwrócił.

    --
    "JK na pewno wie, ze u np. Angazetki szanse ma ponizej 0" - Bi_scotti
  • 22.06.10, 11:36
    A talerzyk to 150 zl od osoby- czyli min 300 zl od pary. Dla studentow to
    naprawde moze byc sporo.
    Co do obrazu-jesli panstwo mlodzi znaja malarkke i podobaja im sie jej obrazy
    uwazam, ze taki prezent w koncu kiedys u nich na scianie zawisnie i bedzie
    piekna pamiatka. Sztuka nie przemija z moda,jesli ten styl sie im podoba to w
    urzadza mieszkanie w kompatybilnym. Zapytac mozna, oczywiscie .
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 22.06.10, 22:27
    Wiem, że sporo - nie dawałam tyle, gdy byłam studentką i nikt się
    nie obrażał.
    --
    "JK na pewno wie, ze u np. Angazetki szanse ma ponizej 0" - Bi_scotti
  • 23.06.10, 10:23
    Totez studenci maja taryfe ulgowa.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 22.06.10, 08:57
    Słyszałam o sposobie wybrnięcia z takiej sytuacji jeśli nie mamy zbyt dużo a
    młodzi proszą o pieniądze - wziąć kwotę na jaką nas stać rozmienić i umieścić w
    ładnej skarbonce. Taką skarbonkę wręczyć parze młodej.
    Chociaż ja tego nie robiłam, to może jest to jakiś pomysł.
  • 02.07.10, 14:24
    Pomysl genialny tylko ja ofiarowalam kasetke kupiona w Zakopanem z
    rzezbionym imieniem ukochanej sympatji mojego syna na Jej
    25urodziny.Zbieralam od kilku lat centymy euro i nazbieralo sie
    tego troche.Mialam Jej ofiarawac kasetke ,ale poniewaz nie chcialam
    dac pustej zastanawialam sie czym by ja napelnic ,lakocie odpadly
    bo dziewczyna uwaza co je i to odpadlo.Wysypalam centymy do
    kuferka zapakowalam i jak podniosla ten prezent to bylo
    zaskoczenie co tam sie kryje.Za to przy otwarciu kasetki az Ja
    zatkalo byla szczesliwa,widac bylo na twarzy radosc ta niezwykla
    niespodzianka Powiedziala ze moze zapomniec o innych prezentach za
    kilka lat,tego nie zapomni nigdy.Po przeliczeniu powiedziala ze bylo
    ponad 80e i z tego co wiem trzyma ten prezent nie naruszony .Tak
    wiec by nie uszczuplic budzetu na przyszle rodzinne imprezy
    odkladac do skarbonki.
  • 03.07.10, 00:19
    Mja siostro opowiadała, że jedna panna zrobiła tort z ręczników. Zwinęła je w koło, pozwiązywała wstążeczkami, a jako różyczki na torcie były poharmonijkowane dwudziestki z kokardkami. Tort się tak wszystkim podobał, że zakasował nawet te duże prezenty. Inwencja jest istotna.
    --
    http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
  • 22.06.10, 11:04
    Kiedyś, gdy w sklepach były puste półki cieszył każdy prezent.
    Cieszyła zastawa stołowa ale i komplet ściereczek kuchennych.
    Podarowanie pieniędzy uważane było za pójście na łatwiznę. Teraz nie
    zaryzykowałabym obdarowania państwa młodych nawet najdroższym i
    najpiękniejszym (w moim pojęciu) serwisem obiadowym bez uzgodnienia.
    Nie chciałabym narzucać im co maja stawiać na własnym stole przez
    najbliższe kilka/kilkadziesiąt lat. Nie kupuje prezentu szczególnie w
    przypadku, gdy wyraźnie dano mi do zrozumienia, że pieniądze będą
    milej widziane. Z obrazem jest podobnie, a nawet ryzyko większe. Nie
    każdy obraz, jaki nam sie bardzo podoba chcemy miec na własnej
    ścianie. Tym bardziej, że młodzi nawet jeszcze nie mają sciany, na
    której mogliby go wyeksponować. Ja bym zwyczajnie zapytała koleżankę,
    czy woli obraz, czy jego równowartość.
  • 22.06.10, 11:37
    matylda1001 napisała:
    Nie
    > każdy obraz, jaki nam sie bardzo podoba chcemy miec na własnej
    > ścianie.

    To mi przypomniało taką sytuację: moja babcia zaprosiła najbliższą rodzinę na
    przyjęcie urodzinowe. Dostała w prezencie ogromny kosz sztucznych kwiatów i duży
    plastikowy zegar w kształcie młyna - chociaż jej się te prezenty nie podobają to
    jednak postawiła na półkach, żeby nie robić przykrości rodzinie, która często ją
    odwiedza.

  • 22.06.10, 13:22
    Jest jeszcze inna możliwość- karty upominkowe. Zaczyna je oferować coraz więcej
    sklepów, w tym miedzy innymi redcoon.pl. Dzięki temu można łatwo rozwiązać
    problem niechcianych prezentów- po prostu państwo młodzi sami je sobie
    wybierają, nie ma możliwości pomyłki
  • 23.06.10, 12:01
    Jestem za! Raz, że nie ma możliwości pomyłki z taką kartą, a dwa, że odpada
    problem tego, że kupi się czajnik taki sam jak już młodzi dostali, albo kolejny
    toster. A wiadomo, że młodym sprzęty na pewno się przydadzą więc karta
    upominkowa jak ta z redcoon.pl jest spoko pomysłem
  • 23.06.10, 13:24
    Z tym, że taka karta od kasy w zasadzie niczym się nie różni, bo też jest "dy
    wydania", no i przede wszystkim - jak to z kasą - widać kwotę.
  • 23.06.10, 16:02
    joanna_joasiek napisała:

    > Z tym, że taka karta od kasy w zasadzie niczym się nie różni, bo
    też jest "dy wydania", no i przede wszystkim - jak to z kasą - widać
    kwotę.<

    Po co w takim razie bawić się z kartą, ktora młodym tylko kłopot
    sprawia? Zmusza do pójścia do określonego sklepu i wybrania czegoś na
    siłę? Lepiej dac pieniądze i niech sobie kupią co chcą i gdzie chcą.
  • 02.07.10, 13:09
    > Jest jeszcze inna możliwość- karty upominkowe.

    Szczerze to ja nie rozumiem tych kart.
    Zazwyczaj brak jest zniżek. A zakupy musisz zrobić minimum na kwotę jaka jest na karcie (bo o wymianie na gotówkę czy wydaniu reszty można zapomnieć). Dodatkowo trzeba iść do sklepu w obsługującego kartę. Dla mnie to tylko zbędny kłopot. Równie dobrze można by kupić doładowanie do telefonu, przynajmniej łatwiej to wykorzystać.

    A kasa jest najlepszym wyjściem, głównie z tego względu że młodzi coraz częściej mieszkają gdzie indziej a ślub biorą w mieście rodzinnym więc wracając nie będą obładowani prezentami.

    Ewentualnie ciekawym wyjściem jest wysłanie w grupkę znajomych listę prezentową. Młodzi piszą co by chcieli ( raz miałem coś takiego, była lista rzeczy wraz z linkami do konkretnych produktów) i grupka albo się składa wspólnie na kilka albo wybierają między sobą kto co kupuje.


    --
    Demokracja - system opresji w ktorym uciskany sam sobie wybiera przesladowce ktory bedzie przez najblizsze 4 lata podnosil podatki uciskanemu.
  • 02.07.10, 16:17
    Słabo mi się robi, jak to wszystko czytam. Szczęśliwie. za mąż
    wyszłam w dawnych czasach za granicą /trzeci kraj/ dzięki czemu nie
    musiałam zapraszać żadnej rodziny: większości nie było by stać na
    pod, obiad razem i żadnych prezentów w ogóle. Bardzo to sobie
    chwaliliśmy.
    Dwa lata temu byłam naślubie młodej pary Włochów, pracujcych w
    Szwajcarii. lub oczywiście w we Włoszech. żadna z rodzin nie jest
    specjalnie zamożna. Była rodzina i znajomi młodych, również ze
    Szwjacrii. Zaproszenie zwykłe. Ślub kościelny w Turynie - zaskoczyło
    mnie, że w czasie uroczystości ślubnej /był wydrukowany program/
    ksiądz wygłaszał tylko część tekstu. niektóre wygłszali goście - a
    całość odbyła się w dwóch językach: po włosku i po francusku -
    najwyraźniej ukłon wobec gości z innych krajów /ci ze Szwajcarii
    byli najróżnieszych narodowości, ale pracując tam wszyscy znają
    francuski/. A najbardziej miłe było skonstatowanie, że ksiądz
    udzelający ślubu najwyraźniej znał osobiście oboje Młodych i odnosią
    się do nich z osobistą sympatią, wspominając chwile ich dzieciństwa.
    Na kolacji nie był. Potem kolacja w jakiś średniowiecznym zamczysku.
    wesoła i tylko z iustracją muzycną, żadnych tańców. Państwo młodzi
    nocowali w zamku. Tambylcy wrócili do domu. Dla przybyszy zza
    granicy był zarezerwowany nieduży, ale dobry hotel. Rano,
    opuszczając hotel, przekonaliśmy się ze zdziwieniem, że pokoje były
    opłacone z góry.
    Żadnych kopert nie było. Jeżeli Młodzi dostali prezenty od rodziny,
    do musiało się to odbyć w domu, przed ślubem, bo nikt żadnych worów
    nie taszczył. Współpracownicy przygotowali upominki nie wartościowe,
    ale żartobliwe w wykonaniu własnym zbiorowym, jak również krótki
    program satyryczny na temat ich wspólnej pracy.
    Zapraszający, państwo młodzi i rodzice jak również goście, dołożyli
    wszelkich starań, aby każdy się dobrze bawił, dobrze zjadł i
    przyjemnie spędził czas - i to chyba było głównym celem tego wesela,
    nie nabicie kasy, zwrot kosztów czy zdobycie góry prezentów.
    Nie wiem, jak rodzina, ale współpracownicy młodych, wszyscy naukowcy
    pracujący bądź w poważnych firmach bądź na uniwersytecie w Genewie i
    Lozannie zarabiają dobrze - gdyby było konieczne, mogli wysupłać
    niezłą sumkę lub kupić przyzwoite prezenty, tym bardziej że istnieje
    tu zwyczaj "list prezentów ślubnych" . jak i kart upominkowych w
    najdroższych nawet sklepach, tymczaem jakoś w ogóle o tym nie było
    mowy.Tam chodziło faktycznie o wzięcie ślubu w towarzystwie ludzi, z
    którymi młodzi chcieli spędzić przyjemne chwle.
  • 03.07.10, 00:24
    Takich krajów jest więcej. Ja widziałam taki ślub w Szwecji i w Niemczech.
    Tyle, że fakt, to też były środowiska naukowe i menadżerskie. W takich i w Polsce chyba nie urządza się ślubu w celach zarobkowych.
    Zazwyczaj to ostatnie dotyczy osób biedniejszych, które chcą udowodnić, że takimi nie są.
    --
    http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
  • 23.06.10, 12:16
    Jeśli na zaproszeniu widnieje grafomański wierszyk o papierku ze znakiem wodnym,
    kasy w kopercie nie daję. Dla zasady. Dla mnie to mało kulturalne jest. Zresztą
    mam przejścia ze znajomą, która na ślub zaprosiła tylko tych, którzy mogli dać
    kopertę. W jednej kopercie był tylko kupon totolotka i znajoma się wściekła,
    doszła kto go dał i zaproponowała żeby ofiarodawca spier....Dosłownie.
    Nie twierdzę,że wszyscy są tacy, ale wierszyki działają na mnie jak płachta na
    byka. Już wolę słuchać codziennie pitolenia polityków.

    Do autorki, ja bym była bardziej zadowolona z obrazu niż kasy. Ale ja generalnie
    sztukę lubię i doceniam.
    --
    "You talkin' to me? You talkin' to me? You talkin' to me? Then who the hell else
    are you talkin' to? You talkin' to me? Well I'm the only one here. Who the fuck
    do you think you're talking to?"
  • 23.06.10, 14:27
    Wierszyk nie jest dobrym pomyslem. Duzo lepsza jest poczta pantoflowa tj,
    rodzice panstwa mlodych wybieraja kilka najbardziej towarzyskich i gadatliwych
    osob w rodzinie i przekazuja "poufna" sugestie. Niby pantwo mlodzi nie maja nic
    z tym wspolnego, a fama sie rozchodzi i wiekszosc rodziny zachowuje sie ze
    zrozumieniem.
    Ta znajoma to chyba w oborze sie chowala. Ale ten co sie chcial
    zalapac na calonocna balange zeswoja panna za 2 zl tez kawal chama. Trafil swoj
    na swego.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 26.06.10, 21:15
    baba67 napisała:
    > Ta znajoma to chyba w oborze sie chowala. Ale ten co sie chcial
    > zalapac na calonocna balange zeswoja panna za 2 zl tez kawal chama. Trafil swo
    > j
    > na swego.

    Nie rozumiem. Został zaproszony jako gość, to przyszedł. Na imprezy rodzinno-prywatne przecież nie ma żadnego cennika usług tudzież biletów wstępu. To raczej ta zapraszająca kobieta wykazała się totalnym brakiem gościnności (żeby nie powiedzieć że brakiem elementarnej przyzwoitości), pokazując że zależało jej jedynie na pieniądzach, a nie na towarzystwie danej osoby.
  • 27.06.10, 09:25
    Ona sie wykazala brakiem goscinnosci-zgoda-on sie okazal burakiem. Rozumiem ze
    zaproszona na urodziny przychodzisz z plyta DVD dolaczana do magazynow?Bo nie ma
    cennika?
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 27.06.10, 11:26
    Z tą płytą DVD to niezły pomysł. Ale niekoniecznie taką z magazynów, tylko z nagraniem własnych życzeń. Ładna pamiątka od bliskich osób.
  • 27.06.10, 14:11
    Tak-jako dodatek do prezentu. Ale jesli ktos lubi uchodzic za sknere...
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 23.06.10, 19:52
    Do kogo ten post?
    Bo autorka jest studentka, jeszcze nie pracuje na etat, sadzisz ze moze sobie
    ot tak dac min 150 zl(bo idzie sama)?Trzeba jeszcze doliczyc koszta zwiazane ze
    strojem, fryzura, niby dla siebie, ale to SA koszta.
    Obraz ktory sie spodoba jest lepszym rozwiazaniem IMHO
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 23.06.10, 20:18
    Właśnie, koszta dodatkowe też są niestety duże. Sukienkę mam, ale buty kupić
    muszę (w których potem raczej nie pochodzę, bo na co dzień mój styl ma się nijak
    do stylu "weselnego" wink), do tego fryzjer i dojazd na drugi niemalże koniec
    Polski. Na same te rzeczy co najmniej 250 zł pęknie. Tak więc pewnie pogadam z
    artystką o obrazie smile
  • 02.07.10, 16:11
    sorry, ale pojscie na wesele to jest wydatek - zawsze byl i tak traktowany
    powinien byc. I jesli kogos nie stac na zakup sukienki butow i danie porzadnego
    prezentu to nie powinien sie wybierac.
    Wesele najczesciej urzadzane jest z wyjatkowym nadszerpnieciem budzetu, czesto
    pozyczka i nic dziwnego ze mlodzi sugeruja pieniadze bo licza na to ze
    przynajmniej czesc kosztow im sie zwroci. I bzdury pisal ktos przede mna ze
    nawet danie kuponu w totolotka jest ok dla zasady. Do autorki wątku - obraz sam
    w sobie jest dobrym pomyslem, przynajmniej nie ryzykuje sie 3 kompletu sztuccow,
    natomiast jesli mlodzi sugerowali pieniadze to dalabym kase. Kwota powinna byc
    mniej wiecej taka ile kosztuje zaproszenie jednej osoby, czyli jak ktos napisal
    150-250zl. Proponuje zrezygnowac z fryzjera i samemu sie uczesac to na tym mozna
    oszczedzic min.50zl
  • 02.07.10, 16:48
    > sorry, ale pojscie na wesele to jest wydatek - zawsze byl i tak traktowany
    > powinien byc.

    Sorry, ale wesele to jest duzy wydatek....dla nowożeńcow smile
    I tak powinien traktowany. Jesli kogos nie stać, niech weźmie cichy ślub.
    Nie będzie "nadszarpnięcia budżetu" ani kredytów...
    Jesli ktoś urządza wesele, nie powinien gości traktowac dosłownie jak
    współorganizatorów/sponsorów - i liczyć na to, że ich "składki" pokryją koszt
    imprezy. A państwo młodzi będą mieli dobrą zabawę, wspomnienia i nakręcony film
    do chwalenia się przed znajomymi big_grinDD
  • 24.06.10, 09:35
    Do Mechantloup - ona ngdzie nie pisała, że jest studentką, za to
    napisała: "Jeśli na zaproszeniu widnieje grafomański wierszyk o
    papierku ze znakiem wodnym,
    kasy w kopercie nie daję. Dla zasady. Dla mnie to mało kulturalne jest."

    A co, źle mi się post podpiął?

    > Bo autorka jest studentka, jeszcze nie pracuje na etat, sadzisz ze
    > moze sobie
    > ot tak dac min 150 zl(bo idzie sama)?

    gdzie tak napisałam?


    --
    _____________________________________
    Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
  • 24.06.10, 10:09
    baba67 napisała:

    > Bo autorka jest studentka, jeszcze nie pracuje na etat, sadzisz ze
    moze sobie ot tak dac min 150 zl(bo idzie sama)?<

    Skoro myśli o jakimkolwiek prezencie to chyba może dać te 150zl w
    koperie. Przecież za obraz też musi zapłacić. Nie wyobrażam sobie
    obrazu nadającego sie na prezent ślubny, który kosztowałby mniej.

    >Trzeba jeszcze doliczyc koszta zwiazane ze strojem, fryzura, niby
    dla siebie, ale to SA koszta.<

    Tu już wykraczamy poza problem podstawowy.

    > Obraz ktory sie spodoba jest lepszym rozwiazaniem IMHO<

    Dlaczego lepszym? Na pewno nie tańszym, a o to tu głównie chodzi.
  • 24.06.10, 11:32
    No wlasnie..mnie tez to zastanowilo. Przeciez koszt obrazu, porzadnego, na
    plotnie, z rama jest porownywalny. I jeszcze targac go na drugi koniec
    Polski...no nie wiem
    A z buster sie zgadzam (przepraszam, nie zwrocilam uwagi gdzie sie post
    podpina) co do NIE DAWANIA gotowki tylko dlatego ze panstwo mlodzi drukuja
    wierszyk. Niby czemu ma to sluzyc? Wychowaniu ?No jak juz po rozwodzie drugi raz
    sie beda hajtac to wesela pewnie nie zrobia...tak jakos glupio.
    Mam podejrzenia ze nie chce sie dac koperty bp sie chce przyoszczedzic.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 24.06.10, 18:26
    Obraz byłby zrobiony po kosztach (materiałów), bo tak jak pisałam, malowałaby go
    zaprzyjaźniona kobitka. Na pewno zamknąłby się w 100 zł, góra 150 zł. Pisząc
    pierwszego posta myślałam, że (zwyczajowo?) nie daje się takich kwot, tylko co
    najmniej 2 raz więcej.
  • 24.06.10, 20:11
    Na wesele nie zaprasza się osób przypadkowych, a sytuację materialną
    znajomych się raczej zna. Nie masz forsy i koleznka o tym wie. Skoro
    Cię mimo wszystko zaprosiła, to znaczy, że nie liczy na kosztowny
    prezent. Chyba zalezy jej przede wszystkim na Twojej obecności. Daj
    te 150zł w kopercie, ale juz nie mniej. Kup sobie najwyżej tańsze
    buty, pojedz i baw sie dobrze. "Zwyczajowo" zwrócisz koszt swojego
    talerzykawink Ewentualnie, jak napisałam wcześniej, wspomnij kolezance
    o swoim pomyśle z obrazem. Jeżeli w jej oku dostrzeżesz błysk
    pożądania kup obraz, jeżeli reakcja będzie chłodna podaruj kopertę.
  • 25.06.10, 07:53
    jak idziesz z para to min 300, ale jedziesz sama. Zastanow sie po co Ci klopot z
    tachaniem obrazu tak daleko. Gdybys mieszkala gdzies blizej jednak doradzalabym
    obraz. Nie wszystkie prezenty slubne to klamoty-my mamy kilka milych pamiatek.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 25.06.10, 08:23
    Transport obrazu to żaden problem, bo jedziemy samochodem, ja i znajoma para.
  • 25.06.10, 08:59
    O cholera, pisałam z pracy z ogólnego kompa, a koleżanka miała otwartą swoją
    pocztę uncertain i poszło od niej z konta uncertain
  • 02.07.10, 14:06
    Parę dni temu braliśmy ślub kościelny (cywilny mamy od jakiegoś już
    czasu).
    Zgodnie z obyczajem impreza odbywała się w parafii Pani Młodej,
    czyli pod "ruską granicą". Na zaproszeniach napisaliśmy wprost, że
    chcąć zaoszczędzić gościom i sobie kłopotu, zamiast ewentualnych
    prezentów wolimy kopertę z choćby symboliczną sumą, którą wydamy
    rozsądnie. Mimo to otrzymaliśmy 3 nowe serwisy do kawy (nijak nie
    pasujące do żadnego z już posiadanych czterech - 2 po cywilnym, 2 po
    parapetówce) i ledwie odwiodłem ciocię od pomysłu
    kupienia "nowoczesnego" zegara z marszczonej skóry.

    Nie wybraliśmy wierszyka, bo nie podobało nam się takie "wolaowanie"
    tematu - wygląda jakby młodzi krępowali sie powiedzieć o swoich
    oczekwianiach i o tym czego nie oczekują. Woleliśmy napisać wprost,
    choć kulturalnie i nikt się nie obraził chyba.

    A czemu kasa?
    Primo - mieszkamy ze sobą od paru lat i w zasadzie mieszkanie mamy
    wyposażone we wszelkie niezbędne sprzęty i urządzone według naszego
    gustu. Nie jesteśmy golcami na starcie, a nawet w tym układzie
    wolałbym dobierać filiżanki i talerze osobiście.

    Secundo - logistyka, pojechaliśmy tam z półroczną córką, jej
    oprzyrządowaniem i bagażami naszej trójki. Rodzinny wyjazd na dwa
    tygodnie (dopięcie wszystkiego na miejscu, a potem "podróż
    poślubna") to samochód załadowany po dach już w tamtą stronę.
    Przepraszam ofiarodawców - serwisy zostały u teściów.

    I szczerze powiem, że nikt nie był zapraszany pod względem tego ile
    może dać. Zdaję sobie sprawę, że samo wyjście na takie wesele, to na
    miejscu dla pary koszt, powiedzmy, 200-300 zł (fryzjer, kiecka,
    buty). Dojazd z Wawy to najmarniej drugie tyle na paliwo czy kolej.

    Jestem zdania, że lepiej dać nowożeńcom (zwłaszcza tym ze stażem)
    100 złotych, niż kupować za nie coś z czym nie będą wiedzieli co
    począć.
    Kłopot dla mnie, bo muszę się nalatać i kłopot dla nich, bo muszą
    się cieszyć...
  • 02.07.10, 16:03
    niektórze prezenty, zwłaszcza takie jak "nowoczesne i stylowe" zegary
    po prostu nie trafią w gust i leżą na śmietniku

    zwłaszcza, że jak się chce kupić prezent, to można się zwyczajnie
    spytać "chcemy kupić to i to, jaki chcecie kolor"

    --
    _____________________________________
    Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
  • 03.07.10, 19:34
    jakbukda napisał:
    > Zgodnie z obyczajem impreza odbywała się w parafii Pani Młodej,
    > czyli pod "ruską granicą". Na zaproszeniach napisaliśmy wprost, że
    > chcąć zaoszczędzić gościom i sobie kłopotu, zamiast ewentualnych
    > prezentów wolimy kopertę z choćby symboliczną sumą, którą wydamy
    > rozsądnie.

    Sorry, ale mnie to przypomina żebractwo niczym grajek pod oknem. Organizuje ci chwilę "przyjemności" z własnej woli, a zaraz potem wyciąga rękę po walutę. Tak samo robi taki nowożeniec jak ty. Zasada jest ta sama, tylko cena jest inna. Grajek zadowoli się 2 zł, a ty wyceniasz "przyjemność" na 100 zł.

    > Zdaję sobie sprawę, że samo wyjście na takie wesele, to na
    > miejscu dla pary koszt, powiedzmy, 200-300 zł (fryzjer, kiecka,
    > buty). Dojazd z Wawy to najmarniej drugie tyle na paliwo czy kolej.

    Jak organizujesz wesele na drugim końcu Polski, to ty powinieneś zapewnić gościom transport. Tak robią kulturalni nowożeńcy. A ty nie dość, że narażasz ich na koszty i dyskomfort dalekiej podróży, to jeszcze z góry żądasz od nich pieniędzy. Dla mnie to już bezczelność.

    Kto tu komu robi łaskę? Goście jadący kilkaset kilometrów do domostwa jaśnie wielmożnej panny młodej, wydający na samą podróż więcej niż dostaną na talerzyku i jeszcze zobowiązani przez ciebie do zapłaty w pieniądzu. A jaśnie wielmożny pan młody obrażony, że dostał 2 czy 3 serwis do kawy. Jeszcze się szczyci tym, że był w stosunku do gości bezpośredni!

    Szkoda, że ci jeden z drugim nie powiedział wprost, że albo ich dowieziesz taksówką, albo szukaj se innych jeleni na weselu. To w końcu twoje wesele i tobie powinno bardziej na nim zależeć.
  • 26.06.10, 21:49
    Nie jestem zwolennikiem zaglądania innym do kieszeni celem określenia kosztowności prezentu jaki dać "powinien", ale gdy już chcecie to robić w miarę sprawiedliwie, to zauważcie, że student mieszkający z rodzicami i dorabiający dorywczo jest często w lepszej sytuacji finansowej niż niejeden pracujący na etacie mający na utrzymaniu dziecko, w dodatku wynajmujący mieszkanie lub spłacający kredyt.
  • 03.07.10, 00:40
    Toteż pewnie nikt się nie spodziewa powalającego prezentu od młodego małżeństwa z niemowlakiem i kredytem hipotecznym.
    --
    http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
  • 23.06.10, 16:11
    mechantloup napisała:

    > Jeśli na zaproszeniu widnieje grafomański wierszyk o papierku ze
    znakiem wodnym, kasy w kopercie nie daję. Dla zasady.<

    A co to za zasada jest, która powoduje, że robisz ludziom na przekór?
    Może zamiast kupy rupieci, których nawet nie mają gdzie trzymać, wolą
    zebrac gotówkę na wpłatę pierwszej raty za mieszkanie?
  • 27.06.10, 11:23
    matylda1001 napisała:
    > Może zamiast kupy rupieci, których nawet nie mają gdzie trzymać, wolą
    > zebrac gotówkę na wpłatę pierwszej raty za mieszkanie?

    Niech sobie płacą raty za mieszkanie, tylko ze swoich, nie z cudzych pieniędzy. Najlepiej zamiast wydawać pieniądze na organizację wesela, niech te pieniądze przeznaczą na mieszkanie. A nie zapraszają gości z nastawieniem, że "finansowo muszą wyjść na swoje" i nerwowo przeglądają koperty po imprezie "żeby tylko się zwróciło". Tak się zachowuje członek rodziny czy raczej urząd skarbowy?!
  • 27.06.10, 12:43
    plisowanka napisała:

    >Niech sobie płacą raty za mieszkanie, tylko ze swoich, nie z cudzych
    pieniędzy.<

    Plisowanko, mam rozumieć, że Ty chodzisz na wesela bez prezentu?
  • 03.07.10, 00:47
    Jak doszłaś do takiego wniosku? Mnie się wydaje, że on nić nie pisała o swoich wizytach i prezentach. Jedynie oceniła racjonalność wydatków weselnych i moralną wartość dorabiania się na gościach.
    Sparafrazuję Cię - więc Ty urządzasz imieniny tylko jeżeli masz szansę, że Ci się zwrócą?
    --
    http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
  • 03.07.10, 21:07
    lucusia3 napisała:

    > Jak doszłaś do takiego wniosku? Mnie się wydaje, że on nić nie
    pisała o swoich wizytach i prezentach. Jedynie oceniła racjonalność
    wydatków weselnych i moralną wartość dorabiania się na gościach.

    Wcale nie doszłam, własnie prosiłam, żeby napisała. Chciałam
    przeczytać o tym jak Plisowanka zachowuje sie w roli weselnego
    gościa. Wszystko, co tu napisała sugeruje, że zaproszenie traktuje
    jak skok zapraszających na jej portfel. Chciałam przeczytać, czy Ona
    pisze to na podstawie własnych doświadczeń, czy teoretyzuje, bo Jej
    opinia brzmi nieco egzotycznie. Może się doczekam na odpowiedzwink Nie
    rozumiem o co chodzi z tym dorabianiem się na gościach. Jeżeli gośc
    przeznacza jakąś sumę dla młodych (a kazdy coś tam przeznacza) to już
    koniecznie musi dać im złośliwie trzeci serwis do kawy zamiast
    gotówki, którą by woleli?

    >Sparafrazuję Cię - więc Ty urządzasz imieniny tylko jeżeli masz
    szansę, że Ci się zwrócą?<

    Nie. Nigdy nie liczyłam, ale prawdopodobnie sie nie zwracają. Sama
    też nie chodze na imieniny z drogim prezentem dlatego między innymi,
    żeby nikogo nie zobowiązywać do rewanżu, czy organizowania hucznej
    imprezy. Niektórzy tak do tego podchodza. Wesele to inna sprawa.
    Uważam, że skoro jestem zaproszona, to powinnam dać prezent. Uważam a
    jednocześnie chcę. Skoro mam na to przeznaczyć jakąś sumę, to niech
    młodzi się ucieszą z tego co chcą dostac. Jak jestem zaproszona to
    daję 800zł (ja i mąż). Wszystko jedno czy to wesele w rodzinie, czy
    wśród przyjaciół i znajomych. Wszystko jedno, czy w ekskluzywnej
    restauracji, czy w podrzędnej tańcbudzie, i mam gdzies koszt tego
    nieszczęsnego talerzyka. Daję tyle ile chcę, i na ile moge sobie
    pozwolić.
    --
    www.youtube.com/watch?v=spBOZa87xIY&feature=related
  • 03.07.10, 21:18
    Dodam jeszcze, że czasami odmawiam udziału w weselu. Odmawiam w
    stosownym czasie, a nie wtedy, gdy zapraszający zdążą już zapłacić za
    nasz udział w imprezie. Ktoś tu napisał, że na weselu zaplanowanym (i
    opłaconym) na 160 osób, które wstepnie potwierdziły przybycie,
    zjawiło sie 80. To jest dopiero chamstwo! Zlekceważyć, i jeszcze
    narazic na spory wydatek.
    --
    www.youtube.com/watch?v=spBOZa87xIY&feature=related
  • 02.07.10, 14:23
    Co masz na myśli mówiąc "z cudzych"? Jeśli zebrali je w prezencie,
    to chyba są ich i mogą je przepić nawet.

    Poza tym według zwyczaju należy dać Młodym pieniądze (nawet
    symboliczną kwotę), bo to ma symbolizować pomyślność finansową we
    wspólnym życiu.
    Być może w Twoich kręgach listę gości kompletuje się pod kątem ich
    możliwości finansowych.
  • 03.07.10, 19:48
    jakbukda napisał:

    > Co masz na myśli mówiąc "z cudzych"? Jeśli zebrali je w prezencie,
    > to chyba są ich i mogą je przepić nawet.

    Sęk w tym, że oni ich żądają (zamiast prezentów dajcie nam pieniądze) przed imprezą. Rozumiesz różnicę między prezentem-niespodzianką a wymuszeniem go w mniej lub bardziej zawoalowany sposób i planowaniem wydatków zanim się go otrzyma (np. na spłatę kredytu mieszkaniowego)?!

    mechantloup napisała:
    > Może zamiast kupy rupieci, których nawet nie mają gdzie trzymać, wolą
    > zebrac gotówkę na wpłatę pierwszej raty za mieszkanie?
  • 23.06.10, 18:44

    > kopertę. W jednej kopercie był tylko kupon totolotka i znajoma się
    wściekła,
    > doszła kto go dał i zaproponowała żeby ofiarodawca
    spier....Dosłownie.


    no cóż,m po takim tekście bym s.liła od takiej znajomej. Na zawsze.

    --
    Kryminały i sensacje
  • 25.06.10, 09:53
    Zwracanie organizatorom wesela "za talerzyk" kojarzy mi się z następującym
    zwyczajem, wiadomo, z Reymonta:
    "A w domu gwar się czynił coraz większy, bo wciąż wpadały kumy różne, to
    krewniaczki, to gospodynie, i dawnym obyczajem znosiły kury, to bochen białego
    chleba, placek, soli, mąki, słoniny albo i srebrnego rubla w papierku - wszystko
    to w podzięce za prosiny weselne, żeby gospodyni zbytnio się nie szkodowała."
    Osobiście, zupełnie mnie nie interesuje czy ktoś na wesele się "wyszkodował",
    czy nie. Organizując wesele trzeba mierzyć siły na zamiary i nie oczekiwać od
    gości zwrotu kosztów. Jeżeli jestem zaproszona - nie finansuję cudzej imprezy.
    Kupuję prezenty za kwotę jaką uznaję za stosowną.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • 25.06.10, 10:12
    Młodzi NIE OCZEKUJĄ i NIE WYMAGAJĄ żeby im się "za talerzyk" zwróciło
    (oczywiście mówimy o kulturalnej parze). To nie od Młodych pochodzi ten
    zwyczaj/ta zasada ale raczej od gości weselnych, którzy chcieli
    wiedzieć, jak się zachować, żeby nie wyjść na skąpców (mówimy tu o
    tych, których stać).
    --
    _____________________________________
    Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
  • 25.06.10, 10:26
    Dominikowo, mnie tez sie to nie podoba. Ale pomysl co by bylo, gdyby wojt nie dal?
    Jest taki zwyczaj, to albo sie dostosujesz, albo nie idziesz, Inaczej wezma Cie
    za sknere. Wyjatek stanowia osoby z najblizszego otoczenia, ktorych towarzystwo
    jest niezbedne panstwu mlodym do szczescia i ktorzy moga dac klaplego gozdzika i
    tak bedzie dobrze.
    A ponadto to nie jest tak jak w Chlopach-tam rozroznialo sie prezenty za uczte
    -bo rano wysylalo sie wspomozenie na wesele, a potem dawalo"kuchareczkom" i
    czepcowe ktore bylo PREZENTEM. Tu jest wszystko razem.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 25.06.10, 14:27
    baba67 napisała:
    rano wysylalo sie wspomozenie na wesele, a potem dawalo"kuchareczkom" i
    > czepcowe ktore bylo PREZENTEM. Tu jest wszystko razem.

    O, nie niesmile Ja daję tylko prezent. Wcale żadnego "razem"smile Gdybym była częścią
    społeczności, która stosuje taki zwyczaj, byłoby inaczej. Nie jestem i nie czuje
    się zobowiązana.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • 27.06.10, 12:05
    baba67 napisała:
    > Jest taki zwyczaj, to albo sie dostosujesz, albo nie idziesz, Inaczej wezma Ci
    > e
    > za sknere. Wyjatek stanowia osoby z najblizszego otoczenia, ktorych towarzystwo
    > jest niezbedne panstwu mlodym do szczescia i ktorzy moga dac klaplego gozdzika
    > i
    > tak bedzie dobrze.

    A po co zapraszać na ślub/wesele osoby, których towarzystwo nie jest niezbędne? Dla jaj? Dla ozdoby? Dla pieniędzy?
  • 27.06.10, 21:10
    Tez sie nad tym zastanawiam. na wesela spedowe nie chadzam i nie zamierzam ich
    organizowac. W mojej najblizszej rodzinie organizuje sie wesela rodzinne gdzie
    zaprasza sie same bliskie i mile osoby. Sama obecnosc tych osob jest dla Mlodych
    najlepszym prezentem, ale poniewaz osoby bliskie i mile robia wszystko zeby
    Panstwo Mlodzi mieli jak najlepiej na nowej drodze zycia, to z serca daja ile
    moga albo sensowne prezenty.
    Niestety w Polsce przewazaja wesela spedowe.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 02.07.10, 14:39
    Po cywilu mieliśmy obiad dla najbliższej rodziny.
    Stety czy niestety wyszło samej najbliższej rodziny z obu stron
    (głównie mojej tutejszej) 24 osoby. Z założenia miało być skromnie,
    więc nie dopraszaliśmy znajomych i przyjaciół, a także wielu osób z
    dalszej rodziny.
    Ze strony żony, też nie każdy mógł przyjechać.

    Po kościelnym ślubie zaplanowaliśmy wesele, żeby świętować z naszymi
    znajomymi i rodziną w szerszym zakresie - zwłaszcza z tymi co nie
    byli w Wawie na cywilu.
    Wyszło koło 80 ludzi - nie uważam, że to był spęd - byli ci, których
    widzieć chcielismy (choć nie wszyscy). Zdecydowana większość
    sparowana, stąd taka ilość.

    "Po co tyle ludzi?" słyszałem. Po to: dwoje młodych, aktywnych
    towarzysko ludzi. Z rodzin w których więzy rodzinne nie kończą się
    na progu mieszkania i do tego dość licznych. Żaden spęd, tylko
    wyselekcjonowane w długich dyskusjach grono.
    Bez dyskusji moglibyśmy zapełnić i salę na 200 osób, ale nie
    liczyliśmy, że ma nam się zwrócić, więc zrobilismy to na co było nas
    stać. Jak słysze o zaciąganiu kredytów na organizację wesela, to
    mnie dreszcz przechodzi: "a co jak się jednak nie zwróci?"
  • 02.07.10, 21:03
    No bo 80 osob to nie zaden sped. Sped to jest zdecydowanie powyzej setki (no
    chyba ze na wyjatkowo wielodzietne rodziny trafi a to teraz rzadkosc.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 25.06.10, 14:16
    to dawne zwyczaje chlopskie sa wyznacznikiem dzisiejszego savoir
    vivre-u? big_grin nie, ze sa zle.. tylko mnie to troche rozsmieszylo big_grin
  • 25.06.10, 16:30
    Chyba troche tak. Nie moge wypowiadac sie o calej Polsce oczywiscie. Ale na
    Mazowszu i scianie wschodniej, gdzie mam rodzine koperte oblicza sie od
    talerzyka czyli minimum. Wiem ze gdybym zostala zaproszona na jakies super
    eleganckie przyjecie tobym zaproszenia zwyczajnie nie przyjela, bo mnie nie
    byloby stac. Poszlabym tylko na slub.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 26.06.10, 14:30
    Ja mam rodzinę rozsianą po Polsce i wszędzie "obowiązuje" ta zasada.
    Gdybyśmy żyli w idealnym świecie, gdzie gości na wesele zaprasza się tylko
    takich, na których Młodym zależy i którym zależy na Młodych, to miałoby to
    wymiar - nie wiem jak to nazwać - rodzinny? Rodzice Państwa Młodych kosztują się
    na wesele, żeby rodzina i znajomi mogli cieszyć się tym wydarzeniem razem z
    Młodymi, a goście chcą w jakiś sposób pomóc w tych wydatkach, ulżyć, wspomóc
    młodych na nową drogę (uzbierają pieniądze i np. dołożą do mieszkania, samochodu).
    Ale to w idealnym świecie, gdzie gości obchodzą koszta poniesione przez Rodzinę
    Młodych.
    W naszym obecnym często nie jest się emocjonalnie związanym z Młodymi i ich
    rodzicami, nawet gdyby byli bliską rodziną, zaproszonym się jest "bo wypada" i
    pojawiają się niesnaski i bunt - "dlaczego mam finansować czyjąś imprezę".
    Zwyczaj ten pozostaje jako zwyczaj, jakiś wyznacznik dobrego wychowania. Przy
    czym ja bym przyjmowała średnią cenę za talerzyk 150-250 zł, niezależnie od
    tego, jak bardzo "bogate" byłoby wesele, chyba że sytuacja materialna gościa
    odbiega w jedną lub drugą stronę od możliwości "zwrócenia za talerzyk".
    --
    _____________________________________
    Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów niema, tylko praca i praca....
  • 02.07.10, 12:14
    Świat nie jest idealny, jak piszesz, i nie widzę szans na to, żeby zaprosić
    tylko ulubionych gości. Czasem bywa tak, że zapraszam bliską przyjaciółkę, ale z
    mężem, którego nie lubię. Zapraszam ciocię, ale z wujkiem, którego nie trawię,
    albo kuzyna z drugą żonę, która mnie denerwuje.
    Jak wybrnąc z takiej sytuacji?
  • 02.07.10, 12:35
    bubster napisała:

    > Chyba się nie da - zalezy Ci na przyjaciółce, mąż to "dodatek".

    No wlasnie, dlatego irytują mnie głosy, żeby zapraszac tylko lubinaych gości, a
    nie robic spędów. Nie da się!
  • 02.07.10, 14:46
    bubster napisała:
    > W naszym obecnym często nie jest się emocjonalnie związanym z
    Młodymi i ich
    > rodzicami, nawet gdyby byli bliską rodziną, zaproszonym się
    jest "bo wypada" i
    > pojawiają się niesnaski i bunt - "dlaczego mam finansować czyjąś
    imprezę".
    > Zwyczaj ten pozostaje jako zwyczaj, jakiś wyznacznik dobrego
    wychowania. Przy
    > czym ja bym przyjmowała średnią cenę za talerzyk 150-250 zł,
    niezależnie od
    > tego, jak bardzo "bogate" byłoby wesele, chyba że sytuacja
    materialna gościa
    > odbiega w jedną lub drugą stronę od możliwości "zwrócenia za
    talerzyk".

    Może od razu do zaproszenia dołączać druczek przelewu z odpowiednią
    kwotą i dopiskiem, że potwierdzeniem obecności na weselu będzie
    wpłata podanej kwoty do określonego dnia smile
  • 03.07.10, 00:32
    No to jest wybór z którego warto skorzystać, zwłaszcza, gdy się ma do czynienia z osobami pragnącymi za wszelką cenę "olśnić" swoją imprezą, ale, żeby im się to "olśnienia" zwróciły.
    Jak rodzina jest w słabszej sytuacji finansowej nie musi urządzać dwudniowej imprezy z dziesiątkami dań, kościołem najmodniejszym w okolicy, zawalonym kwiatami, hotelem w najdroższym dworze, orkiestrą, powozem i sukniami za grube tysiące. No i liczyć, ze goście sobie popodziwiają i zapłacą za powozy i pokazy sztucznych ogni.
    Ja za swoje pieniądze wolę się bawić inaczej a i pewnie większość gości też.
    --
    http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
  • 02.07.10, 13:40
    Ja już jestem starszą panią, ale jeszcze pracuję, a moje dzieci już dorosły.
    jeśli chodzę na śluby, to młodych w rodzinie lub dzieci przyjaciół. Wiele z tych
    młodych par mieszka ze sobą już przed ślubem, choćby w wynajętym mieszkaniu,
    mają więc pożyteczne rzeczy podręczne, a ozdobne zwykle lubią w innym guście niż
    ja. Dajemy z mężem tysiąc złotych i drobiazg na pamiątkę (trochę w tej
    "pamiątce" jest egoizmu - niech nas pamiętają, nawet gdy pieniądze już im się
    rozejdą). Ale pamiętam, że gdy byliśmy młodsi i mnie zasobni - też stosowaliśmy
    wersję "za talerz", czyli odpowiednik dzisiejszych 300 zł. A czemu? Bo sami
    byliśmy zadowoleni z kopert weselnych. Wesele urządzili rodzice, nie chcieli,
    byśmy się dokładali, pieniądze pozwolili nam wydać wg naszych potrzeb.
  • 02.07.10, 19:02
    Wreszcie ktoś nazwał po imieniu ten idiotyczny zwyczaj dawania pieniędzy, żeby koszty wesela się zwróciły. Po pierwsze żądanie kasy to brak kultury. Co to jest ? Zaproszenie gościa czy płatna impreza z biletami wstępu ? Po drugi nic się tu nie zwraca. Za wesele płacą rodzice i wielu zostaje potem z długami, a kasę dostają młodzi, którzy nie oddają jej przecież rodzicom, tylko wydają na siebie i swoje potrzeby. I tyle. Stare wsiowe zwyczaje, jak zresztą wiele innych przenoszonych na miejski grunt. Ale dawno temu na wsiach nie dawano kasy, tylko prezenty "w naturze".
  • 03.07.10, 00:44
    A wiesz, ja mam wrażenie, że to zwyczaj raczej małomiasteczkowy. Bywając na weselach wiejskich i "wielkomiejskich", mnie się takie kasoroby nie trafiały, wyłącznie w zapyziałych mieścinach mocno zadzierających nosa "miastowością".
    --
    http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
  • 02.07.10, 13:46
    Choć optymiści nazywają to pragmatyzmem, a umiarkowani pesymiści -
    tupetem. Ja bym w ogóle na taką imprezę nie poszła. Jeśli młodzi
    chcą zarobić na własnym weselu, to powodzenia. "Za moich czasów" nie
    organizowało się tego typu imprez (ani ja, ani znajomi nie mieliśmy
    takiego materialnego podejścia)z myślą o ilości kopert albo przy
    pomocy listy oczekiwanych prezentów. Człowiek się cieszył, że mógł
    zaprosić pewną grupę osób i bawił się do białego rana, a dziś nawet
    tego typu uroczystości to jeden wielki biznes nie tylko dla knajp,
    lecz również dla młodej pary, kosztem zaproszonych gości.
  • 02.07.10, 13:50
    Autorka to sknera i teraz szuka pretekstu by to usprawiedliwic i nie czuc sie
    jak ostatnia qrva.
    --
    Polaku! Dlaczego smierdzisz potem?
  • 02.07.10, 14:01
    zdecydowanie koperta,
    myślę, że te 200-300zł będzie OK


    www.pobierzprogram.com
  • 02.07.10, 14:29
    klka osob napisalo, ze "talerzyk to tyle i tyle i powinno sie
    zwrocic". A tymczasem w wiekszosci przypadkow wesele finansuje
    rodzina, a mlodzi startuja z wierszykiem o pieniadzach... proponuje
    otwierac koperty przy gosciach i co skromniejszym podziekowac za
    udzial. Tylko kasa sie liczy... niestety
  • 05.07.10, 18:06
    dokładnie

    pobierzprogram.com
  • 02.07.10, 15:15
    zdecydowanie kasę. ja dostałam na szczęście mało prezentów, ale jeden ten gorszy
    musiał się trafić. Dostałam komplet obiadowy z wadami fabrycznymi. Mężowi już
    zapowiedziałam, że w chwilach złości będę miała co tłuc. Od kliku osób dostałam
    prezent i mniejsze pieniążki, ale prezenty (były jeszcze trzy) trafione w
    dziesiątkę i bardzo wysokiej jakości. Co do pieniędzy to przemyśl dobrze ile
    dać. Mnie w większości przypadków ten przysłowiowy talerzyk się nie zwrócił.
  • 02.07.10, 15:59
    OK, jestem w podobnej sytuacji co autorka wątku.
    Mam znajomych - moich - którzy robią huczne wesele z fajerwerkiem i
    wodotryskiem i napisali, że chcą kasę. Wiedzą, że nie zarabiam, a
    dorabiam. Nie znam nikogo na tym weselu poza nimi. Nie chcę wydawać
    300 zł na talerzyk - oni będą się bawić w gronie rodziny i
    najbliższych przyjaciół, a my z facetem będziemy robić za
    uśmiechnięte tło zabawy kompletnie nie w naszym stylu za bardzo
    ciężkie pieniądze.
    Chyba po prostu tam nie pójdę.
    PS Na miejscu tej artystki -to byłoby mi przykro... 100 zł za obraz
    to naprawdę grosze, to naprawdę ileś godzin pracy i to naprawdę po
    kosztachsad
  • 02.07.10, 16:28
    No widzisz to teraz trzeba pomyśleć jak tych ludzi sadzić, bo obok siebie
    siedziały osoby które się znają lub miałby by o czym porozmawiać. Ja obok siebie
    posadziłam znajomych i akurat wszyscy się poznali i bardzo fajnie się bawiliśmy
    razem.
  • 02.07.10, 16:34
    No mnie chyba nie będą musieli sadzić suspicious
  • 02.07.10, 16:38
    miało być posadzi oczywiście
  • 02.07.10, 15:24
    nawet jeżeli wprost jest to wyartykułowane w zaproszeniu, co najwyżej jeżeli
    ktoś domaga się kasy zbyt impertynencko, to nie idę na wesele. a jak idę, to
    kupuję prezent wedle uznania za taką kwotę, która wydaje mi sie własciwa -
    naprawdę mam gdzieś czy komuś się wesele zwróci czy nie, nie mam zamiaru
    finansować czyichś imprez, samo oczekiwanie uważam za niekulturalne i źle
    świadczące o młodych. najlepszym pomysłem są listy prezentów prowadzone przez
    jakichś sklep, bo tam wiadomo czego chcą młodzi i można zadeklarować dowolną
    kwotę, kupić coś samodzielnie lub się dołożyć do drogiej rzeczy - to jest ok.
    nie uznaje czegoś takiego jak zwrot za "talerzyk", temu zwyczajowi hołduje tylko
    chytra biedota, która na kredyt robi wesela, na które ich nie stać i domaga się
    od gości ich finansowania - ja się z tego wypisuję. Nie ma obowiązku robienia
    wesel, można zrobić skromną imprezę dla najbliższej rodziny i też zawrzeć
    związek małżeński, a jeżeli ktoś chce szpanować weselem a potem oczekuje zwrotu
    kasy od gości - jego problem! Zresztą - ostatnio kilka razy słyszałam o weselach
    planowanych na 150 - 200 osób, z których dopisywało ... 60 osób! Reszta nie
    czuła się związana z młodymi na tyle aby chcieć wziąć udział, nie chcieli
    ponosić kosztów lub zwyczajnie wesel nie lubią, dzisiaj coraz częściej wesele to
    kłopot a nie radość, dobra zabawa i spotkanie z rodziną - właśnie głównie z
    powodu kasy, dlatego warto chodzić na wesela tylko najbliższych, innym nie ma
    sensu sponsorować imprez.
  • 02.07.10, 15:44
    Jeżeli jestem zaproszona na wesela, to chcę młodych obdarować wedle swego
    uznania i za kwotę na jaką mnie stać, nie obchodzi mnie co młodzi zrobią z
    prezentem, mogą go wyrzucić, choć ja staram się kupować niesztampowe prezenty
    typu serwis kawowy czy zegar, tylko rzeczy praktyczne a zarazem ładne - jeżeli w
    czyjś gust czy potrzeby nie trafiam - trudno, mogli zrobić listę ślubnych
    prezentów. Dawanie kasy uważam za wulgarne, domaganie się jej - za chamskie,
    gości nie zaprasza się po to aby finansowali wesele, jeżeli ktoś tego nie
    rozumie - to przykro mi. W swojej rodzinie nie spotkałam się z takim podejściem,
    wesela są zawsze niewielkie, głównie dla najbliższej rodziny i zazwyczaj w
    sklepie Dukka albo Almi Decor młodzi wskazują rzeczy, na które należy się
    składać, ostatnio np. na wspaniały ekspres ciśnieniowy z wieloma opcjami -
    świetna sprawa. Ale kilka razy dostałam zaproszenie od znajomych, gdzie były
    sugestie aby dać kasę - nie poszłam bo poczułam się zaproszona "na doczepkę"
    właśnie po to, aby ściągnąć ze mnie haracz pieniężny i zagwarantować sobie
    finansowanie wesela. Jak komuś odpowiada bycie sponsorem wesela - niech chodzi i
    daje, dla mnie to chamski zwyczaj i go nie popieram.
  • 02.07.10, 16:36
    To zależy kto finansuje wesele. Mnie i mężowi sfinansowali rodzice, a za
    oszczędności plus pieniążki z wesela kupimy działkę. Jeśli zawsze dajesz
    prezenty to państwa młodych powinnaś znać na wylot włącznie z ich gustem i tym
    co mają w domu, a raczej to nie jest możliwe by tak się wpasować z prezentem.
  • 02.07.10, 20:50
    Jeśli zawsze dajesz prezenty to państwa młodych powinnaś znać na wylot włącznie
    z ich gustem i tym co mają w domu, a raczej to nie jest możliwe by tak się
    wpasować z prezentem - a co mnie to obchodzi? ja daję prezent od siebie i wedle
    swojego uznania, nie pasuje, nie podoba się - wyrzuć skoro ci nie potrzebny - ja
    jako weselny gość się starałem na miarę swoich możliwości!
  • 02.07.10, 16:53
    > nie obchodzi mnie co młodzi zrobią z
    > prezentem, mogą go wyrzucić,

    już lepiej nic nie dać, niż dać z nastawieniem "zwisa mi to, czy wam
    się podoba czy nie, możecie wyrzucić, jak tego nie chcecie"

    ty się biedactwo wykosztujesz, a prezent do kosza...

    > mogli zrobić listę ślubnych
    > prezentów.

    aha, i jak już maja pełne wyposażenie domu to wpisać, co im naprawde
    brakuje, czyli np. samochodu albo wpłaty na własne mieszkanie?

    --
    _____________________________________
    Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
  • 02.07.10, 19:53
    "już lepiej nic nie dać, niż dać z nastawieniem "zwisa mi to, czy wam
    się podoba czy nie, możecie wyrzucić, jak tego nie chcecie"
    ty się biedactwo wykosztujesz, a prezent do kosza..."
    - ja daję prezent wedle swoich najlepszych intencji i nic nie poradzę na to, że
    ktoś już wszystko ma lub ma inny gust, ja się staram na ile mnie stać - kasy nie
    daję, bo z doświadczenia wiem, że danie np. 200 zł zwykle jest odbierane jako
    "za mało dał" a wiecej chcę przeznaczyć jedynie dla bardzo nielicznych ludzi,
    pozostałe kuzynostwo jest u mnie tyle warte i już, jak za mało - proszę mnie
    więcej nie zapraszać! Zresztą dawanie kasy też uważam za niekulturalne i
    podszyte chęcią, aby goście sfinansowali mi wesele a takie nastawienia nie znoszę.
    "aha, i jak już maja pełne wyposażenie domu to wpisać, co im naprawde
    brakuje, czyli np. samochodu albo wpłaty na własne mieszkanie?" - to po co robią
    wesele? tylko nie pisz że dla spotkania z rodziną i znajomymi, bo ze wszystkich
    waszych postów wynika jasno, że to jest najmniej ważne i zapraszacie wedle
    klucza - kto więcej włoży do koperty? ktoś już tu słusznie zauważył, że taką
    imprezę trzeba nazwać inaczej - składkową imprezą na rzecz sfinansowania potrzeb
    młodej pary, bo w klasycznym weselu chodzi o coś zupełnie innego!
  • 07.07.10, 09:02
    Również uważam tak samo jak Ty. Też sądzę, że proszenie o pieniądze jest nietaktowne. Wyobraźcie sobie, że w Anglii jest to uważane za chamstwo. Najlepiej zrobili moi znajomi, utworzyli sobie listę prezentów na listaslubna.net i tam w sklepie goście mogli bez problemów kupić im prezenty. Prezenty były naprawdę super i w przepięknych opakowaniach. Przynajmniej nie musieli się martwić, że prezenty nie będą się im podobać.
  • 07.07.10, 09:21
    Żądanie pieniędzy i pokazywanie paluszkiem co kto ma kupić to jednakowa bezczelność. Listy prezentów wcale nie są lepsze od kopert. Tylko u niewychowanych ludzi coś takiego może uchodzić za "normalne".
  • 02.07.10, 16:32
    Te listy może są i dobre dla bardzo młodych ludzi. Ja akurat wszystkiego
    dorobiłam się przed ślubem mimo, że jestem moda, ale to dlatego, że przez wiele
    lat mieszkałam sama i musiałam wszystko sobie kupić. Teraz z mężem chcemy kupić
    działkę i się wybudować. Więc wszyscy goście doskonale wiedzieli, że zebrane
    pieniążki pójdą na zakup działki. Więc nie wiem po co mi kolejny komplet obiadowy.
  • 02.07.10, 16:54
    A jakbyście podeszli do ludzi, których nie stać, by sfinansować
    (luksusowy - wiem, bo słucham o przygotowaniach) talerzyk?
    Niech przyjdą i narażą Was na koszty dając mniej kasy czy lepiej niech
    nie przychodzą?
  • 02.07.10, 17:08
    Ja na szczęście nie mam takiego problemu, a wesele biorąc pod uwagę inne sale
    nie miałam, aż tak drogiego. To już czyjeś sumienie czy zamierza przyjść czy nie
    i jego jaki daje prezent. Ja mogę tyko tyle powiedzieć, że pamięta się potem kto
    ile dał lub jaki prezent się dostało
  • 02.07.10, 17:12
    Odejdźmy od sumienia, nie rozumuję w tych kategoriachsmile
    Domyślam się, że młodzi pamiętają, co dostali, ale szkoda że nie jesteś
    w stanie powiedzieć, czy wolisz dopłacić do (nie najukochańszych na
    świecie) gości, czy po prostu mieć ich z głowysmile
  • 02.07.10, 17:27
    odpowiem Ci tak. Więcej kasy dostałam od najukochańszych przyjaciół/gości niż od
    rodziny
  • 02.07.10, 18:05
    To właściwie nie jest odpowiedź na moje pytanie. Tym niemniej dzięki.
  • 02.07.10, 17:52
    no niby tak ale każdy dobrze zjeść chce, napić też i potańczyć przy dobrej muzyce
  • 02.07.10, 18:07
    oj wcale nie tak wielu ludzi uwielbia zabawy w stylu hucznego weselasmile
  • 02.07.10, 19:31
    no właśnie - czyli rozumujesz w ten sposób, że gość ma sobie sam sfinansować to,
    że zje, napije się i potańczy? kij ci w oko, jak też kasy nie daję nigdy.
  • 02.07.10, 19:36
    Wesele jest pomyślane jako impreza dwojga młodych ludzi, którzy są na starcie i
    potrzebują kompletu obiadowego i dostają go od gości. jeżeli komuś nie odpowiada
    ta konwencja, to znaczy że nie robi wesela tylko składkową imprezę, na której
    zbiera datki na ... (wpisz właściwe). Mnie nie interesuje finansowanie czyichś
    działek, domów, samochodów itp., więc tam gdzie jest mowa o kasie zamiast
    prezentu - nie chodzę, bo z góry wiadomo, że goście są zaproszeni tylko po to,
    aby podsumować koperty, o czym zresztą sama piszesz gdzieś wyżej (pamięta się
    kto co dał ...). Więc bawcie się sami, ja z takich imprez rezygnuję nawet gdy
    chodzi o bliską rodzinę.
  • 02.07.10, 20:18
    Zgroza.
    Wiek XXI a dylematy jak u Reymonta.
    Ja brałem ślub w XX wieku,tylko cywilny,po uroczystości wraz z świadkami i
    rodzicami,kawiarnia ,gdzie kawa i lampka wina i do domu.
    Okazuje się,że wiejskie obyczaje zawładnęły "wykształconymi miastowymi".
    Jest źle kiedy tradycja bierze górę nad rozumem.
  • 02.07.10, 22:37
    Młodzi mogą być na swoim od lat, mieć mieszkanie, samochód, 10 kompletów
    pościeli, 3 komplety obiadowe (zwykłe, lepsze i de luxe, na wizytę rodziców),
    odkurzacz, sokowirówkę, mikrofalówkę, wiadro oraz psa.

    Koniecznie wiesz lepiej?

    Mam niejasne wrażenie, że nawet brak prezentu (skoro odmawiasz przekazania
    równowartości w pieniądzach) będzie lepiej przyjęty niż kompletnie
    bezwartościowy czajnik.
  • 02.07.10, 23:24
    a co gosci obchodzi ze chcesz dzialke sobie kupic?
    robisz wesele po to zeby miec na dzialke ?
  • 03.07.10, 11:09
    Skoro ktoś prosi o kasę, to w moim przekonaniu należy dać kasę. Może
    młodzi wykosztowali się na wesele i liczą na zwrot kosztów, albo
    mają jakiś "większy" cel i zbierają gotówkę.
    Kiedy brałam ślub, byłam na starcie i urządzałam mieszkanie. Listy
    prezentów nie były jeszcze popularne. Delikatnie sugerowaliśmy, że
    chcemy kasę, bo przyda się nam na wykończenie mieszkania. Jednak
    kilka prezentów się znalazło i sądzę, że Ci co je dawali uważali za
    piękne, niemniej żaden nie przypadł nam do gustu - pościel choć w
    miarę ładna miała za mały wymiar, stojak do butelek w kształcie
    wijących się motywów roślinnych - nie pasował do niczego, podobnie
    jak obraz w złotej ramie oraz platerowy komplet (cukiernica +
    mlecznik), który nie pasuje do zastawy stołowej.
    Najśmieszniesze jest to, że w więszości były to prezenty od
    znajomych studentów lub "na dorobku", którzy biorąc później ślub
    koniecznie wskazywali na prezenty w gotówce wink
  • 03.07.10, 22:19
    joanna182-0 napisała:
    > Więc wszyscy goście doskonale wiedzieli, że zebrane
    > pieniążki pójdą na zakup działki. Więc nie wiem po co mi kolejny komplet obiado
    > wy.

    Czy w twojej materialistycznej głowie naprawdę nie powstała myśl, że chcieli ci dać prezent-pamiątkę, która będzie ci się z nimi kojarzyła długie lata?
  • 04.07.10, 00:24
    plisowanka napisała:

    > Czy w twojej materialistycznej głowie naprawdę nie powstała myśl,
    że chcieli ci dać prezent-pamiątkę, która będzie ci się z nimi
    kojarzyła długie lata? <

    A czy jest w ogóle taka możliwość, żeby w Twojej głowie powstała
    myśl, że działka kupiona (częściowo) za pieniądze otrzymane w
    prezencie ślubnym moze byc wspaniałą pamiątką, która bedzie sie
    kojarzyła z weselnymi gośćmi, przez długie lata?


    --
    www.youtube.com/watch?v=spBOZa87xIY&feature=related
  • 05.07.10, 10:38
    matylda1001 napisała:

    > A czy jest w ogóle taka możliwość, żeby w Twojej głowie powstała
    > myśl, że działka kupiona (częściowo) za pieniądze otrzymane w
    > prezencie ślubnym moze byc wspaniałą pamiątką, która bedzie sie
    > kojarzyła z weselnymi gośćmi, przez długie lata?

    Ze wszystkimi gośćmi naraz? Jak ze wszystkimi, to znaczy że w gruncie rzeczy z nikim konkretnym... Nie mówiąc już o tym, że aby goście sfinansowali działkę, to musiałoby ich być kilkaset, a tak długą listę to już trudno po latach pamiętać. Poza tym jak ich wkład wyniesie 20%, to chyba i tak ambicjonalnie będziesz myślała: "Kupiłam działkę za swoje, taka jestem sprytna i pracowita"wink

    Prezent ma to do siebie, że lubi być spersonalizowany. Nieprzypadkowo w książce pisze się dedykację czy graweruje się biżuterię. Na pieniądzu czegoś takiego nie uczynisz, a w dodatku wszystkie pieniądze są takie same. Nie ma znaczenie kto jak i ile dał (gotówka, czek czy przelew), ważne by sumaryczna cyferka się zgadzała.
  • 05.07.10, 12:31
    plisowanka napisała:

    >Ze wszystkimi gośćmi naraz? <

    Tak, właśnie ze wszystkimi naraz. To taka ogólna pamiątka z wesela.
    Bez zastanawiania się, czy ciocia Helenka jest lepszą ciocią od cioci
    Stasi, skoro dała dwa razy więcej. Oczywiście goście nie sfinansują
    całkowitego kosztu działki, ale mogą się przyczynić do tego, że
    młodzi wcześniej zorganizują sobie własny dom. To chyba miłe dla obu
    stron.

    >Poza tym jak ich wkład wyniesie 20%, to chyba i tak ambicjonalnie
    będziesz myślała: "Kupiłam działkę za swoje, taka jestem sprytna i
    pracowita"wink<

    Chyba nie, bo to jest sposób myślenia całkowicie mi obcy.

    >Prezent ma to do siebie, że lubi być spersonalizowany<

    Dla mnie może być "spersonalizowany zbiorowo"wink Jeżeli mam
    przeznaczyć na prezent jakąś sumę pieniedzy, na ktora ciężko
    zapracowałam, to wolę, żeby młodzi zagospodarowali ją z pożytkiem dla
    siebie, niż żeby moje pieniądze, pod postacią niepotrzebnego prezentu
    rzeczowego wylądowały na pawlaczu, lub w śmietniku. Nie cieszyłby
    mnie też prezent na co dzień leżący w głębi szuflady, wyciągany w
    ostatniej chwili z okazji mojej wizyty, żeby mi zrobić przyjemność.

    >Nieprzypadkowo w książce pisze się dedykację<

    W książce nie powinno się pisac dedykacji, chociaż wielu tak robi.
    Dedykację pisze się na specjalnej karcie, ktora wklada się do
    książki.

    >w dodatku wszystkie pieniądze są takie same<

    I bardzo dobrze, zacierają się różnice między gośćmi. Oczywiście
    jeżeli ktos w ogóle przywiązuje wage do tego ile od kogo dostał, bo
    jakos nie chce mi się wierzyć, żeby ludzie byli az tak interesowni.
    Mam nadzieję, że polskie społeczeństwo nie składa się z samych
    księgowychsmile
    --
    www.youtube.com/watch?v=spBOZa87xIY&feature=related
  • 02.07.10, 16:52
    > naprawdę mam gdzieś czy komuś się wesele zwróci czy nie, nie mam zamiaru
    > finansować czyichś imprez, samo oczekiwanie uważam za niekulturalne i źle
    > świadczące o młodych.

    > nie uznaje czegoś takiego jak zwrot za "talerzyk", temu zwyczajowi hołduje tylk
    > o
    > chytra biedota, która na kredyt robi wesela, na które ich nie stać i domaga się
    > od gości ich finansowania - ja się z tego wypisuję. Nie ma obowiązku robienia
    > wesel, można zrobić skromną imprezę dla najbliższej rodziny i też zawrzeć
    > związek małżeński, a jeżeli ktoś chce szpanować weselem a potem oczekuje zwrotu
    > kasy od gości - jego problem!


    10/10 ! smile
  • 02.07.10, 21:15
    jedna_nozka_bardziej napisała:

    > > naprawdę mam gdzieś czy komuś się wesele zwróci czy nie, nie mam
    zamiaru
    > > finansować czyichś imprez, samo oczekiwanie uważam za
    niekulturalne i źle
    > > świadczące o młodych.
    >
    > > nie uznaje czegoś takiego jak zwrot za "talerzyk", temu
    zwyczajowi hołduj
    > e tylk
    > > o
    > > chytra biedota, która na kredyt robi wesela, na które ich nie
    stać i doma
    > ga się
    > > od gości ich finansowania - ja się z tego wypisuję. Nie ma
    obowiązku robi
    > enia
    > > wesel, można zrobić skromną imprezę dla najbliższej rodziny i
    też zawrzeć
    > > związek małżeński, a jeżeli ktoś chce szpanować weselem a potem
    oczekuje
    > zwrotu
    > > kasy od gości - jego problem!
    >
    > NATURALNIE ZE SIE WYPISUJESZ BO JESTES ZACOFANA KOLTUNIARA
    > 10/10 ! smile
  • 02.07.10, 21:27
    a ty nawet nie wiesz co znaczy kołtun, prymitywie, gdybyś wiedział, to byś
    idiotycznie nie komentował ...
  • 02.07.10, 18:13
    > ktoś domaga się kasy zbyt impertynencko, to nie idę na wesele. a jak
    idę, to
    > kupuję prezent wedle uznania za taką kwotę, która wydaje mi sie
    własciwa -
    > naprawdę mam gdzieś czy komuś się wesele zwróci czy nie,

    no dobra, ale JEDNAK tego dnia to młodzi są najważniejsi, A NIE TY!
  • 02.07.10, 21:07
    marinellla napisała:

    > > ktoś domaga się kasy zbyt impertynencko, to nie idę na wesele. a
    jak
    > idę, to
    > > kupuję prezent wedle uznania za taką kwotę, która wydaje mi sie
    > własciwa -
    > > naprawdę mam gdzieś czy komuś się wesele zwróci czy nie,
    >
    > no dobra, ale JEDNAK tego dnia to młodzi są najważniejsi, A NIE TY!
    ALES TY JEBNIETA MARINELLATO PO JAKIEGO H... CHODZISZ NA IMPREZY JAK
    JESTES TAKA KRETYNOWATA
  • 02.07.10, 20:18
    "Zresztą - ostatnio kilka razy słyszałam o weselach planowanych na 150 - 200
    osób, z których dopisywało ... 60 osób! Reszta nie czuła się związana z młodymi
    na tyle aby chcieć wziąć udział, nie chcieli
    > ponosić kosztów lub zwyczajnie wesel nie lubią, dzisiaj coraz częściej wesele
    to kłopot a nie radość, dobra zabawa i spotkanie z rodziną - właśnie głównie z
    powodu kasy, dlatego warto chodzić na wesela tylko najbliższych, innym nie ma
    sensu sponsorować imprez"

    Ja też ostatnio byłam na weselu obliczonym i zapłaconym na 160 osób (tylu
    potwierdziło przyjazd), na które dotarło raptem 80 gości - z plotek słyszałam,
    że młodzi rozpuścili wici, że życzą sobie wyłącznie kasę zamiast prezentów i po
    tej wiadomości mnóstwo ludzi wymiękło, bo doszło do wniosku, że jak dawać kasę,
    to trzeba dużo, więc wołało w ogóle nie wybierać się na wesele i przysłali
    jakieś banalne usprawiedliwienia swojej nieobecności! Młodzi byli wściekli, bo
    liczyli, że się zwróci, pozapraszali jakichś zamożnych ludzi, bo liczyli na
    grube koperty, a tu taki klops! Wesele się nie udało, bo na dużej sali było
    zajętych tylko część stolików, było pustawo i smutnawo, atmosfera była zwarzona,
    słowem - niefart! A ja myślałam sobie, że dobrze im tak, chytry dwa razy traci,
    chcieli mieć imprezę gratis i się przeliczyli, pewnie ci którzy nie przyjechali
    też tak myśleli i nie chcieli dać się wydymać.
  • 02.07.10, 23:14
    Ty to kobieto powinnaś być zaproszona na wesele do Niemiec. Nie dość, że się
    kasę daje (i to niemałą) to jeszcze za hotel sama sobie płacisz i nie licz na to
    że się nie wiadomo jak najesz, aha impreza trwa jeden dzień plus śniadanie. Na
    miejscu autorki postu dałabym kasę (ok.300zł) plus ten obraz no i znalazłabym
    sobie kogoś z kim mogłabym pójść, ot i tyle w temacie.
  • 03.07.10, 08:16
  • 02.07.10, 17:21
    jeśli piszą wyraźnie, że chcą kasę - ok, po co komu nty komplet pościeli w nieulubionym kolorze. Upraszcza to sprawę dla mnie jako osoby zaproszonej. Jeśli zaś mam dać prezent, nie jest mi obojętne czy spodoba się obdarowanym czy nie, niezależnie od okazji. Uczestniczenie w czyimś weselu jest wysiłkiem (wydatkuję na to czas, pieniądze, energię i pomyślunek), jeśli więc nie jest to ktoś na tyle bliski, by wiedzieć co może mu sprawić przyjemność - nie idę na wesele, wysyłając piękne życzenia + ew. jakiś drobiazg.
    Pójść na wesele z myślą 'na drzewo, nie dam Wam kasy skoro chcieliście kasy' albo 'sami se spłacajcie'? I z tym w głowie można się szczerze uśmiechać i składać życzenia? Pomyśl kiedyś o tym.
  • 02.07.10, 21:30
    Dziwią mnie niektóre wypowiedzi tutaj. Zaproszenie na ślub i wesele poczytuje
    sobie zawsze w kategoriach wielkiego wyróżnienia ze strony państwa młodych. I
    podobnie jak kubanon wychodzę z założenia, że prezent ode mnie ma się młodym
    podobać. Poza tym moim zdaniem prezent dla nowożeńców powinien być praktyczny,
    coś co im się na nowej drodze życia przyda, a nie niesztampowa pierdoła, która
    ma podbudować ego dającego. A, że w zasadzie trudno mi ocenić co komu jest
    najpotrzebniejsze to zazwyczaj dajemy z mężem pieniądze (około 400zł - 2
    talerzyki + VAT). Pragnę w tym miejscu zauważyć, że to iż ma się zwrócić "za
    talerzyk" to nie jest żądanie młodych, tylko dość ogólnie przyjęty algorytm ile
    mniej więcej tej kasy powinno być - coś jak to, że kelnerowi daje się 10%
    napiwku (ale jak dasz 5% albo 15% to nic się nie stanie).
    Oczywiście, wszędzie są ludzie i parapety, zdarzają się młodzi, którzy na wesele
    zapraszają wyłącznie tych bogatszych i hojniejszych spośród rodziny i znajomych;
    tak samo jak są goście (oj paru by się z pośród forumowiczów znalazło wink) którzy
    zaproszenie na ślub traktują jak zamach na swoje portfele (jest proste wyjście -
    nie iść).
    A tak w ogóle to dla mnie nie ma różnicy czy młodzi proszą (w mniej lub bardziej
    zawoalowanej formie) o pieniądze czy robią listę prezentów (jak już pisałam
    znacznie bardziej wole dawać kasę).
    To, że koszty wesela zwracają się z "kopert" to w zasadzie nie możliwe,
    przynajmniej ja nie znam nikogo komu by się zwróciły. Także sknery spokojnie
    nikt się na was nie obłowi wink
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • 02.07.10, 21:45
    "są goście (oj paru by się z pośród forumowiczów znalazło wink) którzy
    zaproszenie na ślub traktują jak zamach na swoje portfele (jest proste wyjście
    nie iść)".

    bo to jest zamach na czyjś portfel jeżeli powstał już algorytm do wyliczania ile
    należy włożyć do koperty aby młodym "opłaciło się" ciebie zaprosić! czyli jak
    ktoś nie może tyle dać (np. jakaś biedna ciotka emerytka) ma nie przychodzić -
    tak jest w domyśle, prawda? to może zamiast jakichś niejasnych sugestii
    (zdarzają się parapety, które nie znają "talerzykowego przelicznika) należy na
    zaproszeniach wypisać: przyjęcie zaproszenia kosztuje ... zł tytułem zwrotu
    kosztów organizacji imprezy + honorarium dla młodych za fatygę i łaskę
    zaproszenia"! wtedy wszystko będzie jasne, parapety zostaną w domu a na wesele
    pójdą tylko ci, którzy będą chcieli w przyszłości również zaprosić gości na
    sponsorowaną imprezę!
  • 02.07.10, 21:55
    Też się dziwię że jeszcze nikt na to nie wpadł, tyle się mówi na forach ślubnych
    o tych badziewnych i nietrafionych prezentach, o tym, że goście skąpi i wkładają
    100 zł a potem wesele się nie zwraca i młodzi rozpoczynają wspólne życie od
    spłaty kredytu za wesele, że normą powinno stać się otwarte stawianie przez
    młodych kwestii odpłatności za udział w uroczystości, żeby ktoś nie myślał
    głupio, że z sympatii go zapraszają! Wtedy dostajesz zaproszenie i od razu wiesz
    na ile młodzi wyceniają udział w tej wiekopomnej imprezie i możesz bez skrupułów
    powiedzieć: "dziękuję ale nie stać mnie", "sorry, mam inne pilniejsze wydatki",
    "niestety, 1000 zł to 1/3 mojej pensji, za biedny jestem aby się z wami bawić!"
    Sytuacja się klaruje i nikt nie rżnie głupa kupując jakiś obraz domorosłej
    artystki albo wkładając drobną sumkę a jedząc i pijąc za dwóch!
  • 04.07.10, 14:13
    No ja dokladnie tak robie. Odmawiam jesli mnie nie stac. Wszystko to wina
    biznesu weselnego ktory napedzany jest przez wesela spedowe-rodzaj publicznego
    balu na 100-300 osob gdzie duza czesc gosci panstwa mlodych w ogole nie zna, a
    po weselu tez znac nie bedzie. Wejscie na bal kosztuje, wiadomo. Jesli chodzi o
    wesela rodzinne na ktore chadzam nikt niczego nie oblicza bo nie ma
    taryfy-zaprasza sie ludzi ktorzy sa bliscy, nawet jesli to bedzie
    przyjaciel-biedny student ktory kupi cukierniczke za 20 zl za to w naszym
    ulubionym kolorze nas zna.
    Moze byc ukochana ciocia-emerytke ktora da tylko kwiaty. Takie wesela maja sens
    i takie z radosci aurzadze synowi, nawet zapozyczajac sie.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 06.07.10, 19:27
    framp napisał:
    > normą powinno stać się otwarte stawianie przez
    > młodych kwestii odpłatności za udział w uroczystości, żeby ktoś nie myślał
    > głupio, że z sympatii go zapraszają!

    Tylko co to za przyjemność płacić za imprezę, w której centrum zainteresowania mają z założenia być inni ludzie, czyli nowożeńcy. Kto tu komu robi łaskę? Nowożeńcy, że goście przychodzą dodać ich uroczystości prestiżu, czy goście, którzy mają płacić z własnej kieszeni za rzekomą przyjemność oklaskiwania innych w dniu ich ślubu.
  • 03.07.10, 08:06
    Od dawna nie jestem już studentką, zawsze kupuję prezenty bez względu na to co
    pisze na zaproszeniach, ale kwota jaką na to przeznaczam zamyka się zazwyczaj
    kwotą 150 - 200 zł i liczenie na większe pieniądze od zaproszonych gości uważam
    za żenujący przejaw naiwnej chytrości, która zakłada, że zrobię imprezę za cudze
    pieniądze! Ja zawsze staram się aby prezent był trafiony, kontaktuję się
    wcześniej z młodymi i zwyczajnie pytam co w ramach takiej kwoty by sobie życzyli
    dostać i stosuję się do sugestii kupując prezent, a jeżeli słyszę odpowiedź, że
    wolą kasę - grzecznie dziękuję za zaproszenie i mówię, że może prościej byłoby
    sprzedawać bilety? To zazwyczaj kończy dyskusję i znajomość z interesowną parą.
    Wesele robią ci, których na to stać bez oglądania się na sponsoring gości,
    liczenie że się zwróci w kopertach świadczy jak najgorzej o młodych, którzy
    chcieliby mieć wesele i nie płacić za nie, więc zapraszają tłum kuzynów,
    znajomych i przypadkowych często ludzi aby odbić sobie koszty wesela! Szlag mnie
    trafia też na argument typu: "ja już wszystko mam, bo od 3 lat mieszkamy razem i
    wyposażyliśmy mieszkanie - ja po 20 latach małżeństwa nadal nie mam
    "wszystkiego" i spokojnie mogę wskazać wiele rzeczy, które chciałabym mieć,
    nawet jak nie są to rzeczy pierwszej potrzeby, to jednak chętnie je dostanę,
    chociażby drogie egzotyzcne kwiaty doniczkowe czy pojedyncze sztuki porcelany
    Boscha - oby tylko ktoś chciał mi kupić!
    Poza tym cisnie się na usta pytanie: po co taka para, będąca przechodzonym
    konkubinatem, robi wesele? Przecież dla nich to nie jest żaden początek nowego
    życia, skoro więc nie zrobili tego w porę, to po co robią po wielu latach bycia
    razem?
    Z tych wszystkich powodów na wesela chodzę coraz rzadziej i odmawiam nawet w
    bliskiej rodzinie - i z tego co wiem, wielu moich znajomych robi podobnie, bo
    dzisiejsze wesela, organizowane z przepychem mającym powalić gości na kolana,
    mało mają wspólnego ze wspólną zabawą i rodzinnym spotkaniem, więc
    najprawdopodobniej i tak źle bym się tam czuła. A tak wszyscy są zadowoleni -
    zamiast skąpej ciotki zaproszą kogoś, kto sypnie kasą a ja nie będę sobie robić
    problemu i wydawać zbędnie pieniędzy na kiecki i prezenty!
  • 04.07.10, 23:44
    Nie chciałabym wyrażać tutaj mojej opinii o Tobie na podstawie tego,
    co o sobie napisałaś, ale...Mnie zdarzyło się _wielokrotnie_ dostać
    coś, co mi się nie podobało, a jak na złość należało do kategorii
    prezentów trwałych, które wypadałoby eksponować. Co innego np.
    kosmetyk [nie jest to prezent na wesele, ale przykład] - jak się nie
    podoba okrutnie, można komuś oddać albo i wyrzucić i nie ma kwasów,
    przecież mógł się zużyć - w odróżnieniu od maskotki, obrazu czy
    rzeźby.
    Kwota, o której mówisz, jak dla mnie jest mała, ale OK, rozumiem, że
    na tyle Cię stać i tyle chcesz dać.
    Wyobrażam sobie, że ktoś dzwoni do mnie i pyta "co Ci kupić za 200
    zł?". Pierwsza odpowiedź "jakbym wiedziała, już bym sobie kupiła",
    ale z kolei to mój luksus, że taka kwota nie jest dla mnie
    problemem. Ale tak, to co? "Pościel" - a gdzie kwestia tkaniny,
    rozmiarów, kolorów? Ja np. nienawidzę satynowej. "Obraz" - każdy
    lubi co innego (jedna moja koleżanka wiesza na ścianach reprodukcje
    Leonarda, druga uważa, że reprodukcje to objaw bezguścia i tylko
    oryginalne obrazy, znajoma nie cierpi portretów, a inni uważają, że
    portret Żyda liczącego pieniądze przynosi powodzenie finansowe) -
    poza tym nawet jeżeli powiem "lubię pejzaże akwarelowe", to
    konkretna akwarela może mi się nie podobać. Z kwiatów nie cierpię
    zapachu lilii. Może Tobie akurat podobają się wszystkie co do jednej
    przedmioty produkowane z porcelany przez Boscha, ale nie każdy umie
    tak precyzyjnie określić swoje oczekiwania.
  • 05.07.10, 11:09
    skoro jesteś zamożna i dla ciebie 200 zł to żaden problem, to dlaczego w ogóle
    przywiązujesz wagę do tego jaki prezent zostanie ci ofiarowany? dlaczego po
    prostu nie położysz laski na tych rzeczach, które ewentualnie przyniosą goście
    uznając, że to jest nieważne, co najwyżej wyrzucisz albo oddasz do domu starców,
    tylko jednak zabiegasz o tę kasę, choćby i 200 zł w kopercie? dla mnie takie
    podejście jest najbardziej naturalne w sytuacji, gdy rzekomo wesele robimy po
    to, aby się spotkać z rodziną i wspólnie bawić prawda? i mniejsza o kasę, o
    kwotę - dla jednych 200 zł to dużo, dla innych mało - nawet bez wnikania w stan
    portfela, znam człowieka jeżdżącego Porsche Cayenne, który na wesele daje ...
    bombonierkę, liczy się udział, prawda?
  • 06.07.10, 21:27
    Agulha, skoro nic ci się nie podoba, to może organizując wesele czy inne imprezy rodzinno-towarzyskie uprzedź gości, że nie oczekujesz żadnych prezentów. Same życzenia wystarczą. Wtedy wszyscy będą szczęśliwi - ty - bo nie będziesz musiała cierpieć przez nietrafione prezenty, goście - bo nie będą musieli wydawać pieniędzy. Wilk syty i owca cała. W czym problem? Będziecie się cieszyli swoim towarzystwem bez prezentów.
  • 07.07.10, 13:23
    qardonia napisała:

    > kwota jaką na to przeznaczam zamyka się zazwyczaj
    > kwotą 150 - 200 zł i liczenie na większe pieniądze od zaproszonych gościuważam
    za żenujący przejaw naiwnej chytrości

    Ja uważam że dawanie takich kwot na wesele przez pracujące osoby to przejaw
    chytrości i jak dla mnie to sorry, ale to raczej ty wypadasz żenująco. Prezent
    powinien być dostosowany do rangi imprezy i nie chodzi o czyjeś oczekiwania, ale
    o MOJĄ CHĘĆ kupienia czegoś
    porządnego (a za 150 zł to mało prawdopobobne). Ja bym się źle czuła sknerząc na
    prezencie na taką okazję, bo jeśli idę do kogoś na wesele - to jest mi bliski.
    Cieszę się dając lubianym osobom fajne prezenty, O ILE wiem czego im potrzeba.

    Zgadzam się poniekąd że każdy ma takie rzeczy, które by mu się przydały, jednak
    często są to rzeczy o które trudno prosić. I nie dziwię się, że ludzie zawsze
    chcą mówić o konkretach, bo doświadczenie wskazuje, że goście bardzo często
    wybierają odpowiedniki, a nie wskazaną rzecz.

    Też wolałabym dostać wymarzone prezenty, ale to wcale niełatwo zorganizować.

    Nie będę mówić, że marzę o pościeli z Carre Blanc, bo jest 99%
    prawdopodobieństwa że zamiast tego dostanę komplet z Bielawy w beznadziejne
    wzory. A mi nie chodzi o JAKĄŚ pościel, tylko bardzo konkretną, z bardzo
    konkretnym wyglądem. Tyle, że ta wymarzona kosztuje 900 zł i WIEM, że nikt mi
    jej nie kupi, poza tym takie wskazanie może być odebrane jako bezczelne
    naciągactwo.

    Fajnie byłoby dostać wypasiony ekspres do kawy, a nie badziew za 400 zł. Tylko
    jak wyjaśnić gościom, żeby się dobrali w pary, bo kosztuje ponad 2 tysiące?
    podsunąć, żeby się zrzucili z wujostwem i ciocią Helą i może jeszcze uda im się
    ze 4 pary dobrać do spółki?

    Każdy ma inne preferencje - ja na przykład uważam pomysł z porcelaną za
    wyjątkowo chybiony (chyba, że zna się dokładnie wyposażenie domu).
    Na co komu pojedyńcze sztuki porcelany?? co mi po 2 drogich filiżankach, skoro
    potrzebne są do podejmowania gości i wypadałoby ich mieć co najmniej 6? resztę
    mam sobie sama dokupić? bo inaczej będą się kurzyć nieużywane. Misy, półmiski
    itp. tez powinny być zgrane, co z tego że coś jest ładne, skoro nie pasuje do
    reszty posiadanej zastawy?
  • 07.07.10, 14:26
    Wiesz, nie kazdy zarabia tyle co Ty albo Twoj maz. Uwzasz ze dawanie 200 zl od
    pracujacych osob za zenujace?
    A jesli ktos zarabia na reke 1600 (tak, sa takie pensje, i bardzo duza czesc
    spoleczenstwa za takie pieniadze pracuje) i ma malzonka z podobna pensja plus
    dzieci i kredyt to myslisz ze to tak latwo odlozyc jakies pieniadze ? Nie
    pojechac z dziecmi na wakacje, ale 1000 zl na wesele obowiazkowo? Bo odpowiednio
    do okazji? No moze w Twoim srodowisku...
    Sadzac po Twoch upodobaniach wiedziesz zycie jak na polskie warunki luksusowe
    Twoi znajomi pewnie tez, dlaczego uwazasz ze nie wypada prosic o prezent za 900?
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 19.07.10, 13:15
    baba67 napisała:

    > Wiesz, nie kazdy zarabia tyle co Ty albo Twoj maz. Uwzasz ze dawanie 200 zl od
    > pracujacych osob za zenujace?

    Tak, dokładnie tak uważam bo prezent powinien być adekwatny do okazji, a jakoś
    nie wierzę, że te osoby sobie na Gwiazdkę dają po jajku-niespodziance, co byłoby
    odpowiednikiem.

    I nie ma to nic wspólnego z zarobkami, bo cała moja rodzina jest niezamożna,
    większość jest na emeryturze i to w granicach 1000-1300 zł - a myślą tak samo.
    I prezent to niekoniecznie od razu musi iść w tysiące, ale jakieś minimum
    przyzwoitości chyba istnieje?
    A mowa była o przezentach-MARZENIACH, miałabym marzyć o badziewnej pościeli z
    Bielbawu?
  • 19.07.10, 16:21
    A ja uwazam, ze 400 zl od pary to jest dobry prezent. Odlozenie takiej sumy nie
    jest latwe jesli sie ma dochod 3000 zl na reke , dzieci i kredyt. Twoja rodzina
    na pewno jest bardzo oszczedna skoro sobie radzi, ale co innego wujowstwo na
    emeryturze bez dzieci na utrzymaniu i kredytow a co innego mlodzi na dorobku,
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 19.07.10, 22:05
    To jakieś nieporozumienie. Nie ma czegoś takiego, jak wymierna, "adekwatna do
    okazji" albo grubości portfela wartość prezentu. Poza tym - choć nieco wstyd o
    tym przypominać - młodą parę obdarowuje się z okazji ślubu. Ślubu! To czy jest
    się gościem weselnym (czy się nie jest) nie ma znaczenia. W związku z tym
    przeliczanie "za talerzyk" albo "od pary" jest dla mnie dowodem współczesnego
    barbarzyństwa. Czy naprawdę obyczaje tak strasznie upadły, żeby zwyczaj
    obdarowywania młodej pary utożsamiać z zapłatą za udział w przyjęciu weselnym?

    --
    ja uwazam ze to wybitny pisarz...a mam wyzsze wyksztalcenie (f. Książki)
  • 20.07.10, 11:59
    Tu sie z Toba zgadzam-te przeliczenia, te talerzyki to JEST upadek obyczajow. I
    to dosc demoralizujacy bo konsumpcyjny. I trudno sie z tego wygrzebac, bo nie
    chce sie wyjsc na sknere to sie woli nie przyjsc na wesele narazac spore moim
    zdaniem koszty, bo do koperty sie dodaje koszt transportu i prezencji.
    Gdyby nie bylo tego zwyczaju to mlodym by nawet do glowy nie przyszlo zeby
    liczyc czy sie zwroci czy nie.
    Dlatego chodze tylko na wesela rodzinne-gdzie musze byc automatu, kazdy wie
    jaka mam sytuacje, daje z serca na ile mnie stac albo kupuje cos ladnego.
    Wesela rodzinne sa skromniejsze, (choc nie zawsze), ale sami swoi nie ma co sie
    silic na jakas super elegancje, caly czas jest z kim tanczyc i gadac, zal
    patrzec jak stara tradycja takich wesel niestety zanika.

    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 07.07.10, 17:40
    "Ja uważam że dawanie takich kwot na wesele przez pracujące osoby to przejaw
    chytrości i jak dla mnie to sorry, ale to raczej ty wypadasz żenująco. Prezent
    powinien być dostosowany do rangi imprezy i nie chodzi o czyjeś oczekiwania, ale
    o MOJĄ CHĘĆ kupienia czegoś porządnego (a za 150 zł to mało prawdopobobne). Ja
    bym się źle czuła sknerząc na prezencie na taką okazję, bo jeśli idę do kogoś na
    wesele - to jest mi bliski." - to twoje zdanie, ja mam zupełnie inne i przy nim
    pozostanę! tym bardziej, że obecnie wybieram się na wesele, na którym nie będzie
    ŻADNYCH PREZENTÓW - młodzi proszą o wsparcie wybranego domu dziecka zamiast
    wspierać ich, bo są zamożni i niczego nie potrzebują - i to rozumiem! nie
    rozumiem natomiast wyznaczania gościom kwot, które są "odpowiednie" i
    "żenujące", bo finanse to indywidualna sprawa i dla każdego inna kwota jest
    adekwatna, można w ten sposób co najwyżej zniechęcić wielu do pójścia na wesele.
    "Fajnie byłoby dostać wypasiony ekspres do kawy, a nie badziew za 400 zł. Tylko
    jak wyjaśnić gościom, żeby się dobrali w pary, bo kosztuje ponad 2 tysiące?
    podsunąć, żeby się zrzucili z wujostwem i ciocią Helą i może jeszcze uda im się
    ze 4 pary dobrać do spółki?" - osobliwe, że w twoim, zapewne zamożnym i
    nowoczesnym środowisku, nieznane są listy prezentów! bo w mojej rodzinie jest to
    praktykowane od dawna i najlepiej się sprawdza, wystarczy w wybranym przez
    siebie sklepie WSKAZAĆ rzeczy, na które złożą się goście, każdy wedle swego
    uznania - a więc i droga pościel i drogi ekspres są jak najbardziej możliwe!
    Co do porcelany - ja zbieram i pojedyncze sztuki i mam bardzo wiele różnych
    porcelanowych rzeczy, więc każdna nowa jest mile widziana, to rodzaj hobby,
    serwis kawowy, herbaciany i obiadowy mam swoją drogą.

  • 10.07.10, 21:01
    Myślałam, że zwyczaj wskazywania palcem prezentów kończy się wraz z okresem dzieciństwa, kiedy to dzieci wskazują co by chciały dostać na gwiazdkę od rodziców/mikołaja. Okazuje się jednak, że ten infantylny zwyczaj zaczyna być w pełnej krasie praktykowany przez dorosłych. Nawet gorzej - praktykuje się go w wypaczonej formie, bo grzeczne dziecko wskazywuje palcem dopiero po zapytaniu rodzica co by chciało dostać, nie wyrywa się z tym samo tylko grzecznie czeka. A tu proszę - nowożeńcy sami z siebie wręczają listę zakupów przed jakimkolwiek zapytaniem ze strony gości. Upadek obyczajów. Wskazanie palcem przez dziecko jakiś tam sens logiczny ma, bo samo nie ma dochodów a często i zdolności by samo kupić, natomiast dorosły człowiek nieubezwłasnowolniony ma i dochody i zdolność do zakupów. Doprawdy jak dorosły zachowuje się w ten sposób, że zamiast samodzielnie pójść do sklepu i kupić sobie ekspres do kawy, każe to zrobić innym, to obraża i swoją dojrzałość, i dojrzałość gości.
  • 11.07.10, 08:19
    Ale kasy na ekspress nie ma za to dostal
    3 komplety poscieli z czego dwa nie pasuja rozmiaroo a ten co pasuje rozmiarowo
    nie pasuje kolorystycznie
    zegar z kukulka produkcji chinskiej ktory nijak sie ma do IKEI w ktorej maja
    upodobanie
    -2 komplety sztuccow skontrastowanych na tyle ze razem sie ich na stole nie
    polozy bez sysonansu
    -wazon ala dynastia MIng ktory wymaga osobnego miejsca w mieszkaniu bo
    przypomina sagan
    Przyklady zaslyszane.
    Mam wrazenie ze niektore osoby wypowiadajace sie tu zyja w jakims matrixie-maja
    o sobie tak cudowne przekonanie ze wszystko co kupia mlodym po prostu musi byc
    strzalem w dziesiatke. A tak w ogole to niczego nie musza kupowac-samo ich
    towarzystwo jest dla mlodych najcenniejsza rzecza na swiecie i jakzeby oni
    smieli oczekiwac jeszcze jakichs prezentow.
    Wybieraja sie zatem na calonocne wesele z partnerem dzierzac w dloni
    symboliczna roze, a w ramach laski wazonik ze sklepu chinskiego "wszystko po 5
    zlotych" ew DVD z nagranymi zyczeniami i czuje sie wspaniale robiac laske swoim
    towarzystwem.
    Jesli sobie poczytamy watek na Forum Hmorom o skapcach (goraco polecam) to da
    sie zauwazyc latwosc z jaka skapiec swe zachowanie potrafi wytlumaczyc
    dezawuujac przy okazji inne ,bardzij kosztowne , sposoby zchowywania sie wsrod
    ludzi.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 12.07.10, 11:18
    skąpstwem to jest zrobić wesele i oczekiwać, że goście pokryją część kosztów -
    to tak jakby chcieć zjeść ciastko i mieć ciastko, ludzie z klasą robią wesele i
    nie oczekują kopert, tylko dają gościom listę prezentów - to rozwiązuje sprawę
    nietrafionych prezentów i daje wolną rękę w wysokości wpłacanych przez gości
    kwot - jedni zamożniejsi dadzą 1000 zł, biedne ciotki emerytki 100 zł ale nikt
    nie będzie się z tego powodu źle czuł! tylko że ten zwyczaj jest płomiennie
    zwalczany przez zwolenników kopert, bo wszak oni "mają potrzeby" a swoje wesele
    traktują jak zbiórkę datków albo imprezę, gdzie biletem wstępu jest odpowiednia
    ilość banknotów w kopercie! i to jest żenujące i śmieszne zarazem i o tym też
    można poczytać na forum ślubnym - polecam!
  • 17.07.10, 14:41
    baba67 napisała:

    > Ale kasy na ekspress nie ma

    To niech sobie zarobi, a nie rozkazuje drugim by mu kupiliwink

    > Jesli sobie poczytamy watek na Forum Hmorom o skapcach (goraco polecam) to da
    > sie zauwazyc latwosc z jaka skapiec swe zachowanie potrafi wytlumaczyc
    > dezawuujac przy okazji inne ,bardzij kosztowne , sposoby zchowywania sie wsrod
    > ludzi.

    Właśnie. Na miano skąpca w omawianej sytuacji zasługuje raczej zapraszający wlepiający gościom listę zakupów lub dający polecnie włożenia kasy do koperty. Przerzuca w ten sposób koszty swojej imprezy na innych. Nareszcie padło na to zachowanie adekwatne określenie - to jest skąpstwo w pełnej krasie. Człowiek hojny organizuje imprezę i mówi: "Bawcie się za moje pieniądze, to w końcu moje święto i to ja was zaprosiłem!". Skąpiec mówi: "Bawcie się, ale miejcie na uwadze, by mi się zwróciły koszty!"
  • 17.07.10, 19:49
    Tylko szkoda tej niepotzrebnie wydanej na graty kasy. Liste prezentow odbieram
    nie jako skapstwo tylko jako cos co ma mnie jako gosciowi ulatwic zycie. Bo moge
    kupic cos za 20 zl albo za 300 jesli mam taka ochote. I wiem na pewno, ze sie
    przyda i sprawi radosc. Powinnas miec pretensje do tego ze czasy sie zmienily
    -mamy juz normalny rynek ludzie urzadzaja sobie wnetrza wg swojego gustu, a
    niepotzrebnych rzeczy nikt juz z pocalowaniem reki nie kupi, tylko spyla sie
    dobrze ze za pol ceny.
    Jest tradycja dawania prezentow na wesele juz dosyc dluga-udawanie ze jej nie
    ma jest glupie, mozna po prostu ja ulepszyc to dlaczego nie.
    Nie ma to nic wspolnego z domniemanym skapstwem panstwa mlodych.
    A Ty sprawiasz wrazenie wyjatkowego skapiradla.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 12.07.10, 11:10
    p.ierdolisz, po prostu! listy prezentów są stosowane na całym świecie i nikt nie
    robi z tego powodu jakichś idiotycznych wywodów! poza tym to jest dla chętnych,
    jak nie chcesz i chcesz przynieść kopertę - przynoś, co najwyżej w pewnych
    środowiskach wyjdziesz na chamkę, ale ty z pewnością w tych kręgach nie bywasz,
    bo inaczej nie pisałabyś takich głupot!
  • 12.07.10, 14:55
    Ale czego Ty chcesz ode mnie???!! Lista prezentow to doskonaly pomysl od
    poczatku watku tak twierdze. Skapstwem jest twierdzenie jak najbardziej w
    porzadku jest pojawienie sie z partnerem na calonocna wesele tylko z
    symbolicznym kwiatkiem i gadzetem z chiskiego sklepu.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 17.07.10, 14:50
    qardonia napisała:

    > p.ierdolisz, po prostu! listy prezentów są stosowane na całym świecie i nikt ni
    > e
    > robi z tego powodu jakichś idiotycznych wywodów!

    Świetny argument - z tego, że coś jest na całym świecie wynika, że jest to dobre. Informuję cię, że wiele niekorzystnych zjawisk jest na całym świecie, np. rozwody.

    Poza tym listy prezentów to wymysł dopiero niedawnych lat w erze konsumpcjonizmu. Można ocenić, ze ewolucja zwyczajów poszła w złym kierunku, niszcząc bezinteresowną gościnność.
  • 19.07.10, 14:19
    qardonia napisała:

    > p.ierdolisz, po prostu!

    Twój autorytet w dziedzinie DOBREGO WYCHOWANIA jest nie do podważenia. Brawo.

    --
    chez alma
  • 03.07.10, 08:18
  • 03.07.10, 14:00
    nospam-net napisał:
    > tak jest w domyśle, prawda?
    Nie, nie prawda smile
    Osobiście jakoś nie spotkałam się z tym, żeby państwo młodzi czy ich rodziny
    wymagały jakiejś konkretnej sumy. Na moim weselu wszyscy moi znajomi to byli
    młodzi ludzie właśnie kończący studia, do tego moje młodsze rodzeństwo i siostra
    męża w wieku licealnym ze swoimi partnerami i jakoś nie przyszło nam do głowy,
    że dadzą nam 4 stówy w kopercie, grunt że przyszli smile Sama też jeszcze do
    niedawna byłam niepracującą studentką i wtedy zwykle ograniczałam się do 200zł i
    nikt mi nigdy nie dał odczuć, że to za mało.
    Jednakże, jako osoba zapraszana (obojętnie czy na wesele, czy na parapetówkę czy
    na pierwsze urodziny dziecka) staram się dać adekwatny do okazji prezent, który
    ucieszy obdarowywanego. Dlatego jak idę na zorganizowane na działce imieniny z
    grillem i piwem to nie kupuję prezentu za 500zł bo solenizant się poczuje
    nieswojo, ale jak idę na wesele (czy na 50 rocznicę ślubu dziadków) to nie daję
    100zł bo to prezent moim zdaniem nie adekwatny do okazji i tyle (co innego
    oczywiście gdy kogoś nie stać, nie pracuje, dopiero się uczy, wtedy tańszy
    podarunek czy ograniczenie się tylko do życzeń nie jest wielką ujmą).
    "Tyle żeby się zwróciło za talerzyk" to dla mnie, jako gościa cenna wskazówka,
    jaki prezent będzie adekwatny do okazji. A czy nowożeńcy spożytkują pieniądze
    otrzymane ode mnie to już ich sprawa.
    Myślę, że problemem większości osób, którzy czują się przez młodych okradani
    (oprócz węża w kieszeni oczywiście) jest brak więzi emocjonalnych z rodziną co
    skutkuje tym, że zamiast traktować młodych jak bliskie osoby, którym chce się
    sprawić radość, podchodzą do wesela jak do czysto biznesowej transakcji - no a
    wiadomo, że impreza w klubie wyjdzie taniej (chociaż jak się tak zastanowić to 4
    godziny w pubie kończą się wydaniem minimum 100zl - kilka drinków (jeden to
    jakieś 20-25zł), jakaś przekąska, jak nic dla dwóch osób za całą noc będzie 4
    stówki wink ).
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • 03.07.10, 21:59
    pewnie masz rację tylko co do jednego - do tego związku emocjonalnego z młodymi
    a raczej jego braku - faktycznie jeżeli wesele jest w najbliższej rodzinie, to
    pewnie szybciej i bez tego węża w kieszeni przychodzi nam dawanie pieniędzy czy
    też drogich prezentów uzgodnionych z parą młodą. ale to jest oczywiste, że wtedy
    gdy idziemy na ślub brata, siostry czy najbliższej przyjaciółki to jest to dla
    nas zupełnie inna uroczystość niż ślub widzianej w 5 razy w życiu kuzynki. sęk w
    tym, że od dalekich kuzynów, luźnych znajomych i kolegów z pracy dostajemy
    zaproszenia na wesela i w nich sugeruje się wręczenie koperty a wtedy już
    zaczynamy się zastanawiać zarówno nad kwotą jak i intencjami zapraszających -
    czy aby nie zapraszają nas aby zrobić "tłum" i dostać więcej kopert, bo wszak
    wszyscy wiemy, że wesele na 100 i 150 osób robi się w zbliżonych kosztach. i
    pewnie stąd wynika po części opór przed wykosztowywaniem się na "sponsoring"
    takiego wesela. ale to tylko część problemu, większa część wynika chyba stąd, że
    ludzie nie lubią być do czegoś przymuszani a już w kwestiach finansowych
    szczególnie bywają drażliwi, poza tym wielu ludzi chce wierzyć, że nie zaprasza
    się ich dlatego, że przyniosą kopertę, tylko z czystej rodzinnej sympatii a sam
    prezent nie jest dla młodych taki ważny, chodzi o gest i wspólną zabawę. w
    momencie, gdy uświadamiają sobie, że cel organizacji wesela jest inny i ma
    czysto finansowy aspekt, to czują się tym obrażeni i reagują ... jak widać na
    forum! poza tym wielu ludzi dzisiaj ma problemy finansowe, niskie zarobki, różne
    wydatki, kredyty i sam fakt udziału w weselu (ubrania, buty, fryzjer, dojazd,
    nocleg) to dla nich wyzwanie finansowe, więc zwyczajnie ich nie stać na grubą
    kopertę. powinni zrezygnować z wesela? przecież często się zdarza, że ktoś chce
    zrezygnować a potem dzwonią młodzi lub ich rodzice i namawiają do przyjazdu, bo
    "goście nie dopisują a prezent nieważny". zresztą gdyby wszyscy rezygnowali, to
    dla kogo byłoby to wesele? dla samych zamożnych kuzynów i przyjaciół? a jeżeli
    oni oleją wesele, bo wcale nie są bliscy i też nie chcą się wykosztować? nie
    wszyscy mają wyłącznie zamożne rodziny, myślę że w kraju takim jak Polska wręcz
    przeciwnie, więc młodzi powinni się liczyć z możliwościami finansowymi gości i
    nie mieć nierealistycznych oczekiwań rodem z amerykańskich filmów.
  • 03.07.10, 23:42
    bifka napisała:
    >> bo wszak
    >> wszyscy wiemy, że wesele na 100 i 150 osób robi się w zbliżonych >> kosztach
    Co? Rzeczywiście koszty np. muzyki (zespołu, wodzireja) rozłożone na większa
    liczbę gości są mniejsze, ale koszt dominujący w organizacji wesela, czyli
    restauracja/dom weselny liczony jest od gościa i jest on w przypadku 150 gości o
    połowę wyższy w porównaniu ze 100 gośćmi - jakby nie liczyć nie chce być inaczej
    wink Podobnie jest z kosztami noclegu dla gości z daleka. Myślę raczej że
    organizacja wielkiego wesela wynika z (jeżeli już szukamy tych nieszlachetnych
    pobudek) chęci pokazania się jakąż to super imprezę organizujemy.
    Szczerze mówiąc to nie popieram skąpstwa w każdej postaci, i razi mnie ono
    zarówno u państwa młodych jak i u gości i w każdej innej sytuacji. Jak czytam
    teksty (bo, jak już pisałam nie spotkałam się osobiście - wszystko przede mną
    tongue_out) w stylu "młodych (czyli nastolatków, studentów - przypisek redakcji) nie ma
    sensu zapraszać z osobą towarzyszącą bo oni nie dadzą kasy, a co trzecia w tym
    roku dziewczyna 17-letniego kuzyna ma się bawić za moją kasę itp." to mi się nóż
    w kieszeni otwiera, podobnie jak słyszę teksty o sponsorowaniu wesela przez
    gości, jaki to ktoś poszkodowany, że został zaproszony etc.
    Jak już pisałam (a jestem na bieżąco, bo mnóstwo ślubów do około - jedno wesele
    w tym roku już za nami, cztery jeszcze przed - dopiero mnie pierony jedne na
    koszty narażają smile, a i własne wesele, skromne biorąc pod uwagę wielkość,
    zwłaszcza mojej rodziny, rok temu) żeby wesele "zwróciło się z kopert" jest
    prawie niemożliwe - trzeba by albo bardzo majętnych i hojnych gości albo bardzo
    kiepskiego wesela (np. ze starogardzką na stole i parówkami w roli dania
    głównego). Także ten aspekt finansowy to naprawdę wymysł, ale oczywiście masz
    racje, oczekiwanie, że rodzice 6 pociech czy też studiujący kuzyn szarpną się na
    tysiaka jest mocno nie teges.
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • 04.07.10, 14:21
    O ile pamietam tamta dyskusje(choc moze pidszemy o dwoch roznych dyskusjach)
    watek trzeciej dziewczyny 17 latka wyniknal z okazji tzw osob towarzyszacych i
    terroru zapraszania tychze.
    Tam nie chodzilo o koszty tylko o pojemnosc sali i nakaz zapraszania tylko OT
    niezalenie od tego czy zaproszony jest w powaznym zwiazku czy nie.
    Mnie sie na taki terror noz w kieszeni otwiera bo to jest nic innego tylko
    generowanie wesel-spedow.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 04.07.10, 22:10
    Niestety, twoje wyliczenia odnośnie kosztów wesela mnie nie przekonują,
    wszystkie największe koszty typu sukienka/garnitur, limuzyna, zespół, wynajem
    sali są takie same przy weselu i na 100 i na 200 osób, wzrasta tylko koszt
    cateringu i alkoholu, ale to nie jest nawet 50 % kosztów, więc sens ekonomiczny
    robienia większego wesela jest zachowany. Ale zgadzam się, że snobizm i chęć
    "pokazania się" napędzają takie spędy w równym stopniu. Zupełnie nie wie czy
    wesele może się zwrócić z kopert, czy to realne czy nie, ale wiem, że wiele osób
    daje wyraz rozczarowaniu, że jednak się nie zwróciło albo przynajmniej że
    ofiarowana młodym przez gości weselnych kwota jest za niska, równie często
    słyszy się narzekania na te nieszczęsne ofiarowywane serwisy obiadowe i zegary
    ze skóry - gdy aspekt materialny nie był ważny to młodzi nie marudziliby nad
    prezentami, tylko oddali je do schroniska dla bezdomnych czy domu dziecka i po
    sprawie, skoro żalą się na forach internetowych - to znaczy że się spodziewali
    plazmy a dostali ściereczki i są rozgoryczeni. Dla mnie w organizacji wesela
    powinien dominować motyw wspólnej zabawy i ugoszczenia bliskich - i tylko taki.
    Jeżeli ktoś kalkuluje, przelicza, robi imprezę na którą go nie stać - jest
    godzien potępienia i tyle.
  • 04.07.10, 23:22
    bifka napisała:
    > wszystkie największe koszty typu sukienka/garnitur, limuzyna, zespół, wynajem
    > sali są takie same przy weselu i na 100 i na 200 osób, wzrasta tylko koszt
    > cateringu i alkoholu, ale to nie jest nawet 50 % kosztów, więc sens ekonomiczny
    > robienia większego wesela jest zachowany.
    Różne ludzie organizują wesela, ale z moich doświadczeń wynika, że największym
    kosztem (jeszcze raz podkreślam u nas i naszych świeżo ochajtanych znajomych)
    było coś co nazwałaś cateringiem, a ja nazywam wynajęciem sali, bowiem jakoś nie
    spotkałam się z osobnym płaceniem za salę i osobnym płaceniem za jedzenie.
    Excela nie będę szukać ale koszt ten stanowił około 80% kosztów ogólnie
    poniesionych. Ale to wszystko już zależy od konkretnej imprezy o suknie można
    mieć za 1 tys. jak i za 10 tys. podobnie garnitur, zespół, a samochód to w ogóle
    można mieć swój lub znajomego. Pewnie stąd bierze się to moje 80% (jak nie więcej).
    > Jeżeli ktoś kalkuluje, przelicza, robi imprezę na którą go nie stać - jest
    > godzien potępienia i tyle.
    Widzisz, zgadzam się w 100%, z tym że jednakowo nie trawię (jak już pisałam
    wcześniej), gości którzy kalkulują, przeliczają zamiast iść na wesele i cieszyć
    się z młodymi. Ogólnie skąpstwa nie cierpię.
    Co do serwisów i zegarów nigdy nie dostałaś niezbyt trafionego prezentu którzy
    leży sobie na dnie szafy? A jak ktoś nagle dostanie takich zapychaczy i
    zbieraczy kurzu 20 sztuk? Stąd pewnie te utyskiwania.
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • 05.07.10, 03:37
    Skoro nie cierpisz skąpstwa, to dlaczego tylko u gości? Młodzi mogą być skąpi i
    utyskiwać na te zegary i serwisy i wyciągać rękę po kasę i to twoim zdaniem nic
    złego, tylko goście muszą być hojni? Ja niedawno byłem na weselu, na którym
    młodzi z góry prosili żeby w ramach prezentu kupić zabawki i pluszaki, które
    zostały ofiarowane zaprzyjaźnionemu domowi dziecka - to rozumiem jako brak
    skąpstwa i piękny gest pary młodej, której autentycznie zależało tylko na
    zabawie z zaproszonymi gośćmi i z góry olali te dobra, które mogliby dostać. I
    taką postawę należy wspierać, zaś każdą sugestię o kasie w kopercie - tępić. Nic
    dziwnego jednak, że wielu tego nie rozumie i nie czuje że są obciachowi i
    mieszczańscy, podobnie jak wielu (pół Polski) głosuje na Kaczyńskiego niczego
    się nie nauczywszy o nim po pierwszym razie! Trudno.
  • 05.07.10, 08:47
    framp napisał:
    > Młodzi mogą być skąpi i
    > utyskiwać na te zegary i serwisy i wyciągać rękę po kasę i to twoim zdaniem nic
    > złego, tylko goście muszą być hojni?
    framp przeczytaj jeszcze raz to co pisze, bo wyraźnie (i to niejednokrotnie)
    napisałam, że skąpstwo, ze strony organizatorów wesela (np. tłumaczenia w stylu
    że 17-letniego kuzyna nie zaproszę z osobą towarzyszącą, bo co się będzie jakaś
    obca laska bawić za moją kasę, dobieranie gości według zasobności portfela itp.
    podawanie kiepskiego jedzenia, żeby tylko było taniej) również jest nie do
    przyjęcia. Ale niektórzy nigdy nie nauczą się czytać za zrozumieniem. Trudno!
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • 05.07.10, 11:11
    ok, masz rację, doczytałem się ... świetnie że się zgadzamy, że wesele winno się
    robić bez finansowych podtekstów z obu stron.
  • 06.07.10, 23:39
    falka_85 napisała:
    > Jednakże, jako osoba zapraszana (obojętnie czy na wesele, czy na parapetówkę cz
    > y
    > na pierwsze urodziny dziecka) staram się dać adekwatny do okazji prezent, który
    > ucieszy obdarowywanego. Dlatego jak idę na zorganizowane na działce imieniny z
    > grillem i piwem to nie kupuję prezentu za 500zł bo solenizant się poczuje
    > nieswojo, ale jak idę na wesele (czy na 50 rocznicę ślubu dziadków) to nie daję
    > 100zł bo to prezent moim zdaniem nie adekwatny do okazji i tyle (co innego
    > oczywiście gdy kogoś nie stać, nie pracuje, dopiero się uczy, wtedy tańszy
    > podarunek czy ograniczenie się tylko do życzeń nie jest wielką ujmą).

    Czyli proponujesz coś w rodzaju procentu od dochodu. Im więcej ktoś zarabia, tym więcej musi rozdawać pieniędzy w formie prezentów. To brzmi jak podatekwink
  • 07.07.10, 10:02
    Wydaje mi się, że masz duży problem z czytaniem ze zrozumieniem. Nie napisałam
    nigdzie, że prezent ma być procentem od dochodu, wręcz przeciwnie - prezent ma
    być adekwatny do okazji. Co innego wręczę kumplowi, który organizuje imprezę na
    działce z okazji urodzin czy imienin - jakiś niezobowiązujący drobiazg. Drogi
    prezent, nawet jeżeli dla mnie, z finansowego punktu widzenia, byłby to pikuś
    jest nie na miejscu, bo kolega mógłby poczuć się zakłopotany: kiełbaski, grill i
    piwko a ja tu wyskakuje z prezentem za 500zł. Jeżeli jednak zostanę zaproszona
    na zjazd rodzinny z okazji 50 rocznicy ślubu dziadków podaruję coś
    porządniejszego, trwalszego a co za tym idzie droższego (chociaż pewnie zaraz
    okaże się, że półki sklepowe uginają się od porządnych i gustownych rzeczy po
    24,99zł wink. Wcale nie jako procent od dochodu jak sugerujesz, zwyczajnie
    uważam, że ranga wydarzenia, pociąga za sobą odpowiednią oprawę i to zarówno ze
    strony jubilatów (np. odpowiednie menu itd.) jak i zaproszonych gości (np.
    strój, prezenty itp.).
    Uważam jedynie, że bez przesady z tą adekwatnością, jeżeli ktoś jest w kiepskiej
    sytuacji materialnej to może kupić jakieś kwiaty, czekoladki, książkę itp. I to
    w zupełności wystarczy.
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • 07.07.10, 13:00
    Obawiam się jednak, że ty masz problem z czytaniem ze zrozumieniem i w dodatku z pamięcią. Napisałaś:

    > co innego
    > oczywiście gdy kogoś nie stać, nie pracuje, dopiero się uczy, wtedy tańszy
    > podarunek czy ograniczenie się tylko do życzeń nie jest wielką ujmą).

    Czyli prezenty podług dochodów.
  • 07.07.10, 14:14
    plisowanko prezenty podług dochodów to byłyby wtedy gdybym napisała, że skoro X
    zarabia 5tys. miesięcznie to powinien dać 500zł, a jak Y mają miesięcznie
    dochodu 10tys. to powinni dać 1tys zł, a studentka Z ma na miesiąc 700zł to
    powinna dać w prezencie 70zł. Nie nie uważam tak. Potrafię jednak zrozumieć
    ludzi w kiepskiej sytuacji finansowej, których na odpowiedni prezent nie stać,
    dlatego napisałam, że kwiaty czy czekoladki są w ich sytuacji zupełnie
    wystarczające i na miejscu. Nie wiem czy naprawdę nie rozumiesz, czy tylko
    udajesz? Może lepiej by było gdybym napisała, że każdy (nawet ciocia emerytka
    czy kuzynka studentka) powinien dać prezent (czy pieniądze) za minimum 5 stów?
    Chociaż pewnie najbardziej satysfakcjonowałby Cie zakaz dawania jakichkolwiek
    prezentów, albo żeby w dobrym guście było dawanie rzeczy kupionych w sklepie
    "wszystko po 4zł" wink
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • 10.07.10, 20:45
    Ja przeciwstawiam się rozumowaniu, że skoro ktoś dużo zarabia albo w ogóle zarabia, to powinien się wykosztować na prezent, a tylko osoba niepracująca może dać prezent symboliczny albo nie dać go w ogóle. Ja twierdzę - każdy człowiek niezależnie od tego ile zarabia i czy w ogóle zarabia może się ograniczyć do życzeń lub symbolicznego kwiatka. Prezenty o wartości materialnej nie są obowiązkiem gościa, niezależnie od jego sytuacji majątkowej.
  • 06.07.10, 19:39
    falka_85 napisała:
    > To, że koszty wesela zwracają się z "kopert" to w zasadzie nie możliwe,
    > przynajmniej ja nie znam nikogo komu by się zwróciły.

    Nawet jeśli założyć, że koszty wesela nigdy nikomu się nie zwrócą w 100%, to myślę, że w 80% już na pewno. To i tak nieźle, zważywszy, że impreza służy głównie nowożeńcom, to oni są w centrum jej zainteresowania i powstała ona według ich zamysłu. Jednym słowem organizują sobie dla siebie imprezę ponosząc jedynie 20% jej kosztów.

    Ponadto rzuciła mi się w oczy jeszcze jedna rzecz. Dlaczego w dobrym tonie są na różnych forach wątki o tym, jak tanio urządzić wesele (czyli jednym słowem oszczędzać na gościach, np. zmniejszając liczbę i jakość posiłków), a w złym tonie są rozważania jak goście mogą oszczędzić na nowożeńcach (np. dając gorsze prezenty lub nie dając ich w ogóle)?!
  • 06.07.10, 23:02
    plisowanka napisała:
    > To i tak nieźle, zważywszy, że impreza służy główni
    > e nowożeńcom, to oni są w centrum jej zainteresowania i powstała ona według ich
    > zamysłu. Jednym słowem organizują sobie dla siebie imprezę ponosząc jedynie 20
    > % jej kosztów.
    Jak to sobie organizują? Tych wszystkich ludzi zapraszają bo sobie organizują?
    Sobie to by było jakby zebrali kasę przed kościołem czy urzędem a zaraz potem
    pojechali sami imprezować, a wiesz ile klubów można we dwoje obskoczyć za koszty
    organizacji wesela? Także to tak zupełnie sobie nie jest. Trudno też aby w
    sprawie "zamysłu" robić wśród gości jakieś referendum, a że w centrum
    zainteresowania są nowożeńcy to chyba naturalne. Przecież wesele jest po to by
    świętować nowo zawarty związek małżeński.
    Dla mnie osobiście nie ma znaczenia, co młodzi zrobią z prezentem. Gdybym dawała
    jakiś przedmiot to miałabym nadzieję, że spodoba się i przyda, ponieważ zawsze
    daję kasę - mam nadzieję, że nowożeńcy dadzą jakoś radę wydać tongue_out a na co
    (wesele, meble do domu, podróż czy jakieś zupełnie prozaiczne artykuły, przepić
    też mogą) to już nie moja broszka.
    > Ponadto rzuciła mi się w oczy jeszcze jedna rzecz. Dlaczego w dobrym tonie są n
    > a różnych forach wątki o tym, jak tanio urządzić wesele (czyli jednym słowem os
    > zczędzać na gościach, np. zmniejszając liczbę i jakość posiłków), a w złym toni
    > e są rozważania jak goście mogą oszczędzić na nowożeńcach (np. dając gorsze pre
    > zenty lub nie dając ich w ogóle)?!

    Jak już pisałam skąpstwo zawsze jest w złym tonie. I skoro są skąpi goście to
    nie widzę powodu żeby nie miało być skąpych organizatorów przyjęć. Ale
    odróżnijmy skąpstwo od gospodarności. Jak ktoś szuka hurtowni gdzie można tanio
    kupić alkohol, albo zaproszeń na allegro to jest gospodarność. Jeśli jednak
    ktoś żyłuje na posiłkach, napojach itp. to z pewnością jest to niekulturalne,
    żeby nie powiedzieć chamskie zachowanie (Wesele w reżyserii Wojciecha
    Smarzowskiego przedstawia, w nieco przerysowany mam nadzieje sposób, takie
    wesele). Akurat aby wesele było udane nie można oszczędzać na jadle, napitku i
    muzyce (wodzireju).
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • 07.07.10, 09:52
    > Jak to sobie organizują? Tych wszystkich ludzi zapraszają bo sobie organizują?
    > Sobie to by było jakby zebrali kasę przed kościołem czy urzędem a zaraz potem
    > pojechali sami imprezować

    Nie udawaj niewiniątka. Termin wpływu gotówki ma znaczenie drugorzędne. Liczy się bilans aktywów i pasywów. Jeżeli ktoś mi po fakcie zwraca za coś pieniądze, to śmiało można utrzymywać, że impreza została zorganizowana na jego koszt.

    > a wiesz ile klubów można we dwoje obskoczyć za koszt
    > y
    > organizacji wesela?

    Skoro lubią imprezy we dwoje, to po co im ślub/wesele składające się ze 100 obserwatorów? Najwyraźniej kręci ich publiczność. Jakby w tym klubie chcieli wynająć obcych klakierów by się na nich gapili i wokół nich tańczyli, to zapłaciliby więcej niż niż za wesele wśród rodziny i znajomych z obowiązkowymi prezentami.

    Wesele to z założenia większa przyjemność dla nowożeńców niż dla gości. Więc to goście wyświadczają uprzejmość, że przychodzą, a nie odwrotnie. Stawianie im jakichkolwiek warunków, list prezentów czy cenników jest nieporozumieniem. Goście się obędą bez uczestnictwa w którejś już tam z kolei imprezie polegającej na oklaskiwaniu innych, natomiast nowożeńcy bez gości nie dodadzą swojemu "raz w życiu" ślubowi splendoru, na czym im najwyraźniej zależy.
  • 07.07.10, 10:29
    > Nie udawaj niewiniątka. Termin wpływu gotówki ma znaczenie drugorzędne. Liczy s
    > ię bilans aktywów i pasywów. Jeżeli ktoś mi po fakcie zwraca za coś pieniądze,
    > to śmiało można utrzymywać, że impreza została zorganizowana na jego koszt.
    plisowanko sama piszesz, że wesele nowożeńcom zwróci się w 80% (moim zdaniem
    mniejszej części), jakby zebrali kasę i nie robili wesela to bilans aktywów i
    pasywów mieliby na +100% a nie -20%, nie sądzisz? Ja nie mam poczucia, że wesele
    jest na mój koszt, daję tyle ile uważam za stosowne i od tej pory to już nie
    moje pieniądze, co kto sobie z nimi zrobi, jego sprawa.

    > Najwyraźniej kręci ich publiczność. Jakby w tym klubie chcieli wynaj
    > ąć obcych klakierów by się na nich gapili i wokół nich tańczyli, to zapłaciliby
    > więcej niż niż za wesele wśród rodziny i znajomych z obowiązkowymi prezentami.
    Widzisz, sedno sprawy. Wesele jest właśnie po to by rodzina i znajomi cieszyli
    się szczęściem nowożeńców i wspólnie świętowali tą chwilę (jak widzę tego typu
    stwierdzenia są Ci zupełnie obce, po twojemu to będzie, żeby "się gapili i wokół
    nich tańczyli").

    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • 07.07.10, 13:10
    falka_85 napisała:

    > plisowanko sama piszesz, że wesele nowożeńcom zwróci się w 80% (moim zdaniem
    > mniejszej części), jakby zebrali kasę i nie robili wesela to bilans aktywów i
    > pasywów mieliby na +100% a nie -20%, nie sądzisz?

    Ustaliliśmy, że pod pojęciem "zwrotu kosztów" rozumiemy pewną znaczną kwotę procentową. Nie czepiajmy się szczegółów. Jak ktoś mi zwróci 80% kosztów zakupu samochodu, to uznam, że kupiłam go głównie dzięki niemu. Nie będę się spierała, że "sama sobie kupiłam samochód". Podobnie z weselem.

    > Widzisz, sedno sprawy. Wesele jest właśnie po to by rodzina i znajomi cieszyli
    > się szczęściem nowożeńców i wspólnie świętowali tą chwilę (jak widzę tego typu
    > stwierdzenia są Ci zupełnie obce, po twojemu to będzie, żeby "się gapili i wokó
    > ł
    > nich tańczyli").

    Przecież ja w tym momencie przyjmuję perspektywę myślenia nowożeńców wymagających prezentów/pieniędzy. Niewątpliwie w takim wypadku traktują oni gości jak klakierów, nawet gdy się tego wypierają w żywe oczy. Ludzi ocenia się po zachowaniu, a nie po pustych słowach. Słowa są tanie i niekoniecznie prawdziwe.
  • 17.07.10, 22:41
    Plisowanka, ciekawe masz poglądy. A może odwiedziłabyś forum Ślub i wesele?
    Czasem Twój rozsądek dobrze by tam zadziałał : )
  • 02.07.10, 18:02
    Diabli wiedzą. Najlepiej dać jakiś drobiazg plus kopertę. Ale i tak
    mogą się obrazić,że za mało smile
    --
    Ja nie jestem jakimś chomikiem, k*rna, potrafię sama zdobywać pokarm. (c)R.
  • 02.07.10, 20:06
    i tylko biedne zaściankowe i nieokrzesane chamstwo coś takiego praktykuje,
    kulturalny człowiek wstydziłby się dać komuś zaproszenie z taką sugestią! Jeżeli
    dostaję zaproszenie na wesele, to rozumiem że mam obdarować państwa młodych
    prezentem, na jaki mnie stać i jaki uważam za stosowne im dać, ewentualnie
    wybrać coś z listy prezentów ślubnych, bo to jest rozsądny kompromis pomiędzy
    oczekiwaniami młodych a możliwościami finansowymi gości! Natomiast sugerowanie,
    że gość powinien "przynajmniej" dać tyle, aby się zwrócił koszt jego ugoszczenia
    jest chyba grubym nieporozumieniem - to młodzi ewentualnie ich rodzice robią
    wesele po to, aby w ich święcie towarzyszyli im bliscy ludzie a nie po to aby
    olśnić gości przepychem imprezy a potem wyciągać do nich rękę aby się do tego
    dorzucili! Wstydźcie się, jesteście naprawdę żenujący w swoim bezwstydzie
    wyciągania kasy pod pretekstem wspólnej zabawy!
  • 02.07.10, 21:04
    uknown napisał:

    > i tylko biedne zaściankowe i nieokrzesane chamstwo coś takiego
    praktykuje,
    > kulturalny człowiek wstydziłby się dać komuś zaproszenie z taką
    sugestią! Jeżel
    > i
    > dostaję zaproszenie na wesele, to rozumiem że mam obdarować
    państwa młodych
    > prezentem, na jaki mnie stać i jaki uważam za stosowne im dać,
    ewentualnie
    > wybrać coś z listy prezentów ślubnych, bo to jest rozsądny
    kompromis pomiędzy
    > oczekiwaniami młodych a możliwościami finansowymi gości! Natomiast
    sugerowanie,
    > że gość powinien "przynajmniej" dać tyle, aby się zwrócił koszt
    jego ugoszczeni
    > a
    > jest chyba grubym nieporozumieniem - to młodzi ewentualnie ich
    rodzice robią
    > wesele po to, aby w ich święcie towarzyszyli im bliscy ludzie a
    nie po to aby
    > olśnić gości przepychem imprezy a potem wyciągać do nich rękę aby
    się do tego
    > dorzucili! Wstydźcie się, jesteście naprawdę żenujący w swoim
    bezwstydzie
    > wyciągania kasy pod pretekstem wspólnej zabawy!
    A TY JESTES KOLTUNEM BEZ ELASTYCZNOSCI
  • 02.07.10, 22:53
    OO tłumaczenie podobne słyszałem ostatnio od gościa dającego ojcu kopertę z
    pociętymi gazetami.
  • 02.07.10, 20:46
    Na wesele obdarowuje się nowożeńców prezentem - takim jakim ty chcesz ich
    obdarować, więc obraz jest jak najbardziej na miejscu i nie powinnaś mieć
    dylematu co do niego. Jeżeli ktoś liczy na kasę - sam sobie wystawia świadectwo
    jakim jest człowiekiem, więc jeżeli młodzi skrzywią się na twój prezent, bo
    liczyli, że od ciebie - biednej studentki wyszarpią kasę na sfinansowanie swego
    wesela - to już wiesz: 1. jakim ludźmi są, 2. po co cię tak naprawdę zaprosili,
    3. jak potrafią być wdzięczni za to, że podjęłaś trud przygotowania się na ich
    święto, obdarowania ich prezentem i dojazdu na imprezę na drugi koniec Polski.
    Niestety, coraz częściej się zdarza, że wesele robi się licząc na to, że "się
    zwróci" i jest to podejście zupełnie - jak dla mnie - niedopuszczalne i
    świadczące jak najgorzej o młodych. Ja na takie wesela po prostu nie chodzę, bo
    nie jest moją intencją wykupywanie sobie wstępu na zabawę kopertą, jeżeli tak ma
    być - to ja wybieram imprezę w klubie. Nie jest tak, że to młodzi robią gościom
    łaskę zapraszając ich na wesele, żeby potem powybrzydzać na to co kto dał, czy
    aby nie za mało i nie za tanio i czy im się w ogóle opłaciło - wręcz przeciwnie,
    to goście robią łaskę angażując swój czas i pieniądze na uczestnictwo w weselu i
    młodzi powinni być im wdzięczni za przybycie nawet gdyby nic im nie dali, bo
    samo przybycie świadczy o ich dobrych intencjach dla młodej pary. Jeżeli ktoś
    myśli inaczej - niech spada na drzewo i kit im w oko a nie kopertę!
  • 03.07.10, 07:09
    Szczerze mówiąc jestem zaskoczona tak ostrą krytyką
    tych "wierszyków". Sama jestem przyszłą Panna Młodą i oboje z
    narzecoznym uznaliśmy, iż wierszyk będzie dobry bo nie trzeba będzie
    nikomu sugerować co byśmy chcieli. Takie sytuacje często są
    nezręczne dla obu stron. A tak wszystko jest jasno napisane.
    Oczywiście gdyby zdarzyła się sytuacja, że ktoś woli jednak prezent
    to dla mnie nie byłby to żaden problem. Na pewno nie liczę na jakiś
    zwrot finansowy z wesela. Wydaje mi się to w ogóle nie możliwe. Po
    prostu mamy wszystko co potrzebne: własne mieszkanie i cały sprzęt.
  • 03.07.10, 08:14
  • 02.07.10, 21:02
    OBRAZ MOZE SIE PODOBAC ALE NIE WIESZ BO NIE JESTES W ICH GLOWACH
    CHCA KOPERTE Z KASA DAK KOPERTE Z KASA PRZYNAJMNIEJ SA OTWARCI I
    WIEDZA CZEGO CHCA NIE MA NIC GORSZEGO JAK OTWIERANIE PREZENTU I
    UDAWANIE SZTUCZNEG ZACHWYTU
  • 02.07.10, 21:21
    lepiej po prostu nie jedź - nie zmusisz ich do udawania sztucznych zachwytów i
    kasę zaoszczędzisz, za którą pójdziesz sobie potańczyć gdzieś w klubie bez
    niepotrzebnych stresów - proste, prawda? a na wesele niech jeżdżą ci, których
    stać srać kasą dla młodych i obie strony będą zadowolone - młodzi nie będą mieli
    "niedochodowych" gości a ci pojadą nie będą obgadani jako sknery i zaszpanują na
    co ich stać.
  • 02.07.10, 22:34
    Skoro poprosili o kopertę to dlaczego koniecznie chcesz zrobić im na złość?

    Przy podanych przez Ciebie "parametrach" (o ile nie są nowobogackimi arogantami)
    wystarczy 50-200 zł.
  • 03.07.10, 10:16
    Wydaje mi sie ze laczycie dwie rzeczy- oczekiwanie panstwa mlodych ze wesele sie
    zwroci z optymalna dla nich forma prezentu.
    Jest jeszcze trzeci czynnik-mianowicie postawa gosci.
    O ile oczekiwanie ze wesele sie zwroci uwazam za niekulturalne to wybor
    prezentu w postaci gotowki juz nie.Sa rozne sytuacje-niekiedy mlodzi wszystko
    maja , niekiedy nie maja wlasnego mieszkania i nawet nie maja gdzie prezentow
    trzymac, bywa ze mieszkaja za granica i tak prezenty zostaja u rodzicow.W takim
    wypadku dawanie im czegos bez pewnosci ze na pewno jest potrzebne dowodzi
    bezmyslnosci-jestem zaproszona, kupuje wazon wg wlasnego gustu i to jest OK.
    Jest to brak empatii.
    Jedyne co mogloby byc lepsze to rozpowszechnienie wiesci o opcji
    gotowkowej-propaganda rodzinna jest duzo lepsza od wierszyka. A to ze ktos tam
    jakies sztucce kupi, to nieistotne, korzysci przewazaja.
    Goscie ktorzy sie poczuwaja do dawania takich a nie innych sum to jest sprawa
    zwyczaju. Jednakze nie uwazam, ze dobrym pomyslem na zwalczanie go jest dawanie
    byle jakiego prezentu na zasadzie-a na zlosc, za to, ze jestescie tacy pazerni i
    JA mam wasze wesele finansowac.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)
  • 05.07.10, 12:46
    Dołączam się do tej opinii. Dodam jeszcze, że wierszyków nie lubię -
    są infantylne i najczęściej grafomańskie. Lepsza jest poczta
    pantoflowa. Poza tym żadne oczekiwania, czy to wierszowane, czy to
    pantoflowe, nie są bezwzględnie obligatoryjne. To tylko sugestia.
    Jeśli wątkodawczyni z góry zaplanowała podarowanie obrazu, mając
    pełną świadomość, że się spodoba, to niechże go podaruje.
  • 02.07.10, 22:50
    Organizacja wesela od 180zł wzwyż, daj w kopercie minimum 200zł.
    Ojciec więcej bierze za machnięcie 3x pędzlem do chlapania święconą wodą.
  • 03.07.10, 05:03
    Ja ślubów i wesel unikam, ot z prozaicznego powodu nie lubię wesel i ślubów. Rzekłbym że nawet bardzo.
    Problemu więc takiego nie mam jak autorka, ale czasem jak kogoś lubię
    i zapragnę kogoś obdarować podarkiem ślubnym to czasem właśnie
    powstaje taki dylemat.
    Czasami decyduję się na wręczenie parze młodej jakiegoś prezentu typu gustowna ramka lub zwyczajnie daje kasę, choć jest to pójście na
    łatwiznę. Natomiast jak ktoś zaznacza że chce kasę to dostaje kopertę
    i tyle.

    --
    Pozdrawiam
    Piotr Szymczak
  • 03.07.10, 11:08
    Nie sądziłam, że wątek trafi na główną, a tu proszę - i ponad 100 odpowiedzi.
    Ciekawa dyskusja się wywiązała. Konkludując - i nawiązując do mojego pierwszego
    posta - Ci akurat młodzi jak najdalsi są od materialistycznego podejścia do
    wesela i liczenia na to, że "się zwróci". Prośba o kasę wynika raczej - jak
    wspominałam - z tego, że ich życie przez kilka najbliższych lat będzie mocno "w
    rozjazdach", stąd i wszelkie "domowe" prezenty są bardziej problemem niż czymś,
    co się akuratnie przyda. W związku z tym pewnie dam kasę (talerzykowe 200 zł),
    do tego jakiś drobiazg, by w coś tę kasę włożyć (książka bądź mapa na podróż
    poślubną) i już smile
  • 03.07.10, 14:03
    joanna_joasiek napisała:
    > książka bądź mapa
    Koniecznie napisz jakąś fajną dedykację, takie książki po latach bardzo fajnie
    się przegląda, wspomnienia wracają...
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • 03.07.10, 14:28
    Tak właśnie zamierzam smile
  • 06.07.10, 19:19
    a ja wole dac kase.
    Nie mam wtedy problemu z kupnem prezentu.
    Nie jestem przekonana ze moj gust i wybrane przeze mnie prezenty
    beda podobac sie wiec po co marnowac czas i pieniadze?
    Mysle ze najlepszym przykladem jest moja tesciowa, ktora uwaza ze
    prezent to trzeba kupic od serca- no i kupila mojemu mezowi krawat,
    ktory gra melodyjke i swieci...bez komentarza.

    Podoba mi sie tez pomysl rejestracji prezentow- wydaje mi sie ze
    jest to dobra alternatywa dla koperty.
    --
    claps is for those who disagree.
    blog wlasny
  • 06.07.10, 21:21
    kinky5 napisała:

    > Mysle ze najlepszym przykladem jest moja tesciowa, ktora uwaza ze
    > prezent to trzeba kupic od serca- no i kupila mojemu mezowi
    krawat,
    > ktory gra melodyjke i swieci...bez komentarza.

    big_grin
    Na rozmowę kwalifikacyjną jak znalazł...
  • 13.07.10, 19:20
    Trzeba brac pod uwage tez okolicznosci. My z mezem mieszkamy zagranica, slub byl
    w Polsce a od chrzestnej dostalam duza szklana rzezbe...coz ani tego przewiezc
    bo ciezkie jak ch.... i jeszcze sie potlucze. Zostalo mi tylko usmiechnac sie i
    ladnie podziekowac a prezent stoi w piwnicy u rodzicow bo oni miejsca na takiego
    kolosa w swoim domu nie znalezli....
  • 21.07.10, 10:50
    Bardzo ciekawy wątek.

    A może trzeba postąpić tak: dostajemy zaproszenie na ślub + wesele w
    hotelu „Rusałka”. Dzwonimy do "Rusałki", dowiadujemy się, że koszt
    organizacji przyjęcia weselnego dla pary to 500 zł. I teraz tak:
    albo nas nie stać, lub nie mamy ochoty na imprezy – wtedy idziemy na
    sam ślub i uprzejmie odrzucamy zaproszenie na przyjęcie, albo nas
    stać i chcemy się zabawić w „Rusałce”. Wtedy idziemy na wesele, w
    kopercie dajemy 500 zł i swobodnie, będąc własnymi sponsorami,
    bawimy się niczym nie przejmując, a państwa młodych traktując jako
    organizatorów imprezy.

    Czy nasze 500 zł przeznaczą na zakup działki, czy zegara z kukułką –
    wcale nas to nie obchodzi…
  • 21.07.10, 11:15
    Cos takiego jak piszesz juz sie powoli zaczyna robic. Oczywiscie na weselach
    spedowych sa goscie rowni i rowniejsi. Ci rowniejsi to oczywiscie bardzo bliska
    rodzina, ktorej nie stac babcie i dziadkowie na cieniutkiej emeryturce, brat
    student itp. Ci za wstep placic nie musza. Od wszystkich innych spraszanych w
    ilosciach hurtowych 10 wodach po kisielu z OT oplaty za wstep sie oczekuje. Jest
    to przeciez nic innego jak rodzaj publicznego balu.
    --
    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
    podejrzane i niebezpieczne.
    Compendium Medicum Actum (1789)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.