• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Prezent ślubny, koperta, dylemat

  • 21.06.10, 11:32
    W skrócie - niebawem idę na ślub i wesele koleżanki. Do zaproszenia młodzi
    dołączyli karteczkę z wierszykiem sugerującym, że na prezent chcieliby dostać
    kasę. I teraz pytanie - czy wypada to "olać" i i tak dać prezent (np. obraz
    namalowany przez wspólną znajomą - artystkę /której na ślubie nie będzie/ -
    wiem, że się spodoba)? Czy też obligatoryjna jest koperta? Jeśli tak, ile kasy
    do niej wlożyć? Nie będę świadkową, idę sama, zarabiam dorywczo, bo kończę
    studia dopiero we wrześniu.
    Edytor zaawansowany
    • 21.06.10, 14:53
      Ja uważam, że wierszyk jest tylko sugestią co młodzi chcieliby
      dostać a nie nakazem podarowania im pieniędzy. Jeżeli wiesz, że
      prezent jaki wymysliłaś im się spodoba to myślę, że spokojnie możesz
      go dać. Jak para młoda to ludzie z klasą to się ucieszą i podziękują.
      --
      pajacyk
      • 21.06.10, 17:45
        No właśnie zastanawiam się, jak to jest z takimi "sugerującymi" wierszykami na
        dodatkowych karteczkach. Jeśli byłyby jednak "nieobowiązkowe", to przeciez mozna
        by je dodać tylko do zaproszeń "cioć" itp, a do studenckich "niskobudżetowych"
        znajomych niekoniecznie wink
        • 21.06.10, 19:42
          A jak ciocia jest niskobudżetowa? wink
          Na serio: może być prezent rzeczowy, wierszyk (idiotyczny zwyczaj,
          swoją drogą) to tylko sugestia. A jeśli koperta - to co łaska plus
          vat, czyli tyle, ile chcesz i możesz.
          • 02.07.10, 15:17
            "I teraz pytanie - czy wypada to "olać" i i tak dać prezent"

            Nie, nie wypada. Sugestię w wierszyku należy potraktować poważnie, bo przecież
            nie mogli napisać wprost: daj kasę i już.
            --
            Każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem szczególnym dobrem narodu!
          • 02.07.10, 16:25
            Mnie też ksiądz za ślub w mojej parafii powiedział co łaska nie mniej niż 1500
            zł, na szczęście znalazłam bardzo małą i uroczą kaplice gdzie wzięłam ślub.
            Powiem tak na dzień dzisiejszy włożyć do koperty 400 zł jak dla mnie to lipa. Bo
            tyle się dawało i 5 lat temu, a wesele są coraz droższe niestety. Ja mam swoją
            stawkę ile daję i wiem, że nie mam czego się wstydzić, ale to tylko moje skromne
            zdanie
            • 03.07.10, 00:05
              Bez żartów. Studentka nie ma żadnego obowiązku dawać tysięcy. To dotyczy rodziny i to tej starszej części. Głodować, bo ktoś sobie zażyczył kasę? Jeżeli ci ludzie Cię lubią, to na 100% nie chcą twojej krzywdy. Zostaw prezenty mające "zaćmić" resztę takim typkom jak joanna182-0. Jest ich wystarczająco, więc państwo młodzi kupią sobie pewnie to, co zaplanowali. A swoją drogą wesele to raczej nie sposób zarabiania pieniędzy. jeżeli ktoś przelicza, czy mu się zwróci, a być może zarobi i ile, to może powinien sobie darować. Ale nie, przecież trzeba się pokazać, a najlepiej za cudze pieniądze.
              --
              http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
        • 02.07.10, 15:19
          bez przesady ja chodziłam bardzo dużo na wesela podczas studiów i dawałam kasę w
          takiej kwocie bym nie musiała potem się tego wstydzić. Bo wiadomo jest i tak
          potem kto ile dał
          • 02.07.10, 21:52
            A jaka to jest wstydliwa kwota? Bo szczerze dla mnie- już wkrótce panny
            młodej- taka kwota nie istnieje- nawet drobiazg jest wartościowy jeśli
            włożono w niego serce
            • 03.07.10, 00:13
              Popieram.
              Ale pewnie są różne środowiska. Niektóre przeliczają wartość człowieka na podstawie pieniędzy, jakie ma i jakie można z niego wydoić. Jakoś nie głoduję, ale czuję wstręt do traktowania mnie jako portmonetki.
              Naprawdę,jeśli czuję że mnie wybrano zaproszeniem, bo wyliczono, że mogę dać większy prezent niż inny, bliższy, ale biedniejszy, to zazwyczaj rezygnuję z udziału. Ale też i nie zdarzają mi się często takie typki. Mam szczęście, że otaczają mnie ludzie,którzy chcą razem świętować miłą okazję, pokazać wzajemną sympatię a nie szukają sposobu zarabiania pieniędzy.

              --
              http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
    • 21.06.10, 22:12
      To zależy od tego... na ile gościa stać.
      Jeżeli stać go na wydatek rzędu 200-250 zł/osoba, wtedy powinien dac kopertę. Bo
      jeżeli daje prezent, to dlatego że:
      - ważne jest dla niego to, co on chce, nie młodzi (bo chce "być zapamiętany"
      jako dawca prezentu)
      - może chcieć ukryć swoje skąpstwo w postaci taniego prezentu (przypominam,
      mówimy o kimś, kogo na wydatek stać).
      Jeżeli gościa nie stać, daje tyle pieniędzy/taki prezent na ile go stać.
      Inna sprawa, jeżeli gość potrafi dać taki prezent, którego koperty "nie
      przebiją" - czyli zamiast kolejnego kompletu garnków, obraz itp.
      --
      _____________________________________
      Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów niema, tylko praca i praca....
      • 22.06.10, 08:12
        To sugestia. I uwazam ze kasa jest najlepszym prezentem chyba ze zna sie dobrze
        panstwa mlodych i wie ze na pewno sie z czegos uciesza. Tak jak w WAszym
        przypadku. A co do koperty-sa nieoficjalne stawki ile SIE daje (to takie troche
        koscielne co laska ale wiadomo ze nie mniej niz...)Nie krzyczcie na mnie-mnie
        tez sie to nie podoba.
        Ale najlepsza jest lista prezentow tak jak na zachodzie-naprawde super-mozna
        kupic cos malego, mozna sie zlozyc z inna para na cos wiekszego, a panstwo
        mlodzi nie maja kupy nie pasujacych do niczego, powtarzajacych sie klamotow,
        okupujacych poznej pawlacze lub piwnice albo sprzedawanych za grosze na allegro.
        Doradzam danie obrazu.
        --
        W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
        podejrzane i niebezpieczne.
        Compendium Medicum Actum (1789)
        • 22.06.10, 08:17
          Babo67, a jakie są te "nieoficjalne" stawki?

          Zastanawiam sie nad tym obrazem jeszcze o tyle, że po ślubie młodzi będą
          mieszkać chwilę u rodziców, potem kilka m-cy w wynajętym mieszkaniu, a potem
          wyjeżdżają na pół roku - rok za granicę. A potem nie wiadomo. wiec pewnie obraz
          też trafi do pawlacza...
          • 22.06.10, 11:26
            Na tym forum byl niedawno dluuugi watek na ten temat, malo sie wszyscy nie
            pozabijali, dziewczyna szla na wesele, biedna studentka i pytala ile wlozyc do
            koperty.
            Niewazne-bogaci nie jestescie, prezent macie oryginalny, koperta byc nie musi.
            --
            W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
            podejrzane i niebezpieczne.
            Compendium Medicum Actum (1789)
          • 22.06.10, 11:30
            Nieoficjalna stawka od "szarego" gościa jest taka, by talerzyk się
            zwrócił.

            --
            "JK na pewno wie, ze u np. Angazetki szanse ma ponizej 0" - Bi_scotti
            • 22.06.10, 11:36
              A talerzyk to 150 zl od osoby- czyli min 300 zl od pary. Dla studentow to
              naprawde moze byc sporo.
              Co do obrazu-jesli panstwo mlodzi znaja malarkke i podobaja im sie jej obrazy
              uwazam, ze taki prezent w koncu kiedys u nich na scianie zawisnie i bedzie
              piekna pamiatka. Sztuka nie przemija z moda,jesli ten styl sie im podoba to w
              urzadza mieszkanie w kompatybilnym. Zapytac mozna, oczywiscie .
              --
              W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
              podejrzane i niebezpieczne.
              Compendium Medicum Actum (1789)
              • 22.06.10, 22:27
                Wiem, że sporo - nie dawałam tyle, gdy byłam studentką i nikt się
                nie obrażał.
                --
                "JK na pewno wie, ze u np. Angazetki szanse ma ponizej 0" - Bi_scotti
                • 23.06.10, 10:23
                  Totez studenci maja taryfe ulgowa.
                  --
                  W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                  podejrzane i niebezpieczne.
                  Compendium Medicum Actum (1789)
          • 23.06.10, 15:44
            Nieoficjalne stawki to 150-250 od osoby, w zalezności od tego gdzie
            jest przyjęcie, itp.
            --
            _____________________________________
            Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
    • 22.06.10, 08:57
      Słyszałam o sposobie wybrnięcia z takiej sytuacji jeśli nie mamy zbyt dużo a
      młodzi proszą o pieniądze - wziąć kwotę na jaką nas stać rozmienić i umieścić w
      ładnej skarbonce. Taką skarbonkę wręczyć parze młodej.
      Chociaż ja tego nie robiłam, to może jest to jakiś pomysł.
      • 02.07.10, 14:24
        Pomysl genialny tylko ja ofiarowalam kasetke kupiona w Zakopanem z
        rzezbionym imieniem ukochanej sympatji mojego syna na Jej
        25urodziny.Zbieralam od kilku lat centymy euro i nazbieralo sie
        tego troche.Mialam Jej ofiarawac kasetke ,ale poniewaz nie chcialam
        dac pustej zastanawialam sie czym by ja napelnic ,lakocie odpadly
        bo dziewczyna uwaza co je i to odpadlo.Wysypalam centymy do
        kuferka zapakowalam i jak podniosla ten prezent to bylo
        zaskoczenie co tam sie kryje.Za to przy otwarciu kasetki az Ja
        zatkalo byla szczesliwa,widac bylo na twarzy radosc ta niezwykla
        niespodzianka Powiedziala ze moze zapomniec o innych prezentach za
        kilka lat,tego nie zapomni nigdy.Po przeliczeniu powiedziala ze bylo
        ponad 80e i z tego co wiem trzyma ten prezent nie naruszony .Tak
        wiec by nie uszczuplic budzetu na przyszle rodzinne imprezy
        odkladac do skarbonki.
        • 03.07.10, 00:19
          Mja siostro opowiadała, że jedna panna zrobiła tort z ręczników. Zwinęła je w koło, pozwiązywała wstążeczkami, a jako różyczki na torcie były poharmonijkowane dwudziestki z kokardkami. Tort się tak wszystkim podobał, że zakasował nawet te duże prezenty. Inwencja jest istotna.
          --
          http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
    • 22.06.10, 11:04
      Kiedyś, gdy w sklepach były puste półki cieszył każdy prezent.
      Cieszyła zastawa stołowa ale i komplet ściereczek kuchennych.
      Podarowanie pieniędzy uważane było za pójście na łatwiznę. Teraz nie
      zaryzykowałabym obdarowania państwa młodych nawet najdroższym i
      najpiękniejszym (w moim pojęciu) serwisem obiadowym bez uzgodnienia.
      Nie chciałabym narzucać im co maja stawiać na własnym stole przez
      najbliższe kilka/kilkadziesiąt lat. Nie kupuje prezentu szczególnie w
      przypadku, gdy wyraźnie dano mi do zrozumienia, że pieniądze będą
      milej widziane. Z obrazem jest podobnie, a nawet ryzyko większe. Nie
      każdy obraz, jaki nam sie bardzo podoba chcemy miec na własnej
      ścianie. Tym bardziej, że młodzi nawet jeszcze nie mają sciany, na
      której mogliby go wyeksponować. Ja bym zwyczajnie zapytała koleżankę,
      czy woli obraz, czy jego równowartość.
      • 22.06.10, 11:37
        matylda1001 napisała:
        Nie
        > każdy obraz, jaki nam sie bardzo podoba chcemy miec na własnej
        > ścianie.

        To mi przypomniało taką sytuację: moja babcia zaprosiła najbliższą rodzinę na
        przyjęcie urodzinowe. Dostała w prezencie ogromny kosz sztucznych kwiatów i duży
        plastikowy zegar w kształcie młyna - chociaż jej się te prezenty nie podobają to
        jednak postawiła na półkach, żeby nie robić przykrości rodzinie, która często ją
        odwiedza.

      • 22.06.10, 13:22
        Jest jeszcze inna możliwość- karty upominkowe. Zaczyna je oferować coraz więcej
        sklepów, w tym miedzy innymi redcoon.pl. Dzięki temu można łatwo rozwiązać
        problem niechcianych prezentów- po prostu państwo młodzi sami je sobie
        wybierają, nie ma możliwości pomyłki
        • 23.06.10, 12:01
          Jestem za! Raz, że nie ma możliwości pomyłki z taką kartą, a dwa, że odpada
          problem tego, że kupi się czajnik taki sam jak już młodzi dostali, albo kolejny
          toster. A wiadomo, że młodym sprzęty na pewno się przydadzą więc karta
          upominkowa jak ta z redcoon.pl jest spoko pomysłem
          • 23.06.10, 13:24
            Z tym, że taka karta od kasy w zasadzie niczym się nie różni, bo też jest "dy
            wydania", no i przede wszystkim - jak to z kasą - widać kwotę.
            • 23.06.10, 16:02
              joanna_joasiek napisała:

              > Z tym, że taka karta od kasy w zasadzie niczym się nie różni, bo
              też jest "dy wydania", no i przede wszystkim - jak to z kasą - widać
              kwotę.<

              Po co w takim razie bawić się z kartą, ktora młodym tylko kłopot
              sprawia? Zmusza do pójścia do określonego sklepu i wybrania czegoś na
              siłę? Lepiej dac pieniądze i niech sobie kupią co chcą i gdzie chcą.
        • 02.07.10, 13:09
          > Jest jeszcze inna możliwość- karty upominkowe.

          Szczerze to ja nie rozumiem tych kart.
          Zazwyczaj brak jest zniżek. A zakupy musisz zrobić minimum na kwotę jaka jest na karcie (bo o wymianie na gotówkę czy wydaniu reszty można zapomnieć). Dodatkowo trzeba iść do sklepu w obsługującego kartę. Dla mnie to tylko zbędny kłopot. Równie dobrze można by kupić doładowanie do telefonu, przynajmniej łatwiej to wykorzystać.

          A kasa jest najlepszym wyjściem, głównie z tego względu że młodzi coraz częściej mieszkają gdzie indziej a ślub biorą w mieście rodzinnym więc wracając nie będą obładowani prezentami.

          Ewentualnie ciekawym wyjściem jest wysłanie w grupkę znajomych listę prezentową. Młodzi piszą co by chcieli ( raz miałem coś takiego, była lista rzeczy wraz z linkami do konkretnych produktów) i grupka albo się składa wspólnie na kilka albo wybierają między sobą kto co kupuje.


          --
          Demokracja - system opresji w ktorym uciskany sam sobie wybiera przesladowce ktory bedzie przez najblizsze 4 lata podnosil podatki uciskanemu.
          • 02.07.10, 16:17
            Słabo mi się robi, jak to wszystko czytam. Szczęśliwie. za mąż
            wyszłam w dawnych czasach za granicą /trzeci kraj/ dzięki czemu nie
            musiałam zapraszać żadnej rodziny: większości nie było by stać na
            pod, obiad razem i żadnych prezentów w ogóle. Bardzo to sobie
            chwaliliśmy.
            Dwa lata temu byłam naślubie młodej pary Włochów, pracujcych w
            Szwajcarii. lub oczywiście w we Włoszech. żadna z rodzin nie jest
            specjalnie zamożna. Była rodzina i znajomi młodych, również ze
            Szwjacrii. Zaproszenie zwykłe. Ślub kościelny w Turynie - zaskoczyło
            mnie, że w czasie uroczystości ślubnej /był wydrukowany program/
            ksiądz wygłaszał tylko część tekstu. niektóre wygłszali goście - a
            całość odbyła się w dwóch językach: po włosku i po francusku -
            najwyraźniej ukłon wobec gości z innych krajów /ci ze Szwajcarii
            byli najróżnieszych narodowości, ale pracując tam wszyscy znają
            francuski/. A najbardziej miłe było skonstatowanie, że ksiądz
            udzelający ślubu najwyraźniej znał osobiście oboje Młodych i odnosią
            się do nich z osobistą sympatią, wspominając chwile ich dzieciństwa.
            Na kolacji nie był. Potem kolacja w jakiś średniowiecznym zamczysku.
            wesoła i tylko z iustracją muzycną, żadnych tańców. Państwo młodzi
            nocowali w zamku. Tambylcy wrócili do domu. Dla przybyszy zza
            granicy był zarezerwowany nieduży, ale dobry hotel. Rano,
            opuszczając hotel, przekonaliśmy się ze zdziwieniem, że pokoje były
            opłacone z góry.
            Żadnych kopert nie było. Jeżeli Młodzi dostali prezenty od rodziny,
            do musiało się to odbyć w domu, przed ślubem, bo nikt żadnych worów
            nie taszczył. Współpracownicy przygotowali upominki nie wartościowe,
            ale żartobliwe w wykonaniu własnym zbiorowym, jak również krótki
            program satyryczny na temat ich wspólnej pracy.
            Zapraszający, państwo młodzi i rodzice jak również goście, dołożyli
            wszelkich starań, aby każdy się dobrze bawił, dobrze zjadł i
            przyjemnie spędził czas - i to chyba było głównym celem tego wesela,
            nie nabicie kasy, zwrot kosztów czy zdobycie góry prezentów.
            Nie wiem, jak rodzina, ale współpracownicy młodych, wszyscy naukowcy
            pracujący bądź w poważnych firmach bądź na uniwersytecie w Genewie i
            Lozannie zarabiają dobrze - gdyby było konieczne, mogli wysupłać
            niezłą sumkę lub kupić przyzwoite prezenty, tym bardziej że istnieje
            tu zwyczaj "list prezentów ślubnych" . jak i kart upominkowych w
            najdroższych nawet sklepach, tymczaem jakoś w ogóle o tym nie było
            mowy.Tam chodziło faktycznie o wzięcie ślubu w towarzystwie ludzi, z
            którymi młodzi chcieli spędzić przyjemne chwle.
            • 03.07.10, 00:24
              Takich krajów jest więcej. Ja widziałam taki ślub w Szwecji i w Niemczech.
              Tyle, że fakt, to też były środowiska naukowe i menadżerskie. W takich i w Polsce chyba nie urządza się ślubu w celach zarobkowych.
              Zazwyczaj to ostatnie dotyczy osób biedniejszych, które chcą udowodnić, że takimi nie są.
              --
              http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
    • 23.06.10, 12:16
      Jeśli na zaproszeniu widnieje grafomański wierszyk o papierku ze znakiem wodnym,
      kasy w kopercie nie daję. Dla zasady. Dla mnie to mało kulturalne jest. Zresztą
      mam przejścia ze znajomą, która na ślub zaprosiła tylko tych, którzy mogli dać
      kopertę. W jednej kopercie był tylko kupon totolotka i znajoma się wściekła,
      doszła kto go dał i zaproponowała żeby ofiarodawca spier....Dosłownie.
      Nie twierdzę,że wszyscy są tacy, ale wierszyki działają na mnie jak płachta na
      byka. Już wolę słuchać codziennie pitolenia polityków.

      Do autorki, ja bym była bardziej zadowolona z obrazu niż kasy. Ale ja generalnie
      sztukę lubię i doceniam.
      --
      "You talkin' to me? You talkin' to me? You talkin' to me? Then who the hell else
      are you talkin' to? You talkin' to me? Well I'm the only one here. Who the fuck
      do you think you're talking to?"
      • 23.06.10, 14:27
        Wierszyk nie jest dobrym pomyslem. Duzo lepsza jest poczta pantoflowa tj,
        rodzice panstwa mlodych wybieraja kilka najbardziej towarzyskich i gadatliwych
        osob w rodzinie i przekazuja "poufna" sugestie. Niby pantwo mlodzi nie maja nic
        z tym wspolnego, a fama sie rozchodzi i wiekszosc rodziny zachowuje sie ze
        zrozumieniem.
        Ta znajoma to chyba w oborze sie chowala. Ale ten co sie chcial
        zalapac na calonocna balange zeswoja panna za 2 zl tez kawal chama. Trafil swoj
        na swego.
        --
        W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
        podejrzane i niebezpieczne.
        Compendium Medicum Actum (1789)
        • 26.06.10, 21:15
          baba67 napisała:
          > Ta znajoma to chyba w oborze sie chowala. Ale ten co sie chcial
          > zalapac na calonocna balange zeswoja panna za 2 zl tez kawal chama. Trafil swo
          > j
          > na swego.

          Nie rozumiem. Został zaproszony jako gość, to przyszedł. Na imprezy rodzinno-prywatne przecież nie ma żadnego cennika usług tudzież biletów wstępu. To raczej ta zapraszająca kobieta wykazała się totalnym brakiem gościnności (żeby nie powiedzieć że brakiem elementarnej przyzwoitości), pokazując że zależało jej jedynie na pieniądzach, a nie na towarzystwie danej osoby.
          • 27.06.10, 09:25
            Ona sie wykazala brakiem goscinnosci-zgoda-on sie okazal burakiem. Rozumiem ze
            zaproszona na urodziny przychodzisz z plyta DVD dolaczana do magazynow?Bo nie ma
            cennika?
            --
            W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
            podejrzane i niebezpieczne.
            Compendium Medicum Actum (1789)
            • 27.06.10, 11:26
              Z tą płytą DVD to niezły pomysł. Ale niekoniecznie taką z magazynów, tylko z nagraniem własnych życzeń. Ładna pamiątka od bliskich osób.
              • 27.06.10, 14:11
                Tak-jako dodatek do prezentu. Ale jesli ktos lubi uchodzic za sknere...
                --
                W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                podejrzane i niebezpieczne.
                Compendium Medicum Actum (1789)
      • 23.06.10, 15:37
        Może wierszyk nie jest dobrym pomysłem, ale Twoje zachowanie też jest
        niekulturalne (zakladam ze stać Cię na prezent pieniężny, nie rozważam
        sytuacji materialnej).

        --
        _____________________________________
        Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
        • 23.06.10, 19:52
          Do kogo ten post?
          Bo autorka jest studentka, jeszcze nie pracuje na etat, sadzisz ze moze sobie
          ot tak dac min 150 zl(bo idzie sama)?Trzeba jeszcze doliczyc koszta zwiazane ze
          strojem, fryzura, niby dla siebie, ale to SA koszta.
          Obraz ktory sie spodoba jest lepszym rozwiazaniem IMHO
          --
          W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
          podejrzane i niebezpieczne.
          Compendium Medicum Actum (1789)
          • 23.06.10, 20:18
            Właśnie, koszta dodatkowe też są niestety duże. Sukienkę mam, ale buty kupić
            muszę (w których potem raczej nie pochodzę, bo na co dzień mój styl ma się nijak
            do stylu "weselnego" wink), do tego fryzjer i dojazd na drugi niemalże koniec
            Polski. Na same te rzeczy co najmniej 250 zł pęknie. Tak więc pewnie pogadam z
            artystką o obrazie smile
            • 02.07.10, 16:11
              sorry, ale pojscie na wesele to jest wydatek - zawsze byl i tak traktowany
              powinien byc. I jesli kogos nie stac na zakup sukienki butow i danie porzadnego
              prezentu to nie powinien sie wybierac.
              Wesele najczesciej urzadzane jest z wyjatkowym nadszerpnieciem budzetu, czesto
              pozyczka i nic dziwnego ze mlodzi sugeruja pieniadze bo licza na to ze
              przynajmniej czesc kosztow im sie zwroci. I bzdury pisal ktos przede mna ze
              nawet danie kuponu w totolotka jest ok dla zasady. Do autorki wątku - obraz sam
              w sobie jest dobrym pomyslem, przynajmniej nie ryzykuje sie 3 kompletu sztuccow,
              natomiast jesli mlodzi sugerowali pieniadze to dalabym kase. Kwota powinna byc
              mniej wiecej taka ile kosztuje zaproszenie jednej osoby, czyli jak ktos napisal
              150-250zl. Proponuje zrezygnowac z fryzjera i samemu sie uczesac to na tym mozna
              oszczedzic min.50zl
              • 02.07.10, 16:48
                > sorry, ale pojscie na wesele to jest wydatek - zawsze byl i tak traktowany
                > powinien byc.

                Sorry, ale wesele to jest duzy wydatek....dla nowożeńcow smile
                I tak powinien traktowany. Jesli kogos nie stać, niech weźmie cichy ślub.
                Nie będzie "nadszarpnięcia budżetu" ani kredytów...
                Jesli ktoś urządza wesele, nie powinien gości traktowac dosłownie jak
                współorganizatorów/sponsorów - i liczyć na to, że ich "składki" pokryją koszt
                imprezy. A państwo młodzi będą mieli dobrą zabawę, wspomnienia i nakręcony film
                do chwalenia się przed znajomymi big_grinDD
          • 24.06.10, 09:35
            Do Mechantloup - ona ngdzie nie pisała, że jest studentką, za to
            napisała: "Jeśli na zaproszeniu widnieje grafomański wierszyk o
            papierku ze znakiem wodnym,
            kasy w kopercie nie daję. Dla zasady. Dla mnie to mało kulturalne jest."

            A co, źle mi się post podpiął?

            > Bo autorka jest studentka, jeszcze nie pracuje na etat, sadzisz ze
            > moze sobie
            > ot tak dac min 150 zl(bo idzie sama)?

            gdzie tak napisałam?


            --
            _____________________________________
            Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
          • 24.06.10, 09:36
            Popatrzyłam na drzewko, post podpiał sie pod tego, kogo trzeba. Bardzo
            się zacietrzewiłaś w tej dyskusji.
            --
            _____________________________________
            Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
          • 24.06.10, 10:09
            baba67 napisała:

            > Bo autorka jest studentka, jeszcze nie pracuje na etat, sadzisz ze
            moze sobie ot tak dac min 150 zl(bo idzie sama)?<

            Skoro myśli o jakimkolwiek prezencie to chyba może dać te 150zl w
            koperie. Przecież za obraz też musi zapłacić. Nie wyobrażam sobie
            obrazu nadającego sie na prezent ślubny, który kosztowałby mniej.

            >Trzeba jeszcze doliczyc koszta zwiazane ze strojem, fryzura, niby
            dla siebie, ale to SA koszta.<

            Tu już wykraczamy poza problem podstawowy.

            > Obraz ktory sie spodoba jest lepszym rozwiazaniem IMHO<

            Dlaczego lepszym? Na pewno nie tańszym, a o to tu głównie chodzi.
            • 24.06.10, 11:32
              No wlasnie..mnie tez to zastanowilo. Przeciez koszt obrazu, porzadnego, na
              plotnie, z rama jest porownywalny. I jeszcze targac go na drugi koniec
              Polski...no nie wiem
              A z buster sie zgadzam (przepraszam, nie zwrocilam uwagi gdzie sie post
              podpina) co do NIE DAWANIA gotowki tylko dlatego ze panstwo mlodzi drukuja
              wierszyk. Niby czemu ma to sluzyc? Wychowaniu ?No jak juz po rozwodzie drugi raz
              sie beda hajtac to wesela pewnie nie zrobia...tak jakos glupio.
              Mam podejrzenia ze nie chce sie dac koperty bp sie chce przyoszczedzic.
              --
              W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
              podejrzane i niebezpieczne.
              Compendium Medicum Actum (1789)
              • 24.06.10, 18:26
                Obraz byłby zrobiony po kosztach (materiałów), bo tak jak pisałam, malowałaby go
                zaprzyjaźniona kobitka. Na pewno zamknąłby się w 100 zł, góra 150 zł. Pisząc
                pierwszego posta myślałam, że (zwyczajowo?) nie daje się takich kwot, tylko co
                najmniej 2 raz więcej.
                • 24.06.10, 20:11
                  Na wesele nie zaprasza się osób przypadkowych, a sytuację materialną
                  znajomych się raczej zna. Nie masz forsy i koleznka o tym wie. Skoro
                  Cię mimo wszystko zaprosiła, to znaczy, że nie liczy na kosztowny
                  prezent. Chyba zalezy jej przede wszystkim na Twojej obecności. Daj
                  te 150zł w kopercie, ale juz nie mniej. Kup sobie najwyżej tańsze
                  buty, pojedz i baw sie dobrze. "Zwyczajowo" zwrócisz koszt swojego
                  talerzykawink Ewentualnie, jak napisałam wcześniej, wspomnij kolezance
                  o swoim pomyśle z obrazem. Jeżeli w jej oku dostrzeżesz błysk
                  pożądania kup obraz, jeżeli reakcja będzie chłodna podaruj kopertę.
                • 25.06.10, 07:53
                  jak idziesz z para to min 300, ale jedziesz sama. Zastanow sie po co Ci klopot z
                  tachaniem obrazu tak daleko. Gdybys mieszkala gdzies blizej jednak doradzalabym
                  obraz. Nie wszystkie prezenty slubne to klamoty-my mamy kilka milych pamiatek.
                  --
                  W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                  podejrzane i niebezpieczne.
                  Compendium Medicum Actum (1789)
                  • 25.06.10, 08:23
                    Transport obrazu to żaden problem, bo jedziemy samochodem, ja i znajoma para.
                    • 25.06.10, 08:59
                      O cholera, pisałam z pracy z ogólnego kompa, a koleżanka miała otwartą swoją
                      pocztę uncertain i poszło od niej z konta uncertain
              • 02.07.10, 14:06
                Parę dni temu braliśmy ślub kościelny (cywilny mamy od jakiegoś już
                czasu).
                Zgodnie z obyczajem impreza odbywała się w parafii Pani Młodej,
                czyli pod "ruską granicą". Na zaproszeniach napisaliśmy wprost, że
                chcąć zaoszczędzić gościom i sobie kłopotu, zamiast ewentualnych
                prezentów wolimy kopertę z choćby symboliczną sumą, którą wydamy
                rozsądnie. Mimo to otrzymaliśmy 3 nowe serwisy do kawy (nijak nie
                pasujące do żadnego z już posiadanych czterech - 2 po cywilnym, 2 po
                parapetówce) i ledwie odwiodłem ciocię od pomysłu
                kupienia "nowoczesnego" zegara z marszczonej skóry.

                Nie wybraliśmy wierszyka, bo nie podobało nam się takie "wolaowanie"
                tematu - wygląda jakby młodzi krępowali sie powiedzieć o swoich
                oczekwianiach i o tym czego nie oczekują. Woleliśmy napisać wprost,
                choć kulturalnie i nikt się nie obraził chyba.

                A czemu kasa?
                Primo - mieszkamy ze sobą od paru lat i w zasadzie mieszkanie mamy
                wyposażone we wszelkie niezbędne sprzęty i urządzone według naszego
                gustu. Nie jesteśmy golcami na starcie, a nawet w tym układzie
                wolałbym dobierać filiżanki i talerze osobiście.

                Secundo - logistyka, pojechaliśmy tam z półroczną córką, jej
                oprzyrządowaniem i bagażami naszej trójki. Rodzinny wyjazd na dwa
                tygodnie (dopięcie wszystkiego na miejscu, a potem "podróż
                poślubna") to samochód załadowany po dach już w tamtą stronę.
                Przepraszam ofiarodawców - serwisy zostały u teściów.

                I szczerze powiem, że nikt nie był zapraszany pod względem tego ile
                może dać. Zdaję sobie sprawę, że samo wyjście na takie wesele, to na
                miejscu dla pary koszt, powiedzmy, 200-300 zł (fryzjer, kiecka,
                buty). Dojazd z Wawy to najmarniej drugie tyle na paliwo czy kolej.

                Jestem zdania, że lepiej dać nowożeńcom (zwłaszcza tym ze stażem)
                100 złotych, niż kupować za nie coś z czym nie będą wiedzieli co
                począć.
                Kłopot dla mnie, bo muszę się nalatać i kłopot dla nich, bo muszą
                się cieszyć...
                • 02.07.10, 16:03
                  niektórze prezenty, zwłaszcza takie jak "nowoczesne i stylowe" zegary
                  po prostu nie trafią w gust i leżą na śmietniku

                  zwłaszcza, że jak się chce kupić prezent, to można się zwyczajnie
                  spytać "chcemy kupić to i to, jaki chcecie kolor"

                  --
                  _____________________________________
                  Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
                • 03.07.10, 19:34
                  jakbukda napisał:
                  > Zgodnie z obyczajem impreza odbywała się w parafii Pani Młodej,
                  > czyli pod "ruską granicą". Na zaproszeniach napisaliśmy wprost, że
                  > chcąć zaoszczędzić gościom i sobie kłopotu, zamiast ewentualnych
                  > prezentów wolimy kopertę z choćby symboliczną sumą, którą wydamy
                  > rozsądnie.

                  Sorry, ale mnie to przypomina żebractwo niczym grajek pod oknem. Organizuje ci chwilę "przyjemności" z własnej woli, a zaraz potem wyciąga rękę po walutę. Tak samo robi taki nowożeniec jak ty. Zasada jest ta sama, tylko cena jest inna. Grajek zadowoli się 2 zł, a ty wyceniasz "przyjemność" na 100 zł.

                  > Zdaję sobie sprawę, że samo wyjście na takie wesele, to na
                  > miejscu dla pary koszt, powiedzmy, 200-300 zł (fryzjer, kiecka,
                  > buty). Dojazd z Wawy to najmarniej drugie tyle na paliwo czy kolej.

                  Jak organizujesz wesele na drugim końcu Polski, to ty powinieneś zapewnić gościom transport. Tak robią kulturalni nowożeńcy. A ty nie dość, że narażasz ich na koszty i dyskomfort dalekiej podróży, to jeszcze z góry żądasz od nich pieniędzy. Dla mnie to już bezczelność.

                  Kto tu komu robi łaskę? Goście jadący kilkaset kilometrów do domostwa jaśnie wielmożnej panny młodej, wydający na samą podróż więcej niż dostaną na talerzyku i jeszcze zobowiązani przez ciebie do zapłaty w pieniądzu. A jaśnie wielmożny pan młody obrażony, że dostał 2 czy 3 serwis do kawy. Jeszcze się szczyci tym, że był w stosunku do gości bezpośredni!

                  Szkoda, że ci jeden z drugim nie powiedział wprost, że albo ich dowieziesz taksówką, albo szukaj se innych jeleni na weselu. To w końcu twoje wesele i tobie powinno bardziej na nim zależeć.
          • 26.06.10, 21:49
            Nie jestem zwolennikiem zaglądania innym do kieszeni celem określenia kosztowności prezentu jaki dać "powinien", ale gdy już chcecie to robić w miarę sprawiedliwie, to zauważcie, że student mieszkający z rodzicami i dorabiający dorywczo jest często w lepszej sytuacji finansowej niż niejeden pracujący na etacie mający na utrzymaniu dziecko, w dodatku wynajmujący mieszkanie lub spłacający kredyt.
            • 03.07.10, 00:40
              Toteż pewnie nikt się nie spodziewa powalającego prezentu od młodego małżeństwa z niemowlakiem i kredytem hipotecznym.
              --
              http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
      • 23.06.10, 16:11
        mechantloup napisała:

        > Jeśli na zaproszeniu widnieje grafomański wierszyk o papierku ze
        znakiem wodnym, kasy w kopercie nie daję. Dla zasady.<

        A co to za zasada jest, która powoduje, że robisz ludziom na przekór?
        Może zamiast kupy rupieci, których nawet nie mają gdzie trzymać, wolą
        zebrac gotówkę na wpłatę pierwszej raty za mieszkanie?
        • 27.06.10, 11:23
          matylda1001 napisała:
          > Może zamiast kupy rupieci, których nawet nie mają gdzie trzymać, wolą
          > zebrac gotówkę na wpłatę pierwszej raty za mieszkanie?

          Niech sobie płacą raty za mieszkanie, tylko ze swoich, nie z cudzych pieniędzy. Najlepiej zamiast wydawać pieniądze na organizację wesela, niech te pieniądze przeznaczą na mieszkanie. A nie zapraszają gości z nastawieniem, że "finansowo muszą wyjść na swoje" i nerwowo przeglądają koperty po imprezie "żeby tylko się zwróciło". Tak się zachowuje członek rodziny czy raczej urząd skarbowy?!
          • 27.06.10, 12:43
            plisowanka napisała:

            >Niech sobie płacą raty za mieszkanie, tylko ze swoich, nie z cudzych
            pieniędzy.<

            Plisowanko, mam rozumieć, że Ty chodzisz na wesela bez prezentu?
            • 03.07.10, 00:47
              Jak doszłaś do takiego wniosku? Mnie się wydaje, że on nić nie pisała o swoich wizytach i prezentach. Jedynie oceniła racjonalność wydatków weselnych i moralną wartość dorabiania się na gościach.
              Sparafrazuję Cię - więc Ty urządzasz imieniny tylko jeżeli masz szansę, że Ci się zwrócą?
              --
              http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
              • 03.07.10, 21:07
                lucusia3 napisała:

                > Jak doszłaś do takiego wniosku? Mnie się wydaje, że on nić nie
                pisała o swoich wizytach i prezentach. Jedynie oceniła racjonalność
                wydatków weselnych i moralną wartość dorabiania się na gościach.

                Wcale nie doszłam, własnie prosiłam, żeby napisała. Chciałam
                przeczytać o tym jak Plisowanka zachowuje sie w roli weselnego
                gościa. Wszystko, co tu napisała sugeruje, że zaproszenie traktuje
                jak skok zapraszających na jej portfel. Chciałam przeczytać, czy Ona
                pisze to na podstawie własnych doświadczeń, czy teoretyzuje, bo Jej
                opinia brzmi nieco egzotycznie. Może się doczekam na odpowiedzwink Nie
                rozumiem o co chodzi z tym dorabianiem się na gościach. Jeżeli gośc
                przeznacza jakąś sumę dla młodych (a kazdy coś tam przeznacza) to już
                koniecznie musi dać im złośliwie trzeci serwis do kawy zamiast
                gotówki, którą by woleli?

                >Sparafrazuję Cię - więc Ty urządzasz imieniny tylko jeżeli masz
                szansę, że Ci się zwrócą?<

                Nie. Nigdy nie liczyłam, ale prawdopodobnie sie nie zwracają. Sama
                też nie chodze na imieniny z drogim prezentem dlatego między innymi,
                żeby nikogo nie zobowiązywać do rewanżu, czy organizowania hucznej
                imprezy. Niektórzy tak do tego podchodza. Wesele to inna sprawa.
                Uważam, że skoro jestem zaproszona, to powinnam dać prezent. Uważam a
                jednocześnie chcę. Skoro mam na to przeznaczyć jakąś sumę, to niech
                młodzi się ucieszą z tego co chcą dostac. Jak jestem zaproszona to
                daję 800zł (ja i mąż). Wszystko jedno czy to wesele w rodzinie, czy
                wśród przyjaciół i znajomych. Wszystko jedno, czy w ekskluzywnej
                restauracji, czy w podrzędnej tańcbudzie, i mam gdzies koszt tego
                nieszczęsnego talerzyka. Daję tyle ile chcę, i na ile moge sobie
                pozwolić.
                --
                www.youtube.com/watch?v=spBOZa87xIY&feature=related
                • 03.07.10, 21:18
                  Dodam jeszcze, że czasami odmawiam udziału w weselu. Odmawiam w
                  stosownym czasie, a nie wtedy, gdy zapraszający zdążą już zapłacić za
                  nasz udział w imprezie. Ktoś tu napisał, że na weselu zaplanowanym (i
                  opłaconym) na 160 osób, które wstepnie potwierdziły przybycie,
                  zjawiło sie 80. To jest dopiero chamstwo! Zlekceważyć, i jeszcze
                  narazic na spory wydatek.
                  --
                  www.youtube.com/watch?v=spBOZa87xIY&feature=related
          • 02.07.10, 14:23
            Co masz na myśli mówiąc "z cudzych"? Jeśli zebrali je w prezencie,
            to chyba są ich i mogą je przepić nawet.

            Poza tym według zwyczaju należy dać Młodym pieniądze (nawet
            symboliczną kwotę), bo to ma symbolizować pomyślność finansową we
            wspólnym życiu.
            Być może w Twoich kręgach listę gości kompletuje się pod kątem ich
            możliwości finansowych.
            • 02.07.10, 16:00
              > Co masz na myśli mówiąc "z cudzych"? Jeśli zebrali je w prezencie,
              > to chyba są ich i mogą je przepić nawet.

              tez mnie to zdziwiło
              --
              _____________________________________
              Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
            • 03.07.10, 19:48
              jakbukda napisał:

              > Co masz na myśli mówiąc "z cudzych"? Jeśli zebrali je w prezencie,
              > to chyba są ich i mogą je przepić nawet.

              Sęk w tym, że oni ich żądają (zamiast prezentów dajcie nam pieniądze) przed imprezą. Rozumiesz różnicę między prezentem-niespodzianką a wymuszeniem go w mniej lub bardziej zawoalowany sposób i planowaniem wydatków zanim się go otrzyma (np. na spłatę kredytu mieszkaniowego)?!

              mechantloup napisała:
              > Może zamiast kupy rupieci, których nawet nie mają gdzie trzymać, wolą
              > zebrac gotówkę na wpłatę pierwszej raty za mieszkanie?
      • 23.06.10, 18:44

        > kopertę. W jednej kopercie był tylko kupon totolotka i znajoma się
        wściekła,
        > doszła kto go dał i zaproponowała żeby ofiarodawca
        spier....Dosłownie.


        no cóż,m po takim tekście bym s.liła od takiej znajomej. Na zawsze.

        --
        Kryminały i sensacje
    • 25.06.10, 09:53
      Zwracanie organizatorom wesela "za talerzyk" kojarzy mi się z następującym
      zwyczajem, wiadomo, z Reymonta:
      "A w domu gwar się czynił coraz większy, bo wciąż wpadały kumy różne, to
      krewniaczki, to gospodynie, i dawnym obyczajem znosiły kury, to bochen białego
      chleba, placek, soli, mąki, słoniny albo i srebrnego rubla w papierku - wszystko
      to w podzięce za prosiny weselne, żeby gospodyni zbytnio się nie szkodowała."
      Osobiście, zupełnie mnie nie interesuje czy ktoś na wesele się "wyszkodował",
      czy nie. Organizując wesele trzeba mierzyć siły na zamiary i nie oczekiwać od
      gości zwrotu kosztów. Jeżeli jestem zaproszona - nie finansuję cudzej imprezy.
      Kupuję prezenty za kwotę jaką uznaję za stosowną.
      --
      Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
      • 25.06.10, 10:12
        Młodzi NIE OCZEKUJĄ i NIE WYMAGAJĄ żeby im się "za talerzyk" zwróciło
        (oczywiście mówimy o kulturalnej parze). To nie od Młodych pochodzi ten
        zwyczaj/ta zasada ale raczej od gości weselnych, którzy chcieli
        wiedzieć, jak się zachować, żeby nie wyjść na skąpców (mówimy tu o
        tych, których stać).
        --
        _____________________________________
        Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
      • 25.06.10, 10:26
        Dominikowo, mnie tez sie to nie podoba. Ale pomysl co by bylo, gdyby wojt nie dal?
        Jest taki zwyczaj, to albo sie dostosujesz, albo nie idziesz, Inaczej wezma Cie
        za sknere. Wyjatek stanowia osoby z najblizszego otoczenia, ktorych towarzystwo
        jest niezbedne panstwu mlodym do szczescia i ktorzy moga dac klaplego gozdzika i
        tak bedzie dobrze.
        A ponadto to nie jest tak jak w Chlopach-tam rozroznialo sie prezenty za uczte
        -bo rano wysylalo sie wspomozenie na wesele, a potem dawalo"kuchareczkom" i
        czepcowe ktore bylo PREZENTEM. Tu jest wszystko razem.
        --
        W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
        podejrzane i niebezpieczne.
        Compendium Medicum Actum (1789)
        • 25.06.10, 14:27
          baba67 napisała:
          rano wysylalo sie wspomozenie na wesele, a potem dawalo"kuchareczkom" i
          > czepcowe ktore bylo PREZENTEM. Tu jest wszystko razem.

          O, nie niesmile Ja daję tylko prezent. Wcale żadnego "razem"smile Gdybym była częścią
          społeczności, która stosuje taki zwyczaj, byłoby inaczej. Nie jestem i nie czuje
          się zobowiązana.
          --
          Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
        • 27.06.10, 12:05
          baba67 napisała:
          > Jest taki zwyczaj, to albo sie dostosujesz, albo nie idziesz, Inaczej wezma Ci
          > e
          > za sknere. Wyjatek stanowia osoby z najblizszego otoczenia, ktorych towarzystwo
          > jest niezbedne panstwu mlodym do szczescia i ktorzy moga dac klaplego gozdzika
          > i
          > tak bedzie dobrze.

          A po co zapraszać na ślub/wesele osoby, których towarzystwo nie jest niezbędne? Dla jaj? Dla ozdoby? Dla pieniędzy?
          • 27.06.10, 21:10
            Tez sie nad tym zastanawiam. na wesela spedowe nie chadzam i nie zamierzam ich
            organizowac. W mojej najblizszej rodzinie organizuje sie wesela rodzinne gdzie
            zaprasza sie same bliskie i mile osoby. Sama obecnosc tych osob jest dla Mlodych
            najlepszym prezentem, ale poniewaz osoby bliskie i mile robia wszystko zeby
            Panstwo Mlodzi mieli jak najlepiej na nowej drodze zycia, to z serca daja ile
            moga albo sensowne prezenty.
            Niestety w Polsce przewazaja wesela spedowe.
            --
            W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
            podejrzane i niebezpieczne.
            Compendium Medicum Actum (1789)
            • 02.07.10, 14:39
              Po cywilu mieliśmy obiad dla najbliższej rodziny.
              Stety czy niestety wyszło samej najbliższej rodziny z obu stron
              (głównie mojej tutejszej) 24 osoby. Z założenia miało być skromnie,
              więc nie dopraszaliśmy znajomych i przyjaciół, a także wielu osób z
              dalszej rodziny.
              Ze strony żony, też nie każdy mógł przyjechać.

              Po kościelnym ślubie zaplanowaliśmy wesele, żeby świętować z naszymi
              znajomymi i rodziną w szerszym zakresie - zwłaszcza z tymi co nie
              byli w Wawie na cywilu.
              Wyszło koło 80 ludzi - nie uważam, że to był spęd - byli ci, których
              widzieć chcielismy (choć nie wszyscy). Zdecydowana większość
              sparowana, stąd taka ilość.

              "Po co tyle ludzi?" słyszałem. Po to: dwoje młodych, aktywnych
              towarzysko ludzi. Z rodzin w których więzy rodzinne nie kończą się
              na progu mieszkania i do tego dość licznych. Żaden spęd, tylko
              wyselekcjonowane w długich dyskusjach grono.
              Bez dyskusji moglibyśmy zapełnić i salę na 200 osób, ale nie
              liczyliśmy, że ma nam się zwrócić, więc zrobilismy to na co było nas
              stać. Jak słysze o zaciąganiu kredytów na organizację wesela, to
              mnie dreszcz przechodzi: "a co jak się jednak nie zwróci?"
              • 02.07.10, 21:03
                No bo 80 osob to nie zaden sped. Sped to jest zdecydowanie powyzej setki (no
                chyba ze na wyjatkowo wielodzietne rodziny trafi a to teraz rzadkosc.
                --
                W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                podejrzane i niebezpieczne.
                Compendium Medicum Actum (1789)
      • 25.06.10, 14:16
        to dawne zwyczaje chlopskie sa wyznacznikiem dzisiejszego savoir
        vivre-u? big_grin nie, ze sa zle.. tylko mnie to troche rozsmieszylo big_grin
        • 25.06.10, 16:30
          Chyba troche tak. Nie moge wypowiadac sie o calej Polsce oczywiscie. Ale na
          Mazowszu i scianie wschodniej, gdzie mam rodzine koperte oblicza sie od
          talerzyka czyli minimum. Wiem ze gdybym zostala zaproszona na jakies super
          eleganckie przyjecie tobym zaproszenia zwyczajnie nie przyjela, bo mnie nie
          byloby stac. Poszlabym tylko na slub.
          --
          W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
          podejrzane i niebezpieczne.
          Compendium Medicum Actum (1789)
          • 26.06.10, 14:30
            Ja mam rodzinę rozsianą po Polsce i wszędzie "obowiązuje" ta zasada.
            Gdybyśmy żyli w idealnym świecie, gdzie gości na wesele zaprasza się tylko
            takich, na których Młodym zależy i którym zależy na Młodych, to miałoby to
            wymiar - nie wiem jak to nazwać - rodzinny? Rodzice Państwa Młodych kosztują się
            na wesele, żeby rodzina i znajomi mogli cieszyć się tym wydarzeniem razem z
            Młodymi, a goście chcą w jakiś sposób pomóc w tych wydatkach, ulżyć, wspomóc
            młodych na nową drogę (uzbierają pieniądze i np. dołożą do mieszkania, samochodu).
            Ale to w idealnym świecie, gdzie gości obchodzą koszta poniesione przez Rodzinę
            Młodych.
            W naszym obecnym często nie jest się emocjonalnie związanym z Młodymi i ich
            rodzicami, nawet gdyby byli bliską rodziną, zaproszonym się jest "bo wypada" i
            pojawiają się niesnaski i bunt - "dlaczego mam finansować czyjąś imprezę".
            Zwyczaj ten pozostaje jako zwyczaj, jakiś wyznacznik dobrego wychowania. Przy
            czym ja bym przyjmowała średnią cenę za talerzyk 150-250 zł, niezależnie od
            tego, jak bardzo "bogate" byłoby wesele, chyba że sytuacja materialna gościa
            odbiega w jedną lub drugą stronę od możliwości "zwrócenia za talerzyk".
            --
            _____________________________________
            Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów niema, tylko praca i praca....
            • 02.07.10, 12:14
              Świat nie jest idealny, jak piszesz, i nie widzę szans na to, żeby zaprosić
              tylko ulubionych gości. Czasem bywa tak, że zapraszam bliską przyjaciółkę, ale z
              mężem, którego nie lubię. Zapraszam ciocię, ale z wujkiem, którego nie trawię,
              albo kuzyna z drugą żonę, która mnie denerwuje.
              Jak wybrnąc z takiej sytuacji?
            • 02.07.10, 14:46
              bubster napisała:
              > W naszym obecnym często nie jest się emocjonalnie związanym z
              Młodymi i ich
              > rodzicami, nawet gdyby byli bliską rodziną, zaproszonym się
              jest "bo wypada" i
              > pojawiają się niesnaski i bunt - "dlaczego mam finansować czyjąś
              imprezę".
              > Zwyczaj ten pozostaje jako zwyczaj, jakiś wyznacznik dobrego
              wychowania. Przy
              > czym ja bym przyjmowała średnią cenę za talerzyk 150-250 zł,
              niezależnie od
              > tego, jak bardzo "bogate" byłoby wesele, chyba że sytuacja
              materialna gościa
              > odbiega w jedną lub drugą stronę od możliwości "zwrócenia za
              talerzyk".

              Może od razu do zaproszenia dołączać druczek przelewu z odpowiednią
              kwotą i dopiskiem, że potwierdzeniem obecności na weselu będzie
              wpłata podanej kwoty do określonego dnia smile
              • 02.07.10, 15:57

                Zawsze możesz nie przyjść -- oszczędzisz na prezencie

                --
                _____________________________________
                Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
                • 03.07.10, 00:32
                  No to jest wybór z którego warto skorzystać, zwłaszcza, gdy się ma do czynienia z osobami pragnącymi za wszelką cenę "olśnić" swoją imprezą, ale, żeby im się to "olśnienia" zwróciły.
                  Jak rodzina jest w słabszej sytuacji finansowej nie musi urządzać dwudniowej imprezy z dziesiątkami dań, kościołem najmodniejszym w okolicy, zawalonym kwiatami, hotelem w najdroższym dworze, orkiestrą, powozem i sukniami za grube tysiące. No i liczyć, ze goście sobie popodziwiają i zapłacą za powozy i pokazy sztucznych ogni.
                  Ja za swoje pieniądze wolę się bawić inaczej a i pewnie większość gości też.
                  --
                  http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
    • 02.07.10, 13:40
      Ja już jestem starszą panią, ale jeszcze pracuję, a moje dzieci już dorosły.
      jeśli chodzę na śluby, to młodych w rodzinie lub dzieci przyjaciół. Wiele z tych
      młodych par mieszka ze sobą już przed ślubem, choćby w wynajętym mieszkaniu,
      mają więc pożyteczne rzeczy podręczne, a ozdobne zwykle lubią w innym guście niż
      ja. Dajemy z mężem tysiąc złotych i drobiazg na pamiątkę (trochę w tej
      "pamiątce" jest egoizmu - niech nas pamiętają, nawet gdy pieniądze już im się
      rozejdą). Ale pamiętam, że gdy byliśmy młodsi i mnie zasobni - też stosowaliśmy
      wersję "za talerz", czyli odpowiednik dzisiejszych 300 zł. A czemu? Bo sami
      byliśmy zadowoleni z kopert weselnych. Wesele urządzili rodzice, nie chcieli,
      byśmy się dokładali, pieniądze pozwolili nam wydać wg naszych potrzeb.
      • 02.07.10, 19:02
        Wreszcie ktoś nazwał po imieniu ten idiotyczny zwyczaj dawania pieniędzy, żeby koszty wesela się zwróciły. Po pierwsze żądanie kasy to brak kultury. Co to jest ? Zaproszenie gościa czy płatna impreza z biletami wstępu ? Po drugi nic się tu nie zwraca. Za wesele płacą rodzice i wielu zostaje potem z długami, a kasę dostają młodzi, którzy nie oddają jej przecież rodzicom, tylko wydają na siebie i swoje potrzeby. I tyle. Stare wsiowe zwyczaje, jak zresztą wiele innych przenoszonych na miejski grunt. Ale dawno temu na wsiach nie dawano kasy, tylko prezenty "w naturze".
        • 03.07.10, 00:44
          A wiesz, ja mam wrażenie, że to zwyczaj raczej małomiasteczkowy. Bywając na weselach wiejskich i "wielkomiejskich", mnie się takie kasoroby nie trafiały, wyłącznie w zapyziałych mieścinach mocno zadzierających nosa "miastowością".
          --
          http://img508.imageshack.us/img508/6176/pszczk.jpg
    • 02.07.10, 13:46
      Choć optymiści nazywają to pragmatyzmem, a umiarkowani pesymiści -
      tupetem. Ja bym w ogóle na taką imprezę nie poszła. Jeśli młodzi
      chcą zarobić na własnym weselu, to powodzenia. "Za moich czasów" nie
      organizowało się tego typu imprez (ani ja, ani znajomi nie mieliśmy
      takiego materialnego podejścia)z myślą o ilości kopert albo przy
      pomocy listy oczekiwanych prezentów. Człowiek się cieszył, że mógł
      zaprosić pewną grupę osób i bawił się do białego rana, a dziś nawet
      tego typu uroczystości to jeden wielki biznes nie tylko dla knajp,
      lecz również dla młodej pary, kosztem zaproszonych gości.
    • 02.07.10, 13:50
      Autorka to sknera i teraz szuka pretekstu by to usprawiedliwic i nie czuc sie
      jak ostatnia qrva.
      --
      Polaku! Dlaczego smierdzisz potem?
    • 02.07.10, 14:01
      zdecydowanie koperta,
      myślę, że te 200-300zł będzie OK


      www.pobierzprogram.com
      • 02.07.10, 14:29
        klka osob napisalo, ze "talerzyk to tyle i tyle i powinno sie
        zwrocic". A tymczasem w wiekszosci przypadkow wesele finansuje
        rodzina, a mlodzi startuja z wierszykiem o pieniadzach... proponuje
        otwierac koperty przy gosciach i co skromniejszym podziekowac za
        udzial. Tylko kasa sie liczy... niestety
      • 05.07.10, 18:06
        dokładnie

        pobierzprogram.com
    • 02.07.10, 15:15
      zdecydowanie kasę. ja dostałam na szczęście mało prezentów, ale jeden ten gorszy
      musiał się trafić. Dostałam komplet obiadowy z wadami fabrycznymi. Mężowi już
      zapowiedziałam, że w chwilach złości będę miała co tłuc. Od kliku osób dostałam
      prezent i mniejsze pieniążki, ale prezenty (były jeszcze trzy) trafione w
      dziesiątkę i bardzo wysokiej jakości. Co do pieniędzy to przemyśl dobrze ile
      dać. Mnie w większości przypadków ten przysłowiowy talerzyk się nie zwrócił.
      • 02.07.10, 15:59
        OK, jestem w podobnej sytuacji co autorka wątku.
        Mam znajomych - moich - którzy robią huczne wesele z fajerwerkiem i
        wodotryskiem i napisali, że chcą kasę. Wiedzą, że nie zarabiam, a
        dorabiam. Nie znam nikogo na tym weselu poza nimi. Nie chcę wydawać
        300 zł na talerzyk - oni będą się bawić w gronie rodziny i
        najbliższych przyjaciół, a my z facetem będziemy robić za
        uśmiechnięte tło zabawy kompletnie nie w naszym stylu za bardzo
        ciężkie pieniądze.
        Chyba po prostu tam nie pójdę.
        PS Na miejscu tej artystki -to byłoby mi przykro... 100 zł za obraz
        to naprawdę grosze, to naprawdę ileś godzin pracy i to naprawdę po
        kosztachsad
        • 02.07.10, 16:28
          No widzisz to teraz trzeba pomyśleć jak tych ludzi sadzić, bo obok siebie
          siedziały osoby które się znają lub miałby by o czym porozmawiać. Ja obok siebie
          posadziłam znajomych i akurat wszyscy się poznali i bardzo fajnie się bawiliśmy
          razem.
          • 02.07.10, 16:34
            No mnie chyba nie będą musieli sadzić suspicious
            • 02.07.10, 16:38
              miało być posadzi oczywiście
    • 02.07.10, 15:24
      nawet jeżeli wprost jest to wyartykułowane w zaproszeniu, co najwyżej jeżeli
      ktoś domaga się kasy zbyt impertynencko, to nie idę na wesele. a jak idę, to
      kupuję prezent wedle uznania za taką kwotę, która wydaje mi sie własciwa -
      naprawdę mam gdzieś czy komuś się wesele zwróci czy nie, nie mam zamiaru
      finansować czyichś imprez, samo oczekiwanie uważam za niekulturalne i źle
      świadczące o młodych. najlepszym pomysłem są listy prezentów prowadzone przez
      jakichś sklep, bo tam wiadomo czego chcą młodzi i można zadeklarować dowolną
      kwotę, kupić coś samodzielnie lub się dołożyć do drogiej rzeczy - to jest ok.
      nie uznaje czegoś takiego jak zwrot za "talerzyk", temu zwyczajowi hołduje tylko
      chytra biedota, która na kredyt robi wesela, na które ich nie stać i domaga się
      od gości ich finansowania - ja się z tego wypisuję. Nie ma obowiązku robienia
      wesel, można zrobić skromną imprezę dla najbliższej rodziny i też zawrzeć
      związek małżeński, a jeżeli ktoś chce szpanować weselem a potem oczekuje zwrotu
      kasy od gości - jego problem! Zresztą - ostatnio kilka razy słyszałam o weselach
      planowanych na 150 - 200 osób, z których dopisywało ... 60 osób! Reszta nie
      czuła się związana z młodymi na tyle aby chcieć wziąć udział, nie chcieli
      ponosić kosztów lub zwyczajnie wesel nie lubią, dzisiaj coraz częściej wesele to
      kłopot a nie radość, dobra zabawa i spotkanie z rodziną - właśnie głównie z
      powodu kasy, dlatego warto chodzić na wesela tylko najbliższych, innym nie ma
      sensu sponsorować imprez.
      • 02.07.10, 15:44
        Jeżeli jestem zaproszona na wesela, to chcę młodych obdarować wedle swego
        uznania i za kwotę na jaką mnie stać, nie obchodzi mnie co młodzi zrobią z
        prezentem, mogą go wyrzucić, choć ja staram się kupować niesztampowe prezenty
        typu serwis kawowy czy zegar, tylko rzeczy praktyczne a zarazem ładne - jeżeli w
        czyjś gust czy potrzeby nie trafiam - trudno, mogli zrobić listę ślubnych
        prezentów. Dawanie kasy uważam za wulgarne, domaganie się jej - za chamskie,
        gości nie zaprasza się po to aby finansowali wesele, jeżeli ktoś tego nie
        rozumie - to przykro mi. W swojej rodzinie nie spotkałam się z takim podejściem,
        wesela są zawsze niewielkie, głównie dla najbliższej rodziny i zazwyczaj w
        sklepie Dukka albo Almi Decor młodzi wskazują rzeczy, na które należy się
        składać, ostatnio np. na wspaniały ekspres ciśnieniowy z wieloma opcjami -
        świetna sprawa. Ale kilka razy dostałam zaproszenie od znajomych, gdzie były
        sugestie aby dać kasę - nie poszłam bo poczułam się zaproszona "na doczepkę"
        właśnie po to, aby ściągnąć ze mnie haracz pieniężny i zagwarantować sobie
        finansowanie wesela. Jak komuś odpowiada bycie sponsorem wesela - niech chodzi i
        daje, dla mnie to chamski zwyczaj i go nie popieram.
        • 02.07.10, 16:36
          To zależy kto finansuje wesele. Mnie i mężowi sfinansowali rodzice, a za
          oszczędności plus pieniążki z wesela kupimy działkę. Jeśli zawsze dajesz
          prezenty to państwa młodych powinnaś znać na wylot włącznie z ich gustem i tym
          co mają w domu, a raczej to nie jest możliwe by tak się wpasować z prezentem.
          • 02.07.10, 20:50
            Jeśli zawsze dajesz prezenty to państwa młodych powinnaś znać na wylot włącznie
            z ich gustem i tym co mają w domu, a raczej to nie jest możliwe by tak się
            wpasować z prezentem - a co mnie to obchodzi? ja daję prezent od siebie i wedle
            swojego uznania, nie pasuje, nie podoba się - wyrzuć skoro ci nie potrzebny - ja
            jako weselny gość się starałem na miarę swoich możliwości!
        • 02.07.10, 16:53
          > nie obchodzi mnie co młodzi zrobią z
          > prezentem, mogą go wyrzucić,

          już lepiej nic nie dać, niż dać z nastawieniem "zwisa mi to, czy wam
          się podoba czy nie, możecie wyrzucić, jak tego nie chcecie"

          ty się biedactwo wykosztujesz, a prezent do kosza...

          > mogli zrobić listę ślubnych
          > prezentów.

          aha, i jak już maja pełne wyposażenie domu to wpisać, co im naprawde
          brakuje, czyli np. samochodu albo wpłaty na własne mieszkanie?

          --
          _____________________________________
          Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
          • 02.07.10, 19:53
            "już lepiej nic nie dać, niż dać z nastawieniem "zwisa mi to, czy wam
            się podoba czy nie, możecie wyrzucić, jak tego nie chcecie"
            ty się biedactwo wykosztujesz, a prezent do kosza..."
            - ja daję prezent wedle swoich najlepszych intencji i nic nie poradzę na to, że
            ktoś już wszystko ma lub ma inny gust, ja się staram na ile mnie stać - kasy nie
            daję, bo z doświadczenia wiem, że danie np. 200 zł zwykle jest odbierane jako
            "za mało dał" a wiecej chcę przeznaczyć jedynie dla bardzo nielicznych ludzi,
            pozostałe kuzynostwo jest u mnie tyle warte i już, jak za mało - proszę mnie
            więcej nie zapraszać! Zresztą dawanie kasy też uważam za niekulturalne i
            podszyte chęcią, aby goście sfinansowali mi wesele a takie nastawienia nie znoszę.
            "aha, i jak już maja pełne wyposażenie domu to wpisać, co im naprawde
            brakuje, czyli np. samochodu albo wpłaty na własne mieszkanie?" - to po co robią
            wesele? tylko nie pisz że dla spotkania z rodziną i znajomymi, bo ze wszystkich
            waszych postów wynika jasno, że to jest najmniej ważne i zapraszacie wedle
            klucza - kto więcej włoży do koperty? ktoś już tu słusznie zauważył, że taką
            imprezę trzeba nazwać inaczej - składkową imprezą na rzecz sfinansowania potrzeb
            młodej pary, bo w klasycznym weselu chodzi o coś zupełnie innego!
        • 07.07.10, 09:02
          Również uważam tak samo jak Ty. Też sądzę, że proszenie o pieniądze jest nietaktowne. Wyobraźcie sobie, że w Anglii jest to uważane za chamstwo. Najlepiej zrobili moi znajomi, utworzyli sobie listę prezentów na listaslubna.net i tam w sklepie goście mogli bez problemów kupić im prezenty. Prezenty były naprawdę super i w przepięknych opakowaniach. Przynajmniej nie musieli się martwić, że prezenty nie będą się im podobać.
          • 07.07.10, 09:21
            Żądanie pieniędzy i pokazywanie paluszkiem co kto ma kupić to jednakowa bezczelność. Listy prezentów wcale nie są lepsze od kopert. Tylko u niewychowanych ludzi coś takiego może uchodzić za "normalne".
      • 02.07.10, 16:32
        Te listy może są i dobre dla bardzo młodych ludzi. Ja akurat wszystkiego
        dorobiłam się przed ślubem mimo, że jestem moda, ale to dlatego, że przez wiele
        lat mieszkałam sama i musiałam wszystko sobie kupić. Teraz z mężem chcemy kupić
        działkę i się wybudować. Więc wszyscy goście doskonale wiedzieli, że zebrane
        pieniążki pójdą na zakup działki. Więc nie wiem po co mi kolejny komplet obiadowy.
        • 02.07.10, 16:54
          A jakbyście podeszli do ludzi, których nie stać, by sfinansować
          (luksusowy - wiem, bo słucham o przygotowaniach) talerzyk?
          Niech przyjdą i narażą Was na koszty dając mniej kasy czy lepiej niech
          nie przychodzą?
          • 02.07.10, 17:08
            Ja na szczęście nie mam takiego problemu, a wesele biorąc pod uwagę inne sale
            nie miałam, aż tak drogiego. To już czyjeś sumienie czy zamierza przyjść czy nie
            i jego jaki daje prezent. Ja mogę tyko tyle powiedzieć, że pamięta się potem kto
            ile dał lub jaki prezent się dostało
            • 02.07.10, 17:12
              Odejdźmy od sumienia, nie rozumuję w tych kategoriachsmile
              Domyślam się, że młodzi pamiętają, co dostali, ale szkoda że nie jesteś
              w stanie powiedzieć, czy wolisz dopłacić do (nie najukochańszych na
              świecie) gości, czy po prostu mieć ich z głowysmile
              • 02.07.10, 17:27
                odpowiem Ci tak. Więcej kasy dostałam od najukochańszych przyjaciół/gości niż od
                rodziny
                • 02.07.10, 18:05
                  To właściwie nie jest odpowiedź na moje pytanie. Tym niemniej dzięki.
          • 02.07.10, 17:24

            Kulturalna Para Młoda NIE WYMAGA żeby się zwróciło smile



            --
            _____________________________________
            Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
            • 02.07.10, 17:52
              no niby tak ale każdy dobrze zjeść chce, napić też i potańczyć przy dobrej muzyce
              • 02.07.10, 18:07
                oj wcale nie tak wielu ludzi uwielbia zabawy w stylu hucznego weselasmile
              • 02.07.10, 19:31
                no właśnie - czyli rozumujesz w ten sposób, że gość ma sobie sam sfinansować to,
                że zje, napije się i potańczy? kij ci w oko, jak też kasy nie daję nigdy.
        • 02.07.10, 19:36
          Wesele jest pomyślane jako impreza dwojga młodych ludzi, którzy są na starcie i
          potrzebują kompletu obiadowego i dostają go od gości. jeżeli komuś nie odpowiada
          ta konwencja, to znaczy że nie robi wesela tylko składkową imprezę, na której
          zbiera datki na ... (wpisz właściwe). Mnie nie interesuje finansowanie czyichś
          działek, domów, samochodów itp., więc tam gdzie jest mowa o kasie zamiast
          prezentu - nie chodzę, bo z góry wiadomo, że goście są zaproszeni tylko po to,
          aby podsumować koperty, o czym zresztą sama piszesz gdzieś wyżej (pamięta się
          kto co dał ...). Więc bawcie się sami, ja z takich imprez rezygnuję nawet gdy
          chodzi o bliską rodzinę.
          • 02.07.10, 20:18
            Zgroza.
            Wiek XXI a dylematy jak u Reymonta.
            Ja brałem ślub w XX wieku,tylko cywilny,po uroczystości wraz z świadkami i
            rodzicami,kawiarnia ,gdzie kawa i lampka wina i do domu.
            Okazuje się,że wiejskie obyczaje zawładnęły "wykształconymi miastowymi".
            Jest źle kiedy tradycja bierze górę nad rozumem.
          • 02.07.10, 22:37
            Młodzi mogą być na swoim od lat, mieć mieszkanie, samochód, 10 kompletów
            pościeli, 3 komplety obiadowe (zwykłe, lepsze i de luxe, na wizytę rodziców),
            odkurzacz, sokowirówkę, mikrofalówkę, wiadro oraz psa.

            Koniecznie wiesz lepiej?

            Mam niejasne wrażenie, że nawet brak prezentu (skoro odmawiasz przekazania
            równowartości w pieniądzach) będzie lepiej przyjęty niż kompletnie
            bezwartościowy czajnik.
        • 02.07.10, 23:24
          a co gosci obchodzi ze chcesz dzialke sobie kupic?
          robisz wesele po to zeby miec na dzialke ?
        • 03.07.10, 11:09
          Skoro ktoś prosi o kasę, to w moim przekonaniu należy dać kasę. Może
          młodzi wykosztowali się na wesele i liczą na zwrot kosztów, albo
          mają jakiś "większy" cel i zbierają gotówkę.
          Kiedy brałam ślub, byłam na starcie i urządzałam mieszkanie. Listy
          prezentów nie były jeszcze popularne. Delikatnie sugerowaliśmy, że
          chcemy kasę, bo przyda się nam na wykończenie mieszkania. Jednak
          kilka prezentów się znalazło i sądzę, że Ci co je dawali uważali za
          piękne, niemniej żaden nie przypadł nam do gustu - pościel choć w
          miarę ładna miała za mały wymiar, stojak do butelek w kształcie
          wijących się motywów roślinnych - nie pasował do niczego, podobnie
          jak obraz w złotej ramie oraz platerowy komplet (cukiernica +
          mlecznik), który nie pasuje do zastawy stołowej.
          Najśmieszniesze jest to, że w więszości były to prezenty od
          znajomych studentów lub "na dorobku", którzy biorąc później ślub
          koniecznie wskazywali na prezenty w gotówce wink
        • 03.07.10, 22:19
          joanna182-0 napisała:
          > Więc wszyscy goście doskonale wiedzieli, że zebrane
          > pieniążki pójdą na zakup działki. Więc nie wiem po co mi kolejny komplet obiado
          > wy.

          Czy w twojej materialistycznej głowie naprawdę nie powstała myśl, że chcieli ci dać prezent-pamiątkę, która będzie ci się z nimi kojarzyła długie lata?
          • 04.07.10, 00:24
            plisowanka napisała:

            > Czy w twojej materialistycznej głowie naprawdę nie powstała myśl,
            że chcieli ci dać prezent-pamiątkę, która będzie ci się z nimi
            kojarzyła długie lata? <

            A czy jest w ogóle taka możliwość, żeby w Twojej głowie powstała
            myśl, że działka kupiona (częściowo) za pieniądze otrzymane w
            prezencie ślubnym moze byc wspaniałą pamiątką, która bedzie sie
            kojarzyła z weselnymi gośćmi, przez długie lata?


            --
            www.youtube.com/watch?v=spBOZa87xIY&feature=related
            • 05.07.10, 10:38
              matylda1001 napisała:

              > A czy jest w ogóle taka możliwość, żeby w Twojej głowie powstała
              > myśl, że działka kupiona (częściowo) za pieniądze otrzymane w
              > prezencie ślubnym moze byc wspaniałą pamiątką, która bedzie sie
              > kojarzyła z weselnymi gośćmi, przez długie lata?

              Ze wszystkimi gośćmi naraz? Jak ze wszystkimi, to znaczy że w gruncie rzeczy z nikim konkretnym... Nie mówiąc już o tym, że aby goście sfinansowali działkę, to musiałoby ich być kilkaset, a tak długą listę to już trudno po latach pamiętać. Poza tym jak ich wkład wyniesie 20%, to chyba i tak ambicjonalnie będziesz myślała: "Kupiłam działkę za swoje, taka jestem sprytna i pracowita"wink

              Prezent ma to do siebie, że lubi być spersonalizowany. Nieprzypadkowo w książce pisze się dedykację czy graweruje się biżuterię. Na pieniądzu czegoś takiego nie uczynisz, a w dodatku wszystkie pieniądze są takie same. Nie ma znaczenie kto jak i ile dał (gotówka, czek czy przelew), ważne by sumaryczna cyferka się zgadzała.
              • 05.07.10, 12:31
                plisowanka napisała:

                >Ze wszystkimi gośćmi naraz? <

                Tak, właśnie ze wszystkimi naraz. To taka ogólna pamiątka z wesela.
                Bez zastanawiania się, czy ciocia Helenka jest lepszą ciocią od cioci
                Stasi, skoro dała dwa razy więcej. Oczywiście goście nie sfinansują
                całkowitego kosztu działki, ale mogą się przyczynić do tego, że
                młodzi wcześniej zorganizują sobie własny dom. To chyba miłe dla obu
                stron.

                >Poza tym jak ich wkład wyniesie 20%, to chyba i tak ambicjonalnie
                będziesz myślała: "Kupiłam działkę za swoje, taka jestem sprytna i
                pracowita"wink<

                Chyba nie, bo to jest sposób myślenia całkowicie mi obcy.

                >Prezent ma to do siebie, że lubi być spersonalizowany<

                Dla mnie może być "spersonalizowany zbiorowo"wink Jeżeli mam
                przeznaczyć na prezent jakąś sumę pieniedzy, na ktora ciężko
                zapracowałam, to wolę, żeby młodzi zagospodarowali ją z pożytkiem dla
                siebie, niż żeby moje pieniądze, pod postacią niepotrzebnego prezentu
                rzeczowego wylądowały na pawlaczu, lub w śmietniku. Nie cieszyłby
                mnie też prezent na co dzień leżący w głębi szuflady, wyciągany w
                ostatniej chwili z okazji mojej wizyty, żeby mi zrobić przyjemność.

                >Nieprzypadkowo w książce pisze się dedykację<

                W książce nie powinno się pisac dedykacji, chociaż wielu tak robi.
                Dedykację pisze się na specjalnej karcie, ktora wklada się do
                książki.

                >w dodatku wszystkie pieniądze są takie same<

                I bardzo dobrze, zacierają się różnice między gośćmi. Oczywiście
                jeżeli ktos w ogóle przywiązuje wage do tego ile od kogo dostał, bo
                jakos nie chce mi się wierzyć, żeby ludzie byli az tak interesowni.
                Mam nadzieję, że polskie społeczeństwo nie składa się z samych
                księgowychsmile
                --
                www.youtube.com/watch?v=spBOZa87xIY&feature=related
      • 02.07.10, 16:52
        > naprawdę mam gdzieś czy komuś się wesele zwróci czy nie, nie mam zamiaru
        > finansować czyichś imprez, samo oczekiwanie uważam za niekulturalne i źle
        > świadczące o młodych.

        > nie uznaje czegoś takiego jak zwrot za "talerzyk", temu zwyczajowi hołduje tylk
        > o
        > chytra biedota, która na kredyt robi wesela, na które ich nie stać i domaga się
        > od gości ich finansowania - ja się z tego wypisuję. Nie ma obowiązku robienia
        > wesel, można zrobić skromną imprezę dla najbliższej rodziny i też zawrzeć
        > związek małżeński, a jeżeli ktoś chce szpanować weselem a potem oczekuje zwrotu
        > kasy od gości - jego problem!


        10/10 ! smile
        • 02.07.10, 21:15
          jedna_nozka_bardziej napisała:

          > > naprawdę mam gdzieś czy komuś się wesele zwróci czy nie, nie mam
          zamiaru
          > > finansować czyichś imprez, samo oczekiwanie uważam za
          niekulturalne i źle
          > > świadczące o młodych.
          >
          > > nie uznaje czegoś takiego jak zwrot za "talerzyk", temu
          zwyczajowi hołduj
          > e tylk
          > > o
          > > chytra biedota, która na kredyt robi wesela, na które ich nie
          stać i doma
          > ga się
          > > od gości ich finansowania - ja się z tego wypisuję. Nie ma
          obowiązku robi
          > enia
          > > wesel, można zrobić skromną imprezę dla najbliższej rodziny i
          też zawrzeć
          > > związek małżeński, a jeżeli ktoś chce szpanować weselem a potem
          oczekuje
          > zwrotu
          > > kasy od gości - jego problem!
          >
          > NATURALNIE ZE SIE WYPISUJESZ BO JESTES ZACOFANA KOLTUNIARA
          > 10/10 ! smile
          • 02.07.10, 21:27
            a ty nawet nie wiesz co znaczy kołtun, prymitywie, gdybyś wiedział, to byś
            idiotycznie nie komentował ...
      • 02.07.10, 18:13
        > ktoś domaga się kasy zbyt impertynencko, to nie idę na wesele. a jak
        idę, to
        > kupuję prezent wedle uznania za taką kwotę, która wydaje mi sie
        własciwa -
        > naprawdę mam gdzieś czy komuś się wesele zwróci czy nie,

        no dobra, ale JEDNAK tego dnia to młodzi są najważniejsi, A NIE TY!
        • 02.07.10, 21:07
          marinellla napisała:

          > > ktoś domaga się kasy zbyt impertynencko, to nie idę na wesele. a
          jak
          > idę, to
          > > kupuję prezent wedle uznania za taką kwotę, która wydaje mi sie
          > własciwa -
          > > naprawdę mam gdzieś czy komuś się wesele zwróci czy nie,
          >
          > no dobra, ale JEDNAK tego dnia to młodzi są najważniejsi, A NIE TY!
          ALES TY JEBNIETA MARINELLATO PO JAKIEGO H... CHODZISZ NA IMPREZY JAK
          JESTES TAKA KRETYNOWATA
      • 02.07.10, 20:18
        "Zresztą - ostatnio kilka razy słyszałam o weselach planowanych na 150 - 200
        osób, z których dopisywało ... 60 osób! Reszta nie czuła się związana z młodymi
        na tyle aby chcieć wziąć udział, nie chcieli
        > ponosić kosztów lub zwyczajnie wesel nie lubią, dzisiaj coraz częściej wesele
        to kłopot a nie radość, dobra zabawa i spotkanie z rodziną - właśnie głównie z
        powodu kasy, dlatego warto chodzić na wesela tylko najbliższych, innym nie ma
        sensu sponsorować imprez"

        Ja też ostatnio byłam na weselu obliczonym i zapłaconym na 160 osób (tylu
        potwierdziło przyjazd), na które dotarło raptem 80 gości - z plotek słyszałam,
        że młodzi rozpuścili wici, że życzą sobie wyłącznie kasę zamiast prezentów i po
        tej wiadomości mnóstwo ludzi wymiękło, bo doszło do wniosku, że jak dawać kasę,
        to trzeba dużo, więc wołało w ogóle nie wybierać się na wesele i przysłali
        jakieś banalne usprawiedliwienia swojej nieobecności! Młodzi byli wściekli, bo
        liczyli, że się zwróci, pozapraszali jakichś zamożnych ludzi, bo liczyli na
        grube koperty, a tu taki klops! Wesele się nie udało, bo na dużej sali było
        zajętych tylko część stolików, było pustawo i smutnawo, atmosfera była zwarzona,
        słowem - niefart! A ja myślałam sobie, że dobrze im tak, chytry dwa razy traci,
        chcieli mieć imprezę gratis i się przeliczyli, pewnie ci którzy nie przyjechali
        też tak myśleli i nie chcieli dać się wydymać.
      • 02.07.10, 23:14
        Ty to kobieto powinnaś być zaproszona na wesele do Niemiec. Nie dość, że się
        kasę daje (i to niemałą) to jeszcze za hotel sama sobie płacisz i nie licz na to
        że się nie wiadomo jak najesz, aha impreza trwa jeden dzień plus śniadanie. Na
        miejscu autorki postu dałabym kasę (ok.300zł) plus ten obraz no i znalazłabym
        sobie kogoś z kim mogłabym pójść, ot i tyle w temacie.
      • 03.07.10, 08:16
    • 02.07.10, 17:21
      jeśli piszą wyraźnie, że chcą kasę - ok, po co komu nty komplet pościeli w nieulubionym kolorze. Upraszcza to sprawę dla mnie jako osoby zaproszonej. Jeśli zaś mam dać prezent, nie jest mi obojętne czy spodoba się obdarowanym czy nie, niezależnie od okazji. Uczestniczenie w czyimś weselu jest wysiłkiem (wydatkuję na to czas, pieniądze, energię i pomyślunek), jeśli więc nie jest to ktoś na tyle bliski, by wiedzieć co może mu sprawić przyjemność - nie idę na wesele, wysyłając piękne życzenia + ew. jakiś drobiazg.
      Pójść na wesele z myślą 'na drzewo, nie dam Wam kasy skoro chcieliście kasy' albo 'sami se spłacajcie'? I z tym w głowie można się szczerze uśmiechać i składać życzenia? Pomyśl kiedyś o tym.
      • 02.07.10, 21:30
        Dziwią mnie niektóre wypowiedzi tutaj. Zaproszenie na ślub i wesele poczytuje
        sobie zawsze w kategoriach wielkiego wyróżnienia ze strony państwa młodych. I
        podobnie jak kubanon wychodzę z założenia, że prezent ode mnie ma się młodym
        podobać. Poza tym moim zdaniem prezent dla nowożeńców powinien być praktyczny,
        coś co im się na nowej drodze życia przyda, a nie niesztampowa pierdoła, która
        ma podbudować ego dającego. A, że w zasadzie trudno mi ocenić co komu jest
        najpotrzebniejsze to zazwyczaj dajemy z mężem pieniądze (około 400zł - 2
        talerzyki + VAT). Pragnę w tym miejscu zauważyć, że to iż ma się zwrócić "za
        talerzyk" to nie jest żądanie młodych, tylko dość ogólnie przyjęty algorytm ile
        mniej więcej tej kasy powinno być - coś jak to, że kelnerowi daje się 10%
        napiwku (ale jak dasz 5% albo 15% to nic się nie stanie).
        Oczywiście, wszędzie są ludzie i parapety, zdarzają się młodzi, którzy na wesele
        zapraszają wyłącznie tych bogatszych i hojniejszych spośród rodziny i znajomych;
        tak samo jak są goście (oj paru by się z pośród forumowiczów znalazło wink) którzy
        zaproszenie na ślub traktują jak zamach na swoje portfele (jest proste wyjście -
        nie iść).
        A tak w ogóle to dla mnie nie ma różnicy czy młodzi proszą (w mniej lub bardziej
        zawoalowanej formie) o pieniądze czy robią listę prezentów (jak już pisałam
        znacznie bardziej wole dawać kasę).
        To, że koszty wesela zwracają się z "kopert" to w zasadzie nie możliwe,
        przynajmniej ja nie znam nikogo komu by się zwróciły. Także sknery spokojnie
        nikt się na was nie obłowi wink
        --
        Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
        nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

        — Jan Izydor Sztaudynger
        --
        Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
        nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

        — Jan Izydor Sztaudynger
        • 02.07.10, 21:45
          "są goście (oj paru by się z pośród forumowiczów znalazło wink) którzy
          zaproszenie na ślub traktują jak zamach na swoje portfele (jest proste wyjście
          nie iść)".

          bo to jest zamach na czyjś portfel jeżeli powstał już algorytm do wyliczania ile
          należy włożyć do koperty aby młodym "opłaciło się" ciebie zaprosić! czyli jak
          ktoś nie może tyle dać (np. jakaś biedna ciotka emerytka) ma nie przychodzić -
          tak jest w domyśle, prawda? to może zamiast jakichś niejasnych sugestii
          (zdarzają się parapety, które nie znają "talerzykowego przelicznika) należy na
          zaproszeniach wypisać: przyjęcie zaproszenia kosztuje ... zł tytułem zwrotu
          kosztów organizacji imprezy + honorarium dla młodych za fatygę i łaskę
          zaproszenia"! wtedy wszystko będzie jasne, parapety zostaną w domu a na wesele
          pójdą tylko ci, którzy będą chcieli w przyszłości również zaprosić gości na
          sponsorowaną imprezę!
          • 02.07.10, 21:55
            Też się dziwię że jeszcze nikt na to nie wpadł, tyle się mówi na forach ślubnych
            o tych badziewnych i nietrafionych prezentach, o tym, że goście skąpi i wkładają
            100 zł a potem wesele się nie zwraca i młodzi rozpoczynają wspólne życie od
            spłaty kredytu za wesele, że normą powinno stać się otwarte stawianie przez
            młodych kwestii odpłatności za udział w uroczystości, żeby ktoś nie myślał
            głupio, że z sympatii go zapraszają! Wtedy dostajesz zaproszenie i od razu wiesz
            na ile młodzi wyceniają udział w tej wiekopomnej imprezie i możesz bez skrupułów
            powiedzieć: "dziękuję ale nie stać mnie", "sorry, mam inne pilniejsze wydatki",
            "niestety, 1000 zł to 1/3 mojej pensji, za biedny jestem aby się z wami bawić!"
            Sytuacja się klaruje i nikt nie rżnie głupa kupując jakiś obraz domorosłej
            artystki albo wkładając drobną sumkę a jedząc i pijąc za dwóch!
            • 04.07.10, 14:13
              No ja dokladnie tak robie. Odmawiam jesli mnie nie stac. Wszystko to wina
              biznesu weselnego ktory napedzany jest przez wesela spedowe-rodzaj publicznego
              balu na 100-300 osob gdzie duza czesc gosci panstwa mlodych w ogole nie zna, a
              po weselu tez znac nie bedzie. Wejscie na bal kosztuje, wiadomo. Jesli chodzi o
              wesela rodzinne na ktore chadzam nikt niczego nie oblicza bo nie ma
              taryfy-zaprasza sie ludzi ktorzy sa bliscy, nawet jesli to bedzie
              przyjaciel-biedny student ktory kupi cukierniczke za 20 zl za to w naszym
              ulubionym kolorze nas zna.
              Moze byc ukochana ciocia-emerytke ktora da tylko kwiaty. Takie wesela maja sens
              i takie z radosci aurzadze synowi, nawet zapozyczajac sie.
              --
              W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
              podejrzane i niebezpieczne.
              Compendium Medicum Actum (1789)
            • 06.07.10, 19:27
              framp napisał:
              > normą powinno stać się otwarte stawianie przez
              > młodych kwestii odpłatności za udział w uroczystości, żeby ktoś nie myślał
              > głupio, że z sympatii go zapraszają!

              Tylko co to za przyjemność płacić za imprezę, w której centrum zainteresowania mają z założenia być inni ludzie, czyli nowożeńcy. Kto tu komu robi łaskę? Nowożeńcy, że goście przychodzą dodać ich uroczystości prestiżu, czy goście, którzy mają płacić z własnej kieszeni za rzekomą przyjemność oklaskiwania innych w dniu ich ślubu.
          • 03.07.10, 08:06
            Od dawna nie jestem już studentką, zawsze kupuję prezenty bez względu na to co
            pisze na zaproszeniach, ale kwota jaką na to przeznaczam zamyka się zazwyczaj
            kwotą 150 - 200 zł i liczenie na większe pieniądze od zaproszonych gości uważam
            za żenujący przejaw naiwnej chytrości, która zakłada, że zrobię imprezę za cudze
            pieniądze! Ja zawsze staram się aby prezent był trafiony, kontaktuję się
            wcześniej z młodymi i zwyczajnie pytam co w ramach takiej kwoty by sobie życzyli
            dostać i stosuję się do sugestii kupując prezent, a jeżeli słyszę odpowiedź, że
            wolą kasę - grzecznie dziękuję za zaproszenie i mówię, że może prościej byłoby
            sprzedawać bilety? To zazwyczaj kończy dyskusję i znajomość z interesowną parą.
            Wesele robią ci, których na to stać bez oglądania się na sponsoring gości,
            liczenie że się zwróci w kopertach świadczy jak najgorzej o młodych, którzy
            chcieliby mieć wesele i nie płacić za nie, więc zapraszają tłum kuzynów,
            znajomych i przypadkowych często ludzi aby odbić sobie koszty wesela! Szlag mnie
            trafia też na argument typu: "ja już wszystko mam, bo od 3 lat mieszkamy razem i
            wyposażyliśmy mieszkanie - ja po 20 latach małżeństwa nadal nie mam
            "wszystkiego" i spokojnie mogę wskazać wiele rzeczy, które chciałabym mieć,
            nawet jak nie są to rzeczy pierwszej potrzeby, to jednak chętnie je dostanę,
            chociażby drogie egzotyzcne kwiaty doniczkowe czy pojedyncze sztuki porcelany
            Boscha - oby tylko ktoś chciał mi kupić!
            Poza tym cisnie się na usta pytanie: po co taka para, będąca przechodzonym
            konkubinatem, robi wesele? Przecież dla nich to nie jest żaden początek nowego
            życia, skoro więc nie zrobili tego w porę, to po co robią po wielu latach bycia
            razem?
            Z tych wszystkich powodów na wesela chodzę coraz rzadziej i odmawiam nawet w
            bliskiej rodzinie - i z tego co wiem, wielu moich znajomych robi podobnie, bo
            dzisiejsze wesela, organizowane z przepychem mającym powalić gości na kolana,
            mało mają wspólnego ze wspólną zabawą i rodzinnym spotkaniem, więc
            najprawdopodobniej i tak źle bym się tam czuła. A tak wszyscy są zadowoleni -
            zamiast skąpej ciotki zaproszą kogoś, kto sypnie kasą a ja nie będę sobie robić
            problemu i wydawać zbędnie pieniędzy na kiecki i prezenty!
            • 04.07.10, 23:44
              Nie chciałabym wyrażać tutaj mojej opinii o Tobie na podstawie tego,
              co o sobie napisałaś, ale...Mnie zdarzyło się _wielokrotnie_ dostać
              coś, co mi się nie podobało, a jak na złość należało do kategorii
              prezentów trwałych, które wypadałoby eksponować. Co innego np.
              kosmetyk [nie jest to prezent na wesele, ale przykład] - jak się nie
              podoba okrutnie, można komuś oddać albo i wyrzucić i nie ma kwasów,
              przecież mógł się zużyć - w odróżnieniu od maskotki, obrazu czy
              rzeźby.
              Kwota, o której mówisz, jak dla mnie jest mała, ale OK, rozumiem, że
              na tyle Cię stać i tyle chcesz dać.
              Wyobrażam sobie, że ktoś dzwoni do mnie i pyta "co Ci kupić za 200
              zł?". Pierwsza odpowiedź "jakbym wiedziała, już bym sobie kupiła",
              ale z kolei to mój luksus, że taka kwota nie jest dla mnie
              problemem. Ale tak, to co? "Pościel" - a gdzie kwestia tkaniny,
              rozmiarów, kolorów? Ja np. nienawidzę satynowej. "Obraz" - każdy
              lubi co innego (jedna moja koleżanka wiesza na ścianach reprodukcje
              Leonarda, druga uważa, że reprodukcje to objaw bezguścia i tylko
              oryginalne obrazy, znajoma nie cierpi portretów, a inni uważają, że
              portret Żyda liczącego pieniądze przynosi powodzenie finansowe) -
              poza tym nawet jeżeli powiem "lubię pejzaże akwarelowe", to
              konkretna akwarela może mi się nie podobać. Z kwiatów nie cierpię
              zapachu lilii. Może Tobie akurat podobają się wszystkie co do jednej
              przedmioty produkowane z porcelany przez Boscha, ale nie każdy umie
              tak precyzyjnie określić swoje oczekiwania.
              • 05.07.10, 11:09
                skoro jesteś zamożna i dla ciebie 200 zł to żaden problem, to dlaczego w ogóle
                przywiązujesz wagę do tego jaki prezent zostanie ci ofiarowany? dlaczego po
                prostu nie położysz laski na tych rzeczach, które ewentualnie przyniosą goście
                uznając, że to jest nieważne, co najwyżej wyrzucisz albo oddasz do domu starców,
                tylko jednak zabiegasz o tę kasę, choćby i 200 zł w kopercie? dla mnie takie
                podejście jest najbardziej naturalne w sytuacji, gdy rzekomo wesele robimy po
                to, aby się spotkać z rodziną i wspólnie bawić prawda? i mniejsza o kasę, o
                kwotę - dla jednych 200 zł to dużo, dla innych mało - nawet bez wnikania w stan
                portfela, znam człowieka jeżdżącego Porsche Cayenne, który na wesele daje ...
                bombonierkę, liczy się udział, prawda?
              • 06.07.10, 21:27
                Agulha, skoro nic ci się nie podoba, to może organizując wesele czy inne imprezy rodzinno-towarzyskie uprzedź gości, że nie oczekujesz żadnych prezentów. Same życzenia wystarczą. Wtedy wszyscy będą szczęśliwi - ty - bo nie będziesz musiała cierpieć przez nietrafione prezenty, goście - bo nie będą musieli wydawać pieniędzy. Wilk syty i owca cała. W czym problem? Będziecie się cieszyli swoim towarzystwem bez prezentów.
            • 07.07.10, 13:23
              qardonia napisała:

              > kwota jaką na to przeznaczam zamyka się zazwyczaj
              > kwotą 150 - 200 zł i liczenie na większe pieniądze od zaproszonych gościuważam
              za żenujący przejaw naiwnej chytrości

              Ja uważam że dawanie takich kwot na wesele przez pracujące osoby to przejaw
              chytrości i jak dla mnie to sorry, ale to raczej ty wypadasz żenująco. Prezent
              powinien być dostosowany do rangi imprezy i nie chodzi o czyjeś oczekiwania, ale
              o MOJĄ CHĘĆ kupienia czegoś
              porządnego (a za 150 zł to mało prawdopobobne). Ja bym się źle czuła sknerząc na
              prezencie na taką okazję, bo jeśli idę do kogoś na wesele - to jest mi bliski.
              Cieszę się dając lubianym osobom fajne prezenty, O ILE wiem czego im potrzeba.

              Zgadzam się poniekąd że każdy ma takie rzeczy, które by mu się przydały, jednak
              często są to rzeczy o które trudno prosić. I nie dziwię się, że ludzie zawsze
              chcą mówić o konkretach, bo doświadczenie wskazuje, że goście bardzo często
              wybierają odpowiedniki, a nie wskazaną rzecz.

              Też wolałabym dostać wymarzone prezenty, ale to wcale niełatwo zorganizować.

              Nie będę mówić, że marzę o pościeli z Carre Blanc, bo jest 99%
              prawdopodobieństwa że zamiast tego dostanę komplet z Bielawy w beznadziejne
              wzory. A mi nie chodzi o JAKĄŚ pościel, tylko bardzo konkretną, z bardzo
              konkretnym wyglądem. Tyle, że ta wymarzona kosztuje 900 zł i WIEM, że nikt mi
              jej nie kupi, poza tym takie wskazanie może być odebrane jako bezczelne
              naciągactwo.

              Fajnie byłoby dostać wypasiony ekspres do kawy, a nie badziew za 400 zł. Tylko
              jak wyjaśnić gościom, żeby się dobrali w pary, bo kosztuje ponad 2 tysiące?
              podsunąć, żeby się zrzucili z wujostwem i ciocią Helą i może jeszcze uda im się
              ze 4 pary dobrać do spółki?

              Każdy ma inne preferencje - ja na przykład uważam pomysł z porcelaną za
              wyjątkowo chybiony (chyba, że zna się dokładnie wyposażenie domu).
              Na co komu pojedyńcze sztuki porcelany?? co mi po 2 drogich filiżankach, skoro
              potrzebne są do podejmowania gości i wypadałoby ich mieć co najmniej 6? resztę
              mam sobie sama dokupić? bo inaczej będą się kurzyć nieużywane. Misy, półmiski
              itp. tez powinny być zgrane, co z tego że coś jest ładne, skoro nie pasuje do
              reszty posiadanej zastawy?
              • 07.07.10, 14:26
                Wiesz, nie kazdy zarabia tyle co Ty albo Twoj maz. Uwzasz ze dawanie 200 zl od
                pracujacych osob za zenujace?
                A jesli ktos zarabia na reke 1600 (tak, sa takie pensje, i bardzo duza czesc
                spoleczenstwa za takie pieniadze pracuje) i ma malzonka z podobna pensja plus
                dzieci i kredyt to myslisz ze to tak latwo odlozyc jakies pieniadze ? Nie
                pojechac z dziecmi na wakacje, ale 1000 zl na wesele obowiazkowo? Bo odpowiednio
                do okazji? No moze w Twoim srodowisku...
                Sadzac po Twoch upodobaniach wiedziesz zycie jak na polskie warunki luksusowe
                Twoi znajomi pewnie tez, dlaczego uwazasz ze nie wypada prosic o prezent za 900?
                --
                W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                podejrzane i niebezpieczne.
                Compendium Medicum Actum (1789)
                • 19.07.10, 13:15
                  baba67 napisała:

                  > Wiesz, nie kazdy zarabia tyle co Ty albo Twoj maz. Uwzasz ze dawanie 200 zl od
                  > pracujacych osob za zenujace?

                  Tak, dokładnie tak uważam bo prezent powinien być adekwatny do okazji, a jakoś
                  nie wierzę, że te osoby sobie na Gwiazdkę dają po jajku-niespodziance, co byłoby
                  odpowiednikiem.

                  I nie ma to nic wspólnego z zarobkami, bo cała moja rodzina jest niezamożna,
                  większość jest na emeryturze i to w granicach 1000-1300 zł - a myślą tak samo.
                  I prezent to niekoniecznie od razu musi iść w tysiące, ale jakieś minimum
                  przyzwoitości chyba istnieje?
                  A mowa była o przezentach-MARZENIACH, miałabym marzyć o badziewnej pościeli z
                  Bielbawu?
                  • 19.07.10, 16:21
                    A ja uwazam, ze 400 zl od pary to jest dobry prezent. Odlozenie takiej sumy nie
                    jest latwe jesli sie ma dochod 3000 zl na reke , dzieci i kredyt. Twoja rodzina
                    na pewno jest bardzo oszczedna skoro sobie radzi, ale co innego wujowstwo na
                    emeryturze bez dzieci na utrzymaniu i kredytow a co innego mlodzi na dorobku,
                    --
                    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                    podejrzane i niebezpieczne.
                    Compendium Medicum Actum (1789)
                    • 19.07.10, 22:05
                      To jakieś nieporozumienie. Nie ma czegoś takiego, jak wymierna, "adekwatna do
                      okazji" albo grubości portfela wartość prezentu. Poza tym - choć nieco wstyd o
                      tym przypominać - młodą parę obdarowuje się z okazji ślubu. Ślubu! To czy jest
                      się gościem weselnym (czy się nie jest) nie ma znaczenia. W związku z tym
                      przeliczanie "za talerzyk" albo "od pary" jest dla mnie dowodem współczesnego
                      barbarzyństwa. Czy naprawdę obyczaje tak strasznie upadły, żeby zwyczaj
                      obdarowywania młodej pary utożsamiać z zapłatą za udział w przyjęciu weselnym?

                      --
                      ja uwazam ze to wybitny pisarz...a mam wyzsze wyksztalcenie (f. Książki)
                      • 20.07.10, 11:59
                        Tu sie z Toba zgadzam-te przeliczenia, te talerzyki to JEST upadek obyczajow. I
                        to dosc demoralizujacy bo konsumpcyjny. I trudno sie z tego wygrzebac, bo nie
                        chce sie wyjsc na sknere to sie woli nie przyjsc na wesele narazac spore moim
                        zdaniem koszty, bo do koperty sie dodaje koszt transportu i prezencji.
                        Gdyby nie bylo tego zwyczaju to mlodym by nawet do glowy nie przyszlo zeby
                        liczyc czy sie zwroci czy nie.
                        Dlatego chodze tylko na wesela rodzinne-gdzie musze byc automatu, kazdy wie
                        jaka mam sytuacje, daje z serca na ile mnie stac albo kupuje cos ladnego.
                        Wesela rodzinne sa skromniejsze, (choc nie zawsze), ale sami swoi nie ma co sie
                        silic na jakas super elegancje, caly czas jest z kim tanczyc i gadac, zal
                        patrzec jak stara tradycja takich wesel niestety zanika.

                        --
                        W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                        podejrzane i niebezpieczne.
                        Compendium Medicum Actum (1789)
              • 07.07.10, 17:40
                "Ja uważam że dawanie takich kwot na wesele przez pracujące osoby to przejaw
                chytrości i jak dla mnie to sorry, ale to raczej ty wypadasz żenująco. Prezent
                powinien być dostosowany do rangi imprezy i nie chodzi o czyjeś oczekiwania, ale
                o MOJĄ CHĘĆ kupienia czegoś porządnego (a za 150 zł to mało prawdopobobne). Ja
                bym się źle czuła sknerząc na prezencie na taką okazję, bo jeśli idę do kogoś na
                wesele - to jest mi bliski." - to twoje zdanie, ja mam zupełnie inne i przy nim
                pozostanę! tym bardziej, że obecnie wybieram się na wesele, na którym nie będzie
                ŻADNYCH PREZENTÓW - młodzi proszą o wsparcie wybranego domu dziecka zamiast
                wspierać ich, bo są zamożni i niczego nie potrzebują - i to rozumiem! nie
                rozumiem natomiast wyznaczania gościom kwot, które są "odpowiednie" i
                "żenujące", bo finanse to indywidualna sprawa i dla każdego inna kwota jest
                adekwatna, można w ten sposób co najwyżej zniechęcić wielu do pójścia na wesele.
                "Fajnie byłoby dostać wypasiony ekspres do kawy, a nie badziew za 400 zł. Tylko
                jak wyjaśnić gościom, żeby się dobrali w pary, bo kosztuje ponad 2 tysiące?
                podsunąć, żeby się zrzucili z wujostwem i ciocią Helą i może jeszcze uda im się
                ze 4 pary dobrać do spółki?" - osobliwe, że w twoim, zapewne zamożnym i
                nowoczesnym środowisku, nieznane są listy prezentów! bo w mojej rodzinie jest to
                praktykowane od dawna i najlepiej się sprawdza, wystarczy w wybranym przez
                siebie sklepie WSKAZAĆ rzeczy, na które złożą się goście, każdy wedle swego
                uznania - a więc i droga pościel i drogi ekspres są jak najbardziej możliwe!
                Co do porcelany - ja zbieram i pojedyncze sztuki i mam bardzo wiele różnych
                porcelanowych rzeczy, więc każdna nowa jest mile widziana, to rodzaj hobby,
                serwis kawowy, herbaciany i obiadowy mam swoją drogą.

                • 10.07.10, 21:01
                  Myślałam, że zwyczaj wskazywania palcem prezentów kończy się wraz z okresem dzieciństwa, kiedy to dzieci wskazują co by chciały dostać na gwiazdkę od rodziców/mikołaja. Okazuje się jednak, że ten infantylny zwyczaj zaczyna być w pełnej krasie praktykowany przez dorosłych. Nawet gorzej - praktykuje się go w wypaczonej formie, bo grzeczne dziecko wskazywuje palcem dopiero po zapytaniu rodzica co by chciało dostać, nie wyrywa się z tym samo tylko grzecznie czeka. A tu proszę - nowożeńcy sami z siebie wręczają listę zakupów przed jakimkolwiek zapytaniem ze strony gości. Upadek obyczajów. Wskazanie palcem przez dziecko jakiś tam sens logiczny ma, bo samo nie ma dochodów a często i zdolności by samo kupić, natomiast dorosły człowiek nieubezwłasnowolniony ma i dochody i zdolność do zakupów. Doprawdy jak dorosły zachowuje się w ten sposób, że zamiast samodzielnie pójść do sklepu i kupić sobie ekspres do kawy, każe to zrobić innym, to obraża i swoją dojrzałość, i dojrzałość gości.
                  • 11.07.10, 08:19
                    Ale kasy na ekspress nie ma za to dostal
                    3 komplety poscieli z czego dwa nie pasuja rozmiaroo a ten co pasuje rozmiarowo
                    nie pasuje kolorystycznie
                    zegar z kukulka produkcji chinskiej ktory nijak sie ma do IKEI w ktorej maja
                    upodobanie
                    -2 komplety sztuccow skontrastowanych na tyle ze razem sie ich na stole nie
                    polozy bez sysonansu
                    -wazon ala dynastia MIng ktory wymaga osobnego miejsca w mieszkaniu bo
                    przypomina sagan
                    Przyklady zaslyszane.
                    Mam wrazenie ze niektore osoby wypowiadajace sie tu zyja w jakims matrixie-maja
                    o sobie tak cudowne przekonanie ze wszystko co kupia mlodym po prostu musi byc
                    strzalem w dziesiatke. A tak w ogole to niczego nie musza kupowac-samo ich
                    towarzystwo jest dla mlodych najcenniejsza rzecza na swiecie i jakzeby oni
                    smieli oczekiwac jeszcze jakichs prezentow.
                    Wybieraja sie zatem na calonocne wesele z partnerem dzierzac w dloni
                    symboliczna roze, a w ramach laski wazonik ze sklepu chinskiego "wszystko po 5
                    zlotych" ew DVD z nagranymi zyczeniami i czuje sie wspaniale robiac laske swoim
                    towarzystwem.
                    Jesli sobie poczytamy watek na Forum Hmorom o skapcach (goraco polecam) to da
                    sie zauwazyc latwosc z jaka skapiec swe zachowanie potrafi wytlumaczyc
                    dezawuujac przy okazji inne ,bardzij kosztowne , sposoby zchowywania sie wsrod
                    ludzi.
                    --
                    W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                    podejrzane i niebezpieczne.
                    Compendium Medicum Actum (1789)
                    • 12.07.10, 11:18
                      skąpstwem to jest zrobić wesele i oczekiwać, że goście pokryją część kosztów -
                      to tak jakby chcieć zjeść ciastko i mieć ciastko, ludzie z klasą robią wesele i
                      nie oczekują kopert, tylko dają gościom listę prezentów - to rozwiązuje sprawę
                      nietrafionych prezentów i daje wolną rękę w wysokości wpłacanych przez gości
                      kwot - jedni zamożniejsi dadzą 1000 zł, biedne ciotki emerytki 100 zł ale nikt
                      nie będzie się z tego powodu źle czuł! tylko że ten zwyczaj jest płomiennie
                      zwalczany przez zwolenników kopert, bo wszak oni "mają potrzeby" a swoje wesele
                      traktują jak zbiórkę datków albo imprezę, gdzie biletem wstępu jest odpowiednia
                      ilość banknotów w kopercie! i to jest żenujące i śmieszne zarazem i o tym też
                      można poczytać na forum ślubnym - polecam!
                    • 17.07.10, 14:41
                      baba67 napisała:

                      > Ale kasy na ekspress nie ma

                      To niech sobie zarobi, a nie rozkazuje drugim by mu kupiliwink

                      > Jesli sobie poczytamy watek na Forum Hmorom o skapcach (goraco polecam) to da
                      > sie zauwazyc latwosc z jaka skapiec swe zachowanie potrafi wytlumaczyc
                      > dezawuujac przy okazji inne ,bardzij kosztowne , sposoby zchowywania sie wsrod
                      > ludzi.

                      Właśnie. Na miano skąpca w omawianej sytuacji zasługuje raczej zapraszający wlepiający gościom listę zakupów lub dający polecnie włożenia kasy do koperty. Przerzuca w ten sposób koszty swojej imprezy na innych. Nareszcie padło na to zachowanie adekwatne określenie - to jest skąpstwo w pełnej krasie. Człowiek hojny organizuje imprezę i mówi: "Bawcie się za moje pieniądze, to w końcu moje święto i to ja was zaprosiłem!". Skąpiec mówi: "Bawcie się, ale miejcie na uwadze, by mi się zwróciły koszty!"
                      • 17.07.10, 19:49
                        Tylko szkoda tej niepotzrebnie wydanej na graty kasy. Liste prezentow odbieram
                        nie jako skapstwo tylko jako cos co ma mnie jako gosciowi ulatwic zycie. Bo moge
                        kupic cos za 20 zl albo za 300 jesli mam taka ochote. I wiem na pewno, ze sie
                        przyda i sprawi radosc. Powinnas miec pretensje do tego ze czasy sie zmienily
                        -mamy juz normalny rynek ludzie urzadzaja sobie wnetrza wg swojego gustu, a
                        niepotzrebnych rzeczy nikt juz z pocalowaniem reki nie kupi, tylko spyla sie
                        dobrze ze za pol ceny.
                        Jest tradycja dawania prezentow na wesele juz dosyc dluga-udawanie ze jej nie
                        ma jest glupie, mozna po prostu ja ulepszyc to dlaczego nie.
                        Nie ma to nic wspolnego z domniemanym skapstwem panstwa mlodych.
                        A Ty sprawiasz wrazenie wyjatkowego skapiradla.
                        --
                        W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                        podejrzane i niebezpieczne.
                        Compendium Medicum Actum (1789)
                  • 12.07.10, 11:10
                    p.ierdolisz, po prostu! listy prezentów są stosowane na całym świecie i nikt nie
                    robi z tego powodu jakichś idiotycznych wywodów! poza tym to jest dla chętnych,
                    jak nie chcesz i chcesz przynieść kopertę - przynoś, co najwyżej w pewnych
                    środowiskach wyjdziesz na chamkę, ale ty z pewnością w tych kręgach nie bywasz,
                    bo inaczej nie pisałabyś takich głupot!
                    • 12.07.10, 14:55
                      Ale czego Ty chcesz ode mnie???!! Lista prezentow to doskonaly pomysl od
                      poczatku watku tak twierdze. Skapstwem jest twierdzenie jak najbardziej w
                      porzadku jest pojawienie sie z partnerem na calonocna wesele tylko z
                      symbolicznym kwiatkiem i gadzetem z chiskiego sklepu.
                      --
                      W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                      podejrzane i niebezpieczne.
                      Compendium Medicum Actum (1789)
                    • 17.07.10, 14:50
                      qardonia napisała:

                      > p.ierdolisz, po prostu! listy prezentów są stosowane na całym świecie i nikt ni
                      > e
                      > robi z tego powodu jakichś idiotycznych wywodów!

                      Świetny argument - z tego, że coś jest na całym świecie wynika, że jest to dobre. Informuję cię, że wiele niekorzystnych zjawisk jest na całym świecie, np. rozwody.

                      Poza tym listy prezentów to wymysł dopiero niedawnych lat w erze konsumpcjonizmu. Można ocenić, ze ewolucja zwyczajów poszła w złym kierunku, niszcząc bezinteresowną gościnność.
                    • 19.07.10, 14:19
                      qardonia napisała:

                      > p.ierdolisz, po prostu!

                      Twój autorytet w dziedzinie DOBREGO WYCHOWANIA jest nie do podważenia. Brawo.

                      --
                      chez alma
          • 03.07.10, 08:18
          • 03.07.10, 14:00
            nospam-net napisał:
            > tak jest w domyśle, prawda?
            Nie, nie prawda smile
            Osobiście jakoś nie spotkałam się z tym, żeby państwo młodzi czy ich rodziny
            wymagały jakiejś konkretnej sumy. Na moim weselu wszyscy moi znajomi to byli
            młodzi ludzie właśnie kończący studia, do tego moje młodsze rodzeństwo i siostra
            męża w wieku licealnym ze swoimi partnerami i jakoś nie przyszło nam do głowy,
            że dadzą nam 4 stówy w kopercie, grunt że przyszli smile Sama też jeszcze do
            niedawna byłam niepracującą studentką i wtedy zwykle ograniczałam się do 200zł i
            nikt mi nigdy nie dał odczuć, że to za mało.
            Jednakże, jako osoba zapraszana (obojętnie czy na wesele, czy na parapetówkę czy
            na pierwsze urodziny dziecka) staram się dać adekwatny do okazji prezent, który
            ucieszy obdarowywanego. Dlatego jak idę na zorganizowane na działce imieniny z
            grillem i piwem to nie kupuję prezentu za 500zł bo solenizant się poczuje
            nieswojo, ale jak idę na wesele (czy na 50 rocznicę ślubu dziadków) to nie daję
            100zł bo to prezent moim zdaniem nie adekwatny do okazji i tyle (co innego
            oczywiście gdy kogoś nie stać, nie pracuje, dopiero się uczy, wtedy tańszy
            podarunek czy ograniczenie się tylko do życzeń nie jest wielką ujmą).
            "Tyle żeby się zwróciło za talerzyk" to dla mnie, jako gościa cenna wskazówka,
            jaki prezent będzie adekwatny do okazji. A czy nowożeńcy spożytkują pieniądze
            otrzymane ode mnie to już ich sprawa.
            Myślę, że problemem większości osób, którzy czują się przez młodych okradani
            (oprócz węża w kieszeni oczywiście) jest brak więzi emocjonalnych z rodziną co
            skutkuje tym, że zamiast traktować młodych jak bliskie osoby, którym chce się
            sprawić radość, podchodzą do wesela jak do czysto biznesowej transakcji - no a
            wiadomo, że impreza w klubie wyjdzie taniej (chociaż jak się tak zastanowić to 4
            godziny w pubie kończą się wydaniem minimum 100zl - kilka drinków (jeden to
            jakieś 20-25zł), jakaś przekąska, jak nic dla dwóch osób za całą noc będzie 4
            stówki wink ).
            --
            Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
            nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

            — Jan Izydor Sztaudynger
            • 03.07.10, 21:59
              pewnie masz rację tylko co do jednego - do tego związku emocjonalnego z młodymi
              a raczej jego braku - faktycznie jeżeli wesele jest w najbliższej rodzinie, to
              pewnie szybciej i bez tego węża w kieszeni przychodzi nam dawanie pieniędzy czy
              też drogich prezentów uzgodnionych z parą młodą. ale to jest oczywiste, że wtedy
              gdy idziemy na ślub brata, siostry czy najbliższej przyjaciółki to jest to dla
              nas zupełnie inna uroczystość niż ślub widzianej w 5 razy w życiu kuzynki. sęk w
              tym, że od dalekich kuzynów, luźnych znajomych i kolegów z pracy dostajemy
              zaproszenia na wesela i w nich sugeruje się wręczenie koperty a wtedy już
              zaczynamy się zastanawiać zarówno nad kwotą jak i intencjami zapraszających -
              czy aby nie zapraszają nas aby zrobić "tłum" i dostać więcej kopert, bo wszak
              wszyscy wiemy, że wesele na 100 i 150 osób robi się w zbliżonych kosztach. i
              pewnie stąd wynika po części opór przed wykosztowywaniem się na "sponsoring"
              takiego wesela. ale to tylko część problemu, większa część wynika chyba stąd, że
              ludzie nie lubią być do czegoś przymuszani a już w kwestiach finansowych
              szczególnie bywają drażliwi, poza tym wielu ludzi chce wierzyć, że nie zaprasza
              się ich dlatego, że przyniosą kopertę, tylko z czystej rodzinnej sympatii a sam
              prezent nie jest dla młodych taki ważny, chodzi o gest i wspólną zabawę. w
              momencie, gdy uświadamiają sobie, że cel organizacji wesela jest inny i ma
              czysto finansowy aspekt, to czują się tym obrażeni i reagują ... jak widać na
              forum! poza tym wielu ludzi dzisiaj ma problemy finansowe, niskie zarobki, różne
              wydatki, kredyty i sam fakt udziału w weselu (ubrania, buty, fryzjer, dojazd,
              nocleg) to dla nich wyzwanie finansowe, więc zwyczajnie ich nie stać na grubą
              kopertę. powinni zrezygnować z wesela? przecież często się zdarza, że ktoś chce
              zrezygnować a potem dzwonią młodzi lub ich rodzice i namawiają do przyjazdu, bo
              "goście nie dopisują a prezent nieważny". zresztą gdyby wszyscy rezygnowali, to
              dla kogo byłoby to wesele? dla samych zamożnych kuzynów i przyjaciół? a jeżeli
              oni oleją wesele, bo wcale nie są bliscy i też nie chcą się wykosztować? nie
              wszyscy mają wyłącznie zamożne rodziny, myślę że w kraju takim jak Polska wręcz
              przeciwnie, więc młodzi powinni się liczyć z możliwościami finansowymi gości i
              nie mieć nierealistycznych oczekiwań rodem z amerykańskich filmów.
              • 03.07.10, 23:42
                bifka napisała:
                >> bo wszak
                >> wszyscy wiemy, że wesele na 100 i 150 osób robi się w zbliżonych >> kosztach
                Co? Rzeczywiście koszty np. muzyki (zespołu, wodzireja) rozłożone na większa
                liczbę gości są mniejsze, ale koszt dominujący w organizacji wesela, czyli
                restauracja/dom weselny liczony jest od gościa i jest on w przypadku 150 gości o
                połowę wyższy w porównaniu ze 100 gośćmi - jakby nie liczyć nie chce być inaczej
                wink Podobnie jest z kosztami noclegu dla gości z daleka. Myślę raczej że
                organizacja wielkiego wesela wynika z (jeżeli już szukamy tych nieszlachetnych
                pobudek) chęci pokazania się jakąż to super imprezę organizujemy.
                Szczerze mówiąc to nie popieram skąpstwa w każdej postaci, i razi mnie ono
                zarówno u państwa młodych jak i u gości i w każdej innej sytuacji. Jak czytam
                teksty (bo, jak już pisałam nie spotkałam się osobiście - wszystko przede mną
                tongue_out) w stylu "młodych (czyli nastolatków, studentów - przypisek redakcji) nie ma
                sensu zapraszać z osobą towarzyszącą bo oni nie dadzą kasy, a co trzecia w tym
                roku dziewczyna 17-letniego kuzyna ma się bawić za moją kasę itp." to mi się nóż
                w kieszeni otwiera, podobnie jak słyszę teksty o sponsorowaniu wesela przez
                gości, jaki to ktoś poszkodowany, że został zaproszony etc.
                Jak już pisałam (a jestem na bieżąco, bo mnóstwo ślubów do około - jedno wesele
                w tym roku już za nami, cztery jeszcze przed - dopiero mnie pierony jedne na
                koszty narażają smile, a i własne wesele, skromne biorąc pod uwagę wielkość,
                zwłaszcza mojej rodziny, rok temu) żeby wesele "zwróciło się z kopert" jest
                prawie niemożliwe - trzeba by albo bardzo majętnych i hojnych gości albo bardzo
                kiepskiego wesela (np. ze starogardzką na stole i parówkami w roli dania
                głównego). Także ten aspekt finansowy to naprawdę wymysł, ale oczywiście masz
                racje, oczekiwanie, że rodzice 6 pociech czy też studiujący kuzyn szarpną się na
                tysiaka jest mocno nie teges.
                --
                Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
                nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

                — Jan Izydor Sztaudynger
                • 04.07.10, 14:21
                  O ile pamietam tamta dyskusje(choc moze pidszemy o dwoch roznych dyskusjach)
                  watek trzeciej dziewczyny 17 latka wyniknal z okazji tzw osob towarzyszacych i
                  terroru zapraszania tychze.
                  Tam nie chodzilo o koszty tylko o pojemnosc sali i nakaz zapraszania tylko OT
                  niezalenie od tego czy zaproszony jest w powaznym zwiazku czy nie.
                  Mnie sie na taki terror noz w kieszeni otwiera bo to jest nic innego tylko
                  generowanie wesel-spedow.
                  --
                  W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
                  podejrzane i niebezpieczne.
                  Compendium Medicum Actum (1789)
                • 04.07.10, 22:10
                  Niestety, twoje wyliczenia odnośnie kosztów wesela mnie nie przekonują,
                  wszystkie największe koszty typu sukienka/garnitur, limuzyna, zespół, wynajem
                  sali są takie same przy weselu i na 100 i na 200 osób, wzrasta tylko koszt
                  cateringu i alkoholu, ale to nie jest nawet 50 % kosztów, więc sens ekonomiczny
                  robienia większego wesela jest zachowany. Ale zgadzam się, że snobizm i chęć
                  "pokazania się" napędzają takie spędy w równym stopniu. Zupełnie nie wie czy
                  wesele może się zwrócić z kopert, czy to realne czy nie, ale wiem, że wiele osób
                  daje wyraz rozczarowaniu, że jednak się nie zwróciło albo przynajmniej że
                  ofiarowana młodym przez gości weselnych kwota jest za niska, równie często
                  słyszy się narzekania na te nieszczęsne ofiarowywane serwisy obiadowe i zegary
                  ze skóry - gdy aspekt materialny nie był ważny to młodzi nie marudziliby nad
                  prezentami, tylko oddali je do schroniska dla bezdomnych czy domu dziecka i po
                  sprawie, skoro żalą się na forach internetowych - to znaczy że się spodziewali
                  plazmy a dostali ściereczki i są rozgoryczeni. Dla mnie w organizacji wesela
                  powinien dominować motyw wspólnej zabawy i ugoszczenia bliskich - i tylko taki.
                  Jeżeli ktoś kalkuluje, przelicza, robi imprezę na którą go nie stać - jest
                  godzien potępienia i tyle.
                  • 04.07.10, 23:22
                    bifka napisała:
                    > wszystkie największe koszty typu sukienka/garnitur, limuzyna, zespół, wynajem
                    > sali są takie same przy weselu i na 100 i na 200 osób, wzrasta tylko koszt
                    > cateringu i alkoholu, ale to nie jest nawet 50 % kosztów, więc sens ekonomiczny
                    > robienia większego wesela jest zachowany.
                    Różne ludzie organizują wesela, ale z moich doświadczeń wynika, że największym
                    kosztem (jeszcze raz podkreślam u nas i naszych świeżo ochajtanych znajomych)
                    było coś co nazwałaś cateringiem, a ja nazywam wynajęciem sali, bowiem jakoś nie
                    spotkałam się z osobnym płaceniem za salę i osobnym płaceniem za jedzenie.
                    Excela nie będę szukać ale koszt ten stanowił około 80% kosztów ogólnie
                    poniesionych. Ale to wszystko już zależy od konkretnej imprezy o suknie można
                    mieć za 1 tys. jak i za 10 tys. podobnie garnitur, zespół, a samochód to w ogóle
                    można mieć swój lub znajomego. Pewnie stąd bierze się to moje 80% (jak nie więcej).
                    > Jeżeli ktoś kalkuluje, przelicza, robi imprezę na którą go nie stać - jest
                    > godzien potępienia i tyle.
                    Widzisz, zgadzam się w 100%, z tym że jednakowo nie trawię (jak już pisałam
                    wcześniej), gości którzy kalkulują, przeliczają zamiast iść na wesele i cieszyć
                    się z młodymi. Ogólnie skąpstwa nie cierpię.
                    Co do serwisów i zegarów nigdy nie dostałaś niezbyt trafionego prezentu którzy
                    leży sobie na dnie szafy? A jak ktoś nagle dostanie takich zapychaczy i
                    zbieraczy kurzu 20 sztuk? Stąd pewnie te utyskiwania.
                    --
                    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
                    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

                    — Jan Izydor Sztaudynger
                    • 05.07.10, 03:37
                      Skoro nie cierpisz skąpstwa, to dlaczego tylko u gości? Młodzi mogą być skąpi i
                      utyskiwać na te zegary i serwisy i wyciągać rękę po kasę i to twoim zdaniem nic
                      złego, tylko goście muszą być hojni? Ja niedawno byłem na weselu, na którym
                      młodzi z góry prosili żeby w ramach prezentu kupić zabawki i pluszaki, które
                      zostały ofiarowane zaprzyjaźnionemu domowi dziecka - to rozumiem jako brak
                      skąpstwa i piękny gest pary młodej, której autentycznie zależało tylko na
                      zabawie z zaproszonymi gośćmi i z góry olali te dobra, które mogliby dostać. I
                      taką postawę należy wspierać, zaś każdą sugestię o kasie w kopercie - tępić. Nic
                      dziwnego jednak, że wielu tego nie rozumie i nie czuje że są obciachowi i
                      mieszczańscy, podobnie jak wielu (pół Polski) głosuje na Kaczyńskiego niczego
                      się nie nauczywszy o nim po pierwszym razie! Trudno.
                      • 05.07.10, 08:47
                        framp napisał:
                        > Młodzi mogą być skąpi i
                        > utyskiwać na te zegary i serwisy i wyciągać rękę po kasę i to twoim zdaniem nic
                        > złego, tylko goście muszą być hojni?
                        framp przeczytaj jeszcze raz to co pisze, bo wyraźnie (i to niejednokrotnie)
                        napisałam, że skąpstwo, ze strony organizatorów wesela (np. tłumaczenia w stylu
                        że 17-letniego kuzyna nie zaproszę z osobą towarzyszącą, bo co się będzie jakaś
                        obca laska bawić za moją kasę, dobieranie gości według zasobności portfela itp.
                        podawanie kiepskiego jedzenia, żeby tylko było taniej) również jest nie do
                        przyjęcia. Ale niektórzy nigdy nie nauczą się czytać za zrozumieniem. Trudno!
                        --
                        Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
                        nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

                        — Jan Izydor Sztaudynger
                        • 05.07.10, 11:11
                          ok, masz rację, doczytałem się ... świetnie że się zgadzamy, że wesele winno się
                          robić bez finansowych podtekstów z obu stron.
            • 06.07.10, 23:39
              falka_85 napisała:
              > Jednakże, jako osoba zapraszana (obojętnie czy na wesele, czy na parapetówkę cz
              > y
              > na pierwsze urodziny dziecka) staram się dać adekwatny do okazji prezent, który
              > ucieszy obdarowywanego. Dlatego jak idę na zorganizowane na działce imieniny z
              > grillem i piwem to nie kupuję prezentu za 500zł bo solenizant się poczuje
              > nieswojo, ale jak idę na wesele (czy na 50 rocznicę ślubu dziadków) to nie daję
              > 100zł bo to prezent moim zdaniem nie adekwatny do okazji i tyle (co innego
              > oczywiście gdy kogoś nie stać, nie pracuje, dopiero się uczy, wtedy tańszy
              > podarunek czy ograniczenie się tylko do życzeń nie jest wielką ujmą).

              Czyli proponujesz coś w rodzaju procentu od dochodu. Im więcej ktoś zarabia, tym więcej musi rozdawać pieniędzy w formie prezentów. To brzmi jak podatekwink
              • 07.07.10, 10:02
                Wydaje mi się, że masz duży problem z czytaniem ze zrozumieniem. Nie napisałam
                nigdzie, że prezent ma być procentem od dochodu, wręcz przeciwnie - prezent ma
                być adekwatny do okazji. Co innego wręczę kumplowi, który organizuje imprezę na
                działce z okazji urodzin czy imienin - jakiś niezobowiązujący drobiazg. Drogi
                prezent, nawet jeżeli dla mnie, z finansowego punktu widzenia, byłby to pikuś
                jest nie na miejscu, bo kolega mógłby poczuć się zakłopotany: kiełbaski, grill i
                piwko a ja tu wyskakuje z prezentem za 500zł. Jeżeli jednak zostanę zaproszona
                na zjazd rodzinny z okazji 50 rocznicy ślubu dziadków podaruję coś
                porządniejszego, trwalszego a co za tym idzie droższego (chociaż pewnie zaraz
                okaże się, że półki sklepowe uginają się od porządnych i gustownych rzeczy po
                24,99zł wink. Wcale nie jako procent od dochodu jak sugerujesz, zwyczajnie
                uważam, że ranga wydarzenia, pociąga za sobą odpowiednią oprawę i to zarówno ze
                strony jubilatów (np. odpowiednie menu itd.) jak i zaproszonych gości (np.
                strój, prezenty itp.).
                Uważam jedynie, że bez przesady z tą adekwatnością, jeżeli ktoś jest w kiepskiej
                sytuacji materialnej to może kupić jakieś kwiaty, czekoladki, książkę itp. I to
                w zupełności wystarczy.
                --
                Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
                nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

                — Jan Izydor Sztaudynger
                • 07.07.10, 13:00
                  Obawiam się jednak, że ty masz problem z czytaniem ze zrozumieniem i w dodatku z pamięcią. Napisałaś:

                  > co innego
                  > oczywiście gdy kogoś nie stać, nie pracuje, dopiero się uczy, wtedy tańszy
                  > podarunek czy ograniczenie się tylko do życzeń nie jest wielką ujmą).

                  Czyli prezenty podług dochodów.
                  • 07.07.10, 14:14
                    plisowanko prezenty podług dochodów to byłyby wtedy gdybym napisała, że skoro X
                    zarabia 5tys. miesięcznie to powinien dać 500zł, a jak Y mają miesięcznie
                    dochodu 10tys. to powinni dać 1tys zł, a studentka Z ma na miesiąc 700zł to
                    powinna dać w prezencie 70zł. Nie nie uważam tak. Potrafię jednak zrozumieć
                    ludzi w kiepskiej sytuacji finansowej, których na odpowiedni prezent nie stać,
                    dlatego napisałam, że kwiaty czy czekoladki są w ich sytuacji zupełnie
                    wystarczające i na miejscu. Nie wiem czy naprawdę nie rozumiesz, czy tylko
                    udajesz? Może lepiej by było gdybym napisała, że każdy (nawet ciocia emerytka
                    czy kuzynka studentka) powinien dać prezent (czy pieniądze) za minimum 5 stów?
                    Chociaż pewnie najbardziej satysfakcjonowałby Cie zakaz dawania jakichkolwiek
                    prezentów, albo żeby w dobrym guście było dawanie rzeczy kupionych w sklepie
                    "wszystko po 4zł" wink
                    --
                    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
                    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

                    — Jan Izydor Sztaudynger
                    • 10.07.10, 20:45
                      Ja przeciwstawiam się rozumowaniu, że skoro ktoś dużo zarabia albo w ogóle zarabia, to powinien się wykosztować na prezent, a tylko osoba niepracująca może dać prezent symboliczny albo nie dać go w ogóle. Ja twierdzę - każdy człowiek niezależnie od tego ile zarabia i czy w ogóle zarabia może się ograniczyć do życzeń lub symbolicznego kwiatka. Prezenty o wartości materialnej nie są obowiązkiem gościa, niezależnie od jego sytuacji majątkowej.
        • 06.07.10, 19:39
          falka_85 napisała:
          > To, że koszty wesela zwracają się z "kopert" to w zasadzie nie możliwe,
          > przynajmniej ja nie znam nikogo komu by się zwróciły.

          Nawet jeśli założyć, że koszty wesela nigdy nikomu się nie zwrócą w 100%, to myślę, że w 80% już na pewno. To i tak nieźle, zważywszy, że impreza służy głównie nowożeńcom, to oni są w centrum jej zainteresowania i powstała ona według ich zamysłu. Jednym słowem organizują sobie dla siebie imprezę ponosząc jedynie 20% jej kosztów.

          Ponadto rzuciła mi się w oczy jeszcze jedna rzecz. Dlaczego w dobrym tonie są na różnych forach wątki o tym, jak tanio urządzić wesele (czyli jednym słowem oszczędzać na gościach, np. zmniejszając liczbę i jakość posiłków), a w złym tonie są rozważania jak goście mogą oszczędzić na nowożeńcach (np. dając gorsze prezenty lub nie dając ich w ogóle)?!
          • 06.07.10, 23:02
            plisowanka napisała:
            > To i tak nieźle, zważywszy, że impreza służy główni
            > e nowożeńcom, to oni są w centrum jej zainteresowania i powstała ona według ich
            > zamysłu. Jednym słowem organizują sobie dla siebie imprezę ponosząc jedynie 20
            > % jej kosztów.
            Jak to sobie organizują? Tych wszystkich ludzi zapraszają bo sobie organizują?
            Sobie to by było jakby zebrali kasę przed kościołem czy urzędem a zaraz potem
            pojechali sami imprezować, a wiesz ile klubów można we dwoje obskoczyć za koszty
            organizacji wesela? Także to tak zupełnie sobie nie jest. Trudno też aby w
            sprawie "zamysłu" robić wśród gości jakieś referendum, a że w centrum
            zainteresowania są nowożeńcy to chyba naturalne. Przecież wesele jest po to by
            świętować nowo zawarty związek małżeński.
            Dla mnie osobiście nie ma znaczenia, co młodzi zrobią z prezentem. Gdybym dawała
            jakiś przedmiot to miałabym nadzieję, że spodoba się i przyda, ponieważ zawsze
            daję kasę - mam nadzieję, że nowożeńcy dadzą jakoś radę wydać tongue_out a na co
            (wesele, meble do domu, podróż czy jakieś zupełnie prozaiczne artykuły, przepić
            też mogą) to już nie moja broszka.
            > Ponadto rzuciła mi się w oczy jeszcze jedna rzecz. Dlaczego w dobrym tonie są n
            > a różnych forach wątki o tym, jak tanio urządzić wesele (czyli jednym słowem os
            > zczędzać na gościach, np. zmniejszając liczbę i jakość posiłków), a w złym toni
            > e są rozważania jak goście mogą oszczędzić na nowożeńcach (np. dając gorsze pre
            > zenty lub nie dając ich w ogóle)?!

            Jak już pisałam skąpstwo zawsze jest w złym tonie. I skoro są skąpi goście to
            nie widzę powodu żeby nie miało być skąpych organizatorów przyjęć. Ale
            odróżnijmy skąpstwo od gospodarności. Jak ktoś szuka hurtowni gdzie można tanio
            kupić alkohol, albo zaproszeń na allegro to jest gospodarność. Jeśli jednak
            ktoś żyłuje na posiłkach, napojach itp. to z pewnością jest to niekulturalne,
            żeby nie powiedzieć chamskie zachowanie (Wesele w reżyserii Wojciecha
            Smarzowskiego przedstawia, w nieco przerysowany mam nadzieje sposób, takie
            wesele). Akurat aby wesele było udane nie można oszczędzać na jadle, napitku i
            muzyce (wodzireju).
            --
            Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
            nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

            — Jan Izydor Sztaudynger
            • 07.07.10, 09:52
              > Jak to sobie organizują? Tych wszystkich ludzi zapraszają bo sobie organizują?
              > Sobie to by było jakby zebrali kasę przed kościołem czy urzędem a zaraz potem
              > pojechali sami imprezować

              Nie udawaj niewiniątka. Termin wpływu gotówki ma znaczenie drugorzędne. Liczy się bilans aktywów i pasywów. Jeżeli ktoś mi po fakcie zwraca za coś pieniądze, to śmiało można utrzymywać, że impreza została zorganizowana na jego koszt.

              > a wiesz ile klubów można we dwoje obskoczyć za koszt
              > y
              > organizacji wesela?

              Skoro lubią imprezy we dwoje, to po co im ślub/wesele składające się ze 100 obserwatorów? Najwyraźniej kręci ich publiczność. Jakby w tym klubie chcieli wynająć obcych klakierów by się na nich gapili i wokół nich tańczyli, to zapłaciliby więcej niż niż za wesele wśród rodziny i znajomych z obowiązkowymi prezentami.

              Wesele to z założenia większa przyjemność dla nowożeńców niż dla gości. Więc to goście wyświadczają uprzejmość, że przychodzą, a nie odwrotnie. Stawianie im jakichkolwiek warunków, list prezentów czy cenników jest nieporozumieniem. Goście się obędą bez uczestnictwa w którejś już tam z kolei imprezie polegającej na oklaskiwaniu innych, natomiast nowożeńcy bez gości nie dodadzą swojemu "raz w życiu" ślubowi splendoru, na czym im najwyraźniej zależy.
              • 07.07.10, 10:29
                > Nie udawaj niewiniątka. Termin wpływu gotówki ma znaczenie drugorzędne. Liczy s
                > ię bilans aktywów i pasywów. Jeżeli ktoś mi po fakcie zwraca za coś pieniądze,
                > to śmiało można utrzymywać, że impreza została zorganizowana na jego koszt.
                plisowanko sama piszesz, że wesele nowożeńcom zwróci się w 80% (moim zdaniem
                mniejszej części), jakby zebrali kasę i nie robili wesela to bilans aktywów i
                pasywów mieliby na +100% a nie -20%, nie sądzisz? Ja nie mam poczucia, że wesele
                jest na mój koszt, daję tyle ile uważam za stosowne i od tej pory to już nie
                moje pieniądze, co kto sobie z nimi zrobi, jego sprawa.

                > Najwyraźniej kręci ich publiczność. Jakby w tym klubie chcieli wynaj
                > ąć obcych klakierów by się na nich gapili i wokół nich tańczyli, to zapłaciliby
                > więcej niż niż za wesele wśród rodziny i znajomych z obowiązkowymi prezentami.
                Widzisz, sedno sprawy. Wesele jest właśnie po to by rodzina i znajomi cieszyli
                się szczęściem nowożeńców i wspólnie świętowali tą chwilę (jak widzę tego typu
                stwierdzenia są Ci zupełnie obce, po twojemu to będzie, żeby "się gapili i wokół
                nich tańczyli").

                --
                Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
                nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

                — Jan Izydor Sztaudynger
                • 07.07.10, 13:10
                  falka_85 napisała:

                  > plisowanko sama piszesz, że wesele nowożeńcom zwróci się w 80% (moim zdaniem
                  > mniejszej części), jakby zebrali kasę i nie robili wesela to bilans aktywów i
                  > pasywów mieliby na +100% a nie -20%, nie sądzisz?

                  Ustaliliśmy, że pod pojęciem "zwrotu kosztów" rozumiemy pewną znaczną kwotę procentową. Nie czepiajmy się szczegółów. Jak ktoś mi zwróci 80% kosztów zakupu samochodu, to uznam, że kupiłam go głównie dzięki niemu. Nie będę się spierała, że "sama sobie kupiłam samochód". Podobnie z weselem.

                  > Widzisz, sedno sprawy. Wesele jest właśnie po to by rodzina i znajomi cieszyli
                  > się szczęściem nowożeńców i wspólnie świętowali tą chwilę (jak widzę tego typu
                  > stwierdzenia są Ci zupełnie obce, po twojemu to będzie, żeby "się gapili i wokó
                  > ł
                  > nich tańczyli").

                  Przecież ja w tym momencie przyjmuję perspektywę myślenia nowożeńców wymagających prezentów/pieniędzy. Niewątpliwie w takim wypadku traktują oni gości jak klakierów, nawet gdy się tego wypierają w żywe oczy. Ludzi ocenia się po zachowaniu, a nie po pustych słowach. Słowa są tanie i niekoniecznie prawdziwe.
              • 17.07.10, 22:41
                Plisowanka, ciekawe masz poglądy. A może odwiedziłabyś forum Ślub i wesele?
                Czasem Twój rozsądek dobrze by tam zadziałał : )
    • 02.07.10, 18:02
      Diabli wiedzą. Najlepiej dać jakiś drobiazg plus kopertę. Ale i tak
      mogą się obrazić,że za mało smile
      --
      Ja nie jestem jakimś chomikiem, k*rna, potrafię sama zdobywać pokarm. (c)R.
    • 02.07.10, 20:06
      i tylko biedne zaściankowe i nieokrzesane chamstwo coś takiego praktykuje,
      kulturalny człowiek wstydziłby się dać komuś zaproszenie z taką sugestią! Jeżeli
      dostaję zaproszenie na wesele, to rozumiem że mam obdarować państwa młodych
      prezentem, na jaki mnie stać i jaki uważam za stosowne im dać, ewentualnie
      wybrać coś z listy prezentów ślubnych, bo to jest rozsądny kompromis pomiędzy
      oczekiwaniami młodych a możliwościami finansowymi gości! Natomiast sugerowanie,
      że gość powinien "przynajmniej" dać tyle, aby się zwrócił koszt jego ugoszczenia
      jest chyba grubym nieporozumieniem - to młodzi ewentualnie ich rodzice robią
      wesele po to, aby w ich święcie towarzyszyli im bliscy ludzie a nie po to aby
      olśnić gości przepychem imprezy a potem wyciągać do nich rękę aby się do tego
      dorzucili! Wstydźcie się, jesteście naprawdę żenujący w swoim bezwstydzie
      wyciągania kasy pod pretekstem wspólnej zabawy!
      • 02.07.10, 21:04
        uknown napisał:

        > i tylko biedne zaściankowe i nieokrzesane chamstwo coś takiego
        praktykuje,
        > kulturalny człowiek wstydziłby się dać komuś zaproszenie z taką
        sugestią! Jeżel
        > i
        > dostaję zaproszenie na wesele, to rozumiem że mam obdarować
        państwa młodych
        > prezentem, na jaki mnie stać i jaki uważam za stosowne im dać,
        ewentualnie
        > wybrać coś z listy prezentów ślubnych, bo to jest rozsądny
        kompromis pomiędzy
        > oczekiwaniami młodych a możliwościami finansowymi gości! Natomiast
        sugerowanie,
        > że gość powinien "przynajmniej" dać tyle, aby się zwrócił koszt
        jego ugoszczeni
        > a
        > jest chyba grubym nieporozumieniem - to młodzi ewentualnie ich
        rodzice robią
        > wesele po to, aby w ich święcie towarzyszyli im bliscy ludzie a
        nie po to aby
        > olśnić gości przepychem imprezy a potem wyciągać do nich rękę aby
        się do tego
        > dorzucili! Wstydźcie się, jesteście naprawdę żenujący w swoim
        bezwstydzie
        > wyciągania kasy pod pretekstem wspólnej zabawy!
        A TY JESTES KOLTUNEM BEZ ELASTYCZNOSCI
      • 02.07.10, 22:53
        OO tłumaczenie podobne słyszałem ostatnio od gościa dającego ojcu kopertę z
        pociętymi gazetami.
      • 03.07.10, 08:12
    • 02.07.10, 20:46
      Na wesele obdarowuje się nowożeńców prezentem - takim jakim ty chcesz ich
      obdarować, więc obraz jest jak najbardziej na miejscu i nie powinnaś mieć
      dylematu co do niego. Jeżeli ktoś liczy na kasę - sam sobie wystawia świadectwo
      jakim jest człowiekiem, więc jeżeli młodzi skrzywią się na twój prezent, bo
      liczyli, że od ciebie - biednej studentki wyszarpią kasę na sfinansowanie swego
      wesela - to już wiesz: 1. jakim ludźmi są, 2. po co cię tak naprawdę zaprosili,
      3. jak potrafią być wdzięczni za to, że podjęłaś trud przygotowania się na ich
      święto, obdarowania ich prezentem i dojazdu na imprezę na drugi koniec Polski.
      Niestety, coraz częściej się zdarza, że wesele robi się licząc na to, że "się
      zwróci" i jest to podejście zupełnie - jak dla mnie - niedopuszczalne i
      świadczące jak najgorzej o młodych. Ja na takie wesela po prostu nie chodzę, bo
      nie jest moją intencją wykupywanie sobie wstępu na zabawę kopertą, jeżeli tak ma
      być - to ja wybieram imprezę w klubie. Nie jest tak, że to młodzi robią gościom
      łaskę zapraszając ich na wesele, żeby potem powybrzydzać na to co kto dał, czy
      aby nie za mało i nie za tanio i czy im się w ogóle opłaciło - wręcz przeciwnie,
      to goście robią łaskę angażując swój czas i pieniądze na uczestnictwo w weselu i
      młodzi powinni być im wdzięczni za przybycie nawet gdyby nic im nie dali, bo
      samo przybycie świadczy o ich dobrych intencjach dla młodej pary. Jeżeli ktoś
      myśli inaczej - niech spada na drzewo i kit im w oko a nie kopertę!
      • 03.07.10, 07:09
        Szczerze mówiąc jestem zaskoczona tak ostrą krytyką
        tych "wierszyków". Sama jestem przyszłą Panna Młodą i oboje z
        narzecoznym uznaliśmy, iż wierszyk będzie dobry bo nie trzeba będzie
        nikomu sugerować co byśmy chcieli. Takie sytuacje często są
        nezręczne dla obu stron. A tak wszystko jest jasno napisane.
        Oczywiście gdyby zdarzyła się sytuacja, że ktoś woli jednak prezent
        to dla mnie nie byłby to żaden problem. Na pewno nie liczę na jakiś
        zwrot finansowy z wesela. Wydaje mi się to w ogóle nie możliwe. Po
        prostu mamy wszystko co potrzebne: własne mieszkanie i cały sprzęt.
      • 03.07.10, 08:14
    • 02.07.10, 21:02
      OBRAZ MOZE SIE PODOBAC ALE NIE WIESZ BO NIE JESTES W ICH GLOWACH
      CHCA KOPERTE Z KASA DAK KOPERTE Z KASA PRZYNAJMNIEJ SA OTWARCI I
      WIEDZA CZEGO CHCA NIE MA NIC GORSZEGO JAK OTWIERANIE PREZENTU I
      UDAWANIE SZTUCZNEG ZACHWYTU
      • 02.07.10, 21:21
        lepiej po prostu nie jedź - nie zmusisz ich do udawania sztucznych zachwytów i
        kasę zaoszczędzisz, za którą pójdziesz sobie potańczyć gdzieś w klubie bez
        niepotrzebnych stresów - proste, prawda? a na wesele niech jeżdżą ci, których
        stać srać kasą dla młodych i obie strony będą zadowolone - młodzi nie będą mieli
        "niedochodowych" gości a ci pojadą nie będą obgadani jako sknery i zaszpanują na
        co ich stać.
    • 02.07.10, 22:34
      Skoro poprosili o kopertę to dlaczego koniecznie chcesz zrobić im na złość?

      Przy podanych przez Ciebie "parametrach" (o ile nie są nowobogackimi arogantami)
      wystarczy 50-200 zł.
      • 03.07.10, 10:16
        Wydaje mi sie ze laczycie dwie rzeczy- oczekiwanie panstwa mlodych ze wesele sie
        zwroci z optymalna dla nich forma prezentu.
        Jest jeszcze trzeci czynnik-mianowicie postawa gosci.
        O ile oczekiwanie ze wesele sie zwroci uwazam za niekulturalne to wybor
        prezentu w postaci gotowki juz nie.Sa rozne sytuacje-niekiedy mlodzi wszystko
        maja , niekiedy nie maja wlasnego mieszkania i nawet nie maja gdzie prezentow
        trzymac, bywa ze mieszkaja za granica i tak prezenty zostaja u rodzicow.W takim
        wypadku dawanie im czegos bez pewnosci ze na pewno jest potrzebne dowodzi
        bezmyslnosci-jestem zaproszona, kupuje wazon wg wlasnego gustu i to jest OK.
        Jest to brak empatii.
        Jedyne co mogloby byc lepsze to rozpowszechnienie wiesci o opcji
        gotowkowej-propaganda rodzinna jest duzo lepsza od wierszyka. A to ze ktos tam
        jakies sztucce kupi, to nieistotne, korzysci przewazaja.
        Goscie ktorzy sie poczuwaja do dawania takich a nie innych sum to jest sprawa
        zwyczaju. Jednakze nie uwazam, ze dobrym pomyslem na zwalczanie go jest dawanie
        byle jakiego prezentu na zasadzie-a na zlosc, za to, ze jestescie tacy pazerni i
        JA mam wasze wesele finansowac.
        --
        W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
        podejrzane i niebezpieczne.
        Compendium Medicum Actum (1789)
        • 04.07.10, 23:00
          nic dodać, nic ująć
          --
          _____________________________________
          Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów niema, tylko praca i praca....
          • 05.07.10, 12:46
            Dołączam się do tej opinii. Dodam jeszcze, że wierszyków nie lubię -
            są infantylne i najczęściej grafomańskie. Lepsza jest poczta
            pantoflowa. Poza tym żadne oczekiwania, czy to wierszowane, czy to
            pantoflowe, nie są bezwzględnie obligatoryjne. To tylko sugestia.
            Jeśli wątkodawczyni z góry zaplanowała podarowanie obrazu, mając
            pełną świadomość, że się spodoba, to niechże go podaruje.
    • 02.07.10, 22:50
      Organizacja wesela od 180zł wzwyż, daj w kopercie minimum 200zł.
      Ojciec więcej bierze za machnięcie 3x pędzlem do chlapania święconą wodą.
    • 03.07.10, 05:03
      Ja ślubów i wesel unikam, ot z prozaicznego powodu nie lubię wesel i ślubów. Rzekłbym że nawet bardzo.
      Problemu więc takiego nie mam jak autorka, ale czasem jak kogoś lubię
      i zapragnę kogoś obdarować podarkiem ślubnym to czasem właśnie
      powstaje taki dylemat.
      Czasami decyduję się na wręczenie parze młodej jakiegoś prezentu typu gustowna ramka lub zwyczajnie daje kasę, choć jest to pójście na
      łatwiznę. Natomiast jak ktoś zaznacza że chce kasę to dostaje kopertę
      i tyle.

      --
      Pozdrawiam
      Piotr Szymczak
    • 03.07.10, 11:08
      Nie sądziłam, że wątek trafi na główną, a tu proszę - i ponad 100 odpowiedzi.
      Ciekawa dyskusja się wywiązała. Konkludując - i nawiązując do mojego pierwszego
      posta - Ci akurat młodzi jak najdalsi są od materialistycznego podejścia do
      wesela i liczenia na to, że "się zwróci". Prośba o kasę wynika raczej - jak
      wspominałam - z tego, że ich życie przez kilka najbliższych lat będzie mocno "w
      rozjazdach", stąd i wszelkie "domowe" prezenty są bardziej problemem niż czymś,
      co się akuratnie przyda. W związku z tym pewnie dam kasę (talerzykowe 200 zł),
      do tego jakiś drobiazg, by w coś tę kasę włożyć (książka bądź mapa na podróż
      poślubną) i już smile
      • 03.07.10, 14:03
        joanna_joasiek napisała:
        > książka bądź mapa
        Koniecznie napisz jakąś fajną dedykację, takie książki po latach bardzo fajnie
        się przegląda, wspomnienia wracają...
        --
        Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
        nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

        — Jan Izydor Sztaudynger
        • 03.07.10, 14:28
          Tak właśnie zamierzam smile
          • 06.07.10, 19:19
            a ja wole dac kase.
            Nie mam wtedy problemu z kupnem prezentu.
            Nie jestem przekonana ze moj gust i wybrane przeze mnie prezenty
            beda podobac sie wiec po co marnowac czas i pieniadze?
            Mysle ze najlepszym przykladem jest moja tesciowa, ktora uwaza ze
            prezent to trzeba kupic od serca- no i kupila mojemu mezowi krawat,
            ktory gra melodyjke i swieci...bez komentarza.

            Podoba mi sie tez pomysl rejestracji prezentow- wydaje mi sie ze
            jest to dobra alternatywa dla koperty.
            --
            claps is for those who disagree.
            blog wlasny
            • 06.07.10, 21:21
              kinky5 napisała:

              > Mysle ze najlepszym przykladem jest moja tesciowa, ktora uwaza ze
              > prezent to trzeba kupic od serca- no i kupila mojemu mezowi
              krawat,
              > ktory gra melodyjke i swieci...bez komentarza.

              big_grin
              Na rozmowę kwalifikacyjną jak znalazł...
    • 13.07.10, 19:20
      Trzeba brac pod uwage tez okolicznosci. My z mezem mieszkamy zagranica, slub byl
      w Polsce a od chrzestnej dostalam duza szklana rzezbe...coz ani tego przewiezc
      bo ciezkie jak ch.... i jeszcze sie potlucze. Zostalo mi tylko usmiechnac sie i
      ladnie podziekowac a prezent stoi w piwnicy u rodzicow bo oni miejsca na takiego
      kolosa w swoim domu nie znalezli....
      • 21.07.10, 10:50
        Bardzo ciekawy wątek.

        A może trzeba postąpić tak: dostajemy zaproszenie na ślub + wesele w
        hotelu „Rusałka”. Dzwonimy do "Rusałki", dowiadujemy się, że koszt
        organizacji przyjęcia weselnego dla pary to 500 zł. I teraz tak:
        albo nas nie stać, lub nie mamy ochoty na imprezy – wtedy idziemy na
        sam ślub i uprzejmie odrzucamy zaproszenie na przyjęcie, albo nas
        stać i chcemy się zabawić w „Rusałce”. Wtedy idziemy na wesele, w
        kopercie dajemy 500 zł i swobodnie, będąc własnymi sponsorami,
        bawimy się niczym nie przejmując, a państwa młodych traktując jako
        organizatorów imprezy.

        Czy nasze 500 zł przeznaczą na zakup działki, czy zegara z kukułką –
        wcale nas to nie obchodzi…
        • 21.07.10, 11:15
          Cos takiego jak piszesz juz sie powoli zaczyna robic. Oczywiscie na weselach
          spedowych sa goscie rowni i rowniejsi. Ci rowniejsi to oczywiscie bardzo bliska
          rodzina, ktorej nie stac babcie i dziadkowie na cieniutkiej emeryturce, brat
          student itp. Ci za wstep placic nie musza. Od wszystkich innych spraszanych w
          ilosciach hurtowych 10 wodach po kisielu z OT oplaty za wstep sie oczekuje. Jest
          to przeciez nic innego jak rodzaj publicznego balu.
          --
          W każdym roku, wedlug przestrogi Homera i Padawana,są dni niektóre krytyczne,
          podejrzane i niebezpieczne.
          Compendium Medicum Actum (1789)
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.