Dodaj do ulubionych

Ekwilibrystyka ślubno-weselna

07.02.11, 12:43
Spotkałam się już drugi raz z sytuacją dzielenia gości weselnych i nie podoba mi się to. Wygląda to tak: para bierze ślub w kościele, następnie zaprasza rodziców, babcie, ciotki i wujów na obiad. Wieczorem natomiast, spotykają się z młodymi znajomymi w klubie w ramach "imprezy weselnej".
Co to za nowy zwyczaj? Czy rodzina i znajomi nie mogą razem uczcić, jak by nie było, publicznego ogłoszenia o zawiązaniu nowej komórki? Zawsze lubiłam na weselach właśnie to, że spotyka się kilka pokoleń.
Czy tylko ja mam z tym problem?
--
Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
Edytor zaawansowany
  • baba67 07.02.11, 13:17
    Odpowiem z punktu widzenia cioc i babc-jest to cudowny pomysl. SAma chetnie bym na taki obiad poszla zeby spotkac sie z rodzina. Nienawidze wesel spedow-napychania sie ponad miare (z nudow) glosnej muzyki, koniecznosci dotrwania do rana albo nie picia alkoholu przez kierowce, w koncu-wysokiego kosztu imprezy calonocnej, bo przeciez trzeba cos w tej kopercie dac, skoro sie mlodzi tak postawili. Oczywiscie mieszane wesela rodzinne sa mile, ale takie rozwiazanie to ulga dla starszych czlonkow rodziny. No bo gdzie jest napisane, ze nie mozna zaprosic mlodszej generacji wraz z przyjaciolmi?
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • stara_dominikowa 07.02.11, 13:37
    Babo, nie wpadajmy w skrajności. Wesele nie musi być hałaśliwym spędem. Można zrobić jeden obiad, ale dla wszystkich gości. Wydaje mi się po prostu, że jedną okazję powinniśmy świętować raz.
    W dodatku, dzieląc gości możemy po ślubie np. rozdzielić ciotkę Anastazję i jej córkę Beatę, które przyszły razem - wszak z Beatą się kolegujemy i chętnie zaprosimy ją do klubu. W czasie, kiedy ciotka Anastazja będzie spożywać obiad dla rodziny, Beata będzie czekać na nią w samochodzie i niecierpliwić się. Beatę możemy warunkowo obiadem podjąć, ale co z naszą wspólną koleżanką Anną? Anna wie, że Beata idzie i na obiad i do klubu i może poczuć się urażona... itd., itp.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • baba67 07.02.11, 15:27
    Oczywiscie, to zalezy od okolicznosci, wieku gosci, z jak daleka sa. Nie z kazda rodzina to wyjdzie, ale jesli wyjdzie to dlaczego nie ?Ja jestem za. Tradycyjne rodzinne wesela tez maja duzo uroku. O ile koncza ok 24 w cywlizowanym miejscu skad mozna dojechac do wygodnego lozka. To moj, starej ciotki, punk widzeniawink
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • nm.buba011 07.02.11, 13:33
    stara_dominikowa napisała:

    > następnie zaprasza rodziców, babcie, ciotki i wujów na obiad
    > (...)
    > Wieczorem natomiast, spotykają się z młodymi znajomymi w klubie

    - wujek może mieć lat 60, ale jego żona, narzeczona, sympatia czy OT... połowę tego.
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • stara_dominikowa 07.02.11, 13:39
    nm.buba011 napisał:
    > - wujek może mieć lat 60, ale jego żona, narzeczona, sympatia czy OT... połowę
    > tego.

    Taka sytuacja dodatkowo dodaje komizmu podziałowi. Chodzi o sztuczne dzielenie gości, którzy świętują z tej samej okazji.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • majaa 07.02.11, 15:41
    Też się już spotykałam z podobnymi sytuacjami, aczkolwiek nie był to podział w obrębie rodziny. Organizowano obiad czy nieco dłuższe przyjęcie dla rodziny, zarówno młodszych jak i starszych jej członków, natomiast dodatkowo państwo młodzi zapraszali na imprezę do klubu swoich znajomych z uczelni czy pracy.
  • baba67 07.02.11, 15:45
    To tez jest fajne rozwiazanie, zwlaszcza w sytuacji kiedy przyjecie dla rodziny jest uroczystoscia rodzinna a nie pedem balowym.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • nople 10.02.11, 08:52
    Dzięki temu i znajomi, i rodzina są swobodniejsi w swym własnym gronie. Ciotka czy wujek nie musi poznawać 10-ciu koleżanek panny młodej, za to chętnie porozmawiają np. z babcią ze strony pana młodego.
    --
    NOPLE.pl - nowy serwis bez skrajności
    Eko - przepisy, wiadomości ekologiczne, eko - gadżety i prezenty, zdrowe życie, eko- dziecko, ekologiczny dom
    Farbowanie włosów - bez chemii
  • stara_dominikowa 10.02.11, 14:55
    nople napisała:
    Ciotka
    > czy wujek nie musi poznawać 10-ciu koleżanek panny młodej, za to chętnie porozm
    > awiają np. z babcią ze strony pana młodego

    Oczywiście najpierw spytają Cię o pozwolenie...
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • burza4 07.02.11, 19:39
    Byłam na takim weselu za granicą - i uważam to za wystrzałowy pomysł.

    Niewątpliwą zaletą tego rozwiązania na rodzimym gruncie jest zwyczajnie - cena. Za wynajęcie klubu płaci się o niebo mniej, niż za weselicho, a nie sądzę, żeby starsze pokolenie odnalazło się w klubowych klimatach.
  • kora3 07.02.11, 21:05
    pierwszy u wielu młodych to zwyczajnie kasa. Tradycyjne weselisko kosztuje - i młoda pare (alno w czesci rodziców tejze ) a takze gosci. Prezent czy gotówka prezentwa na przyjecie mniejsze nie musi byc tak wystawna jak na wesle od południa do bialego rana. I nie chodzi na wet o to, czego młodzi oczekuja, a na ie stac gosci, którzy krepuja się isc ne mając na prezent yule ile "wyapada".

    riga sprawa to to, ze wesela lejace się wódla i serwowane scabowym co 2 gozruny pasuja młodym ludziom z rzadka, czesciej chyba nie obrazajac nikogo , na wsi + muzyczka typu "moja mała blondyneczko" Młodzui wola się bawic przyj innej muzyce, w innim miejsciu.
    Nie mam nic przwciw traducujnemu weselu, al wychodze z załozenia, ze to dzień la młodej pary, ciotki, wujkowie iyd juz się nabawili. smile Jesli ktos chce tradycyjnie, ok, ale nie deminizyjmy rizdielania zabawy
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 08.02.11, 07:59
    W pelni popieram. Korciu, nie gniewaj sie, ale ja bardzo lubie czytac Twoje posty a stan techniczny Twej klawiatury chyba pozostawia troche do zyczenia co mi te przyjemnosc nieco utrudnia, moze zatem jakas reka fachowcasmile?
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • kora3 08.02.11, 08:56
    Babo, juz z 500 razy wyjasniałam moje literówki. zrobie to 501 dla Ciebie, ale wierz mi, nie mam juz siłysmile
    Otóż moja klawiatura jest jak najbardziej sprawnasmile rzeczw tym kochana, ze ma mam w pracy edytor tekstu, który ma klawisze "podpisane" inaczej niz na rzeczywistej klawiaturze - prosto mówiąc: klawiatura jest jakby przesunięta u np. tam gdzie jest załozmy k, to ja mam g smile Nauczenie sie tego było poczatkowo b. trudne, ale dałam rade, tylko, ze ten kij ma dwa końcesmile ponieważ pisze bezwzrokowo (czyli nie patrzac na klawiature, zreszta z racji "dzienego" edytora patrzenie nic nie dałoby) to z kolei tridno mi "przestawić" suę na klawoature rzeczywistą. Szczególnie trudno, gdy jednoczesnie pisze ekst w tym edytorze u np. na forum, a to sie zdarza czesto. Przykro mi z powodu litrówek, ale czasem trudno mi na to cos poradzić, jesli mam wiecej zcasu to po prostu patze na klawiature realną i wtedy robie ich mniej, ale pisze bardzo wolno. smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 08.02.11, 10:49
    Acha. to glupio masz.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • kora3 08.02.11, 20:05
    na początku miałam horror z tą wirtualna klawiaturą, bo nie pamietałam jaka litera wirtualnie, jest podpisana pod jaką rzeczywistąsmile Podobno jesli pisze się w tym edytorze ro bardzo ułatwia prace składaczom tekstówsmile stąd taka "premia"smile

    próbowałam takej "nakładki" aplikacji, która w innych programach poza tym edytorem, też "przesuwała" klawiature, ale niestety powoduje ona zawieszanie się tychze programów, wiec niewiele daje smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • mallina 09.02.11, 23:43
    to moze w pracy po prostu pracuj?
  • kora3 11.02.11, 10:04

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • stara_dominikowa 09.02.11, 10:39
    kora3 napisała:

    > pierwszy u wielu młodych to zwyczajnie kasa. Tradycyjne weselisko kosztuje - i
    > młoda pare (alno w czesci rodziców tejze ) a takze gosci.

    Yyy... wesele kosztuje gości?? Robię przyjęcie na jakie mnie stać i zapraszam najważniejsze dla mnie osoby w liczbie, na jaką mogę sobie pozwolić.

    > riga sprawa to to, ze wesela lejace się wódla i serwowane scabowym co 2 gozruny
    > pasuja młodym ludziom z rzadka, czesciej chyba nie obrazajac nikogo , na wsi +
    > muzyczka typu "moja mała blondyneczko" Młodzui wola się bawic przyj innej muz
    > yce, w innim miejsciu.

    Dlaczego utożsamiasz wesele z tym z filmu Smarzowskiego? Znowu nie widzę argumentu za podziałem gości.

    > Nie mam nic przwciw traducujnemu weselu, al wychodze z załozenia, ze to dzień
    > la młodej pary, ciotki, wujkowie iyd juz się nabawili. smile Jesli ktos chce trady
    > cyjnie, ok, ale nie deminizyjmy rizdielania zabawy

    Aha, zapomniałam, teraz śluby są "naszą prywatną sprawą". Pomyśleć, że genezą ślubów jest rytuał przejścia - założenie nowej rodziny - świętowany ze społecznością w której żyjemy. A żyjemy wśród rodziny i znajomych. Argument, że wujkowie i ciotki "już się nabawili" jest równie dobry jak "już się nażyli".
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • nm.buba011 09.02.11, 12:26
    stara_dominikowa napisała:

    > Argument, że wujkowi
    > e i ciotki "już się nabawili" jest równie dobry jak "już się nażyli".

    - więcej, że jakoby chęć lub nie, do zabawy, nie jest wcale skorelowana z wiekiem, a raczej z temperamentem, nastrojem danego dnia. Całe szufladkowanie gości ma się przypadkowo do zasad s-v czy empatii.
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • majaa 09.02.11, 13:09
    stara_dominikowa napisała:

    > Aha, zapomniałam, teraz śluby są "naszą prywatną sprawą". Pomyśleć, że genezą ś
    > lubów jest rytuał przejścia - założenie nowej rodziny - świętowany ze społeczn
    > ością w której żyjemy. A żyjemy wśród rodziny i znajomych. Argument, że wujkowi
    > e i ciotki "już się nabawili" jest równie dobry jak "już się nażyli".

    Dobrze powiedziane, Dominikowasmile Proponuję pójść jeszcze dalej i w ogóle nie robić żadnego przyjęcia, w końcu jak ślub to prywatna sprawa pary, to co wujom, ciotkom i znajomym do tego. Jak się chcą zabawić, to niech sobie na dancing pójdąwink
  • stara_dominikowa 09.02.11, 13:19
    Wuj jest dobry jeśli w testamencie nas uwzględnił, a matka sprawdzi się jako maszynka do zajmowania się wnukami. A ślub to nasza prywatna sprawa i urządzimy go jak chcemy.
    wink
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • kora3 11.02.11, 11:19
    owszem, orgaizacja slubu, a po nim wesela, czy przyjecia to prywatna sprwa ludzi. Jedni chcą dyzego wesela i stac ich na to, inni nie chca, albo ich nie stac - proste.

    Poza naprawde najblizszymi osobami (rodzice, rodzeństwo, dziadkowie) ludzie mają czasem bardzo wuelu członków rodziny, którzy niekoniecznie są bliscu, ale wypada ich zaprosic, czy tez jak wolicie - nie wypada pominąc.

    Jesli tak np. jak u mojego kolegi - czujs ojciec na 4 rodzeństwa, a matka 3 - to już macie 14 osób samej najblizszej rodziny rodziców. A te ciotki i wujowie, czy tez stryjowie maja też dzieci, które też wypada zaprosic i liczba rosnie, nawet jesli z wujami, czy ciotkami oraz kuzynostwem nie ma sie kontaktu, poza sporadycznym. Nie chac pomijac nikogo tzeba zrobic weselisko na załozmy 100 osób z rodzin, a gdzie znajomi, przyjaciele obojga?

    Taki poslubny obiad "weselny" dla rodziny jest na pewno tańszy, niz podejmowanie wszystkich do białego rana.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 11.02.11, 13:54
    Ależ ja to wszystko rozumiemsmile I bynajmniej nie upieram się przy organizacji wielkiego weselicha "do białego rana", można oczywiście po ślubie zaprosić gości po prostu na obiad. Chodziło mi tylko o to, żeby ich nie dzielić na tych "ważniejszych" i "mniej ważnych"smile
  • kora3 11.02.11, 15:04
    na temat moim zdaniem. Ty to widzisz jako podzial na lepszych i gorszych, a ja na róznych, po prostu smile
    Tego rodzaju podzial jest dośc popularny i akceptowany np. na osiemnastkach. Dośc powszechne jest, że organizowane są z tej okazji dwie imprezy: rodzinna z udzialem dziadków, chrzestnych itd. i typowo młodziezowa. O dziwo tego nikt nie odbeira, jako "dziel;enia gosci", choć podział jest oczywisty.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 11.02.11, 15:45
    kora3 napisała:

    > na temat moim zdaniem. Ty to widzisz jako podzial na lepszych i gorszych, a ja
    > na róznych, po prostu smile

    Jeżeli ktoś tłumaczy organizację dwóch różnych imprez małą zasobnością portfela, a takie głosy pojawiały się w dyskusji, to niestety taki podział przychodzi na myślsmile I wcale bym się nie zdziwiła, gdyby w takich okolicznościach jakaś część gości tak to właśnie odebrała.


    > Tego rodzaju podzial jest dośc popularny i akceptowany np. na osiemnastkach. Do
    > śc powszechne jest, że organizowane są z tej okazji dwie imprezy: rodzinna z ud
    > zialem dziadków, chrzestnych itd. i typowo młodziezowa. O dziwo tego nikt nie o
    > dbeira, jako "dziel;enia gosci", choć podział jest oczywisty.

    Urodziny to urodziny, a wesele to wesele. To zupełnie inny "kaliber" i charakter uroczystoścismile
  • aiczka 11.02.11, 16:37
    > Ty to widzisz jako podzial na lepszych i gorszych,
    > a ja na róznych, po prostu smile
    >
    > Jeżeli ktoś tłumaczy organizację dwóch różnych imprez małą zasobnością portfela
    > , a takie głosy pojawiały się w dyskusji, to niestety taki podział przychodzi n
    > a myślsmile

    A mnie się jednak wydaje naturalne, że obie strony relacji wiedzą, jaka relacja je wiąże. Byłabym zakłopotana, gdyby na przyjęcie "dla najbliższych" zaprosił mnie ktoś, kogo sama na takie przyjęcie bym raczej nie zaprosiła. W przypadku większości znajomych czułabym się nie na miejcu także na weselu dla większej liczby gości. Z kolei obiad u rodziny jest dla mnie bardzo miłym zdarzeniem i nie przyszłoby mi do głowy narzekać, że to "tylko obiad".
  • kora3 11.02.11, 22:23
    Sa takie sytuacje, gdy zaproszenia na tego rodzaju impreze wprawia wrecz w zakłopotanie. Kiedtś mojego partnera (wraz z osobą towarzyszącą) zaprosił na wesele jego podwładny. Dodam, ze stosunku miedzy nimi nie były wcale zażyłe, ba nawet mniej niz bliskie- chłopak pracował 3 miesiace z nim. Przemuły człowiek, ale owo zaproszenie tylez nas zaskoczyło, co wprawiło w zakłopotanie. Ja go rozumiem - uznał,ze wypada zaproscic swego szefa, acz nie miało to znamion lizusostwa. Tylko, ze my mielismu prespektywe pójscia na impreze, gdzie bedą bliskie jemu u jego nowo poslunionej zonie osoby, a my tam jak kołki - nikogo nie znamy poza nim (ja to nawey jego nie znałam, a mój partner widział raz jego narzeczona, jak przyjecjała do pracy do narzeonego, zeby razem zaprosić) Na szczescie okazało sie, ze zaprosił też kolegę z pracy, z którym mój partner pracuje juz kilka lat i ja tez go znam i jego partenrkę. Ale mysle,ze lepiej byłob, gdyby zrobił jakiś grill, albo po prostu zaprisił szefa i kolegw na jakiegos drinka, nawet z os, twarzyszącymi, zamiast prosić na wesele. Nie byo niefajnie, ale jakoś tak ....no to ani dla mojego partnera bliska osoba, ani nawet dłigoletni pracownik.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • falka_85 12.02.11, 08:59
    > Ale mysle,ze lepiej byłob, gdyby zrobił
    > jakiś grill, albo po prostu zaprisił szefa i kolegw na jakiegos drinka, nawet z
    > os, twarzyszącymi, zamiast prosić na wesele.
    Po pierwsze to zawsze można grzecznie podziękować za zaproszenie i nie przyjść, mój brat odmówił kiedyś pójścia na imprezę bo został zaproszony bez OT. Po drugie może byłoby to lepsze rozwiązanie, pod warunkiem, że zaprosiłby nie w dzień wesela, tylko np. tydzień później (tylko trudno takiego grilla nazwać weselem). Bo trzymając się podziału na dwie imprezy weselne to ten weselny grill z szefem to powinien być przed czy w trakcie pierwszej części imprezy?
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • kora3 12.02.11, 12:42
    ewentyalny grill z ludźmi z pracy - oczywiscie, ze nie w terminie głowneho weselasmile
    pdmowic zaproszeniu mozna było, jasne.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.02.11, 13:18
    a nawet jak obiad jest okolo poludnia a grill wieczorem, to co?
    Rodzina jesli chce na grilla (jako kolacji moze przyjsc rowniez.Nie widze zadnych problemow poza ew technicznymi.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • kora3 12.02.11, 13:55
    niezaleznie od innych zasad sv, jest jeszcze taka, ze jesli nam : podtrzymywanie z kims stosunków towarzyskich, czas i rodzaj imprezy dowolnej, nie odpowiada to mozemy odmowic ale to nas wcale nie predystynyje do potepiania w czambuł zapraszajacego.

    Wbrew temu, co twuerdza niektórzy dzieli sie gosci nierzadko! Przykladem klasycznym są wspomniane osiemnastki, czy czasem - 21 urodziny. Znam wielu kydzi, którzy zaleznie od regionu robia imieniny "rodzinne" i "znajomosciowe". I nic w tym dziwnego. Zdarza się, ze na takowych pojawiają się ludzie podwojniesmile znaczy są i na tej i na tej smile Np bray mojej kolezanki zawsze bywa na jej imieninach "dla przyjaciół i znajomych", a na tych todzinnych też. Trudno, zeby dziewczyna zaprosiła do domu (spotym ale bez przesady) 30 ludzi, z pracy oraz najomych spoza niej u stłoczyła przy stole z todzicami, tesciami, dziecmi oraz sedziwa babcia, która liczy prawie 100 lat smile
    Nie mówie wcale, ze podział gosci jes konieczny. Na weselach tradycyjntch, gdzie zaprasza się i rodzine i znajimych, czy przyjaciół, goscie sami sie dzielą na "podgropu" i tyle.
    Ale jest mozliwy i nie ma w tym nic złego. Zasadą jesy, ze chatakter przyjecia ma być gosciom znany. Czyli mają wiedziec, czy po slubie ida na wesele, poslubny iroczysty obiad, czy też do domu przebrac się i wieczorem na geilla, do klubu, na dyskotekę. Nie wypada "badać" kto został zaproszony i na cosmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.02.11, 15:29
    Mozesz mi wskazac, do ktorej czesci mojej wypowiedzi sie odnosisz?
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • kora3 12.02.11, 15:38
    no ogólnie do tego, ze tlumaczysz ludziom w czem delo, a oni ni w zab, bo "nie wolno dzoelic gosci" smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.02.11, 16:01

    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • falka_85 12.02.11, 20:18
    Z tego co zrozumiałam to było tradycyjne wesele a nie obiad.
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • kora3 12.02.11, 20:22
    falka_85 napisała:

    > Z tego co zrozumiałam to było tradycyjne wesele a nie obiad.

    owszem było, ale moim zdaniem nie było potrzeby zapraszania nań szefa, z którym nie jest sie nlsiko zwiazanym, tym nardziej, ze w dwa tygodnie po weselu, młodzi zrobili impreze poweselna dla kolezeństwa z pracy pana młodeho i panny młodej. Uwazam, ze wystarczuło zaproszenie na to tylko, ale jak wspomniałam, nie chcielismy negatywnie "wyrózniac" chłopaka i na wesele poszlismy


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 12.02.11, 14:46
    kora3 napisała:

    > Sa takie sytuacje, gdy zaproszenia na tego rodzaju impreze wprawia wrecz w zakł
    > opotanie. Kiedtś mojego partnera (wraz z osobą towarzyszącą) zaprosił na wesele
    > jego podwładny. Dodam, ze stosunku miedzy nimi nie były wcale zażyłe, ba nawet
    > mniej niz bliskie- chłopak pracował 3 miesiace z nim. Przemuły człowiek, ale o
    > wo zaproszenie tylez nas zaskoczyło, co wprawiło w zakłopotanie.

    Ale dlaczego w zakłopotanie? Czyżby na zaproszeniu nie podano terminu potwierdzenia i zapraszający domagał się natychmiastowej decyzji?


    Ja go rozumie
    > m - uznał,ze wypada zaproscic swego szefa, acz nie miało to znamion lizusostwa.
    > Tylko, ze my mielismu prespektywe pójscia na impreze, gdzie bedą bliskie jemu
    > u jego nowo poslunionej zonie osoby, a my tam jak kołki - nikogo nie znamy poza
    > nim (ja to nawey jego nie znałam, a mój partner widział raz jego narzeczona, j
    > ak przyjecjała do pracy do narzeonego, zeby razem zaprosić) Na szczescie okazał
    > o sie, ze zaprosił też kolegę z pracy, z którym mój partner pracuje juz kilka
    > lat i ja tez go znam i jego partenrkę.


    Skoro mieliście takie dylematy, to można było przecież grzecznie odmówić, jak to radzisz innymwink W tej sytuacji z pewnością nie byłoby problemu z jakąś dyplomatyczną wymówką.


    Ale mysle,ze lepiej byłob, gdyby zrobił
    > jakiś grill, albo po prostu zaprisił szefa i kolegw na jakiegos drinka, nawet z
    > os, twarzyszącymi, zamiast prosić na wesele.


    Czy faktycznie byłoby lepiej, tego nie wiemy. Firmowe imprezy też bywają drętwe. Poza tym patrzysz tylko ze swojego punktu widzenia. Postaw się na miejscu tego chłopaka, on przecież ledwo zaczął tę pracę, czy chciałabyś świętować swój ślub z grupą praktycznie zupełnie obcych ludzi?


    Nie byo niefajnie, ale jakoś tak
    > ....no to ani dla mojego partnera bliska osoba, ani nawet dłigoletni pracownik.
    >

    Czyli nie żałujeszsmile Widać, że chłopakowi zależało na dobrym samopoczuciu wszystkich gości. Mimo iż nie znał Was zbyt dobrze, zadbał, byście nie czuli się osamotnieni i mieli szansę miło spędzić czas.
  • kora3 12.02.11, 14:58
    majaa napisała:
    .
    >
    > Ale dlaczego w zakłopotanie? Czyżby na zaproszeniu nie podano terminu potwierdz
    > enia i zapraszający domagał się natychmiastowej decyzji?

    nie wszystkim i nie zawsze chodzi tylko o "formalnosci". Kazdemu zaproszenu zawsze mozna odmowicsmile Ba , sa takie sytuacje, kiedy WYPADA odmówicsmile Ale czasem jest tak, ze masz swiadomsc, ze odmowa sprawu komus wielka przykrosc, a nie chcesz tego czynic, bo np. Twoje zakłopotanie bedzie mniejsze, niz przykrsc dla zapraszajacego

    > Skoro mieliście takie dylematy, to można było przecież grzecznie odmówić, jak t
    > o radzisz innymwink W tej sytuacji z pewnością nie byłoby problemu z jakąś dyplom
    > atyczną wymówką.

    Ależ gdyby to był dla nas ogrony problem, to pewnie odmowilibyśmy, na przyklad, jesliby takie wesele było daleko. Odmówic mozna zawszesmile jak napisałam wyzej, czasem człowiek nie chce odmawiac, zeby nie czynic przykrosci zapraszajacemu.

    >
    > Czy faktycznie byłoby lepiej, tego nie wiemy. Firmowe imprezy też bywają drętwe
    > . Poza tym patrzysz tylko ze swojego punktu widzenia. Postaw się na miejscu teg
    > o chłopaka, on przecież ledwo zaczął tę pracę, czy chciałabyś świętować swój śl
    > ub z grupą praktycznie zupełnie obcych ludzi?
    >
    alez postawiłam się na jego miejscu i latego poszlismy na to wesele. smile Co do swietowania z obcymi ludźmi smile - przeciez nie miałam namysli tego, zeby ZAMIAST wesela zrobił impreze dla ludzi z pracu, tylkoto, ze mógł tych ludzi podjąc w innym terminie i formie smile
    Z kolei rozumiem, ze niektórzy mają taka traducje, ze szefa na wesele się zaprasza, bez wzgledu na to, czy sie z nim pracuje 10 lat i jest w zazyłych stosunkac, czy 3 miechy i praktycznmie go nie znasmile Chciał, zaprosił, poszlismy smile

    >
    > Czyli nie żałujeszsmile Widać, że chłopakowi zależało na dobrym samopoczuciu wszys
    > tkich gości. Mimo iż nie znał Was zbyt dobrze, zadbał, byście nie czuli się os
    > amotnieni i mieli szansę miło spędzić czas.

    wiesz co - ani szczególnie zadbał, ani zaniedbał - o tak powiem. Jestem, w odróznieniu od mego partnera, osoba latwo nawiazująca kontaktysmile , wiec i tym razem nie miałam z tym problemu, a co zrozumiale, poprzez to i mój partner poznał te osoby, które ja poznalam ( z jedna ara stamtad nawet mamy dosc zazyłe stosunku towarzyskiesmile). Młoda para na pewno sie starała, zeby goscie dobrze się bawili, ale ze wesele było na ok. 200 osób, to zrozumiałe, ze nie mogła nikogo sczególnie "niańczyć", wiec ze tak powiem, niekoniecznie zalezało to od młodych, ze sie akurat dobrze bawilismy.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 12.02.11, 15:34
    kora3 napisała:

    > nie wszystkim i nie zawsze chodzi tylko o "formalnosci". Kazdemu zaproszenu zaw
    > sze mozna odmowicsmile Ba , sa takie sytuacje, kiedy WYPADA odmówicsmile Ale czasem j
    > est tak, ze masz swiadomsc, ze odmowa sprawu komus wielka przykrosc, a nie chce
    > sz tego czynic, bo np. Twoje zakłopotanie bedzie mniejsze, niz przykrsc dla zap
    > raszajacego
    >


    Czyli rozumiem, że jednak nie żądał odpowiedzi "tu i teraz". A co do sprawiania przykrości, to nie przesadzajmy, nie sądzę, żeby Wasze dyplomatyczne, sensowne wymówienie miało mu aż tak totalnie zepsuć humorwink Na pewno było mu miło, że byliście, ale gdyby nie, to pewnie też zbytnio by tego nie przeżywał. W końcu, jak sama zauważyłaś, z Twoim partnerem znali się bardzo krótko, ale pewnie uznał, że szefa po prostu wypada zaprosić i tyle.


    > alez postawiłam się na jego miejscu i latego poszlismy na to wesele. smile Co do s
    > wietowania z obcymi ludźmi smile - przeciez nie miałam namysli tego, zeby ZAMIAST
    > wesela zrobił impreze dla ludzi z pracu, tylkoto, ze mógł tych ludzi podjąc w i
    > nnym terminie i formie smile


    Ja też nie miałam na myśli, żeby ZAMIAST. On pewnie W OGÓLE nie miał ochoty robić osobnej imprezy dla gromady obcych, i wcale mu się nie dziwię.


    > wiesz co - ani szczególnie zadbał, ani zaniedbał - o tak powiem.

    smile A dlaczegóż to miał dbać jakoś szczególnie?wink Wystarczyło, że zadbał zwyczajniesmile


    Jestem, w odró
    > znieniu od mego partnera, osoba latwo nawiazująca kontaktysmile , wiec i tym razem
    > nie miałam z tym problemu, a co zrozumiale, poprzez to i mój partner poznał te
    > osoby, które ja poznalam ( z jedna ara stamtad nawet mamy dosc zazyłe stosunku
    > towarzyskiesmile). Młoda para na pewno sie starała, zeby goscie dobrze się bawili
    > , ale ze wesele było na ok. 200 osób, to zrozumiałe, ze nie mogła nikogo sczegó
    > lnie "niańczyć", wiec ze tak powiem, niekoniecznie zalezało to od młodych, ze s
    > ie akurat dobrze bawilismy.
    >

    Wystarczy, że młodzi stworzą odpowiednie warunki do dobrej zabawy, "niańczyć" już nie muszą, ani przede wszystkim nie są w stanie i domaganie się tego od nich źle świadczyłoby o gościach.
  • kora3 12.02.11, 15:48
    majaa napisała:

    >
    > Czyli rozumiem, że jednak nie żądał odpowiedzi "tu i teraz".

    oczywiscie, ze nie - a gdzies taka sugesria padla?smile


    Na pewno było mu miło, że b
    > yliście, ale gdyby nie, to pewnie też zbytnio by tego nie przeżywał. W końcu, j
    > ak sama zauważyłaś, z Twoim partnerem znali się bardzo krótko, ale pewnie uznał
    > , że szefa po prostu wypada zaprosić i tyle.

    no owszem ta wlasnie było - uznal, ze wypada, sa srodowska, jak wspomnialam, gdzie zaprasza się szefa obligatoryjnie. Pewnie by się nie powiesił, gdybyśmy nie poszli, tylko MY uznalismy, ze WUPADA pójsc, tym bardziej, ze w odstepie wczesniejszego pół toku bylismy na dwóch weselach jego pidwładnych mego partnera. Tyle, ze co podwadni pracuja z nim juz od kilku lat i znamy sie dobrze. Zostalismy na nie zaproszeni pewnie bardziej jako znajomi po prostu dobrzy, a nie pryncypał z os tow smile ale mimo to nie chcielismy "wyrózniac" tego pracownika odmową.

    >
    >
    > Ja też nie miałam na myśli, żeby ZAMIAST. On pewnie W OGÓLE nie miał ochoty rob
    > ić osobnej imprezy dla gromady obcych, i wcale mu się nie dziwię.

    Ależ ja też smile obowiazku nie ma - ani zaprazania szefa, ani imprezy "dla kolegów z pracy" post factum. Tul,ze ten chłopak zrobil takowa impreze dwa tygodnie po wesellisku smile


    >
    > smile A dlaczegóż to miał dbać jakoś szczególnie?wink Wystarczyło, że zadbał zwyczaj
    > niesmile

    Oj kobieto, czepuasz się słow. Nie oczekuje , ze ktoś "szczególnie zadba" - miałam na mysli to, ze z racji liczny gosci młoda para IKOGO nie miała szans otaczac jaką s "szczególna opieką" i to zresztą normalne. Zasygerowalas, jakoby własnie jakos szczególnie zadbano o nasze dobre samopoczucie, tak to odebrałam - tak nie było i nie oczekiwalismy bynajmniej smile

    > >
    >
    > Wystarczy, że młodzi stworzą odpowiednie warunki do dobrej zabawy, "niańczyć" j
    > uż nie muszą, ani przede wszystkim nie są w stanie i domaganie się tego od nich
    > źle świadczyłoby o gościach.

    Ale ktos sie domagał?smile Bo nie przypominam sobie smile
    mam wrazene, ze nie wiedziec czemu i po co, powtarzasz oczywistosci smile
    Mlodzi zadbali o gosci dobrze: bylo zrózniciwane jedzenie, takaz muzyka, podchodzili do kadego stołu. Co wiecej mieli zrobići kto miałby od nich wiecej wumagac? sa ludzie, którzy łatwo nawiazuja kontakty, sa tacy, którzy trudniej - nie ma na to sposobusmile_

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • nm.buba011 12.02.11, 16:02
    kora3 napisała:

    > Oj kobieto, czepuasz się słow.

    - bardzo nie na miejscu zwrot, charakteryzujący irytację i brak opanowania.
    Nie zgodny z s-v.
    Do mężczyzny, przeciwstawnie wykrzykujemy... człowieku.
    Kobieto! to również okrzyk seksistowski, odczłowieczający, w kontekście powyższego.
    Warto o tym pamiętać, robiąc wykłady z asertywności czy sofistyki i s-v.

    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • majaa 12.02.11, 16:05
    kora3 napisała:

    > no owszem ta wlasnie było - uznal, ze wypada, sa srodowska, jak wspomnialam, gd
    > zie zaprasza się szefa obligatoryjnie. Pewnie by się nie powiesił, gdybyśmy nie
    > poszli, tylko MY uznalismy, ze WUPADA pójsc, tym bardziej, ze w odstepie wczes
    > niejszego pół toku bylismy na dwóch weselach jego pidwładnych mego partnera. Ty
    > le, ze co podwadni pracuja z nim juz od kilku lat i znamy sie dobrze. Zostalism
    > y na nie zaproszeni pewnie bardziej jako znajomi po prostu dobrzy, a nie pryncy
    > pał z os tow smile ale mimo to nie chcielismy "wyrózniac" tego pracownika odmową.

    Szkoda, że od razu tego nie napisałaś, bo wszystko byłoby jasne. Chłopak, zapraszając Was, po prostu dopasował się do firmowej tradycji, bez roztrząsania ile czasu się znacie. To chyba dobrze o nim świadczy. A to, że go nie "wyróżniliście" - o Wassmile


    > Ależ ja też smile obowiazku nie ma - ani zaprazania szefa, ani imprezy "dla kolegó
    > w z pracy" post factum. Tul,ze ten chłopak zrobil takowa impreze dwa tygodnie p
    > o wesellisku smile
    > >

    To w takim razie ja już kompletnie nie wiem, o co Ci chodziło z tym grillem???


    > Oj kobieto, czepuasz się słow. Nie oczekuje , ze ktoś "szczególnie zadba" - mia
    > łam na mysli to, ze z racji liczny gosci młoda para IKOGO nie miała szans otacz
    > ac jaką s "szczególna opieką" i to zresztą normalne. Zasygerowalas, jakoby włas
    > nie jakos szczególnie zadbano o nasze dobre samopoczucie, tak to odebrałam - ta
    > k nie było i nie oczekiwalismy bynajmniej smile
    >

    smile No to się nie zrozumiałyśmysmile

  • kora3 12.02.11, 16:18
    majaa napisała:
    >
    > Szkoda, że od razu tego nie napisałaś, bo wszystko byłoby jasne. Chłopak, zapra
    > szając Was, po prostu dopasował się do firmowej tradycji, bez roztrząsania ile
    > czasu się znacie. To chyba dobrze o nim świadczy. A to, że go nie "wyróżniliści
    > e" - o Wassmile

    ja mysle, ze dostosował się do jakiejs swoje traducji, bo w czasie, gdy iczestniczylismy w weselach pozostałych - on jeszcze nie pracował z moim partnerem. Nie ma tez tam jakiejś "formowej" tradycji tego rodzaju, bo było u tak, ze nie był zapraszany na wesela innych pracownikow i nic się nie działosmile

    ale to bez znaczenia. uznalismy, ze skoro gosc nas zaprasza, nieładnie byłoby nowiego pracownika "wyrózniac" omawiajac i tyle

    >
    > To w takim razie ja już kompletnie nie wiem, o co Ci chodziło z tym grillem???

    O to, ze nie bedac w zazyłych stosunkach z szefem ( w odróznieniu od jego dwóch kolegów biorących sluby wczesniej, którzy go zaprosili, o czym ten nowozeniec wiedział, albo nie) mógł go zaprosic tyljo na te poweselną juz impreze dla ludzi z pracy, a niekoniecznie na wesle

    > > nie jakos szczególnie zadbano o nasze dobre samopoczucie, tak to odebrała
    > m - ta
    > > k nie było i nie oczekiwalismy bynajmniej smile
    > >
    >
    > smile No to się nie zrozumiałyśmysmile

    Zdaarza się smile nic się przecież nie dzieje smile

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 11.02.11, 22:06
    mnie taki podział nie prztchodzi wcale do głowy, ze na obbiad to ci "lepsi", a na impreze w klubie"gorsi". No chyba, ze ktos swa "lepszosc" czy "gorszosc" przelicza literalnie na gotówke, to mu moze wyjdzie np. ze taki oboadek pare groszy droższy od zaproszenia do klubu i juz jest "urazony" Wg mnie najwazniejsze jest, ze taka panna młoda, czy pan młodu chce z nami swietowac swój slub, a nie czy zaprosi ti czy tam. Jasne,ze zaraz padnie argiment, ze moze zrobić skromniej, ale wszystkich naraz Pewnie moze, ale silą rzeczy bedzie musiał/ła pomijac ludzi, których pomijać nie moze, albo nie chce, a dwa, ze młodsze towarztstwo moze nie krecic tak bardzo nawet wystawny obiadek w restauracji, jak wspólna zabawa w klubie smile
    Moim zdaniem to szukanie dziury w całym jest. Tak na dobrą sprawe, to goscia guzik obchodzi gdzie zapraszający zaprosił innych Jesli mu zaproszenie odpowiada, przyjmuje, jesli nie, nie przyjmuje, a nie weszy co, gdzie kogo i dlaczegio. Zaproszenie na obiad po slubie jest jednoznaczne - nie udzie o wesele z tańcami do rana, tylko o uroczysty obiad Co potem beda robic nowożeńcy i z kim, to powinno guzik obchodzic "obiaowego" goscia. I odwrotnie - jesli ktos uwaza, ze niegodne jego wspaniałej osoby jest zaproszeniego na zabae w klubie wieczorem, to grzecznie odmawia i nie komentuje

    Co do osiemnastki, powiada moja przedmówczyni, ze to inna okazja. No niby tal, ale to wazne urodzuny, wejscie w doroslosc, a jednak przyjete sa "podziały" wiekowe gosci a i sposób podejmowania i nikt sie nie zzyma. Zwyczajnie niektórzy ludzie oczekują, ze sie zawsze bedzie robiło tak, jak oni chca i jak robia inni, ale niektórzy sie wyłamuja i dobrze. Jesli słysze, ze ktoś bierze kredyt spory, zeby zrobić wesele i zaprosic wszystkie ciotki wujków i nie widzianych od 10 lat kuzynów, to przypomina mi sie sarmacka Rzeczpospolita - zastaw się, a postaw się. skoro ktos chce to ok, ale jesli to wina presji na młoda pare to jestem przeciwna.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.02.11, 15:32
    No i w pelni sie z Toba zgadzam.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • baba67 11.02.11, 18:52
    Ale kazdy dorosly, rozsadny czlowiek rozumie, ze pewnych osob jest wazniejszy a drugich mniej waznym. Przeciez zupelnie absurdalne jest zarzucanie kolezance z pracy , ze zaprosila osoby z rodziny (i to na dodatek nie wszystkie) na obiad a mnie na grilla. mam sie obrazac ze nie traktuje mnie jak najblizsza krewna? Bylabym zaszczycona ze zostalam zaproszona w ogole bo to znaczy ze chce swietowac takze ze mna.
    W takich rozwiazaniach widze problemy techniczne ale nie widze powodu do obrazania sie.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • nm.buba011 11.02.11, 19:09
    baba67 napisała:

    > W takich rozwiazaniach widze problemy techniczne

    - 60-letnią koleżankę z pracy (utykającą - więc nie tańczy zgrabnie), do którego segmentu... zakwalifikujesz. Kwestia oczywiście... techniczna.
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • majaa 12.02.11, 14:27
    To nawet nie chodzi o obrażanie, Babo, ani o to, że koleżanka z pracy pretenduje do roli krewnej, bo z pewnością tak nie jest. Ale czy to oznacza, że przy każdej możliwej okazji trzeba to podkreślać? Jeśli ktoś organizuje osobną imprezę z okazji ślubu załóżmy tydzień czy dwa później i zaprasza na nią np. przyjaciół z koła jeździeckiego, to wszystko OK. Ale dwa różne gatunkowo przyjęcia tego samego dnia, do których przydziela się ludzi według nazbyt oczywistych kryteriów..., no cóż, dla mnie to nie jest szczyt elegancji.
  • kora3 12.02.11, 14:44
    kogo kiedy i na co zaprosił zapraszający go na daną impreze. Nie uwazasz?

    Powiedz mi, czy ustnieje jakis kanon, który mówi, CO i Z KIM maja robić nowozeńcu no zakończeniu uroczystego spotkania poslubnego, przy załozeniu oczywiscie, ze nie ejst to wesele do rana? smile
    Przyznam się, ze ja takiego kanonu nie znam. Czy maja prawo idsc do domu, do hotelu, na dyskoteke, wyjechac sobie gdzies? Moim zdamiem - mają Jedyne co, to nie powini opuszczać gosci, ale jesli impreza jest SKONCZONA to UCh sparwa co i z kim bedą robić przez reszte dniam wieczoru, czy nocy.
    Uroczysty obiad załozmy o godzinie 16. nie pezekresla zobowiazań towarzyskich na wieczór, nieprawdaż? To od zapraszajacych zalezy forma i czas imporezy, na jaką zapraszają. Gosciowi moze to odpowiadac, albo nie, jesli nie dziekuje bardzo za zaproszenie.

    Goscie też miewają podwojne zaproszenia, z których czasem rezygnuja, a czasem nie Miałam taką sytuację: córeczka przyjaciółki, bardzo bliskie mi dziecko, które znam od maleńkosci miało komunię. Chrzestna dziecka od lat mieszka a granicą, chrzesniaczka się nie interesuje. Ja "robie" za chrzestną smile z pokrewieństwa ze tak powiem dusz. zostałam naturalnie zaproszona na komunię, a dokładnie tego samego dnia, o tej samej godzinie, ylko w innym kosciele w tym miescie komunie miała dziewczynka, kyórą poznałam ze tak powiem zawodowo. Duzo pomagałam tej rodzinie, która duzo przeszła. Tez soatałam zaproszona. Mogłam odmowic zaproszeniu na te drugą impreze, ale nie chcialam, chcialam być z tym dzieckiem w takim dniu, choc przez chwilke. Wiec do koscioła poszłam do córki przyjaciółki, potem na poczatek imprezy w lokalu, a potem dyskretnie wyszłam, podjechałam do likalu, gze była druga komunia, wysciskałam dziecko, dałam podarunek komunijny, posiedziałam godzinke i wróciłam na impreze u córki przyjaciółki.
    Pewnie to nie było zgodne z sv, bo powinnam odmówic dtugą impreze w ogóle, odwiedzic dziecko w innym terminie, ale wiedzialam, ze doa tych ludzi moja obecnosc, nawet któtka, była wazna.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.02.11, 15:27
    Gdzie ja pisalam cos o jakims badaniu?
    Bede wdzieczna za linka, moze mam poczatki schizy?Albo kompletnej sklerozy?
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • kora3 12.02.11, 15:51
    wszak u mnie wtraźnie widac, ze mój ost jest prawidłowo: pod postem Majii.
    Czyżby u Ciebie inaczej drzewko pokazywało?
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.02.11, 16:04

    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • majaa 12.02.11, 15:50
    kora3 napisała:

    > kogo kiedy i na co zaprosił zapraszający go na daną impreze. Nie uwazasz?


    Ależ do tego wcale nie potrzeba żadnego śledztwa. Przecież na ślubie spotyka się pokaźne grono znajomych, którzy ze sobą rozmawiają i takie rzeczy po prostu są wiadome. Zwłaszcza jak na dwie osobne imprezy parceluje się członków jednej rodzinysmile

    >
    > Powiedz mi, czy ustnieje jakis kanon, który mówi, CO i Z KIM maja robić nowozeń
    > cu no zakończeniu uroczystego spotkania poslubnego, przy załozeniu oczywiscie,
    > ze nie ejst to wesele do rana? smile
    > Przyznam się, ze ja takiego kanonu nie znam. Czy maja prawo idsc do domu, do ho
    > telu, na dyskoteke, wyjechac sobie gdzies? Moim zdamiem - mają Jedyne co, to ni
    > e powini opuszczać gosci, ale jesli impreza jest SKONCZONA to UCh sparwa co i z
    > kim bedą robić przez reszte dniam wieczoru, czy nocy.
    > Uroczysty obiad załozmy o godzinie 16. nie pezekresla zobowiazań towarzyskich n
    > a wieczór, nieprawdaż? To od zapraszajacych zalezy forma i czas imporezy, na ja
    > ką zapraszają. Gosciowi moze to odpowiadac, albo nie, jesli nie dziekuje bardzo
    > za zaproszenie.
    >

    Ale my tutaj mówimy nie o jednym, ale o dwóch spotkaniach poślubnych (a może raczej o dwóch częściach jednego spotkania) i na przydzielaniu gości do jednego bądź drugiego. To inna sytuacja.


    > Goscie też miewają podwojne zaproszenia, z których czasem rezygnuja, a czasem n
    > ie Miałam taką sytuację: córeczka przyjaciółki, bardzo bliskie mi dziecko, któr
    > e znam od maleńkosci miało komunię. Chrzestna dziecka od lat mieszka a granicą,
    > chrzesniaczka się nie interesuje. Ja "robie" za chrzestną smile z pokrewieństwa z
    > e tak powiem dusz. zostałam naturalnie zaproszona na komunię, a dokładnie tego
    > samego dnia, o tej samej godzinie, ylko w innym kosciele w tym miescie komunie
    > miała dziewczynka, kyórą poznałam ze tak powiem zawodowo. Duzo pomagałam tej ro
    > dzinie, która duzo przeszła. Tez soatałam zaproszona. Mogłam odmowic zaproszeni
    > u na te drugą impreze, ale nie chcialam, chcialam być z tym dzieckiem w takim d
    > niu, choc przez chwilke. Wiec do koscioła poszłam do córki przyjaciółki, potem
    > na poczatek imprezy w lokalu, a potem dyskretnie wyszłam, podjechałam do likalu
    > , gze była druga komunia, wysciskałam dziecko, dałam podarunek komunijny, posie
    > działam godzinke i wróciłam na impreze u córki przyjaciółki.
    > Pewnie to nie było zgodne z sv, bo powinnam odmówic dtugą impreze w ogóle, odwi
    > edzic dziecko w innym terminie, ale wiedzialam, ze doa tych ludzi moja obecnosc
    > , nawet któtka, była wazna.

    A to już całkiem inna "bajka", nie mająca nic wspólnego z omawianą sprawą.
  • kora3 12.02.11, 15:57
    majaa napisała:

    > Ależ do tego wcale nie potrzeba żadnego śledztwa. Przecież na ślubie spotyka si
    > ę pokaźne grono znajomych, którzy ze sobą rozmawiają i takie rzeczy po prostu s
    > ą wiadome. Zwłaszcza jak na dwie osobne imprezy parceluje się członków jednej r
    > odzinysmile

    No ewpnie i PRZED wiadomo, ze kuzynke zaprosio się na impre w pubie, a babcie na obiadek smile tylko czy kuzynka , albo babcia powinny się "łobazac" i komentowac - dyskusyjne smile.
    > >
    >
    > Ale my tutaj mówimy nie o jednym, ale o dwóch spotkaniach poślubnych (a może ra
    > czej o dwóch częściach jednego spotkania) i na przydzielaniu gości do jednego b
    > ądź drugiego. To inna sytuacja.

    Wcale nie! Zapraszając kogos na przyjecie poslubne podajemy rodzaj imprezy, czas i miejsce.
    Jesli na zaproszeniu jest napisane: na uroczysty obiad, to tylko kompletny idiota oczekuje, ze bedzie tam siedział do rana i bedą tańce smile
    to, co PO tej omprezei u z kim bedzie robic młoda para to jej osobista sparwasmile
    >
    > A to już całkiem inna "bajka", nie mająca nic wspólnego z omawianą sprawą.

    hmmm tylko pozaornie nie mająca - ja podzieliłam sobie zapraszajacych dla odmoanysmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.02.11, 16:09
    Ja mysle ze i babcia bylaby przeszczesliwa i kuzynka.
    Choc ja bym zaprosila na obiad tylko rodzine (plus swiadkow)niezaleznie od wieku, na pozniejsza luzna impreze znajomych plus tych z rodziny ktorzy maja ochote. Nie wyobrazam sobie swoich przyjaciol i znajomych ktorzyby sie na taki uklad obrazili. podejrzewam, ze pogratulowaliby mi doskonalego pomyslu.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • falka_85 12.02.11, 20:39
    > Ja mysle ze i babcia bylaby przeszczesliwa i kuzynka.
    A możesz mówić za siebie? Bo nie wiem skąd masz te rewelacje, uwierz istnieją "równe" (bez uprzedzeń) babcie/kuzynki, które we wspólnej zabawie z młodszym/starszym pokoleniem nie upatrują dopustu bożego. Moi dziadkowie mieli być na naszym weselu tylko na obiedzie ze względu na wiek, ale o 12.00 stwierdzili, że jest tak fajnie, że nigdzie się nie ruszają wink
    Jeśli zaś o mnie chodzi to prawdopodobnie zostałabym zakwalifikowana do grupy klubowej, a takich miejsc szczerze nie cierpię, hmm... w zasadzie nigdy nie byłam w miejscu które można by nazwać klubem. Ze dwa razy w roku jestem w pubie/knajpie to wszystko. Z tysiąc razy wolę uroczysty obiad czy tradycyjne wesele. I nie żebym się obraziła, ale raczej podziękowałabym za zaproszenie. Zwłaszcza gdybym miała jechać do innego miasta na ślub (prawdopodobnie o dość wczesnej godzinie ze względu na konieczność pogodzenia dwóch imprez), potem podziać się nie wiadomo gdzie na kilka godzin i wieczorem iść do klubu za którym nie przepadam.
  • baba67 12.02.11, 20:47
    No mowie za siebie, caly czas opowiadam o mojej rodzinie-nie zauwazylas?
    Jesli komus typ zaproszenia nie odpowiada, to po prostu grzecznie odmawia a nie obraza na Mlodych ze nie robia wielkiego wesela za kilkadziesiat tysiecy(bo jak kogos nie stac to niech sie nie pobiera i tyle).
    Ponadto ja nie wspomnialam o klubie ani slowa, tylko o imprezie grillowej jako dobrym rozwiazaniu. Jesli babcia lubi mlodych to dlaczego po obiedzie nie wybierze sie na grilla z tancami? Tez dobrze.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • falka_85 12.02.11, 21:15
    > No mowie za siebie, caly czas opowiadam o mojej rodzinie-nie zauwazylas?
    Szczerze mówiąc nie zauważyłam. W twoim poście nie ma słowa o "w przypadku mojej rodziny".
    > Jesli komus typ zaproszenia nie odpowiada, to po prostu grzecznie odmawia a ni
    > e obraza na Mlodych ze nie robia wielkiego wesela za kilkadziesiat tysiecy(bo j
    > ak kogos nie stac to niech sie nie pobiera i tyle).
    Ależ dokładnie tak twierdzę, każdy ma prawo odmówić przyjścia i wyraźnie zaznaczyłam, że nie obraziłabym się w takiej sytuacji, jednakże forum sv jest chyba po to aby przykład danego zachowania skomentować. A moje zdanie jest takie, że organizowanie dwóch imprez weselnych tego samego dnia dla dwóch grup gości jest nieeleganckie. A argumentu: "a nie obraza na Mlodych ze nie robia wielkiego wesela za kilkadziesiat tysiecy" to po prostu aż żal komentować. Bo po pierwsze nie jak już pisałam, że należy się obrazić (nie wiem gdzie to wyczytałaś). Po drugie można zrobić bardzo skromną imprezę i nie robić przy tym dziadostwa.
    A tak swoją drogą to nigdy nie byłam na grillu z tańcami, jakiś parkiet się rozstawia na trawie i je kiełbasę z grilla w sukni i szpilkach? wink
    > Jesli babcia lubi mlodych to dlaczego po obiedzie nie wybi
    > erze sie na grilla z tancami? Tez dobrze.
    A czyli np. ja jako gość przedkładający obiad nad grilla mogę pójść na ten obiad. To po co robić jakieś sztuczne podziały. Najpierw obiad dla wszystkich, potem grill dla wszystkich, albo może wstępnie goście by się określali co wolą?
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • kora3 12.02.11, 21:38
    opozycję wyboru.

    Jeśli jej nie ma - mozna pzyjav zaprosznie, albo - nie Nie stosowałam tego rodzaju podziału, ale mysle, ze młodzu moga go pprzeprowadzic wg niekoniecznie wielu, ale i preferencji gosci,, które znają. Moga tez zapytać i znac je z pierwszej rekismile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • falka_85 12.02.11, 22:46
    Widzisz, odniosłam się wyraźnie mam nadzieję, do postu baby w którym pisze, że babci zaproszona na obiad mogłaby, o ile by zechciała, przyjść również na grilla z tańcami (baba: "Jesli babcia lubi mlodych to dlaczego po obiedzie nie wybierze sie na grilla z tancami?", słowa o propozycji wyboru tu nie ma). Wobec tego, przez analogię, kuzynka zaproszona na grilla może przyjść na obiad. A może jednak nie może?
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • kora3 12.02.11, 23:05
    h, a nie zapraszanego Czylu jesli zapraszający daja alternattwe, akbo mozliwosc uczestnixcrwa w dwóh formach imprezy, to moze, jesli nie - to nie
    Dokładnie tak samo, jak w wielu innych sytuacjach zucowych od stispnia zazyłosci miedzy zaproszonym i zapraszanym zalezy , czy zaproaszany moze o takie mozliwowosci spytać

    przykładowo: mokek siostrze mogłabym powuedziec" słochaj, niespecjalnie mam przyjemnosc siedziec na Twoim weselu obok X, mozesz mnie "isadzić
    " gdzie iniedziej?" zakładajac ,z e moja siostra nie wiedziałaby sama wczesniej, ze nie chce siedziec koło Xsmile , ale nie "zapuscze" takiego tesktu podwladnemu mego partmera, którego nie znam niemal wcale

    Ponizej pize, ze jesli stosuje sie dowolny podział, to wg jakiegos tam kryterium, a jesli sie kogoe nie nza nie tyle dobrze, co niemal wcale, mozna sie pomylic


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • falka_85 13.02.11, 09:25
    Ale ja się zgadzam z Tobą. Raczej zaproszona na grilla nie będę się wypychać na uroczysty obiad (bo jeszcze PM nie zmieszczą się w zaplanowanym budżecie przeze mnie). Tylko ja nie Ciebie pytam tylko autorkę cytowanego przeze mnie wcześniej tekstu, w kontekście tegoż cytatu. Chcę po prostu aby doprecyzowała swoją myśl, bo odniosłam wrażenie, że osoba "obiadowa" może przyjść na imprezę dla "grillowych" ot tak (mogę się mylić, po prostu baba wyraziła się nieprecyzyjnie).
    Mam jeszcze pytanie, czy np. w sytuacji gdy w mojej ocenie stopień zażyłości byłby odpowiedni by poprosić o przeniesienie do "obiadowych", to czy zapraszający ma prawo odmówić takich przenosin?
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • kora3 13.02.11, 21:06
    wiesz, zapraszający ma prawo zaprawac na co chce i kogo chce,smile zapraszany z dowlnej przyczyny zaproszenie przyjac, albo mu odmówic.
    Ale jesli sonień zazyłosci pozwala na poproszenie zapraszajacego o zmianę "lokacji" to moim zdaniem powinien sie zapraszający zgodzic.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 13.02.11, 11:00
    Od samego poczatku moich wypowiedzi odnosze sie do mojej rodziny, co znaczy ze nikomu nie mowie czy tak bedzie lepiej czy gorzej.
    RTak, dobrze mnie zroumialas-jesli bacia jest zywotna i oprocz obiadu chce jeszcze potanczyc to dlaczego nie mialaby przyjsc na grilla? Rzecz w tym ze teraz panstwo mlodzi pobieraja sie czesto ok 30-tki, zatem sila rzeczy starsze pokolenie moze byc po 70-tce naprawde nie kazda odsobe w tym wieku pociaga impreza grillowa z tancami. Stad pomysl bardziej komfortowej opcji.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • falka_85 14.02.11, 08:28
    Oj nie zrozumiałaś, dziadkowie w dniu ślubu byli już mocno po 70 i z powodu znacznych już problemów z chodzeniem nie poszliby na grilla. A na weselu bawili się dobrze bo mogli spotkać się z dużą częścią rzadko widywanej rodziny, wnuki (prawie, bo najmłodsze to było niemowlę) wszystkie razem zobaczyć, czy nawet poznać moich znajomych ze studiów o których dużo słyszeli itd. Wiesz te rodzinne więzi, które trzeba podtrzymywać także między pokoleniowo.
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • baba67 14.02.11, 21:03
    Totez na obiad prosimy nie tylko dziadkow-bliska rodzine rowniez.Wtedy moga z dziadkami pogadac. Bo chyba nie wracamy do hasla-jak nie maja kasy na duze wesele to niech sie wogole nie pobieraja?
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • kora3 12.02.11, 21:29
    jesli zostało ci to zaproponowane, wybrała obiad Jeszczr się taki nie urodził, zeby wszystki dogodził smile
    Sa ludzie niecierpuacy tradycyjnych wesel, klubów, pubów, jazzu, disco polo, rocka, góralskiej muzyki i całego szeregu innych rzeczysmile

    Zawsze mozna nie przyjmowac zaproszenia z dowolego powodu smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • falka_85 12.02.11, 22:43
    Ależ w 100% się zgadzam. Chodziło mi o to, że baba w poście do którego się odnoszę, arbitralnie zakłada, że podział kuzynki - klub, babcie - obiad ucieszyłby i babcię i kuzynkę (bo jakoś wzmianki o tym, że to dotyczy jej babci i jej kuzynki nie widzę). A mnie akurat by taki nie odpowiadał, podejrzewam że nie jestem w tej kwestii odosobnionym przypadkiem.
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • kora3 12.02.11, 22:57
    w taich sytuacjach siła rzezcy zakłada się jakies kryteria podzialu. Nie musza być scisłe np. doy wieku i bezwgledne, ale zasem sie zdarza, gdy sie kogos mało zna, ze moze sie tak zdarzyć. Taczej mało jesy prawdopodobne, by 90 letnia babcia miało ochoe isc na dyskoeke, albo do klibu, choc... moze sie zdarzyćsmile Ale nanbci na ogół sie zna dobrze i wie, czego chcesmile
    Taka wiedza jest też moziwa w przypadku 25 leyniej kuzyku, ze np nie ma ochoty ma klub. Schody zaczynają się, gdy zaparsza sie "z urzedu" kogos, bo jest z rodziny i wypada zaprosic, ale tak naprwde sie go nie zna. Wówczas stosuje się jakies kryterium np, wieku i ywa, ze sie nie trafi. ale nuie pocztwałabym tego za szczegolna beztreoske, czy lekceazenie - ot jesli sie kogos za dobrze , albo czasem wcale (a takie weselen sytuacje są) nie zna, mmo, ze jest z rodziny, to musi się przyjac jakieś kryterium ogólne
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 13.02.11, 00:02
    smile Wciąż zatem pozostaje pytanie: po co w ogóle dzielić, skoro ewidentnie mogą z tego wyniknąć problemy?smile
  • kora3 13.02.11, 00:33
    majaa napisała:

    > smile Wciąż zatem pozostaje pytanie: po co w ogóle dzielić, skoro ewidentnie mogą
    > z tego wyniknąć problemy?smile

    jest ti pytanie z gatunku: po co robic liste gosci na wesle, niech przyjdzie cała wieś ( mam na mysli wszyscy zbajomi, kazdt z najfdalszehj rodziny zbajacu z widzenia itd.).

    Jesli ktos tak rob, ma powody i tyle. z kazdego zaproszenia moga wyniknac problemysmile bo wujek józek lubi disco polo, a 40 innych osób, nie npsmile


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 14.02.11, 15:34
    kora3 napisała:

    > jest ti pytanie z gatunku: po co robic liste gosci na wesle, niech przyjdzie ca
    > ła wieś ( mam na mysli wszyscy zbajomi, kazdt z najfdalszehj rodziny zbajacu z
    > widzenia itd.).
    >

    A mnie się wydaje, że to pytanie z całkiem innego gatunkusmile

    > Jesli ktos tak rob, ma powody i tyle.

    To oczywiste, co nie znaczy, że wszyscy muszą być zachwyceni, nieprawdaż?smile

    z kazdego zaproszenia moga wyniknac prob
    > lemysmile

    Jak najbardziej się zgadzamsmile

    bo wujek józek lubi disco polo, a 40 innych osób, nie npsmile

    smile W tym już głowa organizatora, żeby disco polo nie leciało non-stop i żeby każdy mógł znaleźć coś dla siebiesmile
  • majaa 12.02.11, 16:46
    kora3 napisała:

    > No ewpnie i PRZED wiadomo, ze kuzynke zaprosio się na impre w pubie, a babcie
    > na obiadek smile tylko czy kuzynka , albo babcia powinny się "łobazac" i komentowa
    > c - dyskusyjne smile.


    Nie wiem, czy powinny, czy nie powinny, to i tak zależy głównie od tego, jak się z tego tytułu będą czuły.


    > Wcale nie! Zapraszając kogos na przyjecie poslubne podajemy rodzaj imprezy, cza
    > s i miejsce.
    > Jesli na zaproszeniu jest napisane: na uroczysty obiad, to tylko kompletny idio
    > ta oczekuje, ze bedzie tam siedział do rana i bedą tańce smile
    > to, co PO tej omprezei u z kim bedzie robic młoda para to jej osobista sparwasmile


    smile Ale mi nie o to chodzi, że wujek Stefan irracjonalnie spodziewa się tańców po obiedzie, ale np. o to, że młodzi nie wiedzieć czemu założyli, że wuj powinien spożyć wykwintnie podanego kotleta i udać się na zasłużony odpoczynek, a zabawę i tańce zostawić młodym. Kuzynka Magda tymczasem z racji wieku na elegancki obiad się nie łapie, więc po ślubie musi grzecznie odczekać na swoją kolej świętowania, oczywiście organizując sobie czas oczekiwania we własnym zakresie.


    > hmmm tylko pozaornie nie mająca - ja podzieliłam sobie zapraszajacych dla odmoa
    > nysmile
    >
    Tak, tylko zauważ, że wszystko odbyło się bardzo dyskretnie, obie dziewczynki potraktowałaś tak samo i żadna z osób nie miała powodu czuć się w jakikolwiek sposób urażona.
  • kora3 12.02.11, 17:01
    majaa napisała:

    > Nie wiem, czy powinny, czy nie powinny, to i tak zależy głównie od tego, jak si
    > ę z tego tytułu będą czuły.

    no to ci powem smile nie powinny - oczywscie nie chodz o forum i w dodatku tematycznem tylko o real smile a jak się bedą czuły?smile No to zalezy od ich ego - jesli babcia duskotejowa jest mocno to mze pozałuje, ze nie zaproszono jej na dichosmile
    >
    >
    > smile Ale mi nie o to chodzi, że wujek Stefan irracjonalnie spodziewa się tańców p
    > o obiedzie, ale np. o to, że młodzi nie wiedzieć czemu założyli, że wuj powinie
    > n spożyć wykwintnie podanego kotleta i udać się na zasłużony odpoczynek,

    o ile wiem to mowy o dyktowaniu gosciom co maja robic po imprezie nie byłosmile Wuj stefan po obiedzie moze isc sobie na tace, na piwo, albo do łozka z kims, bo to jest wuja sparwasmile Y, ze kos Cię nie zaprasza na nocna impreze nie oznacza, ze "kaze" ci isc spacsmile


    a zaba
    > wę i tańce zostawić młodym. Kuzynka Magda tymczasem z racji wieku na elegancki
    > obiad się nie łapie, więc po ślubie musi grzecznie odczekać na swoją kolej świę
    > towania, oczywiście organizując sobie czas oczekiwania we własnym zakresie.
    >
    Owszem, czas przed impreza nalezy do zaproszonego , no trudno, zeby zapraszający wywizoł ludzi zaproszonych na wieczór obligatiryjnie do spa, czy feyzjera smile kuzynka Magda moze nie iesc na zabawe w klubie, o ile nie chce.

    > >
    > Tak, tylko zauważ, że wszystko odbyło się bardzo dyskretnie, obie dziewczynki p
    > otraktowałaś tak samo i żadna z osób nie miała powodu czuć się w jakikolwiek sp
    > osób urażona.

    Nie potraktowałam tak samo, nieprawda. Z jedną byłam w kosciele i przez wiekszą czesc jej imprezy, z drugą tylko na imprezie, krótko. Oczywiscie zarowno przyjaciółke, jak i opiekująca się dtugą dziewczynką ciotke jej irganizujacą jej komunię poinformowałam o tym, że u dziewczynki drugiej nie bede w kosciele, wpadne na krótko na impreze, a z imprezy pierwszej muszę na krótko wyjsc i uzyskałam akceptację.
    na oko widac, ze córeczke przyjaciólki potraktowalam "wazniej" - z powodu zazyłosci z dzieckiem i jego rodzina od dawna, "zastepiwania" chrzestnej itd a driga dziewczynke siła rzeczy "mnuej waznie" nie była w kosciele, na imprezie krotko, ale spotkało się to ze zrozumieniem. jedyne czym nie róznicowałam hierarchii waznosci była warosc prezentu - oba byly w podobnej cenie, ale o tym zadna ze stron nie wie, bo sie nawet nie znają.
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 12.02.11, 23:53
    kora3 napisała:

    > no to ci powem smile nie powinny - oczywscie nie chodz o forum i w dodatku tematyc
    > znem tylko o real smile a jak się bedą czuły?smile No to zalezy od ich ego - jesli ba
    > bcia duskotejowa jest mocno to mze pozałuje, ze nie zaproszono jej na dichosmile

    smile No cóż, na odczucia nic nie poradzisz. Jeśli ktoś ma wrażenie, że potraktowano go "per noga", to rozważania typu powinien/nie powinien czuć się urażony nie mają chyba sensu. Uważam, że obowiązkiem zapraszającego jest stworzenie takiej formuły przyjęcia, która nie powodowałaby dla gości komplikacji i przykrych odczuć.

    > o ile wiem to mowy o dyktowaniu gosciom co maja robic po imprezie nie byłosmile Wu
    > j stefan po obiedzie moze isc sobie na tace, na piwo, albo do łozka z kims, bo
    > to jest wuja sparwasmile Y, ze kos Cię nie zaprasza na nocna impreze nie oznacza,
    > ze "kaze" ci isc spacsmile
    >
    > Owszem, czas przed impreza nalezy do zaproszonego , no trudno, zeby zapraszając
    > y wywizoł ludzi zaproszonych na wieczór obligatiryjnie do spa, czy feyzjera smile
    > kuzynka Magda moze nie iesc na zabawe w klubie, o ile nie chce.
    >

    Acha, czyli jak komuś coś nie pasuje, to niech nie przychodzi i głowy nie zawraca... I Ty naprawdę nie widzisz w takiej formie zaproszenia nic niestosownego, czy po prostu udajesz Greka? Powiem tak, ja zapraszałabym ludzi w taki sposób tylko wtedy, kiedy miałabym nadzieję, że może się zniechęcą i jednak nie przyjdąwink


    > Nie potraktowałam tak samo, nieprawda. Z jedną byłam w kosciele i przez wieksz
    > ą czesc jej imprezy, z drugą tylko na imprezie, krótko. Oczywiscie zarowno przy
    > jaciółke, jak i opiekująca się dtugą dziewczynką ciotke jej irganizujacą jej ko
    > munię poinformowałam o tym, że u dziewczynki drugiej nie bede w kosciele, wpad
    > ne na krótko na impreze, a z imprezy pierwszej muszę na krótko wyjsc i uzyskała
    > m akceptację.
    > na oko widac, ze córeczke przyjaciólki potraktowalam "wazniej" - z powodu zazył
    > osci z dzieckiem i jego rodzina od dawna, "zastepiwania" chrzestnej itd a drig
    > a dziewczynke siła rzeczy "mnuej waznie" nie była w kosciele, na imprezie krotk
    > o, ale spotkało się to ze zrozumieniem. jedyne czym nie róznicowałam hierarchii
    > waznosci była warosc prezentu - oba byly w podobnej cenie, ale o tym zadna ze
    > stron nie wie, bo sie nawet nie znają.

    No dobrze, w szczegółach może nie, ale generalnie chodzi mi o to, że nie olałaś żadnej dziewczynki. Ale istotne jest to, że miałaś w ogóle możliwość wyboru dwóch różnych imprez, a mogłaś też pobyć i na jednej i na drugiej, co zresztą zrobiłaś. A w omawianej przez nas sytuacji goście zdaje się nie mają takiej możliwości.
  • kora3 13.02.11, 00:25
    majaa napisała:
    >
    > smile No cóż, na odczucia nic nie poradzisz. Jeśli ktoś ma wrażenie, że potraktowa
    > no go "per noga", to rozważania typu powinien/nie powinien czuć się urażony nie
    > mają chyba sensu. Uważam, że obowiązkiem zapraszającego jest stworzenie takiej
    > formuły przyjęcia, która nie powodowałaby dla gości komplikacji i przykrych od
    > czuć.

    wiesz, ja NICZEG na temat odczuc ludzi nie pisze, wspomniałam tylko, ze nie jesy kylyuralnie komentowac (nie mówie o forum) organizacji przyecia. Co do obowiazków zapraszającego, masz racje, ale nalezy brac tez pod uwage, ze oczelkiwania zapraszanych bywaja rózne i w zasadzie musiałbyś zrobic 10 imprez zaparszajac wszystkich na nie, zeby kazdemu wszystko sie podobało. Przyklad opisany zresztą na tym forim przeze mnie: kolezanka mojej siostry dostała zaproszenie na jej weseke z ot, jakieś 1,5 miesiaca przed slubem. Nie nzlazła sobie dpowiedniej ot. , wiec zażadała od młodej pary, zeby tydzień przed slubem "doprosili " jej singlowego faceta w stosownym wieku. Nie zrobili tego, wiec zdaniem panny potraktowali ją "per noga" i nie swtorzyli oatmosfery, która nie powodwałby u niej przykruych odczucsmile
    sama widzisz, ze poleganie literalnie na tym, ze by hopotetyczny ktoś nie poczuł się źle, to droga donikad. Moja kolezanka oczua sie źle potraktowana na slubie koelzanki, bo liczyła ze bedzie swiadkiem, a swiadkiem kobietą była siostra pana młodegp, zas dtugim bray panny młodej. Jedna z dwch sióstr mijej mamy poczyła się pominieta, bo nie została zaptoszoma na przyjecie po moim cywilnym slubie. Nic to, ze ptzyjecie po nim było kametalne - ograniczało sie do rodziców, dziadjów, rodzecstwa i chrzestnych oraz swiadków (którzy buli z roziny u byliby i tak) - moimi chrzestnymi sa dtuga siostra mamy i jej maż, wiec moja dtuga ciotka poczuła się pominieta, choc miała juz zaprszenie na wesele po koscielnym które było za 3 miechysmile Kolega sie obraził, ze go inny na wesele nie zaprsuł, bo u niego był! nic to, ze kolega nowozeniec nie robił wesela, tylko sktomny obiad da najbliszych i swiadów, miał zribić, bo u niego był! to są walenie te "odczucia", które sa, a nie wyjasnisz komus ze są bezsensowne.

    > >
    >
    > Acha, czyli jak komuś coś nie pasuje, to niech nie przychodzi i głowy nie zawra
    > ca... I Ty naprawdę nie widzisz w takiej formie zaproszenia nic niestosownego,

    nie, nie widze, choc sama tego nie zastowsowalm. Jesli zapraszam kogos na grulla, a ktos nie lubi takich imprez to nie idzie, a ne rozpowiada,ze korcua jest swinia, bo zamiast na bal maskowu na grolla go zaparsza. A juz zarzytu pt. ze ktos nie wie co ma z sobą zrobic w czasie pomiedzy iroczystscia a zaplanowana na wieczór imprezą, kompleynie pojmuje. Co chce smile Odpoczac, odswiezyc sie i przebrac, spotkac z kims na kawie, pozwiedzac, co sie zamarzysmile

    > czy po prostu udajesz Greka? Powiem tak, ja zapraszałabym ludzi w taki sposób t
    > ylko wtedy, kiedy miałabym nadzieję, że może się zniechęcą i jednak nie przyjdą
    > wink
    >
    No to yak zapraszasz, masz prawo smile

    >
    > No dobrze, w szczegółach może nie, ale generalnie chodzi mi o to, że nie olałaś
    > żadnej dziewczynki. Ale istotne jest to, że miałaś w ogóle możliwość wyboru dw
    > óch różnych imprez, a mogłaś też pobyć i na jednej i na drugiej, co zresztą zro
    > biłaś. A w omawianej przez nas sytuacji goście zdaje się nie mają takiej możliw
    > ości.

    Posłuchaj, gdyby druga, ta miej wzna dla mnie uroczystosc i impreza była np. 100 km od pierwszej, t musiałabym "olać". po prosyi odwiedzic dzecko i obdarowac kiedy indziej. Akbo gdyby to była kominia mojego dziecka to nie mogłabym wyjsc, chyba logiczne. Mogłam, miałam sposobnosc, to wyszłam, choc dla mnie z uwagi na oboe dzieci , nie na mnie, nie było to komfortiowe.
    jak napisałam wczesniej, to czy maja mozliwoxc wybory goscie zalezy od stopnia zazyłosci i znajomosci ich zwyczajów, jesli znajomosc ta jest znikoma, stosuje sie jakies, nie zawsze zapewne idealne, kryteria.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 14.02.11, 15:27
    kora3 napisała:

    > wiesz, ja NICZEG na temat odczuc ludzi nie pisze, wspomniałam tylko, ze nie je
    > sy kylyuralnie komentowac (nie mówie o forum) organizacji przyecia. Co do obow
    > iazków zapraszającego, masz racje, ale nalezy brac tez pod uwage, ze oczelkiwan
    > ia zapraszanych bywaja rózne i w zasadzie musiałbyś zrobic 10 imprez zaparszaja
    > c wszystkich na nie, zeby kazdemu wszystko sie podobało.


    smile Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodziłsmile... ale to nie znaczy, że nie trzeba się staraćsmile


    > nie, nie widze, choc sama tego nie zastowsowalm.

    No cóż, a ja widzę... i tym się różnimysmile

    Jesli zapraszam kogos na grull
    > a, a ktos nie lubi takich imprez to nie idzie, a ne rozpowiada,ze korcua jest
    > swinia, bo zamiast na bal maskowu na grolla go zaparsza.

    smile Jeśli organizowałabyś i bal i grilla z tej samej okazji i w tym samym dniu, a zaprosiłabyś mnie "tylko" na to drugie, to świnią bym Cię z pewnością nie nazwała, ale ciekawiłoby mnie, dlaczego przydzieliłaś mnie akurat do takiej grupysmile

    > No to yak zapraszasz, masz prawo smile
    >

    smile Mam też prawo splunąć na ulicę,... ale czy to elegancko, to już inna sprawasmile


    > Posłuchaj, gdyby druga, ta miej wzna dla mnie uroczystosc i impreza była np. 10
    > 0 km od pierwszej, t musiałabym "olać". po prosyi odwiedzic dzecko i obdarowac
    > kiedy indziej. Akbo gdyby to była kominia mojego dziecka to nie mogłabym wyjsc,
    > chyba logiczne. Mogłam, miałam sposobnosc, to wyszłam, choc dla mnie z uwagi n
    > a oboe dzieci , nie na mnie, nie było to komfortiowe.

    Nie no, ja wiem, że gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiemsmile, ale takie gdybanie naprawdę nie ma sensu. Było, jak było, postąpiłaś, jak postąpiłaś, i tyle.


    > jak napisałam wczesniej, to czy maja mozliwoxc wybory goscie zalezy od stopnia
    > zazyłosci i znajomosci ich zwyczajów,

    A ja myślałam, że od tego, co podano w zaproszeniusmile

  • kora3 15.02.11, 14:15
    majaa napisała:

    > smile Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodziłsmile... ale to nie znacz
    > y, że nie trzeba się staraćsmile

    Owszem, tylko starać też się mozna w granicach zdrowego rozsądku smile
    >
    > No cóż, a ja widzę... i tym się różnimysmile

    no wiesz, ja sie róznie od sporej czesci ludzi, np. od mojej ciotki, siostry matki mej, która uwazał za wielki afront, ze nie została zaproszona na moje przyjecie po cywilnym, choć było wiadomo, ze bedą na nim tylko rodzice, rodzeństwo, chrzestni i dziadkowie oraz jedna para sąsiadów,.którzy juz na bank wiedzieli, ze nie bedą mogli jechać na wesele odbywające się za 3 miesiące, po ślubie koscielnym. Mimo tej wiedzy ciotka uwazal sie za pominietą smile
    >
    > smile Jeśli organizowałabyś i bal i grilla z tej samej okazji i w tym samym dniu,
    > a zaprosiłabyś mnie "tylko" na to drugie, to świnią bym Cię z pewnością nie naz
    > wała, ale ciekawiłoby mnie, dlaczego przydzieliłaś mnie akurat do takiej grupy:

    Jesli sie kogoś zna a pzreprowadza sie jakiś podział, to łatwiej go "przydzielić", bo wiesz co lubi, czego nie, np. Jesli się kogoś zna mniej, stosowane jest jakieś kryterium np. wieku.

    > smile Mam też prawo splunąć na ulicę,... ale czy to elegancko, to już inna sprawa
    > smile

    Do czego zmeirzasz?smile
    >

    > Nie no, ja wiem, że gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiemsmile, ale takie
    > gdybanie naprawdę nie ma sensu. Było, jak było, postąpiłaś, jak postąpiłaś, i t
    > yle.

    A wg ciebie jak nalezałoby postąpic ?smile
    >
    >
    > A ja myślałam, że od tego, co podano w zaproszeniusmile
    >
    Widzisz i znów dochodzimy do tego samegosmile Jakby nie traktowac zasad sv sztywno, zwykle nie jest tak, ze stosuje sie je tak samo do wszystkich ludzi, sytuacji, okolicznosci. Bardzo wiele zalezy od stopnia zazylosci miedzy ludźmi, relacji miedzy nimi. JEst to całkiem naturalne, bo zaleznie od relacji inaczej się z ludźmi kontaktujemy, rozmawiamy z nimi itp.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 15.02.11, 14:39
    kora3 napisała:


    > Owszem, tylko starać też się mozna w granicach zdrowego rozsądku smile

    To chyba oczywistesmile


    > Jesli sie kogoś zna a pzreprowadza sie jakiś podział, to łatwiej go "przydzieli
    > ć", bo wiesz co lubi, czego nie, np. Jesli się kogoś zna mniej, stosowane jest
    > jakieś kryterium np. wieku.

    No nie da się ukryć, że jak już chcesz dzielić, to jakieś kryterium przyjąć trzebasmile


    > Do czego zmeirzasz?smile
    > >

    Do niczego szczególnego, po prostu chciałam podkreślić, że nie wszystkie rzeczy, do których ma się prawo są jednocześnie uznawane za eleganckie.


    > A wg ciebie jak nalezałoby postąpic ?smile
    > >

    Ale ja się wcale Ciebie nie czepiamsmile Podobało mi się, jak postąpiłaś.


    > Widzisz i znów dochodzimy do tego samegosmile Jakby nie traktowac zasad sv sztywno
    > , zwykle nie jest tak, ze stosuje sie je tak samo do wszystkich ludzi, sytuacji
    > , okolicznosci. Bardzo wiele zalezy od stopnia zazylosci miedzy ludźmi, relacji
    > miedzy nimi. JEst to całkiem naturalne, bo zaleznie od relacji inaczej się z l
    > udźmi kontaktujemy, rozmawiamy z nimi itp.
    >
    Miałam na myśli trochę co innego, mianowicie że wybór formy zabawy nie zależy ode mnie, tylko jest "narzucony" w zaproszeniu. Jeśli ktoś nie zapytał mnie o zdanie, to może się zdarzyć, że określona forma nie będzie mi odpowiadać, a nawet nieco dotknąć (np. jeśli ktoś uzna mnie za zbyt starą na zabawę w klubiewink
  • kora3 15.02.11, 19:53
    majaa napisała:
    >
    > To chyba oczywistesmile

    zeoworozsadkowym kryterium bywa u ludzi kasa. Wiem, wiem, zaraz się dowiem, ze dżentelmeni nie mówia i nie mysla o aksie smile, ale realia sa takie, ze sa rózne zasobnosci portfelasmile Moze wiec byc tak, ze kogos nie stac na weselisko, a chciałby nie tylko z tymi osobami, które sa mu b. bliskie oraz z tymi które bliskie sa ze tak powie z "urzedu" swietowac.
    >
    >
    > No nie da się ukryć, że jak już chcesz dzielić, to jakieś kryterium przyjąć trz
    > ebasmile

    czasem nie tyle moze ktos chce, co nie stac go na całosciowa impreze, a przy tym na ile go stac, musiałby zrobic ostrą selekcje gosci z alternatywą zaprosic , albo nie zaprosic wcale.

    >
    > Do niczego szczególnego, po prostu chciałam podkreślić, że nie wszystkie rzeczy
    > , do których ma się prawo są jednocześnie uznawane za eleganckie.

    Oczywiscie, niektórzy za nieelegancke uwazają np rozwiesc się, bo skoro się przysiegało smile

    > Ale ja się wcale Ciebie nie czepiamsmile Podobało mi się, jak postąpiłaś.

    no to miło, aczkolwiek pewnie NIEELEGANKIe jest wychodzenie z jednej imprezy, zeby isc na chwilke na innasmile

    > >
    > Miałam na myśli trochę co innego, mianowicie że wybór formy zabawy nie zależy o
    > de mnie, tylko jest "narzucony" w zaproszeniu. Jeśli ktoś nie zapytał mnie o zd
    > anie, to może się zdarzyć, że określona forma nie będzie mi odpowiadać, a nawet
    > nieco dotknąć (np. jeśli ktoś uzna mnie za zbyt starą na zabawę w klubiewink

    Widzisz, rzecz w tym, ze jesli zapraszający Cie zna, nie ma na ogół problemu w takiej sytuacji z prawidłowym ze tak powiem usytuowaniem cie na załozmy "dzielonej" imprezie.
    Ja zostałam zaproszona mna 18 córki kolezanki, w marcu . Bedzie impreza domowa i bedzie klubowa.Jak zawuwazyłas, przt 18 nie ma dylematu, czy to "ładnie" dzielic goscismile
    Ja sie "Zakwalifikowałm" na impreze klubowąsmile a jestem w wieku takim, ze owa 18latka migłaby byc moja córką smile Po prosyu sie znamy i dziewcze wie, ze siedzenie za stolem, jedzenie torciku i popijanie kawki to nie moja bajka smile skoro wiec JEST wybór, to mnie "ukolowała" w miejscu, gdzie bede się lepuej niż za słołem bawic. A tymczasem jej 23-letnia kyzunka zasiądzie za stołem, nie dlatego, ze jest z rodziny tylko dlatego,ze ona po klubach chodzić nie lubi, natomiast starszy o rok brat juzynki "łapie się" na klub. smile
    Tylko, ze te osoby młoda jubilatka ZNA!!! wiec wie, jakie sa ich gusta. Tymczasem np. na imprezy poślubne zaprasza sie czasem ludzi, którzy są z młodą parą spokrewnieni, spowinowaceni, ale na dobrą sprawe - sa jej nieznani. Np. jakich kuzynio, niewidziany lat 20 - skad wiedzieć jaki jest, co lubi, co by bardziej pasowało?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 16.02.11, 09:56
    Przestrzeganie SV to nie udawania ze pewnych okolicznosci i uwarunkowan nie ma kiedy one sa. Wciaz kusi mnie zeby cos co sie nazywa etykieta nie rozszerzac na cale pojecie SV.
    Jesli jest powszechnie wiadome ze daje sie w kopercie tyle ile sie daje za calonocna impreze to udawanie ze tego (no niestety niefortunnego, zwiazanegoo z idea wesel spedowych ) zjawiska nie ma. I ze nie ma wszystkich uwarunkowan z nim zwiazanych.
    Moze byc tak
    , ze nawet gdyby pantwo mlodzi i ich rodzina napiela sie i zorganizowala weselicho, to czesc gosci ktorych by chcieli widziec odmowilaby. Na impreze grillowa mozna przyniesc obrus w charakterze prezentu na calonocna impreze juz niby wypada, ale....
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • baba67 12.02.11, 15:24
    Nie jest jesli zapraszamy rodzine oddzielnie a znajomych pozniej przy czym rodzina moze dolaczyc do drugiego mniej formalnego przyjecia. Ja nie wiem co jest obrazliwego i nieeleganckiego traktowaniu nieco inaczej rodziny niz znajomych.Rodzina jest wazniejsza i dla moich przyjaciol zawsze to bylo oczywiste.
    Jest to duzo mniej konfliktogenne niz zapraszanie czesci kolezanek z pracy na wesele a reszty(kolezenstwa ), no bo jedna kolezanka moze sie obrazic ze inna zostala potraktowana lepiej a tez jest kolezanka. A jednak zapraszanie na wesele tylko niektorych osob sposrod grupy ludzi jest przyjete i w niczym nie uchybia SV.

    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • kora3 12.02.11, 16:08
    od przyjaciół, np. to zalezy Dla mnie tak naprawde - od stopnia zazyłosci. Przykładowo: moja mama ma dwie siostry - jedna jest świetna babką i bardzo się lubimy, a dtiga nadetą bufonką.
    Przy tym samy stospniu pokreweństwa: na jednej zdaniu, obecnosci, fajnej zabawie mi zalezy zawsze, a dtuga mówiąc kolokwoalnie mi zwisasmile Z tym, ze jesli byłaby moim gosciem, to z"urzedu" nalezałoby zadbac o jej dobre samopoczuciesmile Poerwsza jesy dla mnie wazna, nie dlatego, ze jest siostrą mojej mamy, tylko dlatego, ze jest fajna cepła osobą, która przy okazji, jesy moja ciotką. Druga nie jest mi wcale blizsza, ani wazniejsza dla mnie, niz np. moja przyjaciółka, czy przyjaciel, a nawet dobrze znajomismile
    Pierwsza jest mi bliska naprawde, dtoga "z irzedu", papierowo. i gdybym miała taką sytuacje, ze robię dwie imprezy weselne (robiłam dwie, ale na innych zasadach podziału, bo miałam dwa sluby) to pierwsza zaprosiłabym i tu i tu - bo ciocia J bawic się lubi przy podobnej muzyce co ja smile i na pewno nie bawiłaby się się źle w rocj klubiesmile a dtugą zaprosiłabym tylko na obiad rodzinny, bo "wypada" jako, ze jest z rodziny, fakt, aczkolwiek zastanawiam sie, czy jej w szpitalu nie zamieniono, bo jej bufonada nie przystaje ani do zachowania mojej matki, ani pierwszej ciotki, ani moich juz niezyjącuch babci i dziadka. smile

    A gdyby żył mój dziadio kochany, to zaprosilabym go tylko na obiad nie dlatego, ze byłby dla mnie mniej wazny od cioci pierwszej, tylko dlatego, ze przy calej jego nowoczesnosci tock ompreza to nie byłaby jednak dla niegosmile

    szanuac twój podział - ja mam inny dla mnie wazniejsu są ludzie naprawde bliscu, a nie "bliscy z urzedu" , ale tego podziału o jakim gadamy wcale nie widze jako podział na "wazniejszych" i "mniej waznych" raczej jako taki, który jest fajniejszy dla gosci, a mozliwy do zrobienia dla młodej pary
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.02.11, 16:15
    Rodzina, KTORA ZAPROSILABYM ma wieksze prawa niz znajomi. W mojej rodzinie nie ma oblednej skadinad zasady ze zapraszamy na wesele (przyjecie czy co tam) kazda sztuke rodzenstwa z danej rodziny. Nasza duzo mlodsza kuzynka zaprosila moja siostre a swoja chrzestna na bardzo kameralne przyjecie mnie zas tylko na slub . nie bylo zadnego zdziwka ani obrazy.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • kora3 12.02.11, 16:23
    idee i popieram smile
    z tym ze jesli impreza jest czysto kameralna, mało kto z rodziny czuje sie urazony, gorzej, gdy ktos robi weselisko i wówczas pomija osobu z rodziny, które z racji pokrewieństwa kwalifikowałuby się do zaproszenia, ale brak jest zazyłosci, czy sympatii, wówczas zdarzaja sie kwasysmile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • majaa 13.02.11, 00:14
    baba67 napisała:

    > Nie jest jesli zapraszamy rodzine oddzielnie a znajomych pozniej przy czym rodz
    > ina moze dolaczyc do drugiego mniej formalnego przyjecia. Ja nie wiem co jest
    > obrazliwego i nieeleganckiego traktowaniu nieco inaczej rodziny niz znajomych.


    smile)Oj, Babo, Babo, nie rób Ty nam wody z mózgusmile) Wcześniej nie było mowy o takim wyborze, była natomiast mowa o podziałach nawet w obrębie jednej rodziny. I to właśnie takie rozwiązania krytykowałam.
  • baba67 13.02.11, 11:05
    To ja Cie zle zrozumialam, zatem przepraszam.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • burza4 09.02.11, 16:34
    stara_dominikowa napisała:
    > Robię przyjęcie na jakie mnie stać i zapraszam najważniejsze dla mnie osoby w liczbie, na jaką mogę sobie pozwolić.

    Ale oni tak właśnie postępują - tylko chcą inaczej to zorganizować. Chcą zaprosić wszystkich bliskich znajomych - na wesele by nie mogli, bo mało kogo na to stać. Seniorzy są odpowiednio podjęci obiadem - młodzi świętują więc ze "społecznością" - i rodziną i znajomymi.

    Nie da się dogodzić wszystkim - wg mnie takie wybory są dokonywane głównie ze względów finansowych i organizacyjnych. Pomiając o niebo wyższe koszty wesela, ciotki nie potańczą przy hiphopie, więc jest pewna logika w tym, że zabawa jest oddzielna.

    W twojej wypowiedzi pobrzmiewa pretensja, że młodzi nie chcą świętować tak, żeby tobie się podobało. Cóż - jak mnie ktoś zaprasza na grilla - to myślę o tym czy grill był udany, a nie o tym, że wolałabym elegancki bankiet.

    Znacznie bardziej przykre jest to, że goście zamiast świętować - wygłaszają pretensje do gospodarzy, że im nie w smak taka impreza. Ale u nas tradycja jest taka, że gościom zawsze coś nie pasuje - a to muzyka nie taka, a to ciepłe dania nie o tej porze, a to flaków nie było... Osobiście nie dziwię się, że coraz mniej osób szarpie się na robienie tradycyjnych spędów. I tak zawsze znajdą się malkontenci.
  • nm.buba011 09.02.11, 17:02
    burza4 napisała:

    > Seniorzy są odpowiednio podjęci obiadem - młodzi świętują więc ze "społec
    > znością" - i rodziną i znajomymi.

    - odrobina szowinizmu, getta i... szufladkowania.
    Wesele jest czymś szczególnym. Jeden chce tańczyć, inni pić czy jeść, czy konwersować o innych, czy wreszcie... ponarzekać. To nie zależne od wieku. To można załatwić w obrębie jednej sali.

    Gość idealny zna odpowiedni moment aby się pożegnać.
    Ci siedzący do rana, zapewne chcą sobie odbić to co "musieli" włożyć do koperty.
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • chomsterek 10.02.11, 11:16
    Zrozum, że wynajęcie klubu jest tańsze, niż zorganizowanie całonocnego wesela i poczęstunku w restauracji. Babci czy wiekowej ciotki nikt jednak nie zaprosi na dyskotekę, stąd organizuje się osobne przyjęcie dla starszego pokolenia.

    --
    another floor, another ceiling
    counting stars with double meanings
  • nm.buba011 10.02.11, 13:48
    chomsterek napisała:

    > Zrozum, że wynajęcie klubu jest tańsze,

    - wyobraź sobie, że jest to nietrudne do zrozumienia.
    Niemożliwe jest do pogodzenia z s-v, podobnie jak nakaz zdjęcia butów w hołdzie dla... parkietu.
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • kora3 12.02.11, 13:39
    to znaczy wszystko wie, tylko nie tak realnie smile

    Kiedys pdczas innej rozmowy forumowej dokładnie, z wuliczeniami pokazałam Bubie, na pzykładzie z własnego slubu cywilnego, jaka liczba ludzi wychodzi, gdu se zaprasza na impreze poslubna same tylko najblizsze osoby. Biba stwerdził, ze to nie jest problem 20 osób zaprosic do domu (mieszkania) i podjąc je mieszczac sie w granicach kosztów chyba id 5 zeta wzwyżsmile

    A jak jest na sero wie kazdy kto prowadzi normalnie dom, kiedykolwiek urzadzł imprezy domowe i poza domemsmile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.02.11, 17:11
    A to prawda, pomyslami tego pana(np obowiazek zapraszania na stype z OT, bo na zadna impreze nie zaprasza sie doroslych bez OT) moglybysmy wybitnie zasilic Forum Humorum.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • kora3 12.02.11, 17:16
    z ta stupa, to jest tak, ze zasadniczo obowiazku jej zrobienia nie ma, jako i zadnej innej imprezy po jakiejkolwiek smutnej, czy wesołej uroczystosci Skadinąd - nie zabronisz komus pojawienia się na pogrzebie z kimkolwiek ale to inna bajka.

    najsmieszniejsze to było to o mozliwosci goszczenia 30 osób za 5 złotych w przecietnym mieszkaniu smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.02.11, 20:29
    No pamietam, powinien ksiazke wydac z dokladnymi instrukcjami jak to zrobic-pierwsza bym pognala do ksiegarni. Nikomu oczywiscie nie moge zabronic pojawienia sie na pogrzebie ale nie musze tez tej osoby zapraszac na stype(chyba ze mowimy o opiekunce starszej osoby ktora chcemy zaprosic)-tym bardziej ze przetrwal zwyczaj urzadzania stypy w domu.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • kora3 12.02.11, 21:32
    no nie, czeto konsolacja jest w lokalu - o ile sie orientuje. ale niezaleznie gdzie jest - wypada zaprosic na nia np. jak mówisz oplekuna starszej osoby, czu kogos , kogo z daleka przywózł ktos grzecznosciowo. Ja uwazam, ze takiej osobie z kolei wupada odmówic, a temu, komu toarzyszy, czy kogo podwozi, nie przedłuzac uczestnctwa w konsolacji, poza knieczne minimum
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 13.02.11, 11:11
    No kierowce tez, oczywiscie, nie pomyslalam o kierowcy.
    Wezmy jednak nastepujaca sytuacje-kolega dowiaduje sie od brata zmarlego o pogrzebie ktory odbywa sie gdzies pod miastem choc nie na koncu swiata bo tam jezdzili by tylko bliscy przyjaciele. Kolega nie zna rodziny z wyjatkiem zmarlego i brata(luzno), postanawiaja jednak pojechac jedny autobusem i powspominac stare czasy. Naprawde nie ma zadnego obowiazku zapraszania takiej osoby na konsolacje, choc mozna, oczywiscie. ja walcze z absurdalnymi , nowomodnymi terrorami savoir-vivrowymi, nie zas z ludzka goscinnosc, naprawde.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • kora3 13.02.11, 21:12
    iczuwiscie, ze w takim przypadku nie ma obowiazku zaoraszania na konsolacje. W ogóle nie ma obowiazku zapraszania na nią wszystkich uczetników pogrzebu
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • kora3 11.02.11, 10:14
    stara_dominikowa napisała:
    >
    > Yyy... wesele kosztuje gości??

    no kosztujesmile przynajmniej takich, którzy chcą dać prezent, czy gotówke nie na "odczepnego". Poza tym na wesele nierzadko trzeba sprawic sobie nową kreację, a to też kosztuje

    Robię przyjęcie na jakie mnie stać i zapraszam n
    > ajważniejsze dla mnie osoby w liczbie, na jaką mogę sobie pozwolić.

    Ależ zgadzam się smile tylko widzisz, gdybyśmy na imprezy tego typy zapraszali naprawde najbliższe nam osoby, to byłby pikus. smile Rzecz w tym ze sa osoby które z racji np pokrewieństwa, czy powinowactwa WYPADA zaprosic, nawet gdy "bliskie" sa tylko "na papierze"

    >
    > Dlaczego utożsamiasz wesele z tym z filmu Smarzowskiego? Znowu nie widzę argume
    > ntu za podziałem gości.

    Dlatego, ze czesc całkiem spora wesel taka bywa.
    >

    >
    > Aha, zapomniałam, teraz śluby są "naszą prywatną sprawą". Pomyśleć, że genezą ś
    > lubów jest rytuał przejścia - założenie nowej rodziny - świętowany ze społeczn
    > ością w której żyjemy. A żyjemy wśród rodziny i znajomych. Argument, że wujkowi
    > e i ciotki "już się nabawili" jest równie dobry jak "już się nażyli".

    Nie, nie jest równie dobry, a to co piszesz tchnie manipulacją. Sa rózne osoby. ale stosunowo mało jest ludzi np. koło 70. lat, którzy lubią się bawic do białego rana przy rocku, przykladowo.

    a slub , a po nim wesele jest na tyle "publiczne" na ile to chcemy, czy musumy ptblicznym robic. Swoja droga sama/sam sobie przeczyszsmile z jedej strony piszesz, ze zapraszamuy najblizsze osoby i po kłopocie, a z drugiej, ze trzeba pyblicznie smile
    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • stara_dominikowa 11.02.11, 11:18
    kora3 napisała:
    > no kosztujesmile przynajmniej takich, którzy chcą dać prezent, czy gotówke nie na
    > "odczepnego". Poza tym na wesele nierzadko trzeba sprawic sobie nową kreację, a
    > to też kosztuje

    Prezent jest dobrowolny, jego koszt również. Nie widzę problemu.
    Na wesele można iść w klasycznej sukience jakich każda kobieta ma w szafie co najmniej dwie. Jedna też wystarczy. Mężczyzna zakłada garnitur. Nie widzę potrzeby robienia rewii mody na weselu, widać ma być pannę młodą, nie gościa.

    > Dlatego, ze czesc całkiem spora wesel taka bywa.

    Całkiem spora część ludzi nie myje się każdego dnia. Mam czuć się zobowiązana?

    Rzecz w tym ze sa osoby które z
    > racji np pokrewieństwa, czy powinowactwa WYPADA zaprosic, nawet gdy "bliskie" s
    > a tylko "na papierze"

    Jeżeli nie stać młodych i/lub rodziców na obiad dla 12 rodzeństwa z rodzinami - na obiad idą młodzi, rodzice i świadkowie. Razemsmile

    Sa rózne osoby.
    > ale stosunowo mało jest ludzi np. koło 70. lat, którzy lubią się bawic do biał
    > ego rana przy rocku, przykladowo.

    Nikogo nie zmuszam ani do tańca, ani do zabawy przy konkretnej melodii, a na pewno nie zamykam drzwi na klucz i nie trzymam gości do godziny X. Rolą gospodarza jest odpowiedni dobór repertuaru tak, aby wszyscy mieli szansę się bawić. To się da zrobić.

    > a slub , a po nim wesele jest na tyle "publiczne" na ile to chcemy, czy musumy
    > ptblicznym robic.

    Ślub przeważnie jest wydarzeniem jak najzupełniej publicznym, w miejscu dostępnym dla osób postronnych. Wesele to świętowanie zawarcia małżeństwa z kręgiem osób wśród których upływa nam życie, które razem były świadkami tego ślubu - zwykle jest to rodzina i znajomi. Świętujemy więc razem, nie dzielimy gości, bo okazja jest jedna. Ile osób zaprosimy - nie ma żadnego znaczenia.

    Swoja droga sama/sam sobie przeczyszsmile z jedej strony piszesz
    > , ze zapraszamuy najblizsze osoby i po kłopocie, a z drugiej, ze trzeba pyblicz
    > nie smile

    Nie zrozumiałaś. Ślub to rytuał przejścia, ogłoszenie społeczności w której żyjemy: "od dziś stanowimy początek nowej rodziny". Idea ślubu jako prywatnej sprawy przeczy jego genezie. Wesele to świętowanie tego wydarzenia. W grupach kilkudziesięcioosobowych, w jakich ludzie żyli tysiące lat temu łatwo było świętować założenie rodziny razem ze wszystkimi świadkami rytuału. Dziś, naszą społecznością są miliony ludzi, świętujemy najczęściej jedynie w tym kilkudziesięcioosobowym, naturalnym dla człowieka gronie. W skrajnych przypadkach, z racji finansowych i innych okoliczności życiowych reprezentacją społeczeństwa bywają jedynie świadkowie i rodzice. Nawet wtedy warto zjeść razem obiad i uczcić ślub. Powtarzam: razemsmile
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • kora3 11.02.11, 11:29
    stara_dominikowa napisała:
    >
    > Prezent jest dobrowolny, jego koszt również. Nie widzę problemu.

    Owszem, teoretyczniesmile Jasne,ze nie chodzi o o, ze prezentem "płaci się" za zaproszenie, ale też nie wypada moim zdaniem "wykpić się" drogiazbiem idąc na "wypasione" przyjecie.

    > Na wesele można iść w klasycznej sukience jakich każda kobieta ma w szafie co n
    > ajmniej dwie. Jedna też wystarczy. Mężczyzna zakłada garnitur. Nie widzę potrze
    > by robienia rewii mody na weselu, widać ma być pannę młodą, nie gościa.

    Wiesz, ok, tylko nie kazda kobieta lubi pokazywac się w starej sukience na hucznej imprze. Nie chodzi broń Boze o "przebijanie" panny młodejsmile ale wiekszosc z nas fobrze się czuje, gdy dobrze wyglada.

    >
    > Całkiem spora część ludzi nie myje się każdego dnia. Mam czuć się zobowiązana?

    Nie sądze, zebyś musiałasmile Natomiast dobrze uchwyciłas analogie - nie masz na to wpływu, ze Ci lidzie sie nie myją, za to musisz znosic tegoż skutki, czasem. Podobnie, nie TY wybierasz menu, orkiestre, czy lokal na wesele. Ja po prostu stwierdziłam fakt: sporo wesel jest własnie takich.

    >
    > Jeżeli nie stać młodych i/lub rodziców na obiad dla 12 rodzeństwa z rodzinami -
    > na obiad idą młodzi, rodzice i świadkowie. Razemsmile

    no i ok - usiłowałam Ci tylko przedstawic mozliwe sytuacjesmile
    >
    >
    > Nikogo nie zmuszam ani do tańca, ani do zabawy przy konkretnej melodii, a na pe
    > wno nie zamykam drzwi na klucz i nie trzymam gości do godziny X. Rolą gospodarz
    > a jest odpowiedni dobór repertuaru tak, aby wszyscy mieli szansę się bawić. To
    > się da zrobić.

    na pewno, ale czesem ludzie robią inaczejsmile

    Wiesz, zrozumialam o co ci chodzi. Tylko, ze jak napisałam wczesniej - skala publicznosci ze tak powiem slubu i wesela zalezy od młodej pary, jej zapatrywań na temat oraz zasobnosci czesto. W zasadzie najwiecej zcasu ludzie spedzają z ludźmi z ..pracy smile I nie zawsze wcale pół firmy na wesele prosze, nie? Ale prosza np. brata ojca swego, czasem i takiego z którym kontakt maja raz, dwa razy w roku, bo "wypada". Moim zdaniem kazdy ma prawo urządzać sobie swoje przyjecie poslubne, czy wesele, jak chce.


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • stara_dominikowa 11.02.11, 11:36
    kora3 napisała:
    Moim zdaniem kazdy ma prawo urządzać sobie swoje przyjecie p
    > oslubne, czy wesele, jak chce.

    Jeżeli mówimy o kodeksie karnym, to faktycznie, każdy ma prawosmile
    Teraz porównaj:
    Każdy ma prawo jeść tymi sztućcami, którymi chce.
    Każdy ma prawo wyjść z propozycją mówienia "ty" do kogo chce.
    Każdy ma prawo pluć na chodnik, jeżeli chce.

    Po co więc dyskusja na forum s-v?
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • kora3 11.02.11, 12:13
    stara_dominikowa napisała:
    >
    > Jeżeli mówimy o kodeksie karnym, to faktycznie, każdy ma prawosmile
    > Teraz porównaj:
    > Każdy ma prawo jeść tymi sztućcami, którymi chce.
    > Każdy ma prawo wyjść z propozycją mówienia "ty" do kogo chce.
    > Każdy ma prawo pluć na chodnik, jeżeli chce.

    Znam ten rodzaj "argumentacji" wiec niepotrzebnie sie wysilaszsmile

    Widzisz, normy sv mają to do siebie, ze wbrew temu, co sie niektórym zdaje, podlegaja pewnej elastycznosci. Zwykle jest to dla nas tak naturalne, ze nawet się nad tym nie zasranawiamy.
    Np. wiadomo, ze nie wypada pojawic się u kogos z wizytą niezapowiedzianym. Nikt dobze wtchowany tego nie kwesrionuje, ale wielu ludzi ma takich lidzu, u których MOZE sie pojawic, jak to mawiają niektórzy "w nocy o północy". To samo tyczy się telefonowania. Podobnie - sa srodowiska, w których lydzie bez wzgledy na wiek i status mówia sobie po imieniu i dzieje się to bez ceremoniały "przechodzenia na ty". Znów podobnie - są srodowiska, gdzie nie ma opcji, zeby wesele było kameralne, czy tez poslubna uroczystosc ograniczała się do uroczystgo obiadu, a sa takie, gdzie to przyjete

    No i jest jescze cos, co nazywa się empatia. To takie zrozumienie dla innychsmile Człowiek pozbawiony empatii widzi tylko to, ze młodzu "podzielili" gosci. A empatyczny zada sobie moze pytanie: dlaczego? Moze np. dlatego, ze nie chcieli pomijac nikogo z bliskiej rodziny, kto moze nie jest dla nich istostnie bliski, a nie stac ich było na wesele na 200 osób. Wiec te rodzine podjeli uroczystym obiadem, a znajomych zaprosili do klubu na drunka i pizze np.

    Ja bym w tym kierynku widziala takie postepowanie przede wszystkim. Gdyby chcieli zaprosic na wesele to prawdopodobnie musieliby nie mając kasy zrobic ostra selekcję gosci zarówno z rodziny dalszej, jak i wśród znajomych. Pytaie, czy fajniej czuje sie człowiek pominiety całkowicie, nawet jesli wie, ze młodych na zaproszenie wszystkich stac nie było, czy też podjety uroczystym obiadem, albo zaproszony na zabawe do klubu młodziezowego?
    >
    > Po co więc dyskusja na forum s-v?


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • genny1 11.02.11, 14:53
    No i jest jescze cos, co nazywa się empatia. To takie zrozumienie dla innychsmile Człowiek pozbawiony empatii widzi tylko to, ze młodzu "podzielili" gosci. A empatyczny zada sobie moze pytanie: dlaczego? Moze np. dlatego, ze nie chcieli pomijac nikogo z bliskiej rodziny, kto moze nie jest dla nich istostnie bliski, a nie stac ich było na wesele na 200 osób. Wiec te rodzine podjeli uroczystym obiadem, a znajomych zaprosili do klubu na drunka i pizze np.

    A to, tzn epatia, nie obowiązuje wszystkich?
  • kora3 11.02.11, 22:26
    genny1 napisała:
    >
    > A to, tzn epatia, nie obowiązuje wszystkich?

    hmmm no mozna na to patrzeć róznie: jeden człowiek wykazuje zrozumienie dla innych, drogi widzi tylko swoje "urazy" z powodu przerosnietego ego. Reidni kogos "nauczuć" empatii, jelsi jej nie ma


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • baba67 12.02.11, 09:37
    Dokladnie. Obraze sie na kolezanke ze studiow ze mnie na bankiet z rodzina nie zaprosila czy uciesze ze zaprosila mnie na impreze grillowa? Co trzeba miec w glowie zeby widziec w tym jakis problem? Chyba tylko gigantyczne ego.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • pick.up 13.02.11, 01:15
    "Robię przyjęcie na jakie mnie stać i zapraszam najważniejsze dla mnie osoby w liczbie, na jaką mogę sobie pozwolić."

    a zatem - robie dla rodziny i najblizszych obiad, na ktory mnie stac, a potem dyskoteke, na ktora mnie stac. ostatecznie te druga impreze mozna wylaczyc z zakresu stosowania nazwy "wesele" i problem nagle sie rozwiazuje.


    "Yyy... wesele kosztuje gości??"

    zaproszenie na wesele jest niemal oczywistym wezwaniem do przyniesienia odpowiedniego prezentu. mozemy sobie mowic, "ze zalezy nam na waszej obecnosci, a nie kasie" - ale nie badzmy hipokrytami, dobrze wiemy, ze gosc weselny nie przyjdzie z pustymi rekami.


    "Aha, zapomniałam, teraz śluby są "naszą prywatną sprawą". Pomyśleć, że genezą ślubów jest rytuał przejścia - założenie nowej rodziny - świętowany ze społecznością w której żyjemy. A żyjemy wśród rodziny i znajomych."

    uznawanie genezy rowniez jest nasza prywatna sprawa. bylem na kilku podobnych "weselach" i w zadnym wypadku rodzina nie miala zakazu wstepu do klubu, w ktorym panstwo mlodzi bawili sie ze swoimi przyjaciolmi i mlodszymi czlonkami rodziny. czesto ci bardziej zzyci "starsi" pojawiali sie, by potanczyc i napic sie piwa.
  • baba67 13.02.11, 11:02
    Pick up mamy ten sam sposob myslenia.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • joan-naaa 09.02.11, 21:02
    A mi tam się taki pomysł podoba i sama bym się na coś podobnego zdecydowałasmile tyle że może tą „imprezę weselną” to jednak zorganizowałabym np. w następny weekend, żeby tak jakoś się z tej restauracji nie spieszyć, a zostać z ciotkami, ile sobie będą życzyły... W pewnym sensie jest to rzeczywiście dzielenie gości, ale jeśli dla kogoś miałoby być to przykre to dla znajomych, a nie dla rodziny, bo wszyscy z rodziny jak najbardziej byliby zaproszeni na imprezę (a zapewne i część by z zaproszenia skorzystała). Znajomi z kolei by się nie obrazili, bo wiedzą, jakie mamy podejście do wesel i wiedzą od dawna, że od nas zaproszenia na żadne typowe weselicho nie uświadczą... Rodzice i jedni, i drudzy też wiedzą i nawet się z tego naszego podejścia cieszą, bo sami swoich wesel robić nie chcieli i nie robili...
    Tak więc myślę, że tu dużo zależy od wychowania i srodowiska, w jakich się wyrastało. Dlatego rozumiem w zupełności, że dla kogoś może być czymś niewyobrażalnym coś takiego, o czym piszesz...
  • virgaaurea 09.02.11, 22:47
    ja tak zrobilam i zrobila tak wiekszosc moich znajomych;
    po slubie obiad dla rodziny, a tydzien po lub tego samego dnia wieczorem - impreza dla znajomych (nawet nie zawsze w klubie, czasami dzialkowa);
    uwazam, ze to super sprawa;
    powod jest oczywisty - pierwszy to koszty; to jest kilkakrotnie tansze, jesli nie kilkunastokrotnie jesli ktos akurat ma mala rodzine, a znajomych duzo;
    jesli ktos (a wsrod moich przyjaciol/znajomych zdecydowana wiekszosc) samodzielnie finansuje cala impreze po prostu na tyle mu wystarcza, na wiecej po prostu go nie stac (lub moglby wydac wiecej, ale nie chce wydac 20tys. na impreze, skoro ma np. kupic mieszkanie);
    mi sie tam podoba, jakos nie mam problemu ze swietowaniem na dzialce zawarcia slubu przez przyjaciol;
    cioc i wujkow nie dalo by sie zaprosic, bo jednak im ze wzgledu na wiek potrzeba nieco wiecej wygody i mysle, ze jednak starsze pokolenie takiej formy by nie zaakceptowalo;
  • murwa.kac 09.02.11, 23:27
    czepiasz sie.

    slub jest prywatna sprawa osob go bioracych, jak rowniez wesele.
    prywatna - w sensie to panstwo mlodzi decyduja w jaki sposob chca zorganizowac.

    i nikomu nic do tego.

    a w 90% przypadkow wujkowie i ciotki ida na takie wesela, zeby sie nachlac i nazrec za free. taka nasza polska mentalnosc.
    i jeszcze kupa gosci weselnych to ludzie (choc rodzina), ktorych mlodzi widuja raz na ruski rok (noooo ale na wesele zaprosic trzeba, bo nie - nie wypada.), wiec czemu mieliby chciec swietowac ten najwazniejszy dzien z obcymi praktycznie ludzmi?
    ja wolalabym z przyjaciolmi, ktorych widze czesto, duzo i lepiej niz rodzina 'piata woda po kisielu'.

    dlatego osobiscie klaszcze tej nowej tradycji i baaaardzo ja pochwalam.
  • majaa 09.02.11, 23:51
    murwa.kac napisała:

    > a w 90% przypadkow wujkowie i ciotki ida na takie wesela, zeby sie nachlac i na
    > zrec za free. taka nasza polska mentalnosc.

    Ale bzdety zapodajesz, uważasz, że tak z pustymi rękami przychodzą na te wesela? Ładne mi darmowe żarcie...

    > i jeszcze kupa gosci weselnych to ludzie (choc rodzina), ktorych mlodzi widuja
    > raz na ruski rok (noooo ale na wesele zaprosic trzeba, bo nie - nie wypada.), w
    > iec czemu mieliby chciec swietowac ten najwazniejszy dzien z obcymi praktycznie
    > ludzmi?
    > ja wolalabym z przyjaciolmi, ktorych widze czesto, duzo i lepiej niz rodzina 'p
    > iata woda po kisielu'.
    >
    > dlatego osobiscie klaszcze tej nowej tradycji i baaaardzo ja pochwalam.
  • jolunia01 10.02.11, 10:10
    murwa.kac napisała:

    > slub jest prywatna sprawa osob go bioracych, jak rowniez wesele.
    > prywatna - w sensie to panstwo mlodzi decyduja w jaki sposob chca zorganizowac.
    > i nikomu nic do tego.

    Super podejściesmile Dziekuję, że mnie, starą babę, uswiadomiłaś. Co prawda nigdy nie widziałam, żeby to "państwo młodzi" całkiem samodzielnie organizowali taką imprezę, ale być może i to się zdarza.

    > a w 90% przypadkow wujkowie i ciotki ida na takie wesela, zeby sie nachlac i na
    > zrec za free. taka nasza polska mentalnosc.

    Oszczędzę zatem kosztów i kłopotu swojemu chrześniakowi, a za zaoszczędzone pieniądze "prezentowe" pojadę na egzotyczne wakacje. W końcu te parę tysięcy, które bym wydała, że sie "za free nachlac i nażreć" moge spożytkować inaczej.

    > i jeszcze kupa gosci weselnych to ludzie (choc rodzina), ktorych mlodzi widuja
    > raz na ruski rok (noooo ale na wesele zaprosic trzeba, bo nie - nie wypada.),

    Słusznie - rodzina to nie ludzie, tak naprawdę. Twojej rodzinie współczuję.

    > wiec czemu mieliby chciec swietowac ten najwazniejszy dzien z obcymi praktycznie
    > ludzmi? ja wolalabym z przyjaciolmi, ktorych widze czesto, duzo i lepiej niz rodzina 'p
    > iata woda po kisielu'.

    No właśnie. Po co ci rodzina? Przeciez to taki przeżytek. Ty, nowoczesna osoba, wolisz się odciąć, bo będziesz wiecznie piekna i młoda. Gorzej będzie wtedy, kiedy ci tylko "i" zostanie.

    > dlatego osobiscie klaszcze tej nowej tradycji i baaaardzo ja pochwalam.

    Twój wybór.
    --
    O, to ja - taka mądra jestem?!
  • misself 09.02.11, 23:39
    stara_dominikowa napisała:

    > Spotkałam się już drugi raz z sytuacją dzielenia gości weselnych i nie podoba m
    > i się to. Wygląda to tak: para bierze ślub w kościele, następnie zaprasza rodzi
    > ców, babcie, ciotki i wujów na obiad. Wieczorem natomiast, spotykają się z młod
    > ymi znajomymi w klubie w ramach "imprezy weselnej".

    Co kto lubi.
    Dzięki takiemu podziałowi młodzi mogą się bawić przy muzyce dla młodych i tańczyć "nowocześnie", a nie drobić do muzyki weselnej w parach z wujkiem czy dziadkiem.
    Można przyjęcie zrobić w kameralnej restauracji, zamiast biedzić się nad dostosowaniem kiczowatego domu weselnego do podstawowych standardów estetycznych (tak, wiem, są ładne domy weselne, tylko czemu jeszcze żadnego nie widziałam?).
    Oszczędza się pieniądze i czas, swoje i gości. (Za to pewnie zostanę zjechana, ale co poradzę, że cały biznes ślubny mnie mierzi.)

    Minus widzę tylko jeden: że jeśli młodzi są przyjezdni, to podczas obiadu nie będą mieli co ze sobą zrobić. Ale można imprezę ze znajomymi przełożyć na inny dzień i też będzie OK.
    --
    Mój ekskribicjonizm kontrolowany.
    ich4pory.blogspot.com
  • matylda1001 10.02.11, 02:40
    misself napisała:

    > Minus widzę tylko jeden: że jeśli młodzi są przyjezdni, to podczas obiadu nie będą mieli co ze sobą zrobić.<

    Co za problem? mogą pójść do kina, a latem to nawet na ławce w parku posiedziećwink

    --
    Oszołom-z-radia-maryja skłamał pisząc, że "Nasz(tfu!)Dziennik" nie prowadzi Forum.
    forum.dlapolski.pl/
    Niniejsza sygnaturka jest karą dla Oszołka, za zachowanie niegodne katolika!
  • misself 10.02.11, 12:59
    matylda1001 napisała:

    > misself napisała:
    >
    > > Minus widzę tylko jeden: że jeśli młodzi są przyjezdni, to podczas obiadu
    > nie będą mieli co ze sobą zrobić.<
    >
    > Co za problem? mogą pójść do kina, a latem to nawet na ławce w parku posiedzieć wink

    No mogą, mogą, tylko jednak zapewnianie rozrywek gościom jest zwyczajowo domeną gospodarzy smile
    --
    To ja!
  • matylda1001 10.02.11, 15:33
    misself napisała:

    > No mogą, mogą, tylko jednak zapewnianie rozrywek gościom jest zwyczajowo domeną
    gospodarzy smile <

    Na końcu mojej poprzedniej wypowiedzi pojawił się taki znaczek: " wink " On coś "mówi".
    Teraz nie pozostało mi nic innego, jak tylko dodać, że Państwo Młodzi mogą na tej ławce posiedzieć razem z gośćmi wink
  • genny1 10.02.11, 07:42
    Smutno się robi przy czytaniu tych wypowiedzi. Po pierwsze brak chęci świętowania z rodziną. Wypowiadanie się o ciotkach i wujkach jako niepotrzebnym balaście, którzy przychodzą tylko po to, żeby się najeść i jak ładnie ktoś powiedział "nachlać" budzi mój najgłębszy niesmak. Od piszących tu potencjalnych nowożeńcach, kórzy wszak nie mają po 13 lat, można chyba wymagać większej dojrzałości w myśleniu i nieco innej filozofii.
    Po drugie, rodzice standardowych nowożeńców mają zazwyczaj pięćdziesiątkilka lat, ich rodzeństwo podobnie, i niejednemu młodemu towarzystwu mogliby zaimponować umiejętnością zabawy.
    Zabawa młodych w klubie czy na działce tydzień później jest moim zdaniem ok. Ale dlaczego tyle krytycznych (i pogardliwych) uwag pod adresem rodzinnego spotkania?
  • kot_kreskowy84 10.02.11, 10:22
    Podpisuję się pod tym, co napisała genny1.
    Nie rozumiem, dlaczego każda dyskusja na temat ślubów i wesel (czy to na forum, czy na żywo) najczęściej sprowadza się do podziału: albo ogromniaste wiejskie wesele na 200 osób za ciężką kasę, z rodziną do 5 stopnia pokrewieństwa (bo wypada), przy disco polo, najlepiej w remizie z zataczającymi się wujkami albo nowoczesne wesele, a w zasadzie obiad dla najbliższych - 2 godzinki i do domu.
    Ostatnio byłam na kilku weselach i każde było tradycyjne, na żadnym nie widziałam pijanych osób, parkiet był ciągle pełny, muzyka zróżnicowana i wszyscy wyraźnie zadowoleni. Czyli wszystko się da.
    U nas na weselu była i ciocia, której nie widziałam od kilkunastu lat i najblizsi przyjaciele moi i męża. I też się dało.
  • falka_85 10.02.11, 11:10
    To ja też się podpiszę, średnio mi się podoba takie rozwiązanie, na szczęście nigdy się z czymś takim nie spotkałam. Co najwyżej z imprezą dla znajomych robioną tydzień po ślubie (takie rozwiązanie już bardziej mi się podoba, a z pewnością jest lepsze niż zapraszanie młodych bez osób tow. w ramach oszczędności). Moim zdaniem to bardzo nietaktownie wobec jednej i drugiej grupy gości. "Starsi" prosto z kościoła czy urzędu pomkną do restauracji na kolację, po czym po dwóch godzinach koniec imprezy: państwo młodzi lecą do klubu. "Młodzi" za to przez ten czas chyba będą czekać na ławce w parku na ich część wesela. Jeszcze jeśli dany gość mieszka niedaleko to jakoś ten czas przeczeka, ale ktoś z daleka to zdecydowanie może mieć problem co ze sobą zrobić. Gdzie tu jakakolwiek gościnność?
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • misself 10.02.11, 13:09
    genny1 napisała:

    > Smutno się robi przy czytaniu tych wypowiedzi. Po pierwsze brak chęci świętowan
    > ia z rodziną.

    Wydaje mi się, że warto uszanować zarówno brak chęci, jak i chęć świętowania w inny sposób niż SIĘ przyjęło.

    > Po drugie, rodzice standardowych nowożeńców mają zazwyczaj pięćdziesiątkilka la
    > t, ich rodzeństwo podobnie, i niejednemu młodemu towarzystwu mogliby zaimponowa
    > ć umiejętnością zabawy.

    Myślę, że powinno się rodzaj imprezy dostosowywać do konkretnego przypadku konkretnej rodziny - jeśli rodzina nie lubi tańczyć, to dajmy im obiad, jeśli rodzice nie akceptują naszych znajomych, to ich rozdzielmy.
    --
    Mój ekskribicjonizm kontrolowany.
    ich4pory.blogspot.com
  • genny1 11.02.11, 07:18
    Naprawdę, Miss, oczekujesz szacunku dla lekceważenia własnej rodziny? Ja to mogę przyjąć do wiadomości, ale żeby zaraz szacunek ...
    A poza tym, gdzie ja napisałam, że należy świętować akurat w ten sposób, bo tak SIĘ przyjęło?
    Chociaż, między nami mówiąc, są normy, które SIĘ przyjmuje i których SIĘ przestrzega
  • bertrama 10.02.11, 08:26
    Niech każdy robi to, co lubi. I będzie OK. To dzień pary młodych i mają prawo go spędzić tak, jak chcą. Nie widzę w tym nic niestosownego, że rodzina będzie osobno. A znajomi osobno. Bardzo rozsądne rozwiązanie.
  • tojatojatoja 10.02.11, 09:07
    stara_dominikowa napisała:
    > Spotkałam się już drugi raz z sytuacją dzielenia gości weselnych i nie podoba m
    > i się to. Wygląda to tak: para bierze ślub w kościele, następnie zaprasza rodzi
    > ców, babcie, ciotki i wujów na obiad. Wieczorem natomiast, spotykają się z młod
    > ymi znajomymi w klubie w ramach "imprezy weselnej". Co to za nowy zwyczaj?

    Moim zdaniem genialny pomysł! Fajnie, że ktoś na taki wpadł! smile
  • algod 10.02.11, 10:28
    Ja się z czymś podobnym spotkałam dwa razy, ale w obu przypadkach nie szło o oddzielenie rodziny i znajonych, tylko raczej o dwa kręgi - węższy i szerszy.
    Obiad w eleganckiej restauracji był dla tych, którym się "z wieku i urzędu" należało szczególnie dobre przyjęcie - czyli przede wszystkim dla rodziny.
    A potem wieczorna i nocna impreza, np. w sali rekreacyjnej na działkach, ze zorganizowaną jakąś aprowizacją i oprawą, ale tanią, uproszczoną, nieszczególnie staranną i elegancką. Na tę imprezę zaproszeni byli wszyscy, którzy mieli chęć - i rodzina, i szeroki krąg znajomych. Liczba gości nie musiała być tutaj ściśle wyliczona, a zabawa była swobodniejsza. W obu przypadkach dużo ludzi z rodziny - także starszych - przyszło przynajmniej na początek tej drugiej imprezy.
    Pomysł był podyktowany głównie względami finansowymi, ale wydał mi się też całkiem fajny towarzysko. Jako znajoma zaproszona tylko na tę drugą imprezę, bawiłam się lepiej niż na tradycyjnym weselu.
  • marinellla 10.02.11, 11:16
    Och och. Zwolennicy rodzinnego świętowania uciekają się wg mnie do dość nieprzyjemnych argumentów. Nieludzkie, okrutne i niewychowane, i co tam jeszcze.
    Czy możecie przyjąć do wiadomości, że - być może Wy macie przekochaną, cudowną, bliską rodzinę - ale jest sporo ludzi, którzy mają np. 5 czy 8 osób bliskiej rodziny (czyli razem uzbiera się ich może 15 z obu stron), a reszta to dawno niewidziane cioteczki, piąta woda po kisielu, z którą nie rozmawia się nawet na święta? Dlaczego niby takie osoby miałyby przyjechać MNIE POZNAĆ na moim weselu?
    I co jest złego w tym, że nie mając akurat dziesięciu kochanych kuzynów, mam dwadzieścia czy trzydzieści ważnych dla mnie osób z mojego pokolenia, przyjaciół, kumpli, znajomych, których chciałabym na świętowanie mojego ślubu zaprosić? I wolałabym spędzić czas wśród nich, a nie na jakichś szalonych "zabawach" weselnych prowadzonych przez wesołego wodzireja wg schematów z połowy ubiegłego wieku tongue_out

    A nawiasem mówiąc, jeśli ktoś dopiero zaczął zarabiać, a akurat w tym roku iluś znajomych wymyśliło sobie wystawne wesela w pałacykach po 35 tys. jedno, to wyjście z twarzą z zagadnienia prezentu/koperty wcale nie jest takie łatwe, i proszę mi tu nie pisać "dajesz ile możesz", bo jednak jest to krępujące.
  • antekcwaniak 10.02.11, 10:57
    Jak mówi twój nick jesteś stara baba i nie zrozumiesz młodych. To czy się to podoba Tobie czy nie, nie ma najmniejszego znaczenia. Dzień ślubu to święto pary młodej. Oni organizują wesele, przyjęcie lub poczęstunek. Zostajesz zaproszona na taką formę przyjęcia jaką oni organizują. A komentarz w stylu "nie podoba mi się" świadczy tylko i wyłącznie o braku kultury osobistej i taktu !
    --
    Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu...
  • stara_dominikowa 10.02.11, 11:11
    Oho, wątek na głównej, czekam jeszcze na opinię gazeta_mi_placi i inwektywy kretynofilasmile

    Smutne jest to, jak forumowicze postrzegają samą ideę ślubu (prywatna sprawa, tylko, że w kościele lub urzędzie ze skutkami prawnymi), jak nie lubią swojej rodziny (no, chyba, że w momencie otwierania testamentu albo jak trzeba babcię zaprząc do opieki nad wnukami) i przeliczają wszystko na pieniądze (jak zrobić, żeby "talerzyk" się zwrócił, a najlepiej jeszcze zarobić na gościach).

    Pozdrawiam adminów - znowu mam szansę zareklamować swoje niszowe forum!

    |
    |
    V
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • antekcwaniak 10.02.11, 11:29
    Ty masz ogromny problem z myśleniem. Większość z osób, którzy popierają tak skrytykowany przez Ciebie podział wesela nie porusza tematów lubienia lub nie rodziny, tym bardziej testamentów i pomocy przy dzieciach. Musisz mieś jakiś problem emocjonalny z tym. Czyżby dzieci nie chciały zaprosić starej matki na ślub ? A może trzymasz się rękoma i nogami majątku i chcesz go zabrać do grobu ?
    To Ty jesteś gościem na imprezie. I to Ty musisz podporządkować się do reguł jakie ustalili zapraszający. Nie odwrotnie !!!
    --
    Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu...
  • genny1 11.02.11, 07:22
    A co, jeśli to nie młodzi, a rodzice płacą? Czyżby wtedy obowiązywały normy rodziców? Ergo, pieniądze decydują o racji?
  • joan-naaa 10.02.11, 11:51
    Źle to wszystko rozumiesz... Jak pisze antekcwaniak - nie chodzi tu o żadne lubienie czy nielubienie! jak kogoś nie lubię, to go nie zapraszam ani na obiad, ani na imprezę! i nie jest tu ważne wcale, czy ten ktoś mi zapisał kupę kasy w testamencie czy nie...
    Po prostu nie chcę mieć wesela, to go nie robię i tyle. Chcę zorganizować obiad dla najbliższych, żeby bylo milo i im, i nam (bo byłoby nam miło! to dla mnie przyjemność zjeść uroczysty obiad z rodziną) to organizujęsmile a potem chcę się na luzie pobawić (zabawy weselne naprawdę mi do końca nie odpowiadają...), to się bawię... Cała filozofiasmile żadne lubienie/nielubienie i żadne płacenie za talerzyki...
  • matylda1001 10.02.11, 11:40
    Wydaje mi się, że takie dzielenie gości jest zaprzeczeniem idei wesela. Wesele to impreza, na której z założenia bawią sie razem rodzina i znajomi, starzy i młodzi, często nawet dzieci. Wesele ma swój własny urok, w który wpisana jest swojego rodzaju "kiczowatość", większa lub mniejsza w zależności od środowiska. Osobiście nie odważyłabym się podzielić swoich gości, wydaje mi się to bardzo nie na miejscu.
  • misself 10.02.11, 13:14
    matylda1001 napisała:
    > Wesele ma swój własny urok, w który wpisana jest sw
    > ojego rodzaju "kiczowatość", większa lub mniejsza w zależności od środowiska.

    Coś takiego można powiedzieć o każdym święcie.
    Jedni jedzą barszczyk, inni grzybową. Czy jest sens wykazywanie, który sposób jest lepszy?
    Różnie to bywa, jedni mają okropną rodzinę, inni fajną, jedni lubią taniec w parach na parkiecie, inni podrygi solo w klubie. W imię czego powinniśmy łączyć ze sobą przeciwieństwa? W imię SV? Żeby wszyscy czuli się źle?
    --
    To ja!
  • majaa 10.02.11, 13:38
    A ja nie wiem, po co tworzyć sztuczne antagonizmy? Bywałam już w swoim życiu na wielu weselach, tradycyjnych, "wspólnych", i jakoś nigdy nie odniosłam wrażenia, żeby ludzie mieli z tym problem. A malkontenci znajdą się zawsze i wszędzie, nawet na zabawie klubowej w wyselekcjonowanym towarzystwie.
  • nm.buba011 10.02.11, 13:43
    misself napisała:

    > Różnie to bywa, jedni mają okropną rodzinę, inni fajną, jedni lubią taniec w pa
    > rach na parkiecie, inni podrygi solo w klubie. W imię czego powinniśmy łączyć z
    > e sobą przeciwieństwa? W imię SV? Żeby wszyscy czuli się źle?

    - jak powinno się podzielić?
    Podaj kryteria wiekowe czy inne?
    Młodzi - starzy?
    Rodzina - znajomi.
    Sprawni - niedołężni w kontekście tańców.
    Masz tylko dwie grupy.

    O ile nie mówimy o zgodności z s-v, to w takim razie inne forum, np. survival, brzmi nawet podobnie?
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • misself 10.02.11, 14:23
    nm.buba011 napisał:
    >
    > - jak powinno się podzielić?
    > Podaj kryteria wiekowe czy inne?

    Fajny chwyt, żeby udawać, że nie wiesz, o co chodzi smile
    Zasada zakłada, że nie dzielimy w ogóle.
    Ale są różne sytuacje, w których od zasady należy odejść w imię innej zasady, np. dobrostanu psychicznego gości.
    --
    "Pływanie pod prąd wyrabia mięśnie." (Z. Herbert)
  • nm.buba011 10.02.11, 14:38
    misself napisała:


    > Ale są różne sytuacje, w których od zasady należy odejść w imię innej zasady, n
    > p. dobrostanu psychicznego gości.

    - obojętnie, do której grupy by mnie zaliczono, prosiłbym o uzasadnienie.
    Opcjonalnie, zapytałbym, o powód pozbawienia mnie dokonania wyboru.
    Banalnie: kawa czy herbata?
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • antekcwaniak 10.02.11, 14:44
    Jesteś zaproszonym gościem. Na taką imprezę zostałaś zaproszona. Nikt tłumaczyć się Tobie nie musi. Nie podoba się to nie przychodź !!! O uzasadnienie to możesz prosić komisję orzekającą o niepełnosprawności fizycznej lub umysłowej !
    --
    Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu...
  • nm.buba011 10.02.11, 14:51
    - Antku, to forum s-v. Mam świadomość powiedzenia: Wolność Tomku, w swoim domku, jak również, ze każde zaproszenie jest jedynie opcjonalne.
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • antekcwaniak 10.02.11, 14:59
    To nie wolność Tomka należy rozpatrywać tylko opcję. Skoro ta opcja Tobie/Wam nie pasuje, to nie przyjmujcie zaproszenie. Natomiast mówienie, że ta opcja jest z zasady zła świadczy o małostkowości i bardzo wąskich horyzoncie myślowym !
    --
    Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu...
  • matylda1001 10.02.11, 13:54
    misself napisała:

    > Coś takiego można powiedzieć o każdym święcie.<

    Nie koniecznie, wesele to wesele, i każdy wie na czym polega. Zasadą jest to, że właśnie wszyscy bawią się razem, młodzi i starsi. To chyba jedyna impreza na której tak jest.

    > Jedni jedzą barszczyk, inni grzybową.<

    Mogą sobie jeśc co chcą, pod warunkiem, że sami dokonają wyboru. Jeśli nie dajemy wyboru, to lepiej (i bezpieczniej) jest podac wszystkim to samo, nawet na kolacji wigilijnej (bo tak mi się skojarzyło). Żeby dac wybór w kwestii wesela, to należałoby zapytac kazdego gościa o to, czy woli uczestniczyć w statecznym obiedzie, czy pojśc poszaleć do klubu.
    Moja ciocia Todzia (rocznik 1934) na bank wybrałaby klubsmile Ona nawet jak jedzie do sanatorium, to prosi o miejsce w pokoju z 30-latkami, bo ze "starymi" nie wyrabiasmile

    >W imię czego powinniśmy łączyć ze sobą przeciwieństwa? <

    W imię tradycji. Tyle wesel odbywa się w każdą sobotę a jeszcze nie słyszałam, żeby gdzies goście sie pogryźli wink Wesele, to wesele.
  • misself 10.02.11, 14:31
    matylda1001 napisała:
    >
    > Nie koniecznie, wesele to wesele, i każdy wie na czym polega.

    Tak? Byłam w życiu na kilku weselach i każde wyglądało inaczej.

    > Zasadą jest to, że właśnie wszyscy bawią się razem, młodzi i starsi.

    A jak się nie lubią bawić bądź nie stać ich na to, to i tak powinni się zmusić i zapożyczyć?

    > Żeby dac wybór w kwestii wesela, t
    > o należałoby zapytac kazdego gościa o to, czy woli uczestniczyć w statecznym ob
    > iedzie, czy pojśc poszaleć do klubu.

    Przyjmuję i zakładam, że osoby wybierające taki a nie inny sposób organizacji tej imprezy znają swoją rodzinę i jej preferencje w tym względzie.

    > >W imię czego powinniśmy łączyć ze sobą przeciwieństwa? <
    > W imię tradycji.

    Zaletą współczesności jest prawo do wyboru spośród różnych tradycji albo do stworzenia własnej smile U jednych jest tradycja barszczyku, u innych grzybowej, a zawsze się znajdą jednostki kontestujące zupy lub kontestujące święta w ogóle.

    > Tyle wesel odbywa się w każdą sobotę a jeszcze nie słyszałam,
    > żeby gdzies goście sie pogryźli wink

    Awantury na weselach też bywają. Także o błahe sprawy.
    --
    To ja!
  • stara_dominikowa 10.02.11, 14:48
    misself napisała:
    > A jak się nie lubią bawić bądź nie stać ich na to, to i tak powinni się zmusić
    > i zapożyczyć?

    Misself, chodzi o dzielenie gości. Nie chodzi o skalę, czy styl imprezy.
    Rozumiesz?
    Spotkanie w niewielkim gronie przy obiedzie dla wszystkich albo wystawne przyjęcie dla wszystkich, czy też coś pomiędzy, dalej dla wszystkich gości: rodziców, dziadków, cioci Hani, wujka Stefana, sąsiadki Ani i kolegi z pracy Bartka.
    Nie chodzi o zasobność portfela, gust kulinarny, czy muzyczny państwa młodych, są różne przyzwyczajenia, ale o fakt dzielenia gości mimo, że świętują z jednej okazji.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • falka_85 10.02.11, 14:57
    > Misself, chodzi o dzielenie gości. Nie chodzi o skalę, czy styl imprezy.
    Właśnie. A może podzielić tak: ciocię Hanię i wujka Stefana zaprosić na eleganckie (i kosztowne) przyjęcie w bardzo drogiej restauracji: wyśmienite jedzenie i trunki itd. A równolegle kolegę z pracy Bartka do podrzędnej, taniej knajpki, gdzie danie główne to przypalony mielony z frytkami. Bo wiecie Bartek coś ostatnio wspominał, że niezbyt lubi eleganckie restauracje, to trzeba w jego gust trafić.
    --
    Kto śpi, nie grzeszy, więc miła osobo,
    nie będzie grzechu, gdy prześpię się z tobą.

    — Jan Izydor Sztaudynger
  • matylda1001 10.02.11, 16:24
    misself napisała:

    > Tak? Byłam w życiu na kilku weselach i każde wyglądało inaczej. <

    No cóż... raz podają flaczki (mniam-mniamwink, innym razem rosół (brrr...). Raz jest zespół, innym razem didżej, raz to była piękna restauracja, kiedyś skromny dom weselny, ale nigdzie nie dzielili gości.

    > A jak się nie lubią bawić bądź nie stać ich na to, to i tak powinni się zmusić
    i zapożyczyć?<

    Czy my tu rozmawiamy o kosztach, czy o zasadach?

    > Przyjmuję i zakładam, że osoby wybierające taki a nie inny sposób organizacji tej imprezy znają swoją rodzinę i jej preferencje w tym względzie.<

    A ja mysle, że nawet jesli znają, to i tak nie biorą pod uwagę.

    > Zaletą współczesności jest prawo do wyboru spośród różnych tradycji albo do stw własnej U jednych jest tradycja barszczyku, u innych grzybowej, a zawsze się znajdą jednostki kontestujące zupy lub kontestujące święta w ogóle. <

    smile Co Ty z tą grzybową? Niech będzie grzybowa, albo barszczyk, ale to nie Ty powinnas decydować co ma jeść Twój gość, jeśli jest wybór. Wypada zapytać co kto woli, albo wszystkim podac to samo.

    > Awantury na weselach też bywają. Także o błahe sprawy.<

    No... bywają, ale chyba nie dlatego, że wujek Stefan poprosił do tańca licealistkę Małgosię, a ta się obraziła, poniewaz uznała, że wujek jest za stary na tańce i powinien skupić sie na schabowym wink
  • antekcwaniak 10.02.11, 14:14
    Czy tak trudno zrozumieć, że są ludzie którzy chcą dzielić wesela dla rodziny i dla znajomych ?
    Mają jakieś powody. Nie ma znaczenia jakie to są powody. Wam ujadającym nad bezsensownością takiego podziału pozostaje dostosować się do formy imprezy. Jeśli nie pasuje taka forma to zwyczajnie odmawiacie. Znając jednak podejście tego typu ludzi, Wy po prostu idziecie, najadacie się a potem wylewacie na forum swoje frustracje jaka to beznadziejna impreza była. Jak już pisałem to święto pary biorącej ślub. Mają prawo organizować wedle swoich upodobań, marzeń i gustu. Nie każdy musi być fanem wiejskich wesel, ogromnych spędów zakrapianych alkoholem. Już słyszę Wasze ujadanie na temat ludzi którzy wcale nie organizują przyjęć, bądź wyjeżdżają w podróż nie organizując żadnego przyjęcia.
    --
    Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu...
  • nm.buba011 10.02.11, 14:45
    antekcwaniak napisał:

    > Znając jednak podejście tego ty
    > pu ludzi, Wy po prostu idziecie, najadacie się a potem wylewacie na forum swoje
    > frustracje jaka to beznadziejna impreza była.

    - być może znasz siebie, ale dlaczego akurat... mnie?

    > Mają prawo organizować wedle swoich upodobań, marzeń i gustu. Nie
    > każdy musi być fanem wiejskich wesel, ogromnych spędów zakrapianych alkoholem.

    - jedynie mogę zauważyć co jest zgodne z s-v, a to te forum.

    > Już słyszę Wasze ujadanie na temat ludzi którzy wcale nie organizują przyjęć,
    > bądź wyjeżdżają w podróż nie organizując żadnego przyjęcia.

    - słyszysz głosy, ujadanie (!?). Nie dobrze.
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • antekcwaniak 10.02.11, 14:55
    Pani nieznajoma, zgodne z s-v należy przyjąć zaproszenia w formie jaką proponuje gospodarz ! Po Twojej wypowiedzi wyraźnie widać, że nie masz o tym zielonego pojęcia !
    --
    Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu...
  • majaa 10.02.11, 15:49
    antekcwaniak napisał:

    > Pani nieznajoma, zgodne z s-v należy przyjąć zaproszenia w formie jaką proponu
    > je gospodarz ! Po Twojej wypowiedzi wyraźnie widać, że nie masz o tym zielonego
    > pojęcia !

    Na szczęście mam wybór: mogę zaproszenia nie przyjąć... jeśli uznam, że "kategoria", do której przyporządkował mnie gospodarz niezbyt mi odpowiada.
  • antekcwaniak 10.02.11, 16:01
    Większe szczęście ma zapraszający, bo nie musi zapraszać Ciebie !
    --
    Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu...
  • matylda1001 10.02.11, 15:54
    antekcwaniak napisał:

    > Pani nieznajoma, zgodne z s-v należy przyjąć zaproszenia w formie jaką proponuje gospodarz ! Po Twojej wypowiedzi wyraźnie widać, że nie masz o tym zielonego pojęcia !<

    A ja na przykład, od Ciebie, to bym żadnego zaproszenia nie przyjęłasmile Zgadniesz dlaczego?
  • antekcwaniak 10.02.11, 16:00
    Ale ja nie zamierzałem Ciebie zapraszać ! Ja nie dzielę przy zaproszeniu ludzi na rodzinę i znajomych, młodych i starych. Ja ludzi dzielę na mądrych i głupców. Zapraszam tylko mądrych ludzi. A Ty do pierwszej grupy nie należysz. Na moje zaproszenie liczyć więc nie możesz !
    Dlatego Twoja informacja o przyjęciu, bądź nie mojego zaproszenia zupełnie mnie nie interesuje !
    --
    Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu...
  • matylda1001 10.02.11, 16:37
    antekcwaniak napisał:

    > Ale ja nie zamierzałem Ciebie zapraszać ! Ja nie dzielę przy zaproszeniu ludzi
    na rodzinę i znajomych, młodych i starych. Ja ludzi dzielę na mądrych i głupców. Zapraszam tylko mądrych ludzi. A Ty do pierwszej grupy nie należysz. Na moje zaproszenie liczyć więc nie możesz ! Dlatego Twoja informacja o przyjęciu, bądź nie mojego zaproszenia zupełnie mnie
    nie interesuje !<

    A ja Ci jednak napisze dlaczego nie przyjęłabym Twojego zaproszenia. Jesteś bardzo źle wychowany i wcale nie wierzę, że ludzie mądrzy sa tak ślepi, żeby tego nie zauważyć. Pewnie otaczasz się ludzmi podobnymi do siebie.


    --
    Oszołom-z-radia-maryja skłamał pisząc, że "Nasz(tfu!)Dziennik" nie prowadzi Forum.
    forum.dlapolski.pl/
    Niniejsza sygnaturka jest karą dla Oszołka, za zachowanie niegodne katolika!
  • majaa 10.02.11, 18:03
    no i się doczekałeś, ktoś Ci wreszcie wyrąbał prawdę w oczy. Ciekawe tylko, czy wyciągniesz wnioski.
  • antekcwaniak 15.02.11, 10:50
    I co ? Że niby rozpłaczę się z tego powodu ? Albo zamknę się w sobie ? Nikt niczego mi nie wyrąbał. A matylda1001 wręcz się ośmieszyła. A brak kultury i wychowania to należy zarzucić tym wszystkim, którzy nie potrafią zaakceptować formy imprezy jaką organizuje para młoda.
    O braku kultury i podstawowej wiedzy na temat s-v pisałem do matylda1001 we wcześniejszych wątkach. Dlatego pisząc do mnie mogłaby by choć odrobinę oryginalniejsza. Z tego wynika, że i o oryginalność tej pani nie można posądzić wink
    --
    Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu...
  • matylda1001 15.02.11, 12:16
    antekcwaniak napisał:

    > Nikt niczego mi nie wyrąbał.<

    Bo Ty nie rozumiesz kulturalnej mowy, subtelnie sformułowane uwagi nie trafiają do Ciebie. Tobie należałoby plunąć w twarz.

    > O braku kultury i podstawowej wiedzy na temat s-v pisałem do matylda1001 we wcześniejszych wątkach.<

    Kłamiesz! Nie pisałeś w żadnym wątku, bo cała Twoja radosna twórczość na tym Forum ogranicza się do tego:
    szukaj.gazeta.pl/forumSearch.do?&s.sm.query=antekcwaniak&s.sm.forumXx=10226&s.sm.author=&sf=tresc&s.sm.title=
    W związku z czym nie miałam dotychczas (nie)przyjemności rozmawiania z Tobą w żadnym wątku.

    W tym wątku też nie pisałeś do mnie, bo jedyny Twój post skierowany do mnie był reakcją na moją uwagę , że nie przyjęłabym Twojego zaproszenia. Zareagowałam w ten sposób pod wpływem chamskich uwag, które wyczytałam w Twoich wypowiedziach, a które skierowałeś ogólnie lub personalnie do osób wypowiadających się w tym wątku.
    Zamiast się opamiętać, brniesz dalej, wystawiając o sobie i swojej kulturze jak najgorsze świadectwo.

    >Dlatego pisząc do mnie mogłaby by choć odrobinę oryginalniejsza. Z tego wynika, że i o oryginalność tej pani nie można posądzić wink <

    Błazen!
  • stara_dominikowa 10.02.11, 19:18
    antekcwaniak napisał:
    Ja nie dzielę przy zaproszeniu ludzi
    > na rodzinę i znajomych, młodych i starych. Ja ludzi dzielę na mądrych i głupców
    > . Zapraszam tylko mądrych ludzi.

    Czy był sens tak się gorączkować, skoro na koniec sam przyznałeś, że dzielenie gości nie ma sensu? Nie taki cwaniak z Ciebie.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • antekcwaniak 15.02.11, 10:41
    Czytaj ze zrozumieniem. Wtedy wyciągniesz właściwe wnioski. Jednak stara baba z Ciebie i nic nie rozumiesz smile
    --
    Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu...
  • stara_dominikowa 16.02.11, 10:19
    Antek, zauważyłam, że jesteś złośliwy i sprawia Ci przyjemność pisanie rzeczy uderzających nie w argumenty, ale w autora. Wiedz, że robisz to wszystko bez wdzięku i polotu. Tym samym Twoje wpisy odrzucają czytelnika - w dodatku są niekonsekwentne merytorycznie, a ich forma jest niezgrabna. Nie jesteś ani kontrowersyjny, ani odkrywczy, ani zabawny.
    Oczywiście - jeżeli Twoim celem jest jałowa aktywność polegająca na tym, aby być nudnym, prostackim, wtórnym i mało interesującym użytkownikiem forum jakich tysiące pojawiają się i znikają bez śladu w pamięci forumowiczów - przyznam, że udaje Ci się.
    --
    Ale wieś! Forum o "Chłopach" Reymonta
  • matylda1001 11.02.11, 14:52
    Właśnie usłyszałam od koleżanki o jeszcze bardziej ciekawym podziale goścismile Wesele finansowali rodzice. W trakcie omawiania szczegółów poróżnili się na tle finansowym i zorganizowali dwie, osobne imprezy, każda rodzina dla swoich gości. Młodzi kilka razy w ciągu nocy zmieniali lokal, żeby pobyć trochę z jednymi, trochę z drugimi. To dopiero musiał być cyrk!
  • aiczka 11.02.11, 16:10
    Ja nie postrzegam tego jako "dzielenia gości" tylko jako sposób na włączenie większej liczby osób do świętowania.

    W wielu środowiskach jest przyjęte, że po uroczystości takiej jak ślub przynosi się ciasto i urządza małe przyjęcie np. w pracy, na treningu, na spotkaniu kółka zainteresowań itp. itd. Niektórzy mają "do obskoczenia" wiele takich kółek znajomych labo odwrotnie - ich znajomi nie mają specjalnego wspólnego mianownika i najprościej zaprosić ich na to symboliczne ciasto czy drinka w jedno miejsce, w tym samym terminie.

    Nie w każdej rodzinie wesela jako imprezy zasiadano-taneczne "są w zwyczaju" (np. nas w ciągu ostatnich dziesięciu lat było 6 ślubów, w tym 1 z weselem a reszta tylko z obiadem dla najbliższej rodziny). Nie każdy ma w związku z tym chęć albo potrzebę organizowania wesela w takiej (dla innych tradycyjnej) formie.
  • nm.buba011 11.02.11, 18:26
    aiczka napisała:

    > Ja nie postrzegam tego jako "dzielenia gości" tylko jako sposób na włączenie wi
    > ększej liczby osób do świętowania.

    - podział był czytelny:
    - starzy (nie mogłem doprosić się o konkretny próg, a bez tego ani rusz) -siedzący,
    - młodzi - tańcujący.

    Jedni w restauracji, a drudzy koniecznie w klubie (muszą tańczyć).
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • kora3 12.02.11, 22:45
    nm.buba011 napisał:
    >
    > - podział był czytelny:
    > - starzy (nie mogłem doprosić się o konkretny próg, a bez tego ani rusz) -siedz
    > ący,
    > - młodzi - tańcujący.

    czy tak trudno to zrozumiec? osoba na diecie też moze nie isc na obiad, bo nie cce jest - w czym problem? w klibie mizna posiedziec, nie yańczyć. na tej samej zasadzie ktos mze czuc się niejankpeije proszony na traducuj e wesele, bo trzeba jesc i tańczyćsmile
    Tymczasem mozna nie ejsc tego czego się nie chce czy nie mze wszedzie, nie tańczyc , jesli sie nie ma ochoty wszedzie - byle nie ostentacyjnie, albo nie iesc zwyczajnie
    Ja raz bylam na weselu z dwiema nogami w gipsie smile nie tańczylam z oczywostych przyczyn,m prztwieziono mnie, bo to było wesele bliskiej osoby i jakos nikt nie umarł, ze nie tańcze smile
    jesli juz ktos chce stoswać podział to robi to wg jakiś kryteriów" wielu, gistu muzycznegom czu kilinanego i jasne, ze zawsze moze sie zdatzyc, ze nie utrafi, jesli z kims dobrze się nie zna ale takie cś moze zdaryc sie i na tradycyjnym bezpodziałowuym weselu. Zdarzy sie załomy miłośnik jazzu, który innej muzyki nie tawi, a tu beda syandardowe melodie do tańca i juz mu nie spasuje Tridni wszystkim dogodzic, wiec wiadomo, ze człowiek kieruje sie jaką s wiekszoscią statystyczną Jesli robię impreze dla wiekszej liczby ludz to nie zamaiwaim sushi, bo Ewa i Karolek, dwójka z setki lubią, bo reszta moze puscic pawia na widok, albo w najlepszum razie nie zjesc nic. Ide bardziej w dania tradycyjne - cos z rib, ale bie surowych drobiu, a takze coś bezmiesnrgo, zeby i wege się pozywili, a takze ci na dietach zdrowotnych Tak samo zaparszajac grupe ludzi w moim wielu di kkubu wybieram taki z nyzuka rockowa z lat 80 czu 90 oraz taneczną tego typy a nie tchniawa, albo "mały biały domek" fogga. I jasne, ze noze sie w akiej grupue zdarzyć miłosnik techno, albo fogga, ale sorry pojedynczo nie bede do 15 miejsc zapraszacsmile
    >
    > Jedni w restauracji, a drudzy koniecznie w klubie (muszą tańczyć).


    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
  • pick.up 13.02.11, 00:56
    czepialstwo i konserwatyzm. takie "wesela" wychodza znacznie taniej i tyle.
  • agra1 24.02.11, 21:48
    pozwolę sobie posłużyć sie pewną analogią. Oczywiście istnieją różnice, ale myślę, ze ide dzielenia jest taka sama.
    jak masz dziecko kilkuletnie, które obchodzi urodziny, to chcesz zaprosić zarówno dziadków (bardzo kochanych), jak i kolegów z podwórka, przedszkola, czy innej piaskownicy. też bardzo lubianych. Myslisz, że dziadkowie by sie dobrze czuli w towarzystwie dziesieciu szalejących maluchów? Albo, że - dwunastolatki czułyby się swobodnie w obecności dziadków i cioć kolegi? Bo ja sądzę, ze nie.
    I z szacunku dla jednych i drugich mozna zrobic dwie imprezy o różnym charakterze, odpowiadającym potrzebom i upodobaniom zaproszpnych gości. Z okazji ślubu też.
    --
    Mój blog
  • matylda1001 24.02.11, 23:13
    agra1 napisała:

    >Oczywiście istnieją różnice<

    Te różnice są tak duże, że nie ma co mówić o analogii.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka