Dodaj do ulubionych

czy to było zgodne z sv?

17.10.11, 18:50
Jakiś czas temu zadzwoniła znajoma (nasi synowie chodzą do jednej klasy) z pytaniem, czy nie pojechalibyśmy z nimi na wycieczkę. Jechaliśmy ich samochodem (duży van), ich trójka i my w dwójkę. Po powrocie powiedziałam, że chciałabym im zwrócić koszty i usłyszałam, że mam oddać za połowę benzyny. Oczywiście zrobiłam to, ale później po zastanowieniu poczułam się nieswojo- tak jakby zaproszenie nas na wyjazd miało na celu obniżenie kosztów. Co o tym sądzicie?
Edytor zaawansowany
  • angazetka 17.10.11, 19:17
    Dobre! Sama spytałaś, czy partycypować w kosztach. Oczekiwałaś zaprzeczenia, co? wink
  • chusteczka4 17.10.11, 20:43
    Dok
  • chusteczka4 17.10.11, 20:45
    Dokladniesmile trzeba bylo się nie pytaćsmile
  • minniemouse 18.10.11, 04:39
    a nienie, calkiem nie,

    ktos kto zaprasza "nie chcielibyscie pojechac na wycieczke" nie powinien potem lapczywie
    rzucac sie na polowe sumy za koszta wycieczki w tym wypadku za paliwo, bo domyslam sie
    ze za walowke itd kazdy placil za siebie

    a jesli faktycznie szukal jelenia to powinno sie z gory porozmawiac ze i jak dzielimy sie kosztami tejze wycieczki.
    Po fakcie nie wypada, a przynajmniej tak nie robi kulturalny czlowiek - kulturalny
    czlowiek meznie w sobie przelamie chciwosc i podziekuje ale nie, to bylo zaproszenie - "nastepnym razem". a drugi kulturalny jakos sie zrewaznuje.


    Minnie

    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • kol.3 18.10.11, 06:31
    Zgadzam się w 100%.
  • baba67 18.10.11, 07:45
    To co proponujecie to hipokryzja i certolenie sie nie majace z sv nic wspolnego.Ja na przyklad nie lubie wisiec nikomu przyslug ktore nie bardzo moge odwzajemnic.Domyslam sie ze autorka watku nie posiada wystarczajaco duzego samochodu zeby zaprosic na wycieczke znajomych co byloby naturalna forma rewanzu.Pozostaje kombinowanie na ktore nie kazdy ma ochote bo nie kazdemu Bozia dala zdolnosci organizacyjne.
    Jesli zaprosilaym kogos kto proponuje mi zwrot polowy kosztow przyjelabym, bo myslalabym ze ta osoba nie chcemiec dlugow wdziecznosci, czyli ze ma podobne do moich odczucia(ja zapytalbym ZANIM zgodzilaby sie na wycieczke).To co zaprezentowala watkodawczyni bylo proba okazania sie wspanialomyslna cudzym kosztem(ja zapytam, pokaze jaka hojna jestem, ci sie oczywiscie nie zgodza-PR cudny i kasulka w kieszoce, hi hi.)-brrrrrrrrrr.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • a.nancy 18.10.11, 11:05
    > Jesli zaprosilaym kogos kto proponuje mi zwrot polowy kosztow przyjelabym, bo m
    > yslalabym ze ta osoba nie chcemiec dlugow wdziecznosci

    ja też (chyba, byłyby dodatkowe okoliczności, np. wiedziałabym, że tamtej osoby nie stać)
    szczególnie, że osoba zapraszająca nie domagała się partycypacji w kosztach - osoba zaproszona sama zapytała, z czego można było wywnioskować, że CHCE się dorzucić.
    inna sprawa, że sytuacja niekomfortowa dla obu stron - "zdrowiej" byłoby ustalić kwestie finansowe na początku, a nie po fakcie.

    --
    Early to rise, early to bed, makes a man healthy, wealthy and dead
  • aiczka 18.10.11, 11:14
    Odnośnie długów wdzięczności mam podobne odczucia co baba67.

    Mam też poczucie, że w przypadku gdy ktoś zdecydowanie deklaruje chęć pokrycia części kosztów wyjazdu, przedłużanie dyskusji na ten temat i np. sztuczne wymyślanie dla niego innych form rewanżu jest kłopotliwe dla obu stron i pozostawia niesmak. A chodzi przecież o to, żeby w miarę możliwości wszyscy czuli się komfortowo.
    Trudno w takich przypadkach stosować jakąś uniwersalną zasadę, bo to, jakie rozwiązanie jest najlepsze (certolenie się, odmowa czy szybka zgoda) zależy od wielu czynników (bliskość znajomości, możliwość rewanżu, kto co zaproponował i jakim tonem itp. itd.).
  • a.nancy 18.10.11, 11:13
    > ktos kto zaprasza "nie chcielibyscie pojechac na wycieczke" nie powinien potem lapczywie
    > rzucac sie na polowe sumy za koszta wycieczki

    nikt się łapczywie nie rzucał
    autorka wątku sama zaproponowała zwrot kosztów
    nie wiemy, czy osoba zapraszająca liczyła na zwrot pieniędzy, czy zgodziła się, żeby nie stawiać zaproszonej w niekomfortowej sytuacji (brak możliwości rewanżu), ale tak czy inaczej dyskretnie milczała, co trudno nazwać "łapczywym rzucaniem się" smile

    --
    "hankrearden" natym blogu ponizej twierdzi, ze powolaniem kobiety jest uzywanie swojego mozgu i to on decyduje na co kobieta ma ochote. Mysle, ze normalny facet nie chce miec z taka kobieta nic wspolnego. (z forum)
  • mallard 20.10.11, 15:27
    angazetka napisała:

    > Dobre! Sama spytałaś, czy partycypować w kosztach. Oczekiwałaś zaprzeczenia, co? wink

    Oczywiście że tak, bo w dobrym tonie jest o to zapytać i w równie dobrym tonie jest odpowiedzieć, że "nie ma o czym mówić". Tak to się u nas odbywa, bo nie żyjemy w takim dziwnym kraju, że ktoś nas zaprasza na obiad, z który sami musimy zapłacić.
    Znajomi zachowali się jak "chachmęty" pokroju Rzędziana z Ogniem i Mieczem.
    --
    Naucz się śmiać z samego siebie.
    Będziesz miał ubaw na całe życie...
  • baba67 21.10.11, 08:22
    masz racje, zyjemy w kraju wieczniego certolenia sie i wielkodusznosci na pokaz.
    moze nareszcie pora na jakies zmiany? Otworzylismy sie na Europe.jesli w Niemczech ktos zapytany czy ma ochote na cos do zjedzenia podziekuje, to po prostu nic nie dostanie, a nie bedzie "upraszany" az do skutku. Nie przepadam za tym narodem ale to mi sie akurat bardzo podoba.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • nm.buba011 18.10.11, 11:22
    ewa_2009 napisała:

    > Jakiś czas temu zadzwoniła znajoma (nasi synowie chodzą do jednej klasy) z pyta
    > niem, czy nie pojechalibyśmy z nimi na wycieczkę. Jechaliśmy ich samochodem (du
    > ży van), ich trójka i my w dwójkę. Po powrocie powiedziałam, że chciałabym im z
    > wrócić koszty i usłyszałam, że mam oddać za połowę benzyny. Oczywiście zrobiłam
    > to, ale później po zastanowieniu poczułam się nieswojo- tak jakby zaproszenie
    > nas na wyjazd miało na celu obniżenie kosztów. Co o tym sądzicie?

    - jest to niezgodne z s-v. Zarówno ich, jak Twoje zachowanie.
    S-v nie przewiduje takich sytuacji, a wszelkie takie "propozycje" należy drobiazgowo uzgadniać przed, a nigdy po ich zaistnieniu. Pytamy czy ową, enigmatyczną propozycję, mamy traktować jako zaproszenie czy projekt... składkowy. Wówczas, jako wytrawni negocjatorzy, nigdy jako pierwsi, nie proponujemy wysokości kwoty.


    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • majaa 18.10.11, 11:34
    Nie widzę tu nic niezgodnego z sv. Znajoma zapytała, czy pojedziesz - odpowiedziałaś, że tak. Potem Ty spytałaś, czy możesz się jakoś dołożyć - dostałaś konkretną odpowiedź. I wszystko gra. Przecież znajoma o nic się nie upominała, tylko Ty sama rzuciłaś propozycję, więc w czym problem? Liczyłaś, że odmówi? Ona dała Ci tylko szansę łatwego odwdzięczenia się, żebyś potem nie czuła się zobowiązana.
  • minniemouse 21.10.11, 01:36

    """"""> Nie widzę tu nic niezgodnego z sv. Znajoma zapytała, czy pojedziesz - odpowiedz
    > iałaś, że tak. Potem Ty spytałaś, czy możesz się jakoś dołożyć - dostałaś konkr
    > etną odpowiedź. I wszystko gra. Przecież znajoma o nic się nie upominała, tylko
    > Ty sama rzuciłaś propozycję, więc w czym problem?"""""""

    w tym jaka byla intencja zapraszajacego.

    a zatem ani ty, ani podobnie tobie myslacy nie macie pojecia o Savoir Vivre.
    Jest tak jak napisala ta osoba:

    """">>a wszelkie takie "propozycje" należy drobiazgowo uzgadniać przed, a nigdy po ich zaistnieniu. Pytamy czy ową, enigmatyczną propozycję, mamy traktować jako zaproszenie czy projekt... składkowy. . """

    Savoir Vivre tp nie jest jakis business ani tym bardziej okazja robienia na kims interesu.
    Savoir Vivre to jest pewnien kodeks postepowania ktory niestety nie zawsze jest PRAKTYCZNY
    a za to nieraz kosztowny i niewygodny, i na tym polega jego elegancja i kultura
    a co ciekawsze sluzy on wlasnie temu aby ulatwic wzajemne bycie razem w spoleczenstwie.

    Bardzo latwo i pospolicie jest bowiem zaprosic kogos na wycieczke nie puszczajac pary z geby na temat ewentualnych kosztow tejze wycieczki, a po fakcie a wielka checia wyciagac lapy po zaproponowana sume.
    Elegancko, honorow i z kultura jest pamietac ze nic sie nie mowilo o zwracaniu kosztow
    i honorowo ODMOWIC przyjecia tychze kosztow.
    i na tym polega kultura a zatem Savoir Vivre.

    Zreszta, najlepszy dowod ze cos jest nie tak lezy w samopoczuciu osoby zaproszonej
    ktora czuje sie teraz nie jak osoba z ktora gospodarze milei ochote spedzic towarzystwo
    a jelen wykorzystany finansowo.

    A wiec jeszcze raz- jak najbardziej

    >>wszelkie takie "propozycje" należy drobiazgowo uzgadniać przed, a nigdy po ich zaistnieniu<<


    Minnie


    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • baba67 21.10.11, 08:30
    mogla sie czuc zaproszona ,geby na temat kosztow nie otwierac, za to zafundowac organizatorom lody jak ktos slusznie podpowiedzial, bo wycieczka nie byla znowu tak daleka a koszty paliwa takie okrutne.Ale nie, trzeba bylo sie popisac znajomoscia tzw swuarwiwru , pokazac jakim sie to jest bieglym w certoleniu sie i udowodnic ze sie nie jest biednym.
    Czemu to ma sluzyc, naprawde nie wiem. Jako organizator wycieczki odczytalabym to jako niechec do dlugow wdziecznosci i pieniadze bym przyjela.Wolalabym lody no ale moze ktos tak woli. Z chciwoscia nie mialoby nic wspolnego, choc akurat w tym konkretnym wypadku Ewa ma racje-znajomi sa z tych chachmecacych.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • majaa 21.10.11, 12:03
    Jeśli już mamy rozbierać tę sytuację na czynniki pierwsze i roztrząsać kto postąpił niewłaściwie, to bądźmy sprawiedliwi i nie zapominajmy też o autorce, dla której na początku najwyraźniej cała sytuacja wydawała się jasna i oczywista na tyle, że nie czuła potrzeby szczegółowych uzgodnień. Wątpliwości i związane z nimi poczucie wykorzystania zrodziły się znacznie później i przy innej okazji. Nie należy szukać winnych, skoro samemu nie jest się w porządku.
  • baba67 21.10.11, 12:16
    Czujesz dokladnie to co ja.Autorka chciala blysnac naszym zasciankowym sawuarwiwrem.
    Osoba zapraszajaca na pewno nie mialaby za zle gdyby o zadnych kosztach nie wspomniala.A moze by miala bo to Rzedzianowa jest, ale przyczepic sie nie byloby do czego.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • minniemouse 22.10.11, 03:07
    """Autorka chciala blysnac naszym zasciankowym sawuarwiwrem.
    Osoba zapraszajaca na pewno nie mialaby za zle gdyby o zadnych kosztach nie wspomniala.A moze by miala bo to Rzedzianowa jest, ale przyczepic sie nie byloby do czego."""

    Tylko pytanie, kto tak naprawde teraz wykazuje sie zasciankowym 'sawuarwiwrem',
    bo polskie zasady savoir vivre sa jasne
    tu osoba zaproszona dziekuje i z grzecznosci proponuje zwrot kosztow, a osoba zapraszajaca
    odmawia.

    I na tym wlasnie polega ten caly S-V na pewnym okreslonym "certoleniu sie",
    a mnie osobiscie wlasnie bardzo nie podoba sie zanik tego "certolenia" bo wlasnie widze w Pln Ameryce do czego to dzisiaj doprowadzilo - do ogolnego schamienia i braku respektu we wzajemnym traktowaniu sie
    poczawszy od spozywania posilkow z otwarta geba, gadania i smiania sie pelna jedzenia jama rowniez, i potem beztroskiego dlubania w niej paznokciami, tudziez bekania przy stole przy wszystkich do odzywania sie do kazdego bez wyjatku na wiek obcesowo i luzacko.

    bardzo mi sie to nie podoba, szczegolnie gdy po ogladniecu kilku starych filmow z lat przed i miedzy-wojennych uswiadomilam sobie jak elegancko ludzie sie do siebie kiedys odnosili
    i jak elegancko zwracali, ba, nawet poruszali i siedzieli,
    jak rowniez nawet dzieci byly uczone dobrych manier przy stole
    a teraz uwaza sie ze to bardzo milo jak dzieci rzucaja jedzeniem na wszystkie strony, jedza palcami i wylizuja talerze "bo to przeciez dzieci i juz nigdy to nie wroci". akurat.

    Poaz tym, akurat takie namawianie "ale zjedz, no zjedz, no prosze poczestuj sie, no wez bo sie pogniewam jak nie zjesz" - to juz nie 'certolenie', to jest wprost przeciwnie do zasad savoiv vivre.
    czlowiek o naprawde dobrych manierach i kulturze nie namawia namolnie nikogo aby sie poczestowal,
    wiec jesli tobie sie wydaje ze namawianie goscia do upadlego aby cos zjadl albo wypil
    jest zgodne z zasadami Savoir Vivre, to sie grubo mylisz...

    Minnie


    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • baba67 22.10.11, 08:04
    Nie widze zwiazku rdzimego certolenia ze zjaweiskami o ktorych piszesz. W Wielkiej Brytanii nie bylo kultury certolenia i ludzie zyli sobie calkiem grzecznie, tyle tylko ze bardziej prostolinijnie.
    Nie rozumiem dlaczego certolenie utozsamiasz z grzecznoscia.
    Co jest niegrzecznego w tym ze jesli Ci ktos proponuje kawe czy herbate czy cos do jedzenia, zgadzasz sie uprzejmie dziekujac czy nie zgadzasz sie uprzejmie dziekujac a nie odmawiasz choc masz ochote?
    PO CO ?Co o ma wspolnego ze grzecznoscia , zdrowym rozsadkiem i dobrymi manierami?
    Nic poza przywiazania do pustej formy, ktora kiedys cos tam znaczyla czego nie wykluczam, wiadomo kondycja ekonomiczna narodow sie zmienia.Bylo o w kazdym razie wieki temu.
    Przypomina wsadzanie proszku antymlowego do szafy pelnej ubran ze sztucznych wlokien.
    Ja osobiscie jak najbardziej popieram pytanie o podzial kosztow jako normalne rzeczowe pytanie a nie kwestie w przedpotopowej ramocie.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • minniemouse 22.10.11, 09:52
    """Nie widze zwiazku rdzimego certolenia ze zjaweiskami o ktorych piszesz. W Wielkiej Brytanii nie bylo kultury certolenia i ludzie zyli sobie calkiem grzecznie, tyle tylko ze bardziej prostolinijnie.
    Nie rozumiem dlaczego certolenie utozsamiasz z grzecznoscia.""

    W ogole, jak widze, nie pojelas tego co napisalam. ja wlasnie nie utozsamiam
    ale tez nie zawsze "certolenie to faktycznie certolenie",


    pomiedzy jednym a drugim jest wielka roznica i raz jest to Savoir Vivre a raz jest to przesada nie majaca z nim nic wspolnego
    falszywie pojmowana jako grzecznosc i kultura.

    A prostolijnosc nie polega wylacznie na obcesowym waleniu sobie z miejsca roznych prawd w oczy lub kladzeniu na sucho bezposrednich, rzeczowych propozycji,
    tylko czasami wlasnie na odrobinie certolenia sie.

    I dlatego nieraz Savoir Vivre jest w wydaniu angielskim gdzie grzecznie podsuwamy polmisek
    z potrawa i nie namawiamy nachalnie gdy czestowana osoba odmawia,
    ale z kolei troszke sie certolimy grzecznie odmawiajac gdy osoba zaproszona z ktora nie uzgadnialismy zwrotow kosztow podrozy PRZED wycieczka- proponuje nam ich pokrycie.

    Co moze zrobic osoba zaproszona w takiej sytuacji zeby sie zrewanzowac, bo zrewanzowac sie wypada.
    moze zaproponowac ze zabierze dzieci do kina albo gdziekolwiek,
    zeby rodzice mieli dla siebie czas - to zawsze cenna rzecz dla rodzicow
    lub zaprosic wszystkich na dobry obiad....

    Minnie

    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • baba67 22.10.11, 14:26
    Widze, ze zasadniczo zgadzamy sie ze soba,chociaz mocno podejrzewam ze zdarzylo Ci sie w zyciu odmowic poczestunku kiedy mialas na nieco ochote pewna, ze propozycja padnie co najmniej jeszcze jedna.I moze jesli nie padla nie za dobrze pomyslalas o gospodyni. Kto wie...
    moze to bylam ja?
    Roznica miedzy nami jest taka ze ja nie uwazam pytania o zwrot czesci kosztow za walenie prawdy miedzy oczy tylko rzeczowe postawienie sprawy.Jesli nie mialabym ochoty brac kasy bo wiedzialabym czym ta osoba moglaby sie zrewanzowac odmowilabym sugerujac np "naprawde nie trzeba, masz troche sliwek z dzialki za duzo(jesli urodzaj) dasz mi troche i po sprawie" bo chce zeby zaproszona osoba czula sie komfortowo.Jesli wiedzialabym ze charakter znajomosci czyni rewanz trudnym technicznie a jest juz po wycieczce, kase bym wziela dokladnie z tego samego powodu. Certolenia nienawidze w zadnej postaci. Jesli propozycja nie pada, to nie pada i juz.Nie jestem zadnym chachmetem.

    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • nm.buba011 22.10.11, 17:21
    baba67 napisała:

    > Jesli wiedzialabym ze charakter znajomosci czyni rewanz trudnym
    > technicznie a jest juz po wycieczce, kase bym wziela dokladnie z tego samego p
    > owodu.

    - co jest sprzeczne z s-v, wszak autorka wątku zrelacjonowała następująco:

    _____________________________________________
    > ewa_2009 17.10.11, 18:50 Odpowiedz
    > Jakiś czas temu zadzwoniła znajoma (nasi synowie chodzą do jednej klasy) z pytaniem,
    > czy nie pojechalibyśmy z nimi na wycieczkę.
    __________________________________

    - pytanie o zwrot kosztów było czysto kurtuazyjne, a sąsiadka skwapliwie skorzystała z "okazji". Nie zaliczyła "testu z s-v". Takie są fakty.
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • minniemouse 24.10.11, 03:11
    """".Jesli nie mialabym ochoty brac kasy bo wiedzialabym czym ta osoba moglaby sie zrewanzowac odmowilabym sugerujac np "naprawde nie trzeba, masz troche sliwek z dzialki za duzo(jesli urodzaj) dasz mi troche i po sprawie" bo chce zeby zaproszona osoba czula sie komfortowo."""

    nie, ty po prostu nie wiesz ze ZAPRASZANIE na wycieczke nie polega na braniu POTEM pieniedzy za nia.
    jesli sie zaprasza z mysla o obcieciu kosztow, to to to sie uzgadnia PRZED.
    a nie korzysta z sytuacji potem, nie czaruj o "komforcie zapraszanego", bo oczywste jest z postu ze ZADNEGO komfortu tu NIE MA !!!!
    osoba zaproszona poczula sie nagle zaproszona tylko po to zeby pokryc koszta podrozy !!!!!
    czy moglabys to zrozumiec?

    a osobie zaproszonej w/g zasad Savoir Vivre WYPADA grzecznosciowo ('certolenie-jnie') zapytac
    ile nalezy sie za koszta wycieczki, na co z kolei dobry zwyczaj nakazuje w takiej sytuacji -bo sie nie uprzedzalo ze sie bedzie oczekiwalo wspoludzialu w kosztach- odpwiedziec "alez nic!"

    Z kolei dalszy dobry zwyczaj nakazuje osobie zaproszonej zrewaznowac sie czyms milym.
    I tyle juz na ten temat.


    Tak ze przeanalizowalabym te postawe "nie jestem chachmetem" na twoim miejscu....

    A ja przestalam byc molestowana takimi nachalnymi namowani na poczestunek
    juz 30 lat temu kiedy wyjechalam z Polski, i bardzo mi sie to podobalo,
    wiec nie musisz sie obawiac ze siedze z markotna mina patrzac na pyszne kaski o ktorych myslalam ze mi beda po 100 x podsuwac...


    Minnie

    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • baba67 24.10.11, 09:02
    JA WIEM, ale skoro do zapraszanego nie dotarlo ze jest zapraszany, albo po prostu nie chce sie czuc jak zapraszany to ja na to nie mam wplywu.Ma prawo do takich odczuc.Inna rzecz ze jesli nie chce czuc sie zapraszany powinien jasno dac to do zrozumienia przed wycieczka, a nie wyrywac sie jak filip z konopi po. To bym wlasnie okreslila jako nietakt a nie kurtuazje.Prawdziwa grzecznosc wymaga wymyslenia milego rewanzu, a nie podwazania intencji zapraszajacego.
    Jesli mnie ktos zaprasza zawsze wczesniej mysle o tym czy i jak moge sie zrewanzowac.Jesli , co rzadko , nie ma takiej mozliwosci stawiam sprawe jasno przed nigdy po.
    Jesli nie rozumiesz ze mozna nie lubic komus cos wisiec to nigdy tego nie zrozumiesz i moje tlumaczenie na nic sie tu nie zda.
    Imputowanie komukolwiek chciwosci nie najlepiej o Tobie swiadczy.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • minniemouse 25.10.11, 02:45
    """"> JA WIEM, ale skoro do zapraszanego nie dotarlo ze jest zapraszany, albo po pros
    > tu nie chce sie czuc jak zapraszany to ja na to nie mam wplywu.Ma prawo do taki
    > ch odczuc.Inna rzecz ze jesli nie chce czuc sie zapraszany powinien jasno dac t
    > o do zrozumienia przed wycieczka, a nie wyrywac sie jak filip z konopi po. To b
    > ym wlasnie okreslila jako nietakt a nie kurtuazje.""""

    Powtorze jeszcze raz:

    "" osobie zaproszonej w/g zasad Savoir Vivre WYPADA grzecznosciowo ('certolenie-jnie') zapytac
    ile nalezy sie za koszta wycieczki, na co z kolei dobry zwyczaj nakazuje w takiej sytuacji -bo sie nie uprzedzalo ze sie bedzie oczekiwalo wspoludzialu w kosztach- odpwiedziec "alez nic!" ""

    i dodam ze, takie sa polskie zwyczaje ze wlasnie nietaktem byloby pominac milczeniem
    fakt zaproszenia na wycieczke po fakcie. Moge pojsc na takie ustepstwo, ze moze istotnie zgrabniej byloby wyjsc z sytuacji przez powiedzenie czegos w stylu:
    "dziekuje bardzo, bylo mi bardzo milo i przyjemnie, mielismy super zabawe
    i z przyjemnoscia sie wkrotce jakos zrewanzuje!"

    ale mimo to, powtarzam - nawet gdyby zapytala jak zapytala, gospodarz powinien byl odmowic bo Savoir Vivre nie polega na RZECZOWOSCI.

    a tak nawiasem, to wlasciwe jak ty zyjesz- to jak ty kogos zapraszasz to co, twoi goscie musza sie wpierw upewniac czy to naprawde zaproszenie, czy tez beda musieli pokrywac koszty tego "zaproszenia"?

    Baba67: "hej, XYZ, zapraszam cie na kawe"
    XYZ: "A, hmm, dzieki, a to.. a to.. to.. a to kto placi, ty czy ja? I tylko za siebie, czy za ciebie tez?"
    tak u ciebie wyglada ZAPROSZENIE, Baba67?


    ""Jesli nie rozumiesz ze mozna nie lubic komus cos wisiec to nigdy tego nie zrozu
    > miesz i moje tlumaczenie na nic sie tu nie zda.""

    zapominasz tylko o jednym - ze autorka watku wlasnie wcale nie czula sie "ze nie chce komus cos wisiec" a wrecz przeciwnie - czuje sie JAK JELEN, wykorzystana.

    ""> Imputowanie komukolwiek chciwosci nie najlepiej o Tobie swiadczy.""

    Ja "imputuje"? smile alez ja przeciez glosno mowie ze to byla cala geba obsliniona pazernosc,
    takie skwapliwe rzucanie sie na kase jak tutaj smile


    Minnie


    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • baba67 25.10.11, 07:22
    Tu masz racje, wiem ze to glupie, ale ja bym uscislila kto za te MOJA kawe bedzie placil.
    Dla mnie wyraznym sygnalem jest dopiero informacja-ja stawiam.Taka postawa czasem budzila zyczliwy smiech, ale czesciej chronila mnie przed glupumi sytuacjami.
    Info-jedziemy, moze bys sie zabrala, zapraszamy nie jest zaproszeniem, choc dla wielu osob moze byc.Dla mnie to po prostu propozycja do dalszej obrobki
    Co do reszty nie zgadzam sie i nigdy sie nie zgodze a zatem zaprzestanmy tej bezowocnej dyskusji.Albo sie czuje zaproszonym obmysla rewanz i nie pyta albo sie nie czuje i pyta na poczatku.Cala ta sytuacja byla zenujaca,poczynajac od pytania.
    Jesli uwazasz ze taki jest polski SV, to najwyzszy czas go zmienic bo nijak sie nie ma do zdrowego rozsadku ktory panuje w panstwach z ktorymi sie podobno integrujemy, nie narazajmy sie na opinie dziwakow.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • majaa 25.10.11, 10:11
    No właśnie, moje wątpliwości też biorą się stąd, że dla mnie zwrot typu "jedziemy na wycieczkę do X, chcesz się z nami zabrać?" to nie jest zaproszenie sensu stricto. Autorka najwyraźniej też tak to odebrała, a reakcja znajomej była tego potwierdzeniem. A teraz nagle zrodził się problem... Tak szczerze, to nie bardzo rozumiem, czemu ma służyć takie doszukiwanie się winnych w odgrzebanych z lamusa sprawach.
  • baba67 25.10.11, 10:48
    Alez tu nie chodzi o zadne obwinianie. Osobiscie uwazam takie dyskusje za ksztalcace.
    Bo dowiaduje sie na przyklad ze dla niektorych ludzi slowo 'zapraszam" znaczy cos innego niz dla nas. Bo dla mnie znaczy tyle co "zapraszam do towarzystwa, mozemy razem spedzic milo czas" I nic poza tym.Stad moje dopytywanie (oczywiscie nie wprost,jakos tak na luzie np. chetnie sie z Wami zabierzemy szczerze mowiac juz dawno chcialam tam pojechac, a razem bedzie taniej, bo teraz benzyna zdrozala-czyli sonduje).
    Otoz z naszej dyskusji DLA MNIE moral taki ze moje sondowanie moze byc dziwaczne, bo dla tej osoby zapraszam=pokrywam koszty.
    To dosc istotna informacja, czlowiek sie uczy cale zycie.

    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.


    Henryk Sienkiewicz
  • majaa 25.10.11, 11:08
    baba67 napisała:

    > Alez tu nie chodzi o zadne obwinianie.

    smile Obawiam się, że zaszło nieporozumienie; mnie chodziło o postawę autorki, która po czasie rozpoczyna "śledztwo", czy ta znajoma była aby w porządkuwink


    Osobiscie uwazam takie dyskusje za kszta
    > lcace. Bo dowiaduje sie na przyklad ze dla niektorych ludzi slowo 'zapraszam" znaczy c
    > os innego niz dla nas. Bo dla mnie znaczy tyle co "zapraszam do towarzystwa, mo
    > zemy razem spedzic milo czas" I nic poza tym.Stad moje dopytywanie (oczywiscie
    > nie wprost,jakos tak na luzie np. chetnie sie z Wami zabierzemy szczerze mowia
    > c juz dawno chcialam tam pojechac, a razem bedzie taniej, bo teraz benzyna zdro
    > zala-czyli sonduje).
    > Otoz z naszej dyskusji DLA MNIE moral taki ze moje sondowanie moze byc dziwaczn
    > e, bo dla tej osoby zapraszam=pokrywam koszty.
    > To dosc istotna informacja, czlowiek sie uczy cale zycie.
    >

    Owszem, dobrze i ciekawie jest poznać opinie innych w różnych sprawach, po to w końcu tu rozmawiamy, tak myślęsmile No i nie musimy zawsze się ze sobą zgadzać, bo to byłoby nudnewink
    A wracając do "naszych baranów"wink, też uważam, że jeśli sytuacja nie jest dla wszystkich wystarczająco jasna, to należy wszystko ustalić od razu na początku.


  • matylda1001 18.10.11, 11:41
    Znajoma zachowała się bardzo nieładnie. Oczywiście nikt nie lubi długów wdzięczności, dlatego zamiast propozycji zwrotu kosztów po powrocie, mogłaś na przykład zaproponować pokrycie kosztu posiłku, jaki spożywaliście w trakcie wycieczki albo lody dla wszystkich, czy bilety wstępu do muzeum a może inne płatne atrakcje. Naturalnie i na to zapraszający nie powinni się zgodzić bo zaproszenie, to zaproszenie, ale gdyby zgodzili się na pokrycie przez ciebie np. kosztów obiadu, to byłby z ich strony taki gest zrozumienia, że chcesz się (jak każdy) zrewanżować.
    _____
    Nie lubię wegetarian, bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
  • majaa 18.10.11, 12:13
    Ja mam jednak pewne wątpliwości. Z pierwszego postu autorki nie wynika, że znajoma ją na wycieczkę zaprosiła w pełnym znaczeniu tego słowa. Wygląda mi to raczej na zwykłą propozycję przyłączenia się. W tej sytuacji partycypacja w kosztach jest moim zdaniem zupełnie naturalną sprawą i nie ma co dzielić włosa na czworo.
  • croyance 18.10.11, 13:13
    Nigdy w zyciu nie przyszloby mi do glowy zadac od kogos pieniedzy za benzyne. Przeciez ona na te wycieczke i tak jechala, co to za problem zabrac dodatkowa osobe?
    --

    Sprawdz, co slychac w Narnii
  • baba67 18.10.11, 13:41
    Tu nie mamy do czynienia z zadaniem, tylko zgoda na propozycje.To roznica.Osobiscie wolalabym odbywac wycieczki w towarzystwie osob ktore godza sie na takie propozycje doceniajac wielkodusznosc takich jak Ty. Niemniej pragmatyczne postawienie sprawy ulatwia zycie a ja leniwa jestem i zdolnosci organizacyjnych nie mam.
    Niby zafundowanie obiadu wydaje sie fajna opcja, ale jesli sie pzyjrzymy temu wnikliwiej, rodzi to dalsze problemy (kto co je, za ile, krepuje sie zamowic cos drozszego itp atrakcje).
    Jeszcze najlepszym wyjsciem jest kupno na droge jakiegos ciasta i owocow w cenie tejze benzyny.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • matylda1001 18.10.11, 17:53
    baba67 napisała:

    >Tu nie mamy do czynienia z zadaniem, tylko zgoda na propozycje<

    > Niby zafundowanie obiadu wydaje sie fajna opcja, ale jesli sie pzyjrzymy temu wnikliwiej, rodzi to dalsze problemy (kto co je, za ile, krepuje sie zamowic cos drozszego itp atrakcje).<

    Fajna opcja, bo to nie jest forma zapłaty, ale chęć zrobienia przyjemności temu, kto właśnie nam zrobił przyjemność. Nie ważne czy to jest 10zł w tą stronę, czy w tamtą. Przez to ani nikt nie zbankrutuje, ani się nie wzbogaci, ważny jest miły gest wdzęczności. Jeżeli to popołudniowy wyjazd do pobliskiego lasu, to może lody wystarczą? Zresztą wszystko będzie lepsze od rachunków.

    --
    Nie lubię wegetarian, bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
  • matylda1001 18.10.11, 17:37
    majaa napisała:

    > Ja mam jednak pewne wątpliwości.<

    Nie mam żadnychsmile Bez względu na okoliczności, nie powinna przyjąć pieniędzy. Była właścicielką samochodu, Autorka była jej gościem. Gdyby odwiedziła ją w domu to chyba nie płaciłaby za to, że posiedziała na kanapie.
    --
    Nie lubię wegetarian, bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
  • ewa_2009 18.10.11, 16:34
    Bo opisana sytuacja przypomniała mi się ostatnio. Z tą samą znajomą pojechałam na do innego miasta, tym razem moim samochodem. Ja kupiłam sobie kilka rzeczy, ona niestety nie. Nie przyszło mi do głowy dzielić się kosztami paliwa, ale po powrocie znajoma zaznaczyła, że powinna mi oddać połowę kosztów, ale ponieważ to ja skorzystałam na wyjeździe, to nie odda...
  • baba67 18.10.11, 16:47
    No jak znasz te pania z tej strony to powinnas od razu wiedziec po co Was zaprosila .Liczenie na to ze pani sie uniesie honorem i Twojej kasy nie przyjmie bylo co najmniej naiwne.
    Swoja droga miala kobieta tupet pojechac takim tekstem.Odradzam dalsze kontakty uslugowe.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • ewa_2009 18.10.11, 19:49
    Zagmatwałam. Najpierw była wycieczka, a wyjazd na zakupy ostatnio i po tym, co usłyszałam przypomniała mi się sprawa wycieczki
  • majaa 19.10.11, 11:19
    Twoja znajoma najwyraźniej należy do osób, które zwrot kosztów uzależniają od ewentualnego odniesienia korzyści, a nie wiążą tego ze zwykłą przyzwoitością. Jadąc na relaksującą wycieczkę, niewątpliwie odniosłaś korzyść (niematerialną wprawdzie, ale jednak), więc koleżanka uznała, że koszty możesz zwrócić. Ona natomiast nastawiała się na coś, czego w efekcie nie udało jej się zdobyć, więc korzyści z wyjazdu nie było, jej zdaniem. Uznała w związku z tym, że nie jest Ci nic winna. To oczywiście paskudne podejście i na pewno niezgodne z sv.
    Jeśli mam rację, co do oceny tej znajomej, to sytuacja z wycieczką jest o tyle w porządku, że motywacja koleżanki nie była wypowiedziana wprost i w sumie trudno było ją o takie kalkulacje podejrzewać. Przyjęła Twoją propozycję, bo zwyczajowo tak się takie sprawy załatwia. Natomiast w sytuacji z zakupami "wyszło szydło z wora"wink
  • agulha 19.10.11, 02:13
    O ile sama sytuacja opisana w pierwszym poście była w miarę OK, to ta z zakupami swoją bezczelnością (tej pani) zapiera dech. Rozumiem, że to nie była sytuacja "jesteś wizażystką, czy możesz pojechać ze mną do miasta i pomóc mi w wyborze kreacji?", tylko "jedźmy do miasta na zakupy" (każda dla siebie) i pańcia niczego dla siebie nie znalazła, ale to przecież nie Twoja wina? A zwykle jest tak, że aczkolwiek bywa miło i wygodnie łazić we dwójkę, to narzuca to przecież także pewne ograniczenia (nie interesuje Cię sklep X i w ogóle to już bolą Cię nogi, ale skoro już jesteście razem i towarzyszka chce tam zajrzeć, to nie odmówisz).
  • claratrueba 19.10.11, 06:21
    Nie wiem jak ma się s-v do samochodowych wycieczek ale zwracanie połowy kosztów paliwa lub zapłacenie za tankowanie jest powszechne w takiej sytuacji. Dlatego Twoi znajomi bez ceregieli przyjęli Twoją propozycję wkładu. Często zdarzają nam się takie grupowe wyjazdy ze znajomymi i i zawsze jest ten zwrot połowy kosztów przez osoby wiezione. Przy czym są to różne samochody poszczególnych osób, więc jest potencjalny rewanż. No ale różnie bywa i nie zawsze będzie okazja by się zrewanżować a po co mieć zobowiązania. Jakoś nie wyobrażamy sobie by ktoś nam robił za kierowcę, zużywał swoje opony, płyny itd. za "dziękuję dobry człowieku". Zawsze również pada propozycja, że ktoś poprowadzi auto i da odpocząć kierowcy.
    Jeśli takie doświadczenia mają Twoi znajomi to i propozycja i akceptacja były całkowicie naturalne i nie ma tu żadnych chęci obniżenia kosztów.
  • bo1 19.10.11, 10:09
    Dla mnie propozycja wspólnego wyjazdu nie jest automatycznie zaproszeniem z deklaracją fundowania tegoż. Toteż ciąg wydarzeń powinien być moim zdaniem taki: ona - proponuje wycieczkę. Ty - pytasz o program, termin i przewidywane koszty. Ona - podaje te informacje wraz z kosztami lub zaznacza, że masz się czuć zaproszona i zwolniona z wydatków. Ty - przystajesz na propozycję lub nie.
    Dość często w gronie znajomych wozimy się nawzajem. Ale zasady (bywają różne) tych wypadów ustalamy od razu z góry. Przy czym uważam, że to osobie, której coś się proponuje, bardziej poręcznie jest zapytać o koszty, więc powinna to zrobić, i to od razu. Ty zapytałaś dopiero po fakcie. Dobre i to, choć wyszło niezręcznie.
  • matylda1001 19.10.11, 11:01
    Są tylko dwie sytuacje, w których przyjęłabym zwrot kosztów paliwa. Powiedzmy, ktoś ze znajomych prosi mnie o zawiezienie go np. do innego miasta. Pociągiem niewygodnie, a taksówka kosztowałaby naprawdę sporo. Jeżeli osobiście nie miałabym żadnego interesu w tym mieści, ani po drodze, to przyjęłabym pieniądze za paliwo. Oczywiście pod warunkiem, że nie byłby to ktoś z rodziny, ani nawet bliski znajomy. Druga sytuacja to taka, gdy jadę gdzieś daleko i przyłącza się ktoś, komu akurat tam potrzebny jest wygodny transport. Teraz, gdy dzieci już wydoroślały i nie chcą jeździć z nami, często robimy sobie z różnymi znajomymi wycieczki. Raz my kogoś zabieramy, raz zabierają nas. Nigdy, z niczyjej strony nie padła propozycja zwrotu kosztów. Po prostu (moim zdaniem) wśród bliskich znajomych nie praktykuje sie takich obyczajów. Przez kilka lat z rzędu wyjeżdzając na zagraniczne wakacje z naszymi córkami, zabieraliśmy nastoletnią córkę znajomych. Nie mogła jeździć z rodzicami, bo ojciec czekając na przeszczep nerki był dializowany i nie mógł wyjeźdzac na dłużej. Znajomi płacili za jej pobyt na wczasach. Nam nawet do głowy nie przyszło zeby żądać zwrotu kosztów za podróż. Czy się zrewanżowali? a kto by sie tam zastanawiał nad takimi sprawamismile Z nią, czy bez niej przecież i tak tam jechaliśmy.
    --
    Nie lubię wegetarian, bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
  • pavvka 19.10.11, 11:19
    I bardzo ładnie z Waszej strony, ale to trochę nie na temat. Nikt tu nie twierdził, że nie wolno znajomym fundować podróży za darmo. Oczywiście, że można tak zrobić - to taka forma prezentu.
    --
    Marriage is like a bank account. You put it in, you take it out, you lose interest. - Irwin Carey
  • matylda1001 19.10.11, 11:59
    pavvka napisał:

    > I bardzo ładnie z Waszej strony, ale to trochę nie na temat. <

    Jak najbardziej na temat, bo to inne spojrzenie na tę samą sprawę.

    --
    Nie lubię wegetarian, bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
  • claratrueba 19.10.11, 11:53
    Czy si
    > ę zrewanżowali? a kto by sie tam zastanawiał nad takimi sprawamismile Z nią, czy b
    > ez niej przecież i tak tam jechaliśmy.

    Ale nie wiadomo, czy tu tak było.
    Dwie różne sytuacje:
    1. Znajomi (czy ja) stawiają nast. propozycje:" Może pojechalibyśmy do ..." Rozumiem, że to wycieczka wspólna i zwracam połowę oraz proponuję, że zmienię kierowcę jeśli droga daleka. W kwestii czystej matematyki- i tak kosztuje mnie to połowę tego, co kosztowałaby podróż indywidualna.
    2. Pytanie proponującego brzmi:" Jadę do..., jedziesz ze mną?" W takiej syt. nie musi się pasażer poczuwać do żadnego zwrotu, a jeśli zaproponuje, wypada odmówić.

  • matylda1001 19.10.11, 12:10
    claratrueba napisała:

    > Ale nie wiadomo, czy tu tak było. <

    No właśnie, nie wiadomo. Autorka mogłaby sprecyzować swoją wypowiedz dla lepszego obrazu. Na razie musimy się domyślać.

    Myślę, że to zdanie:
    "Jakiś czas temu zadzwoniła znajoma z pytaniem, czy nie pojechalibyśmy z nimi na wycieczkę"
    pasuje do Twojego punktu 2. Rozumiem to w ten sposób: Właściciele samochodu już tę wycieczkę zaplanowali, jada tak czy inaczej, mają dwa wolne miejsca w samochodzie więc zapraszają znajomą z synem.
    --
    Nie lubię wegetarian, bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
  • claratrueba 19.10.11, 13:00
    matylda1001 napisała:

    > Myślę, że to zdanie:
    > "Jakiś czas temu zadzwoniła znajoma z pytaniem, czy nie pojechalibyśmy z nimi n
    > a wycieczkę"
    > pasuje do Twojego punktu 2. Rozumiem to w ten sposób: Właściciele samochodu już
    > tę wycieczkę zaplanowali, jada tak czy inaczej, mają dwa wolne miejsca w samoc
    > hodzie więc zapraszają znajomą z synem.

    Może tak a może nie. Tu jest kwestia dzieci, a to może trochę zmienić. Np. dzieciaki zaplanowały sobie taki wyjazd integracyjny lub syn tych państwa takowy zaproponował, a w takiej syt. ich wyjazd bez autorki z dzieckiem nie odbyłby się.
    Wydaje mi się, że autorka wpisu nie powinna za bardzo doszukiwac sie tu intryg, po prostu. Teraz wie, jakie ci ludzie mają zasady czy przyzwyczajenia i jeśli nie odpowiada to jej poglądom w tej kwestii, nie korzystać z ich zaproszeń lub korzystać jeśli odpowiada. Lub uważa, że warto.
  • matylda1001 19.10.11, 13:22
    Masz rację, nie znamy kontekstu. Dlatego dobrze by było, gdyby Autorka opisała sytuację dokładnie, już tak dla naszej przyjemnoścismile Skoro sprawa mnie zainteresowała, skoro napisałam tu kilka postów, to chciałabym wiedzieć jak było naprawdę.
    --
    Nie lubię wegetarian, bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
  • ewa_2009 19.10.11, 23:22
    Znajoma zadzwoniła i powiedziała: "w sobotę jedziemy do XX" (odległość około 100 km w jedną stronę). "Może byście się z nami wybrali?".
  • matylda1001 20.10.11, 00:51
    ewa_2009 napisała:

    > Znajoma zadzwoniła i powiedziała: "w sobotę jedziemy do XX" (odległość około 100 km w jedną stronę). "Może byście się z nami wybrali?".

    Dziękujęsmile
    Czyli jednak wyraźne zaproszenie. W rewanżu wystarczyłyby lody.

    --
    Nie lubię wegetarian, bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
  • claratrueba 22.10.11, 06:13
    > > Znajoma zadzwoniła i powiedziała: "w sobotę jedziemy do XX" (odległość ok
    > oło 100 km w jedną stronę). "Może byście się z nami wybrali?".

    Też uważam, że taka forma zupełnie nie zobowiązuje do zwrotu kosztów.Ale do jakiegoś rewanżu typu zapłacenie za wspólny posiłek już tak.
    Pytanie, czy był ten rewanż.
    Bo jego brak trochę komplikuje sprawę.
  • baba67 22.10.11, 08:09
    Przeciez zrewanzowac sie mozna na rozne sposoby i niekoniecznie tego samego dnia.
    Zgadzam sie ze w wypadku jakiejkolwiek przyslugi rewanz powinien byc, niekoniecznie w formie zwrotu za benzyne, ale ktos woli zwrot za benzyne bo nie ma glowy do wymyslania rewanzu to jest OK.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • matylda1001 22.10.11, 18:16
    baba67 napisała:

    > Przeciez zrewanzowac sie mozna na rozne sposoby i niekoniecznie tego samego dnia.
    Zgadzam sie ze w wypadku jakiejkolwiek przyslugi rewanz powinien byc, niekoniecznie w formie zwrotu za benzyne, ale ktos woli zwrot za benzyne bo nie ma glowy do wymyslania rewanzu to jest OK.<

    Nie, nie jest OK. Rewanż to przyjemność za przyjemność. Za pieniądze to można pójść do kina, albo kupić sobie bilet na pociąg. Mając zamiar zrobienia komuś przyjemności trzeba się troszeczkę wysilićsmile To płacenie za benzynę to trochę tak jak z kupowaniem imieninowych upominków. Niektórzy sa tak leniwi, że zamiast upominku, wola dać w prezencie pieniądze. Na zasadzie: płacę i mam cię z głowy.
    --
    Nie lubię wegetarian, bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
  • baba67 23.10.11, 07:33
    Tu masz troche racji.Jako zapraszajaca wolalabym lody albo potem owoce z dzialki.
    I lepiej zawsze nie przyjmowac zaproszen od osob dla ktorych nie chce nam sie wysilic bo okolicznosci rewanzowe rysuja sie zawile jako ze nie mamy dzialki,wycieczka jest w riuny gdzie po drodze nie ma restauracji ani cukierni , a nie mamy z ta osoba specjalnej ochoty na ploteczki przy kawie itp.
    Niemniej pozostaje przy swoim zdaniu-to Ewaraczej postapila wbrew sv ze zadala pytanie bo nie chciala sie wysilic, a nie osoba ktora wziela pytanie powaznie(pomijajac to ze jest chachmetem) i pieniadze przyjela.Ja na jej miejscu tez bym przyjela bo zle odczytalabym intencje.Pusta forma nie ma nic wspolnego z kurtuazja.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • nm.buba011 23.10.11, 08:26
    baba67 napisała:

    > Niemniej pozostaje przy swoim zdaniu-to Ewaraczej postapila wbrew sv ze zadala
    > pytanie bo nie chciala sie wysilic, a nie osoba ktora wziela pytanie powaznie(p
    > omijajac to ze jest chachmetem) i pieniadze przyjela.Ja na jej miejscu tez bym
    > przyjela bo zle odczytalabym intencje.

    - wykorzystanie nadarzającej się sposobności, do zainkasowania pieniędzy, o których wcześniej, przed propozycją, zaproszeniem na wycieczkę nie wspomniano jest ewidentnie niezgodne z s-v.

    > Pusta forma nie ma nic wspolnego z kurtuazja.

    - Można to ująć całkiem inaczej.
    Kurtuazja nie opiera się na dosadności i jest przeznaczona dla ludzi z odrobiną subtelności, minimalnym wyczuciem.
    Takim przykładem jest powiedzenie:
    Czuj się u mnie, jak u siebie w domu.
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • mallard 23.10.11, 17:13
    nm.buba011 napisał:

    > Kurtuazja nie opiera się na dosadności

    dosłowności chyba?
    Przypomniał mi się dowcip o kimś, do kogo ktoś inny robił "alibi" wink
    --
    Naucz się śmiać z samego siebie.
    Będziesz miał ubaw na całe życie...
  • baba67 23.10.11, 18:43
    Kurtuazja nie opiera sie na bardzo wielu rzeczach powinna natomiast opierac sie na zyczliwosci i prostolinijnosci. Nie ma nic prostolinijnego ani szczerego w poddawaniu ludzi swoistym tescikom(skorzysta-nie skorzysta, zaproponuje herbate jeszcze raz za chwile czy nie) zeby potem ich klasyfikowac wg wyciagnietych wprost z Liber Chamorum kryteriow.Bo chyba tak sie te wszystkie puste formy zrodzily-zeby rozpoznac swego czyli czlowieka dobrze urodzonego a nie jakiegos farbowanego lisa.
    Certolenie sie nie jest niczym innym jak manipulacja badz kompletnie anachronicznym nawykiem.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • mallard 23.10.11, 19:03
    baba67 napisała:

    > Kurtuazja nie opiera sie na bardzo wielu rzeczach powinna natomiast opierac sie
    > na zyczliwosci i prostolinijności.

    W zasadzie zgadzam się z Tobą Babo, aczkolwiek myślę, iż odrobinka rytualnego życzliwego certolenia się nikomu na pewno nie zaszkodzi, a dodaje sytuacjom pewnego uroku wink
    --
    Naucz się śmiać z samego siebie.
    Będziesz miał ubaw na całe życie...
  • baba67 23.10.11, 19:28
    W pewnych bardzo mocno zakorzenionych w kulturze sytuacjach(np przepuszczanie w drzwiach)ustepowanie sobie wzajemne jest jak najbardziej pozyteczne, sprzyja kontaktom,zacheca do kontaktu wzrokowego ludzi z jednego bloku na przyklad.Innym przykladem jest podawanie sobie polmiskow przy stole-zmusza do uwagi cale zgromadzenie a polmiski gorace potrafia byc -certolenie po prostu zwraca na nie uwage.Znalazloby sie jeszcze kilka takich sytuacji, ale w przedstawionej sytuacji wieksza wine ponosi pytajacy w sytuacji jednoznacznego zaproszenia.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • claratrueba 24.10.11, 10:14
    Ja trochę nie do tego postu, ale temat się rozwinął i trudno się wstrzelić.
    Trochę niezręcznie jest pytać przy zaproszeniu, tym bardziej takim "czy zabierzecie się skoro i tak jedziemy", o ew. koszty. Ale problem poczuwania się do rewanżu to pytanie "czy jest to wspólna wycieczka ergo jesteśmy towarzyszami podróży" czy "jesteśmy pasażerami wiezionym przez szofera, bo mu i tak po drodze." Jeśli w trakcie wycieczki autorka nie zdobyła się na jakiś gest rewanżu w formie obojętnej- czy to wiktuały dla wszystkich, czy zapłacenie za wspólny obiad, lody, bilety wstępu do muzeum itp. to inicjatorzy wycieczki mieli pełne prawo poczuć się urażeni- potraktowani jak szofer. I jej pytanie o rozliczenie potraktować jako zreflektowanie sie po fakcie- że odczuwa pewien dyskomfort ze skorzystania z zaproszenia i niezrewanżowania się. Więc sposób zlikwidowania tego dyskomfortu znaleźli.
  • baba67 24.10.11, 11:07
    Ciesze sie, ze nie tylko ja mam takie odczucia.Cala ta sytuacja w mojej opinii nie byla elegancka.Zainicjowana jednak zostala przez niezbyt taktowne poniewczasie pytanie.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • baba67 24.10.11, 11:43
    twierdzeniem ze niezrecznie jest pytac na poczatku, wlasnie na poczatku pytac jeszcze wypada, zeby upewnic sie i doprecyzowac.I wtedy zapraszajacy moze sie zdeklarowac. Bo takie jedziemy gdzies, moze i Wy byscie sie z nami zabrali? to nie jest wyrazne zaproszenie jednak.Tu wypadalo albo pomyslec o rewanzu, albo rzucic propozycje skladki na paliwo.Pozniej wychodzi juz mniej zrecznie.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • nm.buba011 23.10.11, 23:32
    mallard napisał:

    > nm.buba011 napisał:
    >
    > > Kurtuazja nie opiera się na dosadności
    >
    > dosłowności chyba?

    - na obu.


    megaslownik.pl/slownik/synonimy_antonimy/3923,dosadny


    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • firlefanz 19.10.11, 22:21
    jeśli czułaś, że oni mogą oczekiwać partycypacji w kosztach paliwa, to powinnaś zaproponować podzielenie się kosztami przed wycieczką. Sytuacja byłaby jasna. Pytanie, jeśli akceptuje się tylko jedną odpowiedź to hipokryzja.

    Ja w gronie znajomych rozróżniam dwie sytuacje:

    1. Podjęłam sama decyzję, że jadę autem i np. w rozmowie wychodzi, że znajomy wybiera się na te samą imprezę.

    Jeśli i tak zaplanowałam gdzieś jechać autem i proponuję znajomemu zabranie się ze mną to nie oczekuję zwrotu za paliwo.

    2. Wspólnie podejmujemy decyzję o środku transportu.

    Pojawia się plan wyjazdu w góry i całą grupą zastanawiamy się jak tam dojechać. W takiej sytuacji gdy ktoś proponuje, ze weźmie swoje auto z góry uzgadniamy, ze dzielimy się kosztami benzyny.


  • baba67 24.10.11, 09:57
    Swiete slowa pani dobrodziejki.Zastanawiam sie jak zareagowaliby zwolennicy tzw kurtuazji gdyby zaprosili kogos do domu na kawe z ciastem, a gosc pod koniec wizyty zaproponowalby zwrot polowy kosztow poczestunku.Zapewne uznaliby goscia za osobe o nienagannych manierach bo dla mnie sytuacja jest dokladnie analogiczna.
    Ja sama, nie bedac az tak subtelna, nie wiem co bym zrobila pewnie by mnie zatkalo.I nie jestem konsekwentna bo za benzyne bym wziela.Jednak final obu sytuacji bylby ten sam-nie zaprosilabym juz tej osoby juz nigdzie co najwyzej zorganizowalabym cos skladkowego (choc kulturalni ludzie, jak niektorzy tu twierdza, nigdy w niczym skladkowym nie uczestnicza).
  • claratrueba 24.10.11, 12:21
    Wiesz babo, zaproszenie do domu to jednak trochę inna sytuacja. Tu tradycja działa.
    Ale opiszę Ci pewna analogiczna do tego wątku syt, która była moim udziałem. Jeździłam regularnie do Warszawy (ode mnie to 130 km) i kiedyś w rozmowie ze znajomą padło, że ona tez musi jechać. Zaproponowałam podwózkę. Po drodze musiałam zatankować, przetrzeć szyby a moja pasażerka weszła do budynku stacji. Spokojnie zakupiła sobie kawę i ciastko. Pomysł by mi to zaproponować do głowy jej nie przyszedł. Mi tez już więcej do głowy nie przyszło, by jej proponować podwiezienie. Jakby mi funkcja szofera jaśnie pani odpowiadała, to poszukałabym sobie takiej posady. Tam jeszcze fajna czapkę dają.
  • baba67 24.10.11, 13:34
    Bardzo fajny przyklad. I pouczajacy smile
    ZAproszenie do domu jest bardziej zakorzenione i bardziej oczywiste-tu pelna zgoda. Czy nie nalezaloby zatem korzystac z tej analogii?O ile oczywiscie zaproszenie jest wprost, a jesli nie jest to upewnienie sie jest wskazane.
    Przy zaproszeniu do domu tez sie nieraz zdarza ze gosc nie chce byc tak calkiem zapraszany smile no i przynosi jakies owoce albo wino, maly likierek itp.Wtedy juz tez rewanz nie jest oczywisty.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • claratrueba 24.10.11, 13:56
    Uzależniłabym od stopnia zażyłości i czynników obiektywnych. Znowu przykład: mam przyjaciółkę z kŧórą spotykać się lubię ale możliwe jest to tylko u mnie, bo ona ma kota a ja alergię na takowe zwierzaki. Więc ona czasem na nasze pogaduszki przynosi własnoręcznie upieczone ciasto, ciastka (palce lizać). Bo rewanż za moją gościnność w post. jakiegoś zaproszenia do lokalu nie wchodzi w grę w jej syt. materialnej. Bardzo to honorowe, moim zdaniem.
    Natomiast przyjście "z koszyczkiem" na proszona imprezę do niezbyt dobrze znanych ludzi mogłoby zostać źle odebrane, że niby u nich kuchnia nie bardzo. Natomiast przyniesienie alkoholu dla gospodarza, moim zdaniem, zobowiązuje go do tego samego.
  • minniemouse 25.10.11, 03:14
    """"Wiesz babo, zaproszenie do domu to jednak trochę inna sytuacja."""""

    nie "troche inna", a diametralnie rozna.

    zaproszenie do domu nie wymaga takiego nakladu kosztow i pracy jak wycieczka za miasto,
    jak rowniez sytuacja jest krysztalowo jasna - jestesmy zaproszeni do domu gospodarza gdzie jestemy podejmowani jego wiktualami - nie ma zadnej dwuznacznosci,
    i ponownie odwieczna tradycja zaleca rewanz z kolei z naszej strony.
    A zatem rewanz tez jest bezproblemowy - zapraszamy zazwyczaj do siebie, kawa-kawa, ciastko-ciastko lub obiad -obiad itp. jasno, prosto.

    natomiast zaproszenie na wycieczke za miasto to sprawa bardziej skomplikowana.
    tu mamy troche skape informacje, ale na podstawie tego co wiemy to znajoma zadzwonila z wlasnej inicjatywy i ZAPROSILA na wycieczke.

    Mogla to inaczej sformulowac, mogla np powiedziec "wiesz, szukamy chetnego do wspoludzialu, dzielimy sie tylko kosztami benzyny, bylabys zainteresowana bo szykuje sie fajna wycieczka poza tym?" - i sprawa zalatwiona.

    Bo podstawa Savoir Vivre poza tym jest UCZCIWOSC, mile panie.

    A twoja znajoma, Clara, to byl inny przypadek, twoja znajoma musiala jechac sama
    i zglosila chec udzialu na skutek
    twojej INFORMACJI. to jest zupelnie inna para kaloszy,

    Swoja droga ta sytuacja bedac zupelnie inna, juz mozna byloby po krotkim certoleniu sie ew. przyjac od niej czesc kosztow podrozy.
    dlaczego od niej tak, a od autorki nie?
    otoz autorka w ogole nie musiala nigdzie jechac. dla niej byla to wycieczka w ogole nieprzewidziana, czysto towarzysko -relaksacyjna. mogla doskonale sie nie odbyc

    a dla twojej znajomej Clara to byla koniecznosc za ktora tak czy siak pewnie musialaby zaplacic. wiec tylko od twojej dobrej woli zalezalo czy wezmiesz od niej pieniadze czy nie.
    Elegancko byloby nie, ale tu z gory bylo wiadomo ze jest wyprawa- business,
    nie przyjemna, przyjacielska wycieczka w plener.

    a znajoma faktycznie zachowala sie jak buc. zdecydowanie powinna byla choc ZAPYTAC czy nie napilabys sie kawy, bo tak naprawde to przyniesc po dwa wszystkiego
    jak na USA filmach...


    Minnie



    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • baba67 25.10.11, 07:00
    To nieprawda ze zaproszenie do domu wiaze sie z mniejszym nakladem staran i kosztow niz wycieczka 100 km w jedna strone.Samochod sprzata sie szybko a benzyna nie kosztuje wiecej niz 50 zl.Tyle samo kosztuje dobre ciasto bo przeciez nie kupuje sie tylko dla siebie i goscia.
    Jesli upierasz sie przy tym ze kobieta byla zaproszona(bo dla mnie nie jest to takie oczywiste wcale, pierwsze co bym zrobila slyszac taka PROPOZYCJE od niezbyt dobrze znanej osoby to uscislila sorawe)badz konsekwentna-pytanie na temat podzialu kosztow bylo nietaktem wiekszym niz wziecie pieniedzy(ktore tez bylo nieeleganckie bo takie sprawy zalatwia sie przed).
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • minniemouse 25.10.11, 07:16
    """.Samochod sprzata sie szybko a benzyna nie kosztuje wiecej niz 50 zl.Tyle samo kosztuje dobre ciasto bo przeciez nie kupuje sie tylko dla siebie i goscia"""

    zartujesz chyba. wycieczka 100km, duzy van, obciazenie 5 osob i na pewno jakies graty.

    poza tym ciasto mozna samemu upiec znacznie taniej to raz dwa
    wez nie przesadzaj - gosc zje cale ciasto na jednym posiedzeniu???
    chyba ze wuzetke.
    poza tym sprzatam swoj samochod - no faktycznie, w porownaniu z pieczeniem ciasta
    co jest nawet pewna przyjemnoscia to lazenie na czworakach i wyginanie sie pod szybami
    aby je w srodku umyc - sama rozkosz...

    zreszta, na wyciecze byly zdaje sie tez dzieci bo to znajoma ze szkoly dzieci:
    "Jechaliśmy ich samochodem (duży van), ich trójka i my w dwójkę"
    wiec na pewno pakowania na taka wycieczke przed i po bylo sporo.
    wiecej niz przy zaproszeniu kogos na kawke z ciastem.
    zreszta, nie ma o czym mowic .

    Minnie


    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • nm.buba011 24.10.11, 13:16
    baba67 napisała:

    > Zastanawiam sie jak zareagowaliby zwolennicy tzw
    > kurtuazji gdyby zaprosili kogos do domu na kawe z ciastem, a gosc pod koniec w
    > izyty zaproponowalby zwrot polowy kosztow poczestunku.Zapewne uznaliby goscia
    > za osobe o nienagannych manierach bo dla mnie sytuacja jest dokladnie analogicz
    > na.

    - zachowują się podobnie, jak piszesz Babo, a nawet jeszcze gorzej.
    Mianowicie przynoszą swoje produkty, bez uzgodnienia z zapraszającym.
    -
    --
    pl.youtube.com/watch?v=-tiua0tniWU&feature=related

    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
  • minniemouse 25.10.11, 02:52
    """Ja sama, nie bedac az tak subtelna"""""

    AMEN

    Minnie

    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • baba67 25.10.11, 07:04
    Pasujecie do siebie.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • mergil 25.10.11, 12:29
    Głupotą jest co poniektórzy piszą, że powinnaś się spytać przed wyjazdem ile kosztować będzie cię ta wycieczka. Zgodnie z zasadami SV (według Ewy Sawickiej- moim zdaniem jedna z lepszych książek poświęconych tej tematyce) jeśli koleżanka zaprosiła Twoją rodzinę na wycieczkę to o rozliczeniu kosztów za benzynę nie powinno być mowy. Oczywiście w czasie wycieczki powinnaś płacić za jedzenie, rozrywkę, itp.
  • baba67 25.10.11, 12:41
    Jesli zaproszenie jest ewidentne, to nietaktem jest pytac o koszty.Dla mnie a sytuacja nie jest ew
    identna. No ale jesli dla kogos jest to tym bardziej glupota jest pytac o koszty po wycieczce.
    Wiec o dziwo, zgadzam sie ekspertem od SV (sama siebie zaskoczylam)
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • minniemouse 27.10.11, 02:12
    """""Jesli zaproszenie jest ewidentne, to nietaktem jest pytac o koszty.Dla mnie a sytuacja nie jest ew
    identna. No ale jesli dla kogos jest to tym bardziej glupota jest pytac o koszty po wycieczce.
    Wiec o dziwo, zgadzam sie ekspertem od SV (sama siebie zaskoczylam)""""""


    sama sobie przeczysz teraz, i to podwojnie.

    1.skoro bowiem w koncu zgadzasz sie z ekspertem to znaczy ze sytuacja jest ewidentna,
    a zatem zaproszenie bylo bewzwglednie ZAPROSZENIEM.
    A jesli bylo bezwglednie zaproszeniem, to
    2. nie wypada brac za nie pieniedzy
    bez wzgledu na to czy gosc zachowal sie prawidlowo czy nie
    ( w/g mnie jak najbardziej tak)

    i tyle.

    Minnie


    Wlasnie przed chwila
    --
    Warto przeczytac na forum Migrena:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
  • baba67 27.10.11, 08:09
    Nie pojmuje meandrow Twojej logiki. Widac jest inna niz moja.Dla mnie moja wypowiedz jest w pelni logiczna.Co dla jednej osoby jest ewidentnym zaproszeniem dla innej moze nim nie byc-chyba dla niektorych jednak za trudne.
    Poniewaz nie mamy zadnych szans na zgodne stanowisko, skonczmy nasza dyskusje.Umiem jakos przezyc, ze ktos ma inne zdanie niz moje.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka